- Opowiadanie: joseheim - Mróz

Mróz

Minęło pół roku od publikacji tego tekstu w CF, więc uznałam, że już mogę zaprezentować go tutaj. Natchnęła mnie oczywiście odpowiednia po temu aura ; ) Serdecznie zapraszam do lektury.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Mróz

Zima zanosiła się na bardzo łagodną. Pewnego dnia jednak zaczął padać śnieg, który początkowo topniał w oczach, ale powoli zbierało się go coraz więcej, aż przykrył całą wioskę niczym pierzyna. Mróz – silny i trzaskający – nadszedł niespodziewanie, ściął świat w ciągu jednej nocy. Rankiem szyby pokryte były skrzącymi się, pełnymi misternych zawijasów malunkami.

Dziewczynka z niemym zachwytem przyglądała się wzorom widniejącym na oknach w całym domu. Miała osiem lat i była to pierwsza prawdziwie mroźna zima w jej życiu.

Czuła chłód, tym większy, że dopiero co wydostała się spod puchowej kołdry, ale wspaniałe dzieła mrozu wynagrodziły jej to. Uznała, że stanowią uosobienie piękna i zakochała się w nich od pierwszego wejrzenia.

Inni mieszkańcy wioski nie podzielali jej zdania. Nagły atak zimy stał się najważniejszym tematem rozmów; dorośli wymieniali uwagi dotyczące drewna na opał, ciepłych ubrań, zapewnienia paszy zwierzętom. Niektórzy z nich wychodzili na zewnątrz i oczyszczali szyby ze szronu, aby wpuścić do wnętrza izb nieśmiałe promienie zimowego słońca.

Pierwszy dzień mrozu dziewczynka spędziła w domu, ponieważ mama nie chciała narażać jej na zimno. Bawiła się lalkami, przeglądała ulubioną książkę z obrazkami, goniła od piwnic aż po stryszek za burym, pręgowanym kociakiem. Dużo czasu spędziła też, podziwiając iglaste gałązki i niesamowite kwiaty widniejące na szybach. Obrazy wyglądały jak stworzone nie przypadkiem, a czyjąś ręką. Każdy przedstawiał coś zupełnie innego.

Dziewczynka była niepocieszona, kiedy tata nabrał w wiaderko gorącej wody i zaczął niszczyć dzieła mrozu. Krzyczała i płakała dopóki nie obiecał, że oszczędzi okno w jej izbie na pięterku. W niedługim czasie tylko jedna szyba pozostała ozdobiona mlecznobiałym malunkiem. Gdy zapadł zmrok i dziewczynka musiała położyć się do łóżka, uczyniła to bardzo niechętnie, obawiając się, że do rana i to ostatnie ocalałe cudo zniknie.

Była zbyt podekscytowana, aby zasnąć. Długo leżała, wpatrując się to w ciemny sufit, to w jaśniejące szronem okno. Wreszcie zapadła w sen, w którym chodziła między chatami, opatulona w grube wilcze futro, i pędzelkiem umaczanym w księżycowej poświacie ozdabiała szyby nieziemskimi wzorami. To był bardzo dobry sen – tak dobry, że dziewczynce napłynęły do oczu łzy, gdy obudził ją jakiś odgłos, a cudowna wizja umknęła w mrok.

Wciąż panowała noc, a w domu idealna cisza. Nawet kociak, leżący na poduszce tuż obok głowy dziewczynki, spał tak cichutko, że wydawało się, iż wcale nie oddycha. Wtem hałas, który obudził dziecko, powtórzył się. Przypominał stukot przesuwanych mebli. I dochodził zza okna.

Dziewczynka, zaintrygowana, szybko wysunęła się spod kołdry. Natychmiast uderzył w nią straszliwy ziąb. Czym prędzej narzuciła na siebie koc i ostrożnie podeszła do okna. Przekręciła klamkę, a skrzydło, o dziwo, odchyliło się bezszelestnie. Po pierwszym mroźnym dniu jeszcze nie zdążyło przymarznąć do framugi.

Tym, co zadziwiło dziewczynkę przede wszystkim, był fakt, że noc jest taka jasna. Świecił księżyc w pełni, a wszechobecny śnieg odbijał i potęgował jego blask. Jedyne prawdziwie czarne miejsca w zasięgu wzroku stanowiły linia lasu tuż za wioską oraz te okienne szyby, które zostały oczyszczone przez dorosłych ze szronu w ciągu dnia.

Nagle wciągnęła głośno powietrze z przestrachem. Pod jej domem ktoś stał. Nie spostrzegła go od razu, nie. Obraz postaci umykał jej gdzieś na granicy świadomości, dopóki nie skupiła wzroku w jednym, konkretnym punkcie. Był to ubrany w grube futro mężczyzna. O ile dziewczynka była w stanie ocenić, patrząc z góry, nieznajomy w jednej ręce trzymał wiadro, a w drugiej patyk.

Przez dłuższy czas spoglądał w okna znajdujących się na parterze pomieszczeń. Wreszcie ruszył, klekocząc i szurając ewidentnie ciężkim kubłem, i zatrzymał się tuż pod ścianą budynku. Po chwili rozpoczął pracę.

Dziewczynka zafascynowana patrzyła, jak obcy macza pędzel – bo teraz już wiedziała, że to pędzel – w srebrzystej zawartości wiadra i przenosi ją na szyby w postaci szronu. Miała ochotę zbiec na dół, by móc podziwiać proces pojawiania się malowideł na oknach, nie śmiała jednak się ruszyć. Trwała w niemym zachwycie, wiedząc, że obserwuje sam Mróz, dopóki ten nie zakończył dzieła i nie przeniósł się do kolejnego okna. Wówczas otrząsnęła się z wrażenia i poczuła, jak bardzo jest zziębnięta. Niemal straciła czucie w palcach, więc gdy wreszcie zdecydowała się zamknąć okienko, nie potrafiła utrzymać go w dłoniach. Skrzydło stuknęło głośno o framugę, a pracujący na dole Mróz znieruchomiał.

Dziecko również zamarło, onieśmielone. Trwało chwilę ze zgrabiałą rączką na klamce. Gdy postanowiło jeszcze raz wyjrzeć na zewnątrz, natychmiast cofnęło się gwałtownie. Przepastne, mroczne oczy nieznajomego spoglądały bowiem prosto na nie.

Wiedział, że tu była i wiedział, że potrafiła go zobaczyć. Wciąż patrzył, gdy dziewczynka ponownie wychyliła się przez okienko.

– Przepraszam bardzo – rzekła, szczękając zębami, tak z zimna jak i ze strachu. – Czy pan jest… Mrozem?

Mężczyzna z powagą skinął głową. Machnął w powietrzu pędzlem, a garść wielkich płatków śniegu opadła statecznie na ziemię.

– Pan ozdabia szyby! – zawołała dziewczynka, zapominając o tym, że jeszcze przed chwilą się bała. Wychyliła się przez parapet. – Są piękne! Tak bardzo mi się podobają! Ale… ale dorośli niszczą pana obrazki! To niesprawiedliwe!

Mróz nachmurzył się. Gdzieś w jego ciemnych oczach mignęło światełko, przypominające błysk błędnego ognika w lesie. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, dziewczynka jednak zrozumiała, o co mu chodziło.

– Musiał pan wrócić, żeby ponownie zamalować szyby! – zmartwiła się. – A to oznacza że… – Umilkła, gdy pewna myśl przyszła jej do głowy. Mróz wzruszył ramionami i, ponieważ zakończył już pracę przy tym domu, chwycił rączkę wiadra i zaczął je przeciągać dalej, do następnego budynku.

Dziewczynka patrzyła za nim jeszcze przez chwilę, rozmyślając. Wreszcie zesztywniałymi dłońmi zdołała zamknąć okienko i powlokła się do łóżka, rozmyślając o sprawach, które były zdecydowanie zbyt poważne jak na głowę ośmioletniego dziecka.

