Profil użytkownika


komentarze: 604, w dziale opowiadań: 476, opowiadania: 269

Ostatnie sto komentarzy

Dzięki za wizytę, ninedin :) Cieszę się, że bohater i narracja przypadły do gustu. Mam tylko nadzieję, że twierdzenia w stylu “bohater opowiadania zawsze ma w sobie coś z autora” w przypadku mojego tekstu nie są trafne ;)

 

“Nadambitna miernota ze środkami na koncie i sumieniem o wartości ujemnej”

Ładnie napisane, podoba mi się ta charakterystyka.

Sonato, taką piesokalipsę to ja rozumiem ;)

 

Zanaisie, wiem, że bloki tekstu nie zachęcają, dlatego udało mi się wrzucić cały jeden dialog ;D W takim formacie na więcej nie mogłem sobie niestety pozwolić.

Z tymi planetami to mogłoby być trochę jak z wyspami – mimo ograniczeń na Ziemi ci bogatsi i tak zawsze mogą sobie prywatną wyspę wykupić. Wiem, trochę inna skala, ale idea chyba nie jest kompletnie abstrakcyjna.

A bohater, no cóż… miało być słodkie zakończenie z happy endem. Chciałem przełamać to założenie konkursowe i poczęstowałem przyjemnym zakończeniem nie czytelnika, a narratora ;) Mówisz, że byś go zamordował? W sumie nie jest najgorzej, bo przynajmniej nie wyszedł bezbarwny i wzbudził pewne emocje. Dzięki za lekturę i komentarz!

Widać, że to jeden z tych przemyślanych tekstów zbudowanych zgodnie z planem, a nie opko napisane bardzo szybko pod wpływem impulsu. Chyba, że wyprowadzisz mnie z błędu – wtedy trochę się zdziwię ;)

Bardzo dobrze mi się czytało, jestem pod wrażeniem całego tego chaosu, który jakimś sposobem opanowałeś i zamknąłeś w spójną, zrozumiałą (w pewnym sensie, ale o tym zaraz ;) opowieść. Co mi się najbardziej podobało? Wizja pomieszania czasu i przestrzeni, złoty pył (niezależnie od tego czym tak naprawdę jest i czy w ogóle istnieje), koncepcja Firmy, cyberpunkowy świat i chaotyczna (tylko z pozoru) narracja.

Co już mniej przypadło mi do gustu? Sama historia bohatera, Sary i Rosie. Tak, wiem – można traktować ją jako tło, ale jednak mogłeś zdecydować się na coś bardziej świeżego i mniej oczywistego. Jeśli wrzucasz do opowiadania warstwę obyczajową, wolałbym, żebyś poświęcił na jej wykreowanie więcej wysiłku, bo w mojej opinii zaniża ogólny poziom tekstu. Opisy zanikającego uczucia spowodowane utratą dziecka niestety szczerze mnie wynudziły, i nie dlatego, że zrobiłeś coś źle. Po prostu czytałem już to wszystko jakieś 2-3 miliony razy ;)

Spodobał mi się z kolei język i sposób narracji. Bardzo pasuje do bohatera i treści. Nie do końca przypadło mi do gustu w zasadzie tylko nagromadzenie jednozdaniowych akapitów. Na plus kilka ciekawych, dużo mówiących sformułowań, typu:

Widać wszystko w tym pokoju jest własnością Firmy, co też nie może dziwić, bo wszystko w tym mieście jest tak naprawdę własnością Firmy. Od studzienek ściekowych po życie mieszkańców.

 

Masz u mnie duży plus za opis Firmy – może koncepcja nie jest super oryginalna, ale dobrze zrealizowana i aktualna. Już od dłuższego czasu coraz większą władzę zdobywają wielkie, prywatne korporacje, więc nasz świat idzie bardziej w kierunku tego opisanego przez Ciebie, niż np. światów zajdlowych budowanych przez rządzącą społeczeństwem grupę.

Z historią i interpretacją mam pewien problem. Na początku myślałem, ze jest zrozumiała, później do głowy przyszło mi kilka różnych interpretacji, a teraz sam już do końca nie wiem, co o tym sądzić. Nie mam nic przeciwko opowieściom otwartym na interpretację czytelnika, ale obawiam się, że w przypadku tego tekstu może to negatywnie wpłynąć na „zapamiętywalność”. Bo jeśli teraz nie udało mi się wypracować jednego rozwiązania, które by mnie przekonało, to czy będę pamiętał o tej historii za kilka miesięcy? Nie wiem, zobaczymy :)

W każdym razie, masz mój głos w piórkowych nominacjach. Czy tekst dostanie wyróżnienie, czy też nie – uważam, że loża zdecydowanie powinna mu się przyjrzeć.

Z interpretacją to może za dużo powiedziane – w bohaterah oczywiście widzę korpoludków, bo kto inny mówiłby o kejsach, taskach, i czelendżach? ;D

Bardziej miałem na myśli, że wbrew pozorom Twój świat coś tam ma wspólnego z naszą rzeczywistością, i to nie jest wyłącznie przedświąteczny szał ;)

Uśmiechnęło. A i jakieś przemyślenia tu widać.

Fajna nazwa wirusa ;)

Gdyby przełożyć treść na naszą rzeczywistość, Jake i Rick to nic innego jak sztuczna inteligencja Google, która przetwarza nasze dane i usilnie próbuje nakłaniać do zakupów. Wystarczyło, że wczoraj kilka minut pogadałem o zakupie kawy, żeby połowa aplikacji raczyła mnie reklamami pysznej arabiki ;D

Ha, gdybym nie czytał tekstu, to może bym uwierzył! Tutaj nawet drukarka mogłaby się wzruszyć, gdyby przelewała opowiadanie na papier, nie mówiąc już o androidzie ;)

Dobre! Jeśli już przesłodzić herbatę, to miodem wysokiej jakości ;) Nie jestem do końca targetem tego typu tekstów (angel fantasy zazwyczaj mnie nudzi, a wysoka emocjonalność nie przekonuje), więc napiszę tylko krótko: opowiadanie czytałem ze sporą przyjemnością od początku do końca, a lektura wywołała uczucie satysfakcji. Postać Gabriela świetna.

Ładny pomysł, dobre wykonanie pod względem literackim. O dziwo podobała mi się też odautorska wstawka kursywą, powiedziałbym że wyszła trochę w stylu CMowym. Całkiem zabawna i rozładowuje atmosferę przed ostatecznym atakiem słodyczą.

 

PS.

No, dobra, przyznam, że trochę się wzruszyłam.

Pierwszy raz widzę, żeby Finkla napisała coś podobnego ;D Wygląda mi to trochę na nowy znak jakości, którym nie każdy może się poszczycić ;)

Powitał i podziękował za kolejne komentarze.

 

Adamie, podoba mi się, w jaki sposób określasz bohatera ;) CM wspomniał wyżej, że do takiego typu narracji bardziej pasuje narrator-gawędziarz (i w 100% się z nim zgadzam), jednak gawędziarskie zdolności chyba nie do końca pasują do gościa, którego sobie tutaj wymyśliłem. Narracja pewnie na tym straciła, ale cieszę się, że udało się w jakimś stopniu zbudować wiarygodność tego nieszczęsnego osobnika.

 

Irko, właśnie wszedłem na portal, żeby skomentować Twój tekst, a tu pojawiasz się z wizytą u mnie ;) Strasznie gorzki obraz tamtejszego środowiska naukowego? Oj tak. Powstał między innymi po to, by dołożyć trochę goryczy do konkursu, balansując słodycz wprowadzoną przez takie opka jak to Twoje ;D

Co do limitu, z jednej strony masz oczywiście rację (sam chętnie przedstawiłbym historię “od środka”), ale ja widzę też plusy. Pierwszy raz w życiu musiałem dostosować narrację do limitu i napisać ścisły plan (z podziałem na fragmenty wraz z liczbą znaków), więc na pewno konkurs posłużył mi przy okazji jako ciekawe ćwiczenie :) 

Moją opinię już znasz, więc tutaj tylko zostawię publiczne podsumowanie w kilku zdaniach:

Historia nietypowa, sporo oryginalnych pomysłów, ciekawy świat i interesujący styl. Według mnie to już jest spokojnie poziom papierowego NF ;). Podobało mi się nawet bardziej od Twojego poprzedniego piórkowego opka.

Jest coś w tych Twoich niby abstrakcyjnych tekstach realnego, przyziemnego. Wkładasz sporo przemyśleń do dynamicznej historii w absurdalnym świecie. I całkiem mocno te przemyślenia wychodzą.

Cześć, Olciatko!

Szczególnie cieszy mnie, że “człowiek ekspresowy” się spodobał, bo mam w planach zupełnie inne opowiadanie z wykorzystaniem tępoludków. Na koniec historii okazuje się, że zyskują popularność we Wszechświecie, więc dlaczego z nich nie skorzystać? ;) Ale to jeszcze trochę, na razie muszę zamienić na słowa jakieś pół miliona innych pomysłów ;) W każdym razie, tam bohater (ktokolwiek nim zostanie) będzie miał już z ludkami o wiele bardziej bezpośredni kontakt.

Co do schematu, masz rację – bohater dwukrotnie wychodzi z tarapatów. Kolega od smoków dotyczy pierwszego zaznaczonego fragmentu, a ucieczka na wyspę drugiego: “protagonista w tarapatach otrzymuje pomoc pod określonym warunkiem; łamie warunek udzielenia pomocy i w rezultacie traci wszystko; ale dzięki czemuś, co zrobił wcześniej, odzyskuje to z nawiązką”.

Dzięki za wizytę ;)

Dobry tekst, na pewno różni się od innych konkursowych. Fajnie zbudowałeś wszystkie trzy „przestrzenie”: czyściec, piekło i niebo – w każdym przypadku oddajesz najważniejsze cechy. Czyśćcowi poświęcasz najwięcej miejsca i dzięki temu wypada najciekawiej. A że końcówka jest słodka? Cóż, według mnie wpisuje się w wyobrażenie nieba i ładnie realizuje konkursowe założenie dotyczące zakończenia.

Jeden z lepszych tekstów o tej tematyce, które ostatnio czytałem.

Dzięki za komentarz, CM. Fajnie, że całość wychodzi na plus.

A że opowiadanie jest opowiadaniem? Wszystko wina Tarniny! Mogła dać limit 150 tysięcy znaków i wtedy zbudowałbym całą historię „od środka” ;) A tak bardziej poważnie – rozumiem zarzut i nawet się go w pewnym stopniu spodziewałem, jednak nie znalazłem innej drogi na przedstawienie całej historii w założonym limicie. Najlepszą opcją, jak wspomniałeś, pewnie byłby narrator-gawędziarz, ale nie jestem pewien, czy czuję się aktualnie na siłach, by wykreować gawędziarza na poziomie.

