- Opowiadanie: joseheim - Zacznijmy tedy od Przemka

Zacznijmy tedy od Przemka

Tekst został napisany już jakiś czas temu i był betowany tu, na NF, więc niektórzy z Was mogą go pamiętać ;)

Nie powiodło mu się w konkursie Genius Creations “Dobro złem czyń”, ale za to w tym roku ukazał się w czasopiśmie Brama. Od tego momentu minęły już cztery miesiące, więc chcę mu dać drugie życie. Życzę miłej lektury.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Zacznijmy tedy od Przemka

Ojciec czekał na nią.

Siedział za kuchennym stołem, z twarzą ukrytą w dłoniach. Uniósł głowę dopiero kiedy usłyszał odgłos otwieranych drzwi wejściowych.

Katarzyna zamarła w mroku przedsionka, bojąc się wstąpić w plamę światła, rzucaną na podłogę przez kuchenną lampę.

Ojciec wiedział od dawna, przestrzegał ją i zabraniał, ale łudziła się, że zostawi ją w spokoju. Teraz wstał. Z chmurną twarzą, nastroszoną brodą, wielki jak góra, wyglądał niczym jakiś zagniewany bóg. Nie krzyczał, nie podniósł też na nią ręki.

– Do izby – rzekł tylko. – Na górę, a rychło.

Pobiegła prędko po schodach, byle nie widzieć tej marsowej miny. Wpadła do swego malutkiego pokoju i skuliła się w rogu łóżka. Przygryzając wargę zastanawiała się, jaka kara spotka ją tym razem.

Ojciec stąpał ciężko, każdy krok na schodach brzmiał głucho i złowieszczo. Kiedy dotarł na górę, nie wszedł do środka, nawet nie spojrzał na córkę, tylko po prostu zamknął drzwi. A potem Katarzyna usłyszała szczęk klucza w zamku – w zamku, którego jej drzwi nigdy dotąd nie miały.

Zerwała się i szarpnęła za klamkę, jednak bezskutecznie. Czuła, jak wzbierają w niej wściekłość i rozpacz.

Przyskoczyła do okna i dopiero wówczas ze strachem stwierdziła, że w izbie było ciemno nie tylko dlatego, że panowała głęboka noc, ale także za sprawą ciężkich okiennic. Załomotała w nie raz i drugi, przerażona jak sarna schwytana w sidła. Rzuciła się na łóżko i, ukrywszy twarz w puchowej poduszce, zawyła bezsilnie.

Kiedy ojciec to uczynił? Zamek i okiennice? Na pewno za dnia, musiał się spodziewać, że znowu wymknie się na schadzkę…

Musiał to planować od dawna.

 

~*~

 

– A gdyby mnie tak wóz potrącił? – dopytywał Zbyszek.

– To byś na straszną łamagę wyszedł, co to przed wozem uskoczyć nie zdołała – zawyrokowała Katarzyna.

– A gdyby mnie drzewo w lesie przygniotło?

– To byś dowiódł, żeś nie wart pracy, którą ci Mirosław leśniczy zaoferował. – Katarzyna była nieubłagana.

– A gdyby tak topielica mnie porwała? – drążył temat Zbyszek.

Leżeli ramię w ramię na świeżo skoszonej polanie, niby patrząc w niebo, ale co i rusz zerkając na siebie nawzajem.

– To bym cię odnalazła i łeb ukręciła za to, żeś z inną odszedł.

– A gdyby mnie teraz, na miejscu, życie opuściło z nadmiaru uczucia do ciebie? – Zbyszek uniósł się na łokciu i pochylił bardzo nisko, tak że znalazł się niemal czoło w czoło z dziewczyną.

– To wówczas może i bym za tobą łzę uroniła – odparła ze śmiechem i objęła go mocno, przyciągając do siebie.

A niech ludziska gadają, co chcą. Katarzyna była pewna, że coś takiego przytrafia się tylko raz w życiu i nie zamierzała dać się omamić plotkom ani pozwolić ojcu na zniszczenie swojego szczęścia.

 

~*~

 

Młynarz rąbał drewno. Silnymi, precyzyjnymi uderzeniami ćwiartował kolejne pieńki. Siekiera miarowo unosiła się i opadała, rozłupując polana, ale mimo wysiłku wściekłość nie opuszczała go, wręcz przeciwnie. Z każdym zamachem jakby rosła, a rąbiącemu, raz za razem, zamiast drewnianych klocków jawiła się gładka twarz chłystka, który zbałamucił mu córkę. Jedną, jedyną, ukochaną Kasieńkę.

– Dzień dobry, Macieju! – zawołał sąsiad, opierając się o płot.

– Dzień dobry, Andrzeju. – Młynarz odstawił siekierę i otarł pot z czoła. – W czym mogę pomóc?

– To właśnie ja miałem pytać, w czym pomóc tobie – odparł Andrzej z obłudnym uśmiechem. – Bo cała wieś o twoim domostwie gada…

Maciej zacisnął zęby, aż go szczęka zabolała. Pewnie, że gada, bo bez plotek baby żyć nie potrafią, a zawsze łatwiej jest gadać, niż robić. Ponownie uchwycił stylisko siekiery.

– Nie możesz pomóc, chyba że potrafisz do rozumu przemówić dziewce, która świata poza chłopem nie widzi. Tłumaczyłem, prosiłem, groziłem i nic. Justyna też swoje dołożyła, ale Kaśka tylko na to: „nie jesteś moją matką!”. I już pędzi przez pole, że tylko łydki migają pod spódnicami. To nie jest dobry chłopak, ten Zbyszek. Do miasta zachodził, nauki pobierał, to i wyuczył się, pierun jeden, tak gładziuchno gadać, jak żaden inny chłopak w okolicy, i niejedną dziewkę już przecie zauroczył. Ale Kaśka swoje, jakby nie wiedziała, że Zbyszek to tylko słowa ma ładne i gębę ładną, ale serce szkaradne. Bite trzy tygodnie się wymykała, nieposłuchana, to ją zamknąłem. Ze Sławkiem poszedłem pomówić, ale ten tylko ręce rozkłada i mówi: „Tak on się mnie pilnuje, jak i twoja córka ciebie”. Cud, że jeszcze żadnej bachora nie zmajstrował. A ja nie chcę, by Kasieńka była pierwsza.

Młynarz mówił i mówił, wylewając całą żółć, jaka zebrała się w nim przez ostatnie tygodnie.

– Ano. Masz świętą rację. Zbycha w okolicy wszyscy dobrze znają. Tylko co niby zamierzasz teraz zrobić? – spytał Andrzej, chciwie łowiący słowa sąsiada. W wiosce nie działo się wiele, więc każda sensacja była na wagę złota. A Zbyszek, odkąd zaczęto go widywać z powabną młynarzówną, niewątpliwie stanowił sensację.

– Idź i powtórz wszystkim, którzy zechcą słuchać, że nawet siły piekielne nie wydrą mojej Kasi z zamknięcia, póki ta rozumu nie nabierze. Tak mi dopomóż Bóg.

Andrzej przeżegnał się na wszelki wypadek i już go nie było.

Maciej z troską zerknął na zabarykadowane okienko izdebki na piętrze i zamachnął się na stojący przed nim pieniek, jakby najgorszego wroga chciał rozłupać.

 

~*~

 

Katarzyna obracała w dłoniach drewnianego konika, którego wystrugał dla niej Zbyszek.

W pokoju było ciemno, bo przez okiennice dostawało się ledwie kilka smug dziennego światła, ale jej wzrok już dawno przywykł do półmroku, a lampy zapalać nie chciała.

Dokładnie zbadała okno i drzwi, jednak zamknięte były szczelnie. Drugiego dnia próbowała wyrwać się biegiem, gdy Justyna, gospodyni, przyszła wymienić nocnik oraz z posiłkiem na tacy, ale ojciec stał u szczytu schodów i natychmiast ją pochwycił. Zupełnie jakby spodziewał się, że będzie usiłowała umknąć. Spytał, czy namyśliła się i zrezygnuje ze spotkań ze Zbyszkiem. Hardo odparła, że nic mu do tego i będzie widywała kogo zechce, więc wepchnął ją na powrót do izby i zatrzasnął drzwi.

Głupia. Trzeba było powiedzieć, że zmądrzała. A potem uciec i nigdy więcej nie wracać. Następnym razem tak właśnie uczyni.

Zacisnęła usta, a na drewnianym koniku palce. Wszak nie jest już dzieckiem. Ma prawo decydować o własnym losie. Wielkimi krokami zbliżała się sobótka, ojciec chyba nie będzie jej trzymał w zamknięciu w święto? A wówczas…

Pogrążyła się w słodkich wspomnieniach, przewracając się na łóżku z boku na bok, czując narastające pragnienie.

 

~*~

 

– Oczywiście – mówił Zbyszek, pochylając się co chwila i zrywając polne kwiaty, z których Katarzyna plotła wianek. – Nie ma drugiej tak gładkiej i tak krasnolicej jak ty. Jakiż to żal, że nie poznaliśmy się wcześniej, mimo że mieszkam ledwo wieś obok, a zarazem jakież to szczęście, że nasze drogi jednak się zeszły! Ale nie mogło być inaczej, nasza przyszłość została dawno zapisana.

Katarzyna, zarumieniona, zaśmiała się, by pokryć zmieszanie i dreszcz podniecenia. Oczywiście, że to, co czuła, nie mogło być zwykłym afektem, to coś, co zesłał sam Los.

– Tylko tobie mógłbym zawierzyć swoje życie – powiedział nagle Zbyszek, przyklękając przed dziewczyną i spoglądając jej głęboko w oczy. – Tylko z tobą mógłbym witać każdy dzień z nadzieją. Tylko tobie mógłbym ślubować.

Palce Katarzyny zadrżały i pomyliły wyuczone gesty, a ledwo rozpoczęty wianek rozsypał się na ziemi.

– Będę dla ciebie dobry – mówił, całując ją po rękach. – Będę jedynym, tak jak ty jesteś jedyna dla mnie. Będę cały twój.

Resztę pochłonęły wysokie trawy.

 

~*~

 

Kiedy drzwi otworzyły się następnym razem, Katarzyna stanęła w progu ze zwieszoną głową. Tak, by nikt nie dojrzał jej wyrazu twarzy, bo nie ufała sobie do końca.

– Och! – Justyna cofnęła się, zdumiona.

Maciej postąpił naprzód, czując lekkie ukłucie niepokoju.

– Wszystko w porządku, Kasieńko?

Nie – chciała odpowiedzieć dziewczyna. – Zamknąłeś mnie w domu, jak za zbrodnię jakąś. Nie jest w porządku.

– Ojczulku, nie trzymaj mnie dłużej w izbie – poprosiła zamiast tego, unosząc wielkie, błękitne, wypełnione łzami oczy na Macieja. – Zrobię, co tylko każesz, ale nie trzymaj mnie dłużej w tej ciemnicy!

Rzuciła się młynarzowi w ramiona, łkając, a ten natychmiast zmiękł jak wosk.

– Nie będziesz się z nim więcej widywać – powiedział mimo tego, starając się, aby jego głos zabrzmiał twardo. – Nigdy.

– Oczywiście, tato. – Katarzyna skrzętnie kryła twarz w piersi ojca. – Byłam głupia. Wybacz mi.

– Przysięgnij. Na pamięć matki – zagrzmiał Maciej, który nie urodził się wczoraj.

Katarzyna zacisnęła mocno powieki.

– Przyrzekam, że nie pójdę do niego – powiedziała wreszcie, starannie dobierając słowa.

– Dobrze.

Młynarz uwolnił córkę z uścisku, a ta zjadła obiad jak Pan Bóg przykazał, przy stole. Trzy dni w zamknięciu dały jej się we znaki, więc poczuła niezmierną ulgę, kiedy wreszcie wybiegła przed dom i swobodnie odetchnęła ciepłym, wilgotnym powietrzem. Szum wody w rzeczce, dającej napęd młyńskiemu kołu, uspokajał i łagodził zwichrowane myśli.

Nie kłamała, a przynajmniej nie tak do końca. Nie zamierzała szukać Zbyszka.

Liczyła na to, że on przyjdzie do niej.

 

~*~

 

Przyszedł. Kiedy następnego ranka Katarzyna wyprowadzała stado gęsi pod las, znalazł ją sam. Wyłonił się spomiędzy drzew, z koszulą rozpiętą do połowy piersi.

– A więc wypuszczono cię z więzienia – zagadnął, podchodząc blisko, ale nie dość blisko, by znaleźć się w zasięgu dotyku. – Jakąż to zbrodnię popełniłaś?

– Najstraszliwszą ze strasznych – powiedziała, obracając się wokół własnej osi, w miarę jak on okrążał ją coraz ciaśniejszymi kręgami.

– Obawiam się, że nie umiem ogarnąć rozumem rozmiaru twego przewinienia – odrzekł Zbyszek, stając wreszcie tuż przed Katarzyną. – Chyba, że zechcesz mi pokazać…

Zechciała. Ale oprócz Zbyszka widział to przedstawienie ktoś jeszcze.

 

~*~

 

Kiedy pod wieczór zagnała gąski z powrotem, ojciec bezceremonialnie wciągnął ją, szamoczącą się, po schodach, i ponownie zamknął w izdebce. W duchu dziękował dobremu przeczuciu, że nie zdjął okiennicy i rygla. Jeden dzień, nawet niecały… Nie mógł się nadziwić niewieściej obłudzie.

Stał, patrzył i widział wszystko. Rzecz jasna nie dosłownie, odszedł, gdy tylko upewnił się, że to, co widzi, jest prawdą. Wiedział, że gdyby miał podbiec i ich rozdzielić, nie dałby rady się powstrzymać, zabiłby bydlaka na miejscu i tyle. Chociaż być może współziomkowie by mu zbrodnię w afekcie darowali… A Katarzyna? Nie wzbraniała się, ani słowem nie zaprotestowała. Oddała mu się jak pierwsza lepsza dziewka. Wystawił ją na próbę, a ona nie wytrzymała nawet jednego dnia.

Owszem, Maciej pamiętał, jak to jest, sam był kiedyś młody i pełen ognia, którego nie sposób ugasić… Jednak od niewiast oczekuje się skromności i powściągliwości, a przynajmniej szczypty rozsądku, by nie spółkowały z byle kim, byle gdzie.

Katarzyna długo biła pięściami w drzwi, jednak bez rezultatu. Maciej zaciął się w gniewie. Zranione zaufanie nie zabliźnia się łatwo. Postanowił, że jeśli będzie trzeba, jego córka nie opuści izby aż do jesieni. Tyle czasu powinno wystarczyć, by zapomniała o Zbyszku.

Choćby miała jego, Macieja, znienawidzić za to do końca życia.

 

~*~

 

Katarzyna krążyła od drzwi do okna, po raz setny sprawdzając, czy któreś z nich nie zechce ustąpić; opukała nawet ściany i podłogę, ale nie było szansy na ucieczkę. Zrozpaczona i wściekła, na przemian to rzucała się na łóżko, to drapała paznokciami grube deski, dzielące ją od upragnionej wolności.

Niezmierzona tęsknota, płomień palący i w duszy, i w podbrzuszu, były ważniejsze niż rozum. Jakże tu zresztą wymagać rozumu od zakochanej dziewczyny w siedemnastej wiośnie życia?

Nie chciała jeść, piła tylko tyle, ile musiała. Wałkowała w głowie same złe myśli, czarne i ponure. Z rzadka tylko sięgała do szczęśliwych wspomnień, roztrząsając, jak została potraktowana, jak bardzo ojciec jej nie rozumiał i jak nieskończenie podły jest świat, w którym zdarzają się takie krzywdy.

 

~*~

 

Trzy dni później ojciec nadal był nieprzejednany.

Katarzyna, po kolejnej rozmowie z nim, siedziała w rogu łóżka, okryta kocem. Jej wzrok, nawykły do ciemności, bez trudu wyławiał z mroku kształty mebli i sprzętów. Drewniany konik ściskany w rękach był śliski i gładki od ciągłego dotyku. Ostatnie promienie słońca zgasły w szczelinach okiennic.

Nietknięty posiłek stał przy drzwiach – kilka pajd chleba, garnczek miodu, sztuka mięsa, obok dwa dzbany z wodą.

Ich niedoczekanie. Prędzej z głodu zemrze, niż ulegnie. Prędzej omdleje z braku snu. Prędzej diabłu duszę zaprzeda.

– Wzywałaś, miła panno? – zapytał diabeł.

Katarzyna znieruchomiała z szeroko otwartymi oczami. Czy to było naprawdę, czy już zmysły odmawiają jej posłuszeństwa w zamknięciu, bez wytchnienia i jadła? Nie widziała go, tylko słyszała, ale nie miała najmniejszych wątpliwości, że tam jest…

– Miła panno, stawiam się na każde wezwanie potrzebującego – odparł diabeł uroczyście. – Zawołałaś mnie, to i jestem, do twojej dyspozycji.

Modlitwa zamarła dziewczynie na ustach, zanim się rozpoczęła.

– Nie przejmuj się, to, że mnie słyszysz, nie jest jeszcze grzechem – zaznaczył diabeł. – Od rozmowy nikt nie umarł. Siedzisz w odosobnieniu, pragniesz się uwolnić, wymawiasz moje imię… więc oto jestem.

– Nie wzywałam cię dlatego, że pragnę uwolnienia – odpowiedziała dziewczyna butnie. Uległość nie leżała w jej naturze. Trzymała przed sobą rzeźbionego konika jak tarczę, skulona w rogu łóżka, ale kiedy oszołomienie minęło, nie czuła strachu.

– To prawda – przyznał diabeł. – Dlatego dobijemy innego targu, jeśli tylko zechcesz. Uwolniona jesteś już teraz. Kiedy podejdziesz do drzwi, będą otwarte. Spotkaj się tedy ze mną na rozstaju, przy kapliczce, a porozmawiamy o twoim prawdziwym pragnieniu. Co zrobisz – twoja wola. Wyjdziesz czy nie wyjdziesz? Pobiegniesz prosto do drogiego Zbigniewa, czy do mnie? Wybierz sama.

Czerń wypełniająca izbę rozrzedziła się nieco, gdy diabeł zniknął.

Sporo czasu minęło, nim Katarzyna zdecydowała się wstać i podejść do drzwi. Pchnęła je lekko, a drewno ustąpiło bez skrzypienia, jakby zawiasy zostały świeżo naoliwione.

Ojciec spał głęboko; kiedy dziewczyna ostrożnie zstąpiła na dół, nic się nie wydarzyło.

Wyszła przed dom, jednak poza szumem rzeczki i sporadycznymi szczeknięciami psa gdzieś we wsi, wkoło panowała cisza. Katarzyna trwała chwilę w bezruchu, nim – uniósłszy spódnice – pobiegła na rozstaj dróg.

Powoli wstawał świt. W szarzejącym powietrzu dziewczyna ujrzała wyłaniającą się spomiędzy drzew sylwetkę diabła: z laseczką, we fraku, w przekrzywionym kaszkiecie. Jedną stopę miał obutą w gustowny trzewik, zamiast drugiej – kopyto. Spod fraka wystawał zakończony chwostem ogon.

– Miła panno. – Przybysz skłonił się układnie, kaszkietem zamiatając ziemię pod nogami Katarzyny. – A zatem zdecydowałaś się jednak najpierw spotkać ze mną, nie z lubym Zbigniewem. Czy przemyślałaś wszystko należycie? Czy głos twój nie zadrży podczas wymawiania życzenia?

Dziewczyna wpatrywała się w niego bez mrugnięcia. Jej myśli pędziły jak szalone.

– Nie zadrży – odparła powoli. – Podjęłam decyzję. Jestem gotowa oddać ci duszę. Za Zbyszka.

Diabeł z kolei zamrugał, jakby zdziwiony. Zakręcił laseczką młynka, oparł się na niej i westchnął.

– To znaczy za co właściwie?

– Za to, by być ze Zbyszkiem – powtórzyła Katarzyna nieco nerwowo. – Za wieczną miłość. Za ślub. Za dzieci. Za…

Diabeł przewrócił oczami, jednak, widząc determinację młynarzówny, zastanowił się. Spojrzał na nią inaczej, tak jak tylko istoty nie z tego świata potrafią, głęboko, do samego dna duszy. To, co ujrzał, zafrasowało go. Miał przed sobą dziewczynę hardą, lecz dobrą, współczującą, nieskażoną jeszcze niczym poza nietrafionym, palącym uczuciem.

Diabeł był solidnym rzemieślnikiem. Jednym z wielu piekielnych żołnierzy, mających na celu zgromadzenie jak największej liczby dusz. Niemniej gra, w której brał udział, była wbrew pozorom grą uczciwą.

– Nie chcesz tego – orzekł wreszcie, pociągając nosem. – Wierz mi, miła panno, nie chcesz. Twój najdroższy Zbigniew nie jest wart nawet machnięcia ręką, a co dopiero czyjejkolwiek duszy. To obłudnik, kłamca i krętacz, a przede wszystkim bałamutnik. Nie zasłużył na twoją miłość.

Katarzyna zmarszczyła brwi, skonsternowana.

– Nie rozumiem – powiedziała. – Przecież przyszedłeś tu po to, by sprowadzić mnie na złą drogę, wprost do Piekła, prawda? Czemu więc utrudniasz?

– Bo obecnie twoja dusza nie posiada wielkiej wartości – przyznał bez ogródek diabeł, zdejmując kaszkiet i drapiąc się po głowie. – Nigdy nie uczyniłaś niczego faktycznie złego, a twój akt poświęcenia raczej zasługuje na pochwałę niż potępienie. A doprawdy nie warto za tę miernotę oddawać duszy.

– Jak śmiesz…! – uniosła się gniewem Katarzyna, co tylko bardziej diabła ujęło za serce. Może i czarne, ale jednak jakieś serce posiadał.

– Chodź – odrzekł z westchnieniem. – Tak będzie najprościej. Pokażę ci.

 

~*~

 

Wciąż było na tyle wcześnie, że nie natknęli się po drodze na nikogo. Okoliczne wsie jeszcze spały, a zwierzęta gospodarskie dopiero budziły się ze snu w mdłym świetle poranka, kiedy dotarli do pewnej stojącej na uboczu szopy, w której pasterze owiec zatrzymywali się na popas.

Stanęli tuż za progiem. Diabeł przycisnął palec do ust, nakazując ciszę. Wewnątrz coś się działo. Katarzyna bezbłędnie rozpoznawała charakterystyczne odgłosy, westchnienia i jęknięcia. Tkwiła nieruchomo, w duchu modląc się – tak, nawet w obecności diabła – by to, o czym myślała, nie okazało się prawdą.

W jej odczuciu trwało to w nieskończoność, ale w końcu dźwięki ucichły i zapadła po nich jeszcze gorsza cisza.

– Oczywiście – powiedział wreszcie ktoś, jakby w odpowiedzi na pytanie, którego Katarzyna nie dosłyszała. – Nie ma drugiej tak gładkiej i tak krasnolicej jak ty. Jakiż to żal, że nie zapoznaliśmy się wcześniej, mimo że mieszkam ledwo wioskę obok, a zarazem jakież to szczęście, że nasze drogi jednak się zeszły! Ale nie mogło być inaczej, bo nasza przyszłość została już dawno zapisana.

Katarzyna zamknęła oczy, czując na twarzy rumieniec – tym razem gniewu, a nie podniecenia.

– Tylko tobie mógłbym zawierzyć swoje życie – mówił dalej mężczyzna. – Tylko z tobą mógłbym witać każdy dzień z nadzieją. Tylko tobie mógłbym ślubować.

Palce Katarzyny zadrżały i zacisnęły się w pięści tak mocno, że paznokcie rozcięły miękką tkankę i w półksiężycach drobnych ranek zebrała się krew.

