Profil użytkownika

Nie betuję tekstów. Jestem zwolennikiem samodzielnego pisania i wyciągania wniosków z komentarzy pod gotowym utworem. Nie znaczy, że betowanie potępiam, każdy ma prawo wyboru własnej ścieżki doskonalenia się.

Jeśli chciałbyś/chciałabyś abym wypowiedział się na temat Twojego opowiadania, daj znać na priv. Na pewno przeczytam.

 

 


komentarze: 2337, w dziale opowiadań: 1741, opowiadania: 896

Ostatnie sto komentarzy

Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że akurat Tobie spodoba się opowiadanie. :) To dla mnie miła niespodzianka.

Rzeczywiście bohater z teledysku jest podobny, te chude nóżki. :) Brak mi tylko beczkowatego ciała.

Sam znalazłem taką postać:

Co prawda ukryte kończyny nie wydają się być chude, ale od czego jest wyobraźnia.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobry kawałek literatury, chociaż w pierwszej chwili, podobnie jak reszta, nie widziałem zbyt dużego związku z UFO.

Z drugiej jednak strony odeszłaś od stereotypu latającego spodka i sumarycznie uważam, że jest to na plus. Jedno opowiadanie, które traktuje latający obiekt trochę inaczej na pewno nie zaszkodzi.

Podobają mi się główne bohaterki, trochę mniej magister Nykom, który jest fajnym przestawieniem fabuły jakoby z punktu widzenia czytelnika, który próbuje się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, ale gdzieś na końcu traci na ważności i nawet przez chwilę jego rola wydawała mi się zbędna, ale tylko przez chwilę. Ostatecznie opowiadanie jest na plus, dobry klimat, wiarygodnie przedstawione środowisko i niebanalne UFO, które nie zawsze musi się kojarzyć z kosmitami.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ach, Dogs, jakże chciałbym budować takie postacie epizodyczne, żeby nikt nie miał wątpliwości. :) Na swoją obronę powiem tylko, że w filmie jest z tym jednak troszkę łatwiej. Jest obraz, widać bohatera, mimikę, zachowanie, czasami nie musi nawet nic mówić. A w słowie pisanym trzeba napisać tyle, żeby czytelnik nie oczekiwał w związku z takim bohaterem wielkich czynów i wpływu na fabułę, a jednocześnie dostrzegł jego potrzebę.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Gratki, gratki.

Widzę, Cieniu, że masz towarzysza w byciu na NIE. Dołączył do Ciebie Jasnostronniczy. ;) A to (chyba) coś nowego.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzięki za wizytę, Ac. Cieszę się, że czuć emocje.

Nie mów “niestety”, to oczywiste, że pewne elementy będziemy postrzegać różnie. Jest kilka osób, które zwróciły uwagę na Celię. Myślę sobie, że to pewien sposób postrzegania opowieści, gdzie każdy powinien mieć swoje miejsce, ważne miejsce, wiązać się z całością opowieści. Ja widzę to inaczej, całkiem możliwe, że to wpływ filmów. Tam zdarzają się sceny z całkiem ciekawymi, epizodycznymi bohaterami, ostatecznie bez znaczenia dla fabuły, ale budujących głównych bohaterów.

Chociażby ta scena w filmie To nie jest kraj dla starych ludzi. Nie ma wpływu na fabułę ani związku z główną akcją. Jest wypełnieniem, buduje osobowość bohatera i tworzy klimat opowieści, ale mogła być rozwiązana na kilka innych sposobów.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przyznaję, że ściągnęła mnie tutaj dyskusja w komentarzach. I tak, jak na początku opowieści wszystko bardzo mi się podobało, zbudowałeś bowiem niesamowitą atmosferę, tak w miarę czytania coraz częściej marszczyłem brwi. Co prawda wydaje mi się, że zrozumiałem wszystko, ale ocierasz się w utworze o strumień świadomości bohatera, a ja chociaż to lubię, to nie targają mną duże emocje. A to w związku z tym, że w takim strumieniu może zdarzyć się wszystko, więc nie do końca będę zaskoczony, być może zdziwiony, a to nie to samo.

W pewien sposób opowiadanie po części ratuje mężczyzna, który wybiegł z Domu za bohaterem i przez chwilę z nim rozmawia. Nadaje opowieści realność, fabułę, jakąś toczącą się akcję, a nie tylko analizę sytuacji. Porównałbym go do “mojej” Celii, Cobold będzie wiedział o co chodzi, czyli bohatera nie jakoś specjalnie ważnego, ale w moim odczuciu, niezbędnego.

Sam pomysł ciekawy i prawdę mówiąc dobrze zrealizowany, tylko mnie osobiście brakuje więcej elementów, które są bezsprzecznie jasne, zrozumiałe dla wszystkich tak samo. Ot, jak ten gość w kapeluszu.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Rozproszą się pasterze jest bardziej dopracowany, jak na drabbla. Forma przypowieści mi odpowiada, choć tylko pierwszy raz cylumfusy czytało się fajnie, drugi i trzeci już jest w drabblu nie potrzebny. Pomysł jest, choć na słowa “ratuj klimat” wzruszam ramionami i sranie też mnie nie rusza. Trafiło się też koślawe zdanie “Dopracowałem swojego cumulofungusa”, co w tak krótkiej formie nie powinno mieć miejsca. Puenty brak, że właściciel się cieszy, jak jego chmurka zwycięża, to rzecz oczywista.

Wybrany, ech, jak można drabbla w formie dialogu wypuścić? Nie leży mi zupełnie taka forma. Czarna owca tutaj już oczywista, aż trochę za bardzo. Finał lepszy niż w Pasterzach, ale ten babol “ucałował klęczącego przed u swych stóp” to wpadka duża.

Oj, widać, że panowie zapracowani i drabble po łepkach wypuścili, na odczepnego, ale po co to pojedynek proponować i przyjmować?

Remis.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

A mnie się podobało. Masz całkiem dobry warsztat i płynnie się to czyta. I chociaż nie przepadam szczególnie za halucynacjami, strumieniami świadomości i tym podobne, to napisałeś tekst zrozumiały, nie przelany bełkotem bohatera, z dobrymi dialogami i ciekawymi bohaterami. Bo właśnie załogą wahadłowca stoi opowiadanie. Zgryzłem zęby tylko na marynarce (sic!), pewnie rodem i wyglądem z Enterprise.

Finał nie jest może zaskakujący, ale czytałem opowiadanie zaciekawiony, co będzie dalej, a to najważniejsze – przykuć uwagę czytelnika. Tak więc robotę uznaję za udaną. ;)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Za trudne tematy bierzesz się, Zygfrydzie. Stąd też krytycznie podchodzę do Twoich opowiadań. Często bowiem motywy i postępowania bohaterów są dla mnie mało wiarygodne. 

Tu jest trochę lepiej pod tym względem. Bowiem wszystko, co wydaje się być niewiarygodne, nieuzasadnione, czy też dziwne w postępowaniu bohaterów, łatwo można wytłumaczyć “inwazją” obcych w umysły ludzi. Sprytne to, nie mogę teraz powiedzieć, że ten czy tamten bohater tak by nie zrobił. Zawsze może być pod wpływem obcego. Sprytne, ale ma też swoją wadę, osłabia emocje. Jeśli bowiem ludzie nie mają wpływu na to, co się z nimi dzieje, wybór nie jest ich wyborem, to znacznie mniej ciekawie (mi) się to czyta. Z drugiej strony bardziej rozwinięta cywilizacja mogłaby tak zrobić, to znaczy manipulować.

Zwróciłem uwagę na dwa fragmenty:

Odrzucała kolejne pomysły, aż został tylko jeden.

Zastanawiam się, ile osób na tysiąc pomyślałoby o UFO, gdyby nie potrafiło sobie wyjaśnić tego, co widzi. Wydaje mi się, że niewiele, raczej przestaliby się nad tym zastanawiać, ale to moje zdanie. 

Gdy szła po schodach, jej uszy zaatakował opis anatomiczno-geograficznych szczegółów wyglądu pewnej kobiety ‒ oczy miała jak pustynia, a usta niczym morze.

Dlaczego uszy, a nie oczy? To jakaś metafora?

 

Najbardziej podobają mi się dialogi dorosłych z dziewczynką, brzmią naturalnie. Co do całości, świetnie się wpisujesz w ramy konkursu, ale fabularnie mnie nie przekonałeś.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ech, Bailoutcie. :) Czyli niech ktoś/ktoś pewnie zrobi? :) Spróbuj tą metodę zastosować do czegokolwiek w pracy czy chociażby w domu. :) Koniec off-topu.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Chrościsko, arbiter zlicza i podaje stan głosowania co jakiś czas.

Jeszcze tu zajrzę.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Młodzieżowy styl to nie jest minus. :) I nie każdy musi postrzegać te opowiadanie tak samo. Mnie tak kojarzą się bohaterowie, którzy są bezkompromisowi, zawsze w działaniu i posiadają szereg umiejętności wykraczające ponad przeciętność.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Monique.M – Dokąd zmierzamy?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zacznę może od plusów, żeby Cię nie zniechęcić. Fajna, dynamiczna opowieść, takie lubię. Wszystko szybko się dzieje, bohaterowie może nie są specjalnie oryginalni, ale wyraziści, łatwo rozpoznawalni, a sam pomysł całkiem ciekawy. Dobrze poprowadziłaś całą historię z Casandrą, bańkami niby mydlanymi i obcymi. To, co mi przeszkadzało, to niedopracowany styl, który osobiście uznałem za młodzieżowy.

Na przykład tutaj:

– Nie, to desperacja. – Eva stanęła naprzeciw mnie. – Ten wirus, bo inaczej nie da się jej określić, jest nie do pokonania. Jak wiele organizacji, takich jak my, już poległo? Ilu ludzi zginęło, próbując ją zniszczyć?

Jakoś pompatycznie brzmią dla mnie takie fragmenty w młodzieżówce. Nie mówię, że nie może być wielkich wydarzeń i wielkich celów do zrealizowania, ale samą “formę” podania informacji wolałbym inną, bez retorycznych pytań (zawsze takich samych) ilu to zginęło i ilu jeszcze zginie.

 

Tu taki drobiazg, skoro zamroczony, to dlaczego tak bystro odpowiada?

Zamroczony upadł na ścieżkę.

– Co ci odwaliło, kobieto! – Przetoczył się na plecy. Spojrzał na mnie załzawionymi z bólu oczami, obmacując tył głowy. – Nie celuj we mnie, wariatko.

W ogóle nie pomyślałem, że Bajt to dziadek, to właśnie przez przyjętą, młodzieżową konwencję.

Bajt zaczął chodzić w tę i z powrotem, szepcząc coś pod nosem. Drżącą ręką zaczesał siwe włosy i poprawił wciąż zsuwające się okulary.

Poniżej wrzuciłaś utopijne informacje. Jak bowiem można identyfikować empatię i zamknąć ją w graniach polecenia? Można próbować, usprawniać, tak mi się wydaje.

Jako zabezpieczenie wgrano jej dwa nadrzędne polecenia – przede wszystkim empatia i posłuszeństwo ludziom.

Ogólnie całkiem niezły tekst, chociaż nie gustuję w stylistyce młodzieżowej. Przede wszystkim stoi wartką akcję, a to lubię.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Skoro nie należysz do grupy, to tym bardziej dziękuję za obszerny komentarz.

Co do Celii, chodzi właśnie o to, że nie wystarczyła rozmowa poza teatrem, chłopiec potrzebował jej wsparcia “na polu bitwy”, u boku. I dobrze zauważyłaś, ich rozmowa już w teatrze do niczego nie prowadzi. Jest pretekstem do jej obecności. I Celia, a przede wszystkim Furio, liczą, że nie trzeba będzie organów sprawdzać, gdyż nie będą już dłużej potrzebne…

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Widzę, że zajrzałeś i tutaj. Dzięki za punkt, chociaż w tym przypadku nie cierpię jakoś z powodu braku biblioteki. Surrealizm nie jest dla wszystkich, zdaję sobie z tego sprawę. Też nie postrzegam utworu, jako opowiadania. Tak jak piszesz, to raczej obraz, który miał poruszyć, a nie zaciekawić, czy wciągnąć fabułą.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Masz rację, NWMie, światotwórstwo po zupełnie przeciętnym przyjęciu Istoty umysłu na razie odłożyłem. Druga sprawa, że żaden pomysł, który mam, nie jest na 40 czy 50 tys znaków, ale coś sam o tym wiesz. ;) Piszę więc ostatnio bardziej z serca niż z głowy.

Z grupą docelową też prawda, ale też nie celuję w nic z szerokim rozmachem, przynajmniej na razie. Fajnie, że łatwo znalazłeś pozytywy, nawet jeśli nie wszystkie podzielasz.

Anet, “już” usuwałem i przywracałem. :) Ostatecznie zostało, a drugie zdanie było wypowiedziane na zasadzie stwierdzenia. Dzięki za wizytę.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Interesujący tekst, Marcinie, chociaż nie pozbawiony wad. Największą jest upchnięcie pomysłu w tej ilości znaków. Stworzyłeś ciekawy świat, ale przez to tekst w dużej mierze jest, może nie dosłownym, ale jednak infodumpem. I trochę irytująca jest ta narracja nijakiego gościa, jak starasz się przedstawić głównego bohatera, a jednocześnie wszystko wiedzącego. Chyba więcej nawet niż ludzie i kosmici razem wzięci. Trochę mnie to irytowało.

Poza tym, to świetny materiał na coś większego. Masz lekką rękę do pisania, dopracowany pomysł, imponujący wręcz w niektórych miejscach dojrzałością i wizją przyszłości. Powiem Ci, że czytało mi się to dużo lepiej, niż na przykład Future Głuchowskiego. Gdzie główny bohater żył w roku 2399 bodajże, a miał mentalność porucznika Borewicza. U Ciebie nie jest może doskonale, ale znacznie lepiej, z mentalnością, pewnym pogodzeniem się z faktami. I to bardzo mi się podobało.

Myślę tylko, że wskoczyłeś za wysoko, jeśli chodzi o opowiadanie na 40 tys. znaków. Co nie zmienia faktu, że to kawał dobrej roboty.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Odkurzam opowiadania z kolejki, a niektóre chwilę czekały. Cieszę się, że dotarłem i tutaj. To specyficzny tekst. Nie ze względu na temat, ale jego realizację. Piszesz o umieraniu jak co najwyżej o zwolnieniu z pracy. Musiałem się przez chwilę przyzwyczajać do takiej fabuły, ale konsekwentnie utrzymujesz ten ton do końca opowiadania i to jest duży plus.

Gdy czytałem zdanie:

Nigdy się nie zastanawiam, nie analizuję, czy ktoś powinien już odejść, czy może dać mu jeszcze szansę.

Myślałem, że wydarzy się właśnie coś przeciwnego, że Twój bohater nie będzie chciał umrzeć kogoś, ale dobrze to rozegrałaś, tak życiowo, historia z Marią brzmi bardzo naturalnie i przekonująco.

To kawałek dobrej literatury, i choć zdanie wyrwane z kontekstu zabrzmiałoby dziwnie, ale podobało mi się to umieranie.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Miło mi, Ando. To duża wartość dla autora, gdy tekst kogoś porusza.

Fajnie, że wpadłeś, Piotrze :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Więc trochę mnie nabrałeś, osobiście nie widzę sensu publikowania tekstów sprzed dziesięciu lat, zwłaszcza powstających w młodym wieku, bo to przepaść psychologiczna u człowieka. Co innego gdyby tekst wrzucił sześćdziesięciolatek, bowiem u człowieka dojrzałego psychika nie zmienia się już tak bardzo. No, ale wrzuciłeś i jest. Jak przeczytam zaległości, to zerknę do Karmy.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bemiku, domyślam się, że ta rzadkość wynika z intensywnego pisania. ;) Tym bardziej cieszę się z Twoich odwiedzin i dobrego słowa.

Miałam wrażenie, że razem z chłopcem zajrzałam przez chwilę za kulisy teatru, zobaczyłam to, co przeczuwałam: że prawdziwi artyści są inni od zwykłych ludzi. I to mi wystarczyło, by przez chwilę poczuć się również taką inną.

Zauważyłaś, więc się udało.

A co do zakończenia, piszę je właśnie dla takich słów. Dziękuję.

 

Reg, tym razem nie wprowadziłem wszystkich sugestii, ale część z tych naniesionych jest ważna.

Doceniam czas, który nad tym spędziłaś. Winna się nie czuj, nie każdy musi wynosić z utworu to samo.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Choć jestem delikatnie rozczarowany drugim fragmentem, to nie da się ukryć, że jest to słowo drukowane. Ba, rzadko to piszę tutaj, na forum, ale ja to słowo chętnie bym kupował. Jest dokładnie takie jak lubię. Fajny byłby zbiór takich opowiadań, nie wiem, czy nie wspominałaś już, że nad tym pracujesz?

Tym razem historii jest tyle, ile powinno być, nie przytłaczasz faktami. A jeśli chodzi o zbiór opowiadań, to osobiście marzy mi się, żeby przeplatała się w nich co jakiś czas jedna historia, a właściwie, jeden wróg, z którym na końcu przyjdzie się Vidocq’owi (jak to odmieniać?) zmierzyć. Ale taki potężny, w walce na śmierć i życie, że trzeba będzie ptysie odstawić na bok. ;)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Piotrze, ten tekst ma olbrzymi potencjał, olbrzymi, ale podszedłeś do niego… egoistycznie. Napisałeś dla siebie, a nie dla mnie, dla czytelnika. Nie mówię, że to coś złego, dla niejednej osoby pisanie jest formą autoterapii, nie wiem jednak, ilu osobom ta terapia pomaga…

Wracając do tekstu, mam wrażenie, że nie reprezentujesz frakcji autoterapeutów, że chciałbyś podzielić się z drugim człowiekiem tym, co masz w głowie, tylko na razie jesteś bezkompromisowy,

…albo leniwy.

Nie łatwo jest pochylić głowę, postarać się dla czytelnika, mieć tą pisarską pokorę, by pisać tak, aby on Cię zrozumiał. Trzeba tu znaleźć wspólny język, trzeba, to konieczność, nie da się tego przeskoczyć, choć skakać będziesz, aż się zesrasz. A warto, bo pomysły masz naprawdę bardzo dobre, tylko forma musi być dla czytelnika zrozumiała. I myślę sobie, że większość z nas wie, jak taka forma powinna wyglądać, tylko najgorzej się przełamać, dopasować, bo dla ludzi zero jedynkowych może się to wiązać z poczuciem fałszu, a ja mówię nie. To strach, to strach pójścia drogą w nieznane, którą widzimy przed sobą, ale boimy się pójść.

Pracuj nad sobą, stań się w części rzemieślnikiem, a osiągniesz efekty, jakich oczekujesz.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Podobało mi się tak samo, jak poprzednia część. Chyba już pisałem, że dialogi wychodzą Ci naturalnie. To rzeczywiście ciekawy pomysł, warty większego wykorzystania.

Gdzieś zauważyłem dłuższą wymianę zdań i określenie Tomka, jako narcystycznego nieudacznika. Przyznaję, że brwi uniosłem wysoko. Pomyślałem też, że z jednej strony dobrze, iż tak się różnimy, skoro widzę tak skrajne interpretacje od mojej. A teraz myślę, że ten narcyz wynika raczej z irytacji, niż rzeczywistej interpretacji.

Piszesz jakąś powieść obyczajową?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cieszę się, Belhaju, że Ci się podobało.

Sztukę spadania znam, ale inspiracją był utwór z przedmowy, i to bardzo silną, gdyż podczas słuchania w głowie pojawił się cały pomysł, włącznie z detalami, i nie wiem, czy gdyby nie ta melodia, tekst w ogóle by powstał, stąd też znalazł się przedmowie. To właśnie muzyka najczęściej mnie inspiruje.

Pablo, fajnie, że Arezio przypadł Ci do gustu. Niejednoznaczne zakończenia to moja słabość, najchętniej kończyłbym tak każde opowiadanie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo ciekawa interpretacja, tylko utwierdza mnie w dalszym utrzymywaniu niedopowiedzeń w tekstach i późniejszym nie wyjaśnianiu.

 

Finklo, magia sławy kosztuje. Prezent od cioci to nie to samo co od Świętego Mikołaja. :) Od razu prestiż rośnie. ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Finklo, to może być dla Ciebie szok… ale Święty Mikołaj istnieje!

