Profil użytkownika

Fajnie by było coś tam wydać przed czterdziechą.

Nie lubię drabbli i innych form sztucznego ograniczania się.

254 138


komentarze: 567, w dziale opowiadań: 509, opowiadania: 197

Ostatnie sto komentarzy

Bo to nie jest wiersz “optymizm vs pesymizm”. Pierwsza część, owszem, konfrontuje umiarkowany optymizm dziecka ze stonowanym pesymizmem, ale w drugiej już masz ten właśnie stonowany pesymizm osoby wchodzącej w dorosłość kontra… po prostu pesymizm. Przeczytaj jeszcze raz drugą część i zwróć uwagę, że te rzeczy, których podmiot liryczny się spodziewał, wcale nie są jakieś super. Ta część to bardziej “miało być znośnie, a nie jest” niż “miało być dobrze, a nie jest”.

 

Ale całkiem też możliwe, że po prostu źle dobrałem nazwiska :) Moje zainteresowanie tematem jest nieco powierzchowne :(

ironiczny podpis

Nad ranem obraz znalazł potłuczony; szkarłatne płótno podpierało schodzącą ścianę, której tapeta zdzierała się z desek.

Kilka pytań:

– kogo bądź co znalazł ten obraz?

– jak wyobrażasz sobie potłuczone płótno?

– w jaki sposób miękkie (i potłuczone) płótno miałoby podpierać cokolwiek?

– dokąd schodziła ściana? Do piwnicy?

– w jaki sposób tapeta zdzierała się z desek, rękoma?

 

Dalej nie czytałem.

ironiczny podpis

Patrząc na tytuł myślałem, że to będzie temat o fantastyce w muzyce – Ayreon i tym podobne :D

 

Też nie wiedziałem o nowej płycie Ankh, także dziękuję.

 

To ja po hipstersku zarzucę absurdalną humoreską niezależnego artysty – Jay Foreman, Skin Sofa

ironiczny podpis

W jaki sposób długotrwała śpiączka matki “nie musiała przełożyć się na pogorszenie (czyt. zupełny brak) relacji z rodzicami”? No, przynajmniej z jednym rodzicem?

ironiczny podpis

Nie no, jasne, ale fajnie by było, gdyby bohaterowi zależało na dobrych relacjach z córką bo “coś tam”, a nie “bo tak”.

Ale tu masz dokładnie to. Tomaszowi zależy na relacjach z córką, ponieważ jemu samemu brakowało relacji z rodzicami:

Na fasetach dostrzegł siebie oraz matkę w szpitalnym łóżku, nieruchomą i podpiętą do maszynerii. We śnie była piękna jak Śpiąca Królewna. Chyba dlatego nigdy nie zebrał się, by wyrzucić somnikterium, by zapomnieć o śnie. Wolał nie pamiętać, co z upływem czasu zrobiła z niej śpiączka. Oraz jaki miała wpływ na jego ojca.

Właśnie dlatego podchodził do relacji z córką od złej strony – skupiał się na własnych traumach i chciał za wszelką cenę zapobiec utracie relacji, zamiast pracować nad tym, żeby ta relacja była dobra. Nie rozumiem, czemu to teraz tłumaczę, skoro jest to powiedziane wprost w tekście, wręcz miałem wrażenie, że nieco zbyt wprost – ale jak widać, jednak za mało:

Zrozumiałem, że dałem się ponieść własnym lękom i obawom, zamiast starać się być lepszym ojcem, chciał powiedzieć, ale zamiast tego dodał:

ironiczny podpis

Dzięki za obszerne wyjaśnienia. Jak będę miał chwilę, to spróbuję uzgodnić z organizatorami konkursu jakąś drobną zmianę tak, żeby końcówka miała większy sens. Chyba zmienię właśnie na ZOL.

ironiczny podpis

Darconie, możliwe że masz rację. Natomiast w trakcie zbierania informacji niezbędnych do napisania “Somnikterium” przeczytałem, że na OIOM-ach przebywają osoby które nie są w stanie samodzielnie przeżyć (wymagają żywienia pozajelitowego lub oddychania maszynowego). Pacjenci w śpiączce się tu oczywiście wliczają. Jeśli idzie o chorych, to znalazłem odnośniki właśnie do OIOM-ów (ale też hospicjów).

Co do odwiedzin, to przejrzałem regulaminy odwiedzin OIOM-ów z dwóch różnych szpitali. Wydarzenia z “Somnikterium” są z nimi zgodne. Tomek odwiedza matkę na krótko (15 minut), w wyznaczonym czasie (”po lekcjach”, czyli po południu – pielęgniarka go zna, czyli przychodzi tam o tej godzinie regularnie). Założyłem, że po pewnym czasie (kilka miesięcy) pozwolono by mu odwiedzać matkę bez wcześniejszej zapowiedzi.

Z drugiej strony przyznam, że to taki research z fotela przed komputerem :) Więc jeśli mówisz z własnego doświadczenia, to bardzo chętnie dowiem się więcej na temat tego, w którym miejscu jest błędny :)

ironiczny podpis

Stn, odpowiem pytaniem na pytanie: czy każde opowiadanie musi być do oporu poważną i odkrywczą fantastyką? Czy obyczajówka jest z definicji zła i słaba?

Moje opowiadania mogą nie być jakieś super :) ale ostatnie, co da się im zarzucić, to że pisane są na jedną modłę. Lubię skakać po gatunkach, stylach i docelowych odbiorcach. Tu zdecydowałem się na obyczajówkę i przyjąłbym krytykę, że to słaba obyczajówka, ale nie przyjmuję do wiadomości, że sama obyczajówka to coś złego :)

 

Wsadzę kij w mrowisko: dlaczego to zawsze facet płaci alimenty? Może to żona go rzuciła i powinna łożyć na utrzymanie? Idźmy z duchem równouprawnienia. Ale to chyba fantastyka. ;)

Stan faktyczny jest taki, że w Polsce sądy niemal zawsze, jeśli pojawia się spór co do opieki nad dzieckiem, przyznają prawa matce. W związku z czym ojcowie płacą alimenty. Kto kogo rzucił nie ma znaczenia w kwestii alimentów na dziecko. Miałoby to znaczenie w kwestii alimentów dla partnera, ale te akurat w Polsce są z kolei rzadkością.

Marne to wsadzenie kija w mrowisko, bo mieszasz alimenty na dziecko z alimentami na partnera. W powyższym opowiadaniu płacenie alimentów Tomaszowi przez matkę Lucyny nie miałoby żadnego sensu, ponieważ dziecko jest z nią od poniedziałku do piątku, a weekendy spędza u ojca. Matka musiałaby zarabiać wielokrotnie więcej, by zostały zasądzone jakiekolwiek alimenty, bo sama ponosi większą część obciążeń związanych z utrzymaniem córki.

ironiczny podpis

Na pewno. Tu jest na przykład pokazana kwestia podania komuś somnikterium bez jego wiedzy, by wywołać zmianę w zachowaniu, co jest niemoralne, a pewnie i niezgodne z prawem – ale to nadal obyczajówka, a nie gangsterzy :)

ironiczny podpis

Finklo, jak przyjdzie mi jeszcze jakiś ciekawy pomysł na przedstawienie wykorzystania somnikteriów, to pewnie napiszę trzecią część, ale gangsterów tam nie będzie – zbyt duża zmiana tonu. Zauważ, że pierwsze dwa opowiadania to obyczajówka. Light fantasy, ale jednak obyczajówka. 

ironiczny podpis

Z tego co widzę nie jest to zły tekst, ale zastanawiam się, czemu nie wrzuciłeś całego – skoro, jak rozumiem, masz już napisany?

Generalnie konsensus jest na portalu taki, że oznaczenie “fragment” istnieje po to, by było wiadomo, czego unikać :) A na serio, to fragmenty po prostu cieszą się dużo mniejszym zainteresowaniem użytkowników. Weź pod uwagę, że każdego dnia jest dodawanych kilka nowych tekstów, mało kto ma czas i chęci czytać wszystko… Zaczynając kolejne opowiadanie użytkownik podejmuje pewne ryzyko, poświęca swój czas, w którym być może mógłby czytać coś lepszego – a mając do czynienia z fragmentem wie od razu, że mu się to ryzyko nie opłaci, bo nie zostanie wynagrodzone pełną i dopracowaną historią.

ironiczny podpis

CM, BasementKey – ostatnio jak napisałem wiersz, to z kolei czytelnicy mnie przekonywali, żeby go odwierszować :) Tu akurat uznałem, że lepszą formą będzie proza poetycka. Być może w przyszłości zmienię zdanie, bo tekścik ani trochę nie odleżał, tylko opublikowałem go zaraz po napisaniu.

Jakbym jednak przerobił, to miałbym wreszcie trzy wiersze, z których jestem zadowolony, i mógłbym je wysłać na jakiś konkurs… Gdyby nie to, że wszystkie już poprzez publikację na portalu są spalone :)

Finklo, Firiel – fantastyka jest dla tych, co to lubią wszystko brać zupełnie dosłownie :)

 

Ogólnie cieszę się, że się spodobało :)

ironiczny podpis

Anglicyzm, owszem, ale świadomie przerobiony na porównanie. Gdyby usunąć “jakby” faktycznie byłby anglicyzm i błąd :) Porównania nie muszą być utarte w polszczyźnie, czasem właśnie o to chodzi, by wymyślić coś niespotykanego i świeżego. No ale rozumiem, że odbiór jest niezgodny z zamysłem, zastanowię się nad zmianą.

ironiczny podpis

Znowu – jak na twój wiek jest dobre, tym niemniej nadalk dużo brakuje. Drakaina już szeroko opisała problemy z wierszem, tak więc nie za bardzo mam co od siebie dodać.

ironiczny podpis

Chłopaki zebrały się na stopniach bocznej klatki schodowej i zasiadły w półkolu.