– Będę dla ciebie dobry – mówił Zbyszek, bo Katarzyna nie miała żadnych wątpliwości, że to naprawdę on. – Będę jedynym, tak jak ty jesteś jedyna dla mnie. Będę cały twój.

 

~*~

 

– Niestety – rzekł diabeł, poprawiając kaszkiet na głowie, kiedy wreszcie dogonił Katarzynę, która rzuciła się do szaleńczego biegu, byle dalej od tamtej szopy, byle dalej od wszystkiego.

Nie uciekła od razu, nie. Wietrząc nikczemną sztuczkę czarta, dziewczyna odczekała w bezpiecznej odległości, aż chłopak opuści barak i będzie mogła ujrzeć go w całej okazałości. Widok ukochanego wychodzącego z budynku ostatecznie złamał jej serce.

– To była Marianna z Siennej – kontynuował czort. – A wcześniej tyle innych przed tobą: Marzena sołtysówna, Jadwinia z Suchej Góry, Marysia z Cisnej. I tak dalej. Słyszałaś przecież plotki, miła panno. A raczej relacje, nie plotki. Tylko nie mów, że gdzieś w głębi duszy tego nie przeczuwałaś…

Katarzyna nie potrafiła odpowiedzieć, niepewna, czy rzeczywiście tego nie przewidywała i to poczucie zdrady jest tak obezwładniające, czy właśnie może domyślała się, i tak straszną teraz jest świadomość, że to, czego cały czas obawiała się w cichości ducha, jednak okazało się prawdą.

Zatrzymała się w środku lasu, gdy nie mogła już dłużej biec. Płuca paliły żywym ogniem, w boku kłuło, przed oczami zamajaczyła mgła. Katarzyna oparła się o drzewo i wybuchnęła gwałtownym łkaniem. Płakała nad własną głupotą, nad straconymi marzeniami, nad okrucieństwem świata i diabła, który pokazał jej rzeczywistość.

Nie było wątpliwości co do tych dźwięków, co do głosu, który tyle razy szeptał słodkie słówka do jej ucha, tyle razy kołysał ją do snu; co do smukłej, wysokiej sylwetki mężczyzny opuszczającego szopę…

– Czemu? – zapytała przez łzy. – Czemu mi to zrobiłeś? Czyż twoim zadaniem nie jest brać, co dają? Nie musiałam tego widzieć.

– Nie musiałaś, ale lepiej, żeś zobaczyła, miła panno. – Diabeł w zamyśleniu oglądał swoje zakrzywione paznokcie. – Nie sztuka wziąć nieświadomą duszę. Sztuka ją uświadomić i porwać potem. Tym, czego pragniesz, od samego początku nie było bogobojne życie u boku gnojka takiego jak twój, do niedawna luby, Zbigniew. Stać cię na więcej, dużo więcej. Poza tym nigdy nie byłabyś z nim szczęśliwa. Nawet gdybyście się pożenili, łajdak cudzołożyłby na lewo i prawo.

– Skoro tak dobrze mnie znasz, to czego właściwie pragnę? – odwarknęła Katarzyna, obiema dłońmi rozmazując sobie łzy po twarzy, za wszelką cenę próbując się opanować. – Jak nie spokojnego życia u boku ukochanego?

– Teraz? Miła panno, tym, czego teraz pragniesz najbardziej – popraw mnie, jeśli się mylę – jest odwet.

 

~*~

 

Diabeł nie mylił się.

Katarzyna wróciła bez słowa do domu, wspięła się po schodach do swej izdebki, umyła i przebrała. Potem jak gdyby nigdy nic ruszyła do obejścia, by wyprowadzić krowę, nakarmić kury i po swoje gąski, które zagnała pod las. Kiedy jakiś czas później Justyna weszła na górę, by przynieść jej śniadanie, zastała drzwi otwarte na oścież. Wszczęła raban, wołając Macieja.

Gdy wreszcie odnaleźli Katarzynę, ta siedziała nad rzeką i bezmyślnie wodziła patykiem po piaszczystym brzegu. Nie podniosła na nich wzroku, nie zareagowała na krzyki ojca.

Młynarz przestraszył się nie na żarty – nigdy nie widział córki w takim stanie, zawsze była żywa i pyskata.

– Córuś, czyś ty aby nie chora? – zaniepokoił się, przysiadając obok niej na ziemi. – Czy on ci coś zrobił? Uderzył cię? Zbrzuchacił? Powiedz tylko słowo, a zatłukę bydlaka!

– Nie, ojczulku – odparła spokojnie Katarzyna. – Nie jestem chora. Nic mi nie będzie. Ale możesz już zdjąć te okiennice, nie będą więcej potrzebne.

Maciej nie uwierzył córce na słowo. Nie zamknął jej jednak ponownie i obserwował pilnie przez jakiś czas, raz po raz zadając sobie przy okazji pytanie, jak w ogóle uwolniła się z więzienia. Nigdy nie uzyskał odpowiedzi.

Katarzyna od tej pory unikała wychodzenia z domu dalej niż na pastwisko i do lasu, a kiedy Zbyszek raz jeden jedyny pojawił się w okolicy młyna, z własnej woli uciekła do swojej izdebki, zaś Maciej przegnał hultaja na cztery wiatry, goniąc go z siekierą przez pół wsi.

Po kilku dniach uznał wreszcie, że wszystko wróciło do normy. Dziewczyna ożywiła się, poweselała i zachowywała prawie jak dawniej.

Prawie.

 

~*~

 

– Zatem jak to działa? – zapytała Katarzyna. Wpatrywała się w tkwiącą w kapliczce nieruchomą postać Najświętszej Panienki, wyrzeźbioną przez starego Józwę. Niby tu była, ale jednak nie. Żadne modlitwy nie pomogły. A diabeł – owszem, stawił się na rozstaju, kiedy tylko o tym pomyślała.

– Oferuję pewny interes, miła panno – odparł diabeł, a koniuszek ogona drżał mu lekko z emocji. – Nie jedno życzenie, a całe życie ze mną na twych usługach. Młoda jesteś, masz czas. Wiele zdołasz zdziałać.

– A więc tak zostaje się czarownicą?

Diabeł lekceważąco machnął ręką.

– Czarownice to mądre kobiety, które znają się na ziołach i potrafią odebrać poród. To zupełnie co innego.

– I nie zabijesz mnie za miesiąc, byle szybciej dostać duszę?

– Broń, że tak powiem, Boże, tfu, tfu! Jak już wspominałem, teraz twoja dusza nie jest łakomym kąskiem dla Piekła. Dopiero może takim się stać, tym większym, im dłużej będziesz korzystała z moich usług.

– Ale spółkować to my nie będziemy – zaznaczyła Katarzyna, obrzucając diabła podejrzliwym spojrzeniem. Ten przewrócił oczami, zniecierpliwiony.

– Nie ma obowiązku. Ani woli z mojej strony również, miła panno, bez obaw.

– Rozumiem. – Katarzyna odwróciła się plecami do kapliczki, wygładziła fartuszek i podjęła decyzję. – Co zatem powinnam zrobić, by zawiązać pakt?

 

~*~

 

– Było ich aż czternaście? – Katarzyna siedziała pod lasem i raz po raz machała brzozową witką, której używała do zaganiania gęsi. – I teraz ścierwo zabrał się za kolejną? Jak to w ogóle możliwe? Tyle kobit, a żadna nie rozpowie, żadna drugiej nie przestrzeże? Ludzie niby gadają, ale sądziłam, że ich dwie czy trzy było, a nie czternaście! Co on, własnego biesa ma?

Diabeł zaśmiał się pobłażliwie.

– Nie, jeno urok osobisty i gładkie słówka. A każdej mówi to samo. Czyż nie przyrzekał, że jesteś jedyna? Że nie ma drugiej takiej urodziwej? Że będzie ci ślubował? Łatwo uwierzyć, kiedy rozum przez serce stłamszony.

Katarzyna zmarszczyła brwi.

– I za każdą z tych obietnic słono zapłaci. Za każdą osobno.

– Rzeknij tylko słówko, miła panno. Czy życzysz sobie, aby sczezł? Raz a dobrze?

– O, nie. – Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i strasznie. – Niech sobie trochę chłopina pożyje. Ale nie będzie to życie, jakiego ktokolwiek by pragnął.

– A czy chcesz mu powiedzieć w twarz, co o nim sądzisz? Bo czegoś ostatnio swego lubego Zbigniewa, miła panno, unikasz.

Katarzyna wstała.

– I niech tak zostanie. Nie mam mu nic do powiedzenia. Ale będę patrzeć. I się napawać.

 

~*~

 

Zbyszek nie rozumiał, co się stało. Że młynarz ponownie córkę w izbie zamknął na cztery spusty, to jasne, cała wieś o tym mówiła. Ale potem Kaśka zaczęła po wolności chodzić, a ilekroć Zbyszek próbował do niej podejść i zagadać, odwracała się plecami i oddalała niespieszenie, zaś jemu jakby nogi coś plątało, bo nijak nie był w stanie jej dogonić.

Przetrzymał tak tydzień, ale że chcicę, jak zawsze, miał wielką, postanowił sobie głupią dziewkę darować. Może i gładka była, krągła tam, gdzie należy, ale przecież nie ona jedna za nim ślepiła i nie ją jedną mógł w potrzebie wyobracać.

Zaczął się więc widywać z Elżbietą z Siennej, bo osada była położona bliziutko, a dziewczyna chętna i powolna jego zachciankom. Używał sobie z nią przez kilka dni, gdy wtem nieszczęście go dotknęło okrutne – szedł sobie przez wieś, pogwizdując skoczną melodię, aż przy studni zobaczył Katarzynę. Speszył się mimowolnie, zafałszował, a kiedy młynarzówna spojrzała wprost na niego, uczuł w lewym kolanie nagły ból. Wrzasnął i potknął się, wykładając jak długi, akurat w krowi placek.

Dziewczyna na ten widok wybuchnęła śmiechem; kilkoro wieśniaków zbliżyło się, słysząc rejwach. Zbyszek, czerwony ze złości, leżał w kurzu i gnoju, a gapie zaczęli sobie podkpiwać, że łamaga, więc chłopak czym prędzej zerwał się z ziemi i uciekł, byle dalej. W kolanie wciąż czuł dziwną bolesność; powłóczył nogą, jakby mimo młodego wieku nagły gościec go dopadł.

Katarzynie szybko przeszła ochota na śmiech, ale głęboka satysfakcja została. Patrzyła za oddalającym się niezdarnie młodzieńcem, dobrze wiedząc dwie rzeczy: że kulawy pozostanie do końca życia oraz że nie będzie to bynajmniej ani ostatnia, ani największa bieda, jaka mu przypadnie w udziale.

 

~*~

 

Długo jeszcze ludzie po okolicznych wsiach opowiadali, jak to się czasem dziwnie losy plotą. Zbyszek szczególnie zapadł gawiedzi w pamięć, bo drugiego tak urodziwego i gładkiego w mowie kawalera ze świecą by szukać. Wszystkie dziewuchy do niego wzdychały, bałamucił jedną po drugiej, do czasu gdy nagle kara jakaś go chyba dosięgła. Ale nawet gdy znienacka okulawiał, panny od niego dalej nie stroniły. Miał gadane tak, że i niejedna zamężna się za nim oglądała – a kto wie, czy tylko oglądała.

Potem nagle wieść się rozniosła, że miecz młodzieńca, którym tak dzielnie dotąd wojował, stępił się i przestał do walki nadawać. Poruta wielka na niego spadła, a ludzie, jak to ludzie, wytykali palcami i podśmiewali się, bo nie ma to jak nieszczęście bliźniego.

Jakby tego było mało, zaraz potem kawaler tak pochopnie się z paleniskiem obchodził, że pół twarzy mu poparzyło. Mimo wysiłków miejscowej znachorki, której udało się ocalić przynajmniej Zbyszkowe oko, blizny były tak głębokie, że nikt nigdy więcej nie mógł na niego bez skrzywienia spojrzeć, a wszystkie ciężarne kobiety co prędzej odwracały się na jego widok, by im na dziecko brzydota nie przeszła.

