Profil użytkownika

Ostatnie sto komentarzy

„Czcigodne Bractwo Rękawiczników” oceniam najwyżej z opowiadań. Bardzo dobre fantasy, pokazujące w niezwykły sposób genezę czegoś, co można uznać za zło. "Cienie" i "Rudzik" dobre. Z tych dwóch "Cienie" czytało mi się lepiej, bo lżejsze (a czytałem na urlopie) i napisane z większym polotem. Ciekawie było przeczytać coś własnego od Jabłońskiego, bo do tej pory znałem go tylko z tłumaczeń (cenie bardzo za "Imię wiatru"). Pozostałe dwa teksty do mnie nie trafiły. "Ogrodnictwo" to opowiadanie z tych, od których najczęściej się odbijam (sam koncept przy minimalnej fabule i bohaterach). „O komecie muskającej Słońce" zaczyna się obiecująco, potem autor przedobrza, jak dla mnie poszło to wszystko w zbyt abstrakcyjnym kierunku.

Ciekawy pomysł, choć tekst chyba nieco za krótki i miejscami mocno uderzający w dobry smak. Za to scena starca w kąpieli na długo pozostaje w pamięci, niestety :/

Podobało mi się, ładnie zagrane na emocjach. Po początku spodziewałem się, że opowiadanie będzie ostro zakręcone i mocno niezrozumiałe, ale okazało się miło przyswajalne. Ciekawe nawiązania do mitu.

Skończyłem prozę zagraniczną i jest bardzo dobrze. “Modelka Crispina” (klimat, umiejętnie przedstawiona groza) i  “Zamówienie na steki” (pomysł i wartkość) – oba świetne. Jedynie “Konik z Dalarny”  mocno średni (rozpłynął się po jeszcze przyzwoitym początku).

Całkiem zabawne. Może i nazewnictwo trochę przesadzone, ale los łysych ujął mnie za serce, mocno ścisną i nie chciał puścić.

Trudny do oceny tekst. Z interpretacją takich opowiadań jest trochę jak z interpretacją snu – ciekawe obrazy, ale za cholerę trudno pojąć, co się właściwie zobaczyło.

Fabuła, w której możliwe są tylko dwa zakończenia raczej, nie zaskoczy czytelnika, bo czytelnik oba przeanalizuje przed końcem czytania. Motyw ze śmiercią nienowy. Zły zapis dialogów rzucał się w oczy. Mnóstwo też innych błędów. Niektóre opisy zdecydowanie zbyt szczegółowe.

Po prozie polskiej – jest nieźle.

“Garncarska igraszka” ciekawa i wciągająca. “Kota…” pochwaliłem już w temacie autora. “Nożem i widelcem”… tu mam mały problem. To tekst, w którym nie zauważyłem ani grama fantastki. Sam tekst dobry, choć cały czas czekałem na twist, który przemieni to opowiadanie w fantastykę.

Dlatego według mnie warto koniec konkursów ustalać nie ostatniego dnia miesiąca, ale gdzieś w połowie, by ludzie mieli czas przeczytać i nominować. Wiadomo, że pod sam koniec terminu wpada największa liczba prac i jeśli zsumuje się to z końcem miesiąca, to wiele tekstów przepada niezauważonych.

Przyjemny tekst. Fabuła dość prosta, ale zajmująca. Klimat Syberii udało Ci się oddać nie najgorzej. Przemyślenia cara w końcówce bardzo ciekawe. Ostatni akapit mógłby być trochę bardziej subtelny.

Całkiem niezłe. Choć nie rozumiem, dlaczego akurat Estonię to spotkało i dlaczego te dwa wielkie akapity w środku są tak wielkie, ale reszta wciąga i nawet zmusza do myślenia. Telewizor, młynek do kawy i dwa tostery podbiły moje serce.

Bardzo niepokojący tekst, ładnie oparty na grozie i klimacie. Wiele scen bardzo obrazowych. Narracja drugoosobowa nie należy do moich ulubionych, ale reszta zalet to nadrabia.

Gratulacje!

