- Opowiadanie: cybersg - Pomyślenie

Pomyślenie

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Pomyślenie

Gdy wracał do domu była już noc. Czerwony księżyc wznosił się ponad błyskającymi wielobarwną paletą świateł, szarymi budynkami. Światła miasta oplatały gęstą siecią czarną pustkę nieba. Całość przypominała holograficzne animacje, które z każdej strony atakowały przemierzających wielopoziomowe ulice ludzi, kusząc rozmaitymi ofertami. Ben, jednakże nie potrafił skierować swojego wzroku na żadną z nich. Jego głowę zaprzątała jedna, pojawiająca się w dziesiątkach konfiguracji myśl. Nawet nacierający wprost na niego leprechaun, reklamujący nowy zestaw do identyfikacji, nie był w stanie zawrócić umysłu Bena ze ścieżki, którą wędrował. Ben nie potrafił odróżnić realnych postaci od projekcji. Dla niego całe to przedstawienie nie miało dziś żadnego znaczenia. Był pewien tylko jednego, Tuż po tym jak zapadł zmrok i miasto rozbłysło miliardem świateł zdradził swoją żonę.

 

Jeszcze kilka godzin temu doskonale wiedział co robi. Gdyby ktoś zapytał go dokąd idzie z tą kobietą, nie opuściłby wzroku. Nie zmieszałby się gdyby spotkał kogoś znajomego, tylko wymyśliłby szybko jakąś zręczną wymówkę. Obecnie pozostało tylko marne wspomnienie Bena sprzed kilku godzin. Jednocześnie znikał słodki zapach Elle, o której to Ben rozmyślał przez resztę drogi do domu.

 

Z bólem serca połknął pigułkę z blokadą. Jego mieszkanie było jedynym miejscem, w którym sieć działała w trybie zaufanym. Jego profil zostałby automatycznie zaktualizowany w momencie, w którym znalazłby się w zasięgu domowej sieci. Blokada miała wartość jego półrocznych zarobków. Ben nosił ją zawsze przy sobie, aby móc z niej skorzystać w nagłym wypadku. Nie wiedział w jaki sposób mógłby dostać się do domu, jednocześnie zachowując dla siebie wydarzenia dzisiejszego popołudnia. Był pewien, że kocha Martę i postanowił za wszelką cenę ukryć swoją zdradę. Jednakże każda, nawet niewielka czy subtelna myśl o żonie znikała wraz z huraganowym nadejściem wspomnień o Elle. Jaskrawe i wyraźne uderzały w Bena bez ostrzeżenia raz krótkie, niemalże ogłuszające, a raz powoli i cierpliwie zalewające wszystkie jego myśli.

 

W końcu dotarł do swojego apartamentowca, gdzie jak zwykle w oddali rozlegał się odgłos podmiejskiej kolejki. Tym razem Ben nie był w stanie określić, z którego poziomu miasta ów odgłos dobiega. Wszedł do mieszkania, a jedynym pocieszeniem był fakt, że było ono puste. Marta wróci dopiero jutro, co dawało Benowi kilkanaście godzin na zastanowienie się co dalej. Siedział w fotelu wsłuchując się w szum automatu sprzątającego, który uruchomił nie mogąc znieść ciszy. Krzątający się robot rozpraszał jego uwagę, toteż Ben nie myślał o decyzjach, które nieuchronnie będzie zmuszony podjąć.

 

Obudził go sygnał telefonu. Za pierwszym razem zignorował go, jednak po chwili w mieszkaniu ponownie rozległy się dźwięki arii z Don Giovanniego. Ben wyłączył transmisję wideo, odchrząknął, po czym odebrał połączenie. Dzwoniła Elle. Chciała się z nim spotkać jak najszybciej. Nie sprawiała wrażenia, że podziela jego rozterki. Nie dostrzegła w jego głosie przygnębienia, co wprawiło Bena w zły nastrój. Zresztą, znając ją, nie powinien się dziwić, że zwyczajnie przeszła nad niedawnymi wydarzeniami do porządku dziennego. Jej podekscytowanie wynikało bardziej z odkrycia, którego dokonała i którym chciała się z nim podzielić.

 

Zakończył rozmowę, po czym głośno zaklął, stwierdzając że przespał ponad dwie godziny. Czas działania blokady płynął nieubłaganie, on tymczasem nie zrobił nic, aby pozbyć się śladu swojej zdrady. Śladu, który niechybnie zostanie odkryty przez Synaps, gdy tylko Ben znajdzie się w obszarze jego działania.

 

Wybrał numer swojego przyjaciela Jana. Jan Monart pracował z razem z nim w dziale zajmującym się badaniem i poprawianiem wydajności systemu. Nieoficjalnie był także człowiekiem specjalizującym się w Imitacji. Zabieg ten był niczym innym jak oszukaniem algorytmów Synapsu, podstawieniem fałszywej tożsamości celem ukrycia prawdziwych myśli użytkownika. Ben uznał, że dwie godziny to aż nadto, aby wyjaśnić Elle jak dużym błędem była chwila namiętności, której oboje ulegli, dlatego też ustalił godzinę spotkania z Janem na drugą w nocy. W normalnych okolicznościach Jan zwymyślałby go za próbę odwiedzin o tej porze, jednak słysząc o Imitacji wiedział, że sprawa jest poważna.

