- Opowiadanie: c21h23no5.enazet - współczesność

współczesność

Wysłałam ostatnio opko na konkurs “W poszukiwaniu fantastyki katolickiej” i w związku z tematem przypomniał mi się ten wiersz. Pomyślałam, że to przecież fantastyka, więc wrzucam, bo nigdy nie zamieściłam tu żadnego wiersza. Otrzymałam dzięki niemu nagrodę I stopnia w 2009 roku (“O laur Jubilata”). Ponieważ swego czasu luby zrobił mi z tego wiersza grafikę, zamieszczam właśnie ją. Fejsbukowi “stalkerzy” pewnie znają ;)

Dyżurni:

brak

Oceny

współczesność

Koniec

Komentarze

Całkiem dobry wiersz, co chyba jest tu ewenementem. Ciekawa myśl przedstawiona w ładny sposób. Klikałbym. 

PS Trzymam kciuki za konkurs, sam w końcu nic nie wysłałem ;)

Współczesność, powiadasz. Niestety, raczej nie moja. :(

 

Królowe ulic podarowaliby mu… – Królowe podarowaliby?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie przepadam za poezją tutaj publikowaną, bo w większości wypadków to bełkot, ale ten wiersz jest niezły, ma jakiś sens. 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

;< Reg, no i widzisz, znam ten tekst na pamięć i nawet nie zauważyłam, że pan grafik popełnił błąd (królowie). Muszę zażyczyć sobie naprawy u lubego i podmienię.

 

Fun, Fasoletti, dzięki za lekturę i komentarz.

Fun, ach, dobrze, mniejsza konkurencja… ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Bardzo dobry ten wiersz, Naz. i, niestety, bardzo prawdziwy.

Czy nie wydaje Ci się, że lepiej zabrzmiałoby “niźli Tomasz”? Tak tylko pytam, bo jakoś samo mi się przeczytało “niźli”, a o “niż” jakoś się potknęłam. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kurczę, a ja nie ogarniam, ale to chyba dlatego, że do mnie trzeba prosto… :P

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Wiersz mi się nie podoba, ale uczciwie przyznaję, że to raczej kwestia tematyki a nie wykonania. Dwie pierwsze linijki rewelacyjne – piękne brzmienie; poza tym podoba mi się składnia, jaką zastosowałaś w całym utworze. Fajnie, że są jeszcze ludzie uprawiający poezję :)

Podmieniłam już obrazki i nie brakuje żadnej literki. Ale to ciekawe, że autor czyta to, co chce i widzi właśnie to, co chce zobaczyć – przez rok, jak grafika istnieje, nie zauważyłam braku ;)

 

bemik, nie mam pojęcia, może niźli bardziej by pasowało. Napisałam ten wiersz w liceum i wrył mi się w pamięć każdym słowem, zwłaszcza że go wielokrotnie recytowałam. Bardzo się cieszę, że przypadł do gustu.

 

Morgiano, dzisiaj dziadek dokładnie to samo mi powiedział, bo mu podrzuciłam wydruk razem z opowiadaniami: że nie ogarnia tego wiersza ;D

 

dogsdumpling, dzięki za miłe słowa, mimo że tematyka nie siadła. Zupełnie się nie dziwię, bo mnie zasadniczo też nie siedzi (znajomi nigdy nie chcą uwierzyć, że coś takiego napisałam, bo jestem wśród nich naczelną ateistką i bardziej kojarzą ze mną np. dwuznaczne wiersze wypisywane na ciele). Ale ten wiersz nadal lubię.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ciesze się, Naz, że mogłam otworzyć Ci oczy, choć tylko na jedną literkę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy wierszyk. Faktycznie, tak by mogło być. Tylko nie wiem, jak mirra sprawdzałaby się w roli naboju. ;-)

Babska logika rządzi!

Dałem 6 za pięknie wyrażoną wizję duchowości i towarzyszącym ludzkości problemom.

Lecz z przekazem nie do końca się zgadzam.

W czym współczesność jest gorsza od pierwszego wieku naszej ery?

Agresja i nienawiść ewoluowała wraz z rozwojem cywilizacji, w siedmiomiliardowej populacji łatwiej też ukryć się odchyleniom i okrucieństwu, które być może są jeszcze bardziej odrażające niż kiedyś – chociaż i tego nie jestem pewny, dawniej też znajdywały się jednostki, które marzyły tylko o zadaniu jak największego bólu innym.

Ale czy to wszystko wywarło tak ogromny wpływ, że Mesjasz nie miałby czego szukać we współczesnym świecie?

Przecież zrozumienie, świadomość, empatia również się rozwijały.

Syn Boga znalazłby dziś ludzi, którzy mimo materializmu dominującego bardziej niż kiedykolwiek wcześniej wciąż szukają głębszego sensu.

Ludzi, którzy podziwiają Wszechświat nie ze strachu przed żywiołami, lecz przez zrozumienie ich mechanizmów.

Ludzi, którzy nadal patrzą na świat oczyma duszy, chociaż mogliby to robić przez ekran telewizora czy komputera.

Ludzi, którzy wychodzą na ulicę w sprzeciwie przeciwko torturom, wojnom, nierównemu traktowaniu.

Według mnie, wbrew temu, co głoszą w świątyniach, i jak bardzo zimny i wyrachowany obraz świata próbują sprzedać media, jesteśmy bliżej Boga niż kilkaset czy nawet dwa tysiące lat temu. Może mniej wielbimy Go na kolanach. Lecz coraz bardziej jesteśmy tacy jak On. Rozumiejący i współczujący.

We live in Babylon, huh? We've lost our temperance All photos sepia All food tastes umami We drown in Firegold, yo Our children bezoomy

Ale, Wicked, jeśli ktoś obecnie słyszy głosy każące mu złożyć w ofierze jedynego syna, to raczej nie zostanie uznany za bardzo religijnego człowieka. Coś się zmieniło.

Babska logika rządzi!

Racja, naukowe spojrzenie na świat znacznie zmieniło samą religię jak i jej miejsce na świecie, ale według mnie wiersz odnosi problem odrzucania duchowości raczej do płaszczyzny moralnej niż do rozumu i sceptycyzmu. Ludzie w utworze odrzucają Mesjasza dlatego, że nie chcę być ich usprawiedliwiem do zabijania (zwrotka 2) albo nie jest zbyt modnym tematem (zwrotka 3). Stąd moja odpowiedź, że nie wierzę, że to potoczyłoby się w ten sposób, skoro ludzie nadal pragną szukać dobra. Bo o tym dla mnie była Ewangelia, o objawieniu Boga, by ci, którzy chcieli, mogli Go znaleźć.

Może Naz coś więcej nam wyjaśni i naprowadzi na właściwą interpretację :)

We live in Babylon, huh? We've lost our temperance All photos sepia All food tastes umami We drown in Firegold, yo Our children bezoomy

