- Opowiadanie: annyonne - AAAasasyna pilnie zatrudnię

AAAasasyna pilnie zatrudnię

Uwaga, w tekście nie ma głębszej myśli, ale #mnieśmieszy ;) Taka zabawa ;)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

AAAasasyna pilnie zatrudnię

Zabójca sunął ciemnymi korytarzami, bezgłośnie niczym perfekcyjnie naoliwiona maszyna. Usłyszał kroki strażnika i jako plama ciemności wpełzł za stojący we wnęce posąg. Zaspany gwardzista przeczłapał obok, a światełko kołyszącej się w jego dłoni latarni nie wydobyło z cienia przyczajonego asasyna. Gdy kroki ucichły za zakrętem, bezgłośny cień podjął wędrówkę. Dotarł pod wysokie drzwi na końcu korytarza i zatarł z uciechą dłonie w czarnych rękawiczkach. Oczyma duszy już widział pękatą sakiewkę, którą zainkasuje za swoją ofiarę. Delikatnie ułożył długie, cienkie palce na wyprofilowanych w drewnie wgłębieniach i pchnął ciężkie odrzwia. Zawiasy wydały z siebie cichy jęk i zgrzyt. Podstępnemu zabójcy wydało się to dziwne, lecz nie zdążył się nad tym dłużej zastanowić. Właśnie w tym bowiem momencie strzałka, której mechanizm zwolniło otwarcie drzwi niewłaściwym kodem, przeszyła jego gardło.

***

– To już trzeci w tym roku! Mam tego dość! Jestem pewien, że stoi za tym markiz Zax! Wezwijcie Śliskiego Joela! – pieklił się król. Był w złym humorze, gdyż źle spał. A źle spał, ponieważ prawie został zamordowany we własnym łożu.

Zebrani wokół tronu doradcy spojrzeli po sobie porozumiewawczo. Na ich czołach perliły się krople potu. Wreszcie najodważniejszy – a może mający w ostatnich czasach najmniej na sumieniu – postąpił o krok.

– Wasza wysokość… jest taka sprawa, że… – zaczął, nerwowo wykręcając dłonie.

Władca niechętnie otaksował spojrzeniem jąkającego się mężczyznę.

– Wyduś to z siebie wreszcie! Nie mam czasu na domyślanie się, o co chodzi jąkale. Prawie-że padłem dziś ofiarą morderstwa! – warknął nieprzyjaźnie. Dworak przełknął ślinę i koronkową chusteczką osuszył kroplę potu, ściekającą po skroni.

– Wasza łaskawość, skarbnik nie zgodzi się na kolejną umowę… Z wolnej ręki – wydukał wreszcie. Ciężkie spojrzenie króla prawie przygniotło nieszczęśnika do marmurowej posadzki. Monarcha potarł czoło, westchnął rozdzierająco i wyprostował się na tronie.

– Wezwijcie więc Królewskiego Skarbnika! – rozkazał z mocą, a doradcy natychmiast zrobili w tył zwrot i prawie poprzewracali się w drzwiach, byle tylko uciec sprzed niezadowolonego oblicza władcy.

***

Skarbnik pojawił się po półgodzinie, niosąc pod pachą wielką księgę oprawną w buraczkową skórę. Był to niewysoki, odziany z nienaganną schludnością mężczyzna w sile wieku, około pięćdziesiątki. Jasne, rzedniejące włosy nosił przyczesane na bok, a twarz miał zawsze gładko ogoloną. Skłonił się niezbyt głęboko, ale też i niezbyt nisko.

– Wasza wysokość mnie wzywał – oznajmił głosem suchym niczym szelest papieru.

Król wyprostował się na tronie.

– Królewski Skarbniku, doniesiono mi, że nie mogę zatrudnić zabójcy. Czy to prawda?

– Wasza Miłość może zatrudnić kogo chce, w każdej chwili.

Władca rozpromienił się i spojrzał na doradców. Wiadomość tak go ucieszyła, że w jego spojrzeniu nie było nawet specjalnie przygany.

– Słyszycie? Wezwać mi tutaj Joela, natychmiast!

– … po dopełnieniu niezbędnych formalności, oczywiście. – Skarbnik odchrząknął, jakby ość utkwiła mu w gardle.

– To znaczy? – spytał król, marszcząc brwi.

