- publicystyka: Fantastyczne podróże – Ziemia nie z tej Ziemi

publicystyka:

artykuły

Fantastyczne podróże – Ziemia nie z tej Ziemi

Słowem wstępu

 

Za namową pewnego opiekuńczego ducha portalu chcę Was zabrać w wirtualną podróż do kraju fantastycznego pod wieloma względami. Kraju potomków wikingów, którzy, chociaż przed cywilizacją nie uciekają, wciąż żyją w zgodzie z naturą i jej mitologicznymi dziećmi, godząc postęp z tradycją. Kraju ludzi z wielkim poczuciem humoru i wyobraźnią. Kraju nieziemsko bajecznych krajobrazów. Do kraju, w którym – nie ukrywam – zakochałam się od pierwszego spojrzenia. Zapraszam na pełną kolorów i swoistego ciepła Ziemię Lodu.

 

Pierwsze spojrzenie, jeszcze z pokładu promu, na dzikie, groźne klify. Ono jedno wystarczyło do zakochania się. Wschodnie wybrzeże w okolicach promowego miasta Seyðisfjörður.

 

Zachodnie wybrzeże – region Vesturland. 

 

Ziemia Lodu

 

Odwiedzona latem Islandia, wbrew nazwie, powitała nas może i przytłumioną, ale zielenią, a im dalej i dłużej wędrowaliśmy przez kraj, tym chwaliła się większą paletą barw. Skąd więc taka zimna nazwa? Otóż w połowie dziewiątego wieku pochodzący z Norwegii Hrafna-Flóki Vilgerðarson pożeglował na zachód i, dotarłszy do wyspy, postanowił osiedlić się w rejonie obecnie zwanym Zachodnimi Fiordami. Rozleniwiony pogodnym latem, ciężko przyjął ostrą zimę. Wypatrując wiosny, pewnego dnia wspiął się na najwyższy w okolicy szczyt i ujrzał olbrzymi fiord, pełen dryfujących gór lodowych. Patrząc na nie, rzucił w złości, że ta kraina to Ísland (Ís = lód, land = krajziemia). I chociaż zniechęcony Hrafna-Flóki wkrótce opuścił Islandię i wrócił do Norwegii, nadana wyspie przez niego nazwa przyjęła się i została po wsze czasy.

Śniegu i lodu na wyspie nawet latem jednak nie zabraknie. Z czym one się kojarzą? Między innymi z bielą, ewentualnie kryształową przeźroczystością. A przecież wspominałam, że to kolorowa kraina? Tu nawet lodowiec wcale nie musi być biały, ale o tym za chwilę.

 

Jökulsárlón – lodowa laguna (dosłownie to lodowcowa laguna, po polsku nazywana Lodowym Jeziorem). W porównaniu z wiekowym lodem, którego bryły przesyła do morza, jest ledwie oseskiem – zaczęła kształtować się na początku dwudziestego wieku, gdy Breiðamerkurjökull, jęzor największego islandzkiego lodowca Vatnajökull, rozpoczął wędrówkę w głąb lądu, cofając się.

 

Ciekawostka – na zamarzniętej powierzchni kręcono sceny do dwóch filmów o agencie 007: Zabójczy widok i Śmierć nadejdzie jutro oraz do Lara Croft: Tomb raider.

Ponieważ lagunę z morzem łączy rzeka o długości zaledwie około trzystu metrów, w trakcie przypływów jezioro wypełnia morska woda, która powoduje, że oderwane od lodowca bloki lodu topią się szybciej niż normalnie przy powierzchni takiej słodko-słonej mieszanki. A wtedy…

 

…zaburzona może zostać równowaga takiej górki lodowej. Jak myślicie – co się wtedy stanie? Nie wiecie? Ja gdzieś czytałam, że się przewróci i zatonie. Nie wierzycie? Ja też nie, zwłaszcza że na własne oczy widziałam, jak tylko plusnęła odwracając się z brzucha na grzbiet (a może odwrotnie?) i nadal leniwie unosiła się na powierzchni wody.

 

 

 

Skoro już do lodowców dotarliśmy, to i one potrafią zaskoczyć. Sami popatrzcie. 

 

To powierzchnia lodowca Mýrdalsjökull. Niemożliwe, bo częściowo czarna? A jednak. Wysilcie wyobraźnię, by znaleźć wyjaśnienie, dlaczego. Wiecie, że poza tym naukowo poprawnym każde inne będzie tak samo dobre?

Czarno-biały lodowiec skrywa pod swą czapą Katlę, o której jeszcze wspomnę.

 

Królestwo Ognia… 

 

Lód i ogień, to dwa żywioły, które konkurują o dominację na wyspie. I chociaż ten drugi jest uśpiony, to gdy się zbudzi, pokazuje swą moc, uświadamiając nam, ludziom, jak słabi jesteśmy w jej obliczu. 

Bardzo żałuję, że nie zobaczyłam na własne oczy na żywo i nie sfotografowałam erupcji wulkanu. Tak, wiem, prawdopodobnie w tej chwili kiwacie z politowaniem głowami. Póki co musiałam zadowolić się wygasłymi i uśpionymi kraterami. Dlatego też Wy ognia tu nie zobaczycie. Przedstawiam za to kilka spośród śpiochów. 

 

Czarny krater wygasłego wulkanu Hverfjall, a w tle olbrzymie jezioro Mývatn, którego nazwę na polski tłumaczy się jako Jezioro Meszek. To jedyne miejsce na wyspie, w którym dokuczają te straszliwe insekty, usiłujące pożreć człowieka żywcem.

 

Napotkany po drodze Grímsnes, we wnętrzu którego utworzyło się jezioro Kerið. Prawda, że piękny?

 

W północno-wschodniej części wyspy, znajduje się Askja – olbrzymi krater, który zamienił się w najgłębsze jezioro na Islandii – Öskjuvatn. Jednak to nie ono, ale to maleństwo na pierwszym planie przyciąga większą uwagę. Dosłownie każdy chce się wykąpać w ciepłych, siarkowych wodach Viti.

Ciekawostka nr 1 – Viti to po polsku Piekło.

Ciekawostka nr 2 – na początku dwudziestego wieku dwóch niemieckich naukowców zaginęło na wodach sąsiedniego, większego Öskjuvatn. 

Czyżby przypadek? Zwolennicy paranormalnych teorii spiskowych mogą mieć tu duże pole do popisu. 

 

Rozświetlone promieniami słońca zbocza Viti cieszą oczy ciepłymi kolorami.

 

Te białe szczyty to czapa lodowca Eyjafjallajökull, skrywającego wulkan o tej samej nazwie. Tak, ten słynny wulkan, który wiosną dwa tysiące dziesiątego roku sparaliżował pół świata. I tylko cudem jego erupcja nie obudziła sąsiedniego wulkanu Katla, który w przeszłości zazwyczaj towarzyszył w piekielnej zabawie kumplowi zza miedzy. 

Dzięki temu, albo raczej przez to, że wulkany na Islandii drzemią pod lodowymi pierzynami, to nie lawa i popioły wyrządzają największe szkody w trakcie erupcji. To powodzie. Często siła wybuchu jest na tyle mała, że cała energia zużywana jest na stopienie pokrywy i brakuje już sił na spektakularne wyrzuty lawy.

 

…i gorących źródeł

 

W kraju pozbawionym zatruwającego środowisko przemysłu można na każdym kroku swobodnie odetchnąć pełną piersią, napełniając płuca świeżym i rześkim powietrzem. Jeśli tak sądzicie, to daliście się nabrać. Są miejsca, całkiem liczne, w których swobodne oddychanie może sprawić spore trudności. Mam tu na myśli miejsca aktywne geotermalnie, które daje się wyczuć z daleka z zamkniętymi oczami. Odór siarki i zgniłych jaj może w skrajnych przypadkach wywołać mdłości, albo też podpowiedzieć wyobraźni, że gdzieś w pobliżu pewnie można znaleźć uchyloną furtkę do piekielnych czeluści.  

 

Pole geotermiczne w centralnej Islandii – Hveravellir.

 

Solfatary, z których wydobywają się gęste i śmierdzące opary, zdają się być kominami Otchłani. 

 

Miłośnik nauki i “poważniejszego” podejścia do fantastyki na taki widok pewnie będzie rozważał poziom ciśnienia, temperaturę magmy, głębokość wód podskórnych i inne nudne rzeczy. Ktoś wykraczający poza granice SF, zapuszczający się w bezkresne rubieże znacznie szerzej pojętej fantastyki, może zobaczyć tu wielkie ziemne kotły z wrzącą i bulgoczącą piekielną strawą, którą czarty z jakichś przyczyn miast w piekielnej kuchni, gotują na powierzchni. A może to piknikowy posiłek dla uczestników diablej wycieczki na Ziemię? Kto wie? A tym, którzy w dzieciństwie gotowali zupy z błota: smacznego :) 

 

Kotły z błotną zupą (a może gulaszem?) napotkać można w wielu miejscach.

Dla tych, którzy lubią sprawdzać wszystko organoleptycznie – ostrzeżenie: nie pchać tam paluchów! Minimalna temperatura to okolice osiemdziesięciu stopni Celsjusza (80°C), więc parzy.

 

To, że podróże kształcą, wiadomo nie od dziś. A kto pamięta, że zakres takiej nauki w zasadzie nie ma ograniczeń? Nie tylko można liznąć wiedzy między innymi z geografii, biologii, historii, czy antropologii, ale też dowiedzieć się co nieco na żywo o pochodzeniu powszechnie używanych słów. Jako przykład weźmy staronordyckie słówko geysa lub gjósa (w etymologii występują zamiennie, znaczą tryskać, wybuchać). Brzmi obco? Przekształćmy je więc nieco i otrzymamy nazwę własną: Geysir. Zaczyna brzmieć znajomo? Kojarzy się z wyrzucającym w niebo słup lub fontannę gorącej wody gejzerem? I prawidłowo.

Geysir to pierwszy znany Europejczykom i pierwszy opisany, a także niegdyś najpotężniejszy islandzki gejzer, od którego nazwę dla wybuchającego źródła zapożyczyło wiele języków (nawet po węgiersku gejzer brzmi jak gejzer). Od jakiegoś czasu staruszek przeszedł w stan spoczynku, przekazując pałeczkę młodszemu pokoleniu, czyli Strokkurowi, który wybił (się) kilkanaście metrów od emeryta, wybudzającego się jeszcze czasem w wyjątkowych przypadkach, jak podczas trzęsienia ziemi w dwutysięcznym roku. 

Zgodnie z ustaleniami poczynionymi z władzami kraju*, Strokkur powinien wybuchać średnio co osiem do dziecięciu minut. Jednak młokos czasem robi sobie dowcipy i ledwie parsknie i prychnie, wywołując jęk zawodu wśród zgromadzonej publiczności, a czasem wyrzuci gorące ramię znacznie szybciej, strasząc tych, co nieostrożnie zanadto się zbliżą.

* Tak mi przynajmniej wyszeptały w zaufaniu miejscowe elfy. Strokkur odmówił komentarza, a z władzami się nie spotkałam.

 

Strokkur w akcji.

 

Strokkur wystrzeliwuje słup wrzącej wody na wysokość trzydziestu metrów. Jego nazwa po polsku oznacza maselnicę. Ciekawe, dlaczego?

PS. Wspominałam już, że Islandczycy mają poczucie humoru i bogatą wyobraźnię?

 

 

Kolorowe góry i czarne plaże

 

Jak zawsze są dwie wersje rzeczywistości – naukowa i fantastyczna. Naukowa powie, że zbocza zawdzięczają zabarwienie wytrąconym minerałom, będzie się rozwodzić nad geologią i górotwórstwem. Fantastyczna popuka się znacząco w głowę i wyjaśni, że to było zupełnie inaczej. Wspomni o jakiejś istocie, której rasa i imię zaginęły w mrokach historii, która pewnego dnia usiadła pośród szaroburych gór, podumała, po czym wyczarowała pełną pasteli paletę i miękkie pędzle. I puściła wodze fantazji, rozpryskując kolory po zboczach, dolinach i szczytach. 

Pozwólcie, że prezentując zdjęcia z Landmannalaugar zamilknę, pozwalając mówić obrazom Matki Natury. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skoro natura zaszalała z malowaniem gór, to dlaczego nie mogła zaszaleć z innymi elementami krajobrazu? Zanim zerkniesz na zdjęcie poniżej, drogi Czytelniku, zamknij oczy na kilka sekund i pomyśl o plaży. Co widzisz? Założę się, że złoty lub biały piasek, głaskany spienioną lub delikatną falą, bawiącą się naprzemiennym wyrzucaniem i zbieraniem jasnych kamyków, muszelek, czasem jakiejś nitki wodorostu. A teraz spójrz – prawie wszystkie plaże na Islandii są czarne. Jak bezgwiezdna noc, jak skrzydła kruka. Nie, nie patrz w stronę wulkanów, zapomnij o nauce, sięgnij do drzemiących w Tobie pokładów wyobraźni w poszukiwaniu powodu żałoby i smutku, które kazały tak zaczernić całe wybrzeże. 

 

Plaża Reynisfjara na południowym wybrzeżu wyspy.

Ciekawostka nr 1 – w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym pierwszym roku National Geographic zaliczył ją do dziesięciu najpiękniejszych plaż świata. Była to jedyna nietropikalna plaża w tym zestawieniu.

Ciekawostka nr 2 – Reynisfjara była jednym z licznych miejsc, w których kręcono zdjęcia do Łotra 1 i Przebudzenia mocy. Spośród pokazanych w tym artykule miejsc tego samego zaszczytu dostąpiły także Eyjafjallajökull, Mývatn i Viti.

 

Czy południe, czy północ, piasek taki sam – smoliście czarny. 

 

W kalejdoskopie krajobrazów

 

Islandia to wyspa o wielu obliczach i humorach. Przemierzając kilometry dróg co trochę natrafia się na inny widok. 

 

Niesamowicie bajeczne wody Błękitnej Laguny. Warto zajrzeć nie tylko do spa i płatnych basenów, ale też przespacerować się brzegiem tej dzikiej części.

 

Koniki islandzkie stanowią nieodłączny element krajobrazu wyspy. 

 

Na szlakach Interioru.

 

Pola lawowe w południowo-zachodniej części wyspy. Wyglądają niczym niewielkie kamienne lasy lub pełne skrzatów miasta. 

 

W Parku Narodowym Fjallabak, gdzie życie wykluwa się na wulkanicznym podłożu. Z daleka te porosty wyglądają jak mięciutki dywan.

 

Fantazyjnie wymodelowane klify Rauðanes. Oto, co potrafią sprawne dłuto i wyobraźnia rzeźbiarza. 

 

Wąwóz w okolicy doliny Þórsmörk (Dolina Thora). 

 

Księżycowa kraina okolic kaldery Askja. 

Ciekawostka – to jasne, drobne, którym zaścielona jest powierzchnia ziemi, to nie piasek. To pumeks.

 

 

Ciekawostka – w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym roku w tym rejonie między innymi Neil Armstrong przygotowywał się do pierwszego lotu na Księżyc. Dziewięciu z dwunastu astronautów, którzy postawili stopy na powierzchni naszego satelity, trenowało tu, bo uznano, że to miejsce najbardziej przypomina srebrny glob i panujące na nim warunki. 

 

Þingvellir, w tle największe islandzkie jezioro Þingvallavatn.

Ciekawostka nr 1 – to tu od dziewięćset trzydziestego roku zbierał się Alþingi, czyli islandzki parlament. To bodaj najstarsza instytucja parlamentarna świata, która funkcjonuje do dziś. 

Ciekawostka nr 2 – widoczny na zdjęciu mur nie został wzniesiony ludzkimi rękami (trolle też go nie zbudowały, chociaż taka wersja pewnie byłaby ciekawsza). To element szczeliny powstałej na styku płyt tektonicznych: euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej.

 

Najwodospady 

 

Odniosłam wrażenie, że wszystkie wodospady na Islandii są naj. Każdy oczywiście w swojej, osobnej kategorii. Chcecie poznać kilka z nich? Zapraszam. 

 

Dettifoss – najpotężniejszy i to nie tylko na wyspie, ale i w Europie! W ciągu jednej sekundy przez próg przelewa się pięćset metrów sześciennych wody. 

Ciekawostka nr 1 – to był pierwszy (i jak na razie jedyny) wodospad w historii naszych podróży, pod którego mój Jacek nie pognał się wykąpać. 

Ciekawostka nr 2 – Dettifoss zagrał epizodyczną, acz znaczącą, rolę na początku filmu Prometeusz. Poza tym, obok takich sław jak Landmannalaugar i Skógafoss, pojawił się także w filmie Thor: Mroczny świat. Nie wiem jednak, dlaczego nie został umieszczony na żadnej “liście płac”. 

 

Gullfoss – najsłynniejszy. Złoty Wodospad w Złotym Kręgu. Paradoksalnie, najlepiej z wizyty tam pamiętam smak przepysznej zupy w pobliskiej kafejce, z której rozciąga się spektakularny widok na rzekę i kaskady. 

 

Skógafoss – najpiękniejszy wodospad.

Ciekawostka – jeden z wikińskich łupieżców ukrył w jaskini za wodospadem skarb, którego nikt jeszcze nie odnalazł (podobno komuś w ręce wpadł tylko jakiś pierścionek). Brzmi jak zaproszenie do przygody. 

 

Svartifoss – najbardziej uroczy. 

 

Hraunfossar, w moim prywatnym rankingu jeden z najładniejszych wodospadów. Jego nazwa oznacza Wodospady Lawy i wzięła się od pola lawowego, z którego licznymi strumieniami do rzeki wpływa kryształowa woda, tworząc ten piękny widok.

 

 

W świecie baśni i legend

 

Każdemu o uszy chyba obiły się obiegające świat, w tym Polskę, doniesienia o przerwaniu prac nad budową jakiejś drogi na Islandii z powodu przeszkody w postaci skały – potencjalnej siedziby elfów. Specjalnie zebrana rada rozważała kilka opcji: zmianę przebiegu drogi, negocjacje z elfimi przedstawicielami, przeniesienie (delikatnie) skały, pozostawienie czasu elfom na przeprowadzkę i kontynuowanie prac. Islandczycy bardzo poważnie podchodzą do swych mitów i nie wstydzą się wiary w nie. Dlatego, jeśli na kraj spojrzy się pod nieco innym kątem, nagle na prawie każdym kroku można dostrzec ślady bytności bogów, działalności trolli, miejsca zamieszkania różnych skrzatów i duszków. Świat realny przeplata się ze światem baśni i legend.

Nie dziwią więc napotykane takie domki dla elfów, “stawiane” w przydomowych ogrodach, czy nawet obok kościołów:

 

W stosunku do obcych elfy są raczej nieufne, a jeśli już zgodzą się komuś pokazać i pogawędzić, to zdecydowanie protestują przeciwko utrwalaniu ich wizerunku. Wybaczcie więc, że żadnego zdjęcia takiej istoty tu nie zobaczycie. 

 

Skoro już o bogach wspomniałam. Wikingowie na Islandię przywieźli ojczyste, nordyckie wierzenia, których śladami poznaczyli nową ziemię. Przykładem niech będzie Helgafell, czyli Święta Góra. Na szczycie tego niepozornego wzniesienia pierwszy osadnik w tym rejonie, Þórólfr Mostrarskegg, wybudował świątynię ku czci Thora, a jego syn oznajmił ładnych kilka lat później, że zobaczył tam Walhallę.

 

Ruiny, widoczne na szczycie, to niestety nie świątynia boga piorunów, ale pozostałości po chrześcijańskim kościele. Jak to najczęściej bywało – nowa wiara wypierając starą, zajmowała nie tylko miejsca w sercach i umysłach ludzi. 

Ciekawostka – góra posiada własną magię (zakładam, że to moc starych bogów). Gdy, spełniając określone warunki, wespniecie się na jej szczyt i po drodze pomyślicie o trzech życzeniach, to one się ziszczą. Nie wierzycie w takie zabobony? No cóż, moje życzenia się spełniły. 

 

Skoro zaczęłam już o początkach chrześcijaństwa, to opowiem jeszcze jedną legendę. Þorgeir Ljósvetningagoði, władca leżącego na północy wyspy regionu Ljósavatn, w tysięcznym roku w trakcie zgromadzenia Alþingi opowiedział się za przyjęciem przez Islandię wiary chrześcijańskiej jako oficjalnej religii. Gdy zgromadzenie zaakceptowało tę decyzję, wrócił on do domu i pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było obalenie w nurt pobliskiej rzeki posągów nordyckich bóstw. W ten sposób powstał Wodospad Bogów, czyli Goðafoss:

 

Mimo że od tamtego czasu minęło już ponad milenium, posągi wciąż tkwią pośrodku koryta rzeki. Czekają. Na dogodny moment, na swój czas, by powrócić… To by dopiero była epicka, zupełnie nowa legenda, nie sądzicie? 

 

No dobrze, przyznaję, że to nie jest rodzima islandzka istota, ale tak fantastycznego gościa, który sam na wyspie spędzał wakacje, nie sposób pominąć. Niby celebrytka, ale skromnie schowała się pomiędzy wzgórzami Landmannalaugar. Szanowni Państwo, przedstawiam Wam Nessie:

 

 

 

A na koniec trochę humoru

 

Na stoiskach z pocztówkami, obok klasycznych, przepięknych widoczków, można było napotkać całe rzesze rysunkowych kartek z pozdrowieniami z Islandii. Kartek pełnych humoru, przy których można się zaśmiewać. Kartek, takich jak ta: 

 

 

Jednak po chwili nachodzi człowieka refleksja. A może to nie dowcip? Może te wszystkie gejzery i wulkany, te cuda nie są tworami natury, ale człowieka? Co, jeśli to jeden wielki spisek wikingów, by zwabić na wyspę turystów? I może to nie Strokkur się droczy, tylko człowiek na wachcie zaspał i spóźnił się z przekręceniem kurka…? A może…?

Czy Wam też zaczynają się mnożyć w głowach fantastyczne pytania? 

Komentarze

Fajne zdjęcia :)

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

To pół sukcesu już jest ;) Teraz czekam, co z drugą połówką, czyli teksem.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

heart

Więcej!

I zdjęć i tekstu!

 

W ogóle, to Ty źle myślisz, śpioszko – bloga Ci trza założyć i hajse trzepać, a nie tu na portalu takie cuda tworzyć...

Podziwiam i zazdroszczę i chcę tam jechać :D

Dziękuję, Iluzjo :D (żadna emotka nie pokaże mojego banana na gębie). 

 

Więcej!

I zdjęć i tekstu!

Jak będzie takich głosów więcej, to mogę Was znów zabrać w jakąś inną podróż kiedyś ;) 

 

Jechać! Polecam :) 

Nie mam talentu do zarabiania w taki sposób :( Poza tym wolę robić to z i dla przyjemności, niż z musu, a blog wymagałby innego nakładu pracy i konkretnej regularności. A tak na stronę wrzucam, gdy mam wenę i czas. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Byłaś w niebie? :D

Niesamowite zdjęcia. Tekst tylko przeskanowałam w pracy, ale wieczorem przeczytam dokładnie.  Jestem pod wrażeniem ich wiary w mity do tego stopnia, że na poważnie zastanawiają się, czy nie zmienić trasy zaprojektowanej drogi. Domki dla elfów świetne!

Byłaś w niebie? :D

Można i tak na to spojrzeć ;)

 

Nawet po dziewięciu latach to wciąż mój ulubiony kraj, taki naj, którego nic później nie było w stanie pobić pod tym względem. 

 

Będę więc czekać na opinię po lekturze. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To prawda, że w Islandii tak wieje, że praktycznie zdmuchuje człowieka z powrotem do Polski?

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Tam deszcze padają poziomo :D 

My mieliśmy w miarę spokojnie, ale na promie powrotnym rozmawialiśmy z Niemcami, którzy opowiadali, jak kilka dni wcześniej na południowym wybrzeżu wiatr poprzewracał kampery na kampingu – te, które miały pecha stać bokiem do kierunku wiatru. Dziesięć samochodów zostało położonych na burtach. My w tym czasie cieszyliśmy się słońcem i leciutką bryzą na północy kraju. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Piękne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Akurat deszcz padający poziomo, nie schodząc poniżej pewnego pułapu, byłby niegłupim pomysłem :P

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Anet, dziękuję :) Widzę, że jesteś w formie  i trzymasz się klasyki komentarzy ;) 

 

Bailoucie, jeśli masz coś na myśli, jakiś pomysł – to proszę bardzo, częstuj się inspiracją do woli :) 

Każdy może korzystać ile chce :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dios mio, jakie piękne zdjęcia!

Różnorodność krajobrazów na tak niewielkiej przestrzeni geograficznej jest oszałamiająca. Nie sposób się napatrzeć. Te scenerie są po prostu szalone, a proporcje na niektórych zdjęciach sprawiają wrażenie, jakby wyspa rzeczywiście była krainą olbrzymów, bo sama przyroda wydaje się mieć nadludzką skalę.

proporcje na niektórych zdjęciach sprawiają wrażenie, jakby wyspa rzeczywiście była krainą olbrzymów

Nie wiem, Wisielcze, czy odnosisz się do zdjęć bez ludzi i tym samym punktów odniesienia, czy masz na myśli te z mikrymi kropeczkami człowieczków. Ale fakt, że ja lubię robić takie zdjęcia, że nie do końca wiadomo jaka jest skala, takie drobne “oszustwa” ;)  

Tak, czy owak, cieszy mnie, że Ci się przynajmniej zdjęcia podobają. 

I jakoś nikt nie chce się odnieść do tekstu... 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Fajne miejsca, ładne niektóre focie, ale szkoda, że nie wzięłaś żadnych filtrów. Postaram się przeczytać, jak się ochłodzi... Czyli pewnie w październiku. :(

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To znaczy, Darconie? Mam na myśli filtry. Czego Ci na zdjęciach brakuje? Czy chodzi Ci o niebo, białe zachmurzone? 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tak, dokładnie. Białe niebo.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie mam nic na swoją obronę. Filtry mam, funfel nówki nieśmigane, nigdy nie wyjmowane z plecaka... Przyzwyczaiłam się robić zdjęcia naturalne, w zastanych warunkach. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dla mnie, jako kompletnego laika w sprawach fotografii, to niebo wygląda całkowicie w porządku i nawet nie przyszło mi do głowy, że coś można byłoby tam doszlifować. Dlatego myślę, że dopóki taki fotoreportaż jest kierowany po prostu do ludzi ciekawych świata, a nie profesjonalnych fotografów, to zdjęcia są świetne :)

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Można różne cuda robić – i na etapie fotografowania (np. wspomniane przez Wisielca filtry) i późniejszej obróbki. Wiele zależy właśnie od tego, po co i dla kogo przeznaczone jest zdjęcie – jak wspomniałeś, Bailoucie. Z różnych przyczyn, które tu nie są istotne, z pierwszej opcji korzystam czasami i to najczęściej w zakresie kompozycji, a w drugiej – jeśli już – to ograniczam się do przykadrowania i czasem poprawy samego kontrastu. Nie potrzebuję więcej, a fotografia dla mnie wciąż jest w głównej mierze formą rejestrowania wspomnień, a nie sztuką dla sztuki. 

Cieszy mnie, gdy zdjęcia się podobają, ale rozumiem, jeśli komuś podobają się mniej, choćby ze względu na wspomniane szaro-białe niebo. Tu tak samo, jak i w literaturze, rządzi indywidualny gust i poczucie estetyki. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Napisałem, że część zdjęć jest ładnych i podobają mi się, naprawdę, ale nie wszystkie. Pisząc, że robisz zdjęcia naturalne, coś sugerujesz i umniejszasz ciężką pracę wielu osób. Zdjęcia stanowią znaczą część Twojej publikacji i chcąc nie chcąc, poddajesz je krytyce tak samo jak treść.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Pisząc, że robisz zdjęcia naturalne, coś sugerujesz i umniejszasz ciężką pracę wielu osób.

W jaki sposób umniejszam i co sugeruję? Przyznaję, że nie zrozumiałam tej części Twojej wypowiedzi. Możesz rozwinąć temat? 

 

Co do krytyki całości – zgadza się i zdaję sobie sprawę z tego, jakie zdjęcia robię i jak piszę i jak ludzie mogą reagować na jedno i drugie. Krytykę przyjmuję i biorę pod rozwagę. Jeśli ktoś mi wskazuje konkretne elementy, które mogłabym jego zdaniem poprawić, staram się to robić – w pewnych ramach i granicach, które sama ustalam. Zaznaczam przy tym, że jeśli chodzi o czystą stronę techniczną, to z takimi uwagami nie dyskutuję i poprawiam się (np. w fotografii kompozycja, ekspozycja – ale i tu czasem zależy od zamierzonego efektu, w literaturze zasady pisowni).

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, jakie zdjęcia! Super!

Właśnie wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która robi fajne zdjęcia na sprzęcie za grube tysiące i po wielu latach przełamała się, żeby je nieco podrasować w programach graficznych. Ja z tym nie mam problemu, chociaż wydaje mi się, że jednak często zaczyna dochodzić do przesady (tak ogólnie, nie w przypadku mojej koleżanki). No i zależy jakie zdjęcia. Moim zdaniem “reporterskim” jak najmniej ingerencji robi dobrze. :) Jak na mój gust Twoje pejzaże są piękne takie jakie są.

Artykuł przeczytam wieczorem.

Ocho, miło mi. Mam nadzieję, że tekst nie pozostanie w tyle.

Nie wiem, czy mogę zaczynać dyskusję o fotografii, bo jak w przypadku podróży, mogę mieć problem ze skończeniem, jeśli mnie nikt nie powstrzyma ;) Był czas, gdy wahałam się mocno i zazdrościłam cudnych widoczków innym i też chciałam tak robić zdjęcia. Był też moment, gdy zachwycona takimi podrasowanymi ponad miarę właśnie obrazkami poczułam ogromne rozczarowanie, gdy zobaczyłam dane miejsce na żywo. Poczułam się w pewien sposób oszukana. To z pewnością jest jeden z powodów, dla których nie fotoszopuję i nie używam filtrów (które kupiłam, gdy byłam w tej pierwszej fazie). Moja fotografia bardziej ma dokumentować, niż być artystyczną. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Petyrialdy barw kolorów i odcieni to Ty masz w tej Nokii 3310. A tak na serio, jaki sprzęt masz? ;>

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Te zdjęcia były robione Nikonem D60 (czyli amatorski sprzęt :)), teraz mam D7200 (dalej amatorski, tylko trochę wyżej po niego usiałam sięgnąć).  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Aż muszę zajrzeć na półkę, jaki model mi tam zalega. Tylko ja to obsłużyć ni umiem, obiektywu pożądnego nie mam, wszystko zabrudzone/tłuste itd. :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zabrudzone/tłuste??? Morderca! W dyby go za taką profanację sprzętu!

A poważnie, to należałoby zacząć od wyczyszczenia :) A reszta nie do końca zależy od tego, co masz. Podstaw możesz uczyć się na czymkolwiek. Nie wiem, co faktycznie wiesz, więc nie będę polecać żadnej konkretnej pozycji, zresztą  na rynku jest tego sporo – podstawy fotografii, fotografia tego i owego... Są kursy i warsztaty... A reszta, to już ćwiczenie i praktyka :) 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nikon D5100 ;-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nie użytkowałam, ale słyszałam, że w swoim czasie to był przyzwoity aparat. Jednak sprzęt elektroniczny starzeje się znacznie bardziej widocznie niż analogowy, więc pozostaje kwestia w jakim stanie jest teraz. I nie chodzi o  nowsze modele z “lepszymi” funkcjami, ale o wyraźnie spadającą jakość zdjęć. Gdyby nie to, nie zmieniałabym korpusu. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Spóźniona, oczywiście, ale jestem. Śniąca, czy Ty prowadzisz jakiegoś bloga turystycznego? 

O zdjęciach już pisałam, tekst jest ich zajmującym uzupełnieniem. Więcej chcę!

Bloga nie. Od kilkunastu lat mam stronę – głównie z galerią zdjęć, ale też jest tam trochę relacji z wyjazdów. Zdarza mi się tez pisać artykuły dotyczące naszych podróży.  Wyglądają one jednak inaczej niż ten artykuł – tu to swoisty eksperyment :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No i piękne :)!

Jakem domator – ekstremista, bardzo mi się podobało. Mam tylko nadzieję, że tam nie pojadę ;). Zimno, wulkany, poziome deszcze, a do tego może kiszone śledzie? Brrr...

W każdym razie – zdjęcia ekstraklasa. I jak Śniąca, jestem za całkowitą naturalnością. Żadnych ulepszaczy! WYSIWYG, jak się drzewiej mawiało (o czym innym co prawda, ale tu pasuje).

A tekst? Nienachalny i dowcipny. Jeno go coś mało...

Svartifoss przypomina mi te fińskie organy z Twojego poprzedniego opowiadania :). 

 

PS. Trzy literóweczki, ale kto by się czepiał (poza Staruchem ;)).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Zadowolony gość, to dobry gość :) Tak, znam Twoje podejście do podróżowania dalej niż do Tychów , Staruchu ;) Z tą naturalnością też wiele zależy – od okoliczności, od tego, co autor chce pokazać i też w jakimś zakresie od umiejętności fotografa. 

Tekstu mało? Bo to miała być galeria, ale że na portalu takowa nie występuje, to odrobiną tekstu wkradłam się w artykuł. Zobaczymy, może następnym razem, jeśli taki będzie, może dodam kilka słów więcej. 

 

PS. A gdzie te literóweczki? Chętnie poprawię, ale mnie już trudno cokolwiek samej wypatrzeć. 

 

 

UWAGA!

Wyjeżdżam na weekend i mogę mieć utrudniony dostęp do sieci, więc jeśli nie odpowiem od razu na kolejne komentarze, to nie ze złośliwości, ale z braku możliwości. Nadrobię po powrocie lub w pierwszym, pozwalającym na to momencie. Tymczasem – rozgośćcie się :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Literóweczki? Skoro się domagasz:

– jest “National Geografic” miast “National Geographic”;

– jest “co nie co na żywo” miast “co nieco na żywo”;

– jest “jedynie” miast “jedyne”.

Drobiażdżki :P.

 

A gdzie się wybierasz następną razą?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Był też moment, gdy zachwycona takimi podrasowanymi ponad miarę właśnie obrazkami poczułam ogromne rozczarowanie, gdy zobaczyłam dane miejsce na żywo. Poczułam się w pewien sposób oszukana.

O to-to.

 

Zdjęcia piękne, aż chyba to z czarnym lodowcem wrzucę na tapetę ;D

Tekst przyjemny: nie są to oczywistości, ale też nie jest przeładowany szczegółami, choć chyba wolałabym opisy bez wstawek ‘wyobraźcie sobie magiczną alternatywę dla nauki’, ale skoro to jest fantasyka.pl to nie mam co pyszczyć ;D

 

te inne artykuły to są gdzieś online?

 

I would prefer not to.

Dzięki, że podzieliłaś się zdjęciami i wrażeniami.

Kiedyś pojedziemy ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Fajne fotki.

Tekst też niczego sobie, chociaż wolałabym więcej naukowych wyjaśnień, mniej trolli i elfów. Acz wtedy pewnie marudziłabym, że nie ma fantastyki. ;-)

No i co z tym kolorowym lodowcem?

Interesujące ciekawostki.

Babska logika rządzi!

Dorwałam kawałek sieci ;) ale z telefonu, więc krótko. Staruchu, dzięki, poprawię po powrocie do domu. Jose, Wybranietz i Finkla, bałam się, że bez takich wstawek będzie krzyk "a gdzie fantastyka?!" Jose, częstuj się do woli :) Finklo, co z kolorami? No w końcu lodowiec jest dwukolorowy, nie tylko biały. Artykuły można poczytać u mnie na stronie, ale nie wiem, czy mogę tu podać adres, żeby nie było, że reklama.

 

EDYTA

Teraz zobaczyłam, jakie cuda mi powyczyniał telefon, więc poprawiłam.

Staruchu, bo nie odpowiedziałam na Twoje pytanie. Nie wiem. Z urlopem nie ma szaleństwa, raptem kilka dni, a do tego pewne sprawy prywatne, które mogą nie pozwolić wyjechać nawet na tak krótko. Korzystam więc z weekendów i zwiedzam Polskę.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wspaniały materiał. Aż ciarki przechodzą i człowiek żałuje, że siedzi przed monitorem zamiast czuć wiatr we włosach i oglądać to wszystko na własne oczy.

Proszę o więcej!

 

P.s. Kartka pocztowa miażdży :D

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Ale z Ciebie ekspres, Jacku :) 

Kolejny głos na tak, więc “więcej” zaczyna być coraz bardziej realne. Wychodzę spod stołu i zabieram się do pracy. Obiecuję. 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Gdyby tak ktoś tu zajrzał w ciągu najbliższych dwóch tygodni, to informuję, że nie będę w tym czasie odpowiadać na komentarze z powodu braku możliwości. Na wszystko odpowiem po powrocie z urlopu. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Cześć!

 

Przeczytałem Twój wspaniały tekst, zachwycając się pięknymi zdjęciami już wczoraj wieczorem i do tej pory zbieram szczękę z podłogi. Fenomenalne!

Bardzo jestem wrażliwy na takie krajobrazy i chyba mój stary aparat nie przeżył by tak intensywnego pstrykania. Zresztą i tak efekt byłby raczej marny...

Wróciłem właśnie z dwutygodniowej objazdówki Jordania-Izrael i mimo, że wciąż mam w głowie niesamowite wrażenia stamtąd, zdołałaś je nieco przyćmić. Zazdroszczę i podziwiam! ;)

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!

Jai guru de va!

Dla uzupełnienia polskiego spojrzenia na Islandię mogę polecić ten dokument :)

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Rokitniku, dzięki. Izraela nie znam, ale w Jordanii sama chciałabym zobaczyć kilka niesamowitych miejsc, więc to ja zazdroszczę ????. Bailoucie, sama chętnie zajrzę, ale po powrocie do Polski, na spokojnie. Bo takie chwilowe WiFi plus telefon to na krótką metę i szybkie wiadomości.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jak to, nie ma fantastyki? A te wzgórza – to nie fantastyczne?

Kurczę. Ale ta planeta ładna.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka