- publicystyka: Warszawskie Targi Książki 2016

publicystyka:

relacje

Warszawskie Targi Książki 2016

Dobiegły końca Warszawskie Targi Książek, które trwały od czwartku po dziś dzień, niedzielę. Impreza tak jak w ubiegłych latach odbywała się na Stadionie Narodowym, a pogoda była najprzyjemniejsza z trzech ostatnich edycji – ani parno i upalnie, ani za chłodno.

Od lat jest to impreza w moim kalendarzu obowiązkowa. Święto książki, wydawców i autorów. Czas, w którym można odkryć nieznane dotąd tytuły, potargować się z wystawcami, zdobyć kilka wizytówek i spotkać pisarskich idoli.

 

(dzikie tłumy w sobotę, 21 maja, na WTK; źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/WarszawskieTargiKsiazki/photos/a.390880988027.170510.320258793027/10154303819623028/?type=3&theater )

 

Na Stadion Narodowy wybrałem się w piątek z samego rana. Ludzi było sporo – w dużej części szkolnych wycieczek – lecz nie można mówić o ścisku. Miałem okazję porozmawiać dłużej z „odkrywcą” i tłumaczem książek Michaela Crummeya, co tylko zaostrzyło mój apetyt na czerwcowe spotkanie (Big Book Festiwal) z kanadyjskim autorem (dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli – Crummey obraca się wokół społeczności nowofundlandzkiej, wplatając w swoje historie niesamowite elementy rodem z realizmu magicznego, a może nawet legendy czy mitu; ze swojej strony polecam). Następnie sprawdziłem, co słychać wśród reportaży wydawnictwa Czarnego, a także upolowałem dwa tytuły, które stanowić będą część researchu do powieści (może kiedyś ją skończę). Również udało mi się zamienić kilka zdań z Łukaszem Orbitowskim. Budzący natychmiastową sympatię człowiek – lecz niestety odchodzi z projektu „Pocisk”. Co ciekawe, o „Pocisk” dopytywałem też u wydawcy magazynu (wypada mi chyba pominąć pewne rozbieżności wyznań redaktora i wydawcy), od którego dowiedziałem się, że w kolejnym (piątym) numerze ma pojawić się opowiadanie debiutanta (tzn. opowiadanie „nadesłane”). Warto więc chyba spojrzeć na magazyn, poczytać i może wysłać, jeśli ktoś z Was pisze kryminały.

Interesującym wydały mi się stoiska self-pubowców. Trafiłem w piątek na jedno z nich, czyli Przemysława Kardę i jego „Interregnum”. Książkę szeroko reklamowaną i – o dziwo – nawet nieźle ocenianą. Jednak nadal wydaną własnym kosztem (choć z pomocą zbiórki), co nasuwa duże podejrzenia odnośnie jakości. Niemniej Przemek Karda wydał się być bardzo zaangażowany w swój projekt. Podobno tworzony jest audiobook / słuchowisko powieści, gra planszowa oparta na motywach książki, a także trwają prace nad wydaniem anglojęzycznym poza granicami kraju. Co więcej, rozeszło się już ponad 2000 egzemplarzy „Interregnum”, oczekiwany jest dodruk. Wynik zadziwiający jak na self-pub. W ogóle cały projekt jest zadziwiająco duży jak na self-pub. Cóż, przeczytam, sprawdzę i zrecenzuję, a dopiero opinie większej ilości czytelników zweryfikują, czy Przemek Karda postąpił słusznie wybierając płatną metodę wydania książki (z pośpiechu – jak wynika z wywiadu – oraz chęci zachowania pełni praw autorskich w obliczu planów tłumaczeń, gier i tworzenia całego uniwersum ala’stalker), a nie tradycyjne wydawnictwo.

W piątek również przeprowadziłem wywiad… – nie, to chyba zbyt wzniosłe określenie – porozmawiałem z Wojtkiem Masiakiem o jego pasji nagrywania audiobooków. Znacie go doskonale: nagrywał lub nagrywać będzie niektórym z Was kilka opowiadań, a jego kariera czytania powieści nabiera rozpędu. O tym, do czego może doprowadzić pasja i talent pewnie niedługo przeczytacie. Muszę tylko wygospodarować czas na spisanie nagranej rozmowy. Gwarantuję, że będzie ciekawie!

Zwieńczeniem dnia było spotkanie z Jaume Cabre, katalońskim pisarzem (już nie na Stadionie, lecz w Teatrze Powszechnym w ramach Festiwalu Apostrof). Choć nie ma on wiele wspólnego z fantastyką, to jednak całkiem obszernie mówił o samym pisaniu i o błędach, jakich należy unikać (a i to ze sporą dawką humoru). Cabre należy do mojej osobistej czołówki współczesnych pisarzy, więc to spotkanie było niezwykłym doświadczeniem. O piłce, o historii, o pisaniu – wszystko można obejrzeć: https://www.youtube.com/watch?v=uJXOZL1t9vA Zachęcam!

Sobota na WTK to już tłumy, ścisk i kolejki liczące setki osób po autografy Mroza, Cherezińskiej, Saabye, Cabre, Bondy, Pilipiuka, Grzędowicza, Kossakowskiej, Grzegorzewskiej, Tokarczuk i innych… Dla mnie z kolei było to ponowne spotkanie z self-pubem. W jednej z nisz odnalazłem dwóch autorów, którzy zachęcali do podejścia nieśmiałym: „czyta pan/pani fantastykę, kryminały?”. Podszedłem, spojrzałem, posłuchałem autorów. Nawet przeczytałem kilka akapitów, w których przedrukowany został błąd na błędzie… Autorzy opowiadali ciągle o fabule, o niezwykłym rozmachu świata, steampunkowych elementach, lecz kiedy spytałem o to, kto redagował powieść, usłyszałem: „sam przeredagowałem kilka razy”. Spytałem o opowiadania, krótką formę do poczytania i przetestowania, dotychczasowe publikacje: „hm, ta powieść to mój zupełny debiut, nic wcześniej nie pisałem”. No cóż. Autorów z nazwisk ani tytułów „książek” nie wymienię, bo jednak spełniają swoje marzenia przez wydawanie książek (za co należy im się szacunek), jednak przykro jest patrzeć na kolejne osoby, które w naiwny sposób uwierzyły w self-puba… W porównaniu do „Interregnum”, które Przemek Karda trzyma we własnej garści i promuje na własną rękę (z całkiem sporym rozmachem), tych dwóch młodych autorów wypadło jak ofiary nieuczciwych wydawców. Miałem też z tyłu głowy plan podejścia do twórcy tej koszmarnej książki o Wikingach, którą recenzowała niedawno Tensza (nr 5 Smokopolitana), żeby zapytać o to, jakim cudem tekst z takimi babolami (opisane we wspomnianej recenzji i do zaobserwowania w darmowym fragmencie) został przyjęty do druku (i czy to na 100% nie jest self-pub). Gdzieś jednak ten zamiar uciekł – i chyba dobrze się stało.

(płyta stadionu, a na niej strefa gier planszowych i scena główna w oddali, zdjęcie własne)

 

W sobotę odbyła się także wymiana książek, w której można było upolować świetne fantastyczne nazwiska: Herberta, Vonneguta, Kosika, Małeckiego, Szmidta, Majkę, Kena Liu, Sapkowskiego i wielu innych. Ja ze swoich łowów jestem wręcz dumny! (Dygot, Trzęsienie czasu, Rewizja, Kameleon i Hubal wzbogaciły moją półkę – a cztery z nich jeszcze tego samego dnia zwieńczyły autografy). Poza tym podpytałem o możliwość recenzowania dla tych czy dla tamtych… Właśnie! Targi to wspaniała możliwość nie tylko do zakupu książek (w fajnych cenach), ale do nawiązania przydatnych kontaktów z perspektywy człowieka celującego w przyszłe publikowanie swojego pisarstwa.

Bardzo miłym okazało się spotkanie z Kubą Małeckim. Zrobił na mnie pozytywne wrażenie, porozmawialiśmy chwilę o Legendach polskich – kto był na Pyrkonie na prelekcji dotyczącej projektu zapewne wie o dalekosiężnych planach wydawcy. A o pierwszej odsłonie Legend polskich pisałem w recenzji Zmagania z polskimi legendami.

Tak myślę, że do ciekawostek, którymi mogę się podzielić należeć będzie zapowiedź kolejnego opowiadania Jacka Komudy w świecie „Wizguna” (tekst z NF 5/2015, który spotykał się z pozytywnymi opiniami czytelników). Pan Jacek powiedział, że nowe opowiadanie pojawi się w zapowiedzianej antologii Fabryki Słów. A skoro już jestem przy nowelkach przedrukowanych w Nowej Fantastyce, to i Łukasz Orbitowski mówił, że mógł wycisnąć ze swojego (strasznie długi tytuł) opowiadania z NF 1/2016 sporo więcej. Może nawet książeczkę. Trochę faktycznie żal, że nie powstało nic dłuższego, bo ogromnie mi się ten tekst podobał.

(Jacek Komuda podpisuje swoje książki; źródło: https://www.facebook.com/fabryka/photos/pcb.10154150768838774/10154150768823774/?type=3&theater )

 

Można powiedzieć, że obrałem własną ścieżkę doświadczania książkowej imprezy – zresztą możliwości było z tysiąc. Wypada mi tylko wspomnieć, że na terenie WTK znajdowała się strefa gier planszowych, odbywały się liczne rozmowy z zaproszonymi gośćmi, a także tematyczne wykłady od tych na temat hieroglifów egipskich, przez przybliżenie sylwetki Pileckiego, po dyskusje na temat książek elektronicznych, ankiet o czytelnictwie czy praw autorskich.

Bez wątpienia na tego typu imprezach każdy możne odnaleźć coś dla siebie, a sezon literackich spotkań czy konwentów jest w pełni. Na moim osobistym horyzoncie pojawiają się przede wszystkim Big Book Festiwal i Polcon, a kto wie, gdzie jeszcze uda mi się zobaczyć (i uczestniczyć) coś ciekawego.

 

Warszawa, 22 maja 2016

Komentarze

Literówki, literówki Sirin!

 

i dzięki za ciekawą relację ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Pisane prędko – jutro poprawię :)

Z powodu sobotniego wesela kumpla i niedzielnych poprawin nie mogłem dotrzeć na targi, czego żałuję. Ale dzięki Sirinie za relację, przynajmniej wiem co mnie ominęło :)

Dobra, jakieś tam literówki i przecinek poprawiłem. Dodałem również kilka linków, jeśli napisałem o czymś, co można obejrzeć, pobrać czy poczytać za darmo. Przynajmniej do pewnej części są te linki :)

 

A tak w temacie. Wybieracie się na jakieś wydarzenia literackie, konwenty czy tego typu imprezy w przyszłości? 

Jasne, na podpisywanie własnej książki w Gdzieś Kiedyś Dolnym^^.

 

Zana relacja.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Zana = zalana?

 

Oj, Cieniu, Cieniu... ;-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Cichoj, dzisiaj mi wolno, bo mam swoje święto – Boże Ciele.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Byłem na MTK w czwartek, całkiem cywilnie. Specjalnie wybrałem się pierwszego dnia, aby ominąć tłumy. Załapałem się na otwarcie wystawy grafik Wojtka Siudmaka z nowego wydania “Don Kichota”, zawędrowałem też na arcyciekawy panel dyskusyjny o wpływie Internetu na czytelnictwo – nasz Marcin był jednym z panelistów. Pozwiedzałem, spotkałem trochę znajomych – ogólnie wypad uważam za bardzo udany. :)

JeRzy, co do Siudmaka i nowego wydania Don Kichota (i nie tylko) podesłałem Ci miesiąc temu pewien tekst na redakcyjnego maila (i tak miałem się lada dzień upomnieć o jakiś odzew :) ).

I faktycznie, czwartek i piątek to takie luźne dni. Natomiast sobotnie tłumy niemal zniechęcają... Czasem nie ma gdzie stopy postawić. Choć mimo tych tłumów – jeśli chodzi o książkowe imprezy – to  i tak Targi Książki uważam za jedną z trzech najlepszych imprez jakkolwiek związanych z literaturą, w których uczestniczyłem (jest jeszcze Big Book Festiwal w Warszawie, który w zeszłym roku był bardzo udany z mojej perspektywy).

Nowa Fantastyka