 

~*~

 

Poranek następnego dnia wstał piękny; na niebie barwy bladego błękitu nie było ani jednej chmurki. Oszronione szyby skrzyły się w słońcu jak diamenty. Dziewczynce udało się przekonać mamę, że zabawa na świeżym powietrzu jest zdrowa, mogła więc swobodnie biegać po wiosce wraz z innymi dziećmi i obserwować dorosłych, ponownie oczyszczających okna z mlecznobiałego nalotu. Poza tym we wszystkich domach były rozpalone kominki i paleniska, szron więc niemal znikał w oczach. Dziewczynka patrzyła na ziejące czernią wśród bieli śniegu szyby i zastanawiała się, czy tej nocy również zobaczy Mroza.

Wieczorem udała, że grzecznie kładzie się spać, jednak gdy w domu zapanowała cisza mącona jedynie pochrapywaniem taty, wstała cichutko, ostrożnie otworzyła okno pokoju i wyjrzała przez nie.

Mróz pracował kilka domów dalej, po drugiej stronie drogi. Dziewczynka przyglądała mu się z przyjemnością, wyobrażając sobie, jakie cuda tworzy tym razem. Gdy poczuła, że morzy ją sen, zamknęła okno i wróciła do łóżka.

I tak działo się przez kolejne dni: siarczysty mróz nie ustępował, a mieszkańcy wioski za dnia pracowicie oczyszczali szyby domów. Nawet kiedy zamykali okiennice, rankiem przedziwnym sposobem zastawali je otwarte, a szyby na powrót ozdobione malowidłami.

Po kilku nocach dziewczynka nie mogła już obserwować Mroza ze swojego okna, przymarzło ono bowiem do ościeżnicy i nie sposób było je otworzyć. A mróz, zdawałoby się, z dnia na dzień stawał się coraz potężniejszy. Najwyraźniej nie zamierzał dać za wygraną, podobnie jak ludzie.

Impas mógłby trwać w nieskończoność, gdyby dzieci pewnego razu nie postanowiły pobawić się w chowanego.

 

~*~

 

Choć matki usilnie starały się utrzymać pociechy w domach, te uwielbiały zabawy na śniegu. W całej wiosce była ich zaledwie siódemka: czterech chłopców i trzy dziewczynki, w wieku od sześciu do dwunastu lat. Mieszkało tu też kilkoro starszych nastolatków, ci jednak uważali, że są już zbyt dorośli, aby zajmować się głupimi grami.

Osada była wymarzonym miejscem do zabawy w chowanego. W lesie nieopodal istniały tysiące dogodnych kryjówek, a i w samej wiosce ich nie brakowało: w budynkach, między kurnikami i chlewikami, na strychach stajni… Dzieci bawiły się więc całe dnie, krzycząc i biegając, podekscytowane zimą.

– Raz, dwa, pięć, osiem, dziewięć! Szukaaaaam! – zawołała dziewczynka, odwracając się od ściany kościółka. Ochoczo pobiegła w kierunku studni stojącej na środku wioskowego placu. Wiedziała, że znajdzie za nią syna kowala; chłopiec miał sześć lat i brakowało mu wyobraźni.

Syn szewca schował się w szopie nieopodal, bliźniacy mleczarza zdradzili się chichotem, choć wybrali doskonałą kryjówkę wśród krzewów porastających skraj lasu, zaś córeczka snycerza i wnuczka lekarza nie zdążyły znaleźć odpowiedniego miejsca i tylko biegały dookoła kościoła, w nadziei, że unikną bystrego wzroku szukającej.

Następny krył syn szewca, potem córka snycerza. I tak bawili się przez cały dzień, raz po raz, śmiejąc się i bijąc o to, kto szuka następny, a kto się chowa. Zabawa trwała do samego wieczora, a ściślej rzecz biorąc do momentu, w którym synek kowala schował się tak dobrze, że nikt nie potrafił go znaleźć.

 

~*~

 

Podczas ostatniej zabawy tego dnia krył jeden z synów mleczarza. Odnalazł wszystkich graczy poza jednym. Dzieci przez długi czas biegały w kółko, szukając i nawołując, jednak bez skutku. Chłopiec zapewne znalazł tak dobrą kryjówkę, że nie chciał jej zdradzić, aby móc ją wykorzystywać w przyszłości.

Czas płynął, mrok gęstniał, a syn kowala wciąż nie chciał się poddać.

– Koniec gry! – krzyczały maluchy. – Wyjdź! Już się nie bawimy! Pora na kolację! Mama będzie zła! Nie chcemy wiedzieć, gdzie się schowałeś, tylko wróć do domu!

Wreszcie dorośli zwrócili uwagę na dziecięce nawoływania. Sam kowal, zaniepokojony, poprosił sąsiadów o pomoc. Wszyscy mężczyźni z wioski chwycili za latarnie i pochodnie, przeszukiwali skraj lasu, zaglądali do budynków gospodarczych, wołali, prosili, obiecywali i grozili. Nic to jednak nie dało.

Pozostałe dzieci pozamykano w domach.

Była już głęboka noc, gdy śmiertelnie zziębnięci mężczyźni powrócili do osady, tylko po to, by oznajmić szalejącej z rozpaczy kowalowej, że jej dziecka nie odnaleziono.

Tymczasem dziewczynka trwała w oczekiwaniu. I tak nie byłaby w stanie zasnąć. Obserwowała uważnie główną drogę wioski, widoczną z okna kuchni.

Widziała, że Mróz pojawił się dopiero wtedy, gdy zrezygnowani mieszkańcy przerwali poszukiwania i wrócili do domów. Sprawiał wrażenie niewzruszonego. Ciągnął za sobą ciężkie wiadro i, jak co noc, zamalowywał te szyby, które za dnia zostały oczyszczone. Dziewczynka do tej pory nie odkryła, jakim cudem potrafił dosięgnąć okien znajdujących się na piętrach budynków.

Tej nocy temperatura spadła tak bardzo, że w lesie nie dość dobrze ukryte zwierzęta umierały z zimna, a wiekowe dęby pękały z hukiem.

 

~*~

 

Synek kowala odnalazł się dopiero po dwóch dniach. Jego drobne ciałko odkryła gospodyni księdza, schodząc do piwniczki po wino mszalne.

Piwnica miała wejścia zarówno od strony wnętrza plebanii, jak i od podwórka. Chłopczyk wśliznął się przez zewnętrzne drzwiczki i ukrył między regałami pełnymi butelek wina oraz przetworów. Choć szukający zaglądali również tutaj, dziecko najwyraźniej wtuliło się w najdalszy kąt piwnicy i – myśląc, że to wciąż zabawa – nie odpowiedziało na wołania. Gdy uznało, że już późno i zimno, nie było w stanie opuścić piwnicy: gospodyni zawsze porządnie zamykała wewnętrzne drzwi na skobel, te drugie zaś zdążyły przymarznąć. Nikt nie usłyszał krzyków i jęków uwięzionego dziecka. Gospodyni znalazła ciałko chłopca, otwierając niedzielnego poranka drzwi do piwnicy.

W wiosce nastał czas żałoby. Kowalowa nie opuszczała kościoła, kowal zaś zamknął się w domu i przestał pracować. Wielkie palenisko w kuźni wygasło. W serca mieszkańców wkradły się melancholia i beznadzieja, potęgowane przez przytłaczający zimowy krajobraz.

Dzieciom surowo zakazano opuszczania domów. Siedziały więc, każde u siebie, przygnębione, nie mogące sobie znaleźć miejsca. Dorośli zaś uparcie za dnia zeskrobywali z okien szron i wyglądało na to, że nie zamierzali przestać. Mróz natomiast z nocy na noc się wzmagał, prowadząc niemą acz bezlitosną walkę z niszczycielami swoich dzieł. Ciągle też padał śnieg, usypując zaspy wyższe niż najwyższy nawet mężczyzna w wiosce.

Dziewczynka, grzecznie siedząc na swoim łóżku i głaszcząc burego kociaka, rozmyślała. Żal jej było synka kowala, znała go od urodzenia – co dla ośmiolatki stanowi prawdziwą wieczność. Zawsze się razem bawili. Mimo tego jednak rozumiała, czemu Mróz nie zamierzał zrezygnować. Jego obrazy były takie piękne! Nie mógł, a raczej nie chciał odejść, dopóki nie pokryje nimi wszystkich szyb, jakie znajdowały się w osadzie.

