- Opowiadanie: Akanir89 - Hot dog, który był ironiczną apoteozą konsumpcjonizmu

Hot dog, który był ironiczną apoteozą konsumpcjonizmu

Siema, witam, jak zdrowie?

Robi się poważnie. Koniec jest bliski. 

“Spread the word and non-gluten-free mustard”.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

UżytkownicyI, Użytkownicy II

Oceny

Hot dog, który był ironiczną apoteozą konsumpcjonizmu

Niedaleka przyszłość

 

Inny przykład krucjaty? Okej. Na przykład to: idę do galerii sztuki nowoczesnej. Mam na sobie przebranie. Sztuczne wąsy i okulary zerówki. Tak jest teraz modnie. Mieszam się z tłumem, mieszam się z błotem. Dziś premiera.

Udaję, że oglądam. I żałuję. Żałuję, że wziąłem zerówki. Mogłem ubrać takie przyciemnione, przez które nie przejdzie żaden foton, żebym nie musiał oglądać tego gówna. Ale nie ubrałem. Mam zerówki. Modne zerówki. I udaję. Próbuję prześlizgnąć się wzrokiem i patrzyć pomiędzy dziełami. Patrzę na ścianę. Patrzę na kontakt. Patrzę na tabliczkę „WYJŚCIE EWAKUACYJNE”. Kurwa. To też jest sztuka. Nawet podpisane: Ksawery Wanus. Tak może się nazywać tylko jakiś pedał.

Wchodzę na piętro. Tam jest cel. Kręcę się, kręcę, próbuję nie patrzyć. W końcu mimochodem przystaję w pobliżu. Cel dopiero się przygotowuje. Ma na sobie jedynie slipki i właśnie zaczyna smarować się bezglutenową musztardą. Obok sterczą dwie jasnobrązowe bryły.

– Czy to już? – pytam mężczyzny, który smaruje się musztardą. – Czy to już performance? Czy już po?  

Marian Apud obrzuca krytycznym spojrzeniem moje zerówki i sztuczne wąsy.

– Będzie ogłoszone, kiedy się zacznie – burczy, jak postpeerelowski ursus, brum, brum.

– To pan magister Marian Apud – odzywa się jedna z brył.

– Jest gwiazdą wieczoru – dodaje druga bryła.

Patrzę to na jedną, to na drugą, to na musztardę. Nagle rozumiem. To dwie feministki w obcisłych strojach barwy przypieczonej bułki. Gdzieś między zwałami tłuszczu staram się dostrzec oczy, twarz, człowieczeństwo.

– Magister? – pytam.

– Pan Marian skończył Akademię Sztuk Pięknych – odpowiadają jednocześnie bryły-feministki.

Kiwam z uznaniem głową. Magister to nie byle jaki tytuł. Mam przeczucie: to będzie mocne.

Marian Apud dalej smaruje się bezglutenową musztardą. Jego asystentki wynurzają z odmętów swojego ciała kończyny i zaczynają się rozciągać. Ludzie powoli ustawiają się w półkolu. Patrzę na zegarek. Wszystko idzie zgodnie z planem.

Kwadrans po dziewiątej przedstawienie jest gotowe do startu. Feministki rozgrzane jak ciepłe bułeczki. Magister Marian nasmarowany musztardą. Na sali czuć atmosferę podniecenia. Przed półkole wychodzi kurator i wygłasza przemówienie. A ja żałuję. Żałuję, że nie wziąłem stoperów, by nie słyszeć tego gówna.

– Proszę państwa – kończy kurator – oto „Hot-dog, czyli ironiczna apoteoza konsumpcjonizmu”!