Ostatecznie stwierdziłem, że w opowiadaniu poniżej 30 tysięcy znaków przyjęta metoda narracji ma jeszcze rację bytu, mając przy tym świadomość, że to nie jest optymalny sposób snucia opowieści ;)

Widać jakiś pomysł, ale zrealizowany został trochę chaotycznie, przez co opowiadanie mnie nie przekonuje. Przyznam też, że o ile widać tu wiedzę dotyczącą Elona, to jednak bohater Twojej historii zachowuje się nie do końca zgodnie z charakterem i inteligencją prawdziwego Elona.

 

W szczególności warto byłoby popracować jeszcze nad dialogiem z epilogu, bo brzmi niestety dość sztucznie.

Dzięki za lekturę i komentarze ;) Cieszę się, że przyjemnie się czytało.

 

Helmut, jeśli chodzi o zaskakującą puentę, coż… nie sposób się nie zgodzić, tutaj postawiłem bardziej na inne elementy.

 

Oidrin, mieszanka rzeczywiście dość szalona i dzięki temu proces pisania był interesujący dla autora ;) Jeśli chodzi o sympatyzowanie z bohaterem, tutaj pewnie trochę zależy od czytelnika (Finkla np. napisała coś odwrotnego), ale cokolwiek by o tej postaci nie powiedzieć, na pewno może wzbudzać różne emocje. Zbyt szybkie przejście między rozwiązaniem akcji i zakończeniem? Jak tak teraz na to patrzę, coś w tym może być. Przemyślę, czy nie dodać kilku zdań, chociaż to tekst konkursowi, więc większej rewolucji nie będę już robił.

 

Edwardzie, Twoja uwaga dotycząca zakończenia jest dla mnie naprawdę ciekawa. Bo o ile dokładnie rozumiem, dlaczego Ci zgrzytnęło, to… taki był plan. W przypadku tej konkretnej historii nie chciałem dostarczać zakończenia, na które czytelnik liczył. Wiem, złośliwy autor ze mnie ;)

Ciekawy tekst, zarówno pod względem formy, jak i treści. Jest tu jakiś specyficzny klimat, którego nie spotyka się często w innych opowiadaniach. Fajnie wykorzystujesz kota Schrödingera do własnych celów, lubię takie smaczki :)

W zasadzie mógłbym się podpisać pod komentarzem Edwarda, minimalizm i urwane akapity zwracają na siebie uwagę. I chyba w ostatecznym rozrachunku wychodzą na plus.

Mam tylko wrażenie, że mógłbyś trochę więcej miejsca poświęcić na zakończenie. Jak dla mnie napis “Koniec” przyszedł zbyt szybko i nagle, wcześniej nie sygnalizujesz, że historia zmierza do końca. Ale to jest bardzo subiektywna uwaga, bo urywane fragmenty – jak już wspomniałem wcześniej – w przypadku tego tekstu coś w sobie mają.

Finklo, masz rację, bohater na początku wcale nie jest na dnie. Trafia tam dopiero w kolejnym fragmencie i od tego miejsca zaczyna się schemat zgodny z konkursowymi założeniami.

Dzięki za komentarz, nieszczęsny podmiot oczywiście poprawię :)

Ceterari, dodam tylko, że trzecie od góry też jest od portalowicza ;)

Interesujący tekst, sprawne połączenie kilku koncepcji w spójną całość. Najbardziej spodobała mi się pierwsza połowa, w której skupiasz się na splataniu światów i podróży do alternatywnej, niepokojącej rzeczywistości. Już same słowa kwantonauta czy skafander kwantonautyczny brzmią świetnie i budzą wyobraźnię. I mimo że na początku treść jest czasem poszatkowana na krótkie fragmenty, nie czuć tam chaosu czy zbyt dużych skrótów.

Trochę mniej przypadł mi do gustu opis problemów bohatera, szczególnie tych z pierwszej części tekstu. Opis sam w sobie może nie jest zły, ale jednak mam wrażenie, że czytałem bardzo podobne fragmenty już dziesiątki razy i trochę brakuje czegoś, co wyróżniłoby Twoją wersję. Ale to może być kwestia limitu, bo o ile ładnie się w nim zmieściłeś, to problemy bohatera wyszły typowo i dość banalnie. Ale cały czas mam na myśli głównie pierwszą część, bo kontakt z pająkiem fajnie zmienia kierunek przemyśleń.

Może jeszcze motyw nieudanego eksperymentu za bardzo skojarzył mi się z filmem „Kontakt”, ale to szczegół.

Zakończenie ciekawe, językowo bardzo dobrze, przez całość utrzymujesz uwagę czytelnika, zachowując odpowiednie tempo. W skrócie mówiąc: przyjemna lektura!

Jeszcze odnośnie kodeksu karnego – tutaj temat jest na tyle złożony, że wolałbym się w niego nie wgłębiać. Ogólnie stworzenie takiego prawa, które nie pozostawi nadgorliwym jednostkom możliwości szkodliwej dla społeczeństwa interpretacji, a jednocześnie nie będzie zbiorem bardzo szczególowych przypadków, to nie jest prosta sprawa. Odnoszę wrażenie, że trochę niepokoi Cię brak definicji "człowieka" w prawie, a w konsekwencji zastosowanie całego kodeksu karnego także do płodu. I oczywiście Twoje przemyślenia pod tym względem mają sens.

Szkoda jednak, że nie zdecydowałeś się osadzić akcji bardziej "z boku", w abstrakcyjnym lub odległym świecie. To według mnie nadałoby dystans i zepchnęłoby temat polityki na dalszy plan.

Jak wcześniej pisałem, "nie przepadam za" tego typu tekstami. Co nie oznacza, że uważam je za obiektywnie bezwartościowe ;)

W każdym razie, według mnie nawet jeśli problem leży po stronie światopoglądu czy początkowej tezy, w przypadku Twojego świata to fanatyzm oraz brak zdrowego rozsądku i empatii przyniosły najgorsze skutki dla bohaterów. Społeczny kompromis skutkujący uszczegółowieniem prawa mógłby zlikwidować najgorsze skutki istniejącej patologii.

Jak dla mnie tekst jednak zbyt wyraźnie przypomina „ładnie ubrany” głos w aktualnej dyskusji politycznej. Chociaż też nie jest tak, że całkowicie nie przypadło mi do gustu – w końcu czytało się nieźle, a całość wywołuje pewne emocje. Po prostu nie przepadam za felietonami politycznymi przebranymi w beletrystykę (bez znaczenia, czy zawierają poglądy konserwatywne, czy liberalne).

Czy problem jest u podstawy, w założonej tezie, czy może na dalszym etapie? Egzekucja prawa? Wadliwy kodeks karny? Brak empatii u sędzi?

Moim zdaniem, próbując obiektywnie spojrzeć na przedstawiony przez Ciebie świat, największym problemem są trzy wskazane na koniec czynniki (przy czym brak empatii dotyczy też prokuratora). No bo przecież dzisiaj za względnie poważne przestępstwa dostaje się karę w zawieszeniu lub grzywnę, bo karanie w teorii powinno mieć jakiś sens i cel.

Przyjemna historia z humorem. Może nie zapamiętam tekstu na długo, ale chyba nie o to w tym przypadku chodziło ;) Czasami wśród tych wszystkich poważnych opowiadań brakuje trochę czegoś, co ma głównie na celu zapewnić rozrywkę, opowiadając ciekawą historię. A właśnie tak odbieram to opko.

I choć całość jest naprawdę niezła, z jakiegoś powodu pierwsza część podobała mi się nieco bardziej od drugiej. Może dlatego, że na początku miałeś najwięcej energii i dzięki temu pierwsze kilka fragmentów jest najzabawniejsze? Może duże natężenie żartów sprawia, że w pewnym momencie zaczynają trochę „powszednieć”? A może to po prostu moja wina, bo jako czytelnik podświadomie oczekiwałem, że im dalej w las, tym będzie jeszcze lepiej?

W każdym razie – więcej takich tekstów na portalu! :)

Z tego akurat bardzo się cieszę. Kiedyś się bałem, że szukając rozwoju będę musiał jakoś mocno ten mój styl zmienić czy dopasować. Na szczęście okazuje się, że jakąś tam (nawet całkiem sporą) część udało się zachować.

To ja jeszcze dodam jedną ciekawostkę, o której wcześniej zapomniałem. Zgrałem sobie kilka konkursowych opowiadań na czytnik, nie patrząc na autora i tytuł. Po dotarciu do kurzowego opka już po pierwszych trzech fragmentach miałem pewność, że to właśnie Ty jesteś autorem, mimo że znam tylko kilka Twoich tekstów. Więc na pewno jest coś w tym, co pisze ninedin ;)

Bardzo interesujący tekst, szczególnie przypadło mi do gustu światotwórstwo i humor. Twój świat wygląda trochę jakby powstał w głowie kreatywnego, fantazjującego dzieciaka ;D Te wszystkie nazwy kojarzą mi się właśnie z dzieciństwem, sam nie do końca wiem dlaczego.

Jeśli miałbym wyróżnić którąś część tekstu, na pewno byłby to początek. Kilka pierwszych fragmentów, w których poznajemy świat, to prawdziwe mistrzostwo ;)

No i jeszcze jedno – „Z popielnika na Wojtusia” i „krasnoludki” wyszły Ci naprawdę fajnie i idealnie pasują do tekstu.

Ciekawa opowieść ładnie wpisująca się w założenia konkursowe. Wykorzystujesz sporo dobrze znanych motywów, na podstawie których tworzysz klasyczny cyberpunkowy świat i dynamiczną historię.

Na plus na pewno bohater – konsekwentnie pokazujesz jego ograniczony sposób myślenia ;)

Z minusów – myślę, że limit trochę tutaj zaszkodził. Opowieść chwilami pędzi, a część wątków prosi się o rozwinięcie, albo chociaż zatrzymanie przy nich na chwilę, by ruszyć z akcją kilka fragmentów później.

Nie do końca rozumiem też 2 kwestie:

1) Dlaczego przy takiej pokazowej akcji transporter zawierał prawdziwy, bardzo cenny ładunek? Rozumiem, że organizatorzy byli pewni siebie, ale rzeźnia w pobliżu tak cennego ładunku według mnie kompletnie mija się z celem i nie mogę sobie wyobrazić, żeby właściciele towaru postanowili umieścić go w centrum akcji, zamiast spokojnie podstawić puste skrzynie, a transportem ładunku zająć się w całkowitym spokoju.

2) Nie mogłem sobie wyobrazić, jak ten naszyjnik wyglądał. Wiem, szczegół, ale może czegoś po prostu nie zrozumiałem i mi wyjaśnisz ;) Jeśli to wszczep, to po co w formie naszyjnika? Przecież wszystko powinno się trzymać skóry bez oplatania wokół szyi.

 

– Jeśli nie pójdziesz z nimi, rdza z naszej umowy. Milion kredytów zniknie jak pliki z zainfekowanego wirusem dysku.

Porównanie spoko, ale według mnie pada w nienaturalny sposób i zdecydowanie nie pasuje w kontekście rozkazu wydawanego w trakcie akcji. Zbyt długie i niepraktyczne jak na moment, w którym zostaje wypowiedziane.

 

Aha, i jeszcze fragment, który najmniej przypadł mi do gustu: cała scena z uderzeniem sztuczną łapą obok głowy bohatera. Taka trochę sztampowo-filmowa.

Poza tym językowo wygląda wszystko ok, czyta się szybko i akcja jest dynamiczna, tak jak lubię. Świat niby typowy, ale wzbudził we mnie zainteresowanie i chciałoby się wiedzieć o nim więcej. Ogółem: przyjemna lektura :) 

Co do Anathem, to właśnie zauważyłem, że polski tytuł brzmi inaczej: Peanatema.

Krótki komentarz? Nie ma problemu, sam nie do końca jestem targetem tego typu bajek, ale warto czasem spróbować czegoś innego ;) A pisanie długiej opinii na siłę nie ma oczywiście sensu.

Dzięki za wizytę, Edwardzie. Co do Twojej interpretacji – naprawdę ciekawa i jak najbardziej ma sens, mimo że nie miałem jej w głowie podczas pisania tekstu.

Całkiem niezłe, choć przyznam, że liczyłem na mocniejsze zakończenie. To nadeszło jakoś tak szybko i niespodziewanie. “Zajdlowy cyberpunk”? Potencjał ogromny, więc na pewno warto próbować tego typu tekstów ;)

 

Co do stylu – nie jest napisane źle, ale na pewno warto popracować nad powtórzeniami, nadmiarem zaimków i przecinkami. Język dość prosty, ale czyta się szybko.

 

No i niestety uważam, że tekst rozmija się trochę z konkursowymi wymaganiami, ale chyba nie aż tak, żeby go zdyskwalifikować. Choć przypuszczam, że jurorzy odejmą za to trochę punktów. 

Nie chcę się powtarzać po poprzednikach, więc tylko napiszę w skrócie: bardzo interesujący tekst; bohater zdecydowanie przypadł mi do gustu; inwazja oryginalna, klimat niepokoju wykreowany sprawnie; językowo wysoki poziom.

Też zwróciłem uwagę na zdania zacytowane przez ninedin i wilka – naprawdę ładne.

 

– Piszą, że wybiorą losowo jakieś kilka tysięcy osób – referuje Zofia.

Referuje powinno być w przeszłym.

 

Edycja: Aha, i jeszcze jedno – czasem zdarza Ci się mimo wszystko przesadzić ze słowem “to”, np.:

Nie czujemy już tej sensacji, może to tylko jakiś przekręt, gigantyczny żart na światową skalę. Może. Ale jest też coś w oczach Zofii i nie jest to tylko ulga, że mamy to za sobą. To wrażenie, że świat jest dobrym miejscem, które chce nas mocno przytulić, powiedzieć dużo ciepłych słów.

Udany tekst, według mnie wyszła Ci taka trochę przygodowo-młodzieżowa fantastyka. Tempo akcji bardzo wysokie, dużo się dzieje, przekorni bohaterowie z takim trochę zabawnym, naiwnym podejściem do życia. Jak widać nie każdy tekst musi być głęboki – tutaj po prostu stawiasz na przygodową, dynamiczną historię z wrzuconym tu i ówdzie humorem.

Chociaż muszę przyznać, że w kilku miejscach ta naiwność (a może nawet dziecinność) bohaterów wydała mi się nieco przesadzona. Szczególnie mam na myśli drogę do kapsuły, gdzie bohaterowie w krytycznej sytuacji nie mogli się po prostu dogadać i razem odlecieć z miejsca walki. Zwłaszcza, że gdy Hoover traci przytomność, bohaterka nagle zmienia nastawienie i chce go przypiąć pasami i zabrać ze sobą. Zmiana z wrogiego nastawienia do przyjaznej relacji następuje wyjątkowo szybko.

No i relacja rissenki z Sidem chyba jednak nieco zbyt wyolbrzymiona, czasami wręcz absurdalna. Ale to oczywiście tylko moje zdanie ;)

Ogółem – tekst może nie do końca w moim stylu, ale nadal kawał przyjemnej lektury, narracja poprowadzona płynnie, bohaterka silnie scharakteryzowana, świat nawet interesujący (na początku skojarzył mi się z „Panem Lodowego Ogrodu”, później zaczął bardziej przypominać ten z „Łatwo być bogiem”). Czytało się szybko – stawiasz na dość prostą narrację, która dobrze pasuje do treści.

Ładna klamra – niby to samo zdanie, niby takie samo znaczenie, a jednak kontekst zupełnie inny.

Nie przepadam za tekstami stawiającymi na tego typu emocje, ale tutaj zupełnie mi to nie przeszkadzało, przeczytałem z przyjemnością. Najbardziej przypadło mi do gustu chyba zakończenie.

Styl ładny, narracja płynna, całość na plus.

Ok, marasie, widzę że mnie zrozumiałeś. Jeszcze jako uzupełnienie dopiszę, że jako czytelnik lubię, kiedy autorzy – pisząc niezależne opko w swoim uniwersum – wrzucają w nie część najbardziej charakterystycznych cech tego świata. Wtedy, czytając na przykład taki tekst w czasopiśmie/antologii, od razu mogę rozpoznać świat (jeśli już znam to uniwersum) lub odkryć jego ciekawe elementy. I świat przestaje mi się zlewać z innymi dobrze znanymi klasykami.

Tutaj właśnie tego mi trochę zabrakło, bo jak piszesz, są “takie elementy jak demony, ekipa zabijaków, bohater z ciemną przeszłością, kapłani, magia”, a trochę zabrakło mi właśnie niesamowitości Twojego świata.

 

Ale to tak tylko w kwestii podsumowania, bo po komentarzu wyżej widzę, że dobrze zrozumiałeś mój punkt widzenia. Oczywiście nie każdy patrzy na to w taki sposób jak ja, ale część czytelników może ;)

Przyjemny tekst, bardzo klasyczne fantasy.

Zacznijmy od tego, że narracja przypadła mi do gustu i przez tekst przeszedłem szybko i z przyjemnością. Wybrałeś chyba „najmodniejsze” w ostatnich latach podejście – piszesz z pozycji osoby trzeciej, lecz wyraźnie z perspektywy głównego bohatera. Różne zabiegi (jak np. kilka pojawiających się po sobie pytań, które wychodzą ni to od narratora, ni z głowy bohatera) wykorzystujesz sprawnie i z wyczuciem.

Jeśli chodzi o klimat, świat i bohaterów – Twój wybór jest w mojej ocenie ryzykowny. Nie dziwi mnie wcale, że w komentarzach pojawiają się różnorakie skojarzenia, bo po prostu czerpiesz garściami z innych światów fantasy. Z jednej strony wielu czytelników lubi takie klimaty, z drugiej – chyba jednak za mało dajesz elementów typowych tylko dla Twojego świata. Zarówno świat, jak i bohater oraz problem przed nim postawiony to elementy zbudowane świadomie i bardzo dobrze, jednak podczas lektury ciągle miałem wrażenie deja vu. Tak jakbym gdzieś już czytał ten tekst, tak jakbym znał już bohatera i świat.

Najlepiej chyba wypada sama historia. Jest tu coś z kryminału, coś z grozy, coś z – jakże by inaczej – klasycznych opowieści fantasy. Dajesz kilka tropów i każesz czytelnikowi kombinować, w jaki sposób to wszystko się zakończy. Odniosłem wrażenie, że im dalej, tym lepiej. Tekst być może zyskałby na skróceniu pierwszych fragmentów. Bo o ile tempo budowania klimatu samo w sobie jest ok, to pasuje mi ono bardziej do powieści niż opowiadania. Ale ta uwaga jest bardzo subiektywna. W każdym razie, tekst wciągnął mnie znacznie bardziej od rozpoczęcia śledztwa w wiosce.

Wrócę jeszcze do stężenia klasyki fantasy. Pamiętam Twój tekst na konkurs „Jestem legendą” (chyba nawet przyznałem mu jakiś punkt w głosowaniu konkursowym) i tam według mnie lepiej zagrałeś klasyką. Z każdej strony mrugałeś do czytelnika: „Tak, jestem rasowym bohaterem fantasy w typowym świecie, ale co na to mogę poradzić?! Muszę zrobić swoje!”. A im dalej, tym historia coraz bardziej odchodziła od sztampy. Tutaj już mniej bawisz się znanymi motywami, a po prostu wykorzystujesz je do opowiedzenia swojej historii.

 

Podsumowując – bardzo dobrze napisana, ciekawa historia; świat przedstawiony jak trzeba – brudny, brutalny, z elementami grozy. Tyle tylko, że w mojej opinii na dobre wyszłoby wplecenie kilku bardziej oryginalnych koncepcji (nie tyle fabularnych, co tych dotyczących mechaniki świata, czy chociażby bestiariusza). Coś, co przegoniłoby odczucie deja vu.

Gekikara, oczywiście się zgadzam – naśladowanie lovecraftowskiej atmosfery nie jest wcale proste. Bardziej chodziło mi o fakt, że wypowiedziało się właśnie kilka osób, które nie lubią tego typu klimatu, dlatego parodia mogłaby paradoksalnie bardziej przypość im do gustu. Ale rzecz jasna wiem, że nie na tym polega konkurs ;)

W ogóle żałuję, że nie poszedłem w jakąś lekką parodię Lovecrafta. Akurat w jego przypadku potencjał do tego typu konwencji jest. :)

Gdyby tylko zwycięstwo zależało od czytelników, z ostatnich komentarzy wynika, że miałbyś wtedy spore szanse :P

Napisane ładnie, czytało się naprawdę nieźle. Nie jestem fanem grozy, weirdu, Lovecrafta itp. i szczerze mówiąc nic merytorycznego nie przychodzi mi do głowy. A więc napiszę tylko: raczej nie zapamiętam tekstu na dłużej, ale atmosferę niepokoju / klimat czuć od początku do końca, a sama lektura była przyjemna ;)

Wpierw, to, co obiecałem, czyli przeredagowanie słów Nikity.