Coś jednak należało z tym zrobić. A wyglądało na to, że tylko ona wiedziała, na czym zależy Mrozowi.

 

~*~

 

Ojciec zbył ją lekceważącym machnięciem ręki.

– Tatuś ma dużo pracy, kochanie – powiedział odruchowo. – Idź się pobawić.

Nawet jej nie wysłuchał. Mama zaś westchnęła tylko ciężko.

– Kochanie, masz o wiele za bujną wyobraźnię – stwierdziła, przytulając córeczkę do piersi. – Rozumiesz, co się stało, prawda? Na wszelki wypadek nie mów innym tego, co mnie przed chwilą, dobrze? Smutny to czas, nie pora na opowiadanie bajek.

Dziewczynka próbowała jeszcze kilkukrotnie rozmawiać z rodzicami, wreszcie jednak zrezygnowała. Dorośli nigdy nie potrafili niczego zrozumieć.

Siedziała więc cicho. Zaczęła za to intensywnie ćwiczyć rzucanie kamieniami. Zawsze przodowała w tej konkurencji, bo trafianie w cel było jedną z ulubionych zabaw wiejskich dzieci, teraz jednak przykładała się bardziej niż kiedykolwiek. Wymykała się na dwór, by zbierać pociski – co nie było łatwe, gdyż trzeba je było wykopywać spod śniegu. Pomagały jej w tym pozostałe dzieci, które, pomimo zakazów dorosłych, również nie chciały siedzieć całymi dniami w domach. Na skraju lasu bawiły się w śnieżki, a także w celowanie w nisko wiszące gałęzie, dziuple oraz zwierzęta, które, ośmielone głodem i mrozem, podchodziły bardzo blisko ludzkich siedzib.

Dziewczynka rzucała, biegała, by odzyskać kamienie, rzucała znowu, i tak w kółko, przez wiele dni, aż wreszcie uznała, że jest w tym wystarczająco dobra. Rzucała, dopóki nie trafiała dziesięć razy na dziesięć. Nie zapomniała o synku kowala, który umarł sam, w ciemności. Myśli o nim dodawały jej sił.

 

~*~

 

Wreszcie nadszedł koniec drugiego miesiąca ciężkiej zimy. Nawet najstarsi mieszkańcy nie pamiętali czegoś takiego. Tutaj, tak daleko na południu, nie zdarzały się prawdziwe zimy.

A Mróz wciąż powracał co noc, straszny i niepojęty w swym uporze, wracał, by odtwarzać malowidła na szybach, z których te co dzień spływały, ogrzewane ciepłem domowych palenisk.

Zaczynało brakować żywności, większa część zwierząt gospodarskich poszła na rzeź. Mężczyźni wychodzili co dzień do lasu, by ścinać drzewa, zbierać gałęzie i gromadzić drewno na opał. Choć nikt więcej nie zamarzł na śmierć, zdarzyło się kilka przypadków odmrożeń. Mała wioska, odcięta od świata przez utrzymujące się zaspy, znikąd nie mogła oczekiwać pomocy.

Aż nadszedł dzień, w którym pewna mała dziewczynka uznała, że potrafi już dość. Rzuciła swój ostatni kamień w ostatnią gałązkę sosny, na której ćwiczyła. Gałązka złamała się z suchym trzaskiem i opadła na gruby dywan śniegu. Śniegu, który mógł stopnieć w ciągu jednego dnia, jeżeli plan dziewczynki by się powiódł, lub przykrywać wioskę tak długo, aż wszyscy jej mieszkańcy umrą z zimna i wycieńczenia, jeśli miałaby przegrać.

 

~*~

 

Do stukotów i łomotów wydawanych przez ciężkie wiadro pełne księżycowej poświaty, które nosił ze sobą Mróz, mieszkańcy wioski przywykli już dawno temu. Oczywiście nie mieli pojęcia, co tak naprawdę hałasuje po nocach, ale prędzej czy później człowiek potrafi przyzwyczaić się do wszystkiego.

Tej nocy jednak obudził ich zupełnie nowy dźwięk – brzęk tłuczonego szkła.

Pierwszy raz odgłos ten dobiegł do nich na granicy słyszalności, ni to część snu, ni jawa. Drugi raz wytrącił śpiących z marzeń sennych na dobre, kolejny zaś poderwał ich z łóżek. O co chodzi? Ktoś tłukł cenne szkło! Wpuszczał do domów ziąb!

Dziewczynka biegła, jakby gonił ją zastęp piekielnych ogarów. Potykała się w głębokim śniegu, z trudem brała zakręty, lawirowała między budynkami. Łzy zamarzały jej na pliczkach w lodowatym powietrzu.

Za nią niespiesznie podążał Mróz. Porzucił swój wypełniony srebrem kubeł, przemykał między chatami niczym cień, bardzo szybko jak na kogoś jego postury. Milcząco, zawzięcie i strasznie.

Nie od razu zorientował się, co zamierza zrobić mała, ludzka dziewczynka, która wyszła w noc z płócienną torbą pełną kamieni. Najpierw wybiła szyby w oknach na parterze swojego własnego domu. Te na pięterku pokryte były szronem, więc je zostawiła, jej tata jednak co rano uparcie skrobał okna w kuchni i swojej pracowni. Potem pobiegła ile tylko sił w nogach do znajdującego się naprzeciwko domu lekarza. Tam trzeba było zniszczyć wszystkie szyby, co do jednej, a że okna były duże, dzielone na cztery, trwało to o ułamek sekundy za długo…

Do tego czasu już niemal wszyscy mieszkańcy osady zostali wyciągnięci z łóżek powtarzającym się brzękiem, a Mróz – pracujący wówczas na drugim końcu wioski – zrozumiał, co się dzieje. I ruszył w pościg.

Gdy dziewczynka go zobaczyła, po raz pierwszy się zawahała. Może to wcale nie był dobry pomysł? Ale nie było już odwrotu. Kamienie ciążyły w torbie jak wyrzuty sumienia. Widząc zmierzającego w jej kierunku mrocznego mężczyznę, wyciągnęła kolejny pocisk, odwróciła się i zaczęła uciekać.

Biegła jak mogła najszybciej, rzucając kamieniami w czarne szyby mijanych domów. Drobnymi stopami wybijała fontanny śnieżnego pyłu, tryskającego na wszystkie strony. Teraz, gdy czuła na karku lodowaty oddech Mroza, celowała niemal na pamięć. O, tu jest dom kowala, a kowal od śmierci synka nie oczyszczał szyb. Zaraz za nim stoi chata szewca, w której trzeba wybić wszystkie okna. Brzdęk, brzdęk, brzdęk. I za rogiem, z drugiej strony, jeszcze dwie szyby… I dalej, wciąż dalej, przez zaspy, skrótami, byle zdążyć, byle zniszczyć wszystko, na czym Mróz mógłby jeszcze zechcieć namalować obraz. Zanim złapią ją wylegający już ze swych chat dorośli. Zanim opadnie z sił. Wreszcie zanim dopadnie ją sam Mróz, bo wtedy skończy tak, jak synek kowala, w jednej chwili zamieniona w sopel lodu.

Biegła. To, że była ścigana, dodawało jej skrzydeł. Ludzie, odziani w co popadło, miotali się po wiosce, nawołując i grożąc. Nic nie rozumieli, jak to dorośli. Nie potrafili zobaczyć Mroza, nie mieli też pojęcia, że jeśli czegoś w końcu nie zrobią, wiosna może dla nich nigdy nie nadejść.

Gdy dziewczynka przygotowywała się do tej nocy, wszystko wydawało jej się takie proste. Ot, wyjdzie na zewnątrz, powybija szyby co do jednej, a wtedy Mróz odejdzie na zawsze. Teraz jednak powoli zaczynały ją opuszczać siły. Mróz deptał jej po piętach. Jej ruchy stawały się coraz bardziej ociężałe. Potykała się częściej, a przez zamarznięte łzy ledwo dostrzegała, gdzie jest kolejny cel.

Mróz nagle omal jej nie pochwycił w tchnące ziąbem ramiona. Zaskoczył ją, gdy wyszedł zza załomu jednego z domów. Potknęła się, niezdarnie przetoczyła pod wyciągniętą ręką. Gnana strachem i rozpaczą pozbierała się z czworaków i pobiegła dalej.