Przeczytałem poza kolejnością i nie żałuję, bo to dobry i przyjemny tekst jest. Oceniłbym wyżej niż “Panny dworskie” (i mam cichą nadzieję, że ten zapowiadany trzeci będzie jeszcze lepszy). Bardzo dobry język, ciekawa intryga i fajne nawiązania.

Fabuła dość ciekawa, nieźle skonstruowana, ze zwrotami akcji i zazębiającymi się wątkami. Językowo nie porywa, dialogi miejscami mało naturalne. Osadzenie akcji w ciekawym miejscu na plus.

No cóż, Nagrody Nobla to tym tekstem, Autorze, nie zdobędziesz.

Fabuła prosta jak budowa cepa

Fakt, ale i tak nie da się skrytykować, bo świetnie opowiadanie, pełne malowniczych krajobrazów i pięknych legend. Chciałbym kiedyś polecieć na Islandię wink

Uczyła się przecież od najlepszych – przede wszystkim od Littlefingera i Cersei, ale też od Ramseya i Tyriona. Wie, jak myślą dobrzy ludzie pokroju Jona czy swojego ojca; wie też, jak myślą ci najgorsi. Arya powiedziała, że Sansa jest najmądrzejszą osobą, jaką zna – na co pewnie wielu widzów parsknęło śmiechem. Ale moim zdaniem to taka strzelba Czechowa, nieco nieumiejętna, bo wbrew zasadzie “show, don’t tell”: nie pokazali wyjątkowej mądrości Sansy, tylko o niej powiedzieli. Sansa wyśmiała też Tyriona, który dotychczas uchodził za najinteligentniejszego. 

 

To ta sama Sansa, która w 6x09 strzeliła focha na brata kuzyna i nie powiedziała mu o nadciągającej armii z Doliny, przez co zginęło jakieś 10000000 poddanych (stosy trupów miały jakieś 5 metrów wysokości) Jona w Bitwie Bękartów? laugh

8x03 oglądało się świetni z wyłączonym mózgiem. Efektowny, fajne, ładnie nakręcone i emocjonujący. Ale jak człowiek zaczął analizować, to niestety mnóstwo minusów wychodzi na wierz. Gdyby Martin nie żył, to by się w grobie przewracał.

Trudno nie zauważyć, że od kiedy książki się skończyły, to twórcy mają duże trudności z napisaniem historii, która: a) wykorzystałaby potencjał postaci, b) była spójna i logiczna.  Najbardziej cieszy to, że serial nie zaspoileruje książek, bo nie wyobrażam sobie, by Martin poszedł na takie uproszenia.

 

Jeśli nawet w książkach będzie wielka bitwa Westeros vs Zima, to obstawiam, że będzie to nad Tridentem (sen Dany w “Nawałnicy mieczy”, w którym walczy nad Tridentem z “wojskami uzurpatora” w lodowych zbrojach), a zamiast Winterfell będzie Harenhall. To największy zamek w Siedmiu Królestwach zamek, jakby stworzony, żeby pomieścić wiele armii, i co ciekawe, jest w samym środku Westeros, więc wojska z różnych stron mogą się tam dostać bez teleportacji, a Trident leży nieco na północy, skąd powinny zaatakować umarli. W tej części historii, na północy zima powinna być już tak potężna, że nie pozwoli na żadne działania wojenne.

 

“Niedaleko” – opowiadanie z rodzaju tych, które świetnie się czyta, ale jednak rozczarowuje. Pole do interpretacji zdecydowanie zbyt szerokie. “Raz, dwa trzy…” przyzwoite. “Nowy świt” nie dla mnie.

Z prozy zagranicznej na duży plus “Droga Saro”, pozostałe dwa dość nużące.

Hmm… początek dość ciekawy z oryginalną postacią. Potem następuje nawarstwienie bardzo dziwnych wydarzeń i, szczerze mówiąc, zagubiłem się w tym tekście :( Więc ocenić nie dam rady.

Tenszo, czy ta skończona książka to ta, której początkowe rozdziały miałem okazję tu betować, czy coś innego?

Nawet do końca nie potrafię stwierdzić, ile z tego zrozumiałem, a ile nie, ale czytało się przyjemnie. Język i scenografia nadrabiają za dość (przynajmniej dla mnie) niejasną fabułę.

Szczerze przyznam, że już dawno dawno żadne opowiadanie nie sprawiło mi tyle zwykłej radości. Podpisuję się, że pod komentarzem Starucha – lekko podana i interesująca historia, bez zadęcia, za to rozrywkowa, aż miło. Podobał mi się opis uczty (choć trochę za często elementem ją obrazującym był pijany szlachcic ganiający za dziewką), podobało mi się również zakończenie.

Janusz Cyran "Wyzywające śmierć akty sztuki i spisku"

Nie skończyłem, opowiadanie zupełnie nie dla mnie.

 

Hubert Olkowski "Zew nieznanego"

Tu z kolei nieźle, tekst ładnie oparty na tajemnicy, intrygujący. Przydałoby się jednak trochę więcej wyjaśnień, oczywiście nie dużo, bo to by zabiło klimat, ale końcówka ustatysfakcjonowała mnie tylko częściowo.

 

N. Wolven "Wyznania Minusa"

Ciekawe, mądre i na czasie. Co prawda “Czarne lustro” zrobiło to lepiej, to i tak jest nieźle.

 

Hasan Blasim "Ogrody Babilonu"

Pierwszy z tych irackich tekstów, który doczytałem do końca. Ujdzie. Podobały mi się ciekawe pomysły na wizję przyszłości, z fabułą za to krucho. Zastanawiałem się, czy w ogóle jest tylu irackich fantastów piszących po angielsku, żeby stworzyć zbiór na wysokim poziomie? Po trzecim tekście nie jestem przekonany, a ponoć to nie koniec irackich wizji w NF.

 

R. Pollock "Pieśń ognia"

Dość przyjemne urban fantasty. Nie zgodzę się, że jest za krótkie. W sam raz. Choć fabuła w rodzaju takich, które już nieraz widziałem – coś bardzo, bardzo złego szykuje się na skalę globalną, ale nasz bohater – równy gość i taki potężny – rozprawi się z tym w 24 godziny, odwiedzając ze 2-3 miejsca i od razu trafiając na odpowiednie osoby i niemal gotowe rozwiązania. Ale mimo tego tekst mi się nawet podobał.

Strasznie duży infodump na początku, zwłaszcza że chyba nie wszystkie wyłożone w nim informacje potem wykorzystujesz. A jeśli coś jest niepotrzebne, to lepiej wyrzucić z opowiadania, gdzie liczba znaków jest ograniczona.

Później sporo się dzieje, choć nie do końca angażuje czytelnika. Opisy starć i bitew nie są łatwe do napisania, więc można przymknąć oko na niedoróbki, zwłaszcza to chyba debiut (?). Trochę gorzej z postaciami – mało charakterystyczne.

Niewiele zrozumiałem, ale podoba mi się twoja pokręcona wyobraźnia i bardzo plastycznie napisane sceny. Niezłe.

Fragmenty bardzo trudno się ocenia, polecam następnym razem wrzucić skończone opowiadanie, na pewno zbierze więcej czytelników. A sam tekst, jak to fragment, niewiele mówi. Może dalej coś wyjść z tego ciekawego, ale nie musi :)

Przeczytałem poza kolejką, na którą składa się kupeczka Fantastyk, zaciekawiony tutejszymi komentarzami. Podchodziłem z pewną obawą.

Ale bardzo mi się podobało. Nawet bez tych wszystkich interpretacji, jako czysta historia, jak dla mnie wypada bardzo ciekawie. Nieokreślenie płci – bardzo fajna sprawa. Panowanie nad słowem – rewelacja. A i zakończenie, choć może wali z dużo grubszej rury niż wszystko co wcześniej, bardzo mi się spodobało.

Ciekawy pomysł. Początek i koniec opowiadania bardzo mi się, środek trochę nużył. Choć w moich żyłach nie płynie ani jedna kropla benzyny, to całkiem polubiłem ten Twoje honki.

