- Opowiadanie: fleurdelacour - Biel

Biel

Fanfik? Nie przepadam. Ale tym razem nie mogłam się oprzeć :D

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie odeszła nieco od kanonu ;)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Biel

Alinoe zanurkował w morskiej pianie. Jego zielone włosy zafalowały pod wodą niczym wodorosty. Chłopiec zagarnął z dna połyskujące kawałki bransolety, wypłynął na powierzchnię i zerknął w stronę lądu.

Thorgal dobijał do brzegu, a zapłakana Aaricia biegła w stronę męża co sił. Razem wyciągnęli Jolana z łodzi i ostrożnie ułożyli na piasku. Jeszcze nie wiedzieli tego, co do czego Alinoe nie miał wątpliwości. Ich syn żył – ojciec zdołał przeciąć bransoletę i wyciągnąć dziecko z wody w ostatniej chwili.

Zielonowłosy dał się ponieść falom. Prąd kierował go na przeciwną stronę wyspy. Przez nikogo niezauważony wyszedł na plażę i skrył się między skałami. Dopiero teraz rozwarł dłoń, z której wypadła porozcinana bransoleta. Bez niej nie mógł się zwielokrotniać, zarażać białym światłem innych stworzeń, rozniecać spojrzeniem ognia. Chłopiec bezgłośnie załkał. Chudym ciałkiem wstrząsnęły dreszcze.

 

***

 

Obudził go wilgotny, jesienny wiatr, który hulał ze świstem między głazami i bezlitośnie chłostał nagą skórę drobinkami piasku. Świtało. Alinoe wstał i rozejrzał się bezradnie. Niczego nie wiedział o świecie, przecież zaledwie się stał. A jego stwórca, ten żałosny, mały Jolan niewiele go nauczył. Tylko nienawiści i strachu. Alinoe nie lubił tych uczuć.

Odchylił jeden z mniejszych głazów i wcisnął pod spód kawałki bransolety. Potem ruszył w głąb wyspy. Targane wiatrem pożółkłe trawy szeleściły i maskowały dźwięk jego kroków.

Do spalonego gospodarstwa podszedł od strony lasu. W pobliżu płonęło ognisko. Aaricia krzątała się wokół, a jej mąż czujnie wpatrywał się między drzewa. Jolan spał przykryty derkami.

– Myślisz, że wciąż coś nam grozi? – spytała kobieta.

Thorgal odwrócił wzrok, co zielonowłosy natychmiast wykorzystał, by przemknąć bliżej. Już niemal czuł na skórze przyjemne ciepło ognia.

– Przeciąłem bransoletę, która łączyła go z Jolanem – źródłem jego mocy. Nie ma już Alinoe. Jesteśmy bezpieczni, ale… – Mężczyzna podrapał się po bliźnie na policzku – ostrożności nigdy za wiele.

– Przepraszam. – Chłopczyk już się zbudził. – Nie chciałem. Sam nie wiem, nie rozumiem jak…

– To nie twoja wina, kochanie. – Aaricia uśmiechnęła się, a jej mąż przytulił syna.

Zielonowłosy uniósł górną wargę, coś chciało wydostać się z jego gardła. Krzyk! Zamiast tego bezgłośnie wypuścił powietrze.

Obserwował rodzinę przez cały dzień. Patrzył, jak Thorgal stawia prowizoryczną zagrodę, a potem wraz z psem Muffem zapędza do niej rozproszone po wyspie zwierzęta. Przyglądał się, jak Aaricia i Jolan przeszukują zgliszcza chaty w poszukiwaniu rzeczy, które nie uległy zniszczeniu. Czaił się w pobliżu, gdy po ciężkim dniu rodzina zasiadła przy ognisku, by zjeść kolację.

Ale i on zrobił się głodny, więc wycofał się w las i doszedł do strumienia. Gołymi rękami złapał rybę, po czym odgryzł jej głowę i… natychmiast wypluł. Smakowała paskudnie. Z pustym brzuchem zagrzebał się w opadłych liściach. Nadeszła pora na sen.