Pisałam ten wiersz już jako osoba niewierząca i chodziło mi o czysty sens miłosierdzia, miłosierdzia, które sama w sobie noszę. Jezus jest w mojej opinii bardzo ładną metaforą, która stworzyła jeden z ciekawszych rodzajów uschematyzowanej moralności. Dlatego opowiedziałam tę samą przypowieść, którą wszyscy znają, w nowych okolicznościach. Jakich królów można by posłać tej miłości-samej-w-sobie? Jakie złożyć jej dary, by przetrwała? Jak wykorzystano by taki dar? Czy nie do walki? Ludzie ciągle chcą z czymś walczyć i to w dobie postępującego izolacjonizmu znów staje się częstszym motywem relacji niż porozumienie. Konflikty religijne pod koniec XX wieku były oficjalnie najczęstszym powodem starć (bardzo podbijają liczbę starcia na tle wierzeniowo-etnicznym). Oczywiście musimy dodać do tego chęć zysku i narzucanie swoich racji dla korzyści terytorialno-gospodarczych, gdzie niknie całkowicie miłosierdzie względem Innego, mimo że wszystkie strony w coś wierzą. Dalej, co zrobiono by z człowiekiem “nadwrażliwym”, głęboko współczującym, mówiącym o wyższych wartościach? Jak potraktowano by poświęcenie za Innego, ciche, nie na pokaz? Jaki sens ma to poświęcenie, jaką możliwość przetrwania ma miłość-sama-w-sobie? Hołubienie egoizmowi dotyczy nie tylko doby konsumpcjonizmu, ale także tradycji religii – bo w niej gra się na konto własnego zbawienia. Czym jest miłosierdzie, chrześcijańskie czy nie, po prostu miłosierdzie, które z definicji ma być całkowicie transcendentne i bezzwrotne, by było czyste? Jaką ma rację bytu? Jaką drogą ma iść, by przetrwać? Jak odnaleźć dzisiaj miejsce dla jego idei? Wiersz nie jest podsumowaniem, tylko otworzeniem okna na refleksję. Czym się otaczamy, co jest nam serwowane, jaki mur oddziela nas od miłości-samej-w-sobie? Żyjemy w czasach po postmodernistycznych. Świeża historia mówi nam o doświadczeniu, jakim stało się załamanie wszystkich światłych idei o człowieku, o królowaniu bestialstwa i mordu, po którym myśliciele nie potrafili się podnieść, a wyludnione państwa pozbierać. Każdy czuje, że iluzja pokoju i stabilności w każdej chwili może się rozpaść. Każdy współczesny “przejrzał” ludzką naturę i w głębi duszy się jej obawia. W tym wierszu miłość-sama-w-sobie niknie w dziecku, z którego robią gangstera, w nadwrażliwcu, który trafia do wariatkowa, w poświęceniu, którego nikt nie dostrzega, a może nawet nie chce. My chcemy świętego spokoju, a kiedy spokój jest zaburzany, kulimy się ze strachu, nawet jeśli wychodzimy na ulicę. A wychodzimy na ulicę właśnie ze strachu. Chcemy czuć się silniejsi, czuć, że nie jesteśmy sami. Jezus jest sam. Dziecko wyrwane na ulicę jest samo. “Wariat” jest sam. I to nas przeraża.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Naz, gdybym w taki sposób miała wykładaną filozofię na uczelni, pewnie nawet polubiłabym ten przedmiot. Twoje wyjaśnienie jest takie właśnie, jak czułam intuicyjnie Twój wiersz, choć zapewne nie udałoby mi się swojej opinii ubrać w takie zdania. Niemniej podpisuję się pod Twoją wypowiedzią oboma rękoma.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zgodzę się z tym, że pragnienie wygodnego życia, dobrobytu, dominacji czy strach przed światem oddziela nas od miłosierdzia czy miłości “samej w sobie”.  Ale czy ten mur izoluje na tyle, że nie dałoby się znaleźć Trzech Króli oferujących coś lepszego niż broń? Wszyscy wzięliby Mesjasza za wariata? Nie byłoby Jana i Maryi stojących przy krzyżu i towarzyszących Mu w cierpieniu?

Przyjście wcielonej miłości na świat mogłoby się skończyć tak jak w Twoim wierszu. A może zupełnie inaczej, jeśli trafiłby na innych, dobrych ludzi. Prawdopodobieństwo statystyczne.

A wychodzimy na ulicę właśnie ze strachu.

Nie do końca podzielam to zdanie. Strach też bywa motywem, ale uważam, że głównym powodem jest w***wienie na otaczającą rzeczywistość. Gdyby ludzie naprawdę się bali, zostaliby w czterech ścianach, wmawiając sobie, że to ich nie dotyczy, albo próbowali adaptować się do złego otoczenia.

 

To tyle mojej apologetyki współczesności :)

We live in Babylon, huh? We've lost our temperance All photos sepia All food tastes umami We drown in Firegold, yo Our children bezoomy

Dziękuję, bemik, i cieszę się, bo mnie namawiają na zostanie na uczelni i boję się zmiany w zramolałą profesorkę :P

 

Wicked, zgadzam się, chodzi też o wkurzenie. Ale wydaje mi się, że gdybyśmy się nie bali, że coś zostanie nam odebrane, to byśmy nie wyszli. Ja nie poszłam ostatnio na protest ze złości, tylko ze strachu, że rozpasana ideologia pozabija ludzi, że odmówi się pomocy mnie, córce, przyjaciółce czy jakiejkolwiek kobiecie. Zawsze trudniej przyznać się do strachu niż złości, ale myślę, że głębiej leży jednak strach i to on podjudza złość. Każdy wie, że jeśli zignoruje coś, co wyciąga po niego ręce, może złapać go za gardło w innych okolicznościach. Przyjść po niego i po innych, bo swoją biernością dał mu takie prawo. Więc wychodzi, robi ten heroizm i wyłazi z cieplutkiego kokonu, żeby pokazać swoją twarz i powiedzieć: nie zgadzam się. A u nas to naprawdę jest heroizm, bo my jako naród strasznie nie lubimy się angażować. Widać po frekwencji wyborczej.

