Profil użytkownika


komentarze: 78, w dziale opowiadań: 78, opowiadania: 47

Ostatnie sto komentarzy

I oczywiście łapanka:

"mroźny i czysty jak sumienie lisa w klatce"

A dlaczego sumienie Lisa w klatce miałoby odpowiadać któremukolwiek z tych przymiotników?

 

"Zza parawanu po prawej stronie izby wychynęła kobieta w średnim wieku, trzymając w dłoni dwa kieliszki i dzbanek płynu. Woda czy wóda?”

Zmień trochę to ostatnie zdanie, bo mnie ono zdezorientowało.

 

"Córka gospodarza zafalowała dwoma kuflami spienionymi piwem"

Nie da się spienić kuflów.

 

"Maćko właściwie nie wiedział…"

Rozumiem, co próbujesz osiągnąć w tym fragmencie, ale powtórzenie to powtórzenie I trochę jednak szczypie w oczy

 

"Mężczyzna był co prawda zbyt wstawiony by nagiąć i tak już mocno uelastycznione fakty, udało mu się jednak uratować opowieść przed przesadą."

Tego fragmentu w ogóle nie rozumiem. To te fakty były wierne, czy elastyczne? Plus, zbędny enter.

 

"dygoczącym na krawędzi przyzwoitości."

Kolejny zbędny enter

Tekst taki średni. Ani wyjątkowo dobry, ani wyjątkowo zły. Podobał mi się pierwszy rozdział, motyw z ambitnym wójtem i całą tą wioską, fajna była też końcówka, w której Maćko postanowił uratować Sajmonellę z tej dziczy. Szczerze, byłby to najlepszy moment by opowiadanie zakończyć, bo potem nie bardzo wiem o co właściwie chodziło i średnio mnie to w ogóle interesowało. “Maćko znalazł kogo szukał, uciekł w te pędy z tego odludzia i zabrał z sobą jedyną w miarę ogarniętą istotę” byłoby dobrym i zamkniętym zakończeniem. W tej wersji, jest to takie w cały świat.

Ostatecznie bohaterów porwała lokalna wersja Baby Jagi, ale to co to ma do rzeczy z czymkolwiek? Wprawdzie była w prologu, ale wciąż wydaje się typem z konkretnie innej bajki. I o co chodziło z tym Paladynem? I co to była za para, mizdrząca się między akapitami? Nic z tego mnie nie chwyciło, tak szczerze powiedziawszy.

I nadal nie wiem, kogo i dlaczego on w ogóle ścigał. To ten paladyn był jego celem? Jeśli tak, to po co się ukrywał?

Ale żeby być fair, środek jest naprawdę dobry. Polubiłem, choć i zdenerwowałem się na wójta, zaciekawiła mnie fabuła w tej części, opisy były niczego sobie. Radzę na przyszłość spróbować takich mniejwątkowych opowiadań, szczególnie, jeśli piszesz w takim mimo wszystko krótkim formacie

No, raczej taka sobie historia. Krótka, kiepsko napisana i nieco o niczym. Postacie są w porządku, ale mądry wysoki i głupi gruby to raczej niezbyt oryginalny duet. Podobał mi się za to fakt, że kasjer postawił się napastnikom. To zawsze przyjemny motyw.

 

Niestety, całość wymaga dużo pracy nad formą. Poniżej zostawiam największe babole:

 

Cofnij się, albo cię rozwalę – wykrzyknął wysoki facet głośno, po czym dorzucił – Już!

Nie można za bardzo krzyknąć cicho, a pierwsze zdanie nie ma wykrzyknika.

 

– Trenuję koszykówkę trzy razy w tygodniu – odpowiedział dumnie sprzedawca, który wydawał się już mniej spięty niż na początku. 

A czemu on taki wyluzowany? Przecież trzymają go na muszce.

 

Już, Carl – odpowiedział otyły, po czym zaczął się zmagać z plecakiem przyklejonym do przemoczonych pleców.

Wiemy już, że facet był spocony, nie musisz powtarzać tego tyle razy.

 

Pralnią? – nie mógł zlokalizować miejsca wysoki. – Czekaj, zaraz, a czy tam przypadkiem nie ma teraz ruskich?

A po co to mówią? Przecież podpowiadają kasjerowi, gdzie ich szukać.

 

Kiedy włożył rękę z pierwszymi banknotami na dno plecaka, palcami wyczuł coś twardego i chyba metalowego, gdyż poczuł chłód przedmiotu.

“Wyczuł” i “poczuł” to to samo.

 

Starał się o niczym nie myśleć, tylko być posłusznym, słyszał bowiem kiedyś, że w razie napadu nie można rozmawiać z bandytami, ale trzeba być posłusznym, bo najważniejsze jest życie, a nie pieniądze.

Powtórzenie

 

Poza tym, radzę przed wejściem już opisać, gdzie znajdowała się nasza para. Opisy brzmią z reguły lepiej, gdy mają miejsce przed akcją. Łatwiej ci wyobrazić sobie co się dzieje, jeśli wiesz już, jak coś wygląda

Cześć. Przede wszystkim, dzięki wielkie wszystkim za komentarze. Miło mi widzieć, że opowiadanie przyciągnęło uwagę, nawet jeśli opinie o nim są mieszane. Chętnie zapamiętam i wykorzystam wszystkie wspomniane porady.

