- Opowiadanie: TheDarkCheedar - Planeta Omnipo

Planeta Omnipo

Warstwa. Modyfikacja. Wymuszenie. Refleksja. Otwieranie szuflad w toku...

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Planeta Omnipo

Sprawa wydarzeń na planecie Omnipo pozostawała nierozstrzygnięta. Kilkudniowe nawoływania nadal nie doczekały się odpowiedzi ze strony oddziału badaczy. W obawie o możliwe, niepożądane skutki działania prototypowego obiektu klasy zero, zostałem wysłany jako agent śledczy. Moim zadaniem było zbadanie sytuacji w kolonii przy możliwie najniższym rozgłosie. Priorytet akcji osiągnął stopień czwarty. Wysiadając z lądownika dostrzegłem grupę ludzi, złagodziło to moje początkowe obawy.

Zostałem przywitany w dosyć życzliwy sposób. Badacze nie ukrywali radości z powodu mojego przybycia. Przyczyną braku komunikacji z ośrodkiem okazały się być zniszczone generatory. Poważna awaria jednego spowodowała wybuch w sekcji zasilania, natychmiastowo ograniczając wydajność energetyczną kompleksu. Większość prądu absorbowało podtrzymanie obiektu eksperymentalnego. Brak części zamiennych skutecznie uniemożliwiał rozpoczęcie napraw. Nadajnik pozostawał wyłączony.

Jako delegat z agencji kolonialnej uzyskałem dostęp do danych operacyjnych kompleksu. Oprócz szczegółowych raportów z przeprowadzanych badań sprawdziłem również zapiski o stanie załogi. Dwa z trzynastu katalogów kończyły się nagle, tuż przed zdarzeniem z generatorami. Co najdziwniejsze właśnie tych dwoje załogantów było nieobecnych podczas mojego dotychczasowego pobytu na planecie. Tego samego dnia zaprosiłem na rozmowę koordynatorkę projektu, Amber Lynn.

Kończył się właśnie dzień na Omnipo. Tutejsze słońce już dawno zaszło za górzyste obrzeża krateru Limbus – skalnego masywu okalającego teren kompleksu. Postawna i zgrabna zarazem postać weszła do biura. Jej szafirowe oczy obdarzyły mnie badawczym spojrzeniem.

– Inspektor mnie wzywał.

– Owszem. Jest kilka kwestii.

Wrzuciłem feralne raporty na duży ekran.

– Kilka sprawozdań zostało urwanych przed wybuchem, nie widziałem tych ludzi w bazie…

– Nie sądziłam, że to aż tak istotne… Profesor ciężko zachorował i musiał zostać odizolowany, a pani Kate niestety zginęła podczas wybuchu.

– Dlaczego nic z tych rzeczy nie zostało zanotowane w dzienniku, kto wyłączył system auto notyfikacji? Waszym obowiązkiem jest dokumentować nawet najdrobniejsze zmiany kadrowe – odrzekłem surowo, świadom możliwych konsekwencji dla całej grupy.

– Zupełnie rozumiem pańską frustrację. Bez obaw. Od tamtego dnia dokładaliśmy wszelkich starań by przywrócić prawidłowe funkcjonowanie reszcie bazy. Każdy ma pełne ręce roboty. Postępowaliśmy zgodnie z procedurami dotyczącymi systemu autokontroli. Dane profesora są zapisywane przez roboty medyczne w sekcji medycznej.

Nie ufałem pani Lynn, kilka rzeczy zdawało się wyraźnie do siebie nie pasować. Osoba na stanowisku koordynatora powinna doskonale wiedzieć o konsekwencjach nieuzupełnienia raportów dziennych. Amber pod maską zachowawczej profesjonalistki coś skrywała.