 

***

 

Po wyspie roznosił się huk równomiernych uderzeń. Thorgal ścinał drzewa, które miały posłużyć za szkielet nowej chaty. Jedno z nich zwaliło się akurat wtedy, gdy zaciekawiony Alinoe podpełzł w miejsce wyrębu. Przerażony skulił się w poszyciu. Kiedy ochłonął, wycofał się i ruszył w stronę gospodarstwa. Wtedy jego zapach zwęszył Muff. Zaczął ujadać. Jolan natychmiast podbiegł do zwierzaka, by go uspokoić.

– Co mu jest? – zaniepokoiła się Aaricia.

– Boi się hałasu – odparł malec.

– No już, nie denerwuj się, piesku. – Matka chłopca podrapała Muffa za uszami. Zwierzę spokorniało. Aaricia wzięła syna za rękę i poprowadziła go w stronę zagrody.

– Pomożesz mi wydoić kozy? – zapytała.

Jolan pokiwał głową, a zielonowłosy zacisnął pięści. Kobieta była taka miła dla chłopca, zupełnie jakby nic się nie stało. A przecież Alinoe pamiętał, jak bardzo malec się na nią rozzłościł i co z tego wynikło. To było tuż po tym, jak Jolan go stworzył, wtedy gdy Aaricia zabroniła synowi wychodzić z chaty i bawić się z nowym przyjacielem. Więc Jolan był zły. Tak zły, że Alinoe musiał wychłostać jego matkę. A potem spalić dom. Wszystko przez tę okropną złość, ten gniew, nad którym nikt nie panował.

A teraz szli sobie za rękę, jak gdyby nigdy nic, a Alinoe stał tu sam. Odtrącony. Ukarany za to, co nie było winą.

 

***

 

Zielonowłosy znalazł w lesie małą grotę. Naniósł do środka suchych liści na posłanie, a wejście zamaskował gałęziami. Z dumą popatrzył na swój dom – szkoda, że nie mógł pochwalić się nim przed ludźmi. Tymczasem Thorgal i Aaricia wciąż budowali nową chatę, była niższa i prostsza niż poprzednia, ale para się tym nie martwiła.

– Większej nie zdołalibyśmy postawić przed pierwszymi śniegami – tłumaczył ojciec Jolanowi – no i łatwiej będzie nam w niej utrzymać ciepło, a coś mi mówi, że zima w tym roku nadejdzie sroga.

 

***

 

Zielonowłosy zerwał się z posłania. Nie był pewny, co go zbudziło. Może chłód? Nasłuchiwał przez chwilę odgłosów wyspy, ale jego uszu nie doszło nic niezwykłego, więc ponownie zagrzebał się w liściach. Niewiele to pomogło, dygotał na całym ciele, szczękał zębami. Czy myśli mogą rozgrzać? Przypomniało mu się, jak wieczorem zaglądał przez szparę do chaty Thorgala. Na palenisku buzował ogień – złoty, zachęcający, ciepły. Aaricia rozplątywała włosy Jolana kościanym grzebieniem i śpiewała. Ile dałby Alinoe, by i jemu śpiewano, by czyjeś ręce go czesały. Dlaczego nie miał rodziców? Wtedy nie musiałby marznąć w tej norze, żyć w lesie niczym zwierzę. Powinien mieć kogoś, kto by się nim zajął, matkę troskliwą jak Aaricia i ojca niezwykłego jak Thorgal.

Alinoe rozgarnął z wściekłością ściółkę, jednym susem wyskoczył z nory na zewnątrz i… zamarł. Świat spowijała biel, w tej bieli ugrzęzły jego nogi, ta biel wpadała mu w oczy. Ziębiła twarz i dłonie, wilgocią spływała po plecach. Otrząsnął się, ale biel nie chciała ustąpić. Była wszędzie. Dotkliwa, bolesna, kłująca jego półnagie ciało milionem igieł. Dość tego! Nie posiadał rodziny, ale wciąż miał moc, którą tak bezmyślnie ofiarował mu Jolan. Musiał tylko sobie przypomnieć, co czuł, gdy podpalał gospodarstwo. Zacisnął powieki, a kiedy je uniósł, z oczu wyleciał mu strumień bladego światła i przeszył stojące w pobliżu drzewa.

Coś się zmieniło w Alinoe.