Noo, od razu wszystko lepiej się klei. Mnie właśnie to zdanie wprowadziło w błąd, następni czytelnicy będą mieli łatwiej :)

Chociaż przyznam, że oglądanie wizji przez publiczność by się mogło sprzedać o wiele lepiej niż tylko suche informacje ;)

Ok, to jeszcze kilka zdań ode mnie w sprawie punktu “1)”. Od razu zaznaczam, że nie chcę się czepiać, po prostu temat pod dyskusję jest ciekawy i fajnie wyjaśnić kilka kwestii ;)

 

do informacji publiczności nie trafiają liczby, imiona itp.

 

No proszę, nie pomyślałem o tym rozwiązaniu, że do publiczności trafiają tylko ogólniki i liczba przyznawanych punktów. Ale rozumiem, że wizje z sond są dostępne publicznie (”Mistrzostwa oglądają miliony ludzi. Wszyscy by mnie zobaczyli – w twoich myślach!”)?

Kupuję Twoje wyjaśnienia i myślałem nad takim scenariuszem już wcześniej, ale jeśli wizje są publiczne, taka opcja wymaga konkretnego warunku – Mental Wars nie mają swoich gwiazd (najlepszych graczy, którzy należą przez dłuższy czas do ścisłego topu). I pod tym warunkiem Twoje wyjaśniania są logiczne i sensowne.

No bo w innym przypadku (kiedy mielibyśmy kogoś naprawdę świetnego i popularnego), jeśli finał turnieju oglądała masa ludzi – wszyscy widzieli jakiś charakterystyczny obraz z wizji (np. taką twarz Trevora). Takich punktów zaczepienia z wizji może być sporo, więc udział w popularnym meczu znacznie zmniejsza szanse na przyszłe zwycięstwa.

 

Czyli… wychodzi na to, że Twoja wizja dotyczy masowej rozgrywki, w której osoby docierają na szczyt i spadają dość dynamicznie, a duża liczba graczy gwarantuje sens całej gry. Dobrze rozumiem?

Bardzo dobry tekst. Najbardziej przypadł mi do gustu opis pojedynku – udało się tam zmieścić sporo interesujących pomysłów. Bohater i fabuła też są OK (szczególnie bohater), jednak to właśnie idea Mental Wars wybija tekst na wyższy poziom.

Językowo sprawnie, kilka dobrze trafionych zdań, jak np.:

 

o mój Boże nie tylko nie to

jedzie na mnie znowu tak jak wtedy nie!

uciekać nie mogę uciekać samochód moje nogi moje życie nie nie nie!!!

Naprawdę mocne. Po mojej konwersji do mobi całość stała się jednym wierszem, co dało chyba jeszcze lepszy efekt :)

 

<hehe pierdol się> – przyszło czatem

Sporo masz takich wstawek, nawet zabawnie wychodzą.

 

Mam jednak trzy zastrzeżenia, które – o ile nie zmazały pozytywnego wrażenia – pozostawiły mały niedosyt:

1) Nie do końca rozumiem podejście do Mental Wars jak sportu i tworzenia typowego sportowego rankingu. Podczas czytania zastanawiało mnie, czy na najwyższych szczeblach zawodnicy nie powinni się już znać z innych pojedynków (bo chyba można oglądać walki konkurentów)? Przecież masa ludzi ogląda transmisje, przez co kojarzy już najlepszych zawodników. Każdy będzie znał gościa z 1 miejsca rankingu, a co za tym idzie – po odkryciu jego cechy charakterystycznej zna już wszystkie jego dane. Pewnie dałoby się to wytłumaczyć, ale takiego wytłumaczenia mi w tekście zabrakło.

2) Zgadzam się też z opiniami, że bohater trochę łatwo się poddał, wizja zesłana dziewczynie w walce była wielokrotnie „mocniejsza” niż wyłożenie kilku prostych faktów o bohaterze w ostatnim pojedynku. Ale to szczegół, bardziej mam na myśli to, że można było w bardziej złożony sposób opisać proces uświadamiania bohaterowi, kim się stał. Końcowy atak w poprzedniej walce na pewno wywołuje większe wrażenie na czytelniku.

3) Kompozycja wydaje mi się nieco zaburzona – bardzo dużo miejsca zajął opis pierwszego pojedynku (to jest zresztą najlepszy fragment), a później turniej i fabuła szybują już w zawrotnym tempie. Rozbudowa mogłaby zadziałać na plus dla kompozycji właśnie.

 

To tyle z czepialstwa, całość mimo wszystko uważam za znakomitą. To tylko świadczy o tym, jak ciekawy jest sam pomysł, a opowiadanie wciągające i z pewnością „zapamiętywalne”. Brawo! Mam nadzieję, ze loża doceni Twoje opko ;)

 

PS. O co chodzi z tym “niedokładnym wiekiem”? Miałeś na myśli, że udało się podać przybliżony wiek przeciwnika? Mnie to trochę zatrzymywało, bo sprawia wrażenie, że dostajemy punkty za niedokładnie wyznaczoną wartość (słowo “niedokładny” mi nie do końca pasowało).

Mam mieszane uczucia – tekst według mnie nie jest ani zupełnie słaby, ani zupełnie dobry. Z jednej strony historia opowiedziana jest poprawnie: językowo ogólnie ok; jest wstęp, przedstawienie świata, kilka punktów widzenia, zakończenie. Fragmentami opowieść nawet wciąga.

 

Mam jednak kilka zastrzeżeń, przede wszystkim nie spodobały mi się dwie kwestie:

Po pierwsze, sama historia jest jak dla mnie zbyt prosta. Gdybym miał ją streścić, powiedziałbym, że <spoiler do „krzyżowców” (choć nazwa trochę niefortunna ze względów historycznych) dołącza kilku lokalnych młodzieńców chętnych do walki, członkowie wyprawy atakują druida, a ten odpiera atak z wykorzystaniem magicznych mocy. spoiler> Wiem, nieco upraszczam, ale następnym razem polecam mimo wszystko bardziej pokombinować. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi ;)

Po drugie, narracja jest czasami chaotyczna. Przez większość tekstu miałem wrażenie, że wybrałaś narratora wszechwiedzącego, nie związanego z żadną postacią. Opisujesz wydarzenia w sposób dość prosty i bezpośredni, bez ładunku emocjonalnego. Ale czasami nagle zaczynasz pisać z perspektywy którejś z postać, np.:

Brzydziła go przemoc, nie było jednak wyjścia. Innowiercy napadali na dziewice, by składać z nich ofiary. Pożerali dzieci. A co gorsza blokowali prostakom przystąpienie do niebia. Zmarszczki księdza wokół oczu i ust pogłębiły się. Nie. To nie czas na wytchnienie, nie, kiedy bezbronnym ludziom grozi utknięcie w piekle na wieki przez druidów i podobnych diabłów!

Przeskakujesz tak z jednego bohatera na drugiego nawet w ramach jednego fragmentu. Według mnie wprowadza to niepotrzebny chaos. Lepiej albo w ogóle nie wiązać narratora z żadnym bohaterem i wszystko opisywać z boku, albo wybrać sobie jedną-dwie postacie i przeskakiwać między nimi w chwili, gdy zaczyna się nowy fragment/rozdział.

 

To tyle ode mnie. Jak już pisałem, nie jest wcale źle, jako wprawka tekst jest nawet niezły. Jestem przekonany, że jeśli postawisz większy nacisk na fabułę, popracujesz nad bohaterami, narracją i klimatem – stać Cię będzie na wiele więcej ;)

Dzięki, Saro :)

Co do uwagi dotyczącej pierwszych fragmentów – coś chyba w tym jest, kilka osób zwróciło już na to uwagę. Co prawda w trakcie bety odchudziłem nieco opis “normalności”, ale chyba mogłem zrobić to jeszcze bardziej. Sęk w tym, że nie wiem, czy udałoby mi się wtedy pokazać czytelnikowi stan / monotonię życia bohatera i przeskok z monotonii do niecodziennych wydarzeń.

W każdym razie – fajnie, że się podobało i dobrze, że zwracasz uwagę na “mniej przyjemne” fragmenty ;)

Bardzo dobry tekst, wciągnął mnie od samego początku i nie puścił już do końca. Temat ogólnie nie jest nowy, ale Twoje podejście prezentuje się interesująco. Dobry ruch ze sztućcami i ładowarką – paranoja Marka wypada intrygująco.

Historia Marka ładnie splata się z fragmentami, które przedstawiasz z punktu widzenia pracowników muzeum. W pewnym momencie pomyślałem, że Adam-Lucjan nie wykasował sobie wspomnień (duża wiedza o młodszym koledze plus zauważenie korelacji między papierosem a autobusem), ale szybko wyprowadziłeś mnie z błędu.

W tekście zawarłeś trochę przemyśleń, które – choć nie są nowe – wybrzmiewają tutaj dość mocno i naturalnie wynikają z treści przedstawionej historii.

No i wykonanie jest solidne, a tekst dopracowany. Całość na plus!

Ciekawy pomysł z przeniesieniem baśni Andersena w realia SF, dopiero pod koniec tekstu zorientowałem się, którą bajkę wybrałaś. Ogólnie – podobało mi się, choć jakieś uwagi też się pojawiły.

Myślę, że można byłoby dopracować dialogi, żeby brzmiały bardziej naturalnie i mniej „infudompowo”.

Sto pięćdziesiąt bilionów lat – tutaj według mnie zdecydowanie przesadziłaś. Historia życia na Ziemi obejmuje kilka miliardów lat i pomyśl tylko, jak życie w tym czasie się zmieniło. Analizując liczby wychodzi na to, że rozwój dzisiejszych cywilizacji z pierwotnych komórek nie zajął nawet jednego promila czasu, który upłynął w trakcie transferu świadomości bohatera przed ostatnim fragmentem. Nawet biorąc pod uwagę, że to symulacja, wygląda ona zdecydowanie zbyt podobnie do dzisiejszego życia.

Dzięki za wizytę, wilku. Przypomniałeś mi, że najwyższa pora skręcić czasem w stronę SF, bo nie robiłem tego od 2014 roku ;)

Tekst jest już co prawda dość stary (moje pierwsze próby pisania), ale wciąż dobrze mi się kojarzy. Pisany trochę na wyczucie, bez głębszego planu i przemyśleń. Teraz pewnie niektóre rzeczy napisałbym inaczej (np. wspomniana komunikacja radiowa).

Twoje skojarzenia z inspiracjami ogólnie są trafione – bo o ile “Planety śmierci” nie było mi dane poznać (podobnie jak żadnego z czarno-białych SF), to tekst jest zdecydowanie wzorowany na starych filmach SF właśnie.