Początkowe braki w elementarnej wiedzy dotyczącej badań i załogi kompleksu, które bezpośrednio wynikały ze stopnia utajnienia projektu, zdołałem nadrobić w niecałe dwie doby. Późnym popołudniem drugiego dnia pobytu skanery wykryły ruch na niebie. Dokonałem pobieżnej obserwacji przy pomocy podręcznej aparatury małego kalibru. W stronę bazy zmierzał niewielki statek ładunkowy. Typ ten wykorzystywany jest zazwyczaj do transportu maszyn bądź zapasów. Czyżby ktoś zdołał nadać sygnał o zapotrzebowaniu na sprzęt?

Wybiegłem wraz z grupą badaczy na płytę lądowiska. Statek usiadł delikatnie, ze środka wyszedł niewysoki, młody mężczyzna. Wystąpiłem z grupy by zgodnie z protokołem pozdrowić nieznajomego.

– Witam na Omnipo, inspektor Stanley Procke. – Wyciągnąłem dłoń by powitać gościa.

– Witam, komisarz Paul Ostrowski, biuro bezpieczeństwa planetarnego…

Szybko cofnąłem rękę. Chwilę zawahania przerwałem nagłym salutem. Sytuacja wydawała się bardzo poważna skoro przybył ktoś o wyjątkowo wysokim stanowisku w bepie. Statek był tylko przykrywką.

– Proszę mi wybaczyć nonszalancję sir. – Próbowałem załagodzić własne grubiaństwo.

– Nic się nie stało inspektorze. Otrzymaliśmy zgłoszenie o braku aktywności jednostki, zostałem wysłany jako czujka ale widzę, że pan mnie ubiegł.

– W rzeczy samej komisarzu, również zostałem wysłany na zwiad. Może porozmawiamy w spokojniejszym miejscu, zapraszam do środka…

Wraz z całym tłumem ruszyliśmy do sali obrad. Pracownicy ponownie nakreślili, tym razem bepiście, zarys incydentu. Następnie zabrałem gościa na spotkanie w moim biurze, musieliśmy omówić charakter naszej dalszej współpracy. Po wstępnych grzecznościach łagodnie narzuciłem temat:

– Polecenie zbadania sprawy Omnipo nadeszło wprost z góry, bez względu na wszystko obaj musimy respektować te polecenia, sir. Nawet przynależność do odrębnych jednostek nie powinna stanowić bariery dla obustronnego porozumienia.

– Rozumiem to zaniepokojenie inspektorze. Bez obaw. Oczywistym jest dla mnie charakter pracy agencji kolonialnej tutaj choć muszę zaznaczyć, że w tym momencie pańska rola musi zostać trochę ograniczona…

Jak zwykle polityczne gierki odbijają się na funkcjonowaniu szeregowych pracowników. Z jednej strony rozkaz z samej góry agencji, z drugiej polecenie bepowca. Decyzja o pozostaniu na planecie w roli bezstronnego obserwatora pozostawała najrozsądniejszym rozwiązaniem.

Czas, który komisarz spędzał zapewne na ustalaniu przyczyn awarii, ja poświęcałem na dalszą wiwisekcję problematyki badań prowadzonych na Omnipo. Włam do głębszych warstw pamięci stacji nie stanowił większego wyzwania. Obszerna i ściśle tajna dokumentacja zawierała szczegółowe opisy każdego z procesów, zarówno fizycznych, jak i myślowych stojących za planowanym eksperymentem. Całość spisana została językiem starannym, miejscami narracja pozwalała sobie na pomniejsze dygresje dotyczące rzekomych skutków wprowadzenia w życie wynalazku. Mimo tych często nader poetyckich wyskoków, praca stanowiła formę spójną i wyważoną. Autorem był profesor Matwiejenko, podlegający obecnie leczeniu.

Po głębszej analizie dysków ośrodka zdołałem dotrzeć do archiwum sekcji medycznej, dzięki dostępowi administratora otworzyłem zapis procedur lekarskich, którym naukowiec został poddany. Sporą konsternację wzbudziła we mnie ich niedorzeczność. Na podstawie pomiarów ciśnienia krwi i wymazu z jamy ustnej wykryto u pacjenta poważną chorobę psychiczną. O tym pani Lynn nie wspomniała. Postanowiłem kontynuować śledztwo na własną rękę. Bezpośrednia dywersja na sekcję medyczną wzbudziłaby ogromne podejrzenia całej załogi. Problem należało ugryźć inaczej.

