- Opowiadanie: Sanato76 - Boski wybawca

Boski wybawca

Było mi bardzo przyjemnie powrocić chociaż na chwilę wspomieniami do kultowej serii mojej młodości.
Scenariusz opowiadania płynał z mojej wyobraźni jak i  serca.  Życze czytelnikom przyjemnego zagłębienia się w przygodę Thorgala widzianą moimi oczami. Każdy komentarz – za czy  tez przeciw  bedzie dla mnie wielka nagrodą! 


Zapraszam do lektury.  Maciej

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Boski wybawca

 

 

W morderczym pojedynku starli się bóg i człowiek z gwiazd. Thor zamachnął się, gdy wtem Mjolir wyrwał się z rąk swego władcy i poszybował w niebo.

Obydwaj wojownicy spojrzeli za nim jak wspinając się coraz wyżej odbija w sobie promienie słońca, ten blask oślepił ich na chwilę, gdy wznieśli oczy w górę, młot mknął ku ziemi. Uderzył z całym impetem, a fala uderzenia była tak potężna, iż nawet Thor legł. Wiatr poniósł tumany kurzu, przykrywając wszystko pyłem wokół. Thorgal uniósł głowę i spojrzał przed siebie. Najpierw ukazały mu się lśniące srebrem skrzydła u hełmu, a gdy wsparł się na rękach dojrzał twarz wykrzywioną w grymasie wściekłości. Niebieskie oczy płonęły nienawiścią. W tym samym momencie zerwali się do ataku. Nie mogąc sprostać w walce wręcz boskiej sile dobył miecza uderzając zaciekle. Thor parował uderzenia wikinga, przyjmując je na swe rękawice. Pozbawiony młota, a także częściowo swych boskich mocy, wciąż górował siłą nad ludzkim wojownikiem. Thorgal był wyśmienitym fechmistrzem i z gracją zadawał ciosy jak również unikał ciężkich razów boskich ramion. Dźwięk stali uderzanej o żelazo rozrywał ciszę pustkowia. Gniew w bogu narastał a z nim jego siła. Razy stały się coraz silniejsze, aż w końcu potężnym uderzeniem wytrącił miecz z dłoni wojownika. Kolejnym mocarnym uderzeniem w klatkę powalił wikinga z nóg. Odrzucony wielką siłą potoczył się jeszcze parę kroków.

– Khem khem – wykrztusił pył z gardła. Thor podszedł do niego i schwyciwszy za włosy uniósł mu głowę.

– Zabieram twego syna jak gwarancję wywiązania się z umowy – warknął, a oczy błyszczały mu błękitem.

– Nie, nie Jolan – wyszeptał.

– Nie zawiedź nas człowieku – dodał ostro, jednocześnie wymierzając mu solidny sierpowy. W uszach rozbrzmiał mu niczym grom, oczy zaszły mgłą. Nim stracił przytomność zobaczył ja bóg zarzuca sobie tobołek ze związanym chłopcem w środku na plecy.

– Jolllaaannn! – krzyknął wyciągając dłoń chcąc go chwycić, lecz miast tego osunął się w mrok tracąc świadomość.

Obudził się pod gwiazdami, wciąż obolały dotknął klatki, leżały na nim jakieś liście.

– Leż spokojnie – usłyszał delikatny a jednocześnie mocny głos. Elf zabrał delikatnie jego dłoń.

– Gdzie jestem? Kim jesteś? – Thorgal uniósł się na ramionach przezwyciężając ból

– W moim szałasie. Jestem Fangald z Alfheim – przedstawił się i wtedy wiking zobaczył, jaki bił od niego blask i dostojność.

– Jesteś elfem wysokiego rodu? – wykrztusił – Co tu robisz? Nasze światy nigdy się nie mieszały – dodał

– Podróżuję między nimi i gdy napotkam takich ludzi jak ty pomagam im, ale doprawdy zadziwiłeś mnie. Jeszcze nie spotkałem człowieka, który wdał się w zwadę z bogiem i to z tak potężnym – w jego głosie słychać było zdziwienie, a jednoczenie uznanie.

– On ma mojego syna – warknął Thorgal, chcąc znowu się unieść.