Nie minął rok, gdy młodzieniec z rozchwytywanego zalotnika zamienił się w wyrzutka. Jedni go żałowali, a inni prawili, że to kara boska za liczne gałgaństwa, których się kawaler dopuścił.

A prawdę znali tylko młynarzówna, z zadowoleniem obserwująca jak Zbyszek zmienia się z wolna we wrak człowieka, oraz diabeł, który z zadowoleniem obserwował Katarzynę.

Nie raz i nie dwa wiejskie baby usiłowały pociągnąć dziewczynę za język, co też sądzi o krzywdach swego dawnego galopanta, ale ta, zapytana, zawsze milczała, uśmiechając się przy tym łagodnie. Pewnymi rzeczami nie zamierzała się z nikim dzielić, były zbyt cenne.

 

~*~

 

– I co teraz chcesz czynić? – zapytał diabeł jakiś czas potem, kiedy po Zbyszku wszelki ślad zaginął bo, nie mogąc znieść tego, co mu przypadło w udziale, młodzian pewnego dnia poszedł nad rzekę i nikt go więcej nie zobaczył.

Katarzyna wytarła ręce w fartuch i uniosła skopek ze świeżo udojonym mlekiem.

Pomału i jej mieszkańcy wsi zaczęli unikać, bo spoważniała, wydawała się jakby wyższa, a spojrzenie w jej wielkie, jasne oczy przypominało spojrzenie w głąb studni bez dna. Justyna wymówiła Maciejowi gospodarzenie, nie mogąc znieść tej nowej Katarzyny, więc mieszkali teraz sami. On, pełen niepokoju, ale ślepo kochający córkę, ona odmieniona, ale nawet przez moment nie żałująca swej odmiany.

– Cały czas raduję się pięknymi wspomnieniami. Szumem plotek o niemocy mego lubego Zbigniewa, wizją tej szkaradnej, pokrytej bliznami twarzy… Czyż muszę robić coś więcej?

– Nie musisz, miła panno. Ale możesz. A czy nie żal nie skorzystać, skoro otwierają się przed tobą możliwości?

Katarzyna wzruszyła ramionami. Obmyła w korycie ręce, wniosła mleko do domu, zabrała się za zagniatanie ciasta na kluski.

– Dobrze mi z tym, co mam. Zaspokoiłam swoje pragnienie zemsty. Poza tym nie chcę czynić krzywdy komuś, kto na to nie zasłużył.

– Och, na pewno znajdziemy kogoś, kto zasłużył – uśmiechnął się przymilnie diabeł. – Myślisz, że jeden taki Zbyszek po świecie chodzi? Że nie ma innych, co krzywo przysięgają, oszukują, a potem się śmieją? Ot, choćby w sąsiedniej Bzowej Woli, niejaki Przemek wprawił w stan rzekomo błogosławiony Marysię kowalównę, a teraz przyznać się nie chce. Mówi, że sobie ubzdurała i nigdy nawet na nią nie spojrzał, za to w najlepsze zabawia się z jej sąsiadeczką, Agnieszką. Jest też wielu innych podobnych na świecie, nie trzeba szukać daleko… Nie mówię, że dręczenie złych twoją własną duszę wybieli, ale przynajmniej samopoczucie ci może poprawi.

Katarzyna, w miarę jak diabeł mówił, coraz wolniej poruszała rękami, coraz mniej ciekawiło ją ciasto, a coraz bardziej Przemek, o którym nigdy wcześniej nie słyszała. Uznała, że rzeczywiście przydałoby się coś na poprawę samopoczucia, bo od tyrady biesa znacznie jej się pogorszyło.

– Zmajstrował dziewczynie bachora, powiadasz – rzekła w zamyśleniu, wyglądając przez okno.

– I zmienił obiekt zainteresowania, kiedy tylko się o tym dowiedział – dodał diabeł. – A Marysia kowalówna też przecież pierwsza nie była. Chyba, że wolisz usłyszeć co nieco o Robercie, który podobnie poczyna sobie dwie wsie dalej, w Sobakówku. No i jest jeszcze Piotr. O Piotrze może słyszałaś, bo ta historia to się echem po całej dolinie odbiła…

Katarzyna uniosła rękę, więc diabeł posłusznie umilkł. I czekał, z niecierpliwością przebierając szponiastymi palcami.

– Zacznijmy tedy od Przemka.

Koniec

Komentarze

Pomysł paktu z diabłem i zranionej kochanki nienowy, ale cała sceneria – wieś, język, imiona – czynią lekturę przyjemną :) Sama Katarzyna jako postać wyszła mi trochę obojętna, bez dodatkowych jakiś cech szczególnych, które zapadły by mi w pamięć. Za to sam diabeł, zwłaszcza za dywagację o czystej duszy dziewczyny, wybił się ponad przeciętność.

Spodobała mi się puenta, szczególnie przez nawiązanie do tytułu :)

Podsumowując: przyjemny koncert małych i średnich fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jesteś szybki jak błyskawica, NWM ;) Dzięki za wizytę, komentarz i punkt. Z diabła jestem zadowolona, nie powiem. Cieszę się, że lektura była przyjemna, bo lubię to opowiadanie (a nie każde swoje lubię, niektórych wręcz nie znoszę…). Tak na marginesie ciekawa jestem, czy kiedyś napiszę coś, co wzbudzi więcej niż “przyjemne” odczucia ;)

 

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tematyka stara jak ludzkość, ale napisane ładnie.

NWM ma rację – motyw z wybrednym diabłem ciekawy.

a przynajmniej grama rozsądku, by nie spółkowały z byle kim, byle gdzie.

Trochę mi ten gram zgrzytnął. Może by tak szczypta albo coś podobnego?

Babska logika rządzi!

Bardzo fajny tytuł. I zgadzam się, że – w połączeniu z nim – puenta wyszła podwójnie ładnie.

Była kiedyś (a może dalej jest) w “Polityce” pewna dziennikarka od reportaży społecznych, która jeździła po prowincji i opisywała dziwy, które miały tam miejsce. Więc ta dziennikarka z poważanego, inteligenckiego tygodnika pochylała się nad tym prostym ludkiem i pisała, stylizując te swoje reportaże tak, że jej bohaterowie wyglądali na takie ciekawe obiekty w zoo, wsiowe głupki, które jednak trzeba potraktować z empatią i zrozumieniem. Podejrzewam, że dziennikarka nie chciała, żeby ktoś te jej reportaże tak odbierał, ale cóż… ;) Z jakiegoś powodu przypomniało mi się to, gdy czytałam Twoje opowiadanie. ;)

Ale to nie zmienia faktu, że czytało się “przyjemnie” ;). Dobrze się czytało, może tak będzie lepiej. Ja bym tu trochę odjęła stylizacji, dodała trochę emocji Katarzynie, dodała trochę mroku. Ale wiem, że Ty z mrokiem nie za pani siostra, więc to już takie moje subiektywne marudzenie. 

Ładne opowiadanie, zadowolonam. :)

Aha, ojciec Kaśki był młynarzem czy kowalem, bo w pewnym momencie się pogubiłam.

Zdawałoby się, że znamy już tyle historii o bałamutnym chłopcu i zawiedzionej dziewczęcej miłości, że wiele więcej już się opowiedzieć nie da, ale udowodniłaś, że jednak można.

Diabeł świetny, Kasia mniej, ale dobrze rokuje. Tata Kasi jakoś zniknął pod koniec, ale skoro już nie musiał pilnować córki, pewnie zajął się swoją robotą.

Całość znakomicie spinają, niby zdobna agrafa, tytuł i ostatnie zdanie.

Lektura bardzo satysfakcjonująca, bo opowiadanie pomysłowe i porządnie napisane. ;D

 

w izbie było ciem­no nie tylko dla­te­go, że pa­no­wa­ła głę­bo­ka noc, ale także z winy cięż­kich okien­nic… –> Nie wydaje mi się, aby okiennice były czemuś winne.

Może: …także za sprawą cięż­kich okien­nic

 

to jasne, cala wieś o tym mó­wi­ła. –> Literówka.

 

udało się oca­lić przy­naj­mniej zbysz­ko­we oko… –> …udało się oca­lić przy­naj­mniej Zbysz­ko­we oko

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wyjatkowo przyjemny w odbiorze tekst. Ciekawy pomysl I porzadna realizacja. Bardzo spodobala mi sie postac diabla, w drugiej kolejnosci tata Katarzyny, a potem sama Kasia, ale czytalo mi sie szybko I jestem calkowicie usatysfakcjonowana lektura. Dodatkowy plus za stylizacje. Ide nominowac do biblioteki, jesli jeszcze zdaze… :)

Ps. Przepraszam za brak polskich znakow.

Dzięki Wam wszystkim za wizytę i za Bibliotekę ;)

Widzę, że wszyscy lubią diabła. Znaczy, skuteczny to diabeł!

Szkoda, że Katarzyna nie wyszła, ale też nawet nie miałabym pomysłu, co w niej zmienić, niestety.

 

@Finkla – ok, zmienię gram, jeśli zgrzyta.

 

@Ocha – ależ wyczaiłaś, zaiste, w jednym miejscu młynarz był kowalem… Pani z “Polityki” nie mam szans znać, nie czytuję praktycznie żadnych gazet ani magazynów (”NF” jest jedynym, który zdarza mi się otworzyć). Dobrze, że dobrze się czytało. A nad mrokiem powinnam popracować, ale wszystkie dotychczasowe próby to były porażki ; /

 

@Reg – fajnie, że lektura satysfakcjonująca ;) Zaraz poprawię to, co wyłapałaś.

 

@Katia – dziękuję, cieszę się, że jesteś “całkowicie usatysfakcjonowana” ;)

 

Aż chce się pisać, jak komuś się podoba to, co piszesz. Dzięki, dziewczyny!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W sensie literackim ;) Miłego dnia i życzę kolejnych równie udanych tekstów :)

Ładne. Co prawda zawiłości intrygi, jak to już przedpiścy zauważyli, oklepane, ale co z tego, kiedy dobrze opowiedziane. Może nawet lepiej, że bez zaskoczeń, bo dzięki temu można się delektować warsztatem. A ten… pozazdrościć.

A że diabeł lepszy… no cóż, lubimy fachowców z etosem pracy, a nie cwaniaczków, którym tylko szybki deal w głowie.

Czy to jest sygnaturka?

Kchrobaku, cieszę się, że podobało ;)

 

Ja tam w ogóle lubię różnorakie przedstawienia diabłów w popkulturze. Niekoniecznie jako angel fantasy jako takie, bo od aniołów to mi się często chce rzygać, ale dobry diabeł nie jest zły.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Miło i płynnie się czytało. Gratuluję też wydania w “Bramie”. Zgodzę się z NWM, że pomysł sam sobie nie najświeższy, ale obrazowość i klimat tekstu doskonale to wynagradzały. Z dużą przyjemnością przeczytałam historię Kasi i jej paktu z diabłem. Nienachalna, a wprawna stylizacja językowa, opisy pierwszorzędne. Krótko mówiąc: miód. 

Rosebelle, bardzo dziękuję za wizytę i komentarz ;) Fajnie, że jednak udało się coś wycisnąć z bądź co bądź oklepanego pomysłu.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jakby nie patrzeć, trudno wymyślić coś zupełnie nowego, a wprawne pióro każdemu tematowi podoła. Nawet Szekspir sam swoich dramatów nie wymyślał, tylko czerpał ze znanych opowieści i legend, a jak się na kartach historii zapisał – wszyscy wiemy. Muszę więcej Twoich tekstów poczytać, bo naprawdę przyjemne i lekkie, w sam raz na zabijanie czasu w biurze, czy wieczorny odpoczynek. 

Polecam się na przyszłość :D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Trochę wyżej mam komentarze Rosabelle, zgadzam się z nimi, więc po prostu podpisuje się pod nimi obiema rękami.

Lecz powiem więcej.

