- publicystyka: Kanada pachnąca żywi… co?

publicystyka:

artykuły

Kanada pachnąca żywi… co?

 

Smutną monotonię zimowych dni najlepiej pokonać oglądaniem zdjęć z wakacji. Mój wybór pada na... Kanadę. Jadąc tam spodziewałam się niezbadanych puszczy, rezerwatów indiańskich, rozległych przestrzeni i olbrzymich jezior. A także dzikich zwierząt, pływania canoe i prawdopodobnie jakichś wielkich miast, bo na tak olbrzymim kontynencie wszystko z zasady powinno być duże. Wyobrażałam sobie jednocześnie, że jest tam zupełnie inaczej niż w Europie i właściwie tylko to ostatnie okazało się prawdą.

 

Już na lotnisku powitały mnie wymalowane na wszystkim słynne, czerwone, kanadyjskie liście, syrop klonowy na półkach i wielka maskotka pluszowego bobra, który wyglądał jakby poczuł ulgę, że czasy łowców i pionierów wreszcie się skończyły. Przez kolejne dni robiłam zdjęcia i notatki, nie mogąc wyjść ze zdumienia, że taki kraj w ogóle istnieje. Po drodze kilkakrotnie straciłam głowę… dla co starszego rocznika Chevroleta, akurat przejeżdżającego obok. A oto krótka lista rzeczy, o których nie mówią w przewodnikach:

 

Światła na skrzyżowaniach znajdują się za skrzyżowaniami, więc koniec z tłumaczeniem się policji, że „jak wjeżdżałem było jeszcze zielone”.

Autostrady mają wydzielony pas po skrajnie lewej stronie dla osób, które mają w samochodzie przynajmniej jednego pasażera. Nie, wożenie dmuchanych lalek i manekinów nie przejdzie, już ich złapali.

Miejskie metro jest własnością prywatną, co za tym idzie, żeby grać w podziemiach w metrze trzeba się zarejestrować i mieć licencję. Dodatkowo, miejsca dla grajków wyznaczone są na podłodze białymi prostokątami.

Na słupach telegraficznych zamiast bocianów gniazda zakładają orły. Wspomniane słupy w większości zbudowane są z drewna, nie z betonu. Cóż, lasów im tam nie brakuje.

Jeden ze słynniejszych fortów kanadyjskich, „Fort Henry” znany jest z tego, że nigdy nie został użyty do działań wojennych. Piękny przykład bezkrwawej wojskowości. Mury – tak. Szkolenia, musztry i treningi – tak. Ilość użytego prochu i przelanej krwi – zero.

 

 

Kawalerka składa się przynajmniej z dwóch dużych pokoi.

Trudno jest znaleźć dwa tak samo wyglądające kurki od kranów. Wymyślenie, jak właściwie odkręca się wodę, zajmuje czasami kilka dobrych sekund. Serio, nie zazdroszczę tamtejszym hydraulikom.

Segregacja śmieci osiągnęła tam poziom sztuki. Jeśli worek ma niewłaściwy kolor, nie ma szans, by śmieciarka go zabrała. A podobno zasady są po to, żeby je łamać…

W parkach narodowych śmietniki są ciężkie, blaszane i najwyraźniej niedźwiedzioodporne.

Po mieście chodzą mewy i gęsi kanadyjskie. A spróbujcie tylko poskarżyć się, że gęsi obsiadły wam samochód, możecie dostać mandat za znieważenie symbolu narodowego.

Mimo, że Kanada nie kojarzy się z krajami tropikalnymi, latem przylatują tu kolibry. Można zakupić poidełko, kilogram cukru i obserwować, jak latają za oknem. Cudowna sprawa.

Co któraś tablica rejestracyjna nie ma normalnego zestawu numerów, tylko wybrane przez właściciela słowo. Niesamowite ile można się dowiedzieć o człowieku czytając jego tablicę.

 

 

Na stacji benzynowej nie da się dostać kropli alkoholu, za to zaraz obok może się znajdować sklep tylko z piwem. Nie, nie alkoholem. Wyłącznie piwem.

Kontynuując temat piwa, można przejechać pół Kanady i wszędzie kupić wytwór z polskiego browaru.

Na autostradach nie ma bramek poboru opłat, sprawę załatwiają fotoradary i rachunek przychodzący pocztą.

Skrzynki pocztowe są otwarte dla każdego. Te wiszące na domach i te znane każdemu z amerykańskich filmów, na słupkach i z chorągiewką.

Na północy Kanady należy uważać podczas wychodzenia do domowego ogródka, ponieważ można natknąć się na łosia albo niedźwiedzia.

Ludzie są tam podejrzanie przyjaźni i uczciwi. Jak nic Miasteczko Pleasantville.

Windy w wieżowcach jeżdżą jak Formuła 1. W przysłowiowe trzy sekundy do setki – i w tym przypadku chodzi tu o piętro.

Można się przejechać żółtym, szkolnym autobusem. Również poza sezonem szkolnym.

Wszędzie wiszą kanadyjskie flagi. Prawdopodobnie, by informować Amerykanów, że zapuścili się za daleko.

Jeśli dobrze się poszuka, można natrafić na miejscowości indiańskie, jednak nie należy spodziewać się tipi i ognisk. Ich kultura jest zakamuflowana w nazwach ulic, łapaczach snów powieszonych w oknie i drobnych, magicznych znakach, jak na tablicy rejestracyjnej z napisem: „Wódz”. Wspominałam o tym, że wiele można się dowiedzieć o właścicielu samochodu dzięki jego tablicy? Po wyglądzie kierowcy można było nabrać pewności, że napis nie kłamał.

 

Kanada jest dziwnym miejscem. To kraj wywodzący się z trudnej przeszłości podróżników, wędrowców, uciekinierów, traperów i ludzi, którzy dosłownie wyrąbywali sobie swoje miejsce na ziemi. Totemy indiańskie splatają się tutaj z dzielnicami chińskimi, amerykańskimi samochodami, francuskimi prowincjami, ulicami zapełnionymi przez zagubionych w czasie hippisów, całkowicie polskimi sklepami i wyrastającymi nad wszystkim wysokimi wieżowcami ze szkła, marmuru i aluminium. W metrze drobne Japonki słuchają muzyki z jednego odtwarzacza z kolorowo ubranymi Hinduskami. I wszyscy, mimo że tak różni i wyrośli z tak wielu kultur odnaleźli tutaj swój dom.

 

Uwielbiam podróżować, ostatnie zaoszczędzone pieniądze wydałabym na wycieczkę w jakieś obce miejsce, ale to Kanada, a nie jakiekolwiek inne miejsce na ziemi, mimo że tak w sumie podobna do Polski i Europy Zachodniej wydaje się jednocześnie inna. Tego kraju nie tworzy historia, tylko mieszkający tam ludzie. Nie da się porównać panującej tam atmosfery z jakimkolwiek krajem Europy czy Azji. I pewnie dlatego wśród przymiotników opisujących „moją” Kanadę znalazłyby się takie słowa jak: Piękna. Olbrzymia. I dziwna.

Komentarze

Nie wiem, czy to było zamierzone, jednak styl wypowiedzi nierzadko jest ironią (albo nią nie jest – gubiłem się w jej rozpoznawaniu), co sprawia, że jest to lista narzekań na Kanadę. Wydaje mi się to  hm... – szukam dobrego określenia – ...ubogą wypowiedzią. Choć opisujesz tu wiele charakterystycznych  (w jakiś sposób będących ciekawostkami) zachowań, praw, zwyczajów i innych, to brakuje mi zauważenia, że jest to tylko cząstka codzienności. Skupiasz się na sprawach odmiennych od znanych nam w Polsce i Europie, nazywając je skrótowo: dziwnymi.

Nie da się porównać panującej tam atmosfery z jakimkolwiek krajem Europy czy Azji.

Co to właściwie oznacza?

Poza tym Kanada jest ogromna. Na zachodnim wybrzeżu prędzej usłyszymy francuski niż angielski, a przy Wielkich Jeziorach angielski – choć taki trochę zmiksowany. Tu – gdyby nie zdjęcie tablicy rejestracyjnej wskazującej właśnie na okolice Toronto – czytelnik nie bardzo potrafiłby sobie umiejscowić, gdzie te wszelkie ciekawostki występują (i zdziwiłoby go co innego, kiedy wybrałby się na wycieczkę do innych regionów kraju).

Odbieram ten tekst jako przydługie narzekanie spowodowane zaskoczeniem-rozczarowaniem turysty, a nie próbę przybliżenia Kanady taką, jaką jest. Daleko mu do artykułów z literatury podróżniczej.

A może moje negatywne odczucia są spowodowane po prostu tym, że się nie zgadzam z tonem, jaki odczytałem z tego tekstu? Znając osobiście Kanadyjczyków oraz osoby, które mieszkały/mieszkają tam latami, a także mając własne doświadczenia podróżnicze z Ameryki Północnej nie pasuje mi określenie “dziwny”.

Oddać trzeba, że dwa pierwsze i dwa ostatnie akapity są sprawnie napisane i ciekawym byłoby szczególnie rozwinięcie historii Kanady (lekceważonej w naszych szkołach – skupiamy się na historii USA) oraz tamtejszych osadników, sytuacji migracyjnej, czyli głównego czynnika kulturotwórczego w tamtym rejonie świata.

Sirin, zupełnie nie zrozumiałeś tego tekstu. Nie napisałam o niej ani jednego ZŁEGO słowa...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Mnie się bardzo podobało smiley. Nie dostrzegłem negatywnego nastawienia, tylko... przyjazne zdziwienie?

A taka całkiem bezkrwawa to Kanada nie była, by wspomnieć tylko indiańskie rozruchy pod wodzą Louisa Riela.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Może więc forma listy, wymieniania i przepełniająca wszystko atmosfera niedowierzania sprawiły, że odebrałem tekst w ten sposób. Ale koniec końców nie spodobał mi się i mam całkiem inne doświadczenia.

Może po prostu spodziewałeś się tekstu stricte podróżniczego, a nie taki był mój zamiar w trakcie pisania? No trudno, nie można wszystkim dogodzić, przyjmuję na klatę, że może się nie podobać ;).

To tylko tak w ramach PSu, ja też znam Kanadyjczyków oraz osoby, które tam mieszkają. Moja krew z krwi tam jest. I kilku już niespokrewnionych znajomych.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Nie byłem w Kanadzie więc ciężko mi się odnieść do zawartych w tekście tez. Kraj ten znajduje się na mojej liście podróżniczych celów. Może kiedyś się uda.

Czy do Kanady potrzebna jest wiza?

Nie, na szczęście nie. Nawet nad Niagarą można “postawić nogę” na amerykańskiej wodzie, jak się popływa tam stateczkiem, bo robi kółko już po stronie Detroit ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To dodatkowy plus :)

Trzeba zacząć odkładać :)

W Kanadzie przynajmniej imigranci nie straszni :) 

Ja odkładam na Japonię, ale kiepsko mi to idzie... ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jedną z rzeczy, które mnie fascynują w Kanadzie, jest to, że kraj drugi pod względem powierzchni na świecie ma nieco mniej ludności niż Polska.

Mnie o tyle nie zagrało w tym tekście, że na początku, ku mojemu przeogromnemu zdziwieniu – zasadniczo negujesz wyobrażenia o Kanadzie dzikiej, zielonej, pełnej jezior, gór, niezmierzonych lasów po której uganiają się łośki, miśki i karibu, a potem... cisza. Wbijasz się w zupełnie inne tematy, inne zagadnienia, a ja koniec końców nie dowiedziałem się, czemu nie można popływać kanoe i wyruszyć na poszukiwanie złota. Nie uzasadniasz tego.

Niemniej, poza tym, bardzo fajny to zbiór ostrzeżeń i ciekawostek zebranych w swoisty mini-przewodnik.

Skoro przekonałaś się, że tłumaczenie typu “jeszcze było żółte” nie działa, to muszę zapytać: spotkałaś policjantów z Kanadyjskiej Konnej, będących bodaj najbardziej – poza liściem, się wie – rozpoznawalnym dzisiaj symbolem Kanady?

 

Peace!

 

P.S.

Dlaczego mam wrażenie, że Heńka wybudowali Francuzi?

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Z kanadyjskiej konnej tylko widziałam, za to zatrzymała nas piękna pani policjantka za przekraczanie w okolicy parku narodowego ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A mnie się bardzo spodobał ten felieton. Kiedyś, dawno temu czytałam “Kanadę pachnącą żywicą” – tez mi się podobało. Wprawdzie Fiedler pisał o przyrodzie, ale jakoś przez tę jego naturę również przeświecali ludzie. Widać Twoją sympatię do tego narodu i kraju, no i fajnie, że pokazałaś tyle ciekawostek.

Wiesz, znalazłam taki konkurs: “Kody pamięci” konkurs literacki na reportaż podróżniczy http://aktualnekonkursy.pl/konkursy-literackie/ad/kody-pamieci-konkurs-literacki-na-reportaz-podrozniczy,3723.html Może powinnaś spróbować sił?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hm, no zobaczę czy znajdę odpowiednio mocny pomysł przez trzy tygodnie. Ale dzięki! Można by zamieścić ten link w aktualnych konkursach, bo tematyka wydaje się fajna.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Fajny artykuł. No i rozbudziłaś moje, trochę przykurzone już marzenie o wyjeździe do Kanady. W 2016 nie dam rady, ale za dwa lata... mam nadzieję, że sam tu skrobnę coś i powstawiam fotki :)

Byłaś tam na wycieczce objazdowej z jakimś biurem podróży?

And one day, the dream shall lead the way

U rodziny :)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jakby co, przeczytałam ten tekst niedługo po jego ukazaniu się. Tylko nie miałam jakoś melodii do zostawiania komentarza ; p

W sumie trudno mi to zakwalifikować... ani to artykuł, ani reportaż, ani felieton... Ciekawe na swój sposób, zwłaszcza dla kogoś, kto w Kanadzie nie był i jej nie zna, ale ot, to właśnie tyle – ciekawostka.

W sumie najbardziej chyba podoba mi się pomysł stawiania sygnalizatorów za skrzyżowaniami ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A ja się właśnie z netu dowiedziałem, że w Kanadzie można skręcać w prawo na czerwonym świetle (działa jak nasza zielona strzałka). W prawie całej Kanadzie – za wyjątkiem Montrealu... To jakichś ichniejszy Sosnowiec, że wszystko musi być innecheeky?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Bo fhancuskie ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Świetnie napisane i inspiruje.

Skoro bezwizowy ruch to może się wybiorę. Ostatnio czytałem wywiad z Jakubem Mudą o przejściu ośmiu tysięcy kilometrów przez Kanadę. Ja na razie pieszo to tylko po Europie, ale kto wie...

F.S

Miejskie metro jest własnością prywatną

Ale metro gdzie? :) Poniżej zresztą też parę razy piszesz o mieście, ale nie wiadomo jakim.

Jeden ze słynniejszych fortów kanadyjskich, „Fort Henry” znany jest z tego, że nigdy nie został użyty do działań wojennych.

Bo te forty to chyba w ogóle tak jakoś mają, że spora część z nich to się do niczego wojennego poza kwaterowaniem wojska nie przydała :)

W przysłowiowe trzy sekundy do setki

A tu błędzik :) Coś jak “przysłowiowy Kowalski”. W jakim przysłowiu są trzy sekundy do setki? :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nowa Fantastyka