 

Umył się, zjadł grzankę z serem, nie zwracając uwagi, że ten stracił termin przydatności do spożycia w ubiegłym tygodniu. Uwielbiał fakt, że jego żona, podobnie jak on, nie zaprzątała sobie głowy podobnymi drobiazgami. Wyszedł z mieszkania i tracąc cierpliwość w oczekiwaniu na windę zbiegł po schodach. Zamyślony podążył w kierunku stacji metra, po czym wsiadł do pociągu zmierzającego w kierunku centrum.

 

Dotarł tam ponad pół godziny przed czasem. Postanowił wstąpić do jednego ze swoich ulubionych barów zamawiając piwo. Wybrał jeden z droższych gatunków, z naturalnego chmielu, wypełnionego nanorobotami, które bombardując kubki smakowe sprawiały że początkowo słodkawy napój rozpływał się szeroką ale przyjemną skalą goryczy po podniebieniu i gardle.

 

– Jak zwykle przed czasem – zawołała ze śmiechem Elle, przysiadając się nagle do stolika.

 

– Co znaczy – jak zwykle? – uniósł się Ben, zaskoczony – Skąd niby wiesz, że nie lubię się spóźniać? Znamy się przecież zaledwie od wczoraj – dodał już ciszej.

 

– Spokojnie, chłopcze. – Elle nie przestawała się uśmiechać. – Ale ty jesteś porywczy. Zupełnie jak dziś, gdy się do mnie dobierałeś – musiałam cię przyhamować, żebyś zwolnił przed metą.

 

– Nie sądzę, ale dalej nie rozumiem – wtrącił Ben.

 

– Oglądałam twój profil w Synapsie…

 

– Zwariowałaś? – krzyknął – wiesz, że jestem żonaty!

 

– Napij się lepiej, po co się tak unosić? – kontynuowała z rozbawieniem Elle, co wyprowadziło Bena z równowagi. Miał ochotę wyjść, jednakże szeroki uśmiech i cudownie pomalowane, wpatrujące się w niego przenikliwie, oczy Elle trzymały go przykutego do krzesła. – Właśnie dlatego chciałam się z tobą spotkać. Synaps na mnie nie działa.

 

– Nie działa? – wydukał Ben. W tym momencie stracił nie tylko chęć do wyjścia, na krótką chwilę stracił też władzę w nogach. To, co usłyszał przeszyło go podniecającym ciepłem, gdy miliony neuronów w jego mózgu zostało pobudzonych przez pędzące impulsy elektryczne. Na moment zapomniał o Elle, skupiając wzrok na nienagannie gładkim, barwnie połyskującym blacie barowego stolika. Pociągając porządny łyk piwa, powrócił do rzeczywistości – Elle wpatrywała się w niego z uroczym zaciekawieniem.

 

– Jak miło widzieć cię tak słodko nieprzytomnego – wyszeptała. – Ale wróć już do mnie – dodała głośniej ale wciąż aksamitnie. – Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że nigdy wcześniej nie spotkałeś osoby odpornej, w końcu pracujesz dla wielkiego brata…

 

– Nie, nie spotkałem – odparł. – Odporni nie chcą się ujawniać, pewnie Jan… – urwał nagle, gryząc się w język.

 

– Jan? Któż to taki? Też jest odporny? – Elle pochwyciła jego wpadkę w okamgnieniu. – Jeżeli tak to koniecznie muszę go poznać. Może on będzie w stanie coś więcej na ten temat powiedzieć. Strasznie ciekawi mnie skąd się wzięliśmy – dokończyła wybuchając delikatnym śmiechem.

 

– Nie martw się, na pewno nie jesteście żadnymi mutantami. – dodał z umiarkowanym rozbawieniem Ben. W głębi duszy martwił się, że imię jego przyjaciela Jana padło w takim kontekście. Jan grał niejako na dwa fronty, a Ben doskonale wiedział jak niewielkie jest grono wtajemniczonych w jego "podziemną" działalność.

 

– Nie to mnie martwi, martwi mnie Synaps – odparła. – Wiesz… – nie chcę być kontrolowana na każdym kroku, chcę mieć wybór.

 

– Takie mamy czasy. Ale są również i dobre strony. Ludziom coraz trudniej jest kłamać. Chcesz żyć w świecie, w którym ludzie nieustannie cię okłamują?

 

– Ależ właśnie wtedy są prawdziwi! To właśnie czyni ich ludźmi – podniosła głos Elle, nie przestając uśmiechać się zalotnie. – Człowiek przecież kłamie z natury, a Synaps zmienia nas w jakieś roboty…

 

– Zbierające i przenoszące dane maszyny – wtrącił Ben. Nagle poczuł ukłucie lęku. Siedząca naprzeciw niego dziewczyna o fantazyjnie postrzępionych blond włosach, przenikliwym spojrzeniu i twarzy o klasycznych rysach zaczynała budzić w nim uczucie, którego nie potrafił zaakceptować. Z każdą mijającą sekundą, naturalna, fizyczna fascynacja ustępowała miejsca zauroczeniu.