– Leż! Rany muszą się zagoić, przed Tobą długa wędrówka – głos elfa przyjął ton rozkazujący

– Skąd wiesz? – znów uniósł głowę, cierpliwość elfa skończyła się i zaintonował: Elerh galr Kon – śpij i śnij! – nim Thorgal zareagował owiała go mgła, poczuł jak ból odchodzi, a ciało staje się lekkie. Zasnął i zaczął marzyć. Pojawił się przed nim obraz. Leżał na noszach ciągniętych przez Fangalada, choć nieprzytomny rozmawiał z nim. Po chwil doszedł go jego własny głos. – Muszę znaleźć odtrutkę na jad węża, inaczej stracę syna. Muszę ja odnaleźć…

– Możesz ją przecież uwarzyć – odparł elf

– To nie jest zwykły wąż, to Jormungand – odrzekł wiking

– Jormungand?! –aż przystanął na chwilę poczym dodał i ruszył dalej – bogowie wplątali cie w swoją intrygę dziecię z gwiazd. Jesteś bardzo odważny i dzielny, dlatego pomogę ci – zaoferował, a obraz znikł.

Gdy Thorgal się obudził, słońce zaczęło powoli wspinać się po nieboskłonie. Otworzył oczy, nie czuł już żadnego bólu. Elf siedział z boku.

– Posil się i ruszamy – podsunął mu szeroki liść, na którym leżały kawałki suchego chleba

– Co to? – zapytał i sięgnął niepewnie

– Lembasy. Dadzą ci dużo siły i energii. – wojownik sięgnął po nie i ugryzł. Posmakowały mu po pierwszym kęsie. Zjadł wszystko, czym wprawił elfa w zdumienie.

– Nie wiedziałem, iż wikingowie, mogą pochłaniać takie ilości jedzenia – zaśmiał się. Rzeczywiście po chwili Thorgal poczuł jak jego żołądek pęcznieje, dając niemal uczucie przejedzenia. Zebrali się szybko. Fangald podarował mu jeden ze swych najlepszy łuków, co ten przyjął z wdzięcznością. Sam zabrał swojego Gerfata i pełny kołczan strzał. Obydwaj dobrze najedzeni i wyposażeni, ruszyli we wskazanym przez elfa kierunku. Szli w milczeniu twardym stepem, który powoli wzbogacał się o trawy i krzewy, aż w końcu stanęli przed ścianą lasu.

– To jest Gaweroth, stary las, pełen drzew pamiętających świt gwiazd, bądźmy ostrożni – rzekł Elf i ruszył jako pierwszy. Wiking podążył za nim. Las tętnił życiem, korony drzew pełne były ptactwa, raz po raz przebiegła kuna leśna. Lecz baczne oczy myśliwych nie wypatrywały zwierzyny. Ich łuki wciąż tkwiły na plecach. Nagle usłyszeli hałas, trzask łamanych gałęzi.

– Nie jesteśmy tu sami – Fangald sięgnął po łuk, wojownik zrobił to samo. Poruszali się niemal bezszelestnie, elf ze swoją wrodzoną gracją, a wiking z wyuczoną techniką.  Bystre oczy wypatrzyły pierwszego woja, gdy po chwili dostrzegł go też Thorgal.

– Ludzie Thomuda wielkiego! – warknął, gdy dojrzał tarcze ukrytą za krzakami.

– Znasz ich? – zapytał elf wypatrują najmniejszego ruchu

– Tak i nie przyszli tu by nas witać, pewnie łupią jakąś kolejną osadę! – napiął cięciwę i w mgnieniu oka odwrócił się i skierował łuk ku szczytom drzew.

– wziuuu wziuuu – dwie strzały wystrzeliły niemal jedna za drugą. – Aaaa!!!! Arghhh! – wydarło się z dwóch gardzieli, gdy groty utkwiły w oku i sercu zwiadowcy.

– Ukmm ! Fephh! – koleje dwa odgłosy były stłumione, gdy strzały przebiły gardziele. Elf był pod wrażeniem szybkości Thorgala, lecz nim skomplementował, obydwaj błyskawicznie napięli cięciwy, bo oto z pobliskich krzaków szarżowali wikingowie, zaalarmowani hałasem spadających martwych ciał zwiadowców.

– Na Odyna ! Bij zabij!!! – wrzeszczeli biegnąc. Teraz popis szybkości dał Fangald, kładąc trupem czterech, nim przeszli parę kroków.