Wracając jeszcze do wysyłania śmieci w stronę np. gwiazdy, ja bardziej wyobrażałem sobie nadawanie paczce skompresowanych śmieci takiej orbity, żeby same tam doleciały (ewentualnie wysłanie razem z nimi “na śmierć” także np. jakiegoś małego, taniego modułu z silniczkami.

Czy to byłoby realne? Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, nie robiłem reasearchu. Ale wysyłanie specjalnie załogowej śmieciarki też nie wydaje się optymalne.

 

Ale chyba nie ma sensu drążyć tematu, bo mimo że jest dość ciekawy, rozwiązanie z Twojego tekstu jest ostatecznie do zaakceptowania ;)

Jest trochę brakujących przecinków, styl w paru miejscach kuleje, a niektóre zdania…

Dobra, a tak na poważnie – fajny pomysł, uśmiechnęło mnie. Nie jest łatwo przekazać zabawną treść w dwóch zdaniach, a według mnie Tobie się udało. Szkoda tylko, że nie zdecydowałeś się popracować jeszcze nad kilkoma kolejnymi szortami w tym stylu i publikacji wszystkiego razem, wtedy lektura mogłaby potrwać dłużej niż samo ładowanie strony ;)

Według mnie problem polega na tym, że tego typu wykłady zniechęcają wielu czytelników. I choć sam się do takich czytelników nie zaliczam, to im się nie dziwię. “Infodumpowe” dialogi potrafią wybić z poznawania konkretnej historii z konkretnymi bohaterami (profesor, prezydent itd.), wymuszając wrażenie “O, tutaj autor dosłownie przedstawia swoją koncepcję czytelnikom. Ten wykład to jest do mnie, a nie do prezydenta.”.

I o ile takie zabiegi są dość powszechne (np. Zajdel), to mają swoje plusy i minusy – odbiór zależy od czytelnika.

Ale oczywiście zgadzam się z Basement, że ten fragment jest ważny i interesujący (podczas lektury tekstu też miałem przed oczami “statyczną, nielokalną chmurę”).

 

Wniosek – jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził ;) Każdy czytelnik zwraca uwagę na inne aspekty i usunięcie wykładu dla niektórych będzie dużym plusem, a dla niektórych minusem. To takie moje luźne przemyślenia :)

Bardzo dobry tekst. Narracja poprowadzona swobodnie, historia wciąga, zakończenie satysfakcjonuje (to drugie z komentarza też niezłe, ale “główne” podobało mi się bardziej). 

Jeśli miałbym zgodzić się z jakimiś uwagami z komentarzy powyżej, to pewnie mógłbyś lepiej przemyśleć konstrukcję. No, ale to nie jest wielki problem, bo udało Ci się zrównoważyć ten mankament wciągającą opowieścią bohatera.

Trzymam kciuki, żeby tekst został wyróżniony piórkiem. Szkoda, że autorzy częściej nie podejmują tego typu prób – interesująca narracja, konkretna historia, na pierwszy rzut oka taka trochę rozrywkowa, ale jednak mająca w sobie coś, przez co nie wypada szybko z głowy. Uczucia pokazane tak, jak trzeba – płynnie wplecione w opowieść.

 

Na koniec jeszcze takie przemyślenie (nie traktuj tego jako zarzut). Czy nie byłoby w kosmosie prostszej metody pozbywania się śmieci? Latanie śmieciarkami na planety wydało mi się trochę „przerostem formy nad treścią”, czymś niekoniecznie optymalnym. W trakcie czytania nie było mi łatwo tego rozwiązania „kupić”, ale w końcu przestałem zwracać na to uwagę. Zwłaszcza, że to nie jest najważniejsze dla historii.

Pytasz się, córeczko, o co w tej historii chodzi? The answer is blowin' in the wind :)

No proszę, mamy klasyczne sf, takie, jakie chyba nigdy mi się nie znudzi. Interesująca historia (choć spleciona z dobrze znanych motywów), która wciąga od początku i bardzo ładnie składa się w całość. Wszystko przemyślane jak trzeba, zawarte w odpowiedniej objętości.

No właśnie – objętość. Cieszy mnie, Rybaku, że nie zdecydowałeś się zbędnie wydłużać tekstu. Narracja drugoosobowa, te wszystkie pytania do córeczki, są fajne właśnie m. in. dlatego, że nie zdążyły zmęczyć. Utrzymanie takiej narracji na dłuższym odcinku mogłoby okazać się ryzykowne. Co do zmiany narracji w końcówce – osobiście mi nie przeszkadza, dzięki temu zabiegowi wyjaśniłeś to i owo.

Co tu dużo się rozpisywać – uczucia opisane jak trzeba, językowo ładnie i dość oszczędnie (to na plus), zakończenie dobrze podsumowujące historię, ale bez łopatologii. Pierwszy kontakt co prawda wyszedł ludzkości nieudany, ale już drugi niesie nadzieje na przyszłość. Co prawda „Skowronki i sowy” spodobały mi się bardziej, ale to może wynikać po prostu z czytelniczego gustu.

Nad nominacją jeszcze pomyślę (zgodnie z nowymi zasadami zresztą), ale na ten moment uważam, że tekst wart jest mojego głosu.

Dzięki za komentarz :) Fajnie, że wskazujesz konkretne elementy, które najbardziej przypadły do gustu – taki feedback zawsze coś wnosi ;)

Dzięki, Verus. Jesteś kolejną osobą, która zauważa, że opowiadanie ma w sobie coś z weird. Musi coś w tym być.

Jeśli chodzi o przyczynę postawy bohatera, nie chciałem jej zdradzać z kilku powodów (m. in. tekst mógłby wpaść w banalny schemat opowieści o człowieku, który stracił rodzinę / dom / pracę), ale oczywiście jakaś przyczyna istniała i bohater wciąż miał ją z tyłu głowy.

Finklo, ja z kolei czytałem coś m. in. o zmianie w porach roku, przyspieszeniu wiatrów i zmianie temperatury na planecie. Na stabilizację prędkości obrotu czy pole magnetyczne nie trafiłem, ale brzmi sensownie i… groźnie ;)

W każdym razie, jest tak jak piszesz – jeśli Księżyc znika na krótko, część z tych efektów nie wystąpi.

 

Asylum, co do braku plastyczności – rozumiem, o co chodzi i dobrze, że o tym wspomniałaś (podobnie jak o innych tematach). Opinie “pojedynczych czytelników” są oczywiście ważne ;)

Dzięki za komentarz, Asylum. Fajnie, że dołączyłaś do grona osób zadowolonych z fabuły i pomysłu.

Uwagi jak najbardziej celne. Tak na szybko:

– „dało się dojrzeć” – racja, poprawiam,

– „zaakceptowała wyzwanie” – za dużo tego angielskiego na co dzień ;) podczas pisania w głowie pojawiło mi się challenge accepted,

– „kraterem Kopernik” – w sumie to nie wiem, żadna opcja mi się nie podoba, ale któraś musi być poprawna ;) z jednej strony to nie jest „Krater Kopernika”, tylko krater „Kopernik”, ale z drugiej strony tutaj mamy narzędnik…

 

Co do przegadania i bohatera – cóż, pewnie masz rację. Ale raczej nie będę już znacząco przerabiał tekstu, a Twoje uwagi zapamiętam na przyszłość. Tak naprawdę w pierwszych kilku akapitach znacznie wyszedłem poza mój „literacki komfort” i spróbowałem czegoś innego. Jak widać, trochę zabrakło w tych fragmentach wyczucia, ale i tak cieszę się, że spróbowałem.

 

Motyw „co by było, gdyby zniknął Księżyc” jest co prawda nienowy, ale niezbyt często eksploatowany. Tutaj skupiłem się głównie na postrzeganiu zmiany przez szarego obywatela (mieszkańca żelbetowej budowli pochodzącej z czasów Chruszczowa) – bohater nie zna się na fizyce, gołym okiem nie widzi zmiany. A poruszenie na osiedlu wynika tak naprawdę z tego, że media trąbią o księżycu.

Sam nie jestem pewien, czy nagłe (z sekundy na sekundę) zniknięcie Księżyca nie wywołałoby niespodziewanych zjawisk na Ziemi, ale w tego typu opowiadaniu nie chciałem się wgłębiać w takie tematy.

Wpływ na pewno byłby znaczący (to o czym z Finką piszecie), ale wbrew temu co myślą niektórzy, nie widowiskowy i zabójczy.

Czy ja i CM to jedno? I tak, i nie. Ciałem może się różnimy, ale zakładając, że mózg jest tylko detektorem nielokalnej, wszechobecnej świadomości kwantowej – tak, jesteśmy jedną osobą :-)

Realizm magiczny osadzony w Polsce, z dynamiczną akcją, ciekawym pomysłem i licznymi analogiami do dzisiejszych rozwiązań technicznych. Szkoda, że autorzy częściej nie decydują się na pisanie tego typu tekstów, bo czytało się naprawdę dobrze. Twoje opko można czytać jako typowo rozrywkowy tekst, ale jednocześnie umieściłeś w nim garść przemyśleń i nawiązań do współczesnych „problemów”.

Na plus te wszystkie internet of magic, spellbook, magicwall itd. Kilka razy się uśmiechnąłem, wprowadzasz to wszystko do świata tak jakby były jego naturalnymi elementami. Ogólnie humor w tekście stoi na niezłym poziomie – nienachalny, czasem subtelny. Kiedy przeczytałem fragment o Gorzowie, prawie parsknąłem. Wiadomo, bohaterowie są z Zielonej Góry, więc niechęć do Gorzowa musi być ;)

Ładnie też przedstawiasz postęp. Analogia między rozwojem elektroniki i rozwojem „magotroniki” jest zdecydowanie widoczna, a pokazane w tekście zagubienie w szybko rozwijającym się świecie oddaje uczucia niejednej osoby „w średnim wieku”, której przyszło żyć w naszych czasach.

Jeśli chodzi o wykonanie, jest nieźle. Czasami brakuje przecinków, kilka zdań wydało mi się dziwnych, ale ogólnie czyta się szybko i płynnie, a całość napisana jest po prostu dobrze. Co osobiście nie przypadło mi do gustu, to takie trochę „szkolne” wypowiedzi bohaterów pojawiające kilka razy w trakcie akcji. Na przykład:

– To golem! – krzyknął Staszek.

– Staszek, uważaj! – huknął nagle Piotruś.

– Już po nas – smutno podsumował Piotruś Pan.

 

Aha, prawie zapomniałem wspomnieć. Spodobał mi się tytuł – niebanalny i przykuwający uwagę.