 

– Dobrze się czujesz? – spytała Elle z troską, patrząc na tracącą kolory twarz Bena.

 

– Chyba tak, to zmęczenie – odparł. – Muszę już iść…

 

– Znowu odchodzisz. – Elle uśmiechnęła się figlarnie. Ale jestem przekonana, że jeszcze wrócisz – dodała, demonstrując uroczy grymas.

 

Siedząc w metrze Ben przypominał ducha. Wciśnięty w kąt, patrzył mętnym wzrokiem w straszącą czarną otchłanią szybę wagonu. Gdy jego mózg przestał cokolwiek rejestrować, doznał wizji, w której agenci Synapsu wychodzą z okiennej pustki i powoli zmierzają w jego kierunku. Czuł jak jeden za drugim wnikają w jego umysł i cierpliwie wyciągają wszystko co pomyślał o Elle. Wiedział, że zaraz odejdą, zmierzając prosto do Marty. Wyobrażał sobie jak wpełzają do jej nosa, z różnych stron wlatują do uszu, miarowo zanurzają się w gałkach ocznych, by po chwili rozpalić gromady neuronów lękiem, który towarzyszy człowiekowi, gdy ten dowiaduje się o zdradzie. Ben, z przymglonymi od łez oczami, wrócił do wagonu. Przekonanie, że spotkanie z Elle było złym pomysłem urosło w nim gwałtownie. Pragnął pozbyć się jej ze swojej głowy, jednakże dzisiejszej nocy to jej nonszalancki uśmiech, idealnie równy rząd białych zębów oraz błyszczące, ubarwione ciemnym makijażem oczy bezpardonowo odpychały pozostałe myśli. Budziła się w nim nienawiść, gdy tylko przypominał sobie szczery i aksamitny śmiech Elle. On nie miał ochoty się śmiać, jego życie rozpadało się na kawałki. Tak przynajmniej myślał, zmierzając na spotkanie z Janem.

 

Kamienica, w której mieszkał Jan pochodziła jeszcze z epoki kamienia łupanego. Podwórko jak zwykle przywitało Bena radośnie odpadającym tynkiem i blado świecącą, dizajnerską latarnią z mosiądzu. W kącie leżał stos szarych cegieł, ze smutkiem wspominających dawne lata świetności. Ben stanął przed ciemnobrązowymi drzwiami o dwóch wielkich niczym pomnik skrzydłach, niestrwożenie strzegących wejścia. Na nich, mniej więcej na wysokości oczu, spoczywała podłączona do wideofonu kołatka. Taki kaprys Jana. Wiekowi, w przeważającej sile, sąsiedzi nie zgodziliby się na podobne fanaberie, gdyby nie to, że Jan z własnej kieszeni sfinansował instalację. Ben chwycił kołatkę i zastukał sześć razy. Na ekranie wideofonu zamrugała szóstka, a po chwili rozległ się dźwięk otwartego zamka. Jan przywitał gościa trzymając w ręku wielki kubek z kawą. Był to jego stały atrybut. Dodatkowo popijał jakieś tylko jemu znane ziołowe napary, które utrzymywały ciśnienie w ryzach.

Sprawiał wrażenie człowieka, który nigdy nie sypia, o głowie pełnej niecodziennych pomysłów. Mimo tego, zazwyczaj zachowywał się zupełnie normalnie. Daleko było mu do introwertyka, był towarzyski, dowcipny i chętny do pomocy. Tym co Ben w nim cenił, była jego zdolność do obiektywnej oceny niemal każdej sytuacji. Jan, częściej niż inni, korzystał z umiejętności logicznego myślenia. Gdy przychodziło do wygłaszania opinii, potrafił w jak największym stopniu odrzucić emocje. Dlatego też doskonale nadawał się do rozwiązywania problemów. Bez większego trudu pozbywał się uprzedzeń i stereotypów, którymi zwykle kierują się ludzie, gdy przychodzi do wydawania osądów i podejmowania decyzji.

 

Wysłuchawszy opowieści Bena, Jan odstawił kubek z kawą, skierował wzrok w stronę terminala.

 

– Możemy zaczynać? – zapytał Ben.

 

– Jasne, zabawmy się w policjantów i złodziei – odparł Jan.

 

Pierwszym krokiem było czasowe wyłączenie blokady neuronowej. Jan nakazał Benowi wypić przezroczysty płyn z małej, podłużnej buteleczki. W tym samym czasie uruchomił dwóch agentów. Pierwszy z nich uzyskawszy profil neuronowy Bena, miał za zadanie spreparować alternatywną tożsamość, która z powodzeniem udawałaby oryginał. Rezultaty swojego działania przekazywał do drugiego, którego misja wymagała więcej wysiłku.

 

W czasie każdej sesji Synaps przeszukiwał mapę neuronową użytkownika od dwudziestu czterech do czterdziestu ośmiu godzin wstecz. Ścieżki, których nie miał zapisanych u siebie traktował jako wspomnienia, potencjalnie nadające się do aktualizacji profilu. Taki zestaw najnowszych wieści prosto z głowy przekazywany był agentom do zadań specjalnych, czyli odpowiedzialnych za public relations. Ich algorytmy działały jak sito. Badając nowe zdarzenia sprawdzali całe mnóstwo parametrów, określanych ogólnie mianem progu zainteresowania. przepuszczali do profilu tylko gorące newsy.

