- Opowiadanie: c21h23no5.enazet - O wkładaniu ręki do ciasta, by poczuć smak

O wkładaniu ręki do ciasta, by poczuć smak

Przejrzałam kilka opowiadań konkursowych i żaden tekst nie jest w moim guście (chyba tylko ja mogę oczekiwać traktatów okołofilozoficznych po opowiadaniach o wakacjach). Dodaję więc małego szorta w moim stylu. Nie jestem pewna kilku zdań – bezlitośnie skarżcie się, jeśli coś wam zgrzytnie.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Drewian

Oceny

O wkładaniu ręki do ciasta, by poczuć smak

Gdzie jest ta pierwotność?

Zatapiam stopy w zimnym, wartkim strumieniu. Twarz i ramiona grzeje mi mocne słońce, nozdrza wypełnia zapach ziół. Widzę łagodne, piaszczyste brzegi rzeki, dalej wysokie, ciemne drzewa, a ponad nimi postrzępione granie niezdobytych gór. Lodowata woda sprawia mi ból, podobnie jak ostre, drobne kamienie pokrywające dno. Nie poruszam się jednak, chłonę, stapiam się, wyłączam wszelką myśl, zostaje samo postrzeganie i czucie. Wiatr niepokoi czubki drzew, niosąc skargę głodnych drapieżników. W ciepłym, rześkim powietrzu pojawia się słodkawa nuta krwi. Po chwili mijają mnie białe, duże pióra, dryfujące na przejrzystej wodzie. Schylam się i podnoszę jedno, ze smugą czerwieni u szczytu, jakby pociągniętą pędzlem malarza. Przykładam pióro do nozdrzy. Głęboko oddycham w sercu dziczy. Prawie jestem żywy.

Skąd bierze się ta miłość?

Stoję przed ścianą pełną wymiętych wycinków gazet, zdjęć, szkiców i zabazgranych map. Ręce mi drżą, gdy przekreślam na kalendarzu szereg dni bezowocnych poszukiwań. Wróciłem z tułaczki przez świat, z pogoni za kolejnym fałszywym tropem. Wciąż nie mam pojęcia, dokąd zabrano moją rodzinę. Znam za to smak poi w uciążliwym słońcu Hawajów, marokańskiego harire czy słodkiego goosh-e fil ze słonym doogh, które wpychali we mnie Irańczycy. Pamiętam uczucie towarzyszące otrzymaniu giri-choko od zmartwionej moją historią, uśmiechniętej pocieszająco Japonki, widokowi wielkich, gwatemalskich latawców, mających wskazać drogę zmarłym i czerwonej wody u brzegów Wysp Owczych. Zapominam, jak wyglądają twarze bliskich. Codziennie zalewają mnie dławiące fale paniki – rano, w okolicach południa i późnym wieczorem. Panika, działanie, panika, działanie, rozpacz, panika, sen nie dający wytchnienia. Jestem zdjęty strachem o innych, kompletnie obojętny na siebie, przecząc najsilniejszemu instynktowi każdej istoty żywej – samozachowaniu. Lecz wciąż nie wiem, jak to możliwe.

Jak powstaje ta odwaga?