Kolejną niewyjaśnioną kwestią była śmierć doktor Kate Deliane Hamati, osoby zajmującej się zagadnieniem ludzkiej fizjologii. Co robiła w maszynowni podczas awarii? Zgodnie z dokumentacją nie miała wiedzy potrzebnej do wywołania wybuchu. Według relacji pani Lynn ciało przeniesiono do prosektorium. Znalazłem nowy punkt zaczepienia.

W późnych godzinach nocnych zatrzasnąłem drzwi biura i poszedłem do pobliskiej toalety. W kabinie otworzyłem kratkę szybu wentylacyjnego, który przechodził nad korytarzem bloku socjalnego. Stamtąd miałem około stu metrów do łącznika między sekcjami. Dalej w prawo na rozwidleniu, prosto do oddziału medycznego. Chwile potem stałem w prosektorium. Nie miałem ogona.

Mimo braku zasilania w pomieszczeniu panował straszliwy chłód. System wentylacji pobierał chłodne powietrze z zewnątrz budynku. Ze względu na odległość Omnipo od gwiazdy, temperatury na powierzchni zazwyczaj nie przekraczały zera stopni Celsjusza.

Pewnym ruchem uchyliłem szufladę na ciało oznaczoną nazwiskiem Hamati. Środek był pusty. Zupełnie skonsternowany spoglądałem na komorę próbując połączyć wątki. Nagle usłyszałem czyjeś kroki. Przemówił kobiecy głos:

– Pan inspektor?

Obróciłem się powoli. W progu prosektorium stała pani Mayann Lee, doktor nauk biomedycznych. Przez chwilę pozostawaliśmy w milczeniu, oboje wpatrzeni w siebie z lekkim niedowierzaniem. Nerwowo przełknąłem ślinę i rozpocząłem:

– Ciało pani Hamati zniknęło…

– Słucham?! To niemożliwe!

Zaskoczenie w jej głosie było więcej niż tylko udawane, ale miałem plan.

– Muszę niezwłocznie powiadomić o tym fakcie komisarza i panią Lynn, proszę się odsunąć!

Lee nie oponowała, widziałem tylko jak podeszła do szuflady. Pobiegłem ile sił w nogach, mijając poszczególne pomieszczenia układałem kolejne kroki przedsięwzięcia. Główny korytarz zawiódł mnie wprost na płytę lądowiska. Obok myśliwca nadal stał transportowiec. Skierowałem kroki do statku ładunkowego. Moja maszyna z pewnością była już uszkodzona, pierwszej nocy widziałem jak przy niej majstrowali.

Wsiadając na pokład spostrzegłem pootwierane klapy systemów kontroli, tutaj też ktoś grzebał. Ostatnia droga ucieczki została odcięta. Naprawa któregokolwiek ze statków odpadała, ograniczeniem był czas. Musiałem tam wrócić, na powierzchni nie przeżyłbym zbyt długo. W głowie świtała mi tylko jedna myśl.

Biegłem wzdłuż głównego korytarza, z pewnością mnie szukali. Zmierzałem do centralnego laboratorium. Schodami w dół dotarłem do najniższego poziomu. Wysoka hala była zapełniona różnorodną i skomplikowaną aparaturą badawczą. Na środku pomieszczenia ustawiono komory obiektu klasy zero. Z bliska dostrzegłem ślady krwi ciągnące się tuż przed stalowymi drzwiami maszyny. Zajrzałem tam przez szklany lufcik. Moim oczom ukazał się makabryczny obraz. W środku, w kałuży krwawej, oleistej cieczy leżała bliżej nieokreślona istota. Przypominała ona trochę człowieka, lecz na całym jej ciele wyrastały guzowate, ropiejące narośle. Stworzenie nadal oddychało.