O widzisz, już wiem, dlaczego połączenie z Purpurową Mgłą nie do końca mnie przekonało. Jestem programistą, więc wspomniany “suchy, inżynierski” klimat mi nie przeszkadza, a hermetyczne fragmenty pewnie ciekawią mnie bardziej niż inną część czytelników. Po przemyśleniu zgadzam się, że wprowadzenie mgły na pewno ma swoje plusy i mogło wcale nie być złym pomysłem.

Pomysł leżał więc w pamięci do czasów dzisiejszych aż przyszedł do głowy inny wariant jego zagospodarowania, jak widać też nienajlepszego.

Nienajlepszego, hmm… Ja to widzę w trochę inny sposób. Miałeś trzy drogi:

1) Postawić na bohaterów, akcję itp., spłaszczając część naukową.

2) Dobrze opisać pomysł, nie pomijając bardziej technicznych szczegółów (wybrałeś tę drogę).

3) Rozbudować pomysł co najmniej do mikropowieści i nie zrezygnować z niczego.

 

Wskazywane w komentarzach minusy są w dużym stopniu konsekwencją tego wyboru – w opowiadaniu może nie wszystko jest na wysokim poziomie, ale pomysł przedstawiłeś naprawdę dobrze, nie uciekając w dłuższą formę.

Dzięki za wizytę, tsole. Przyznam, że podane przez Ciebie skutki utraty Księżyca, choć na pewno są ciekawe, nie przyszły mi wcześniej do głowy. Ale domyślam się, że nie uczyłeś się o nich podczas wykładów z astronomii ;)

Co do Jadwigi Dzik, cóż… rozumiem, że część czytelników czuje się właśnie zawiedziona. Zawiedziony może czuć się też bohater, ale taki już los mu zgotowałem. Od początku planowałem zakończenie w stylu “pozytywnego status quo” – niby nic się nie zmienia względem sytuacji sprzed opisanych zdarzeń, a jednak jakaś delikatna, pozytywna zmiana nastąpiła.

“Nazwałem go Lunatworem” – oczywiście masz rację, poprawię to zdanie.

Przedstawiasz problem dość często poruszany w fantastyce, ale Twoja wizja jest oryginalna i interesująca. Brak żywych bohaterów i „techniczny” styl sprawiły, że opowiadania nie czytałem „z płynnością”, a sama historia nie wciągnęła tak jak to bywa z tekstami stawiającymi na inne elementy. Na pewno warto byłoby popracować nad dialogami – według mnie spora ich część wyszła sztucznie. Jednak po przeczytaniu całości zdecydowanie czuję satysfakcję z lektury.

Najbardziej przypadł mi do gustu pomysł wykorzystania nadmiarowości potencjału obliczeniowego jako płata czołowego Chmury. Pomysł sam w sobie wydaje się dość prosty, a zarazem genialny. W zasadzie temat wykorzystywania nadmiarowości potencjału pojawia się w sieciach rozproszonych (nie tylko dla chmur) już od dawna – możemy udostępnić wolne zasoby naszego procesora nieświadomie (cryptojacking), albo celowo wspierając np. badania naukowe (foldingathome). A więc idea wykorzystania wolnych zasobów przez Chmurę wydaje się logiczna, a w połączeniu z analogią do ludzkiego mózgu tworzy spójną całość.

Tych fajnych pomysłów jest więcej, np. mózg jako detektor świadomości czy wysyłanie wiadomości poprzez kontrolę zjawisk atmosferycznych.

Trochę mniej spodobało mi się wyjaśnienie rozmowy Alice z Chmurą – promieniowanie korpuskularne jako metoda przekazania rozległej wiedzy i to całe tajemnicze połączenie z Purpurową Mgłą wydają mi się uciekać ze sfery science w sferę fiction bardziej niż pozostałe elementy. Ale potraktuj to jako w pełni subiektywną uwagę.

Rozważania nad celem i rolą sztucznej inteligencji, podobnie jak zakończenie, nie są szczególnie oryginalne, ale trochę klasyki nie zaszkodzi.

Podsumowując – jako opowiadanie tekst na pewno ma swoje wady, ale pomysł przedstawiłeś naprawdę interesujący, w dodatku widać, że całą wizję dokładnie przemyślałeś i podbudowałeś solidnym researchem.

Dzięki za opinię, Łosiocie.

Mówisz, że opowiadanie jest specyficzne lekko dziwaczne? Fajnie – ja też mam takie wrażenie :) Cieszę się, że odnalazłeś tutaj subtelny humor, umieściłem go niewiele i nie byłem pewien, czy czytelnicy zwrócą na to uwagę.

Czytałem ze sporym zainteresowaniem. Trochę postapo, trochę dystopii, trochę nawiązań do aktualnej sytuacji. Wprowadzasz czytelnika w Twój tajemniczy świat z odpowiednim tempem, według mnie wyjaśniasz dokładnie tyle ile trzeba. Historia głównych bohaterów może nie jest sama w sobie szczególnie zajmująca (a przynajmniej dla mnie nie była), ale pozwala opisać życie na osiedlu ze wszystkimi smaczkami.

Technicznie jest bardzo dobrze, podoba mi się Twój styl – jestem pod wrażeniem, że czas teraźniejszy w tekście o tej długości nie zdążył mnie znużyć.

Mam jedynie zastrzeżenia do zakończenia. No cóż… według mnie wyszło trochę nijakie, oczekiwałem czegoś mocniejszego. Może niekoniecznie wyjaśnień, ale jakiś efekt „wow” pod koniec na pewno sprawiłby, że tekst mógłbym zapamiętać na dłużej.

Ale poza tym jest naprawdę dobrze – kawał przyjemnej lektury.

 

Aha, i jeszcze jedno – spodobał mi się fragment z karaluchami. Od razu nasuwają się skojarzenia z grzybem Ophiocordyceps unilateralis :)

 

PS. Przepraszam, jeśli powtarzam się po innych, ale dość późno tu trafiłem i nie chciało mi się przeglądać komentarzy, bo jest ich całkiem sporo ;)

Całkiem niezłe – akcja opisana żywo, jest trochę humoru i odniesień do wydarzeń na świecie. Choć bez wyjaśnienia w komentarzu nie domyśliłbym się, że chodziło o zamachy.

Dzięki za kolejne komentarze ;)

 

Olciatka, takie było założenie – przełamanie monotonii serią nietypowych zjawisk. Najważniejsze, że przewidywalność nie zdążyła znudzić za bardzo :)

 

Cytryno, tak, zdaje sobie z tego sprawę – posunięcie z powtórzeniami było dość ryzykowne. To trochę nie mój styl, ale zależało mi na tym, żeby monotonia w początkowych fragmentach emanowała z tekstu i być może nieco przesadziłem. Ale najważniejsze, że całość wyszła na plus :)

 

NoWhereMan, podoba mi się Twoja charakterystyka świata z pierwszego zdania komentarza – rzeczywiście konwencja wyszła trochę baśniowo-weirdowa. Co do bohatera – poziom znużenia i brak celu w życiu powoduje, że nawet niezwykłe zjawiska nie robią na nim wrażenia. Po prostu chce przeżyć swoje i tyle. Pewnie mogłem położyć większy nacisk na wyjaśnienie tej kwestii.

 

ANDO, jeszcze raz dzięki za pomoc. Fakt, pracy nad tekstem nie było może dużo, ale uwagi pozwoliły na wygładzenie opowiadania tam, gdzie to było potrzebne.

 

Zygfrydzie, dzięki za ostatniego klika. Fajnie, że tekst nie zanudził – zwroty akcji i zwariowana fabuła miały wynagrodzić opis monotonii z początku.

Katiu, dzięki za wizytę, cieszę się, że przypadło do gustu :)

 

GhostWriter, słuszne uwagi – poprawiłem wskazane zdania. Co do zaskoczenia, taki właśnie był cel – gdyby skończyło się tak jak piszesz, finał historii byłby zbyt banalny :) Również pozdrawiam i życzę, żeby w kolejnych miesiącach wspomniana anoreksja przerodziła się w nadwagę.

Nietypowe opko, czytałem z zainteresowaniem. Piszesz ładnie, masz przykuwający uwagę styl. Najbardziej spodobał mi się klimat – Chiny, pustynny świat i cyberpunkowe realia.

O ile eksperyment sam w sobie jest interesujący, to jednak chyba trochę zbyt długi. Tekst praktycznie nie ma fabuły (no dobra, ma, ale to takie strzępki pozwalające opisać rzeczywistość), a o bohaterach wiemy bardzo mało. Jako ciekawostka spisuje się bardzo dobrze, ale w takim przypadku subiektywnie wolałbym zamknięcie całości w maksymalnie 10-15 tys. znaków.

Ale tak jak pisałem, czytałem z przyjemnością. Chiny, świat posypany piaskiem i chipami, zabawa słowem – to jest to, co wyszło naprawdę dobrze. Szkoda tylko, że nie zdecydowałaś się albo pójść bliżej w kierunku szorta, albo rozbudować bohaterów, fabułę i zakończenie.

 

Siatka pod napięciem też mnie zatrzymała, ale zastanawiam się, czy w połączeniu ze szklanymi domami, które pojawiają się chwilę później, ta siatka nie miała być tylko abstrakcyjną legendą (choć w zatrzymywanie rekinów prądem raczej mieszkańcy by nie uwierzyli).

Dzięki za wizytę i łapankę, Reg. Wprowadziłem poprawki.

Co do wydarzeń na orbicie, wolałbym nie pisać tutaj dodatkowych wyjaśnień – zawsze istnieje ryzyko, że ktoś przez przypadek trafi na nie w komentarzu przed lekturą. Ale jeśli chcesz małego streszczenia, daj znać, zawsze mogę wysłać w PW.

 

CM, cieszę się, że tempo przypadło do gustu. Ten tekst to dla mnie zupełnie coś nowego, nigdy nie pisałem nic w tym stylu. Ale jednak dynamiki i dość “gęstej” fabuły nie mogę sobie nigdy odpuścić ;)

Również pozdrowił i poszedł.

Dzię­ki za ko­men­tarz. Cie­szę się, że za­sko­czy­ło.

Co do spraw na­uko­wych – za­ło­ży­łem, że w tego typu tek­ście tro­chę “luź­niej­sze” po­trak­to­wa­nie fi­zy­ki bę­dzie wy­ba­czal­ne. Mam na­dzie­ję, że fani sf nie będą in­ne­go zda­nia ;) Oczy­wi­ście po­czy­ta­łem kilka ar­ty­ku­łów o tym, co by bylo, gdyby księ­życ znik­nął. Ale to tylko dla ogól­ne­go ob­ra­zu, oczy­wi­ście część efek­tów po­mi­ną­łem, bo jak pi­szesz, opo­wia­da­nie skrę­ca w stro­nę “bajki".

