- Opowiadanie: MPJ 78 - Dobry sługa

Dobry sługa

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Dobry sługa

Paryż, 18 marca 1314

Gapie gromadzą się na brzegu Sekwany już od kilku godzin. Ludzi jest tylu, że niektórzy aby zapewnić sobie dobry widok, wykupują miejsca w oknach najbliższych domów. Inni wzorem króla Filipa Pięknego korzystają z łodzi kołyszących się na Sekwanie. Wszyscy chcą widzieć niewielką rzeczną wyspę, na której kilkunastu ludzi pracowicie układa polana. Panuje radosny nastrój niczym podczas odpustu lub festynu. W tłumie kręcą się sprzedawcy oferujący jadło, trunki, pamiątki. Nie brak ladacznic i złodziei. Nikogo to nie dziwi. Za chwilę zapłonie stos, na którym zginie dwóch templariuszy: wielki mistrz zakonu Jakub de Molay i komandor Normandii Geoffroy de Charnay.

Choć jestem na rzece, to nie podzielam radości zgromadzonej tu ciżby. Mam do wypełnienia zadanie. Nie widać jeszcze skazańców, mogę więc pozwolić sobie na oddanie się wspomnieniom.

 

Paryż, 11 października 1307

– Król nas usiłuje nastraszyć.

– Niestety mistrzu Jakubie, to pewne wieści.

– Bracie Landolfie, czemu mam uwierzyć, iż za dwa dni władca Francji aresztuje braci i skonfiskuje dobra? Przecież Filip bez naszych pożyczek byłby żebrakiem w dziurawych butach i z pustym żołądkiem.

– Zważa panie, iż tym sposobem nie musiałby zwracać długu.

– Czy możliwe, aby upadł aż tak nisko?

– Raporty naszych szpiegów są zgodne. Musisz uciekać panie.

– Niedoczekanie! Wielki mistrz Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona miałby umykać niby zając. Kto usłuchałby wezwania takiego tchórza i ruszył z nim na krucjatę? Zresztą, nawet gdyby Filip się ośmielił na mnie podnieść rękę, to mamy licznych przyjaciół. W naszej obronie wystąpią, papież, biskupi, możni panowie, inne zakony. Któż stanie przeciw nam, skoro sam Bóg z nami.

– Księga Hioba uczy, iż czasem Pan poddaje ludzi mu oddanych próbie. Szesnaście lat temu straciliśmy Akkę. Przygotowania nowej krucjaty idą jak po grudzie. Jeśli Filip Piękny skonfiskuje nasze dobra, może się okazać, iż wielu dotychczasowych przyjaciół obróci się przeciwko nam.

– Niemożliwe, aby ludzie odwrócili się od rycerzy Chrystusa.

– Mistrzu Jakubie, ludzie są słabi. Jeśli nie boisz się aresztowania, uszanujmy twoją wolę, ale może choć zabezpieczmy nasze aktywa.

– Co proponujesz?

– Wyślijmy ostrzeżenia. Niech złoto z komandorii na południu zostanie załadowane na okręty, a te ruszą w stronę Cypru. Tam znajdą schronienie u Rycerzy Zakonu Szpitalników Świętego Jana. Komandorie na północy niech postąpią podobnie, z tą różnicą, że flota kanału la Manche wyruszy do portów Hanzy, tam zaopiekują się nią bracia z Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego. Najcenniejsze relikwie, księgi i gotówkę wyślijmy w Alpy, pod ochroną najwaleczniejszych z braci.

– Dobrze bracie Landolfie. Zajmiesz się tym osobiście. Faktycznie jeśli w naszych rękach zostanie miecz i sakiewka, Filip Piękny będzie musiał z hańbą ustąpić.

– Tak mistrzu.

 

Paryż, 18 marca 1314

W zgromadzonym tłumie, słychać jakieś krzyki. Widocznie nadjeżdża wóz ze skazańcami. Nasz mistrz nie miał racji. Król choć nie dostał ani złota, ani okrętów, nie cofnął się ani o krok, pogrążył za to nasz zakon w niesławie. Co prawda nie wszędzie. Tam gdzie władza Filipa nie sięgała, tam nasi rycerze zostali od zarzutów uniewinnieni. Inna sprawa, że rychło przystąpili do innych zakonów. Te zaś chętnie przyjęły statki, złoto i zbrojnych, pozostawiając schwytanych przez króla Francji templariuszy na pastwę losu. Pięć lat temu odwiedziłem niemieckich szpitalników w Malborku. Przekazałem im prośbę o pomoc dla mistrza Jakuba de Molay. Nic jednak z tego nie wyszło.