Opowiadanie urzekające w swojej prostocie! Przaśne i jędrne. Jest jak łyk świeżego powietrza wobec zalewu fantastyki wydumanej, przekombinowanej, pisanej z przerostu ambicji. Mam na myśli fantastykę w ogólności, nie tutaj. Podobała mi się zwłaszcza postać diabła, w typie staroświeckiego dżentelmena, z sercem czarnym, lecz nie do końca złym, jak bywa w słowiańskich baśniach. Katarzyny bym się nie czepiał. Stereotypowość postaci jest ich zaletą, nie wadą, w tego typu opowiadaniach. Krótko mówiąc, Kaśka nie jest od hamletyzowania.

Słowem, moim skromnym zdaniem, to się nadaje do druku. Jeszcze nikomu tutaj tego nie mówiłem. (kurczę, to zabrzmiało ja wyznanie miłoścismiley może zakochałem się w tym opowiadaniusmiley). Jak nie wierzysz, możesz sprawdzić moje komentarze, @joseheim. Niewiele ich, niemniej nigdy jeszcze żaden nie był tak entuzjastyczny.

Bardzo sprawnie i poprawnie napisane. Mimo tego, nie byłbym sobą, gdybym nie wtrącił swoich trzech groszy.

W opowiadaniu rzeczka daje kołu młyńskiemu siłę. Nawet, a może przede wszystkim, w języku potocznym tak bym nie napisał. Woda daje kołu młyńskiemu napęd.

Diabeł jest w opowiadaniu rzemieślnikiem i zarazem wyrobnikiem. Nie można być jednym i drugim. Te pojęcia sobie przeczą. Sprawdziłaś to?

Jest w opowiadaniu jakaś szopa, gdzie pasterze zatrzymują się “na popasy”. Tak się na pewno mówi? A nie “na popas”? Wg mnie jeden pasterz (bądź grupa pasterzy) staje na jeden popas, niezależnie od liczby zwierząt, pasterzy, czy pastwisk w tym miejscu, gdzie się zatrzymał (zatrzymali)

W pewnym miejscu jakiś pies wydaje “sporadyczne szczeknięcie“. Dla mnie sporadyczna może być czynność (zdarzenie) powtarzająca się z rzadka, jednak powtarzająca się. Więc, albo sporadyczne szczeknięcia, albo pojedyncze szczeknięcie.

To, co teraz powiem, to już czysto subiektywne. Diabeł jest dżentelmenem w każdym calu. Zatem kiedy zwraca się do Katarzyny np “Moja Panno”, powinien resztę wypowiedzi grzecznościowo konstruować w trzeciej osobie. Więc powinien dalej mówić nie np “A zatem zdecydowałaś się”, lecz “A zatem zdecydowała się Panna “. Itd w kolejnych zdaniach.

Jeszcze raz dzienx za smakowitą lekturę @joseheim. Połknąłem to, jak czekoladkęsmiley

Mjacku, serdecznie przepraszam, że tak długo nie odpowiadałam na Twój jakże obszerny komentarz!

 

Jest mi niezmiernie miło, że moje opowiadanie aż tak przypadło Ci do gustu ;) Tym bardziej miło, że ja zwykle piszę raczej “prosto”, więc cieszę się, że dla niektórych to zaleta, a nie wada.

Dziękuję też za słuszne spostrzeżenia – poprawię co trzeba od razu, póki mam chwilkę.

 

Jeszcze raz dziękuję za wszystko (i, kurcze, przepraszam, że moja odpowiedź jest taka krótka w porównaniu z Twoim pracowitym komentarzem…). Życzę więcej czekoladek na tym portalu i w ogóle w życiu ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Historia stara jak świat, tytuł zdradził puentę na długo przed końcem. Ale co z tego skoro opowiedziana tak ładnie? Napisana płynnym, klarownym językiem. Zdania ładne, okrągłe, gładko przewijały się podczas czytania. Może z dwa razy leciutko jakaś nutka wybrzmiała inaczej od reszty ale nie szczerze mówiąc nie pamiętam gdzie, bo to nieistotne przy tak udanym utworze.

Historia osadzona w realiach może i znanych ale jako tło akcji spełniających swoje zadanie bardzo dobrze. Przy tym umiejętnie nakreślonych kilkoma opisami. Każda przedstawiona scena jest bardzo plastyczna (ojciec rąbiący drewno to majstersztyk), wszystkie są na swoim miejscu i układają się w dobrze skomponowaną i zamkniętą całość.

Początek tekstu mnie nieco zmylił, przestraszyłem się, że będzie o ojcu sadyście i do tego zboczeńcu ale na szczęście fabuła jest o czymś zupełnie innym. Diabeł okazał się sprytny ale uczciwy. To mnie troszkę zastanowiło i nie pasowało, ale na szczęście jego plan sięgał dalej i w ostatecznym rozrachunku bies okazał się wystarczająco przebiegły i podły jak na biesa.

Opowiadanie zdecydowanie do druku. 

 

Ps. Zastanawia mnie sformułowanie “​były o wiele za cenne”​. Ne prościej byłoby użyć zwrotu “​były zbyt cenne”​?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mr. Marasie, bardzo dziękuję za wizytę i komentarz. Miło mi, że dobrze się czytało i przede wszystkim że opowiadanie wydało Ci się plastyczne. Diabeł, jak widzę, zdecydowanie jest faworytem wszystkich czytelników ;)

Ha, no tekst został wydrukowany w “Bramie”. MC go nie chciał, Genius Creations też nie, dla Fahrenheita był “za mało fantastyczny” ;) Zawsze mnie fascynuje jak różne opinie może zebrać jedno opowiadanie.

Co do cenności masz rację, poprawię. Będzie zgrabniej.

Jeszcze raz dziękuję!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Fajne, przeczytałam z przyjemnością :)

Anet, wielkie dzięki za wizytę i komentarz ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Brawo, Josefino :) Jestem naprawdę usatysfakcjonowany lekturą. Podchodziłem do opowiadania trochę sceptycznie. Miałem w pamięci "Selekcję naturalną", która mnie nie przekonała i do której miałem sporo uwag. Tutaj nie mam praktycznie żadnych, no, może jedno spostrzeżenie, ale o tym ciut dalej.

Dobry, realistyczny klimat wsi i chłopów. Przekonujące dialogi, charakterystyka postaci i przede wszystkim, wiejska mentalność. W pierwszej chwili, gdy pojawił się Diabeł, którego prawdę mówiąc spodziewałem się, pomyślałem "o rany… Znowu!", ale Twój diabłem jest ciut inny, podchodzi do sprawy inaczej, bardziej wysublimowanie i sama Katarzyna reaguje na niego też nie do końca standardowo. To przede wszystkim mnie ujęło, ten nietypowy w zachowaniu "związek". Zresztą w całym opowiadaniu wrzucasz ciekawe przemyślenia każdego z bohaterów, czytałem je z dużą przyjemnością.

Jedyne, co mogę zarzucić, to przewidywalność historii i samych bohaterów. Z jednej strony to dobrze, ludzie na wsi tacy są, prości (nie mylić z prostakami) i mocno związani ze swoją kulturą, która "narzuca" typowe modele/reakcje postępowania. Z drugiej strony zabrakło mi jednak tego twista i nie mogę nominować opowiadania do piórka, choć naprawdę chciałbym.

Wpadł mi w oko jeden z Twoich ostatnich komentarzy, zgadzam się, że opowiadanie jest "za mało fantastyczne”. I powiem Ci coś jeszcze, domyślam się dlaczego MC je odrzucił. Jeśli będziesz zainteresowana to rozwinę ten wątek.

Pozdrawiam.

 

Darconie:

Przekonywujące

Nie ma takiego słowa, jest słowo przekonujące ;)

Dziękuję, Bazylu :] Znaczy Berylu.

Darconie, bardzo dziękuję za lekturę i wyczerpujący komentarz. Fajnie, że tym razem trafiłam w Twoje gusta, nawet jeśli opowiadanie jest dość przewidywalne. Ogólnie uważam, że i tak poszło mi świetnie zważywszy, że inspiracją dla tego tekstu była durna piosenka “Wysokie płoty tato grodził” ; p

Co do ilości fantastyki w fantastyce to tutaj każdy ma inną wrażliwość. Ja akurat lubię, kiedy element fantastyczny niekoniecznie dominuje, tylko w jakiś sposób wpływa na rzeczywistość z pozoru zwyczajnych bohaterów (tak jak tu diabeł). No ale to każdy czytelnik oceni po swojemu.

Doceniam, że chcesz się ze mną podzielić wiedzą tajemną, ale tylko MC wie, czemu odrzuca jedne teksty, a inne przyjmuje ;) Wiem, jakie dwa moje teksty miały u niego szansę, więc wiem już mniej więcej, czego się po nim spodziewać, a czego nie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bazylu?

To żadna wiedza tajemna :) Każdy ma swoje spostrzeżenia i wnioski.

Berylu, widać, że nie czytasz Fantastów :(

Podoba mi się twój styl, w którym nie silisz się na tworzenie wydumanych zdań, żeby brzmiały bardzo artystycznie i zawile, co zdarza się wielu innym. Dlatego opowiadanie czyta się gładko i przyjemnie. Spodziewałem się jednak, że zemsta będzie bardziej wyrafinowana. Ja wiem, że to prosta dziewka i kierują nią prymitywne instynkty, ale opowiadanie byłoby ciekawsze, gdyby wykazała się większą pomysłowością, a ja mógłbym zakrzyknąć “o kurcze, ale mu wycięła numer – tego się nie spodziewałem!” Kolejna sprawa to to, że nie zauważyłem, żeby Katarzyna wzywała diabła. Ona tylko rozmyślała. Gdyby diabły reagowały już na tak subtelne wezwanie, musiałoby być ich chyba tyle, co ludzi. Może lepiej, żeby wypowiedziała to na głos?

Ojciec spał głęboko; kiedy dziewczyna ostrożnie zstąpiła na dół, nic się nie wydarzyło. – czemu średnik?

Tfurco, wielkie dzięki za wizytę i komentarz. Fajnie, że gładko się czytało. Przepraszam, że nie wymyśliłam nic bardziej zawiłego ;) Nie pierwszy raz to słyszę. Muszę wykazywać się większą kreatywnością nawet przy prostych pomysłach, krótko mówiąc…

 

W sumie ciekawe, jako pierwszy zwróciłeś uwagę na fakt, że Katarzyna tylko pomyślała o diable. Po namyśle stwierdzam, że może faktycznie lepiej by wypadło, gdyby wypowiedziała te słowa na głos… ale może diabeł jest wyczulony na takie grzeszenie w myśli? No i nikt wcześniej nie wytknął tego, więc chyba nikomu nie zazgrzytało dostatecznie. Przyznam, że już nie bardzo mi się chce grzebać, więc zostawię, jak jest. Ale też zanotuję sobie tę uwagę w pamięci, kto wie, czy kiedyś jeszcze się nie przyda.

 

Dzięki jeszcze raz ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Największymi plusami tego tekstu są ładnie sklecone zdania i postać szczerego, grymaśnego diabła. Żadnej intrygi, oszustw, podwójnej czy potrójnej gry… Tylko wystawienie kart na stół. Bardzo mi się to podobało.

Temat – wiadomo – oklepany, ale nie przeszkadzało mi to, żeby cieszyć się lekturą.

Na plus opisy, przedstawienie uczuć bohaterki, sielska wieś. I jeszcze raz – diabeł. Fenomenalny. Zapamiętam tego szczerego gnoja do końca życia ;)

Karolu, wielkie dzięki za wizytę. Nie spodziewałam się, że ktoś jeszcze tu dotrze ;)

Bardzo się cieszę, że tekst przypadł Ci do gustu – ze szczególnym uwzględnieniem diabła. Ja też drania lubię, a o niewielu stworzonych przez siebie postaciach mogę to szczerze powiedzieć. Polecam się na przyszłość ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Oj, w kolejce mam jeszcze starsze teksty do przeczytania. Niejednego autora jeszcze zaskoczę :)

Miłej lektury zatem :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie spodziewałam się, że ktoś jeszcze tu dotrze ;)

A tu jeszcze spóźniony dyżurny i Twój czepialski czytelnik :)

Opowiadanie w Twoim stylu. Sielski klimat odpowiadał przyjemnej narracji. Motyw fantastyczny też z rodzaju tych klasycznych, ale ta czarcia kapryśność wniosła coś nowego. Najbardziej spodobał mi się fragment, kiedy diabeł wzgardził duszą Katarzyny. W ogóle postać diabła na plus (fajne szczegóły, choćby te dwie różne nogi czy zwrot “miła panno”). 

