- Opowiadanie: Kuba Pawełek - Nic

Nic

Hej, to moje drugie podejście into fantastyka. Ponownie to krótka forma, więc czytania nie ma zbyt wiele. Mam nadzieję, że historia jest nieco bardziej po linii.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Nic

Pierwsze zgasły światła na Załężu, na zachodnich przedmieściach Katowic. Mówiono nam, że wcale nie będzie schematu. Że to będzie się działo chaotycznie. Poczułem, jak ogoloną niedawno twarz musnął zimny wiatr. Był środek lata, księżycowa, jasna noc. Najwyższy punkt widokowy w mieście, tuż przy Spodku, lepszego miejsca nie mogłem sobie wymarzyć. Nim od zaciemnionej dzielnicy dobiegł pierwszy krzyk, sekundnik zatoczył kilka pełnych okręgów, dźwięk rozchodził się z prędkością trzystu metrów na sekundę. Nicość była powolna ale systematyczna, tak samo jak w Paryżu, Rzymie i dziesiątkach innych miast na całym świecie. To wszystko było nieubłagane, nie do zatrzymania.

Gdzieś w dole przejechała kawalkada policyjnych samochodów. Uśmiechnąłem się wtedy pod nosem. Jakie to miało znaczenie? Kilkudziesięciu funkcjonariuszy znaczyło tyle co nic. Nawet gdyby pojechała tam cała komenda, niczego by nie wskórali. Mogli uciekać na wschód, kupiliby sobie kilka dni, może nawet tygodni życia.

Podszedłem do metalowej balustrady, która okalała dach biurowca. Na schodach Spodka siedziała zamknięta w uścisku para. Obserwowałem ich do czasu, aż zgasły kukurydze Tysiąclecia. Ciemność właśnie pochłonęła jedno z największych osiedli na Śląsku. Światła nie znikały tak nagle, jak podczas awarii prądu. One po prostu gasły, jak powoli dopalająca się świeca. Potem nie było już zupełnie nic. Kochankowie na dole nie mieli zielonego pojęcia o postępach przelewającej się przez miasto nicości. Trwali przytuleni, ściskający się w ostatnich chwilach świadomości. Było mi ich szczerze żal, walczyli o każdy oddech, dotyk, spojrzenie. Tracili cały swój świat, dla nich to co się działo oznaczało absolutną niesprawiedliwość. Ja patrzyłem na to zupełnie inaczej. Pamiętam jak cieszyłem się, kiedy ciemność dotarła do Londynu, żony nie żałowałem, ale dzieciaki były dobre. Mnie nie zostało już nic, za czym tęskniłbym na tym świecie. Chyba na to czekałem, tak mi się wówczas wydawało.

Kiedy zgasła Silesia i sąsiadujące z nią Dębowe Tarasy, zapaliłem papierosa. Jasny płomyk w coraz bardziej pustym i pozbawionym życia świecie. Tytoń, tego będzie mi żal, to lubiłem. Tamci na dole coś zauważyli, albo usłyszeli. Sam podniosłem wzrok, kiedy wraz ze zniknięciem irytującej, bijącej po oczach reklamy dostawcy energii elektrycznej, syreny policyjnej kolumny ucichły. Kiedy różowy ekran zgasł, poczułem w brzuchu pierwsze skurcze. Strach, to właśnie był strach, najbardziej czysty, pierwotny. Ściskał wnętrzności i dobrze wiedziałem, że jakiekolwiek działania nie mają większego sensu. Im było bliżej, tym bardziej moje żałosne oczekiwania i pozorna gotowość na śmierć okazywały się podłym kłamstwem. Nie dało się uciec, po prostu się nie dało. Chłopak puścił dziewczynę i stanął na równe nogi. Podniósł ramiona i złapał się za głowę. Dziewczyna nie wytrzymała, wtuliła twarz w jego uda. Jeszcze nim zgasła Koszutka, dobiegło mnie ciche, ledwie słyszalne łkanie. Jeszcze kilkadziesiąt metrów, widziałem jak bledną światła biurowca na Chorzowskiej. Chwilę później w ciemności rozpłynęły się białe stroboskopy Supersamu.

Żona wcale nie była taka zła, może zbyt często wyjeżdżała, ale w końcu przynosiła do domu całkiem pokaźną wypłatę. Miała gorszy czas, pierwszą zdradę mogłem jakoś przeboleć. Może jeśli wziąłbym się za siebie i zawalczył o małżeństwo, moglibyśmy być tą parą, która wrzeszczała teraz na siebie na schodach Spodka. Mieli przed sobą ostatnie sekundy bytu. Dlaczego zamiast trzymać się siebie kurczowo jak jeszcze kilka minut temu, szarpali się i krzyczeli jakby próbowali ze wszystkich sił przelać na siebie skrywany gdzieś głęboko żal? Nic dziwnego, że świat umierał, co mogli przeciwstawić nicości, kiedy zawiodła ludzka nienawiść? Nie daliśmy rady karabinami, ogniem i bombami, wszystkim co od tysięcy lat tak skrupulatnie pielęgnowaliśmy i doskonaliliśmy. Kiedy przegrał gniew, nie było już miejsca na miłość, została tylko apatia.

Superjednostka rozmyła się w ciemności, pierwszy raz na własne oczy widziałem jak to się dzieje. Powoli, jakby ktoś nagle zmroził powietrze, światła przygasały, by ostatecznie zniknąć w przefiltrowanej butelkową zielenią ciemności. Oko miasta, centralne rondo Katowic gasło powoli. Para na dole ześwirowała do końca. Dziewczyna odepchnęła chłopaka i rzuciła się do panicznego biegu. Przerażenie musiało pomieszać jej zmysły, wbiegła prosto w wibrujące delikatnie powietrze. Jej krzyk umilkł jak ucięty nożem. To nie trwało nawet jednej sekundy, wrzask po prostu się urwał. Chłopak zbiegł ze schodów, zatrzymał się po kilku krokach. Spuścił głowę, wahał się tylko chwilę. To było bardzo blisko, wystarczyło, że zrobił kilka kroków. Jego sylwetka i wyciągnięty na bruku cień rozedrgały się i rozmyły w powietrzu.

Pierwszy raz od dłuższego czasu powiedziałem wtedy sławetne “kurwa”. Jak inaczej mogłem podsumować to co działo się tuż przede mną? Słowo wytrych, synonim polskości. Ręce zaczęły drżeć, głos uwiązł w gardle, na wargach poczułem dziwną suchość. Tak bardzo spieszyłem się, żeby zapalić jeszcze jednego papierosa, że paczka omal nie wypadła mi z rąk. Dlaczego schowałem ją do kieszeni? Jakbym jeszcze kiedykolwiek miał z niej skorzystać. Co za idiotyzm…

Reflektory Spodka powoli traciły moc, a moje usta dygotały jak u skaleczonego dziecka. Papieros wypadł z dłoni, łzy napłynęły do oczu. Nawet nie zorientowałem się, kiedy to coś dotarło do wieżowca. Zrobiło się zimno, papieros leżący na dachu zgasł. Nikotynowy dym rozwiał się w mroźnym powietrzu. Było tak bardzo ciemno. Jakby światło nigdy nie istniało. Czułem jak struny głosowe drżą, choć wiedziałem, że krzyczę, moich uszu nie dochodził ani jeden dźwięk. Próbowałem złapać balustradę, o którą jeszcze chwilę wcześniej opierałem dłonie. Krzyczałem bez żadnego dźwięku. Grunt pod nogami zniknął, musiałem wierzgać jak dopiero co narodzone dziecko. Ślepe i głuche, nieświadome. Nie było ognia, nie było nic. Oczy nie widziały, usta nie smakowały, palce niezdarnie zaciskały się na zimnej jak lód pustce. Istniałem choć tak mocno czułem, że nie ma już we mnie żadnego życia.

Koniec

Komentarze

tysiąclecia – Tysiąclecia

 

Kiedy zgasła Silesia i przylegające do niej Dębowe Tarasy(+,) zapaliłem papierosa. – raczej sąsiadujące, przyleganie sugeruje coś takiego jak dworzec i Galerię Katowicką 

 

Tamci na dole coś zauważyli, albo usłyszęli – usłyszeli 

 

Reflektory Spodka powoli traciły moc, a moje usta dygotały jak u zranionego w kolano chłopca. – niby dobrze, ale zatrzymałam się w tym miejscu i podstępne chochliki natychmiast zaczęły szeptać pytania: dlaczego zranionego w kolano, a nie w łokieć? dlaczego chłopca? A dziewczynka? Dlatego uważam, że lepiej by brzmiało: jak u zranionego/skaleczonego dziecka (to tylko moje zdanie i mała sugestia)

 

Grunt pod nogami zniknął, musiałem telepać się(+,) jak dopiero co narodzone dziecko. ślepe i głuche, wiecznie kalekie. – raz: nie brzmi mi za dobrze to telepanie się w kontekście noworodka; dwa – nowe zdanie wielką literą; trzy – dlaczego kalekie? 

 

Zauważyłam, że nie odpowiedziałeś na komentarze pod pierwszym tekstem i nie poprawiłeś wskazanych błędów. Lekceważony czytelnik, to czytelnik tylko na chwilę, dłużej z autorem nie zostanie.  Jednak dam Ci drugą szansę :) 

Niby Nic, ale szorciak nawet mi podszedł. Trochę usterek w nich jest, część wypisałam powyżej, ale da się czytać. 

Na którym budynku stał bohater? 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Kubo Pawełku, ponieważ nie lubię tracić czasu dla autorów lekceważących czytelników, musi Ci wystarczyć świadomość, że Nic przeczytałam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam i ujęły mnie zawarte w tym szorciaku emocje. Naprawdę czułam ten strach.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jakie miało to znaczenie? ← Jakie TO miało znaczenie?

 

Kiedy zgasła Silesia i przylegające do niej Dębowe Tarasy(+,) zapaliłem papierosa.

 

albo usłyszęeli

 

Sam podniosłem wzrok kiedy syreny policyjnej kolumny ucichły wraz ze zniknięciem irytującej, bijącej po oczach reklamy dostawcy energii elektrycznej. ← Sam podniosłem wzrok, kiedy wraz ze zniknięciem irytującej, bijącej po oczach reklamy dostawcy energii elektrycznej, syreny policyjnej kolumny ucichły.

 

ta para ← tą parą

 

łzy nie zalewają oczu

 

To tylko przykłady. Nie wiem, czy reagujesz na poprawki, więc bardzo się nie wysilam.

Klimat jest dobry, nihilistyczny, a ja taki lubię.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Mi się podobało.

Odczucia na chwilę przed nieuchronnym końcem.

 

@ śniąca

Niby Nic, ale szorciak nawet mi podszedł. Trochę usterek w nich jest, część wypisałam powyżej, ale da się czytać. 

w nim jest*

 

jestę poprawiaczę :D

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Solidaryzuję się z protagonistą. Myślę, że po zakończeniu lektury czułem się podobnie jak on tuż przed śmiercią – jakbym miał styczność z rozdętym, mrocznym, pustym niczym.

Banalny, przegadany i wyzuty z fabuły przerost formy nad treścią, co w przypadku szorta jest podwójnie karygodne. Szkoda, bo warsztatowo tekst wypada niezgorzej, a i jakiś zalążek pomysłu wystaje spod lawiny zbędnych słów.

Nie znam się, więc się wypowiem (a potem założę sobie fanklub)

Mea culpa, biję się w pierś z tym poprawianiem. Nie ma się co tłumaczyć, trzeba się zabrać do roboty i poprawić oba teksty. Dzięki za zawrócenie na to uwagi :)

Kuba Pawełek

Nie myślałeś o zmianie tła opowiadania? 

Nie mogłem tego wszystkiego “czuć”, bo niestety nie mogłem dostrzec :)

 

Podobały mi się emocje.

Niech żyje zielona Grenlandia!

jestę poprawiaczę :D

Super!

