Profil użytkownika

"I tak najlepsze historie pisze życie". Rozgrzeszony, kładę się w hamaku i zanurzam w muzycznym świecie. Log out.


komentarze: 117, w dziale opowiadań: 91, opowiadania: 61

Ostatnie sto komentarzy

zmęczyło mnie, nie mogłem się skoncentrować, może po prostu nie lubię mitologicznych opowiastek gdzie za mało się dzieje. ALE. Przedostatni akapit świetny, baardzo mi się spodobał :)

Bardzo przyjemne opowiadanie. Niespieszne, ale wciągające. Podobało mi się.

 

a fotele obito skórą najwyższej jakości. Aidan musiał przyznać, że wszystkie pomieszczenia urządzono niezwykle elegancko i ze smakiem, a do wykończenia poszczególnych elementów użyto materiałów najwyższej jakości.

 

powtórzenie

 

Stał się coraz cichszy i spokojniejszy.

albo stawał się, albo bez “coraz”

 

Pragnął tak mocno, że nagle rzeczywiście znalazł się jego na pokładzie

 

na jego pokładzie

 

– A ja nie mogę się doczekać, kiedy znajdziemy się na tam, na górze – zaśmiał się Aidan i pociągnął Lizzy za rękę w stronę trapu.

 

Już sama praca na produkcji zasługuje na tag ‘horror’ :p Interesujący wstęp, potem wkrada się oniryczna atmosfera… Było nieźle, choć końcówka mogłaby być mocniejsza.

no te opisy to już za dużo jak dla mnie :p opis powinien być w miarę krótki, ale przykuwający oko, mieć swój charakterystyczny rys. Nie cierpię długaśnych opisów. Malowanie obrazów tak, ale nie piórem, a pędzlem lub ołówkiem ;)

Reg, ok, zmieniłem, tak będzie chyba faktycznie lepiej.

 

P.J.Otter:

 

Gdzie stał słoń/zdjęcie? Brakuje mi tutaj tej informacji. Zastępujesz jeden przedmiot, drugim, przy czym czytelnik nie potrafi sobie wyobrazić tej sceny (przynajmniej ja) bo jest ona niesprecyzowana. Może to drobny szczegół, ale razi.

Istotny był dla mnie przekaz, że nie ma już tam rodzinnego zdjęcia. Stwierdziłem, że nie ma potrzeby podawać informacji czy stoi na półce, komodzie, koło lampki czy telewizora itp.

 

Strumień w wannie sam w sobie nie szumi. Dźwięk dobywa się z wody tuż pod nim. Można mówić o szumie wodospadu, strumienia płynącego korytem, bo faktycznie jako całość szumią.

Zostawiam jak jest. Bez strumienia (wody) nie byłoby szumu, boby woda pod takim ciśnieniem, że tworzy ów strumień, nie uderzała w żadną przeszkodę (szum wydobywa się też z kranu, którym płynie woda). Sądzę, że można to tak zostawić.

 

Kompletnie mnie to nie przekonuje. Każda normalna osoba oddzwoniłaby, żeby sprawdzić o co chodzi. Tym bardziej, że wiadomość pochodziła od siostry. Nie wyobrażam sobie nawet nie oddzwonić do własnej siostry w takiej sytuacji… mało tego. Zapomnieć, że w ogóle jakiś SMS od niej przyszedł. Dzięki tej jednej scenie wyklarował mi się obraz całkowicie dysfunkcyjnej rodziny.

 

Z tą uwagą najbardziej się nie zgadzam. Ja sobie nie wyobrażam, że można sobie nie wyobrażać, by nie oddzwonić do siostry;) Treść SMS jest neutralna. Wszystko zależy w jaki sposób siostry się ze sobą komunikowały, w jaki sposób pisały do siebie. Pamiętajmy, że esemesy są z założenia krótkie i treściwe, a przynajmniej do tego zostały stworzone. Poza tym z tekstu dowiadujemy się, że Ewa czuła się czasem jak służąca. Być może wcześniej już dostawała podobne esemesy i chodziło o błahostki? Mieszkały w tym samym mieście, Ewa miała klucz do mieszkania Ady, bo często tam bywała, więc pewnie z reguły chodziło o prozaiczne sprawy.

