- Opowiadanie: PaniPanda - Red lips

Red lips

Zazwyczaj piszę w  dość “śmieszkowym” stylu – chciałam spróbować czegoś innego. Taki humor miałam – nie powiem jaki, bo nie przeklinam.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Red lips

 Patrz, jak ładnie śpi.

 Włosy rozrzucone w cudownym nieładzie. Wszystko w niej jest takie właśnie… artystyczne. Każdy kosmyk przypomina mi o emocjach, które dzieliliśmy dosłownie chwilę temu.

 Przymrużone z rozkoszy oczy, głowa zwrócona w prawo, szyja pociągająco odsłonięta. Mięsień mostkowo-tarczowy uwydatniony tak mocno, jak to tylko możliwe. Przepiękna szyja… I ten obojczyk, rzucający subtelny cień z racji przygaszonego światła. Kwintesencja kobiecości.

 Kładę dłoń na jej wciąż zaróżowionym policzku. Widzisz? Uśmiechnęłaby się, gdyby nie spała.

 A skoro już przy ustach jesteśmy – nie można przecież zapomnieć o wargach. Są trochę zbyt suche… Ach. Przecież zawsze uwielbiała czerwoną szminkę.

 Kładę palce na dwóch rankach na jej szyi, po czym niezwykle ostrożnie dotykam nimi jej usta, zostawiając na nich lepką, czerwoną substancję. Tak lepiej.

 Spytasz może, dlaczego ci to pokazuję? Dlaczego pokazuję ci jedyną osobę na tym świecie, która nadawała cel mojej egzystencji, a którą przed chwilą zabiłem?

 Chwytam jej zagubiony na twarzy kosmyk i przesuwam go za ucho.

 Ach, nie. Nie zabiłem. Utuliłem… do snu. Tak, utuliłem…

 No więc, spytasz, dlaczego?

 Nigdy się mnie nie bała. Dzięki niej zrozumiałem, że mogę być kochany… nawet w takiej postaci. Byłem szczęśliwszy niż kiedykolwiek. Jestem. Byłem. I… Przy niej cały mój strach uciekał. Mogłem być sobą, mimo tego okropnego cienia obok, na który jestem skazany, a który nie opuszcza mnie na krok. Tylko przy niej kurczył się, malał i załamywał. Wciąż był, oczywiście, co… Czego skutki zresztą…

 Mam wrażenie, że zdawałeś sobie sprawę z mojej… kondycji… od momentu kiedy mnie poznałeś. A mimo tego, że twoją pracą jest wyszukiwanie i pozbywanie się takich jak ja – nie zrobiłeś mi tego. Czy to dlatego, że ona mi ufała? Że znane są przypadki, że… tacy jak ja… normalnie funkcjonują w społeczeństwie? Że była przy mnie szczęśliwa? Nigdy cię o to nie spytałem.

 Masz zbyt dobre serce do tej roboty. Byłoby lepiej, gdybyś pozbył się mnie lata temu.  Ach, ale nie wiń się za to, proszę. To wyłącznie moja wina. Moja natura. Jestem wdzięczny, że mimo mojego stanu zyskałem nie tylko kobietę, ale też i przyjaciela. Nie masz pojęcia… jak wdzięczny jestem.

 Wiesz, czego najbardziej pragnęła? Chciała podzielić mój los. Stać się jedną z… wiesz… mojego typu. Gdy zaprotestowałem zagroziła, że pójdzie do kogoś innego, jeśli odmówię jej przemienienia. Więc… po długiej rozmowie… po wielu długich rozmowach… Zresztą, chyba sam też tego chciałem.

Być z nią na zawsze. Dosłownie.

Jedna sekunda. Tylko tyle i aż tyle powoduje, że ugryziona osoba może się przemienić. Nie mniej. Nie więcej.

 Nie masz pojęcia… Ludzie nie mają takich zmysłów, by wiedzieć jak to jest – poczuć krew po raz pierwszy od lat. Tego nie da się porównać do narkotyków, alkoholu, seksu. To brakująca część ciebie, jedyny fragment układanki, który dawno temu się zagubił. Euforia, która przewyższa wszelkie znane ludzkości używki. Za takie uczucie można zabić. Zabić, ha…

 To jest jedyny moment, kiedy ten ciągnący się za mną cień zostaje w końcu napojony i usatysfakcjonowany. Jestem tylko ja… Ale wiesz w czym leży problem? Wszystkie cienie tak naprawdę znikają jedynie w całkowitej ciemności. Znikają, czy też może właśnie… przejmują wszystko wokół?

 Przepraszam. Nie poprosiłem cię o przyjście tylko po to, byś słuchał tego beznadziejnego monologu. Dobrze już wiesz, co się stało. I tak, dobrze domyślasz się, o co cię proszę.

 Sekunda nie była sekundą. Nie była też pewnie minutą. Cholera wie ile to trwało… Nie jestem nawet w stanie powiedzieć jakie były jej ostatnie słowa. Mam tylko nadzieję, że bardziej w stronę “jeszcze” niż “przestań”. Patrząc na jej twarz… Widzę tylko piękno i rozkosznie wygięte w uśmiechu usta, ani krzty bólu.

 Czy to tylko dlatego, że ją kocham? Co widzisz ty? Albo nie, nie mów mi. Nie mów nic i patrz.

 Patrz, jak ładnie śpi.

 Dla mnie też już najwyższy czas, by położyć się spać. Przy niej.

Koniec

Komentarze

Rozumiem, że to monolog wampira, ale nie wiem do kogo skierowany. Przeczytałam bez szczególnego entuzjazmu i pewnie niebawem zapomnę.

 

Ah. –> Ach.

 

Ah, nie. Nie za­bi­łem. Utu­la­łem… do snu. Tak, utu­la­łem… –> Ach, nie. Nie za­bi­łem. Utu­li­łem… do snu. Tak, utu­liłem

 

Czy do dla­te­go, że ona mi ufała? –> Literówka.

 

Ah, ale nie wiń się za to, pro­szę. –> Ach, ale nie wiń się za to, pro­szę.

 

Co wi­dzisz Ty? –> Co wi­dzisz ty?

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytało mi się dobrze.

Taki bardziej opis sytuacji niż opowiadanie. Jak dla mnie mało akcji :)

Mnie monolog nie wciągnął. Tym bardziej, że bohater zwracał się do mnie, jakbym była facetem.

Babska logika rządzi!

Klimat a la Świat Mroku. Dla mnie sentymentalna podróż do sesji RPG w tym uniwersum. 

Napisane całkiem ok, podobało mi się.

Monolog i właściwie tyle. Bez tła ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Do tego zaczyna od połowy nużyć, bo nie wiem, co jest celem tekstu. Ale napisane w miarę przyzwoicie, więc przeczytałem bez przykrości.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Tylko nie wampiry… Proponuję w przyszłości wziąć na tapetę topielce, mumie, hydry, sfinksy, pierzaste węże, czy cokolwiek innego, co nie jest tak bardzo przereklamowane.

Napisane całkiem sprawnie, choć ten rodzaj narracji zupełnie do mnie nie przemawia. Na początku czaiła się szczypta dramaturgii (opis ofiary), ale nie podtrzymałaś jej niestety.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nowa Fantastyka