– wziuuu wziu !!! – Thorgal celował w oczy, nie ryzykując przebicia kolczugi. Koleje wrzaski konających podrywały przerażone ptactwo do lotu.  Nie rywalizowali ze sobą, ale elf utłukł dwóch więcej. Z napiętymi łukami czekali na kolejną falę, tymczasem atak ustał. Ostrożnie stawiali nogi pomiędzy trupami, sprawdzając czy któryś, aby się nie rusza, ale wszyscy już zdążali do Walhali. Pozbierawszy strzały, ruszyli dalej w głąb lasu, zastanawiając się czy to był przypadek czy planowany atak. W głębi wydawało się być spokojniej i nie wyczuwali, ani nie dostrzegali żadnego zagrożenia, ale w miarę jak posuwali się coraz dalej, drzewa zdawały się być bardziej złowieszcze. Nagle wyrastały przed nimi gęstwiny krzaków, albo z hukiem opadały gałęzie tuż przed ich nosem. Wiking miał wrażenie, że las nie chce ich wypuścić. Na szczęście Elf widział ścieżkę cały czas przed nimi i nie dał się zwieść. Uszli jeszcze kawałek, gdy elf rzekł: – przeprowadziłem cię do końca, jak obiecałem – wskazał na światło pomiędzy potężnymi pniami. Wyglądało to z daleka jak brama. Wiking odetchnął z ulgą, gdy już wyszli z Gaweroth.

– O to cel twojej podróży – wskazał na malujący się przed nim lśniący bielą budynek.

– Świątynia Frigg? – rozpoznał na pierwszy rzut oka

– Tak, w jej katakumbach znajdziesz fiolkę z odtrutką –

– Co mnie tam czeka? – zapytał poprawiając kołczan

– Miłe bądź wrogie przywitanie. Jeśli bogowie ci sprzyjają, zdobędziesz swój cel. Bywaj przyjacielu, niech mój łuk dobrze ci służy. – Fangald uścisnął ramię wojownika i odszedł w stronę lasu znikając w jego mrokach.

– A zatem czas na mnie – powiedział sam do siebie i dziarskim krokiem ruszył przed siebie. Słonce już chyliło się ku zachodowi, gdy stanął u szczytu schodów przed wielką złotą bramą. Panowała niesamowita cisza, nawet wiatr nie wiał. Rozejrzał się wokół, otoczony rzędami kolumn niczym niemymi kamiennymi wojownikami, poczuł się nie swojo. Było tu strasznie pusto. Nie pozostało mu nic innego jak zapukać do wrót, lecz nim zmachnał się ręką obydwa skrzydła uchyliły się bezszelestnie.

– Witaj dziecię gwiazd – przywitał go ciepły kobiecy glos. Wszedł do środka i od razu oczarował go przepych. Złoto zdobiło ołtarz, marmury podłogi i ściany. Diamentowe kandelabry zwisały z sufitów, lecz nigdzie nie było wyznawców, ani kapłanek.

– Wiesz, czemu tu jesteś? – zapytał ów głos

– Bo niejaki Thor mnie do tego zmusił porywając mojego syna! – odparł z drwiną i złością

– Ale wiesz, dlaczego Ty? – aż wzdrygną się i odskoczył, czując jej oddech na uchu. Wtedy ją dojrzał spowita w białą jedwabną tuniką odkrywała niemal całą swą nagość. – Tylko człowiek może zejść do mych podziemi, żaden bóg nie przestąpi tych bram – jej głos było słodki, uwodzący.

– Wskaż mi drogę pani – poprosił i skłonił głowę

– Mam lepszy pomysł – rzekła chwytając go za dłoń i prowadząc ku ołtarzowi. – O to twoje lekarstwo – pokazała mu małą buteleczkę ze szmaragdowym płynem i położyła ją na jednym z ramion wagi stojącej na stole ofiarnym.

– Jak mogę ją zdobyć? – zapytał przed oczami mając syna

– Oddając serce! – krzyknęła i nagle z jej palców wyrosły szpony, uderzając niczym błyskawica wbiła je w klatkę i wydarła mu serce

– AAA!!! – wrzask bólu rozdarł ciszę świątyni. Nie umarł wbrew temu, czego oczekiwał, jakby zawisł pomiędzy światem żywych i martwych. Zamglonym wzrokiem widział jak bogini kładzie jego pulsujące serce na szali, a ta przeważa się na jego korzyść.