Wolałbym otwarcie tekstu, które bardziej by mnie zaciekawiło. Bo pierwsza scena nie wciągnęła, tekst zassał dopiero potem (ale zassał). 

Tytuł niezły. Tekst z pozoru wagi lekkiej, jednak to “Zacznijmy tedy od Przemka” wskazuje na drugie dno: rodzącą się żądzę siania krzywdy/sprawiedliwości. 

Ha, wielkie dzięki, Fun, niespodzianka goni niespodziankę ;)

 

Widzę, że diabeł jest zdecydowanym misterem publiczności. No i się nie dziwię, bo to też zdecydowanie moja ulubiona postać z tego opowiadania. Swoją drogą, myślałam, że przedstawienie diabła z jednym kopytem jest właśnie typowe?

 

Cieszę się bardzo, że tekst zassał i że tytuł wypadł nieźle, bo ja z tytułami mam zawsze problem.

 

Dzięki za wizytę i polecam się na przyszłość ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Swoją drogą, myślałam, że przedstawienie diabła z jednym kopytem jest właśnie typowe?

No jeśli tak, to tego nie znałem. 

No popatrz ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bardzo dobrze wyszła stylizacja, dobrze wyszedł diabeł i dręczenie Zbycha. Czegoś mi brakowało w końcowej scenie, gdy Katarzyna daje się przekonać diabłu, do dalszej współpracy.

Nie mówię, że dręczenie złych twoją własną duszę wybieli, ale przynajmniej samopoczucie ci może poprawi.

Katarzyna, w miarę jak diabeł mówił, coraz wolniej poruszała rękami, coraz mniej ciekawiło ją ciasto, a coraz bardziej Przemek, o którym nigdy wcześniej nie słyszała. Uznała, że rzeczywiście przydałoby się coś na poprawę samopoczucia, bo od tyrady biesa znacznie jej się pogorszyło.

 

Poprawa samopoczucia jako główny powód do sprzedawania duszy trochę do mnie nie trafia : >.

 

W ogólnym rozrachunku fajne opowiadanie. No i ta stylizacja ^ ^. Nigdy nie byłem szczególnym entuzjastą takiego języka, ale tutaj mucha nie siada.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Opowiadanie nieszczególnie długie, a Count, zainteresowany nominacją Marasa i śmiertelnie wynudzony Joe Hillem przybywa, by poczytać :)

Chyba trochę bez echa przeszło to opowiadanie, a jest naprawdę fajne. Przede wszystkim – ma charakter, są w nim emocje. Tego za bardzo nie czułem w dość mdłym, moim zdaniem, Mrozie. Następnie, i jest to dla mnie jeden z głównych atutów opowiadania, potrafisz pisać obyczajowo w sposób intrygujący i trzymający uwagę. Sam niedawno mierzyłem się z romansem, takim początkowo obyczajowym, i umieram z nudów przy korekcie XD

A Ciebie czytało się naprawdę dobrze i z zainteresowaniem, nawet mimo niezbyt chwytliwego początku. Konsekwentnie budujesz klimat, dialogi są super, a fabuła, choć niezbyt odkrywcza, taka prawdziwa. Spodobało mi się, jak odwzorowałaś brukanie duszy Katarzyny przez diabła, jak jej uśmiech stopniowo bladł. Wreszcie zaczęło mi być jej żal. I za to Cię nominuję. Późno jak cholera, ale może coś to da.

Bohaterowie też na plus. Diabeł i Zbyszek najlepsi, Katarzyna trochę gorsza, choć ta jej późniejsza niemrawość też miała swój urok, zaś Maciej… szkoda, że olałaś go tak w połowie. Bo na początku miał duży wpływ na wydarzenia, był aktywny, a później zniknął :/

Tytuł ciekawy, a że wykorzystałaś go również jako ostatnie zdanie, masz od Counta dodatkowego plusa. Lubię takie zagrywki. Warsztatowo, jak to Ty – przyjemnie.

 

Co do minusów, to muszę jednak odnotować tę fabułę, w której trochę za mało zwrotów akcji. Takowym było pojawienie się diabła, ale później raczej wszystko zgodnie z planem i na spokojnie. Średnio wypadł również pierwszy kontakt Katarzyny z diabłem. Za spokojna była ta dziewczyna, zbyt zrównoważona. Tak mi się zdaje, szczególnie że wtedy to było wrażliwe dziewczątko.

 

Tyle ode mnie, trzym się.

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Przeczytałam zwabiona nominacją. 

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że obie trochę podobnie piszemy. Może nie zawsze, ale to akurat opowiadanie, gdyby było zapodane anonimowo, można byłoby i mnie przypisać.

Więc podobało mi się; diabełek miodny, ojciec też. Kaśka trochę mniej. Podobała mi się, gdy pisałaś o jej uczuciach do chłopaka, potem też, gdy pisałaś o złości i nienawiści. Ale jakoś mniej, gdy już mścić się zaczęła.

Całość na bardzo duży plus –  przede wszystkim za styl, lekki, prosty i za piękne frazy, które natychmiast pokazywały scenerię, jak choćby na samym początku to zdanie:

Katarzyna zamarła w mroku przedsionka, bojąc się wstąpić w plamę światła, rzucaną na podłogę przez kuchenną lampę.

Lecę nominować.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jakie nagle zaczęłam mieć powodzenie! Wielkie dzięki, Mr. Marasie, przywiodłeś mi nowych czytelników!

I, oczywiście, dziękuję za wszystkie głosy w wątku nominacyjnym ;)

 

@Nevaz – cieszę się, że stylizacja zagrała i lektura wyszła ogólnie na plus. Rozumiem przy tym zarzut, że końcówka wydała Ci się nie do końca przekonująca. Biorę to na klatę!

 

@Count – fajnie, że tekst przypadł Ci do gustu bardziej niż “Mróz” (sama też wolę ten, prawdę mówiąc). Fajnie też, że uważasz, że mimo prostoty i “obyczajowości” tekst dał radę zainteresować. Jeszcze lepiej, że przypadły Ci do gustu dialogi, bo zawsze mam stracha, że coś z dialogami robię nie teges (zwłaszcza przy stylizowanym tekście). Jeśli chodzi o bohaterów, to chyba jako jedyny zwróciłeś uwagę na ojca… Niemniej dobrze, że i on się udał, nawet jeśli córka trochę niedomaga ;) No i super, że tytuł zrobił swoje.

Za prostotę fabuły przepraszam, bo nic ponad to uczynić nie mogę ;(

 

@Bemik – ciekawa obserwacja, nigdy się nad tym nie zastanawiałam ;) Ale niewykluczone, że – przy pewnych typach tekstów – to jak najbardziej może być prawdą.

Podobnie jak Nevaz nie kupujesz końcówki z mszczeniem się i jak wspomniałam, rozumiem to.

Bardzo się cieszę, że dobrze się czytało i tekst spodobał Ci się m.in. dzięki warstwie językowej. Fajnie, że czasem mi się udaje pisać odpowiednio plastycznie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie mogę wypowiadać się za Bemik, natomiast ze swojej strony podkreślam, że fragmenty dotyczące mszczenia się Kasi na Zbyszku były bardzo przekonujące, natomiast dokładanie sobie rat kredytu (sorry, takie porównanie najłatwiej mi sobie wyobrazić) z powodu jakiegoś tam Przema – już mniej ; ).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

No proszę. Bardzo się cieszę, że mogłem się przyczynić do propagowania dobrej literatury. Widzę też kolejne nominacje. Oby tylko kolejni niezdecydowani i niedoczytani przyspieszyli ruchy do wątku z nominacjami.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jose, cieszę się, że sypią się nominacje, choć sam nie dałem, ale tekst dobrze pamiętam, a to ważne (dla mnie).

@Nevaz – rozumiem, dzięki za doprecyzowanie ;)

 

@Mr. Maras – jesteś dzisiaj moim bohaterem! ;D

 

@Darcon – dla mnie też, dziękuję ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ostatecznie zdecydowałem się dodać głos w wątku z nominacjami, muszę więc dodać również komentarz :)

 

Głównym grzechem opowiadania jest jego prostota. Charakter Zbyszka jest dla czytelnika oczywisty, jego przewinienia również, zemsta Katarzyny łatwa do przewidzenia. Nie przeszkadza to jednak szczególnie podczas czytania, ponieważ jest to jedno z tych opowiadań, w którym przyjemność z lektury płynie ze sposobu w jaki zostało napisane. A zostało napisane bardzo porządnie. Podobał mi się szczególnie udanie oddany sielski klimat. I bardzo fajnie wykreowana, chociaż przecież też nie oryginalna, postać diabła. Na plus również końcówka, w której Katarzyna podejmuje się pewnej “misji”.

Tak na marginesie – mimo tego, że większość postaci jest prosta, to są one całkiem przekonujące, bo ilu to takich Zbyszków, ile naiwnych Katarzynek na świecie? :)

Przykro mi, Berylu, że musiałeś się wysilać i pisać komentarz ;D

 

Nie mam nic przeciwko odczuciu, że tekst jest “prosty, ale porządnie napisany”. Właśnie taki miał być. Nie czuję się swobodnie w “wiejskich” klimatach więc przede wszystkim cieszę się, że takie rzeczy jak nastrój i stylizacja zagrały.

 

Dzięki ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Berylu, jesteś straszny. Twoje komplementy brzmią, jakbyś musiał je sobie wyrywać siłą z gardła i lepiej, żeby były jak najmniejsze, bo inaczej Ci z gardła krwawi. Jak nawet nie potrafisz normalnie napisać, że Ci się podobał tekst Joseheim, to naprawdę – od dzisiaj inaczej patrzę na Twoje komentarze dotyczące tekstów innych osób. :)

Ahahahahaha XD

 

Powiedz, Ocho, czy mąż czyta Twoje teksty? Jeśli tak, to jak je ocenia? Bo Berylowi zwykle moje opowiadania się nie podobają. Zawsze trudniej oceniać teksty kogoś, kto z jednej strony chciałby, by ocena była szczera, a z drugiej, że docenisz wszystko, co napisze, nie? ;) W przypadku “Przemka” Beryl długo się bił z myślami, czy zagłosować, czy nie. To i “komplementy” brzmią deczko dziwnie ; ] No ale jakby uważał, ze tekst jest rzeczywiście zły, to jednak nie zdecydowałby się oddać głosu, więc już samo to uznaję za komplement :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mój mąż czyta moje teksty, twierdzi, że mu się podobają (niektóre bardziej, niektóre mniej, często ma jakieś drobne uwagi). Wierzę mu, chociaż biorę poprawkę na to, że on generalnie jakiś taki mną dziwnie zachwycony. ;)

Na pewno mi kibicuje. Tylko ja się wciąż tego mojego pisania dość wstydzę, więc – jak jestem w trakcie – to go odganiam. I pokazuję mu tylko to, co wydaje mi się, że jest w miarę dobre.

 

EDIT: Bo Berylowi zwykle moje opowiadania się nie podobają. – Berylowi chyba zwykle mało co się podoba. ;)

A to też prawda, hihi.

 

Dobrze, że mąż Cię wspiera. A Ty w żadnym wypadku się nie wstydź! Przecież wiesz, że umiesz ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No co Ty, Ocho, nie demonizuj mnie tak :P

Nie wiem co takiego wyrwanego z gardła znalazłaś tutaj – napisałem w skrócie, po prostu, co myślę o tekście (zresztą, o wiele bardziej rozbudowaną opinię Jose zna już od dawna). Przecież jeśli opowiadanie mi się podoba to jeszcze nie powód, żeby bezkrytycznie piać nad nim z zachwytu.