Poza tym, gdy dzieje się coś poważnego, to ludzie dzwonią, nie piszą. Więc Ewa spokojnie mogła założyć, że nie chodzi o nic wymagającego szybkiej interwencji. Przyjąłbym zarzut, gdyby oprócz esemesa zobaczyła od siostry kilka(naście) nieodebranych połączeń.

 

Ada w tym opisie wygląda jak ktoś, kto wymaga natychmiastowej pomocy medycznej. Byłam święcie przekonana, że podcięła sobie żyły czy coś i lada moment wykorkuje. Pogubiłam się tez w dialogach. Kto mówi – To z przepracowania…? Ewa czy Ada? Nielogiczne jest też to, że kobieta wygląda tak tragicznie, a siostra jak dyby nigdy nic robi herbatę i uznaje, że nic dziwnego się nie dzieje. takie trochę pomieszanie z poplątaniem w tym fragmencie.

 

OK, wyglądała dziwnie, ale sytuacja/stan siostry szybko wrócił do normy. By dzwonić na pogotowie też trzeba dowiedzieć się o co chodzi. Często coś wygląda groźnie, ale mija. Też miałem podobne sytuacje w życiu. Krew z podciętych żył byłaby widoczna na ciele czy pościeli.

 

Przyjmuję zarzut, że historie o opętaniach były wałkowane. Dlatego napisałem we wstępie, że znajdziemy wątek klasycznego horroru. Poza tym bardziej chodziło mi o przedstawienie Ady, przeciętnego bohatera i jej problemów życiowych, a opętanie było tylko dodatkiem.

Co do stereotypowej dziewczyny. Prędzej odizolowana dziewczyna, słuchająca ciężkiej muzyki/metalu (wnosząc po stroju, choć nie jest to reguła) zainteresuje się okultyzmem czy będzie miała skłonności samobójcze niż przeciętna dziołcha z ulicy jakie mija się w hurtowych ilościach ;) patrząc statystycznie oczywiście!

 

Myślę, że dodatkowo, wszystko psuje zakończenie. “Zamorduję całą rodzinę… Bo tak.

 

Zakładając, że faktycznie demon ją opętał to nic dziwnego, że z chęcią chciałby wymordować ludzi, mając okazję. Tym bardziej, że to rodzina osoby, którą opętał. Poza tym patrzenie na czyjeś szczęśliwie układające się życie, gdy samemu się cierpi? Różne chore rzeczy dzieją się na tym świecie…

 

Co do reszty – wprowadziłem poprawki

 

pozdrawiam

Hej, dzięki za przeczytanie. Wrócę z komentarzem później, bo na tel. pisanie to mordęga ;)

Trochę stylizacji, ale nie zbyt nachalnej przez co czyta się gładko, barwne opisy (szczególnie początek wprowadzający do historii), dialogi dzieciaków poprowadzone z jajem, są autentyczne. Dobry tekst, choć trochę uwierał mnie ten króciutki twist na końcu.

Reg, wielkie dzięki za przeczytanie i poprawki i cieszę się, że pierwszy raz udało mi się Ciebie czytelniczo zadowolić ;)

 

Mam pytanko odnośnie “zakluczyła”. Jak miałem dziewczynę, która pochodziła z innej części Polski, to strasznie drażniło ją to słowo, bo nigdy go nie słyszała, ale u nas zawsze się tak mówiło (pomorskie). Chodzi o to, że słowo jest za bardzo “lokalne” i lepiej użyć uniwersalnego ?

 

PS. Błędy poprawione.

Dzięki za poświęcony czas. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to odkrywcze opowiadanie, a dodatkowo w horrorach w momencie, gdy ‘zło’ nabiera konkretnej formy to często napięcie opada. Dlatego postawiłem na zwięzłość (pierwotnie było dłuższe z większą ilością wątków).

Dzieli ich pole kukurydzy szerokości dziesięciu kroków. Jakieś przymałe (chyba, że stoją na większym polu, a dzieli ich jego fragment). I czemu ktoś miałby stawiać dwa strachy na wróble tak blisko siebie?

Jakoś nie specjalnie mnie wzruszyło, ale napisane dobrze. Czytało się płynnie.

Ładnie i nastrojowo napisane, choć nie zachwyciło. Skróciłbym początek, a rozwinął część z tym stworem/wizją.