Zaczynało jej brakować kamieni. Nie wiedziała już sama, czy zgromadziła ich dość, by dokończyć dzieła. Poczuła, że nawet jeśli Mróz jej nie zabije, płuca jej pękną z wysiłku, wyczerpane tłoczeniem w tę i nazad lodowatego powietrza.

Aż wreszcie został już tylko jeden kamień.

Wystarczyłby zatem jeden rzut. Prosto w okno gospodyni proboszcza. Koniec tego szaleństwa był na wyciągnięcie ręki. Gdyby tylko Mróz, który ze swoistą gracją nadgonił dystans, nie zasłaniał celu…

Był szybszy, pojawił się tuż przed nią. A nie miała już siły, by biec dalej. Nawet gdyby to zrobiła, gdyby uciekła i schowała się w ciepłym wnętrzu jednej z chat, dopadłby ją następnej nocy. W jej własnym łóżku. Dla zasady, tylko po to, żeby się zemścić. Była tego pewna.

Wszystko stracone.

Dziewczynka stała jak wmurowana. Z uniesioną ręką, ciężko dysząc, z trudem łykając łzy porażki. Tak niewiele brakowało! Żeby tak choć kilka centymetrów prześwitu, luka, w którą można by wycelować… ale nie, rosła sylwetka Mroza przesłoniła dziewczynce cały świat.

Zaczął się zbliżać. Słyszała gdzieś za sobą wrzaski i groźby, bo przecież mieszkańcy wioski widzieli tylko oszalałą dziewczynkę, która w środku zimy powybijała wszystkie – niemal wszystkie – szyby w wiosce.

Mróz stanął tuż przed dzieckiem. Dzieliło ich najwyżej kilkanaście centymetrów. Ciężki oddech dziewczynki zamarzał natychmiast, ona sama poczuła, że traci czucie w kończynach, że lód zaczyna wypełniać jej płuca i żołądek. Że zaraz będzie po wszystkim…

Nieskończenie długo – choć trwało to zaledwie ułamek sekundy – mierzył ją spojrzeniem ciemnych oczu, w których kryła się pamięć całego świata. A potem złożył na jej czole pocałunek tak przejmująco zimny, że aż gorący, ukłonił się, odwrócił i odszedł.

Dziewczynka opadła na kolana. Czuła, że zaraz straci przytomność. Zapomniany kamień wypadł z jej dłoni.

Wtedy nadeszło uderzenie. Tata, który nigdy jej nie bił, ponownie uniósł rękę i wymierzył dziewczynce drugi siarczysty policzek.

– Rozum postradała! Tyle zniszczenia, tyle kłopotu! Co teraz będzie?!

Dziewczynka czuła, jak czyjeś ręce szarpią ją za ramiona. Ktoś jeszcze ją uderzył, ktoś wciąż krzyczał i szlochał. Może to była mama. Dziewczynka nie miała pewności. Było jej wszystko jedno. Mróz odszedł. Docenił jej determinację, ale to nie było ważne. Odszedł. Tylko to się liczyło.

 

~*~

 

Zamknęli ją w pokoju; okno zasłonili okiennicami, żeby nie uciekła. Uznali, że oszalała, opętana przez demona zimy.

Ale dziewczynka nie zamierzała uciekać. Nie było już przed czym. Całymi dniami leżała na łóżku bez ruchu, szeroko otwartymi oczami wpatrując się w sufit. Choć nie ucierpiała od zimna, niczego sobie nie odmroziła, zwyczajnie nie była w stanie nawet się poruszyć. Potrzebowała bardzo wiele czasu, aby dojść do siebie. Nikt śmiertelny nie może doznać dotyku kogoś takiego jak Mróz i wyjść z tego bez szwanku.

Wreszcie nadeszła wiosna. Dziewczynka czuła ją jak nikt inny. Wdzierała się przez zamknięte drzwi i okiennice, pachniała zielenią, brzmiała szelestem wyrastających spod ziemi źdźbeł trawy i rozchylających płatki kwiatów.

Dopiero wtedy, po ponad miesiącu, dziewczynka otworzyła oczy, odzyskała świadomość siebie i otoczenia. Oprzytomniała, kiedy wiosna osiągnęła pełnię. Mróz dał jej nieuchwytny, cenny prezent, z którego nie zdawała sobie nawet sprawy i którego nie potrafiła wykorzystać, a życie toczyło się dalej. Pewnego dnia więc wstała, otrząsnęła się i wróciła do świata. Zachowywała się zupełnie normalnie. Nikt nie wypominał jej szaleńczego aktu, którego dokonała pewnej zimowej nocy, ani długich tygodni, które spędziła w letargu, a ona ze swej strony nikomu nie zwróciła uwagi na fakt, że po tejże pamiętnej nocy zima się wreszcie skończyła.

Bo też Mróz nie wrócił już więcej do wioski. Odszedł na dobre, a śnieg niemal z dnia na dzień stopniał. Co więcej, Mróz nie zjawił się w tej osadzie żadnego kolejnego roku, nigdy, nawet gdy pozostałe części kraju były paraliżowane na całe miesiące.

Tylko dzieci zachowały w pamięci, co wydarzyło się tamtej zimy. Czas płynął. Aż w końcu te same dzieci dorosły na tyle, żeby zapomnieć, że kiedyś tam, wiele lat temu, straszliwy mróz zaatakował wioskę i zebrał żniwo śmierci i szaleństwa.

Również dziewczynka, która wkrótce potem stała się kobietą, zapomniała.

Bo dorośli nigdy niczego nie potrafią zrozumieć.

Koniec

Komentarze

Podobało mi się. Urocza, ciepła (pomimo nieprzychylnej atmosfery za oknem) historia. Poczułam się niemalże jakbym słyszała własną mamę opowiadającą mi bajkę tuż przed snem ;)

Czytałem już w Creatio. I to jeden z moich ulubionych tekstów Twojego autorstwa.

Baśniowy, mroźny klimat, ciekawe opisy, świetna fabuła opowiedziana z perspektywy dziecka plus dobre spinające całość zakończenie. 

No i świetnie pasuje do panującej teraz pogody :)

“Pierwszy dzień mrozu dziewczynka spędziła w domu, ponieważ mama nie chciała narażać jej na zimno. Bawiła się lalkami, przeglądała ulubioną książkę z obrazkami, goniła od piwnic aż po stryszek za burym, pręgowanym kociakiem. Dużo czasu spędziła też, podziwiając iglaste gałązki i niesamowite kwiaty widniejące na szybach. Obrazy wyglądały jak stworzone nie przypadkiem, a czyjąś ręką. Każdy przedstawiał coś zupełnie innego.

Dziewczynka była niepocieszona, kiedy tata nabrał w wiaderko gorącej wody i zaczął niszczyć dzieła mrozu. Krzyczała i płakała dopóki nie obiecał, że oszczędzi okno w jej izbie na pięterku. W niedługim czasie tylko jedna szyba pozostała ozdobiona mlecznobiałym malunkiem. Gdy zapadł zmrok i dziewczynka musiała wreszcie położyć się do łóżka, uczyniła to bardzo niechętnie, obawiając się, że do rana i to ostatnie ocalałe cudo zniknie.”

 

Chyba ciutkę za dużo powtórzeń wyrazów w jednym, niedużym fragmencie tekstu…

Ja też czytałam w CF, a skro minęło tyle czasu, a ja jeszcze pamiętam, znaczy, że dobre. Klimat pierwsza klasa, a i historia ciekawa. Bardzo mi się. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Uznała, że zima stanowi uosobienie piękna i zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia.

Inni mieszkańcy wioski nie podzielali jej zdania. Nagły atak zimy stał się najważniejszym tematem rozmów;

nieznajomy w jednej ręce trzymał wiadro, a w drugiej długi patyk.

Przez dłuższy czas spoglądał w okna znajdujących się na parterze pomieszczeń.

 

 Po cichu liczyłem, że Mróz okaże się być jakimś przecudowanym zboczeńcem, który porwał syna kowala, a w dalszej kolejności czaił się na główną bohaterkę, ale rozumiem, że takie rozwiązanie pasowałoby do przyjętej konwencji jak pięść do oka. :D Jest słodko na tyle, na ile powinno być, mi się podoba.