Ruszył do chaty Thorgala. Przystawił ucho do drzwi – wszyscy spali, słyszał regularne oddechy. Rozszerzył nozdrza – poczuł pocące się pod futrami ciała. Rozdziawił usta – gdyby miał głos, roześmiałby się. Bezbronni, głupi ludzie. To miałaby być jego rodzina? Ha! Wystarczyłaby mała iskierka, żeby spłonęli. Wzrok zielonowłosego prześlizgnął się po ścianach. Bale zaskwierczały, lecz nie zajęły się ogniem.

– Za mało w tobie mocy, chłopcze!

Kilka kroków za nim stała kobieta. Bosa i naga, nie licząc biżuterii oraz złotego pasa z rubinem na sprzączce. Jej czarne włosy sięgały ziemi.

– Marzy ci się Muspelheim. – Zaśmiała się. – Królestwo ognia? Na tej maleńkiej wyspie?

Chłopak pochylił się i utkwił w nieznajomej rozświetlone spojrzenie. Kiedyś w ten sposób uczynił niewolnicę z Aaricii. Ale ta kobieta wyciągnęła rękę, a na jej przegubie zadźwięczały bransolety. Jasny strumień odbił się od nich i utknął w parującym śniegu.

– Jesteś tylko małym, nieszczęśliwym chłopcem i nie należysz do tego świata. Chodź ze mną do Jeziora Bez Dna.

Oczy Alinoe pociemniały. Głos nieznajomej był przyjemny. Czarnowłosa wyciągnęła ku niemu dłoń, ponownie brzęcząc złotymi obręczami… 

Bransoleta! 

Opamiętał się. Odepchnął wiedźmę i popędził na plażę. Kiedy upewnił się, że nikt go nie ściga, podszedł do głazu, pod którym ukrył swój skarb. Odchylił kamień i zacisnął palce na chłodnych, metalowych kawałkach. A gdyby tak je rozgrzać i skleić? Alinoe uformował z połamanych części kółko i utkwił w nim białe spojrzenie. Wilgoć z piasku zaczęła parować, ale nic ponadto. Moc Alinoe była za słaba. Ale chłopak nie zamierzał się poddać. Przyklęknął.

 

***

 

– Zbudź się, Dziecko Gwiazd! – Do snu Thorgala wkradła się czarnowłosa Strażniczka Kluczy, która pomogła mu niegdyś w krainie Aran. Mężczyzna zamruczał, śniła mu się właśnie Aaricia, leżeli razem na ukwieconej łące i nie chciał by ktokolwiek im przeszkadzał. – Grozi wam niebezpieczeństwo!

Sięgnął po nóż ukryty pod futrzaną kołdrą i skoczył na równe nogi. Strażniczka nie była snem, naprawdę stała przy jego posłaniu.

– Śpiesz się! Na plażę!

– Co… – Rozejrzał się w półmroku izby. Aaricia i Jolan spokojnie spali.

– Nic im ze mną nie grozi. Alinoe próbował podpalić wasz dom. Przyszłam zabrać go do swojego świata, ale uciekł. Biegnij!

Nie miał powodu nie ufać Strażniczce. Ruszył.

 

***

 

Skupiony na swoim zadaniu Alinoe nie słyszał nadchodzącego Thorgala, poczuł dopiero na szyi jego sztylet. Drugą ręką mężczyzna chwycił chłopca za włosy.

– Ani się waż podnosić na mnie wzroku.

Ostrze werżnęło się w skórę, ale Alinoe nawet nie syknął. Patrzył w dół, a moc jego spojrzenia topiła śnieg. Opanował wściekłość, oczy ściemniały. Ocenił swe dzieło. Metal, jeszcze przed chwilą rozgrzany do czerwoności, stygł. Kawałki wyglądały na połączone. 

– Po co wróciłeś? – wycedził przez zęby Thorgal.

Alinoe milczał.

– Czego od nas chcesz?!

