Profil użytkownika


komentarze: 205, w dziale opowiadań: 189, opowiadania: 84

Ostatnie sto komentarzy

Może z tego powodu i bohater, i całe opowiadanie wyszło enigmatycznie, ponieważ jako autor masz w głowie jakąś wizję, działania bohatera są dla Ciebie sensowne, bo wiesz, co on robi, jednak dla czytelnika nie jest to jasne. Szczerze, wielu elementów, o których teraz napisałeś, w tekście nie zauważyłam. Raczej odczytałam go jako historię o fatum z zauroczeniem pięknością w tle.

Myślę, że nie jest źle szczegółowo opisywać myśli i rozterki postaci, bo czytelnik może się z nimi utożsamić. A tak, zostanie tylko miły klimat.

Zresztą, próba bardziej dogłębnego, drobiazgowego opisu myśli i uczuć może być też dobrym ćwiczeniem warsztatu, a nie tylko stratą cennych znaków :)

Rzuciło mi się w oczy:

by wiedziała, ja bardzo mi zależy

by wiedziała, jak bardzo mi zależy

 

słabowitą dziewczynę

Czy “słabowita” nie jest synonimem do “chorowita” (ktoś skłonny do chorób)? Nie pasuje w tym kontekście.

 

ucałowałem w wolną od robótki dłoń

w niepotrzebne

opadłszy dramatycznie na bladoniebieski otoman

W języku polskim funkcjonuje forma żeńska: otomana, a więc opadłszy na otomanę.

 

skąd przyszłam za mgły

zza mgły (?)

 

Bohater nie wytrzymuje konkurencji z Fanny, która jest tu najlepsza. Jej postać nakreślona w kilku listach jest żywa, z krwi i kości, sympatyczna i ujmująca.

Fajny staroświecki romans z dreszczykiem na końcu!

 

 

 

Ładnie napisane i sprawnie wprowadzasz nastrój lekko oderwany, nostalgiczny, nieomal z woalem smutku… No właśnie, nastrój. Nie zmienia się przez cały tekst, co w końcu nuży, zwłaszcza że fabuła jest raczej szczątkowa. Powtarzające się frazy chociaż są ciekawym zabiegiem, to jednak nie ekscytują i nie zaciekawiają. O bohaterze też chciałoby się wiedzieć coś więcej, bo naprawdę jest strasznie enigmatyczny.

Ogólnie, klimat zbudowany fajnie, ale zabrakło mi jakiejś ważnej treści.

Pozdrawiam!

Koimeoda

Przeczytałam sobie Twoje opowiadanie na głos

Ooo! Jestem zaszczycona, nie pomyślałabym, że nadaje się do czytania na głos! Dzięki :)

 

Silva

O, jest zgrabny link do “zmełł”. Muszę się zastanowić, co on zrobił z przekleństwem.

trochę się pogubiłam wśród postaci drugoplanowych

Aj, tego nie przewidziałam!

Dziękuję czytelnikom za przychylne czytanie!

Irka_Luz

laugh

Hm, skoro tylko zwycięzcy piszą historię, to nie możemy być do końca pewni, że atak na Pałac Zimowy tak nie wyglądał. Łatwość zdobycia pałacu, o której bolszewicy się rozpisują, jest podejrzana :)

Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam!

Akurat w Twoim opowiadaniu zakończenie jest kluczowe. Można by napisać coś takiego, że zakończenie nie będzie stanowić o odbiorze całości, np. gdy osią będzie metanoja bohatera, to wtedy nie jest takie ważne, jak się kończy. Ale tu czytelnik pchany jest ciekawością, jak to się skończy? I możesz napisać to, czego się czytelnik spodziewa, że to będą jacyś paskudni kosmici, którzy wysysają mózgi, albo to, czego się nie spodziewa.

Gratuluję literackiego debiutu!

Fecies_Hippocratica, Idea Dobra

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/23822

Zacznę od warsztatu. Niestety prawie w każdym dłuższym zdaniu brakuje przecinków, ogonków bądź spacji. Co daje taki efekt, że nie można się skupić. :) Proponuję przejrzeć jeszcze raz tekst i powstawiać brakujące znaki interpunkcyjne.

Bohater ciekawie nakreślony, ma pewną głębię, uzyskaną skromnymi środkami. Opowiadanie podobało mi się przede wszystkim dzięki onirycznemu klimatowi i wrzuceniem postaci w bezczasową rzeczywistość. To na plus. Natomiast enigmatyczne zakończenie chyba nie jest najlepsze. Psuje całość. Historia jest długa, z drobiazgowymi opisami, a zakończenie takie… lekceważące.

Może przemyślisz to jeszcze?

Pozdrawiam!

 

kasjopejatales

Dzięki temu akcja się nie dłuży,

Uff, kamień z serca :)

Dzięki za przeczytanie do końca!

joler0

Tę lekkość w opisie starożytności i upadającej cywilizacji Rzymu to się czuje :)

Oh, szkoda mi niewykorzystanego wątku z Romulusem, jak szkoda…

laugh

 

joler0, Wykarmiła mnie wilczyca

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/24704

Napisane ładnym językiem i mimo zgrzytających gdzieniegdzie powtórzeń, przeczytałam z przyjemnością.

Historia ma w sobie dwóch bohaterów i dwa punkty widzenia, Remusa z jego wspomnieniami Rzymu i barbarzyńcy Hjörtura, ale nie jest tak, że obaj opisują tę samą rzeczywistość, te same wydarzenia, tylko raczej każdy ma swój świat. Całość sprawia więc wrażenie nieco chaotycznej mozaiki. To znaczy chodzi mi o to, że ani Remus nie wtopił się w krajobraz Islandii, ani Hjörtur nie zrozumiał, o czym tamten mówi. To mi przeszkadzało w odbiorze.

Posłużenie się toposem swoi-obcy też nie jest takie najlepsze, bo niewiele ze starcia Rzymianina z barbarzyńcami wynika.

Fragmenty umieszczające akcję w starożytności podobały mi się bardziej.

A relacja Remusa z bratem o wiele bardziej intrygująca niż z Hjörturem. Szkoda, że tak mało napisałeś o Romulusie :)

 

Zgłoszę do biblioteki, pozdrawiam!

 

Dalibor, Wieczna zemsta

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/24693

Znalazłam kilka niezręczności językowych:

leśnym duktem, a jego skrzypiąca przednia oś,

Dukt nie ma osi, należy poprzestawiać wyrazy

nieubłagalnie zaciskał się na szyi

nieubłaganie

mamy dodatnie temperatury.

Anachronizm, lepiej powiedzieć: zaczęła się odwilż.

 

 

Opowiadanie mnie wciągnęło, historia emocjonująca na tyle, że chętnie przeczytam następny odcinek o Târgoviște 1989 :)

Orestes mógłby być jednak lepszy. Trochę nie wiedziałam przy czytaniu, co mu siedzi w głowie. Tak naprawdę dopiero pod koniec cokolwiek o nim piszesz, o jego nienawiści i miłości. Gdyby znalazło się to na początku, motywacje jego działań, wysiłek i upór byłyby zrozumiałe, a tak czegoś przez większą część brakuje.

Bardzo spodobało mi się natomiast sobolowe futro Katarzyny ;) W ogóle dobrze wyszła.

Czy brakuje rosyjskiego klimatu? Hm, może trochę.

Zgłoszę do biblioteki. Pozdrawiam!

Co do uczuć w dialogach, może parę przykładów o co mi chodzi:

– Opowiadajcie, co tam się u was działo! – zarządziłem… itd.

Brzmi to tak, jakby pytał z grzeczności, absolutnie obojętny na jakąkolwiek odpowiedź. Jakoś tak przez skórę czuję, że nie o to tu chodziło, a jeśli miało tak zabrzmieć, to dalsza część nie pasuje.

– A jak rosną wnuki? – dopytywałem się.

Tak samo.

– Nie wiecie, czy może komuś udało się znaleźć sposób i umrzeć naprawdę? – spytałem.

To zdanie jest kluczowe w kontekście ich rozmowy o wieczności, a brzmi tak, jakby pytał, czy udało się komuś dostać bilety na mecz…

Wyobrażam to sobie tak, jeśli bohaterowie odczuwają silne emocje, to coś się dzieje z ich ciałami, albo zaczynają się jąkać, albo ciśnienie im się podnosi i zaczyna im pulsować w skroniach… Mocno mi tego w opowiadaniu zabrakło.

 

Nie różnicujesz osób dialogu po tonie i sposobie wypowiedzi, wszyscy brzmią identycznie, a ponieważ nie ma tu akcji, to przydałaby się większa dynamika właśnie w ich rozmowie.

Monique.M – Złota klatka

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/24689

Niestety opowiadanie mi się nie spodobało. Chyba zbyt wiele tu wyjaśnień dla mało rozgarniętego czytelnika. Dialogi niestety nie rekompensują szczątkowej fabuły, bo bohaterowie rozmawiają ciężko, bez emocji. Spór o kobietę, hm, jak dla mnie mało przekonujący. Czytelnik nic nie wie o Nataszy, nie wyobraża jej sobie, czy jest piękna, czy hipnotyzuje swoją urodą… Nie poświęcasz jej uwagi, więc ona jako przyczyna wojny – jakoś to się nie klei :(

Zainteresowała mnie skomplikowana relacja dwóch kobiet, ich przyciąganie i walka, aluzja do wspólnego losu… Przyznam, że o wiele bardziej niż dalekowschodni anturaż i szczegóły pałacowego życia. Chętnie wycięłabym poboczne postacie i przeczytałabym więcej o bohaterkach. Myślę, że one są najsilniejszą stroną opowiadania.

 

– Jak zdjąć klątwę

– Czemu naruszasz mir mego domostwa

Chyba brakuje znaków zapytania.

 

To była przyjemna lektura. Pozdrawiam!

Monique.M

Nie przepadam za klimatami wschodnimi

Tym bardziej się cieszę, że opowiadanie się obroniło. Panowanie Ateny nad bronią to mój pomysł.

Dzięki za klika!

ANDO

Podobała mi się dynamiczna akcja

Uff, całe szczęście, bo obawiałam się najbardziej tego, że akcja będzie się wlec.

 

Dziękuję czytelnikom za przeczytanie oraz piękny relief. Atena w cudownie lekkim greckim stroju…

 

oidrin

Cieszę się, że bohaterka wzbudziła sympatię, miło mi to słyszeć. Dzięki za odwiedziny!

drakaina

Ale na to, żeby pisać niezrozumiale i być powszechnie czytanym wśród wielkiego rozkminu “o co mu mogło chodzić” w oczekiwaniu na autorskie oklaski, to musiałbyś się nazywać Jacek Dukaj, a raczej – mieć zbliżoną do niego pozycję.

Twój komentarz jest sarkastyczny i złośliwy. To raczej nie są “uwagi w dobrej wierze”.

Autor tonem wyższości nas poinformował

autor odyma się i protekcjonalnym tonem oznajmia,

Czy te sformułowania nie opisują bardzo dobrze raczej Twoich komentarzy?

 

Sporo osób (ja też) pisze, że opowiadanie wprawdzie jest całkiem dobrze napisane i ma pomysł, ale końcówka niejasna w sposób, który domagałby się choć trochę wyjaśnienia –

Niektórzy nie zrozumieli i nie wiedzą, co mają zrobić z zakończeniem, a niektórzy zrozumieli i nic nie trzeba im wyjaśniać. Ja zrozumiałam i z przyjemnością przeczytałam fajne opowiadanie.

Deprymowanie przez członka Loży młodego autora, który wrzuca tu pierwsze opowiadania, naprawdę nie jest fajne.

 

 

drakaina

mniej chodzi o to, czy ten konkretny tekst jest zrozumiały (…) – ale raczej o to, jak autor w komentarzach opowiada o ukrytych kodach i o tym, że nie obchodzi go, czy czytelnicy to odczytają.

To jest trochę niefajne.

Albo dyskutujemy nad tekstem, czy dobrze napisany, czy bez błędów, czy głęboki czy płytki, czy przestrasza etc., ALBO o komentarzach autora.

To są zupełnie dwie różne rzeczy.

Tym, co możemy oceniać (myślę, że jednak wszyscy się tu zgodzą), to to konkretne dzieło, a nie osobiste upodobania autora.

 

Autor nieopatrznie napisał w komentarzu, że poumieszczał tropy w swoim opowiadaniu (widać, że pisanie sprawia mu dużo radości, a autor może umieszczać tyle tropów, toposów, aluzji, nawiązań ile chce), co wywołało zmasowany atak krytyki…

???

 

Autor

Nie wiem, o co tyle hałasu

Zgadzam się. Autorze, pisz dalej!

Jeśli nie chcesz być rozumiany przez czytelników – Twój wybór, masz do tego prawo. Ale na to, żeby pisać niezrozumiale i być powszechnie czytanym wśród wielkiego rozkminu “o co mu mogło chodzić” w oczekiwaniu na autorskie oklaski, to musiałbyś się nazywać Jacek Dukaj, a raczej – mieć zbliżoną do niego pozycję.

Nie wiem, co tu jest do rozumienia i nie wiem, czemu czytelników tak bardzo oburza trochę tajemnicy, trochę niedopowiedzenia. Przecież to króciutki tekścik (ślicznie napisany), który gra klimatem, kontrastem i niepokojem na końcu. Jeśli ktoś chce pisać teksty tylko stuprocentowo jasne, bez aluzji– nikt mu tego nie zabrania.

Bardzo mi się podoba Twój (zaimek w listach, meilach i innej korespondencji!) styl pisania. Zdania są okrągłe i mają swój przyjemny rytm. Język jest naturalny i lekki, bez udziwnień.

Mimo, że opisujesz beztroskie kreskówkowe postaci, skąpane w idyllicznej atmosferze, paradoksalnie napięcie rośnie. I za to należą Ci (sic!) się wielkie brawa laugh Na końcu miałam sucho w ustach, a po plecach przebiegł mi dreszcz… To znaczy jak dla mnie, opowiadanie jest horrorem. I zgadzam się, że nie zawsze trzeba wszystkiego czytelnikowi wyjaśniać.

 

Podsumowując: A mnie się podobało. I chętnie przeczytam coś jeszcze.

 

P.S.

Do pisania “ciebie” małą literą należy po prostu przywyknąć.

Szort ma dobry rytm, zbudowany krótkimi zdaniami i czasem teraźniejszym. Tutaj jak najbardziej ok.

Fajnie wprowadzasz ospę i ciastka:

Co jeśli czymś mnie zaraził? Och, to głupie. Dopiero wszedł do mieszkania,

wink

– Przyniosę ciastka z piekarnika. Ostatnio uczę się gotować.

 

Bohater jest taki normalny, grzeczny i empatyczny. Zapałałam do niego sympatią.

Szkoda, że tak skończył.

Przeczytałam z przyjemnością, bo jest ładnie napisane.

Pozdrawiam!

 

 

Nie mogłem przewidzieć, że to tak się skończy…

Bardzo dobrze to rozumiem.

Powiało grozą…

Jednak jedna rzecz chyba nie za bardzo pasuje:

Hmm… – zadumał się starzec. – Brzmi sensownie,

Stary gracz tak nie powie, to Lucek jest znudzony i potrzebuje adrenaliny. Myślę, że akurat tu szort szwankuje, to znaczy nie wiadomo, dlaczego się zagodził zagrać all in.

 

Może nie ma głębi, ale jest rozrywka :)

najbardziej podobało mi się:

Ostatecznie Helga zgodziła się pójść wieczorem nad umówione bajoro. Było w tym coś romantycznego.

Chętnie przeczytam drugi odcinek wink

 

Opowiadanie przypomina jakiś chiński moralitet,

A mnie opowieści Hodży Nasreddnina :)

Fanthomas – Ugotowany los

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/24217

Jest absurd, jest puenta.

BZZZZZ…

I świetne dialogi, chociaż brakuje w nich kilku przecinków :)

Zgłoszę do biblioteki.

Celowo przerwałam monolog Piotrusia "dzwonkowym pawikiem". Ot, tak żeby trochę zepsuć ten moralizatorski ton ;)

I dobrze to wyszło :)

Horangi – Chłopięce sny

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/24589

Czytelnik zanurza się powoli w baśniowy klimat opowiadania, żeby na końcu uronić serdeczną łzę.

 

Bohaterowie świetnie skreśleni, matki zupełnie wiarygodne i smok prawdziwy, a świnia dodaje kolorytu :)

Natomiast można byłoby wypolerować styl:

Trochę jest powtórzeń

Tamir obudził się podekscytowany i wybiegł na podwórze swojego domu. Jego matka ruszyła już w pole, więc pobiegł do swojego przyjaciela Harta, żeby opowiedzieć mu swój niesamowity sen. Kiedy go zobaczył, Hart siedział przed drzwiami swojego domu i obierał groszek.

W większości przypadków “swój” jest niepotrzebny, wiadomo, że to jego sen, jego dom itd.

I podobnie dalej:

Nie mógł się już doczekać, aż sprezentuje monetę swojej matce dlatego szybko ruszył w kierunku swojego domu. (…) Kiedy tylko wbiegł na podwórze, zawołał swoją matkę, która przestraszona wybiegła z domu.

 

I jedna rzecz, która mi nie pasuje:

Nigdy nie zdecydował się jej użyć, ponieważ uważał, że będzie to plama na jego honorze.

Taka motywacja nie jest zbyt prawdopodobna, raczej nie wydał jej, bo wtedy straciłby wszelkie prawo do snu i już nie mógłby nikogo obwiniać…

 

Dzięki za sympatyczne opowiadanie i również zgłaszam do biblioteki.

 

Przeczytałam z zainteresowaniem i podobało mi się. Przejmujące i klimatyczne. Relacja bohatera z Astą nie przedstawiona tak dobrze jak relacja z ojcem. Wydaje się, że właśnie rozmowy Ore z ojcem, bliskość, irytacja są największą siłą opowiadania. Anturaż właśnie zbliżającej się apokalipsy z jednej strony jakby niekonieczny, przypadkowy, a z drugiej podkreśla więzi z ojcem, o których czytelnik chce czytać. Część rzeczy pozostaje niedopowiedzianych i tajemniczych. Ogólnie –zamknięte, z wewnętrzną logiką opowiadanie, całkiem zgrabne.

Pozdrawiam!

Przeczytałam z przyjemnością, podobało mi się.

Co do uwag:

Można się zastanowić, czy moralizatorstwo Piotrusia tu pasuje, mi jakby zgrzyta:

Już wolę piratów niż współczesne dzieciaki!

Początek, długi, drobiazgowy, ale tylko pozornie przedstawiający bohaterkę. Nie wchodzisz jej do głowy, nie wiemy, co ona myśli, kiedy patrzy na różowe plusze, jej paskudny charakter objawia się o wiele, wiele dalej. A mógłby zaskoczyć czytelnika już od razu.

 

Najlepiej napisana scena i najciekawsza to ta z Piotrusiem i Dzwoneczkiem na dachu :)

Pozdrawiam!

NearDeath

Zgadzam się co do szortów, cierpią nia brak głębi i tanie chwyty retoryczne… i mój się tego nie ustrzegł. Tym bardziej się cieszę, że da się go czytać :)

Nie mógłby być dłuższy, bo fabularnie byłoby to bez sensu, ale…

ale może czytelnicy chcą po prostu wiedzieć, co było dalej?

laugh

I ja pozdrawiam!

Ja również utknęłam w niezrozumiałych dla mnie metaforach i frazeologii. Dialogi nie brzmią naturalnie, trochę brakuje im lekkości. Przez dłuższą część tekstu nie załapałam, kto jest bohaterem i co tam robi. Nie ułatwia pocięcie tekstu na fragmenty. Ale największym problemem jest dla mnie narracja. Z jednej strony to trzecioosobowy opis wydarzeń, a z drugiej stylizowany na wewnętrzny monolog bohatera. Ciężko przez to przebrnąć.

A to przykłady zgrzytających określeń:

Spojrzał na wystraszonych żołnierzy i się zdumiał: jak mam im to wytłumaczyć? 

Zdumienie tu nie pasuje.

Szedł wzdłuż kamienistej plaży, przyglądając się rozdeptywanym przez siebie otoczakom.

Czy chodziło o to, że kamienie były miażdżone? Jak truskawki, na przykład?

Nie widzieli nigdy takich rys, choć przypominały im kupców przyjeżdżających ze wschodnich krańców świata.

Nie rozumiem.

Wklęsły nos już pominę… (edit:  wyobraziłam sobie jakiś nos zdeformowany i oszpeconą twarz, ale autorowi, jak się okazuje, nie o to chodziło. Chyba współczesna typologia nosów w kontekście starożytnego anturażu nie jest taka bombowa).

 

 

Gułagi trudno nazwać kolonizacją, jeśli już to tylko metaforycznie, z tym się zgodzimy. “Zaprowadzanie cywilizacji” białego człowieka już bardziej pasuje do afrykańskich plemion czy kanadyjskich Eskimosów. To tak.

Finkla

Równie dobrze mogłaby go szukać na Syberii albo po którymś powstaniu.

Chyba jednak nie. Nikt nie chce kolonizować Syberii i nie rusza tam z ideałami szczęśliwej ludzkości na ustach. Fiasko idei kolonizacji, owszem, można przedstawić i na innych planetach, ale Mars jest tu akuratny.

Dzięki za przeczytanie i pozdrawiam!

 

Sympatyczne :)

Czasem nie pasowały mi epitety do sytuacji, np. dlaczego uczniowie patrzą na nauczyciela z dezaprobatą? Albo dlaczego to takie ważne, że wnętrze jest zaskakująco przytulne?

Koniec fajny.

Pozdrawiam!

Błędy, które dostrzegłam:

błache powinno być błahe

(…) światłą uwagę powinno być (…)

któże to zrobił, powinno być Któże

 

Nie wymieniam błędów interpunkcyjnych, bo jest ich sporo, tak samo poprawy wymaga zapis dialogów.

 

Początek nie zachęca do dalszej lektury. Skupiłaś się przede wszystkim na budowaniu językowego klimatu przez wielopoziomowe epitety, ale pytanie zasadnicze, które sobie zadaję, to z punktu widzenia kogo prowadzona jest narracja? Z jednej strony padają takie pojęcia jak kakofonia, galimatias, larum, wprowadzając coś na kształt wyrafinowania i erudycji, a z drugiej narracja jest stylizowana na rubaszną krotochwilę.

Ergo należy przemyśleć przede wszystkim, co czytelnik ma przeczytać. Co to ma być? Wulgarny humor czy poetyckie przemyślenia o życiu?

 

Treść mi niestety umknęła pod piramidą nagromadzonych określeń.

 

 

Tarnina

 

heart Eureka!

ale ważne, żeby czytelnika nie alienować. Za bardzo ;)

No właśnie, z jednej strony powinno się być takim “grzecznym” pisarzem, pisać to, co czytelnik dobrze zna, aby miał radość przy czytaniu, z drugiej chciałoby się być Kreatorem, żeby nie powiedzieć Wieszczem!

Dzięki za przeczytanie i odwiedziny!

 

Tarnina

Bardzo dziękuję za obszerny i szczegółowy komentarz. Przestawienie szyku wyrazów daje naprawdę inny poziom pisania.

 

ale migdały nie są pierwszym skojarzeniem z goryczą, nawet gorzkie (kto w naszych czasach widział gorzkie migdały?)

Hm, czy dziś z goryczą kojarzy się piołun lub dziegieć? A powinny. Myślę, że zawsze można poszerzać swoje frazeologiczne przyzwyczajenia i utarte ścieżki, po których wędruje nasze pióro. Może migdały te ze sklepu nie są gorzkie. Może teraz się myśli, że wszystko musi być w cukrze.

 

Najepsze są serduszka, a tego, kto umie je wstawiać będę darzyć niebotycznym uwielbieniem!

Jakie natężenie fantastyczności jest wymagane? Czy wrzucenie bohatera mitologicznego w realia jest wystarczające czy jeszcze nie?

Pytam, ale i tak się szykuję na nieśmiertelne “ a gdzie tu fantastyka?”

Uch! Jaki długi komentarz! Czekałam na niego.

Pod koniec tego super komentarza znów pojawia się najbardziej popularne pytanie na portalu: “a gdzie tu fantastyka?” Ale trochę odpowiadając, trochę się broniąc, chcę powiedzieć, że dla mnie w tej wizji fantastyka jest istotna, chociaż owszem, szczątkowa. Tytuł opowiadania to oczywiście parafraza Boecjuszowego “O pocieszeniu, jakie daje filozofia”. Absolutny uniwersalizm wartości opowieści mówionych, słowa pisanego, wszelkiej literackiej twórczości nie mógł był zostać pokazany inaczej, jak poprzez rozciągnięcie tematu na wszelkie możliwe światy istot rozumnych. W mojej ocenie zupełnie by się to nie udało, gdyby akcję umieścić w bibliotece dajmy na to w Lubartowie. Zresztą, Twój (jurorów) komentarz pokazuje, że każdy wyczytał trochę co innego z tego tekstu, co zresztą autora niezwykle elektryzuje, że tak się wyrażę.

No tak, jeśli nie ma paskudnych alienów i apokalipsy, to nie ma fantastyki – już się do tego przyzwyczaiłam :)

To był super konkurs, naprawdę dzięki!

Atena, Petersburg 1917

 

STRONA A JABŁKA

Achilles

Afrodyta

Agni

Amaterasu

Anahit (perska)

Artemida

Aryman

Atena

Baal

Baldur

Beowulf

Brunhilda

Cuchulain

Demeter

Eneasz

Freya

Ginewra

Hanuman

Hun-kame

Hekate

Helena

Hera

Herakles

Izanagi i Izanami

Izyda

Kościej Nieśmiertelny

Kriszna

Lancelot

Medea

Nergal

Nodens

Odyn

Odyseusz                    

Orestes

Ozyrys

Pan

Perceval [Parsifal]

Posejdon

Quetzalcoatl

Rama/ Sita

Rhiannon

Remus

Sekhmet

Set

Tezeusz

Thor

Thot

Tlaloc

Wasylissa Przemądra

Zygfryd

 

STRONA B JABŁKA

Kreta 1200 p.n.e.

Aleksandria 48 p.n.e.

Cypr 44 p.n.e.

Rzym 27 p.n.e.

Tybet 783

Meksyk 850

Islandia 966

Ateny 1026

Kair 1170

Puszcza Białowieska 1250

Pekin 1420

Rumunia 1475

Madryt 1491

Rzym 1499

Haiti 1505

Malta 1565

Amazonia 1561

Peru 1571

Moskwa 1575

Paryż 1588

Holandia 1638

Tasmania 1642

Uluru (Ayers Rock) 1705

Kazań 1775

Glasgow 1795

Mont Blanc 1808

Wiedeń 1809

Caracas 1812

Londyn 1821

Tokio 1869

Breslau 1885

Madagaskar 1896

Kilimandżaro 1890

Kapsztad 1900

Kraków 1901

Piotrogród (d. Petersburg) 1917

Quebec 1927

Chicago 1939

Wietnam 1941

Teheran 1943

Etiopia 1943

Jaffa 1947

Warszawa 1953

Kuba 1963

Jerozolima 1968

Nowy Jork 1980

Nowy Orlean 2006

Bali 2015

Waszyngton 2015

Poznań 2019

regulatorzy

Dzięki za przeczytanie i uwagi, z którymi jednak nie do końca się zgadzam. Nagie światło czy rozmyśliwanie traktuję jako zabiegi językowe, całkiem celowe. Czołgi poprawione.

Martwię się, jako autor, że opowiadanie nie jest w stu procentach zrozumiałe, ale z drugiej strony się cieszę, że dziwna, zgrzytająca pseudo-przyjaźń bohaterek z niego jakoś wychodzi.

 

to było to dozwolone głównie ze względu na koneksje rodzinne jednego z profesorów

No nie, o tempora! Tym bardziej się cieszę, że mogę na portalu trochę go poreklamować ;)

Asylum

Dzięki, fajnie, że klimat Ci się spodobał!

Co do obrazu: lubię sposób malowania Michałowskiego impasto, grubo, energicznie, a cesarza Francuzów też darzę ciepłymi uczuciami, przynajmniej od moich sztubackich lektur pana Makuszyńskiego, którego profesor historii Gąsowski, gdyby mógł, zakrzyknąłby gromko “Niech żyje cesarz!” i rzuciłby się za nim w wir walki.

drakaina

Bardzo się cieszę, że się spodobało. Dziękuję też za organizację fajnego konkursu i całą pracę. Ech, mam nadzieję, że już mi się nie odanonimizuje (jestem prawie pewna, że nie ma takiego słowa). Pozdrawiam wszystkich czytelników!

Irka

Odpowiadając na wątpliwości, tak jak ja to widziałam pisząc: przemiana bohaterki jest pozorna, nigdy nie była naiwna, tylko sprawia takie wrażenie, bo chce zatrzymać przyjaciółkę dla siebie. Nigdy też nie krytykuje władzy, bo akceptacja reżimu i autorytarnego porządku jest charakterystyczna dla prawie każdego “ruskiego człowieka” i dla niej też. Innymi słowy, wcale nie jest dysydentką, wprost przeciwnie, korzysta z przywilejów. Ba, jest pewna, że jest w stanie stworzyć jeszcze lepszy system kontroli na innej planecie.

Może to temat na coś dłuższego, jak pokazuje Twój komentarz, bo można by szerzej wyjaśnić jej działanie.

Dzięki za odwiedziny!

Chciałam zapytać, dlaczego system mnie wyszpiegował i zdekonspirował? Ja, autor, czuję, że to nie fer. Czy system miał jakieś inne pobudki, żeby mnie wyautować?

Sfrustrowany autor.

niemniej fantastyki w tym nie ma, a nazwa portalu jednak trochę zobowiązuje, nieprawdaż?

Zarzut o brak fantastyki jest chyba najczęściej stawianym zarzutem na portalu. Ale, jak pokazał ostatni konkurs “Ciężki dyżur”, i nie tylko, granice fantastyki są bardzo nieostre. Czy muszą być koniecznie implanty, paskudne alieny i blastery, żeby uznać coś za fantastykę, czy może wystarczy coś na kształt klimatu? Co do wiersza

zanim zdążysz się rozpisać,

pustka w głowie.

Podoba mi się. Wiersz jest o pisaniu, a więc też o pisaniu fantastyki, czyż nie? No chyba, że wszyscy jak jeden mąż, siadając do pisania fantastyki żadnej pustki nie odczuwają :)

Pozdrawiam!

Jakże się cieszę, że wiewiórka nie zamarzła i nie trzeba było jej urządzać pogrzebu! Nie wiem, czy to z powodu ocieplenia, czy Autor postanowił ją oszczędzić :)

Dobrze mi się czytało. A czy rysunek z dwugłowym kotem będzie?

 

Arnubis

Cieszę się, że jury doceniło opowiadanie, jednak argument braku fantastyki mnie zdumiał.

 

Ludzie przemierzali zakorkowane ulice w tą i w tamą

w i w tamtą (chyba w domyśle stronę)

 

To jest wyraźnie opowiadanie drogi, co najmniej jak road movie :) Konstrukcja pozwala rozciągać przygody wiewiórki podróżniczki w nieskończoność, bo nie ma tu jakiegoś wydarzenia kulminacyjnego. Jeśli tak, to z przygodami można było bardziej zaszaleć, zerwać łańcuchy krępujące wyobraźnię, przekroczyć granicę logiki…

Zawsze można dopisać :)

Pozdrawiam!

A dla czego powtórzenia celowe? Stoją w takim miejscu w zdaniu, że nie są akcentowane, więc się zastanawiam, jakie mają mieć funkcję :)

on sam, strzepując popiół gdzie popadnie. Jutro będzie musiał głośno oznajmić, że nie, jest lepiej, czuje się właściwie świetnie.

Cisnął papierosa gdzie popadnie i wszedł do windy

Powtórzenia zgrzytają.

Zapowiadał się ekscytujący kryminał, lecz trochę zbyt mało tego śledztwa, żeby się nim nacieszyć.

Wydaje się, że byłoby dużo lepsze, gdyby było odrobinę dłuższe, a może w ogóle długie, bo takie interesujące postacie trochę się tu nudzą, to znaczy nie mają za wiele do roboty.

Pozdrawiam!

JaMat – Schyłek holocenu

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/24018

Mam kilka uwag: niesubtelne powtarzanie przeszłości myśliwego przeszkadza w czytaniu, brak wyjaśnienia rewitalizacji wiewiórki trochę uwiera, taka łatwa zemsta irytuje.

Ale:

Przeczytałam z zainteresowaniem i przyjemnością.

Super tytuł (strasznie mi się podoba).

Bohater bardzo wiarygodny.

Pozdrawiam!

aż Wielki Wiewiór nie podniósł się w miejsca.

Czy nie miało być: aż WW podniósł się z miejsca ?

 pasiaste gryzonie zmarły wtedy ma raz

Czy: pasiaste gryzonie zamarły wtedy na raz ?

 

Przeczytałam, całkiem sympatyczne.

Miałam wrażenie, że jest to fragment jakiegoś dłuższego tekstu, bo w takiej długości nie za bardzo zrozumiałam konflikt (jaki tyran i co robił w zaułku?), rozwiązanie (dlaczego tak łatwo poradziła sobie z tyranem, czy wcześniej nikt nie próbował?), jakie znaczenie ma słowo klucz “dziecko”? Nie jest to zamknięta całość, więc jest problem ze zrozumieniem treści.

Natomiast język jest dostosowany do scen i klimatu i dobrze się czyta.

Chciałam od siebie dodać, że jak dla mnie, to najlepszy tekst w konkursie Czwartkowego dyżuru :) Najbardziej angażujący, sugestywny i przejmujący. Wygrały opowiadania, owszem, bardziej “grzeczne”, ale mam nadzieję, że pozytywne reakcje czytelników zachęcą Cię do tworzenia jeszcze innych światów. Pozdrawiam!

MaaaaaadHatter Autor

 

Powiem tak, poprawiłabym wszystkie te błędy gdybym nie miała pewnego dylematu.

Zawsze warto poprawić, bo to naprawdę fajne opowiadanie, a dopracowany warsztat jest wyrazem szacunku do czytelnika. Pozdrawiam!

Irka_Luz

 

Dedykacja, która jest dedykacją nie wprost (urywek z gazety), wyjaśnia i rzuca światło, jak dochodzi do marsjańskiej porażki. Ostatecznie badanie planet i eksploracja kosmosu kończy się i musi się skończyć wyścigiem po złoża, bez względu na to, jakie szczytne hasła powiewają na sztandarach, a jedynym ratunkiem przed społeczeństwem, w którym panuje prawo silniejszego byłyby wartości humanizmu, tutaj unicestwionego.

Kto na to pozwolił? Co stało się na Ziemi, że coś takiego było możliwe.

Nikt nie musiał “pozwalać”, bo przecież nie jest tak, że żyjemy na Ziemi w pokoju, a na każdym kontynencie każdy człowiek ma godność i wolność…

Uważam jednak, że to dobry tekst, ale trochę się mija z konkursem.

Konkurs dopuszczał, by ktoś inny, a nie Opportunity był głównym bohaterem, stąd taka konstrukcja opowiadania. Można przy niej bez neofickiego entuzjazmu spojrzeć z dystansem na ideę misji marsjańskich.

 

Co do stylu:

różnokolorowymi barwami

kolor to barwa, więc powyższe wyrażenie można byłoby zapisać “różnokolorowymi kolorami”, co nie ma sensu

Ściany pokryte były różnokolorowymi barwami, na których wisiały potłuczone stare obrazy przedstawiające różnych ciekawych ludzi.

na barwach obrazy raczej nie wiszą i obrazy nie są potłuczone,

 

otoczony szalem mężczyzna

szalem można być owiniętym

 

Część z siedzących obok niego cicho syknęli

część z… (siedzących, piszących fantastykę etc.) syknęła, odwróciła

 

sterta tych wszystkich gówien schowanych pod kapturami nie mają z nim szans

sterta… nie ma z nim szans

 

Twarz Caroowa pokryła się strachem i przerażaniem

twarz raczej może pokryć się brudem, a strach się na niej pojawia, jest widoczny itd.

 

Błędy gramatyczne i logiczne uniemożliwiają lekturę. Treść jest zupełnie niewidoczna pod zdaniami, które są zbudowane niepoprawnie.

 

Strasznie miła taka zachęta! Dzięki wielkie, że w ogóle chciało ci się przeczytać i podzielić uwagami!

jaki ma być ten idealny społeczny porządek. Tego nie ma w Twoim tekście

Szczerze mówiąc, to się zastanawiałam, czy wstawiać i szczegółowo opisywać tę drugą utopię, bo przecież jedna, idealny ustrój, już jest w opowiadaniu we Wzorcowym Mieście o totalnej kontroli. Myślałam, że to może za dużo. Cieszę się, że o tym wspomniałaś, bo mam nad czym myśleć :)

“Więcej utopii, więcej utopii…” no i jestem w rozdarciu, Asylum. Z jednej strony chciałabym zbudować taką anty-modernistyczną utopię, już gotową, na jakiejś planecie obcej gwiazdy, a z drugiej dla mnie sam proces, prowadzący do podjęcia decyzji przez bohaterkę o porzuceniu Ziemi i sprawnie działającego komunizmu jest ciekawy, i w ogóle pytanie o to, po co ludzie chcą tego idealnego społecznego porządku.

 

Gekikara Autor

Z tym stylem to jest krucha sprawa, nie ma sensu proponować, jak bym to ja napisała w konkretnym przypadku, bo styl to rzecz bardzo osobista i wiadomo, jednemu się podoba, a drugiemu się nie podoba. Moim zdaniem, zdania o kuchni trochę się rozłażą, ale to tylko takie moje wrażenie.

Styl i przecinki zawsze można poprawić. To nie jest aż taki duży problem. A opowiadanie jest naprawdę fajne. W kilku słowach, ale bardzo ładnie nakreślona jest psychologia bohatera, z wrażliwością opisana jego krucha psychika, sympatyczna puenta, optymistyczny przekaz.

Mnie się podobało bardzo.

Asylum

Trudno mi się odnieść tak obiektywnie do swojego tekstu, bo autor raczej nie nabędzie dystansu do tego, co wytworzył, wprost przeciwnie, zazwyczaj jest zachwycony, że takie to świetne. Wydaje mi się, że to opowiadanie nie ma typowej konstrukcji, którą mają teksty o tej długości zamieszczane na portalu. Bardzo często wszystko zorganizowane jest wokół kulminacyjnego twistu lub suspensu, więc skoro tutaj tego nie ma, to może stąd wrażenie, że potrzeba rozwinięcia bohaterów i dopowiedzeń do fabuły?

Relacja między bohaterkami w zamierzeniu wcale nie miała zdominować problemu rozpadu świata modernizmu i socjalizmu i utopii idealnego społeczeństwa, ale widocznie się to tym razem niezbyt udało, kurczę.

Olga nie nadaje się na główną bohaterkę, bo świat widziany jej oczami byłby strasznie prosty. W opowiadaniu potrzebne są tylko jej mięśnie ;)

 

Chyba nie wszystko jeszcze załapałam z komentarza, ale się w niego wgryzę. Pozdrawiam!

Asylum

dzięki za tak obszerny komentarz, z tego powodu, że poruszasz kilka ważnych rzeczy, muszę go (komentarz) jeszcze przemyśleć. Z odpowiedzią jeszcze wrócę.

Co trzeba czytelnikowi wyjaśniać, a czego nie – to zawsze jest problem i to też muszę sobie przemyśleć.

Początek nieco mdły, środek intrygujący, a koniec przerażający. Całkiem sporo jak na taki króciutki tekścik :) Wydawało mi się czasem, że słowa i stylistyczne ubranie nie pasują do sytuacji, np.

– Chcesz obejrzeć resztę mieszkania? – zapytał.

Odpowiedź była oczywista,

Opisane mieszkanie, ale właściciel nie.

To potęguje niepokój.

Dykteryjka ma wiele uroku, a bohater całkiem zgrabnie skreślony w kilku ujęciach i nawet ma niejaką psychologiczną głębię. Nie ma tu natomiast zbyt wiele do zastanawiania się, bo lekkość nie pozwala na wprowadzenie czegoś na serio. Miła rozrywka. Pozdrawiam.

kam_mod

Co się napisało, już się nie odstanie. Autor może mieć tylko n a d z i e j ę, że napisał to, co zamierzał i czytelnik to wyczyta, i zrozumie, i… Jak zobaczysz wyżej w komentarzach, tylko dla niektórych czytelników problem “zawiadomienia” jest gwoździem programu, inni znaleźli co innego.

Nie wydaje mi się, żeby miazga pasowała do konwencji, której użyłam :)

A mogłaś zmiażdżyć.

Zupełnie nie.

Anzelma reakcja na list to mechanizm obronny, wyparcie i oszukiwanie siebie, a nie pot czy szloch– to gwoli wyjaśnienia.

Dzięki za przeczytanie!

Zapisałaś jedną wypowiedź w taki sposób, że wygląda ona jak dialog

Też mi to nie grało, ale nie wiedziałam, jak to rozegrać graficznie. dzięki za podpowiedź!

JaMat “Ziemia, planeta naczelnych”

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/20588

Opowiadanie na pewno wymaga solidnego jeszcze raz przeczytania i poprawienia przecinków, ogonków, końcówek etc. Wyszłoby mu również na dobre, gdyby poprawić stylistykę i budowanie nastroju, szczegółów, cech charakterystycznych bohaterów. 

Zagadka w tekście fajna, ale chyba też byłaby lepsza, gdyby była nieco dłuższa.

Niesłychanie sugestywne, czytając miałam wrażenie, że naprawdę istnieje taki świat z małpami. Postacie i wydarzenia przedstawione bardzo przekonująco. Praca w korpo musi być rzeczywiście małpią robotą… Podobała mi się wyważona forma i logiczna konstrukcja, nie ma tu chyba żadnego niepotrzebnego elementu lub czegoś, co nie pasuje do tego universum. No i treść. Treść jest s u p e r! To Twoje drugie opowiadanie, które przeczytałam, owszem, z przyjemnością i przeczytam chętnie coś jeszcze. Nie wiem, czy to wystarczy za zachętę :)

Fakt, musisz się wybrać na wojnę z przecinkami.

Pustelnik-sofista, dla mnie w całości opowiadanie jest mocno sofistyczne, ale bardzo to pasuje do całej scenerii, chociaż jakby nieco brakuje prawdziwego problemu, o który proboszcz z pustelnikiem mogliby się spierać.

Początek raczej nie zachęca do dalszej lektury, ponieważ serwisanci są przedstawieni raczej nijako, ale doczytałam do końca. Tak jak i inni to już zauważyli, najlepiej się czytało fragmenty ze stylizacją, spójne i lekkie. Sam mix scen i bohaterów nie za bardzo do mnie przemówił, bo nie wiem, czy jest jakaś puenta w tym wszystkim. Tak naprawdę żałuję, że całe opowiadanie nie było o rycerzu. Gdyby wyrzucić serwisantów, służby i łapiduchów na margines – wcale bym ich nie żałowała.

Podobało mi się, i fabuła, i trochę sam bohater. Opowiadanie ma przemyślaną konstrukcję, co cieszy. Treść nie jest podporządkowana formie (tylko odwrotnie), co cieszy podwójnie. Zresztą klasyki walki Ziemian z Obcymi nigdy za wiele. :)

Bardzo interesujące i intrygujące opowiadanie. Opowiadanie, które dryfuje w stronę liryki, a może nawet nią już jest. Forma podporządkowana uczuciom, język, który zaczyna wyrażać tylko siebie… Tak, zdecydowanie to był wiersz.

Zdecydowanie brakuje przeciwników i ogonków, trzeba ulepszyć samą formę, żeby lepiej się czytało. Psychologiczny rys bohatera i pomysł na jego cynizm i chciwość pozostał niestety bez echa, ponieważ nie gra w jego perypetiach żadnej roli. A mógłby. Enigmatyczny potwór całkiem zgrabny.

Podobało mi się. Bardzo przyjemne, choć krwawe.

Miałam wrażenie, że tekst jest napisany przede wszystkim dla klimatu, który tutaj naprawdę zachwyca, jednak sama treść, sama historia tak jakby została nieco w tyle. Jest trochę niejasna, jak wyżej zwrócono na to uwagę, trochę nieprzekonująca, trochę nieprawdopodobna i… dla mnie trochę monotonna. Punkt kulminacyjny (metamorfoza) przeniesiony na sam koniec, stracił na wadze.

Nowa Fantastyka