Jest równo dwudziesta pierwsza dwadzieścia jeden, jak przystało na sztukę dotyczącą dwudziestego pierwszego wieku. Jedna z feministek zwala się na podłogę jak kłoda. Od wstrząsu aż mi się wąs odkleja, ale nikt nie zwraca na to uwagi. Marian Apud przewraca się na bryłę barwy bułki. A na koniec przykrywa ich cielsko drugiej feministki. Oto ludzki hot-dog. Potępienie globalnej nieczułości. Kontestacja przestarzałego antropocentryzmu. Cena zabitych dla futer fok. Prolog kulturowej ekstynkcji i artystycznej re-degeneracji.

Ludzie biją brawo.

Wtedy wkraczają nasi. Wszyscy przebrani za warzywa, owoce i bezlaktozowe mleko. Przytulają się do przerażonej widowni, wskakują ludziom na ręce, szepczą „jedzcie nas, jedzcie nas”. Teraz czas na mnie. Nie na darmo się poświęcałem. Nie na darmo patrzyłem na sztukę nowoczesną. Nie na darmo zmieszałem się z błotem i zaryzykowałem utratę zdrowych zmysłów. Podchodzę do kuratora i wyrywam mu z rąk mikrofon.

– Proszę zachować spokój! – krzyczę histerycznie. – To wszystko performance. Nosi tytuł „Rośliny: nasi bracia-męczennicy”. Proszę o spokój!

– To nieprawda – drze się kurator i próbuje odebrać mi mikrofon.

Przysuwam mu, ale tak zdrowo. Facet leci w tył, prosto na feministki i Mariana, którzy nie potrafią się podnieść. Uderza w nich. Hot-dog się rozpierdala.

– To jest sztuka! – wrzeszczę.

I w pewnym momencie ktoś zaczyna bić brawo. Pozostali ludzie wtórują. Podludzie też. Owacje są większe niż wcześniej, przy uformowaniu hot-doga. Uświadamiam sobie, że aplauz zapoczątkowali członkowie naszej mięsnej krucjaty.

– Kto jest autorem? – ryczy ktoś z tłumu.

– Genialne! Przewrotne!

– Jebać gluten!

– Twoja matka karmiła cię sojowym mlekiem!

I nagle całe to lewackie, wegańskie, nowoczesne tałatajstwo odzyskuje siły i uderza na nas.

I walczymy.

Krew bryzga, kiedy feministki rzucają się na przebranych za warzywa młodych chłopców. Z kalafiora wyciekają flaki. Reagujemy i wyciągamy noże rzeźnickie. To coś, co lubimy – masakra. To coś, w czym jesteśmy dobrzy – rzeź. Krew się leje. Słychać chrzęst miażdżonych zerówek i trzask łamanych piszczeli. Burak szuka swojej urwanej ręki. Kurator wyciąga spod marynarki nunczako i szarżuje na bezlaktozowe mleko. W całym tym szale ktoś przedziera się do mikrofonu, który upuściłem, by zajebać człowieka, który – mam nadzieję – jest Ksawerym Wanusem. Tamten ktoś bierze mikrofon, mówi „raz, raz”, a potem zaczyna improwizować:

– To jest, kurwa, sztuka! Każdy błądzi, każdy szuka. Wszystko po to, by poruchać!

To jakiś mickiewiczopodobny poeta, tyle że niedorozwinięty. Znaczy – raper.

– Co to za chujowe czasy, kiedy ludzie nie chcą jeść kiełbasy, a wkoło i tak same grubasy!

Walczymy. Kto wygra, do tego będzie należeć dwudziesty pierwszy wiek. Zdobędziemy go krwią. Do wtóru improwizacji rapera.

Przez aromat wyprutych flaków przedziera się inny zapach. To bezglutenowa musztarda. Odwracam się. Za mną stoi Marian Apud. Dzierży maczetę. Szybko podnoszę z podłogi jakiegoś zagubionego bejsbola. Tymczasem Marian cedzi przez zęby:

– Wiedziałem, że ten wąs jest sztuczny.

Atakuje. Walczymy. Krwawimy. To jest sztuka. To jest Sparta. To jest Arka Gdynia Kurwa Świnia. 