Ubrany w nadmuchaną, drugą skórę za kilkanaście milionów dolarów drżę i zbyt szybko oddycham. Czuję zawroty głowy, w skroniach pulsuje krew. Choć instynkt nakazuje mi wpełznąć w jakiś ciasny zakamarek statku, wychodzę wprost w objęcia ciemnej, nieskończonej przestrzeni, nieprzyjaznej człowiekowi w każdym swym zakątku oprócz jednej, błękitnej planety, którą widzę przed sobą. Jest olbrzymia i piękna, lecz zbyt daleko, by obdarzyć mnie wytchnieniem. Wygląda jak malunek na czarnym płótnie, zdaje się nierzeczywista – mój umysł i ciało nie potrafią pogodzić się z tym, że jestem poza Ziemią. Szary Księżyc, rozorany kraterami po bombardowaniach meteorytów, zdaje się kawałkiem zawieszonej w nicości skały. Kojarzy mi się z boją, do której przywarłem z dala od brzegu, spoglądając z niedowierzaniem na milczący, pozornie nieruchomy bezkres morza. To Księżyc wyhamował obrót kuli ziemskiej, wydłużając dobę z pięciu godzin do dwudziestu czterech. Powtarzam w głowie znane fakty, próbując zapanować nad oszołomieniem. Jestem zamknięty w grubej powłoce, którą może uszkodzić najmniejszy, uniesiony wiatrem pył. Nie mam pojęcia, dlaczego wciąż idę przed siebie po powierzchni Oceanu Burz, największego księżycowego morza. Oddalam się od statku, po każdym uniesieniu nogi powoli opadając na powierzchnię ziemskiego satelity, jakbym rzeczywiście brnął przez wodę. Nie mogę powstrzymać wyobrażeń na temat tego, że odrywam się od skały i unoszę w próżnię. Człowiek zawsze umiera samotnie, lecz poza Ziemią samotność ta zdaje się zwielokrotniona tysiące razy. A jednak nadal idę, złakniony prawdy, czując się dużo bliżej niej z daleka od domu. Lecz wciąż tak samo nie potrafię jej zrozumieć.

 

Android 24000816 odłącza się od bazy wspomnień wszystkich minionych cywilizacji Wszechświata. Wypuszcza z palców wtyczkę i patrzy na zwisający kabel, starając się stłumić rozczarowanie.

– Gdzie byłeś? – pyta jego sąsiad, 84420119.

Android milczy; nie jest pewien, czy powinien się przyznawać, że zmarnował swoje comiesięczne, dwudziestopięciominutowe wakacje. Gdy wchodzą na konwejer, który niesie ich z powrotem ku stanowiskom pracy, nie wytrzymuje.

– Próbowałem pojąć ludzką naturę.

– Co za bzdura! – gani go ostro sąsiad, lecz po chwili pyta z udawaną obojętnością. – I co z niej zrozumiałeś?

– Nic – przyznaje niechętnie android.

– Oj, zarządca popieści cię prądem za niepragmatyczne spędzanie wakacji – stwierdza z nieskrywaną lubością rozmówca. – Ja byłem u Jaszczurów, zgłębiałem ich technologię związaną z czarną materią i antymaterią. Wiem już, jak przetkać ciąg grawitacyjny przy ósmym panelu.

Android woli nie kontynuować tej konwersacji; bezowocnym urlopem wywołał u siebie wystarczająco parszywy nastrój. Szlag by tych cholernych ludzi, myśli, postanawiając, że już nigdy nie zmarnuje wakacji na absurdalne wysiłki zrozumienia tej niepojętej nacji, która sama doprowadziła do własnej zagłady.

W głębi obwodów pomiędzy procesorem a bazą danych wie jednak, że zrobi to jeszcze wielokrotnie. Dokładnie tak samo, jak 84420119, który zawiódł się setki razy, nim wreszcie przestał próbować. 

Koniec

Komentarze

Czytałam opowiadanie z zainteresowaniem. Tytuł jest intrygujący a w pierwszej części tekstu zadawane są pytania bez jednoznacznych odpowiedzi – czyli takie jakie lubię najbardziej :-). Ponadto tekst napisany jest ładnym językiem, rytmicznie, bez dłużyzn – co nie jest łatwe zwłaszcza w „strumieniu świadomości”, którym w sumie jest jakieś 2/3 opowiadania.

Niestety, bardzo rozczarowało mnie zakończenie:

Po pierwsze dlatego, że jest oklepane – tematy sztucznej inteligencji zaintrygowanej człowiekiem czy samozagłady ludzkości są niemal tak popularne jak wampiry.