Nawet gdyby zielonowłosy potrafił wydać głos, nie odpowiedziałby. Zbyt był skupiony na planowaniu. Nagle, nie dbając o ostrze rozpruwające mu skórę na szyi, wykręcił się z uścisku mężczyzny i sięgnął po scaloną bransoletę. Thorgal na krótką chwilę zerknął na kępę zielonych włosów, która wciąż tkwiła w jego pięści. A tymczasem chłopak rzucił się właśnie ku tej zaciśniętej dłoni, usiłując wcisnąć na nią obręcz. Mężczyzna natychmiast zrozumiał, co się święci, i bez zwłoki wbił w ciało Alinoe nóż. Stwór bezgłośnie padł na plecy.

Metalowe kółko, które wcześniej utknęło na knykciach wojownika, zsunęło się teraz, odbiło z brzękiem od kamienia i zatopiło w zakrwawionym śniegu.

– Na co ci to było? – wyszeptał Thorgal.

Alinoe bezgłośnie poruszył wargami. Mężczyzna nachylił się nad nim i wiedziony impulsem pogłaskał go po policzku.

– Tato – wydobyło się ze ściśniętego gardła chłopca.

A potem spojrzenie Alinoe zgasło.

Koniec

Komentarze

 Kurcze, jednak bez znajomości backgroundu to tylko (?) opowiadanie o odtrąceniu. Niestety, moja znajomość z Thorgalem mocno się zakurzyła, Alinoe nie pamiętam. 

W każdym razie – gładko napisane. Tyle mogę powiedzieć bez znajomości odniesień.

 

Oraz:

– zapędza się “do zagrody”, a nie “w nią”;

– jest “podrapał” zamiast “podrapała”;

– coś jest nie tak ze zdaniem “Chłopak pochylił i utkwił (…)spojrzenie”; albo brakuje “się”, albo nie można pochylić spojrzenia.

 

 

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Dzięki, Staruchu, za łapankę. Już poprawiłam.

Co do kontekstu. To kontynuacja ósmego tomu pt. “Alinoe” właśnie. A może raczej spojrzenie na historię oczami innego bohatera.

No i jestem niezadowolona, bo starałam się wpleść w swoją opowieść wyjaśnienia – kto kim jest i co się stało wcześniej, ale widać, nie do końca się udało :(

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ciekawy pomysł na wykorzystanie postaci Alinoe.

Poruszający, emocjonalny ze świetnym gorzkim zakończeniem. I znowu pacyfizm Thorgala został wystawiony na próbę. Bardzo mi się podobało, fleur.

Powodzenia w konkursie :)

 

Edit: Widzę, że podobnie jak ja miałaś problem z dobraniem odpowiednich tagów :)

Belhaj – dzięki za wizytę i komentarz. Postaram się zrewanżować tym samym :) Również życzę powodzenia.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Bardzo ładnie napisane, obrazy klimatyczne, a jednocześnie mocne. Ciekawe podejście również, sam nie pomyślałbym, żeby zrobić z Alinoe potwora Frankensteina ;-) Kiedy pierwszy raz to czytałem, trochę się bałem, bo rzecz jest w sumie niezłym horrorem. Koza z białymi oczami długo prześladowała mnie po nocach :-) Potem, postać Alinoe wydawała mi zbyt nieludzka, jak terminator z pierwszego filmu, żeby przejmować się jego domniemanymi uczuciami. Wygląda więc na to, że masz zdecydowanie wyższy poziom wrażliwości! 

Odrobinę zawiodłem się tylko w końcówce, bo spodziewałem się, że Strażniczka odegra jakąś bardziej… Niejednoznaczną i większą rolę. 

Ale, tekst naprawdę dobry. Powodzenia! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone – wzajemnie.

“Alinoe” intrygował mnie za dzieciaka. Po pierwsze nie rozumiałam do końca, skąd się Alinoe wziął i dlaczego robił, co robił. Poza tym tom kończył się… mało satysfakcjonująco. Szast-prast i wszystkie białookie wcielenia znikają. Za szybko i za łatwo. Te niedopowiedzenia oryginalnej historii odcisnęły piętno na mej pisarskiej wrażliwości ;)

Druga sprawa, że ósemka znacznie różni się od innych tomów z oryginalnej serii – właśnie tym horrorowym klimatem i małym stężeniem Thorgala w “Thorgalu”.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Klimatyczny szort. Bardzo dobrze się czyta. Niestety nie znam przygód Thorgala, więc nic więcej nie dodam. 

