- Opowiadanie: kchrobak - Lovecraft

Lovecraft

Tekst poniższy jest efektem mojego pierwszego spotkania z prozą pana Lovecrafta. Dodam tylko, że niezbyt udanego spotkania. I zapewne ostatniego. Znudzony i zirytowany pokusiłem się zatem o poniższą syntezę jednego z jego “dzieł”.

Miłośników przepraszam (choć niezbyt szczerze).

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Lovecraft

Lelki wyły pośród krzaków jałowca. Pradawna, plugawa, kosmiczna potęga, nieopisywalna wręcz ludzkimi słowami, drzemała tuż pod powierzchnią. Pod powierzchnią czego – nie wiemy. Ani dlaczego drzemała, miast czynić spustoszenie i chaos.

Mieszkańcy okolicznych miejscowości drżeli ze strachu, gdyż lelkowe piski w mroku znaczyć nie mogą nic innego, niż coś strasznego, na wskroś plugawego. Ale z braku innych zajęć oraz lepszego pomysłu na spędzanie czasu, mieszkańcy, jak co dzień zajmowali się tym, czym się co dzień zajmowali. I tak w kółko. Do usranej śmierci.

A lelki wyły, kotłując się pośród zarośli. Zwiastując tym samym niechybną zagładę i armagedon. Wyły (lelki) i wyły, aż w końcu obudziły pradawne, niewypowiedziane i nieopisane wręcz, kosmiczne zło. Oraz plugawe.

– Uuuuu. – Obudził się przerażający demon i przeciągnął przeciągle swe niezbyt pociągające kończyny.

I wylazło coś spod ziemi (bo okazało się, że drzemał ten plugawiec pod jej powierzchnią właśnie). Słowami ludzkimi opisać się tego nie da, co się ludzkim oczom ukazało. Ale spróbuję. Nogi jakby słoniowe lub mamucie, grube jak beczki, stawy miały oślizłe, zginające się we wszystkich kierunkach naraz, a było ich osiem. Lub szesnaście. W każdym razie wielokrotność czterech. Macki wijące się niczym ramiona ośmiornicy, tylko bardziej i straszniej. Rzekłbyś: plugawiej. Oczy, oczywiście, czerwone i złe. Jakby się przyjrzeć dokładnie, to w samych tych oczach zła było tyle, że mogłoby zniszczyć średniej wielkości aglomerację we wschodniej Europie. A było jeszcze cielsko, olbrzymie i plugawe. Smród owionął okolicę taki jakby szambo gdzieś wybiło. Lub odpadki z przetwórni celulozy zmieszane z gnijącymi truchłami padniętych (lub padłych) na jakąś okropną chorobę zwierząt.

W pradawnych księgach magicznych (tytuł czterosylabowy, ale po łacinie, więc nie zapamiętałem) opisywane były podobne demony. I metody ich przywoływania oraz unieszkodliwiania. Niestety, w tej okolicy nikt księgą taką nie dysponował. A przynajmniej kompletną. Toteż pradawny (choć kosmiczny (co się w sumie nie wyklucza)) potwór rozpanoszył się w okolicy. Zniszczył spory kwartał lasu. Zostawiając za sobą jeno zgliszcza i plugawym śluzem żrącym oblepione kikuty drzew. Wodę zanieczyścił, aż kwasem się stała. Ziemia rodzić przestała, zanieczyszczona i zbrukana. Kobiety takoż.

A wtedy, bo księga, o której wcześniej wspominałem, dostępna była w bibliotece uniwersyteckiej, w mieście położonym o kilka godzin drogi od opisywanego tu terenu, zjawił się doktorant wydziału zwalczania pradawnej magii i demonów. Zjawił się, rozejrzał i zabił złego i plugawego potwora. A uczynił to deklamując pradawne inkantacje w języku, którego nie znał, ale którego nauczył się jadąc pociągiem. Czyli już znał.

