- publicystyka: Jim Steinman's Bat Out Of Hell Musical

publicystyka:

recenzje

Jim Steinman's Bat Out Of Hell Musical

Witam wszystkich, nie wiem czy to odpowiednie miejsce na publikację recenzji londyńskiego musicalu, jednak z uwagi na jego fabułę z pewnością zalicza się on do szeroko rozumianego nurtu fantastyki.

 

Poza tym, jako uzależniony od Bat Out Of Hell czuję się zobowiązany aby szerzyć miłość do Nietoperza. Mam nadzieję, że wśród szanownego grona fanów NF znajdzie się choć jeden lub więcej fanów muzyki Meat Loafa i Jima Steinmana.

 

 

BAT OUT OF HELL – MUSICAL

 

“Bat Out Of Hell – Musical”, którego historia zaczęła się ponad 40 lat to opus magnum Jima Steinmana. Na początek przypomnę, że Jim Steinman jest jednym z największych rockowych kompozytorów, autorów piosenek i producentów, najbardziej znany jest jednak ze swojej wieloletniej współpracy z innym wielkim rockowym twórcą jakim jest Meat Loaf. W Polsce niestety obaj oni są mało znani i niedoceniani, na czym najwięcej tracą w mojej opinii polscy miłośnicy rock’n’rolla.

 

            Na wstępie trochę historii. W połowie lat 60-tych Jim Steinman wpadł na pomysł stworzenia rockowej i mroczniejszej wersji „Piotrusia Pana”, która jednak nie doszła do skutku. Zamiast tego nawiązał on współpracę z Meat Loafem, której owocem był jeden z najlepiej sprzedających się rockowych albumów wszechczasów, jakim była płyta „Bat Out Of Hell”. I kolejne albumy w następnych latach. Dopiero po ponad 40 latach Steinmanowi udało się zrealizować swoją wizję na musical „Bat out of Hell”, który zawitał do Wielkiej Brytanii na początku 2017 roku.

 

Bez jakiegokolwiek skrępowania czy też obiektywizmu muszę powiedzieć, „Bat out of Hell – Musical” to najlepsze muzyczne przeżycie w moim życiu. Nigdy jeszcze na żadnym spektaklu tak dobrze się nie bawiłem, nie odczuwał tak silnie emocji. Ten spektakl wywołał u mnie oraz setek podobnych fanów Jima Steinmana coś w rodzaju uzależnienia. Musical jest niesamowity, wzruszający, imponujący, monumentalny, seksowny i ogólnie to najwspanialsze show na świecie (a na pewno w Londynie).

 

            Zacznijmy od kilku słów na temat fabuły. W moim odczuciu jest ona genialna w swojej prostocie. W dystopijnej przyszłości Strat, przywódca grupy wyrzutków nazywających się „The Lost” („Straceni”), zakochuje się w Raven, córce Falco, tyrana rządzącego miastem Obsidian (a który kiedyś był Manhattanem). Dodajmy, że Lost to mutanci, których DNA „zamarzło” w wieku 18-tu lat czyniąc ich wiecznie młodymi, a całość dzieje się w retro-postapokalitycznym entourage’u. Brzmi jak mieszanka wybuchowa, ale wbrew pozorom w musicalu idealnie zbalansowano humor, radość, smutek i grozę. To dopiero mistrzostwo świata, zmienić na pozór banalną fabułę w coś tak pasjonującego.

 

            Przejdźmy jednak do najważniejszego elementu w każdym musicalu, czyli muzyki. Piosenki są idealnie dobrane do każdego momentu sztuki, a każde wykonanie to arcydzieło zasługujące na burzę oklasków, która wybuchała za każdym razem. Najważniejsze jednak jest, że gdy słuchałem każdej z piosenek dosłownie zalewały mnie te same uczucia jak podczas słuchania piosenek Meat Loafa, tylko na żywo to wrażenie było tysiąc razy mocniejsze.

Każdy z utworów obrazuje inne uczucia i moment fabuły oraz jest idealnie związany ze śpiewającą go postacią, omówię pokrótce każdy z nich.