A mi się podobało. Poczułem klimat na tyle, na ile się da w tak krótkim tekście. Jest w opowiadaniu coś z klasycznego horroru. Niektóre porównania uważam za zbędne, ale jest ok.

Podobało mi się. Zabawny, lekki tekst w którym jest i akcja i ciekawe postaci z dobrze skrojonymi cechami. Mam tylko małą wątpliwość co do “Wiesiek palił jak komin” – czy jest taki zwrot? Bardziej logiczne wydaje mi się “palił jak w piecu”

Tekst widzę jako upust nawarstwionych emocji. Pozostawił mnie jednak obojętnym – ze względu na niewielką liczbę znaków i brak fabuły, akcji. To bardziej przypomina przemówienie, manifest. Ryciny i podpisy pod nimi zabawne. Możliwe, że prywatnie mielibyśmy trochę wspólnych poglądów.

Ładna migawka, lubię takie klimaty. Uwielbiam wędrować po cmentarzach, przy jakiś starych krzyżach czasem się zatrzymuję i rozmyślam. Trafiłaś w mój gust.

Choć przed lekturę miałem obawy, czy w tak niewielu znakach uda się zawrzeć ciekawą historię? Udało się.

 

edit; nie wiem czy możesz to zmienić, ale w tekście reprezentacyjnym jest wciąż wiatrówka (taki tam szczególik, ale ja upierdliwy jestem;)

 

 

Jak na sf, które nieszczególnie lubię, to było ok. W niektórych miejscach leciutko przegadany. Ciekawe połączenie filozofii z fizyką; skojarzyło mi się też z arystotelesowską ideą materii i formy, tj. Że w każdej materii jest już zawarta forma

Ogólnie tekst niezły, początek wciąga. Choć przyznam, że dziennikarz denerwujący – mało kumaty i strasznie lękliwy. Skoro jest dziennikarzem, w dodatku rozmawiał już z ludźmi ze światka przestępczego, to powinien mieć jednak odpowiednie predyspozycje osobowościowe do wykonywania tego zawodu. Skojarzył mi się z uczestnikiem terapii grupowej dla fobików społecznych, który dostał zadanie od terapeuty na pokonanie swoich lęków (zadanie hardcorowe, przyznam ;) )

Szkoda. Udzielał się kiedyś na tym portalu chyba? Kojarzę jeden komentarz…

Za g…. w prawdziwym życiu często można za to oberwać :p Tekst ok, lekka historyjka do przeczytania i zapomnienia

Tekst czytałem dawno z parę lat temu, ale coś z niego pamiętam. Niezły, barwna opowieść, zasysa, zachęcający tytuł.

Niezłe. Bodajże za Jelcyna wydarzyła się historia z fałszywym alarmem o wystrzeleniu rakiet na ZSRR. Na szczęście, tak jak i w opowiadaniu, skończyło się tylko na strachu. Dzięki za ‘Come Away Melinda’, świetne! Dotychczas znałem ich tylko z Lady in Black i July Morning

Hej, fajnie, że zechciałaś przeczytać i miło mi, że coś pozytywnego się w tekście znalazło :) Chciałem ukazać romantyzm bez pompy, tajemniczości, podniosłości… trochę satyrycznie podejść do tego. Jednocześnie zachować wewnętrzny dramat bohatera. W pierwotnej wersji opka, miało być poważnie, ponuro i smutno, ale to wymagałoby więcej kilogramów znaków, a nie chciałem pisać dłuższego tekstu.

Dzięki za przeczytanie regulatorzy. Co do uwag Tarniny, pamiętam o nich. Niestety, czasu mało i nie byłem w stanie zrobić wszystkiego na już

Wow, Tarnina, no naprawdę uznanie za tak wnikliwą recenzję. Doceniam. Na razie odniosę się do paru kwestii, ale wrócę później, bo żona goni :

 

Nikt już nie używa szkła, za ciężkie i tłukące. I właściwie po co Ci to zastrzeżenie?

Używa się (chyba, że ktoś ma naprawdę dużą wadę, to nie warto, bo ciężkie). Są bardziej odporne na zarysowania chociażby. Zresztą głównie chodziło mi o nawiązanie do “mędrca szkiełko i oko”

 

Nie się, a Lucjana.

chciałem, by dialogi były dość, hm… “swobodne” i naturalne, dodać mowy potocznej.