Skazańcy ostatni raz słyszą, iż jeśli przyznają się do winy i okażą skruchę, wyrok zostanie im zamieniony na ścięcie. Niejeden by skorzystał z takiej okazji, ale mistrz de Molay odrzuca ją z pogardą. Jestem prawdopodobnie jedynym, który wie, czemu on to naprawdę robi.

 

Paryż, 7 marca 1314

Drobna sumka wręczona strażnikom, pozwoliła na to by wejść i porozmawiać ze skazańcem. Znędzniały starzec siedzący na brudnym posłaniu, nie przypomina dawnego mistrza potężnego i wpływowego zakonu. Nie złamał się podczas tortur, choć wielu innych, młodszych i silniejszych od niego przyznawało się do wszystkiego byleby tylko zakończono kaźń. No cóż, ich nie motywowała żądza zemsty i nienawiść do Filipa Pięknego. Na mój widok oczy Jakuba de Molay rozbłysły szaleństwem.

– Masz?

– Tak mistrzu. – Pięć niewielkich glinianych pieczęci dyskretnie trafia do rąk starca.

– Dobrze.

– Mistrzu Jakubie, jesteś pewien, że chcesz tego spróbować? Moi ludzie są gotowi. Wystarczy jedno słowo, a wyrwiemy cię z niewoli. W Alpach, z tamtejszego chłopstwa, stworzyłem armię zbrojna w długie piki, wedle zasad Aleksandra Wielkiego. Zbieramy też byłych templariuszy. Możemy tam stworzyć własne państwo niczym Krzyżacy.

– Tyle, że oni zdobyli ziemię pogan.

– To nie jest tak do końca prawda. Znaczna część ich podbojów polegała na zajęciu gdańskiej prowincji polskiego chrześcijańskiego królestwa.

– Nie. Wolę zawierzyć mądrości króla Salomona niż stwarzać własne królestwo.

– Jak sobie życzysz mistrzu. Sądzę jednak, iż gdyby wybuchło w Alpach powstanie chłopskie, warto by wesprzeć je naszymi ludźmi i wiedzą.

– Jak chcesz.

– Mistrzu, martwię się czy eksperyment się uda. Pergaminy znalezione pod Świątynią Salomona nie dają gwarancji powodzenia.

– Jeśli jest choć jedna szansa na pięć jestem gotów zaryzykować. Boję się tylko tego, iż stanę się przez to istotą, którą na wschodzie uważają za demona.

– Panie, Saraceni nas, rycerzy Chrystusa uważali za sługi ciemności, więc i z ifrytami pewnie jest tak samo.

– Landolfie, uspokoiłeś mnie. Czy wykonasz swoją część planu?

– Tak mistrzu.

 

Paryż, 18 marca 1314

Skazańcy już są na stosie, kaci zbliżają się z pochodniami. Mistrz Jakub de Molay woła.

– Patrzcie, jak giną niewinni! Bóg was osądzi. Papieżu Klemensie… Rycerzu Wilhelmie Nogaret… Królu Filipie… Zanim rok minie, powołuję was przed sąd Boży po sprawiedliwą karę.

– Podpalić bluźnierców! – Wilhelm Nogaret popędził katów.

Płomienie buchnęły gwałtownie pochłaniając stos i skazańców. Zachowywały się jak żywa istota. Zdawały się pragnąć, ulecieć w przestrzeń, a jednocześnie coś je pętało i trzymało przy ziemi. Gdy ogień osiągnął największe natężenie, a skazańcy zmienili się w popiół, ze stosu dobiegł dźwięk jakby płacz dziecka.

 

Stos dopalił się, gawiedź rozeszła. Czas bym przystąpił do działania. Łódź przybiła do brzegu wyspy. Wręczam kolejne łapówki, co pozwala mi przejrzeć popioły zanim kaci wrzucą je do Sekwany. Szybko znalazłem i zebrałem pięć glinianych pieczęci. Ogień ich nie pokruszył, ale sprawił, iż stały się twarde jak granit i zyskały barwę krwi. Dokładnie tak jak zapisano w zwoju. Miałem już wszystko to co potrzebne.