 

Thargone – trochę się bałeś? Dla mnie to był jeden z największych horrorów dzieciństwa. Obracanie najbliższych przeciw dziecku jest bardzo sugestywne.

Tekst mi się spodobał. Nie wiem, czy trafi do czytelników nie pamiętających pierwowzoru, ale jako fanfik uderza w odpowiednie struny.

Jedyne zastrzeżenia:

poczuł dopiero na szyi jego sztylet

W moim odczuciu coś jest nie tak z szykiem tego zdania. A skoro już jesteśmy przy sztylecie, zastanawiam się, czy nóż może być jego synonimem, albo czy sztylet możemy potraktować jako typ noża. Ja zakonotowałem sobie, że sztylet służy do pchnięć, a nóż do cięcia. Wydaje mi się, że przedmiot, który opisuje autorka spełnia obydwie cechy. Chętnie posłucham kogoś, kto lepiej zna się na broni : ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Mam podobnie jak Blackburn – chyba fajna historia, ale wiem za mało, żeby ją zrozumieć.

Babska logika rządzi!

Nevaz – no, trochę :-) Należę do tych dzieciaków, które zamiast "E. T." oglądały "Obcego" ;-) 

 

Sorki za offtop 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Czyli jednak za hermetyczne…

 

Finkla i Nevaz

dzięki za opinie. Kwestie noża/sztyletu przemyślę sobie przez noc :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Wiesz, zasadniczo sztylet to “krótka broń sieczna przeznaczona do kłucia”, ale tyle rodzajów się namnożyło… Europejski miał “prostą i obosieczną głownię”, ale na Wschodzie popularne były zakrzywione. Ale szwajcarski nóż plebejski można do grupy sztyletów zaliczyć. Co nie napiszesz, będzie dobrze…

Za “Leksykon broni białej i miotającej” W. Kwaśniewicza.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Finklo, czyli mogę iść spokojnie spać :D

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Jeszcze jeden ładnie opisany epizod z udziałem postaci, których, niestety, nie znam.

 

Cha! Wy­star­czy­ła­by mała iskier­ka, żeby spło­nę­li. –> Ha! Wy­star­czy­ła­by mała iskier­ka, żeby spło­nę­li.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy – doceniam, że przeczytałaś mimo nieznajomości pierwowzoru. Ortograf poprawiony.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

“– No już, nie denerwuj się, piesku[+.] – Matka chłopca podrapała Muffa za uszami.”

 

“wykręcił się spod uścisku mężczyzny” – raczej: z uścisku

 

Kompletnie nie wiem, o co chodzi, ale przeczytałam gładko i bez problemu ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim – Ty też nie? Chyba muszę się pogodzić z faktem, że ten tekst nie może funkcjonować samodzielnie :(

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleur, no wiesz, zrozumiałam wszystko, co napisałaś. Ale kompletnie nie znam uniwersum Thorgala, więc te postacie nie mają dla mnie twarzy. Ot, lekko niezrozumiała (bo nie wiem, o co chodzi z tą bransoletką i mocą Jolana?) opowieść o istocie, która przypadkiem została powołana do życia i szybko się z nim pożegnała.

Frapuje mnie też, co oni robią na jakiejś bezludnej wyspie? ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose – świeżbią mnie palce, żeby wyjaśnić Twoje wątpliwości, ale się powstrzymam. Może kiedyś sięgniesz po komiks?

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Wątpię. Kreska mi się nie podoba. Mój brat czytywał Thorgala kiedy byliśmy dziećmi i nigdy się nie skusiłam ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No to daję :) W skrócie, bo z telefonu. Thorgal i Aaricia mieszkają na bezludnej wyspie, bo chcą mieć spokój. Ale Jolan czuje się samotny. Znajduje kiedyś na plaży bransoletę. Potem wymyśla sobie przyjaciela… i ten faktycznie się staje i niestety wymyka się spod kontroli. Jolan nie może zdjąć bransolety, a Alinoe się multiplikuje, robi coraz groźniejszy. Nastawia zwierzęta, potem matkę Jolana przeciw chłopcu. W końcu atakuje jego samego. W samą porę wraca z wyprawy Thorgal i przecina bransoletę na ręku tonącego Jolana. Wszystkie kopie Alinoe znikają i robi się cacy.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ok, dzięki za przybliżenie sytuacji ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czytałem Thorgala przez długie lata. Pierwszy raz jeszcze w kultowym prehistorycznym Relaxie. Gdzieś w Polsce na strychu leży jeszcze moja kolekcja pierwszych kilkunastu albumów. Pamiętam też Alinoe. Pamiętam jego dziwny i inny nieco klimat. Czytając Twojego szorta natychmiast przypomniałem sobie historię zawartą w albumie, domyśliłem, że jest to kontynuacja rozpoczynająca się w chwilę po ostatnim kadrze komiksu. I nastrój opowieści także wydał mi się znajomy. Język i styl również przypasowały do treści. Czyli fanfik bardzo udany. Na pewno trudno mu zarzucać hermetyczność, a wszelkie uwagi na ten temat, brak znajomości realiów i świata cyklu Rosińskiego, uważam za bezpodstawne. Bo żadna to wina autora opowiadania. Toż to właśnie jest fanfik i to pisany na potrzeby konkursu dotyczącego konkretnej postaci i serii komiksowej. Gdybym miał moce dostępne wybrańcom dałbym bez wahania punkcik.

 

Ps. Zazgrzytało mi tylko w jednym miejscu:

​”Stwór bezgłośnie padł na plecy.”

Jaki stwór? To był przecież tylko chłopiec, który chciał mieć swoją rodzinę, swojego tatę. Tak ładnie o tym napisałaś kilka zdań później w finale. Zatem dlaczego stwór?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mr. maras – dziękuję za miłe słowa. "Stwór" pojawił się w tej scenie, bo ja sama patrzyłam na nią oczami Thorgala. On zabijał stwora nie dziecko. Dziecko dojrzał później.

Ale może faktycznie to nie pasuje. Zastanowię się.​

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

To oczywiście tylko moje odczucia. Zgrabnie używasz w tym tekście na przemian: chłopiec, Alinoe, Zielonowłosy. Ja bym tam np. tego Zielonowłosego wstawił.

Edit. Lub ewentualnie darował sobie zdanie wcześniej “​w ciało Alinoe”. Dał na przykład “w blade ciało”​, a Alinoe użył zamiast stwora.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Alinoe zawsze postrzegałem jako efekt nieokiełznanej mocy Jolana. Twór, który stworzył w wyniku samotności na wyspie. Coś co wymknęło się spod kontroli. Przyznać muszę że zarówno ten “Szort” jak komiks mają podobny wydźwięk. Przedstawiają podobną problematykę egzystencji. W tym przypadku idzie to o krok dalej. Dramat zagubionej istoty. Wykorzystanej przez Jolana a na koniec porzuconej jak starą zabawkę. Nie jestem pewien co do roli Strażniczki kluczy. Nie sądzę aby zainterweniowała w tej sytuacji. Prędzej spodziewał bym się działania ze strony Tjahziego albo Vigrida, który czuł miętę do Aaricii. No ale wszystko jest możliwe. Odwiedziny prawie nagiej Strażniczki we śnie – czemu nie. 

Hej:)

Dobrze, że czytałem ten album jakieś 15 lat temu i wrył mi się w pamięć dostatecznie głęboko, bo prawdopodobnie zastanawiałbym się, o co chodzi z tym zielonowłosym demonem, co to ma takie destrukcyjne pragnienie bycia kochanym. No ale to fanfik, nie chodzi o to, aby przekonywać czytelnika do świata i bohaterów, a jedynie ożywic ich w historii, której jeszcze nie znają. Tobie się to udalo, aczkolwiek fanem Thorgala byłem dawno temu i niewiele z tego zostało, wyrocznia ze mnie żadna. Podejrzewam, że ktoś będzie marudził, że za mało tego co najciekawsze w Thorgalu, czyli samego Thorgala, ale to już kwestia gustu i upodobań :)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny :)

 

Podobało mi się! “Alinoe” to obok “Łuczników” mój ulubiony tom – bardzo dobry pomysł na własną historię. Końcówka może nieco zbyt łatwa, ale ostatnie słowa Alinoe podnoszą ją na wyższy poziom. W ogóle widzę potencjał na coś dłuższego i jeszcze głębszego. Brakuje trochę konsekwencji w opisie zależności między mocami bohatera i bransoletą – to mógł bez niej rozniecać ogień, czy nie?