Tak to jest, gdy się pisze na kolanie ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A do mnie nie przemówiło. Niewiele zrozumiałam – coś się dzieje ze światem, ale co? Skąd się wzięło? Od bohatera nic nie zależy, więc i nic nie może zrobić. Tylko patrzeć. Dziwne, że on jeden taki ciekawy.

Interpunkcja kuleje.

Obserwowałem ich do czasu, aż zgasły kukurydze tysiąclecia.

A tego nie rozumiem.

Babska logika rządzi!

Finklo, osiedle Tysiąclecia (dlatego zwracałam uwagę, że ma być wielką literą) to osiedle wieżowców w Katowicach o specyficznym kształcie. Chociaż osobiście kukurydzami tych bloków bym nie nazwała.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pomysł całkiem fajny. Rezygnacja wobec nieuniknionego nawet nieźle opisana, ale brakuje jakiejś akcji. No tak trochę nic się nie dzieje.

Aaaa! To nazwa osiedla… W takim razie bezwzględnie dużymi literami, bo człowiek spoza miasta nie ma szansy odgadnąć. A ja już kombinowałam, że tajemnicza zagłada daje efekty podobne do produkcji popcornu.

Babska logika rządzi!

Gdybym nie znała miejsca “akcji”, to pewnie mój odbiór byłby inny. Jednak, jak Kuba opisał znikające w nicości tak dobrze znane budynki, to miałam je przed oczami.

Tylko nadal nie wiem, na dachu którego budynku stał bohater. Mam dwa typy i ciekawa jestem, czy trafiłam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dla mnie akcja rozgrywa się “gdzieś tam”. Nie mam Twoich problemów, zastąpiłam je innymi. ;-)

Babska logika rządzi!

“Liczyłem sekundy, potem minuty, dźwięk rozchodził się z prędkością trzystu metrów na sekundę.“ – powtórzenie

 

“Ściskał za wnętrzności“

 

Jakby światło nigdy nie istniało. Czułem jak struny głosowe drżą, choć wiedziałem, że krzyczę, moich uszu nie dochodził ani jeden dźwięk. Próbowałem złapać balustradę, o którą jeszcze chwilę wcześniej opierałem dłonie. Machałem jak opętany, krzyczałem bez żadnego dźwięku. Grunt pod nogami zniknął, musiałem telepać się jak dopiero co narodzone dziecko. ślepe i głuche, wiecznie kalekie. Nie było ognia, nie było nic. Oczy nie widziały, usta nie smakowały, palce niezdarnie zaciskały się na zimnej jak lód pustce.“

Stosowanie dokładnie tej samej konstrukcji zdań znacznie osłabia przekaz, nuży.

 

No cóż, ja nie znam Katowic, więc nie widziałam tego wszystkiego za dobrze, ale szort ma klimat. Zastanawiam się tylko, jak to możliwe, że – przynajmniej tak to odczytałam – bohater doskonale wie, co się dzieje i wie, co wydarzyło się wcześniej w innych miejscach na świecie, a nikt inny dokoła niego nie wydaje się wiedzieć? (obściskująca się para, policja).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Hej :) z tym Tysiącleciem to racja, jako mieszkaniec miasta nie przyszło mi do głowy, że ktoś może tego nie znać, naiwność… Jeśli chodzi o kukrydze, to katowiczanie najczęściej właśnie tak nazywają te wysokie molochy – chyba, że nazwa wyszła już z obiegu :)

@śniąca, założyłem, że bohater stoi na wybudowanym już biurowcu KTW (stawiają go na miejscu byłego wieżowca PKP przy Spodku) :)

Kuba Pawełek

A tego, że kukurydze to nazwa używana przez mieszkańców, to nie wiedziałam – Katowice trochę znam, ale nie aż tak. 

Czyli trafiłam z tym budynkiem. Zastanawiałam się w jakim czasie się to dzieje – bo starego biurowca PKP już nie ma, a nowego jeszcze :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

@śniąca – zakładam, że drugim typem na lokalizację bohatera, był Altus? :)

Kuba Pawełek

Owszem, tylko trochę daleko mi było w kontekście “budynku obok”. Ale skoro u Ciebie Tarasy przylegają do Silesii to i taką opcję brałam pod uwagę. 