W końcu nadrobiłem.

“Lunapark dziewiąty” – wspaniały, zmiótł resztę opowiadań.

A z tej reszty podobało mi się jeszcze “Leże…”, interesująca historia, a  i końcówka mnie zaskoczyła. “Siedem urodzin” miało interesujące elementy (opis tak dalekiej przyszłości to coś ciekawego), ale jednocześnie był to tekst, przynajmniej dla mnie, w dużej części niezrozumiały. Pozostałe trzy teksty nie przypadły mi do gustu.

Nie łapię, dlaczego początek jest napisany w drugiej osobie. Sam fragment trudno ocenić pod względem historii, nie mam pojęcia, co ma się z tego wykluć. Sporo usterek, poszukaj na forum poradników o zapisie dialogów.

 

Główny bohater ciekawie zarysowany i robi opowiadanie. Sama historia mogłaby być bardziej rozbudowana, ale i tak potrafi w miarę zainteresować.

Również prosiłbym o jakiś szerszy kontekst. Co właściwie zrobiła loża i co ma udowodnić ten screen?

Podobało mi się. Specyficzne i w treści i w stylu (te krótkie, wypluwane zdanie – opisy kolejnych czynności, robiły klimat), ale bardzo ciekawe.

„Okręt” już od bardzo dawna znajdował się w podróży. Była to jego pierwsza i ostatnia podróż. Został zbudowany tylko w celu odbycia tej jedynej podróży i tylko w jedną stronę.

 

Ależ nawałnica powtórzeń już na samym początku.

 

Przeszedł tak wiele w czasie jej trwania i teraz był w tak kiepskim stanie, że załoga od dawna już zastanawiała się czy wytrzyma aż do jej kresu.

 

Kolejne zdanie to istna łamigłówka jeśli chodzi o podmioty. 

Trochę tych błędów się w całym tekście nazbierało.

Zapis dialogów bardzo dziwny. Chyba nie tak wyglądają w książkach.

Sama historia dość prosta, ale plus za wysmarowanie twista w końcówce.

Ładny tekst, choć i mi wygląda on na fragment większej całości, która mogłaby być bardzo dobre. Sam broni się tak sobie.

Podobało mi się. Lubię historię tego typu, a na Twojej bawiłem się nieźle. Co prawda opowiadanie toczy się koleinami wyżłobionymi przez wiele podobnych horrorów i nie skręca ani na chwilę, ale jakoś to nie przeszkadza. Opisy obrazu wyszły bardzo dobrze, działały na wyobraźnie. Było kilka momentów, które bardziej trzymały w napięciu. Zakończenie pasuje, choć widziało się już wiele podobnych.

Ciekawa historia. Co prawda sposób, w jaki na początku starasz się wzbudzić emocje w czytelniku, jest dość ograny, ale działa. Potem wszystko dzieje się szybko, ale to lepiej, gdybyś zaczął się rozdrabniać, mogłoby to odstraszyć czytelnika. Zakończenie też ok.

Podobał mi się pokręcony klimat tego opowiadania. Mocno niedopowiedziane, ale pozostaje w pamięci.

też nie rozumiem, jak można nie wspierać ostatniego papierowego  fantastycznego czasopisma w tym kraju.

Uniknę odpowiedzi na to pytanie. Ale mam inne: czy “Fenix” przypadkiem nie jest papierowy? Albo “Fantom”? Albo “OkoLica Strachu”?

Źle się wyraziłem. Chodzi mi o czasopismo w normalnej dystrybucji, które kupię w kiosku. Takie, które sięga dalej niż do grupy zapaleńców-pasjonatów. Takie, które może wpaść w łapki gościowi, który fantastyką się nie interesuje.

 

Mógłbym prosić o tytuł?

Wszyscy jesteśmy całkowicie zdrowi – Daryl Gregory

Spoko, zgadzam się co do niektórych sugestii. Ale już nie chcę zbytnio ingerować w tekst. O ile literówki itp. poprawiłem, to reszta niech zostanie taka jak na papierze i niech każdy sobie oceni.

Bardzo smutna wiadomość. To w WS zadebiutowałem ledwo 5 numerów temu (mam nadzieję, że to nie moje opowiadanie dobiło ten format), więc wieczny szacunek. Co prawda ten “mój” był to pierwszy numer WS, który przeczytałem (wcześniej tylko NF), ale potem zabrałem się za prenumeratę i byłem zadowolony. To w WS znalazłem najlepsze opowiadanie ostatnich 2-3 lat (biorąc pod uwagę obie Fantastyki).

Upadek tego pisma sprawi, że wielu z nas straci szansę na publikację. Będzie też bardzo trudno opublikować dłuższe teksty, za długie do NF. Takie znajdowały sobie miejsce w WS.

Przyłączam się, do Mr. Marasa, też nie rozumiem, jak można nie wspierać ostatniego papierowego  fantastycznego czasopisma w tym kraju. To całe 7 zł miesięcznie. Treści jest dużo i są zróżnicowane. Naprawdę nie da się tam znaleźć nic ciekawego? Bo jak NF upadnie, to upadnie i portal i uderzy to w całą polską fantastykę. 

Blacktom,

 

Obóz rozbili na niewielkiej łące tuż obok płotu – dwa pomarańczowe namioty w świetle zachodzącego słońca przypominają żywy ogień.

– czyli łopotały na wietrze ?

Trochę na pewno. Ale głównie chodzi o kolor.

---------------------------------------

 

Czworo młodych ludzi siedzi wokół ogniska, trzymając się za dłonie, nieświadomych, że obserwuje ich Człowiek bez Twarzy.

– znowu informacja o trzymaniu się za dłonie.

Klamra kompozycyjna z pierwszym zdaniem. Całe opowiadanie również miało zakończyć się klamrą (Jachim i Aurelia trzymają się za ręce i nikt ich nie obserwuje), ale wypadło w redakcji.

---------------------------------------------

Jachim wynajmował pokój nieopodal uczelni, u pary starców, którzy pamiętali chyba jeszcze ostatnie kina.

– przecinek wydaje mi się zbędny…

Zawsze można to potraktować jako dopowiedzenie :)

 

-------------------------------------------

Naparła na wielkie, dwuskrzydłowe, drewniane drzwi. Otwarły się powoli. Wślizgnęła się do środka i zatrzasnęła je, znajdując w sobie jakąś nadludzką siłę.

– czyli normalnie latarnik to siłacz? Nie wiem, czy to celowe dramatyzowanie narratora i pokrętna logika wynika z tego, że opowieść zaprojektował bohater opowiadania, czy to Ty tworzysz taką narrację…

Hmm… jakie drzwi pasują do taniego slashera, drzwi, z którymi musi mocować się drobna kobieta, walcząca o życie? Lekkie czy ciężkie, które ledwo można zamknąć? :D

–-------------------------------------------------------------

Aurelia zaczęła biec. Potknęła się o stopień, w ostatniej chwili chwyciła poręczy. Jej bose stopy krwawiły. Obejrzała się i zobaczyła, że morderca jest tuż za nią. Wybiegła na okrągły, umieszczony pod laterną taras, gdzie czekali już Julia, Jachim i wskaźnik.

 

No, laterna. Coś nie tak?

 

--------------------------------------------------------------

– Mam bogatą wyobraźnię, ale nie mieści mi się w głowie, dlaczego ktoś znaczący miałby mieszać w mojej pracy dyplomowej.

– sugeruje, że ktoś nieznaczący już tak?

No, znaczący. Dysponujący odpowiednimi zdolnościami. Jak to wynikało z dialogu.

------------------------------------------------------------

Wciąż się nie ruszał, sparaliżowany ze strachu, w umyśle miał pustkę. Coś tu było podwójnie nie tak. Ta scena powinna wyglądać inaczej. W oryginale morderca odszedł, nim dziewczyna wyszła z namiotu. Fabuła właśnie wykoleiła się jak pociąg z retrospekcji Dominika.

