Profil użytkownika


komentarze: 58, w dziale opowiadań: 52, opowiadania: 29

Ostatnie sto komentarzy

@Finkla dawno mnie tu nie było, dlatego dopiero teraz zauważyłam Twój komentarz. Dzięki, że wpadłaś, miło mi. 

Uch, przerażające. Ale szalenie mi się podobało. Mocne, efektowne, z ciekawą bohaterką i smaczkami w rodzaju taty i mitu o Selkie. Ale z Bartusia wyszedł złol. W tych cyberpunkowych opowieściach zawsze najstraszniejsi pozostają jednak ludzie, ich toksyczne relacje i instynkty. Podoba mi się ta niejednoznaczność relacji Bartka i Elżbiety (kontrola z jego strony, okrucieństwo z jej). Zastanawiam się, czy Maja zabiła Bartka, czy cierpliwie poczekała na jego śmierć. Skrycie mam nadzieję, że to pierwsze, bo Maja nie zasługuje na długie życie w toksycznym związku :((

@NoWhereMan, Anet, dzięki za odwiedziny i komentarze! Szastam nóżką.

Na dniach zbiorę się i napiszę tutaj o co mi chodziło, jeśli ktoś byłby ciekawy :) To pokazuje mi tylko, że przekaz, na którym mi zależało jest zbyt mglisty i przemyka niezauważony. Może powinnam była jednak inaczej rozłożyć akcenty w micie, widzę, że wyjście Eriki z Podziemi trochę konfuduje. Trudno, lekcja na przyszłość! Cieszę się, że mimo to stary tekst generalnie czyta się dobrze. 

Piękny szort. Ktoś napisał tu o delektowaniu się każdym zdaniem – i rzeczywiście, całość napisana jest prosto, ale z ogromną klasą. Do tego oparta na świetnym, efektownym koncepcie. Ujmujący narrator zmęczony nieśmiertelnością, refleksja nad wszechświatem i pochłaniającą nieskończonością. Klasa. Naprawdę.

Ujęła mnie też tytułowa gra słów, wspaniała! I jak pięknie odnosi się do dyskutowanego w tekście eksperymentu i jego szerszego znaczenia. 

 

Edytka: przyszło mi jeszcze do głowy – to szort idealny, bo doskonale wykorzystuje swoją długość. Są pewne niedopowiedzenia,  intrygująca postać, ale nie ma poczucia niedosytu, pomysłu upchniętego na małej przestrzeni – wszystko jest odpowiednio wyważone i stanowi zamkniętą całość.

Ando, Sagitt, dzięki, że wpadliście! Cieszę się, że się podobało. 

 

Zgaduję, że pewnie grasz na jakimś instrumencie lub słuchasz dużo muzyki.

 

Ha, właśnie sęk w tym, że nie! Nie gram na niczym, a muzyki słucham dużo, owszem, ale z całej masy gatunków. I grunge naprawdę nie jest tym dominującym, raczej siedzę mocniej w indie, muzyce alternatywnej, latach 80. Czasem posłucham, parę utworów lubię, ale zdecydowanie nie jestem znawczynią. Mój research do tekstu opierał się na uważnym wsłuchaniu się w Alice in Chains i Soundgarden, obejrzeniu fragmentu filmu “Singles” i obserwacjach mojego ojca – tego, jak opowiadał o swojej grungowej młodości, jak wyglądał, gdy wyciągał gitarę i przypominał sobie riffy, albo tworzył melodie.

Tym bardziej cieszę się, że udało mi się przekonująco oddać klimat i uczucia muzyka. To dla mnie duży komplement.

 

Łał, Drakaino, ja też wyrażam podziw. Zawsze zdumiewali mnie ludzie, którzy mają takie muzyczne ucho :)

Hm, jak dla mnie znajomość grunge’u nie jest aż tak konieczna – tj oczywiście łatwiej wczuć się w klimat, też piszę z perspektywy autorki, która sama zna te brzmienia, ale… założenia gatunku naprawdę nie są potrzebne do jego zrozumienia. Tak jak wspominałam wcześniej – to bardziej dekoracja, narzędzie do budowania klimatu. Grunge to gatunek, który pasował mi do historii o zejściu do Podziemi, ale szczerze mówiąc, mógłby być równie dobrze jazzem i dla mnie wymowa tekstu pozostałaby taka sama.

 

No to powiem tak – sama gra. Akt tworzenia sztuki. Sama sylwetka muzyka i sylwetka artysty. I to, co jest gotowy poświęcić dla swojej sztuki.

To jest, w moim zamierzeniu oczywiście, główny temat tekstu :)

 

 

Edit: i oczywiście ogromne dzięki dla klikających do biblioteki, bardzo mi miło.

Zawsze lubiłam Hefajstosa – wydawał mi się niedoceniany i mądrzejszy, niż wszystkim się wydaje. Odrzucony, uzdolniony, zamknięty w swojej kuźni – to działa na wyobraźnię. Totalnie widzę go w zamyślonej pozie Stańczyka, mędrca pod maską błazna, wiedzącego coś, czego nie wiedzą jeszcze inni.

Bardzo ładna, melancholijna miniaturka. Prosta, nieco poetycka i efektowna (zwrot o niekochanym synu, który nakręca ojcowski zegar – piękny, zapada w pamięć). Aż odruchowo opieram brodę o dłoń w stańczykowskiej i kiwam głową z zamyśleniem :)

Oj, rzeczywiście, tekst bardzo na czasie. I nie na czasie jednocześnie, skoro epidemia jest naszą codziennością i jest równie niespektakularna, co dziwaczna i niepokojąca. Nie mniej jednak – ciekawie czytać opowiadania o pandemii w trakcie pandemii :)

Dobre. Przygnębiająca wizja końca świata, gdzie ludzie są tak wyczerpani chorobą, że nawet nie korzystają z życia i nie walczą. Bardzo ciepła relacja małżeństwa, próby zahaczenia się o codzienność i plany na przyszłość w obliczu rychłej śmierci. Udało Ci się stworzyć naprawdę poruszający obrazek. Może mało subtelny – ale z drugiej strony, bardzo emocjonalny i zapadający w pamięć. Jeszcze te detale – smak krwi podczas pocałunku, oczka w robótce, które nie wychodzą. Naprawdę ładne i trochę ściska za gardło.