Cała trudność polegała na zsynchronizowaniu agenta niosącego fałszywe dane na temat Bena, z agentami Synapsu wychwytującymi kolejne wspomnienia. Jan nie mógł dopuścić do zdarzenia, w którym jego agent nie zablokowałby konkurenta i nie przekazałby fałszywych danych do zarządcy.

Jak to Jan zdążył wyjaśnić Benowi dawno temu – ta wiedza jest zbyt niebezpieczna, abym mógł ją przekazywać dalej.

 

Gdy skończyli, Ben znowu był wolny. Z wielkim uczuciem ulgi podziękował Janowi, a następnie skierował się do metra. Usiadł w rogu wagonu wpatrując się w reklamę społeczną zawieszoną pod sufitem. Piękna, uśmiechnięta i szczęśliwa trzyosobowa rodzina namawiała do spędzania czasu poza domem. Przestrzeń pomiędzy budynkami niedługo będzie kompletnie zbędna – pomyślał Ben. Bezużyteczne miliony litrów powietrza, którym ludzie przestają oddychać. Ta przestrzeń jest zbyt wielka i przytłaczająca. Nie będzie dobrym wyborem, skoro można bezpiecznie usiąść pod dachem i tylko zerkać przez okno na nieprzyjazny świat. "Wewnątrz" jest przewidywalne, nie może nas zaskoczyć, gdyż tkwi w bezruchu, jest znane i nasze.

 

Ben poszedł na drinka. Zamówił whisky z wodą, wypił na dwa razy. Zmęczenie dało mu się we znaki, dlatego zamówił taksówkę. Dotarł do domu. Przed drzwiami zastał Elle.

 

Siedziała przerażona na zimnych schodach, ze wzrokiem nerwowo błądzącym po wszystkich drzwiach na korytarzu. Jakby bała się, że za chwile któreś z nich się otworzą, ukazując sylwetki prześladowców. Ci, zdając sobie sprawę z bezradności ofiary ruszą spokojnie w jej kierunku, uśmiechając się pod nosem. Twarz miała bladą, oczy przestraszone, a kuszący arogancją i mocą kolorów makijaż bronił dostępu do jej delikatnej skóry. Ben, widząc tę skuloną, biedną istotę poczuł się za nią odpowiedzialny. Zapomniał, kiedy ostatni raz odczuwał troskę w sposób szczery i niezachwiany wątpliwościami.

 

Na jego widok wyskoczyła jak z procy, rzucając się Benowi na szyję. Pomimo powagi całej sytuacji, Ben poczuł falę ciepła rozchodzącą się w jego krwiobiegu. Przez krótką chwilę był zrelaksowany i szczęśliwy.

 

– Ktoś był w moim mieszkaniu – wydukała Elle. – Grzebał mi w komputerze, uciekł gdy go nakryłam. Próbowałam za nim biec ale zobaczyłam, że na klatce schodowej stoi dwóch wielkich, ubranych na czarno facetów. Przestraszyłam się i zabarykadowałam w mieszkaniu. Potem widziałam przez okno jak wsiadają do auta i odjeżdżają – wyrecytowała jednym tchem.

 

– Proszę, uspokój się – odparł cicho Ben. – Wejdźmy do środka, zaparzę ci herbatę – dodał.

 

– Zwariowałeś? – huknął do słuchawki Jan, gdy Ben zasugerował, że przyjadą do niego. – Nie możesz sprowadzać do mnie dziewczyny, którą dopiero co poznałeś – dodał z lekkim rozbawieniem.

 

– Nie słyszałeś co mówiłem? – pytaniem odparł Ben – ona jest odporna.

 

– A mam to gdzieś – bez wahania rzucił Jan – jeśli już, to spotkajmy się na mieście. – Za trzy kwadranse w Stacji Końcowej – dodał, doprowadzając swój głos do porządku, po czym zakończył połączenie.

 

Chcąc, nie chcąc, Jan musiał przyznać, że uroda Elle była zjawiskowa. Mimo usilnych starań, doszedł do wniosku, że nie ma się do czego przyczepić. Podała mu dłoń na powitanie, uśmiechając się szczerze. Ben mógłby przysiąc, że twarz jego przyjaciela, a zarazem logicznego do bólu robota oblała się rumieńcem.

 

Usiedli przy pstrokatym stoliku na samym środku sali. Jan zamówił lekkie, kalifornijskie, białe wino, Ben niezbyt drogie whisky z jedną kostką lodu, a Elle gin z podejrzanie niewielką ilością toniku. Ben spróbował drinka i natychmiast się skrzywił, co wywołało salwę śmiechu u Elle.

 

Przed przystąpieniem do dyskusji, Jan poprosił Bena na stronę.

 

– Powiedz mi lepiej, gdzie ją poznałeś – bez ogródek rzucił Jan. – Jak na razie nie mam podstaw, żeby jej ufać – wyjaśnił.

 

– Na firmowej imprezie, przyszła z jakimś menedżerem – bez wahania odrzekł Ben.

 

– I co? – przerwał mu Jan. – Tak po prostu do ciebie podeszła i zagadała?