A co do chwi­lów­ki, no cóż… za­wsze możną wziąć drugą, żeby spła­cić pierw­szą :)

Dzięki za wyjaśnienia.

 

Było go stać nawet na wielkiego naukowca, tylko po to by wytłumaczyć kilku zawodnikom o co kaman.

Pytanie po co :) Jeśli chodziło chwyt marketingowy, to jeszcze mogę zaakceptować taką decyzję.

 

A mnie pasuje. Poznałem kilku naukowców czy profesorów, którzy zazwyczaj są wysoce ekscentryczni.

Swego czasu oglądałem na youtube wykłady tych bardziej znanych fizyków i trochę inaczej to widziałem, ale w sumie możemy mieć po prostu inne doświadczenia ;)

 

Taki mamy klimat. Odpal sobie Quake Online, to zobaczysz na jakim poziomie są tam rozmowy.

Doceniam odwzorowanie klimatów, ale to niestety nie oznacza, że przyjemnie się czytało rozmowy na takim poziomie.

 

Co do zakończenia, kupuję Twoje wyjaśnienie.

Całkiem niezłe. Kilka elementów pewnie można było przemyśleć lepiej, ale jako typowo rozrywkowy tekst czytało się przyjemnie.

Z minusów: nie do końca kupuję, że akurat wybitny fizyk i odkrywca „podróży w czasie” tłumaczy mało zainteresowanym zawodnikom zawiłości techniczne – przecież mogło to zrobić tysiąc innych osób. Jego wykład trochę mi nie pasuje do wielkiego profesora. Rozmowy bohaterów też wydały mi się w kilku miejscach dziecinne, a żarty na poziomie nastolatków. Wiem, taki był zamysł, ale czasami trochę mnie to raziło.

Ale poza tym sam pomysł naprawdę fajny. Nie sądziłem, że „opis gry wideo” może okazać się przyjemną lekturą. A jednak – dynamiczna akcja, ciekawa koncepcja respawnu i zabawy z czasem, do tego żywe postacie i całkiem niezła końcówka. Całość na plus!

Mam tylko wątpliwości co do zakończenia (SPOILER ALERT): czy po reswapnie bohater nie zobaczyłby na nagraniach, co tak naprawdę się wydarzyło i tym samym wyrzuty sumienia by wróciły? No bo rozumiem, że oni później oglądają przebieg walki, dzięki czemu (mimo „skoku w przeszłość”) wiedzą, co się stało. Czy coś źle rozumiem?

Czytało się przyjemnie, w zasadzie nie poczułem, że tekst ma aż 70 tysięcy znaków.

Najbardziej wciągały fragmenty, w których pojawia się radio lub lalka (to, o czym pisała Bellatrix), choć elementy obyczajowe też stoją na wysokim poziomie. Nie odczułem przegadania, ale to pewnie w dużej części zależy od gustu.

Najmniej z kolei spodobały mi się retrospekcje z parkingiem. Sam pomysł na powracanie do tamtych wydarzeń jest ok, ale zdecydowanie wolałbym, żeby sam wypadek był bardziej interesujący / pomysłowy. Wydarzenia z parkingu wydały mi się banalne i niezbyt wiarygodne, tak jakby zabrakło w tych fragmentach pomysłu.

Z minusów może jeszcze *spoiler odrąbanie koniuszka palca. Wydało mi się mało niewiarygodne, że Adam był w stanie się zamachnąć i uderzyć tak, by trafić w konkretny palec i to jeszcze w jego koniec (Paweł powinien też zdążyć ruszyć dłonią). Mi na pewno by się to nie udało, a bohater był przecież w bardzo słabym stanie. *spoiler

Ale to szczegóły nieznacznie wpływające na odbiór. Ogólnie opowiadanie mnie wciągnęło, historia wydaje się dobrze przemyślana, a końcówka robi wrażenie. Na pewno na plus bohater, poświęcasz mu sporo miejsca i w efekcie wychodzi dość nietypowo i wzbudza emocje. Do stylu i sposobu „straszenia” nie mogę się przyczepić – ostatnio coraz więcej autorów skręca w stronę new weird, Ty postawiłeś bardziej na klasykę. Gęsta atmosfera i wzbudzanie niepokoju – to na pewno wyszło tutaj jak trzeba.

Na razie zgłaszam do biblioteki, nominację do piórka jeszcze przemyślę.

Trochę zniechęciło mnie opisywanie kolejnych bohaterów na początku, ale później było już tylko lepiej. Powtórzę po innych: interesujące połączenie legendy z fizyką.

Ja na Twoim miejscu pewnie więcej miejsca poświęciłbym na zabawę z różnymi smaczkami (coś typu “…wyrastały mury tak czarne, jakby pochłaniały wszelkie światło” zamiast “…wyrastały niepokojąco czarne mury przybytku”). Ale to taka subiektywna uwaga, wynikająca pewnie z tego, że – jak już wcześniej wspomniałem – spodobał mi się kontrast baśni z fizyką.

Wciągnęło mnie, dzięki interesującej wizja świata połączonej z niezłą fabułą i dość wiarygodnie przedstawionymi problemami bohatera. Może nie wszystko zagrało w całości jak trzeba, ale ogółem jestem pod wrażeniem.

Mimo że uniwersum przedstawiłeś dość obszernie i zmieściłeś w tekście sporo elementów świata, w żadnej chwili nie czułem zagubienia. Szczególnie zainteresowało mnie fazowanie, koncepcja ma swój potencjał. Pomysł na piramidę odpowiedzialności też niczego sobie. Z kolei w przedstawionej historii chyba najbardziej zazgrzytało mi kilka ostatnich fragmentów przed zakończeniem – odniosłem wrażenie, że historia za bardzo przyspiesza, poświęcasz bardzo mało miejsca na opis decyzji bohatera. Nawet nie do końca widać, że on tę decyzję podejmuje.

Wykonanie z kolei jest trochę nierówne. Momentami umiejętnie wprowadzasz czytelnika w detale Twojego świata, niektórymi opisami potrafisz zaintrygować. W opowiadaniu jednak chętniej widziałbym trochę więcej dialogów i akcji. Stężenie suchych opisów wydaje się spore, choć zdaję sobie sprawę, że trudno byłoby Ci przedstawić świat, gdybyś przyciął infodumpy.

Zdecydowanie przydałoby się z kolei, żebyś jeszcze raz przeczytał tekst (już tutaj na portalu), bo kilka fragmentów dziwnie się rozjechało, masz trochę literówek, brakujących przecinków i nietrafionych słów.

Ogólnie jednak styl oceniam na plus – jest ok z potencjałem na coś więcej. Czasami zdarzają się jakieś dziwne konstrukcje, ale nie ma ich przesadnie dużo i wraz z kolejnymi tekstami powinno być coraz lepiej.

 

Podsumowując – fajny świat, niezła fabuła, bohater zbudowany dość wiarygodnie. Przycięcie opisów i wrzucenie w ich miejsce akcji mogłoby podziałać na plus, ale wymagałoby to wyczucia (tak, aby wizja świata wciąż pozostawała dla czytelnika jasna). Styl nie do końca równy, ale z potencjałem.

Przyznam, że do pewnego momentu myślałem, że ten zabieg z „komentarzami” trochę tu nie pasuje, a sama historia wydawała mi się dziwna. Ale na szczęście nadeszła druga część tekstu, w której łączysz wszystkie elementy w spójną i interesującą całość. Tekstów z „burzeniem ścian” jest całkiem sporo, a Tobie udało się mimo wszystko zachować pewną świeżość.

W skrócie mówiąc: ciekawy pomysł, ciekawa realizacja. Jedyne, co osobiście mi trochę przeszkadzało, to sam opis drogi / ucieczki. Przyznam, że ten dość długi ciąg absurdalnych zdarzeń zdążył mnie trochę zmęczyć. Nie psuje to jednak pozytywnego wrażenia po przeczytaniu całości.

Zauważyłem coś jeszcze: jakiś czas temu czytałem inny Twój tekst (Ethan Crouch redivivus) i z jakiegoś powodu podczas lektury Kukły boga ten tekst nagle mi się przypomniał. Nie wiem czy podczas pisania miałeś taką świadomość, ale te opowiadania mają dość sporo cech wspólnych.

Bardzo przyjemnie się czytało. Dużo się dzieje, akcja cały czas posuwa się do przodu. Miałaś kilka ciekawych pomysłów, niektóre z nich mnie zaskoczyły.

Fajnie wykorzystujesz motywy oryginału, a mimo to historia nie jest prostym retellingiem, zachowuje unikatowość.

Obawy w przedmowie były niepotrzebne – według mnie bardzo dobrze wykorzystałaś założenia konkursu, w szczególności zmiana Robinsona na Robbi jest naprawdę kluczowa dla samej historii. Ogólnie mam wrażenie, że bohaterka wyszła bardziej „odporna psychicznie” od kolegi z oryginału i przetrwanie okazało się dla niej łatwiejsze. Ale też wyspa wydaje się przyjaźniejsza. I ciekawsza :)

Co do wychodzenia poza realizm i “wiarygodność” historii – też zwróciłem na to uwagę, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało.

Pozostało kilka drobnych błędów w niektórych zdaniach, ale całość napisana ładnie i z wyczuciem.

 

Minęło już ponad trzy tygodnie i żadnych wieści z bazy.

Minęły.

 

Walczyłam z wodą, szamotałam się rażona prądem, aż w końcu zdołałam dotrzeć do brzeg.

Może lepiej dodać „jak rażona prądem”? Bo można to zinterpretować dosłownie.

 

Przemierzaliśmy wyspę wszerz i wzdłuż, dzięki moim staraniom umiejętnie omijając wioskę changeformsów.

Changeformów (bez „s”), wcześniej używałaś takiej formy.

Fajnie się czytało, czuć amerykański klimat. Chociaż mimo wszystko wydaje mi się, że sam pomysł mógłby lepiej sprawdzić się w formie szorta – tekst w pewnym momencie zaczął mnie trochę nużyć, bo poza kilkoma ostatnimi akapitami wykorzystałaś wyłącznie dobrze znane obrazy.

Ale całość na plus – w pierwszej chwili nie zrozumiałem zakończenia, ale po chwili do mnie dotarło. I uśmiechnąłem się :)

W końcu nadchodzi czas, w którym autor uznaje, że dotarł do momentu, w którym nic już nie zmieni, bo wydaje się że wszystko jest dobrze i logicznie zbudowane. Dopiero głosy innych czytelników pokazują, że można było podkręcić jeden wątek, zmienić nieco drugi, a trzeci przykładowo wywalić.