 

Za młodu, jak każda wojująca ateistka, czytywałam Biblię. 

Oj, czy wojujący ateiści czytają Biblię? Szanuję tych, którzy tak, bo dobrze jest znać coś, z czym się walczy – ale to chyba jednak rzadkość. 

Przeczytałam opowiadanie już jakiś czas temu, ale zapomniałam zostawić ślad :) Szybkie podzielenie się wrażeniami:

Bardzo sympatyczne! Zawsze dużą radością połykałam dziewiętnastowieczne romanse (choć nigdy nie rozumiałam, jak można wzdychać do Heathcliffa – to jest tak toksyczny i psychicznie zryty mężczyzna; całe “Wichrowe Wzgórza” są dla mnie zresztą studium toksycznych relacji, żrącej nienawiści i skutków odrzucenia. Stąd moje zaskoczenie gdy część osób kwalifikuje to jako bardzo romantyczną historię – namiętną, oczywiście, ale to namiętność dzika i niszcząca. To może być oczywiście ekscytujące, ale… ech, nie wiem, mam wrażenie, że zbyt często tę świetną powieść sprowadza się do hasła “sexy Heathcliff”. Ale już kończę tę przydługą dygresję – ja o Emily Bronte mogę pisać godzinami, uwielbiam “Wichrowe Wgórza”), więc styl wydał mi się znajomy i dobrze oddany. Fajna wstawka epistolarna – to częsty element dziewiętnastowiecznych powieści, dobrze tu pasowało. 

Miłe zróżnicowanie narracji, obie perspektywy brzmią odpowiednio odmiennie. Fanny trochę pierdołowata, ale sympatyczna. Przeglądam komentarze, widzę, że ktoś wspomniał, że to bardziej vibe “Dumy i uprzedzenia” (też uwielbiam!) – i to prawda, tekst jest bardzo lekki. Jest ta charakterystyczna gra niezrozumieniem postaci, dowcipny styl, leciutka ironia, urocze nieokrzesanie celtyckiego herosa i równie urocza, dziecinna egzaltacja Fanny. Czyta się gładko i przyjemnie. Na plus. Ciekawe, czy w końcu się zejdą :)

 

aż na same tego wspomnienie

 

Wydaje mi się, że powinno być “samo”.

Zapomniałam wspomnieć – grunge pasował mi tu również jako muzyka, w której najbardziej liczy się przekaz osobisty, trauma, doświadczenie.

I tu już zamilknę.

Okej, w takim wypadku wstrzymam się z wyłożeniem moich założeń :) Pozwolę sobie jednak rzucić, w ramach tropu, kilka cytatów:

 

Pan H popatrzył na niego z uwagą.

–  Co zrozumiemy?

–  Kim ona dla mnie jest. 

–  Tak – powiedział Pan H, a jego głos rozbrzmiał dziwnie czysto. (…)– Tak, teraz wiem, czym ona dla ciebie jest. 

Przywołał obraz martwej Eriki, gitara zabrzmiała jeszcze lepiej. Poczuł przypływ euforii z własnego odkrycia.

– Nie tylko pozwalamy ci z nią wyjść. Pomagamy ci ją odzyskać.

 

Tak, Artemisia Gentileschi jest bardzo ciekawą postacią! Czemu “malowanie” w cudzysłowie? 

Grunge posłużył jako dekoracja, element wzbogacający to uwspółcześnienie mitu – a wybrałam go, ponieważ ta ciężka, mroczna muzyka jakoś pasuje mi do motywów śmierci. Pod tym względem oczywiście jest ważna. Jednak wydaje mi się że w tekście nie ma żadnych wskazań aby Orph był konkretnym gitarzystą z epoki – tym bardziej, że sama mówiłaś Drakaino że musiałaś się naszukać i mocno naciągnąć elementy z życiorysu żeby pasowało to np do Cobaina.

Zastanawiam się czy mówić o co mi chodziło… Mówić? :)

Gekikara, Rebelmac, Oidrin – bardzo dziękuję za odwiedziny i miłe słowa! Cieszę się, że przypadło do gustu.

Język taki trochę w stylu Neila Gaimana 

To jest dla mnie ogromny komplement :)

 

Drakaino, dzięki za odwiedziny i komentarz! Czasem tak bywa, że coś nie przypadnie do gustu. Biorę to na klatę :)

Nie mniej jednak 

uświadomiłam sobie, że pewnie Cobain

Nie, w żadnym wypadku. Stąd

łatwiej bym je kupiła, gdyby było o fikcyjnym gitarzyście, i nie stanowiło jedynie takiej hagiograficznej czy fanowskiej opowiastki o kimś konkretnym.

To zdecydowanie za daleko wysunięty wniosek. Orph nie jest robiony na żadną z realnych postaci, jest w zupełności fikcyjnym gitarzystą. I nie o żadną gloryfikację osoby czy gatunku w tym tekście chodzi.

Swoją drogą aż się uśmiechnęłam, bo Nirvana to mój najbardziej znielubiony zespół grungowy :)

 

Na dodatek nie czuję, co się wydarzyło w tym zakończeniu :( 

Rozumiem i cóż, ewidentnie zrobiłam całość zbyt mglistą, skoro dużo osób wciąż nie wie, co tu się zadziało. Opowiadanie powinno bronić się samo, więc to moje niedopatrzenia. Jeśli jednak chciałabyś jakiś trop, to clue tekstu nie jest sam grunge, a muzyka jako taka. Czy nawet szerzej. 

Polecam poemat “Orfeusz i Eurydyka” Czesława Miłosza, bo to była moja główna inspiracja. Plus uważne wczytanie się w to, co mówią do Orpha Pan H i Pani po jego występie, powód, dla którego odwraca się Orph i wreszcie samą końcówkę. Może to trochę wyklaruje moje intencje i wymowę zakończenia.

 

Przez moment miałam nadzieję, że Eurydyką jest na przykład gitara, a nie dziewczyna ;) 

Tak oczywiście nie jest dosłownie – ale jeśli chodzi o hierarchię ważności Orpha… podpowiem, że może coś w tym jest.

Uf, znowu się nagromadziło, no to po kolei! Chyba rozbiję odpowiedzi na dwa komentarze.

 

Coraz bardziej intrygujące interpretacje, wciąż odległe od tego co miałam na myśli :) Ale nic w tym złego! To właściwie bardzo ciekawe, patrzeć, jak różnie ludzie odbierają tekst, niektóre teorie są naprawdę fajne. Mam wrażenie, że trochę namieszałam sobie tym wyjściem Eurydyki, bo uwaga automatycznie koncentruje się na tym. To tylko pokazuje mi, że jako autorka może niewystarczająco wyraźnie nakreśliłam o co mi chodziło. 

 

Asylum, zdrobnienia mi pasują, nie mam z tym problemu :) cieszę się, że przypadło do gustu, dzięki za klika!

 

Odnośnie zakończenia, przymierzałam się do optymistycznego została z nim jako muza, rytm, natchnienie, ale nie cieleśnie i substancjalnie.

Mmm, nawet ciepło. Ale. Czy to na pewno optymistyczne? :)

Zastanawiałam się też nad innym (prócz tego oczywistego, jak w micie) – grunge rozlał się po świecie, Pan i Pani wyszli, wyprowadzili swoich na światło dzienne i tak na dwie dekady zapanował grunge, bo potem wrócili, musieli. Tak w skrócie.

Ciekawe! Ale zwróć uwagę, że grunge już istnieje przed wyjściem Orpha, w końcu wspomina, że “podziemny zespół” brzmi trochę jak Alice in Chains. Klub Pana H po prostu nadąża za trendami :)

 

Wielkie dzięki za uwagi! Jeśli chodzi o te dot. stylu – raczej nie będę już tak drastycznie grzebała przy samym tekście, poza oczywistymi błędami, niedociągnięciami i rzeczami niezrozumiałymi raczej nie będę go poprawiać, bo to dla mnie dość dawna, zamknięta sprawa. Nie mniej komentarze są bardzo cenne – i na pewno będę pamiętać o nich przy pracy nad warsztatem. 

 

1/ Kiedy schodzi zadziwiłam się, że na półpiętrze wypróbowywał wszystkie klamki, przecież powinna go prowadzić niebieska poświata – przecież to jasne. Tak jest, idziemy w stronę światła. On był bywalcem, przecież grał i profeska?!

2/ Pieczątka. dlaczego dziewczyna go stempluje, a nie wejściowi, stempel zawsze przed wejściem, nawet jeśli profilują. 

Oj, racja! Nie przyszło mi to do głowy. 

3/ Coś się posypało w momencie, gdy jego przewodniczką prowadzącą do Pani i Pana.

Nie wiemy, czy wzięła go za rękę, popychała, on za nią podążał. Idziesz na skróty, pal diabli czytelnika. Zerknij na ten fragment. Ty wiesz, ja tego nie widzę.

W takim razie przyjrzę się temu fragmentowi uważniej. 

4/ Zakończenie jest z lekka zawieszone. Może takie być, ale czegoś brakuje. Te dwie drogi: tam i z powrotem są dla mnie potraktowane po macoszemu. Gdyby to było na piórko sarkałabym, że poszłaś na megaskróty. Przynajmniej jedna porządna stacja powinna być, jeśli to drogi. 

Prawda, brak tu wyrazistych etapów, są raczej kolejne krótkie przystanki symbolizujące postacie z mitu; może to dlatego, że sam tekst jest dość krótki. 

 

Co do przekombinowanych czy budzących wątpliwości zdań – słusznie, przyjrzę się im uważniej! 

 

O, ile nowych komentarzy, jak fajnie :) Już na wszystko odpowiadam!

 

Olciatko, dziękuję za klika i ciepłe słowa! Cieszę się, że przypadło do gustu.

 

moim zdaniem wcale nie kończy się optymistycznie

No to zdradzę, że myślę tak samo :)

 

Ona wyszła, on został, tak?

Nie o to mi chodziło, ale bardzo fajna interpretacja!

 

czy to nie Czesław Miłosz pisał o Orfeuszu i Eurydyce?:-) 

Tak, dokładnie! Podpowiem, że ten wiersz może być dobrym tropem do zrozumienia zakończenia, jak i całego tekstu.

 

Finklo, cieszę się, że mimo wątpliwości, ogólnie na plus! Dziękuję za klika.

jak zombiak 

Ciepło!

 

Co do muzyki ze Seattle, to Asylum właściwie wszystko wyjaśniła, oczywiście chodzi o grunge, nic dodać nic ująć.

Osobiście też nie przepadam za Nirvaną. Z grunge’owych piosenek najbardziej lubię “Man in the Box” (Alice In Chains, o których wspomina Orph) “Black Hole Sun” (Soundgarden; myślę, że na pewno kiedyś słyszałaś, choć raz) i “Hunger Strike” Temple of the Dog. Absolutnie świetne numery. I również te najpopularniejsze :) więc żadna ze mnie znawczyni. 

Z kolei wiodąca piosenka, czyli “Little Wing” Jimiego Hendrixa to blues z lat 60, zupełnie inny klimat. Piękny, melancholijny utwór, polecam. 

 

Grunge jest jednak tylko dodatkiem, dekoracją, drobnym ukłonem w stronę mojego ojca, który do dziś mówi, że początek lat 90 to najlepszy czas dla muzyki :) I to mówi na tyle przekonująco, że uznałam, iż wykorzystam to w tekście.

Tak naprawdę jednak wcale nie chodzi w tym tekście konkretnie o grunge, a o muzykę ogólnie. 

 

Widzę, że zakończenie wciąż budzi pytania, nawet po uczynieniu go (w mojej opinii) mniej mglistym. Ciekawi mnie, czy ktoś choć trochę zbliży się do mojej interpretacji. 

Przyznam szczerze, że początkowo nieco rozbiłam się o metaforę. Jednak po krótkiej refleksji – tekst jest naprawdę intrygujący i pobudza do myślenia, snucia hipotez. Czy Bestia to symbol mroczniejszej strony głównej bohaterki, która jest przerażająca, ale też chroni dziewczynę przed zagrożeniem i zasługuje na współczucie? Czy piwnica to wnętrze jej własnego umysłu, w którym musi walczyć sama ze sobą? W końcu raz się uwalnia, raz znowu wraca i to z własnej woli; a później ponownie jest uwięziona.

Czy może Bestia to jakaś toksyczna osoba, pochłaniająca relacja, która niewoli i wypruwa z sił (i serca)? 

Dużo pytań, mało odpowiedzi, ale muszę przyznać, że bardzo to w literaturze lubię :) 

Już kolejna osoba donosi mi o upałach, a u mnie nad morzem niebo zasnute chmurami :(( ech, czasem mam wrażenie, że mieszkam w innej strefie klimatycznej. 

Kawa zawsze jest potrzebna! 

Cześć Zanais, bardzo mi miło :) Fragmenty z reakcjami na grę Orpha zostały pominięte celowo, żeby nie walić tak prosto z mostu, wprost i dać element tajemniczości. Cieszę się, że przypadło do gustu! 

pozbawieni przytomności wojownicy padli na bruk wśród łoskotu ich czarnych pancerzy. Upadek nie był w stanie ich obudzić.

Myślę, że zbędny zaimek, wiadomo o czyje pancerze chodzi – tym bardziej, że później jest nieładne powtórzenie.

 

Tylko uniszace się i opadające w rytm oddechów 

unoszące się

zapytała przerywając milczenie. 

przecinek przed przerywając

Rishit drżał mu w zabobonnym lęku 

Kobieta zwróciła ku niemu blicze

zgubione “o”

obcował z jedną z wyższych istot, choć nie wiedział, jaką

Wydaje mi się, że zbędny przecinek

Wówczas ktoś zadrwił, że to chyba Durgowie zgubili jednego z Wezwanych, wtedy starzec otworzył oczy, rozejrzał się w tłumie. 

To zdanie ma dziwny rytm; chyba lepiej podzielić te dwa zdania (od “wtedy”) na dwa. Lub wówczas w ogóle wyrzucić to “wtedy”, albo rozdzielić “otworzył oczy” oraz “rozejrzał się” “i”.

 

Niewiele wiem o indyjskich realiach i wierzeniach, ale jak dla mnie bardzo dobrze zbudowałeś klimat – ja w każdym razie łykam to światotwórstwo jak pelikan! Kultura indyjska wydaje mi się bardzo ciekawa, a jako fantastyczny kostium trochę niewyeksploatowana. Więc za to duży plus! 

Do tego pomysł – świetny. Zarówno za przetworzenie baśni, jak i świat przedstawiony. Bardzo pomysłowa futurystyczna wizja. Trochę miks sci-fi z egzotycznym dla nas fantasy. I to zakończenie! Mocno to pomieszane. Zaskoczyło, zdecydowanie. Ciekawy koncept, mroczny, dobrze wzbogacony wplecionymi nagraniami z Domu Pamięci. 

Bardzo ładnie zbudowana scena z joginem, aż uśmiechnęłam się przy poincie jego historii i małpie podającej monety. To ci sprytny jogin!

Fajne motywy ognistych salamander czy dwugłowych małp, miłe smaczki.

Zgrzytnęła mi scena Wrzecionowania Rishata, gdy lekarz w monologu tłumaczy wszystko głównemu bohaterowi. Niby było mrugnięcie okiem, że to taka pogawędka przed śmiercią, ale i tak wydawało się to nie na miejscu.

@Motacillo-Vanellusie! 

(swoją drogą, dopiero niedawno dowiedziałam się, że Artemisia coś oznacza! Do tej pory kojarzyłam ją tylko z żeńskim imieniem i barokową malarką)

Bardzo mi miło! Szastam nóżką i oddaję wyrazy szacunku. Cieszę się, że kupujesz tę wersję i że całość przypadła do gustu. 

Optymistyczne powiadasz? Ajajaj :) 

 

@dawidiq150, dzięki, że wpadłeś. Niestety w opowiadaniu wampirów nie ma. Jeśli chodzi Ci o panie ze spiłowanymi kłami, to są zupełnie inne potworzyce ;) z mitologii greckiej. 

Pomysł prosty, ale efektowny, idealny na szorta – sugestywnie oddany klimat jest, świetnie opisana zima jest, nieco mroczne, ale klimatyczne rozwiązanie jest. W pierwszym odruchu skrzywiłam się na rozwiązanie zagadki przedstawione w jednej kwestii dialogowej, z drugiej strony – też nic w tym złego, w tak krótkim tekście trudno byłoby budować suspens. Brrr, aż trochę mrozi, gdy pomyśleć, że Ainar tak od kilkudziesięciu lat gania za (najpewniej też) widmowym miśkiem. 

Idę zrobić sobie gorącej kawy :) 

Nastrój rzeczywiście zaczarowany i trochę mroczny, przypomina mi nieco ten z dziewiętnastowiecznych opowieści niesamowitych. Bardzo udany “kostium” historyczny, nieinwazyjny, ale cały czas wyczuwalny. Najbardziej chyba urzekły mnie smakowite detale – tu romans ciotki z doktorem, tu szorstki pod palcami szamerunek, tu kwiaty z mrozu na oknie, tu brodaty saper, który uratował kiedyś Alexandrowi życie. Takie szczegóły sprawiają, że tekst jest naprawdę plastyczny i żywy. Piękny styl, udana “przeplatana” narracja. 

Marianna zdecydowanie wzbudza sympatię. Tak sobie myślę, że te dziewczyny kiedyś to naprawdę musiały być bardzo zaradne – zostawały zupełnie same, zarządzały całym majątkiem, nie traciły zimnej krwi. Oczywiście pewnie nie wszystkie, ale wciąż, myślę, że to bardzo imponujące. 

Zakończenie baśniowo-mroczne, a przy tym nieco sentymentalne. Mocny klimat Królowej Śniegu. Słowem (czy raczej kilkoma), bardzo przyjemna lektura :)

Przyznam szczerze, że gdyby nie komentarze, w życiu nie pomyślałabym, że Kurtka jest manipulowana :’) jakoś przymknęłam oko na grzybki, wataha wydawała się dość sympatyczna, tak jak pisze Irka, leśniczy wydawał się tu głównym szwarccharakterem… no słowem, gdzieś ta złowrogość Wilka się rozmyła. Naprawdę dobrze manipulował w takim razie ;) 

Pięknie poprzewracana baśń, bardzo miło mi się czytało. Początkowo opowieść wydawała się lekka, potoczysta, po dziecięcemu niewinna, jak taka dobra książka dla dzieci – aż do mrocznego twistu. Też miałam wrażenie, że ten Wilk to taki bardziej odtrącony. Może i niekryształowy, bo ewidentnie miał chrapkę na Dziadunia, ale wataha robiła wrażenie po prostu żyjącej sobie po swojemu grupy, obcej i przez to niezrozumianej. Zresztą piękne są te opisy przyjaźni Kurtki z Wilkiem.

Chyyyba, że wataha od początku chciała po prostu wykorzystać chłopca do pozbycia się leśniczego. Przekonywała go do swojego świata, wciągała i ostatecznie przy jego pomocy pokonała odwiecznego wroga. O kurczę. Ta interpretacja też mi się podoba.

Bardzo dobry tekst, łyknęłam za jednym posiedzeniem, z dużą przyjemnością :) 

 

Edit: Aha, no i wspomniana przez komentujących gra rodzajem “czerwońca”! Fajnie, podwójna zamiana płciowa :) 

Dziękuję za komentarz, Żongler(ko). Już ktoś mówił mi, że dialogi bywają nieco zbyt łopatologiczne, na zasadzie “wytłumaczmy sobie w jakiej sytuacji jesteśmy”. Niestety trochę zmusił mnie do tego limit znaków, ale mam nadzieję, że ostatecznie wyszło możliwie naturalne :) 

Cieszę się, że jest niepokój (tramwaje, zwłaszcza te duszne, zatłoczone i zdezelowane zawsze budziły we mnie skłonność do fantazjowania) i że zdanie z mango się podoba. To chyba osobiście mój ulubiony fragment. 

Jeszcze raz dzięki. 

Podobało mi się! Czytało się bardzo przyjemnie, lekko, miła słowiańska przaśność, zadziwiająco dobrze komponowała się z mitem Eneasza. Bardzo dobra inscenizacja posiadówy przy wódce – bywa zabawnie, bywa filozoficznie i gorzko. Podobało mi się, że kolacja miała odpowiednie tempo, przetykane kolejnymi potrawami, dzięki czemu dość statyczna scena nabrała przyjemnej dynamiki. No czytało się to naprawdę płynnie i z przyjemnością. Tylko Alosza i Ilia trochę za bardzo mi się zlewali – w pewnych momentach gubiłam się który jest który. 

Niestety, rzeczywiście zgłodniałam :( 

 jakby jedno oko był sprzeczne z drugim 

Było

 

Uch, aż mam teraz dreszcze. Bardzo sugestywnie budujesz klimat, styl jest bardzo lekki, czytało się płynnie i szybko, czasem trafiały się naprawdę ciekawe zdania (jak to z czerwonym światłem jak fundament piekieł – fajne są takie językowe urozmaicenia). Horror to raczej nie moja bajka, a łyknęłam szybko i z przyjemnością. 

Relacja głównego bohatera z Kamilem wydaje mi się nieco za mało rozwinięta – obaj mogliby być bardziej pełnokrwiści. Dowiadujemy się tylko, że Kamil chodzi za narratorem jak cień, ale poza tym jakoś trudno określić charakter tej przyjaźni. Przez to ten ładunek emocjonalny jest mniejszy niż mógłby być.

Stopniowe szaleństwo Kamila jest bardzo dobrze, sugestywnie opisane i rzeczywiście budzi grozę. Scena z pisaniem od tyłu uważam świetna. Podobała mi się też struktura wpisów. 

Moja koleżanka z Poznania jest absolwentką Marynki, raz oprowadzała mnie po swoim mieście. Bardzo fajnie było znowu poczuć ten klimat! 

@Wiktor, dziękuję za tak obszerny jurorski komentarz! Cieszę się, że się podobało i może też wniosło coś więcej. 

W ramach ciekawostki powiem, że tworząc Ewelinę zrobiłam research na temat tzw. wysokiej wrażliwości/nadwydajności mentalnej – układy nerwowe wysoko wrażliwych osób są po prostu bardziej czułe na bodźce i jest to jak najbardziej wrodzone, i naturalne :) a przy tym naprawdę ciekawe. 

Raz jeszcze dzięki! 

Gratulacje dla wszystkich wyróżnionych! Widzę na liście kilku moich faworytów i bardzo mnie to cieszy ❤️ brawo!

O, dzięki wielkie. Rzeczywiście mogą pojawić się nieporozumienia czy zgrzyty, o “rzeczonym” wypowiadał się już zresztą ManeTekelFares. Dam sobie jeszcze czas i na spokojnie usiądę do tekstu, po zakończeniu konkursu wstawię poprawki. 

To był mój pierwszy tekst, który przeczytałam z konkursowych opowiadań, taki pierwszy pierwszy, i rezonuje mi w pamięci tak bardzo, że uznałam, iż zostawię komentarz.

Bardzo udany tekst! Zawsze wiedziałam, że alpaki mają w sobie coś dziwnego :D Ale nie wpadłabym, że można tak oryginalnie przetworzyć to hasło! Jest i kafkowska opresyjna, absurdalna biurokracja, i wyraziście zarysowany główny bohater (lubię kiedy postać w groteskowym tekście ma jednak zaznaczoną własną osobowość i przeszłość), i oryginalne obrazy (włochate pokoje), i napawająca niepokojem dziwność. Podobało mi się. 

ale na samą myśl mógłbym ogryźć ich kości

Czy tu nie zgubiło się “że”?

O zapisie dialogów już zostało wspomniane, więc nie będę powtarzać.

 

Kurczę, ale dobry tekst. Napisany lekko i z bardzo sprawną stylizacją, urzekło swojskością i humorem. Świetny klimat słowiańskich baśni, przesympatyczny pan Mumacz, naturalny rytm, ciekawe postacie. Początkowo zdziwiłam się, że tak łatwo im poszło zdobycia zajączka – ale z lekka makabryczna końcówka wszystko wyjaśniła i zaskoczyła. 

Dzięki, Psycho. Tekst na pewno przejdzie jeszcze solidniejszą redakcję i korektę, już teraz widzę, że mu się przyda. Tak się kończy pisanie na ostatnią chwilę :)

Które zdania ci zgrzytnęły? 

Stanęła przy przeszkolonej ścianie

Literówka.

 

Ależ to dobre opowiadanie. Z pięknym, sprawnie poprowadzonym konceptem, bardzo “ludzkie” i subtelne. Empatyczne :) Uwielbiam teksty, gdzie fantastyczny świat, dobry pomysł, łączą się z solidnie zarysowanymi postaciami, takim ciepłem i delikatnością. Tytuł rzeczywiście bardzo dobrze pasuje do przewodniego pomysłu.

Wciągnęłam się szczególnie od momentu, w którym pojawiła się Jane, która jest bardzo ciekawą i sympatyczną bohaterką, choć może kreowaną na nieco zbyt doskonałą. Nie mniej, brakuje mi takich ciepłych, fajnych postaci. 

Po zerknięciu na komentarze wyżej – ze swojej strony powiem, że fakt “wsiąknięcia” w tekst od postaci Jane nie wynika z początkowych wulgaryzmów, które były dodane w dobrych miejscach i ze smakiem. W porównaniu do reszty tekstu, zdaje mi się, że “segment z Jimem” pisany jest jakby z mniejszą swobodą. Jest trochę mniej płynny i chyba niereprezentatywny dla reszty opowiadania. Od momentu, w którym wchodzi Jane, całość nabiera urzekającego rytmu, który utrzymuje się przez resztę tekstu. 

Jestem również fanką postaci Gabriela – bardzo ładnie zbudowany, ciekawy, w gruncie rzeczy smutny bohater. 

aż nie wczuł znajomej, metalicznej woni

Literówka?

 

ożywając jedynie w tej jeden

Ponownie

 

Przyznam szczerze, że nie jestem fanką tak rozwiniętego, bogatego światotwórstwa w tak krótkich tekstach – szybko się gubię i tekst zdaje mi się bardziej ekspozycją niż pełną historią. Styl też miejscami wydawał mi się nieco zbyt “rozbuchany”. 

Nie zmienia to jednak faktu, że zbudowany przez ciebie świat wydaje się niesamowicie ciekawy i bogaty. Bardzo podoba mi się pomysł na załamania w rzeczywistości i rolę szamanów. Pięknie wpasowuje się to w klimat weirdu, a zarazem tworzy niebezpieczny, barwny świat w którym wszystko może się wydarzyć. Jestem pod dużym wrażeniem twojej wyobraźni i myślę, że w dłuższym tekście, z mniejszym “zagęszczeniem” ekspozycji i nowych nazw, mogłabym wsiąknąć. I jestem naprawdę ciekawa w jakim kierunku pójdzie Siamein. 

@Verus – bardzo dziękuję, miło mi! Też trochę szkoda mi, że problem Małgorzaty pozostał nieujawniony, ale krótki czas antenowy nie pozwolił na rozwinięcie jej wątku. Tak, pasażerowie są, najpewniej, martwi. Na dłoni Małgorzaty wśród napisów znajdują się m.in. szkło (być może po pęknięciu szyb) czy wypadek. Bardzo starałam się, żeby nie było to powiedziane aż tak wprost, cieszę się, że się udało i jest jednak element niejasności :)

 

@Edward, dziękuję, bardzo się cieszę! 

 

Dziękuję wszystkim za miłe słowa i @PsychoFish za “odesłanie” do Biblioteki heart cieszę się, że się podobało. 

Przyznam szczerze, że miejscami męczyła mnie narracja oparta na majakach i wizjach – podobnie jak męczył się rozgorączkowany Rodrigo, może to też pomogło zanurzyć się bardziej w tekst :) Też gubiłam się trochę w czterech (0-3) liniach narracyjnych, były momenty w których zupełnie traciłam wątek. Może taki urok konwencji weirdu.

Jestem jednak pod ogromnym wrażeniem Twojego stylu – jest gęsty, piękny, bardzo dobrze buduje klimat, oddaje atmosferę epoki. Świetny warsztat. Ktoś wyżej napisał, że w tekście pięknie łączą się oniryczne wizje i historyczne detale, i to zdecydowanie prawda.

Przeczytałam też prawdziwą historię stojącą za tekstem, rzeczywiście bardzo barwna i nadająca się dla Potockiego :D Kurczę, chyba warto bliżej zainteresować się epoką napoleońską. 

Hej NearDeath, dziękuję bardzo! Szalenie mi miło. 

Ależ to ciekawe! Bardzo podoba mi się pomysł na uczynienie dobrze znanej czynności czymś niezwykłym, to już buduje atmosferę absurdu i pozwala na fajne gry fabularne. Do tego świat z dziurami w rzeczywistości również wydaje się bardzo intrygujący.

Smaczki obyczajowe i prozaiczne detale bardzo na plus, uwielbiam wplatanie takich rzeczy do niesamowitej rzeczywistości. Piszesz bardzo dobrze, lekko, wciągająco, tak “żywo”. 

Podobnie jak niektórym wyżej zabrakło mi trochę jakiejś puenty; ale z drugiej strony czy musi kończyć się z przytupem? Też to takie życiowe. Że w pewnym momencie wszystko idzie nie tak jak powinno. 

Co tu się zadziało :D 

Początkowo myślałam, że to nie będzie tekst dla mnie, ale ostatecznie przeczytałam za jednym zamachem i naprawdę nieźle się bawiłam. Jest rozkosznie absurdalnie, całość jest bardzo lekko napisana, a przy scenie, w której Bazyli bez szemrania zabrał się do konsumpcji kolegi i przy “czart wrzasnął wpiekłogłosy” prychnęłam śmiechem. Gratki! 

A Anki szkoda :(

Bellatrix, bardzo dziękuję za miłe słowa :) Też mam słabość do komunikacji miejskiej. Dziękuję za kliki!

Kosmito, nienaturalne oczywiście oczami szarych. Jak się czymś rozentuzjazmuję, to bliżej mi do naszej kolorowej dziewczynki :) Choć jej poziom radości ze świata jest chyba nie do podrobienia. 

uśmiecham się kącikami warg

Jakoś niezręcznie zabrzmiał mi ten zwrot, ale możliwe, że to subiektywne. 

 

zgodnie z tym, co stwierdził Enrique Santos Discépolo

Cytat wszystko zamienił mi w tę czcionkę – chodziło mi to, czemu to nazwisko zapisane jest akurat kursywą? W ogóle wiele nazw zapisanych jest kursywą – rozumiem, że miały zaznaczać obce słowo (np. fado, to akurat rozumiem), ale w przypadku nazwisk czy nazw miejsc wygląda to dość dziwnie. Tym bardziej, że np. la Boca zapisana jest zwyczajnie.

 

Ciekawy koncept. Przyznam szczerze, że na początku trudno było mi wejść w tekst, styl miejscami wydawał mi się nieco zbyt pretensjonalny, złożone opisy zapachów budziły lekkie skonfundowanie. Może po prostu nie moje klimaty. Jednak nawet mimo to, Buenos Aires zostało opisane naprawdę sugestywnie, rzeczywiście czuć jego kolory, zapachy, unikalną atmosferę. Pięknie wpleciony motyw tanga, a przy końcówce przeszły mnie lekkie ciarki. Więc generalnie na plus. 

O kurczę, jaka mocna, zaczarowana opowieść. Do tego pięknie napisana. Podoba mi się, że jest zarazem niepokojąca, miejscami nawet brutalna, i mimo wszystko… delikatna? Przede wszystkim bohaterka ukazana jest z dużą empatią, a relacja jej i wiązu ma w sobie dużo piękna. Bardzo mi się podoba. Całość ma atmosferę rasowej mrocznej baśni. Bardzo ciekawy koncept.

nie odpowiadające 

powinno być razem

 

Przeczytałam ciągiem i z dużą przyjemnością. Bardzo ciepły, świetnie napisany tekst, temat może i lekko oklepany, ale ugryziony z takiej strony, że jest wrażenie świeżości. Może chodzi o dziecięcą perspektywę, odciążenie zwykle ponurej tematyki “świata bez uczuć”, masę entuzjazmu i takiej ludzkiej delikatności. Niezależnie który to element – sprawdza się to naprawdę dobrze. Lubię takie lekkie pióro i naturalne dialogi. Zwłaszcza rozmowy pierwszego psychologa z dziewczynką – kurczę, nie mogę przestać nienaturalnie unosić kącików ust :)

 

 

Właśnie przeczytałam opowiadanie o ludziach z abażurami na głowach i zbieram szczękę z podłogi.

Cooo tu się zadziało?! Przecież to jest znakomite! Rzadko udaje się połączyć odjechany koncept i szalony świat z takim ładunkiem emocjonalnym. Tekst jest świetnie napisany i właściwie wszystko w nim gra. Światotwórstwo to sam miód, bohaterowie są żywi i ludzcy, jest dużo ciepła, piękna gra konceptem i zaskakujący zwrot fabularny. Zaskakujący i bardzo gorzki. Kurczę, wciąż nie mogę wyjść z podziwu jak to wszystko jest doskonale wyważone.

 

tonął w orgiastycznym tańcu idei, rodzących nowe idee, pączkującym wykładniczo jak w reakcji łańcuchowej.

rodzącyM nowe idee? Plus powtórzenie, nie wiem czy zamierzone. 

Darconie, dziękuję za miłe słowa i klika, bardzo się cieszę! 

Żongler, obrazek nawet tematyczny :D 

Mary z obrzydzeniem dała krok w tył 

Jakoś nie pasuje mi wyrażenie “dać krok”, może lepiej “zrobiła krok”?

 

Myślę, że określenie, którego użyła ninedin, “obyczajowy horror”, jest bardzo trafne. Jest niepokojąco, ale też lekko, postacie są na tyle wyraziście zarysowane, nawet drobną wzmianką (rzadki wąs Glutka z jakiegoś powodu zapadł mi szczególnie w pamięć :D). Czyta się bardzo płynnie i przyjemnie. Jedyne co mnie jakoś nie przekonało to dwie narracje, jedna pierwszo, druga trzecioosobowa; jakoś nie przepadam za tym zabiegiem, szczególnie w krótkich tekstach. Ale to już bardzo subiektywne. 

w miejscu, do którego powinien trafi dosłownie jak po sznurku.

Książe nie odpowiada, zamyśla się.

Literówki

klaszcze w dłonie.

Chyba niepotrzebny pleonazm. 

 

Kurczę, bardzo sprawnie poprowadzona intryga. I ten świat! Podoba mi się, jak żywa jest w nim mitologia, jak nieustająco obecni bogowie i duchy. Dzięki temu wszystko zdaje się jednocześnie pełnokrwiste i zaczarowane. 

Rzeczywiście całość ma niepokojąco aktualny wydźwięk. Tak jak zauważyli przedmówcy, tekst jest króciutki, a udało się zbudować i ciekawy klimat, i grozę, i wyrazistą postać lekarki. Do tego wszystkiego przebija namacalny brak nadziei i poczucie chaosu. Duże gratulacje!

nie będzie się chciał jej zatrzymać

Pamiętasz, Panienko te hymny na cześć Synusia twego, cudownego, Pana naszego??

Przecinek po Panienko. Czy dwa znaki zapytania są zamierzone?

 

Jakie to opowiadanie jest piękne! Język jest cudownie plastyczny i żywy, wszystko jest niesamowicie zmysłowe i obrazowe. I smutne. Piękne i bolesne przedstawienie starości, podobała mi się też bardzo ta ciągła obecność lasu, jego “żywość”, niemal świadomość. Główna bohaterka wiarygodna i ciekawa, dobrze wpleciony wątek religijności. Bardzo wyrazisty tekst, kurczę, lubię takie klimaty.

Cześć, 

Dzięki za pierwszy komentarz i uważne przejrzenie! Już odnoszę się do uwag :)

 

Każdy hałas odbijał się w głowie Eweliny bolesnym echem i nawet muzyka w słuchawkach nie była w stanie go zagłuszyć. Dziewczyna wcisnęła twarz w mokry szalik i przymknęła powieki.

Tutaj “dziewczyna” miała akurat zaznaczyć podmiot; bałam się, że z poprzedniego zdania może wynikać, że to muzyka wciska twarz w szalik :) 

 

Co do zdania z rzeczonym:

– Patrzysz na krzesło?

Ewelina drgnęła tak gwałtownie, że prawie spadła z siedzenia. Jak nic, mimoza.

– Mmhm, tak. – Spuściła wzrok na rzeczone.

Chodziło o wspomniane w poprzedniej wypowiedzi krzesło; ale może rzeczywiście zdanie rozdzielające sprawia, że można się zgubić.

 

 – Marcin jestem – przedstawił się Marcin.

– Mhm – wydobyła z siebie Ewelina. – Ewelina.

Tu akurat niezgrabność zupełnie zamierzona, miała służyć efektowi komicznemu. 

 

Dlaczego, katowała się rytmicznie, dlaczego, dlaczego nigdy nie potrafię powiedzieć tego co trzeba? 

Jedno zdanie i dwa rodzaje narracji. Nie bardzo też rozumiem, jak można katować się rytmicznie. Jedyne wyjaśnienie to w określonym rytmie. Ale tutaj nie pasuje. Zresztą, gdyby wyrzucić to zdanie, opko niewiele straci. :-)

Rytmiczne katowanie wynikało, w moim zamierzeniu przynajmniej, z rytmicznego powtarzania tego samego słowa; co do dwóch rodzajów narracji – w opowiadaniu dość często używam mowy pozornie zależnej, stąd np. “jakiś” głos (jest “jakiś” dla Eweliny). Chyba w żadnym miejscu narrator nie jest tak naprawdę obiektywny. Nie spotkałam się jeszcze z uwagą, żeby to był błąd, ale zobaczę, co powiedzą ew. inni czytelnicy. 

Postawiłem się na miejscu dziewczyny i zastanowiłem się, czy tak bym się zachował. Czy odkryłbym największą tajemnicę przed kimś kompletnie nieznanym w tramwaju, w sytuacji, kiedy nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Odpowiedź brzmi: nie. Zresztą nierealność tej sytuacji świetnie tłumaczy sam Marcin, tuż po tym, jak pokiwał filozoficznie głową. Gdybyś napisała na przykład, że w oczach było coś magicznego, coś co wdzierało się w umysł, itd. No to może dałoby się to jakoś wytłumaczyć. 

Pisząc tę scenę, widziałam to tak, że właściwie Ewelina bardzo chce się komuś wygadać; dopiero fiasko (zapomniane po kolejnej pętli, ale gdzieś tam podświadomie może pamiętane), sprawia, że się wycofuje przy rozmowach z kolejnymi bohaterami. Pomyślałam też, że niespodziewanie szczere rozmowy z nieznajomymi (czasem łatwiej powiedzieć coś osobie zupełnie z zewnątrz) szczególnie w takiej nieco sennej, nierealnej atmosferze, mogą się zdarzyć; choć prawda, rzadko. Możliwe, że trochę za bardzo pchnęłam to w stronę, która była mi potrzebna dla fabuły :)

 

Uważność przy pisaniu zdań i pilnowanie, czy są potrzebne, to zdecydowanie trafna uwaga.

 

Jeszcze raz dzięki! 

Dopytam: rozumiem, że po oddaniu pracy konkursowej nie można nic poprawiać?

Cześć wszystkim :) Konto na portalu założyłam już jakiś czas temu, tak się jednak złożyło że pozostało nieużywane. Zmieniło się to w związku z kafkowym konkursem i oto, mam nadzieję, zaczynam częstszą aktywność na stronie NF. Niestraszne mi odkrywanie nowych gatunków (zarówno w lekturach jak i własnym pisaniu) i szczere opinie :)

Achilles – Kolun

Adonis – Łosiot

Afrodyta – Thom Ash

Agamemnon – Tarnina

Agni – Tomasz R. Czarny

Amaterasu – wybranietz

Apollo

Artemida – Darrien

Artur – Fizyk111

Aryman – Owca_z_Makowca

Atena

Baal – Król Gniew

Baldur

Baron Samedi – yantri

Bastet – Monique.M

Beowulf

Brunhilda

Cuchulain – Thargone 

Demeter – Zielonka

Eneasz – Żongler

Freya -amade1324

Gilgamesz

Ginewra

Hades – Wilk-Zimowy (gdyby komuś zależało, niech pyta, najlepiej na priv by nie umknęło między komentarzami, bo nie do końca jestem pewien, czy tekst zostanie sfinalizowany)

Hanuman – Nevaz

Hekate

Helena

Hera

Herakles – Realuc

Hermes – Irka_Luz

Ilia Muromiec – wojtas10

Inanna – black_cape

Izanagi i Izanami – Caern

Izyda

Jazon

Kościej Nieśmiertelny – El Lobo Muymalo 

Kriszna – kam_mod

Lancelot

Lawinia

Loki – Blacktom

Medea – Finkla

Merlin – Mr.Maras

Morgan le Fay

Odyn

Odyseusz – Arnubis

Orestes – syf. 

Ozyrys – Rossa

Pan – Asylum

Pandawowie

Perceval [Parsifal] – Madej90

Persefona – Staruch, Artemisia

Posejdon – sylwiel

Quetzalcoatl – WilkBetonowy

Rama/ Sita

Ratatosk – Światowider 

Rhiannon – Majkubar 

Romulus

Set – Naz

Siwa

Tejrezjasz – Dinos

Tezeusz – dogsdumpling

Thor – BearClaw

Thot

Tristan/ Izolda

Wasylissa Przemądra-Zielonka

Zeus – Borowik

Zygfryd

Nowa Fantastyka