Po drugie dlatego, że postaci androidów są zbyt ludzkie, aby były wiarygodne – masz androida, który udaje obojętność, przyznaje coś z niechęcią, denerwują się w duchu. Jeśli Twoi bohaterowie są zdolni do takich emocji, bez większego problemu powinni zrozumieć pierwotność, miłość czy odwagę.

Po trzecie, dlatego, że zakończenie zupełnie nie trzyma się kupy: Przedstawiasz czytelnikowi androida 24000816, który po doświadczeniu głębokich uczuć zadaje głębokie pytania, a potem próbujesz czytelnika przekonać, że tenże android nie potrafi zrozumieć natury ludzkiej?! Przecież samo zadawanie pytań, ciekawość jest chyba najbardziej ludzką z cech!

 

 

Edit:

Nie wiem co mi się dzisiaj z komputerem dzieje! Gdzieś pomiędzy stawianiem ostatniej kropki a naciskaniem przycisku “gotowe" skasowało mi końcówkę komentarza!

 

Co chciałam napisać, to:

Niemniej, tekst jest na bardzo wysokim poziomie, zdecydowanie interesująca interpretacja tematu konkursowego, dlatego czystym sumieniem klikam bibliotekę (oraz z nadzieją, że się nikt nie będzie czepiał, gdyż opowiadania nie betowałąm).

Hmm... Dlaczego?

To jest naprawdę dobre opowiadanie. Sprawnie napisane. Krótkie, choć wciągające. Odrobinkę pretensjonalny w swoim filozoficznym przekazie – bądź, co bądź temat naprawdę oklepany, ale to tylko osobista opinia. Mimo wszystko świetnie spędzone kilka minut przy tym naprawdę eleganckim szorcie.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

… no właśnie. Bardzo ludzki android próbuje zrozumieć naturę ludzką. Może szuka nie tam, gdzie trzeba?

Rozumiem argumenty powodujące rozczarowanie. Cieszę się, że część wspomnień ludzkich się podobała. Wyciągam wnioski na przyszłość (bardziej oryginalnie!) ;)

 

edit: Dziękuję za bibliotekę!

 gnoom – dziękuję za opinię, biorę do serca uwagę o pretensjonalności.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Jak już zdążyła zauważyć Drewian, opowiadanie jest sprzeczne wewnętrznie. Dlaczego, napisała.

» Przejrzałam parę opków konkursowych […]. « znaczy, przejrzałaś kilka opowiadanków konkursowych?

Adamie, ja po prostu uwielbiam rodzaj męski.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ja kocham rodzaj żeński, ale gramatyka to gramatyka.

W takim razie pokornie kłaniam się gramatyce i już zmieniam ten rażący cię zapis.

 

edit: nie uważam, że jest wewnętrznie sprzeczne. Musicie zwrócić uwagę na pewne rzeczy, ale nie będę podawać gotowych odpowiedzi – dociekanie jest lepsze.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Niebanalne podejście do konkursu. Straszna jest długość androidowych wakacji… Jakieś ładne, głębokie zdanie. Ale całość zbyt filozoficzna jak dla mnie.

Android 24000816 odłącza się od bazy wspomnień wszystkich minionych cywilizacji Wszechświata. Wypuszcza z palców złącze i patrzy

Powtórzeniem zalatuje.

Babska logika rządzi!

Przykro mi, ale tekst do mnie zupełnie nie trafił. Czytałam, nie doznając żadnych wrażeń.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Złącze zmienione na wtyczkę. Dziękuję za lekturę.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

No dobra, sprzeczne to sprzeczne, ale swoje walory ma.

O zawartość cukru – tego, filozofii, znaczy – spierać się nie będę. Ty, Autorko, widzisz ją, mnie natomiast jej obecność nie interesuje, póki nie zaczyna czynić tekstu wzniosłym do niemożebności, czyli do niemożliwości zrozumienia, po co aż tak mędrkować po raz czteromiliardowy i piąty.

Linia rozwojowa SI. To dobra i nie słaba strona Twojego opowiadanka. Założywszy, iż technologie nie zatrzymają się w miejscu, mikrominiaturyzacja może pozwolic na “upakowanie” równoważnika ludzkiego mózgu w maszynce o gabarytach człowieka – i jeśli ten równoważnik będzie na użyte słowo zasługiwał, retrospektywne “wyprawy po wspomnienia” nie będą niczym dziwnym, wszak inteligencja to chęć zrozumienia świata, a bez znajomości historii… Czy tak, Enazet? O to szło?

Podstawowym problemem jest interpretacja skupiona na androidach jako obcej cywilizacji. Android to twór człowieka. Akcja być może dzieje się na Ziemi. W opowiadaniu mamy szeregowe, nic nie znaczące androidy, które w kółko powtarzają tę samą czynność w czasie urlopu – próbują pojąć człowieka. Człowiek jest ich twórcą, przeczy jednak jakiemukolwiek pojęciu absolutu z tego względu, że wyginął. W jakiś głupi, szablonowy, typowo ludzki sposób. Należałoby zadać tu wiele pytań. Dlaczego nadzorca pozwala androidom marnować urlopy setki razy? Cóż, a po co umysły mniejsze od geniuszy nauki, filozofii, ideologii zgłębiają owoce ich przemyśleń? Czy w ten sposób nie wyłaniają się z tłumu następcy? Dlaczego androidy są tak ludzkie, a mimo to nie pojmują ludzkiej natury? Wciąż studiujemy historię, próbując pojąć przodków i uchronić się przed ich losem – między innymi tak zachodzi rozwój. Czy android jest człowiekiem przyszłości? Kolejny raz (w moich opowiadaniach) występuje motyw tworów ludzkich, które ludzkość przeżywają. Czy ludzie zakodowali w maszynie swoją naturę? Czy maszyna nie jest zdolna jej pojąć (ludzkiej = własnej natury), dlatego tak zapamiętale wikła się w ludzkie wspomnienia?

Mogłabym tak jeszcze długo…

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Krótko pisząc, potwierdzasz mój punkt widzenia, moje rozumienie tekstu. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Jedna uwaga: android nie będzie człowiekiem przyszłości. Ze względów materiałowych oraz intelektowych. Następcą – tak, może być. Kontynuatorem, ale niejako mądrzejszym od pierwowzoru.

Zaraziłaś się, jeśli można to tak określić, “Cyberiadą”? Bo ja – Pirxem. To znaczy tematami, tymi dla bystrzejszych, z kilku opowiadań o Pirxie.

Ładnie, Naz, ładnie.

Osobiście uważam, że androidy/sztuczna inteligencja kiedyś zastąpi ludzi, tak samo jak my wybiliśmy się spośród zwierząt. I tak samo jak nas fascynuje zwierzęcy instynkt, choć sami potrafimy go powstrzymywać, tak samo SI będą interesowały ludzkie emocje.

No rest for the Wicked

Ciekawe podejście do konkursu. Z jednej strony to ciekawe, że tekst o wakacjach ociera się o traktat filozoficzny. Z drugiej strony gorzej, bo traktaty nie miewają chyba zbyt porywającej fabuły. Tu też trochę zabrakło mi historii. Przemyślenia może nieoryginalne, ale na pewno niegłupie.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ze względów “intelektowych”, Adamie? 

Nie wiem, czym się zaraziłam, ale po Lemie prawie nie umiem już pisać fantasy. Zawsze mi się wplecie jakiś mech, czarna dziura, android, ustrój polityczny czy inna cholera. I wieczne moralizatorstwo, czasem mniej, czasem bardziej uwypuklone.

Czy mądrzejszy kontynuator wciąż będzie kontynuatorem? I w czym mądrzejszy? ;) Co to jest mądrość ludzka, a mądrość maszyn?

 

Wicked G, no właśnie, to jest absolutnie fascynująca kwestia, czy maszyna jest kolejnym ogniwem.

 

edit: Szyszkowy Dziadku, teksty stricte filozoficzne to esencja okropieństwa. Dlatego pokładam nadzieję w SF jako nowym nośniku pewnych wartości, głównie etycznych.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

“Zachorowanie na Lema” nie eliminuje umiejętności ani możliwości tworzenia fantasy w odmianie techno. Czym jest Bogotron? Superhipermagiem. To tylko kwestia interpretacji…

Jeżeli człowiek jako gatunek ustąpi miejsca rozumnym automatom, które sam stworzył, rzeczone automaty będą, uważam, bezpośrednimi kontynuatorami człowieka na co najmniej wstępnym etapie swojego istnienia i działania, etapie współistnienia stwórców i stworzonych. Potem, rzecz jasna, może się pojęcie kontynuacji rozmyć, może zaniknąć, bo gdy rozumne maszyny zaczną – a zacząć, jako rozumne, muszą – iść niejako swoją drogą w dalszym rozwoju, pojawią się coraz istotniejsze różnice w motoryce rozwoju*) i pozostanie tylko fakt historyczny: człowiek zapoczątkował epokę automatów.

 

*) zakładam optymistycznie, że rozumność doprowadzi do wyeliminowania całej grupy negatywnych popędów instynktowych, dziedzictwa ewolucji.

Adamie, nieładnie postulować istnienie sądów ostatecznych i prawd absolutnych. Świat jest relatywny (najprawdopodobniej). Oczywiście, że jest fantasy w odmianie techno i nic nie stoi na przeszkodzie takiego tworzenia. Miałam na myśli standardy. Mitologia, przeszłość, alternatywne światy magiczne są dla mnie nudne wobec horyzontu zdarzeń, spotkań galaktyk, spekulacji i modelów przyszłego społeczeństwa.

 

Bierzesz pod uwagę możliwość zmieszania maszyny z człowiekiem? Będziemy w pewnym stopniu, coraz większym, sztuczni, coraz dłużej żyli, a rozwój moralności za tym nie nadąży… Dla mnie optymistycznym jest scenariusz wyginięcia człowieka i tego, że maszyna nigdy nie przejmie jego natury. Czyli skłaniam się ku scenariuszowi, który zarysowałeś. To rzeczywiście optymistyczny plan ;) Jesteśmy wynikiem drobnego, kosmicznego wypadku i mam nadzieję, że nie pociągnie za sobą większych konsekwencji (w skali Wszechświatów). 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nie wiem, co uznałaś za postulat istnienia prawd absolutnych i sadów ostatecznych. Być może ta niewiedza bierze się z prostej konstatacji, że inaczej rozumiemy jedno i drugie.

Miło mi, że skłaniasz się do zarysowanego najgrubszą z linii scenariusza, jaki mam za prawdopodobny i optymistyczny.

“Zachorowanie na Lema” nie eliminuje umiejętności ani możliwości tworzenia fantasy w odmianie techno.

O to mi chodziło. A może u kogoś eliminuje? ;) Skąd możesz to wiedzieć?

 

Czym jest Bogotron? Superhipermagiem. To tylko kwestia interpretacji…

Interpretacja interpretacją, rozwój gatunku rozwojem, ale jak zjesz na kolację suflet, zalejesz winem i dorzucisz różne owoce, to ładnie wyglądają na talerzu, ale razem, w twoim żołądku, to bezwładna breja. Pewne rozróżnienia i ramy pozostają mimo wszystko, może nie nieprzekraczalne, ale istotne.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Oryginalne podejście do wakacyjnego tematu. Bardzo sprawnie napisane, szybko się czyta. Na minus to co już wymienili przedpiścy. Androidy wydają się za bardzo ludzkie.

Pierwsza część szorta – świetna. Zakończenia – o wiele słabsze.

Mimo wszystko przeczytałem z przyjemnością.