Koniec

Komentarze

Za dużo absurdu jak dla mnie. Chyba domyślam się przesłania, ale miałem wrażenie podglądania jakiegoś wariata podczas ataku. Czytałem z chorą fascynacją i wrzutem sumienia, że nie powinienem.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Niby ilość absurdu przekroczyła wszelkie normy. Niby nie ruszają mnie wulgaryzmy. Niby jestem ponad taki humor.

Ale, kurcze, śmiałem się jak głupi. Nie wiem, nie umiem powiedzieć czemu. Opis sztuki, opis kontrmanifestacji, przeklinanie narratora – wszystko zagrało. No masz szczęście, trafiłeś w moment jakiejś takiej mojej głupawki :)

To jest Arka Gdynia Kurwa Świnia. 

Lechia Gdańsk pozdrawia :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Akanirze, dlaczego to uczyniłeś… Tak chciałbym napisać pierwszy raz na tym forum, że tekst jest fenomenalny, ale nie mogę! Nie mogę, gdyż wciągnąłeś tasaki i maczety. Dlaczego nie poprzestałeś na szarpaninie? Która byłaby nieporadna, jak całkiem spora część nowoczesnej sztuki? Czyż to nie byłby piękny finał tego świetnego tekstu?

Tym razem drodzy przedmówcy, to nie jest tekst absurdu, to jest opinia Autora i jego osobiste zdanie o dzisiejszej sztuce. Tak przynajmniej ja to odbieram i podpisuję się pod tym.

W oparach absurdu uleciał mi gdzieś sens tego szorta. Do czasu nawalanki było całkiem zabawnie, ale potem… za duży chaos. :p

Darcon ma rację pisząc, że: ”to nie jest tekst absurdu, to jest opinia Autora (…) o dzisiejszej sztuce”. Też tak to odbieram i też się przyłączam. I, być może dlatego, wcale się nie śmiałem jak głupi, choć chyba chciałbym.

Coś jest ze mną bardzo nie tak, skoro tekst nie był dla mnie absurdalny. Był raczej kwintesencją sztuki nowoczesnej, choć raczej smucił, niż bawił. Choć w kilku miejscach miałam poczucie, że ich jedynym celem jest oburzenie kogoś nieco na siłę – ale to może zboczenie wynikłe z nadmiaru czasu spędzonego w internecie.

Za to zakończenie mnie też rozczarowało. Nawet nie ten moment o maczetach, ale sama końcówka. Liczyłam jednak na coś więcej.

Mimo użytej formy uważam, że ten tekst jest najbardziej poważny z dotychczas opublikowanych przez Autora na tym portalu. Nie nazwał bym tego jednak opowiadaniem, a zbeletryzowanym lekko felietonem smiley

Dzieje się, oj, dzieje… Jednego zabrakło – teksańskiej piły mechanicznej. Szkoda.

Pozdrówka.

Mnie tam absurd nie przytłoczył, przesłanie chyba zrozumiałem. Podobała mi się wartka akcja, humor też jest, chociaż w mniejszych dawkach niż poprzednio :) 

Pozostali ludzie wtórują. Podludzie też.

Nietzsche jest dumny ;)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dobre. Absurdalne, ale nie za bardzo. Zabawne, ale nie na siłę. Niezłe przesłanie. Odejście od poprzedniej konwencji, nutka czegoś nowego.

Polecam i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Mieszam się z tłumem, mieszam się z błotem.

Miało być zabawnie, a wyszło głęboko. Jakoś tak się przy tym zamyśliłam :D

 

Jest równo dwudziesta pierwsza dwadzieścia jeden, jak przystało na sztukę dotyczącą dwudziestego pierwszego wieku.

 

– To jest, kurwa, sztuka! Każdy błądzi, każdy szuka. Wszystko po to, by poruchać!

To jakiś mickiewiczopodobny poeta, tyle że niedorozwinięty. Znaczy – raper.

W ogóle to było jeszcze sporo zabawnych fragmentów, ale w większości dotyczył feministek, więc co ja tu będę się narażać :D Generalnie to mi się podobało. Że absurdalnie wiadomo, bo to Twój tekst :) Ale to pierwszy Twój tekst, pod którym aż tak zebrało mi się na myślenie. I to takie w czarnych musztardowych barwach ;)

 

To jest Arka Gdynia Kurwa Świnia.

Lechia Gdańsk … szajs. Nie no, żartuję, Gdańsk pozdrawia ;)

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

Witaj Akanirze!

Absurd Cię widzę trzyma, ale to dobrze :)

Tym razem jednak nie było dla mnie śmiesznie. Podpisuję się pod zdaniem poprzedników. Nie wiem, czy umyślnie, czy nie, ale stworzyłeś szorta refleksyjnego! Niektóre Twoje fragmenty zatrzymują na dłużej…

Co do przesłania, to ma ono sens i być może (choć nie w takiej formie…) się ziści. Nieraz poruszano w sztuce podobne kwestie, ale dzięki Twojemu stylowi nabrały one nowego wydźwięku. Dobrze działa tu Narrator – człowiek raczej prosty i wulgarny, ale wydaje się bardziej cywilizowany od reprezentantów “wyższej sztuki”…

 

Pozdrawiam serdecznie!

Tak często używam tego zdania, że napiszę je z góry: "Staram się jak mogę!"

Dziękuję. Jest jeszcze nadzieja. 

A jak zdrowie? 

Na zdrowie.

:D

 

Żeby nie było, że komentarz niekonstruktywny to dodam, że po lekturze trochę gorzej przez te smętne rozważania ;D

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

Nawet myśl o nich zatruwa nam życie. Jakby nie wystarczyło, że istnieją. 

Na zdrowie.

Gdybym dostawała za każdą smętną myśl złotówkę, to byłabym taka bogata, że nie musiałabym mieć już więcej żadnych smętnych myśli. I z czego ja bym wtedy żyła… :D

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

A dziękuję, że pytasz! Dobrze, dobrze, wszak lato już wygląda za oknem. Jak tu być chorym w takiej scenerii? :)

Tak często używam tego zdania, że napiszę je z góry: "Staram się jak mogę!"

Zgadzam się z opinią na temat współczesnej sztuki.

Ale uważam, że warzywka nie powinny ciąć nożami. Pnączami wiązać! Konopnymi linami, sznurami z bawełny… Garotować w ostateczności. ;-)

Fakt, absurdu sporo.

Mogłem ubrać takie przyciemnione, przez które nie przejdzie żaden foton,

Okularów się nie ubiera. Ani żadnych ubrań.

Babska logika rządzi!

Dzięki za wsparcie. 

Ubrań się nie ubiera, mówisz? Przyjrzyj się.

Te bluzy wyglądają na ubrane w kurtki. Dalej jesteś pewna, że ubrań się nie ubiera? 

Na zdrowie.

Owww, pozamiatane!!!

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Fala uderzeniowa tej riposty obiegła z siedem razy Ziemię! Walnęło mocniej niż Car Bomba :)

Tak często używam tego zdania, że napiszę je z góry: "Staram się jak mogę!"

:-D

OK – przyznaję. Ubrania można ubrać w inne ubrania. Ale to patologia jakaś jest i żaden człowiek nie robi tego z własnej woli. Nawet małe dzieci wiedzą, że lepiej ubierać chociaż lalki. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale to patologia jakaś jest i żaden człowiek nie robi tego z własnej woli.

Nie zgodzę się, Finklo.

Za przykład wystarczy podać podróżników, którzy celem zaoszczędzenia pieniędzy wybierają lot samolotem z samym tylko bagażem podręcznym, zaś nadmiar odzieży… Mają na sobie. Najpierw zakładają koszulę, a później ubierają ją w bluzę, kurtkę itd… ;D

 

Sam szort – zbyt abstrakcyjny dla mnie. Być może, gdybym się zastanowił, przemyślał część spraw… no, ale nie chce mi się :D

Czytało się w każdym razie dobrze :)

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

O nie, Hrabio! Ubrania mają na sobie. Czyli ubrali w nie siebie, a nie bieliznę.