Tylko lelki nie przestały wyć w mroku. Więc chyba związku z plugawym potworem to ich wycie nie miało.

Koniec

Komentarze

Nie czytałem Lovecrafta ale się uśmiałem. Jako krytyka, tekst wyborny. Jako opowiadanie już nie bardzo. Dużo powtórzeń nadało humor, ale psuło mi czytanie.

No i teraz cały czas zastanawiam się, jaki dźwięk wydają lelki (oraz jak ich się pozbyć z okolicy. Tak na wszelki wypadek, gdyby szanowny autor jednak pomylił się co do braku związku lelkowo-potwornego) :D

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Idąc tym tropem, jedna znana książka da się opisać tak: szli, szli, szli, wrzucili pierścionek do wulkanu. I wrócili. I wsiedli na statek i odpłynęli. Ale nie wszyscy.

Jednak uważam, że Lovecraft to coś więcej niż ptasie piski i nienazwane zło, które daje się nazwać. Ale rozumiem, że nie do każdego mitologia Cthulhu trafia.

Wracając do tekstu – w tej parodii pana L za mało parodii. Jedynie lelki mi podpasowały :).  

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

No to sobie nawarzyłeś piwa bratku, cały Cthulhu już po ciebie idzie, skrobiąc ściany szczurzymi pazurami… ;)

Ciekawe, co byś napisał o Poe albo, bliżej moim zainteresowaniom, o Dicku, bo moim zdaniem dosyć celnie Ci to wyszło :)

 

Pozdrawiam :)

A propos zarzutu, że jest to słabe opowiadanie – zgoda. I nawet jako parodia niekoniecznie działa. Ale jest to wyraz szczerego rozczarowania i irytacji. Skończyłem czytać i napisałem, od razu, bez głębszej refleksji, czy choćby sanitarnej kwarantanny. Być może będę musiał odszczekać, choć nie sądzę.

Skullu, jeśli u mnie powtórzenia psuły Ci czytanie, to się ciesz, że nie czytałeś tego co ja.

Staruchu, to nawet nie chodzi, że do mnie nie trafia. Ale biorąc do ręki “Najlepsze opowiadania” klasyka, spodziewam się ponadprzeciętnej jakości. Zadowolę się przeciętną. Ale jak okazuje się to poniżej… to jestem wkurzony. Być może źle trafiłem. Być może język jest słaby z winy tłumacza. Być może. Ale sama akcja jest zwyczajnie nudna. A ilość irytujących opisów, powtórzeń, bzdur wreszcie, ponadprzeciętna (przynajmniej na jakimś tle się wybija).

Blacktomie, zanim kliknąłem “wyślij” wyjrzałem za okno. U mnie są tylko sikorki i wróble. A propos Poe’go – czytałem dawno, nawet bardzo dawno, nie wiele pamiętam, ale na pewno nie irytował. Zaś Dicka lubię, może nie tak jak Clarka czy Lema. I nawet jeśli w tym oldschoolowym SF pisało się inaczej niż teraz, opisów było dużo, akcja się wlekła, to jednak czemuś to służyło. Poznawaliśmy świat – inny niż nasz. U Lovecrafta jest to zwyczajnie nudne, opisy farmy, uniwersytetu, rozmowy ludzi, wszędzie to samo i tak samo. Nawet literacko słabo.

Czy to jest sygnaturka?

“Najlepsze opowiadania” są fatalnie przetłumaczone. Wybór też taki sobie. Nie dziwię się, że odrzuciły (pomijając, że Lovecraftem w zasadzie można się tylko zachwycić albo cisnąć w najbliższy kąt). 

 

Natomiast spora część kiepskiego naśladownictwa Lovecrafta brzmi właśnie tak, jak to napisałeś. ;) 

Kchrobaku, bardzo żałuję, że uległeś impulsowi, bo gdybyś opowiadanie dopracował i wstrzymał się nieco z jego publikacją, jestem przekonana, że mogłoby odnieść sukces w Grafomanii 2018. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Postanowiłem przeczytać dzieła Lovecrafta ponad 10 lat temu, więc niewiele pamiętam. Na pewno nie zostałem jakimś wielkim fanem ale z drugiej strony nie odrzuciło mnie jakoś bardzo, bo zaprzestałem dopiero po kilkunastu. Nie odniosę się więc do krytyki. Spodobał mi się za to ten fragment:

zjawił się doktorant […] i zabił złego potwora. A uczynił to deklamując pradawne inkantacje w języku, którego nie znał, ale którego nauczył się jadąc pociągiem.

Jest to tak bardzo prawdziwe :)

Zabawne. :D Również nie czytałem nic Lovecrafta i Twój czarny PR chyba prędko mnie do niego nie zachęci. Podobnie jak Reg, mi także zapachniało Grafomanią. :D

Aha, jakby ktoś poza Skullem się zastanawiał:

Tak brzmi lelkowiec (w oryginale whippoorwill) – bardziej donośnie od lelka, który jest ptakiem Starego Świata. Tłumacz postawił chyba na swojskość z tym lelkiem :)

Dzięki Bogu (Przedwiecznemu?) ! W centrum naszego miasteczka pod ziemią nie kryje się żaden Ktulu…Lulu… Ktutu… no wiecie, o kogo chodzi :D

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Ładnie ci to wyszło, Kchrobaku. Styl pisarza zgrabnie oddany, krytyka trafna i pośmiać się można. Szczególnie z lelków ;)

Nawet forma pasuje, ponieważ Lovecraft jakoś lubił przez 9/10 tekstu opisywać “pradawne siły” i “złowieszcze monstra”, a potem w paru zdaniach przejść do sedna, zakończyć opowiadanko i pozostawić czytelnika z głupim (chociaż u niego pewnie tajemniczym) wyrazem twarzy ;)

 

A gdzie “plugawy”? To jedno z ulubionych słówek Lovecrafta ;D

 

I chociaż się pośmiałem, i chociaż czasami dziwię się, że można pisać tak dziwnie jak H.P., nawet, nawet lubię jego twórczość. Jakoś tak… wkręca. 

@ jradzyminski

Czyli, jak piszesz, po prostu źle trafiłem. Może jeszcze się przemogę, ale na pewno nie za szybko.

@ regulatorzy

Nie mogłem się wstrzymać, irytacja gdzieś musiała znaleźć ujście. Inna rzecz, że na grafomanię naśladownictwo Lovecrafta wydaje się idealne – przynajmniej w obecnym mym nastroju.

@ Issander

Być może miałeś większe szczęście z wyborem opowieści.

@ MrBrightside

Nie, nie… źle mnie zrozumiałeś. To taki żart był, zabawny :) Czytaj Lovercrafta, czytaj koniecznie. A jak już przeczytasz, koniecznie daj znać jak Ci się podobało ;)

@ Karol123

Masz rację z tym plugawym. Poprawię się i zaraz dodam w paru miejscach ;)

Czy to jest sygnaturka?

Zabawne :)

Bardzo ładny pastisz. :-)

Nie wystrzegłeś się jednak kilku błędów. To “Necronomicon” ma cztery sylaby? Jak to się wymawia? Nie zahaczyłeś o rasizm. Nie wspominasz o Yogu Sothothu, a przynajmniej nie wprost. Bohater nie spisał swojej historii, aby ostrzec ludzkość przed potwornym błędem… Dawno czytałam, nie pamiętam szczegółów, ale wydaje mi się, że jeszcze powinna być instynktowna odraza przed dowolnymi artefaktami plugawych obcych.

Babska logika rządzi!

Finklu droga, dawno czytałaś i powiadasz, że nie pamiętasz…? Czapki z głów.

Z tymi sylabami to była podpucha – czekałem, kto pierwszy zauważy. Z resztą masz rację, choć akurat na rasizm nie zwróciłem uwagi. Raczej na klasowy podział.

