- Opowiadanie: Skoneczny - Puls

Puls

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Nevaz

Oceny

Puls

 Od zawsze to czułem. Szum potoku przezroczystej krwi pulsującej głęboko w betonowych żyłach, pod skórną warstwą bruku. I choć teraz wylewa się i cieknie rynsztokami – brudna, skażona – to wiem że tak musi być. Bestia Miasta pozwala tworzącym ją ambitnym bakteriom raz po raz przekłuwać swoją powierzchnię wenflonami fabryk, bo Bestia wie, że przez te wenflony wstrzykiwana jest nie trucizna, a szczepionka.

A kim jestem ja? Przeciwciałem. Jednym z niewielu niedocenianych i nienawidzonych przedstawicieli mojej profesji. Moja nazwa ma tyle znaczenia, ile zbędne imiona innych mikroorganizmów, które pojedynczo znaczą mniej niż kłąb dymu fabrycznego komina, oddechu Bestii, który teraz czuję na karku.

Stojąc na dachu przyglądam się ulicy Czerwonej, jednej z tysiąca linii papilarnych mojego żywiciela. Widzę impulsy nerwowe ciągnięte przez elektryczne silniki tramwajów, konie i z rzadka krzykliwe i niepokojące automobile. Jak zawsze – podziwiam. Czarny obłok posępnie wysnuwa się z komina fabrycznego.

Koniec. Bestia się niecierpliwi.

Biegnąc przez dachy cieszę się swoją wolnością, której nikt by mi nie pozazdrościł. Oni nie czują. Sam kiedyś nie czułem. Ale Bestia dała mi znak i teraz już wiem, czym jestem i jaki jest mój cel. Chwytając się gzymsów, zeskakuję bliżej brukowej skóry. Każdy minięty budynek to włos, każde osiedle – połać sierści. Ześlizguję się po drabinach ewakuacyjnych, jestem coraz bardziej świadomy wyglądu i tożsamości mojego nowego celu. Szary płaszcz, podobny do mojego. Odświętna koszula. Charakterystyczna siwa broda i krótko przycięte, kruczoczarne włosy. Pewnie wybijam się z krawędzi niskiej budki, by po przewrocie bez szwanku wylądować na zimnym, twardym chodniku. Bestia pilnuje, by nie stała mi się krzywda.

Mijając żeliwne filary majestatycznych industrialnych struktur włosów, ośmielam się wypowiedzieć jej imię. Ośmielam się spytać, dlaczego. O Wielka Łodzi, dlaczego on? Czymże zawinił? Czymże zawini… Odpowiedź prawie zwala mnie z nóg, wybija z rytmu szaleńczego sprintu, wypalając się w świadomości, zwęglając moje myśli. Przeciwnik postępu, anachroniczny buntownik, relikt przeszłości, aktywista. Odziany w szary płaszcz i przyozdobiony białą brodą wirus pojutrze wysadzi w powietrze otworzoną w zeszłym roku Białą Fabrykę, wenflon. Jeżeli przeciwciało nie zadziała. Jeżeli zawiodę.

Minutę biegu później widzę go. Kilkadziesiąt metrów ode mnie, idzie spiesznym krokiem w moją stronę. Zauważa mnie, ale to nie zmienia nic. Nacieram, on nie wyczuwa zagrożenia. Dwa metry przed nim wyciągam zza pazuchy płaszcza nóż, w tej samej chwili cel upuszcza walizkę. Sekundę później ostrze wbija się w jego tętnicę, a ja czuję jak puls Bestii spokojnieje. Zagrożenie minęło, organizm jest już zdrowy. Przynajmniej na tę chwilę.

Moment później znikam w gąszczu włosów. Bestia pilnuje, by nie stała mi się krzywda. Troszczy się o mnie, tak jak ja troszczę się o nią. Symbioza.

Czy jestem mordercą?

Nie.

Jestem miastem.

Wszyscy jesteśmy.

Koniec

Komentarze

Przyznam, że przeczytałem z ciekawością. 

