Profil użytkownika

Nie betuję tekstów. Jestem zwolennikiem samodzielnego pisania i wyciągania wniosków z komentarzy pod gotowym utworem. Nie znaczy, że betowanie potępiam, każdy ma prawo wyboru własnej ścieżki doskonalenia się.

Jeśli chciałbyś/chciałabyś abym wypowiedział się na temat Twojego opowiadania, daj znać na priv. Na pewno przeczytam.

 

 


komentarze: 2395, w dziale opowiadań: 1776, opowiadania: 912

Ostatnie sto komentarzy

Po takiej reklamie w Hyde Parku nie sposób nie zajrzeć do opowiadania. :)

Ogólnie więcej będzie pochwał, niż negatywów, bo to bardzo dobre opowiadanie. Jednocześnie dobrze wpisujące się w forumowy trend “medium” SF. ;) Oczywiście, to nie jest żaden zarzut, nic z rzeczy typu "napisałaś pod publiczkę", tylko moje prywatne spostrzeżenie po przeczytaniu kilkuset opowiadań na portalu.

Plusy to zdecydowanie konsekwentnie wykreowany świat, który dobrze przemyślałaś i nie ma praktycznie słabych punktów. Ciekawe są odnośniki do "prawdziwych" dokumentów. To coś nowego i przyznam bardzo fajnego. Świetne słownictwo, dobrze wymyślone i wiarygodnie brzmiące gadżety. Można powiedzieć, doskonały świat. Oprócz tego, że jest czarno-biały. To znaczy o hoolywodzkim charakterze, jeśli mogę się podeprzeć porównaniem filmowym. Czyli świat ogólnie ma klapki na oczach, jest zimny, wyrachowany i takie tam, a w nim pojawia się prawy i niewinny człowiek, który próbuje ten świat zmienić. To w skrócie scenariusz pewnie kilkudziesięciu (dobrych) filmów, które widziałem.

I to mój, chyba jedyny, zarzut. Opowiadanie bowiem jest tak dobre, że aż prosi się o nadanie mu drugiego dna, esencjonalnego. Bo doktor manipulant zupełnie za takie robić tu nie może. Skupiasz się mocno na złym świecie i choć podajesz samą informację, że naszego bohatera popiera ponad trzynaście tysięcy osób, to są one "tylko" cyfrą wśród realnych, złych bohaterów, których tworzysz, nawet w epizodycznych rolach, których dopracowujesz, porzucając zupełnie drugą stronę. A szkoda, wielka szkoda. Brakuje mi właśnie odrobiny tej drugiej strony, która zmusiłaby mnie do refleksji, wyciągnięcia jakiś głębszych wniosków oprócz dobrej zabawy z lektury.

Mógłbym się przyczepić do przemiany bohatera, której de facto nie ma. ;) W końcu popełnia on samobójstwo, do końca wierny swoim ideałom. Przynajmniej ja tak to odbieram.

 

To wszystko nie zmienia jednak faktu, że to kawał dobrej literatury, i od strony warsztatowej i fabularnej. Mam tylko nadzieję, ze względu na powyższe uwagi, że piórko nie będzie w stosunku 9:0 i głosy na NIE zmobilizują Cię do jeszcze lepszych tekstów.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo dobre opowiadanie, Chrościsko. Zastanawiałem się, jak wybrniesz z opisu jaskiniowców. Wszak nie można napisać zbyt mądrze, bo wyjdzie nienaturalnie, ani zbyt głupio, bo wyjdzie prostacko. To trudne, ale udało Ci się wyjść z tego wręcz wzorowo. Jest to bowiem opowiadanie pełne dramatów, których jednak nie odczułem. I bardzo dobrze. Gdybyś nadał zbyt współczesne cechy swoim bohaterom, mógłbym bezwiednie się z nimi utożsamiać, albo i nie, mógłbym poczuć antypatię, albo i wrogość. A ja nie czułem zupełnie nic, ani złości, ani specjalnej sympatii. I to właśnie, w takim opowiadaniu, w takich a nie innych czasach, jest ogromną zaletą. Opowieść stała się w i a r y g o d n a. Przynajmniej dla mnie. Brawo.

Betowanych nie nominuję, ale i tak dostaniesz piórko, więc wielkiej straty nie ma.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Pierwsze mini rozdziały są zmontowane. Wszystkich w opowiadaniu jest dwanaście. Nie są co prawda długie, każdy ma kilka minut, ale dużo się w nich dzieje. Także Artur, który jest odpowiedzialny za muzykę i montaż, ma teraz gorący okres w pracy. 

Autor opowiadania miał już możliwość wysłuchania pierwszego rozdziału, ale niestety nie jestem w stanie podać daty premiery.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję za konstruktywne komentarze.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję wszystkim. Barnicjuszu, Mały Słowiku, Michale Pe, pójdzie następnym razem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nowa Loża nie bierze się z kapelusza. Trzeba się dobrze i merytorycznie udzielać cały rok, żeby dostać ten kredyt zaufania.

Sugerujesz, że nowi członkowie Loży nie podołaliby zadaniu?

Z mojej strony to pytanie retoryczne. Zostaję przy swoim zdaniu, też nie wziąłem go z kapelusza.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie przywołuj przykładów nie związanych z tematem.

Naprawdę nie wiesz, co można było zrobić inaczej?

A dlaczego byli członkowie Loży mają zachować plakietkę? Czy ogłoszenie wyników plebiscytu musi być pod koniec lutego? Nie można tego przełożyć o chociażby miesiąc albo i dłużej? Tak, by nowa Loża zapoznała się na spokojnie z opowiadaniami? Aby ten plebiscyt zamykać wraz z innymi sprawami w jednej kadencji każdej Loży? Jakie widzisz w tym trudności?

Myślę, że temat został wyczerpany. Zaraz zaczynają się Fryderki i chciałbym trochę popatrzeć.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

A ja odpowiedziałem i Berylowi i ogółowi:

Czy uznaję sytuację za niewłaściwą?

Tak.

Więc nie wiem, o co  Tobie chodzi.

Mogę mieć własne zdanie, czy muszę płynąć z mainstreamem?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Miałem na myśl Jose i Asylum. Tobie odpowiedziałem.

Odpowiedź będzie krótka. Pomoc to nie jest argument. Chęcią niesienia pomocy można uzasadnić cały rok w Loży i gotowość niesienia pomocy przy takim czy innym plebiscycie albo miesiącu piórkowym.

 

Podczas wyborów do Loży było jasno określone kiedy kończy kadencję stara Loża i kiedy zaczyna nowa.

Myślę, że napisałem zrozumiale. Więc nie wymiguję się od odpowiedzi, bo dawno jej udzieliłem. Nie uciekam, ale nie będę stał i czekał na kolejne drwiny.

 

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Berylu, przyzwyczaiłem się już do Klubu Fajnych Żartownisiów na forum. Niemniej doceniam, że stajesz na wysokości zadania, jako administrator.

Nie kryję zdziwienia, bo przecież w Klubie są osoby, które mienią się dziennikarzami, pracownicy naukowi, a może nawet osoby pracujące i wykładające na uczelni, czy w ogóle piszący, czyli takie, które chcą dotrzeć do drugiego człowieka właśnie słowem.

I tak jak samemu nieraz twardo broniłem swoich ideałów, tak nikogo świadomie nie hejtowałem.

 

Wyraziłem tutaj własne zdanie i wątpliwości. Nic więcej.

 

To mój ostatni wpis, jeśli ktoś jeszcze oczekiwał mojej odpowiedzi, mogę tylko powiedzieć przepraszam, ale już jej nie będzie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Odpowiedź kieruję do Ciebie, Funie. Bo widzisz, gdy przesiejesz ten inteligentny hejt, gdy oddzielisz żartownisiów i sarkazmowców, osoby które będą próbowały umniejszyć stawiany przez Ciebie temat, czy to bagatelizując go, czy też wyolbrzymiając Twoją reakcję, niejednokrotnie poddając bezpośrednim atakom, by umniejszyć w ogóle Twoją osobę. To przekonasz się, że prawdziwych argumentów jest często bardzo mało.

Odpowiedź będzie krótka. Pomoc to nie jest argument. Chęcią niesienia pomocy można uzasadnić cały rok w Loży i gotowość niesienia pomocy przy takim czy innym plebiscycie albo miesiącu piórkowym.

 

Podczas wyborów do Loży było jasno określone kiedy kończy kadencję stara Loża i kiedy zaczyna nowa. Nowy użytkownik wchodzący na forum w tym roku widzi dwunastu członków Loży, co jest niezgodne z prawdą, bowiem może trafić do zakładki redakcja, ale nie musi.

A teraz muszę Cię przeprosić, są jeszcze inne przyjemności i obowiązki poza portalem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

A co takiego jest trudnego w zorganizowaniu elektronicznego plebiscytu, aby musieli pozostać starzy członkowie Loży?

Zobacz, co zrobiliście mimo tak gorącej dyskusji przy okazji ostatnich wyborów. Starzy, zasiedzieli członkowie Loży znaleźli sztuczny obowiązek by można było pozostawić jeszcze jakiś czas innych starych zasiedziałych członków Loży.

Równie dobrze, moglibyście znaleźć jeszcze kilka innych powodów żeby trzymać starych członków cały bieżący rok i pewnie skutecznie to uzasadnić.

Poczytaj sobie, co napisałeś:

Zostałem jednakże poproszony o to,(…)

starzy członkowie zostawali ciut dłużej, by zrealizować to zadanie (…)

czuwać nad przebiegiem plebiscytu(…)

Wczoraj otrzymałem od przewodniczącego Loży informację

Brzmi, jak z jedynej słusznej telewizji.

 

Czy uznaję sytuację za niewłaściwą?

Tak.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Gratulacje! Nie czytałem tylko jednego, to się wkrótce nadrobi. :) Wgryzłeś się, NWMie. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

I wrócę do myśli, którą tu uporczywie lansuję. Opłaca się po stokroć wrzucać swoje opka na portal, a nie gubić w otchłaniach internetowych zinów. Bo tylko tu mogą trafić się tak wspaniałe dyskusje, jak te pod “Czasem mówienia”, pod “Ostrygą” czy tutaj.

A to musiało mi wcześniej umknąć, ale w 100% się z Tobą zgadzam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Oj, tam, Staruchu.

Mam nadzieję, że są jeszcze tacy. Których zmęczyło nic niewnoszące machanie toporami, obrzucanie się fireballami i chcą czasem poczytać o sobie :)

Przecież ja nie mówię, że to musi być od razu lądowanie w Normandii. :)

 

Mniej więcej wiem, co ci się nie podoba. Dokładnie to, co podoba się mnie :D.

A wiesz, że coś w tym musi być. :) Zauważ jednak, że wyraziłem obawę przed napisaniem komentarza, właśnie z tą myślą, żeby Cię nie demotywować. Ale puszczasz uśmieszki, znaczy więc, że nie jest źle. ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Jeśli myślisz, że staniesz, wskażesz mnie palcem i odciągniesz w ten sposób uwagę od własnego, notorycznego parskania śmiechem, to myśleć tak możesz.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Tak?

To proszę wskazać mi chociaż jeden mój komentarz, w którym odnoszę się do konkretnej osoby w sposób personalny i obraźliwy, a nie bronię swoich racji, albo idei.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Trudno przejść obojętnie po kolejnym aroganckim wpisie, Fenrirrze, jakie często serwujesz na portalu. Nie ma to jak przyjść i palnąć swoje trzy grosze. Przyjąłeś sobie niefortunną metodę komunikowania się ze światem. Niefortunną dlatego, że prywatnie możesz być całkiem w porządku gościem, nie wiem tego,  ale komentarzami skutecznie temu przeczysz.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Oj, Staruchu, i tym razem nie przychodzę z dobrym słowem. Przyznaję, że obawiam się trochę pisać komentarz, abyś nie uważał, że sobie Ciebie upatrzyłem i przychodzę się znęcać, ale… opowiadanie nie zachwyciło, w ogóle nie spodobało. Ale od początku.

Jesteś dla mnie idealnym przykładem tego polskiego pisarza obarczonego polską martyrologią, tego, który tworzy bohatera z ciągłym grymasem na twarzy, i coś mi się wydaje, że już to gdzieś u Ciebie pisałem. Ale jak nie pisać, jeśli wprowadzasz swojego bohatera słowami:

 

Mętnie przypomniał sobie, że ktoś bezceremonialnie cisnął go na łóżko. (…)

„Bądź błogosławiony, zbawco”, pomyślał z wdzięcznością i przyssał się do szyjki flaszki, lekceważąc naczynie, a woda, gulgocząc, spływała mu do żołądka. Z wolna, wraz z mijającym pragnieniem i odchodzącymi zawrotami głowy (przypominającymi te z wirówki przeciążeniowej), ogarniało go paskudne uczucie, że coś wczoraj poszło zupełnie nie tak, jak powinno.

I widzę już oczami tego zblazowanego gościa, po przejściach, pełnego doświadczeń, który życie przyjmuje już na spokojnie, który poddał się w wielu sprawach, bo i tak wie, że z systemem nie wygra, ironicznego, kąśliwego. I pytam się, ale skąd? Ale dlaczego akurat taki? Bo może być, i może wchodzić właśnie w takiej scenie, tylko dlaczego prawie zawsze taki? Mam już po dziurki w nosi bohaterów budzących się i zmęczonych życiem na starcie.

Drugi zarzut, a raczej pytanie, to dlaczego opowiadanie skończyło się, zanim się zaczęło? I nie kupuję tej bomby na końcu. To nie bomba, to śliwka wpadająca w kompot i chlapiąca po stole. Acz Twojemu bohaterowi pewnie by to nie przeszkadzało.

Przepraszam Cię za zabarwiony nutą sarkazmu komentarz, ale to dlatego, że w moim mniemaniu, serwujesz ciągle to samo. Pomijam bowiem fakt jakiegoś dialogowego manifestu religijnego. Sam popełniłem kiedyś podobną gafę. Wkładałem idee w słowa bohaterów, zamiast popchnąć ich do działania. A kto chce słuchać ględzenia? I u Ciebie jest to samo, dwie gadające głowy w kajucie, jedna astronauty, sam zwrot "astronauta" jest nietrafiony. Używasz go nie nadając bohaterowi krztyny charakteru, tylko robiąc z niego obojnaka. I klechy, mówiącego coś w sztucznie stylizowanych wypowiedziach.

No lipa, panie, lipa.

I teraz pytanie, które sam sobie stawiam. Czy ten bystry gość, co ma łeb nie od parady, napisze coś ciekawego, czy będzie tułał się wiecznie po tych samych, ogranych schematach?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zgadzam się, publikacje w internecie wymagają trochę innych sposobów przyciągania uwagi czytelnika. Nie mam zaś zdania, czy szkodzą. I ogólnie, czytając na papierze jestem bardziej wyrozumiały, ale to nie wiedzieć czemu. :)

Amberu nie znam, będę musiał zajrzeć.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Może następnym razem, Anet. :) Choć w takim klimacie, to pewnie też nie. ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Tak, jestem z czytelników przywołanych przez Ciebie w pierwszym myślniku, uważam też, że takich jest najwięcej. Chyba nie pisałem tego jeszcze na forum, ale moich opowiadań nie czyta nikt z bliskich, czy ważnych dla mnie w życiu prywatnym osób. Nie chcę by wypowiadał się ktoś przez pryzmat tego, kim jestem, jak myślę i co mam do powiedzenia. W ogóle przez “pryzmat mnie”. 

Najlepiej o tym świadczy powyższy komentarz Funa, po którym zdałem sobie sprawę, że musi znać Cię osobiście, musieliście się widzieć, rozmawiać. I wpłynęło to na jego komentarz. Wpłynęło też na czytanie, które zdaje się było bardziej uważne.

Ja też uwielbiam klimat, świat, niuanse, jeśli to mnie kupi, to i logiki potrafię się nie czepiać. :) Ale nie może być tego zbyt dużo, tych niuansów, by nie zlewały się w strumień świadomości bohatera. Myślę, że zbliżyłeś się tutaj do tej granicy.

Co do “emek”, korzystam z prostego CTRL+F i wyszukuję na całej stronie zwrot “em”, stąd zaznaczyło też “czasem”. :) Dobre narzędzie do wyłapywania powtórzeń. Z tego powodu unikam pierwszej osoby, bardzo rzadko czytam bowiem teksty z umiarkowaną ilością emek, choć czasami się zdarzają.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cóż, Vargu, nie jest tak zadowolony, jak Fun, a właściwie, znacznie mniej. Gdy skończyłem, wpadł mi w oko pierwszy komentarz Finkli, i tak jak zazwyczaj się z nią nie zgadzam, tak tutaj, cóż, moje odczucia są bardzo podobne.

Zacznę jednak od plusów, poprzeplatam trochę zło z dobrem. ;)

Bardzo dobry warsztat, fajnie piszesz, lekko. Rzeczywiście dialogi rzucają się w oczy, aż szkoda, że trochę ich mało, tych zwykłych, nie tych wyjaśniających. I to na tyle, jeśli chodzi o plusy.

Część tekstu skanowałem wzrokiem, przyznaję, inaczej musiałbym porzucić lekturę. Rozwleczone niemiłosiernie, przez kupę czasu nie wiadomo nawet jaki to świat i o co chodzi, więc trudno jest komukolwiek kibicować lub nie, bo nie wiadomo w czym. Są niepotrzebne wstawki w tekście, wręcz całe akapity do wycięcia, jak na przykład ten:

Ludzie, którzy nie mieli nigdy do czynienia z bohemą, a także wielu z tych, którzy mieli, często nie zdają sobie sprawy, że za jej pierwotną, porywającą żywiołowością kryje się pełzająca zawiść. Wszyscy ci artyści, poeci i literaci cierpią po prostu na potworny przerost ambicji. Czerpią od siebie i wyniszczają się, oceniają i zazdroszczą poklasku, nie znosząc skrycie za najmniejsze osiągnięcia. Skłębiona, drżąca esencja istnienia, wypadkowa sprzecznych potrzeb i skrywanych żądz, znacząca swój szlak odpryskami kryształów artystycznego komentarza, nie wolnego jednak od skaz i słabości. Niezwykle inspirujący mechanizm, który przewspaniale obserwowało się znad szklanki dobrego trunku, będąc jednocześnie i wewnątrz stada i poza nim. Ten twórczy kocioł doceniał mnie głównie za mocną głowę i umiejętność wypowiadania się na każdy temat, nawet jeśli w rzeczywistości pojęcie o sztuce miałem blade i dążące do zera. Rozrastało się wręcz we mnie paskudne podejrzenie, że cały ten zgiełk to w istocie hochsztaplerstwo i perfidia podniesiona do absolutu. Cóż, kwestia doświadczenia. W tym świecie pojęcie kultury jawiło się wyłącznie lepkim tworzywem, służącym do realizacji własnych fantazji. Nie chciałbym być źle zrozumiany – nie wyobrażałem sobie towarzystwa lepiej pasującego do mnie. Po prostu takie były fakty.

Blok tekstu, jakiegoś przemyślenia Autora, który wyraźnie odleciał gdzieś myślami.

 

Siada też końcówka. Rozmowa “wyjaśniająca” bohatera z Deenavem zwyczajnie mi się nie podoba. Te zdziwienia i niedowierzania nie przekonały mnie.

To nie jest opowiadanie niełatwe, jak pisze Fun, to opowiadanie męczące. Za bardzo popłynąłeś z głównym bohaterem i jego przemyśleniami. Mógłby ruszyć dupę i więcej robić, zamiast myśleć. Myśleć to ja umiem sam . ;) Przynajmniej mam taką nadzieję.

Na koniec coś, na co często zwracam uwagę przy takiej narracji. Ilość “emków”. U innych zdarza się więcej, ale i w Twoim opowiadaniu trochę ich jest.

 

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo klimatyczne. Dobrze oddałaś wyobcowanie wioski, życia gdzieś na odludziu, choć przy tak małej wyspie i niewielkiej społeczności zaraz zapaliła mi się żarówka z blisko spokrewnionymi związkami i tego konsekwencjami, ale co tam. Nie wszystko musi być opisywane i wyjaśnianie.

Trochę zabrakło mi UFO. Niby jest i niby kluczowe, ale gdybyś dodała ciut więcej danych, czy też innych smaczków, byłbym bardziej zadowolony. Nie ujęło to jednak przyjemności z lektury. Udane opowiadanie, możesz być zadowolona.

Jedynie dwa akapity, które następują po wyłowieniu kosmity, a które w ogóle do niego nie związują, rozbijają w trakcie czytania. Wiesz, jest gruby wątek i nagle przez ładny kawałek tekstu odłożyłaś go na bok.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To już ostatni tekst z konkursu, który miałem jeszcze "do zaliczenia".

Bardzo fajny utwór, krótki i emocjonalny. Świetnie przedstawiłaś nieuchronność zdarzeń, a ja lubię historie zmierzające nieuchronnie ku katastrofie.

Niedopowiedzenia dodają tylko uroku. Dobra robota.

Nie wiem tylko, czy tu:

Zamknęły mu się powieki.

Nie wolałbym “Zamknął powieki”.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zgadzam się z obydwojgiem z Was. Dziękuję, Drakaino, za gruntowne wyjaśnienie zagadnienia. Ja też nie uznałem tego konkretnego zdania za błąd. Usunąłem je, bo jest jednak wyraźnym stwierdzeniem bohatera, jak mi się wydaje, jedynym w tekście. Stąd mi także trochę zgrzytało. Gdyby było jeszcze jedno, czy dwa w takiej ilości znaków, nie widziałbym wskazań, żeby się go pozbywać.

Zapamiętam to na przyszłość.

 

Dzięki, Zauruxorze, za wizytę. Niestety Lacrimosy nie znam, zerknąłem tylko teraz na okładki.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nad warsztatem staram się cały czas pracować. Dzięki za wskazanie potknięć, Councie. Część poprawek naniosłem. Do redaktora jeszcze zdążę, mam nadzieję. Nie chcę, żeby się zbyt mocno umęczył i zniechęcony nic nie wziął. ;) Poza tym, powieść trzeba najpierw napisać.

Cieszę się, że sporo elementów jednak zagrało.

Ps. Kiedy opublikujesz obiecaną krew i flaki?

 

Dziękuję, Fizyku, za dobre słowo.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Wiesz, to nawet ma potencjał. Początek zupełnie mi się nie spodobał, ale później te wybory i konsekwencje były już całkiem do rzeczy. Opowiadanie o UFO przerodziło się w obyczajówkę, ale całkiem klimatyczną.

Generalnie siadły trzy rzeczy: mała wiarygodność pobytu kosmity na Ziemi i jego mentalność wypowiedzi typowego człowieka, ksiądz egzorcysta i tłum łatwo sięgający po morderstwo, i epilog, który wyjaśnia, nawet jakoś tam spójnie, tylko po co?

Gdyby opowiadanie wydłużyć i popracować na psychologią bohaterów mogłoby być całkiem dobre. Może następnym razem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo dobre, Belhaju, bardzo dobre. Widać rzadsze bywanie na portalu dobrze Ci służy. :) Ostatnie opowiadania masz dopracowane i najczęściej przykuwają moją uwagę. Tak jest i z tym. Fajny styl starego fantasy, dobry język w dialogach i ciekawa akcja. Umiejętnie pociągnąłeś walkę z trollem i finał, historia zyskała jakiś poważniejszy wymiar niż zwykła bijatyka. No nie mam się do czego przyczepić.

Podobało mi się.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Trudno będzie w przyszłości o taki bum, jak the Beatles. I tej trudności upatruję nie w samej muzyce, ale w… technologii. Wtedy muzyczną modę narzucały media, nurty muzyczne kreowali nieliczni (nieliczni w skali dzisiejszej – ludzi zajmujących się i promujących muzykę) w radiu i telewizji. I swego rodzaju modą było słuchać tego, co puszczane było w tych mediach, a to samo było “narzucane” milionom.

Media obecne personalizują się. Najpierw przyszedł internet, później smartfony, teraz wchodzi telewizja personalna, patrz Netflix, nie mówiąc o youtube, gdzie nie znajdziesz pewnie nawet dwóch osób spośród miliarda, które oglądają na YT w 100% to samo.

Więc odpowiadając na Twoje pytanie:

Co z dzisiaj zostanie zapamiętane za lat naście?

Odpowiadam, wiele dobrych rzeczy, a nawet bardzo wiele, ale nie w skali, o jakiej myślisz (patrz the Beatles).

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Świetnie, Tenszo. Widzę, że na stałe wchodzisz na łamy NF. Gratulacje papierowej publikacji.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie miałem na myśli dziadka tak dosłownie. ;) Dobrze, że szybko nabierasz wprawy w pisaniu, czeka Cię mniej męczarni, więcej przyjemności. :)

Asylum, przecież jest, w moim ostatnim opku. Dinozaury to był pieszczotliwy komplement. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Sympatyczne, to pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy. Musisz być już niemłody, bo przemycasz do opowiadania muzykę dinozaurów, jakiej zapewne słuchasz, słuchałeś? :) Większość dziadków na forum to robi, jakaś plaga czy co… ;)

To całkiem udany tekst obyczajowy, z domieszką fantastyki, nie za dużo, ale wiara i niewiara w UFO dobrze się u Ciebie sprawdza. Niby nic nowego, początkowe niedowierzanie, przechodzi w sprawdzanie i opadem szczęki na końcu. Czyli standard, ale sensownie podany, z humorem, dla mnie może być. Dodatkowy plus na finał, wyszło ciekawie.

Całościowo opowiadanie nie jest z tych, które głęboko zapadają w pamięci, ale napisane wprawną ręką, bo trzydzieści tysięcy znaków przeczytałem bardzo szybko. 

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję za szczegółową analizę, Jasna Strono. Chciałem osiągnąć efekt, o którym mówisz, czyli opowiadania z gatunku realizmu magicznego. Coś, co będzie mocno zakorzenione w realizmie, ale pozwoli mi poprzez elementy fantastyczne wyolbrzymić cechy charakteru bohaterów. Zależało mi, żeby czytelnik wydział w nich jednak ludzi, wtedy emocje są silniejsze, tak myślę.

Terminologii baletu także użyłem w konkretnym celu. Zakładając, że jest to domena niewielkiego procentu czytelników, dla reszty będzie stanowić coś nieznanego, co w pewien sposób miało zafascynować czytelnika, zaciekawić i wprowadzić czynnik “x”.

Cóż, Celia, pamiętam, że miałem jakieś obawy z nią związane przy pisaniu, ale teraz, po takiej dyskusji, już nie pamiętam, czy myślałem o drewnianych rękach, które jak widać wprowadzają coś więcej, niż reszta elementów, czy o czymś innym.

Co do redaktora, liczę, że kiedyś na niego trafię, ale raczej już przy powieści. Do tego czasu chciałbym doszlifować warsztat, dopracować własną manierę (świadomie nie piszę styl, bo przyjdzie Fun i powie, a nie mówiłem! ;) ) i środowisko, w którym chciałbym się przede wszystkim poruszać.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobra, dobra, Słowiku, chociaż skromność się chwali. Masz świetne umiejętności, a to zaraz po wyobraźni najważniejsze rzecz, można wtedy pisać dużo i o wszystkim. ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cześć, Asylum. Ciekawe pytanie odnośnie Tramonte, ale między innymi po to powstało opowiadanie, by czytelnik zadawał sobie pytania. Dzięki za lekturę i komentarz.

 

Draconis, dlatego właśnie tak lubię niedopowiedzenia w literaturze i otwarte zakończenia. Aby czytelnik wyobraził sobie własną wersję, zinterpretował po swojemu, i przyznaję, że to bardzo ciekawe i inspirujące dla mnie doświadczenie tak czytać, jak to widzicie.

 

Dziękuję za pozytywny odbiór.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Mały Słowik – Szepty Nieboga

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To jest COŚ, Słowiku, bo naprawdę nie potrafię napisać po lekturze tego utworu, mały.

Świetne opowiadanie, to jest literatura wysokich lotów, aż nie mogę się powstrzymać przed odrobiną prywaty w tym miejscu. Wiesz, z dużą trudnością przychodzi mi polemika pod własnymi tekstami. Z jednej strony chciałbym jej unikać, z drugiej, nie potrafię się powstrzymać, żeby nie starać się czegoś wytłumaczyć. Mam nadzieję, że od dziś nie będę miał już tego dylematu, bowiem czytając powyższe komentarze, zdałem sobie sprawę, jak rozmijam się z niektórymi osobami na forum co do gustów w literaturze fantastycznej, i nie tylko z lożownikami tutaj, i nie tylko w związku z tym opowiadaniem, ale w ogóle, z niektórymi osobami w całej społeczności forum. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nie wszystko wszystkim podoba się tak samo, ale nie myślałem, że można się rozmijać wręcz kosmicznie, jeśli nie fantastycznie. ;) Dlatego też, choć zrobiłeś to nieświadomie, dziękuję Ci za to opowiadanie.

Najbardziej zazdroszczę Ci, tak, muszę się do tego przyznać. ;), umiejętności sterowania słowami. I choć zapewne dziwnie brzmi to określenie, jednak najbardziej mi pasuje. Jeśli zarzucasz haczyk, od razu się na niego łapię, jeśli, niby przypadkowo, wrzucasz opis, jest on piękny i dokładny, taki, że wszystko łatwo można sobie wyobrazić, jak dorzucasz dialog, brzmi naturalnie i budzi zaciekawienie, tak, że aż chce się podsłuchać co dalej. No i ten pomysł…

Przyznam Ci się, Mały Słowiku, że teraz sam czuję się mały z tym pomysłem na opko, o którym rozmawialiśmy sobie na PW, rozumiem teraz lepiej dobre rady i jednoczesne wzruszenie ramion.

No świetny ten pomysł, ta dolina, te Samotniki, ci ludzie i Niebóg. A wszystko to okraszasz panem Nesmo Averi de Nubion (kurka, już same imię i nazwisko brzmią świetnie!), egzotycznym, ale jednocześnie pasującym do tego miejsca i ludzi. Charaktery bohaterów, miodzio, niby oparte na znanych schematach, niby rozpoznawalne, niby wiem, co powiedzą i zrobią, a mimo to potrafisz zaskoczyć i słowem i reakcją, a wszystko tniesz ładnie i zaczynasz dokładnie tam, gdzie trzeba.

Zainspirowałeś mnie, bez dwóch zdań. I śmiało mogę nominować, bo chociaż nie nominuję betowanych tekstów, tak tutaj wiem, że to nie jest literatura pomysłów i realizacji tak NWMa jak i Blacktoma. Koledzy gustują w czymś innym.

A dla mnie, to jest literatura, jaką chciałbym widzieć na półkach w księgarniach, to jest drukowalne, pełną gębą.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ok. Wystarczająco dużo nagadaliśmy się na ten temat. Tak jakoś wychodzi, że mimo dawanych sobie obietnic i tak staram się komuś wyjaśnić kolejne opowiadanie. Będę musiał to jeszcze potrenować, znaczy nie opowiadanie w komentarzach.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

A że na portalu publikować nie będziesz… Tym lepiej dla Ciebie. Więcej czasu i energii na donioślejsze publikacje. 

A to już było niefajne. Nie wiem, czy tak bardzo utożsamiasz się z portalem, czy też przejmujesz rolą komentarza piórkowego, ale nie miałem zamiaru Cię urazić.

Widzisz, na portalu gdzie byłem redaktorem, a który obcuje głównie z poezją i prozą obyczajową moje opowiadania okazywały się zbyt fantastyczne, dostawałem komentarze, że czytelnik na fantastyce się nie zna i dlatego nie bardzo potrafi się wypowiedzieć.

Różnimy się co do zacytowanego przeze mnie zdania z Twojego komentarza, bo odpowiedź powyżej mnie nie przekonuje. Cała trójka bohaterów ma cechy wyglądu, które nie występują naturalnie w świecie rzeczywistym, są też organy, jest manekin bez twarzy postrzegany przez dorosłych, jako żywy. W moim poczuciu to wszystko są elementy fantastyczne, i każda z tych cech nie jest przypadkowa, tylko charakteryzuje swojego bohatera.

Arazio – ostre zęby, jak u zwierzęcia – symbol “odgryzania się” się od ludzi, za to, jak go traktują ze względu na wygląd. Sam zaś wygląd, jako symbol prawdziwych ułomności fizycznych, kalectwa, które często skutecznie odstrasza “normalnych” ludzi, a jednocześnie nie ma zupełnie pokrycia w sferze umysłowej.

Furio – wielkie, czarne oczy, jak monstrualne śliwki, które tak często pojawiają się w kreskówkach przy scenach wiążących się z zaufaniem, smutkiem i płaczem, a które reprezentują tu chłopca zapatrzonego i ufnego zarazem.

Celia – z drewnianymi rękoma, jak w powiedzeniu o drewnianym człowieku, która poprzez swoje umiejętności przeciwstawia się takiemu szufladkowaniu.

I samej kukle, która ma podwójne znaczenie. Pierwsze powiązane z samym Tramonte i drugie, kiedy tańczy jak ją chwalą, pozostając jednak kukłą, o czym mówi sam Arezio.

Wszystkie trzy osoby są związane w jakiś sposób ze sztuką, czują tą estetykę i mają “dziwne” cechy. Podkreśliłem to w tekście.

Czy sztuka musi przyciągać samych cudaków? Czy może oni są normalni, a wokół pełno jest tych samych, nienormalnie podobnych do siebie ludzi?

I co mam ci pisać, Thargone, że uczepiłeś się jednych drewnianych rączek i nie zwróciłeś uwagi na resztę, która jednoznacznie wiąże dla mnie całe opowiadanie?

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przyznaję, że jestem zaskoczony tak pozytywnym odbiorem Celii i jeśli nawet rozumiem, skąd potrzeba jej większej roli w opowiadaniu, to nadal uważam, że utwór zyskałby lepszą fabułę, ale utracił część emocji, na rzecz właśnie rozbudowanej fabuły. Tak mi się przynajmniej zdaje. Miałem na celu poruszyć czytelnika stosując przyjętą konwencję, traktując otaczający świat jako tło do opowieści o uczuciach.

Dziękuję, Cephiednomiko, za ciepły odbiór i miłe słowa.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Wiem Berylu, że jesteś bystrym gościem i nie widzę sensu prostowania, że nie o udzielanie się mi chodziło, bo o tym wiesz. Liczę więc, że w przyszłości odpuścisz zaczepki.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Porównujesz ze sobą dwa różne aspekty pod względem psychologicznym, chęć rywalizacji i zapewnia sobie lepszego, dostatniego bytu tanim kosztem, z desperacją ratowania własnego życia.

I chyba mnie nie zrozumiałeś, nie zarzucam, że Twoja sytuacja jest niewiarygodna w ogóle, ale związek przyczynowo-skutkowy jest niedopracowany. Decyzje i reakcje dzieją się zbyt szybko. Dam Ci przykład, bo trzymając się opowiadania, z którym jesteś związany emocjonalnie, możemy nie znaleźć wspólnej płaszczyzny do porozumienia.

Gdy w lesie trafię na dzika oczywiście boję się, jestem wystraszony, ale nie krzyczę od razu “Ludzieeee, ratujcieeee mnie, ginę!”. Jeśli jednak ten dzik nie odejdzie, ruszy na mnie, będzie chciał mnie zaatakować, a ja nie będę mógł wspiąć się na żadne drzewo, uciec przed nim, i poczuję zagrożenie, całkiem możliwe, że zacznę tak wołać. Ale potrzeba do tego trochę większego zagrożenia, niż sama obecność dzika. Mówiąc krótko, mimo, że Twoi bohaterowie są chorzy, reagują decyzjami zbyt szybko, nieadekwatnie do krótkiego upływu czasu i powstającego zagrożenia.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję za obszerny komentarz, Thargone. Cieszę się, że znalazłeś pozytywy, naprawdę i pod tym względem nie ma co dyskutować, ale nie chciałbym, żebyś źle odebrał moją odpowiedź, bo skupię się na zdaniu poniżej i wysuniętych przez Ciebie wnioskach:

Fantastyka jak się patrzy, tyle że znienacka, bez konkretnego związku z resztą.

I może będzie to wyglądać, że jestem niezadowolony z Twojej opinii, ale tak nie jest. Bowiem moja odpowiedź będzie oderwana (po części) od tego opowiadania.

Rozczarowujące są Twoje słowa i wyciągnięte dalej wnioski. Spotkałem się już niejednokrotnie pod moimi i innymi opowiadaniami z opiniami o wątpliwej fantastyce lub jej braku, o brzytwie Lema, którą uważam za wielkie zło. Jak bowiem można świadomie wprowadzać podziały w literaturze? Już samo słowo “podział” nie służy ani nie prowadzi w sztuce do niczego dobrego.

Nie ma dla mnie znaczenia, czy w opowiadaniu z Rambo byłby cyborg, czy nie, czy na długo czy na jedną scenę. Ważny jest dla mnie sam utwór, i to, co tworzy jako całość, jak do mnie przemawia, jakie budzi we mnie emocje i odczucia, a nie czy mieści się w jakimś gatunku, czy też nie.

Przyznam się, że takie jak tu podejście do literatury i fantastyki bardzo zniechęca mnie do publikacji na tym forum. Nie w ogóle do pisania, żebyśmy się dobrze zrozumieli, ale właśnie do publikowania na portalu NF, nie mówiąc o wysyłaniu czegokolwiek do papierowej NF. I robię to tylko i wyłącznie ze względu na społeczność, która prezentuje duże umiejętności pisarskie, warsztatowe, połączone z szeroką wiedzą o świecie i nauce. Nie znalazłem w Polsce lepszego pod tym względem portalu. Bez dwóch zdań to dzięki Wam poprawiłem swój warsztat i umiejętności. Ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. :) I wiem, że jeśli dostanę jedno piórko, drugie, może trzecie, i będę już zadowolony z warsztatu, a rzeczywiście coraz rzadziej dostaję pod tym względem uwagi, to przestanę tu publikować i skupię się już tylko na pisaniu.

Pozdrawiam serdecznie.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Spodobał mi się początek, płynnie i łatwo wprowadzasz czytelnika w wydarzenia, niestety mniej mi się podobało po pierwszym telefonie. Nie wierzę w taki związek przyczynowo-skutkowy. To znaczy po godzinie czy dwóch w zamknięciu i jednej dziwnej rozmowie telefonicznej ludzie zaczynają decydować, kto ma być zdrowy, a kto nie. Takie rozmowy i decyzje wymagają większego przyparcia do muru, to w końcu przymus, a człowiek jest w stanie trochę wytrzymać, zanim zaczyna reagować na przymus. Na pewno nie ulega po godzinie, czy dwóch zwykłego siedzenia w poczekalni. Bo, że są zamknięci, dowiadują się raptem kwadrans przed telefonem. Stąd dalsza historia nie nabrała dla mnie wystarczającej wiarygodności. Może następnym razem.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dlaczego nie kupujecie NF?

Chciałem się kiedyś przekonać, co jest drukowane w NF. Kupiłem od kogoś na allegro sześć numerów NF i cztery wydania specjalne z okresu trzech ostatnich lat. I umęczyłem się lekturą, dosłownie. Pamiętam z nich dwa opowiadania. Jedno polskiego autora o wiedźmach co żyły z “normalnymi” mężami w polskich górach i zagraniczne o pojedynku dwóch tytanów w innej rzeczywistości na Ziemi. Reszty nie pamiętam, albo skanowałem wzrokiem.

Przyznaję, to porządna literatura, ale ciężka, zbyt ciężka.

 

Co wam się podoba w piśmie najbardziej, co najmniej?

Forma wydania, ten papier, te okładki, przyznaję, że zachowanie formy sprzed lat uznaję za atut.

Najmniej podoba mi się praktycznie zerowy kontakt z rzeczywistością, gazeta nie nadąża za postępem, internet traktuje po macoszemu, opowiadania wali na jedno kopyto. Tak to jest SF, ale przydałyby się zjazdy w bok. Brak mi promowania młodych autorów, czy to z konkursów czy innych pomysłów, może nie doskonałych, ale rzeczywistych, gdzieś z pomiędzy zwyczajnych ludzi. A tak? Ilu ludzi z portalu NF zostało wydrukowanych na łamach gazety? Ile lat czekała Finkla na druk?

Ktoś zacznie wymieniać całkiem “sporo ludzi”, ale złotych piórek na portalu nie ma nawet dziesięciu. I pewnie kilku niedodanych tutaj opowiadań, a wszystkich jest ponad sześć tysięcy.

Jak tatuś traktuje dzieci, tak dzieci tatusia. Skoro się omijamy, to się omijamy.

 

Co nowego w piśmie byście widzieli?

Nowa Fantastyka Femele :)

Nowa Fantastyka Wydanie Specjalne Młodzi gniewni :)

 

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

I NF umrze razem z takimi ludźmi, jak Ty, Marasie. I nie przemawia przeze mnie w żadnym wypadku złośliwość, tylko próba zwrócenia uwagi na nieadekwatne albo wręcz żadne przystosowanie się do rynku i nowego odbiorcy. NF nie jest tu wyjątkiem, jest wiele marek, gdzie ma lub miało to miejsce. Konia z rzędem temu, kto mając teraz czterdzieści lat nie miał w swoim życiu komórki firmy Nokia, a gdzie jest ona teraz?

Oczywiście to temat rzeka i nie da się wszystkiego przełożyć 1:1.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zgadzam się z Finklą, co do uznania Autora. Choć wyjaśnienia na Fantazmatach robią wrażenie, to trochę dzielenie włosa na czworo. Zdarzyło mi się poprawiać litery w niektórych dialogach, a w niektórych nie poprawiałem, zależnie od tego, jak sam widziałem dialog. Czy mówiony, czy nie itd.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Początek naprawdę mi się podobał. Mimo, że ten wyjazd ojca i później poszukiwania córki są dosyć oczywiste, biorąc pod uwagę udział opowiadania w konkursie UFO, to i tak brzmią nad wyraz wiarygodnie. I zdziwiłem się brakiem punktów do biblioteki.

Niestety, gdy para dociera do bazy robi się znacznie słabiej i już tak się nie dziwiłem. Postać ojca zupełnie Ci nie wyszła, przepraszam, ale jest wręcz słaba, karykaturalna i mało wiarygodna. On nie brzmi nawet jak szaleniec, bo taką rolę byłbym w stanie zaakceptować, ale zwyczajnie dziwnie. Jego strona psychologiczna jest niespójna. Nie targają nim żadne dylematy. Eksperymenty, które przeprowadza, nie mają jakiegoś złożonego sensu.

Traktuję to jako próbę zszokowania czytelnika, ale bardziej nieudaną, niż zaskakującą. Szkoda, bo początek zapowiadał się nieźle, ale zbyt jednotorowo potraktowałaś wszystko, co się dzieje w bazie.

Tekst jest dobrze napisany, czytałem płynnie i z pełnym zrozumieniem, a to ważne. Bo pomysły można dopracować znacznie szybciej, niż kulawy warsztat.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Pięknie! Gratulacje! I jeszcze okładkę robił Maron, guru wśród polskich grafików okładek. Znaczy treść musi być zacna. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo dobrze, że tak analizujesz własne teksty, to pomaga się rozwijać. Co do wymagań czytelnika, mam swoją, czy też nie swoją, teorię. Jeśli chcemy coś przekazać czytelnikowi, to przede wszystkim, rzecz najważniejsza, ta przed samym pomysłem, realizacją i stylizacją, to świadomość, że czytelnik musi nas zrozumieć. Inaczej tekst będzie bełkotem. I nie mam tu na myśli Twojego opowiadania, a tylko staram się wyjaśnić, dlaczego jedna czy druga osoba pyta o to czy tamto. My, piszący, często zapominamy, że czytelnik nie siedzi w naszej głowie i nie widzi tego, co my widzimy, czyli całego opowiadania i wielu innych spraw związanych z opowiadaniem. Wymyślonego świata, roli postaci itd. I wszystko zależy od tego, jak i ile czytelnikowi przekażemy, bo będzie wiedział dokładnie tyle, ile mu napiszemy. :) Oczywiście w trakcie czytania niektóre rzeczy wynikają później z kontekstu, ale najpierw trzeba do niego doprowadzić. Stąd też zdarzają się infodumpy, gdzie autor próbuje wcisnąć ile się da, żeby czytający miał dosłownie instrukcję obsługi opowiadania, a tak prawdę mówiąc, ilu z nas czyta w ogóle instrukcje obsługi czegokolwiek, a już nie wspomnę o przeczytaniu całej? ;) To też nie tyczy się tego opowiadania. :)

Tak naprawdę, to także moje przypuszczenie, czytelnika obchodzi niewiele, i niewiele musi się dowiedzieć, żeby mieć przyjemność z czytania. To oczywiście generalizowanie, ale zachowanie odpowiednich proporcji między niezbędną informacją, a zbędną, jest kluczowe. :)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo, bardzo. :)

Opowiadanie przypomina mi czasy plemienne na długo przed europejską cywilizacją. Pięknie ujęłaś środowisko tubylców, a niełatwo jest napisać przekonujące dialogi osadzone w zacofanych czasach. Jednak i dla mnie końcówka jest trochę niejasna. Nie byłem pewny, co się dokładnie stało. Przyznaję też, że liczyłem na lepszy wydźwięk finału. 

Ale to drobiazgi, generalnie to bardzo dobre opowiadanie, niewątpliwe ma swój klimat.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

2:1 Wit Stworzyciel.

Jest dla mnie czytelniejszy, z samego doboru słów. I łatwiejszy w zrozumieniu. Doceniam jednak Zaśnięcie, zwłaszcza za Syna Bożego. Ostatecznie zdecydowało to, którego mistrza bardziej polubiłem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Spodek wchłaniający cały młyn to jednak nie miotła, ani nawet czarownica. Nie przekonałeś mnie swoimi przykładami. Rozumiem też wyjaśnienia na początku, choć i tu powinno to lepiej wynikać z tekstu, niż z wyjaśnień pod nim.

Widzę po komentarzach, że mocno bronisz swojego tekstu i to jest ok. Może Ci się podobać taki, jaki jest, wszystko rozbiega się o to, po co piszesz. Jeśli dla własnej satysfakcji to i komentarze nie są Ci niezbędne, jeśli dla czytelnika, to jako czytelnik mówię Ci, że nie wszystko mi się tu podoba. A co z tym zrobisz zależy tylko od Ciebie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Widzę, że postawiłeś przede wszystkim na stylizację i osiągnięcie efektu staropolskiej wsi. Przyznaję, że dobrze się to czytało, lubię takie klimaty. W ogóle, jeśli stylistyka jest dopracowana i konsekwentnie utrzymana w opowiadaniu, czy to staropolskiej wsi, cyberpunku czy dark fantasy. I choć dobrze się czytało, to w paru miejscach przesadziłeś, przez co ucierpiała trochę fabuła, zwłaszcza w pierwszych akapitach.

Choć kroczył żwawo, łapczywie łykając chłodne jesienne powietrze i wydmuchując małe obłoczki pary, przypominająca tunel ścieżka, nad którą konary pobliskich drzew splatały się na kształt kościelnego sklepienia, wciąż nikła w oddali, a porozsiadane na gałęziach czarne ptactwo krakało szyderczo, drwiąc z jego wysiłków. Jeszcze trochę i zapadnie zmrok.

Dlaczego łapczywie łapał powietrze? Miał jakieś problemy z oddychaniem? I naprawdę zauważył konary na kształt kościelnego sklepienia? I z powodu jakich wysiłków krakały szyderczo ptaki? Że idzie? To dla wiejskiego chłopca jakiś wysiłek? 

To jest przykład zdań napisanych dla klimatu, ale od czapy, jeśli chodzi o fabułę. Bo ani idąc chłopak nie powinien się specjalnie zmęczyć, żeby musieć łapczywie łapać powietrze, a gdyby nawet jakoś to uzasadnić, to wysiłek jak widać nie przeszkodził jego artystycznej duszy zauważyć konarów w kształcie kościelnego sklepienia. W mojej opinii jest to wpadka autora, który tak się rozsmakował w klimacie, że zaczął gubić sens wypowiedzi.

Dalej jest lepiej, wprowadzasz jakąś akcję i wszystko ładnie się splata. Pomysł, choć mocno ograny i mało oryginalny, to opisany solidnie i wiarygodnie, jak na UFO. :)

Myślę też, że nie dopracowałeś porteru psychologicznego chłopaka. Z jednej strony, ojciec posyła go na targ w interesach, i to jest całkiem normalne. W dawnych czasach dzieci bardzo szybko zaczynały pracę na gospodarstwie, z drugiej strony, rodzice straszą go babą jagą, a on ciągle powtarza, że musi być grzeczny, jak jakiś kilkulatek. I gdy na końcu widzi już UFO i kosmitów, mógłbyś pokusić się chociaż o cień wątpliwości, że to nie jest jednak czarownica na miotle.

Mimo, że mam jakieś zastrzeżenia, to generalnie opowiadanie mi się podobało i masz klika ode mnie.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że akurat Tobie spodoba się opowiadanie. :) To dla mnie miła niespodzianka.

Rzeczywiście bohater z teledysku jest podobny, te chude nóżki. :) Brak mi tylko beczkowatego ciała.

Sam znalazłem taką postać:

Co prawda ukryte kończyny nie wydają się być chude, ale od czego jest wyobraźnia.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobry kawałek literatury, chociaż w pierwszej chwili, podobnie jak reszta, nie widziałem zbyt dużego związku z UFO.

Z drugiej jednak strony odeszłaś od stereotypu latającego spodka i sumarycznie uważam, że jest to na plus. Jedno opowiadanie, które traktuje latający obiekt trochę inaczej na pewno nie zaszkodzi.

Podobają mi się główne bohaterki, trochę mniej magister Nykom, który jest fajnym przestawieniem fabuły jakoby z punktu widzenia czytelnika, który próbuje się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, ale gdzieś na końcu traci na ważności i nawet przez chwilę jego rola wydawała mi się zbędna, ale tylko przez chwilę. Ostatecznie opowiadanie jest na plus, dobry klimat, wiarygodnie przedstawione środowisko i niebanalne UFO, które nie zawsze musi się kojarzyć z kosmitami.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ach, Dogs, jakże chciałbym budować takie postacie epizodyczne, żeby nikt nie miał wątpliwości. :) Na swoją obronę powiem tylko, że w filmie jest z tym jednak troszkę łatwiej. Jest obraz, widać bohatera, mimikę, zachowanie, czasami nie musi nawet nic mówić. A w słowie pisanym trzeba napisać tyle, żeby czytelnik nie oczekiwał w związku z takim bohaterem wielkich czynów i wpływu na fabułę, a jednocześnie dostrzegł jego potrzebę.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Gratki, gratki.

Widzę, Cieniu, że masz towarzysza w byciu na NIE. Dołączył do Ciebie Jasnostronniczy. ;) A to (chyba) coś nowego.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzięki za wizytę, Ac. Cieszę się, że czuć emocje.

Nie mów “niestety”, to oczywiste, że pewne elementy będziemy postrzegać różnie. Jest kilka osób, które zwróciły uwagę na Celię. Myślę sobie, że to pewien sposób postrzegania opowieści, gdzie każdy powinien mieć swoje miejsce, ważne miejsce, wiązać się z całością opowieści. Ja widzę to inaczej, całkiem możliwe, że to wpływ filmów. Tam zdarzają się sceny z całkiem ciekawymi, epizodycznymi bohaterami, ostatecznie bez znaczenia dla fabuły, ale budujących głównych bohaterów.

Chociażby ta scena w filmie To nie jest kraj dla starych ludzi. Nie ma wpływu na fabułę ani związku z główną akcją. Jest wypełnieniem, buduje osobowość bohatera i tworzy klimat opowieści, ale mogła być rozwiązana na kilka innych sposobów.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przyznaję, że ściągnęła mnie tutaj dyskusja w komentarzach. I tak, jak na początku opowieści wszystko bardzo mi się podobało, zbudowałeś bowiem niesamowitą atmosferę, tak w miarę czytania coraz częściej marszczyłem brwi. Co prawda wydaje mi się, że zrozumiałem wszystko, ale ocierasz się w utworze o strumień świadomości bohatera, a ja chociaż to lubię, to nie targają mną duże emocje. A to w związku z tym, że w takim strumieniu może zdarzyć się wszystko, więc nie do końca będę zaskoczony, być może zdziwiony, a to nie to samo.

W pewien sposób opowiadanie po części ratuje mężczyzna, który wybiegł z Domu za bohaterem i przez chwilę z nim rozmawia. Nadaje opowieści realność, fabułę, jakąś toczącą się akcję, a nie tylko analizę sytuacji. Porównałbym go do “mojej” Celii, Cobold będzie wiedział o co chodzi, czyli bohatera nie jakoś specjalnie ważnego, ale w moim odczuciu, niezbędnego.

Sam pomysł ciekawy i prawdę mówiąc dobrze zrealizowany, tylko mnie osobiście brakuje więcej elementów, które są bezsprzecznie jasne, zrozumiałe dla wszystkich tak samo. Ot, jak ten gość w kapeluszu.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Rozproszą się pasterze jest bardziej dopracowany, jak na drabbla. Forma przypowieści mi odpowiada, choć tylko pierwszy raz cylumfusy czytało się fajnie, drugi i trzeci już jest w drabblu nie potrzebny. Pomysł jest, choć na słowa “ratuj klimat” wzruszam ramionami i sranie też mnie nie rusza. Trafiło się też koślawe zdanie “Dopracowałem swojego cumulofungusa”, co w tak krótkiej formie nie powinno mieć miejsca. Puenty brak, że właściciel się cieszy, jak jego chmurka zwycięża, to rzecz oczywista.

Wybrany, ech, jak można drabbla w formie dialogu wypuścić? Nie leży mi zupełnie taka forma. Czarna owca tutaj już oczywista, aż trochę za bardzo. Finał lepszy niż w Pasterzach, ale ten babol “ucałował klęczącego przed u swych stóp” to wpadka duża.

Oj, widać, że panowie zapracowani i drabble po łepkach wypuścili, na odczepnego, ale po co to pojedynek proponować i przyjmować?

Remis.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

A mnie się podobało. Masz całkiem dobry warsztat i płynnie się to czyta. I chociaż nie przepadam szczególnie za halucynacjami, strumieniami świadomości i tym podobne, to napisałeś tekst zrozumiały, nie przelany bełkotem bohatera, z dobrymi dialogami i ciekawymi bohaterami. Bo właśnie załogą wahadłowca stoi opowiadanie. Zgryzłem zęby tylko na marynarce (sic!), pewnie rodem i wyglądem z Enterprise.

Finał nie jest może zaskakujący, ale czytałem opowiadanie zaciekawiony, co będzie dalej, a to najważniejsze – przykuć uwagę czytelnika. Tak więc robotę uznaję za udaną. ;)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Za trudne tematy bierzesz się, Zygfrydzie. Stąd też krytycznie podchodzę do Twoich opowiadań. Często bowiem motywy i postępowania bohaterów są dla mnie mało wiarygodne. 

Tu jest trochę lepiej pod tym względem. Bowiem wszystko, co wydaje się być niewiarygodne, nieuzasadnione, czy też dziwne w postępowaniu bohaterów, łatwo można wytłumaczyć “inwazją” obcych w umysły ludzi. Sprytne to, nie mogę teraz powiedzieć, że ten czy tamten bohater tak by nie zrobił. Zawsze może być pod wpływem obcego. Sprytne, ale ma też swoją wadę, osłabia emocje. Jeśli bowiem ludzie nie mają wpływu na to, co się z nimi dzieje, wybór nie jest ich wyborem, to znacznie mniej ciekawie (mi) się to czyta. Z drugiej strony bardziej rozwinięta cywilizacja mogłaby tak zrobić, to znaczy manipulować.

Zwróciłem uwagę na dwa fragmenty:

Odrzucała kolejne pomysły, aż został tylko jeden.

Zastanawiam się, ile osób na tysiąc pomyślałoby o UFO, gdyby nie potrafiło sobie wyjaśnić tego, co widzi. Wydaje mi się, że niewiele, raczej przestaliby się nad tym zastanawiać, ale to moje zdanie. 

Gdy szła po schodach, jej uszy zaatakował opis anatomiczno-geograficznych szczegółów wyglądu pewnej kobiety ‒ oczy miała jak pustynia, a usta niczym morze.

Dlaczego uszy, a nie oczy? To jakaś metafora?

 

Najbardziej podobają mi się dialogi dorosłych z dziewczynką, brzmią naturalnie. Co do całości, świetnie się wpisujesz w ramy konkursu, ale fabularnie mnie nie przekonałeś.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ech, Bailoutcie. :) Czyli niech ktoś/ktoś pewnie zrobi? :) Spróbuj tą metodę zastosować do czegokolwiek w pracy czy chociażby w domu. :) Koniec off-topu.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Chrościsko, arbiter zlicza i podaje stan głosowania co jakiś czas.

Jeszcze tu zajrzę.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Młodzieżowy styl to nie jest minus. :) I nie każdy musi postrzegać te opowiadanie tak samo. Mnie tak kojarzą się bohaterowie, którzy są bezkompromisowi, zawsze w działaniu i posiadają szereg umiejętności wykraczające ponad przeciętność.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Monique.M – Dokąd zmierzamy?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zacznę może od plusów, żeby Cię nie zniechęcić. Fajna, dynamiczna opowieść, takie lubię. Wszystko szybko się dzieje, bohaterowie może nie są specjalnie oryginalni, ale wyraziści, łatwo rozpoznawalni, a sam pomysł całkiem ciekawy. Dobrze poprowadziłaś całą historię z Casandrą, bańkami niby mydlanymi i obcymi. To, co mi przeszkadzało, to niedopracowany styl, który osobiście uznałem za młodzieżowy.

Na przykład tutaj:

– Nie, to desperacja. – Eva stanęła naprzeciw mnie. – Ten wirus, bo inaczej nie da się jej określić, jest nie do pokonania. Jak wiele organizacji, takich jak my, już poległo? Ilu ludzi zginęło, próbując ją zniszczyć?

Jakoś pompatycznie brzmią dla mnie takie fragmenty w młodzieżówce. Nie mówię, że nie może być wielkich wydarzeń i wielkich celów do zrealizowania, ale samą “formę” podania informacji wolałbym inną, bez retorycznych pytań (zawsze takich samych) ilu to zginęło i ilu jeszcze zginie.

 

Tu taki drobiazg, skoro zamroczony, to dlaczego tak bystro odpowiada?

Zamroczony upadł na ścieżkę.

– Co ci odwaliło, kobieto! – Przetoczył się na plecy. Spojrzał na mnie załzawionymi z bólu oczami, obmacując tył głowy. – Nie celuj we mnie, wariatko.

W ogóle nie pomyślałem, że Bajt to dziadek, to właśnie przez przyjętą, młodzieżową konwencję.

Bajt zaczął chodzić w tę i z powrotem, szepcząc coś pod nosem. Drżącą ręką zaczesał siwe włosy i poprawił wciąż zsuwające się okulary.

Poniżej wrzuciłaś utopijne informacje. Jak bowiem można identyfikować empatię i zamknąć ją w graniach polecenia? Można próbować, usprawniać, tak mi się wydaje.

Jako zabezpieczenie wgrano jej dwa nadrzędne polecenia – przede wszystkim empatia i posłuszeństwo ludziom.

Ogólnie całkiem niezły tekst, chociaż nie gustuję w stylistyce młodzieżowej. Przede wszystkim stoi wartką akcję, a to lubię.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Skoro nie należysz do grupy, to tym bardziej dziękuję za obszerny komentarz.

Co do Celii, chodzi właśnie o to, że nie wystarczyła rozmowa poza teatrem, chłopiec potrzebował jej wsparcia “na polu bitwy”, u boku. I dobrze zauważyłaś, ich rozmowa już w teatrze do niczego nie prowadzi. Jest pretekstem do jej obecności. I Celia, a przede wszystkim Furio, liczą, że nie trzeba będzie organów sprawdzać, gdyż nie będą już dłużej potrzebne…

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Widzę, że zajrzałeś i tutaj. Dzięki za punkt, chociaż w tym przypadku nie cierpię jakoś z powodu braku biblioteki. Surrealizm nie jest dla wszystkich, zdaję sobie z tego sprawę. Też nie postrzegam utworu, jako opowiadania. Tak jak piszesz, to raczej obraz, który miał poruszyć, a nie zaciekawić, czy wciągnąć fabułą.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Masz rację, NWMie, światotwórstwo po zupełnie przeciętnym przyjęciu Istoty umysłu na razie odłożyłem. Druga sprawa, że żaden pomysł, który mam, nie jest na 40 czy 50 tys znaków, ale coś sam o tym wiesz. ;) Piszę więc ostatnio bardziej z serca niż z głowy.

Z grupą docelową też prawda, ale też nie celuję w nic z szerokim rozmachem, przynajmniej na razie. Fajnie, że łatwo znalazłeś pozytywy, nawet jeśli nie wszystkie podzielasz.

Anet, “już” usuwałem i przywracałem. :) Ostatecznie zostało, a drugie zdanie było wypowiedziane na zasadzie stwierdzenia. Dzięki za wizytę.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Interesujący tekst, Marcinie, chociaż nie pozbawiony wad. Największą jest upchnięcie pomysłu w tej ilości znaków. Stworzyłeś ciekawy świat, ale przez to tekst w dużej mierze jest, może nie dosłownym, ale jednak infodumpem. I trochę irytująca jest ta narracja nijakiego gościa, jak starasz się przedstawić głównego bohatera, a jednocześnie wszystko wiedzącego. Chyba więcej nawet niż ludzie i kosmici razem wzięci. Trochę mnie to irytowało.

Poza tym, to świetny materiał na coś większego. Masz lekką rękę do pisania, dopracowany pomysł, imponujący wręcz w niektórych miejscach dojrzałością i wizją przyszłości. Powiem Ci, że czytało mi się to dużo lepiej, niż na przykład Future Głuchowskiego. Gdzie główny bohater żył w roku 2399 bodajże, a miał mentalność porucznika Borewicza. U Ciebie nie jest może doskonale, ale znacznie lepiej, z mentalnością, pewnym pogodzeniem się z faktami. I to bardzo mi się podobało.

Myślę tylko, że wskoczyłeś za wysoko, jeśli chodzi o opowiadanie na 40 tys. znaków. Co nie zmienia faktu, że to kawał dobrej roboty.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Odkurzam opowiadania z kolejki, a niektóre chwilę czekały. Cieszę się, że dotarłem i tutaj. To specyficzny tekst. Nie ze względu na temat, ale jego realizację. Piszesz o umieraniu jak co najwyżej o zwolnieniu z pracy. Musiałem się przez chwilę przyzwyczajać do takiej fabuły, ale konsekwentnie utrzymujesz ten ton do końca opowiadania i to jest duży plus.

Gdy czytałem zdanie:

Nigdy się nie zastanawiam, nie analizuję, czy ktoś powinien już odejść, czy może dać mu jeszcze szansę.

Myślałem, że wydarzy się właśnie coś przeciwnego, że Twój bohater nie będzie chciał umrzeć kogoś, ale dobrze to rozegrałaś, tak życiowo, historia z Marią brzmi bardzo naturalnie i przekonująco.

To kawałek dobrej literatury, i choć zdanie wyrwane z kontekstu zabrzmiałoby dziwnie, ale podobało mi się to umieranie.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Miło mi, Ando. To duża wartość dla autora, gdy tekst kogoś porusza.

Fajnie, że wpadłeś, Piotrze :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Więc trochę mnie nabrałeś, osobiście nie widzę sensu publikowania tekstów sprzed dziesięciu lat, zwłaszcza powstających w młodym wieku, bo to przepaść psychologiczna u człowieka. Co innego gdyby tekst wrzucił sześćdziesięciolatek, bowiem u człowieka dojrzałego psychika nie zmienia się już tak bardzo. No, ale wrzuciłeś i jest. Jak przeczytam zaległości, to zerknę do Karmy.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bemiku, domyślam się, że ta rzadkość wynika z intensywnego pisania. ;) Tym bardziej cieszę się z Twoich odwiedzin i dobrego słowa.

Miałam wrażenie, że razem z chłopcem zajrzałam przez chwilę za kulisy teatru, zobaczyłam to, co przeczuwałam: że prawdziwi artyści są inni od zwykłych ludzi. I to mi wystarczyło, by przez chwilę poczuć się również taką inną.

Zauważyłaś, więc się udało.

A co do zakończenia, piszę je właśnie dla takich słów. Dziękuję.

 

Reg, tym razem nie wprowadziłem wszystkich sugestii, ale część z tych naniesionych jest ważna.

Doceniam czas, który nad tym spędziłaś. Winna się nie czuj, nie każdy musi wynosić z utworu to samo.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Choć jestem delikatnie rozczarowany drugim fragmentem, to nie da się ukryć, że jest to słowo drukowane. Ba, rzadko to piszę tutaj, na forum, ale ja to słowo chętnie bym kupował. Jest dokładnie takie jak lubię. Fajny byłby zbiór takich opowiadań, nie wiem, czy nie wspominałaś już, że nad tym pracujesz?

Tym razem historii jest tyle, ile powinno być, nie przytłaczasz faktami. A jeśli chodzi o zbiór opowiadań, to osobiście marzy mi się, żeby przeplatała się w nich co jakiś czas jedna historia, a właściwie, jeden wróg, z którym na końcu przyjdzie się Vidocq’owi (jak to odmieniać?) zmierzyć. Ale taki potężny, w walce na śmierć i życie, że trzeba będzie ptysie odstawić na bok. ;)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Piotrze, ten tekst ma olbrzymi potencjał, olbrzymi, ale podszedłeś do niego… egoistycznie. Napisałeś dla siebie, a nie dla mnie, dla czytelnika. Nie mówię, że to coś złego, dla niejednej osoby pisanie jest formą autoterapii, nie wiem jednak, ilu osobom ta terapia pomaga…

Wracając do tekstu, mam wrażenie, że nie reprezentujesz frakcji autoterapeutów, że chciałbyś podzielić się z drugim człowiekiem tym, co masz w głowie, tylko na razie jesteś bezkompromisowy,

…albo leniwy.

Nie łatwo jest pochylić głowę, postarać się dla czytelnika, mieć tą pisarską pokorę, by pisać tak, aby on Cię zrozumiał. Trzeba tu znaleźć wspólny język, trzeba, to konieczność, nie da się tego przeskoczyć, choć skakać będziesz, aż się zesrasz. A warto, bo pomysły masz naprawdę bardzo dobre, tylko forma musi być dla czytelnika zrozumiała. I myślę sobie, że większość z nas wie, jak taka forma powinna wyglądać, tylko najgorzej się przełamać, dopasować, bo dla ludzi zero jedynkowych może się to wiązać z poczuciem fałszu, a ja mówię nie. To strach, to strach pójścia drogą w nieznane, którą widzimy przed sobą, ale boimy się pójść.

Pracuj nad sobą, stań się w części rzemieślnikiem, a osiągniesz efekty, jakich oczekujesz.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Podobało mi się tak samo, jak poprzednia część. Chyba już pisałem, że dialogi wychodzą Ci naturalnie. To rzeczywiście ciekawy pomysł, warty większego wykorzystania.

Gdzieś zauważyłem dłuższą wymianę zdań i określenie Tomka, jako narcystycznego nieudacznika. Przyznaję, że brwi uniosłem wysoko. Pomyślałem też, że z jednej strony dobrze, iż tak się różnimy, skoro widzę tak skrajne interpretacje od mojej. A teraz myślę, że ten narcyz wynika raczej z irytacji, niż rzeczywistej interpretacji.

Piszesz jakąś powieść obyczajową?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cieszę się, Belhaju, że Ci się podobało.

Sztukę spadania znam, ale inspiracją był utwór z przedmowy, i to bardzo silną, gdyż podczas słuchania w głowie pojawił się cały pomysł, włącznie z detalami, i nie wiem, czy gdyby nie ta melodia, tekst w ogóle by powstał, stąd też znalazł się przedmowie. To właśnie muzyka najczęściej mnie inspiruje.

Pablo, fajnie, że Arezio przypadł Ci do gustu. Niejednoznaczne zakończenia to moja słabość, najchętniej kończyłbym tak każde opowiadanie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo ciekawa interpretacja, tylko utwierdza mnie w dalszym utrzymywaniu niedopowiedzeń w tekstach i późniejszym nie wyjaśnianiu.

 

Finklo, magia sławy kosztuje. Prezent od cioci to nie to samo co od Świętego Mikołaja. :) Od razu prestiż rośnie. ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Finklo, to może być dla Ciebie szok… ale Święty Mikołaj istnieje!

Tu masz adres, możesz pojechać, pogadać, przekonać się. ;)

 

Drakaino, Celia może sprawdzić organy ruchu mistrza (nie wewnętrzne), które są z drewna.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzieci potrafią doskonale obserwować otoczenie. Zauważ, że nie wyrażają żadnych mądrości encyklopedycznych, tylko związane z emocjami, uczuciami i zachowaniami. Mówi się, że dziecka nie oszukasz, i to jest prawda, tylko trudniej jest im wyrażać emocje, niż dorosłym.

Rzeczywiście w swoich ostatnich utworach poruszam się po surrealizmie albo realizmie magicznym. Dobrze się w tym czuję.

Akcja i fabuła jest, tylko nie taka, jak lubisz. :) To znaczy nie przypomina… partii szachów. :) Gdzie bohaterów jest więcej, mają swoje role i zdania i miesza się to wszystko w szeregu sytuacji i intryg. :) Wiem, bo zaglądam regularnie do Twojej twórczości, tylko nie zawsze mam coś sensownego do napisania.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobre, dobre, dobre. :) Fajny klimat, aż trochę żałuję tych telefonów, bo pasuje mi świetnie do końca lat osiemdziesiątych. Trafione w punkt dialogi pomiędzy braćmi, spodobały mi się. Dobre otwierające zdanie. :)

Gdy dzieje się coś złego, nie ma nic gorszego niż rodzina.

Ale poniższe podobało mi się najbardziej. :)

Wstaje niepewnie i szuka spodni. Ubiera się szybciej niż się spodziewałem, ale wolniej niż tego potrzebuję.

Dynamiczna akcja, ciekawy pomysł, fajni bohaterowie, także drugoplanowi. Widać, że w obyczajówce czujesz się mocny. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Od miesięcy stawiam na Twój tekst w plebiscycie roku, i nie chcę tu nikogo urazić, ot spełnia wszystkie warunki, według mnie. Choć po moim komentarzu może tego nie widać. :) Ciekawym, czy mam rację. :) Niedługo się okaże.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Gdy przeczytałem, zerknąłem po komentarzach, ale nie dlatego, żebym chciał się upewnić we własnej opinii, tylko sprawdzić, kto przeczytał opowiadanie. Intuicja mnie nie myliła, masz pod tekstem samych mózgowców, forumowych jajogłowych. W dobrym tego słowa znaczeniu, ale to znaczy też, że ograniczone jest grono Twoich odbiorców. Najpierw miałem się zapytać, czy doradzić Ci, jak je poszerzyć, ale zdecydowałem sam, że doradzę. ;)

Jednak najpierw trochę o… skali.

Masz rozmach, nie ma co, zbudowałeś imponujący i ciekawy świat, ale nie dotrzymałeś kroku skali, jaką sam sobie narzuciłeś.

Sigma zaczęła zniżać lot. Współwyznawca z dalekiego kraju porównał ją kiedyś do płaszczki – gdyby te lewitowały, były czerwone i miały rozmiar niewielkiego miasta.

To jest scena przez duże “S”, to nie rozmowa dwóch osób w pokoju, to powierzchnia Sigmy, nie wiem, jakieś dwa kilometry kwadratowe? Do tego wszystko widoczne z pewnej perspektywy? Wow, duże to i nie dziwię się, że nie udało Ci się stworzyć odpowiadającego tej scenie obrazu, bo po przeczytaniu pierwszego fragmentu nie wszystko miałem stworzone w głowie, za dużo tego i za duże. Znaczy, nie, że nie może takie być, ale wymaga to piekielnie dobrego opisu. Duża skala to duże wyzwanie, NWMie, musisz o tym pamiętać.

I wtedy ich zobaczyła. Dwóch mężczyzn, którzy śmieli zniszczyć tę scenę. Starzec i stojący obok trzydziestolatek.

Jeśli Werita stała na wzgórzu, Sigma była wielkości niewielkiego miasta i dziewczyna wszystko to miała w kadrze, jakiej wielkości było tych dwóch panów, żeby zepsuć jej scenę? Główek od zapałek? Czy też stali na wzgórzu i po prostu weszli jej w kadr? Nic o tym nie ma.

Werita wycelowała aparat w pomosty i platformy z namiotami, zawieszone pod brzuchem istoty. Gdy tylko dostrzegła kobietę w białej koszuli i spodniach przewiązanych błękitnym pasem, znów nacisnęła przycisk.

– Mam nadzieję, że nie ujęłaś mnie od złej strony? – powiedziała żartobliwie nowo przybyła, gdy dotarła na platformę wraz z innymi.

Hola, hola, skoro Sigma jest wielkości miasta, to jak Werita znalazła się pod platformą, że maksima coś do niej mówiła? Teleportowała się? Jak się nagle znalazła jakieś 1-2 kilometry bliżej, to znaczy pod Sigmą i namiotami? A to nie wszystko. Równie nagle pojawia się generał, jakby wyjechał zza pobliskiego domu. To jest właśnie kwestia skali, mi coś nie zagrało i trudniej było przez to wyobrazić sobie scenę.

Plusy są takie, jak zwykle. Duży rozmach, wielu bohaterów, ciekawe przyszłościowe gadżety, nazwy własne i takie tam. Już się do tego przyzwyczaiłem i pod tym względem trzymasz poziom, chociaż uważam, że wrzucasz tego wszystkiego za dużo do limitu znaków opowiadania.

A teraz o wspomnianej szerszej publiczności. Żeby osiągnąć efekt “wow” u wszystkich, powinieneś mocniej popracować nad bohaterami. Generalnie wszystkimi, na razie są jak pracownicy firmy informatycznej. ;) Wszyscy mają zadania, każdy inne i każdy zmierza do celu, a cel dla każdego jest określony. To, czego im wszystkim brakuje, a przede wszystkim głównym bohaterom, to d y l e m a t. Tu nikt go nie ma. Werita ma tylko przeszkody na swej drodze, które utrudniają jej życie, ale nie wpływają na nią, nie zmieniają jej, nie zmieniają jej dążenia do celu, czy to świadomie, czy też mniej świadomie. Nie ma zagrożenia, nie ma o kogo się martwić, bo przecież nie o zmarłą matkę czy papierowy dziennik? Stąd też ja nie martwię się o nią. Dziadek ma wyrzuty sumienia, ale to też nie spędza mi snu z powiek. Zaś Rafael to super bohater, tacy zawsze wychodzą z opresji bez szwanku.

Jeśli nie ma więc poważnego, podkreślam, poważnego konfliktu, i nie mam tu na myśli konfliktu zbrojnego, ale dylematu moralnego, niepewności, słabości, trudności wyboru, tak długo nie chwycisz czytelnika za serce.

Musisz rzucić swoich bohaterów na głęboką wodę, a nie na przygodową misję rodem z filmów Star Trek, które są co prawda widowiskowe, ale czy ktoś je oglądając, umiera z jakiegokolwiek powodu ze strachu lub niepewności, co się stanie?

To tylko sugestia, a nie prawda objawiona, ale mnie, do pełni szczęścia brak bohaterów o bardziej złożonych charakterach od strony psychologicznej.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję dwóm nowym czytelniczkom za dobre słowo i odwiedziny. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Całkiem udany debiut, sam pomysł bardzo mi się podoba, z tym restartem żony i córką, ale wymaga dłuższej formy. Mignęło mi, że poprzednicy też narzekali na zbyt krótki utwór i skrócony wątek. To zdecydowanie osłabia emocje i wydźwięk sytuacji. Na takie zwroty akcji, jak masz tutaj, potrzeba więcej znaków. Żeby odpowiednio oddać dramat, najpierw musimy lepiej poznać bohaterów. 

Konkursowo dobrze się wpisujesz.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję, Werweno, to potrafię napisać. Trudno jest mi ułożyć coś sensowniejszego w odpowiedzi na Wasze miłe słowa.

Wickedzie, choć staram się zwracać uwagę na powtórzenia, tym razem umknęły mi przede wszystkim “miały i bysie”. To pewnie z emocji. Dziękuję za wnikliwą łapankę. Część uwag wprowadziłem. Zazdroszczę takiego oka i wiedzy.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Skład się trochę posypał, można było kilkoma zdaniami lepiej to posplatać, bo w taki sen u kierowcy TIRa wierzę. :)

Przed swoim samochodem zobaczył pędzącą z naprzeciwka skodę octavię.

Jak walą światła mało co widać, czy można rozpoznać markę auta? Może, ale po co wprowadzać w tekst?

Opony zapiszczały, auto straciło przyczepność i wylądowało w przydrożnym rowie.

Auto kojarzy mi się z osobówką, i tu mnie zmyliłeś z tym TIRem, który później się pojawia. Warto wspomnieć o tym wcześniej.

jak wylana z papierowego kubka Orlenu kawa wsiąka w jego jeansy.

Ty to chyba lokujesz produkty. ;)

 

Usunąłbym też połowę Krzysztofów, gość jest sam w opowiadaniu, nie sposób go pomylić.

 

Pomysł fajny, ale jak sam się przyznałeś, pisany po łebkach. Gdybyś tam poprawił parę zdań i wyciął kilku Krzyśków to punkta ode mnie dostaniesz . ;)

 

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zobaczę, czy ktoś jeszcze wspomni o linkach, wpadły do głowy na początku, ale pod koniec pisania miałem podobne dylematy, jak Cobold.

Co zaś się tyczy Celii, to taką właśnie planowałem. Jest najlepszą przyjaciółką Furia, jest obok niego, ale nie robi za niego, wspiera, ale nie popycha. Najlepiej będzie posłużyć się przykładem z życia. Ceniony przeze mnie psycholog, Jacek Walkiewicz, powiedział kiedyś, że marzył całe życie o kamperze. I gdy już go było stać, ciągle nie mógł podjąć decyzji. Wtedy żona powiedziała mu jedno zdanie: “Kup, bo całe życie będziesz się zastanawiał, jak to jest mieć kampera”. On to wiedział, ale potrzebował tego jednego zdania, od żony, od przyjaciółki, żeby kupić. Mówił też, że nie kupiłby go, gdyby żona go nie wsparła.

Taka właśnie miała być Celia.

I choć rozumiem Twoje argumenty, Coboldzie, to jednak przedstawiają one zupełnie inny obraz Celii.

Pozdrawiam.

 

 

Dziękuję, Rybaku.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To bardzo dobrze, że piszesz. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję za tak pozytywne komentarze, cieszę się, że opowiadanie Was ujęło.

 

Sy, Coboldzie.

Celia miała być przeciwwagą dla Arezio, kimś, kto jest całkowicie pogodzony z tym, że jest inny (inność pozostawiam tu do własnej interpretacji), kimś, kto jest szczęśliwy.

To od początku miał być teatr dwóch osób, a Celia wsparciem, gdzieś z tyłu, w cieniu. Dołożyłem Coboldzie jedno zdanie, by czytelnik zyskał tą pewność. Zmieniłem też nanolinki, miały być dziełem genialnego umysłu, ale faktycznie, miałem dylemat ze skojarzeniami SF. Ująłem więc trochę tego geniuszu, by został odpowiedni klimat.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nowa Fantastyka