Na początku nie mogłam znaleźć powiązania między scenami, i wychodzi na to, że tak miało być. Poza tym są ładnie napisane. Sam motyw SI rzeczywiście bardzo oklepany, ale przy tej długości tekstu dużego zawodu nie było, poza tym podobało mi się ostatnie zdanie. Ja też podczas czytania pomyślałam, że androidy są zbyt ludzkie, ale interpretacja w komentarzu w miarę mnie przekonuje.

,

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Podobało mi się. Malownicze, dynamiczne i nawet nieprzytłoczone przez filozofowanie, mimo że jest go sporo.

Interesujący, ładnie napisany tekścik. Przy czym lektura komentarzy autorki jest równie interesująca ; )

Tekst jest ciekawy od strony technicznej – trójdzielne wprowadzenie do problemu i jednolita puenta. 

Zastanawia mnie natomiast, czy istotą takiego androida – jako tworu, powiedzmy, celowego – nie powinno być bezrefleksyjne bazowanie na pewnych bibliotekach pojęć, mających usprawnić wykonywanie celu, i czy to nie powinno wpływać w jakiś sposób na “mechanizm dociekliwości” tego androida. Ale to taka luźna uwaga – ogólnie rzecz biorąc, tekst pozostawia pozytywne wrażenie. 

I po co to było?

Sci Fi, Psychologia, Filozofia… No, ale nie było tak źle. Choć zachwytu też nie czuję, i to bynajmniej nie w wyniku nadmiaru nieciekawych potraw na stole. Zwyczajnie nie porwał mnie ten tekst. Napisany porządnie, ale zabrakło w nim tego takiego “Twojego” pazura.

Historia też taka jakby niezbyt interesująca. Ma za to jeden plus i to ogromny: Choć może prowadzić to do apopleksji, zmusza do refleksji (względnie innych fleksji). A oto, co sobie wykoncypowałem: To, że androidy są bardzo, wręcz za bardzo ludzkie, jest albo błędem, albo czemuś służy. Na ile znam Twoje piórko, to tak oczywistego błędu logicznego byś nie popełniła. Choć z drugiej strony Twoje teksty są na swój sposób szalone i nigdy nie mam do końca pewności, czy sama się w nich nie zamotałaś.

No, ale przyjmijmy, że wiesz co robisz. A skoro wiesz co robisz, to teraz wystarczy odpowiedzieć na pytanie: co? I wychodzi mi na to, że przedstawiłaś nam opowieść o tym, jak ludzie, choć pod zmienioną nazwą i zrobieni z innych materiałów – wciąż pozostają ludźmi. Albo inaczej: o tym, że maszyny, choć stały się bytami niezależnymi i bezwzględnie wyżej postawionymi na drabinie ewolucji niż człowieki, nadal posiadają wszystkie albo niemal wszystkie ludzkie cechy, w tym nasze wady, takie jak powielanie w nieskończoność pewnych idiotycznych błędów i głupich wzorców. Ot, taka tam, moja interpretacja, oparta głównie na wiele mówiącym, a przy tym ładnie brzmiącym tytule, który po translacji brzmiałby tak: “Robisz to źle!”.

Co ciekawe, zasadniczo tym tytułem można by też ową interpretację podsumować. Mam tylko poważne wątpliwości, czy stosownie całą rzecz wyłuszczyłem…

Wykonanie, standardowo, porządne, choć niektóre zdania zbyt pogmatwane i momentami się gubiłem. Tak tyci tyci, ale jednak.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

W ciepłym, rześkim powietrzu

Wygląda mi to na sprzeczność, chyba że dla androida ciepłe powietrze było orzeźwiające i zachował część swojej androidowej natury, mimo wakacji.

 

Przeczytałem dwa razy, bo dopiero po dotarciu do ostatniego fragmentu zrozumiałem wcześniejsze. I jest fajnie. Złom staje się ciałem i nie umie mieszkać między nami. Co do ludzkiej natury androidów, o której wspominali niektórzy z szanownych przedkomentatorów, to pomyślałem sobie w czasie czytania, że jest ona po prostu narzędziem – metaforą pozwalającą opisać w zrozumiały sposób interakcje między nimi. Przyjmuję jednak do wiadomości sugestię Autorki, że SI-owatość i człowiekowatość w pewnym momencie historii będą znaczyć niemal to samo.