Babska logika rządzi!

Stężenie absurdu odpowiednie do mocy, którą poraża współczesna sztuka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W moich oczach to realizm.

Chyba rzeczywiście się kończę, skoro “szort” nawet nie dostanie tego śmiesznego znaczka “OK/bib”, jak poprzednie.

Albo kończę się w waszych oczach. 

Dziękuję, że ze mną byliście.

Na zdrowie.

Nie patrz na to, czy kończysz się w czyiś oczach, czy nie. Choć wiem po sobie, że łatwiej doradzać, niż samemu robić. Niekoniecznie widzisz to tak, jak naprawdę jest. Kilka osób załapało realizm, choć faktycznie, jesteśmy w mniejszości. Nie tylko ty jesteś rozgoryczony tym co widzisz w sztuce, choć mój “ból” musi być mniejszy, gdyż sam nie sięgnąłbym po tasaki :)

Może trafiłeś w zły czas z tym tekstem, świat ciągle pędzi, może coraz szybciej i nie łatwo go zatrzymać chociaż na chwilę. Przeczytałem tutaj w chu… tekstów i na palcach mogę policzyć, które mną wstrząsnęły i zapadną w pamięci. Ten jest jednym z nich.

Autorze, jeśli dobrze odczytałem myśl nadrzędną, to celnie pokazałeś, co się dzieje, kiedy, cytując Goyę: "Gdy rozum śpi, budzą się upiory". Smuci ta scenka z dziejów "ludycznego" sprzeciwu przeciwko sztuce współczesnej i artystycznej wolności. Nie zabrakło często ostatnio używanych epitetów: "feministki", "postpeerelowski", "lewacki", "pedał" – symboli psucia języka jako gruntu pod eskalację nienawiści. Do tego finałowa scena bicia "wykolejeńców" – projekcja brutalnych fantazji każdego kto gardzi tymi, którzy odstają od tzw. normy lub ją otwarcie kontestują. Oczywiście, co znamienne i bardzo współczesne, napastnicy nie z podniesioną przyłbicą, lecz w przebraniu. Gorzkie przypomnienie dusznej atmosfery lat 30-tych XX wieku i gromów ciskanych wówczas przez faszystów jak i bolszewików na ówczesną sztukę awangardową. Jak łatwo zapomnieliśmy, że sztuka zawsze może stać się chłopcem do bicia, dziś znów wydanym na pastwę troglodytów. Co dzieje się potem, gdy "zgorszeni" nakładają mundurki i dostają do rąk broń, każdy z historii powinien pamiętać. To nie bliska przyszłość, lecz smutna teraźniejszość.

Przyczajony użyszkodnik

To wygląda na sensowny komentarz. Dziękuję. 

Na zdrowie.

przewraca się na bryłę barwy bułki

Już trzeci raz wspominasz o tej barwie bułki, trochę za dużo, może zamień na jakiś synonim?

I nagle całe to lewackie, wegańskie, nowoczesne tałatajstwo odzyskuje siły i uderza na nas.

Nie rozumiem tego przejścia, przecież przed chwilą bili brawo i im się podobało.

 

Wiedziałem, czego się po Twoim tekście spodziewać i dokładnie to dostałem, z jednej strony spoko, z drugiej, nie wnosi to żadnej nowej jakości, śmieszko-shorty, które mogłoby być copy-pastą. Zapowiadałem się, że jak będziesz ciągle w tym samym schemacie to mi się przestanie podobać a i tym razem jest jakoś mniej śmiesznie niż poprzednio.

Akanir89 skończył się na Kebabie!!!1

No nieźle.

Dziękuję. Przypomniałeś mi pewną sytuację. 

 

Pewnego wieczoru poszedłem na kebaba. Tam, gdzie ostatnio, bo tam mi smakował. Kupiłem, zjadłem, podszedłem do Turka i powiedziałem:

– Wiedziałem, czego się po Twojej potrawie spodziewać i dokładnie to dostałem, z jednej strony spoko, z drugiej, nie wnosi to żadnej nowej jakości, mięso w cieście, które mogłoby być fast foodem. Zapowiadałem się, że jak będziesz ciągle w tym samym schemacie to mi przestanie smakować a i tym razem jest jakoś mniej smacznie niż poprzednio. 

Odwróciłem się do klientów i krzyknąłem:

– Abdul skończył się na kebabie!!! Jeden! 

A wychodząc, mruknąłem pod wąsem:

– No nieźle.

 

Powaga, tak było. 

Na zdrowie.

Kebab był, hotdog był… To chyba kolej na pizzę! Może coś o mafii? ;-)

Babska logika rządzi!

Ale po co?

Piszę rozrywkowo. Mówią, że się powtarzam. Jakby to było łatwo napisać coś krótkiego, zabawnego i oryginalnego. Jakby 99% opowiadań nie powtarzało schematów i nie “wnosiło żadnej nowej jakości”. 

Co ja się będę narzucał z moimi egzotycznymi kebabami, jak oni i tak wolą prostackiego schabowego z kapustą? 

Na zdrowie.

Wiesz, chyba chodzi o to, że same schabowe albo same kebaby mogą się szybko znudzić. Trzeba się odżywiać w sposób urozmaicony. I trochę węglowodanów w bułce/ ziemniakach, i trochę witamin surówki/ kapusta, i trochę białka… A na podwieczorek kawałek ciasta, a na kolację twarożek… :-)

Babska logika rządzi!

Nie zjadłbym niczego w restauracji, w której dawaliby to wszystko. 

Na zdrowie.

Ale odwiedzałbyś ciągle tę samą? Bo ja bym testowała różne, najlepiej z odmiennymi kuchniami. I nigdy dwa razy z rzędu do jednej. :-)

Babska logika rządzi!

Nie. A czy ktoś tutaj czyta tylko mnie?

Na zdrowie.

OK. Uznaję argument. No to kolejny stopień zróżnicowania: w tych różnych knajpach zamawiałabym różne rzeczy. Jeśli w polskiej w poniedziałek był barszczyk, to we wtorek w ukraińskiej już barszczu nie wezmę, ale może pierogi… Jeśli ostatnio w meksykańskiej była fajita, to tym razem może tacos albo zupa paprykowa…

Babska logika rządzi!

Finklo, ale przecież dostajesz różne rzeczy… Zarówno Kebab jak i powyższy tekst są opinią, manifestacją poglądów. Tak to odebrałem, jako czytelnik.

W Kebabie Autor naśmiewa się z obrońców praw zwierząt i wegetarian, jakby człowiek nie rąbał mięsa od zarania dziejów. Tutaj z pseudo artystów i performsrerów, którzy malują na żywo, zamykają się w galeriach na tydzień, gdzie można ich obserwować, a za chwilę zaczną srać w przeźroczyste muszle na postumencie. Czy każdy z nas we własnych opowiadaniach nie wyraża własnych opinii, dylematów czy empatii? Czy każdy z nas nie ma własnego stylu? Ma go i Akanir, charakterystyczny i być może kontrowersyjny. Ale krzywdzące jest mówienie, że każdy tekst jest taki sam. Ma ten sam styl, ale jest o zupełnie różnych sprawach.

Mam wrażenie, że część z was “przeleciała” tekst jak tanią dziwkę i wypowiada się w roli ekspertów od prostytucji.

OK, poglądy dotyczą różnych spraw. Ale cała reszta wydaje mi się podobna. Wyrażam swoją opinię, że może warto spróbować poeksperymentować i zobaczyć, co z tego wyjdzie. A może poszło o to, że nie przepadam za absurdem?