Zresztą, wychodzisz z błędnego założenia, jeśli uważasz, że opowiadania Jose oszczędzam w swoich ocenach bardziej niż nieznanych mi ludzi. Jest wręcz przeciwnie :)

Wcale nie wychodzę z takiego założenia.

A, to musiałem w takim razie coś źle zrozumieć :) Mój błąd.

 

EDIT: A tak w ogóle, to Ty jesteś straszna! Ledwo co wróciłem do czytania opowiadań na portalu i powoli się rozkręcam, a Ty mi podcinasz skrzydła na starcie! :D

Korzystając z okazji, że dla mnie to już stary (no, starawy) tekst, w pierwszej kolejności przyjąłem za wytyczne własne, też już leciwe wrażenia. W sensie – ile pamiętam, co pamiętam, jakie emocje budzi Przemek po tak długim czasie rozłąki, no i ogólnie, czy opowiadanie zapadło jakoś szczególnie w pamięć – bo, jakby nie spojrzeć, piórka powinny zapadać w pamięć. Albo inaczej: teksty, które wywarły na mnie wrażenie i o których wiem, że zapadną w pamięć, mają u mnie znacznie większe szanse na piórko.

Ale niewiele to pomogło, szczerze mówiąc. Pamiętałem historię tak mniej więcej, pamiętałem, że dobrze toto napisane i że diabeł fajny jakiś taki w sumie. Ale czy na piórko? Prawdę mówiąc, gdybym miał decydować tylko na podstawie wspomnień, położyłbym na to opowiadanie krechę, bo żadnych szczególnie interesujących emocji nie odczułem. Z drugiej strony skreślanie tekstu, którego zasadniczo nie pamiętam zbyt dobrze, byłoby z gruntu nieuczciwe i zupełnie nieprofesjonalne.

Olałem więc własny, jak się okazało zawodny system i zerknąłem sobie na tekst raz jeszcze, z założeniem, by przewertować po fragmentach i odświeżyć pamięć tak po trochu. Zacznijmy tedy od początku – powiedziałem sobie, a chwilę czy dwie później kończyłem już czytać całość, po raz wtóry oczarowany przyjemnością, jaką sprawiła mi lektura.

I tak oto, zamiast pisać komentarz odnośnie opowiadania, piszę komentarz odnośnie powstawania samego komentarza. Ale że zdaje mi się, iż jest to – mam wrażenie i nadzieję – wodolejstwo na Maciejów młyn, będę kontynuował niezrażony, tym razem jednak skupiając się już bardziej na samym opowiadaniu. Jednak, z racji tego, że już kiedyś pisałem opinię o tym tekście, a ta chyba się nie zmieniła, wszystko co dobre skupię w jednym, krótkim: świetne!

Poczepiam się natomiast nieco obszerniej – choć też bez przesady, bo i to mam już chyba za sobą – losów Zbiga. A raczej tego, że ilość miejsca, które poświęciłaś na opis zemsty, wydaje się irracjonalnie nieproporcjonalna w stosunku do całego tekstu. Bardzo po macoszemu potraktowałaś ten motyw. Zresztą sama zemsta też zupełnie bez polotu i finezji, a przy tym też i w pewnych miejscach naciągana; te wsiowe podśmiechujki z upadku Zbyszka, jego cierpiąca na tym duma i tak dalej (później, kiedy diabli wzięli jego gładolicość i amancią aparycję, już jest lepiej). Ergo – to jest zdecydowanie najmniej udana część opowiadania.

Sama Kaśka też mi się, prawdę mówiąc, trochę rozjeżdża – diabeł, po przenicowaniu jej duszy dostrzega hardą, ale w gruncie rzeczy dobrą, może nawet miłą dziołszkę, którą trzeba odpowiednio doprawić, nim się ją skonsumuje. Ja natomiast widzę wyłącznie tępą strzałę o wyjątkowo irytującym usposobieniu, i za demokrację w Chinach nie byłbym w stanie jej polubić. Poza tym, jak na taką faktycznie “dobrą” osobę, bardzo łatwo dała się przeciągnąć na ciemną stronę mocy. Rozumiem, że młodość, że gniew, rozczarowanie, chęć zemsty i tak dalej i tym podobne i etc do tego, ale tak zupełnie bezrefleksyjnie, na ślepo? W ogóle fascynuje mnie motyw sprzedaży duszy za jakieś pierdoły, takie jak choćby zemsta na wsiowym jebadełku. Wszystko we mnie buntuje się przeciw logice takiego postępowania, szczególnie, gdy jest ono słabo umotywowane. A tutaj jest – przecież gdyby chciała, mogłaby zniszczyć Zbyszka równie skutecznie (albo i lepiej, z większą finezją) i bez czarciej pomocy.

 

Generalnie, opowiadanie jest fajne przez to, że jest fajne, i to jest w nim fajne^^, ale… No, muszę to wszystko jeszcze przemyśleć.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieszę się, Cieniu, że koniec końców tekst okazał się przyjemniejszy niż zapamiętałeś. Przynajmniej miałeś niespodziankę ;)

 

Zdaję sobie sprawę, że Kaśka niedomaga. I że faktycznie wątek zemsty mógłby być bardziej dopracowany. Może warto byłoby obmyślić jakiś twist którego paru osobom brakowało… No ale na razie jest jak jest, a może kiedyś wrócę do tego opowiadania i dam radę je podrasować? Choć zawsze w takich przypadkach jest strach, że tylko się zaszkodzi ; / 

 

Tak czy owak dzięki za obszerny komentarz. Fajnie, że dobrze Ci się czytało, mimo wszystko. Będę czekać na werdykt ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Początek mnie nie zachęcił, taki jakiś obyczajówkowy, ale potem było już zdecydowanie lepiej. Spodobało mi się, ładnie zrobiona wiejska stylizacja, ciekawa postać diabła. Choć trochę zabrakło mi jakiegoś zaskoczenia w fabule.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

SzyszkowyDziadku, wielkie dzięki za wizytę. Cieszę się, że generalnie się spodobało mimo niezbyt wciągającego początku i braku zaskoczenia. Fajnie, że uważasz stylizację za udaną. A diabeł to w ogóle mister publiczności, hihi ;D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chyba zacznę od tego, co mi nie podeszło. Według mnie coś nie do końca zagrało ze stylizacją. Czasem jest (i to bardzo udana i ładna), a czasem zupełnie znika (najczęściej we fragmentach z diabłem i Kasią). Już sam początek trochę mnie zdziwił, bo narracja praktycznie nijak nie sugeruje, że akcja dzieje się w miejscu i czasie wymagającym stylizowania języka. Zmarszczyłam czoło, gdy ojciec powiedział “rychło” ;P No i dalej jest tez nierówno, bo czasami stylizujesz samą narrację, choć częściej nie, a z dialogami chyba odwrotnie – częściej stylizacja jest, ale czasami brzmią zupełnie jakoś zwyczajnie i współcześnie. 

Sama opowieść taka jakby znana, ale trudno jej odmówić wyrazu. Chyba diabeł jest tym elementem, który uatrakcyjnia to opowiadanie i sprawia, że jednak się wyróżnia spośród setek takich sielskich opowiastek o nieszczęśliwych miłostkach. Bardzo spodobało mi się to, jak pokierował życzeniem Kasi. Jak wzbudza sympatię, choć widać, że za pozorną życzliwością kryje się wyrachowanie. I to, że mimo wszystko w tę jego życzliwość wierzę, bo jest doskonałym oszustem ;) Natomiast wadą tego, że jest to świetnie skrojona postać, jest to, że główna bohaterka na jego tle wypada dość blado, trochę nijako. Początkowo nawet nieco irytuje w tym szczenięcym zakochaniu na zabój. Z drugiej strony wypada to wiarygodnie. Ale, no właśnie, póki nie pojawia się diabeł, jest fabularnie raczej mdło, a to, że potem nie jest, jest zasługą diabła, a nie Kasi.

Pomijając kwestie tej niekonsekwentnej stylizacji, podobało mi się, jak to jest napisane. Tak lekko, ale przy tym wcale nie prosto i zwyczajnie. Ze smakiem i stylem, z subtelnością, którą bardzo cenię. 

Nad piórkiem jeszcze dumam.

 

Werweno, dzięki za wizytę i komentarz ;)

No popatrz, zwróciłaś uwagę na to, czego się obawiałam, czyli na stylizację – inni chwalili, a Tobie zgrzyta i ja to rozumiem ; p No ale jest jak jest. Chciałam spróbować i pewnie nie będę raczej do tego wracać. A jeśli, to przyłożę się trzy razy bardziej.

Heh, po otrzymaniu tylu komentarzy – i to praktycznie wszystkich piętnujących Katarzynę – mam ochotę przerobić ten tekst. A przynajmniej postać. Niemniej nie mam na to czasu, a poza tym, jak już pisałam wyżej, bałabym się, że jeszcze zaszkodzę. Ale to też ważna lekcja na przyszłość.

Pocieszam się, że dobrze się czytało. Fajnie, że chociaż sposób napisania czasem potrafi mi wyrównać fabularne braki, choć z brakami będę walczyć jak tylko będę mogła, oczywiście ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Już pisałam, że historia szału nie robi, ale ładnie przedstawiona.

Oczywiście, diabeł jest najciekawszy. Jak na diabła – wyrachowany, gotów poczekać, żeby duszyczka się nieco pobrudziła. On ją tylko delikatnie popchnie, żeby wpadła w najgorsze błoto. Taki “przyjacielski” czart jest chyba najbardziej niebezpieczny. ;-)

Podoba mi się zemsta na pierwszym chłopaku – nie prymitywne zadźganie widłami, tylko coś bardziej wyrafinowanego. A niech się gnój pomęczy! Aż się człowiek zaczyna zastanawiać, czy to aby nie diabeł z Kasią wymyślili choroby weneryczne. ;-)

Rozszerzenie zemsty na kolejnych facetów ratuje tekst przed sztampą. Bez tego byłby to, jeśli nie klasyczny trójkąt, to jakiś n-kącik.

Byłam na tak, ale już to pewnie zdążyłaś zauważyć.

Babska logika rządzi!

Finklo, dzięki ;)

 

Niezmiernie się cieszę, że zwróciłaś uwagę na dwie rzeczy – zemstę na Zbyszku, którą starałam się pokazać właśnie jako troszkę przemyślaną, a nie byle jaką, oraz to, że ogólnie rozszerzenie zemsty to ten element, który nadaje fabule fajny akcent.

Bo mam wrażenie, że tu, na portalu, prosta historia na ogół nie ma szans się spodobać. Wszyscy oczekują zaskakujących zwrotów akcji i super oryginalności. No ale to takie tam moje narzekanie, taka specyfika portalu i tyle.

 

Tylko jednego nie rozumiem – jakim cudem brak zemsty na innych chłopakach miał skutkować trójkątem? O.o

 

Za TAK-a oczywiście serdecznie dziękuję ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kasia + Zbyszek + tajemnicza laska w szopie = klasyczny trójkąt. Po dodaniu dziewuch z innych wsi mamy bardziej skomplikowaną figurę (albo i prostszą: kobieta i dziwkarz). Dopiero wciągnięcie do zabawy Przemka przełamuje utarte schematy.

Babska logika rządzi!

Aaa, o to Ci chodziło. Dzięki za wyjaśnienie ;D Bo już myślałam, że chodzi o diabła…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Trójkąt z diabłem to u Jadowskiej. ;-)

Babska logika rządzi!

Trochę się wynudziłam. Szłam z tą akcją i typowymi romansami na zabitej dechami wsi jak na ścięcie i w drodze przez mękę pomagał jedynie twój język, bo gadanę masz profesjonalną :) Pojawił się diabeł (właściwie to wyskoczył znikąd, burząc dotychczasową konwencję, i to było fajne) i trochę odetchnęłam, bo coś zaczęło się dziać. Ale szału nie było. Generalnie bohaterka jak piórko, każdy może ją namówić do wszystkiego, zupełnie mi to nie pasowało do owej hardości, którą miała się odznaczać. Diabeł i Maciej to jedyni bohaterowie, którzy jakkolwiek do mnie przemówili, choć diabeł wypadł dobrze na tle nijakich postaci, a mógłby niczym się nie wybić, gdyby były charakterniejsze. Stylizacja też jakoś mnie nie kupiła, chociaż w przeciwieństwie do Werweny nie widziałam jej niekonsekwencji. Kojarzy mi się z Brzezińską, ale u niej mi się bardzo podoba, a tutaj czegoś mi zabrakło. Myślałam też podczas lektury tęsknie o Mrozie, który bardzo mi przypadł do gustu. Ta historia mnie nie przekonała, ale było kilka mocnych momentów i bardzo podobało mi się, jak określono wiedźmy :) Nie złożyło się to jednak w moim odczuciu na mocną całość. Jestem na NIE.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Wahałam się ze swoim TAKiem do ostatniej chwili. Opowiadanie nie ma w sobie specjalnie nic oryginalnego, ale wciągnęło mnie od samego początku i właściwie nie puszczało do końca, a przecież i takie historie trzeba doceniać :) Podobały mi się żarty językowe, jak to z przywołaniem diabła. Bardzo podoba mi się tytuł, który ujawnia się dopiero w finale. Nie podoba mi się trochę prostacki motyw zemsty – bohaterka ma mieć wedle diabła spory potencjał, a właściwie nic wielce wyjątkowego nie uczyniła, a z początku wręcz irytowała mnie swoją naiwnością, bo słowa Zbyszka wydały mi się nie tyle gładkie, co tandetne. Ale i tak, dzięki porządnemu warsztatowi, twoje opko było dla mnie nadzwyczaj przyjemne ;)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

@Naz – Wybacz, że zmuszono Cię do czytania nudnawego tekstu ; p Pocieszam się tą profesjonalną gadką, bo to naprawdę dużo dla mnie znaczy, dzięki! No wiem, wiem, że Katarzyna mdła jak szpinak, aż mi wstyd po tych wszystkich Waszych komentarzach. Jeśli chodzi o stylizację, to rzadko z nią romansuję, więc i tak super, że większość czytelników ją łyknęła bez bólu, raczej nie będę często uderzać w podobne zabiegi. No i fajnie, że zapamiętałaś Mróz ;) To też dla mnie ważne. Dzięki za wizytę i komentarz.

 

@Tensza – Przede wszystkim dzięki za TAK-a. Fajnie, że opowiadanie wciągnęło od początku, bo jednak parę osób wspomniało, że początek drętwawy. Za Katarzynę przepraszam, dałam, za przeproszeniem, dupy. To znaczy ona dała Zbyszkowi, bo naiwna była, ale ja też dałam, bo można i trzeba było ją lepiej zarysować ; / Znowuż uratowało mnie to, że “dobrze się czytało”, najwyraźniej, i tego będę się trzymała. Chyba zacznę pisać romansidła albo inne babskie powieści i będą się sprzedawać, bo “dobrze się będą czytać”, a fantastykę będę uprawiać na boku ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zapomniałam o zabawnej rzeczy, jaka mi się przytrafiła na samym początku. Przeczytałam tak:

 

Oj­ciec cze­kał na nią.

Sie­dział za ku­chen­nym sto­łem, z twa­rzą ukry­tą w dło­niach. Uniósł głowę do­pie­ro kiedy usły­szał od­głos otwie­ra­nych drzwi wej­ścio­wych.

Ka­ta­rzy­na z­mar­ła w mroku przed­sion­ka, bojąc się wstą­pić w plamę świa­tła, rzu­ca­ną na pod­ło­gę przez ku­chen­ną lampę.

 

Pomyślałam, o cholera, ale rozpoczęcie! Ale potem zauważyłam, że to jednak “zamarła” ;D

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

To rzeczywiście byłoby ciekawe, uśmiercać główną bohaterkę na samym początku ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W pewnym momencie rozwoju, w tej naszej pisaninie, trudno wskazywać jakiekolwiek usterki, można się jedynie podzielić wrażeniami. Twój styl mnie nie mierzi, ale i mnie nie zachwyca. To już któryś Twój tekst, który przeczytałem i w każdym z nich drażniła mnie pewna sterylność w narracji, w dialogach. Stylizujesz fajnie, ale nie dajesz się wyrwać takiej poprawności w pisaniu, a samą poprawnością trudno przykuć moją uwagę. Odniosłem wrażenie, jakbyś za bardzo traktowała pisanie jako rzemiosło, a za mało jako środek do przekazywania emocji, może poglądów, może jakichś idei. I nie wiem co Ci na to poradzić, Joseheim, bo jak już wspomniałem, na pewnym poziomie można się jedynie dzielić wrażeniami. :<

Na styl jednak łatwo przymknąć oko, gdy fabuła nadrabia. I chociaż zaczęłaś ciekawie, to z każdym akapitem widziałem powielanie szablonu, by dostać ostatecznie oklepany schemat sielanka-zdrada-pakt-zemsta. Jeśli miałbym sugerować, dlaczego nie powiodło się w konkursie “Dobro złem czyń”, to przede wszystkim ja tutaj nie widzę żadnego dobra, przynajmniej w działaniach Katarzyny. Bo że ojciec dla jej dobra ją więził to oczywiste i jak mówiłem, spodobał mi się ten wątek we wstępie. Ale Katarzyna zaczęła się bawić w rujnowanie życia mężczyznom, co w przypadku przynajmniej jednego doprowadziło do śmierci – gdzie tu dobro? Czy chucią pałają tylko mężczyźni, a kobiety które oddawały im się bez namysłu były bez winy? Trochę seksistowski wydźwięk, jak dla mnie.

Klamra końcówki z tytułem wyszła faktycznie mocna. Myślę, że gdyby odbierać opowiadanie pozakonkursowo, wybrzmiewałaby nawet mocniej. Natomiast najlepszy z tego wszystkiego był dla mnie ojciec. Taki prawdziwy, z krwi i kości mi się wydał.

 

Edytka: Jeszcze fascynuje mnie, dlaczego bohaterka zaganiała gęsi pod las – żeby lisom sprawę ułatwić? :p

 

@MrBrightside – najwyraźniej na tym polega mój problem, że ja wcale nie chcę przekazywać żadnych idei… Ja chcę opowiedzieć daną historię. Historie w mojej głowie są różne i zdaję sobie sprawę z tego, że część – na przykład ta – jest bardzo prosta. Niemniej opowiadania traktuję raczej jako wprawki, a nie cel sam w sobie, więc mam nadzieję, że czegoś się jednak na nich nauczę i jeśli dane mi będzie kiedyś pokazać światu jakąś dłuższą formę, będzie te pobrane wcześniej lekce widać ;)

Co do “sterylności” – zdaje się, że poza Przemkiem czytałeś tylko mój “Mróz” i “Miej serce”, a oba te opowiadania są dość specyficzne. “Mróz” starałam się utrzymać w konwencji baśni, a “Miej serce”… no, też jest inne niż reszta moich tekstów, większość czytelników to potwierdza. Tu z kolei starałam się utrzymać stylizację i “wiejskie” klimaty… Także to na pewno dla Ciebie żadna reklama ani zachęta, ale wydaje mi się, że zwykle piszę trochę inaczej. W sensie opowiadaniach dziejących się współcześnie, gdzie jest więcej akcji… Ale może się mylę. Tak tylko się zastanowiłam nad tą “sterylnością”.

Myślę, że co do “Dobra” masz zupełną rację. Jak się choć odrobinę zastanowić, to tego dobra tu za wiele nie ma. A tak generalnie to ciekawe, że uznałeś wątek karania tylko mężczyzn za seksistowski ;D No ale co, Katarzyna to nie Batman, nie będzie karała wszystkich jak leci, tylko tych, których nie lubi, czyli facetów którzy przelecieli za wiele dziewczyn ; p

Fajnie, że chociaż klamra wyszła i że ojciec przypadł do gustu. Ale, ale, jesteś pierwszym, który woli jakąś inną postać bardziej niż diabła! Jakże niestandardowo!

No wiesz, nawiasem mówiąc nie masz powodu odbierać opowiadania “konkursowo”, bo ono stricte na konkurs nie zostało napisane. Znaczy powstało w podobnym czasie i uznałam, że skoro już takie mam, to spróbuję i wyślę.

 

To zaganianie pod las wzięłam… w sumie to nie wiem skąd, ale gdzieś o tym musiałam przeczytać ; /

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czyli mówisz, że trafiam na niewłaściwe teksty? Może być i tak. Jeśli polecisz mi jakiś swój niespecyficzny tekst, to obiecuję dodać go do kolejki i w bliższej lub dalszej przyszłości się z nim zmierzyć. ;)

Co do seksizmu – tak, uznaję postawę Katarzyny za taką. Wzięła na cel wyłącznie mężczyzn, choć narrator gdzieś jednoznacznie sugerował, że żonate kobiety oglądały się za Zbyszkiem, “a kto wie czy nie coś więcej”. Jednak nie mnie oceniać, czy większa przewina jest zdradzającej męża kobiety, czy wyrywającego młódki po wsiach nastolatka. :p

Diabeł mnie tu nie oczarował, bo taki standardowy jest mimo wszystko. To wybrzydzanie z początku, choć ciekawe, jednak nijak się nie rozwinęło. Za to Maciej to autentyczny kawał chłopa, do tego z uczuciami – no cud, miód i orzeszki jaki on cudny! :D

A więc Kaśka zachowuje się seksistowsko, karząc tylko facetów, a Tobie podoba się Maciej, bo taki cudny? ;P

 

Sama nie wiem, boję się, że jak wskażę któryś tekst to i tak Ci się nie spodoba ;) Ale niech będzie – jakby Ci się kiedyś nudziło, sięgnij może po “Interes”. To klasyczne fantasy o zabijaniu potworów, więc jeśli nie lubisz klimatu, to nie trać czasu, ale wydaje mi się, że tego opowiadania sterylnym byś nie nazwał. Oczywiście możesz je nazwać do bólu sztampowym, ale to inna kwestia ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Podoba mi się Maciej jako fajnie skonstruowana postać. Sugerujesz, że też jest seksistą? Bo co, bo dba o córkę w najlepszy sposób, jaki potrafi? Cmon.

Natomiast jestem trochę zdezorientowany. Przejrzałem komentarze pod Przemkiem i parę osób narzekało na sztampę, więc czemu polecasz kolejną sztampę? XD

I jeszcze: opowiadania jako wprawki, jasne. Ale nie obawiasz się, że jeśli wprawisz się w pisaniu prostych historyjek niosących za sobą w sumie niewiele, trudno będzie Ci oderwać się od takiej koncepcji przy dłuższej formie?

Ależ MrBrightsidzie, żartowałam tylko!

 

Polecam opowiadanie, które uważam za “nie-sterylne”, bo o tym mówiliśmy. Ostrzegam tylko, że zostało odebrane przez większość czytelników jako klasyczne “zabijmy potwora”. Nie chcę, żebyś tracił czas, jeśli czegoś takiego nie lubisz. Ogólnie zresztą nie ma obowiązku czytać, tak że ten tego, nie zmuszaj się ;)

 

Nie, zdecydowanie nie obawiam się czegoś takiego. Bo na opowiadania może miewam pomysły proste, ale coś, o czym myślę jako o dłuższej formie zawsze jest siłą rzeczy bardziej skomplikowane i bardziej rozwinięte. Oczywiście nie jestem obiektywna w stosunku do własnych pomysłów, ale nie jestem też idiotką – przecież z pomysłu na Przemka nie wycisnęłoby się więcej niż te kilkadziesiąt tysięcy znaków. Jeśli planuję coś na więcej znaków, to dlatego, że wiem, że zwyczajnie w krótkiej formie bym się nie zmieściła, bo ma za dużo elementów… Rzecz jasna mogę się mylić i napisać 500.000 znaków o niczym. Czas pokaże ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nowa Fantastyka