 

@Sagitt,

Nie do końca rozumiem tę uwagę odnośnie narratora. Istotnie, jest trzecioosobowy, ale mówi z punktu widzenia przychylnego Jerremu. Czy jest to jakiś błąd techniczny?

 

@Silvan

Które błędy masz na myśli? Edytowałem już wcześniej tekst i przynajmniej wydaje mi się, że wprowadziłem wszystkie zmiany.

 

Irka_Luz

Dzięki za opinię. Miło mi, że czytało się dobrze.

Ech, nic nie może trwać wiecznie. Widać nawet bogowie nie nadążają czasem za nowymi czasami.

Bardzo fajny tekst. Króciutki, humorystyczny i dobrze wykonany. Trochę zdziwił mnie tylko fakt, że całość ma miejsce pod koniec 2020, a nie 2019. Spodziewałem się, że końcówka będzie wyjaśniała, czemu ten rok był taki nielekki i chyba takie właśnie zakończenie bym wolał

Ogólnie, zaznaczasz przy swoim opowiadaniu, że to na betę, a nie w świat, potem wchodzisz w zakładkę “Betalista”, czytasz i komentujesz kilka opowiadań, a następnie prosisz autorów, by zrobili to samo (inaczej nie spodziewaj się dużego zainteresowania)

Rozumiem twoje wątpliwości, ale to nie oszustwo, a próba dopieszczenia własnego tekstu. Bądź co bądź tutaj także otrzymujesz porady i wskazówki, więc zdobyłbyś je i tak, tylko Beta to nieco prostsza droga. Nawet profesjonaliści przechodzą przecież profesjonalną edycję przed wydaniem swoich dzieł (Stephen King daje je nawet oddzielnie żonie i kolegom, nim puści je do wydawcy), więc zdecydowanie nie można mówić tu o oszukiwaniu.

Jeśli masz więcej pytań, to sugeruję zabrać je w prywatne wiadomości

Cóż, moja opinia nie odbiega od tej przedmówców. Tekst krótki, nawet ciekawy, ale fabuła ginie pod raczej grubą warstwą błędów różnego rodzaju. W przedmowie nie wypisałeś żadnych betujących, więc zakładam, że tekst na betaliście nie zawitał – a to błąd. Naprawdę polecam wrzucić kolejny tekst najpierw na betę i dać mu tam nieco dojrzeć, usprawnienia jakie można tam odnaleźć są nieocenione.

A co do samej fabuły, to zapowiadała się interesująco, ale fragment zawierał raczej niewiele informacji, więc trudno mi się o nim wypowiedzieć. Brzmi to jak taki fantastyczno-postapokaliptyczny mix, co ostatnio zdaje się zyskiwać popularność

Bardzo ciekawe opowiadanie. Podobał mi się motyw burzy słonecznej, niszczącej elektronikę i myślę, że został tu świetnie wykorzystywany. Mamy ponowne użycie starych technologii, stan wyjątkowy, dużo interesujących drobiazgów, takich jak interwencja w stronę ludzi, którzy utknęli w metrze. Wszystko to świetne przykłady problemów, jakie pojawiłyby się po podobnym kryzysie.

Podoba mi się także motyw przewrotu i próby przejęcia kraju siłą, choć wydawał mi się on nieco oderwany od pierwszej części tekstu, gdzie trwały narady i przedstawiano świat. W jednej chwili mieliśmy opowieść o walce z kryzysem, a w drugiej już walczymy z dyktatorem. To brzmi bardziej jak dwa szorty, niż jedno długie opowiadanie. Może lepiej działałoby to w nieco dłuższej formie? Lub też w, gdyby taka ewentualność była jakoś zaznaczona jeszcze w pierwszym akcie? To już trochę gdybanie i trudno powiedzieć, jak takie zmiany naprawdę wpłynęłyby na całość.

Zachowanie prezydenta też nieco mnie zdziwiło. Miałem wrażenie, że nieco gwałtownie przeskakiwał między uprzejmością, pogardą i gniewem. Ja osobiście utrzymałbym go cały czas w stanie lekceważenia pod płaszczykiem uprzejmości.

Ale to wszystko tylko takie czepialstwo. Opowiadanie było świetne i zdecydowanie lepsze niż cokolwiek, co ja mógłbym urodzić w podobnym temacie. Chętnie przeczytałbym dłuższy tekst osadzony w tym świecie. Pozdrawiam i życzę szybkiej podróży do biblioteki

Dziękuję za wszystkie rady i komentarze. Chętnie uwzględnię je w tekście. Reakcje są raczej na poziomie, jakiego się spodziewałem i cieszę się, że ogólne wrażenia był raczej pozytywne.

 

Panie Mr.Maras, rozumiem, że coś może się nie podobać i jestem wdzięczny za każdą krytykę, ale nie jestem pewien, czy ta uszczypliwość jest tutaj absolutnie konieczna. Naprawdę, jestem świadomy, że profesjonalni pisarze światowego formatu, nawet gdy opuszcza ich wena, byli w stanie pisać lepiej o tych początkujących i szczerze mówiąc nie wiem, czy trzeba było to wypominać. Tym bardziej iż zaznaczyłem, że zdaję sobie sprawę, iż tekst ten nie jest aż tak wysokiej jakości.

Dziękuję jednak za rady w kwestii gramatycznej, które zapewne wykorzystam. Zapraszam do przeczytania i komentowania także moich pozostałych tekstów, choć muszę uprzedzić, że i one nie są jeszcze na poziomie Frederica Browna. Choć chętnie dołożę wszelkich starań, by kolejne były mu coraz bliższe.

 

Okej, wielkie dzięki za porady. Chętnie wrzucę zaproponowane zmiany i cieszę się, że tekst się ogólnie podobał.

Niezły tekst. Szkoda trochę chłopa, skończył marnie a i żył zapewne nie lepiej. I pomysł i wykonanie mi się podobają, chociaż mogłeś choć trochę bardziej rozwinąć jak działa śmierć w tym uniwersum. 

 

Ps. Jedno czepialstwo: “Kostucha zjawiła się w pokoju Maurycego późnym wieczorem” brzmiałoby znacznie lepiej, gdyby zaczynało kolejny akapit.

Szczerze, zawsze trochę niechętnie podchodzę do opowiadań opartych na mitologii, bo zawsze wymagają one jakiejś dodatkowej wiedzy, której ja zazwyczaj nie mam. Postanowiłem jednak dać szansę i szczerze mówiąc, dokładnie to się stało. Domyślam się, że dyrektor cyrku to sam Odyn, a nasz kotek to jakaś nordycka zmora, ale to nigdy nie działa tak dobrze, gdy jest to tylko zgadywanka.

Ale co z tym, co widzę? Cóż, trochę dziwi mnie umiejscowienie w czasie. Ludzie mieszkają w jaskini, jednak mają spiżarkę, dżemy i, co najlepsze, telewizory? Rozumiem, że to inny świat, ale ne potrafię sobie tego za bardzo poukładać w głowie.

Poza tym, raczej bez zastrzeżeń. Tekst krótki, ładnie napisany, postać raczej sympatyczna (trochę szkoda starowinki, polubiłem ją) i zapewne jest prologiem do jakiegoś nordyckiego mitu. Tym, którzy znają cały kontekst, zapewne się spodoba

Ciekawy tekst. Ciekawy i bardzo dobry.

 

Świat przedstawiony absolutnie mnie urzekł, idea, by każdy mógł mieć swój świat i za pewną cenę, stworzyć w nim co tylko mu się podoba jest doprawdy pasjonująca i można by eksplorować ją w nieskończoność. Niestety, fabuła trochę nie dorasta do tego poziomu. Jest sobie wyjątkowa dziewczyna, kilka osób chce ja zabić i oni przed nią uciekają. Jasne, to jest w porządku, ale istnieje przecież tyle innych światów, w których można by zrobić dokładnie to samo i niewiele by się zmieniło.

Zdecydowanie lepiej jest w drugiej części, gdy problem ateistów jest już rozwiązany. Tutaj faktycznie widzimy jakieś wykorzystanie tych wszystkich pomysłów i światów, (poza samym w sobie bieganiem przez nie), a to się ceni.

Ogólnie, pomysł genialny, wykonanie dobre, ale czuję spory niedosyt. Taki świat naprawdę można by przecież jeszcze długo eksplorować.

Hej. Opowiadanie średnio mi się podobało. Pomysł jest ciekawy, ale sporo zdań kuleje, opisy też wydają mi się nieco za krótkie i takie niesatysfakcjonujące. Sugerowałbym trochę je rozwinąć.

Co do fabuły, to jest ona dobra na początku i w środku, ale brakuje mi jakiegoś zamknięcia na końcu. Bohater wychodzi, rzuca pracę, dzwoni do urzędu i… no i niby słyszy tam to monstrum, ale co z tego? Znaczy, ta firma przejęła także urzędy pracy? Tak po prostu. Nie wiem, jakoś to do mnie nie trafiło.

Podoba mi się za to ten wątek o znalezieniu trupa i wyjaśnienie, że ludzie zapracowują się tam na śmierć. To dobry motyw i pasuje do ogólnego klimatu opowiadania

Cóż, zgadzam się z przedmówcami. Nie jestem pewien, czy miał to być urywek z fikcyjnej encyklopedii, biografii, czy listu, ale obawiam się, że efekt nie dorósł do moich oczekiwań. Czyta się trudno, fabuły za bardzo nie ma i całość brzmi raczej jak wstęp do jakiegoś kompletnie innego dzieła

Dziękuję wszystkim za komentarze i wskazówki, które chętnie wykorzystam. Cieszę się, że opowiadanie ma pozytywny odbiór

Finklo, ale nie do końca rozumiem, co masz na myśli. Uważasz, że ckliwość jest tu wymuszona/niepotrzebna? W mojej opinii bez grania na uczuciach finał nie były taki depresyjny (a jak najbardziej miał taki być).

Nie bardzo rozumiem, kim jest adresat tekstu, ale sam kawałek mi się podobał. Klimat jest, język ładny, postacie (lub raczej postać) przemawiają do czytelnika bardzo dobrze, akcji może nie ma wiele, ale w tak krótkim tekście nie powinno to dziwić. Żal mi tylko, że takie tu krótkie. Akcja dopiero się rozwijała, mamy pierwsze kilka zdań, poznajemy bohaterów, a tu już koniec. Czuję mocny niedosyt i chętnie zobaczyłbym coś więcej w tych klimatach

Przede wszystkim, gratuluję miejsca w bibliotece. Tekst jest niezły, ale też nie urzekł mnie kompletnie. Lubię opowiadania, z których można wysnuć jakiś wniosek albo naukę, a tutaj trochę brak motywu. Mężczyzna wyszedł w góry, spotkał dziwnego człowieka, z którym spędził kilka dni… A potem co, tak właściwie? Niby dużo różnych rzeczy, ale wszystkie one prowadzą jakby donikąd. Ostatnim zwrotem akcji jest, że starzec był tym człowiekiem, a pierścień to portal, stworzony dla jakiegoś Lovecraftiańskiego bóstwa, którego nie poznaję. Mam wrażenie, że gdyby ktoś zapytał mnie, o co w tym wszystkim chodziło, to nie umiałbym mu odpowiedzieć. Chociaż nie rozpoznałem też tego stworzenia, więc może to w tym rzecz.

Poza tym, opowiadanie trzyma poziom. Język jest niezły, choć zazgrzytał mi tu i ówdzie, świat przedstawiony naprawdę ciekawy i dobrze przemyślany, całość ogólnie trzyma nawet w napięciu. Osobiście wolę światy, w których nieco więcej jest wytłumaczone, ale to już kwestia gustu

Dość specyficzne opowiadanie. Styl jest bardzo chaotyczny, ale domyślam się, że to celowe. Trochę nie podobał mi się fakt, że postanowiłeś tak zdystansować czytelnika od głównej postaci, nie podawać jej imienia, pokazywać rutyny, dokładnych reakcji. Nie nie bardzo rozumiem, po co taki zabieg. Ogólnie, pierwszy rozdział zrobiłbym zupełnie inaczej, ale tu już wkraczamy w strefę gustów.

Duży plus za świat cienia, gdzie akcja robi się naprawdę ciekawa. Podobały mi się opisy dziwacznych stworzeń i budynków stworzonych przez dziewczynę, zainteresowała mnie także “plama”. Moja ulubiona część to ta, gdy dziewczyna leży w delirium, a jej jak zgaduję rodzice próbują jej pomóc. Tajemnicze, smutne i bardzo dobrze napisane.

 

Mam wrażenie, że cały utwór ma jakieś głębsze znaczenie, lecz jeśli tak jest, to mnie niestety jak na razie ono umyka. Jest to jednak bez wątpienia przyjemna opowieść, którą miło się czytało

Dzięki wielkie za opinię i uwagi. Ogólnie, tunele miał pojawić się już po powstaniu uniwersytetu, który z czasem został do nich dołączony. Trochę zedytowałem tekst, by było to bardziej wyraźne. Wprowadziłem też prawie wszystkie twoje poprawki (poza brakującą spacją, bo ta była w istocie celowa). Niestety, po tylu czytaniach wiele szczegółów potrafi uciec

Okej, przeczytałem. Opowiadanie wyraźnie jest częścią większej całości, ale skoro zamieściłeś je samo, to tak będę je oceniać. Podoba mi się finał, ale środek jest niedopracowany. Sporo literówek, taki sobie styl, przydałoby się więcej opisów. Czy jest tragicznie? Zdecydowanie nie. Czy warto to dopracować? Zdecydowanie tak.

Nie widzę też żadnej bety, a to grzech nie do przebaczenia. Każde opowiadanie zdecydowanie jej potrzebuje.

 

A tutaj krótka łapanka:

 

Armand miał, wszczepy cybernetyczne, dzięki którym przeniósł się do wirtualnej rzeczywistości.

Pierwszy przecinek niepotrzebny.

 

Istota ta była wizualizacją sztucznej inteligencji o imieniu Zdzisiek.

 

Co oni mają takie dziwne imiona? On nazywa się Armand, jego żona Avelina a swój program nazwał Zdzisiek? Może reszta części to wyjaśnia, tekście nie ma nic, co by pomogło zrozumieć czytelnikowi takiemu jak ja.

 

– Zawęź zakres i podaj punkty kluczowe bo inaczej dostaniesz półtoragodzinna listę.

Ten Zdzisiek to coś mało brzmi jak sztuczna inteligencja. Taka Siri czy Aleksa powiedziałaby raczej “Ilość wyników: 1242. By ograniczyć ilość, proszę zawęzić listę i dodać punkty kluczowe.

Może Zdzisiek ma brzmieć nie jak maszyna, ale jeśli tak, to jakoś tego motywu nie czuję.

 

– Słowo klucz związki damsko-męskie

Dwukropek po “klucz” i literówka.

 

nie miało to jednak wpływu na jej nadal sposób postrzegania świata

 

na naszą osobę

Ich osobę? Czyli hologramu też?

 

D tego, jest on wyjątkowo krótki

 

Słowem sytuacja zdawała się być pod pełną kontrolą

Całkiem zgrabna opowieść. Nie będę ukrywać, podchodziłem do niej raczej z rezerwą – nie dość, że absurd, za którym nie przepadam, to jeszcze zaczyna się w karczmie (znowu) i do tego z dość bezpośrednim nawiązaniem do polskiej polityki. Czyli początek raczej odpycha. A tu proszę, niespodzianka. Opowiadanie nie dość, że dobrze napisane, to jeszcze ma świetne postacie, ciekawą fabułę, naprawdę wciąga i (to w ogóle możliwe?!) nie wali nas po głowie boleśnie oczywistymi komentarzami na temat polskiej władzy. Jest z czego się cieszyć.

 

Zauważyłem też sporą inspirację pewną dobrze nam znaną białowłosą postacią, ale to bynajmniej nie przeszkadza, a mnie się wręcz podoba. Miałem sporo frajdy doszukując się wszelakich nawiązań.

 

Jeśli mam za coś zganić, to byłyby to opisy tego golema. Mihav opisuje go jako kopiec termitów, a narrator stwierdza, że ma on ponoć głowę, ręce i żołądek. Jak te dwa połączyć? Ja nie miałem pojęcia.

Ale poza tym, świetny tekst. Gratuluję trafienia z nim do biblioteki!

 

Dzięki wielkie za oceny i dobre rady, które na pewno zapamiętam. Cały czas zastanawiam się tylko, jak mógłbym zmienić początek. Chciałem pokazać, jak to w wiosce nie powodzi się najlepiej. Nie jestem pewien, co wymaga tu zmiany

Okej. Dzięki wielkie za wszystkie komentarze i dobre rady. Wybetowałem co umiałem, więc teraz czas na publikację. Życzcie szczęścia :D

Ogólnie, raczej do mnie nie trafiło. Tekst jest kiepsko napisany i kompletnie przekombinowany (skąd w ogóle ten pseudo-dziewiętnastowieczny styl, jeśli nasz bohater żyje w XXI wieku?), a fabuła taka sobie. Skąd w ogóle te wszystkie dziwne rzeczy? Jak każda opowieść o wszechmocy i ta cierpi przez fakt, że bohater może tu zrobić cokolwiek – więc po co cała ta szopka? Mógł przecież po prostu przyjść do niego i wszystko to wyjaśnić twarzą w twarz. Tak właściwie, w ten sposób byłoby dużo ciekawiej.

Nie uwiodła mnie też cała ta filozofia głównego bohatera. Rozumiem zamiar, ale było to strasznie wymuszone i powinno przybrać bardziej subtelną formę.

 

Dołączam krótką łapankę:

wszystko to przywodziło na myśl ciebie, co miałby istnieć gdzieś w innym wszechświecie, w którym każda osoba była przeciwnej płci niż tutaj.

 

Ciebie, z jakiegoś innego świata, gdzie każda osoba jest przeciwnej płci.

 

 

która jeszcze obłędniej

bardziej obłędnie

 

 

Mieszkaniem twoim stał się dom, w którym najprawdopodobniej teraz się znajdujesz; a w każdym bądź razie ten, z którego wygrzebałeś notes.

 

Trochę przekombinowane. “Twoim mieszkaniem stał się dom, w którym najprawdopodobniej się teraz znajdujesz; a w każdym bądź razie ten, w którym znalazłeś ten notes.”

 

Serio, inwersja nie jest ani jedynym, ani aż tak dobrym zabiegiem stylistycznym.

 

Zignorowałeś ów straszny znak, oszczędzając sobie w ten sposób kilka miesięcy życia w poczytalności i spokoju.

Znaczy, odjął czy dodał sobie to kilka lat?

 

– Czuję, jakby to, co się wokół mnie dzieje, było jednym wielkim spiskiem.

– Tak, tak… – kpił sobie. – Żydomasoneria, jaszczury z kosmosu.

 

No to świetny terapeuta jak na wstępie mówi swojemu pacjentowi, że jest szurem. Psychologowie nigdy nie biorą lekko zmartwień swoich pacjentów, nawet tych faktycznie drobnych i wyoblrzymionych. (bo jak chcesz przecież wyleczyć kogoś, kto właśnie wyszedł z twojej kliniki z trzaśnięciem drzwiami?) A takie przywidzenia wcale do drobnych nie należą.

 

– Co nie tak? Raz kobita się zacina, innym razem widzisz datę swoich urodzin na ekranie komputera… Czy to naprawdę takie dziwne? Nie spotkały cię w życiu nigdy żadne gorsze rzeczy?

Jeszcze gorsze niż wyraźna dysfunkcja mózgu?

 

 

Chciałeś znaleźć coś na kształt „profesjonalnej” porady. Jak jednak miałbyś ją znaleźć?

U lekarza, rzecz jasna.

 

Wtedy przeżyłeś szok jeszcze większy, dreszcze przeszły po całym twoim ciele jak drgania na z lekka uderzonej membranie

“Wtedy przeżyłeś jeszcze większy szok”. Reszta tak naprawdę nic nie wnosi. I znów, nadużywasz inwersji.

 

Na kilku co najmniej komputerach

 

“To samo na co najmniej kilku komputerach. I wcześniej piszesz tylko trzech próbach, więc mało prawdopodobne, by już użył do nich kilku komputerów. Należy to poprawić.

 

 

– Na pewno?! – Molestowałeś ją tak przeszło dziesięć razu w ciągu jednego dnia. – Może sprawdzi pani gdzie indziej? Co, nie da się?

Może raczej “przez przeszło kilka godzin”? Po co szedłby do tego samego urzędu dziesięć razy?

 

– Rozumiemy to, Bracie – powiedział ten, który do tej pory się nie odezwał. – Nie lękaj się.

– Powiedział to tak, jakby wypowiadał zaklęcie. Jakąś sakralną inkantację.

“Nie lękaj się?” Nieco staromodne. “Nie bój się” brzmiałoby lepiej.

 

…patrząc bezmyślnie zza przeciwsłonecznych okularów

Skąd wiedział, jak patrzy, skoro nosił okulary przeciwsłoneczne?

 

 

– Czy wierzy pan, że ktoś może kochać kogoś miłością większą, niźli można sobie wyobrazić?

Hm? To trochę niejasne pytanie. “Większa niż można sobie wyobrazić” to z założenia rozmiar, o którym trudno wyrobić sobie opinię.

 

– A czy można, według pana, z miłości do kogoś okłamywać go przez całe jego życie?

Wtem przyszła ci do głowy ciekawa, skądinąd wielokrotnie układana w głowie, myśl.

– Zawsze mówiłem o sobie „niekonsekwentny konsekwencjalista”, rozumieją panowie tę niecodzienną grę słów? Cóż, pewnie nie rozumieją (nie żeby była to jakaś ujma), dlatego postaram się wyjaśnić: konsekwencjalizm to pogląd etyczny, według którego, mówiąc w wielkim skrócie, „cel uświęca środki”, a celem tym jest zawsze szczęście/radość świadomych istot. Tak więc, będąc konsekwencjalistą, z jakiegoś powodu zawsze uważałem kłamstwo za występek, którego nie może usprawiedliwić żadne wypływające zeń dobro. Może podświadomie albo przez swoją przesądność i wiarę w tak zwaną karmę, wiedziałem, że jeśli ludzie nie będą mogli zaufać mi, wówczas ja nie będę mógł zaufać im, toteż zawsze starałem się być szczery do bólu.

Poprzednie zdanie sugeruje, że mowa o możliwości zaistnienia, a nie przyzwoleniu, więc brzmi to nieco dziwnie.

 

Przysięgam, że ci mężczyźni mówili tobie o rozmowie z komputerem

“Mówili CI”

 

nie wziąwszy ich za skończonych wariatów, udowodniłeś swoją dziecięcą łatwowierność.

Gdybym ja przeszedł połowę z tego, co nasz bohater, nie wziąłbym ich za wariatów nawet, gdyby mówili o rozmowie z latającym magicznym tostem.

 

wszystko, co mówili, było prawdą.

bez przecinka

 

W końcu nie co dzień przytrafiają się takie sytuacje – ciąg niesamowitych wydarzeń, po którym nastąpić ma z niecierpliwością i lękiem wyczekiwany klimaks.

Akurat konstrukcja literacka to chyba najmniej istotny aspekt całego tego zamieszania.

 

komputer, pokazując mi powoli zapisywane zdani

Chyba “wyświetlane?”

 

– Owszem – odpowiedziałeś na głos. – I nie ukrywam, że to wszystko, włącznie z przesiadywaniem sam na sam z tajemniczą osobową maszyną, trochę mnie przeraża.

I nieźle to znosi. Ja na jego miejscu tylko skinąłbym nerwowo głową, czując fale potu zalewającą mi plecy.

 

Od początku jestem tylko ja, i dlatego ukrywałem się, abyś z kolei ty mnie nie znienawidził, myśląc, że wtrącam się w twoje życie i nie pozwalam ci się nim cieszyć.

 

Mógłby przecież pojawić się w jego życiu jako jego ojciec albo kolega i tylko obserwować z boku, raz na jakiś czas gadając o tym czy o tamtym.

 

Najwidoczniej rżnął głupa, aby jeszcze bardziej namieszać ci w głowie.

Mógłbyś wybrać bardziej podniosłe określenie dla tak poważnej chwili.

 

A wiesz przecież, że zbiór liczb jest nieskończony, a stąd można się domyślić, że On będzie mógł operować swoim piekielnym pokrętłem dosłownie tak, jak tylko zechce.

A co ma jedno do drugiego? O ile nie będzie torturował go, wyświetlając mu coraz większe liczby, to nie widzę tu żadnego związku.

Przykro mi, że przez nawał spraw nie byłem w stanie zbetować tego opowiadania, ale jestem tu teraz, by to nadrobić. Ogólnie, zgadzam się z przedmówcami. Bohaterowie przyjemni, nastrój bardzo ciepły, ale fabuła raczej nieistniejąca.

Słyszałem kiedyś, że na wschodzie mają taki niszowy gatunek jak “Moe” – gdzie głównym celem dzieła jest wywołanie u odbiorcy uczucia ciepła na sercu, a wszystko inne jest co najwyżej opcjonalne. Z tym właśnie skojarzyło mi się twoje opowiadanie, bo poza ciepłymi scenami, nie ma tu wiele czegokolwiek. (Jeśli chcesz spróbować rozpowszechnić ten gatunek, twoja sprawa, ale pamiętaj, że jest on niszowy z jakiegoś powodu, a ja jak na razie pozostanę raczej zwolennikiem fabuły i przesłania ;)

Nie do końca zgadzam się jednak co do języka, bo tu i ówdzie widziałem kilka zdań, które nie bardzo mi się podobały. To już nie beta, więc nie będę dawał ci pełnej łapanki, ale tu masz kilka przykładów, byś wiedział, o co chodzi.

 

 

Czas jest teraz jak z gumy. Wszystko spowalnia. Sekundy zmieniają się w minuty, a nawet w godziny. Osiągam nieskończoność, ale wyłącznie mocą umysłu, bez narkotyków i prochów, które kiedyś łykałem jak słodkie karmelki.

 

Okay. I? Ani stwierdzenie na spowolnienia ani prochów nigdzie już później nie wraca, nie ma z nich żadnego wniosku.

 

Co ciekawe, nie czuję nawet testosteronu.

 

Chyba raczej adrenaliny? Testosteron nie ma wiele wspólnego z tą sceną.

 

z radośnie wrzeszczącymi łysymi bobasami.

Słyszałeś kiedyś jak wrzeszczy bobas? Radość to ostatnie słowo, jakiego bym tu użył. (zresztą, małe dzieci nigdy nie wrzeszczą z radości, a tylko, gdy są smutne)

 

Lawiruję ze zręcznością akrobaty i w końcu wydostaję się z bezmyślnego tłumu.

Nie zrozumiałem od razu, że chodzi tu o wyjście z autobusu. A czytelnik nigdy nie powinien musieć zastanawiać się, co znaczy dany fragment, chyba że jego autor świadomie chciał, by był on niejasny.

Przeczytałem po raz drugi. Znacznie lepiej, opowiadanie zrobiło na mnie dużo lepsze wrażenie. To już nie byle fantasy na kiju, a porządne opowiadanie, z prawdziwymi bohaterami, spójnym światem i trzymającym się kupy systemem magicznym. Jeszcze trochę pracy, a będziesz miał prawdziwą perłę!

 

Wciąż jest kilka błędów, ale to już raczej drobiazgi.

“Wyciągnęła sztylet, nacięła rękę tak żeby pojawiła się krew i skropiła nią małą kamienną tabliczkę, którą przygotowała właśnie na tę okazje. Tabliczka pojaśniała, a Nessa w skupieniu stabilizowała czar.”

Powinna tu być scena, gdzie nasza bohaterka wyciąga skądś tę tabliczkę. Bez tego myślałem, że była gdzieś przymocowana do ściany. I nie da się naciąć ręki inaczej, niż tak, żeby pojawiła się krew.

“wijąc się między fotelem, a szafką z książkami”

Zbędny przecinek.

 

“Poczuł jak ktoś wlewa mu do ust paskudny płyn”

Ten przymiotnik tu nie pasuje. Paskudny w jakim sensie? O paskudnym smaku, kolorze, z jakiś paskudnych składników? Ja bym to zmienił albo na “płyn o paskudnym smaku” albo po prostu na “gorzki płyn”

któremu poświęciła tak dużo uwagi, przy ostatniej wizycie.

Zbędny przecinek.

 

Ale ogólnie, wielki postęp, tylko tak dalej.

Świetne opowiadanie. Krótkie, treściwe, z oryginalnym pomysłem i bardzo ciekawą puentą (której obawiałem się, że będzie brakować). Test jest krótki, więc trudno mówić tu o jakichkolwiek błędach, ale jakoś razi mnie to “poruszały się!” w ostatnim akapicie. Dziewczyna miała zesztywnieć ze strachu, a tu nagle wykrzyknik. Chyba jakoś bardziej do rytmu byłoby, gdyby było to twierdzenie:

 

“Ostatnie, co zobaczyła, to manekiny na wystawie. Poruszały się. Patrzyły na nią przez chwilę niewidzącymi oczyma, po czym chwyciły się za ręce i zeskoczyły z podestu”

 

Albo w ogóle oddzielny akapit:

 

“Ostatnie, co zobaczyła, to manekiny na wystawie.

Poruszały się.

Patrzyły na nią przez chwilę niewidzącymi oczyma, po czym chwyciły się za ręce i zeskoczyły z podestu.”

 

To oczywiście tylko taka tam pierdoła, ale jakoś nie mógłbym jej nie wytknąć. Opowiadanie jako całość bardzo mi się podobało.