Pytam, bo nie wiem: na pewno zebrały, a nie zebrali?

Tak, na pewno :)

Wyjaśnienie, czemu właśnie tak jest poprawnie, znajduje się w starszych komentarzach.

ironiczny podpis

Wyspałem się i wracam, żeby jednak przyznać rację reg!

 

“Chuje” nie mogą być podmiotem, ponieważ te chuje mają rodzaj niemęskoosobowy. Zatem zdanie poprawnie powinno wyglądać tak:

– Chuje posadziły nas z tyłu.

I tutaj składa się z jednej części składowej. Oczywiście wersja od reg jest też poprawna:

– Chuje, posadzili nas z tyłu.

Tutaj są dwa zdania (równoważniki) składowe, dlatego przecinek. Widać to też po tym, że tu można przecinek zastąpić kropką lub wykrzyknikiem, czego nie da się powiedzieć o poprzedniej wersji z jednym zdaniem składowym.

ironiczny podpis

Ten tekst jest naprawdę dobry – ale jak na czternastolatka. Mówię to szczerze, prawdopodobnie jest lepszy, niż cokolwiek co napisałem w tym wieku. Tym niemniej kilka uwag ode mnie, nad czym możesz popracować w przyszłości:

– Akapity są fajne, używaj ich. Podzielenie tekstu na mniejsze bloki ułatwia czytanie.

– Zakończenie. “To wszystko było tylko snem” jest sztampowe i zdradza początkującego pisarza. Generalnie uważa się ten trop za słaby, ponieważ niweczy napięcie, sprawia że w wydarzeniach nie ma jakiejkolwiek stawki, zagrożenia, i pozwala autorowi ignorować potencjalne braki w logice. Więcej na ten temat możesz poczytać tutaj, jeśli znasz angielski – cała ta strona jest bardzo przydatnym narzędziem w pisaniu i krytycznej analizie tekstów.

– Masz monotonicznie zbudowane zdania. Przeczytaj sobie na głos ten fragment:

Bałem się. Teraz czekałem na najgorsze. Czekałem na pewną śmierć. Stałem za żelazną bramą pod wysokim napięciem. Byłem bardzo zestresowany i zastanawiałem się. Przeżyję czy nie?

Jak maszyna, nie? Teraz przykładowa przeróbka:

Bałem się. Teraz czekałem na najgorsze, czekałem na pewną śmierć. Stałem za żelazną bramą pod wysokim napięciem. Byłem bardzo zestresowany i zastanawiałem się: przeżyję czy nie?

Za pomocą dwóch tylko znaków interpunkcyjnych wprowadziłem jakąś różnorodność.

 

Powodzenia w dalszym pisaniu :)

ironiczny podpis

Maćku, tekst ma ręce i nogi – tyle o nim mogę dobrego powiedzieć. Nie za bardzo rozumiem, do kogo go kierujesz. Ci, którzy przejmują się sprawą, pewnie zareagują tak jak sy. A dla reszty ostatnie, o czym chcą czytać na portalu, to wydarzenia z kraju.

 

 – Chuje posadzili nas z tyłu. –> – Chuje, posadzili nas z tyłu.

Czemu tu przecinek?

Popieram, przecinek opcjonalny. “Chuje” mogą być po prostu podmiotem, wtedy bez przecinka. Dziwne, że akurat na to zwróciłaś uwagę, bo innych błędów trochę jest :)

 

Musi na nią zdążyć zanim światełko do nieba go zabierze.

Tu natomiast brakuje przecinka.

 

Czy jest coś, co chciałbyś zmienić w swoim życiu? Jeśli tak, to jest właściwy moment, ażeby skończyć z przekrętami

Czarne chmury pozostały. Biednemu zawsze wiatr w oczy, nawet wtedy, gdy umiera.

Tutaj chyba powinno być “zwłaszcza”, ponieważ wiadomo, że umieranie jest czymś negatywnym (czyli wiatrem w oczy), a chyba chcesz podkreślić, że dla biednego jest dodatkowo negatywne.

 

Nożownik pcha się na scenę niczym hitlerowcy na Westerplatte.

Okej, w szturmie na Westerplatte brali udział SS-mani, ale jednak większą część sił niemieckich stanowił Wehrmacht i gdańska policja. Powiedzieć o Wehrmachcie “hitlerowcy” to trochę tak, jakby powiedzieć o Wojsku Polskim “pisowcy”, bo akurat u władzy mamy PiS.

 

Zrobi wszystko, by dźgnąć włodarza, a ten – musi tylko wykorkować na oczach miliardów w przeciągu doby.

Z pewnością nie miliardów. Polska ma mniej niż czterdzieści milionów obywateli, nawet zakładając stuprocentowe zaangażowanie w sprawę (mnie, dla przykładu, nie za bardzo ona obchodzi, o całym zamieszaniu dowiedziałem się z memów). A gdyby ludzi poza Polską obchodziło coś takiego, to dopiero byłaby fantastyka :)

 

Niewiniątkiem był, czy nie

Tu absolutnie bez przecinka.

 

– Niewiniątkiem był, czy nie, do Mariackiego z nim. – Postanowiono.

Mała litera i bez kropki.

ironiczny podpis

Ech, to myślenie tropami literackimi… :( Niestety, domyśliłem się, o co chodzi w połowie pierwszego akapitu, więc tak jak mr. maras nie mogę poczuć się przyjemnie zaskoczony puentą, ale i tak ją doceniam. Udany drabelek :)

ironiczny podpis

Treść ma ręce i nogi, ale nie powala. Wszystko aż do epilogu jest powolne i mało interesujące. Z kolei w epilogu pokazujesz nam interesujący pomysł w tandetnej ekspozycji. Moje pytania: czemu nie dawkowałeś czytelnikowi informacji, tylko najpierw długo nic, a na sam koniec rzuciłeś całością? Czemu nie wplotłeś natury potwora w zasadniczą część opowiadania? Zauważ, że natura potwora nie ma żadnego znaczenia dla przebiegu opowiadania. Potoczyłoby się ono tak samo, gdyby był on na przykład z tego samego gatunku, co ten karaluch z “Facetów w Czerni”.

Wykonanie jest w porządku. Błędów mało, ale nie zauważyłem też w stylu nic, co by mnie zaciekawiło.

 

„Strona: 323 z 323” – głosił napis w lewym dolnym rogu monitora.

Głosić coś może na przykład wielki, wytłuszczony napis na plakacie, ale nie zwykłe, niewyróżniające się literki na ekranie. Za PWN:

głosić

1. «upowszechniać jakieś idee, hasła, myśli, propagować coś»

2. «wypowiadać głośno jakiś tekst»

3. «o psie myśliwskim: sygnalizować szczekaniem o znalezieniu tropu zwierzyny»

 

„Strona: 323 z 323” – głosił napis w lewym dolnym rogu monitora.

Wstał z fotela i podszedł do barku

Czemu napis wstaje z fotela i podchodzi do barku?

 

Pośród gwiazd sunęły jaskrawopomarańczowe, pulsujące światła, manewrując chaotycznie, jakby wymijały niewidzialne przeszkody.

To już wiem, że nie masz prawa jazdy :) Przeszkody się omija.

 

Gdyby ktoś zapytał teraz obserwatorów(+,) ile obiektów widzą

Przyglądała się(+,) jak Emil pałaszuje kiełbaski z musztardą

Szczekanie poniosło się donośnym echem przez las.

Nie wiem czemu, ale wyrażenie to (jak i wizja echa w lesie) jest dość popularne. Na tym portalu poprawiam je już któryś raz. Las jest ostatnim miejscem, w którym rozlega się echo (chyba, że stoisz na łące i masz przed sobą ścianę drzew). Liście tłumią i rozpraszają dźwięk, co przeciwdziała powstawaniu echa, a pnie drzew są obłe i znajdują się zbyt blisko od siebie, by dźwięk odbity dotarł do słuchacza z zauważalnym opóźnieniem.

 

Pisarz stał poddenerwowany,

Literówka.

 

Pisarz nie zamierzał jednak ulegać niedobremu przeczuciu,

Frazeologia – nie można ulegać przeczuciu.

 

W środku owego kręgu znajdowało się coś nienaturalnego.

Emil podchodził bliżej, nie spuszczając znaleziska z oka. Obiekt miał około półtora metra wysokości, był podłużny i pokryty jakby organiczną błoną, pełną czegoś w rodzaju grubych żył, w których płynęła fioletowa ciecz. Całość przypominała nieco więdnący kwiat, zwieńczony jakby rozpękłym nasionem wielkości kokosu

Masz narrację trzecioosobową, taki niepewny opis nie pasuje do wszechwiedzącego narratora.

 

Gdy był około pięć metrów od celu

Neron biegł tuż obok, jakby z ulgą, że jego głupi właściciel w końcu ucieka z tego niebezpiecznego miejsca.

Strasznie niekonsekwentny ten pies. Jeśli chcesz pokazać, że wyczuwa on “zło” czy coś tam innego (na tym etapie lektury jeszcze dokładnie nie wiem, o co chodzi), tak jak często jest w horrorach czy innych Terminatorach, to czemu wcześniej pies pędził w stronę krateru, wiedziony jego zapachem?

 

konstatuję więc, iż atak spowodowany był nie głodem drapieżnika(+,) a wścieklizną.

Zwierzę prędko zdechnie, a zrzucane tutaj prewencyjnie środki dla lisów skutecznie zapobiegną niekontrolowanej epidemii.

A czy jest coś takiego, jak kontrolowana epidemia?

 

Podrapał się w brodę, dopił, co było do dopicia(+,) i odszedł chwiejnym krokiem.

Natręt nie ustawał jednak w próbie wyciągnięcia gospodarza z łóżka.

“Próbach”.

 

– Dzień dobry. Pan Siewierski? – zapytał mocnym głosem, jakby nawykłym do wydawania rozkazów.

– Co pana do mnie sprowadza? – zapytał gospodarz, gdy już gorące napoje parowały przed nimi (szczęśliwie znalazł ostatnie czyste kubki).

Nawias w narracji powinien mieć jakieś swoje uzasadnienie, informacja w nim zawarta może być np. “puszczeniem oka” do czytelnika. Tu jest to zwykła informacja i tak też powinna być zapisana.

 

Emil czuł(+,) jak głowa pulsuje mu tępym bólem.

Jak rozumiem(+,) myśli pan, że coś wylazło z tego, no, „zwiędłego kwiatu”?

– Nie. Pomaga mi funkcjonować. Niweluje stany lękowe, które zaczęły się po moim „odkryciu”.

– Akurat z żoną poszło głównie o coś innego – dodał ze szczerym uśmiechem. – Ot, typowy małżeński paradoks: ona myśli, że go zmieni, a on żyje w przeświadczeniu, że już zawsze będzie jak przed ślubem. Oboje się mylą.

To powinien być jeden akapit.

 

Nie rozmawiali, pogrążeni byli we własnych rozmyślaniach

A można być pogrążonym w czyichś rozmyślaniach?

 

Jedną ręką przytrzymywała spódnicę plączącą się między nogami, a drugą chustę, targaną wiatrem.

Nie rozumiem niekonsekwencji interpunkcyjnej. Oba określenia imiesłowowe powinieneś potraktować tak samo, z przecinkiem lub bez.

 

– Panie policjancie, panie policjancie! – krzyknęła.

– Panie policjancie – powtórzyła, dopadając do mężczyzn.

Tu też powinien być jeden akapit.

 

nie wiedział(+,) o który dom chodzi

Zwrócili na niego przerażone twarze.

Frazeologia. “Ku niemu”.

 

– Niech pan wraca do domu, panie Emilu – rzekł, po czym odwrócił się i odszedł z aparatem przy uchu.

 

***

Rano obudził się jak zwykle spragniony i zmęczony.

Brakuje ci pustej linii po gwiazdkach. Problem z podmiotem domyślnym – ostatnim podmiotem z pasującym rodzajem jest Małek, nie Emil.

 

Podkomisarz w ogóle wyglądał na kogoś, kto doskonale wie(+,) czego szuka.

by w końcu zasnąć z głową wbitą w lepki blat stołu.

Frazeologia. Nie można mieć w coś wbitej głowy, co najwyżej wzrok.

 

– Naprawdę?! – krzyknęła z entuzjazmem.

– A ona by mnie pamiętała? – dodała zaraz nieco zaniepokojona.

Znowu jeden akapit.

 

– I pomożesz tacie? – zapytała.

– Obiecuję.

– To dobrze, bo nie chcę, żeby mama była smutna.

Nic dziwnego, że go żona rzuciła.

 

dopiero przyciszone głosy przywróciły go do realnego świata.

 

Zauważyłem, że w żadnym miejscu nie dajesz pustej linii po gwiazdkach.

 

bardziej stwierdził(+,) niż zapytał.

We wsi zginęło więcej zwierząt(+,) niż się spodziewałem.

Emil nie mógł tego wszystkiego pojąć. Rozumiał, że policjant nie chce lub nie może mu wszystkiego wyjawić, 

Pomiędzy dwiema brzozami, niby drzwi(+,) stał spory płat kory.

Remek poczuł(+,) jak z każdym krokiem robi mu się coraz cieplej.

z którego wydobywały się kłęby pary.

Co ciekawe ziemia musiała zostać przetransportowana z innego miejsca, gdyż nigdzie nie było widać śladów kopania.

Znowu zwrot niepasujący do narracji trzecioosobowej.

 

Zdezorientowany pisarz początkowo nie rozumiał(+,) o co chodzi

Patrzył(+,) jak upiorne oblicze przybliża się coraz bardziej i bardziej, przysłaniając cały świat.

ironiczny podpis

Jeśli UFO nakierowuje na jeden tor, to co dopiero powiedzieć o snach? :)

ironiczny podpis

Najdłuższe opowiadanie: 40 802 znaki

To bardzo miłe, kiedy twój tekst jest w czymś naj, choćby tylko był najdłuższy ;) :P :D

Ja jestem tym drugim naj x) Ciekawe, czy są dodatkowe punkty za to, że jury będzie miało mniej roboty z czytaniem (cztery książki to wszak sporo roboty) :D

ironiczny podpis

Nie chodzi mi o eter. W sumie, czemu od początku nie powiedziałem, o co dokładnie mi chodzi…? ^^

 

 Siedzi mi w głowie pole fizyczne znajdujące się tuż pod powierzchnią ziemi, coś jak wody gruntowe, tylko bardziej fundamentalne. I ludzie w epoce kamienia te wszystkie megality stawiali nie w celach religijno-kulturowych, tylko dlatego, że pozwalają one skupiać i pracować z tym polem. Różne rodzaje to różne “maszyny”: powiedzmy na przykład, że dolmeny mogłyby służyć jako neolityczny telefon, przesyłając tym polem dźwięk, a menhiry poprawiałyby żyzność gleby. Z drugiej strony to nie byłaby po prostu nauka, ludzie z pewnością czcili by tę siłę i mistycyzowali ją. Z kolei większe kamienne struktury, takie piramidy czy Stonehenge, miałyby potężniejsze zastosowania i wiązałyby się oczywiście z jakimś kultem.

 

 

Ujdzie, czy to już za bardzo fantasy?

ironiczny podpis

Chciałem się jeszcze zapytać o ten eter, o którym wspomniał wilk-zimowy.

Czy w porządku będzie prawdziwa technologia w prawdziwych ramach czasowych, która ma dodatkowe, zaawansowane zastosowania właśnie dzięki czerpaniu z jakiejś naturalnej siły bądź fenomenu, który nie istnieje w prawdziwym świecie? Czy to już za bardzo fantasy? :)

ironiczny podpis

Treść taka sobie. Z jednej strony pomysł jest, z drugiej mamy Apollo ex machina, który nagle zjawia się tam, gdzie jest potrzebny, mimo że wcześniej wyraźnie zaznaczyłeś, że żaden z bogów nie słyszy płaczu Orfeusza. Do tego martwa Eurydyka przecież znowu trafi do Hadesu, a jeśli raz pokonała drogę na Olimp, to przecież pewnie da radę kolejny. Tak więc trochę to się nie trzyma kupy.

Myślę, że kwestie związane z klonowaniem były poruszane już tyle razy i nieraz tak dogłębnie, że twoje umieszczenie ich w mitologicznej otoczce wydaje się płytkie i nic niewnoszące. A ponieważ nie pokazałeś nic nowego, tylko umieściłeś znany motyw w innym świecie, to mam wrażenie, że ten tekst mógłby być spokojnie o wiele krótszy.

Wykonanie również średnie. Masz problem głównie z przecinkami (ach, te przecinki pomiędzy podmiotem i orzeczeniem…!), oprócz tego zwróciłem uwagę na lekką byłozę i problem z jednoznacznością podmiotu domyślnego. Część zdań mogłaby stylistycznie prezentować się dużo lepiej.

To wszystko są standardowe problemy, które zanikają wraz z pisaniem i czytaniem, no i znowu tak fatalnie nie jest. Z pewnością twoje kolejne teksty zrobią na mnie większe wrażenie. Powodzenia :)

 

Mężczyzna rzucił się na wrota, cisnąwszy lirę gdzieś w trawę.

Hm. Wrota do krainy umarłych nie wydają mi się miejscem, które porasta trawa – ale to tylko kwestia wyobrażeń.

 

w końcu wziął z powrotem instrument, w nadziei

Przecinek tutaj nie jest błędem, ale nie jest też niezbędny i moim zdaniem byłoby lepiej bez niego.

 

że może śpiew jeszcze raz skłoni piekielne istoty do bycia mu przychylnymi.

Piekło to zupełnie inna mitologia, inaczej wartościowane słowo i nie do końca tu pasuje, sugestia: “istoty z otchłani”.

 

Oparł się plecami o wrota Hadesu i złapał za głowę, dysząc ciężko, wylewając z oczu łzy.

Frazeologia i pleonazm. Wiadomo, że łzy są z oczu, więc tak się nie mówi. Wylewa się łzy nad czymś, z jakiegoś powodu lub bez dodatkowych określeń. Tak samo się roni łzy albo po prostu płacze.

 

na widok której, każdemu mężowi w świecie zadrżałyby nogi

Przecinek do kosza.

 

żadna, nie będzie tym

Tu też.

 

opowiadał w zasadzie nikomu z drżącym głosem.

Opowiada się drżącym głosem.

 

– Och! – jęknął. – Gdybym miał setkę oczu Argusa i wylał nimi morze łez – nie oddałoby to tego cierpienia, takiej straty…!

Myślniki wewnątrz wypowiedzi w dialogu utrudniają zrozumienie, co jest kwestią mówioną, a co komentarzem dialogowym. Sugeruję zmianę na przecinek lub wielokropek.

 

Świetlisty wóz i towarzyszący mu niebiański orszak w końcu stanął stanęły przed zlęknionym śpiewakiem. Wstał.

Oprócz tego tak, jak to napisałeś, to wychodzi nie wiadomo, kto wstał – wóz, czy orszak. Bo na pewno nie Orfeusz.

 

Ojciec patrzył na niego mądrym, spokojnym wzrokiem. Z jego twarzy bił blask.

Drugie zdanie zupełnie niepotrzebne, bowiem już w poprzednim akapicie podkreślasz blask bijący od Apolla, więc jest to powtórzenie.