– Fabuła właśnie wykoleiła się z retrospekcji Dominika jak pociąg z torów.

Fabuła właśnie wykoleiła się z retrospekcji Dominika?

 

---------------------------------------------------------

To była właśnie spluwa rodem z klasycznego slashera. Tak właśnie scharakteryzował ją Jachim, gdy jeszcze miał plan, by odegrała w historii większą rolę.

– to po kiego grzyba się zasłaniał wcześniej dziewczyną i skąd ten strach przed kulką w plecy?

Być może o tym zapomniał. Może bał się, że ten, kto ingerował w kod, zmienił również tę broń. A może po prostu wystraszył go widok wycelowanej w niego broni.

 

-----------------------------------------------------

 

Tak wyobrażał sobie stare strychy. Pełne kartonów, skrzyń i regałów z papierowymi, dawno zapomnianymi książkami. Było tu mnóstwo staroci – rozłożony na części rower, na którym nikt już nigdy nie pojedzie, niedziałająca lodówka, olbrzymi stary telewizor, który musiał ważyć chyba z dziesięć kilo, śmieszny komputer z wielką skrzynką i podobnym do telewizora monitorem. I oczywiście kołowrotek, zabytkowy, drewniany i złowieszczo piękny. Jachim nie potrafił sobie wyobrazić strychu bez takiego skarbu.

– czyli tego strychu nie zaprojektował?

Zaprojektował. Czemu myślisz, że nie?

 

---------------------------------------

W drodze zrzucił z siebie czarne szmaty. Pod spodem miał strój, w którym wkroczył do opowieści. Skrzywił się, zdając sobie sprawę, że przyjdzie mu spędzić resztę życia w głupkowatej koszulce z wielkim kwiatkiem. Może coś sobie potem uszyje, jeśli Dominik nie zniszczył kołowrotka.

– a co ma kołowrotek do szycia?

A kołowrotek nie służy do przędzenia włókien?

 

-----------------------------------------

– N.F. – oznajmiła. – Czego naprawdę nauczył cię wujek? Mordowania ludzi? Może wyobraziłeś sobie, że to tylko wirtualna opowieść. Skąd naprawdę znasz tę okolicę? Może…

– w jakich latach dzieje się opowieść? Nie ma komórek, czy więc pojecie wirtualnej rzeczywistości istnieje?

 

W latach 90. Pojęcie wirtualnej rzeczywistości już raczej wtedy istniało, technika komputerowa była całkiem rozwinięta.

 

 

Dzięki za przeczytanie i obszerny komentarz :)

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

NoWhereMan, również wielkie dzięki.

Dziękuję za komentarze.

 

Reg, wirtualna rzeczywistość to coś, co już się pojawia. Na razie jest dość prymitywna, bo w goglach słyszymy muzykę z głośników i oglądamy obraz z monitorów, które są po prostu bliżej oczu. Ale kiedyś może przejść do przełomu i informacje może będą przesyłane bezpośrednio do mózgu. Coś takiego jest w opowiadaniu. Bohater przebywa w sztucznie wykreowanej komputerowa rzeczywistości, choć nie fizycznie. Bodźce przekazywane do mózgu oszukują wszystkie zmysły.

Co do policjantów – masz rację, ale tu zawsze mogę powiedzieć, że błąd zrobił Jachim w swojej opowieści, a nie ja :P 

Aurelia spojrzała na wijące się ponad ich głowami schody → Stali tam w trójkę, Aurelia, Jachim i Julia, ona po prostu ich nie widziała

Potknęła się o stopień, w ostatniej chwili chwyciła poręczy. → W domyśle tu miało być “chwyciła się poręczy” z pominięciem “się” w celu uniknięcia powtórzenia.

Całkiem udany szort. Koniec wziął mnie z zaskoczenia, bo spodziewałem się dużo dłuższego tekstu (zgrałem go z samymi długimi, więc nie znałem długości). Ale w sumie ok.

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Szczerze mówiąc, pewnie sam bym głosował na NIE. Zgadzam się zwłaszcza, ze postacie wyszły mi tak sobie. 