 

– Nie… – odpowiedział Ben. – Dopadło mnie coś, nie wiem czy to było znudzenie, czy nostalgia. Sam podszedłem.

 

– A cha, żonaty facet poderwał laskę na przyjęciu, mamy historię na serial – z nutą szyderstwa skwitował zachowanie Bena Jan. – Pogadamy jeszcze – dodał, po czym obaj skierowali się do stolika.

 

Wysłuchawszy opowieści Elle, Jan jednym łykiem wypił niemal całą lampkę wina, zapadając we właściwy tylko jemu letarg.

Powrócił kilkanaście sekund później, zwracając uwagę w kierunku Elle.

 

– Jeżeli to byli ludzie Synapsu, to znaczy, że działali absolutnie nielegalnie – rzekł zdecydowanie. – To z kolei znaczy, że jesteś w niebezpieczeństwie. Wysyłając do ciebie podejrzanych typów chcą załatwić sprawę dyskretnie i najlepiej bez świadków – wyjaśnił z lekkim zaniepokojeniem Jan.

 

– To co mam teraz zrobić, uciekać? – uniosła się z krzesła Elle.

 

– Uciekać to za mocne słowo – rzeczowo odparł Jan. – Po prostu wyjedź na jakiś czas, a my w tym czasie spróbujemy się dowiedzieć o co chodzi.

 

– Nie lubię uciekać lub jak to ująłeś, wyjeżdżać. – Głos Elle zabrzmiał stanowczo.

 

– Słuchaj Elle – wtrącił się do rozmowy Ben. – To raczej nie są żarty. Wiem, że jesteś odważna i w ogóle ale tym razem odpuść – dodał. – Nie dasz rady bandzie zbirów, a ja pewnie też nie byłbym w stanie cię obronić – próbował nadać swojemu głosowi dramatycznego tonu Ben.

 

– O, jaki kochany jesteś – uśmiech na chwilę rozjaśnił twarz Elle. – Nie martw się, dobrze, zamieszkam na kilka dni u kumpeli po drugiej stronie miasta. Nikt mnie tam nie znajdzie – dodała, wpatrując się w Bena przenikliwym wzrokiem.

 

Wpatrując się Elle głęboko w oczy Ben nie znajdował się już w barze, w centrum wielkiego miasta. Obecnie siedział na plaży, przesypując dłońmi ciepły piasek, Wpatrywał się w fale, jak rodzą się gwałtownie, wzrastają dumnie, by bezwiednie podążać w kierunku brzegu, gdzie bez cienia pretensji zakończą swój krótki żywot. W prawej dłoni ściskał chłodną i delikatną dłoń Elle.

 

– Dobra, wszystko na tę chwilę mamy ustalone – podsumował Jan. Ty – zwrócił się do Elle – dzwonisz do przyjaciółki, a następnie jedziesz z Benem do swojego mieszkania zabrać wszystko co potrzebne. Dzwonicie do mnie jutro i ustalamy dalszy plan działania – zakomenderował.

 

Ben zdał sobie sprawę, że ponownie musi skorzystać z usług Jana i poddać się imitacji. Nie było wątpliwości, że to spotkanie zostałoby odnotowane w jego profilu. Na szczęście znajdował się jeszcze pod działaniem blokady, dlatego postanowił, że zajmie się tym już jutro. Zapisał sobie także przypomnienie, by po wejściu do mieszkania natychmiast wyłączyć w swoim koncie tryb zaufany.

 

Piętnaście minut później siedział na kanapie w salonie Elle. Odczuwał bezlitosny chłód dobiegający z podłogowej klimatyzacji. Całe jej mieszkanie sprawiało wrażenie zimnego. Kolory ścian, kształt mebli, nie przedstawiający niczego wielki obraz. Złowrogi szum wentylacji tylko potęgował poczucie obcości i pustki. Miał wrażenie, jakby Elle wiedziała o jego wizycie i celowo urządziła mieszkanie w ten sposób. Nie miał natomiast pojęcia dlaczego.

 

Oboje pili mocną kawę. Elle pakowała się, a Ben starał się jej nie przeszkadzać. Gdy skończyła, obrzuciła go przenikliwym spojrzeniem i zanim się zorientował znalazła się przed nim na odległość jej czarnych rzęs. Pocałowała go, wypełniając nozdrza aromatem kawy. Ben nie protestował, oddawał pocałunek, mając ochotę na więcej. Nagle poczuł odurzające zmęczenie. Resztką sił odsunął Elle od siebie, przeprosił, po czym wyszedł i bez zastanowienia zamówił taksówkę.

 

Chwilę później otworzył drzwi mieszkania, pospiesznie umył zęby, zmienił ustawienia sieci i wyrzuciwszy ubranie do prania skierował się do sypialni, gdzie opadł na łóżko, po czym zasnął momentalnie.

 

Obudziły go, dochodzące z kuchni, odgłosy krzątania się. Marta przygotowywała śniadanie.