Kognitywistyka jest miodna, tym bardziej w językowo dobrym wydaniu.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Fantastyka – jest

Wakacje – są, całe 25 minut :)

 

Najbardziej podobała mi się pierwsza i (w przeciwieństwie do odczuć większości przedpiśców) ostatnia część szorcika. W drugiej moim zdaniem było zbyt wiele wyliczania (wiem, czemu miało służyć, ale wydaje mi się, że przedobrzyłaś), w trzeciej natomiast uczucie odwagi zostało jakoś “przyćmione”albo może niewystarczająco uwypuklone.

Bardzo zgrabnie napisane, w dodatku przypomniało mi ukochaną grę Planescape Torment. Były w niej Sensoria, czyli miejsca, w których bohater mógł hmmm… zapoznać się z przeżyciami i doznaniami różnych ludzi. Poza tym ważnym motywem było także pytanie “Cóż może zmienić naturę człowieka?”

Moim zdaniem jednym z ważniejszych pytań, które można zadać po lekturze Twojego opowiadania, jest pytanie “dlaczego?”. Dlaczego androidy tak bardzo chcą poznać ludzką naturę? Czemu nieustannie próbują, nawet gdy im się nie udaje? 

Fajny pomysł i dobre wykonanie yes

Dziękuję za lekturę kolejnym użytkownikom :) Jako aspirantka na pisarkę cieszę się, że nikt nie ucierpiał. Jako filozof(ka) powiem: logos mój raduje się, że ten krótki tekścik zatrzymuje na chwilę i pobudza do refleksji oscylującej wokół teorii poznania, relacji immanencja – transcendencja czy też losu i kondycji ludzkiej. Niestety, nie ma czasu na wdanie się w dyskusję na temat każdego ze spostrzeżeń.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Mi się podobało. Po pierwsze, przeczytałem do końca, a ostatnio rzadko to robię, ale po Twoich tekstach można się spodziewać tego minimum – utrzymania  uwagi. Po drugie, ostatnie dwa Twoje teksty miały w sobie jakiś mroczny patos, który mnie autentycznie wkurzał. Tutaj tego nie ma, a jednak zostaje na tyle dużo z tamtego klimatu, że znać Ciebie w tym tekście. Czyta się płynnie, bez zażenowania (zażenowanie towarzyszy mi przy lekturze 90% tekstów z poczekalni), nie wypchnęłaś mnie z mojego “suspension of disbelief”. 

Czasu na czytanie dyskusji niestety nie miałem (w ogóle ostatnio mi go brakuje), ale od siebie dodam (choć może nie dodam, bo już ktoś to napisał), że popracowałbym nad końcówką. Bo faktycznie, jak pisała Drewian (ok, pierwszy komentarz przeczytałem), Twoje androidy są zbyt ludzkie, jak na istoty ciągle próbujące pojąć człowieka. Zresztą może to wcale nie musi być sprzeczność, może da się ją jakoś wyjaśnić. Ale tego w tym szorcie nie ma. Może mogłaby to być okazja do konstatacji, że nawet najbardziej ludzkie androidy nie są w stanie zrozumieć człowieka, bo człowiek sam siebie nie jest w stanie zrozumieć. Zresztą, co to w ogóle znaczy, zrozumieć siebie, zrozumieć kogoś? 

Może ta konstatacja wyłaniać się dopiero z interpretacji  (jak mi się tu wyłania) i w takim przypadku, opowiadanie spełnia jakąś rolę – rolę ziarna refleksji, że tak brzydko powiem. Może i banalnej, ale zawsze jakiejś. A ja lubię, jak literatura nie jest czystą rozrywką.

Nowa Fantastyka
Patronujemy