Dorzuciłabym przecinek tutaj: 

A jego stwórca, ten żałosny, mały Jolan[+,] niewiele go nauczył.

Dawno, dawno temu czytałam Thorgala. Dzisiaj w zasadzie pamiętam tylko pojedyncze sceny. W związku z tym czytałam to opowiadanie jako zupełnie nowe.

Uważam, że nie wszystko musi być zawsze dopowiedziane. To, co napisałaś, mnie wystarczyło.

Czytało się bardzo dobrze.

Podobało mi się :)

Podobnie jak Staruchowi zabrakło mi wiedzy o Aoline. Jakoś nie wbiła mi się mocno w pamięć. Jednak samemu opowiadaniu nie sposób odmówić bardzo dobrej narracji oraz ukazywania uczuć postaci.

Podsumowując: trochę przeszkadzał brak kompletnej wiedzy o świecie, ale tekst napisany w dobrym i emocjonalnym stylu. Parę wybuchów na niebie było :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Kanister, Blacktom, cobold, Anet, NoWhereMan

Dziękuję za komentarze.

 

Dziękuje również tym Czytelnikom, którzy wprowadzili mój tekst do biblioteki.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Czytywałam Thorgala, ale pamiętam, niestety, bardzo niewiele. Ucieszyłam się, że w opowiadaniu pojawiła się Strażniczka Kluczy, bo ją akurat zapamiętałam chyba najlepiej – jak ja chciałam mieć kiedyś takie włosy! ;P

Bardzo fajnie, płynnie napisany short. Zgadzam się z coboldem co do zakończenia – ostatnie słowa wybrzmiały naprawdę świetnie. Zgadzam się też z tym, że z tego pomysłu można by jeszcze więcej wycisnąć – mam wrażenie że tu i ówdzie mogłoby być mocniej i mroczniej.  

 

Po wyspie roznosił się huk równomiernych uderzeń. Thorgal ścinał drzewa, które miały posłużyć za szkielet nowej chaty. Jedno z nich zwaliło się akurat wtedy, gdy zaciekawiony Alinoe podpełzł w miejsce wyrębu. Przerażony skulił się w poszyciu. Kiedy ochłonął, wycofał się i ruszył w stronę gospodarstwa. Wtedy jego zapach zwęszył Muff. Zaczął ujadać. Jolan natychmiast podbiegł do zwierzaka, by go uspokoić.

Jakoś nie podoba mi się powyższy fragment, jest taki suchy, mało rytmiczny i taki strasznie mechaniczny. Jakoś mnie to wybiło z rytmu czytania, bo zasadniczo przez większość tekstu ładnie operujesz zmysłami i plastyka opisów. Dla porównania fragment, który podobał mi się bardzo:

 

Świat spowijała biel, w tej bieli ugrzęzły jego nogi, ta biel wpadała mu w oczy. Ziębiła twarz i dłonie, wilgocią spływała po plecach. Otrząsnął się, ale biel nie chciała ustąpić. Była wszędzie. Dotkliwa, bolesna, kłująca jego półnagie ciało milionem igieł.

Klimatyczne i świetnie oddające zagubienie Alinoe. W poprzednim fragmencie domyślam się, że bohater musiał czuć nielichy strach, ale nie oddajesz go niczym, poza słowem “przerażony”, co robi na mnie mniejsze wrażenie, niż scena ze śniegiem ;)

 

Dziękuję za opinię, Werweno. Zgadzam się, że przytoczony fragment jest najsłabszy. Brzmi trochę jak z raportu policjanta ;) Miałam te scenę przed oczami, ale nie potrafiłam jej oddać słowami. Z tego też fragmentu najwięcej wycięłam, żeby zmieścić się w limicie. Za to przy opisie śniegu czułam niezły flow ;)