 

Ben wstał, zmierzwił dłonią włosy, stwierdzając, że czuje się całkiem nieźle. Spodziewał się, że wydarzenia poprzedniej nocy, idące w parze z wypitym alkoholem wycisną z niego energię na najbliższy tydzień. Było jednak inaczej. Do łazienki szedł prostym krokiem, nie miał kaca, ani zawrotów głowy, nie bolał go żołądek. W łazience postał chwilę nad zimną umywalką, wpatrując się beznamiętnie w lustro, które odpowiadało równie beznamiętnym wzrokiem. Wziął prysznic i postanowił wejść do kuchni bez ubrania. Z pomocą baterii prysznicowej i gorącej wody wymyślił, że to jedyny sposób w jaki może być obecnie szczery ze swoją żoną.

 

– Cześć kochanie! – zawołała na jego widok Marta. – Dobrze, że wstałeś, właśnie zrobiłam ci śniadanie i kończę parzyć kawę. Zjedz sobie spokojnie, a ja wezmę kąpiel i pójdę odespać podróż – wyjaśniła ciepłym głosem.

 

– Widzę, że zmęczony – zaśmiała się, czekając aż Ben zdoła wydusić z siebie słowo. – Ale może załóż coś na siebie, z pewnością będzie ci wygodniej – dodała, zbliżając się obdarowała go pocałunkiem.

 

Ben odpowiedział lekkim uśmiechem, po czym udając zdezorientowanego udało się do garderoby, założył szorty i podkoszulek, a następnie wrócił do kuchni, by przystąpić do posiłku. Słyszał jak Marta napuszcza wody do wanny.

 

Gdy tak delektował się smakiem jajek, kruchego pieczywa i świeżej kawy zadzwonił telefon. Ben odebrał i dostał zawrotów głowy, gdy usłyszał pierwsze słowa rozmówcy. Jan dzwonił z aresztu.

 

– Słuchaj, zostałem oskarżony o handlowanie poufnymi danymi oraz działanie na szkodę firmy – zaczął swój monolog Jan. Nie wiem dlaczego siedzę w publicznym areszcie ale skoro Synaps wydaje miliony na prawników, to wszystko jest możliwe. Mój adwokat twierdzi, że zmienią mi areszt na domowy, jak tylko zabezpieczą komputery w moim mieszkaniu. Ogólnie nie jest dobrej myśli – dokończył słabnącym głosem.

 

– Ale jak to się stało? – z niespodziewanym wyrzutem krzyknął Ben. – Przecież zawsze byłeś ostrożny!

 

– Mamy swoje podejrzenia – z przekąsem odparł Jan – Twoja dziewczyna…

 

– Co moja dziewczyna? – gwałtowanie przerwał Ben, momentalnie zdając sobie sprawę, że stracił panowanie nad sobą. – To znaczy, co ma z tym wszystkim wspólnego? – dokończył ciszej.

 

– Możliwe, że dosypała mi czegoś do wina. Marker, który został rozpoznany przez agenta Synapsu. Przeczytali mnie zanim zdążyłem się zorientować – wyjaśnił Jan. – Zostaniesz przesłuchany jeszcze dzisiaj. Pamiętaj, byliśmy w barze, wypiliśmy kilka drinków. Przede wszystkim nie daj się namówić na aktualizację profilu. Nie mają prawa cię zmusić! – z naciskiem dokończył Jan.

 

– Nie sądzę, żeby Elle miała cokolwiek z tym wspólnego. Zresztą teraz to mnie istotne…

 

Jak na zawołanie, Ben otrzymał wiadomość z wezwaniem na posterunek. Bez zastanowienia zamówił taksówkę, zostawił Marcie krótką informację, a następnie wyszedł, bezszelestnie zamykając drzwi.

 

W recepcji podał numer sprawy, po czym został skierowany do właściwego pokoju. Idąc korytarzem nie mógł nie zwrócić uwagi na troję ludzi, ubranych inaczej niż przeciętny funkcjonariusz policji. Podążającym z naprzeciwka dwóm mężczyznom w czarnych garniturach towarzyszyła kobieta w połyskujących grafitem spodniach w kant, marynarce w podobnym kolorze oraz granatowej koszuli podkreślanej zawieszką o kształcie złowrogim i odpychającym. Jednakże, nie ubiór był tym co przykuwało wzrok. Ben nieprzytomnie patrzył na perfekcyjny, paraliżujący bezbłędną pewnością siebie makijaż, długie rzęsy i oczy, które odwzajemniając spojrzenie niemalże ścięły go z nóg.

 

To była Elle. Ta sama kobieta, w której oddech wsłuchiwał się, gdy uprawiali seks. Której powitalny śmiech rozlegał w jego głowie niczym nieproszony gość w chwilach wyciszenia. Bezbronna dziewczyna, siedząca na schodach jego bloku z wpatrującym się w niego przestraszonym, poszukującym pomocy wzrokiem. Elle, której twarz, będącej dziełem natchnionego artysty, widział na każdym rogu, w każdej szybie.

 

Spojrzała na niego, nawet nie zwalniając kroku. Momentalnie zamarł, czekając na jakiś znak z jej strony. Cała trójka minęła go. Ben mógł jedynie ostatni raz podziwiać długie, czarne rzęsy Elle, gdy ta odwróciła ukradkiem głowę, jak gdyby nie chciała odejść beż pożegnania.