A Ty nie dyskutuj, tylko poprawiaj – bo sprawdziłam i poprawek nie widzę. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tekst poprawiony zgodnie z wszystkimi sugestiami z komentarzy :)

Kuba Pawełek

Podstawowa zaleta tego opowiadania stanowi zarazem jego największą słabość. Świetnie sprawdza się umiejscowienie akcji w konkretnej przestrzeni. Znikanie elementów znanej rzeczywistości robi na czytelniku duże wrażenie. Katowice znam słabo, ale kukurydze (choć nie wiedziałem, że tak na nie mówią) skojarzyłem od razu. Potem Spodek, Silesia… Brrr!

Gdybyś tekst przetłumaczył na obcy język i wysłał za granice, straciłby cały wyraz. Ale tak po listopadowej, patriotycznej linii to całkiem, całkiem.

 

Podobało mi się, przeczytałem na przerwie w pracy i czuję, że nie zmarnowałem czasu. Fajny motyw z wykorzystaniem znanych budynków. 

Teraz, Kubo Pawełku, oprócz tego, że przeczytałam możesz wiedzieć, że przeczytałam Nic z przyjemnością. Choć opisałeś zaledwie niewielki fragment tego, co widział bohater, jego relacja zrobiła na mnie spore wrażenie. I przestraszyła.

 

Mó­wio­no nam, że wcale nie bę­dzie sche­ma­tu. Że to bę­dzie się dzia­ło cha­otycz­nie. – Czy to celowe powtórzenie?

 

mi­nę­ło tro­chę czasu. Li­czy­łem w gło­wie upły­wa­ją­cy czas… – Powtórzenie.

 

Ob­ser­wo­wa­łem ich do czasu, aż zga­sły ku­ku­ry­dze Ty­siąc­le­cia. – Dowiedziawszy się, że to budynki, zauważyłam, że są pisane wielką literą – Kukurydze, tak jak Spodek.

Z drugiej strony – Ty, jako mieszkaniec Katowic, pewnie wiesz najlepiej, czy to nazwa własna, czy nie. ;-)

 

szar­pa­li się i krzy­czę­li jakby pró­bo­wa­li ze wszyst­kich sił… – Literówka.

 

mu­sia­łem wierz­gać się jak do­pie­ro co na­ro­dzo­ne dziec­ko. – …mu­sia­łem wierz­gać, jak do­pie­ro co na­ro­dzo­ne dziec­ko.

Nie można się wierzgać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy, dzięki za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami. Miło, że tekst wywarł zakładane wrażenie :)

Mówiono nam, że wcale nie będzie schematu. Że to będzie się działo chaotycznie. – Czy to celowe powtórzenie? –  Zgadza się, założyłem, że takie powtórzenie wzmocni wydźwięk zdania.

Te kukurydze to dość śliski temat. Osiedle jako osiedle funkcjonuje pod nazwą Tysiąclecia, kukurydze to obiegowe nazewnictwo, które nadali mieszkańcy miasta ze względu na charakterystyczny kształt bloków. Szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia jak traktować te nieszczęsne k(K)ukurydze :D

Reszta błędów poprawiona :) Jestem bardzo zadowolony z efektu, czyta się lepiej i brzmi również lepiej.

Kuba Pawełek

Gdyby to ode mnie zależało, Kubo, napisałabym Kukurydze. 

Tak podaje Wikipedia i mimo że do wiedzy ciotki podchodzę z dużą ostrożnością, to w tym przypadku uważam, że choć budynki zostały ochrzczone przez lud, to ta nazwa już do nich przylgnęła na stałe i utrzymuje się przez chyba trzydzieści lat.

Wcale nie twierdzę, e mam rację. ;-)

 

No i, oczywiście, bardzo się cieszę, że uwagi okazały się przydatne. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka
Patronujemy