Czy to jest sygnaturka?

No, pewnie coś koło roku (i długo męczyłam ten zbiór opowiadań), ale wydarzenie było traumatyczne i pozostawiło trwałe urazy. ;-) A i tak pisownię plugawego jogina musiałam sobie wyguglać.

Babska logika rządzi!

Ha, cieszę się, że nie jestem odosobniony :)

A propos odkrycia, błędnie podanej przez autora, liczby sylab tytułu plugawej księgi. Wygrałas kolejnego Chanukowego pączka. Wiec jak się kiedyś spotkamy, możesz się upominać (gdybym zapomniał).

Czy to jest sygnaturka?

;-q

Babska logika rządzi!

Uśmiałem się setnie. Chciałem zacytować kilka najśmieszniejszych wg mnie zdań, ale szybko się okazało, że byłoby to 80% utworu.

Tylko że teraz jeszcze większa mam ochotę popróbować Lovecrafta :)

A lelki, jak to lelki, wyją. Plugawie.

Lovecrafta nie czytałam, ale uśmiechnęło – choć bardziej pierwsza część tekstu. Fragment o księdze mam wrażenie trochę “siłowy”. Lelki super :)

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Tak, masz rację, siłowy. Ale poczytaj “Najlepsze opowiadania”, to zobaczysz, że do mistrza mi jeszcze sporo brakuje.

Czy to jest sygnaturka?

Po przeczytaniu Twojego szorta oraz powyższego komentarza trochę się boję :P

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Lelki mi się będą śnić po nocach. :) Zabawnie to wyszło, choć nigdy Lovecrafta nie czytałem. Pamiętam, jak kiedyś się z opowiadaniami Poego męczyłem, ale spodobały mi się tylko jego kryminały.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

[…] a było ich osiem. Lub szesnaście. W każdym razie wielokrotność czterech. Macki wijące się niczym ramiona ośmiornicy, tylko bardziej i straszniej. Rzekłbyś: plugawiej.

O, dobre! Duże dobre.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Ja także Lovecrafta tylko liznąłem, styl jednak dał się zapamiętać. Tym razem Twój bardzo przypadł mi do gustu. :) Parodia umiejętnie dozowana, nieprzesadzona, taka w sam raz i naśladownictwo, a jakże, udane. Dobrze ujęte plugastwo i komiczne zło, tak, to jest ważne. ;)

Od początku czuć, żeś rozeźlony i rozczarowany, co trochę rujnuje klimat parodii. Kojarzy mi się z ostatnim wpisem z dziennika jakiegoś skrzywdzonego widza, który odkrył że tą panią z magicznego pudełka to wcale nie przecinają piłą na pół. No ale żeby lovecraftowe monstrum ośmiornicą nazwać… jak lelki wciąż będą tak dramatycznie zawodzić, to wiedz, że ośmiornica idzie (pełznie?) się zemścić.

 

Strasznie mi słowo “aglomeracja” nie pasuje, wybiło mnie z rytmu. No i ta “usrana śmierć”…

 

Czytało się przyjemnie, choć bardziej mi się skojarzyło z McCarthy’m niż z H.P.

@kchrobak

Z Lovecraftem podobnie jak z Conradem, ciężki do przetłumaczenia. ;) W dużo lepiej przetłumaczonym zbiorku “Zgroza w Dunwich” są w zasadzie wszystkie ważne opowiadania. Jeśli i to Cię nie chwyci (a raczej nie chwyci, Kolor z przestworzy w “Najlepszych opowiadaniach” to ta wersja tłumaczenia, która w zasadzie daje radę, a to jeden z najlepszych tekstów, który Lovecraft popełnił) to przynajmniej zetkniesz się z reprezentacyjnym dorobkiem ważnego w końcu autora. :)

Kupiłeś mnie od pierwszego akapitu. Lovecraft jak Lovecraft – jedni go lubią, inni się nim zachwycają. De gustibus i te sprawy :) Twój szort dobrze parodiuje te najważniejsze cechy stylu Samotnika z Providence. Przy czym pod koniec zaczął nużyć, toteż dobrze dobrałeś długość tekstu.

