- Opowiadanie: S. Leiss - Święty mocny

Święty mocny

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Święty mocny

Sanc­tus Deus, Sanc­tus for­tis,

Sanc­tus im­mor­ta­lis, mi­se­re­re nobis.

Tri­sa­gion”

 

 

Pły­nę­li­śmy za nim trzy dni i trzy noce. Bez prze­rwy. Morze raz bu­rzy­ło się prze­ciw­ko nam i na­sze­mu bar­ba­rzyń­stwu, to znów było ciche i spo­koj­ne. W ciągu dnia zmie­nia­ło barwę, od zie­lo­nej po sta­lo­wo­sza­rą. Nocą by­wa­ło nie­mal czar­ne. Wy­so­ka, zimna woda i my, oraz lichy kuter, jak słaby żart, na jej po­wierzch­ni. A on tuż pod nią, przy­trzy­my­wa­ny przez liny. Był cięż­ko ranny. Wokół stat­ku bu­rzy­ły się fale, czer­wo­ne od krwi i po­dusz­ki ró­żo­wej piany. Wal­czył trzy doby, zanim do­ho­lo­wał nas w to prze­klę­te miej­sce. Naj­więk­szy wie­lo­ryb, ja­kie­go w życiu wi­dzia­łem. Wpa­try­wa­łem się w srebr­no-nie­bie­ski, po­ora­ny bli­zna­mi grzbiet. Wy­nu­rzał się z toni, a potem w nią za­pa­dał, a my razem z nim. Raz po raz, mi­nu­ta po mi­nu­cie, go­dzi­na po go­dzi­nie, dniem i nocą pły­nął przed sie­bie, jak gdyby miał dokąd uciec. Cza­sem, kiedy wszy­scy już spali, zda­wa­ło mi się że sły­szę jęki, pełne bólu i wo­ła­nie o pomoc.

Dru­gie­go dnia, przez kilka go­dzin, to­wa­rzy­szy­ło nam nie­wiel­kie stado del­fi­nów. Moż­li­we, że do­da­wa­ły cier­pią­ce­mu otu­chy, za­grze­wa­ły do dal­szej, bez­na­dziej­nej walki. A może zwy­czaj­nie mu współ­czu­ły, ofia­ru­jąc w ostat­nich chwi­lach to, czego my, lu­dzie, nie po­tra­fi­li­śmy oka­zać. Po­je­dyn­cze osob­ni­ki wy­nu­rza­ły z wody po­ły­sku­ją­ce głowy i skrze­cza­ły, jakby chcia­ły nas ubła­gać, aby­śmy dali w końcu spo­kój i po­zwo­li­li mu umrzeć, gdzieś na dnie tej nie­zmie­rzo­nej, bez­dusz­nej ot­chła­ni. Ale i one w końcu go po­rzu­ci­ły, tak jak świę­ty Piotr opu­ścił Pana Je­zu­sa, w ogro­dzie Get­se­ma­ni. Potem wie­lo­ryb cier­piał już w sa­mot­no­ści.

Wie­dzia­łem, że umrze. Wbi­li­śmy w niego tyle szczu­pa­ków, że nawet będąc ol­brzy­mem, nie mógł ujść cało. Szko­da. Taki wiel­ki okaz mu­siał dużo prze­żyć, sporo zo­ba­czyć, nie­jed­no prze­my­śleć. Eski­mo­si po­wia­da­ją, że zwie­rzę­ta nie myślą, bo wszyst­ko wie­dzą. Nawet jeśli to niepraw­da, ten sa­miec z pew­no­ścią wie­dział bar­dzo wiele. Aż w końcu tra­fił na nas. Mam na­dzie­ję, że nie był do­sta­tecz­nie świa­do­my, by ro­zu­mieć ja­kie­go miał pecha. Ty­sią­ce mil mor­skich jak okiem się­gnąć, a los chciał, iż pod­pły­nął na tyle bli­sko, by har­pun­ni­cy zdo­ła­li go wy­pa­trzyć. Przez jakiś czas trzy­mał się w po­bli­żu. Raz nawet wy­nu­rzył się, uka­zu­jąc ogrom­ną płe­twę w ge­ście po­zdro­wie­nia, lecz za­miast przy­ja­znej od­po­wie­dzi, otrzy­mał har­pun wbity tuż za pra­wym okiem. A potem drugi. I ko­lej­ne. Bli­zny na jego zwa­li­stym ciele świad­czy­ły, że nie by­li­śmy pierw­szym stat­kiem wie­lo­ryb­ni­czym, na który tra­fił, a jed­nak za­miast, na­uczo­ny do­świad­cze­niem, omi­nąć nas z da­le­ka, pod­pły­nął żeby się przy­wi­tać.

Wtedy za­czą­łem się za­sta­na­wiać. Czy zwie­rzę­ta po­tra­fią wy­ba­czać? A może ten płe­twal po pro­stu ni­cze­go się nie na­uczył? Nie wy­cią­gnął wnio­sków? Być może one nie wie­dzą wszyst­kie­go, a Eski­mo­si nie mają racji? Lub po pro­stu tra­fia­ją się głu­pie osob­ni­ki, po­dob­nie jak u ludzi? Jed­nak, czy ten waleń mógł­by prze­żyć tak długo i osią­gnąć tak im­po­nu­ją­cą wiel­kość, gdyby nie był in­te­li­gent­ny? Z całą pew­no­ścią, nie. Każdy, kto kie­dy­kol­wiek łowił, wie, że naj­więk­sza ryba w rzece, to naj­mą­drzej­sza ryba w rzece, więc ze ssa­ka­mi musi być po­dob­nie. Co do tego nie ma wąt­pli­wo­ści. Nie, ten płe­twal nie był głupi. Ani słaby. Cią­gnął nas tak, jak koń cią­gnie powóz, już trze­cią dobę i długo nie chciał dać za wy­gra­ną. Ostat­nie­go dnia tej nie­rów­nej walki za­czął padać śnieg, a o burtę ude­rza­ły po­je­dyn­cze kry. Har­pun­ni­cy klęli i chu­cha­li w czer­wo­ne od mrozu i stward­nia­łe od lin, ręce. Słoń­ce po raz trze­ci wpa­dło do wody, cho­wa­jąc się za grzbie­ta­mi ni­skich fal. Wtedy wie­lo­ryb za­czął zwal­niać.

Pierw­sze, co zwró­ci­ło moją uwagę, to pa­nu­ją­ca do­oko­ła cisza. Wiatr osłabł, grube płat­ki top­nie­ją­ce­go śnie­gu ob­le­pia­ły po­kład, two­rząc śli­skie, białe hałdy. Fale uspo­ko­iły się. Morze było nie­mal gład­ką taflą. Białe kry, dry­fo­wa­ły na jego po­wierzch­ni, jak małe, bez­lud­ne wyspy. Za­ło­ga za­sty­gła na mo­ment, przy­trzy­mu­jąc w ze­sztyw­nia­łych dło­niach na­cią­gnię­te troki. Wszy­scy ze­bra­li się na po­kła­dzie. Wpa­try­wa­li­śmy się w ciem­no­gra­na­to­wą po­wierzch­nię i w to, co było tuż pod nią. Chmu­ry, przy­kry­wa­ją­ce do tej pory po­ło­wę nieba, roz­stą­pi­ły się, uka­zu­jąc tę­czo­wą zorzę, która roz­świe­tli­ła pół­noc­ny ho­ry­zont ko­lo­ro­wym bla­skiem. Po chwi­li liny na­pię­ły się nie­bez­piecz­nie. Wie­lo­ryb­ni­cy, śli­zga­jąc się na mo­krych de­skach, zo­sta­li prze­cią­gnię­ci w stro­nę dzio­bu. Jeden z nich krzyk­nął, że ten płe­twal jest za duży, że nie damy rady wcią­gnąć go na po­kład, że trze­ba było od­pu­ścić już parę dni temu. Inni ru­szy­li z po­mo­cą. Chwy­ci­li­śmy końce po­wro­zów i za­par­li­śmy się sto­pa­mi o pod­ło­że. Cumy na­pię­ły się jesz­cze moc­niej, a potem za­czę­ły po­wo­li wy­śli­zgi­wać z rąk. Po­czu­łem, że po­mi­mo gru­bych rę­ka­wic, two­rzą się na rę­kach pę­che­rze. Mi­mo­wol­nie wszy­scy zwol­ni­li­śmy uścisk. Potem na­stą­pi­ło mocne szarp­nię­cie i liny z gło­śnym sy­kiem wy­pa­dły za burtę. Sta­tek za­ko­ły­sał się. Naj­pierw raz, słabo. Po chwi­li nad­szedł drugi wstrząs, nieco moc­niej­szy. Kuter prze­chy­lił się na prawo, a cała kon­struk­cja za­ję­cza­ła bo­le­śnie. Każdy uchwy­cił się tego, co miał pod ręką – lin cu­mow­ni­czych, ka­dłu­ba, rufy. Sta­tek do­tknął ster­bur­tą nie­wzru­szo­ne­go morza. Pierw­szy ma­ry­narz, krzy­cząc krót­ko, wpadł do wody. Po nim, ko­lej­ny zwol­nił uścisk. Usły­sze­li­śmy gło­śny plusk i roz­pacz­li­we wo­ła­nie o pomoc. Potem spadło jesz­cze dwóch. Wszy­scy krzy­cze­li. Nie wie­dzia­łem, co się dzie­je. Z całej siły trzy­ma­łem się masz­tu, mocno za­ci­ska­jąc po­wie­ki i mo­dli­łem się do na­sze­go Pana Je­zu­sa o ra­tu­nek. Cze­ka­łem na to, co na­dej­dzie. Trwa­ło to całą wiecz­ność.

Tym­cza­sem, prze­bi­ja­jąc się przez na­wo­ły­wa­nia ma­ry­na­rzy, spod po­wierzch­ni wody, za­czę­ły wy­do­by­wać się od­gło­sy przy­po­mi­na­ją­ce śpiew. Nie, nie ludz­kie pod­śpie­wy­wa­nie. Zu­peł­nie nie­po­dob­ne do tego, które można usły­szeć w ta­wer­nach lub w ko­ście­le. Była to pieśń bez słów. Bez me­lo­dii. Ka­ko­fo­nia dźwię­ków, ni­skich i wy­so­kich, wwier­ca­ją­cych się wprost do mózgu, a potem roz­cho­dzą­cych echem po wnętrz­no­ściach. Dziw­ne, ni to na­wo­ły­wa­nie, ni to mo­dli­twa. Mu­zy­ka ko­ły­sa­ła się w moim brzu­chu obez­wład­nia­ją­cą falą. Cie­płą i uspo­ka­ja­ją­cą. Tony sta­wa­ły się coraz gło­śniej­sze, teraz do­bie­ga­ły znad po­wierzch­ni. Spoj­rza­łem w tam­tym kie­run­ku i wes­tchną­łem: "Panie Jezu Chry­ste, zmi­łuj się nad nami."

Z nie­zmą­co­nej ot­chła­ni wy­ło­nił się ogon wie­lo­ry­ba, a potem jego ciało, po­prze­bi­ja­ne har­pu­na­mi. Krwa­wi­ło ob­fi­cie z za­da­nych przez nas ran. Na­stęp­nie wy­nu­rzy­ły się płe­twy i głowa, w któ­rej utkwi­ły trzy za­krzy­wio­ne ostrza. Zwie­rzę za­wi­sło łbem w dół, tuż nad mrocz­ną taflą. Płe­twy od­rzu­ci­ło na boki. Wy­glą­da­ło jak ukrzy­żo­wa­ny świę­ty Piotr, apo­stoł. Pa­trzy­ło na nas z ukosa dużym, sza­rym okiem, śpie­wa­ło. Ko­lej­ni człon­ko­wie za­ło­gi wpa­dli do wody, w tym nasz ka­pi­tan. Utrzy­my­wa­łem się jesz­cze chwi­lę, kur­czo­wo obej­mu­jąc maszt, ale póź­niej i ja dałem za wy­gra­ną. Spa­da­jąc, za­czerp­ną­łem głę­bo­ko po­wie­trza. Chwi­lę potem ude­rzy­łem no­ga­mi w lo­do­wa­tą toń, która jak sta­lo­wa trum­na, za­mknę­ła się nad głową. Po krót­kiej walce udało mi się jed­nak wy­do­stać na po­wierzch­nię. Kasz­ląc spoj­rza­łem w górę. Wie­lo­ryb, uno­sząc się na tle ja­śnie­ją­cej zorzy, śpie­wał nadal. Har­pu­ny, jeden po dru­gim za­czę­ły od­pa­dać od jego ciała i zsu­wać z plu­skiem do wody. Pływały dookoła, ale żaden z nas ich nie chwy­cił. Jego rany prze­sta­wa­ły krwa­wić, za­skle­pi­ły się. Ciem­ne stru­gi krwi zwę­zi­ły się, a wkrót­ce zu­peł­nie znik­nę­ły. Teraz mia­łem wra­że­nie, że płe­twal skie­ro­wał swoje oko wprost na mnie, że za­glą­da w serce, wpa­tru­je się w duszę. Po­czu­łem wstyd. Za tę krew, za rany. Za nas. Po­pa­trzy­łem na in­nych człon­ków za­ło­gi. Jedni od­wra­ca­li głowy, inni mo­dli­li się, jesz­cze inni pła­ka­li. Wie­lo­ryb nie prze­sta­wał śpie­wać. Za­czął mi do­skwie­rać chłód, zro­bi­łem się senny. Zanim za­mkną­łem po­wie­ki, do­strze­głem jasny pro­mień, który nagle roz­świe­tlił mrok. Snop ra­żą­ce­go świa­tła wy­pły­wał z zorzy i padał na roz­krzy­żo­wa­ne ciało, na­da­jąc mu lu­mi­ne­scen­cyj­nej barwy tęczy. Zwie­rzę wy­da­ło z sie­bie ostat­ni, niski dźwięk, a potem z plu­skiem ude­rzy­ło w toń, zni­ka­jąc nam z pola wi­dze­nia. Po­czu­łem jak unosi mnie wy­so­ka, zimna fala.

Była to ostat­nia rzecz, którą za­pa­mię­ta­łem z tam­te­go wie­czo­ra. Kiedy się ock­ną­łem, le­ża­łem prze­mo­czo­ny i zmar­z­nię­ty na po­kła­dzie. Gdy dwie doby potem, do­pły­nę­li­śmy do brze­gu, oka­za­ło się, że ka­len­da­rze wska­zu­ją je­de­na­ste­go paź­dzier­ni­ka ty­siąc osiem­set dru­gie­go roku, czyli do­kład­nie pięć dni od zda­rze­nia, które ro­ze­gra­ło się na morzu Gren­landz­kim. Nikt z za­ło­gi o tym nie wspo­mi­nał, a kiedy zna­leź­li­śmy się na lą­dzie, więk­szość z nas zmie­ni­ła za­okrę­to­wa­nie. Co do jed­ne­go nie było wąt­pli­wo­ści. Wie­lo­ryb nas oca­lił. Przy­pusz­czam, że nam wy­ba­czył, mimo, że z pew­no­ścią na to nie za­słu­ży­li­śmy. Dla­cze­go to zro­bił?

Wciąż za­da­ję sobie to py­ta­nie, nawet teraz, dwa­dzie­ścia sie­dem lat póź­niej, po­wa­lo­ny cho­ro­bą, którą ma­ry­na­rze zwy­kli na­zy­wać gnil­cem i nadal nie znaj­du­ję od­po­wie­dzi. Wiem, że je­że­li dotąd jej nie po­zna­łem, to już nigdy tego nie pojmę. Za­brak­nie mi czasu. A może ksiądz mi od­po­wie? Nie wiem, czy to grzech, ojcze, ale ża­łu­ję, że nie je­stem zwie­rzę­ciem. Na przy­kład rybą. Wtedy nie mu­siał­bym się nad tym za­sta­na­wiać, bo wie­dział­bym wszyst­ko, wszyst­ko bym ro­zu­miał. Nie­ste­ty je­stem tylko czło­wie­kiem. W imię Ojca i Syna, i Ducha świę­te­go, Amen.

 

Cork, 27 Sep­tem­ber, anno Do­mi­ni 1829

 

 

Koniec

Komentarze

Aż szkoda, że to anonim, bo opowiadanie niezłe. Co prawda, bardziej żal mi było wieloryba niż wpadających do wody marynarzy, niemniej skłania do refleksji. Ta pobożność tak bardzo trąci hipokryzją w imię tego, że usiłowali zabić wspaniałe i inteligentne stworzenie…

Jak zobaczyłam, że pierwsze opowiadanie mojego pierwszego oficjalnego dyżuru to anonim, zrobiło mi się smutno. :) Bo tutejsze anonimy rzadko są chociaż przyzwoite.

A tu taka miła niespodzianka. Bardzo mi się ten tekst spodobał. Jestem pełna podziwu, że w objętości, do której niektórzy wpychają trzy bitwy, pięć scen seksu i tysiąc dwieście trupów, Ty zawarłeś po prostu jedną scenę, w której – oprócz końcówki – tak właściwie niewiele się dzieje. Ale za to jak się czyta! Warsztatowo – jestem pod wrażeniem, bo chyba bym tak nie potrafiła.

Religijne wstawki dodatkowo, nienachalnie stylizują tekst na XIX-wieczny pamiętnik, co dodaje mu jeszcze wartości.

Brawo, Anonimie. :)

Przyłączam się do zdań Bellatrixochy. Pierwszy przypadek, że Anonim prezentuje coś, co warte jest przeczytania.

Pomimo (bardzo) pozytywnego zdania o powyższym tekście pozwolę sobie na uwagę, że ta forma, ten styl sprawdza się, praktycznie, tylko w krótkich opowiadaniach. Tak więc, Anonimie, gdybyś coś jeszcze przedstawiał…

Ależ przedstawiam, chciałem jedynie usłyszeć obiektywne opinie o tym tekście :-). Bardzo Wam dziękuję.

Anonimie, znakomicie!

Język i sposób prowadzenia narracji sprawiły, że przy lekturze nie opuszczało mnie wrażenie, iż mam przed sobą pożółkłe kartki memuaru marynarza z początku XIX wieku.

Podziwiam i gratuluję! Tak trzymaj! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy ;))))))))))))) Chciałbym więcej powiedzieć, ale powiem trochę pózniej ;)))))))))))

O matko! Anonimie, to Ty jesteś tym marynarzem! I opowiedziałeś wszystko z zaświatów??? Super! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cha cha cha! Tak, to ja! :)))

Anonimie, bardzo podobał mi się ten tekst. I też czasem tak mam, że wolałabym nie być człowiekiem, bo: Wtedy nie musiałbym się nad tym zastanawiać, bo wiedziałbym wszystko, wszystko bym rozumiał.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Skasowało mi poprzedni komentarz, chyba za dużo rzeczy chciałam zrobić na raz. Jak widać po głosie za biblioteką, podobało mi się bardzo. Ujmujący klimat, pięknie napisane. Zrobiło mi miły poranek:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Opko trafiło ma główną i anonima wcięło :P

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Biblioteka w pełni zasłużona.

Sorry, taki mamy klimat.

Hehe, rzeczywiście, już po anonimie :) A opowiadanko bardzo klimatyczne, jestem pod wrażeniem.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A ja nadal widzę tylko Anonima, buuuu

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, wejdź na stronę startową ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki Jerohu! Ale miłe zaskoczenie. A to z automatu tak się dzieje, że po wejściu do biblioteki Autor zostaje ujawniony?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie byłoby fajnie, gdyby polecone opowiadanie, które trafia do biblioteki, pozostawało anonimowe. Z drugiej strony, wolałbym, żeby biblioteka i polecanka na głównej była w zawieszeniu dopóki autor się nie ujawni ; ) Ale to rzecz do brajta, a nie na wątek pod opowiadaniem.

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

No właśnie, Anonima diabli wzięli :-) Zależało mi na obiektywnej ocenie. Bardzo dziękuję za Bibliotekę i pozytywne opinie, przerosły moje oczekiwania. A najbardziej dziękuję regulatrzy :-))) , za jak zawsze pomocną dłoń.

To co, nieanonimowy anonimie, może najlepiej będzie jak odanonimujesz swoje opowiadanie? ; )

 

PS

Obiektywność jest zaprzeczeniem oceny! Oceny zawsze są subiektywne! : )

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

Ładnie i poetycko napisana opowiastka. Choć nie rozumiem, czemu ten wieloryb miałby kogokolwiek ocalać, nielogiczne mi się to wydaje ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No, S.Leiss, jak napiszesz jakiś tekst “na poważnie”, to we mnie masz czytelniczkę.

 

Beryl miał rację, luka w anonimowości istnieje (ciekawe, czy w ogóle da się z nią coś zrobić). Od jakiegoś czasu podejrzewałam, kim może być Autorka, chociaż wiedząc, że do tej pory specjalizowała się (przynajmniej tutaj) w tekstach humorystycznych – nie mogłam uwierzyć. :)

Gratulacje Leiss. Dałaś czadu! Tak trzymać :)

...always look on the bright side of life ; )

joseheim – cieszę się, że stawiasz sobie to pytanie :-)…

ocha – jak przeczytałam dziś rano Twój komentarz, to prawie spadłam z krzesła :-) do teraz jestem czerwona, niezmiernie mi miło, że ktoś może tak odebrać moją historię. Podobnie było z innymi :Bellatrix, AdamKB, Bemik, AlexFagus, regulatorzy, jeroh i całą resztą, no szok po prostu :-D Zrzuciłam  na chwilę czapkę błazna i cieszę się, że się nie zbłaźniłam :-P

Dzięki Jacku!

beryl – Masz absolutną rację :-) tylko nie chciałam, żeby Czytelnik wiedział, że ja to ja… Tak po prostu :-) 

O w mordę…

Jest dobrze… tfu! Jest bardzo dobrze!

S. – nie poznaję cię! Pewnej ciemnej… było fajnym, sympatycznym tekstem, ale tym opowiadaniem pokazałaś, że stać Cię na dużo więcej; że potrafisz nie tylko rozbawić, lecz i chwycić czytelnika za serce, skłonić do refleksji. W tak niewielu słowach zbudowałaś klimat i pokazałaś kawał solidnej fantastyki!

Zdejmuję czapkę z głowy i kłaniam się nisko :)

A, jeszcze jedna sprawa…

Tekst skojarzył mi się z opowiadaniem typowym dla H.P. Lovecrafta, chociaż opisywane przez Ciebie wydarzenie jest ukazane w znacznie subtelniejszy sposób – i za to wielki plus.

Na koniec rada: Pisz, dziewczyno, pisz – oby jak najwięcej! Nie rezygnuj z humorystycznych historyjek, bo wychodzą Ci one świetnie, ale – moja gorąca prośba – twórz przede wszystkim utwory podobne do tego!!! Oby jak najwięcej! :)

We mnie znalazłaś czytelnika. Dziękuję i pozdrawiam!

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Bardzo dobre opowiadanie, czyta się jednym tchem. Lektura sprawiła mi ogromną przyjemność.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Ładny pokaz warsztatu ;) Oby tak dalej.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

No to S.Leiss, napiszę Ci coś jeszcze. Nie dość, że to pierwsze moje obowiązkowe opowiadanie jako członkini loży, to jeszcze się okazuje, że od razu znalazłam coś, co uznałam za godne nominacji do piórka. :)

Co za start! ;)

Jedno pytanie w kwestii technicznej – czy Wam też się wyświetla w mniej-więcej połowie opowiadania, w słowie ‘InteliGENTny’ – jakiś odnośnik do spamerskiej strony? Bo mi na dwóch niezależnych kompach się to pokazuje i nie wiem czy szajs się zainstalował u mnie czy u Autora.

Też mam. Jakiś link w tym miejscu, ale nie klikałam.

ocha – właśnie do reszty ogłupiałam z nadmiaru szczęścia :-D Bez kitu, chyba tort upiekę czy coś,  przez okno wyskoczę, w ogródku pograbię albo nie wiem co :-))))  Dziękuję!!!

BogusławEryk, Bohdan, Tensza… Nie wiem co powiedzieć, dziękuję bardzo :-D 

 

 

Też mam rzeczone gówienko. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

S.Leiss – zanim wyskoczysz przez okno czy zaczniesz piec tort bądź wykonywać prace ogrodnicze, sprawdź, czy nie masz przypadkiem zainfekowanego komputera

 

http://malwaretips.com/blogs/jonicoupon-virus-removal/

S.Leiss – to drugi raz, kiedy w Twoim opowiadaniu pojawiają się dziwne linki. Usunąłem go, ale na przyszłość dopilnuj, żeby nic takiego się nie powtórzyło, bo gotów będę pomyśleć, że to nie przypadek :/

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

To nie komputer, ani nie wprowadzona przeze mnie reklama, beryl, to wszechobecny, cholerny, niemiecki  spam! Za każdym razem kiedy edytuję tekst i wymazuję to gówno, pojawiają się dwa następne :-( Nie jestem mistrzem komputera, nie mam pojęcia, jak można zablokować ten syf, ale w tygodniu pokażę to jakiemuś informatykowi i zapytam jak można to zablokować, bo okropnie to wygląda. Za radą brajta wchodzę w “edytuj” i usuwam te cholerne spamy, potem wciskam “gotowe” wchodzę w tekst a tam już dwa następne. Postaram się rozwiązać ten problem, zanim opublikuję kolejny tekst, może istnieje jakiś program, który blokuje spamy w Niemczech. 

Właśnie widzę – usunąłem kolejny link. To umówmy się tak – dopóki nie rozwiążesz problemu, nie edytuj sama swoich tekstów… :P Jeżeli będziesz chciała coś zmienić w tekście wyślij mi pmkę i info, co mam podmienić.

 

Jeżeli skan komputera nie wykrywa żadnych wirusów, to pewnie masz coś w przeglądarce. Zajrzyj do linku, który rzuciła Bella i zastosuj się do rad.

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

Dobrze, tak zrobię. I bardzo mi przykro z tego powodu. :-( Człowiek nie może się nominacją nacieszyć spokojnie… 

Ciekawy, oryginalny pomysł. Czyta się bardzo przyjemnie.

Też nie rozumiem motywów wieloryba. Co chciał w ten sposób osiągnąć? Nie usunąć zagrożenie dla własnego gatunku, bo ludzie tylko się przeokrętowali…

Babska logika rządzi!

Przykro mi, że zamiast szczęśliwej dyskusji o tekście wywiązała się ta poboczna o złych linkach :/ Ja nic nie widzę, Finklo.

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

Co chciał w ten sposób osiągnąć?

Zapewne chciał zbawić wielorybników.

Sorry, taki mamy klimat.

Zanim dotarłam do finiszu, też się zastanawiałam nad motywacjami wieloryba (jej, jak to brzmi;)). Ale potem doczytałam do końca i to, że marynarz nic nie rozumie, i chciałby być rybą, bo by się nie musiał zastanawiać, ale, cholera, jest człowiekiem, i go to gnębi, bo nie wie, co jest grane…

No, dla mnie to jest świetna konkluzja. ;)

 

Ale dobra, starczy tych zachwytów. 

Berylu, kiedy pisałam swój komentarz, nie widziałam kilku poprzednich. Już wywaliłam tę ostatnią linijkę. Miałam nadzieję, że nikt nie zdążył przeczytać.

Seth, trochę mało uniwersalny ten święty. Chyba że innym objawiał się pod postacią na przykład słonia…

Babska logika rządzi!

Dziękuję Finklo! :-) Bardzo mnie cieszy, że zadajesz sobie to pytanie :-)

Ładnie to ująłeś Sethrael. Sama bym tego lepiej nie zrobiła. :-D

ocha – jeszcze raz, dzięki :-)

Finklo – to niesamowicie ekscytujące widzieć jak Czytelnik zastanawia się nad przesłaniem historii, którą napisałaś, dla mnie jest to najlepsze uczucie na świecie i myślę, że każdy na tym portalu doskonale to rozumie, daje mi to szczęście, które nie sposób porównać z niczym innym, no może tylko z samym pisaniem :-) Wszystkie odpowiedzi są w tekście, lub ich tam nie ma, zależy jak na to spojrzysz :-)

Nie sposób odmówić Ci sprawności pióra, S. Leiss, ni umiejętności budowania nielichego klimatu. Tu i ówdzie zazgrzytało mi jakieś porównanie, choćby:

“…chwilę później uderzyłem w lodowatą toń, która jak stalowa trumna, zamknęła się nad głową. Po krótkiej walce udało mi się jednak wydostać na powierzchnię.”

Cóż, stalowa trumna kojarzy mi się raczej z czymś cholernie ostatecznym i śmiertelnie definitywnym, nie takim, z czego można się wydostać po krótkiej walce. Ale są to drobne grzeszki, niewarte nawet klapsa.

Uwiódł mnie natomiast spokojny, hipnotyzujący rytm opowieści, nawet w kulminacyjnej, dynamicznej scenie nie zmieniasz tempa narracji, tym bardziej (zgadzam się z przedpiszcami) utrzymując styl dziewiętnastowiecznej historii. Duże brawa.

Jestem wszakże człowiekiem prostym i nieokrzesanym, więc łacno gubię się w zawiłych meandrach filozoficzno – religijnych metafor. Może dlatego nie mogłem oprzeć sie wrażeniu, że tekst Twój nie wychodzi zbytnio poza rozjeżdżone koleiny schematu – Wy, źli ludzie, znęcacie się/męczycie/zabijacie, ale basta, bo teraz my, zwierzęta mamy moc, by was udupić. Ja wiem, że wieloryb odpuścił marynarzom, gdyż ewidentnie nie wiedzieli co czynią, ale wcześniej dał im do zrozumienia, iż może ich potopić jak kocięta. No to co to za zbawienie? Ciała może, nie duszy. Wiesz, oczęta zawilgłyby mi ze wzruszenia, gdyby płetwal ów, po odbyciu swej Drogi Krzyżowej na Morze Grenlandzkie, dał sie tam zaciukać, jak Jezus, odkupując tym samym winy ludzkości (lub, jak chce Sethrael, wielorybników tylko). Idźcie, niewinna ofiara spełniona.

Ale dość wymądrzania się. Jedno jest pewne, Twój tekst kopnął mój spowity opiumowymi oparami lenistwa umysł prosto w rzyć (o tak, posiada on takową!) i zmusił do MYŚLENIA.

A to znaczy, żę był naprawdę dobry.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

thargone – dziękuję, że przeczytałeś moje opowiadanie i za wyczerpujący komentarz. Cieszę się, że zmusiłam Cię do myślenia. :-) Jeśli chodzi o tekst, to zgodziłabym się z jackiem001, który twierdzi, że raz opublikowana historia żyje potem własnym życiem. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że pojawiają się interpretacje, o które sama bym się nie pokusiła i to jest szalanie ekscytujące! :-)))))

PS. Uwielbiam Muminki :-) 

Ja wypadnę nieco mniej fajnie niż wszyscy zachwyceni powyżej.

 

Pierwsza myśl, jaka nasunęła mi się po przeczytaniu tekstu – najlepszy w nim jest tytuł. Zresztą, generalnie, ten tytuł przestawił mi mózg w poprzek. Jeden z najlepszych z jakimi zetknąłem się w życiu. Ma w sobie to coś. Normalnie ciarki na plecach i te klimaty… Szkoda tylko, że opowiadanie ni jak do niego nie dorasta. Owszem, jest ładnie napisane, (choć jestem pewien, że widziałem tam jakieś drobne interpunkcyjne potknięcia – jednak nawet dla mnie za późna już pora, żeby wracać do tego i szukać, wybacz) i ma pewien klimat, a niektóre zdania naprawdę robią wrażenie, ale sama historia w ogóle do mnie nie trafia. Nie zaciekawiła mnie, nie skłoniła do myślenia i rozczarowała finałem, z którego, przynajmniej dla mnie, nic nie wynika. Może to wcale nie świadczy źle o tekście, tylko o mnie. Generalnie ostatnio wszystko źle o mnie świadczy, z czego, jak przypuszczam, możesz czerpać pewną pociechę, szanowna Autorko.

Ponadto całość mocno skojarzyła mi się z dwiema dość znanymi powieściami: hemingway’owskim Starym człowiekiem… i Moby Dickiem, Malville’a. I o ile to pierwsze skojarzenie – wynikające nie tylko z historii o długiej, heroicznej walce człowieka z wielką rybą (bądź ssakiem, jak w przypadku Twojego opowiadania), ale i z nostalgicznego klimatu – nie jest skojarzeniem złym (choć mocno tracisz na oryginalności), to jednak Moby Dicka w pigułce, którego, nota bene, nam tu przedstawiłaś (a przez co jeszcze bardziej tracisz na oryginalności) już nie zdzierżę. Ta książka jest bardzo blisko szczytu listy dzieł, które – moim skromnym zdaniem – zostały napisane z czystej nienawiści do rasy ludzkiej. Intelektualna tortura, kilka zmarnowanych tygodni życia, podczas których brnąłem przez morza i oceany razem z Ahabem i jego załogą, czując się jak najpodlejszy majtek na pokładzie Pequod‘a

Mógłbym się pastwić nad Moby Dickiem długo i szczerze, więc nie dziw się proszę, że jego miniaturka wzbudziła we mnie.. pewną niechęć. Ku pokrzepieniu serca (i byś całkiem mnie nie znienawidziła) powiem Ci, że odwaliłaś lepszą robotę niż Herman. Tyle tylko, że Biały Wieloryb był mądrzejszy od Twojego. Bardziej okrutny i pozbawiony tej fajnej mocy świecenia w kolorach tęczy, ale jednak mądrzejszy.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Oczywiście opowiadanie zajebiste, więc nie ma o czym pisać… zamiast więc komentarza mam pytanie: jak masz na imię? smileyBo zwracanie się do Ciebie S.Laiss jest trochę dziwne:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Cha cha cha sfun też jest dziwne i trudne do wymówienia :-) nie uważasz? Dziękuję za komentarz, sfunie! A na imię mam Sara :-), Leiss to moje nazwisko. Nie wiedziałam co wpisać jako nick, nic rozsądnego nie przychodziło mi do głowy, więc wpisałam to…Jeżeli" Sara" będzie Ci łatwiej wymówić to proszę, ale w zamian chciałabym wiedzieć jak ma na imię tajemniczy sfun :-).

Cieniu Burzy– dziękuję za wyczerpujący komentarz, czuję się zaszczycona :-) Jeśli chodzi o książki, które wymieniłeś, "Starego człowieka" czytałam jako lekturę w podstawówce i pamiętam, że miałam lekką depresję bo była bardzo smutna. Jeśli chodzi o "Moby Dicka" to właśnie mnie zachęciłeś do lekrtury :-). Widziałam jako dziecko filmową adaptację i pamiętam, że jakiś pirat bez nogi polował na białą rybę. Myślę, że skojarzenie z obiema pozycjami jest jak najbardziej słuszne, w obu jest morze, ludzie i duże zwierzę. Wybrałam takie tło z osobistego sentymentu do morza, a jeśli chodzi o przekaz to dla każdego będzie on trochę inny lub nie będzie go wcale :-) i to uważam jest niezmiernie interesujące jeśli chodzi o literaturę w ogóle :-)

Faktycznie, Sfun też dziwnie brzmi… więc, po bruderschafcie, tak?:P Michał.

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Bardzo mi miło, Michale :-)

No dobra, wreszcie mam trochę więcej czasu, więc dzielę się wrażeniami. Po pierwsze pomysł: bardzo ciekawy, nietuzinkowy, odbijający od tła tutejszych pomysłów na dobre historie. Po drugie: przecinki – ach, ileż tych przecinków, jak ładnie i pewnie postawione, rozdzielające duszę opowieści od ciała języka. Respekt dla korektora. Po trzecie: Czy zwierzęta mają duszę?  Czy zwierzę może zbawić człowieka, albo przynajmniej ocalić jego doczesne życie? – takie oto pytania przeszły mi przez głowę po przeczytaniu Twojego szorta. Całkiem ciekawe i nośne pytania, jeśli brać pod uwagę mizerną objętość Twojego tekstu ; o) Po czwarte: porównanie wieloryba do umierającego na odwróconym krzyżu świętego Piotra – porażające, żeby nie napisać wybitne (serio). Może tylko ten wbijający się w ciało walenia “szczupak” trochę zakręcił mną w miejscu, ale nie jestem znawcą marynistyki, więc jakoś sobie tego szczupaka w międzyczasie oswoiłem. Po piąte: wcale nie było mi łatwo czytać ten tekst. Opowiadanie jest naładowane ogromną ilością bardzo szczegółowych opisów, a brak dialogów i podziału na mniejsze akapity wcale nie ułatwiał zadania. Rozumiem, że tak miało być – i wcale nie mam do Ciebie o to pretensji. Objętość tekstu sprawiła, że rozczytanie tych gęstych fraz nie było ponad moje siły. Gdyby opek był dłuższy, ten zagęszczony opis mógłby już stanowić problem.

Wnioski: Kiedy czytałem Twój pierwszy tekst, myślałem (teraz już mogę o tym napisać): “No tak, kolejne rozrywkowe fantasy spod znaku kociego zada i kufla piwa. Fajnie, tylko – co dalej? “.

Teraz widzę że dokonuje się w Twoim sposobie pisania przedziwna ewolucja. Aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądał Twój kolejny tekst ;o) Zmieniaj się Saro, zmieniaj… Rozbrzmiewaj, rozkwitaj coraz to nowymi barwami słów. Miło patrzeć, jak się tu ładnie i szybko rozwijasz.

PS. Zapomniałbym… Tytuł. Tytuł bardzo… mocny :)

...always look on the bright side of life ; )

Jacku… :-) Dziękuję za obszerny komentarz, nie ukrywałam, że czekałam na niego :-).

To prawda, że regulatorzy, jak zwykle zresztą, wykonała piękną pracę, wskazując mi błędy i niedociągnięcia. Bardzo dużo dzięki niej się uczę i mój rozwój to w dużej mierze jej zasługa. (jeszcze miesiąc temu nie wiedziałam co to półpauza :-)). Wyczula mnie na rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi, choćby akapity.  Dziękuję regulatorzy, raz jeszcze!!! :-))))))

Jeżeli chodzi o tekst… No właśnie, czy zwierzę może być święte? Myślę, że bardziej niż człowiek, bo nie znajduję w nim tak zwanego “grzechu”. Czy może zbawić? Z pewnością, jeżeli okażesz się dostatecznie… mądry, (wrażliwy?) by dostrzec jego “świętość”. To zabawne, bo jestem wrogiem religii jako instytucji, ale użyłam jej jako symbolu, by postawić te pytania. Uniwersalne odpowiedzi nie istnieją, ale uważam, że zadawanie sobie pytań wpisuje się w nasze człowieczeństwo i nasz rozwój ogólnie. 

No właśnie, odnośnie rozwoju… Bez przerwy uczę się nowych rzeczy, sprawdzam, czy potrafię rozśmieszyć, zasmucić, poruszyć czytelnika. Jednak moim celem jest tworzyć literaturę, która stawia pytania, niepokoi i zmusza do myślenia. Fantastyka  to piękne, interesujące tło, dzięki któremu można jeszcze głębiej trafić do odbiorcy. “Podyskutować”, “powalczyć” z nim.  Dzięki temu portalowi bardzo dużo się nauczyłam i nadal uczę, dlatego dziękuję Wszystkim za komentarze, wszelkie uwagi czy choćby czytanie moich opowiadań. 

Pozdrawiam Wszystkich! 

Ps. Kontrowersyjny “szczupak” w mowie potocznej marynarzy to trójzębny harpun, używany do polowań na duże ryby lub ssaki :-) 

Ech, człowiek się uczy przez całe życie… :)

...always look on the bright side of life ; )

Pięknie napisane. Pomimo, że S. Leiss w żaden sposób nie próbuje stylizować samego języka, to tempo narracji, takie – powiedziałabym – nieco uroczyste, sprawiło, że forma opowiadania idealnie dopasowała się do czasu, w jakim ulokowana została fabuła i sytuacji bohatera, marynarza, który na łożu śmierci czyni ostatnie wyznanie. Zastanawiałam się, dokąd wieloryb holował statek i dlaczego skazał się na trzydniową drogę przez mękę. Płynął w kierunku zorzy, „dążył ku światłości”?  

Tak to, na własny użytek, chcę widzieć. Wspaniały, metaforyczny tekst, Saro Leiss. 

w_baskerville– dziękuję za komentarz. Powo dów by ło kilka, po pierwsze dzięki ty m trzem dniom marynarz miał dostatecznie dużo czasu, aby się nad wieloma rzeczami zastanowić. Po drugie trzy dni zarówno w Nowym Testamencie (Pisma Greckie) jak i w Pismach przedchrześcijańskich mają znaczenie symboliczne i oznaczją przygotowanie do przemiany (Jonasz połknięty przez rybę , Jezus przebywający w grobie, Łazarz zmartchywstały po trzech dniach i wiele innych). Ten tekst odnosi się do" świętości ", doskonałości zwierząt, wybrałam symbolikę religii katolickiej bo ona w naszych realiach jest najbardziej kojarzona z sacrum, z tym co święte, tajemnicze, doskonałe. Wdł mnie zwierzęta są…w pewien sposób bez skazy, chciałam to przekazać posługując się religijną symboliką, bo jeśli ktoś nie zawiśnie głową w dół i nie pokaże jakiegoś "cudu", to nie zostanie uznany za świętego, bo ludzie niestety są na taką doskonałość niewrażliwi… Dopiero kiedy im się takiego wieloryba urzyżuje zaczynają się zastanawiać… Dlatego go "ukrzyżowałam", bez tego nie nabrałby w oczach czytelnika takiej mocy jaką ma w moich. Wiesz trudno jest to wyjaśnić, robię to tylko na Twoją prośbę,jestem zwolennikiem wolnej interpretacji, jakbyś więc nie odebrała tego tekstu, jest dobrze :-) bo im więcej interpretacji tym lepszy jest tekst, nieprawdaż? :-)

…czytałem i czytałem i od pewnego momentu liczyłem na zwrot akcji w stylu “szczęki 7” :) a tu jednak spokojna, sentymentalna powiastka niemal dla wędkarzy :P …nie no żart, całkiem hmm… ładne. Podobało mi się. /pozdrawiam alles, zwłaszcza że dawno mnie tu nie było… :)

Michalus– dzięki za komentarz i odwiedziny :-)

Przeczytałem to wyróżniające się dojrzałością stylu i kompozycji opowiadanie. Mam tylko jedną uwagę, być może narażę się autorowi.

Otóż przed kilkunastu laty czytałem bardzo podobne opowiadanie, ale nie w fantastyce. Motyw wieloryba ciągnącego kuter przez kilka dni i niewytłumaczalna katastrofa, a następnie ocalenie. Oczywiście, to może być jedynie zbieg okoliczności. To opowiadanie przypomniało mi tamten stary tekst. Pozdrawiam.

Mnie ten szorcik przypomniał prozę Josepha Conrada, który wykorzystywał marynistyczne dekoracje do głębszej refleksji o człowieku. Jak dla mnie to sam ten fakt podobieństwa w formie i przekazie świadczy o wysokim poziomie Twojego tekstu. Zajrzyj do zbioru “Tajfun i inne opowiadania”, myślę, że odnajdziesz bratnią duszę.:) Bardzo mi się podobało, opowiadania spokojne i liryczne są w wyraźnej mniejszości na portalu. Spodziewałam się, że wieloryb zginie, a tu taka niespodzianka :)

Tekst skłania do refleksji nad ludzką naturą. Krótka forma, a udało Ci się stworzyć coś ciekawego i godnego uwagi. 

ryszardzie– dziękuję, że przeczytałeś moje opowiadanie i za komentarz. Kilkanaście lat temu… Hhmmm, byłam na etapie “Szyszkowego dziadka” prawdopodobnie, ale to interesujące, że ktoś miał podobny pomysł i trochę deprymujące…

rooms– dziękuję za te słowa :-), spojrzę na te opowiadania, uwielbiam tematykę morza :-)

domek– wielkie dzięki! :-)

Mam nieziemski zapierdziel, opowiadania dwoją się i troją, ale obok tego (Serdecznie gratuluję biblioteki! :) ), nie mogłem przejść obojętnie: przyciągał i tytuł i autor. Opowiadanie mnie wciągnęło, akapity leciały jeden za drugim, czytało się miło, gładko i przyjemnie, winszuję więc warsztatu i stylu.

Wiedziałem, że nie skrzywdzisz (całkowicie) zwierzaka, ale nie mogę zaprzeczyć, że chwilami tekst dźgał mnie w serducho i grał na uczuciach. Nie przepadam za tematyką morską, ale przygoda  dobrze sprawdziła się jako “rusztowanie” (bardzo ładne) dla refleksji. Zatrzymałem się na chwilę, westchnąłem, było fajnie. Odkupienie win może i nie jest najświeższym tematem, ale nie znam też żadnych Moby Dicków, więc nie zepsuło mi to przyjemności z czytania. :)

A tak z innej beczki: skąd czerpałaś informacje o sposobie połowu (jeśli z głowy to też szanuję i się nie czepiam)? Może wyjdę na imbecyla, ale zaskoczyło mnie, że marynarze trzymali liny od harpunów w rękach, a nie przytroczyli ich do relingu statku, albo co…

Świetne i bardzo sprawnie napisane opowiadanie. Tekst skłania do refleksji i ma w sobie coś takiego niepokojącego. A i jeszcze tytuł ciekawie dobrany.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Timon– dziękuję, że przeczytałeś moje opowiadanie i za komentarz. Przytroczyli, ale przecież musieli go w koncu wciągnąć :-)

Szyszkowy Dziadku– dziękuję. Ps. Twój nick to moja ulubiona książka z dziecinstwa :-)))

Czyli rozumiem, że z głowy. ;) Jasna rzecz, że musieli wyciągnąć, ale czytając zrozumiałem, że liny trzymali w rękach przez trzy dni. Może ze mną kiepsko po prostu. ;) Z resztą, to i tak mało istotny detal, który ginie w blasku całego opowiadania. Jeśli mówisz, że przytroczyli, to wierzę na słowo, w przeciwieństwie do mojego biblijnego imiennika. ;) Cheers!

Saro, coś cisza u Ciebie, czyżby cisza przed burzą? Tworzysz następne świetne opowiadanie?

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Hej, Michał! :-) Tworzę nieustannie. Pracuję teraz nad książką, jestem na etapie korekty autorskiej, bleeeee, dlatego nie mam czasu na pisanie opońwiadań. Potem jadę na wakacje, dwa tygodnie bez ineternetu (i dobrze!) więc pewnie jak wrócę to coś  opublikuję. :-)

Tomku– (swoją drogą mój brat się tak nazywa:-))))) oczywiście, że z doświadczenia a nie z głowy ta historia :-)))) cały dziewiętnasty wiek pływałam sobie po morzach północy aż złowiły mnie jakieś skurczybyki…Wierz mi, takich rzeczy szybko się nie zapomina :-P

No heeeej, chodziło mi o jakieś źródła historyczne, typu: “Jak się to robiło w XIX wieku”. Ale jak pływałaś, to tym lepiej: doświadczenie z pierwszej ręki. ;P

Ahoj! :)

po nim, kolejny zwolnił uścisk – niepotrzebny przecinek

Eskimosi powiadają, że zwierzęta nie myślą, bo wszystko wiedzą. Jeśli to prawda, ten samiec z pewnością wiedział bardzo wiele – jeśli to prawda, ten samiec wiedział wszystko

Gdy dwie doby potem, dopłynęliśmy do brzegu – niepotrzebny przecinek

na morzu Grenlandzkim – na Morzu Grenlandzkim

 

Mam mieszane uczucia. Pięknie posługujesz się językiem, ale przez pół opowiadania forma przygniatała treść. Dywagacje nt zwierzęcego rozumu, czy emocji delfinów zwiększyły pojemność opowiadania i nic więcej (swoją drogą skąd przekonanie, że delfiny współczuły – może miały ubaw jak gawiedź podczas publicznej egzekucji? ;)). Potem przyszły sceny takie, że mucha nie siada. Ale koniec końców nie wiem, czy rozumiem postępowanie wieloryba. Zachował się jak Chrystus. Czy taka była twoja intencja, czy to tylko moja nadinterpretacja?

Każda interpretacja bądź nadinterpretacja jest ok, nie zamierzam w nie ingerować. Wszystko co znajdziesz w tym tekście tfurco i czego Ci zabraknie jest do Twojej dyspozycji i jak byś nie odczytał tego opowiadania, jest dobrze :-) oczywiście niezmiernie cieszą mnie pytania, które stawiasz sobie Ty i inni czytelnicy :-) czyż to nie jest wspaniałe?? Za każdym razem mam ciarki na plecach! A może wieloryb był przedstawicielem obcej cywilizacji, a może wcale nie był wielorybem? Być może w ogóle go nie było?  Któż to wie, drogi tfurco, może tylko on sam! ;-) ps. Czuję się zaszczycona, że zajrzałeś tu dwukrotnie.

Przyszła mi do głowy taka głupawa myśl, że “Święte mocne” to dobra nazwa dla piwa. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Szyszkowy, lecę do urzędu, żeby zarejestrować znak towarowy przed Tobą… ;)

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

berylu, już myślałam że doczekałam się Twojego komentarza, na temat mojej skromnej twórczości, a Tobie tylko "męskie sprawki" w głowie :-) święte mocne… ha ha ha , oj chłopaki, chłopaki

Dziś jest TEN dzień, NASZ dzień, więc nie ma co się dziwić. My o waszym zawsze pamiętamy:(

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Och, naprawdę? W takim razie wszystkiego najlepszego dla wszystkich chłopaków! :-) 

No dobra, wreszcie przeczytałem opowiadanie. I z przykrością stwierdzam, że daleko mi do zachwytu. Opowiadanie jest ubrane w – jak na mój gust – zbyt wiele opisów i ubarwień. Tekst niby krótki, ale udało mu się mnie znudzić – niebywałe. O przesłaniu wolę się nie wypowiadać. Ale chętnie powiem trochę o języku:

 

Eskimosi powiadają, że zwierzęta nie myślą, bo wszystko wiedzą. Jeśli to prawda, ten samiec z pewnością wiedział bardzo wiele.

Związek logiczny po prostu nienaganny – skoro zwierzęta wiedzą wszystko, a wieloryb to zwierze, to z pewnością wie bardzo wiele. Dosyć eufemistyczne ujęcie wszechwiedzy.

 

A tu zmasowany atak “się”:

Po krótkiej walce udało mi się jednak wydostać na powierzchnię. Kaszląc i dławiąc się, spojrzałem w górę. Wieloryb, unosząc się na tle jaśniejącej zorzy, śpiewał nadal. Harpuny, jeden po drugim zaczęły odpadać od jego ciała i zsuwać się z pluskiem do wody. Unosiły się, ale żaden z nas ich nie chwycił. Jego rany przestawały krwawić, zasklepiły się. Ciemne strugi krwi zwęziły się, a wkrótce zupełnie zniknęły.

Siedem zdań, siedem się. Niezła średnia.

 

nadając mu tęczowej, luminescencyjnej barwy.

Ja wiem, że to pisała kobieta, a ja na kolorach się nie znam, ale jestem przekonany, że tęcza składa się z kilku barw.

 

kalendarze wskazują jedenastego października

Jesteś pewna, że wskazywały jedenastego, a nie jedenasty października? : )

 

A na sam koniec: w wielu miejscach przecinki pojawiły się tam, gdzie nie powinno ich być.

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

Przykro mi, że się rozczarowałeś, mimo to dziękuję za komentarz berylu, zwrócę uwagę na kwestię o których wspomniałeś, aby nie popełniać podobnych błędów w przyszłości :-) i cieszę się, że w końcu tu zajrzałeś, ale przykro mi, że jedynie ja odczuwam przyjemność z tego faktu :-) może innym razem…

Ps. Przykład tęczowej luminascencji u zwierzęcia :-)

 

http://pl.m.wikipedia.org/wiki/Luminescencja#/image/Plik:LightRefractsOf_comb-rows_of_ctenophore_Mertensia_ovum.jpg

A jeśli chodzi o wszechwiedzę… W dalszej części tekstu, inteligencja wieloryba jest połączona z jego rozmiarami, głupie i słabe zwierzęta żyją krótko, mądre– długo i w międzyczasie osiągają duże rozmiary.  Im większy wieloryb, tym mądrzejszy :-) a ponieważ wiedzy czy inteligencji zwierząt nie mierzymy ich zdolnością logicznego myślenia, tylko rozmiarem, stąd wniosek, że duży osobnik był mądry, czytaj inteligentny, bądź posiadał wiedzę większą od innych płetwali. Odnośnie powiedzenia Eskimosów– nie był to wymysł literacki, ale ich rzeczywiste przekonanie. Niestety nie jestem pierwszą, która o zbiór przekonań Eskimosów oparła swoją historię. Zrobił to przede mną jeden z moich ulubionych reżyserów Jim Jarmusch  w jednym ze swoich filmów. :-) Tak jak ja lubi pierwotne kultury i ich eufemistyczne ujęcie wszechwiedzy :-) zwierze=mądre, duże zwierze=bardzo mądre, bardzo duże zwierze=bardzo, bardzo mądre:-)))) nie sądzę, żebym Cię przekonała, czasem tekst się lubi, a czasem zwyczajnie nie, najważniejsze to, jak mówi Jacek, dystans, ale fajnie mimo to podyskutować :-)) Naprawdę się cieszę, że wpadłeś i że to opowiadanie znowu trochę ożyło. Na powtórzenia muszę zwrócić większą uwagę, bo to mój słaby punkt, a przecinki… och, berylu… :-) czarna magia jest to dla mnie i jeszcze długo nią pozostanie :-) i lenistwoczy niedbalstwo nie mają tu nic do rzeczy, zwykła oporność mózgu na ten rodzaj wiedzy :-) 

I jeszcze jedno. Krytyczne komentarze cenię szczególnie, są niezbędne do rozwoju i robienia postępów, wie to każdy, kto trenuje sport. Gdyby wszyscy nas chwalili to lipaaa panieee :-) mój trener już trzeci rok z uśmiechem na twarzy powtarza trzy razy w tygodniu :"źle" zamiennie z "bardzo źle" :-)))  i choć na początku pojawia się sprzeciw to ostatecznie bardzo dobrze mi to robi :-) więc z pokorą dziękuje Ci berylu i pozdrawiam. 

Przykład tęczowej luminascencji u zwierzęcia :-)

To nadal nie jest tęczowa barwa, ale barwy tęczy.

 

A co do wiedzy zwierzęcia, chodzi o prosty błąd. Skoro piszesz, że eskimosi wierzą, że każde zwierze wie wszystko, to gdzie tu miejsce na stopniowanie: jedno wie więcej od drugiego? Nie można wszystkiego wiedzieć bardziej lub mniej ; )

 

Cieszę się, że robię Ci dobrze, i również pozdrawiam :)

People say nothing is impossible, but I do nothing every day.

Teraz rozumiem, co miałeś na myśli, błędy poprawione, mam nadzieję że jest lepiej (Ci) :-))) skoro Ty dbasz o mój komfort ja muszę zadbać o Twój :-P a tak na poważnie, po poprawkach tekst rzeczywiście prezentuje się lepiej.

"Kunsztownie” to chyba dobre określenie dla stylu, w jakim zostało napisane to opowiadanie. Lubie narrację prowadzoną w ten sposób. Podejrzewam, że gdyby tematyka opowiadania była bardziej przyziemna, pewnie znudziłbym się takim stylem, ale do obecnej formy pasuje idealnie. 

Tekst jest bardzo dobry. Trochę – powiedzmy – nietypowy, ale nie niezrozumiały, co wychodzi mu na zdecydowany plus.

Dziękuję za odwiedziny i komentarz, vyzart. Cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu. Pozdrawiam.

Ten fragmencik z wielorybem wpisanym w figurę chrystusową robi wrażenie. Reszta tekstu – już mniej, znaczy jest przyzwoicie napisane, ale jakby mniej wciągające. Powiedziałbym – jak kamyk szlachetny w przeciętnej oprawce. Wydaje mi się, że tę scenę warto by w jakiś sposób wykorzystać w dłuższym opowiadaniu, gdzie dostałaby lepszy kontekst, być może więcej znaczeń lub może miałaby gdzie w pełni wybrzmieć. 

I po co to było?

syf– dzięki za komentarz i odwiedziny. W sumie zgadzam się z Tobą, bo cały szort powstał dla tej sceny właśnie. Choć najważniejszy był dla mnie w tym opowiadaniu przekaz. Mój odbiór rzeczywistości, jest dość kontrowersyjny, choć dla mnie w pełni zrozumiały, jest jednocześnie  trudny do przekazania czytelnikowi, szczególnie, kiedy musisz pamiętać o przystępnej i w dodatku estetycznej formie. To trochę tak, jakby wariat starał się tłumaczyć w racjonalny sposób swoje irracjonalne idee w elokwetny sposób i nie zapominając o przecinkach :-) .Wiem co chcę przekazać czytelnikowi, jakie pytania i wątpliwości wzbudzić, ale nadal szkolę warsztat i środki wyrazu. I robię to tutaj z życzliwą pomocą portalowiczów :-)

Piękny tekst, zobrazowany w sposobie prowadzenia narracji, jak i w poruszonym temacie. Czytając trudno zdecydować, który z bohaterów ma bogatrze wnętrze. Wieloryb, czy skruszony grzesznik? Jestem pod wrażeniem.

Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawy same się komplikują.

Dzięki Miętusie :-) miło, że wpadłeś :-) pozdrawiam!

Kopia wpisu w temacie Loży:

Specyficzny tekst, nie tyle klasycznie fantastyczny, co mistyczny – ale bez częstego w takich przypadkach przerysowania, przeakcentowania dominującego elementu. Sądzę, że dzięki wyborowi osoby narratora, marynarza, który w swojej relacji skupia się na własnych, prostym językiem opisanych refleksjach i odczuciach, bez przeładowania kuszącymi wielu piszących „wzlotami i odlotami” ku mniej lub bardziej męczącym większość czytelników rozważaniom rzeczywiście lub tylko pozornie wzniosłym, usiłującym narzucić odbiorcom interpretację i ocenę. Głosuję na TAK.

Adamie, to najdłuższe i najbardziej skomplikowane, a jednocześnie najpiękniejsze zdanie jakie w tym tygodniu przeczytałam :-)))  dziękuję Ci i pozdrawiam serdecznie. 

No jakoś tak samo takie wyszło… :-)

Nie ma za co, Saro. Napisałem tylko to, co myślę o tym tekście.

Wiesz, dla mnie jest to ogromne wyróżnienie, że takie mądre głowy w ogóle nad moim opowiadaniem debatoway, traktuję to jako osobisty sukces. Oprócz książki, nad którą pracuję, a która jest czymś w rodzaju fantastyczno – filozoficznego absurdu i jest raczej komiczna niż poważna, jest to pierwszy i jedyny tekst, napisany przeze mnie, który jest zupełnie "dorosły" czy nie wiem jak to ująć. Choć dzisiaj już wiem, że najprawdopodobniej pójdę w tym kierunku,  bo za bardzo interesuję się filozofią/ religiami/ antropologią żeby sobie takie rozważania odpuścić, mimo, że u niektórych czytelników wywoła to chroniczną niestrawność (beryl) ha ha ha, co w sumie jest na swój sposób zabawne, kiedy się nad tym głębiej zastanowić :-) Tylko czasem, przeraża mnie ogrom pracy, który muszę wykonać, aby pisać tak, jak bym chciała, jest to jednak bardzo przyjemny wysiłek. 

Hmm. Filozofia, religia, antropologia. Trzecia najmniej może przeszkodzić, pierwsza i druga natomiast – śliska sprawa. Przedawkowane naprawdę szkodzą popularności tekstów, a więc ich twórcom też, gdyż przytłaczająca większość czytelników poszukuje rozrywki, relaksu, sensacji, a nie traktatów… Co innego, jeśli będą źródłami inspiracji; jedni tego nie dostrzegą, zafrapowani przygodami bohaterów, a bardziej spostrzegawczy uśmiechną się z uznaniem albo i pochwalą. Kwestia proporcji i sposobu podania…

Przeraża Ciebie ogrom pracy? Wspomniałaś w którymś swoim komentarzu, że nie masz bezpośredniego kontaktu z żywą polszczyzną. To jest utrudnieniem, lecz zapewne masz możliwość nabycia książek, słowników – i masz kontakt z językiem również tu, na portalu. Nie masz się czego bać, nie święci garnki lepią, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Początki jak początki. dreszczyk potrafią wywołać, lecz szybko zaczyna być z górki.

Powodzenia i do następnego Twojego tekstu!

:-))))) Bardzo dziękuję za wyróżnienie, jestem niezmiernie zaszczycona :-)))) jednocześnie chciałabym wyrazić wdzięczność portalowiczom za czytanie moich tekstów i bezcenne komentarze, bez których rozwój byłby niemożliwy. (Również berylowi, którego uwagi, choć złośliwe bardzo temu tekstowi się przysłużyły :-))

A najgoręcej dziękuję regulatorzy , bo bez niej to umarł w butach i bida panie… Dlatego piórko dedykuję Joli, bo bez jej uwag, cierpliwej nauki i chętnej pomocy tego wyróżnienia by nie było! Pozdrawiam wszystkich serdecznie! I gratuluje pozostałym zwycięzcom!  Znaleźć się w takim towarzystwie to nie pam pa ram pam :-D

No dokładnie o to pam pa param chodziło :-) ! Dzięki! :-)

Dorwałam już kurę sąsiada, nawyrywałam jej z kupra piór. Teraz tylko wybiorę największe, kupię klej i ramkę w ikeii i można wieszać trofeum, w salonie, nad telewizorem :-D A darła się ta kura… Panie…. 

Saro, naprawdę bardzo, bardzo się cieszę, że dostałaś piórko, ale jak już Ci mówiłam, ono jest wyłącznie Twoją zasługą. Jednak nie ukrywam, że jest mi ogromnie miło, że mogłam trochę pomóc. ;-D

 

Mała sugestia na przyszłość, kiedy będą kolejne piórka – Saro, żywym kurkom nie wyrywa się piórek z dupki, bo to bolesny zabieg. Dla kurki, oczywiście. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No… dobrze :-) 

Hell yeah. Ten święty jest mocno, cofnąłem się aż do Moby Dicka, do Jacka Londona… Forma wspomnień, stylizacja na dziewiętnasty wiek, paradygmat ówczesny (pomieszanie religijności z chłopkiem-roztropkiem) – moc.

 

Dzięki za świetną lekturę!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No problemo, Rybciu!

Myślalam caly czas, że odwołujesz się do jakiejś zagadkowej sytacji morskiej z 1802 roku, że jest tu jakies trzecie dno (drugie to filozoficzno-metafizyczne). Zaświtała mi ta myśl, bo dwukrotnie podkreślasz datę, kiedy to wszystko się dzieje.

Ale chyba przekombinowałam.

 

Czytało mi się bardzo przyjemnie, ale chyba już wszystko napisali poprzednicy :)

Pozdrawiam, gratuluję piórka :) Opowiedz coś więcej o tej powieści, którą szykujesz.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

 krajemar– miło, że wpadłaś i dziękuję za komentarz.

A powieść, cóż… Dzisiaj napiasałabym ją zupełnie inaczej, bo nadal intensywnie się rozwijam, ale słowo się rzekło, pisło i pozamiatane :-) tera trzeba brać odpowiedzialność za pomiot twórczy :-P

Powieść składa się z dwóch części i można ją zakwalifikować do gatunku fantastyki, choć w tym przypadku jest to jedynie tło. Jeśli interesujesz się psychologią, mechanizmami rządzącymi  uzależnienieniem, (choć nie tylko uzależnieniem, ale także paroma innymi dysfunkcjami, traumami itp) oraz tym jak tego typu preblemy przekładają się na etykę człowieka oraz postrzeganie przez niego rzeczywistości, to ta pozycja Cię zainteresuje. Pełno jest na ryknku książek psychologicznych, które przesycone są moralizatorskim ględzeniem, albo radami, jak  podążać w kierunku światła, samorealizacji i wiecznej szczęśliwości, ale nijak się one mają do rzeczywistych problemów. Moja książka to surrealistyczna powieść z elementami absurdu i fantastyki, nie tyle na temat samej psychoterapii, ale na temat człowieczeństwa dzisiaj. Kurde, ciężko w kilu zdaniach to streścić, brzmi to cholernie poważnie, a pozycja choć traktuje o poważnych sprawach, poważna nie jest. :-) Ale mam nadzieję, że choć trochę mi się udało. 

Pozdrawiam. 

Dzisiaj napiasałabym ją zupełnie inaczej, bo nadal intensywnie się rozwijam

 

oj, jak ja to rozumiem :) Ale to przecież bardzo dobrze. Dla nas obydwu ;)

 

Zaciekawiłaś mnie. Czekam. Pewnie nie tylko ja.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

:-))))…

Saro, mnie też zaciekawiłaś, bo tematyka jak najbardziej w moim spectrum zainteresowań. 

W takim razie cieszę się podwójnie :-))))

Zaraz zaraz, a rozsyłasz to za gratis, w celach pronocyjnych? To ja też chcę ;-) Absurdem mnie zanęcasz ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ha ha ha spokojnie, nic nie rozsyłam!!! Wspomniałam, że pracuję nad książka, krajemar spytała jaką, to wszystko :-) 

Jakie – za darmo?! Nie ma! Wspieramy i kupujemy, nie czekamy aż na gryzoniu będzie :p Komu ma zależeć na tym, żeby rosła sprzedaż książek, jak nie potencjalnym autorom?

 

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ale że w Polsce?

 

Marto, Marto…

 

Chociaż, z drugiej strony, jak pociśniemy świat oryginałami-autorami, to może się uda… :-) Niestety, prawa rynku są nieubłagane, bez marketingu się nie da.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

 krajemar na prezydenta ! :-D

Krakowa? ;-)

Babska logika rządzi!

Może być i Krakowa, bardzo program mi się podoba i szerzone poglądy :-)))

Pamiętajcie! W niedzielę glosujcie na krajemar :D

 

Literatura! Sława! I jajko na twardo! :D

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ha ha ha  to jajko przesądziło! Masz mój głos :-)))

jajko ukradłam Pratchettowi (źle to brzmi). Gdyż albowiem jakim byłabym politykiem, gdybym nie ćwiczyła się w kradzieżach? :p

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Osobliwym. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFish ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

krajemar :-) korupcja, populistyczne hasła, obietnice bez pokrycia, wróżę Ci dużą karierę :-)))

Nie udało mi się przebrnąć przez wszystkie powyższe komentarze, więc przepraszam jeśli powtórzę czyjąś opinię.

Tekst jest dobry! Wiarygodny klimat i mocny temat, zatrzymałem się nad nim na moment.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka
Patronujemy