  • „Love and Death of an Americam Guitar” – dynamiczny i energetyzujący wstęp Strata.
  • “All Revved Up with No Place To Go / Wasted Youth” – szaleństwo, wieczna młodość i energia Lost podczas brutalnej bitwy z milicją Falco i nim samym, oraz pierwsze spotkanie Raven i Strata.
  • „Who Needs the Young” – gorzko-śmieszny hymn w wykonaniu Falco i jego żony, Sloane na temat młodości oraz ich własnego, gnijącego małżeństwa.
  • „Out Of The Frying Pan (And Into the Fire)” – zgrabne przedstawienie Lost, szczególnie Tinka, Ledoux i Zahary, energii która ich napędza oraz zakochania Strata.
  • „Two Out Of Three Ain’t Bad” – wzruszająca pieśń Zahary o swojej dawno utraconej pierwszej miłości.
  • „Paradise By The Dashboard Light” – poprzedzony przyjęciem urodzinowym Raven, jeden z najlepszych utworów w moim odczuciu. Pełen dynamizmu, seksu i humoru frywolny kawałek będący wspomnieniem szalonej młodości Falco i Sloane, zakończony płonącym cadillakiem i zbulwersowaną miną Raven.
  • „Making Love Out of Nothing At All” – spokojna miłosna ballada Strata i stopniowe rozkochiwanie w sobie Raven zakończone ich pierwszym pocałunkiem.
  • „Bat Out Of Hell” – najbardziej dynamiczna piosenka musicalu, szalona nocna jazda Strata i Raven ulicami Obsidianu zakończona dramatyczną ucieczką Raven i wypadkiem Strata. Koniec Aktu I.

 

  • „In the Land of the Pig The Butcher is King” – ostra i brutalna pieśń w wykonaniu Falco i jego milicji, do której akompaniamentu torturują oni schwytanych Lost.
  • „Heaven Can Wait” – wzruszająca i chwytająca za serce pieśń Raven po domniemanej śmierci Strata i utracie prawdziwej miłości.
  • „Objects in the Rear View Mirror May Appear Closer Than They Are” – melancholijny utwór o przekleństwie nieśmiertelności, podczas którego Jagwire, Blake i Ledoux wspominają swoją odległą i trudną młodość.
  • „For Crying Out Loud” – wzruszające i romantyczne ponowne spotkanie Raven i Strata oraz pochwała ich czystej miłości.
  • „You Took the Words Right Out Of My Mouth (Hot Summer Night)” – kolejny pokaz nieskrępowanej niczym energii Lost, ich radość z odzyskania Strata i wspaniały ślub z Raven.
  • „Not Allowed to Love” – wzruszająca elegia Tinka o nieodwzajemnionej miłości.
  • „What Part of My Body Hurts the Most” – poruszająca ballada w wykonaniu Falco i Sloane o dramatycznym końcu ich miłości i małżeństwa.
  • „Dead Ringer for Love” – szalona zabawa Lost po zawarciu związku między Stratem a Raven. Zakończona dramatycznym wtargnięciem Falco ze swoją milicją.
  • „Rock And Roll Dreams Come Through” – wzruszająca pieśń Lost i Strata po śmierci Tinka oraz jego pogrzebie.
  • „It’s All Coming Back to Me Now” – jedna z najpiękniejszych ballad o miłości straconej i odzyskanej oraz ponowne zejście się Strata i Raven.
  • „I’d Do Anything for Love (But I Won’t Do That)” – największy hit Meat Loafa w jeszcze bardziej imponującej odsłonie. Śpiewany przez całą obsadę hymn o miłości ponad wszelkimi podziałami, dla której jest się gotowym na wszystko, ostateczne połączenie się na nowo wszystkich par oraz odkupienie Falco.

I w ramach bis dynamiczne wykonanie refrenu do „Bat Out Of Hell” przez całą obsadę.

 

            Jeśli chodzi o kwestie techniczne. Efekty specjalne i wizualne w musicalu są po prostu niesamowite, osobiście nigdy czegoś podobnego nie widziałem, ale możliwe że na West Endzie jest to czymś normalnym. Jest tam ogień, są wybuchy i hologramy. Jednak najbardziej imponujące sceny w moim odczuciu to chwila eksplozji motocyklu Strata, którego rozrzucone części układają się w powietrzu w bijące serce („Bat Out Of Hell”) oraz chwila gdy wkurzona Raven spycha cadillac rodziców do części dla orkiestry, której członkowie oburzeni opuszczają teatr („Paradise By The Dashboard Light”).

Scenografia jest monumentalna, Obsidian wygląda jak żywy a wrażenie przestrzeni pogłębiają cyfrowe obrazy panoramy zniszczonego miasta. Każda lokacja jest dopracowana z najmniejszymi szczegółami, czy jest to wieża Falco, sypialnia Raven, salon Sloane, podziemia zamieszkane przez Lost z barem „Deep End”, jaskinia Strata, lochy Falco oraz ulice Obsidianu.

Scena zmienia się dynamicznie w trakcie przedstawienia, bez żadnych przestojów a delikatny pochył poprawia komfort oglądania.

Genialna jest również reżyseria spektaklu. Niektóre sceny dzieją się równocześnie na dwóch płaszczyznach i akcja jest wtedy pokazywana przez kamery na dodatkowym ekranie. Wszystko to dzięki kamerom nadającym na żywo, jak np. w początkowej scenie walki Lost z Falco, równocześnie widzimy wtedy co dzieje się w pokoju Raven na szczycie Falco Tower. To niesamowita innowacja, która dodatkowo pokazuje na jakie cuda w dziedzinie reżyserii stać współczesny teatr.

Jeśli chodzi o humor to jest niewymuszony, czasem dosadny ale mimo to ze smakiem, w dużej mierze oparty na grach słownych lub sytuacjach.

Taniec to mistrzostwo świata, perfekcja, synchronizacja, wdzięk oraz seksapil tancerek i tancerzy, nie ma się do czego przyczepić. Choreografia jest genialna.

 

            Postacie są jak dla mnie świetnie napisane i bardzo zróżnicowane, poza The Lost. To nastolatki zamrożone w czasie, dla których liczy się głównie zabawa. Wyjątkami pośród nich są trzej przyjaciele Jagwire, Ledoux i Blake, Tink i Zahara, o których później.

Strat, ich przywódca który dojrzewa w końcu do prawdziwej miłości u boku Raven. Nawet wiedząc, że ona sama kiedyś zestarzeje się i odejdzie a on pozostanie wiecznie młody. To połączenie mrocznego Piotrusia Pana i Romea w rock’n’rollowym wydaniu.

Tragiczną postacią jest Tink, Lost zamrożony w młodszym wieku od pozostałych, z powodu czego traktują go oni jak dziecko a on sam cierpi z nieodwzajemnionej miłości do Strata.

Falco, tyran i władca Obsidianu, wzorowany trochę na pewnym amerykańskim polityku nie jest jednak kalką typowego dystopijnego dyktatora. Pomimo swojego okrucieństwa kocha Raven prawdziwą lecz dosyć szorstką miłością i z tego powodu chcę ją chronić przed brutalnością świata, nawet za cenę jej szczęścia. Z Falco i Sloane, jego żoną najczęściej są też związane sceny pełne niewymuszonego, choć czasem czarnego, humoru. Tak jak słodko-gorzki dialog w „Who Needs the Young” oraz szalona scena miłosna w cadillacu zakończona wspólnym striptizem podczas „Paradise by The Dashboard Light”.

Największe oklaski należą się jednak trzem głównym postaciom kobiecym.

Raven, córka Falco i miłość Strata to postać wyjątkowo trudna do zagrania. Raven jest niewinna, ale też buntownicza, ma dość bycia zamkniętą w złotej klatce Falco Tower, jednocześnie obchodzi właśnie 18-te urodziny i powoli budzi się w niej kobieta. Początkowo nieśmiała w „Making Love Out of Nothing At All”, zakochana podczas „Bat Out of Hell”, zrozpaczona stratą ukochanego w „Heaven Can Wait”, seksowna i drapieżna w „Crying Out Loud” oraz dojrzała i gotowa na resztę życia ze Stratem w „It’s All Coming Back to Me Now”.

Sloane, matka Raven i żona Falco jest równie złożoną postacią, zgorzkniała latami jałowego małżeństwa pragnie aby jej córka zaznała wolności i miłości, której brakło jej samej. W końcu znajduje w sobie siłę aby porzucić Falco, we wzruszającym monologu uświadamia sobie jednak że nigdy nie odzyska straconej młodości. Ostatecznie wybacza Falco, kiedy oboje sobie uświadamiają, że pomimo ran, które sobie zadali, ich dojrzała miłości również może dać im szczęście.

No i Zahara, silna i najbardziej wyrazista członkini Lost po Stracie. Zahara nikomu nie daje sobą pomiatać, próbuje chronić Raven i Sloane, jednak jest początkowo niechętna miłości Strata do Raven, sama również długo opiera się Jagwire’owi. Ostatecznie dochodzi jednak do wniosku, że sama też dojrzała do nowej miłości.

            Aktorzy sprawili się genialnie. Widziałem sztukę dwa razy i za pierwszym Raven grała w zastępstwie Georgia Carling. Była świetna, ale gdy zobaczyłem Christinę Bennington, ta dziewczyna była Raven, nie tylko ją grała. To cudowna aktorka o wspaniałym głosie i wielkim talencie jak również cudowna osoba na żywo. Życzę jej wielkiej kariery. Nie wyobrażam sobie za to nikogo innego w rolach Falco i Sloane. Grający ich Rob Fowler i Sharon Sexton, stworzyli idealnie dopasowany duet, między którym aż iskrzy od chemii i napięcia. Strata również widziałem w dwóch wersjach, Simona Gordona i Jordana Luke’a Gage’a. Ten pierwszy był niezły, ale Jordan na scenie, podobnie jak Christina, stawał się Stratem. Wielkie oklaski należą się również Alexowi Thomas-Smithowi, który naprawdę znakomicie grał rozdartego uczuciami Tinka. Moją największą idolką jest jednak Zahara grana przez Danielle Steers, ta dziewczyna to wulkan energii, kobiecości i seksapilu, której głos burzy mury i kruszy serca widowni.

            Po seansie stałem się wręcz uzależniony od „Bat Out Of Hell”, odkryłem też w Internecie jaką ma on wielką, wierną i szaloną grupę fanów na całym świecie. Cieszę sie, że mogłem stać ich częścią, nawet jeśli tylko wirtualnie.

            Nie znajduję żadnych wad w tym musicalu, ale nie podchodzę do niego obiektywnie, to było niesamowite przeżycie, po którym poczułem się wręcz innym człowiekiem.

Liczę, że podobnie jak inni fani „Bat Out Of Hell” wrócę jeszcze kiedyś do Obsidianu na ponowne spotkanie Raven, Strata, Sloane, Falco, Zahary i reszty Lost.

 

The beat is ours forever !

Komentarze

Ciekawe!

Widać, że rzeczywiście spektakl zrobił na Tobie duże wrażenie, bo piszesz z wielką pasją i uczuciem. To zdecydowanie dodaje wdzięku temu tekstowi.

Trochę jest co prawda chaotycznie (najpierw wymieniasz kto wykonuje dane piosenki, a dopiero na końcu przedstawiasz bohaterów spektaklu), ale ok, może być ;).

Nie jestem jakimś wielkim fanem Meat Loafa, ale po Twojej recenzji chętnie zobaczyłbym gdzieś ten musical :D!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Niestety na chwilę obecną wystawiana jest tylko wersja niemiecka w Oberhausen, na nią jednak się nie wybieram, gdyż wszystkie piosenki przetłumaczono tam na niemiecki. Pozostaje czekać, kiedy wróci do UK :-).

Nowa Fantastyka