 

Gdy szła po schodach, jej uszy zaatakował opis anatomiczno-geograficznych szczegółów wyglądu pewnej kobiety ‒ oczy miała jak pustynia, a usta niczym morze.

Dlaczego uszy, a nie oczy? To jakaś metafora?

Uszy, bo to piosenka.

 

Pomysł z potencjałem, ale opowiadanie czytało się ciężko. Za dużo wyjaśniania i objaśniania, dość statyczna fabuła. Choć były momenty, które zaciekawiły bardziej (kiedy pojawiały się jakieś konkrety w sprawie kosmitów).

Podejrzewam debiut. Opowiadanie, powiedzmy szczerze, nie zachwyca. Prościutka fabuła z rozwiązaniem, które nie ma prawa zadowolić czytelnika. Sporo niedoskonałości językowych. 

Ale pisz dalej, z każdym tekstem powinno być lepiej.

 

Opowiadanie ma dość ładny wydźwięk i ciekawe zakończenie. Cała reszta tekstu nieco zbyt powolna. Z Chopina, myślę, dałoby się zrobić ciekawszą postać.

Bardzo dobry tekst. Zakończenie mnie pasuje, jest bardzo satysfakcjonująco niesatysfakcjonujące. Ciekawe zarówno postacie, jak i enigmatyczny świat przedstawiony.

Po rewelacyjnym wydaniu specjalnym, numer zwykłej F wypadł dość blado pod względem opowiadań. Przyzwoity “Panzerfaust”. “Skały Kaukazu” też dało się przeczytać. “Wyrocznia” dość płaska i infantylna, ale i wciągająca. “Dno sumienia” i “Krocząca w ślad” mnie pokonały. Ze Strugackich czytałem tylko “Piknik…”, (który był świetny) więc pewnie nie zrozumiałem połowy tych tekstów, ale i druga połowa nie była porywająca.

Bardzo udany i sympatyczny szorcik. Zakończenie spadło na mnie dość niespodziewanie (podczas czytania zazwyczaj nie znam długości tekstów), więc gdyby tekst był dłuższy, zupełnie bym się nie pogniewał.

Jak opowiadała moja mama, kiedyś na wiosce już czterdziestoparoletnie kobiety chodziły w chustach i babcinych ciuchach, więc w oczach dziecka wydawały się bardzo stare. Dzisiejsi staruszkowie bardzo wymłodnieli, ale wydaje mi się, że 25 lat temu, na wiosce, kobieta w wieku 65 mogła uchodzić za staruszkę.

Jeśli się mylę, to już widzę te stada krwiożerczych sta… ludzi w dojrzałym wieku polujące na mnie po zmroku :) Aż mi przed oczami stanęło (autoreklama nie hańbi) moje pierwsze opublikowane tu opowiadanie Bimber mamy. Ciary.

Blacktom, None, Ocha, dzięki za odwiedziny.

 

Ile lat ma babcia, że nazywasz ją cały czas staruszką?

Osadziłem akcję w latach 90., a skoro babcia dobrze pamięta pierwszą połowę lat 40., to stawiam na sześćdziesiąt kilka. Ale precyzyjnego wieku postaci nie określałem, żeby mieć większą swobodę.

Wielokrotnie mi się to zdarzyło. Czytam na kindlu, zgrywam sobie wiele opowiadań jednocześnie (głównie dni dyżurów), dopiero potem czytam przez wiele dni, więc czasem mija tydzień albo i więcej pomiędzy zgraniem opowiadania a jego skomentowaniem. Jakoś bardzo mnie to nie oburza, usunął to usunął, jego prawo. Przynajmniej nie muszę wtedy myśleć na komentarzem :)

Daryl Gregory WSZYSCY JESTEŚMY CAŁKOWICIE ZDROWI  fenomenalny tekst, ścisła czołówka opowiadań, które przeczytałem w NF. Rozpisanie postaci i ich relacji. Świetna fabułą. Pomysły. Narracja.  Zaskoczenia. Długo można wymieniać.

Czasami trzeba się zatrzymać, żeby ruszyć naprzód” – zygfryd89, Mądrości ponadczasowe, portal NF, styczeń 2019. 

Dość mglista fabuła. Postacie grubo ciosane, sporo miejsca poświęcasz ich opisowi niczym z kartoteki. Pamiętaj, że zawsze lepiej, kiedy postacie same o sobie opowiadały czynami, myślami czy wypowiedzianymi słowami, niż żeby robił to narrator. Zawartość UFO rzeczywiście dość niska, choć to nie mnie oceniać.

Nie urzekło. Oparłeś cały tekst na postaci Lucjana, a ona, wbrew temu co sądził Jan, nie okazała się na tyle ciekawa, by ten tekst udźwignąć. 

Cobold, Regulatorzy, dzięki za opinie :)

Początkowo planowałem, że całe opowiadanie będzie oczami Darii, ale w pewnym momencie zaciąłem się z fabułą i w końcu wprowadzenie drugiego narratora pozwoliło mi ruszyć naprzód.

Bardzo dobry szort. Świetnie przedstawiony bardzo barwny świat i satysfakcjonujące zakończenie.

Całkiem przyjemna opowieść. Językowo przyzwoicie. Całość jest przemyślana i ma w sobie pewien urok, zwłaszcza ta “wiatrowa” mitologia. Zakończenia się domyśliłem. Pierwsza połowa dość długo się rozkręca. Średnio wyszły postacie, Wesma jeszcze ok, broni się (postacie odgrywające w fabule taką rolę jako ona nie potrzebują skomplikowanej osobowości), ale matka bardzo stereotypowa (niewiele o niej można powiedzieć, poza tym, że kocha córkę), badacz też dość nijaki.

Co do ilości UFO w UFO, to coś tam jest, może wystarczy, może nie. Na szczęście to nie ja oceniam.

Jako że tekst przypadł w mój dyżur, melduję, że zapoznałem się z kropeczkami laugh.

Przeczytałem dwa razy, raz przed komentarzami i drugi po. Pierwszym razem zrozumiałem i zinterpretowałem niewiele, drugi raz był nieco prostszy. Na pewno ciekawe i ładnie napisane. O bardziej rozbudowaną ocenę się nie pokuszę.

Chciałbym podziękować organizatorom, że wyznaczyli ostatni dzień konkursu na wtorek, nie na poniedziałek, kiedy mam dyżur. Dziś wpadło 17 ufoków.

Rybak, Katia, dziękuję za przeczytanie.

Zgodzę się z Twoim ostatnim zdaniem. Jeśli mam wybrać pomiędzy dziwacznym opowiadaniem silącym się na oryginalność a klasyczną historią, którą opowiedziano już sto razy, to wolę tę drugą.

Termin się zakończył i już koniec poprawek. To dobrze, nie będzie kusić :)

Nigdzie nie znalazłem takiej informacji.

Wejdź na swoje opowiadanie niezalogowany, to zobaczysz je tak, jak widzą inni.

Wizja na pewno z ciekawym klimatem. Moment, w którym ułożyłaś ze snów całość bardzo fajny, i szkoda, że był to tylko fragment całość, a reszta pozostała niejasna. To oczywiście tylko moje zdanie, ale gdybyś złożyła tak w całość wszystkie wątki i niejasności, byłby lepszy efekt wow.

Bardzo dobry szorcik. Wciągający, oryginalny, zapadający w pamięć, z niezłym zakończeniem.

Zgadzam się, że opowiadaniu przydałoby się żywsze tempo (skrócenie), zwłaszcza w pierwszej połowie. Zwrot akcji ze smokiem całkiem udany. W ogóle smok jako postać naprawdę dobra, Mira zdecydowanie mniej ciekawa, wiele było już podobnych było w podobnych historiach.

Dzięki za opinię i łapankę :)

O swoich faworytach wspominał nie będę, bo przeczytałem na razie niewiele konkursowych opowiadań (choć Twoje bardzo dobre), ale spróbuję to nadrobić.

Nowa Fantastyka