Oczywiście, że “Jezus” mógłby być zupełnie inaczej przyjęty. Zwłaszcza w naszym kraju, przecież jest tu królem ;) I dobrze, że się nie zgadzasz z przekazem, bo tym właśnie miał być tekst – skłonieniem do refleksji. Dziękuję za miłą dyskusję!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Słuszna uwaga, przyczyna złości bardzo często leży w strachu…

Również dziękuję za dyskusję :)

We live in Babylon, huh? We've lost our temperance All photos sepia All food tastes umami We drown in Firegold, yo Our children bezoomy

No popatrz, a ja tu dopiero co smuciłem, że za mało poezji w Twoim tekście!

Powiem tak: no, no, no!

Pomysł, nie taki znowu oryginalny, ale jak to się czyta! Brzmieniowo, rytmicznie bardzo dobre. I do tego kilka świetnych związków frazeologicznych: własnych pomysłów przeplatanych cytatami z języka liturgii. Przeczytałem dwa razy i też już prawie umiem na pamięć!

 

Tylko, czemu ja nie wiedziałem, że jest taki fajny konkurs?

 

EDIT: Klikam za siebie i za funa.

Coboldzie, bo nie betowałeś opowiadania Naz ;)

 

No popatrz, a ja tu dopiero co smuciłem, że za mało poezji w Twoim tekście!

Naz, pod tym mogę się podpisać. Połącz poetyckość “współczesności” z precyzją “Interferencji i superpozycji” a będzie super. 

Nieźle, choć brzuch był fajniejszy :>

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

coboldzie, przyznam, że pierwszy raz bardzo brzydko zachowywałam się przy konkursie. Bo nie podzieliłam się nim w aktualnych konkursach i wręcz fukałam na wszystkich, którzy niechcący dowiedzieli się o nim przy becie. Nie wiem, co mnie napadło, jestem przecież taką miłą użyszkodniczką… :(

Zauważyłam, że pozbyłam się kwiecistości i poetyckości z prozy, a to najpewniej przez ciągłe posługiwanie się językiem naukowym i redakcję… Możliwe, że zrobił się ze mnie rzemieślnik zamiast “artystki”. Naprawię to!

 

Sojuszniku, jaki brzuch? Czy chodzi o wiersz o robieniu dzieci? :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Hmm.

Pamiętam, że wkleiłaś kiedyś link, a pod nim był… brzuch!

A na nim litery!

 

Tamtego dnia wreszcie zrozumiałem, w czym tkwi prawdziwe piękno poezji :>

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

O kunszcie literackim się nie wypowiem, ale treść dość absurdalna.

Ładny wiersz, chociaż traktuje o okrutnych czasach, a do tego jeszcze – dzisiejszych :( Skłania do refleksji, chociaż po trosze sprzeciwiam się przesłaniu ;)

Dobre wyjaśnienie, chociaż nie zgodziłabym się w kwestii, jakoby w religii chrześcijańskiej grano na korzyść swojego zbawienia, ba, takie coś można  by poczytać nawet jako grzech przeciwko Duchowi Św. Oczywiście, że zbawienie samego siebie jest bardzo ważne, ale zawsze nad własne dobro trzeba przekładać dobro bliźniego, bo to jest klucz do zbawienia. No i, Bóg nigdy nie stawia człowieka w takiej sytuacji, której najlepszym rozwiązaniem byłoby przysłowiowe zaprzedanie duszy diabłu. <– ale to tak się trochę przyczepiłam, oczywiście, mam nadzieję,  że nie poczułam się urażona ;) 