Bardzo alegoryczny tekst, z mnóstwem odniesień. Ja jako miłośnik osobliwych tworów, rzeknę tylko, że podobało mi się.

Choć zazwyczaj na takich “eksperymentach” cierpi fabuła. I tutaj jest nie inaczej.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Jestem miastem.

Wszyscy jesteśmy.

We are Groot.

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

 …moją stronę. Zauważa mnie…

Trochę razi.

A tekst dobry. Nic dodać nic ująć. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Szum potoku przezroczystej krwi pulsującej głęboko w betonowych żyłach, pod skórną warstwą bruku.  – wyrzuciłabym przecinek i zrobiła z tego dwa zdania albo usunęła kilka słów. Jest okropnie długie. 

 

I choć teraz wylewa się, cieknie rynsztokami – brudna, skażona – to wiem, że tak musi być. – to zdanie przedstawiłabym na przykład w takiej formie, ale to już kwestia gustu. Przed “że” przecinek.

 

Moja nazwa ma tyle znaczenia, ile zbędne imiona innych mikroorganizmów, które pojedynczo znaczą mniej niż kłąb dymu fabrycznego komina, oddech Bestii, który teraz czuję na karku. – nie rozumiem, po co przy zdaniu pogrubiona część. Pozbyłabym się jej.

 

Stojąc na dachu, przyglądam się – przecinek do usunięcia. 

 

 

Tekst jest świetny, tylko pogratulować pomysłu. Bardzo podobają mi się Twoje metafory, styl pisania, opisy. Miło spędziłam czas, a opowiadanie z pewnością zapamiętam. :)

Dzięki za wszystkie komentarze :)

 

@Bravincjusz: Nigdy bym jednego z drugim nie skojarzył, ale ok, chociaż w sumie nie mam pojęcia co myślisz o samym tekście ;)

 

@Winter: Na pierwsze ze zdań, które wypisałaś jakoś nie mam pomysłu a ciężko mi się z nim rozstawiać więc zostawiam jak jest. Drugie zdanie: dobra uwaga, zmieniłem jak sugerowałaś. W trzecim wymienionym fragmencie w pewnym miejscu dopisałem literkę “u” i teraz wszystko nabrało sensu ;), w ostatnim przecinek usunięty.

No nieźle.

Plus za Łódź ; p

 

Koncepcja interesująca, wykonanie niezłe… natomiast kim jest w sumie bohater opowiadania? Tego odgadnąć nie zdołałam, co nie czyni wcale szorcika mniej ciekawym. Po prostu ubolewam nad moimi ograniczeniami ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Plus za plus za Łódź ;)

Bohater może być zwykłym szaleńcem, a może być kierowany przez… coś. Nigdy nie wiadomo ;)

No nieźle.

Dla mnie oczywiste jest, że główny bohater opowiadania to jakiś organizm żerujący na Mieście, jednocześnie przynoszący mu korzyści. To rzuca nowe światło na to, kim są niektórzy z tych, których nazywamy psychopatycznymi mordercami. To części organizmu walczące z wirusami, bakteriami itp. swojego żywiciela. Ciekawe kim w takim razie jesteśmy my, nie wiedzący o tym, o czym mówi to opowiadanie, sądzący tych, którzy przez chronienie Miasta chronią nas… Może tylko pasożytami? 

Spodobało mi się. Jest dynamika, język nietuzinkowych przenośni. Za oryginalność dam symboliczny punkt : ). 

Ciągle brakuje przecinka przed “że”, na który wskazała Winter.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Miło, że ktoś odkurza tego dawno wrzuconego szorta! Za punkt jakkolwiek symboliczny, dzięki :D

No nieźle.

Cieszę się, że o Łodzi, tyle że ja chyba znam inną Łódź.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawe porównanie miasta do organizmu, plus za Łódź, ale zgadzam się z Nazgulem, że fabuła kuleje.

Babska logika rządzi!

Rzeczywiście motyw jakby podobny. Jak te wyobraźnie potrafią chodzić tymi samymi drogami. Mi się podoba, bo koncepcja mojej bliska. :)

Podobało mi się :)

Nowa Fantastyka