- publicystyka: Dom ze Szkła, szklany dom, a na koniec karczma - o komiksowym wiedźminie

publicystyka:

recenzje

Dom ze Szkła, szklany dom, a na koniec karczma - o komiksowym wiedźminie

Komiksowych wiedźminów już trochę było. Był wiedźmin z grzywką, był wiedźmin na zabójczo ciemnych kadrach, było kilka podejść  znanych polskich rysowników, w necie można spojrzeć na parę fajnych plansz. I co? I na razie komiksowy wiedźmin pozostaje, zgodnie z symbolicznym tytułem najnowszej historii obrazkowej o Białym Wilku, w dodatku opublikowanej przez Dark Horse, czyli jedno z najciekawszych amerykańskich wydawnictw, domem ze szkła jedynie. Albo lecąc Żeromskim – szklanym domem pełną gębą. Czyli niezrealizowanym wciąż marzeniem o komiksie tak dobrym,  jak proza Sapkowskiego.  Ponoć w sferze gier to się już udało. Ja nie wiem, nie grałem. Nie grałem ze strachu, bo kilkakrotnie sparzony, a najbardziej rzecz jasna filmową odsłoną wiedźmina, boję się wszelkich prób, boję się dzieła-mutanta, boję się jakiegokolwiek wypaczenia. Zawsze sobie mówię, że kiedyś pogram, albo  poczytam tych wiedźminów zza wschodniej granicy, ale strach mnie nie opuszcza. Komiksy czyta się szybko i zanim zmora cię dopadnie, możesz liczyć, że przeczytasz, rozczarujesz się i szybko zapomnisz. Trochę tak jest z tym nowym, komiksowym wiedźminem. Ale nie do końca.

                Przede wszystkim, wiedźmin jednych cieszy, innych  straszy paskudną, brzydko komiksową gębą z okładki, w wykonaniu samego Mike'a Mignoli, tego od Hellboya. Niektórzy na ten widok niemal się, za przeproszeniem,  porzygali, niektórzy zobaczyli wreszcie osławiony, paskudny uśmiech Geralta, choć wcale on się tam nie uśmiecha. Dla mnie osobiście, to niezwykła nobilitacja jednego z najlepszych, polskich towarów eksportowych. W galerii pod koniec tomu znajdziemy jeszcze plansze od Duncana Fegredo (też od Hellboya), oraz prawdziwych, komiksowych arcymistrzów -Simona Bisleya i Stana Sakai. To jest to, co naprawdę cieszy najbardziej, ta powszechna już rozpoznawalność najfajniejszego, polskiego bohatera fantasy.

                No dobrze, a sama historia? W moich odczuciach wobec niej jestem koszmarnie przepołowiony. Bo historia nie jest zła. Taka powiedzmy na trzy i pół gwiazdki, czyli prawie dobra. Ma plusy, ma też mankamenty. Fajnie, że to premierowa opowieść. Gerlat snuje się po jakiejś wyludnionej krainie, jadąc  na którejś wersji Płotki i od razu wiadomo, że coś mu się przydarzy. Bo wiedźmin jest osobnikiem, któremu zawsze coś się przydarza. Spotyka rybaka Jakuba, zaraz drga medalion, z wody wyłazi maszkara i kolejny człowiek zawdzięcza Geraltowi życie.  A potem jest ciąg dalszy,  bo gdy wiedźmin się angażuje, opowieść musi trwać, prawda? Jest nieumarła żona Jakuba, ponoć bruxa, jest też przeklęty las i Leszy. Robi się coraz bardziej koszmarnie, rybak z Geraltem wędrują przez las, aż w końcu trafiają do Domu ze Szkła, który jest drewniany. Są tam niby witraże, takie szczególne witraże, no bo w tytule jest przecież jakiś haczyk, dwa dni temu pamiętałem jaki, a teraz wyleciało mi z głowy. Aj! Dalej jest coraz dziwniej, bo komiks jednocześnie staje się i klimatyczny i przegadany. Formalnie też jest dziwnie. Niektóre rysunki zachwycają szczegółami i paletą barw, niektóre odrzucają uproszczeniami. Podsumowanie jest takie, że "Wiedźmin" zaczyna nagle mocno przypominać "Hellboya" (albo odwrotnie, no bo co było pierwsze?).  Cieszą na pewno końcowe fabularne twisty,  bo czuje się w nich pokrewieństwo z prozą Sapka. I w końcu człowiek odkłada komiks z przeświadczeniem, że nie było źle, ale i nie było dobrze. Jest jednak jeden, ogólny pozytyw. Po przeczytaniu, po spotkaniu z komiksowym wiedźminem chce się więcej, bo jest jakieś zrodzone znikąd przeświadczenie, że potrzebujemy więcej i że przy następnych razach może być lepiej.

                Idźmy dalej tym tropem. Geralt powoli staje się bohaterem, który będzie pojawiał się w nieskończonej liczbie historii. Będą ich setki, będzie ich więcej niż on sam przeżył lat, a z biegiem czasu  więcej niż przeżył dni. Są fanfiki, są nasze wyobrażenia, są nieopowiedziane historie, które kiedyś zostaną opowiedziane. To jest, mili państwo,  słuszna droga, bo taki bohater zasługuje na legendę. Zresztą stare przysłowie, nie jestem pewien czy słowiańskie mówi, że kto w pierwszej opowieści pojawia się u bram grodu, a zaraz potem w karczmie, ten w karczmie na zawsze pozostanie – w opowieściach.  Będą opowiadane historie prawdziwe i nieprawdziwe, wszechświat się skończy, piekło niebo zeżre lub odwrotnie, a w karczmie dalej będą siedzieć dobre i złe dusze, słabi i świetni gawędziarze i będą bajać. Między innymi o wiedźminie. I taki koniec świata, koniec czasów najbardziej by mi odpowiadał. A zatem, do zobaczenia w karczmie! To pewnie  tam,  przy ostatnim kuflu piwa, wysłuchamy ostatniej opowieści o wiedźminie. 

Komentarze

Ło, trza potem czytnąć.

(tekścik, komiksa może później też)

Mee!

No i teraz nie wiem, Janku – ryzykować z Domem ze Szkła czy poczekać, aż ukaże się kilka zeszytów? Jak żyć, panie recenzencie?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Można poczekać, aż będzie gdzieś na wyprzedaży :-) Sam jestem ciekaw, jak się w ogóle sprzeda ten komiks, na razie jest chyba tylko w Empiku dostępny (choć ja mam nie z Empiku :-) Ale tak na poważnie, tookreślenie “mieszane uczucia” jest wielce adekwatne w przypadku tego komiksu. Tak więc, każdy niech kupuje na własne ryzyko. Ja bardzo chciałem mieć, bo przynajmniej bardzo ładnie wydany :-)

Now u talkin’! ;-)

 

Pażywiom, uwidim – ot co! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zacna recenzyja, Janie_Janku.

Hm, no ciekaw jestem, cza będzie przeczytać mimo wszystko :-) Ja tam taką czcią nabożną oryginału nie darzę, iżbym się lękał “dzieła-mutanta”. Humoru mi ono, “dzieło” takie, nie zepsuje, może wręcz przeciwnie – kretyńskie adaptacje bawią mnie niekiedy jak diabli ;-) Choć nie wiem, czy Ty, Janku, tak na poważnie się obawiasz, czy się zgrywasz ;-)

Wiedźminy rysowane przez Polcha miały kontrowersyjne elementy (elfy foregzampl), ale też klimat i charakter. I scenariusz dawał radę. Tak dobre jak proza Sapkowskiego rzeczywiście nie były, ale czemu się dziwić. W końcu AS to twórca nietuzinkowy. Co oczywiście nie znaczy, że nie chciałbym poczytać zaje komiksu z Geraltem w roli głównej! No i fajnie, że wiedźmin stał się taki sławny i że, jak dowodzisz, wieczność stoi przed nim otworem ;-)

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tak mi jakoś wyszła ta recenzja, pół żartem, pół serio, tak widocznie musiało być :-) Sam jestem ciekaw, jak to będzie z biegiem lat z popularnością wiedźmina, z popularnością samej prozy Sapka, ale machina działa, niedługo premiera kolejnej gry i to nie tylko elektronicznej, widziałem zapowiedź gry planszowej, nieźle jest. Po prostu Sapek trafił prosto w czytelnicze gusta i wszelkie głosy krytyczne, które też i tu na portalu spotykałem tego nie zmienią. Mam przykładowo rozpadający się egzemplarz “Chrztu ognia”, który swojego czasu przeczytało oprócz mnie czternaście osób (tak, kiedyś to policzyłem :-), wśród nich takie, które wcześniej w ogóle miały opory przed wzięciem do ręki literatury fantastycznej, a ja namawiałem :-). A potem te osoby chodziły za mną, żebym to pożyczył im kolejną część.  Kurde, uległy sile tej prozy, o czymś to jednak świadczy :-)

A pierwszego wiedźmina na PC to nawet mam, kupiłem jakiś czas temu za pięć złociszy. I kiedyś w końcu zagram :-) No i Amerykanie mają wydać kolejny komiks z Wiedźminem, “Fox children”  i też będę musiał przeczytać.

Zacna recka, a komiks chyba zakupię.  Chocby i dla samego MM.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

A cena nie jest najtragiczniejsza, BTW.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Dzięki, koiku :-) Cena rzeczywiście jak na polskie warunki jeszcze nie straszliwa, a jak się skończy “tylko w Empiku”, będzie pewnie można taniej jeszcze kupić.

Ramen! Poczekam ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

A ja kupiłam chłopakowi pod choinkę... teraz się martwię a) czy się spodoba b) czy już sobie sam nie kupił ;-)

A pierwszego wiedźmina na PC to nawet mam, kupiłem jakiś czas temu za pięć złociszy.

A widzisz, to mogę Ci akurat polecić; a ja nie zwykłem polecać cokolwiek ludziom, których nie znam za dobrze, nawet z okazji Internetu; Ciebie to, niestety, dotyczy. Komiksów nie czytam od czasów podstawówki – nie zraziła mnie forma, po prostu chyba przestała urzekać, bo już mając dwanaście, a może trzynaście (?) lat poczułem potęgę opisów i obrazki poszły w odstawkę – jednak gra Wiedźmin, niedoceniana w świecie (w porównaniu do “dwójki”) – urzeka klimatem, uwodzi słowiańską nostalgią wszczepioną w lokacje, w muzykę, w MENTALNOŚĆ postaci! Nie narzuca się humorem, lecz  – momentami – zaraża nim. Ludzie powiedzą: zagraj w “dwójkę” – bardziej dynamiczna, światowa, oferująca bogatszy zakres ciosów, kombosów, chuj_wie_czegosów... Poważnie? Te cechy są charakterystyczne dla większości współczesnych gier. Wiedźmin 1 ma to coś, co docenią ludzie lubiący prozę Sapkowskiego, bo, jeśli jesteś podatny, dostarcza znacznie więcej niż akcja i fabuła. Odnoszę wrażenie – na podstawie obserwacji forumowych – że jesteś podatny. ;) Omiń więc pierwsze wrażenie, które zasugeruje Ci lekką drętwość narracji i dialogów w początkowej fazie gry. Jestem graczem od początku, od czasów Atari 65 XE, grałem w setki tytułów, więc wiem, o czym mówię –  Wiedźmin 1 to produkcja, w której warto się zanurzyć. Wybacz odskocznię od komiksowego tematu. Mnie od “Domu ze Szkła” odstrasza grafika; lubię ostry kontrast, lubię operowanie obrazem bez odcieni szarości, ale gdy widzę fragmenty tego “dzieła”, zbiera mnie na wymioty. A “kolorowa” gra zachwyciła. Paradoks? ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Teraz gram w Darksiders, bo miałem ochotę na porządną rozwałkę, choć zestaw ciosów chuj_wie_czegosów przerósł mnie po prostu i w zasadzie tylko jeden stosuję do napieprzania demonów :-) Ale po takiej rekomendacji, Sethraelu, aż chce mi się zagrać w tego Wiedźmina. Trochę lat gram i chociaż wciąż jest fajnie, to chciałbym wreszcie pograć w grę, która zapewniłaby mi takie wrażenia, jak kiedyś przykładowo “Najdłuższa podróż”. Może na konsolach jest coś takiego (”Heavy rain”?), ale na konsolach nigdy nie grałem.

A z komiksami to kiedyś miałem rozbrat, jak kiedyś w młodzieńczy wiek wchodziłem, jak głupi oddałem koledze moje Żbiki i Relaxy i zacząłem czytać ambitną literaturę :-) I nagle, jakiś czas po studiach, miłość do historyjek obrazkowych powróciła. I jakoś mi z tym dobrze, tylko miejsca na półkach na komiksy już brakuje :-) Na książki zresztą też :-)

Dobra recenzja. :) Komiks czytałem – całkiem udany, trzymający się ducha twórczości Sapkowskiego.

świetna recezja :D super! trzeba kupić komix

Nowa Fantastyka