- Opowiadanie: AQQ - Ważne, by mieć własny kąt

Ważne, by mieć własny kąt

Miał być roman, ale chyba nie wyszedł. 

Napisałam, bo obiecałam, że to zrobię, a pomysł na opowiadanie z inkubem od dawna chodził mi po głowie.

Sama nie wiem, co o tym myśleć.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Ważne, by mieć własny kąt

 

Powietrze na strychu było gorące i przesycone zapachem siana, gromadzonego tu jeszcze przez dziadka. Ostatnie promienie słońca leniwie sączyły się do wewnątrz, przez okna dachowe, oświetlając kartonowe pudła wypakowane po brzegi starymi książkami i gazetami. Sylwia wkładała do foliowych worków ubrania, które mama odkładała z mocnym postanowieniem: schudnę i będę w tym jeszcze chodzić. Przecież szkoda wyrzucać. Jednak elektroniczna waga łazienkowa, jakby była w zmowie z kalendarzem i z roku na rok, wyświetlane przez nią cyfry były jedynie większe, grzebiąc jednocześnie nadzieje matki na powrót do figury sprzed ćwierćwiecza i zacieśniając jej pakt z lodówką.

W kolejnych kartonach lądowały stare lampy, kable, buty, poobijane garnki, i milion innych szpargałów, zbieranych przez rodziców na zasadzie: przecież, to się może jeszcze przydać.

Sylwia bez sentymentu pozbywała się swoich pluszaków, klocków i planszówek, chociaż mama mówiła, że powinna je zostawić, bo: jak będziesz miała dzieci…

– Skończyłaś już? – zapytała mama, gramoląc się na opuchniętych nogach po schodach. – Boże, jak tu gorąco! Nie ma czym oddychać. To wszystko przez tę nagrzaną blachę na dachu – wydyszała i otarła pot z czoła.

– Jeszcze trochę mi zostało – odparła Sylwia, upychając stare widokówki i kartki urodzinowe między pożółkłe strony Trybuny Ludu a egzemplarze Burda Mode z wykrojami z tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego czwartego roku.

– Nie mam siły. – Mama opadła ciężko na fotel z przetartą aksamitną tapicerką i natychmiast poderwała się z powrotem na równe nogi, kiedy jej pośladki natrafiły na wystającą sprężynę. – Szkoda tego wyrzucać. – Poparzyła na spakowane rzeczy.

– A do czego ci to wszystko potrzebne? Przecież cały czas tylko się tu upycha różne rzeczy, a nic się stąd nie wynosi. Przed remontem musimy się tego pozbyć.

– Ale tu jest tyle wspomnień… – Mama ogarnęła smutnym spojrzeniem poddasze.

– Jak chcesz, to możemy tu zrobić muzeum, zamiast przytulnego mieszkanka dla mnie i Kuby, a my spokojnie zamieszkamy z babcią w jednym pokoju – prychnęła Sylwia, przeglądając zawartość grubej koperty ze zdjęciami. – Kto to jest? – zapytała, przełykając ślinę.

Ze zdjęcia patrzył na nią przystojny, na oko trzydziestoletni, mężczyzna. Wielkie ciemne oczy hipnotyzowały i przewiercały ją na wylot, do tego stopnia, że Sylwia poczuła się nieswojo. Nigdy wcześniej nie czuła nic takiego, nawet w obecności Kuby, który był jej narzeczonym, a nie nieznajomym i to w dodatku z fotografii.

– Pokaż. – Mama sięgnęła po zdjęcie. – Skąd to się tu wzięło? Wyrzuć to! – warknęła i z obrzydzeniem wrzuciła podobiznę mężczyzny między resztę śmieci.

– Kto to jest? – Sylwia nie dawała za wygraną.

– Nikt ważny.

– Mamo, dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?

– Nie ma o czym mówić.

– Mamo…

– Oskar – odparła sucho matka i ruszyła powoli w stronę schodów prowadzących na dół.

 

Sylwia marzyła o swoim własnym kącie. O pokoiku, w którym bez skrępowania mogłaby płakać, kiedy jest jej źle, gdzie mogłaby uciekać w marzenia i gdzie miałby odrobinę prywatności. Od urodzenia dzieliła pokój z babcią. Kiedy była mała, bardzo jej się to podobało. Nikt tak jak babcia nie potrafił opowiadać bajek, pocieszać i przeganiać potworów, czających się za łóżkiem. Później, kiedy zaczęła dojrzewać, stało się to cokolwiek krępujące. Nigdy jednak nie było pieniędzy na zaadaptowanie poddasza, i tak niewielkiego domu, bo okazywało się, że zawsze są pilniejsze wydatki. Kiedy Sylwia oznajmiła, że wychodzi za mąż, babcia sprzedała swoją ostatnią działkę, a pieniądze ze sprzedaży przeznaczyła na stworzenie młodym małego mieszkanka na poddaszu, z osobną kuchnią i łazienką. Stąd też wzięło się to całe zamieszanie z wyrzucaniem wszystkiego, co było tam gromadzone od dziesiątek lat. Ekipa budowlana, na dniach, miała brać się do pracy.

Wieczorem, leżąc w łóżku, Sylwia niecierpliwie nasłuchiwała spokojnego pochrapywania babci. Kiedy wreszcie upragniony dźwięk przerwał ciszę gorącej lipcowej nocy, sięgnęła drżącą ręką pod poduszkę i natrafiła na gładki kawałek papieru, który zabrała ze strychu. Włączyła latarkę w telefonie i oświetliła twarz na zdjęciu. Sama nie wiedziała, dlaczego ten mężczyzna tak przyciągał jej uwagę. Oglądała przecież w życiu wiele zdjęć nieznanych osób, ale nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego. Nie mogła oderwać wzroku od ciemnych oczu mężczyzny uśmiechającego się szelmowsko ze zdjęcia. Absorbował całą jej uwagę, przyciągał, pobudzał zmysły, do tego stopnia, że Sylwia poczuła nieznośne napięcie w dole brzucha. W końcu wsunęła fotografię z powrotem pod poduszkę, bojąc się ulec irracjonalnemu uczuciu, które nią zawładnęło i domagało się zaspokojenia. Zanim wyłączyła telefon, wydawało jej się, że rogu pokoju, tuż obok szafy ktoś stoi.

 

– Kuba odebrał już obrączki? – zapytała mama, nakładając jajecznicę na talerz, ozdobiony motywem kiczowatych róż.

– Przecież ci mówiłam, że będą dopiero na jutro – odparła Sylwia, smarując masłem chrupiącą kajzerkę.

– A co z orkiestrą?

– Mamo, o nic się nie martw. Wszystko jest załatwione. Suknię odbieram jutro. Mamy zresztą jeszcze dużo czasu.

– Wcale nie tak dużo. Niecały miesiąc – skwitowała mama.

– Ty się lepiej martw tym, czy nasze gniazdko będzie gotowe do tego czasu – zaśmiała się Sylwia i zakręciła na palcu kosmyk długich jasnych włosów.

– Dzisiaj zaczynają i obiecali, że szybko się uwiną.

– To super – powiedziała Sylwia, wycierając kawałkiem bułki resztki jajecznicy z talerza. – Mamo, powiedz mi, kim jest ten Oskar ze zdjęcia?

– Nikim. On nie żyje – stwierdziła sucho matka.

– Ale jak żył, to kim był? Co go łączyło z naszą rodziną? Bo pewnie łączyło, skoro znalazłam jego zdjęcie na strychu.

W kuchni zapadła grobowa cisza, przerywana jedynie brzęczeniem muchy, tłukącej się rozpaczliwie o szybę.

– No powiedz jej wreszcie, Maryś – odezwał się tata i nie podnosząc wzroku znad gazety, pociągnął łyk kawy.

– Staszek, czy ty zawsze musisz czytać przy jedzeniu? – Marysia starała się nie zwracać uwagi na to, co powiedział mąż.

– Muszę. Powiedz jej.

– Co jej mam powiedzieć? – Mama sprawiała wrażenie zagubionej.

– Opowiedz o swojej siostrze wariatce i o tym Oskarze.

– O cioci Izabeli, co wylądowała w domu wariatów? – zainteresowała się Sylwia.

– Nie w domu wariatów, tylko w zakładzie zamkniętym.

– No właśnie, w zakładzie. Nigdy nie chcieliście mi powiedzieć, dlaczego się tam znalazła.

– Bo nie ma o czym mówić. Zdrowych tam nie zamykają i to ci powinno wystarczyć.

– Czyli nie powiesz?

– Nie. To zbyt bolesne – wycedziła mama przez zaciśnięte zęby i odwróciła się, pragnąc ukryć, cisnące się do oczu łzy.

Nie, to nie – pomyślała Sylwia. – I tak się dowiem.

 

***

 

Gminna biblioteka publiczna nie była miejscem tak popularnym, jak miejscowy bar, gdzie główną atrakcją oprócz lanego Żywca i krupniku sprzedawanego na setki, były automaty do gier. Męska część lokalnej społeczności przedkładała sobie przyjemne spędzanie czasu na trwonieniu zasiłków, w owej jaskini hazardu, nad wysiłek intelektualny, jakim było czytanie książek. Do biblioteki zaglądały tylko dzieciaki, poszukujące lektur i kilkanaście pań spragnionych obcowania z literaturą niezbyt wysokich lotów, w której odnajdywały to, czego życie im poskąpiło – miłość.

Czas w pracy dłużył się Sylwii niemiłosiernie. Rozmyślała o swojej ciotce, o której wiedziała tylko tyle, że przebywa w zakładzie dla chorych psychicznie, a znalazła się tam, zanim jeszcze Sylwia pojawiła się na świecie. Nigdy wcześniej nie zastanawiała się, jaki był powód jej izolacji. Ot, ciotka-wariatka, mówili wszyscy i to wystarczało. Aż do tej chwili.

– Dzień dobry, kochanieńka! – Drzwi do biblioteki otworzyły się z hukiem i do środka wtargnęła, niczym tornado, chuda kobieta o płomiennorudych włosach.

– Dzień dobry, pani Jasiu – uśmiechnęła się Sylwia.

– Byłam właśnie u fryzjera, bo wiesz, jutro jedziemy z Józkiem na wczasy i muszę szałowo wyglądać. – Poprawiła z zadowoleniem fryzurę przypominającą hełm. Po ilości lakieru, jaki ją utrwalał, Sylwia domyśliła się, że jest ona zarówno wodo, jak i kuloodporna.

– Ślicznie pani wygląda – pochwaliła Sylwia, uśmiechając się w duchu. – Jakieś książeczki na wakacje?

– No właśnie. Chciałam coś lekkiego, żeby mieć co na plaży poczytać. Bo wiesz, tamte co wzięłam ostatnio, to teraz siostra czyta. Cudne były, nie mogłam się oderwać. Masz jeszcze coś tej Nory Roberts albo Danielle Steel? – Pani Jasia wyrzucała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego.

– O ile jest jeszcze coś, czego pani nie czytała.

Sylwia ściągnęła z półki kilka książek. Sprawdziła w karcie czytelnika, czy numery się nie powtarzają i z zadowoleniem stwierdziła, że trafiła bezbłędnie.

– Dziękuję, kochanieńka – szczebiotała pani Jasia. – Ja to lubię czytać o takiej wielkiej miłości. Te historie są takie… no wiesz, w normalnym życiu tego nie doświadczysz. Ten mój Józek, to taki nieromantyczny. – Machnęła ręką.