 

odezwał się bóg, pięknym głosem.

Niepotrzebny przecinek.

 

Zastaję cię cierpiącego, sponiewieranego własnymi namiętnościami

Można być sponiewieranym czyimiś namiętnościami?

 

Nie ma takiej rzeczy na ziemi, ani w niebiosach

Niepotrzebny przecinek.

 

– Głupcem i niegodnym zwać się twoim synem byłbym, ojcze, gdybym nie usłuchał tak mądrej rady – powiedział w końcu i wsiadł do rydwanu ojca.

Nie myślał nigdy, że będzie miał zaszczyt rozmawiać z gromowładnym Zeusem, poznać Piękną Afrodytę i jej męża Hefajstosa.

Dlaczego przydomki piszesz raz wielką, raz małą literą?

 

Wszystko to przechodziło najśmielsze pragnienia śmiertelnika

Frazeologia – najśmielsze są oczekiwania, a oprócz tego, skoro Orfeusz pił ambrozję, to chyba nie był już śmiertelnikiem, prawda?

 

a ponadto, nie chcę

Niepotrzebny przecinek.

 

W końcu, razem z Hefajstosem, Ateną, Zeusem i Afrodytą zebrali się,

Albo musisz wywalić pierwszy przecinek, albo postawić jeszcze jeden po “Afrodytą”.

 

– powiedział Apollo, odprawiając śpiewaka.

 

Wrócił w to samo miejsce dokładnie za trzy dni

Tak jak to napisałeś, to wynika, że Apollo wrócił, a nie Orfeusz.

 

Jak możliwym mogło być, by mogli zwrócić mu Eurydykę?

Uuu, brzydko :)

 

nie kto inny(+,) tylko Eurydyka.

 

Okazało się jednak, że, wbrew słowom Apolla, nawet w niebiosach szczęście nie zawsze trwa wiecznie.

Drugi i trzeci przecinek nie są niezbędne, usuwając je pozbędziesz się pojedynczego słowa otoczonego przecinkami.

 

Eurydyka, wtulona w bok swojego męża(+,) słuchała muzyki.

 

Otworzyła oczy i spojrzała tam, gdzie kierowały się spojrzenia wszystkich.

 

tak ja, przebyłam drogę z krainy umarłych na ziemię

Niepotrzebny przecinek.

 

Pan krainy podziemia, wzruszył się moją miłością i pozwolił mi na opuszczenie jej, bym mogła znaleźć ciebie, mężu!

Pierwszy przecinek zupełnie niepotrzebny. No i czemu pan krainy podziemia pozwolił Eurydyce na opuszczenie miłości?

 

Jak śmiesz, pokazywać się tutaj

Niepotrzebny przecinek.

 

wyrzućcie, ten ucieleśniony fantazmat plugawych mocy

Niepotrzebny przecinek.

 

dlaczego obok ciebie stoi, ta kobieta

Niepotrzebny przecinek.

 

krzyknęła, stojąca obok Orfeusza Eurydyka.

Niepotrzebny przecinek.

 

Zresztą niewiele mógł zdziałać, w swoim rozedrganym stanie, nie wiedząc(+,) co w zasadzie ma właśnie miejsce.

Pierwszy przecinek niepotrzebny.

ironiczny podpis

Zgodnie z zasadami, gdybyś odwrócił szyk i zaczął swoje zdanie od “mówiąc to”, to powinieneś – dokładnie tak, jak mówisz – nie stawiać kropki i zacząć małą literą, ponieważ pierwszym słowem byłby czasownik oznaczający jakiś rodzaj wydawanego ustami dźwięku. Generalnie też taki szyk jest właśnie zalecany, choć nie wiem, jak to się akurat ma do twojej stylizacji.

ironiczny podpis

Hm. Morfeokinematografia 2.0

Z jednej strony tekst przyjemny i dobrze napisany, tak samo jak poprzedni. Z drugiej – w trzech stronach tekstu jakoś nie zdążył mnie zmęczyć brak fabuły, ale teraz masz już łącznie dziewięć i spodziewałem się czegoś więcej. Nie podobała mi się życiorysowatość i fakt, że tytułowe owoce ezoteryczne pojawiły się dopiero w dwóch trzecich tekstu.

Jako autor możesz być zadowolony, bo tekst nie odbiega jakością od tamtego, ale dla mnie jako czytelnika to trochę za mało :) Tym razem bez klika.

 

Nie znaczy to jednak bynajmniej,

Jedno albo drugie. Nie ma sensu wstawiać dwóch słów o tym samym (w tym przypadku) znaczeniu.

 

przechodzi z rąk do rąk i nasiąka wonią kolejnych miejsc i kolejnych właścicieli.

Sugeruję zamienić jedno “i” na “oraz”.

 

Na zapach pieniądza składa się specyficzna mieszanka: dominują w niej ciężkie, drażniące nozdrza wonie portfeli, sakiewek, kieszeni i skarpet, do których w przypadku tych monet i banknotów, które za długo przeleżały w czyimś skarbcu, dołącza także zapach kurzu i wilgoci.

Druga część zdania brzydka, może by to jakoś rozbić albo przemeblować?

 

każda z tych woni opowiada inną historię – o ciężkiej pracy na chleb, żebractwie, machlojkach finansowych i pospolitym rozboju…

Skoro każda opowiada inną, to czy bardziej na miejscu nie byłoby “lub”?

 

A w tej chwili, patrząc na własnoręcznie wykonany i zamontowany szyld u wrót swojego najnowszego biznesu

Niepotrzebne, no chyba że Ali Baba Jaga wykonuje i montuje szyldy nad wrotami innych najnowszych biznesów.

 

A w tej chwili, patrząc na własnoręcznie wykonany i zamontowany szyld u wrót swojego najnowszego biznesu – w tej właśnie chwili wyczuwała zapach całej góry pieniędzy, która już wkrótce będzie należeć do niej.

Albo pomyłka, albo brzydko skonstruowane zdanie.

 

Swój pierwszy majątek(+,) opiewający na kwotę niemal dwustu dinarów(+,) zdobyła jeszcze jako zupełna nowicjuszka w magicznym fachu, gdy(+,) szkoląc się u swojej babki Ajsze(+,) dorabiała sobie na boku(+,) radośnie i ochoczo sprzedając kobietom ze wsi eliksiry miłosne.

Pierwsze dwa przecinki są niezbędne, bo bez nich wychodzi na to, że Ali Baba Jaga zdobyła więcej majątków opiewających na kwotę niemal dwustu dinarów – a nie, że zdobyła więcej majątków, a ten konkretny był właśnie tej wielkości. Reszta to imiesłowowe równoważniki zdań – rozwinięte, więc nawet według dawnych zasad nie ma wątpliwości co do stawiania przecinków.

 

Niestety biznes ten został przerwany brutalną interwencją babki, która(+,) dowiedziawszy się o poczynaniach wnuczki(+,) zabroniła jej dalszego roztrwaniania magii

J.w.

 

„Zawód wiedźmy, moja droga Alijo (bo właśnie takie imię nosiła wtedy nasza bohaterka), to nie komercja, lecz ciężka służba i powołanie”, tłumaczyła.

Informacja podana w nawiasie jest oczywista.

 

Tydzień później, zupełnie przypadkiem i absolutnie bez związku z dokonaną wcześniej konfiskatą, na ścianie nad babkowym łóżkiem zawisł nowy, piękny dywan z wzorem przedstawiającym tygrysa, lwa i feniksa.

Ponownie, zaznaczony przeze mnie fragment jest oczywisty. Czytelnicy raczej nie lubią, kiedy wszystko im się tłumaczy jak dzieciom, i średni sarkazm tego nie wynagradza :)

 

I nie, do zawarcia tego związku nie przyczynił się eliksir miłosny. No, może kilka kropelek na samym początku, ale potem już nie.

Najpierw piszesz, że do zawarcia związku nie przyczynił się eliksir miłosny. Potem, że kilka kropelek na początku… Na początku, czyli właśnie do zawarcia. To, że potem eliksir nie był potrzebny, nie ma wpływu na zawarcie związku, czyli samiuśki począteczek.

Oprócz tego frazeologia – wiadomo, o co chodzi, ale nie można zawrzeć związku. Zawiera się umowy. Jedną z takich umów jest związek małżeński, stąd pewnie tu jest, jak jest.

 

W tamtym okresie Alija opatentowała pomysł wynajmowania pustynnych dżinnów do ochrony karawan, dzięki czemu śmigały one między wydmami jak jaszczurki, wolne od zakusów rozbójniczych band. Stosowała też drobne zaklęcia, którymi okładała towar, aby podnieść jego wartość w oczach potencjalnych nabywców. I wszystko było dobrze, dopóki dżinny nie założyły związku zawodowego i nie zaczęły domagać się, by obok oleju do lampy część zapłaty wydawać im także w złocie.

Sugeruję wywalić zaznaczone przeze mnie zdanie. Po pierwsze, nie odnosi się bezpośrednio ani do zdania przed, ani zdania po, natomiast te dwa zdania są swoją naturalną kontynuacją. Po drugie, ta informacja jest trochę bez sensu: jest to magiczny równoważnik oszustwa marketingowego. Coś takiego albo byłoby zakazane, albo robiliby to wszyscy.

 

Imała się różnych zajęć z różnym skutkiem, lepszym bądź gorszym:

Powtórzenie. I znowu, jedno albo drugie. Podkreślone przeze mnie fragmenty mają to samo znaczenie, sugeruję jeden z nich wywalić.

 

że musiała sprawić sobie skarbiec, który pieszczotliwie nazwała „Sezamem”. Ale „Sezam” Ali Baby Jagi to już materiał na inną historię.