Podsumowując: dobrze zrobiona parodia koncertu fajerwerków pewnego autora horrorów :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@ Żongler

“Rujnuje klimat parodii” – masz rację, bo to taka parodia, przez zaciśnięte ze złości zęby. Trochę mimochodem. Swoją drogą, nie sądziłem, że zostanie tak dobrze przyjęta.

@ jradzymiński

Zapamiętam Twoją rekomendację – to nie groźba ;) – choć realizację odłożę na razie. Co do opowiadania “Kolor…”, to przyznam, że w tym zbiorze jest jedynym, które się broni.

Czy to jest sygnaturka?

Podczas czytania towarzyszył mi przez cały czas uśmiech na gębie. A o to, poza wyrażeniem frustracji autora po lekturze klasyka, chyba chodziło. Stylizacja na Lovecrafta może niezbyt dokładna, ale jako pastisz całkiem dobre. Humor przelewał się z fabuły na opisy, z opisów na narrację, z narracji na fabułę.

Krótkie, fajne, dosadne. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Die hard fanem Lovecrafta nie jestem, aczkolwiek lubię, z przyczyn trudnych do wyjaśnienia, tak jak oryginalne opowiadania z Conanem. Chyba kręci mnie klimat po prostu. 

Dlatego złośliwą parodię doceniam, kiwając głową z aprobatą. Jest wystarczająco plugawa i zalelczona, tylko szczurów brakowało. Nielovecraftowska krótkość tekstu nie pozwoliła mi na należyte delektowanie się gęstą, zawiesistą kaszą glutowato (i plugawie) rozciągniętych opisów oraz nastrojem ciężkim, jak zatwardzenie na Jowiszu. Ale to nic. W sumie fajnie było. 

Aha, przedwiecznego (i plugawego) zła nie da się załatwić byle inkantacją z Necrotelecomniconu. Choćby niewiadomo jak plugawą. Można co najwyżej trwożliwie zadrżeć przed splendorem plugawości owego zła. Ten jakże istotny szczegół psuje kompletność parodii. 

Pozdrawiam 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Skończyłem czytać i napisałem, od razu, bez głębszej refleksji, czy choćby sanitarnej kwarantanny.

To akurat czuć. Czytało się średnio, a treść, cóż… nie spodobała się. Pewnie dlatego, że mimo wszystko Lovecrafta lubię i cenię.

Rzeczywiście, jego twórczość jest specyficzna, a w zbiorach “best of” mieszają totalnie wszystko, zwykle bez ładu i składu, ale zajrzyj chociażby do Koloru z przestworzy, Muzyki Ericha Zanna czy Koszmaru w Dunwich – powinny dać lepszy obraz całości.

A groza śpi, bo wcześniej wszystko wymordowała i musiała odpocząć ;P

 

Jeśli ten tekścik wystarczył, byś wyrzucił z siebie irytację, chyba jednak nie było jej wiele.

 

Tyle ode mnie.

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

@CountPrimagen

Irytacja była, ale mi szybko przechodzi.

W tym tomie, który czytałem był i Kolor z przestworzyKoszmar w Dunwich. I o ile pierwszy był akceptowalny, drugi był rzeczywiście koszmarny. Tam właśnie te lelki i nieopisywalne zło mnie zeźliło najbardziej.

@ NoWhereMan, mr.maras, thargone

Raduję się, że mimo wszystko, jakąś fajność wynikającą z moich cierpień z lektury opowiadań “mistrza” zauważacie.

Czy to jest sygnaturka?