– Od początku roku dwór zatrudnił zabójców w sumie jedenaście razy i zlecił łącznie… – Urzędnik zręcznie wyciągnął spod pachy księgę i przekartkował ją błyskawicznie. – I zlecił łącznie osiemnaście zabójstw. Umowy opiewały razem na kwotę trzydziestu tysięcy złotych dukatów i czterysta pięć srebrnych talarów. W związku z tym zachodzi konieczność, by następne zlecenia ogłaszać zgodnie z procedurami Prawa Zamówień Królewskich.

Monarcha wpatrywał się w skarbnika poruszając bezgłośnie wargami. Spojrzał na swoje dłonie na poręczach fotela i niemal niedostrzegalnie poruszył palcami. Liczył.

– Ale przecież ja zleciłem tylko osiem! Hrabia del Mar… i hrabina naturalnie, stara trucicielka. Kapłan tej cudzoziemskiej bogini, jak mu tam było… generał Stroecke… baron Gunter… małżeństwo Biaelle… kuzyn Helis… a, i jeszcze lord Wende. No to dziewięć! W każdym bądź razie, to nie osiemnaście! I nie za trzydzieści tysięcy, na bogów! Pamiętałbym, mogę was o tym zapewnić, skarbniku.

– Mój panie, raczysz zapominać, że dwory Jego Wysokości Księcia oraz Jej Wysokości Królowej stanowią jedną całość z dworem Waszej Miłości. W obecnym roku książę zlecił sześć zabójstw, co w sumie dało kwotę prawie dziesięć tysięcy dukatów, a królowa trzy, na kwotę… – Zaszeleściły stronice buraczkowej księgi. – …na kwotę trzech tysięcy dukatów i osiemset siedemdziesięciu trzech talarów. Razem z tym, co zleciłeś, panie, osobiście, przekracza to próg określony w Prawie Zamówień Królewskich.

Król łupnął pięścią w podłokietnik i zasyczał, bo uderzył się zbyt mocno.

– Chyba już o tym rozmawialiśmy, skarbniku, żeby nie zliczać pozbywania się bękartów księcia do zabójstw!

– Ależ oczywiście, Wasza Miłość. To oddzielna pozycja. Książę zlecał jednak także zabójstwa mieszczące się w kategorii „zabójstwa polityczne”.

– A moja… droga małżonka? – Monarcha wywrócił znacząco oczami.

Skarbnik zaszeleścił stronicami księgi. Wszyscy doradcy, niczym zahipnotyzowani, wpatrywali się w przesuwający się wzdłuż linijek pisma palec.

– Bez najmniejszej wątpliwości Jej Wysokość również kierowała się pobudkami politycznymi. Pozycja pierwsza…

– Dość! – ryknął król – Nie obchodzi mnie to, do kroćset! Chcę wiedzieć, jak mogę zlecić zabójstwo markiza Zaxa, teraz, w tym piekielnym dniu! A ty, Królewski Skarbniku, masz mi znaleźć na to sposób!

Na wygolone policzki urzędnika wystąpiły malinowoczerwone rumieńce. Wyprostował się.

– Wasza Miłość, mógłbym oczywiście zakwalifikować tę umowę do kategorii „Inne usługi eliminowania politycznych konkurentów”, ale…

– Ale co?

– …ale to byłoby kłamstwo. Oszustwo.

– Oszustwo? – powtórzył tępo król.

– Tak, Wasza Wysokość, ponieważ istnieje kategoria „Zabójstwa polityczne”, do której taka umowa musi być zakwalifikowana. Byłoby to ciężkie wykroczenie przeciwko dyscyplinie królewskich finansów. Niestety, Wasza Wysokość. Zostałem powołany, by strzec dyscypliny królewskich finansów, i będę to robił. – Urażony głos skarbnika, momentami wchodzący w wysokie tony, nie pozostawiał wątpliwości, że uważa on złamanie przepisów za najcięższe możliwe przewinienie. Władca oklapł na swoim tronie i ukrył twarz za upierścienioną dłonią.

– Czyli nie mogę wezwać teraz Śliskiego Joela i zlecić mu poderżnięcia gardła tego obrzydliwego Zaxa? Tylko się upewniałem! – dodał szybko, widząc jak malinowe plamy występują nawet na czoło skarbnika.

– Cóż, czy Wasza Miłość jest pewien, że nie ma możliwości zlecenia zabójstwa wewnątrz dworu? Prawo posługiwania się bronią białą oraz klauzule pozwalające na uśmiercanie antagonistów, mają w swoich zakresach obowiązków królewscy gwardziści.

Król aż podskoczył na siedzisku tronu.

– Człowieku, czy ty wiesz o czym mówisz? Gwardziści mają bronić pałacu i królewskiej rodziny, a nie wkradać się nocą do komnat najlepiej strzeżonego, poza mną, człowieka na tym dworze, i podrzynać mu gardło. Czym mieliby to w ogóle zrobić, halabardą!? Ha, ha, ha! – zaśmiał się szyderczo.

– Hi, hi, hi – zaszemrali służalczo zgromadzeni wokół tronu dworacy. Królewski skarbnik wpatrywał się we władcę i jego klakierów nieporuszony.

– Zatem, skoro Wasza Miłość sobie życzy, możemy ogłosić przetarg. Trzy tygodnie, potem pięć dni na przygotowanie umowy, o ile oczywiście będą odpowiednie oferty i nikt się nie odwoła, i będzie po problemie – rzekł sucho.

Król jęknął głucho, kryjąc twarz w dłoniach.

 – Po mnie! Będzie po mnie… Dobrze… rozkazuję, czym prędzej ogłoście ten przeklęty przetarg!

***

Dwóch rosłych mężczyzn przyglądało się odzianemu w królewską liberię słudze, który przybijał do słupa ogłoszeniowego wielką płachtę. Byli ubrani w znoszone, skórzane odzienie, nabijane ćwiekami wszędzie tam, gdzie dało się wbić metalowy bolec, a spod ich kurtek wystawały rękojeści rozmaitej broni. Sługa wygładził płachtę, oceniał przez chwilę efekt i odszedł. Mężczyźni natychmiast podeszli do słupa i mrużąc oczy, przypatrywali się ogłoszeniu. Wreszcie niższy z nich trącił drugiego łokciem.

– Bracie, co tu pisze? Jednym okiem nie potrafię szybko czytać, jasne?

– A bo ja wiem… kiepski wzrok mam. Pewnie od tych kopcących świec! Łzawią mi coś… – mruknął tamten. Niższy przypatrywał się ogłoszeniu jeszcze chwilę, ale w końcu i on się poddał.

– Dobra, chodźmy lepiej się napić, jasne?

Mężczyźni odeszli w kierunku najbliższej tawerny, zostawiając za sobą słup ogłoszeniowy i świecącą świeżością płachtę papieru.

 

OGŁOSZENIE O ZAMÓWIENIU NR 243/JKM

Usługa polegająca na: przygotowaniu, organizacji i przeprowadzeniu zamachu.

Szczegóły zamówienia: Przeprowadzenie zamachu zgodnie z wytycznymi Jego Królewskiej Mości (dalej JKM), w terminie nie dłuższym niż siedem dni kalendarzowych od dnia przekazania danych, w sposób uzgodniony z JKM. Po stronie JKM leży: dostarczenie danych osobowych, dostępnych materiałów i dokumentacji niezbędnej do zaplanowania i przeprowadzenia akcji. Po stronie Wykonawcy leży: przeprowadzenie akcji, zapewnienie niezbędnych narzędzi do wykonania akcji, eliminacja maksymalnie do dwóch świadków, zatarcie śladów, dostarczenie dowodu do JKM.

Możliwe zamówienia uzupełniające: nie planuje się.

Jeśli ofertę składa wspólnie dwóch lub więcej wykonawców, należy w ofercie wskazać rzeczowy podział zakresu obowiązków oraz procentowy odpowiedzialności między wykonawców. Wymagane doświadczenie przynajmniej 3 (słownie: trzy) zabójstwa na zlecenie możnowładców (od hrabiego wzwyż) bądź przynajmniej 6 (słownie: sześć) na zlecenie nisko urodzonych. Wymagane referencje.

Kryterium wyboru ofert: 80 % cena, 20% doświadczenie.

Oferty proszę składać na formularzu (dostępnym w Kancelarii Królewskiej) w zalakowanych kopertach, do dnia piątego miesiąca maja bieżącego roku, w Kancelarii Królewskiej, pok. 11a, drugie piętro.

Wyjaśnień udziela się: j.w.

JKM zastrzega sobie prawo do zrezygnowania z udzielenia Zamówienia bez podawania przyczyny.

– Pieczęć JKM –

***

Król miał szarą, zmęczoną cerę i podpuchnięte oczy. Siedział u szczytu dębowego stołu i ziewał, nie fatygując się zasłanianiem ust. W końcu to on tu rządził i nikt nie miał prawa zwracać mu uwagi! Tym bardziej, że oczy wszystkich skierowane były na Królewskiego Skarbnika oraz na pięć kopert, leżących na lśniącym blacie. Skarbnik odchrząknął.