Parę powtórzeń Ci się wkradło, jak już zauważył Roger. Momentami też natężenie “mrozów” jest odrobinę zbyt duże, bo używasz tego słowa jako imienia i jako pospolitego rzeczownika.

Pozdrawiam!

 

Gdy zapadł zmrok i dziewczynka musiała wreszcie położyć się do łóżka, – musiała wreszcie? Wydaje mi się, że przez zestawienie tu tych słów wychodzi semantyczna papka. Albo musiała, albo wreszcie mogła.

 

Niezłe opowiadanie, czytało się dobrze. Styl jest jakby "skracany” pod młodszego czytelnika, więc wyobrażam sobie, że taki był zamysł. Klimat zimy wyrazisty. 

Bardzo ładna sceneria, baśniowa wręcz.

Ale że klimaty i nastroje słabo na mnie działają, mogę się czepiać.

Jak na malutką osadę z kilkorgiem dzieci, masz sporo wąsko wyspecjalizowanych ludzi – kowal, szewc, lekarz, mleczarz.

O ile mi wiadomo, mróz słabo się komponuje z dużymi opadami śniegu. Przy dużym mrozie nie da się bawić w śnieżki, bo się nie lepią. Ale to drobiazg.

Śmierć chłopca wydaje mi się niewiarygodna. Z głodu tak szybko by nie zmarł, co najmniej dobę powinien wytrzymać. A z zimna… W piwnicy nie mogło być naprawdę zimno, bo wino by szlag trafił. Zresztą przecież dzieciak miał jakieś ubranko. Wyziębienie, zapalenie płuc, ale nie od razu śmierć. Chyba że się winem mszalnym zaprawił. Albo Mróz się na chłopca uwziął i osobiście wykończył. I dlaczego nikt go nie słyszał? Gdyby potarabanił pięściami (a lepiej butelkami – ale na to mógł nie wpaść) w drzwi do plebanii, w środku byłoby świetnie słychać.

Ładna klamra.

Babska logika rządzi!

trwożne uwagi ← jakoś mi zazgrzytało, że uwagi mogą być trwożne, ale raczej nie jest to niepoprawne

 

w grube(+,) wilcze futro ← określenia są raczej równorzędne. Chyba że uznać wilcze za dopełnienie rzeczownika. Ale ja bym nie uznała

 

stanowiły linia lasu tuż za wioską… oraz te okienne szyby ← tak patrzę na to zdanie i nie znajduję powodu, dla którego jest tutaj wielokropek

 

i szurając ewidentnie ciężkim kubłem ← funthesystem ostatnio zaszczepił we mnie awersję do przysłówków i wydaje mi się, że jest całkiem uzasadniona

 

przymarzło ono bowiem do ościeżnicy i nie sposób było je otworzyć. ← czy tu nie powinno być go? Nie jestem pewna, ale jakoś mi nie brzmi je.

 

czterech chłopców i trzy dziewczynki, w wieku od sześciu do dwunastu lat.

 

potęgowane przez przytłaczający(+,) zimowy krajobraz.

 

zrobić mała(+,) ludzka dziewczynka ← rozumiem stylizację, ale czy dziewczynka mogłaby być nieludzka? W sumie, w fantastyce pewnie by mogła…

 

wyczerpane tłoczeniem w tę i nazad lodowatego powietrza. ← w tę i nazad jakoś bardzo brzydko mi wygląda

 

Jest klimat. Mnie śmierć chłopca wydała się dość autentyczna i pasująca, ale nie rozważałam tego tak szczegółowo jak Finkla i jej argumenty wyglądają na mocne. Czytało się z przyjemnością.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Mróz, o czym informują tagi, jest baśnią i z takim nastawieniem przystąpiłam do lektury. Pewnie dlatego nie zwróciłam większej uwagi na to, jacy fachowcy mieszkają w wiosce. Przyjęłam, że profesje ojców miały ułatwić rozróżnienie dzieci, które w opowieści nie mają imion. Są po prostu dziećmi, tak jak główna bohaterka jest tylko dziewczynką.

A bajka, głównie z powodu mroźnej i śnieżnej pory roku, nader przypadła mi do serca. Nieczęsto bywa, by zajmująca opowieść dla dzieci działa się w środku tęgiej zimy, by roztaczała fantastyczny, bardzo baśniowy klimat. Joseheim zadbała ponadto o prawdziwy dramat, a całość umiejętnie zwieńczyła optymistycznym, jak przystało na bajkę, finałem.

Szalenie satysfakcjonująca lektura. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Największy plus za motyw zimowy, to jest to co najbardziej lubię w książkach fantasy, bądź opowiadaniach, bo zima ma w sobie coś magicznego, niezwykłego, coś co wprawia człowieka w baśniowy klimat i pobudza jego wyobraźnię. Już sam fakt, że za oknem jest zima to jest dobry czas by usiąść na wygodnym fotelu i poczytać takiego typu opowiadania, bądź powieści ;) I jeszcze gratuluję pomysłu! :)

Zrozumiawszy że, o wstydzie! nie czytałem dotychczas ani jednego Twojego opowiadania, zabrałem się za Mróz pełen nadziei i oczekiwań.

Jak poszło?

Generalnie jestem zadowolony – czytało się świetnie, piszesz w sposób jaki lubię – zgrabnie i płynnie. Nastrój rzeczywiście fajnie wykreowany, jest też kociak, tylko że… nie jestem raczej fanem baśni ;/

I nie podobało mi się takie rozwiązanie problemu. Rzucanie kamieniami w szyby?

Może na mój odbiór wpływa też fakt, że cenię sobie zróżnicowanie klimatyczne w Polsce i gdy nadchodzi zima wcale nie oczekuję z utęsknieniem wiosny ;P

Śmierć syna kowala, z racji wątpliwości, które wypisała Finkla, wolę traktować jako nadprzyrodzoną (może w piwniczce było małe okienko, które chłopiec chciał zbić i w ten sposób naraził się Mrozowi? ;P ).

 

Ostatnie zdanie dobre – rzeczywiście, wyszła niezła klamra.

 

Tyle ode mnie, trzymaj się.

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Wreszcie znalazłam chwilę, by odpisać ; ) Przepraszam, ale zrobię to trochę zbiorczo. Dzięki wszystkim za wizytę! Szczególnie cieszą mnie głosy, że “klimat zimy” jest wyczuwalny jak należy.

 

@Nerissa, Belhaj, Bemik, Blackburn, Naz, Reg, Karkosz – niezmiernie cieszę się, że się podobało ; )

 

@Roger, MrBrightside – powtórzenia są podstępne, przy korektach to one najczęściej się prześlizgują. Niestety, ze względu na przyjętą konwencję “dziewczynki” i “mrozy” stanowiły prawdziwy problem, trudno było je wyeliminować. Pozostałe powtórzenia to moja nieuwaga. Niestety smutne doświadczenie uczy, że o wiele łatwiej jest sprawdzić czyjś tekst niż swój…

 

@Finkla – rację ma Reg, że ze względu na specyfikę tekstu pewne rzeczy są “naciągnięte”, aby pasowały. Stąd mnogość profesji w wiosce czy możliwe nieścisłości w scenie śmierci dziecka, która po prostu była potrzebna fabularnie. Chociaż możliwe, że lepiej byłoby go wsadzić gdzie indziej, niż do piwniczki, by scenę uwiarygodnić… Co do śniegu i mrozu – najpierw spadł śnieg, dopiero potem nadszedł mróz, tu nie ma żadnych przeszkód meteorologicznych. Teraz za naszymi oknami było dokładnie tak samo, nie? ; ) Gorzej ze śnieżkami, to fakt ; p

 

@Count – cholera, a ja właśnie z pomysłu z szybami jestem szczególnie zadowolona ; p A wiosna to niech lepiej przyjdzie jak najszybciej!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Największym plusem opowiadania jest klimat; uwielbiam teksty, których akcja dzieje się w środku zimy, a Ty bardzo ładnie poradziłaś sobie ze stworzeniem mroźnej, groźnej i ponurej atmosfery. Dlatego trochę się rozczarowałam, że jest aż tak baśniowo i słodko. Nie przepadam za narracją prowadzoną z punktu widzenia dziecka (no, chyba że w książkach Martina ^^), zawsze jest dla mnie za słodko, a styl uderza jako uproszczony, “wygładzony” tak, aby pasował do bajki. Trafiłam na niewielu autorów, którzy potrafią pisać w taki sposób, by zachować własny, niezmieniony styl, a przy tym nie czynić bajek zbyt poważnymi dla dzieci. 