Tu masz adres, możesz pojechać, pogadać, przekonać się. ;)

 

Drakaino, Celia może sprawdzić organy ruchu mistrza (nie wewnętrzne), które są z drewna.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzieci potrafią doskonale obserwować otoczenie. Zauważ, że nie wyrażają żadnych mądrości encyklopedycznych, tylko związane z emocjami, uczuciami i zachowaniami. Mówi się, że dziecka nie oszukasz, i to jest prawda, tylko trudniej jest im wyrażać emocje, niż dorosłym.

Rzeczywiście w swoich ostatnich utworach poruszam się po surrealizmie albo realizmie magicznym. Dobrze się w tym czuję.

Akcja i fabuła jest, tylko nie taka, jak lubisz. :) To znaczy nie przypomina… partii szachów. :) Gdzie bohaterów jest więcej, mają swoje role i zdania i miesza się to wszystko w szeregu sytuacji i intryg. :) Wiem, bo zaglądam regularnie do Twojej twórczości, tylko nie zawsze mam coś sensownego do napisania.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobre, dobre, dobre. :) Fajny klimat, aż trochę żałuję tych telefonów, bo pasuje mi świetnie do końca lat osiemdziesiątych. Trafione w punkt dialogi pomiędzy braćmi, spodobały mi się. Dobre otwierające zdanie. :)

Gdy dzieje się coś złego, nie ma nic gorszego niż rodzina.

Ale poniższe podobało mi się najbardziej. :)

Wstaje niepewnie i szuka spodni. Ubiera się szybciej niż się spodziewałem, ale wolniej niż tego potrzebuję.

Dynamiczna akcja, ciekawy pomysł, fajni bohaterowie, także drugoplanowi. Widać, że w obyczajówce czujesz się mocny. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Od miesięcy stawiam na Twój tekst w plebiscycie roku, i nie chcę tu nikogo urazić, ot spełnia wszystkie warunki, według mnie. Choć po moim komentarzu może tego nie widać. :) Ciekawym, czy mam rację. :) Niedługo się okaże.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Gdy przeczytałem, zerknąłem po komentarzach, ale nie dlatego, żebym chciał się upewnić we własnej opinii, tylko sprawdzić, kto przeczytał opowiadanie. Intuicja mnie nie myliła, masz pod tekstem samych mózgowców, forumowych jajogłowych. W dobrym tego słowa znaczeniu, ale to znaczy też, że ograniczone jest grono Twoich odbiorców. Najpierw miałem się zapytać, czy doradzić Ci, jak je poszerzyć, ale zdecydowałem sam, że doradzę. ;)

Jednak najpierw trochę o… skali.

Masz rozmach, nie ma co, zbudowałeś imponujący i ciekawy świat, ale nie dotrzymałeś kroku skali, jaką sam sobie narzuciłeś.

Sigma zaczęła zniżać lot. Współwyznawca z dalekiego kraju porównał ją kiedyś do płaszczki – gdyby te lewitowały, były czerwone i miały rozmiar niewielkiego miasta.

To jest scena przez duże “S”, to nie rozmowa dwóch osób w pokoju, to powierzchnia Sigmy, nie wiem, jakieś dwa kilometry kwadratowe? Do tego wszystko widoczne z pewnej perspektywy? Wow, duże to i nie dziwię się, że nie udało Ci się stworzyć odpowiadającego tej scenie obrazu, bo po przeczytaniu pierwszego fragmentu nie wszystko miałem stworzone w głowie, za dużo tego i za duże. Znaczy, nie, że nie może takie być, ale wymaga to piekielnie dobrego opisu. Duża skala to duże wyzwanie, NWMie, musisz o tym pamiętać.

I wtedy ich zobaczyła. Dwóch mężczyzn, którzy śmieli zniszczyć tę scenę. Starzec i stojący obok trzydziestolatek.

Jeśli Werita stała na wzgórzu, Sigma była wielkości niewielkiego miasta i dziewczyna wszystko to miała w kadrze, jakiej wielkości było tych dwóch panów, żeby zepsuć jej scenę? Główek od zapałek? Czy też stali na wzgórzu i po prostu weszli jej w kadr? Nic o tym nie ma.

Werita wycelowała aparat w pomosty i platformy z namiotami, zawieszone pod brzuchem istoty. Gdy tylko dostrzegła kobietę w białej koszuli i spodniach przewiązanych błękitnym pasem, znów nacisnęła przycisk.

– Mam nadzieję, że nie ujęłaś mnie od złej strony? – powiedziała żartobliwie nowo przybyła, gdy dotarła na platformę wraz z innymi.

Hola, hola, skoro Sigma jest wielkości miasta, to jak Werita znalazła się pod platformą, że maksima coś do niej mówiła? Teleportowała się? Jak się nagle znalazła jakieś 1-2 kilometry bliżej, to znaczy pod Sigmą i namiotami? A to nie wszystko. Równie nagle pojawia się generał, jakby wyjechał zza pobliskiego domu. To jest właśnie kwestia skali, mi coś nie zagrało i trudniej było przez to wyobrazić sobie scenę.

Plusy są takie, jak zwykle. Duży rozmach, wielu bohaterów, ciekawe przyszłościowe gadżety, nazwy własne i takie tam. Już się do tego przyzwyczaiłem i pod tym względem trzymasz poziom, chociaż uważam, że wrzucasz tego wszystkiego za dużo do limitu znaków opowiadania.

A teraz o wspomnianej szerszej publiczności. Żeby osiągnąć efekt “wow” u wszystkich, powinieneś mocniej popracować nad bohaterami. Generalnie wszystkimi, na razie są jak pracownicy firmy informatycznej. ;) Wszyscy mają zadania, każdy inne i każdy zmierza do celu, a cel dla każdego jest określony. To, czego im wszystkim brakuje, a przede wszystkim głównym bohaterom, to d y l e m a t. Tu nikt go nie ma. Werita ma tylko przeszkody na swej drodze, które utrudniają jej życie, ale nie wpływają na nią, nie zmieniają jej, nie zmieniają jej dążenia do celu, czy to świadomie, czy też mniej świadomie. Nie ma zagrożenia, nie ma o kogo się martwić, bo przecież nie o zmarłą matkę czy papierowy dziennik? Stąd też ja nie martwię się o nią. Dziadek ma wyrzuty sumienia, ale to też nie spędza mi snu z powiek. Zaś Rafael to super bohater, tacy zawsze wychodzą z opresji bez szwanku.

Jeśli nie ma więc poważnego, podkreślam, poważnego konfliktu, i nie mam tu na myśli konfliktu zbrojnego, ale dylematu moralnego, niepewności, słabości, trudności wyboru, tak długo nie chwycisz czytelnika za serce.

Musisz rzucić swoich bohaterów na głęboką wodę, a nie na przygodową misję rodem z filmów Star Trek, które są co prawda widowiskowe, ale czy ktoś je oglądając, umiera z jakiegokolwiek powodu ze strachu lub niepewności, co się stanie?

To tylko sugestia, a nie prawda objawiona, ale mnie, do pełni szczęścia brak bohaterów o bardziej złożonych charakterach od strony psychologicznej.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję dwóm nowym czytelniczkom za dobre słowo i odwiedziny. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Całkiem udany debiut, sam pomysł bardzo mi się podoba, z tym restartem żony i córką, ale wymaga dłuższej formy. Mignęło mi, że poprzednicy też narzekali na zbyt krótki utwór i skrócony wątek. To zdecydowanie osłabia emocje i wydźwięk sytuacji. Na takie zwroty akcji, jak masz tutaj, potrzeba więcej znaków. Żeby odpowiednio oddać dramat, najpierw musimy lepiej poznać bohaterów. 

Konkursowo dobrze się wpisujesz.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję, Werweno, to potrafię napisać. Trudno jest mi ułożyć coś sensowniejszego w odpowiedzi na Wasze miłe słowa.

Wickedzie, choć staram się zwracać uwagę na powtórzenia, tym razem umknęły mi przede wszystkim “miały i bysie”. To pewnie z emocji. Dziękuję za wnikliwą łapankę. Część uwag wprowadziłem. Zazdroszczę takiego oka i wiedzy.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Skład się trochę posypał, można było kilkoma zdaniami lepiej to posplatać, bo w taki sen u kierowcy TIRa wierzę. :)

Przed swoim samochodem zobaczył pędzącą z naprzeciwka skodę octavię.

Jak walą światła mało co widać, czy można rozpoznać markę auta? Może, ale po co wprowadzać w tekst?

Opony zapiszczały, auto straciło przyczepność i wylądowało w przydrożnym rowie.

Auto kojarzy mi się z osobówką, i tu mnie zmyliłeś z tym TIRem, który później się pojawia. Warto wspomnieć o tym wcześniej.

jak wylana z papierowego kubka Orlenu kawa wsiąka w jego jeansy.

Ty to chyba lokujesz produkty. ;)

 

Usunąłbym też połowę Krzysztofów, gość jest sam w opowiadaniu, nie sposób go pomylić.

 

Pomysł fajny, ale jak sam się przyznałeś, pisany po łebkach. Gdybyś tam poprawił parę zdań i wyciął kilku Krzyśków to punkta ode mnie dostaniesz . ;)

 

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zobaczę, czy ktoś jeszcze wspomni o linkach, wpadły do głowy na początku, ale pod koniec pisania miałem podobne dylematy, jak Cobold.

Co zaś się tyczy Celii, to taką właśnie planowałem. Jest najlepszą przyjaciółką Furia, jest obok niego, ale nie robi za niego, wspiera, ale nie popycha. Najlepiej będzie posłużyć się przykładem z życia. Ceniony przeze mnie psycholog, Jacek Walkiewicz, powiedział kiedyś, że marzył całe życie o kamperze. I gdy już go było stać, ciągle nie mógł podjąć decyzji. Wtedy żona powiedziała mu jedno zdanie: “Kup, bo całe życie będziesz się zastanawiał, jak to jest mieć kampera”. On to wiedział, ale potrzebował tego jednego zdania, od żony, od przyjaciółki, żeby kupić. Mówił też, że nie kupiłby go, gdyby żona go nie wsparła.

Taka właśnie miała być Celia.

I choć rozumiem Twoje argumenty, Coboldzie, to jednak przedstawiają one zupełnie inny obraz Celii.

Pozdrawiam.

 

 

Dziękuję, Rybaku.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To bardzo dobrze, że piszesz. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję za tak pozytywne komentarze, cieszę się, że opowiadanie Was ujęło.

 

Sy, Coboldzie.

Celia miała być przeciwwagą dla Arezio, kimś, kto jest całkowicie pogodzony z tym, że jest inny (inność pozostawiam tu do własnej interpretacji), kimś, kto jest szczęśliwy.

To od początku miał być teatr dwóch osób, a Celia wsparciem, gdzieś z tyłu, w cieniu. Dołożyłem Coboldzie jedno zdanie, by czytelnik zyskał tą pewność. Zmieniłem też nanolinki, miały być dziełem genialnego umysłu, ale faktycznie, miałem dylemat ze skojarzeniami SF. Ująłem więc trochę tego geniuszu, by został odpowiedni klimat.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Drakaino, bardzo dziękuję.

 

Dziękuję także za trafne uwagi, większość naniosłem.

I Tobie, Łosiotrze, za miłe słowa.

 

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Komentarz Asylum rzeczywiście podszyty jest dużą dozą irytacji, ale całkiem rzeczowo na niego odpowiedziałeś, Wisielcze, choć nie bez dozy emocji. ;)

Zgadzam się też z Twoim ostatnim zdaniem.

Tyle tylko, że minęło pół roku, a na profilu u Ciebie widzę tylko jedno opko więcej, i to bez punktów do biblioteki, a Ty nadal żyjesz Seleukosem. Widać, bo na bieżąco odpowiadasz na komentarze.

Czas już ruszyć cztery litery i zabrać się do roboty.

Przyda się to także Twojemu obrońcy, bo buja się drugi rok w Loży, a na profilu opka owszem, całkiem, całkiem, nawet ostatni szort bardzo dobry, ale tego coś wielkiego to się chyba nie doczekam.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, nie odbieram personalnie. Staram się odpowiadać na każdą wątpliwość, jaka pojawi się w kontekście konkursu, jeśli ją tylko zauważę.

Czy te zdania się wzajemnie nie wykluczają? ;)

Dajmy już spokój, bo naofftopowaliśmy tu Syfowi.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Fajne to, Layv. :) I stylizacja mi się podoba i temat, a tym bardziej, jak jest dobrze skrojony. :) Zastanawiam się, czy nawiązania do wiary wpadły przypadkiem, czy są zamierzone. Myślę, że osoby związane z fundacją statystycznie częściej rozważają temat wiary, niż osoby postronne. Tak mi się wydaje, i z tego powodu to szort całkiem trafiony. Nawet eutanazję sprytnie tu wplotłaś. Podobało mi się.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Wilku, mam wrażenie, że odbierasz to personalnie, przecież nie Ty napisałeś te czy inne opowiadanie. A ja pisałem, że temat jest bardzo dobrze trafiony. I mam nadzieję, że jest jasne, iż nie kieruję żadnych obiekcji co do konkursu.

A to, że uważam jedno czy drugie opowiadanie za nietrafione, to moja subiektywna opinia i nie przekonały mnie Twoje argumenty. A dyskusja o szerokiej grupie docelowej to gdybanie. Trzeba by zrobić badanie, chociaż na kilkudziesięciu osobach reprezentujących różne środowiska i sprawdzić na przykład ilu osobom podobałoby się to czy inne opowiadanie. Jeśli wynik byłby pół na pół, ok. Utwór pasuje do szerokiej grupy docelowej. Jednak jeśli na 50 osób spodoba się tylko 3-4 osobom, znaczyłoby, że utwór jest nietrafiony, a nie że grupa docelowa jest “szeroka”.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Pięknie, Chrościsko, pięknie. Kolejny przykład świetnego szorta konkursowego. Wciągają od razu pierwsze zdania. Troszkę w dialogu dopowiadasz, żeby czytelnik wiedział co i jak, nie gubiąc przy tym nostalgicznego klimatu. Pokazujesz podróż kosmiczną z różnych perspektyw i indywidualnych potrzeb, a to coś zupełnie naturalnego u człowieka, znacznie bardziej niż gdyby wszyscy stali na baczność i patrzyli zgodnie w jednym kierunku.

Ludzkie i przekonujące. Bardzo dobry utwór.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

None – Nadchodzi sen

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To też sformułowałbym dialog inaczej, niż “nie możemy go obudzić”, bo wybudzanie to działanie o dłuższym zakresie działania, niż nagła akcja.

“Jest nieprzytomny, to może być śpiączka hipoglikemiczna”, “Stracił przytomność, mógł wpaść w śpiączkę!”, coś w bardziej oddającego realia akcji na miejscu.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Już myślałem, że będę czepiał się tego infodumpa, tym bardziej, że ciągnął się prawie do samego końca. Nie widziałem uzasadnienia, ale finał nadaje mu zupełnie inne znaczenie i przyznaję, że dobrze pasuje taki potok myśli. :)

Przyczepię się do końcówki. Z pierwszego dialogu wynika, że akcja jest nagła, więc nie ma mowy, aby ktokolwiek postawił tezę, że jest to śpiączka. O śpiączce decyduje szereg badań (po nieudanych próbach wybudzenia, braku kontaktu z pacjentem przez kilka tygodni) i konsylium. Na miejscu można co najwyżej stwierdzić, że pacjent jest nieprzytomny. Gdybyś chciał utrzymać kontekst śpiączki, mogłoby to wyglądać tak:

– …przedawkował insulinę… – szczebiotał jakiś wihajster w komnacie ministra rozpoznawania mowy.

– …nie możemy go wybudzić , chyba jest w śpiączce… – mamrotał jego bliźniak.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zgadzam się, że sen to sen, ale nie o tym była dyskusja. 

Grupa docelowa jest inna.

Co znaczy, że grupa docelowa jest inna? Według kogo jest inna? 

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Czy chcesz, czy nie, Wilku, powiązanie konkursu  z dziećmi autystycznymi, z Synapsisem, nawet tylko w roli beneficjenta, a już szczególnie przy tak trafnym temacie konkursu, przywodzi dosyć jasne oczekiwania społeczne, co też się może w takiej antologii znaleźć. I będą one podobne zarówno u rodziców, jak i czytelników sięgających po tą antologię. To, co sam myślisz, ma tu niewielkie znaczenie, i nie piszę tego, żeby w jakikolwiek sposób umniejszyć Twój wkład.

Dobrze, że nie dodałeś tego opowiadania do antologii, z całym szacunkiem dla Ciebie i Autora, nie wyobrażam sobie, że można dotrzeć do ludzi, którzy nie słyszeli o fundacji, przy pomocy tryskającego członka.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Niech pomyślę. Gdybym był rodzicem z autystycznym dzieckiem, związanym dodatkowo z fundacją Synapsis lub gdybym pracował, cz w inny sposób był związany z fundacją, ciekawe czego oczekiwałbym od konkursu literackiego, powiązanego z fundacją, którego tytuł jest jakże wymowny i trafny w tym przypadku – W głębi snów. Czy opowiadania pokroju Issandera, czy sterczącego członka Hymenesa.

Brak na końcu znaku zapytania nie jest tu przeoczeniem, to nie było pytanie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie wiem, Syfie, jak doszedłeś połączyłeś Synapsis i chore dzieci z tryskającym Hymenosem, ale nic mnie już na portalu nie zdziwi, chyba.

Nie mówię, że nie można o tym pisać, że utwór jest słaby, bo jest dobry, ale z konkursem łączy go, w tym przypadku tylko sen i nic więcej.

Może innym razem. Teraz szukam coś bardziej w ramach konkursu.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Będzie kilka cytatów, ale to ze względu, że wymagam od Ciebie więcej, a nie żebym jakoś szczególnie i złośliwie się czepiał. Miałeś bowiem opowiadania, które bardzo mi się podobały i teraz moje oczekiwania rosną.

 

Odkąd dziesięć lat temu poznali się na zlocie astronomicznym, nie spuszczał astrofizyczki z oka. Łaziki i satelity właściwie przestały go interesować.

Astrofizyczka i technolog trafią się w tekście jeszcze kilka razy, a niestety nie brzmią najlepiej. W przypadku Marka technolog nie ma większego znaczenia, chyba, że chciałeś w ten sposób uwiarygodnić na końcu jego wiedzę techniczną, ale mimo tego i tak nie widzę większego uzasadnienia. Równie dobrze mógł być kimś innym. A astrofizyczka to zwrot typowo dla czytelnika, żeby wiedział o kogo chodzi. Nikt tak przecież normalnie ludzi nie przedstawia.

 

Podszedł do teleskopu i nachylił się nad okularem. Cuchnący, lepki niepokój skradał się w kierunku jego serca i już niedługo miał je objąć duszącym uściskiem.

Czytam obyczajówkę, dobrą i zwyczajną, i nagle bum, lepki niepokój i duszący uścisk. Tak naprawdę pomyślałem tutaj, że Marek ma coś z głową, “widzi” różne rzeczy. 

Marek rozejrzał się powtórnie, tym razem uważniej. Niepokój wyszczerzył spiłowane zęby i pogłaskał jego serce.

I tu znowu, wstawki niczym z horroru w tekście, który na razie zupełnie na taki nie wygląda.

 

Incydenty nie ustały. Tym razem towarzyszył im również smród,

Czy czasy i liczba gdzieś się nie pogubiły? Tym razem, czyli dzieje się w tej chwili?

 

Po tych słowach mężczyzna przestraszył się jeszcze bardziej i postanowił dociec, co przemieniło jego żonę.

Wyrażenie “przestraszyć się jeszcze bardziej” jest niezręczne, tak samo jak “zgłodniał jeszcze bardziej” i temu podobne. Warto poszukać jakiegoś synonimu. Tak samo dla przemienienia żony. Zmieniło brzmi bardziej na miejscu, przemiana wydaje mi się bardziej fizyczna.

 

Słysząc głosy żony i córki zza zamkniętych drzwi, Marek oddalał się, wściekły.

Z kuchni dobiegał śmiech Izy i Basi – technolog nie był pewien, czy odgłosy beztroski bardziej go cieszą czy drażnią.

Coraz częściej pracował do późna, a gdy wracał do domu, sięgał po alkohol. Iza była markotna i trzymała go na dystans. Ilekroć pytał o incydent na polanie, odwracała głowę i zaciskała wargi.

Marek jest najsłabszym punktem tego opowiadania, to główny bohater, którego nie zbudowałeś od podstaw. Nie wiemy, dlaczego Marek czuje taki dystans do córki, jest chora, jak wiele dzieci, czy to znaczy, że każdy mężczyzna, ojciec, odwraca się z tego powodu od dziecka? Nie, choć to się zdarza. Tylko w Twoim opowiadaniu brak portretu psychologicznego ojca od tej strony. Skąd takie zachowanie? Z obaw? Strachu? Niezrozumienia choroby? Nic nie wyjaśniasz, potraktowałeś poważny problem w rodzinie po macoszemu, problem, któremu sam nadałeś w tekście ważne, jeśli nie bardzo ważne miejsce. Basia jest tu tylko przedmiotem, a przecież ona cierpi równie mocno jak Iza, czy Marek. Jej nie ma, jest cieniem, wypełnieniem tła dla Marka, którego miłość do żony podniosłeś do rangi eposu. Nie mówię, że tak nie może być, oczywiście może. Ale nie dajesz żadnych wyjaśnień w tekście dlaczego tak bardzo zachwiana jest miłość Marka, dlaczego jest tak wyolbrzymiona, jeśli chodzi o Izę, i tak nic nie znacząca, a praktycznie w ogóle jej nie ma, jeśli chodzi o Basię. W tekście nie ma motywów postępowania Marka, jest samo postępowanie i rozmyślanie. A przecież żeby identyfikować się z bohaterem lub nie, muszę go rozumieć, a jak mam go zrozumieć, jak sam Marek siebie nie rozumie, lub nie rozumie do końca tego, co się w wokół niego dzieje. I mam tu na myśli warstwę obyczajową, bez UFO

 

Masz też całkiem ładne zdania, jak to poniżej, choć jest ich tym razem niestety zbyt mało.

Spędzała z córką większość czasu, chroniąc ją przed napadami dziwnych nastrojów, halucynacjami i urojeniami. Chciała dowieść, że matczyna miłość jest lekarstwem silniejszym od najwymyślniejszego leku.

Przechodzisz później (po pogrzebach) do tematu UFO, a ja czuję się, jakbym zaczął czytać inne opowiadanie. Rozdmuchałeś mocno wątki obyczajowe, a następnie przechodzisz do SF. Skąd taki pomysł? Nie trzeba tak mocno ukazywać elementów obyczajowych i emocjonalnych, aby podkreślić, że mąż będzie drążył temat po śmierci żony i dziecka. To wydaje się całkiem naturalne w takich sytuacjach. Nawet bez traumatycznych przeżyć przed śmiercią bliskich.

 

Jestem rozczarowany, Councie, jestem mocno rozczarowany. To jest co prawda opowiadanie lepsze od “Pokraka”, ale położyłeś głównego bohatera, że nie umiem powiedzieć o tekście zbyt wiele dobrego. Doradziłbym Ci porzucenie na jakiś dłuższy czas przebywanie na portalu, ale teraz jesteś w Loży, więc o ironio, pewnie będziesz tu częściej. Mam przeczucie, że to niestety nie podniesie poziomu Twoich opowiadań, wyraźnie bowiem brak Ci dystansu, spojrzenia na swoje pomysły z szerszej perspektywy. Obym się mylił. 

Pozdrawiam serdecznie.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Wybrałeś trudny temat, Issanderze, który jest u Ciebie tak naprawdę "tylko" puentą. I nie wiem, czy powinniśmy rozwijać naszą rozmowę przy tak krótkim utworze, ale bardzo lubię Twoją twórczość i chwali się, że chciałeś zrobić research do tak krótkiego utworu…

Dlatego napiszę Ci, jak wygląda praca OIOMu i co dzieje się z pacjentami w śpiączce, choć jest to temat off-topowy, bo ciężko takie informacje znaleźć w internecie, a Ty sam zapytałeś. 

Na OIOMie nie przebywają pacjenci, którzy nie są w stanie samodzielnie przeżyć, przebywają pacjenci, u których występuje bezpośrednie zagrożenie życia. A to zupełnie inna sprawa. OIOM jest oddziałem wewnętrznym szpitala, to znaczy nie trafią tam bezpośrednio pacjenci z zewnątrz, tylko z innych oddziałów, na przykład z SORu. Opieka na takim oddziale jest bardzo, bardzo droga, i pacjent przebywa tam tylko do czasu ustabilizowania czynności życiowych, a wtedy przenoszony jest z powrotem na oddział, z którego trafił. Jeśli to był SOR, znajduje się oddział właściwy do obecnego stanu pacjenta, wewnętrzny, chirurgiczny czy inny.

Jeśli mowa o pacjentach w śpiączce, sprawa też wygląda inaczej. To nie jest stan, który zagraża bezpośrednio życiu i nie ma podstaw aby trzymać takiego pacjenta na OIOMie, przede wszystkim ze względu na koszty. I nie ma na to wpływu, jeśli na przykład pacjent żywiony jest dojelitowo, bo tak z reguły to wygląda (PEG). To nie jest czynnik zagrażający życiu. Przenosi się go na inny oddział, tak samo jak resztę pacjentów. Na takim oddziale, na który wrócił, też przebywa bardzo krótko. Bo szpital nie jest dla pacjentów przewlekle chorych. Rodzina ma obowiązek zabrać pacjenta. Jeśli tego nie zrobi, szpital szuka miejsca w ZOLu, a opieka w ZOLach to już temat na inną rozmowę.

Przywołane przez Ciebie hospicjum też nie jest do końca prawdą, pacjent (w śpiączce) musi mieć jakąś historię choroby związaną z rakiem, inaczej też się nie kwalifikuje i nie zostanie przyjęty do hospicjum, gdzie opieka zazwyczaj jest lepsza, niż w ZOLach. A w samych ZOLach często jest problem z miejscem, najczęściej trzeba na nie czekać… kilka miesięcy. I co wtedy się dzieje? Albo rodzina zabiera pacjenta do domu, albo szpital szuka miejsca w jakimkolwiek ZOLu, czasami sporo oddalonym od miejsca zamieszkania.

Co do rygorów wizyt, na ogół jest dobrze przestrzegany i nie ma mowy o wchodzeniu na 15 minut poza wyznaczonymi godzinami (jedną lub dwoma w ciągu dnia). Oczywiście obowiązują jednorazowe maseczki, fartuchy, dezynfekcja rąk i tak dalej. Na ogół wygląda to trochę jak w latach osiemdziesiątych przed zamkniętym sklepem. To znaczy przed wyznaczoną godziną zbiera się już mały tłumek przed oddziałem, który czeka na wejście, a przy pacjencie mogą przebywać maksymalnie dwie osoby. Gdy rodzina jest liczniejsza, muszą się wymieniać na korytarzu.

Więc gdy napisałeś o tym jak synek przychodzi, wchodzi z marszu i odwiedza mamę w śpiączce na oddziale OIOMu, to jest to sytuacja wzruszająca, ale zupełnie nieprawdziwa. Może ta wiedza przyda Ci się kiedyś w przyszłości, gdybyś chciał napisać coś większego.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przyzwyczajam się powoli, że Twoje utwory są emocjonalne. “Przyzwyczajam” w dobrym tego słowa znaczeniu, bo nie ukrywam, że na ogół bardzo mi się podobają. Ten również.

Oryginalny pomysł, sen jest mocno umotywowany, są dzieci. 

Tu powinni zajrzeć wszyscy, którzy interesują się konkursem. Opowiadanie świetnie wpisuje się w ramy konkursu, a jednocześnie jest nietuzinkowe. Czyli, co? Można? Można. 

W krótkiej formie, dużo treści. 

Przyczepię się jednak do OIOMu. To oddział, na który trafiają pacjenci przy nagłym pogorszeniu stanu zdrowia, czy drastycznym wypadku, na krawędzi życia i śmierci. Przebywa się na nim od kilku dni do maksymalnie 2-3 tygodni, później pacjent przenoszony jest na inny oddział, jeśli wcześniej nie umrze.

To wywrócone życie rodziny (w tych dniach), poranek nie wygląda zazwyczaj tak, jak zawsze. Tu wygląda na opanowany, taki, który jest rutynowo powtarzany. Pomijam już fakt, że na OIOM można wejść tylko w wyznaczonych godzinach, najczęściej godzinę rano i godzinę po południu. Nie ma mowy o chodzeniu kiedy się chce. Sugerowałbym zmianę na inny oddział.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To nie jest rewizyta. :) Idę właśnie przez konkurs W głębi snów i Twój szort wypadł mi jako kolejny.

Bardzo dobry szort, szczególne wrażenie robi pierwszy fragment, w którym tak kolorowo opisałaś świat i Serce Pustyni. Poczułem klimat starej, północnej Afryki i Bliskiego Wschodu.

Wyrocznie już były, ale Twoja jest poniekąd oryginalna. Ta tracona dusza i oczodoły, przejmujące i skłaniające do rozmyślań.

Znaczy, podobało mi się. ;)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję bardzo za pozytywny komentarz. :) To krzepiące.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Rzadko zgadzam się z Finklą, ale jej pierwszy komentarz rzucił mi się w oczy zaraz po przeczytaniu. I dobrze rozpisała te pięć punktów.

Ja rozumiem chęć napisania czegoś o głębszym przesłaniu niż rodzajowa scenka, ale niestety mam problem z wyłapaniem, o co tak naprawdę chodziło. Bardziej zniechęca mnie niż zachęca ta ilość metaforycznych zdań. I ta piątka analizatorów do trzech tysięcy znaków…

Co Ci będę pisał, Naz, w fotel mnie nie wbiło.

Ale forma jest, a ja lubię ładną formę.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ciekawy pomysł. :) Chociaż nie bardzo podobały mi się tortury, a to z powodu, że nie osoby, której nie można złamać i raczej zniechęcająco działają na mnie słowa, typu:

Bólu, jaki mu tam zadawali, nie da się opisać żadnymi słowami.

Który jednak za chwilę starasz się opisać. ;) Ból jest tu dla mnie synonimem tortur.

Jednak dalej jest już lepiej, to szpiegowanie we śnie, tabletka na wybudzenie, fajne. Ciekawa koncepcja i całkiem dobrze zrealizowana.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Monique.M -  Ocean snów

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

No, proszę, krótkie, a takie fajne. :) Gratulacje za ciekawy i oryginalny pomysł, robi wrażenie, i jak na tak krótką formę wycisnęłaś tyle, ile się dało. Te bańki i Opiekunka, zacne. W ogóle klimat, jak w oceanie dodaje kolorytu. Jestem na tak.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Z tego samego powodu nie widziałem linku, ostatnio nie czytam komentarzy pod opowiadaniami albo tylko nieliczne. :( Mogę się więc powtarzać z innymi.

 

Edit: A co tam, na piórko raczej się nie załapiesz, ale masz moją rekomendację. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Fantastyka jest, tylko ja się pytam gdzie tu sen, no gdzie? :)

Ale pal licho to wszystko, Jasna Strono, to jest to. :) Na to czekałem, choć całkowicie mnie zaskoczyłeś. Ty, romantyk? To dla mnie coś nowego, nie mówię, że uważałem Cię za grubego zwierza, ale niespodzianka jest.

Wszystko mi się podobało, fajne gadżety przyszłości, mało oryginalny, ale zawsze najczęściej mnie kupujący, pomysł ulotnego spojrzenia, które łączy na chwilę dwie osoby. Wykonanie ładnie skrojone, romantyzmu tyle, ile trzeba, tak samo jak opisów i gadżetów, cóż, super.

Nadal jestem trochę zdziwiony, że to Twoje. :) I już jestem ciekawy, co powiesz o opku, które wrzucę za kilka dni. Normalnie wiedziałbym, czego się spodziewać, ale teraz…

No, no. :)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Pisać pięknie o okrutnych rzeczach, żeby, nie wiem – ostrzegać? Przypominać?

Przyznam się, że nie widzę w tym logiki, to znaczy, jak piękno miałoby ostrzegać, ale to dla mnie nowy punkt widzenia i może potrzeba czasu, żeby mnie przekonał.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ciekawa scenka, dobrze i szybko się czyta. I przede wszystkim byłem ciekawy, co będzie dalej. Uwagę przykułeś, bo pomysł obrazowy i tym obrazem stoi ten szort. Dlaczego i kto zabił nie ma bowiem większego znaczenia. I nie zawsze musi mieć, zwłaszcza przy krótkich utworach, ale mogłem się domyśleć, że to (zawsze) chodzi o kobietę. ;)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Faktycznie z Matrixami może być. Co do elementów nastroju, łapię zabieg, ale wtedy wolałbym dwa, trzy słowa więcej. Wiesz, “babciu, a dlaczego masz takie wielkie oczy, babciu, a dlaczego masz takie wielkie zęby?”, same oczy, czy też same zęby, byłyby dla mnie sygnałem zbyt słabym (horroru).

Wydaje mi się, że bohater lub narrator “buduje” wtedy obraz z większej ilości klimatycznych elementów, a prawdę mówiąc, bardziej złowieszczych?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie jestem pewien, czy w kilku pierwszych zdaniach nie ma zbyt dużo metafor, na chwilę się zgubiłem. 

Akcja jest fajna, gdy już się zaczęła, sytuacja była jasna i dobrze operowałeś napięciem. Dlatego z ciekawością czytałem do końca, a że lubię klimaty powtórek, deja vu i takie tam, więc satysfakcja z lektury była. 

Już kiedyś komuś o tym pisałem, ale mam mieszane uczucia do przywoływania i porównywania z konkretną przeszłością, to znaczy:

To jakiś żart? Naoglądała się „Matrixa”? Pamiętam taki film z Douglasem. „Gra”. Pogrywają sobie ze mną?

Doszedłem do wniosku, że w chwili strachu nie myślę o Matrixie ani o Demi Moore, generalnie wydaje mi się, że stosujemy porównania zastanawiając się nad czymś w spokoju.

Z tego powodu nie stosowałbym też prądu zmiennego AC i stałego DC. ;) To pisałem już Coboldowi i Staruchowi, o tej łezce w oku z młodości. “Na szczęście” młodzi znacznie rzadziej ładują sentymenty do opowiadań. ;)

Czy te fragmenty są potrzebne?

Sięgnąłem po telefon, leżący na nocnym stoliku: druga czterdzieści pięć. U góry ekranu przyczaiła się ikona poczty głosowej.

Czy to szafka, czy stolik,w kij to dmuchał.

kilka latarń stylizowanych na dziewiętnastowieczne rozświetlało wąską, brukowaną uliczkę.

Bez znaczenia dla fabuły, tak samo, jak to:

W ciemnym płaszczu i staromodnym kapeluszu.

Niby nic, ale często się zastanawiam czytając, czy to ma znaczenie. Staram się zapamiętać, a później okazuje się, że niepotrzebnie.

Tekst dobry, chociaż chętnie widziałbym wzmiankę o jakimś dziecku, czy coś nawiązującego do dzieci, czy Synapsisu.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

W rozwiniętej wersji główna bohaterka jest jedyną osobą (przynajmniej tak jej się wydaje), która potrafi skontaktować się z duchami /aniolami. Umiejętność kroczenia we śnie już dawno temu została zapomniana, a ona się z tym darem urodziła

Dobre. :) Nie ma to jak bohater z unikalną cechą, lubię takich. Pomysł brzmi rozsądnie.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Spójrz tutaj, Atalajszo.

Powiedzmy, że włamywacz zadbał o czyste podeszwy, lecz jest jeszcze jeden fakt, który wyklucza osobę z zewnątrz.

Bohaterka mówi o faktach i wyklucza osobę z zewnątrz jeszcze przed kontaktem z duchami. ;) Czy tak robi detektyw po pobieżnym rzucie okiem? W mojej opinii, opowiadania kryminalne są bardzo trudne, wszystko się liczy, każdy szczegół. Domyślam się, że nie taki był Twój zabieg, by bohaterka zadzierała nosa, ale trochę tak wyszło.

Zaś laptop to nie magiczny artefakt. :) Nie porównywałbym ich ze sobą. Narrator jest wszech wiedzący, ale czytelnik nie, i wie tyle, ile mu powiesz. 

Skupiłaś się tylko na minusach, w ogóle nie zauważając plusów, o których mówiłem. :) I nie musisz nic bronić, mój komentarz nie był atakiem. :) 

Pozdrawiam.

 

A na koniec taka konkluzja, gdybyś chciała rozwinąć to w coś większego. Jeśli w Twoim świecie są szamanki, które kontaktują się z duchami i szybko dzięki temu zdobywają informacje. To czy ktokolwiek popełniałby przestępstwa wiedząc, jak szybko zostanie ujęty?

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie chcę Cię zniechęcać przy debiucie, więc zacznę od plusów, choć minusów widzę więcej.

Wartka akcja jest, a to dla mnie ważne i jest na plus, strasznie nie lubię lania wody i dylematów głównych bohaterów, jak sam ich bym nie miał. :( Na plus także ilość informacji, dużo zmieściłaś na tak mały limit, nie ma co. Ciekawe pomysły, może cała historia nie jest mocno oryginalna, ale podobała mi się.

Niestety mocno uwierają mnie minusy, a trochę ich jest. Przede wszystkim ta beztroska głównej bohaterki, wchodzi, ciach mach i wszystko rozwiązane. Osobiście nie spotkałem się nigdzie z detektywami, którzy pięć minut po wejściu mają już rozwiązaną sprawę i wytypowanego zabójcę. No, chyba, że z detektywa chcemy zrobić, za przeproszeniem, idiotę, bufona, czy też zupełnego laika. Tym brakiem śladów na oknie i pewnikiem, że z tego powodu zostało otwarte od środka, tylko bardziej pogrążasz bohaterkę.

Później mamy magiczny medalion, który zawiera energię i który nasza bohaterka (pośpiesznie, a jakże ;) ) rozbija o ziemię. Kto tak robi? Ano Autorka, która w głowie ustaliła zasady świata, że magiczne przedmioty, które się rozbije nie wybuchają, nie zalewają wszystkich złą energią, tylko właśnie tracą moc. Szkoda, że tych założeń nie przekazałaś w tekście, i nie tłumaczy tego ograniczona liczba znaków, mogłaś wprowadzić chociaż jakieś wahanie, a tak? Dla mnie zachowanie głównej bohaterki było bezmyślne. Jeśli znajduję coś ważnego dla sprawy, na pewno tego nie niszczę w jednej chwili.

To drobiazgi, ale przez to historia trąca naiwnością, beztroską, nie przemyślanym do końca konceptem, a tego nie lubię. Chociaż, patrz wyżej, znalazłem też i dobre strony. :)

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ech, Wickedzie, na szczęście podobało mi się kilka Twoich opowiadań, to nie będę miał skrupułów, żeby napisać, co nie podobało mi się tutaj.

Przede wszystkim to nie jest opowiadanie, może podciągnąłbym to pod przypowieść, choć specyficzną. Można by uznać, że to świetny wstęp do powieści, prolog, ale tu też zbyt dużo upychasz nazw własnych i zdarzeń, na tak małą ilość znaków.

Żeby nie było, podobało mi się, bo ciekawe i dobrze napisane, ale gdyby dołożyć do tego 40-60k znaków z fabułą, dodatkowo rozbić to na kilka akapitów rozłożonych w tekście, a sam tekst utrzymać w takiej stylistyce, prawdopodobnie byłbym zachwycony. A tak, jest to dla mnie dobrze zrobiony szkic, fragment do wetknięcia w większą całość.

Do samego konkursu i Synapsisu nijak się ma, ale co tam, to akurat dosyć częste zjawisko.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

To chyba pierwsze opowiadanie, z którym mam dylemat… etyczny. Zawsze biorę otwarcie i bez zastrzeżeń temat, jaki oferuje mi Autor. Czy mi się podoba, czy sprostał, czy zaciekawił, to już inna sprawa, ale nie neguję tego co i jak chciał napisać. U Ciebie, w tym opowiadaniu, po prostu nie wiem.

Przez długi czas nie byłem pewny, czy moje myśli idą dobrym torem, i czy aby na pewno opowiadanie jest o tym, o czym myślę. Bo jak? Pisać pięknie o pedofilii? Czy w ogóle te dwa słowa mogą stać obok siebie? W moim świecie, w moim światopoglądzie – nie. A jednak to pięknie napisany utwór, piękna metafora, naprawdę, urzekłaś mnie wykonaniem, ale to przecież pedofilia.

Jestem rozdarty między pięknem słowa i okrucieństwem definicji i nie potrafię jednoznacznie ocenić utworu, choć rzadko mi się to zdarza.

Nie namawiam Cię też, żebyś tak nie pisała, żebyś nie poruszała takich tematów. Wręcz przeciwnie, pisz dalej, pisz co serce Ci dyktuje, bo to będzie prawdziwe, a tylko prawda może być piękna, choć nie wszystkim będzie się podobać sposób, w jaki swą prawdę pokazujesz.

Osobiście i subiektywnie, mi, brakuje dwóch, trzech brudnych i okrutnych zdań, tych, które pokazują rzeczywistość, taką dosłowną. By zderzyła się z tymi pięknymi słowami, a wydźwięk byłby dla mnie wtedy znacznie mocniejszy.

Na koniec słówko o samym konkursie i temacie przewodnim. Cóż, będąc z fundacji nie chciałbym takiego opowiadania w antologii. Synapsis zajmuje się dziećmi z autyzmem, to wystarczająco ciężki temat, by dodatkowo przytłaczać go równie ciężkim, jeśli nie cięższym. Więc moim zdaniem, pomysł nietrafiony, choć tekst będę długo pamiętał, tak jest przepełniony emocjami.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cieniu, przecież wiesz, że nie chciałem Cię obrazić, ale przepraszam, jeśli to zrobiłem. Chociaż wyraźnie w moim drabblu żartuję z pojedynku i jego powodu, a nie z Ciebie. Wydaje mi się też, że całkiem spora grupa osób żartowała sobie, całkiem dosadnie,  nie tylko ja, ale nikim się nie zasłaniam.

Gdybyś chciał jeszcze pogadać, wal śmiało na priv, a na pewno sobie wszystko wyjaśnimy.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

I wspiął się Czarodziej na najwyższą górę i wygrażał niebu i słał przekleństwa. A wszystko to w imię czci, wiary, i w obronie cnoty. I skierował swą różdżkę w nieboskłon i wzywał Burzę. A skakał i tupał przy tym tak mocno, że skały lawiną w dół się toczyły. Usłyszała go Burza i zagrzmiała z daleka, ale grzmot słaby był i tłumaczył jeno, że burza swoim życiem się toczy, że niezależenie od tego, jak bardzo i jak wielu osobom będzie to przeszkadzało, Burza będzie burzyć ludzki i primagrodzki porządek, bo od tego jest burza, by grzmieć na niebie i płynąć dalej. 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo dobry początek, brzmi oryginalnie, co prawda taki zbiornik to nie nowość, ale wszystko ładnie się u Ciebie układa. Scenka jest więc wciągająca, i przyznaję, że liczyłem na mocny tekst. Okazało się jednak, że to właśnie początek był najmocniejszy. Szkoda. 

Moje wrażenia osłabiły dwie rzeczy. p

Pierwsza to dialogi, nie brzmią zbyt dobrze.

– Witaj Ana. Obudziłaś się… Pewnie zadajesz sobie pytania:

Takiego początku spodziewałbym się w jakimś fantasy, czy innej historii, gdzie nieznajoma budzi się, na łóżku, w nieznanym miejscu, ale tutaj? Pływa w zbiorniku, więc jest obudzona, a czy pytanie, czy ona sobie zadaje pytania nie jest pytaniem retorycznym? Czy jej odpowiedź ma jakieś znaczenie? Raczej nie, to taki fragment dialogu, żeby był, ale o niewielkim wkładzie w akcję. Ot, jakoś trzeba zacząć.

Zemdlałaś w trakcie rozmowy z Lui. To twoja przyjaciółka. Co pamiętasz?

Najpierw przekazuje jej informacje, a później pyta, co ona pamięta? :) Czy nie najpierw powinien się zapytać, co pamięta, żeby mieć pewność, że nie będą to informacje przekazane przez niego? ;)

I tak można się jeszcze troszkę czepiać.

 

Druga sprawa to wizja, czy też sen. A to znaczenie obniża zainteresowanie czytelnika, z jednego powodu. W śnie może zdarzyć się wszystko, nie obowiązują żadne reguły, ani prawa, w tym fizyki. A gdy tworzymy jakiś fantastyczny świat i dzieje się w nim jakaś akcja, to ten świat ma założenia, reguły i różne prawa. Trzymając się tego (coś jak przepisów w grze), możemy czytelnika zaskoczyć, powodując takie czy inne zdarzenia. A czytelnik lubi być zaskakiwany. A w śnie? Wszystko może spaść Ci na głowę, to przecież “tylko” sen. I jeszcze uczepiłaś się tego kodu, który na końcu nie wydaje się mieć jakiegoś głębszego uzasadnienia, powodu. Ot jest.

Za to utwór ładnie opisany, w stylistyce takiej, jak lubię, i dlatego uznaję lekturę za w części satysfakcjonującą. :)

Może następnym razem ściśniesz mi gardło bardziej. :)

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Moi drodzy, niestety nie uda się premiera słuchowiska w styczniu. Składa się na to kilka spraw. Sama redakcja opowiadania, a było trochę spraw do poprawy, co też niektórzy z Was zauważyli w komentarzach, zajęła kilka tygodni. Tensza świetnie się tu spisała. Także Jose, która wręcz błyskawicznie zrobiła ostateczną korektę. Co nie zmienia faktu, że zanim przeniosłem opowiadanie w formę scenariusza, minęło kolejnych kilka dni i tak wylądowaliśmy z gotowych tekstem do nagrań na początku listopada.

Wtedy praca nad muzyką, nagrywanie kwestii przez aktorów itd. Cóż, zespół jest duży, a praca hobbystyczna, więc nikt nie kładzie tego na półce “pilne”, i tak pojedyncze opóźnienia popychają następne.

Nie jest jednak tak źle, zaczęliśmy właśnie montaż pierwszego mini rozdziału, tak, jak sam podzielił na nie utwór Autor. Tyle tylko, że zmontowanie wszystkiego trochę potrwa, pewnie kilka tygodni.

 

Przepraszamy i prosimy o uzbrojenie się w cierpliwość.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Podobało mi się, Wiktorze, choć nie nazwałbym tego opowiadaniem, to zaledwie scenka. Przyznaję, że ciekawie opisałeś wszystkie “potwory”. :) Nie brak Ci wyobraźni, ale najważniejsza warstwa tekstu “dlaczego i po co” niestety jest bez wyjaśnień. To, że wszystkim dzieciom na jakimś etapie dzieciństwa śnią się potwory, to każdy wie. Liczyłem, że podasz jakiś powód, umotywujesz obawy, a może nawet dorzucić jakąś refleksję, ale brakuje tych elementów. W ogóle jakichkolwiek, co wykraczałoby poza ramy scenki. Trochę szkoda, bo fantazyjnie przedstawiłeś problem. W ramach konkursu, ale bez głębszej myśli.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie ma, Marasie. Masz rację, ale czytanie “nie” cztery razy na pierwsze dziesięć słów, czy też zwrotu już na starcie “tekst wydmuszka” nie podcina Ci skrzydeł? Tak, wiesz, po prostu, po ludzku.

I żeby zamknąć temat z mojej strony, zajrzyj Marasie do mojego opowiadania W oczekiwaniu, nie zmuszam Cię do czytania, ale ma to jakieś znaczenie przy czytaniu najlepszego komentarza, jaki tutaj dostałem. Mam na myśli ten od Małego Słowika. Gość nie napisał (chyba) ani jednego zdania na TAK, wszystko mu się nie podobało, dosłownie wszystko, a ja byłem komentarzem zachwycony, rozłożył mnie nim na łopatki. Czyli można, sam też tak się staram, bo i autor się napracował i trochę ja, chociaż znacznie mniej, i sztuką jest porozumieć się bez ego, bez ja, bez elokwentnych, acz ciętych, uwag. Przyznaję też, że Twoje komentarze uważam, za jedne z najlepiej wyważonych.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Widzisz, Marasie, nie napisałem, że Cień ma coś zmieniać, a już szczególnie siebie.

Czy jednak nie pomógłby większej liczbie osób w ich drodze pisarskiej, gdyby zaznaczył w swoim komentarzu kilka najistotniejszych uwag? Czy proponując to, napadłem na cześć i chwałę Autora?

Chociaż w zasadzie chciałbym aby Cieniu coś zmienił.

Nie no, kurde. No Nie. Nie i nie chce być inaczej. Przykro mi.

Kolejny tekst-wydmuszka, niestety. Bardzo ładnie oprawiony w słowa i bardzo niesatysfakcjonujący, jeśli chodzi o treść.

Czy tak powinny zaczynać się komentarze przewodniczącego Loży pod opowiadaniami piórkowymi? I nie chodzi o to, że tekst musi się podobać, ani nawet o to, że nie może być na NIE, ale o to, że tak zaczyna się komentarz negatywny, który wyraźnie na celu ma pokazanie, co myślę o opowiadaniu, bez względu na to, jakich później użyje się argumentów. I przez to częściowo nie osiąga rezultatu takiego, jak może, czy powinien.

Dlatego, że komentarz na NIE nie jest tożsamy z komentarzem negatywnym, tak samo jak komentarz na TAK z komentarzem pochwalnym, płynącym morzem lukru.

I pytam się, po co to? Po co pisać kontrowersyjne zdania od razu na wstępie? Co się chce nimi osiągnąć? Nie wiem, chociaż wyraźnie Cieniu coś osiągnął, Cobold napisał jeden z najdłuższych komentarzy, a Wybranietz od trzech dni nie odpowiedziała.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Wiesz, Cieniu, wystarczyło napisać, że nie chcesz zmieniać swoich komentarzy bo czujesz się z nimi dobrze, tyle. Ale Ty nawet odpowiedź na zwykłą uwagę obracasz w poem o wolności i obronie słowa.

Darconie, z całym szacunkiem, ale ani myślę w jakikolwiek sposób się ograniczać czy zmieniać styl pisania komentarzy, niezależenie od tego, jak bardzo i jak wielu osobom będzie to przeszkadzało.

Myślałem, że ja tu jestem Dar Kichotem, ale to chyba Ty widzisz na około pierdylion przeciwników i lubisz stawiać się w roli ofiary, czy też obrońcy wiary.

Dlatego mówię Ci – peace. 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dostęp do leków. :) Nie, nie pomyślałem o tym, Coboldzie. Chodzi o specyficzny zawód, codzienny kontakt z drugim człowiekiem w sytuacjach szczególnych, bardzo rzadko zwyczajnych. Z jednej strony wymaga on empatii, z drugiej zaś, ta empatia musi/jest na innym poziomie odczuwania, niż u “zwykłego” człowieka, inaczej trudno byłoby w ogóle pracować. To zaś przekłada się na życie, jak u każdego zresztą. 

Widać to w “lekarskich” komentarzach, jedni podchodzą, jak do zabiegu, rozkładają utwór na czynniki pierwsze, dosłownie słyszę czasem “skalpel poproszę!”. ;) Inni, jak do doktoratu, rozprawy czy też artykułu naukowego. “Nie dotyczy” oznacza w tym miejscu, że lekarz prawie na pewno coś z tego wyciągnie. ;)

AQQ, niepotrzebnie. A Twój komentarz nie wyklucza mojego. Bo “nie ma znaczenia”, dla kogo nie ma? I “przede wszystkim” – nie znaczy tylko.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Drogi, Cieniu.

Z marszu wiem, że tak długi komentarz będzie negatywny, wie to większość z nas. Nic tak dobrze nie umie robić człowiek, jak narzekać. Statystycznie nie spotkałem się nigdzie i nigdy z tak długim, pozytywnym, pochwalnym komentarzem. A to oznacza, że już na samym początku wywołujesz o autora negatywne odczucia, nastawiasz go nieprzychylnie do swojej opinii. Co wpływa na (nie)właściwe jej zrozumienie. Tym samym, spora część Twojej pracy idzie na marne (Cobolda może to już nie dotyczyć, jest stary i jest lekarzem).

Nie pomagasz też innym, bo niewielu się znajdzie obserwatorów, którzy przeczytają ten komentarz z uwagą i w całości. A szkoda, bo mówiłem Ci już wcześniej, że masz dużo ciekawych i dobrych spostrzeżeń, ale giną one w tym natłoku słów.

Jeśli nie jesteś w stanie zapanować nad ilością znaków, wytłuszczaj chociaż najistotniejsze kwestie. I piszę to zupełnie poważnie. A jeśli uważasz, że wytłuszczanie to pewna forma nietaktu, to używaj kursywy czy zrób cokolwiek innego, by zaznaczyć sedno sprawy.

 

I żaden szacun, bo tylko jeszcze bardziej się nakręcisz.

 

Please!  

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przyznaję, że przybyłem tu pchany ciekawością. Masz fankę na portalu, która tu i tam szepce o Twoim bardzo dobrym opowiadaniu. :) Dodatkowo wspomniałaś w przedmowie o Johanssonie, i utworze, którego słuchałem już dziesiątki razy, więc nie mogłem nie przeczytać.

Zgadzam się, że to bardzo dobry tekst. Bez dwóch zdań umiesz pisać, to utwór swobodny, pisany lekką ręką, choć gdzieś tam zgrzyt się trafił.

Zobaczyła migoczącą diodę na wyświetlaczu komórki, krwistoczerwoną w ciemności mieszkania o zaciągniętych żaluzjach i wygasłym ekranie laptopa.

Nie bardzo składa mi się to zdanie, ale to drobiazg.

Opowiadanie stoi klimatem i osobą głównej bohaterki, no i wstępem, bo wstęp jest chyba z tego wszystkiego najlepszy. :) Mocno nim zaintrygowałaś. Dalej były już raczej znane zabiegi (chociaż wieszczka staruszka ze wstępu to też nie jest coś nad wyraz oryginalnego ;) ): obcy, gładka skóra, dziwne oczy (tak, oczy są ważne :) ), i w końcu lądujący kosmici i chaotyczne komunikaty. W sumie, nic nowego, ale bardzo ładnie podane, tekst kipi emocjami, uczuciami, a to zawsze mnie kupuje.

Bardzo ładnie wpisujesz się z opowiadaniem w temat konkursu, to jest UFO, bez dwóch zdań.

Zabrakło mi czegoś, co mocniej by mnie zaskoczyło, czegoś nowego, ale nie narzekam, sam zlepiam na ogół różne, znane klisze. ;)

Warto było przeczytać, podobało mi się.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Łosiot – Martwa kropka

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Po części to prawda. ;)

A może o robotach? Jednak jeśli będą to roboty, będą miały cechy ludzkie, będą dożyć do cech ludzkich, wypaczać je, lub źle pojmować, ale będą to nawiązania do człowieczeństwa. I tak ze wszystkim, o czym by nie było opowiadanie, czy powieść.

Można pisać o kamieniu, ale dopóki przy głazie nie usiądzie człowiek, lub ten głaz nie przemówi ludzkim głosem albo nie będzie miał ludzkich cech, czy też nie wpłynie w jakiś sposób na ludzi – będzie bez znaczenia.

 

Ludzie chcą czytać o innych ludziach. :) Tylko i wyłącznie. Nie interesuje nas nic więcej.

 

A tego zabrakło w Twoim opowiadaniu, ale od początku.

Jak zauważył Staruch, to pięknie napisany utwór, stoi formą, uniesieniem, pięknymi ideami, ale nie idzie za nimi człowiek. Jest System, który (czytaj wyżej ;) ) ma cechy ludzkie, jest ludzkim “dzieckiem” i całkiem dobrze przyciąga uwagę, ale nie boję się o niego. Odpowiednio (nie)dobrze o to zadbałeś. Stoi na straży i żadna siła go nie ruszy. To automatycznie osłabia emocje. A jak nie ma emocji “między ludźmi”, to czytaj mój cytat ze stopki. :)

Ludzi wprowadzasz “tylko” jako głos milionów, kilka zdań kursywą, a jako czytelnik nie jestem w stanie przejmować się ani emocjonować milionami. Nawet gdybyś pisał o wojnie i bombie atomowej, która zabije miliony, to dopóki nie napiszesz o jednostce, dopóty serce nie zabije mi szybciej nawet o kilka uderzeń.

Tego właśnie zabrakło w opowiadaniu, namacalnego czynnika ludzkiego, z którym albo się zidentyfikuję, albo nie, albo polubię, albo nie. To piękna forma, naprawdę mi się podoba, w ogóle pomysł jest oryginalny, ale potrzeba przekuć go na większą opowieść, w której zaistnieją “prawdziwi” bohaterowie.

Już wcześniej pisałem, że masz rękę do prozy, i nadal tak uważam. Tyle tylko, że jesteś na etapie stworzenia czegoś wielkiego. ;) I dobrze, jak zaczynać pisać, to od wielkich rzeczy. :) Klika ode mnie masz.

Pozdrawiam.

 

Ps. A jeśli chciałbyś poczytać podobną formę, piękny język i przede wszystkim, znakomicie ujęty czynnik ludzki – polecam Arecibo. Wielka rzecz.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przeczytałem, ale zanim napiszę komentarz, zdam Ci pytanie.

O czym najbardziej lubią czytać ludzie? :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Gratuluję piórka! To świetne opowiadanie. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Gratulacje, przede wszystkim dla nowo opierzonych. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Wydawało mi się, że widziałem imię na forum lub poczcie, widocznie się pomyliłem. Przepraszam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Często gdy nie przeczytam w całości opowiadania, zastanawiam się, czy w ogóle powinienem pisać komentarz. Myślę jednak, że w przypadku długich utworów, gdy opinii jest trochę mniej, niż przy szortach, każde słowo może się przydać.

A więc tak: podoba mi się styl takiej obyczajówki, jest jak lubię, nieśpiesznie, z odpowiednim uwypukleniem spojrzenia oczyma głównego bohatera. W tym przypadku czuć nostalgię do miejsca, do Krztyńca, do ludzi z tym miejscem związanych. I fajnie to brzmi przedstawione od strony Mateusza. Powiedziałbym, jest na poziomie drukowanym.

Tyle tylko, że cierpię ostatnio na chroniczny brak czasu. Błąkam się nadal wśród opowiadań publikowanych przeszło miesiąc temu, więc na razie przerwałem czytanie, może jeszcze wrócę. Ale pozytywnych słów nigdy za dużo, więc i moje niechaj Ci służy. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo dobra uwaga, Zimowy Wilku, poniekąd dlatego prosiłem o fragmenty, gdyż samemu trudno mi je znaleźć. Raczej trzeba patrzeć na utwór, jako całość, bo nawet śmierć matki jest mało wymowna. Stąd też moje poczucie braku dramatu.

Gdy w opowieści pojawia się okrucieństwo, nienawiść, pogarda, chociażby na chwilę, to bardzo często prawie automatycznie wywołuje w nas sprzeciw, oburzenie, a później litość, współczucie, czy też głęboki smutek. To emocje, które zacznie mocniej na nas działają, i właśnie takie, silne emocje budują dramat.

Ja poczułem refleksję, wpadłem w zadumę, poczułem piękno utworu, ale nie dramat.

Pozdrowienia.

 

Ps. Co wcale nie znaczy, że musi być dramat, to znaczy, że nie przeżywam dramatu czytając opowiadania Ani.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Świadomie nie pisałem o “zarzutach”, brzmią jak oskarżenie, a nie jesteśmy w sądzie. Owszem, czasem piszę o nich w komentarzach, ale w formie subiektywnego rozczarowania, niż czegoś, przed czym należy się bronić.

Powiem tak, jeśli Ci się chce, zacytuj fragmenty z powyższego opowiadania, które miały spowodować u czytelnika poczucie dramatu i wywołać związane z nim emocje, a będzie nam łatwiej dyskutować.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję za młodzieńca, w moim wieku uznaję to już za komplement. :)

Po dobre argumenty sięgnąłeś, te bronią się lepiej.

Ciekawie się z Tobą dyskutuje.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Muszę powiedzieć, że porwałeś się na karkołomny pomysł. Połączyć Mikołaja i wojnę w Syrii, wrzucić go do Aleppo, to się praktycznie nie mogło udać. To znaczy być na poważnie i nie wzbudzić zniesmaczenia czy w ogóle niezadowolenia. W końcu dzieci z Aleppo nijak się mają do pociesznego grubaska w czerwonym kubraczku.

A jednak udało Ci się, utwór jest wystarczająco poważny i jednocześnie (o dziwo) spójny. Jedno zdanie trochę gryzło mi się z resztą treści.

– To nie my. To twoja wiara ją uleczyła.

Wyszło trochę fanatycznie, i wiesz, od razu źle mi się skojarzyło, ale to w końcu tylko jedno zdanie. Poza tym, ciekawy utwór, nieszablonowy.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nowa Fantastyka