 

 

Znów niejednoznaczność. Kto ma się uspokoić? I czy waleriana nie ma interakcji z psychotropami? No i czy Lucjan jej nie wywącha? (Musiałby być nieźle nakręcony, waleriana śmierdzi ohydnie).

Waleriana jest na tyle słaba, że w interakcje nie wejdzie. Takie miksy leków się robi, że waleriana to pikuś. Co do wywąchania… no fakt, czuć ją, ale ostatecznie i tak jej nie wziął… Stwierdziłem, że Lucjan był tak nakręcony, że wcale by się nie zorientował

 

 

Wesoła świnia tak, smutny Arystoteles nie.

Prawda… I co zabawne, powtarzam ten błąd od lat :D Nie mam pojęcia dlaczego ta świnia mi się z Arystotelesem uparcie kojarzy.

 

Jakie życie jest pokorne?

Tak trochę kolokwialnie chodziło mi o życie grzecznego dziecka – niesprawiającego problemów.

 

 

Co do fabuły – mam wrażenie niedopowiedzenia, niedokończenia, jakbyś chciał jak najszybciej wysłać tekst

 

Co to by było, gdybym wysłał jak najszybciej tekst, tragedia jakaś i facepalm :) Zacząłem go pisać z rok temu. Oczywiście zaglądałem do niego z przerwami, czasem przebudowywałem to i owo… Ostatnie szlify robiłem na przestrzeni miesiąca – dwóch.

 

W pewnym momencie wychodził mi dłuższy tekst, stwierdziłem jednak, że nie warto. Jakoś nie najlepiej wychodzi mi pisanie, więc większa szansa na komentarz czytelnika przy krótkim tekście.

 

Dzięki jeszcze raz!

ekst opierający się mocno na interpretacji rzeczy widzianych przez postać. Czy Lucjan ma zwidy, czy nie? Czy to choroba, czy jednak coś więcej?

 

Coś więcej, Jan też mógł je zobaczyć : “Kątem oka dostrzegł jakieś eteryczne białe cholerstwo. Ogromny dmuchawiec? Uznał to za powidok (wróżka, przypominała już Predatora w kamuflażu, więc nie miał szans jej dostrzec).”

 

Bohater i jego stan też mnie raczej nie ruszył.

 

Tekst miał być trochę satyryczny, nie chciałem wzbudać w czytelniku litości czy współczucia.

 

Dzięki za komentarz i lekturę ! Pozdrawiam

No w sumie tak, pamiętam, że nawet przy pisaniu się zastanawiałem nad tym fragmentem, czy to aby nie zgrzyta? Teraz naprawiłem błąd :)

hej, dzięki za komentarz i lekturę.

 

“Nie mogę się połapać, ile lat mają bohaterowie na początku. Jan już zachowuje się jak całkiem dorosły facet (własne mieszkanie, w nim uspokajająca waleriana, facet ma jakieś przemyślenia), a Lucjan jeszcze nie miał żadnej pracy, mama się nim ciągle opiekuje. Czy oni nie byli rówieśnikami?”

 

Kiedyś w pracy przyszła do nas osoba koło trzydziestki. Nigdy nie pracowała (nie, to nie kobieta, która musiała wychowywać dzieci od młodości), pracę dostała po znajomości. Może i zadziwiające, ale czy takie niezwykłe to nie wiem. O większej ilości takich przypadków słyszałem, choć na oczy widziałem tylko tą jedną.

 

“Za co właściwie Lucjan dostaje rentę? Ona nie uniemożliwia podjęcia pracy w korpo?”

 

Za niezdolność do pracy ;) Z rentą socjalną jak najbardziej można podjąć pracę, kiedyś z taką osobą pracowałem nawet. Do progu X nie potrącają z renty ani grosza, w przedziale zarobków Y potrącają jakąś kwotę z renty, a powyżej progu Z zawieszają.

 

“Interpunkcja kuleje.”

 

Ech :( miałem nieśmiałą nadzieję, że jest lepiej ze mną w tej kwestii, ale się przeliczyłem widać.

 

“Miał, co prawda, skromne grono znajomych, lecz tylko Janowi zwierzał się ze wszystkiego.” – tutaj brakuje podmiotu?