Babska logika rządzi!

Darcon. Dziękuję. 

Każdy pionier ma pod górkę, więc słowa zrozumienia są pokrzepiające. 

Na zdrowie.

Mi się ten tekst podobał. Odczytuje to jako wątek dyskusji nad sztuką nowoczesną, a w zasadzie jej całkowitą nijakością, która idzie jedynie na szokowanie i podążanie z poprawnie politycznymi dogmatami. Bardzo lubię, gdy absurd stara się zmusić do jakieś refleksji. Tutaj wyszło to fajnie, a przy okazji pośmiałem się w kilku miejscach.

 

Zarzuty do eksploatacji weganizmu mają sens, bo w sumie w kebabie to miało sens. Tutaj bardziej wygląda to jakby autor bardzo nie lubił wegan i szukał tylko pretekstu, by znowu o nich napisać. A przecież tego hotdoga i warzywa można znaleźć miliony innych rzeczy, aby sparodiować sztukę nowoczesną.

 

W sumie zgłosze ten tekst do biblioteki. Chyba mogę? :)

Ja pozwalam. Możesz zgłosić. 

Dzięki za wsparcie. 

Na zdrowie.

@OneTwo

Cytując: “Mi się ten tekst podobał. Odczytuje to jako wątek dyskusji nad sztuką nowoczesną, a w zasadzie jej całkowitą nijakością, która idzie jedynie na szokowanie i podążanie z poprawnie politycznymi dogmatami.”

Wygłaszanie ex catedra tak stanowczych opinii powinno obligować do posiadania dogłębnej wiedzy z zakresu omawianego tematu (a przynajmniej wypadałoby ją posiadać, by nie wyglądać na osobę typu "nie znam się, ale się wypowiem"). Ciekaw jestem zatem nazwisk artystów i tytułów ich prac lub działań performatywnych oraz powodów dla których uznajesz je za “całkowicie nijakie. Wyjaśnij także jak coś może “iść jedynie na szokowanie”, pozostając zarazem w zgodzie z “poprawnie politycznymi dogmatami”? Może warto tu przypomnieć, że miłośnicy science fiction oraz jej autorzy (przynajmniej niektórzy) jadą i często jechali na jednym wózku ze sztuką współczesną. Literatura science fiction także trafiała na indeksy dzieł zakazanych w państwach totalitarnych/wyznaniowych, które jak wiadomo, odrzucają “poprawnie polityczne dogmaty” takie jak swoboda wypowiedzi czy wolność artystyczna. Przykład? "451 stopni Fahrenheita".  

Przyczajony użyszkodnik

Hmmm. Lubię SF, ale chyba nie bardzo chcę być na jednym wózku ze sztuką współczesną. Fantastyka może po prostu bawić, może ostrzegać, pokazując, w jakim kierunku zmierza świat, może pokazywać wyobraźnię twórcy ukierunkowaną na budowanie świata.

A co robi rzeźba nieodróżnialna od treblinek do kombajnów albo malowanie na obrazie kolejnych liczb naturalnych?

Babska logika rządzi!

@Finkla

Sztuka współczesna mówi o tych samych rzeczach, które wymieniłaś w odniesieniu do “saj faj”, choć przekazuje je innymi środkami wyrazu. 

Co do przykładów to punkt za Opałkę.

To ceniony na całym świecie, nieżyjący już niestety strukturalista, autor sztuki wanitatywnej, czyli takiej, która przypomina o upływie czasu i naszej wobec niego znikomości. Ciekawostka: On nie tylko te coraz dłuższe liczby zapisywał na płótnie, ale też nagrywał je na dyktafonie.  