– Pani Jasiu – zaczęła Sylwia, bo nagle coś przyszło jej do głowy. – Znała pani siostrę mojej mamy, Izę?

– A co bym miała nie znać. Pewnie, że znałam – skinęła.

– A jak to się stało, że ona wylądowała w tym domu wariatów?

– A to ty nie wiesz?

– Coś tam wiem – skłamała Sylwia – ale o szczegółach mama nie chce mówić. Zwłaszcza o… Oskarze. – Zaryzykowała.

– Piękna była z nich para – rozmarzyła się pani Jasia. – Ona taka ładna. Długie jasne włosy, zgrabna. Miała na czym usiąść i czym oddychać. Podobna była do ciebie, kochanieńka. A on… – westchnęła – chłopak jak marzenie. Przystojny, elegancki, a jak tymi czarnymi oczami na którąś spojrzał, to od razu jej miękły kolana. Wszystkie żeśmy Izie zazdrościły, że go usidliła.

– Usidliła? W jakim sensie?

– Jak to w jakim? – Pani Jasia popatrzyła na Sylwię zdziwiona. – No zaręczyli się. Twój dziadek już nawet wódkę na wesele kupił, kochanieńka.

– I co? Był ten ślub?

– A skąd! Przydybała go Iza na festynie, jak obrabiał w krzakach jakąś siksę z sąsiedniej wioski i tak się wkurwiła, że łeb mu kamieniem na miazgę rozwaliła. No, ale przecież to wiesz.

– Niech pani opowiada dalej.

– Nie ma co dalej opowiadać. – Jasia wzruszyła ramionami. – Z tej rozpaczy w głowie jej się poprzewracało tak, że mówić nie mogła i straciła kontakt ze światem. Nawet nie wiem, czy od tego czasu, choć słowo powiedziała. Coś tam mówili później, że niepoczytalna była i zamknęli ją w tym zakładzie. Do więzienia nie poszła.

– Dziękuję – powiedziała cicho Sylwia.

– No to ja lecę, kochanieńka. – Pani Jasia zgarnęła z biurka książki i wpakowała je do jednorazówki z Biedronki. – A ty się tak tym nie przejmuj. W sumie nie dziwię się, że twoi nie chcą o tym mówić. To straszna tragedia była. Ale to przecież stare dzieje. Nikt już prawie nie pamięta.

Kiedy pani Jasia wyszła, Sylwia ciężko opadła na obrotowy fotel i zamknęła oczy. Oczyma wyobraźni widziała Oskara z roztrzaskaną głową, leżącego w kałuży krwi. Sięgnęła do torebki i wyjęła z niej fotografię. Oskar ze zdjęcia uśmiechał się do niej i przewiercał wzrokiem. Znów powróciło dziwne napięcie w dole brzucha. Sylwia nie mogła przez chwilę złapać tchu. Zakręciło jej się w głowie i zrobiło się słabo. Miała dziwne wrażenie, że ktoś stał obok niej. Wyczuwała czyjąś obecność, chociaż nikogo w bibliotece nie było. Nawinęła na palec kosmyk włosów i mocno pociągnęła.

Im dłużej patrzyła na fotografię, tym zalewała ją coraz większa fala podniecenia. Starała się z tym walczyć z całych sił, tak jak to robiła przez całe życie. Tak, jak w ciągu tych wszystkich nocy spędzonych we wspólnym pokoju z babcią, kiedy zwijała się z bólu, próbując nie dopuścić do zaspokojenia, w obawie przez tym, że zostanie przyłapana. Nawet jej zbliżenia z Kubą nigdy nie były w pełni satysfakcjonujące. Robili to byle gdzie i byle jak. Zawsze szybko, żeby nikt ich nie nakrył. Nie mieli warunków na to, żeby ich miłość w pełni rozkwitła.

To, czego doznawała teraz, było stokroć silniejsze od wszystkiego, czego dotychczas doświadczyła. Czuła, że drzemiąca w niej bestia chce się wyrwać na zewnątrz, wbrew wszelkim zasadom przyzwoitości i zdrowemu rozsądkowi. Długo walczyła z pokusą i dopiero ból w miejscu, skąd wyrastały ciągnięte przez nią włosy, sprawił, że ostatecznie udało się jej oprzeć. Wciąż oszołomiona schowała zdjęcie z powrotem do torebki, z mocnym postanowieniem, że więcej na nie nie spojrzy. Nie chciała znów doprowadzić się do takiego stanu.

Do wieczora chodziła rozkojarzona. Nie zwróciła nawet uwagi na uwijającą się na strychu ekipę. Ledwie skubnęła coś na kolację, pragnąc jak najszybciej znaleźć się w łóżku i odpocząć.

Pochrapywanie babci podziałało na Sylwię uspokajająco. Starała się nie myśleć o Oskarze i o tym, czego się dzisiaj dowiedziała. Kiedy była już prawie pewna, że odpływa, poczuła dotyk na ramieniu. Ciepła dłoń przesunęła się w stronę jej szyi, po czym mocno ujęła pierś, wywołując przyjemne mrowienie. Sylwia nie była w stanie się ruszyć. Czuła, jakby jakieś niewidzialne więzy krępowały jej ciało, nie chcąc dopuścić, by poznała źródło obezwładniającej ją przyjemności.

Ktoś pochylał się nad nią i bezceremonialnie rozpalał drzemiące do tej pory instynkty. Sylwia dostrzegła w ciemności jedynie ciemne oczy przepełnione obietnicą zmysłowej rozkoszy.