Dość dobrze napisane pod względem technicznym (przecinki, dialogi itd.), choć to tylko moja amatorska opinia, bo nie jestem w tym mocny akurat

 

“Daan miał rację, komentując swoje ręce.” – trochę dziwnie to brzmi.

 

Z Twoim fragmentem jest ten problem, że… cóż, nie porwał mnie. Za krótki, za mało się działo, nic, co zapamiętam na dłużej.

 

Do czego służą tablice i ampułki, bo z tekstu to nie wynika ?

Hej, Wilku Zimowy, Twój komentarz a propos ‘snu czerwia’ rzucił mi więcej światła na to opowiadanie!

Ciężko napisać ciekawego szorta, Tobie się udało. Obawiałem się, że syn to taka infantylna postać będzie, ale na szczęście się myliłem

No ciekawe jak pójdzie tłumaczenie. Średnio widzę sukces trylogii za oceanem.

Wydanie zapewne piękne, jak poprzednie, cóż jednak z tego jeśli to znów będzie cegła? Ostatnio cykl o Gedzie musiałem z biblioteki wypożyczać, bo mojego klocka “Ziemiomorze” nie szło czytać. Ani do plecaka ani do poczytania w łóżku czy wannie. No ale stoi sobie na półce, do ręki wziąć i przejrzeć fajnie…

No nieźle, ale bardziej interesuje mnie, co dalej! Toż to tylko wstęp

Fabuła wydała mi się nierealna, dość sztampowa. Tyle ludzi pomordowała, a tu dziecko ją zabiło. Niby przewrotność losu, ale nie przekonało mnie to. To bardziej scena niż opowiadanie. Nie wiem czy to Twój debiut, ale pisz dalej ;)

No halo, halo. Za dużo wykrzykników przez co tekst staje się trochę infantylny, a sam bohater sprawia wrażenie dziwnie nakręconego. Jak na horror… to nie bardzo. Tekst za krótki, ale przede wszystkim nie bardzo Ci wyszła groza. Bardziej z jajem napisane niż mające czytelnika przerazić. Motyw z martwym dzieckiem chcącym się pobawić ma potencjał. Pzdr

Tekst przeczytałem dawno temu, może mija rok lub więcej od lektury? Jest tutaj wiele b. dobrych opowiadań – rozbudowanych, ze świetnymi dialogami, pomysłami… Żaden jednak nie ugrzązł mi w głowie tak mocno, jak ten. Dla mnie numero uno. Spodobał mi się na tyle, że pozwoliłem sobie zrobić zrzut strony, by nie obawiać się że kiedyś zniknie.

Szort ten świetnie współgra, moim zdaniem, z Evilfeast – Open the mysteries from beyond. Polecam lekturę przy tej muzyce :)

Blacken – bardzo podoba mi się Twoje założenie

 

akurat nie moje, sam King o tym pisał (tylko nie wiem czy w jakimś wywiadzie czy pamiętniku rzemieślnika

 

No, a później go uśmiercił, gdy ten okazał się lepszym pisarzem ;)

 

ha, akurat powód był bardziej przyziemny – jakiś księgarz rozszyfrował go i pisanie pod pseudonimem straciło sens ;)

King stworzył Bachmana z dwóch względów: po pierwsze, by wydać więcej książek (a King pisał dużo), a po drugie, ponieważ chciał sprawdzić czy potwórzy swój sukces. Chciał się upewnić, że nie była to kwestia przypadku…

Plus za brak didaskaliów. Szybka wymiana zdań, to lubię :) Puenta nie zaskoczyła, chyba się znużyłem wampirami (choć mam sentyment).

Z tekstu wynika jakoby nieboszczyków przewoziła karetka. Zmarłych zabierają pracownicy zakładu pogrzebowego.

“Jakie jest prawdziwie imię i nazwisko Stephena Kinga i czy ma on żydowskie korzenie? :P”

 

Guglując:  “he fist thing that “Finding Your Roots” discovered was that King’s father’s surname was not originally King.

No, until he was 23, Donald Edwin King’s last name was “Pollack.” 

 

O tę ciekawostkę chodzi ? :)

Mi najbardziej zapadło w pamięć opowiadanie Kinga – Ostatni szczebel w drabinie. “Babcia” też była niezła. Ogólnie lubię jego opowiadania (książki trochę przegadane), choć niektóre kończą się nijako.

Ciekawe opowiadanie, podobało mi się. Zastanawiam się jednak czy słowo “osobowość” pasuje w tym tekście. Bardziej mi się tu widzi “wizerunek” ew. charakter.

Choć niespecjalnie lubię s-f tak tutaj mi nie przeszkadzało. Podobało mi się i to bardzo. Zajmujący temat bardzo dobrze opowiedziany

Czytelnik płynie przez tekst. Akcja rozpędza się dość powoli, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. Jest klimat renesansowego miasta, jest tajemnica… Bardzo udane, soczyste opowiadanie!

Gratulacje dla zwycięzców i organizatora :) muszę jeszcze parę opowiadań nadrobić.

PS. Wilku, przy komentarzu do mojego tekstu omsknął ci się palec! Zamiast “g” wpisałeś “t”, ale wybaczam ;)

W 2017 ok. 10-15 książek. We wcześniejszych latach kupowałem więcej. Niestety 2017 był dość ciężki finansowo i wyszło jak wyszło. Poza tym muszę je jeszcze przeczytać… Często kupuję, ale w międzyczasie coś w bibliotece mnie zainteresuje, albo od teściów pożyczę i zrobiły mi się zaległości we własnym zbiorze.

Mógłbym kupować książki nałogowo, ale tak szczerze, to od nowych wolę używki  – lubię ryć w antykwariatach (czasem przeglądam też allegro/olx). Jakaś taka większa satysfakcja. No i bardziej sfatygowane łatwiej czytać. Ostatnio kupiłem książkę McCarthy’yego to ciężko utrzymać ją otwartą… Sama się zamyka. Nieśmiała jakaś :)

Napisane bajkowo, sentymentalnie z akcentem na emocje. Opowieść płynie. W pewnym momencie obawiałem się, że na koniec jakiś potwór przebrzydły go zaatakuje i będzie typowy horror. Na szczęście nie zrobiłaś tego :)

Niekoniecznie. Równie dobrze czytelnik może mieć problemy z kojarzeniem lub wyobraźnią ;)

Dzięki za komenty.

 

Co do końcówki – można by odnieść takie wrażenie, choć wcale tak nie było :) . Miałem to w planach… Może i Tomek załamał się swoją nieuwagą przy czytaniu regulaminu i w efekcie próżnym wysiłkiem, ale rozpacz uratowała mu życie (choć nieszczęśnik się o tym raczej nie dowie)

Pierwsza część intrygująca. Nie mam żadnych uwag co do opisów, nic mi nie przeszkadzało jeśli chodzi o styl.

Na szczęście dzięki komentarzom, zrozumiałem drugą część.

 

Co do tego hasła qazwsx to odczytał je z klawiatury? Po prostu taką sekwencję sobie wybrał?

Jak po kaszubsku do mnie czasem mówią, tak i tu nic nie rozumiem. Niestety, “śmiesznie się czytało”, ale ni w ząb.

Trochę podejrzewałem, że skoro cyganka w tekście, to jakieś czary/klątwy się pojawią. Potrafisz wciągnąć czytelnika w opowieść, wiesz jak go zainteresować. No, ale patrząc na twój dorobek literacki, to moje uwagi nie są niczym nowym ;)

Podobało mi się. Naprawdę zacny pomysł z ex-łowcą.

Chyba już poprawiłeś z tym kotem, bo się nie domyśliłem do końca opowieści. Niestety puenta nie wywarła na mnie wrażenia, jakoś tak przeszło to opowiadanie obok mnie. Pozdrawiam.

 

 

Przez długi czas kompletnie nie mogłem się odnaleźć, co kto i dlaczego. Dopiero przy końcówce zrozumiałem. Niezły pomysł! Choć mogłoby być trochę jaśniej napisane.

No cóż, Adam poświęcił się dla przyjaciela i pojechał z nim. Pewno kiedyś role się odwrócą i Tomek będzie mógł się Tomek zrewanżować. Zresztą dzięki niemu jeszcze żyją ;)

 

edit:

 

po prostu widzę to tak: Tomek biedny, każdy grosz liczy, bo nie pracuje, kasy nie ma, pewnie tylko pisze. Adam kasę ma, albo Tomek mu fundnął przejazd?

 

W tym sensie okupił wenę. Poświęcił czas i przede wszystkim pieniądze (stąd zdanie, że za darmo nie przyjechali).

 

Oczywiście można powiedzieć, że Adam płaci w jakiś sposób za wenę przyjaciela, sam niewiele z tego mając. No ale robi to właśnie dla niego, poświęcił się.

 

Regulatorzy, Żongler dzięki za przeczytanie :) No niektórzy bardzo przeżywają twórczość ;)

 

Co to znaczy, że Adam okupił wenę? – chodziło mi o to, że poświęcił czas, pieniądze, by dojechać nad to jezioro. A będąc fizycznie w miejscu, gdzie rozgrywa się fabuła opowiadania, i w dodatku tak urokliwym, na pewno natchnie go do napisania czegoś ciekawego. No ale może faktycznie dziwnie wyszło.

Opowiadanie czytałem, ale widzę zapomniałem skomentować. Jakoś mi się ubzdurało, że taka krótka forma i temat konkursowy pasuje do czegoś lekkiego, humorystycznego. Napisałeś jednak tekst dość poważny i za to plus. Pod względem językowym, płynności czytania też OK. Jednak włażące na głowę dzieci nie dają mi się skupić, albo za głupi jestem, bo nie wszystko z tekstu pojąłem :(

Śniąca – poprawiłem :) Nawet w takim krótkim tekście pomieszały mi się imiona, a jeszcze sprawdzałem przed wysłaniem, ech :p i faktycznie rozległ się lepiej pasuje.

 

Anet, Majkubar dzięki za komenty :) 

Jakoś puenta mnie nie ruszyła, ale tekst sprawnie napisany, wciągasz czytelnika w opowieść

Nie wiem czemu, ale zaskoczyło mnie fantasy w tym konkursie :) ale na plus. Niezły pomysł z lodowcem – jeziorem. Choć limit 3000 znaków to trochę mało na to opowiadanko, przydałoby się je jednak rozbudować.

Ciekawy, oryginalny pomysł. Choć przyznam nieśmiało, że się pogubiłem podczas pierwszego czytania.

miałbym jeszcze jedną prośbę do Ciebie: które to fragmenty, które czyta się w miarę nieźle? Taka uwaga też może pomóc na przyszłość. Wiedziałbym przynajmniej co jest ok :)

thargone – dzięki za opinię. Umknęła mi przez dłuuugą listę potknięć wypisanych przez regulatorów :)

 

Cieszę się jednak, że uznałeś uwagi za przydatne.

cóż, teraz w pełni rozumiem, dlaczego wielu pisarzy tak bardzo dziękuje swym redaktorom za włożoną pracę. Niektórych baboli nie zauważyłbym, choćbym przeczytał tekst jeszcze z 50 razy, a po ich wypunktowaniu wydają się oczywiste.

 

 

Błędów, jak widzę, strasznie wiele się ujawniło ;) zdecydowanie muszę zarezerwować więcej czasu na poprawki… aż dziw, że niektórych wpadek nie dostrzegłem…

 

“Nie rozumiem, co sprawiło, że Mateusz trwał w tej pracy, choć od początku mu się nie podobało, od początku czuł, że to nie dla niego.”

 

mniejsze zło? Nie była to typowa praca ‘najn tu fajf’, z czasem się jakoś zaaklimatyzował, a po co zmieniać pracę na równie dziadowską?

 

Praca Mateusza wydaje mi się dziwna – przecież każdego zmarłego musi najpierw zobaczyć lekarz – czasem konieczna jest sekcja. Każde znalezione zwłoki musi zobaczyć policja i lekarz sądowy. To nieprawdopodobne, aby pracownicy zakładu pogrzebowego jeździli po mieście i zbierali zwłoki.

 

Dostają z reguły ‘cynk’ jak już mogą zabrać zwłoki (kto chciał je obejrzeć, to już obejrzał). Nierzadko zdarza się, że odstępuje się od oględzin, dzwoni np. prokurator i mówi, że nie będzie przyjeżdżał. Wtedy zbiera się ciało i zawozi do kostnicy. Lekarz je wtedy opisuje. Trzeba też pamiętać, że nie każdy zakład ma umowę na zwożenie zwłok z wypadków, morderstw itp.

 

 

“Nie udało mi się odkryć znaczenia początkowego fragment dla reszty opowiadania.”

 

chodziło o podkreślenie, że Mateusz od młodości był trochę niedostosowany. Żył marzeniami, a nie ‘tu i teraz’. Wszystko co było później tylko pogorszyło odizolowanie i jego kondycję psychiczną

 

dzięki za przeczytanie! Ponad 25.000 znaków to niemało jak na internetowe poczytanki:) w sumie w wordzie mi pokazywało ok. 22100 znaków, hm…

Hmmm. Wydaje mi się, że treść mało odkrywcza. Nie przekonał mnie ten pomysł na tekst.Czy w korpo pustka by bohatera nie dopadła?

 

Może i by dopadła. Tyle, że dla niego praca w korpo była kompletnie niezjadliwa. Niektórzy wolą iść do fizycznej roboty niż użerać się z ludźmi i wysłuchiwać w kółko o ‘fokusie’, ‘kejsach’ ‘menejdżmencie’ itp ;)

Myślę, że jak ktoś trafi na dobre warunki, to życie może się sensownie ułożyć. Trochę jak z psychopatami: pomimo pewnych predyspozycji, jeśli trafi w dobre środowisko jest duża szansa, że mordować nie będzie.

 

jganko, NoWhereMan: dzięki za przeczytanie :)

 

błędy poprawię wieczorem, pozdrawiam!

 

W ciągu ostatnich dziesięciu lat, grałem w trzy gry:

 

Wiedźmin

Wiedźmin 2

Wiedźmin 3

 

to prawie jak ja. Grałem jeszcze w HoMM 5 i trochę w 3. Parę lat temu przymierzalem się też do gry Vampyre story (wampiry + rysowane grafiki mnie kusiły), ale ostatecznie nie znalazłem czasu. Grał ktoś w to?

Przyznam, że mam problem z odgadnięciem wszystkich znaczeń w tekście. Czy ojcem będzie bóg? A może czas (który nie potrafi zniszczyć piramid)? Czas i natura (wymiana dna) tworzą w końcu coś z niczego… ale może źle myślę

Tekst trafny, na czasie. Faktycznie Google straszny najczarniejszymi wizjami z powodu błahych objawów. Szkoda tylko, że medycy w realu są niewiele lepsi.

Pomysł z telefonem zaufania ciekawy, chociaż jak dla mnie Lidia to osoba zahukana, niepewna siebie jakaś taka infantylna i nie widzę jej w roli w której ją obsadziłeś. Ten potwór na końcu mi nie pasuje. Nie mogłem wczuć się w klimat, gdyż jak dla mnie za mało opisów. Tak czy inaczej tekst czytało się szybko i bezproblemowo.

Większość z wymienionych znam i słuchałem kiedyś namiętnie (szczególnie Bathory). Z Carpathian Forest cenię najbardziej swordsmen (zwłaszcza końcówka), lupus i journey through the cold moors of svarttjern. Jakiś czas słuchałem też MayheM. Chainsaw gutsfuck jeden z lepszych kawałków. Obecnie z metalu to jedynie Burzum czasem włączę albo stary dobry KAT

Pójdźmy dalej. Odgórnie nakazać, by w każdej książce obowiązkowo byli bohaterowie we wszystkich odcieniach skóry. Oczywiście nie może zabraknąć niepełnosprawnych – i to wszystkich! Nie można przecież dyskryminować osób z zespołem Edwardsa, bez kończyn czy chorych psychicznie. Przecież tacy ludzie istnieli! No i teraz główkujmy, by czasem biały nie zabił czarnoskórego i nie został władcą. Trzeba wszystko dokładnie przeanalizować. Żadna rasa nie może być poszkodowana (no, ewentualnie biała, bo oni są be), ani żaden niepełnosprawny dyskryminowany. Oczywiście to nie koniec… dlaczego w tej niegodnej czytania książce fantasy o tytule “X” mamy tylko kaszę, ryby, dziczyznę itp? A gdzie pizza, hamburgery i kuchnia chińska? Co to za protekcjonizm gospodarczy? Gdzie różnorodność? Skandal!

Nowa Fantastyka