– Otwieram posiedzenie Królewskiej Komisji Przetargowej. Proszę notować. Przewodniczący: Jego Królewska Mość. Skład: kanclerz Brandon, hrabia Michello, oraz Królewski Skarbnik. Otwieram pierwszą ofertę. Zgłaszający: zbójca Artur z Białej Rzeki. Cena: dwa tysiące dukatów. Doświadczenie… Hmm…. Dajmy mu cztery punkty w tej kategorii, ma niezłe referencje. Druga oferta… asasyn Kim Czin. Hmm… Cudzoziemiec! Zaraz… tak, niestety. Brakuje zgłoszenia działalności zarobkowej w królestwie. Odrzucone z powodów formalnych. Trzecia… zabójca Rigg z Astorii. Cena: tysiąc dukatów, trzysta talarów. Doświadczenie… hm-hm… trzy punkty. – Przerwał na chwilę, sięgnął po stojącą obok szklankę i przełknął mały łyk wody. Król wpatrywał się w dwie pozostałe koperty niczym zahipnotyzowany przez węża ptaszek. Hrabia Michello przysunął sobie kopertę Kim Czina i przeglądał referencje, cmokając cicho pod nosem. Kanclerz notował w opasłym notesie, a skryba, mamrocząc pod nosem, spisywał na bieżąco protokół. Skarbnik poczekał, aż chłopak zapisze ostatnie zdanie i odkaszlnął.

– Możemy kontynuować? Hrabio Michello, mam pańską uwagę? Czwarta: Śliski Joel z Notterge. Cena: półtora tysiąca talarów. Doświadczenie… hm-hm… uhm… tak… niestety, referencje są słabe. Dwa punkty.

Monarcha uniósł gwałtownie głowę.

– Śliski Joel? Ten Joel? Przecież on wymordował połowę dworu księcia Gorana! Nie wypadła wam jakaś kartka z referencjami, skarbniku?

Kanclerz odsunął się od stołu i zajrzał pod spód.

– Nic tu nie spadło, panie.

Skarbnik wydawał się zupełnie nieporuszony.

– Z tego co mi wiadomo, w tym samym czasie ktoś inny zamordował jego zleceniodawcę. Nie miał więc kto wystawić mu referencji, Wasza Wysokość.

Król nadął się, gotów krzyczeć, ale surowy wzrok urzędnika nie pozwolił na tę ekspresję emocji.

– Przecież wszyscy wiedzą, że to on!

– Wszyscy wiedzą, że słońce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie, lecz w procedurze przetargowej Prawa Zamówień Królewskich liczą się fakty. A te muszą być poparte odpowiednimi dokumentami. Sprawdźmy ostatnią ofertę. Hm-hm. Piąta: Jorgen z Małej Góry. Cena: osiemset dukatów, pięćdziesiąt talarów. Referencje… no cóż… sami nisko urodzeni, ale za to aż ośmiu. Dajmy mu trzy punkty. Teraz przeliczmy… hm-hm… Wpisz do protokołu. Najkorzystniejszą ofertę pod względem stosunku ceny do jakości przedstawił niejaki Jorgen z Małej Góry. – Skarbnik podniósł wzrok na króla, który po ostatniej reprymendzie wyraźnie stracił energię. – Jaka decyzja, Wasza Miłość?

– Skarbniku… czy możemy coś zrobić, żeby zatrudnić Śliskiego Joela? Ten przeklęty Zax, odkąd ogłosiliśmy ten przetarg, nie ustaje w próbach zabicia mnie! Służba znalazła już skorpiony w mojej wannie, lokaj pokłuł się zatrutą igłą wszytą w kołnierz mojej koszuli, a po ostatniej kolacji w gronie Tajnej Rady straciłem dwóch smakowaczy – zatruli się przygotowanym dla mnie jedzeniem! Tak być nie może! Muszę się pozbyć tej żmii z mojego łona!

Skarbnik złożył długie palce, poplamione na opuszkach atramentem i niewzruszenie zniósł błagalny wzrok monarchy.

– Niestety, mój władco. Prawo jest jasne i oferta Śliskiego Joela nie może być uznana za korzystną. Poza wszystkim, jest on dość drogi. Może gdyby Wasza Miłość ogłaszał zamówienia szeroko, a nie kierował zlecenia do protegowanych wykonawców, nie przekroczylibyśmy kwoty przetargowej tak wcześnie… – odezwał się z lekką przyganą w głosie i zorientował się, że tym razem przeciągnął naprężoną strunę królewskiej cierpliwości, więc dodał szybko. – Oczywiście, możemy też ogłosić przetarg ograniczony na umowę ramową. Powiedzmy… dwuletnią. Wtedy Wasza Wysokość będzie mógł negocjować z wybranymi wykonawcami. Ceny w takich umowach zwykle są korzystniejsze… Ale rzecz jasna, to zajmie więcej czasu. Dlatego teraz, jeśli dwór podtrzymuje wolę udzielenia zamówienia, należy powierzyć zlecenie niejakiemu Jorgenowi z Małej Góry.

Król westchnął.

– To się nie skończy dobrze… gdzie w ogóle leży Mała Góra? Nastukał jakiś kozojebca wieśniaków w sporach o miedzę i teraz mi tu bruździ… Będziesz mnie miał na sumieniu, Królewski Skarbniku, jeśli tymczasem temu przeklętnikowi się powiedzie!

***

Markiz uśmiechnął się z rozkoszą, wodząc wzrokiem po złoconych ornamentach zdobiących sufit królewskiej sali tronowej. Królewskiej! Czyli wkrótce jego. Pozbył się wreszcie tego przeklętego uzurpatora, od dekady blokującego tłustym tyłkiem miejsce na tronie przed młodszymi, zdolniejszymi. Przed Zaxem! Ale nadeszła chwila tryumfu! Za trzy dni kapłan w świątyni włoży na skronie wciąż-jeszcze-tylko-markiza koronę i wtedy… Wtedy cała władza skupi się w Zaxa dłoniach. Markiz oblizał pożądliwie wargi i podszedł do stojącego na podwyższeniu złoconego tronu. W sumie… może się przynajmniej przymierzyć. Sprawdzić, czy wygodny, czy należałoby wymienić poduszki.

Drgnął na dźwięk otwieranych drzwi i odwrócił się szybko. W progu stał schludnie ubrany mężczyzna z buraczkową księgą pod pachą. Jasne włosy miał gładko zaczesane, a bladą twarz – świeżo ogoloną.

– Markiz Zax?

– To ja, we własnej osobie. Słucham? – spytał Zax uprzejmie, z trudem hamując chęć własnoręcznego wyrzucenia intruza. Nie może w ten sposób poczynać sobie przed koronacją. Po koronacji… ach, to będzie zupełnie inna sprawa!

Schludny intruz skłonił się uprzejmie, co nie jest łatwe, gdy coś trzyma się pod pachą.

– Szlachetny markizie, jestem Królewskim Skarbnikiem. W związku z faktem, że za trzy dni obejmiesz tron, przyszedłem, aby zaznajomić cię, panie, z niezbędnymi podstawami – Prawem Zamówień Królewskich i królewską dyscypliną finansową. Możesz poświęcić mi chwilkę?

Koniec

Komentarze

Fajne acz kojarzyło mi się z pracą ;)

 

Sympatyczna satyra na przetargi.

Tylko gdzie tu jest fantastyka? Obawiam się, że zabawne pomieszanie naszych realiów z królewskimi to dla mnie za mało.

Babska logika rządzi!

Pośmialam się :) Bardzo lubię takie teksty (i uważam,  że to nielicha sztuka taki napisac), które są jednocześnie zabawne, sympatycznie puchate, i tak fajnie skrojone pod względem konfliktu, ze człowiek jednocześnie tarza się w puchatości i skręca z poirytowania. I Tobie fajnie to wyszło :o)

To, co nieco mnie drażniło, zwłaszcza na początku tekstu, to nadmiar przymiotników, często niewiele wnoszących.

Fantastyka glownie w tym, że ten swiat nie istnieje ;) Nie ukrywam, ze napisanie tego tekstu bylo dla mnie swego rodzaju odtrutką po szczegolnie mocnej przetargowej frustracji :D taka zabaweczka ;)

napisanie tego tekstu bylo dla mnie swego rodzaju odtrutką po szczegolnie mocnej przetargowej frustracji

Tak mi się właśnie wydawało, że jakiś przetarg dał Ci w kość :) 

 

Napisane lekko i z humorem, błędów nie zauważyłam. Podobały mi się (poza sami odniesieniami przetargowymi – aż mi się łezka w oku zakręciła, aczkolwiek specjalnie za tym nie tęsknię) takie drobiazgi, jak asasyn zacierający ręce. 

Jak dla mnie w taki sposób sformalizowana monarchia, to fantastyka sama w sobie, więc nie narzekam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Opowiadanie, choć niewątpliwie zabawne, to jednocześnie okazało się dość nużące, ale zdaję sobie sprawę, że taki już urok opowiastki z przewodnim wątkiem poświęconym niezwyciężonym mocom urzędniczym. ;)

Szkoda, że brakło fantastyki. :(

 

Spoj­rzał na swoje dło­nie na opar­ciach fo­te­la… –> Raczej: Spoj­rzał na swoje dło­nie na poręczach fo­te­la

Fotel ma jedno oparcie i mieści się ono za plecami siedzącego.

 

dwory Jego Wy­so­ko­ści Księ­cia oraz Jej Wy­so­ko­ści Kró­lo­wej sta­no­wią jedną ca­łość z dwo­rem Wa­szej mi­ło­ści. –> …z dwo­rem Wa­szej Mi­ło­ści.

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu kilkakrotnie.

Przyjmuję, że Wasza Miłość, to oficjalny tytuł króla, tak jak używany zamiennie Wasza Wysokość.

 

– … na kwotę trzech ty­się­cy du­ka­tów i osiem­set sie­dem­dzie­siąt trzy ta­la­ry. –> – …na kwotę trzech ty­się­cy du­ka­tów i osiem­set sie­dem­dzie­sięciu trzech ta­la­rów.

Zbędna spacja po wielokropku.

 

– … ale to by­ło­by kłam­stwo. Oszu­stwo. –> Zbędna spacja po wielokropku.

 

Stary, co tu pisze? –> Wydaje mi się, że mężczyzna zwróciłby się do kamrata raczej po imieniu, albo kumie, ale chyba nie użyłby zwrotu stary.

 

Do­świad­cze­nie…. Hmm…. –> Po wielokropku nie stawia się kropki.

 

Druga ofer­ta… asa­syn Kim Czin. Hmm…. –> Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mówi się, że prawdziwą władzę na dworze nie sprawuje król, ale ten, którego ów władca słucha lub musi słuchać. Tutaj mamy przykład rozdmuchanej biurokracji i jej ostatecznego pana – Królewskiego Skarbnika.

Tekst jest lekki, ciekawie łączy motyw przetargów z morderstwami na zlecenie w wykonaniu królewskiego dworu. Czasem pojawiają się zgrzyty, jak to powtórzenie tutaj:

Byłoby to ciężkie wykroczenie przeciwko dyscyplinie królewskich finansów. Niestety, Wasza Wysokość. Zostałem powołany, by strzec dyscypliny królewskich finansów, i będę to robił.

Do tego na koniec miałem znak zapytania na twarzy, bo markiz zabił króla, ale nic nie wspomina o księciu – a przecież ten miałby domyślnie większe prawa do tronu :) Ale reszta humoru trafiła w cel.

Podsumowując: dobry, trafnie przekazujący swą treść szorciak. Niezły koncert eksplozji na niebie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Napiszę tylko, aby powtórzyć opinię z bety, że bardzo sympatycznie się czytało, choć salw śmiechu nie było. Takie opowiadanie, aby umilić sobie kilka minut. :)

 

Te powtórzenia zaznaczałam, żeby nie było. Autorka uznała jednak, że chce je zostawić. Decyzja należy do niej, bo i tekst jest jej. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Do tego na koniec miałem znak zapytania na twarzy, bo markiz zabił króla, ale nic nie wspomina o księciu – a przecież ten miałby domyślnie większe prawa do tronu :)

Z pewnością markiz zadbał o wszystkie szczegóły, wszak książę dla samego sportu tych swoich zleceń nie dawał :) A że nie wszystko jest pokazane? Moim zdaniem nie musi. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A że nie wszystko jest pokazane? Moim zdaniem nie musi. 

Nie musi, ale pewnie każdy zwraca uwagę na inne szczegóły. Mnie właśnie zastanowiło jak markiz zadbał o ten element, że nawet o nim nie wspomniał – co nie oznacza, że jakoś szczególnie ujęło z przyjemności czytania ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Może jakoś bardzo nie rozbawiło, ale na pewno sympatyczne. Spodobał mi się zwłaszcza tytuł i postać skarbnika. Choć tak w środku zaczęło mnie trochę nudzić i chyba gdyby tekst zkondensować, bardziej by mi przypadł do gustu.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję za wszystkie komentarze.

 

Regulatorzy, przyznam, że nie byłam pewna jak należy napisać “Wasza Miłość”, oczywiście uwagę przyjmuję tak jak i inne (skąd się wzięły te kropki po wielokropkach, jestem zawstydzona blush Zostawiłam tylko “Starego”, pasuje mi to do tych zakapiorów ;)

 

Werwena, dziękuję za miłe słowa o puchatości i wewnętrznym skręcaniu, doskonale rozumiem co masz na myśli i cieszę się, że moje mini-opowiadanie wywołało w Tobie takie uczucia :D

 

śniąca, szczęśliwie nie doszło do przetargu, a emocje ukoiłam pisząc opko :D Dziękuję za miłe słowa.

 

NoWhereMan, dziękuję za miły komentarz. Oczywiście, że prawdziwą władzę mają ci, którzy trzymają ręce na pieniądzach… oraz na jedzeniu. I kawie :D Co do księcia, faktycznie! Mogłam wspomnieć o księciu w ostatniej scenie. Jednak markiz jest faktycznie tak zdeterminowany, że z pewnością o to zadbał. 

Powtórzenie w wypowiedzi Skarbnika zostawiłam z premedytacją. Dyscyplina królewskich finansów nie ma synonimu! 

 

Jeszcze raz dziękuję wszystkim i, no cóż, powodzenia w starciach z Ludźmi Trzymającymi Władzę :D

Zostawiłam tylko “Starego”, pasuje mi to do tych zakapiorów ;)

Annyonne, tyle że wyrażenie stary, to współczesny potocyzm i w tym opowiadaniu nie ma racji bytu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Leciutki tekst, dobrze napisany, tylko nie rozbawił mnie nijak na całej swej rozciągłości. :<

Smutno, że nie ma fantastyki. :<

Liczyłem, że w końcówce markiz Zax usłyszy od skarbnika, że zaczyna swe panowanie od pokaźnego długu. Ale zdecydowałaś się na mniej barwne zakończenie. :<

:<

regulatorzy, po namyśle uznałam, że masz rację. Zmieniłam na “bracie”. Pozdrawiam!

 

MrBrightside, może właśnie o długu Skarbnik chce poinformować Zaxa? Hmm, nie, nie można wszak ogłosić przetargu bez zabezpieczonej w budżecie kwoty. On by na to nie pozwolił! mam nadzieję, że napiszę jeszcze coś, co Cię rozbawi ;) Niemniej, dziękuję za przeczytanie i komentarz. 

Miło mi, że mogłam się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To się chyba rozumie samo przez się ;)

Wiesz, Annyonne, przeczytałem Twój tekst już wczoraj, ale wstrzymywałem się z komentarzem, bo nie do końca wiedziałem, co napisać. A to dlatego, że humor i historia mnie nie przekonała. Mógłbym podpisać się pod komentarzem MrB, ale chciałbym to jakoś uzasadnić. Nie wiedziałem jednak, co mi nie pasuje. :)

W końcu do mnie dotarło, to dialogi. To znaczy wszystko (dosłownie) bohaterowie mówią, nic nie jest niedopowiedziane, czy przekorne (na przykład mówią coś, a robią co innego, to lubię w takich komediowych tekstach). Nie ma nieporozumień, które często dodają pikanterii, czy drobnych pomyłek. Wszystko jest powiedziane (tak, w zabawny sposób) i wszystko dzieje się według tych wypowiedzi od A do Z, bez specjalnego elementu zaskoczenia, nawet w finale. Pozdrawiam.

“-Służyłaś też poprzedniej partii. 

– Ale im nie dawałam ciasteczek z czekoladą” – “Czas na miłość"

Śmieszny, abstrakcyjny pomysł. Najbardziej podobało mi się ogłoszenie i odrzucenie Śliskiego Joela. Inteligentny humor i śmieszna historia. Dobre.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Łatwe, lekkie i przyjemne. Bez wielkich uniesień ale nie o nie tutaj chodziło. Miły i nawet udany żart na biurokrację. Fantastyki rzeczywiście brak.

Ale za to mi się baaardzo tytuł podoba.

Po przeczytaniu spalić monitor.

opraw(io)ną w buraczkową skórę… – literówka

bękartów księcia – książęcych bękartów?

Przerwał na chwilę, sięgnął po stojącą obok szklankę – Jakoś nie pasuje mi do konwencji ta szklanka. Może “szklanica”?

 

Mało zabawne.

 

Dobra, joke mode off. :) Fajne. Tylko w tygodniu muszę papiery złożyć na przetarg…

Na miejscu Króla, dałbym Joelowi zlecenie, skracając księgowego o górną część. I rozpisał ofertę na jego miejsce. Niech się następny księgowy martwi.

Sith Happens!

Fajne :)

Miałem rozszerzyć komentarz oto jestem i go rozszerzam. 

 

– Powiedzmy że kwestie finansów publicznych są mi bliskie i to nie tylko z powodu dyplomu mgr ekonomii ze specjalizacją finanse publiczne jaki posiadam. Problemy monarchy z “zamówieniem z wolnej ręki” i późniejszym “przetargiem nieograniczonym” są życiowe co potwierdzi każdy kto pracuje w dziale inwestycji. 

 

– Koncepcja wynajęcia speca od mokrej roboty w przetargu jest zabawna sama w sobie.

 

– Ograniczenia woli monarchów, prezydentów, burmistrzów itd przez działy finansowe wydają się tylko zabawne, ale taka jest nasza rzeczywistość.

 

– Opowiadanie nie tylko bawi, ale ma też morał. Zmiana władcy nie oznacza zmiany systemu. 

– Wasza wysokość… jest taka sprawa … – Wasza Wysokość (podobnie jak Wasza Łaskawość)

Prawie-że padłem – Prawie że

Lekkie na poprawę humoru w marną pogodę. Miało być zabawnie i było.

Cieszę się, że ktoś czyta i komentuje :) Dziękuję za wszystkie miłe słowa.

Darconie, ciekawa uwaga o tych dialogach. Zapisuję w pamięci.

mr.maras, też mi się podoba tytuł. Mam w głowie więcej tytułów niż zdolności do wypełnienia ich treścią :D

Zalth, kto miałby skrócić Skarbnika o głowę? Gwardzista – halabardą? ;) Bo etatowy Kat z pewnością nie podjąłby się wykonania rozkazu bez oficjalnego wyroku… przeprawy z Królewskim Prawnikiem wolę sobie nie wyobażać :D Powodzenia z własnym przetargiem!

MPJ 78, fajnie że poszerzyłeś komentarz. Jestem pod wrażeniem, że dopatrzyłeś się morału, coś w tym jest. Inwestycje inwestycjami, ale wpisanie czegoś “miękkiego” w przetarg to dopiero katorga :D

tfurca, cieszę się, że mój tekst poprawił humor w deszczowy dzień.

 

Wyłapane literówki poprawię w wolniejszym czasie.

Miło mi, że tu zajrzeliście.

Satyra na biurokrację. Sprawnie i gładko napisane. Nie powiem, żeby porywające, ale milutkie. Poza tym, żeby się nie powtarzać, powiem też że zgadzam się z tym, co powiedział MPJ 78.

Dodam, że zlecanie zabójstwa w trybie zamówienia publicznego jest dla mnie kuriozum, tak współcześnie, jak i dawniej. Zwłaszcza gdy zabójstwo zleca się w celu ochrony życie głowy państwa lub bezpieczeństwa państwa. Mocno wątpię, czy np amerykańscy egzekutorzy Bin Ladena zostali wyłonieni w drodze przetargu. Owo kuriozum uwzględniam jako jedyny element fantastyczny w opowiadaniu.

Wyłapałem tylko jedno potknięcie, o którym nie wspomnieli pozostali. Jest takie zdanie, że skarbnik “skłonił się nie za głęboko, ale też niezbyt nisko”. Dla mnie głęboko, czy nisko, to to samo, co sprawia, że zdanie jest bez sensu. Powiedziałbym zamiast tego np, że nie za głęboko i nie za płytko (albo “i niezbyt oszczędnie”).

Bardziej niż opowiadanie ubawiło mnie stwierdzenie Autorki z któregoś jej komentarza, że jakiś przetarg w realu (w domyśle “na szczęście”) się nie odbył. Czyli nie było biurokratycznej mitręgi. Doskonale rozumiem ten punkt widzenia. Niemniej to brzmi trochę tak, jakby nauczyciel powiedział, że wszyscy uczniowie na szczęście chorzy i nie ma lekcjismiley

Pozdrawiam Autorkę!

Pomysł bardzo fajny, wykonanie dobre. Może bez fajerwerków, ale też bez rażących potknięć, na równym poziomie, humor bez żenady. W efekcie przyjemne czytadło. Najbardziej podobał mi się scena przetargu i hrabia Michello przeglądający referencje Kim Czina ;)

 

mężczyzna w sile wieku, około pięćdziesiątki

– dwa grzybki w barszczu.

 

Nowa Fantastyka