Właściwie, to mogę podpisać się pod MrBrightside’em, że:

 Po cichu liczyłem, że Mróz okaże się być jakimś przecudowanym zboczeńcem, który porwał syna kowala, a w dalszej kolejności czaił się na główną bohaterkę, ale rozumiem, że takie rozwiązanie pasowałoby do przyjętej konwencji jak pięść do oka. :D

W ogóle ten Mróz to fajna postać, szkoda, że było go tak mało i był taki milczący i posępny. W końcu facet, który wypowiada wojnę ludziom, bo ci niszczą jego obrazki, musi być interesującą osobą ;)

Nie do końca przekonuje mnie pomysł ze zbiciem szyb. Bo to w sumie zostawiłoby mieszkańców wioski z okrutnymi przeciągami i właściwie dlaczego miałoby powstrzymać Mróz przed jebutnięciem wszystkich straszliwym ziąbem i wymrożeniem krnąbrnych dzieciaków tak tylko, dla zasady i zemsty?

Nie podobało mi się też zakończenie, bardzo schematyczne. “Dzieci wiedzą lepiej, a wszyscy dorośli są ograniczonymi ciemniakami”. 

Ale dobra, wiem, czepiam się ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Mogłam się spodziewać, że postać Mroza bardziej przypadnie Ci do gustu niż dziewczynki, Gravel… ; D Drugi głos przeciw szybom… cholera, no, niszczycie mój światopogląd, niedobrzy ludzie ; ) Pozostaje mi cieszyć się, że klimat wyszedł klimatyczny.

Dzięki za wizytę!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A nie, pomysł z szybami fajny. Sekwencja zdarzeń logiczna – Mróz maluje szyby, ludzie ścierają, Mróz znowu maluje. Ale jak nie będzie miał nic do roboty, to sobie pójdzie.

Babska logika rządzi!

Ja bym się na jego miejscu zirytowała i przetrzepała gówniarzowi tyłek ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Klimat jest.

Ale, żeby przekonać się czy to zasługa tylko tekstu, poczekam do lata…

Gówniarzowi? To dorośli niszczyli prace Mrozu. Dziewczynka wybijała tylko okna bez obrazków.

Babska logika rządzi!

Niszczyła sztalugi ;)

Ale w sumie racja, nie powinien się ograniczać tylko do dzieciaków, tylko sprowadzić icepocalypse na całą wioskę. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

No i do tego by doszło, gdyby nie dzielna dziewczynka. ;-)

Babska logika rządzi!

@Cobold – dzięki. Mam nadzieję, że latem też będzie dostatecznie mroźno.

 

Oj Gravel, Gravel… ; D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przeczytałam mroźną bajkę z przyjemnością – spodobał mi się klimat zasypanej wioski, a Twój styl jest lekki w odbiorze, więc tekst czyta się sam. Do zachwytu jednak trochę mi zabrakło, bo napisałaś klasyczną bajkę-bajkę, którą można by czytać dzieciom. Ja jednak wolę klimaty trochę mroczniejsze, nawet wtedy, gdy wszyscy znamy bohaterów z dzieciństwa – czytałam ostatnio “Dzikiego łabędzia” Cunninghama i przez jakiś czas będę oceniała wszystkie historie oparte na motywach bajkowych przez pryzmat tej książki…

Pewne zastrzeżenia miałam też do zamarzniętego chłopca – aż tak by mu zależało na wygranej, że zdecydowałby się umrzeć? Wydaje mi się, że przeciętne dziecko raczej by wyszło…

Niemniej cieszę się, że mogę posłać tekst do biblioteki :-)

Też czytałam to opowiadanie w CF i wciąż jeszcze całkiem nieźle je pamiętam. Klimat był świetny i pamiętam, że przez całe opowiadanie siedziałam zmartwiona, bo nie wierzyłam, że akcja dziewczynki się powiedzie.

Stylowo – przyznam szczerze – co jakiś czas trafiały się zdania, które wybijały mnie z rytmu. Rozumiem, że to baśń – uwielbiam ten gatunek – ale mam wrażenie, że parę zdań mogłoby pasować lepiej, gdyby je nieco przerobić. Na przykład to:

Dziewczynce udało się przekonać mamę, że zabawa na świeżym powietrzu jest zdrowa.

(Nie wiem, czemu tak je sobie upatrzyłam, że po pół roku nadal je pamiętałam…)

Wydaje mi się, że jak na baśń zbyt logiczne, a jak na realistyczną historię – zbyt nielogiczne. Czy ma sens to, co piszę? Hmm ;)

Ale zasłużona biblioteka. Bardzo zacna lektura.

@Lola – dzięki za klik! ; ) No im dłużej patrzę, tym więcej sama mam zastrzeżeń do chłopca, jednak mleko się już rozlało… Pozostaje nauczka na przyszłość.

 

@Kam_mod – to, co piszesz, oczywiście ma sens. Przyznam, że to była moja pierwsza próba pisania czegoś z perspektywy dziecka, więc i tak cieszę się, że wyszłam z tego obronną ręką ; ) Baśni zresztą też do tej pory raczej nie próbowałam pisać. Cieszę się też, że pamiętasz coś po pół roku od lektury, nawet jeżeli jest to niezbyt fortunnie skonstruowane zdanie ; D

 

Dzięki za wizytę, dziewczyny!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ależ mi zimno! Jetem trochę stara, ale co mi tam, będę obserwować i wyczekiwać na Mróz! ;)

 

Pięknie i klimatycznie napisana bajka. Teraz zimę czuje jeszcze bardziej niż wcześniej. ;)

 

Gratuluję, wygranej w konkursie i publikacji, cieszę się, że podzieliłaś się z nami tym tekstem. 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ależ mi ciepło! ; ) Kiedy czytam takie miłe słowa – dzięki, Morgiano!

Normalnie może wreszcie napiszę coś nowego, przywróciliście mi, ludzie, nieco wiary w siebie. Dziękuję ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przeurocze opowiadanie z perspektywy dziecka, akuratne na mrozy. Wciąga i trzyma w napięciu do ostatnich linijek. I nawet z przesłaniem, bo przecież ile trzeba mieć odwagi, żeby samotnie walczyć, z tym co od wieków jest obecne w śród nas – rzekła moja żona, a ja się podpisuję. Teraz jeszcze siostrzyńcom przeczytać.

F.S

O matko, zarumieniłam się. Foloinie, dziękuję za wizytę i za opinię żony i Twoją ; ) Jest mi niezmiernie miło, że nie tylko sam jako portalowicz przeczytałeś moje opowiadanie, ale też “posłałeś” je dalej.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pięknie napisane.

Włączywszy w to nawet stronę wizualną, dzięki podziałowi fragmentów opowiadania takim znakiem:

~*~

 

Napięcie w Twojej historii wynika z tego, że dorośli lekceważą głos dzieci, zrzucając wszystko ich wybujałą fantazję. Jest to dość uniwersalny i popularny wątek, jeden z tych, który nigdy się nie nudzi.

Podziwiam poziom, na którym napisane jest opowiadanie, widać że dużo piszesz.

Jednak chyba zastanowiłbym się nad dodaniem paru epizodów, żeby czytelnika trochę zaskoczyć albo wyprowadzić w pole. Wyłożyłaś karty na stół na starcie. Od samego początku wiadomo było, kto jest odpowiedzialny za całą aferę. Zabrakło mi tu jakiejś intrygi.

Także, pomimo świetnej narracji, akcja trochę za wolno toczyła się jak na mój gust, szczególnie początkowe dwie trzecie opowiadania.

Ale może powinienem wziąć poprawkę na to, że to baśń dla dzieci.

 

To zdanie chyba bym zmienił:

Wreszcie nadszedł koniec drugiego miesiąca ciężkiej zimy, co w historii wioski było niespotykane.

Dalej tłumaczysz o co chodzi, jednak zanim zacząłem czytać kolejne zdanie przystanąłem, by zastanowić się, czy koniec zimy we wiosce mógł być czymś niespotykanym.

 

Bardzo udane są określenia, którymi uraczyłaś Mróz:

straszny i niepojęty w swym uporze

albo jego sposób poruszania:

Milcząco, zawzięcie i strasznie.

To pobudza moją wyobraźnię i tworzy upiorny obraz Mrozu, czyli dokładnie to, co chciałaś osiągnąć.

 

Kamienie ciążyły w torbie jak wyrzuty sumienia.

– to świetne zdanie w kontekście całego opowiadania.

Będę wypatrywał takich perełek w Twoich tekstach.

Gratuluję warsztatu, powodzenia :)

 

Ps. Enazet, awersja do przysłówków promowana jest przez samego Stephena Kinga.

Dziękuję Ci, Nimrodzie, za budujący komentarz ;) Niezmiernie mi miło, że opowiadanie przypadło Ci do gustu i znalazłeś w nim tyle dobrego! Polecam się na przyszłość.

 

A co do zdania z końcem zimy masz absolutną rację, wyszło deczko bez sensu. Nadmierny skrót myślowy…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mróz nieodparcie kojarzył mi się z Buką (nieistotny fakt – w dubbingu hiszpańskim w wersji latino, nasza Buka to Koka – to imię jeszcze lepiej pasuje do śniegu ;))).

 

Jestem pod wrażeniem czujnego oka Finkli, bo argument o nielepiącym się śniegu na śnieżki jest przekonujący. Sam nie zwróciłem uwagi, bo tak mnie wciągnęła historia! Zastanawiałem się, czy nienazwanie dziewczynki było dobrym zabiegiem i pozostawiam to pytanie bez rozstrzygnięcia – chyba nie było zabiegiem złym : ). Spodobało mi się jak przestawiłaś dziecięcy pęd do zabawy, no i mądrość wyrażona w końcówce. Ogółem – bardzo przyjemna lektura.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Bo Finkle tak mają, że jak lektura nie porywa (a na nastroje reaguję słabo, zaś krzywda dziecka jest tak wałkowana w literaturze, że już się uodporniłam), to odpalają aparat analityczny i zaczynają szukać dziur…

Unikanie imion to bardzo “bajkowy” zabieg. Ułatwia dziecku utożsamienie się z bohaterem. Z najbardziej popularnych bajek, to chyba tylko Jaś i Małgosia mają porządne imiona (no, jeszcze Kaj i Gerda, ale to chyba jednak druga liga). A poza tym – Kopciuszki, Czerwone Kapturki, Śnieżki…

Babska logika rządzi!

Kopciuszek, Kapturek czy Śnieżka to jednak zawsze jakaś ksywa, a dziewczynka indywidualizuje się trochę mniej ;). Niemniej, słuszne spostrzeżenie. I wcale nie mówię, że jestem na nie. Po prostu w pewnym momencie poczułem, że nie wiem, jak mała ma na imię ;D.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevazie, dzięki za wizytę! Fajnie, że się wciągnąłeś i uznałeś lekturę za przyjemną ; )

Dziewczynka oczywiście celowo nie dostała imienia, podobnie zresztą jak nikt inny poza Mrozem. Ma to swoje zalety, ale te cholerne powtórzenia…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bardzo piękna baśń. Zimowy klimat ślicznie oddany, warsztatowo naprawdę dobrze. Przyczepiłbym się do tego fragmentu:

 

Następny krył syn szewca, potem córka snycerza. I tak bawili się przez cały dzień, raz po raz, śmiejąc się i bijąc o to, kto szuka następny, a kto się chowa. Zabawa trwała do samego wieczora, a ściślej rzecz biorąc do momentu, w którym synek kowala schował się tak dobrze, że nikt nie potrafił go znaleźć.

 

~*~

 

Podczas ostatniej zabawy tego dnia krył jeden z synów mleczarza. Odnalazł wszystkich graczy poza jednym. Dzieci przez długi czas biegały w kółko, szukając i nawołując, jednak bez skutku. Chłopiec zapewne znalazł tak dobrą kryjówkę, że nie chciał jej zdradzić, aby móc ją wykorzystywać w przyszłości.

Czas płynął, mrok gęstniał, a syn kowala wciąż nie chciał się poddać.

 

Ten drugi fragment wydał mi się dość sporym powtórzeniem tego, co napisałaś z dużo lepszym, robiącym wrażenie efektem w ostatnim zdaniu fragmentu poprzedniego.

 

Poza tym nie ma się do czego przyczepić. Warte nominacji.

Zygfrydzie, bardzo Ci dziękuję za wizytę i dobre słowo! ; )

 

Co do wskazanego fragmentu… Sama nie wiem. Gapię się na to i gapię i – może dlatego, że już późno – nie jestem w stanie nic mądrego wymyślić. Z jednej strony masz rację, ale z drugiej ten kolejny fragment musiał się jakoś zacząć, nie mogłam tak walnąć prosto z mostu, że “Nie znaleźli, więc zawołali dorosłych”, nie? ; ) Ale jak mówię, sama nie wiem, może zgrabniej byłoby coś uciąć…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zimowy klimat czuć bardzo wyraźnie. Nawet nie patrzyłam na tagi, ale po pierwszych słowach zorientowałam się, że chodzi o bajkę, więc przymknęłam oko na drobiazgi, o jakich pisała Finkla. Przeczytałam jednym tchem. Mróz okazał się dokładnie taki, jakim go sobie wyobraziłam na samym początku.

Troszkę mi przeszkadzał brak imion postaci, zwłaszcza dzieci, które wiodą tu prym, ale tak je odróżniłaś od siebie, że nie miałam z tym problemów, przyzwyczaiłam się – machnęłam więc ręką. 

Generalnie jestem z lektury bardzo zadowolona i żałuję, że nie zajrzałam wcześniej.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, dziękuję Ci bardzo za budującą opinię. Aż chce się pisać nowe rzeczy, jak do człowieka dociera, że jego pisanina może komuś sprawić przyjemność ;)

No, brak imion był zabiegiem celowym, cieszę się, że mimo wszystko wybrnęłam z mnogości dzieci.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jako baśń sprawdza się świetnie – dopracowane, wypucowane i klimatyczne. Problem w tym, że nie przepadam za baśniami.

Takie teksty są najtrudniejsze dla mnie w ocenie piórkowej. No bo widzę, że tekst jest dobry, na pewno ponad średnią, ale trudno mi ocenić, czy aż tak dobry, bo mi nie ma szans się spodobać. Co gorsza, nawet nie mam zarzutów, bo każdy element tego tekstu pasuje do siebie idealnie. Ale mnie to trochę nudziło przez obraną formę.

Ech, pomyślę ;)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Haha ;D Co Ci serce podpowiada, Tenszo. Jeśli cokolwiek zgrzyta, powoduje skrzywienie, wzruszenie ramion czy znudzenie, jak napisałaś, znaczy, że nie i już ; ) Tak czy owak przyjmuję Twój komentarz za komplement, dzięki ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Doceniam warsztat i pomysł, chociaż do mnie też niespecjalnie trafiają takie teksty. Lubię baśnie, ale jednak zabrakło nieco goryczy, jakiejś bardziej przewrotnej puenty. Drażniły mnie też wtręty w stylu “ale to są dorośli, więc wiadomo” i podkreślanie, że podczas walki z Mrozem oni widzieli tylko dziewczynkę. Wolałabym tę różnicę między światami dzieci i dorosłych odczuć, nie mieć ją wyłożoną. 