– Doprawdy szlachetnym człowiekiem jesteś Thorgalu i zasługujesz na niejedną nagrodę – powiedział to uroczystym a jednoczenie radosnym tonem. Włożenie serca na miejsce było równie nie miłe, co jego wyrwanie, ale przyjął to z ulgą. Frigga włożyła mu w dłoń buteleczkę i całując w ucho szepła:

– Żegluj żeglarzu, pośród chmur ku wybawieniu – wtem poczuł wiatr we włosach i znalazł się na pokładzie podniebnego masztowca Farlgunda. Nie dostrzegł załogi, ale wiedział dokąd zmierzają.

– A zatem bogowie mi sprzyjają – rzekł na głos jakby chciał, aby elf także go usłyszał. Podniebna podróż nie trwała długo. Okręt suną szybko pochłaniając odległość. Wylądował bez żadnych odgłosów, dźwięków czy komend, sterowany magią.

Wiking zszedł po wysuniętym trapie na ubity grunt. Już z daleka ujrzał palące się ognisko i siedzące przy nim dwie postacie. Serce zabiło w nim mocno i poderwał się do biegu. W połowie dystansu dojrzał go chłopiec.

– Tato! – wyrwało się mu z ust – Tato! – zerknął na swego wielkiego towarzysza, a gdy ten skinął głową popędził ile sił w nogach.

– Jolan! – Thorgal nie mógł ukryć radości, gdy schwycił syna w ramiona – Jolan ! – ucałował jego czoło – Tak się cieszę, że jesteś cały i zdrowy – pogłaskał go po blondwłosej czuprynie.

– Wiedziałem, że ci się uda – syn przywarł jeszcze mocniej do ojca.

– Co z nim? – wskazał na boga

– Umiera, pospieszmy się – odparł chłopak i pociągnął ojca za rękę.

Thor siedząc zgarbiony, uniósł głowę i uśmiechnął się z wysiłkiem, gdy stanęli przed nim.

– Wedle umowy – rzekł wiking podając buteleczkę bogu, ten przyjął z wdzięcznością i trzęsącą się dłonią, wyciągną zatyczkę i wypił całą zawartość. W mgnieniu oka jego skóra odzyskała zdrowy kolor, wyprostował się i spojrzał na Thorgala. W jego oczach na powrót można było dostrzec błyskawice. Wstał dynamicznie, napiął muskuły i zaryczał wściekle, radując się z odzyskanej mocy.

– Mjolnir !!!! – wyciągnął rękę i zawołał donośnym głosem, który poniósł się daleko po równinie. Po krótkiej chwili dało się słyszeć świst powietrza, by ich oczom ukazał się też kształt. Srebrny pocisk pędził niczym piorun. Młot gładko wyładował w dłoni boga, który teraz obrócił się ku swym wybawcom.

– Nigdy nie zwątpiłem w ludzi, a i teraz dowiodłeś, iż można na was polegać. Thorgalu Aegirrson jestem twym dozgonnym dłużnikiem. Niech bogowie ci sprzyjają. – uścisną serdecznie ramię wikinga i zakręcił mocno młotem. Thor pozostawił ich samych na pustkowi, odlatując z Mjolnirem. Ojciec z synem raz jeszcze przytulili się i odeszli w swą stronę.

KONIEC

Koniec

Komentarze

Czy ten tekst nie jest czasem za długi jak na konkurs?

OK, jest jakaś historia.

Gorzej z wykonaniem. Interpunkcja leży i kwiczy, zapis dialogów do remontu, literówki (szczególnie związane z ł na końcu czasownika). Jest różnica między “o to”, a “oto”. Przed kropką, wykrzyknikiem itp. nigdy nie stawiamy spacji.

– Nie, nie Jolan – wyszeptał.

– Nie zawiedź nas człowieku – dodał ostro, jednocześnie wymierzając mu solidny sierpowy. W uszach rozbrzmiał mu niczym grom, oczy zaszły mgłą.

Co jest podmiotem w tych zdaniach? Bo bez przerwy stosujesz domyślny, a mówisz o dwóch różnych facetach. BTW, przecinek po “nas”.

– wziuuu wziuuu – dwie strzały wystrzeliły niemal jedna za drugą.

Czy to na pewno wypowiedź, że zaczyna się od myślnika? Jak by nie było, na pewno dużą literą.

Babska logika rządzi!