Kilka godzin później w przestronnej komnacie przystąpiłem do działania. W kominku buzował ogień, odczytałem formuły z kopi zwoju, który przed laty nasz zakon odnalazł w podziemiach świątyni Salomona. Srebrnym nożem naciąłem dłoń. Krew kroplami kapała na gliniane pieczęcie.

– Jakubie de Molay przybądź!

– Oto jestem – dopowiedział mi płomień z kominka.

– Ukaż się ifrycie.

– Jak sobie życzysz.

Ogień opuścił palenisko przyjmując jednocześnie postać ostatniego mistrza templariuszy. Nie starca jakiego pamiętałem ale mężczyzny w sile wieku.

– Panie, oto pieczęcie. – Przyklęknąwszy wyciągnąłem do niego dłonie, a w nich pięć zakrwawionych glinianych krążków.

– Wiesz, iż póki je masz, masz władze nade mną.

– Tak mistrzu.

– Jednak oddajesz mi je.

– Tak mistrzu.

– Zwój ze świątyni Salomona ostrzegał, iż uwolniony ifryt może zabić swego pana. Czemu więc miałbym cię oszczędzić?

– Ponieważ jesteś prawym rycerzem, wiedzącym co to honor.

– Saraceni takich jak ja uważają za demony.

– Ich mędrcy twierdzą, iż tak długo jak żyje ten, kto wezwał ifryta, nikt inny nie będzie miał władzy nad tym demonem.

– Rozumiem. – Oczy Jakuba na chwilę rozbłysły. – Czego więc oczekujesz w zamian?

– Możliwości by ci służyć mistrzu.

– Dobrze, sługo dobry i wierny! W małej rzeczy byłeś wierny, nad wieloma cię postawię.

– Twe słowa panie radują mą duszę, albowiem oznaczają, iż Saraceni nie mieli racji co do tego kim są ifryty. Demon wszak nie mógłby cytować pisma.

– Landolfie, coś mi mówi, iż prędko cię ze służby dla mnie nie zwolnię.

 

Genewa, 3 stycznia 2018

– Landolfie, nie boisz się, że w obecnej sytuacji nawet dyrektora generalnego de Molay Group można oskarżyć o terroryzm, jeśli nie będzie chciał współpracować z francuskim wymiarem sprawiedliwości?

– Mistrzu Jakubie, nasza firma już współpracuje z Francuzami. – Uśmiecham się lekko.

– Współpracuje? Czyżby nadszedł czas by zwolnić cię ze służby. – W dłoni Jakuba de Molay, pojawia się kula płynnej lawy.

– Już wyjaśniam panie. Nasi prawnicy walczą na barykadach paragrafów jak lwy. Tak musi być abyśmy nie stracili klientów. Natomiast nieformalnymi kanałami przekazaliśmy żabojadom informację, iż willę w Neuilly-sur-Seine wynajmowała od nas spółka zarejestrowana na Bahamach. Jeśli Francuzi pójdą tym tropem trafią ostatecznie do Rosji.

– Dlaczego tam?

– Ponieważ, tamtejszy wywiad chętnie będzie sugerował, iż może mieć z tym coś wspólnego, by budzić większy strach.

– Jak zwykle myślisz o wszystkim Landolfie.

– Tak mistrzu. 

Koniec

Komentarze

W tłumie kręcą się sprzedawcy oferujący jadło, trunki, pamiątki, ladacznice i złodzieje.

wygląda tak, jakby sprzedawcy oferowali ladacznice.

 

Stos dopalił się. Gawiedź rozeszła, czas bym przystąpił do działania.

a tu kropkę i przecinek zamieniłbym miejscami

 

odczytałem formuły z kopi zezwoju

a co to?

 

Landolfie, nie boisz się, że obecnej sytuacji nawet dyrektora generalnego de Molay Group można oskarżyć o terroryzm, jeśli nie będzie chciała współpracować z francuskim wymiarem sprawiedliwości.

tak sformułowane pytanie (o ile to pytanie, bo nie ma pytajnika) sugeruje, że dyrektor jest kobietą

 

Fajny pomysł, dość zręcznie opisany. Templariusze są bardzo wyeksploatowani, ale klątwa Jakuba de Molay zawsze robi wrażenie. Podobał mi się dialog z ifrytem, motyw z cytowaniem Pisma (chyba jednak duża literą). Nie zrozumiałem ostatniego epizodu, czy to nawiązanie do jakiejś współczesnej afery?