Jeśli chodzi o Strażniczkę, to znalazła się w tekście, bo ja też zwyczajnie ją lubię. Kanister pisał, że może inna postać kobieca byłaby stosowniejsza. Ja pójdę o krok dalej. Thorgal sam mógł się zorientować, że Alinoe jest wciąż na wyspie. Mogłabym dziewczynę pominąć… ale po co, skoro jest taka fajna ;)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Pisałem już Belhajowi, że wszystkie “stare Thorgale” Rosińskiego z Van Hamme czytałem po kilka razy. Klimat utrzymałaś wzorowy. Trochę zbyt długie jak dla mnie nawiązania do prawdziwego Thorgala w pierwszych akapitach. To znaczy tłumaczenie co i skąd. Za to płynnie poruszasz się między tym co było, a tym co Twoje. Na pewno na plus finał, okrutna jesteś z tym “tato”. :) Podobało mi się, powodzenia w konkursie.

Ps. Coboldzie, pewnie, że Łucznicy wszystkim zapadają w pamięci, każdy by tak chciał pierdolnąć z łuku pięć kul w locie ;)

Myśl po przeczytaniu pierwszego słowa – o nie, tylko nie ten potwór z piekła rodem, koszmar dzieciństwa godny stać na podium obok Buki!

Myśl po przeczytaniu ostatniego słowa – kurczę, jednak go szkoda, chyba wybaczę mu te nieprzespane noce…

Ogólnie całkiem fajnie wyszło takie ocieplenie wizerunku, spojrzenie na sytuację z innej strony. Może bez fajerwerków, bo jednak trochę już podobnych tekstów powstawało, ale czytało się przyjemnie.

"Stwór" rzeczywiście rzuca się w oczy. Najpierw pomyślałam, że to niewłaściwy dobór słowa, ale ono przecież razi, bo ma razić, osobiście niczego bym nie zmieniała.

Darcon – cieszy mnie, że się podobało. Co do nawiązań do poprzednich tomów, chciałam napisać tak, żeby ci, co nie znają komiksu, albo zupełnie nie pamiętają, zrozumieli, o co chodzi. Ale wychodzi, że ci, co nie znali – i tak nie są usatysfakcjonowani, podczas gdy ci, co znają – mają przesyt. Zrozumiałam, że nie ma drogi pośrodku! 

Teyami – dziękuję za opinię :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Gratulacje :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Epizod z życia nieznanych mi bohaterów, ale opisanie warte nagrody!

Gratuluję, Fleur! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Dziewczyny. Wiedziałyście wcześniej ode mnie :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Gratulacje! 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Przeczytałem to opowiadanie jakiś czas temu i wciąż chodzi za mną myśl, że gdyby je podszlifować było by świetne. 

Super podoba mi się obrazowanie, szczególnie sam początek wciąga klimatem bez reszty. Alinoe nurkuje w morskiej pianie, daje się ponieść falom, zielone włosy niczym wodorosty, potem wychodzi na skały, zakopuje się w liściach, no klimatyczny miód. W sam raz na jesień za oknem:)

Ciążą trochę dialogi. Nie ma ich tu wiele, ale wydają mi się lekko sztuczne. Całą opowieść zawarłaś w obrazach i te kilka słów, które wypowiadają bohaterowie, momentami nie jest nawet potrzebnych. I rzecz najważniejsza. Motywacja Alinoe jest raczej jasna od początku (prawie), niepotrzebnie, moim zdaniem, wyrażasz je jego myślami w prost, starczyło by aby przemówiły obrazy. Historia jest bardzo prosta, grają tu pierwsze skrzypce dziecinne uczucia (i bardzo dobrze!) i warto by nadać im więcej subtelności. Szczególnie, że Alinoe nie mówi – wtedy zgadzałoby się to z jego postrzeganiem świata, a poza tym dodało wagi ostatniej scenie, w której przerywa milczenie.

Jestem z tych, którzy uważają “Alinoe” za najlepszy zeszyt z Thorgalem (obok “Trzech starców…”, jakoś ten tytuł bardziej mi się podoba), więc docenić należy bardzo ciekawy pomysł.

No i gratulacje za konkursowe podium!

Michał Pe – dziękuję za komentarz. Dał mi do mi do myślenia.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Cieszę się. To chyba najprzyjemniejsza rzecz, jaką komentujący może usłyszeć od autora:)

Nowa Fantastyka