Pomysł był, ale został skrzywdzony fatalnym wykonaniem. Masa błędów wszelkiej maści skutecznie przeszkadza w czytaniu, a nie zawsze poprawnie skonstruowane zdania można odczytać niezgodnie z intencją Autora/ Autorki.

Sanato, nie wiem jak się do Ciebie zwracać, albowiem w profilu masz zaznaczone, że jesteś kobietą, a w przedmowie podpisujesz się jako Maciej…

 

blask ośle­pił ich na chwi­lę, gdy wznie­śli oczy w górę… –> Masło maślane. Czy można wznieść coś do dołu?

 

Ude­rzył z całym im­pe­tem, a fala ude­rze­nia była tak po­tęż­na ,iż nawet Thor legł.  –> Powtórzenie. Zbędna spacja przed drugim przecinkiem, brak spacji po nim.

Zbędna spacja pojawia się przed wieloma znakami interpunkcyjnymi, a po niektórych zauważyłam jej brak.

Co to jest fala uderzenia?

 

Dźwięk stali ude­rza­nej o że­la­zo roz­ry­wał ciszę pust­ko­wia. –> Dźwięk stali ude­rza­jącej o że­la­zo, roz­ry­wał ciszę pust­ko­wia.

 

– Khem khem – wykrztusił pył z gardła. –> – Khem khem.Wykrztusił pył z gardła.

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

– Za­bie­ram twego syna jak gwa­ran­cję wy­wią­za­nia się z umowy… –>  Literówka.

 

zo­ba­czył ja bóg za­rzu­ca sobie to­bo­łek… –> Literówka.

 

przed Tobą długa wę­drów­ka… –> …przed tobą długa wę­drów­ka

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Po chwil do­szedł go jego wła­sny głos. –> Jeden zaimek wystarczy:  Po chwil do­szedł go wła­sny głos.

 

aż przy­sta­nął na chwi­lę po­czym dodał i ru­szył dalej… –> …aż przy­sta­nął na chwi­lę, po­ czym dodał i ru­szył dalej

 

bo­go­wie wplą­ta­li cie w swoją in­try­gę… –> Literówka.

 

wo­jow­nik się­gnał po nie i ugryzł. –> Wo­jow­nik się­gnął po nie i ugryzł.

 

raz po raz prze­bie­gła kuna leśna. –> Skoro przebiegła, to tylko raz, a jeśli raz po raz, to raczej: …raz po raz prze­bie­gała kuna leśna.

 

Ich łuki wziąż tkwi­ły na ple­cach. –> Literówka.

 

wark­nał, gdy doj­rzał tar­cze ukry­tą za krza­ka­mi. –> …wark­nął, gdy doj­rzał tar­cze ukry­te za krza­ka­mi.

 

Elf był pod wra­że­niem szyb­ko­ści Thor­ga­la, lecz nim skom­ple­men­to­wał, oby­dwaj bły­ska­wicz­nie na­pię­łi cię­ci­wy… –> Elf był pod wra­że­niem szyb­ko­ści Thor­ga­la, lecz nim go skom­ple­men­to­wał, oby­dwaj bły­ska­wicz­nie na­pię­li cię­ci­wy

 

nim prze­szli parę kró­ków. –> Literówka.

 

O to cel two­jej pod­ró­zy –> Oto cel two­jej pod­ró­ży.

 

po­wie­dział sam do sie­bie i dziar­skim kro­kiem ru­szył przed sie­bie. –> Powtórzenie.

 

po­czuł się nie swojo. –> …po­czuł się nieswojo.

 

lecz nim zmach­nał się ręką… –> Literówka.

 

Dia­men­to­we kan­de­la­bry zwi­sa­ły z su­fi­tów… –> Dia­men­to­we żyrandole zwi­sa­ły z su­fi­tów

Kandelabr to duży, wieloramienny świecznik stojący.

 

O to twoje le­kar­stwo… –> Oto twoje le­kar­stwo

 

Wło­że­nie serca na miej­sce było rów­nie nie miłe co jego wy­rwa­nie… –> Wło­że­nie serca na miej­sce było rów­nie niemiłe, co jego wy­rwa­nie

 

i ca­łu­jąc w ucho sze­pła : –> …i ca­łu­jąc w ucho, sze­pnęła:

 

po­gła­skał go po blon­d­wło­sej czu­pry­nie. –> Masło maślane. Czupryna to włosy.