Z treblinkami do kombajnu niestety kulą w płot – to przykład podobnych, “ludycznych” śmichów-chichów ze sztuki współczesnej jak w omawianym tekście Akanira 89, użyty w filmie "Nie lubię poniedziałku” z 1971 roku, (Skądinąd ciekawa, zabawna, propagandowa pocztówka Warszawy ery wczesnego Gierka, inspirowana formalnie m.in. filmem "Playtime" Jacquesa Tati. ). Żart ten porusza jednak ciekawy temat obiektów wytworzonych przez przemysł, które stały się następnie dziełami sztuki. Tu polecam postać Marcela Duchampa i jego "Fontannę", zaprezentowaną dokładnie sto lat temu.

Przyczajony użyszkodnik

Czy Ty tworzysz sztukę współczesną? 

Na zdrowie.

Wiem, że treblinki są z filmu. Ale chyba reżyser sam tego nie wymyślił? Po prostu ta forma sztuki tak do mnie nie trafia, że zapominam, jeszcze zanim zdążę odwrócić wzrok. Ale chyba były różne dziwne rzeczy od ekskrementów do martwych zwierząt.

Liczby i upływ czasu. Nie prościej było namalować zegarek? Już w szkole doszłam do wniosku, że jeśli poeta/ artysta/ ktokolwiek nie chce mi powiedzieć, co miał na myśli, to widocznie nie ma nic ciekawego do przekazania albo wcale mu nie zależy na odbiorcach lub rozprzestrzenianiu komunikatu. No to czym się mam przejmować?

A taki Zajdel czy Lem pisali dla mnie. :-)

Babska logika rządzi!

@Akanir89

Nie wiem czy tworzę – niech oceniają to odbiorcy, byle surowo :-) Na pewno staram się sztuką współczesną interesować. Skąd takie pytanie?

 

@Finkla

Racja, nikt nie namawia żebyś się zaczęła przejmować Romanem Opałką, Damienem Hirstem (to ten gagatek od rekinów i krów w formalinie), czy Mariną Abramović  :-) Obcowanie ze sztuką to zawsze sprawa dobrowolna, a jej odbiór subiektywny i oby tak zostało :-) Jeśli odważysz się jednak kiedyś opuścić na ogół bezpieczne terytoria sztuki figuratywnej, jako przewodnik polecam książkę "Granica współczesności 1909-1925". 

Przyczajony użyszkodnik

Autorze drogi, nie podobało mi się ani trochę. IMO infantylnie podciągasz pod absurd głupawy sraczkomedialny (tak nazywam kanały/radia/strony dla idiotów) przekaz o sztuce, o dietach, o feministkach; IMO takie media głównie topią się w fekaliach i nimi też rzucają, i niestety poczułam, jakbym rykoszetem dostała takim pociskiem poprzez kontakt z twoim tekstem.

Sztuka współczesna bywa oszałamiająca i refleksyjna. Widziałam rzeczy, które do teraz sprawiają, że z przejęcia drżą mi ręce. Takie żarty z feministek, sorry, nie śmieszą mnie (a jest sporo śmieszkowych dla mnie), i w ogóle nie obchodzi mnie, czy ktoś rzuci nieśmiertelny DYSTANS. Żarty z diet i wszystkiego pozostałego też nie bardzo, bo po prostu nie odebrałam ich jako inteligentnych. Twój twór to jest IMO właśnie taka "sztuka nowoczesna”, którą piętnujesz, i żałuję, że mam te cholerne zerówki na nosie ;)

Niestety, fantastyki w tym opowiadaniu nie uraczyłam. W ogóle, niczego tu nie uraczyłam, poza podejrzaną wonią. Ostatnio trafił mnie gołąb i czułam się podobnie.

Powiedzcie, że nie zrozumiałam wielkiej sztuki, absurdu albo niewinnego żarciku. Połechtacie mnie, bo jestem z tego dumna. Zresztą, nie musicie nic mówić, bo i tak do opka nie wrócę. Za dużo tych gołębi ostatnio. Ale nie zniechęcam się! Zapominam, jaki tutaj nick się kryje. O, już nie pamiętam.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nikt nic nie powiedział.

Dziękuję za komentarz.  

Na zdrowie.

Nowa Fantastyka
Patronujemy