 

Rano nie była w stanie podnieść się z łóżka. Chciała wierzyć, że wszystko, co się zdarzyło ubiegłej nocy, było tylko snem, ale sińce na udach i piersiach wydawały się temu przeczyć. Była zmęczona, ale jednocześnie ogarniało ją uczucie spełnienia. Uczucie, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła tak intensywnie.

W końcu zwlekła się z łóżka i poczłapała do łazienki. Patrzyła na swoje odbicie w lustrze, podkrążone oczy, zmierzwione włosy, sine plamy na ciele i otarte kolana. Potem długo stała pod prysznicem, próbując się pozbierać i zrozumieć, co tak właściwie się stało. Targały nią sprzeczne uczucia. Z jednej strony wstyd, zażenowanie i poczucie winy w stosunku do Kuby, a drugiej niewytłumaczalna euforia i chęć powtórnego przeżycia takiej ekstatycznej nocy.

Wieczorem znów do niej przyszedł.

 

***

 

– Sylwia, znowu nic nie zjadłaś – upomniała ją mama przy śniadaniu.

Sylwia siedziała przy stole ze spuszczoną głową i widelcem rozgniatała na miazgę parówkę. Wpadające do talerza kosmyki włosów mieszały się z kawałkami mięsa.

– Przecież jem – burknęła i zaczęła kruszyć bułkę na małe kawałeczki.

– Właśnie widzę. Jak tak dalej pójdzie, to suknia będzie na tobie wisieć, jak na wieszaku. Jeszcze się Kuba rozmyśli i odwoła ślub.

– To pewnie przedślubny stres – skwitował tata, nie podnosząc głowy znad gazety. – Normalne. Nie pamiętasz, Maryś, jak siedziałaś w kiblu cały tydzień przed naszym ślubem?

– Pamiętam – zaśmiała się mama. – Zrobię ci kanapki do pracy. Dobrze?

– Zrób – powiedziała Sylwia obojętnie.

 

W pracy, gdy tylko mogła, wpatrywała się w zdjęcie Oskara. Nauczyła się panować nad sobą w ciągu dnia, bo wiedziała, że w nocy i tak do niej przyjdzie i będzie się z nią kochał na wszystkie możliwe sposoby. Będzie wielokrotnie rozpalał i budził najdziksze instynkty, by potem zaspokajać je i rozniecać wciąż na nowo. Sylwia nie wyobrażała sobie już życia bez niego.

Każdej kolejnej nocy widziała go coraz wyraźniej. Uwielbiała patrzeć na jego piękną twarz, mocne muskularne ciało i rogi połyskujące w blasku księżyca. Lubiła, kiedy otulał ją swoimi szerokimi czarnymi skrzydłami, a dotyk jego dłoni miał narkotyczne działanie.

Powoli z bezwładnej lalki stawała się czynną uczestniczką wymyślnych igraszek, o istnieniu których nie miała wcześniej pojęcia. Noc należała do nich i wtedy wstępowała w Sylwię nadludzka siła, która pozwalała na oddawanie się kochankowi przez wiele godzin z równą siłą i ochotą. Rano była tylko cieniem samej siebie i z trudnością funkcjonowała więc załatwienie ostatnich spraw organizacyjnych związanych ze ślubem pozostawiła Kubie i rodzicom. Pragnęła tyko jak najszybciej znaleźć się w łóżku i pogrążyć we śnie.

Kilka pań zwróciło mamie uwagę, że Sylwia stała się dziwnie cicha, obojętna i jakaś obca, a mama tłumaczyła to emocjami związanymi ze zbliżającym się weselem.

Bomba wybuchła kilka dni przed wyznaczoną datą. Sylwia zerwała zaręczyny i oddała Kubie pierścionek. Zrobiła to w kilku słowach, a potem odgrodziła się od wszystkich niewidzialną barierą i pozostawał głucha na wszystkie argumenty, które miały ją skłonić do zmiany decyzji.

 

***

 

W pokoju na strychu można było już właściwie zamieszkać. To, że kuchnia i łazienka nie były jeszcze gotowe, zupełnie nie przeszkadzało Sylwii. Poprosiła o przeniesienie na górę łóżka i szafki na ubrania, po czym zamknęła się w pachnącym świeżą farbą pokoju i nie schodziła na dół przez kilka dni. Przestała chodzić do pracy, nie chciała z nikim rozmawiać, a jedzenie, które przynosiła jej mama, wracało prawie nietknięte.

Rodzice doszli do wniosku, że trzeba jej dać trochę czasu. Przeczekać. Sami zresztą woleli siedzieć w domu i unikać ludzi, żeby nie narażać się na wścibskie docinki i głupie pytania. Już drugi ślub w ich rodzinie nie doszedł do skutku, a to zawsze budziło niezdrowe emocje i skłaniało miejscowych do tworzenia coraz to nowszych teorii, na temat związku Sylwii i Kuby. Doszukiwano się udziału osób trzecich i zdrady. Niektórzy szeptali, że Sylwia zwariowała, podobnie jak jej ciotka, i należy się cieszyć, że przynajmniej Kuba jest cały i zdrowy. Niedoszły mąż również zamknął się w domu i w osamotnieniu przeżywał swoją tragedię.

 

***

 

Babcia nie mogła spać w nocy, co dotychczas nigdy jej się nie zdarzało. Nie wiedziała, czy było to spowodowane napięciem, jakie ostatnio zapanowało w domu, czy nieobecnością w Sylwii w ich wspólnym pokoju. Wierciła się z boku na bok, wyłapując każdy najmniejszy szelest i skrzypnięcie. Usłyszała nagle dobiegające z góry przyciszone dźwięki, przypominające rozmowę, a następnie skrzypienie łóżka oraz jęki i westchnienia, jakie wydają kochankowie w czasie miłosnego uniesienia.

Zaniepokojona wstała z łóżka i podpierając się laską, wyszła na korytarz. Gnana ciekawością powoli ruszyła schodami na górę. Z każdym krokiem przybliżającym ją do drzwi pokoju, w którym zamieszkała teraz Sylwia, dźwięki stawały coraz głośniejsze, wyraźniejsze i bardziej rozpaczliwe. Staruszka oparła się o futrynę i położyła dłoń na klamce. Po chwili wahania nacisnęła ją i natychmiast tego pożałowała.

 

 

– Mamo! Mamo, ocknij się! – Marysia rozpaczliwie potrząsała starszą kobietą. – Mamo!

– Pogotowie zaraz tu będzie – powiedział Staszek, odkładając telefon.

Babcia powoli otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą córkę i zięcia.

– Mamo, lepiej ci? Dobrze się czujesz?

– Nie, nie czuję się dobrze – wysapała staruszka. – Tu strasznie boli. – Położyła dłoń na piersi.

– Spokojnie, zaraz będzie lekarz.

– Maryś… – powiedziała z wysiłkiem babcia – Maryś, on wrócił…

– Kto? Kto wrócił? Co ty mówisz, mamo?

– Oskar wrócił.

 

 

Kiedy odjechało pogotowie, zabierając ze sobą babcię i Marysię, Staszek ruszył na strych w poszukiwaniu Sylwii. Przez cały ten czas nie zeszła na dół, ale nikt się tym specjalnie nie przejmował, bo ważniejsze było ratowanie babci.

Dziewczyna siedziała na łóżku i trzymała w ręce fotografię. Opuszkami palców gładziła czule twarz mężczyzny ze zdjęcia, szepcząc przy tym jakieś niezrozumiałe słowa. Potargane włosy spływały na nagie posiniaczone piersi.

– Sylwia, co ty wyprawiasz? – spytał tata. – Babcię właśnie zabrali do szpitala. Dlaczego nie zeszłaś na dół. Zupełnie nic cię nie obchodzi?

Sylwia poparzyła na ojca tępym wzrokiem, jakby zupełnie nie dotarło do niej, co powiedział. Chwyciła tylko kosmyk włosów i zaczęła go owijać wokół palca.

– Załóż coś na siebie, do cholery jasnej! – wrzasnął ojciec, wyprowadzony z równowagi obojętnością córki. – Musimy wreszcie poważnie porozmawiać, bo tak dłużej być nie może! Co ty tam masz w ręce?! Co jest tak ważne, że masz w nosie mnie i wszystko, co się dzieje w domu?! Dawaj to! – Wyrwał z rąk Sylwii zdjęcie, spojrzał na nie i zaniemówił.

– Nie! – krzyknęła Sylwia i rzuciła się na ojca, chcąc odebrać swój najcenniejszy skarb. – Oddaj mi to natychmiast! On jest mój!

– Zwariowałaś! Jak Boga kocham, zwariowałaś! – Staszek z całej siły odepchnął córkę, tak, że wylądowała z powrotem na łóżku i z wściekłością zaczął targać zdjęcie na małe kawałeczki. – Co się z tobą dzieje?!

– Nie! Błagam, nie! – Sylwia rzuciła się na ojca i zaczęła go okładać pięściami.

– Uspokój się! Zaraz to spalę i będzie po sprawie. – Znów ją odepchnął. – Całe życie z wariatami – rzucił jeszcze, wychodząc, ale Sylwia już tego nie słyszała. Siedziała na podłodze i miarowo uderzała głową w kant łóżka.

 

***

 

– Zostanie u nas na obserwacji. Zrobimy wszystkie badania i spróbujemy znaleźć źródło problemu. Myślę, że terapia i odpowiednie leczenie farmakologiczne przyniosą szybkie efekty. Niech się państwo nie martwią.

– Dziękujemy, doktorze. Jesteśmy bardzo wdzięczni – powiedziała Marysia, wyciągając z reklamówki koniak i bombonierkę.

– Nie trzeba. Proszę to zabrać! – zaprotestował lekarz. – Gwarantuję, że u nas wszyscy mają doskonałą opiekę i warunki. Córka będzie miała nawet osobny pokój.

Sylwia uśmiechnęła się po raz pierwszy od dłuższego czasu i poprawiła bandaż na czole.

 

Koniec

Komentarze

AQQ, bardzo się cieszę, że wróciła Ci wena :) i dzięki Tobie przeczytałam bardzo sprawnie napisane i interesujące opowiadanie. Historia od początku mnie wciągnęła, i mimo, że na pewnym etapie domyśliłam się, że Oskar będzie nawiedzać Sylwię, to czytało mi się bardzo dobrze do samego końca. Ładnie nakreślona postać głównej bohaterki, jej matki i babci i dobrze zbudowany klimat.

Podsumowując bardzo mi się podobało i idę oddać klik do biblioteki :)

 

Ps. A i tytuł fajnie współgra z końcówką :)

Katiu, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że opowiadanie ci się spodobało. Troszkę się bałam, jak zostanie ono odebrane, ale teraz przynajmniej wiem, że mam przynajmniej jednego usatysfakcjonowanego czytelnika. I do tego klik do biblioteki! Dziękuję bardzo.

Wena wróciła wraz z powrotem jednego syna z ferii. Tak jak przypuszczałam, wystarczyło trochę hałasu, żeby napisać opowiadanie w dwa dni. W sobotę wraca drugi syn, więc pewnie będę pisać jak szalona. :)

A co do tytułu, to myślałam nad nim dłużej niż trwało pisanie opowiadania. W końcu doszłam do wniosku, że nic lepszego nie wymyślę i tak zostało. Fajnie, że współgra z końcówką.

Pozdrawiam serdecznie!

Wiesz AQQ, że mi się też lepiej pisze jak nie mam czasu i dużo się wokół mnie dzieje. Jak jestem na urlopie, spokój i cisza, to wpadam w depresję, za dużo myślę i każde zdanie, które sklecę wydaje mi się głupie :)

Pozdrawiam serdecznie i miłego, twórczego wieczoru :) 

Ty, Katiu, za dużo myślisz, a ja w ogóle nie potrafię myśleć, ani zmusić się do pisania. Zbyt komfortowe warunki nie sprzyjają kreatywnemu myśleniu :)

Chyba trochę za dużo :) A z kreatywnością różnie bywa, czasem przychodzi, czasem gdzieś znika… A do pisania, myślę, że po prostu trzeba pisać. Przynajmniej ja tak robię, coś mi przyjdzie do głowy, zaczynam pisać… Potem mam oczywiście bardzo dużo kilkuzdaniowych opowiadań, ale ostatecznie niektóre z nich kończę :)

Zacznę od tego, że podobało mi się jak sprawnie, plastycznie i obrazowo wprowadziłaś mnie w życie bohaterki. Opisy, dialogi, scenki rodzajowe z rodzicami – ​to wszystko wyszło bardzo udanie i napisane jest na naprawdę dobrym poziomie. Warsztatowo, na poziomie języka i zdania to najlepszy Twój tekst jaki czytałem. Zdarzają się potknięcia ale wydaje mi się, że obyczajowa i współczesna fabuła i scenografia niezwykle służą Twojemu pisaniu. 

Ciutkę zachwiana jest kompozycja i druga część opowiadania lekko przyspiesza. Masz też gdzieś Mam zamiast mama (Mam odparła), są pewne nieścisłości (Sylwia pakuje do worków, ale potem jest w kolejnych kartonach…), powtórzenia (– No powiedz jej wreszcie, Maryś – odezwał się wreszcie tata ​), zgrzyty (Staszek, czy ty zawsze musisz czytać przy jedzeniu? – Marysia starała się nie słyszeć tego, co powiedział mąż.​), błędne zapisy dialogu (– No to ja lecę, kochanieńka. – pani Jasia​), lapsusy (To, że nie kuchnia i łazienka nie były jeszcze gotowe, zupełnie nie przeszkadzało Sylwii) i zapewne ktoś je wszystkie wyłapie lepiej ode mnie. 

Jednak ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne i bibliotekę kliknąłem bez wahania.

Sama historia nie jest oczywiście specjalnie oryginalna: coś na podobieństwo męskiego sukkuba doprowadza do szaleństwa dwie kobiety. Finał też nie zaskakuje, jest przewidywalną konsekwencją wcześniejszych wydarzeń. Dom wariatów. Ale ta prosta historia na znany temat napisana jest bardzo sprawnie i szczerze mówiąc jestem zaskoczony wysoką jakością niektórych zdań, fragmentów, bystrością obserwacji i lekkością pióra.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Katiu, ja generalnie lubię kończyć to, co zaczęłam. Nie potrafię ciągnąć kilku rzeczy jednocześnie. Oczywiście mam jeden tekst, który leży i czeka na lepsze czasy. Mam nadzieję, że w końcu nadejdą. :)

 

No to mnie mile zaskoczyłeś, Marasie. :) Spodziewałam się raczej czepialstwa i krytyki, a tu taka niespodzianka.

wydaje mi się, że obyczajowa i współczesna fabuła i scenografia niezwykle służą Twojemu pisaniu. 

Chyba masz rację. Jakoś dobrze się czuję w takich klimatach, ale to chyba normalne, że najlepiej pisze się o tym, co się dobrze zna.

Sylwia pakuje do worków, ale potem jest w kolejnych kartonach…

Miałam na myśli to, że część rzeczy pakowała do kartonów, a część do worków. Może jakoś słabo zaznaczyłam to w tekście.

Błędy poprawiłam, ale jak słusznie zauważyłeś, pewnie ktoś wyłapie jeszcze masę innych. Tekst napisałam w ciągu dwóch dni i praktycznie sprawdziłam go tylko raz i opublikowałam.

Cóż mam więcej powiedzieć? Niezmiernie się cieszę, że spodobało Ci się to opowiadanie. Dziękuję za klika do biblioteki i wszystkie miłe słowa. :)

 

No to mnie mile zaskoczyłeś, Marasie. :) Spodziewałam się raczej czepialstwa i krytyki, a tu taka niespodzianka.

​Z mojej strony? Jestem aż takim krytycznym czepiaczem lub czepialskim krytykiem? Bo samo opowiadanie naprawdę zasługuje na pochwały moim zdaniem. Jedyne zastrzeżenia mam do zbyt przewidywalnej i prostej fabuły. Ale i takie historie ludzie chętnie czytają.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jak pewnie zauważyłeś, napisałam we wstępie, że sama nie wiem, co myśleć o tym tekście. Spodziewałam się raczej krytyki, więc stąd moje zaskoczenie. :)

Temat stary, nawet już mocno wyeksploatowany, ale napisane ładnie i ciekawie. Postacie wydają się żywe, ładnie pokazujesz szczegóły ich życia – babcia chrapie, mama ma kosę z wagą…

Babska logika rządzi!

Tekst zupełnie nie w moich klimatach z pogranicza horroru i hmmm… paranormal romance. Zabrakło mi tutaj jakiegoś pazura, zaskoczenia, odejścia od schematu. Ale napisane spoko i czytało się dobrze. Część obyczajowa wyszła wiarygodnie i lekko.

 

Miał być roman, ale chyba nie wyszedł. 

 

No ja tu właśnie więcej romana, to znaczy romansu widziałem. Widać, że bohaterka czuje to inkuba miętę. Nie mnie to oceniać. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Finkla – dzięki! To, że postacie wydają się żywe, to w pewnej mierze Twoja zasługa. Pamiętam na co zwróciłaś mi uwagę kiedyś przy betowaniu i starałam się zastosować do tego. Początkowo ten tekst miał być żartem, który wynikał z komentarzy pod tekstem na grafomanię. Nawet główny bohater w pierwotnej wersji miał na imię Roman, ale jak się rozpędziłam, to nijak mi tu Roman nie pasował. No i pytanie zasadnicze: Czy dostrzegłaś utaj romana? ;p

SzyszkowyDziadku – ja doskonale zdaję sobie sprawę, że tematyka nie każdemu przypadnie do gustu, dlatego nie wiedziałam, jak tekst zostanie odebrany. Tak, jak wspomniałam wyżej, w pierwotnej wersji, to miał być żart, ale poważniej napisany, tak żeby nie rzygać tęczą. Fajnie, że przynajmniej dostrzegłeś jakieś plusy. :)

Obawy o przyjęcie tekstu zdecydowanie bezpodstawne :-) Bo choć rzeczywiście tematyka nie każdemu się spodoba i dość prosta historia nie każdego zadowoli, to nie można odmówić tekstowi jakości wykonania, lekko i naturalnie nakreślonej warstwy obyczajowej, oraz autentycznych postaci.

Jestem zadowolony z lektury.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Coś podobnego do romana. Tylko bez uczuć, samo pożądanie.

Babska logika rządzi!

Thargone – Cieszy mnie Twoje zadowolenie. Fajnie, że pomimo niezbyt popularnej tematyki, jednak Ci się podobało. :)

Finkla – Bo to jest eromantyczny roman. :)

Brzmi jak oksymoron. Chyba że ostatnio “romantyk” oznacza faceta hojnie obdarzonego przez naturę. ;-)

Babska logika rządzi!

Chyba że ostatnio “romantyk” oznacza faceta hojnie obdarzonego przez naturę. ;-)

“romantyk” – może nie, ale “roman” może już łączyć w sobie wiele cech, wliczając w to nawet te zewnętrzne. ;p

W tematyce obyczajowej czujesz się fantastycznie. Mam nadzieję, że zajmujesz się pisaniem opowiadań lub książek, bo posiadanych talentów nie należy marnować. Pisz, naprawdę umiesz to robić. 

Dziękuję Ci bardzo, Corneliusie. :)

Zajmuję się pisaniem opowiadań i wrzucaniem ich tutaj, na portal. Książka mnie, póki co, przerasta.

Niby nic nowego pod słońcem, bo opisano już wiele podobnych historii i choć od pewnego momentu można się było domyślić zakończenia, to muszę powiedzieć, że czytało mi się świetnie, a nawet ze sporym zaciekawieniem. ;)

 

wy­da­wa­ło jej się, że rogu po­ko­ju, tuż obok szafy ktoś stoi. –> …wy­da­wa­ło jej się, że w rogu po­ko­ju, tuż obok szafy ktoś stoi.

 

Pa­rzy­ła na swoje od­bi­cie w lu­strze… – Literówka.

 

Złóż coś na sie­bie, do cho­le­ry ja­snej! –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Muszę przyznać, Reg, (choć może to zabrzmi nieskromnie) że jestem z siebie zadowolona. Po pierwsze dlatego, że udało mi się zainteresować Cię, a po drugie, to spodziewałam się dłuższej łapanki. :)

Dzięki za odwiedziny, przeczytanie i magicznego kliczka.

Pozdrawiam. :)

Ależ to całkiem naturalne, AQQ, być zadowoloną z siebie! Życzę Ci, abyś tak się czuła jak najczęściej, nawet jeśli wiązałoby się to z nieskromnymi myślami! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W związku z tym, Reg, iż posiadam coś na kształt własnego kąta, to mogę być zadowolona, jak często tylko chcę. ;D

Bardzo Cię rozumiem, bo mam podobnie. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To dobrze, bo w przeciwnym razie mogłabyś być celem ataków jakiegoś inkuba. ;)

Czy dobrze rozumiem, że własny kąt bez strychu zabezpiecza przed atakami? ;-)

Babska logika rządzi!

No wiesz, nie musi być strych. Ważne żeby być zadowolonym ;)

Sylwia też chyba była zadowolona? Wizja kąta to nie byle co. ;-)

Babska logika rządzi!

Szczególnie podatne na lubieżne zakusy inkubów były zakonnice, a ona żyła prawie jak zakonnica. :)

Aaaa, czyli do pełnego bezpieczeństwa potrzeba jeszcze trochę rozwiązłości… ;-)

Babska logika rządzi!

Dobrze kombinujesz yes

Toż cały czas jest mowa o zadowoleniu. ;)

Ładnie napisane, a temat nawet ciekawy. Spodobała mi się przemiana Sylwii pod wpływem nadnaturalnego działania. Dobrze oddałaś takie właśnie klimaty.

Do tego napisane sprawnie, z naturalnymi dialogami. I choć takie obyczajowe ujęcie jakoś specjalnie mnie nie rusza, to jednak jestem bardzo zadowolony z lektury. Toteż jest klik za ten ładny koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NWM – Bardzo się cieszę, iż mimo obyczajowego ujęcia, opowiadanie Ci się spodobało. Grunt to zadowolić czytelnika. ;)

No i bardzo dziękuję za magicznego kliczka. :D

To jest po części romansidło, ale osobiście nie mam nic przeciwko, sam czasem je piszę. Płynnie poprowadziłaś historię, choć mnie najlepiej podobali się bohaterowie poboczni. Postacie rodziców, babci, pani bibliotekarki, naprawdę udane. W ogóle cała otoczka domu i środowiska mi się podobała. Same obcowanie z duchem Oscara, czy też Oskarem zza światów jest dobre, oprócz wejścia ze zdjęciem. Udane opowiadanie. Pozdrawiam.

Dzięki Darconie, że wpadłeś, a lektura okazała się być satysfakcjonującą (że tak zacytuję klasyka;))

Co do bohaterów, to osobiście uważam, że najlepiej wyszła mi pani Jasia. Napisałeś, że udana była postać bibliotekarki, a bibliotekarką była Sylwia – czyli główna bohaterka, a nie poboczna. To zresztą nie ważne, bo i tak cieszę się, że udało mi się stworzyć przekonujących bohaterów.

Również pozdrawiam, kolego romantyku. :)

 

Aż wróciłem do tekstu i rzeczywiście, a byłem pewny, że to Sylwia poszła do biblioteki wypytać panią Jasię. :) Zmyliło mnie zdanie, że czas w pracy ciągnął się Sylwii niemiłosiernie, jakoś nie skojarzyła mi się praca z biblioteką, ale później w dialogu już wyjaśniasz, kto wpada do biblioteki. Widać młody biegał mi między nogami, gdy to czytałem.

No tak, praca w małej bibliotece bywa czasami nudna, a dzieciaki potrafią rozproszyć. :)

Opowiadanie napisane bardzo porządnie. Co prawda to nie są moje klimaty, ale i tak przeczytałem bez żadnych oporów, co mówi samo za siebie :)

Borowiku – Zastanawiam się jak to jest, że generalnie klimaty nie są w guście czytelników, a wszyscy zadowoleni z lektury, a między innymi Ty? Bardzo się miło, w takim razie, i serdecznie dziękuję. :)

A to jest akurat jasne, AQQ. Dobry warsztat i dojrzale poprowadzona fabuła. Wiesz, coś jak Batmany Christopera Nolana, niby o super bohaterze, czyli powinna być tandeta i wodotryski, ale jemu wyszło klimatyczne kino. ;)

U Ciebie romansidło, czyli najczęściej harlequin, a wyszło dramatycznie. :) Znaczy nie wyszło, tylko Autorka tak utkała. :)

Bardzo fajne opowiadanie, a często mam ten problem z obyczajówką, że mnie nudzi. Historia jest jednak ciekawa, bardzo dobrze napisana, a przez to wciągająca. Warsztatowo, opowiadanie jest naprawdę rewelacyjne. 

Podoba mi się tym bardziej, że z tematu dość ogranego zrobiłaś kawał dobrego tekstu. :) 

Darconie – Szczerze mówiąc, to właśnie obawiałam się, że wyjdzie zbyt harlequinowo, bo o ile początkowo to miał być tekst w formie żartu, to w trakcie pisania zmieniłam zdanie, ale bałam się, że jednak zbyt przesiąkło tanim romansem. Dzięki. :)

Rosso – Jest mi niezmiernie miło, kiedy czytam Twój komentarz. Cieszę się, że przypadło CI do gustu, mimo iż jesteś kolejną osobą, która nie przepada z obyczajówką.

Bardzo dziękuję i pozdrawiam. :)

To taki portal, AQQ, bardziej w stronę jajogłowych. ;)

Też napisałem romansidło, to mi wytykali TVNowskie schematy. :) Na wzruszające tematy o miłości (nie mówię o swoim) tu się wzrusza ramionami. ;) Dam Ci przykład pięknego opowiadania, choć nie o typowej miłości damsko-męskiej, który w ogóle nie wszedł do biblioteki, ale popchnąłem parę osób do czytania i jakoś w bólach, w końcu trafił. Na pewno Ci się spodoba, Tobie także, Rosso.

Dom między wszędzie i nigdzie

 

Cieszę się, Darconie, że mimo wszystko, jest jednak miejsce na różnorodność na portalu. Najlepszym tego dowodem jest ostatnie opowiadanie Katji, które wzbudziło niemałe emocje. To, że coś się komuś nie podoba, to nie znaczy, że nie ma prawa istnieć.

Chętnie przeczytam to co podesłałeś, a dodatkowo proszę o link do Twojego romansidła. Też chętnie zaglądnę wieczorkiem. :)

Ja nawet tytułem nie odbiegłem od romansidła. ;)

Odcienie miłości

Zerknęłam na Twój profil i domyśliłam się, że to będzie właśnie TO! :D

Teraz muszę wyjść, więc przeczytam wieczorem. Dzięki. :)

Fajne :)

Fajnie, że fajne, Anet. :D

Przyjemne, klimatyczne i dobrze napisane opowiadanie. Fabuła nie powaliła, ale to nie stanowiło przeszkody, żebym nie był zadowolony z odwiedzin :)

Pytanie: Sylwię spotkało to, co ją spotkało, tylko dlatego że gapiła się na zdjęcie?

Ja również jestem zadowolona z Twoich odwiedzin, Karolu, i bardzo się cieszę, że ci się podobało.

Zdjęcie, to był swojego rodzaju wyzwalacz. Założyłam, że Sylwia, młoda, wstydliwa dziewczyna, która zmuszona była do dzielenia pokoju z babcią, a i z przyszłym mężem też za bardzo nie mogła się wyszaleć, musiała w końcu to jakoś odreagować. Tym sposobem stała się podatna na atak inkuba. Inkub mógł przybrać postać osoby zmarłej, a Oskar był bardzo atrakcyjny, co Sylwia od razu zauważyła, patrząc na jego zdjęcie. Poza tym inkub pozbawiał siły swoje ofiary i, kolokwialnie mówiąc, mieszał im w głowach. No i stąd to wszystko. :)

Ok, dzięki za wyjaśnienie :)

To ja się cieszę, że przynajmniej ktoś miał jakieś wątpliwości, bo byłam przygotowana na to, że czytelnicy będą szukać dziury w całym. :D

Nowa Fantastyka