 

lenah, ależ czepiaj się do woli. Masz rację, że w moralności chrześcijańskiej kluczową rolę odgrywa miłość bliźniego, aczkolwiek mam wątpliwości, czy jest bezinteresowna – za ową miłość czeka nagroda w Niebie, a to już pewien handel… Niemniej z pewnością istnieje mnóstwo ludzi, którzy są dobrzy dla innych bez oczekiwania nagrody. Chociaż niektóre badania i teorie na gruncie etyki wnoszą, że altruizm nie istnieje – zawsze robimy coś, by poczuć się dobrze. To ciekawa kwestia, którą lubię poruszać, a dotyczy conatus – pierwotnego instynktu, który nakazuje nam zachować własne istnienie. Nawet poświęcenie własnego dobra czy życia dla Innego może być przejawem conatus – bo nie moglibyśmy żyć, postąpiwszy inaczej, a więc tak czy siak finalnie chodzi o nasz własny byt. Jest wiele wątpliwości na gruncie dobra. Natomiast samo miłosierdzie ma związek z empatią i z współodczuwaniem cudzego cierpienia – i też, być może, gdy czynimy pewne akty dobra z miłosierdzia/empatii, robimy to, ponieważ źle się czujemy, gdy drugi cierpi = znów chodzi o nas… ;D

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ciekawe rzeczy mówisz :) Co prawda, chciałabym wierzyć w ludzkie miłosierdzie, ale Twoje wnioski na pewno nie są bezzasadne :)

Z drugiej strony, ten pierwotny instynkt każący zachować istnienie nie zawsze bierze górę– choćby wziąć pod uwagę poświęcenie własnego życia dla dobra drugiego człowieka, a takie przypadki zdarzają się codziennie :) Może to jest dopiero prawdziwe miłosierdzie?

A kiedy ktoś cierpi dla cudzego dobra, kiedy bierze na barki cudzy krzyż, czy wtedy nadal możemy mówić o egoizmie? 

Trochę ponure, ale nawet nieźle napisane.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

A ja, co z przykrością stwierdzam, nieporuszonym. Wiersz nie zrobił na mnie wrażenia ani literacko, ani poetycznie, ani przekazem swym. Napisany jest nierówno, bo w dwóch trzecich na biało, a po środku na czarno, ale rytm się burzy, niestety.

Trzecia zwrotka ma jednakowoż jakąś moc, przyznaję. Niemniej – nic nie drgnęło

Plusy za mocne skojarzenia z piosenką Dezertera (tutaj w wydaniu Końca Świata – wersji znacznie bardziej… piczkowatej – chłopaki i tak Was kochom – ale znacznie lepszej jakościowo niż wszystkie oryginały w necie; są tylko wersje koncertowe, studyjne, widać… zdezerterowały;). Inspirowałaś się może?

No i oprawa graficzna – ładna taka.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze..." /FNS - Supermarket/

Wiersz nie wzbudził moich emocji, a to chyba jest w tej formie najważniejsze. Może to przez motyw – dość oklepany. Nic nowego, żadnej oryginalnej refleksji. No słabo no.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Dobrze napisany wiersz na wyczerpany do bólu temat ;)

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Zaczynam mieć za dużo tekstów na profilu. I za dużo świecących gwiazdek, na które nie zawsze mam czas uważnie spojrzeć ;<

 

Cieniu, gnoomie – no trudno, wiersz napisany ponad dziesięć lat temu, za gówniarza, wielkiego szału zrobić nie może. Ale przynajmniej napisali wtedy o mnie w Wyborczej ;D Co to były za czasy, ta gazeta jeszcze z niczym mi się nie kojarzyła…

Cieniu, nie znam, niestety, tej piosenki.

 

Mytrixie, wydaje mi się, że ten temat nie wyczerpie się nigdy… Ale to faktycznie może być coraz bardziej bolesne (lub boleśnie wtórne)… ;)

 

Edit: Jeszcze Nevaz! Dziękuję, że wpadłeś. A jeszcze wyżej dyskusja, którą można byłoby bardzo przyjemnie ciągnąć, ale nie wiem już, w co ręce włożyć.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dobre.

Wiersz interesujący, zawiera ciekawą, gorzką i prawdziwą konstatację, podaną w dobrej formie. Ale tytuł, a właściwie pisownia tytułu, już znaczne mniej.  A ilustracja już całkiem do bani – od kiedy to współczesne rewolwery mają tak nonsensowne długie lufy? Przesadyzm, tym bardziej, że grafika miała być chyba naturalistyczna. 

Pozdrówka.