Zapukałem w szybkę. Pokraka zawyła żałośnie, następnie wstała i z impetem ruszyła w moją stronę. Wyciągnąłem broń, nie mogąc patrzeć na niewątpliwe cierpienie istoty, oddałem strzał. Od razu postanowiłem zniszczyć tę antyludzką maszynę. Seriami pocisków rozpruwałem metalowe poszycie, jeden za drugim pękały gumowe przewody z kolorowymi płynami. Po chwili całość zaczęła płonąć żywym ogniem, wywołałem alarm pożarowy. Dysze zaczęły zalewać pomieszczenie pianą gaśniczą. Dostrzegłem biegnących badaczy. Przeładowałem broń.

Pierwszy zjawił się komisarz Ostrowski, wycelowałem prosto w jego głowę. Wiedziałem, że nie ma przy sobie broni. Nikt w kolonii jej nie miał. Rzuciłem bez wahania:

– Koniec tego przedstawienia. Wszyscy tutaj obecni zostaną postawieni przed sądem agencji kolonialnej, dopuściliście się zdrady!

– Niczego nie pojmujesz Stanley… – odparł ktoś z tłumu.

– Czego mam nie rozumieć? Zamknęliście profesora, dokonaliście nieudanej próby replikacji na żywym człowieku. Stworzyliście i ukryliście modyfikanta jako zabezpieczenie przed naszą ingerencją. Co gorsza udawał on bepowca. Zabrakło wam czasu żeby posprzątać ten burdel. Ale teraz zostaliście na lodzie, zniszczyłem maszynę, jest bezwartościowa. Dla kogo pracujecie?

– Jesteś w błędzie Stanley – rzekł komisarz z ironicznym uśmiechem na ustach.

Zagryzłem nerwowo wargi i zmarszczyłem brew, pozwoliłem mu kontynuować.

– Nikt dla nikogo nie pracuje, profesor nie został zamknięty wbrew jego woli. Skoro postawiłeś mnie w takim położeniu jestem ci winny wyjaśnienia…

Przełknąłem ślinę, sprawa wydawała się jeszcze bardziej zawiła niż początkowo przewidywałem.

– Moja praca była znacznie bardziej owocna niż zakładali ziemscy naukowcy, mogłem tutaj rozwinąć skrzydła…

– Profesor? – zapytałem zupełnie zbity z tropu.

– Tak, to ja – odparli wszyscy chóralnie.

Nie mogłem wydusić z siebie słowa, stałem skamieniały, patrząc tępo w całą załogę stacji.

– Kate zginęła podczas ucieczki. – Kontynuował jako Ostrowski. – Ze względy na metalowe płytki w czaszce jako jedyna opierała się wpływowi emisji psionicznej. Jak ty to robisz Stan…

Oddałem strzał. Nie zdążył dokończyć. Padała seria za serią. Próbowali uciekać ale pociski prędzej, czy później doganiały każdego. Brodząc w krwawej zupie wyszedłem na górę. W pamięci przeliczyłem dwanaście ciał i jedno w komorze. Został jeszcze jeden. Na wszelki wypadek trzymałem odbezpieczony pistolet. Skierowałem kroki do profesora.

Obezwładniłem roboty medyczne. Sparaliżowane ciało starego wariata leżało podpięte do skomplikowanej aparatury. Z wyglądu kogoś przypomniał, najpewniej modyfikant był jego młodszą wersją. Zostawiłem go w spokoju.

Ruszyłem do sterowni kompleksu. Z panelu głównego komputera wynikało, że agregaty dają sześćdziesiąt procent mocy. Wystarczająco dużo, by po odcięciu dostaw do zniszczonego obiektu zero, można było zasilić nadajnik. Udało się nawiązać stałe łącze z agencją:

– Tutaj inspektor Stanley Procke, kompleks badawczy Omnipo, zgłaszam przerwanie prowadzonych badań, doszło do naruszenia praw etyki naukowej podczas eksperymentów. Proszę o przysłanie oddziału zabezpieczającego.