Przez krótką chwilę żywił nadzieję, że zawróci. Jedyne co w odpowiedzi otrzymał to odgłosy biura i pusty korytarz.

 

Po przesłuchaniu, które nie miało dla niego najmniejszego znaczenia, wrócił do domu. Próbował rozmawiać z Martą ale nie był w stanie poświęcić jej uwagi. Skierował się do komputera. Uruchomił interfejs Synapsu z, włączonym uprzednio, trybem aktualizacji profilu tylko na żądanie. Agent przedstawił się, po czym wysłał prośbę o pozwolenie na aktualizację. Ben pomyślał, że może wyjedzie, gdy tylko się od tego wszystkiego uwolni. Przestanie udawać, a może nawet przestanie myśleć. Ben, bez wahania, jakby nieprzytomnie zaktualizował profil. Poczuł ulgę, mimo iż zdawał sobie sprawę, że zburzył domek z kart zwany dotychczasowym życiem.

Koniec

Komentarze

Lepiej przeczytaj sobie ten tekst jeszcze raz, nim ktoś bardziej odpowiedni niż ja weźmie się za poprawianie błędów;) Pierwszy akapit i już zgrzyt "Był pewien tylko jednego, Tuż…" Pozdrawiam :)

Styl – średni. Gramatyka – w porządku, wyłapałem może ze dwa, trzy błędy (np. “troję”). Interpunkcja – kuleje, zwłaszcza na początku. Po każdej wypowiedzi nie jest potrzebna linijka odstępu :) Językowo też kilka błędów – “zwracając uwagę ku Elle” – raczej: “kierując uwagę na Elle”. Ciekawi mnie, dlaczego słowa “Elle” i “Synaps” są podkreślone?

Natomiast, jeśli chodzi o treść… Pomysł jest raczej mało oryginalny, czytałem może i kilka bardziej banalnych historii, ale niewiele. Podczas lektury bez przerwy odnoszę wrażenie, że to wszystko już gdzieś widziałem. Kończy się nijak. Słabiutkie, przykro mi :(

Precz z sygnaturkami.

Pomysł na świat nawet interesujący, ale nie potrafię sobie wyobrazić ścieżki dojścia do niego. Toż decydenci nigdy święci nie byli, nie powinni się zgodzić na taką ingerencję w prywatność.

Gorzej z fabułą rozgrywającą się w tym świecie – ot, facet zdradza żonę, a przeżywa to, jakby dokonał kilku morderstw. Jeśli to dla niego taka trauma, to dlaczego w ogóle doszło do zdrady? Nie tym narządem myślał?

Interpunkcja kuleje na poziomie utrudniającym czytanie. Odstępy między akapitami też przeszkadzają, szczególnie kiedy zmienia się sceneria i nic tego nie sygnalizuje. Skąd Ci się wzięły podkreślenia słów, których nie ma w słowniku?

– A cha, żonaty facet poderwał laskę na przyjęciu,

Aha.

Babska logika rządzi!

Miałka i dość wyeksploatowana historia, opisana w mało ciekawy sposób.

Iluż to już panów, przekonanych że szczęście samo pcha im się w ręce, nagle i ze zdumieniem konstatowało, że ręka jest w nocniku. Innymi słowy – nic nowego pod słońcem.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

bły­ska­ją­cy­mi wie­lo­barw­ną pa­le­tą świa­teł, sza­ry­mi bu­dyn­ka­mi. Świa­tła mia­sta… – Powtórzenie.

 

Świa­tła mia­sta opla­ta­ły gęstą sie­cią czar­ną pust­kę nieba. – W jaki sposób światła miasta oplatają pustkę nieba?

 

Jed­no­cze­śnie zni­kał słod­ki za­pach Elle, o któ­rej… – Czemu służy podkreślenie niektórych słów, pojawiające się w całym opowiadaniu?

 

Jego miesz­ka­nie było je­dy­nym miej­scem, w któ­rym sieć dzia­ła­ła w try­bie za­ufa­nym. Jego pro­fil zo­stał­by au­to­ma­tycz­nie zak­tu­ali­zo­wa­ny w mo­men­cie, w któ­rym zna­la­zł­by się w za­się­gu do­mo­wej sieci. Blo­ka­da miała war­tość jego pół­rocz­nych za­rob­ków. Ben nosił za­wsze przy sobie, aby móc z niej sko­rzy­stać w na­głym wy­pad­ku. – Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

Trafiają się fragmenty, w których nadużywasz zaimków.

 

Jan Mo­nart pra­co­wał z razem z nim… – Dwa grzybki w barszczyku i osobliwe podkreślenie.

 

Za­my­ślo­ny po­dą­żył w kie­run­ku sta­cji metra, po czym wsiadł do po­cią­gu zmie­rza­ją­ce­go w kie­run­ku cen­trum. – Powtórzenie.

 

Po­sta­no­wił wstą­pić do jed­ne­go ze swo­ich ulu­bio­nych barów za­ma­wia­jąc piwo. – Z tego wynika, że zamawiając piwo postanowił wstąpić do baru. ;-)

 

– Co zna­czy jak zwy­kle? – uniósł się Ben, za­sko­czo­ny – Skąd niby wiesz… – – Co zna­czy, jak zwy­kle? – Uniósł się Ben, za­sko­czo­ny. – Skąd niby wiesz…

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach, bo sprawiają, że dialogi stają się mniej czytelne.