Interpunkcja leży i kwiczy. Kilka literówek.

 

 

Nie jest to zbytnio porywające. Jak dla mnie, to za mało się tu dzieje, przydałoby się tu jakieś wydarzenie rzucające na kolana. Nic mnie tu nie zaskoczyło czy zapadło mi w pamięć. Temat templariuszy jest ciekawy, ale mogłeś wykorzystać go jakoś lepiej. Może przydałoby się trochę rozbudować to opowiadanie?

Interpunkcja została potraktowana w tym tekście karygodnie. Powinieneś albo więcej czasu poświęcać na korektę swoich opowiadań, albo korzystać z opcji betalisty na portalu.

Pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Wskazane poprawki naniosłem. 

 

Cobold końcówka nawiązuje do opowiadania Iudicium Dei ;)

 

 

Fajny pomysł na powiązanie klątwy ostatniego mistrza zakonu z Ziemią Świętą.

Templariusze to rzeczywiście nośny temat, od wieków potrafią rozpalać wyobraźnię.

Też nie bardzo skumałam końcówkę. Chyba czytałam, ale już nie pamiętam.

Zgadzam się z przedpiścami co do interpunkcji. Wołacze, te rzeczy…

Babska logika rządzi!

MPJocie, co ja Ci ostatnio pisałam na PW? I dlaczego nie chcesz skorzystać? Za te literówki i przecinki, to Ci się baty należą i tyle. 

Osobiście nie podoba mi się w przedostatniej “dacie” pomieszanie czasów narracji. Wcześniej jest ok i spójnie, ale w tym fragmencie czas teraźniejszy zmienia się w przeszły trochę bez sensu i znienacka, prawie w połowie wykonywanej czynności (takie mam odczucie). 

Co do pomysłu – zgadzam się z poprzednikami – jest ciekawy i fajnie pokazany.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A więc tak zaczęła się klątwa Jakuba i jego Templariuszy. Nie powiem, temat ująłeś w ciekawy sposób.

Zgrzyta za to drugi fragment – ciężko czyta się dialog bez didaskaliów.

Wykonanie typowo eMPeJotowe w zakresie interpunkcji :(

Podsumowując: niezły koncert fajerwerków, byłby lepszy z dopracowanymi technikaliami :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No cóż, czytałam z pewnym zaciekawieniem, ale ostatni fragment zamącił mi wszystko. Nawet jeśli, jak twierdzisz, nawiązujesz tu do swojego wcześniejszego opowiadania, chyba nie powinieneś zakładać, że czytelnik będzie pamiętał lekturę sprzed ośmiu miesięcy.

 

kil­ku­na­stu ludzi pra­co­wi­cie ukła­da drew­nia­ne po­la­na. –> Masło maślane. Czy polana mogą być inne, nie drewniane?

 

Jeśli Filip Pięk­ny skon­fi­sku­je nasze dobra, może się oka­zać, iż wielu na­szych do­tych­cza­so­wych przy­ja­ciół ob­ró­ci się prze­ciw­ko nam. –> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

stanę się przez to isto­tą, która na wscho­dzie uwa­ża­ją za de­mo­na. –> Literówka.

 

– Lan­dol­fie, nie boisz się, że obec­nej sy­tu­acji… –> Chyba miało być: – Lan­dol­fie, nie boisz się, że w obec­nej sy­tu­acji

 

Na­to­miast nie­for­mal­ny­mi ka­na­mi prze­ka­za­li­śmy ża­bo­ja­dom in­for­ma­cję… –> Co to są kany? A może miało być: Na­to­miast nie­for­mal­ny­mi ka­nała­mi prze­ka­za­li­śmy ża­bo­ja­dom in­for­ma­cję

 

willę w Neu­il­ly-sur-Se­ine wy­naj­mo­wał a od nas spół­ka… –> Zbędna spacja.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poprawki naniosłem niestety dopiero teraz miałem czas. 

I tak masz szczęście, niektórzy w ogóle nie mogą znaleźć czasu. Na nic. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Skąd ja to znam ;)

 

 

Nowa Fantastyka