Wystarczy: …po­gła­skał go po blon­d­ czu­pry­nie.

 

Młot gład­ko wy­ła­do­wał w dłoni boga… –> Podejrzewam, że miało być: Młot gład­ko wy­lą­do­wał w dłoni boga

 

Thor po­zo­sta­wił ich sa­mych na pust­ko­wi… –> Thor po­zo­sta­wił ich sa­mych na pust­ko­wiu

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł jest, może nie rzucający na kolana, ale jest. Wykonanie za to fatalne. Ciężko się czyta tekst pełen błędów, z których część spokojnie wyłapałby Word.

Szkoda, bo historia moim zdaniem miała potencjał.

Brak fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Czytało się przyjemnie, a historia wciągnęła – choć wewnętrzny korektor burzył się we mnie co chwila ;) Duży plus za komiksowe dźwięki!

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

 

Wszystkie błędy interpunkcyjne i te, które wyłapał Word poprawione. Doprawdy pośpiech nie jest dobrym doradcą :). Teraz tekst brzmi genialnie i wykonanie wyśmienite :).

Życze dobrej lektury. 

Przykro mi to pisać, Sanato, ale do wyśmienitości wykonaniu jeszcze daleko. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niestety, nie wszystkie błędy zostały poprawione, szczególnie brakuje przecinków, gdzieś jest “nie miły”, kilka literówek, problem z dialogami (trudno przyjąć, że ktoś mówi “wziuu”), “Ty” zamiast “ty”. Jakbym mogła pomarudzić, to dorzuciłabym jeszcze wyrównanie również do prawej. Cóż… Nie czyta się dobrze.

Nie dałem rady doczytać do końca.

– Zabieram twego syna jak gwarancję wywiązania się z umowy – warknął, a oczy błyszczały mu błękitem.

– Nie, nie Jolan – wyszeptał.

– Nie zawiedź nas człowieku – dodał ostro, jednocześnie wymierzając mu solidny sierpowy. W uszach rozbrzmiał mu niczym grom, oczy zaszły mgłą. Nim stracił przytomność zobaczył ja bóg zarzuca sobie tobołek ze związanym chłopcem w środku na plecy.

Kto jest podmiotem w kolejnych zdaniach?

 

Fangald podarował mu jeden ze swych najlepszy łuków, co ten przyjął z wdzięcznością.

Wdzięczny łuk?

 

Brakuje kilkudziesięciu przecinków. Z reguły powinny oddzielać czasowniki (i imiesłowy czasownikowe) w obrębie jednego zdania, wydzielać zdania wtrącone, obejmować wołacze (np. dziecię gwiazd). Brakuje również sporo kropek.

Zacznę od pozytywów, Sanato76. Najlepsza jest sama historia, muszę przyznać, że jakoś trzyma się kupy, mimo wtłoczenia dużej liczby bohaterów. Niestety gorzej jest z wykonaniem, Reg i Cobold wskazali ich całkiem sporo, ja też trochę znalazłem, ale podejrzewam, że nie poprawiłeś jeszcze wskazanych powyżej. Akcja jest zbyt szybka i pocięta. Thorgal prawie natychmiast odzyskuje siły po ugryzieniu niezwykłego węża, w lasie od razu na kogoś wchodzą. Pobyt w świątyni też przebiega w ekspresowym tempie.

Największy jednak zarzut mam do klimatu, niestety nie czuję tu świata Thorgala z komiksów. Opowiadanie napisałeś na granicy patosu i filmu akcji. Za to sam pomysł polecam jeszcze kiedyś rozwinąć. :)

 

Najbardziej spodobało mi się wprowadzenie komiksowych dźwięków, które pochwaliła również Fleur. Ich miejsce niekoniecznie widziałbym w formach dialogowych, niemniej to było coś świeżego i bardzo czytelnie nawiązującego do pierwowzoru.

Obawiam się, że nie jestem w stanie znaleźć więcej pozytywów. Powiedziałem sobie, że nie będę skupiał się na wykonaniu, tylko docenię historię. Tylko jak, skoro heroiczny wyczyn Thorgala polegał na ustrzeleniu kilku wikingów i na tym, że dał sobie wyrwać serce? Z przedmowy płynie budzący sympatię entuzjazm, więc zachęcam do dalszych prób literackich. Niech “Boski Wybawca” zmotywuje Cię do pracy nad warsztatem. Wydaje mi się, że część błędów wynikała z nieznajomości reguł i/oraz niedostatecznego doświadczenia w pisaniu. Sądzę, że część literówek bez trudu mogłeś jednak wyeliminować w drodze autokorekty. Jak słusznie zauważyłeś, pośpiech nie jest dobrym doradcą : ).