To jeszcze od siebie dodam, że dobrze zrobiłeś, decydując się już na publikację. Według mnie historia jest dobrze i logicznie zbudowana, zupełnie mnie nie dziwi, że spędziłeś nad nią sporo czasu i starałeś się dokładnie przemyśleć.

Kilka rzeczy dało się co prawda lepiej napisać, ale nie sądzę, że dalsze dłubanie nad tekstem przeniosłoby całość na znacznie wyższy poziom. Lepiej brać się za nowe pomysły :)

Największy plus za świat – poznawałem go ze sporym zainteresowaniem. Fajnie, że poza opisem wioski częstujesz czytelnika także wizją sposobu życia tamtejszej społeczności, ich światopoglądem.

Bohater też w porządku – co prawda dość typowy i nie wzbudzający szczególnej sympatii, ale nikt nie mówił, że zawsze ma być oryginalny i sympatyczny. Najważniejsze, że zbudowałeś go odpowiednio i poświęciłeś na to wystarczająco dużo miejsca.

Sama historia już trochę mniej mnie przekonała (taki kryminał w wiedźmińskim stylu), jednak czytałem z zainteresowaniem. Pojawia się sporo dobrze znanych motywów, z których najmniej przypadł mi do gustu ten z retrospekcją, pokazujący historię bohatera. Mam wrażenie, ze mogłeś tutaj pokusić się o coś bardziej oryginalnego.

Zakończenie w pewnym stopniu przewidywalne, ale przyznam, że zaskoczył mnie trochę sposób, w jaki do tego zakończenia doszło (wydarzenia na plaży). Motyw z palcami też ciekawy. Jeśli miałbym coś w końcówce zmienić, według mnie ostatni akapit jest niepotrzebny. Wiem, ten akapit sporo wyjaśnia i takie było założenie – ale przez to końcówka staje się w pewnym stopniu banalna, klasyczna.

Styl w porządku – poprawny, lekki, ułatwiający szybką lekturę.

 

Komentarz wyszedł mi trochę bardziej krytyczny niż zamierzałem, ale to chyba dlatego, że widzę w przedstawionej historii spory potencjał (który wynika głównie z koncepcji świata). Czytało się naprawdę przyjemnie, chociaż przy podrasowaniu kilku elementów (m. in. fabuły) mogło być jeszcze lepiej.

Dobrze się czytało, koncepcja zasłony pokazana baśniowo zamiast dosłownie, co ładnie współgra ze stylem.

Mogę też podpisać się pod tym, co zauważył ktoś wyżej – trochę szkoda tego limitu. Tekstów ze sztucznym ograniczaniem społeczeństwa czymś w stylu „Zasłony” (i strachem przed światem na zewnątrz) jest naprawdę sporo, koncepcja sama w sobie ma duży potencjał. A przy takich limitach naprawdę trudno wbić się do pamięci czytelnika oryginalną, „zapamiętywalną” wizją. I właśnie przez to Twoje opowiadanie pewnie dość szybko wyleci mi z głowy.

Ale taki już urok szortów, nic na to nie poradzimy :)

 

chcąc choćby przez jedno bicie serca zobaczyć

Jedno uderzenie brzmiałoby chyba lepiej.

Mam mieszane uczucia. Napisane sprawnie, czyta się szybko, bohaterowie zbudowani jak trzeba. Ale z drugiej strony historia nie zrobiła na mnie wrażenia, wygląda to raczej na początek większej historii. Zgadzam się też z krarem85, że trochę dziwnie wyszło nawiązanie relacji między bohaterkami – chyba nastąpiło to trochę za szybko i ten ekspresowy proces budowania “przyjaźni” wydaje się nie do końca wiarygodny.

Ale tak jak pisałem wyżej, czytało się nieźle. Dialogi ułożone jak trzeba, kilka fragmentów wychodzi zabawnie i mimo że to dość typowe fantasy, nie zdążyło mnie znudzić.

Ufff, może więc udało się (?), jeśli do wybaczenia w krótkiej formie. ;-)

W sumie masz rację, chyba nie ma sensu traktować tego jako wadę. Chciałem po prostu dać znać, że wrażenia z lektury pierwszej części nie były do końca pozytywne, głównie czekałem na wyjaśnienia. Ale druga część to zrekompensowała ;) Jako całość więc chyba jest OK.

Samo utrzymanie, a raczej pozostawienie tej sfery odłogiem – być może, lecz bez osób zajmujących się aktywnie tą dziedziną życia, bez ich wspierania i cenienia myśli jako takiej, pozornie bezużytecznej już nie wiem.

Ja pomyślałem w pierwszej chwili, że oni będą docelowo całkiem pozbywać się tej “przebrzmiałej i znanej” reszty. Ale w sumie nie piszesz w tekście nic dosłownie o niszczeniu zasobów, więc równie dobrze mogą zostawić odłogiem. Tutaj zasadnicza różnica jest taka, że przyszłe pokolenia dostałyby szansę, żeby “zmądrzeć” i wrócić do zgromadzonej, porzuconej treści. Przy takiej interpretacji zostaje trochę nadziei w tej smutnej wizji :)

Całkiem niezłe. Lubię kiedy autorzy podejmują takie tematy, więc wizja mnie zainteresowała. Na minus tylko uczucie zagubienia w pierwszej części, szczerze mówiąc przez część tekstu nie do końca wiedziałem, o czym tak naprawdę czytam. Ale przy tak krótkim opowiadaniu to jest absolutnie do wybaczenia ;)

Podczas czytania pomyślałem też o tym, o czym wspomniała Finkla – czy utrzymanie książek nie będzie bardzo tanie, jeśli zrezygnujemy z tłumaczy i konserwatorów? Wtedy nie stracilibyśmy wszystkiego.

Ale to drobne uwagi, całość do mnie przemówiła. Może nie jako wizja realna, ale na pewno ciekawa i nawiązująca do innych (nieco zbliżonych) problemów współczesności. A więc też mogę częściowo podpisać się pod opinią tsole.

Jak wspomniałem jednak, chciałem napisać spójną opowieść, by się sprawdzić, by wprowadzić bohaterów i postawić pierwszy krok.

Pierwszy krok postawiony i to chyba najważniejsze. Przeczytałem tekst i uważam, że popełniasz kilka typowych błędów, ale przy odpowiednim podejściu do pisania będziesz w stanie je wyeliminować dość szybko. Główne uwagi:

– Dobrze jest wprowadzić zaraz na początku opowiadania coś intrygującego. Coś, co mogłoby zaciekawić czytelnika na tyle, żeby po kilku akapitach nie porzucił lektury. Fantastyki mamy obecnie tak dużo, że czytelnik może wybierać do woli, a rozpoczęcie od przekomarzania się krasnoludów, elfów i ludzi, przedstawiania kolejnych postaci i wizyty w karczmie to spore ryzyko. Potrzeba naprawdę dużych umiejętności, żeby w ten sposób zdobyć ciekawość czytelnika.

– Według mnie wprowadziłeś za dużo postaci, przez co żadna nie została odpowiednio zbudowana. Tylko mroczny elf się trochę wyróżnia, wszyscy inni zlewali mi się przez cały tekst. Zbudowanie interesujących bohaterów to pierwszy stopień do sukcesu. Warto postawić na jedną/dwie/trzy postacie, którym poświęcisz znacznie więcej miejsca.

– Całość trochę zbyt przewidywalna, zlepiona z ogranych motywów. Niewiele dałeś „od siebie”. [Spoiler Wiedziałem, że naczelnik jest „winny” w chwili, gdy zaczął przekonywać, że to nieumarli stanowili problem. Z kolei jeśli chodzi o mrocznego elfa, doświadczenie z Sapkowskiego kazało mi przypuszczać, że okaże się wampirem ;) Tutaj się pomyliłem, ale w sumie nie chybiłem tak bardzo. Spoiler]

– Bohaterowie wypowiadają czasem zbyt długie kwestie (ze sporą dawką informacji), co niestety nie brzmi zbyt wiarygodnie.

– Spora część tekstu to po prostu opis walki, w efekcie w 40 tysiącach znaków dostajemy dość prostą fabułę i tylko lekko zarysowane emocje i motywacje postaci. Myślę, że zmiana tych proporcji wyszłaby na plus.

 

Co do stylu, czasami coś zazgrzyta, ale ogółem opowieść jest spójna i czyta się płynnie. Udało się przedstawić historię w założony sposób. Piszesz, że to twój pierwszy opublikowany tekst. Jestem pewien, że przy odrobinie pracy i z większym zaangażowaniem wyobraźni (przynajmniej delikatne wyjście poza najbardziej klasyczne motywy) stać Cię na dużo więcej ;) Powodzenia przy następnej próbie!

Trudno mi się zebrać do komentarza, bo w zasadzie sam nie do końca wiem, co sądzę o tekście ;)

Na początek może to, co nie do końca mi się spodobało – a jest to niestety sam pomysł na opowiadanie. Wzięłaś pod lupę fabułę Kleksa i poprzerabiałaś ją w taki sposób, żeby w drugiej części przewrócić wszystko do góry nogami i zadziałać na emocje czytelnika. I o ile całą pierwszą część retellingu czytało się naprawdę przyjemnie (o czym więcej za chwilę), to rozwiązanie już do mnie nie trafiło. O poruszanych tematach bardzo dużo ostatnio się mówi i szczerze mówiąc nie mam już ochoty dalej o tym czytać w chwili gdy karmię wyobraźnię fantastycznymi historiami. Według mnie opowiadanie można było skończyć na kilka innych (lepszych) sposobów. Za to samo założenie czapki na koniec – świetne.

Duża część tekstu wygląda jak połączenie bajki z obyczajówką, ale absolutnie się tego nie czepiam (po prostu takie miałem odczucie). Fantastyki chyba mniej niż w oryginale, ale pojawia się i ma konkretne znaczenie.

A teraz to, co przypadło mi do gustu. Bardzo fajnie zbudowałaś bohaterkę, a spersonalizowana narracja nie zawodzi. Panujący w akademii klimat też oddany ciekawie. I przede wszystkim nie pozwalasz czytelnikowi się nudzić – cały czas atakujesz nowymi zdarzeniami i wprowadzasz nowe postacie, unikając przy tym chaosu. Fakt, może trochę za dużo wszystkiego upchnęłaś w tekst o takim rozmiarze, przez co końcówka chyba nie wybrzmiała odpowiednio i mnie nie przekonała.

Ogółem – narracja, klimat akademii i szybkie tempo to elementy, którymi ten tekst stoi. I one spowodowały, że czytało się przyjemnie. Chociaż według mnie przemycane w tekście przemyślenia nie wybrzmiały z odpowiednio dużą siłą.

Nowa Fantastyka