Lovecrafta próbowałem ugryźć jakieś 25 lat temu, słabo mi poszło prawdę mówiąc. Prawdę mówiąc przypominam sobie jedynie gorączkę jakiegoś marynarza, bredzącego o potwornościach, które napotkał na morzu i dość zaskakujący opis bryły wielowymiarowej (zmieniającej swój kształt w zależności od tego, z jakiej odległości się na nią patrzy).

Nie śmiałbym osądzić jego twórczości aż tak surowo, jako że był to jednak pionier gatunku. To trochę niesprawiedliwe. Podobnie można by porównywać współczesne kino SF z filmem epoki kina niemego…

“Jesteśmy karłami stojącymi na barkach gigantów” ;) Gdyby nie fantastyczna wyobraźnia takiego Verne’a, Lovecrafta, Wellsa czy Tolkiena, nasza współczesna literatura wyglądałaby inaczej. Mimo że ich dzieła nie przystają już do naszej rzeczywistości kulturowej.

Dla mnie Tolkien zawsze przystaje.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Udany tekst, łączę się w nienawiści do Lovecrafta :D Ładnie wystylizowałeś i przejaskrawiłeś narrację. Mnie się podoba :)

@kam_mod

To nie nienawiść, to rozczarowanie. Ale nie wiem, czy dla twórcy to nie gorzej.

@silver_advent

Pionier – masz rację, i ja go tego pionierstwa nie pozbawiam. Dlatego też po niego sięgnąłem.

Piszesz, że “gdyby nie fantastyczna wyobraźnia” Lovecrafta… I znowu, ja mu wyobraźni nie odmawiam, jedynie warsztatu.

Ale jak już przywołujesz innych, to, moim zdaniem, Lovecraft do pięt nie sięga takiemu Tolkienowi czy Verne’owi (nie czytałem Wellsa). I to mimo tego, że teraz już bym do Verne’a nie wrócił, bo to jednak młodzieżowa bardziej stylistyka. (przed chwilą przeczytałem kilka stron “W 80 dni…”, by sobie przypomnieć styl)

Podobnie z porównywaniem kina. Kina niemego dawno nie oglądałem, ale te z czasów czarno-białych namiętnie. Wbrew pozorom jakość tego kina właśnie pod względem dramaturgii i wiarygodności (choć często przerysowanej) jest wyższa niż kina współczesnego.

@mr.maras

W znakomitej większości przystaje. Jedyne, co mi się kłóci, to wyraźna klasowość społeczeństwa i Tolkienowskie przywiązanie do niego. Ale też ani nie dziwi, ani nie przeszkadza.

Czy to jest sygnaturka?

Kilka stron w 80 dni? To nie czytasz zbyt wiele. ;-p

Sorki, NMSP.

Babska logika rządzi!

Czyli może nie jest aż tak dobry… Rozbawiłaś do łez.

Czy to jest sygnaturka?

Koszmar w Dunwich. I o ile pierwszy był akceptowalny, drugi był rzeczywiście koszmarny.

Aha XD Przyznam, że dwa pierwsze napisałem z przekonaniem, a trzeci chwilę rozważałem, bo Lovecrafta czytałem już kilka długich lat temu. Niemniej, cenię go. Prekursor, to jedno, ale jest też autorem o specyficznym i niepowtarzalnym stylu. Wyjątkowym, w tym pełnym podróbek motłochu.

Tolkien również niezły, choć i Śródziemie nie ma szczególnie mocnej pozycji wśród wielu, naprawdę wyjątkowych światów fantasy.

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

CountPrimagen, potwierdzę twoje przekonanie, może ktoś się nawet skusi. Kolor z przestworzy jest naprawdę dobry. Najlepsze opowiadanie Lovecrafta. Prawie tak dobre jak Lovecraft Kchrobaka :P

Nie chciało mi się czytać komentarzy, to może nie być zbyt odkrywczo.

Za młodu łykałem LC w każdej formie jak młody pelikan. Potem książki przestały z 15 lat na półce abym sięgnął po nie ponownie. 