 

Pomysł z oknami bardzo ładny, w ogóle klimat to mocna strona tego opowiadania. Drobne nielogiczności są  dzięki niemu do wybaczenia, a fabuła jako całość się “klei”, więc nie jest źle :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Aha, przyszłaś się zemścić! ; p

 

Dzięki za lekturę i opinię. Zdaję sobie sprawę z mankamentów tego tekstu, niemniej cieszę się, że broni się klimatem i warsztatem ;) Za to jeśli kiedyś w przyszłości zdarzy mi się pisać coś baśniopodobnego, przynajmniej mam już nauczkę co do pewnych aspektów…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No i masz, było poczekać z tą opinią :D

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Jakkolwiek znaki na niebie, ziemi i na oknach malowane mogą wskazywać inaczej, podobało mi się to opowiadanie. I to, właściwie, jest jego największy problem – podobało mi się i nic więcej, niestety. Sympatyczna, ładna baśń z ciekawym pomysłem i jeszcze ciekawszą postacią Mroza (z trudem udaje mi się nie myśleć o nim jako o Dziadku), ale, generalnie… ujmę to może tak: ani grzeje, ani mrozi.

Puenta, ta o zapominaniu, też w podobnym stylu – niby ładna i niegłupia, ale mam wrażenie, że można by wycisnąć z niej coś więcej. I że opowiadanie na więcej zasłużyło.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Czaję, Cieniu. Dzięki za komentarz ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, wiesz, że byłam na NIE.

Jeśli ten tekst miał być baśnią dla dzieci, to zabrakło mi na końcu jakiegoś nagrodzenia szlachetnych, ukarania wrednych… No i w bajkach niewinne dzieci chyba rzadko umierają (bez wskrzeszania – Czerwony Kapturek mogła chwilkę pobyć w wilczym brzuchu). Jedno i drugie chyba nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa maluchowi.

Jeśli dla dorosłych – zabrakło dopracowania szczegółów. Co mi się nie podobało w śmierci chłopca – pisałam już wcześniej.

Zakończenie też mi niespecjalnie podeszło – głęboko wierzę, że dorosły potrafi dość długo zachować dziecięcą mądrość. Jeśli tylko wystarczająco chce. :-) Ale to już pewnie kwestia gustu.

Babska logika rządzi!

Oj, Finklo. Znane nam dzisiaj wersje najpopularniejszych baśni są przecież bardzo złagodzone ; D Polecam zerknięcie na przykład tu.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No, wygląda nieźle. Wiedziałam, że znane nam wersje są złagodzone, ale że aż tak? Swoją opinię opierałam na “Cudowne i pożyteczne” Bettelheima.

OK, były jeszcze jakieś przypowiastki rodem ze szkółek niedzielnych, jak to dzieci nieprzestrzegające przykazań spotykają straszliwe kary (tak, głównie śmierć i to raczej nieprzyjemna), ale jakoś nie utrzymały się w czołówce ulubionych bajek. ;-)

Babska logika rządzi!

generalnie… ujmę to może tak: ani grzeje, ani mrozi.

Chyba mogę się podpisać pod słowami Cienia. Napisane przyzwoicie. Czytało się łatwo, choć trochę nudziło. Jakiegoś szczególnego klimatu nie odczułem, ale może to przez nadchodzącą wiosnę. 

Dzięki za wizytę, Fun! Przełykam porażkę z godnością, tylko łkając cicho w kąciku ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

…chusteczkę?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja czytałem ten tekst po raz pierwszy przy ponad trzydziestostopniowym upale, w nagrzanym pociągu, jadąc od godziny bez wody. A jakoś klimat czułem. Zatem pogody bym w to nie mieszał.

Ładne. Oczy po monitorze przesuwały się bez przeszkód, choć czasem umysł wędrował niezależnie od nich. Od pierwszego zdania jednak nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że czytam polskie tłumaczenie opowiadania ,,Ice Dragon’’ George’a R. R. Martina. I nie chodzi mi tu o styl, a o koncept. Relacja twojej dziewczynki z Mrozem identyko jak relacja dziewczynki z lodowym smokiem, w jego wersji. Osobiście wolałem wersję ze smokami ;) Jeśli znasz Ice Dragona to słabo, jeśli nie, koniecznie przeczytaj. Zadziwi cię natłok podobieństw.

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Co tylko dowodzi, że wszystko już było ; (

 

Dzięki za wizytę. Cieszę się, że przynajmniej wyszło “ładnie”. A Lodowego smoka owszem, znam, tyle tylko, że przeczytałam go na długo po napisaniu Mrozu i – przyznam – w ogóle nie skojarzyły mi się. Mało tego, w ogóle nie pamiętam fabuły tej krótkiej książeczki. Co nie świadczy najlepiej zapewne i o mnie, i – przynajmniej w tym przypadku – o Martinie ; p Po prostu któregoś mroźnego dnia, patrząc na wzory wymalowane przez mróz na oknie, wyobraziłam sobie, że ktoś te wzory faktycznie robi… Proste skojarzenie. I potem samo poszło ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Brońcie bogowie, nie zarzucam ci plagiatu. A co do ,,Ice Dragona’’, jestem pewien, że po emisji finału nadchodzącego sezonu GOT, będzie cieszyć się olbrzymią popularnością :X

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

Urocza bajka. Ma w sobie mnóstwo ciepła, chociaż opowiada o zimie. Urzekła mnie i poprawiła mi humor. Jest w niej coś takiego, co sprawia, że człowiek się mimowolnie uśmiecha.

W dodatku, przynajmniej w takiej wersji jaką przeczytałem, napisana bezbłędnie. Tylko jeden drobiazg mi (cichutko) zgrzytnął. Mianowicie te powtarzające się kilkukrotnie metry i centymetry zmieniłbym na miarę brzmiącą bardziej “starodawnie”, bo ja wiem, łokcie, cale, stopy (?).

Zasadniczo nie komentuję komentarzy. Odniosę się jednak do komentarza Finkli, bo jest najbardziej merytoryczny, jak lubię.

Obecność przedstawicieli kilku różnych zawodów w tak małej wiosce można wytłumaczyć tym, że zaspokajali oni potrzeby również i mieszkańców innych wiosek, które tworzyły z wioską dziewczynki jakąś wspólnotę gospodarczą. Przecież fakt, że wioska dziewczynki była w czasie zimy odcięta od świata, nie znaczy, że była izolowana zawsze.

Kupa śniegu może się komponować z mrozem, np jeżeli śnieg spadł jeszcze zanim mróz się zaostrzył.

Kwintesencją opowiadania jest siarczystość mrozu. Mały chłopczyk mógł szybko zamarznąć przy takim mrozie w nieogrzewanej piwnicy. Wystarczyło że niewiele zjadł, albo cały posiłek spalił podczas zabawy. Wino mszalne mogło oczywiście zamarznąć razem z nim. Nie trzeba tego tłumaczyć złośliwym działaniem Mroza skierowanym specjalnie na chłopca.

Nie można wykluczyć, że gospodyni na plebanii go nie usłyszała. Przecież nie wiemy, jak była położona piwnica w stosunku do reszty plebanii, jak grube były drzwi, gdzie była gospodyni w tym czasie itp. Dla zupełnej jasności wystarczyłoby zamieścić wzmiankę w opowiadaniu, że gospodyni była przygłucha.

W jednym Finkla ma rację. Na ostrym mrozie nie da się lepić fajnych śnieżek.

Reasumując, bajka zasługuje na piórko i na to, żeby ją umieścić w towarzystwie innych bajek w opasłym oprawionym w skórę tomie, napisaną na żółtawym welinowym papierze. Jako że ciągle jestem po wpływem czaru tej bajki, będę na koniec infantylny i powiem też, że te oddzielające “rozdziały” znaki graficzne, które tak spodobały się Nimrodowi, zamieniłbym na sopelkismiley

Pozdrawiam Autorkę i gratuluję!

 

Jacku, cieszę się, że “Mróz” przypadł Ci do gustu. Dzięki za odkurzenie starego bądź co bądź tekstu ;)

 

Zdumiona lekko jestem, bo w sumie nigdy nie sądziłam, że to opowiadanie może być “krzepiące”. No ale dobrze, jeśli tak je odbierasz.

Nie będę już grzebać przy tym tekście, ale faktycznie jednostki mogą zgrzytać. Zapamiętam to na przyszłość, jak zdarzy mi się pisać coś w podobnej, nie-współczesnej konwencji.

 

Dzięki za “obronę” pewnych rzeczy. Co nie zmienia faktu, że z tymi śnieżkami się nie popisałam, przecież to oczywiste, wstyd mi ;(

 

Jeszcze raz dzięki. Polecam się na przyszłość ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nowa Fantastyka