Komunikat został przyjęty, zanim dyspozytor zakończył połączenie zdołałem wyłapać śmiech i słowa jednego z pracowników: "…andek mówił o etyce…"

Gwiazda powoli wschodziła na nieboskłon, stanąłem na płycie lądowiska. Promienie światła delikatnie muskały skórę twarzy. Miałem jeszcze kilka sekund. Omiatając wzrokiem ogrom skalnego masywu rzekłem:

– I pochwycił smoka, węża starodawnego, związując go na tysiąc lat. I wtrącił go do czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni.

Zbiorniki z paliwami wybuchały raz za razem. Porozrywane poszycia bazy w przeraźliwym skowycie rozsypywały się po okolicy. Wszystko stanęło w płomieniach.

 

 

Sosnowiec – Gliwice 2018

Koniec

Komentarze

Hmmm. Mam wrażenie, że teksty zyskałby na rozwinięciu. Pierwsze akapity wyglądają bardziej jak streszczenie niż prawdziwa historia. Jakbyś bardzo się spieszył, żeby przejść do tego najciekawszego, zamiast podkręcić nastrój i wciągnąć czytelnika w swój świat. W końcówce wszystko dzieje się tak szybko, że się pogubiłam. Byłam (mniej więcej) z tekstem do wysłania komunikatu. A potem nagle wyskoczył jakiś nibybiblijny cytat i odpadłam.

Napisane w miarę przyzwoicie.

– Polecenie zbadania sprawy Omnipo nadeszło wprost z góry, bez względu na wszystko oboje musimy respektować te polecenia sir.

Oboje to para mieszana. Dwóch facetów to obaj. I przydałby się przecinek przed wołaczem.

Babska logika rządzi!

Dzięki Finkla, już poprawione :)

 

Edit: Jeżeli chodzi o długość tekstu to nie chciałem go zbytnio rozdrabniać. Zabieg taki wydawał mi się bezcelowy i utrudniałby wyłapanie pierwotnego sensu opowiadania. Początkowo planowałem zmieścić się na dwóch stronach A4, ale jak widać i to “przerosło moje możliwości”.

Mam wrażenie, że przyjąłeś założenie, iż czytelnik wie o sprawie tyle samo, co Ty, a tak, niestety, nie jest. Skutek jest taki, że nie mając pełni Twojej wiedzy, nie do końca wiem, co się wydarzyło.

 

skut­ki dzia­ła­nia pro­to­ty­po­we­go obiek­tu klasy zero, zo­sta­łem wy­sła­ny jako agent śled­czy. Moje dzia­ła­nia miały… –> Powtórzenie.

 

Zo­sta­łem przy­wi­ta­ny w dosyć go­ścin­ny spo­sób. –> Nie wydaje mi się, aby przywitanie mogło być gościnne.

Może: Zo­sta­łem przy­wi­ta­ny w dosyć życzliwy/ serdeczny spo­sób.

 

za gó­rzy­ste obrze­ża kra­te­ru Lim­bus– skal­ne­go ma­sy­wu… –> Brak spacji przed półpauzą. Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

Bro­cząc w krwa­wej zupie wy­sze­dłem na górę. –> Pewnie miało być: Bro­dząc w krwa­wej zupie wy­sze­dłem na górę.

Sprawdź znaczenie słów broczyćbrodzić.

 

Z pa­ne­lu głów­ne­go kom­pu­te­ra wy­ni­ka­ło, że agre­ga­ty dają 60% mocy. –> …że agre­ga­ty dają sześćdziesiąt procent mocy.

Liczebniki zapisujemy słownie. Nie używamy symboli.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Reg. za wskazanie błędów, jak zwykle mimo wielokrotnej korekty coś umyka mojej uwadze. Praktycznie każdy aspekt historii został wyjaśniony, czy to wprost, czy też poprzez drobną aluzję. Moim zamysłem było stworzyć bohatera-narratora, który nie będzie dzielił się z czytelnikiem wszystkimi swoimi przemyśleniami/spostrzeżeniami. W ten sposób ma on być dla nas niejako obcy, odmienny, ma to swoje odzwierciedlenie w historii. Sądzę, że dokładniejsze opisanie całego twistu negatywnie wpłynęłoby na kręgosłup tego utworu jakim jest metafora autodestrukcyjnych zapędów ludzkości. Daleki jestem od stwierdzenia, iż opowiadanie to jest proste i przyjemne w odbiorze, ale nie wydaje mi się także, by było zupełnie nieprzyswajalne. Koniec końców “rozumiem Twoje niezrozumienie”.

Może, jeśli znajdę na to czas, powtórna lektura otworzy mi oczy. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jest tu pomysł, ale zbyt oszczędne wykonanie nie pozwala się nim za mocno cieszyć. Pierwsze trzy akapity są niczym skrót opowiadania. A ponieważ nie chwyciłeś mnie na początku, dalej miałeś trudniej, bo nie zainteresowałeś mnie śledztwem.

Przemyśl także dialogi. Weźmy choćby ten:

– Zupełnie rozumiem pańską frustrację. Bez obaw. Od tamtego dnia dokładaliśmy wszelkich starań by przywrócić prawidłowe funkcjonowanie reszcie bazy. Każdy ma pełne ręce roboty. Postępowaliśmy zgodnie z procedurami dotyczącymi systemu autokontroli. Dane profesora są zapisywane przez roboty medyczne w sekcji medycznej.

Nawet w mojej korporacji, gdy mówią najbardziej górnolotne przemówienia, nie brzmią tak, jak ten przedstawiony :) Pomyśl, jak mówią ludzie, jak się odzywają i przelej to na papier. Inaczej odrzucisz masę czytelników, bowiem nic tak nie razi, jak sztuczne dialogi.

Inna sprawa – scena akcji na koniec. Jest denna – w ogóle nie czułem napięcia. Wpadli, postrzelali, ktoś zginął. Próbowałeś to urozmaicić metaforami (”brodząc w krwawej zupie), ale to kompletnie nie wypaliło. Dodaj więcej napięcia, ukaż uczucia bohatera, a chwycisz mocniej czytelnika :)

Tak więc pracuj, jeszcze sporo do zrobienia przed Tobą, Autorze! :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan, dziękuję za opinię. Uznanie dialogów za sztuczne jest jak najbardziej na miejscu. Wszystko to ma swoje uzasadnienie w prezentowanej historii, nie jest przypadkiem dobór takich, a nie innych słów. Nawet bohater skomentował zacytowane prze Ciebie zdanie. Przeanalizuj proszę jeszcze raz chronologię zdarzeń, być może w obliczu szerszego kontekstu wydadzą się one bardziej “na miejscu”.

Dalej: Próbowałem urozmaicić akcję metaforami? Osobiście naliczyłem całą jedną, zresztą dokładnie tę przytoczoną w Twoim komentarzu. Zaś bohater jest “bezuczuciowy” również z jakiegoś powodu. Każde drobne puszczenie oka do czytelnika jest tutaj istotne, praktycznie każdy z aspektów można na podstawie przytoczonych danych wyjaśnić. Stąd także skrótowy początek, nazbyt rozwinięty przyciągnąłby wieloma zbędnymi szczegółami. Ograniczyłem go ponieważ na potrzeby przekazu utworu stanowiłby balast – porcję zbędnych informacji do przetworzenia.

 

Ciężko mi dyskutować z zarzutami płytkości scen końcowych, zwłaszcza z pozycji autora pewne aspekty są niedostrzegalne. Koniec jako taki miał na celu rozwiązanie dosyć złożonej intrygi. Prawie do samego końca nie wszystko jest jasne, ale i tak ostatecznie karty zostają wyłożone.

Tak, jak napisał NWM, jest tu pomysł, ale położyłeś go wykonaniem. Nawet nie chodzi o warsztat, chociaż on też wymaga jeszcze poprawy, ale o budowanie historii, napięcia, w ogóle całej fabuły. Nudne to bardzo. Akcja rozwija się niemrawo, ciężko zresztą powiedzieć, że się rozwija. Pierwsza część opowiadania to relacja. Stało się tamto, do zrobienia to i to. Niby jest tajemnica, niby coś się stało, ale opisujesz to tak, że w ogóle mnie nie chwyciło.

W obawie o możliwe, niepożądane skutki działania prototypowego obiektu klasy zero, zostałem wysłany jako agent śledczy. (…)

Zostałem przywitany w dosyć życzliwy sposób. Badacze nie ukrywali radości z powodu mojego przybycia. (…) Brak części zamiennych skutecznie uniemożliwiał rozpoczęcie napraw. Nadajnik pozostawał wyłączony.

Jako delegat z agencji kolonialnej uzyskałem dostęp do danych operacyjnych kompleksu. (…) Co najdziwniejsze właśnie tych dwoje załogantów było nieobecnych podczas mojego dotychczasowego pobytu na planecie. (…)

Kończył się właśnie dzień na Omnipo.

Nuda, nuda, nuda.

Coś tam się dzieje, ale nic specjalnie nie przyciąga uwagi. Później przylatuje komisarz i już liczyłem, że pojawi się jakiś konflikt, może konfrontacja, ale Ty “ładnie” usuwasz inspektora w cień. Nic, bez akcji.

Za to na końcu rozwalasz dwanaście osób w dwóch zdaniach. Wybuch i koniec.

Dużo pracy przez Tobą, żeby właściwie opisać historię. Warto poczytać typowe SF akcji, jak chociażby cykl Warhammera, pod kątem obserwacji, jak buduje się konflikt, protagonistę, antagonistę i akcję.

Pozdrawiam

Darcon, dziękuję za krytyczną ocenę. Uzasadnienie jest wyczerpujące. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgodzić się ze stawianymi zarzutami.

 

Czytuję SF, niekoniecznie SF akcji. “Wychowywałem się” jako czytelnik Lema, Zajdla, Asimova, braci Strugackich i wielu innych klasykach gatunku. Bez urazy, ale nie sądzę, żeby którakolwiek z części cyklu Warhammera mogła równać się pod względem warsztatu z pracami wymienionych pisarzy. To (oczywiście) tylko moje zdanie.

Patrzę teraz, że napisałem zbyt mało pozytywnych uwag. To oczywiście pomysł, który jest dobry, tylko “zmarnowany”, to materiał na solidne opowiadanie. Byłem zaskoczony końcówką i profesorem we wszystkich osobach. :)

TheDarkCheedarze, nie pisałem Ci, na czym się wychowałem. :) I nadal stoję przy swoim. Bo co Twoim zdaniem znaczy “równać się”? Widzisz, wszystko rozbija się o Twoją historię i ewentualne wydanie czegoś podobnego. I z całym szacunkiem, Twoje opowiadanie to nie Lem, cz Asimov. :)

I jeśli chcesz iść tą drogą, od razu mówię, zawróć. Jeśli chcesz pisać jak Lem, czy Asimov czeka Cię porażka. Po pierwsze możesz nie sprostać, po drugie zmienia się język komunikacji. Do czytelnika trzeba dotrzeć inaczej, innymi słowami, niż pięćdziesiąt lat temu.

Warhammer to dobry, prosty cykl, który może Ci pokazać, jak budować wszystko, co wymieniłem w pierwszym komentarzu. Nie zamykaj się na “klasykach gatunku”, możesz zostać z nimi na półce i własną frustracją pisania do szuflady.

Pozdrawiam.

 

Nowa Fantastyka