 

Żeby można było porównać, zobaczyć co odpadło a co zostało, które rady jak zostały zastosowane, a które nie, i ogólnie, popatrzeć czym teksty się od siebie różnią

Obiecałem sobie, że nie będę polemizować tutaj z ludźmi dającymi mi odpowiedzi. Teraz jednak mam zamiar nagiąć nieco to postanowienie i zamieścić tu drobne sprostowanie. A dokładniej, wyjaśnić pewną sprawę, która nie została poruszona w samym fragmencie, a jest obecna w całości tekstu. "Krwawy Szlak" ma miejsce w świecie osadzonym po wojnie światowej, w wyniku której wyginęła niemalże cała ludzkość, zaś jej nieliczni ocaleni starają się znów stworzyć jako-takie społeczeństwo, wykorzystując do tego dostępną dla nich technologię, będącą głównie na okołośredniowiecznym poziomie. Wciąż jednak rozumieją pojęcia takie jak infekcja czy proste sformułowania chemiczne, bo ta wiedza dalej jest dla nich dostępna, nawet jeśli w nieco skromniejszej wersji. Stąd też "infekcja", kukurydza, (choć nie powiem, gdybym pisał zwykłe fantasy, uwzględniłbym ją tak czy inaczej, bo wierzę, że fantastyka dzieje się w świecie, który sam kreuję i historia naszego nie ma tu nic do rzeczy) czy pistolet w dłoni Wisenherta. To oczywiście nie kasuje wszystkich licznch uwag co do mojej pracy, ale uznałem, że warto zrobić to małe sprostowanie. A co do reszty to oczywiście wezmę wszystkie te komentarze pod uwagę i napiszę wkrótce poprawioną wersję, którą mam nadzieję, zostanie przyjęta choć trochę lepiej.

No, przyznaję, idea stojąca za tym opowiadaniem jest nieco niejasna. W trakcie pisania wydawała mi się ona dosyć jasna, ale często tak jest, że fakty wydają się autorowi prostsze niż czytelnikowi. Bo ja już je znam. Będę o tym pamiętać przy następnej intrydze i dodam więcej foreshadowingu, niż tutaj.

Podobnie w kwestii doboru słów i tym podobnych

@drakaina

 

Cóż, jakkolwiek oczywiście zawsze staram się czerpać naukę z każdej danej mi krytyki i zwracać uwagę na to, co mi się mówi, to jednak ośmielę się nieco polemizować. Widzę w tym komentarzu też kilka praktycznych uwag, które chętnie wykorzystam, ale inne wydają mi się lekkim czepianiem o szczegóły.

Mianowicie:

-Bez tej oprawki z królem i wielkim spiskiem opowiadanie zostałaby zwykłym “Umieram! A nie, jednak nie.” Co wydawało mi się nieco nie satysfakcjonujące. Dlatego zrobiłem z tego całą opowieść o grupie ludzi, z pełną świadomością konsekwencji dających celowo się porwać i przeciągających swoje egzekucje, by słońce zdążyło wstać, a ich herszt użyć magii, przy pomocy której miał opętać najpierw kata, a następnie samego króla, czym zakończyłby przegrywaną wojnę. (Czego zresztą nie miało być w pierwotnej wersji, ale miałem wtedy wrażenie, że cała historia była nieco o niczym. Dlatego dodałem całą fabułę ruchu oporu i zamachu stanu, by całość była ciekawsza).

-Spracowane kobiet: Moim założeniem było to, że kobiety te wstały przed pierwszym kurem, by załatwiać swoje sprawy, a skoro były już w porze egzekucji nogach, to zatrzymały się na krótkie przedstawienie. Spróbuję lepiej to ująć. Jednak, czy taki pomniejszy detal ma w ogóle jakieś znaczenie?

-W wykreowanym przeze mnie kraju kat jak najbardziej jest dostojnikiem królewskim i ważną figurą w hierarchii, czas mierzy się w sekundach, a świnie żyją na farmach. Jeśli chodzi o fantastykę, to jestem zwolennikiem szkoły, która mówi, że skoro kraj ten i tak istnieje w innym świecie, to nie ma powodu, dla którego miałby trzymać się on zasad naszego uniwersum. W Międzylądzie kat jet zawodem poważanym. Wydaje mi się, że wyjaśniłem to wystarczająco, dwa razy podkreślając, że Folami osobiście widuje się z królem i kilkukrotnie mówiąc o nim jako o “królewskim dostojniku”. Ile jeszcze trzeba, by stało się to jasne?

-I….. No tak, w sumie to w Międzylądzie są farmy przemysłowe. W sumie, to może faktycznie zbyt zaskakująca idea, nawet jak na obcy świat. Nie niemożliwa, ale może nieco niepotrzebna.

-Przepraszam bardzo, ale świadomość, że twój przyjaciel właśnie umarł wydaje mi się nieco pobudzająca.

Ale to tyle mojego wykłócania się. Pozdrawiam i dziękuję za długi komentarz, z którego na pewno skorzystam. Jakkolwiek postanowiłem nie zmieniać stylu, to faktycznie poprawiłem też część z zacytowanych fragmentów, by lepiej brzmiały.

Przy okazji, naprawdę ciekawa myśl na samym końcu. Dosyć prawdziwa

Nowa Fantastyka