Już nie było tak świetnie. Czytałem i czytałem i w pewnym momncie się zastanowiłem: “Dlaczego jakiś superprawdawny Azblablabla albo Yogbubul czy tam inne Parampamtax zawsze musi przybywać na Ziemię i rozpierdalać jakąś śmierdząca rybami wioskę? Nie ma ciekawszych rzeczy do roboty?

A potem już nie czytałem.

A lelki wyły.

Sith Happens!

Ciekawe :)

Mnie LVCRFT znudził i zanudził nieopisaną grozą, mackami, cieniem szaleństwa.

A szorcik – zacny :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Jeśli dobrze liczyłem, słowo “plugawy” zostało użyte w tym krótkim tekściku jakieś 10 razy, czyli, jestem niemal pewien, więcej, niż Lovecraft użył w całej swej imponującej twórczości.

Druga rzecz, mało kto sobie uświadamia, że sam Lovecraft był autorem licznych pastiszy, np z Poego czy Lorda Dunsany, a jego “Reanimator” to pastisz ze słynnego “Frankensteina” Shelley. Tak że ci co tworzą pastisze, piszą raczej pastisze z pastiszy. Bo pastisze Lovecrafta to jego najsłabsze utwory, którymi sam pogardzał.

A o samym tekściku, nie wiem, czy jest sens coś o nim powiedzieć, ot, taka głupawka, wyraz bezsilnej wściekłości na widok wielkiego mistrza, jakim HPL niewątpliwie był.

HPL mistrzem był i literatura, nie tylko fantastyczna, bardzo wiele mu zawdzięcza. Jego dzieła nadal robią wrażenie, ale też trąca myszką jak bimber pędzony na myszach. Jako klasyka, jak każdego klasyka, można go pastiszować, parodiować i parafrazować na wszelkie sposoby zachowując szacunek i znając znaczenie jego twórczości. Ale nie każdemu musi się jego literatura podobać. Nie podobała się każdemu w czasach gdy żył i tym bardziej może nie przypaść komuś do gustu 80 lat po jego śmierci. Ja tu nie widzę bezsilnej wściekłości wobec wielkiego mistrza tylko wyraz znudzenia manierą i stylem, które ciężko znoszą upływ czasu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

@Agroeling

Ale za to lelki rzadziej…

Nie wiem czy Lovecraft był wielkim mistrzem (słyszałem raczej, że jakiś Niemiec ;) niemniej właśnie jego miejsce w świecie fantastycznej literatury skłoniło mnie do sięgnięcia. Z tą bezsilną wściekłością to mocno przesadzasz, raczej, tak jak napisał mr.maras, jest to wyraz znudzenia oraz rozczarowania.

Być może w swoich czasach był on wielki, teraz został już jedynie jednym z pierwszych… Nie odbieram mu należnego miejsca w historii (czyli w szklanej gablotce), natomiast na podium na pewno się już dawno nie mieści*.

 

@Zalth

“Musi przybywać na Ziemię i rozpierdalać jakąś śmierdząca rybami wioskę?” – też mnie to zawsze zastanawiało. Ale prawda jest taka, że skoro nawet w takich zadupiach sobie nie daje rady (vide Koszmar w Dunwich), to gdzie miał lecieć, do Bostonu? Tam to dopiero dostałby wpierdol.

 

* jak wnoszę po ocenach oraz opiniach, nie ja jeden tak myślę.

Czy to jest sygnaturka?

Nie włączę się w dyskusję o wyższości Lovecrafta nad Lovecraftem i vice versa, napiszę coś o samym szorcie – no bo średni jest. Nie grzeje, nie ziębi, nie bawi, nie umartwia, nie zaskakuje, nie porywa i nie zastanawia. Jako forma autoterapii po lekturze HPL może się i sprawdza, ale czy czytelnik też takiej terapii potrzebuje – mam wątpliwości.