 

 

Mjolir

Mjolnir

 

Cobold udzielił krótkiej rady, co do przecinków. Interpunkcja w dużym stopniu utrudnia odbiór tekstu, więc zachęcam do zapoznania się z zasadami, np. tu – https://sjp.pwn.pl/zasady/369-90-C-2-Zdania-wspolrzedne-bezspojnikowe;629782.html . Nie kopiuję tu wszystkich zdań, w których powinieneś podostawiać przecinki i pozamieniać przecinki na kropki, ponieważ byłaby to niestety spora część opowiadania.

 

potężnym uderzeniem wytrącił miecz z dłoni wojownika. Kolejnym mocarnym uderzeniem

Dobrze jest szukać synonimów, dla unikania powtórzeń

 

Zabieram twego syna jak gwarancję

jako gwarancję?

 

zobaczył ja bóg zarzuca sobie tobołek

jak

 

klatka nie jest najlepszym synonimem klatki piersiowej

 

ciągniętych przez Fangalada

Fangalda

 

Muszę ja odnaleźć

 

wplątali cie

cię

 

raz po raz przebiegła kuna leśna.

przebiegała? Jeśli chodzi o różne zwierzęta, może lepiej byłoby jednak napisać "przebiegały"

 

gdy dojrzał tarcze ukrytą

tarczę

 

zapytał elf wypatrują

zapytał elf, wypatrując najmniejszego ruchu

 

zdążali do Walhali.

do Walhalli

 

Na szczęście Elf widział ścieżkę cały czas przed nimi i nie dał się zwieść. Uszli jeszcze kawałek, gdy elf rzekł:

niepotrzebnie powtarzasz "elfa", w drugim zdaniu domyślilibyśmy się, kto jest podmiotem. Zapisujesz raz wielką, raz małą literą.

 

O to

oto, ewentualnie "o, to cel twojej podróży”

 

– Świątynia Frigg? – rozpoznał na pierwszy rzut oka

– Tak, w jej katakumbach znajdziesz fiolkę z odtrutką –

– Co mnie tam czeka? – zapytał poprawiając kołczan

w tym fragmencie zupełnie zrezygnowałeś z kropek

 

Słonce już chyliło

Słońce

 

poczuł się nie swojo.

nieswojo (nie z przysłówkami odprzymiotnikowymi piszemy łącznie)

 

lecz nim zmachnał się ręką

zamachnął

 

Witaj[+,] dziecię gwiazd

wołacze oddzielaj przecinkami. Inny przykład:

Wskaż mi drogę[+,] pani

 

Ale wiesz, dlaczego Ty?

Poza korespondencją "Ty" raczej z małej litery

 

O to twoje lekarstwo

Oto?

 

powiedział to uroczystym a jednoczenie radosnym tonem

powiedziała?

 

równie nie miłe

niemiłe. Nie z przymiotnikami piszemy razem.

 

całując w ucho szepła

muszę zainwestować w porządny słownik. Póki co, może ktoś wypowie się na temat formy "szepła"? Google znalazł ją w kilku XIX wiecznych książkach, ale wydaje mi się, że Frigga raczej jednak “szepnęła”. Thorgal chyba by jej “odszepnął” a nie “odszepł”?

 

Czy właścicielem podniebnego żaglowca jest elf, którego Thorgal spotyka wcześniej? Jeśli tak, to nosi inne imię, jeśli nie, to jego imię jest myląco podobne do imienia pierwszego.

 

Okręt suną

Okręt sunął

 

 wyciągną zatyczkę

wyciągnął

 

uścisną serdecznie

uścisnął

 

pozostawił ich samych na pustkowi

na pustkowiu

 

Wbrew pozorom reguły poprawnego pisania po polsku wcale nie są łatwe! Podejrzewam, że mało kto z tutejszych bywalców umiałby je wyrecytować wywołany do tablicy (ja na pewno nie), człowiek najlepiej przyswaja je sobie w drodze praktyki.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka