- Opowiadanie: kchrobak - 233 stopnie

233 stopnie

Naprawdę nie lubię audiobooków... a inspiracja jest oczywista.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

233 stopnie

Końcówka października w Waszyngtonie jest doprawdy przepiękna. Wszystko jest zielone. Soczyste. Nawet bardziej niż w lipcu, kiedy żar leje się z nieba, a trawa jest wypalona przez słońce. Kiedyś było inaczej, ale teraz służby miejskie nie nadążają z podlewaniem. Dzień i noc uwijają się sprzątając śmieci, naprawiając uszkodzenia. Wszystko przez te protesty. O trawie nikt nie pamięta.

Jesienią jest inaczej. Słońce już tak nie praży. Pikiet też jakby mniej. W powietrzu czuć już, że zbliżają się chłody. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze parę dni. Na razie mamy przepiękną pogodę. Przyjemne dwadzieścia parę stopni. Prawda, czasem trochę popada, ale nie dziś. I nie jutro.

Za chwilę słońce zniknie za horyzontem. Choć tu, gdzie jestem, skryje się raczej za Mauzoleum Lincolna. Na razie jego ostatnie promienie połyskują w stawie. Hojnie rzucają pomarańczowe, czerwonawe odblaski. Tak. Lincoln Memorial Reflecting Pool to dobra nazwa, trafna.

 

I oto stoję na schodach Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych. Za moimi plecami Kapitol. A przede mną wspinaczka po ciosanych w marmurze stopniach.

Wyobrażacie to sobie? Ponad sto sześćdziesiąt milionów pozycji w zbiorach! Nawet Biblioteka Watykańska tyle nie ma. Fakt, tamta też ma zalety. I na nią przyjdzie pora, ale na razie jestem tutaj. W sercu wielkiego miasta. Choć może bardziej w jego głowie. W ośrodku pamięci. W płacie potylicznym chyba. Nie pamiętam już, gdzie dokładnie zlokalizowana jest pamięć długoterminowa człowieka. Ważne, że tu właśnie znajduje się pamięć tego wspaniałego narodu, ba, bez mała, całej ludzkości.

 

Lubię książki. Zwłaszcza te stare, które można jeszcze kupić w Sieci. Pamiętam… Nie. Słyszałem, że kiedyś były jeszcze antykwariaty. Sklepy ze starymi książkami. Dawno temu. Chyba bym je polubił. Może gdzieś jeszcze jakiś się uchował. Na jakiejś prowincji może. Będę musiał sprawdzić.

Nie lubię za to elektronicznych wydawnictw. Nic tak mnie nie wkurza jak tekst na ekranie. Wyświetlacze są dobre do filmów. Do rozrywki i edukacji. Koniec. Kropka.

Są jeszcze audiobooki. Tego jeszcze bardziej nie cierpię. Nie ma w tym za grosz szacunku dla słowa pisanego. Nie ma magii. Dotyku szorstkiego papieru. Szelestu kartek. Zapachu. Za łatwe to, za bezbolesne. A przy tym powierzchowne, płytkie.

Zresztą prawdziwych dzieł nikt nie nagrywa. Tych wartościowych.

Może to i dobrze.

Co innego papierowe wydawnictwa. Stary, pożółkły papier, zeschnięty klej. Pogniecione strony, które przez lata wchłaniały pot z palców dziesiątek, ba, setek, a może nawet tysięcy czytelników. Notatki czynione ołówkiem na marginesie. Myśli. Wnioski. Pomysły.

Manuskrypty sprzed lat. Dokumenty. Inkunabuły.

Teksty ręcznie przepisywane przez mnichów w jakichś zatęchłych klitkach. Przy blasku świec, kagankach. W zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze druk nie istniał. Na papirusie, wyprawionych skórach.

Tak! Biblioteka to miejsce w sam raz dla mnie. Pięknie będzie płonąć.

Koniec

Komentarze

Fahrenheit 451

​Rozumiem, że u Ciebie nie ma systemowego rozwiązania, jak w wyżej wymienionym, a jedynie jeden szaleniec, ale i tak trochę dla mnie zbyt podobne. 

Przyznaję, że o i ile rozumiem inspirację, tak nie zrozumiałem motywacji bohatera. Brzmiał dla mnie trochę jak szaleniec, co chce zobaczyć jak płoną książki. Może o to chodziło :)

Podsumowując: przyzwoite, ale bez fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No… nie podeszło mi za bardzo, już nawet na poziomie pomysłu. A na wstępie: ​kiedyś było inaczej, potem: jesienią było inaczej. ​Oczywiste powtórzenie. Chociaż dalej wykonanie nienajgorsze.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

BĘDZIE DUŻY SPOJLER 

 

Dobrze, Przyznaję, że tym razem nie kumam. Bo o ile opis październikowego Waszyngtonu, krótki, ale obrazowy, przypadł mi do gustu, to tożsamość i motywacje bohatera/narratora są dla mnie niezrozumiałe. Zakładam, że to jakiś szaleniec, choć nawiązania do jakichś społecznych niepokojów mylą trop (wiadomo, że książki palą się wtedy najlepiej), ale czy jeden koleś może tak sobie wejść do Biblioteki Kongresu i spalić ją w cholerę? Albo do watykańskiej? Czy to jakiś fajerstarter, albo ten z Fantastycznej Czwórki, jak mu tam… 

Nie zaszkodziło by drobne pociągnięcie tematu, trochę wyjaśnień. Bo w obecnej postaci, mimo że bardzo dobrze napisany, tekst nie robi należytego wrażenia. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Na mnie każdy tekst z płonącymi książkami robi wrażenie. Rozumiem, że Fahrenheity przeliczyłeś na Celsjusze, żeby w tytule nieco odejść od źródła inspiracji. Trochę się to niestety kłóci z amerykańską scenografią.

Właśnie tak czekałem, czekałem na ostatnie zdanie i jakieś wyjaśnienie, twist, ale jednak trochę się pogubiłem. I nie wiem, kim miał być bohater. Pod kątem wykonania za to jest dobrze.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

No, nie podeszło.

Uważam, że Herostrates był dupkiem.

I gdzie tu fantastyka?

Babska logika rządzi!

Jak to gdzie? Facet musiał mieć jakieś supermoce, żeby tak wejść i podpalić. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Eeee, zwykły świr. I dopiero planuje, jeszcze nie podpalił…

Babska logika rządzi!

Niezły opis okoliczności przyrody.

233 stopnie? Chyba jakiś Europejczyk wybrał się na wycieczkę do stanów. :)

Sith Happens!

Kolega thargone dotknął sedna mojej motywacji, jaka przyświecała mi podczas płodzenia tego dzieła ;) Otóż, chodzi o to, by dobrego pomysłu nie spalić (sic!), miernym wykonaniem. Zatem na razie oszczędnie gospodaruję akcją, uwagę poświęcając technice wykonania. Dlatego też większość z tego, co zamieszczam ostatnio to krótkie formy, by Was nie zmęczyć i nie zniechęcić.

Wracając do powyższego tekstu, można oczywiście założyć, że mamy tu obraz jakiegoś szaleńca, bez systemowego zaplecza, ale tak do końca to jeszcze tego nie wiadomo. Jedno jest pewne – nie jest to świat Bradburego.

Rozwinięcie mam na razie w punktach, ale na oko wychodzi mi, że zajęłoby jakieś 20 tys. znaków, więc dopóki nie wymyślę jak to inteligentnie upchnąć w oszczędniejszej formie to sobie poczeka.

 

@ Finkla

Prawda, fantastyki jeszcze nie ma, może gdzieś tam pod powierzchnią, ale jeszcze nie wypłynęła.

Natomiast jeśli chodzi o Herostratesa. To zdania są podzielone. Byli tacy, którzy stawiali go za wzór cnót. Punkt widzenia zależy głównie od tych, którzy piszą podręczniki…

 

Wolę wierzyć, że człowiek ma prawo zniszczyć tylko to, co sam stworzył. Ewentualnie coś, czego jest niekwestionowanym właścicielem. Pisarz może wykasować plik z tekstem, który mu się nie podoba. Kierowca może wyjąć potrzebną mu część ze starego samochodu… Wszystko inne – wycinanie drzew w puszczy, palenie książek, burzenie zabytków – jest zwykłym złodziejstwem i wandalizmem.

Babska logika rządzi!

A gdzie miejsce na wyznawany przez wielu poglad, że “dzieło zniszczenia jest w dobrej wierze święte, jak dzieło tworzenia” (cytuję z pamięci)?

A poza tym, idąc dalej Twym trybem rozumowania, czy muszę to własnoręcznie niszczyć? Czy, hipotetycznie, jeśli stworzę dzieło – choćby tekst – mogę poprosić kogoś, by, w moim imieniu działając, go skasował?

 

Miejsce? W piekle!

No dobra, nie musisz własnoręcznie. Możesz dysponować dziełem i kazać komuś je zniszczyć (po przeczytaniu spal), a on nie zrobi nic złego. Tak samo można zniszczyć ruinę grożącą, że w każdej chwili może zawalić się mieszkańcom na głowy. Ale już nie dzielmy włosa na czworo…

Babska logika rządzi!

Wieszcza, do piekła? Pojechałaś…

 

A skoro nie trzeba własnoręcznie, to może taki Herostrates był właśnie posłańcem? Może słyszał głos boga? Oczywiście, ja też skłaniam się ku opinii, że jednak wariatem, ale…

A czy bóg (to chyba bogini była, ale mniejsza o szczegóły) stworzył tę świątynię?

Babska logika rządzi!

233 schodki?

Jeśli chciałeś, kchrobaku, przekazać czytelnikowi motywację/nastawienie bohatera (nie wiem, czy chodziło o to, ale jeśli tak…), to wyszłoby lepiej ze zdaniami wielokrotnie złożonymi. Tak jak robił to Bradbury w Fehrenheit 451. Teraz coś tam delikatnie zagrało, ale nieznacznie, a czasem równoważniki zdań drażniły. Ponadto warto było zasugerować motywację bohatera, że chce się wpisać do historii – teraz można skojarzyć tylko z Herostratesem, a to jest dosyć prosty wybieg.

Wybacz, ale ogólnie tym razem mi nie podeszło kompletnie.

Eee… nie tą boginię mam na myśli. O ile dobrze pamiętam, w późniejszych wiekach, w jakichś przekazach wczesnochrześcijańskich podawano go jako przykład inspiracji boga (Boga) do działań antypogańskich.

 BTW. Widzę, że Ty tak dogmatycznie będziesz bronić prawa twórcy do dzieła. Że niby świątynia zbudowana przez ludzi do nich należy? Nie do boga właśnie?

Ale, jak już wcześniej zauważyłaś, może nie dzielmy włosa, bo takie dywagacje można by ciągnąć w nieskończoność. I nie wiadomo, gdzie by się dociągnęło…

Hej!

 

Tekst mi się spodobał, choć chyba nie zrozumiałem końcówki:P Utożsamiałem się z bohaterem do momentu aż zapragnął cokolwiek palić…;) Natomiast tęsknota do antykwariatów i starych, ,,przepoconych” książek, z którymi mam wrażenie, że odchodzi bezpowrotnie z tego świata pewna magia, jest mi jak najbardziej bliska. Ja tam był palił audiobooki i ebooki, i takie tam… Choć chyba jestem nieco zakłamany – za chwilę zamierzam wskoczyć z Kindlem do wanny:P

 

Pozdr!

,,Czasem Ty zjadasz niedźwiedzia, a czasem... niedźwiedź zjada Ciebie"

No cóż, Kchrobaku, tym razem tekst przemknął obok mnie. Nie pozostawił wrażeń.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@ TheDude

Do momentu, w którym nie zamierzał palić, to nawet ja się utożsamiałem trochę z bohaterem.

A propos zrozumienia – taka impresja na temat Fahrenheita pomieszanego z Herostratosem,

A jeśli chodzi o zakłamanie, to bez przesady, ot, nagięcie własnych zasad. Też mam w samochodzie audiobooki, choć zazwyczaj książek, które “wypada” poznać, ale nie mam na to wielkiej ochoty.

@ regulatorzy

No cóż, szkoda, bo się starałem ładną scenkę namalować. Taką “głęboką” ;) Nurzającą się w transcendencji, na poziomie z osła ze Shreka.

 

Ech, też uwielbiam książki. Ładnie napisałeś jaką “magię” niesie ze sobą papier w ręku. E-booków nie trawię, a audiobooki nawet owszem, ale te w postaci słuchowiska, jak na przykład Gra o Tron. No tak, może napisałbym coś o szorcie. Mimo kwiecistego opisu i całkiem przekonywującej osobowości podpalacza, nie przekonał mnie. Pewnie dlatego, że wariaci pokroju Twojego bohatera rzadko wywołują u mnie emocje. Pozdrawiam.

Bardzo przyjemnie czytało się opisy jesieni w Waszyngtonie i stosunku bohatera do różnych form książek. Ładne to takie, przyjemneee i w ogóle… Tylko ta końcówka, która miała coś wyjaśnić, a pozostawiła na ustach O, a ze źrenic uczyniła dwa znaki zapytania. Nie wiem, o co chodzi, nie rozumiem, nawet nie pytam. Domyślam się jedynie, tak jak komentujący wcześniej, że koleś to psychopata, który chce puścić wszystkie “ośrodki pamięci” z dymem. Dziwię się, że nie obrał sobie za cel sklepów z Kindlami i audiobookami. Chociaż nie paliłyby się tak ładnie, przynajmniej pozbyłby się tego, czego nienawidzi. A tak…? Strach dociekać, co tam w główce pląsa. 

Nowa Fantastyka
Patronujemy