Z pastiszowego punktu widzenia podobało mi się jedno:

(…) drzemała tuż pod powierzchnią. Pod powierzchnią czego – nie wiemy.

Może trochę ten fragment zbyt szuflą do głowy, ale jednak się uśmiechnąłem.

 

Pozdrawiam w imieniu Dzikiej Kozy z Lasu i Króla w Żółci. Wiemy, gdzie mieszkasz, idziemy po Ciebie.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Mi się Lovecraft nigdy nie znudził, a znam jego twórczość od bardzo dawna. Właściwie mój pierwszy kontakt z nim miał miejsce na strychu domu mojej babci, gdzie to, będąc dwunastolatkiem, lubiłem buszować. I raz odkryłem stare Przekroje z lat pięćdziesiątych, a w jednym z nich było opowiadanie “Kolor, który spadł z nieba”. To pierwsze tłumaczenie >Koloru z przestworzy” I od tamtego czasu mnie zafascynował, trzymam ten wycięty kawałek do dziś niczym relikwię. A to tak naprawdę opowiadanie science fiction, i to, moim zdaniem, jedno z najbardziej oryginalnych, jakie kiedykolwiek napisano.

Trudno mi się też zgodzić z opinią, że HPL jest staroświecki, choć w jakimś sensie oczywiście jest, ale to raczej wynika z upływu lat. Jego utwory są nierówne, ale te najlepsze [według mnie to te najdłuższe>Widmo nad Insmmouth> czy>Przypadek Charlesa Dextera Warda> nic nie straciły przez te lata.

I jeszcze jedno, gdyby Lovecraft był uważany za pisarza “nudnego”, to skąd niezliczone podróbki i pastisze jego twórczośći? A idzie to w tysiące na całym świecie, nawet u nas były konkursy, sam zresztą brałem udział .

@Cerleg

A propos oceny tekstu – nie będę się kłócił, albowiem klient ma zawsze rację.

“Nie grzeje, nie ziębi, nie bawi…” – niektórych jednak tak, chociaż trochę :) Podejrzewam, że jest to wprost proporcjonalne do odwrotności przyjemności z czytania prozy pana L. A czy czytelnik takiej terapii potrzebuje? Na pewno nie każdy. Podobnie jak nie każdy potrzebuje ananasa na pizzy ;)

@Agroeling

“…to skąd niezliczone podróbki i pastisze…” – do tego wcale nie trzeba być nienudnym, wystarczy być poruszającym – w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa.

Jeszcze a propos znaczenia HPL w literaturze. Przypomina mi to pozycję “Kronik marsjańskich” – uznawane są ona za ważne dzieło, Le Monde umieszcza nawet w rankingu 100 najlepszych książek XX wieku (ale co tam Francuzi wiedza o literaturze ;). I tu pojawia się problem, moim zdaniem oczywiście, bo jest duża różnica pomiędzy “dobre” a “ważne”. Co więcej i jedno i drugie może być ponadczasowe lub w danej chwili, okresie. I tak bym oceniał zarówno “Kroniki…” jak i Lovecrafta – ważne są te dzieła z pewnością, ale dobre to już tylko były…

A propos Twojego pisania na konkursy – wrzuć coś “lovecraftowego”, chętnie przeczytam.

 

Czy to jest sygnaturka?

Podejrzewam, że jest to wprost proporcjonalne do odwrotności przyjemności z czytania prozy pana L.

Nie wydaje mi się.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Ale co? Że jest odwrotnie proporcjonalne, czy że w ogóle ma związek?

Czy to jest sygnaturka?

Kchrobak, od dzisiaj będę się do Ciebie zwracał wyłącznie Mistrzu! :)

maciekzolnowski

Są tacy, którzy mówią do mnie “misiu”, ale “mistrzu” to jeszcze nie słyszałem ;)

Czy to jest sygnaturka?

Nowa Fantastyka
Patronujemy