 

W kącie leżał stos sza­rych ce­gieł, ze smut­kiem wspo­mi­na­ją­cych dawne lata świet­no­ści. – A tak konkretnie, to co wspominały cegły? ;-)

 

progu za­in­te­re­so­wa­nia. prze­pusz­cza­li do pro­fi­lu tylko go­rą­ce newsy. – Nowe zdanie rozpoczynamy wielka literą!

 

Z wiel­kim uczu­ciem ulgi po­dzię­ko­wał Ja­no­wi… – Raczej: Z uczu­ciem wielkiej ulgi po­dzię­ko­wał Ja­no­wi

 

Ben nie­zbyt dro­gie whi­sky z jedną kost­ką lodu… – Ben nie­zbyt dro­gą whi­sky z jedną kost­ką lodu

Whisky jest rodzaju żeńskiego.

 

A cha, żo­na­ty facet po­de­rwał laskę na przy­ję­ciu… – Aha, żo­na­ty facet po­de­rwał laskę na przy­ję­ciu

 

do­da­ła, wpa­tru­jąc się w Bena prze­ni­kli­wym wzro­kiem.

Wpa­tru­jąc się Elle głę­bo­ko w oczy… – Powtórzenie.

 

W ła­zien­ce po­stał chwi­lę nad zimną umy­wal­ką… – Czy była też ciepła umywalka?

 

do­da­ła, zbli­ża­jąc się ob­da­ro­wa­ła go po­ca­łun­kiem. – Czy to znaczy, że pocałowała go, będąc jeszcze w pewnej odeń odległości? ;-)

 

uda­jąc zdez­o­rien­to­wa­ne­go udało się do gar­de­ro­by… – Powtórzenie i literówka.

 

Zresz­tą teraz to mnie istot­ne… – Literówka.

 

Jak na za­wo­ła­nie, Ben otrzy­mał wia­do­mość z we­zwa­niem na po­ste­ru­nek. Bez za­sta­no­wie­nia za­mó­wił tak­sów­kę, zo­sta­wił Mar­cie krót­ką in­for­ma­cję, a na­stęp­nie wy­szedł, bez­sze­lest­nie za­my­ka­jąc drzwi. – W szortach i podkoszulku? ;-)

 

nie mógł nie zwró­cić uwagi na troję ludzi… – Literówka.

 

oraz gra­na­to­wej ko­szu­li pod­kre­śla­nej za­wiesz­ką o kształ­cie zło­wro­gim i od­py­cha­ją­cym. – W jaki sposób zawieszka podkreśla koszulę?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj!

Podejrzewam, że odstępy i podkreślenia to wina skopiowania tekstu z jakiegoś edytora. Przydało by się jednak obejrzeć opowiadanie tu na stronie i wyedytować by wyglądało pożądnie.

Czytanie utrudniały też nieco literówki, a bardziej brylaste akapity. Proponuję te większe rozbić na trochę mniejsze.

Sam świat interesujący. Historia jednak mało zaskakująca. A najciekawszą postacią wydał mi sie Jan. Trochę zbyt statyczne to opowiadanie. Śmiało można ciachnąć trochę znaków. Odrobinę za dużo masz prównań np. przy opisie drzwi od domu.

W mojej ocenie wyszedł średniak. Wymaga jednak dopracowania. Polecam opcję betalisty i pomoc innych użytkowników. Zawsze chętniej czytane też są opowiadania gdzie autor odpowiada na komentarze.

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dziękuję za konstruktywną ocenę.

Podkreślenia i akapity wzięły się, tak jak kolega powyżej zauważył, ze skopiowania tekstu z formatu Latex. Moim zaniedbaniem było nieprzeczytanie tekstu po wklejeniu tutaj.

W kwestii braku oryginalności – czy ta cecha jest kluczowa przy ocenianiu opowiadania, czy też dobrze napisany tekst z wciągającą fabułą sprzedałby się, nawet gdyby przedstawiał historię jakich wiele?

Mytrix – dzięki za poradę, napewno skorzystam z niej w przyszłości. 

Oryginalność to kwestia gustu. Ja ją sobie cenię, inni mogą woleć inne rzeczy.

Chyba wszyscy się zgadzamy, że dobrze napisany oryginalny tekst ma przewagę nad dobrze napisaną sztampą. :-)

Babska logika rządzi!

Nie mam nic przeciw dobrym, świetnie napisanym opowiadaniom opartym na znanych motywach, choć wolę czytać porządne i znakomicie napisane opowiadania zaskakujące śmiałymi i niebanalnymi pomysłami. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem – i to właściwie tyle, co mogę o tym powiedzieć. Mytrix we wcześniejszym komentarzu najlepiej wyraził wszystko, o czym mógłbym napisać.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Naprawdę chciałam napisać porządny komentarz, ale, widać, jak się odrabia dyżury późno, to się nie łapie na odkrywcze komentarze do mało-odkrywczego opowiadania…

Przeczytałam i… (czytaj NoWhereMana).

Hmm... Dlaczego?

Nowa Fantastyka