Przeczytałam, ale chyba nie umiem się wypowiadac na temat wierszy :) Ma głębie i ładnie komponuje się z ilustracją.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

O, ktoś popchnął do Biblioteki, dziękuję ;)

zygfrydzie, Rogerze, Tenszo, fajnie, że zawitaliście. Rogerze, rewolwery raczej były dobrane estetycznie. A co jest nie tak z tytułem? 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Rewolwer z naprawdę długą lufą obecnie – przykładowo – wygląda tak, jak poniżej. Ten typ broni krótkiej jest produkowany.

IMO, te gigantyczne lufy na obrazku to skutek ostrego skrótu perspektywicznego.

Babska logika rządzi!

Na  ilustracji  do tekstu? Chyba nie. Tak w ogóle,  ilustracji przedstawia jeden z modeli Colta Pythona. Już go nie produkują. 

A co do tytułu – na stronie głównej tytuł pisany jest z małej litery. “współczesność”… I to mi chodziło, bo poezja poezją,a nawet poezyją jest, jednakowoż poprawna pisownia tytułów nawet w poezji obowiązuje.

Pozdrówka.

Rogerze, Halina Poświatowska zapisała wiele tytułów swoich wierszy małą literą. To nie jest niespotykany zabieg.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Mnie tam zapis małą literą się spodobał, szczególnie że w wierszu nie ma interpunkcji i dużych liter rozpoczynających zdania. Fajnie, że wiersz w końcu dotarł do biblioteki :)

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że współczesne rewolwery nie posiadają długich luf. Najdłuższy model Pythona miał 8 cali. Smith & Wesson ma obecnie w ofercie kilka modeli z lufą 8,38": https://www.smith-wesson.com/firearms/model-sw500 

a nawet jeden z 10,5-calową: https://www.smith-wesson.com/firearms/performance-center-model-460xvr-0

We live in Babylon, huh? We've lost our temperance All photos sepia All food tastes umami We drown in Firegold, yo Our children bezoomy

To aby na pewno nie jest już strzelba? ;-)

Babska logika rządzi!

Grafik twierdzi, że broń, którą wkleił Roger, to ta sama, której obrazu użył, i że jest dokładnie tak, jak pisze Finkla (ostry skrót perspektywiczny).

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Twoje wyznanie nt. stanu Twojej wiary zmienia wymowę wiersza.

Człowiek myśli i zastanawia się, tworzy teorie i potem je obala, prawie znajduje fabułę swojego życia, a potem znów widzi tylko chaos, przypadek i bezsens; a potem znowu go zatyka, gdy przyjdzie doń pięciolatka i zapyta: "tato, dlaczego ja to ja"?

Historia odkupienia wyklucza koncepcję zbawienia człowieka w zamian za jego miłosierdzie wobec bliźniego. Nie zapominaj kogo Jezus wysłał do nieba wisząc już na krzyżu ;)

 

Poza tym gratuluję talentu.

 

Ps. Kojarzysz logo Guns’n Roses?

Historia odkupienia wyklucza koncepcję zbawienia człowieka w zamian za jego miłosierdzie wobec bliźniego. Nie zapominaj kogo Jezus wysłał do nieba wisząc już na krzyżu ;)

 

Chyba nie do końca wiem, o co chodzi. Jak możesz, rozwiń ;>

Patrzę właśnie na logo, ano są dwie spluwy ;D

Dziękuję za lekturę i komentarz w punkt (Człowiek myśli i zastanawia się…). Filozof by się nie powstydził ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Niezależnie od różnych praktyk, nauczanie nt. zbawienia jest jednoznaczne – zbawienie jest z łaski, nie z uczynków. Wiszący na krzyżu Jezus składa obietnicę łotrowi, który dopuszczał się nikczemnych uczynków przez całe swoje życie. Nie okazywał miłosierdzia wobec bliźniego, a jednak doznał łaski zbawienia.

Tyle z dzisiejszej homilii ;) Nie spłaszczałbym tego nauczania do prostej wymiany handlowej – robię dobrze, więc domagam się zapłaty w niebie.

 

Dzięki za pochwałę filozoficzną, czuję się mile połechtany, skoro komplement pochodzi właśnie od duszy filozoficznej ;)

 

Nowa Fantastyka
Patronujemy