Usuń cudzysłowy. Tutaj niczego nie cytujesz. Porównaj: Na Sezamie wisiał napis “Sezam”.

 

osiedliła się w Polsce, by zacząć studia na nowo powstałym Śląskim Uniwersytecie Magicznym, pierwszej w historii wyższej szkole magii z prawdziwego zdarzenia.

Naprawdę pierwszej w historii? Fajnie, że Polska w czymś tam przoduje :) A nie powinno być czasem “pierwszej w historii kraju”?

 

po zażyciu którego będą im się śnić największe, klasyczne szlagiery

Niepotrzebny przecinek.

 

taki interes, który na bank-na giełdę nie zawiedzie.

Takie wyrażenie nie istnieje, a jeśli potraktować je jako wyrażeniotwórstwo, to bardzo nie podoba mi się ten łącznik. Czy potrafisz wskazać jakieś inne wyrażenie, gdzie w ten sposób łączy się łącznikiem jedną wielowyrazową frazę z inną? Sugeruję zamienić go na przecinek.

 

odbyła pieszą pielgrzymkę na grób Johna Rockefellera

Nie da się z Polski odbyć pieszej pielgrzymki na grób Rockefellera, bo znajduje się ona w Ameryce, czyli za oceanem. No i zajęłoby to ogrom czasu. Sugeruję coś w stylu:

założyła Siedmiomilowe Buty, chwyciła relikwię świętego Piotra i odbyła pieszą pielgrzymkę na grób Johna Rockefellera

Usuwa wątpliwości i wpisuje się w klimat magiczno-synkretyczny. 

 

Rozkręcenie tego interesu wymagało sporo energii i sporych inwestycji

Kosztując ich(+,) należało bardzo uważać

A gdy już wszystkie owoce były w komplecie, pozostało jeszcze je wysiać i zebrać plony.

Sieje się nasiona.

 

między sadownikami spod Grójca, którym powierzona została opieka nad sadem, wybuchł straszliwy spór o to, kto jest najlepszym sadownikiem na świecie.

Ali Baba Jaga wyciągnęła klucz i lekką drżącą ręką włożyła go do dziurki.

Nie miało być czasem “lekko drżącą ręką”?

 

Dwa tygodnie później pod Grójcem wybuchła III Wojna Światowa. Nikt nie ocalał.

IMHO puenta byłaby mocniejsza i bardziej w klimacie tekstu bez drugiego zdania.

ironiczny podpis

Udana humoreska. Nic większego tu nie ma, ale jak na tę formę i ilość znaków wcale być nie musi.

 

 Krwisto czerwone słońce

“Krwistoczerwone”. Masz spację na początku akapitu.

 

Kilku co silniejszych wniosło płaski(+,) okrągły kamień na środek polany i już można było zaczynać demokrację.

– Pragnąc na wstępie zaznaczyć, że, podobnie, jak pewnie wszyscy zgromadzeni, nie jestem przesadnie zaistniałą sytuacją…

Niepotrzebny przecinek przed “jak”. Oprócz tego sugeruję pominąć wszystkie pozostałe przecinki poza tym przed “że”, ale to już kwestia tego, jak lepiej ci to zdanie brzmi.

 

– Milczeć(+,) psubraty(+.)

Zamiast kropki możesz też dać wykrzyknik.

 

Niech szef kontynuuję.

Literówka.

 

wyrżnęli ich co do joty,

Jakeśmy, po honorowemu i tradycyjnemu, napadli w nocy na Bosorów i wyrżnęli ich co joty, a teros Szef nom gadajoch, że ich kozy nie nasze?

Krzyworyj już się chciał zabierać za uciszanie Łopatonosa, jednak szef go powstrzymał.

To “szef” piszesz wielką, czy małą literą? Zdecyduj się :)

 

– Czyli, że co?

– Czyli, że jak kozy Bosorów już im nie będą potrzebne

W zbitce “czyli że” nie stawia się przecinka.

 

– Hańba! – krzyknął Grabioczół – najstarszy syn Łopatonosa.

Drugi myślnik wprowadza chaos w dialogu, sugeruję zamienić go na przecinek.

 

– Czekaj no, niech ja go skurczysyna – rozpędził się Spiczastooki.

Sugeruję zakończyć wypowiedź wielokropkiem.

 

– Nie tak(+,) gupolu! Czeba sposobem(+.)to To mówiąc, Tyłkogrzmot wydobył zza przepaski biodrowej dobrze zamaskowany tam sztylet.

Jeden celny rzut i zakrwawione ciało byłego prowodyra obrad, zakrwawione osunęło się na ubity piasek.

Wszyscy zmęczeni rozeszli się do swoich szałasów.

A niezmęczeni zostali? To zdanie powinno chyba wyglądać tak:

Wszyscy rozeszli się do swoich szałasów, zmęczeni.

ironiczny podpis

Co do Steins;Gate 0 to faktycznie jest nieco gorsze od Steins;Gate, ale nadal fantastyczne. A jeśli idzie o kwestię umieszczenia na liście: jest to spinoff a nie sequel, zatem nie jest kontynuacją (kolejnym sezonem jednego anime). Spinoffy są czasem mocno różne od oryginalnych serii, więc biorę je pod rozwagę :)

Co do Made in Abyss, to gdybym się cofnął o rok, z pewnością znalazłoby się na liście.

Ceterari, anime, które podałaś, są oczywiście dobre, ale jak dla mnie tylko Banana Fish spełnia warunek “best of best”, ale akurat nie ma w nim fantastyki :)

ironiczny podpis

W kuchni widział figurę mamy. –> Dlaczego widział figurę mamy, a nie mamę? Czy w kuchni stał posąg mamy?

Figurę, bo na przykład przez firanki :)

 

Asylum, jest to wymiana zdań pomiędzy Jankiem i Maćkiem. W jej trakcie Tomek dostaje somnikterium ze snem o nauczycielce do obejrzenia.

ironiczny podpis

Tak jak zauważyła reg, treść stoi na wyższym poziomie, niż forma. Fajnie przeciwstawiłaś dwie odmienna postawy życiowe, które w naszym smutnym kraju od dawna ze sobą kolidują i chyba jeszcze długo będą, tak więc opko aktualne, mimo stylizacji.

Z początku miałem zamiar nie robić łapanki, ale jednak nie potrafię :( Możliwe, że część będzie się powtarzać z tym, co wypisała reg.

 

Masz niepotrzebne puste linie na początku opowiadania.

 

Było to o tyle dziwne, ze zawsze przesypiała twardo całe noce

Literówka.

 

Śniło jej się, że się obudziła. Było to o tyle dziwne, ze zawsze przesypiała twardo całe noce, szczyciła się, że jedynym(+,) co mogło ją skłonić do uchylenia powiek(+,) był płacz głodnego niemowlęcia.

Monotonia spójnikowa. Brakujące przecinki.

 

płacz głodnego niemowlęcia.

A płacz niemowlęcia, które ma pełną pieluszkę, już by jej nie obudził? A płacz z bólu? Choroby? Czymś się one różnią w kwestii budzenia?

 

A już nigdy, ale to przenigdy, nie przyszło by jej do głowy

Drugi przecinek niepotrzebny.

 

nieważne jak soczyście szumiącej drzewami w sadzie,

To określenie zupełnie tu nie pasuje. Nie można szumieć soczyście.

 

, otóż należy to podkreślić raz jeszcze, bo w końcu, mówimy o statecznej gospodyni, ta kobieta nigdy nie zerwałaby się w środku nocy, żeby usłyszeć płacz anioła.

Ta część powinna być osobnym zdaniem, przed “mówimy” nie powinno być przecinka, a przed “ta kobieta” sugeruję zastąpić przecinek dwukropkiem.

 

Ej – szepnęła, nie wiedzieć, czemu bo już od ładnych paru lat była w chałupie sama, tak dniem(+,) jak i nocą – ej, no, tylko mi tu jakich spazmów nie dostań.

Zapis dialogów do poprawy, reg już podała ci link do poradnika. Brakujący przecinek.

 

– A, o to możecie się nie martwić(+,) moja dobra Maciejowa,

oznajmił anioł zgryźliwie(+,) odejmując dłonie od twarzy

odejmując dłonie od twarzy mokrej od łez. Na chwilę oniemiała,

Twarz anioła oniemiała?

 

bo złocista poświata wokół jego głowy, osobliwe jaśniejsza była wokół oczu i ust

Niepotrzebny przecinek.

 

dobrodziej wznosił nad głowami wiernych..

Nie udał się wielokropek…

 

bo złocista poświata wokół jego głowy, osobliwe jaśniejsza była wokół oczu i ust,

Powtórzenie.

 

– Oj biedna wy(+,) Maciejowa, biedna

 

 mikstury jakie byście na owe kłopoty nie znaleźli

Problem z deklinacją. Albo “mikstury jakiej” albo “mikstur jakich”.

 

Bo to, wiecie(+,) słyszałem, ze wyście wielce biegła w rozwiązywaniu problemów za pomocą ziółek.

Literówka.

 

A rudej Zośce miksturę na spędzenie płodu(+,) to kto dal?

Literówka.

 

Anioła jakby cokolwiek zatchnęło

Zjadło ci kropkę.

 

– Ja – powtórzyła Maciejowa(+,) biorąc się pod boki.

Gdyby przez chwilę się nad tym zastanowiła(+,) być może zdziwiłby ją fakt

to Jędrzej ją przygarną

Brzydka literówka.

 

bo co miała własnych myśli we łbie(+,) to już jej wszystkie wytłukł

Jędrzej wyparł się, że to jego(+,) i chciał pogonić z chałupy.

– I tak z tej litości dla Zośki, to Jędrzejowi szaleju, żeście zdali?

Niepotrzebne przecinki.

 

Nie wiem też(+,) skąd go miała.

– A ślubnemu waszemu to nic nie zadaliście(+,) co by się szybciej na ten, eee… znaczy(+,) tamten świat przeniósł.

Dodatkowo “co by” w tym przypadku łącznie.

 

ze aż się biedny cofną(+,) otulając ramiona skrzydłami.

Dwie literówki.

 

A co zjadł(+,) to wracało z krwią.

że błagał mnie(+,) bym mu pomogła.

żeby ci miękcej było(+,) jak będziesz z gór patrzył?

Bóg mnie wam zesłał(+,) Maciejowo.

a ja z wola Pana dyskutować nie zamierzam.

Literówka.

 

– Ot, służbista..

Znowu nie wyszedł wielokropek.

 

Ano, kiedy tak(+,) to chodźmy

ironiczny podpis

Ja też się wzruszyłem :) Pierwszy raz w życiu kobiety się o mnie biją – no, niekoniecznie o mnie, ale o to, która mi bibliotekę kliknie, a to też dobrze :D

ironiczny podpis

Katiu, zamierzam rozwinąć ten pomysł światotwórczy w kolejnym (a może nawet -nych) tekście i będzie tam między innymi sklepik z używanymi snami, bo to działa w obie strony: jasne, ci z fajnymi snami mogą się nimi dzielić, ale też ci, którzy fajnych snów potrzebują, mogą je od kogoś dostać :)

 

Piotrze, po Pierdutach to najlepsze będzie Pruderkowo :) Muszę się kiedyś zabrać i napisać jeszcze jakiś wesoły tekst.

ironiczny podpis

ANDO, Tomek nie jest w niczym wyjątkowy, w świecie opowiadania wszyscy ludzie wytwarzają somnikteria :) 

ironiczny podpis

Chłopaki zebrały się na stopniach bocznej klatki schodowej i zasiadły w półkolu.  

Czemu nie “zebrali” i “zasiedli” ? *.*

Bo wtedy nie byłoby poprawnie :) Te chłopaki są rodzaju niemęskoosobowego, natomiast ci chłopacy są rodzaju męskoosobowego. 

 

Cieszę się, że udało mi się wywołać emocje swoim tekstem.

ironiczny podpis

Niestety, tekst jest niechlujnie napisany. Nie chodzi nawet o błędy, tylko o choćby rozpoczynanie zdań małą literą – a na to nie ma wymówek, bo jest to błąd, który poprawia każdy edytor.

ironiczny podpis

Przyjemny i dobrze napisany tekst, jakiego nie spodziewałem się po portalowym debiucie. Gratulacje :)

Zabrakło mi trochę jakiejś przewrotnej puenty, wszak o tym, że Baba Jaga ma nosa do interesów, wiemy już wcześniej.

 

to będziecie mieli okazję zaszaleć.”

Zaplątał się tu cudzysłów.

 

Dziewczynka wyglądała, jakby chciała jeszcze o coś spytać, ale zamiast tego odwróciła się i posłusznie skierowała się do magazynu z całą resztą filmowej obsady. Po chwili z magazynu wyleciał rząd świetlistych kulek.

Jaga spędziła na wymyślaniu snów wiele bezsennych nocy, aż w końcu uzbierała całkiem poważny plik pomysłów – od idyllicznych snów o lataniu na skrzydłach motyla wśród puchatych chmurek po najmroczniejsze, pełne krwi i straszydeł koszmary (a co, skoro na horrory są chętni, to na to miałoby nie być?).

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zbieg-wykrzyknika-i-nawiasu;16048.html

 

Najwięcej czasu zajęło Ali Babie Jadze znalezienie właściwych pomocników, którzy(+,) sami należąc do świata widm i duchów(+,) mogliby zagrać w jej snach-filmach.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-a-imieslowy-przymiotnikowe;10413.html

 

a ich zdolność nawiedzania i ożywiania przedmiotów była wręcz nieoceniona .

Spacja przed kropką.

 

A przy tym nie wymagały inszej zapłaty nad szczery śmiech i dobrą zabawę, które stanowiły ich jedyny pokarm.

Również postprodukcja okazała się skomplikowanym procesem.

“Również” porównuje tutaj proces postprodukcji do równie skomplikowanego procesu szukania odpowiednich “aktorów”, jednak tak jak te zdania są ułożone z początku wydaje się, że porównuje ją do procesu płacenia ognikom-psotnikom, co jest łatwe.

 

„Szwagier założył kiedyś w Stanach biznes o podobnej nazwie i szybko zbankrutował”(+,) argumentowała.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/cudzyslow-a-przecinek;14663.html

 

Ostatecznie więc nad wejściem do jej sklepiku zawisł zapisany fikuśnymi, krzywymi literami szyld

Zupełnie niepotrzebne doprecyzowanie i powtórzenie w jednym.

 

pozwoliła im nawiedzić zrobione z kasztanów, liści i zapałek figurki ludzi, zwierząt i ptaków i całą noc bawić się w najróżniejsze gry i zabawy,

Trochę dużo “i”, wygląda to dość chaotycznie.

 

Były tam smukłe kasztanowe księżniczki(+,) mieszkające w zamkach z mchu i drobnych kamyków,

ironiczny podpis

Niestety, widzę trzy błędy w samym tylko tytule. Zamiast

Ra'anta - Nieokiełznana siła.

powinien on wyglądać tak:

Ra’anta – nieokiełznana siła

Chyba, że “nieokiełznana siła” to podtytuł, wtedy całość powinna wyglądać tak:

Ra’anta: Nieokiełznana siła

lub tak:

Ra’anta. Nieokiełznana siła

 

Niestety, mnie to zniechęciło do zerknięcia na tekst, ale jeśli poprawisz, to może uchronisz przed tym innych potencjalnych czytelników.

ironiczny podpis

Usuwanie tekstów a ich poprawianie to dwie zupełnie różne rzeczy. To pierwsze niczemu nie służy. To drugie pozwala przyswoić sobie nową wiedzę i pomaga w rozwoju. No i pomyśl, że kolejni czytelnicy przeczytają lepsze opowiadanie, bo już poprawione.

Każdy opublikowany tekst, który czytałeś – czy to powieść, opowiadanie, podręcznik, artykuł – przeszedł proces redakcji i korekty.

ironiczny podpis

Nie rozumiem wielu rzeczy. Ani dlaczego ten mężczyzna nagle zapragnął uciec, skoro do tej pory bezpiecznie sobie rozmawiał, ani dlaczego narratorowi zależało, żeby nie dać mu uciec, i to na tyle, by poświęcić jeden z naboi, których miał tylko pięć. Nie rozumiem, czemu narrator stał i patrzył się na niebo w trakcie tego, jak helikopter lądował, by potem narzekać w myślach, że nie może uciec, gdy już helikopter i jego załoga znaleźli się na ziemi. Nie rozumiem też znaczenia etnolektu śląskiego w tekście, bo wydaje się, że takiego znaczenia nie ma, a sam etnolekt pojawia się, bo tak. Przyznam też, że nie rozumiem snu i zakończenia. 

Pierwsza rozmowa nie zachęca do lektury. Jest drętwa, służy tylko przekazaniu informacji czytelnikowi. Jako czytelnik w ogóle nie wiem, jakiego zachowania mogę się spodziewać w przedstawionej sytuacji, a scenę kończysz zupełnie niezrozumiałym rzuceniem się do drzwi i śmiercią (patrz poprzedni akapit). Potem jest nieco lepiej, ale nadal tekst jest mało zrozumiały, co jest jego główną wadą.

Tekst jest napisany stosunkowo poprawnie. Sugeruję popracować nad przecinkami oraz zajrzeć do poradni PWN, by dowiedzieć się, kiedy po wielokropku należy kontynuować wielką, a kiedy małą literą.

 

Spacerowałem Karmelicką(+,) aż wszedłem do dawnego sklepu spożywczego.

Gdy odór i mdłości stają się nie do zniesienia(+,) włączam czysty tlen i tyle.

– Włamałem się do miejskiej strzelnicy.

Miejska strzelnica, analogicznie do biblioteki miejskiej czy szpitala miejskiego oznaczałaby strzelnicę, którą zarządza miasto.

A ty… Ty jesteś kreatywny!

Mała litera.

Ha(+,) ha, dobre… Przyszedłeś aż ze Śląska?

Po tym, jak umarła umarły moja żona i córka, wyemigrowałem.

Dopiero teraz, gdy wymarli oni… Wszyscy… A reszta zmieniła się w to te cholerne zombie…

Małe litery.

Próbowałeś oddychać… Powietrzem?

Mała litera.

Nikt nie zabroni mi brać(+,) co chcę.

Mówisz, jak ktoś wyedukowany – rzekłem.

Niepotrzebny przecinek.

Kończyły mi się pociski,

W naboju może znajdować się jeden pocisk albo wiele (śrut). Teoretycznie pojedyncze kuleczki śrutu też są pociskami, ale przeważnie jak ktoś mówi pocisk, ma na myśli zwykłe naboje z jedną kulą. Sugeruję zamienić “pociski” na “naboje”.

W tramwaju, dawnej „dwójce” jeżdżącej z Salwatora do starego miasta(+,) odnalazłem rozszarpane zwłoki dziecka.

Czarne dziury oczu oczodołów zionęły pustką.

Ujrzałem fotele zarzygane spryskane krwią.

Czy narrator potrafi za pomocą wzroku rozpoznać, czy krew pojawiła się na fotelach akurat poprzez wymiotowanie?

I nagle zawiał silny wiatr, a niebo poczęło zaczęło się przejaśniać.

Nie pasuje do stylizacji.

hałas, który słyszę(+,) nie jest trzaskaniem piorunów

Zdjąłem kaptur mej żółtej peleryny

W dawnym świecie byłem fanem literatury i nauczyłem się książkowej mowy, lecz nigdy nie wyparłem się ślonskiej godki.

To zdanie nie jest powiązane z akapitem, na którego końcu się znajduje, tylko z następnym.

Kocham pisać, bo słowo jest ponoć silniejsze od miecza, lecz wtedy to, gdy z wnętrza maszyny zaczęli wybiegać zamaskowani komandosi(+,) wiedziałem, że nie mam szans ani z moją bronią, ani z elokwentnym czy potocznym językiem.

Obcięta lufa strzelby dawała większy rozrzut i pozwalała łatwiej sięgać celu, bo nie musiałem być precyzyjny w stu procentach. Niestety pozostał mi ostatni pocisk tego typu.

Pocisk jakiego typu? W poprzednim zdaniu opisujesz tylko lufę.

W kieszeni tkwiły jeszcze trzy breneki – „slug sport”, lecz wiedziałem, że nie chcę walczyć, że nie mogę, bo nie zdążyłbym przeładować magazynka.

Należy stosować interpunkcyjną konsekwencję i oddzielać wtrącenia z obu stron tym samym znakiem.

Mógłbym teoretycznie skoczyć w otwarte drzwi kamienicy, ale… Nie miałem szans.

Mała litera.

produkowała ładunki wybuchowe(+,) by odeprzeć ataki zmutowanych ludzi.

Niestety przedwczesna eksplozja pozbawiła ją kończyn i w efekcie życia. Uciekłem przez okno, gdy bestie pożerały ją żywcem.

Nonsens, skoro umarła od eksplozji, to jak zombie mogły ją pożreć żywcem?

Nie wiem, co przyniesie przyszłość, lecz gdy zamknę oczy(+,) widzę CZASZKOBRAZY.

Nie planowałem kolejnego wpisu, pani doktor, ale musiałem zmienić zamiary z racji bardzo dziwnego snu, a przecież prosiłaś mnie(+,) abym wszystkie anomalie (+–) czy też, jak to elokwentnie ujęłaś, „anomalie” – zgłaszał.

Nie od razu zorientowałem się(+,) kim „jestem”.

Anglicy i amerykanie

Wielka litera.

Ostatni pocisk śrutowy opuścił lufę

Znowu – śrut to wiele pocisków.

ironiczny podpis

Jeśli masz gotowe opowiadanie, to nie dodawaj go we fragmentach jeden po drugim, tylko złącz w całość.

ironiczny podpis

Swoją drogą jeśli lubisz pisać takie teksty i dobrze znasz angielski, polecam portal Literotica :)

ironiczny podpis

Nie zdziwię się, gdyby powstała jakaś szybka kolej łącząca LA z San Francisco. Na pewno nie powstanie Hyperloop w oryginalnej wersji :)

 

Edit: przypomniał mi się jeszcze jeden filmik – ten jest z kolei właśnie o mostach i o tym, jak je się zabezpiecza przed ruchem. Dobrze obrazuje problemy z rozszerzalnością cieplną. Widać też, że metody stosowane w przypadku mostów nie sprawdzą się w przypadku kilkusetkilometrowej tuby z próżnią w środku.

ironiczny podpis

Oj tam, na Marsa mają za parę lat lecieć, to i Hyperloop mogą trzasnąć. Czytałem, że Musk chce, aby to był docelowy środek transportu na Marsie, bo jego atmosfera idealnie się do tego nadaje. Nie potrzeba by było żadnych tuneli, a jedynie tory.

Lot na Marsa to pestka w porównaniu do budowy Hyperloopu.

Na Marsa już kilka razy się dostaliśmy. Misja załogowa to tylko kwestia stopniowego zwiększania ładunku i bezpieczeństwa.

Natomiast Hyperloop? Hyperloop wymaga zbudowania komory próżniowej wielokrotnie większej niż obecny rekordzista. Ta komora będzie miała kształt tuby liczącej kilkaset kilometrów. I problemem Hyperloopu jest właśnie jego długość. Ponieważ długie struktury nie pozostają sztywne.

Wystarczy zobaczyć, jakie są trudności z projektowaniem innych długich struktur, np. mostów, by zdać sobie sprawę, że to naprawdę kiepski pomysł. Dwa główne problemy to ruch w wyniku rozszerzalności cieplnej i aktywności środowiska.

Jeśli idzie o rozszerzalność cieplną, jeśli dobrze pamiętam Hyperloop będzie się rozciągał i kurczył o jakieś sto metrów. Każdej doby.

Jeśli idzie o środowisko, trasa Hyperloopu będzie biegła wzdłuż uskoku tektonicznego z trzęsieniami ziemi sięgającymi ósemki w skali Richtera.

Nie twierdzę, że nie da się budować dużych struktur w aktywnych sejsmicznie miejscach, ale po pierwsze, nawet najdłuższe mosty są wciąż kilkadziesiąt razy krótsze, a po drugie, zwykle zabezpiecza się duże struktury za pomocą “miękkich” złączeń, które pozwalają na ograniczony ruch elementów względem siebie. W przypadku Hyperloopu nie da się po prostu zostawić kilkumilimetrowej dziury co kilkadziesiąt metrów, tak jak się robi w klasycznych torach kolejowych – ze względu na próżnię. Ruchome złączenia elementów komór próżniowych to technologia, którą trzeba zupełnie od początku wymyślić i która ze względu na swoją naturę nie może być proste. To nie jest coś jak rakiety, z czym eksperymentujemy od dwustu lat.

 

Do tego nawet jeśli jakimś cudem Hyperloop powstanie, dochodzą dwie rzeczy, których nie da się wyeliminować:

– wymiana jakiegokolwiek elementu strukturalnego będzie wymagała zamknięcia linii, napompowania powietrza, a następnie z powrotem wypompowania powietrza. Co oznacza kilkugodzinne wyłączanie z użycia całej linii. Te naprawy będą częste. Jeśli mieszkasz w mieście, jest w nim pewnie kilkaset kilometrów dróg, czyli mniej więcej tyle, ile będzie liczył Hyperloop. Pomyśl jak często w całym mieście dokonuje się (choćby najmniejszych) prac drogowych.

– w przypadku rozszczelnienia zginą wszyscy znajdujący się wewnątrz bądź w bezpośrednim pobliżu całego Hyperloopu. Co znaczy, że a) Hyperloopu nie będzie można pociągnąć do samego centrum LA i San Francisco, terminal będzie musiał się znajdować na uboczu – zupełnie jak lotnisko b) cała długość Hyperloopu będzie musiała być stale chroniona przed terrorystami.

 

Bardzo dużo krytycznej analizy tego pomysłu możesz znaleźć na kanale Thunderf00ta, ale uprzedzam, że facet mówi z nieprzyjemnym akcentem i strasznie rozciąga swoje filmiki.

ironiczny podpis

Fantastyką jest wiara, że do 2036 roku powstanie choćby jedna linia Hyperloopu, a co dopiero cała sieć :)

 

Niestety, już na serio, twoje obawy są uzasadnione. Tekst nie przechodzi Brzytwy Lema, a gdybym nie wiedział, że ma się w nim pojawić wątek snu, to wcale nie pomyślałbym po przeczytaniu, że faktycznie tam jest. Nie ma jakiegoś wyraźnego wskaźnika, że chodzi tu o sen na jawie. Dla mnie było to zwykłe marzycielstwo.

Narracja drugoosobowa rzadko kiedy się udaje. Tu, choć króciutka, dała radę mnie zmęczyć. Może wyszłoby lepiej, gdybyś pokazał coś ciekawszego, ale tu wracamy do Brzytwy Lema – poczucie alienacji technologią i pragnienie życia w zgodzie z naturą są powszechne już dzisiaj i pojawiają się wielokrotnie w literaturze. Uczynienie z tego osi tekstu nie było dobrym ruchem.

Tekst jest ładnie napisany i myślę, że może spodobać się komuś, kto dzieli z bohaterem sentyment do starych, dobrych czasów.

Czy musisz usuwać tag konkursowy? Wątpię. Wilk-zimowy raczej luźno podchodzi do zasad. Gdy pod którymś tekstem zwróciłem uwagę, że nie jest opowiadaniem, a konkurs bądź co bądź na opowiadanie, wilk-zimowy zmienił wytyczne co do przesyłanych tekstów :)

 

Kiedy w 2036 roku Hyperloop wreszcie dotarł do Polski

 

równie zjawiskowy, co swego czasu stacja Plac Wilsona pierwszej linii metra.

Nie ma potrzeby precyzować.

 

Polityka jednak nie znała sentymentów i za postawienie paskudnej przybudówki na 39. trzydziestej dziewiątej kondygnacji Warsaw Spire.

Liczebniki – słownie.

 

Warszawa zapłaciła przeoraniem swojego krajobrazu rzędem słupów, ciągnącym się od Bemowa po Rembertów.

Jest to oczywiste.

 

agorafobia musiała wchodzić w odruch.

Frazeologia – nie ma takiego wyrażenia jak “wejść w odruch”. Wydaje mi się, że poplątałeś wejście w krew bądź wejście w zwyczaj ze staniem się odruchem.

 

Dokładnie jak na filmach odpowiedziałaś uśmiechem.

“W filmach”, chyba że chodzi ci o filmy światłoczułe starych aparatów fotograficznych.

 

struchlałbym, zapadłbym się pod ziemię i maglował w myślach każdą podjętą z tobą czy wobec ciebie decyzję.

Według mnie w ten sposób brzmi naturalniej, ale nie mogłem znaleźć nic konkretnego na temat pomijania “by” w końcówkach czasowników.

 

 

oglądalibyśmy panoramę Warszawy(+,) wtuleni w swe ciepło,

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-a-imieslowy-przymiotnikowe;10407.html

 

niczego(+,) co można skatalogować

 

Myślę, że długo nie moglibyśmy dogadać się, co do imienia.

Niepotrzebny przecinek.

 

Ciasne, samozapinące pasy sprawiły, że się ocknąłem się z tego wszystkiego.

 

zupełnie jak na filmach odwracasz się

Znowu to samo.

ironiczny podpis

Sandro, odpowiedz sobie na jedno bardzo, bardzo ważne pytanie:

Jak często sięgasz po powieść zupełnie nieznanego ci autora, piszącego w gatunku, za którym nie przepadasz… i zaczynasz ją czytać od środka? :)

Naszym celem nie jest zniechęcić cię do pisania, ale przed zamieszczeniem tekstu poza satysfakcją autora weź też pod uwagę satysfakcję czytelników :)

ironiczny podpis

Masz rację – zapomniałem, że można pominąć, jeśli drugi człon jest krótki i w czytaniu na jednym wydechu. Ale to totalnie jest porównanie paralelne :) PWN nawet ma w przykładach zdanie o niemal takiej samej konstrukcji: 

Taki doświadczony kierowca jak Marcin

tak wielkich pereł jak orzechy laskowe

ironiczny podpis

Ciekawy pomysł na nietypową magię.

Nie rozumiem tylko, czemu Halikton obawiał się trolla, skoro miał ze sobą czapkę-niewidkę :)

 

pewnej nocy, niedługo przed świtem(+,) obudziłem się na dachu skarbca jakiegoś króla.

Tutaj to nie są dwa równorzędne określenia, tylko jedno jest doprecyzowaniem drugiego, więc przecinki powinny być z obu stron (patrz punkt d).

 

obok szkatuły ze sznurami pereł prawie tak wielkich(+,) jak orzechy laskowe.

ironiczny podpis

Podobał mi się zwłaszcza klimat pierwszego fragmentu. Przypomniał mi grę Tension/The Void.

Zarówno pierwszą połowę, sen, jak i drugą, jawę, z osobna uważam za bardzo udane, natomiast mam wrażenie, że nie do końca do siebie przystają.

Potem z pustki wyłonił się most, urywający się nagle nad przepaścią. Na samym jego końcu stała dziewczyna w przepasce na oczach.

Wyciągnął ku niej rękę. Nie zareagowała. Spojrzał przed siebie i wtedy zrozumiał. Jego ręki nie było widać.

Bohater już wcześniej widział dziewczynę, a rękę wyciągnął w jej kierunku. Czyli już wcześniej patrzył przed siebie. Czy nie sensowniej byłoby “spojrzał nieco w dół”?

ironiczny podpis

Po pierwsze, zanim zaczniesz porównywać się do Don Kichota powinieneś przeczytać książkę albo chociaż artykuł: https://www.dwutygodnik.com/artykul/2165-blad-don-kichota.html 

TL:DR To, że błędny rycerz jest pozytywyną postacią to mit, wynikający z infantylizacji książki, a sam Don Kichote przynosi więcej szkody niż pożytku.

Polecam też mój ulubiony kanał z literackimi streszczeniami z sarkastycznym komentarzem :)

ironiczny podpis

Czyli sugerujesz, że jak pójdę krok dalej, i zamiast baśni napiszę legendę czy mit, to wygraną w kolejnym konkursie będę miał w garści? :D

ironiczny podpis

Napisałem szorta na wilkowy konkurs. Jestem go trochę mniej pewny, niż tekstów na poprzednie dwa konkursy, więc umieściłem go na betaliście i będę wdzięczny za każdą uwagę :) Dużo pracy przy tym nie będzie, bo tekst ma raptem dwie i pół strony.

ironiczny podpis

Oj, Maćku, nie udało się, nie tym razem.

Masz dobry styl, ale czasami zapędzasz się i przedobrzasz. Potrafisz namalować słowami obraz tego, co chcesz pokazać. Natomiast akurat tutaj nic poza obrazem nie umieściłeś.

Historia donikąd nie dąży, wydarzenia nie mają ciągłości, struktury. Po przeczytaniu w ogóle nie rozumiem sensu choćby akapitu o legendzie. Po co wspominałeś o Adamie, tylko po to, by zaraz w ogóle o nim zapomnieć? Naturalnie spodziewałem się, że historia jakoś do niego wróci, a tu nic.

Przedostatni akapit to ściana tekstu, w której serwujesz czytelnikom kolejny obrazek – zamiast jakiegoś zakończenia. 

 

Moje Beskidy, niczym dziecięce puzzle, rozsypują się tu i tam i tak trudno jest je odnaleźć i scalić w całość.

Zdanie ciężko zrozumieć ze względu na nagromadzenie “i”. Sugeruję zastąpić drugie “i” przecinkiem bądź kropką. No i “scalić w całość”? Brzydki pleonazm. Sugeruję “złączyć w całość”. Masz też ten sam błąd na samym końcu tekstu.

 

Do tej pory sądziłem, że spenetrowałem każdy metr kwadratowy wsi, w której mieszkam.

Słowo kłóci się ze stylizacją. Sugeruję “odkryłem”, albo “przemierzyłem”, ale z tym drugim musisz zmienić metr kwadratowy na metr.

 

Stworzyłem także, przy tej sposobności, pewną legendę, która nie wydaje się być prawdziwa,

To, co następuje później, nie jest legendą. Poza tym “stworzyłem” od razu sprawia, że czytelnik mocno skłania się ku temu, że historia nie jest prawdziwa. Sugeruję “przypomniałem sobie historię”, zachowana będzie dwuznaczność, bo pamięć ludzka nie jest idealna, więc historia może być prawdziwa, bądź nie, tak jak piszesz w dalszej części zdania.

 

ale, no cóż…

Po “ale” rozpoczynającym zdanie (składowe) nie stawia się przecinka.

 

że mianowicie dzisiejszą trasę pokonałem już raz, zaraz po tym, jak po raz pierwszy, wiele lat temu, sprowadziłem się do Górek Wielkich.

to, o czym tu piszę,

“Tu” można wywalić.

 

A więc, tego dnia, szedłem trawersem myśliwskim, który, jeszcze do niedawna, wydawał mi się „ślepą dróżką” i wiódł mnie do polanki, o której wiedziałem wcześniej, że istnieje, a do której nie potrafiłem za Chiny Ludowe przez dłuższy czas trafić.

Po pierwsze, nie jestem pewien, o jaki dzień ci chodzi w pierwszej części zdania. Albo powinno tam być “dzisiejszego dnia”, jeśli piszesz o samotnej wycieczce, albo “tamtego dnia”, jeśli cofasz się w narracji do wydarzeń z “legendy”. Po drugie, przekombinowane zdanie. Po trzecie, nie widzę powodu umieszczenia “ślepej dróżki” w cudzysłowie.

 

I dlaczego w powietrzu unosi się zapach juchy zaszlachtowanych czarnych kogutów?

Czy narrator potrafi po zapachu rozpoznać kolor koguta? Sugeruję:

I dlaczego w powietrzu unosi się zapach juchy zaszlachtowanych – dałbym głowę, że czarnych – kogutów?

 

chrupali płaty soczystego mięcha

Skoro “chrupali”, to nie “soczystego”. Soczyste mięso jest miękkie. Sugeruję “wcinali płaty soczystego mięcha”.

 

Beskidy to klimat, który ginie w cywilizacji mozaikowej, gdzie nowe miesza się ze starym, ładne z brzydkim, biedne z bogatym, tradycyjne z nowoczesnym, niepowtarzalne z szablonowym, ludowe z napływowym, swojskie z obcym, i tak dalej.

To zdanie naprawdę mi się podobało! Na koniec trochę je skrzywdziłeś i odebrałeś mu uroku. Sugeruję usunięcie końcówki, ale przyznaję od razu, że tutaj to tylko kwestia gustu.

 

No więc, z początku, szedłem,

Tutaj pierwsze dwa przecinki nie są konieczne, sugeruję je opuścić, bo masz ich spore nagromadzenie.

 

Może, bo: i co, i jak kiedyś było – któż to wie?

Brak konsekwencji interpunkcyjnej. Wtrącenie powinieneś z dwóch stron oddzielić myślnikami.

 

poletka-tarasiki widokowe, zarośnięte drzewami i krzaczorami,

Co to za tarasy widokowe, które są zarośnięte ograniczającą widoczność roślinnością? Możesz zamienić “zarośnięte” na przykład na “upstrzone”, bo to pierwsze słowo ma inny wydźwięk, oznacza pełniejsze pokrycie.

ironiczny podpis

Ciężko nazwać ten tekst opowiadaniem, bo nic się w nim nie dzieje. Jednak tekst trapią o wiele większe problemy, niż kwestia klasyfikacji.

Przede wszystkim, lanie wody. Po pierwsze, wałkujesz wciąż te same informacje, nie tylko chodzi mi o przykłady, które podałem poniżej, ale też twoje akapity wciąż pokazują jedne i te same rzeczy. Po drugie bez przerwy precyzujesz rzeczy, które nie wymagają doprecyzowania. Jest to główną wadą tekstu i sprawia, że mimo jego krótkości jest on męczący i trzeba się przez niego przedzierać z wysiłkiem.

Niżej dałem ci link do poradnika, z którego dowiesz się, czego nie robić.

Dalej – takie przedstawienie świata rodzi mnóstwo pytań, często podważających wręcz jego sensowność (przykłady poniżej i powyżej, choćby w komentarzu Finkli), a nie odpowiadasz na żadne. W ogóle nie kupuję tej wizji.

Oprócz tego sen jest wyraźnie doklejony na siłę, by sprostać wymogom konkursu.

Moim zdaniem tekst jako tako broni się tylko akapitem porównującym bohaterów do Adama i Ewy.

 

było ich bardzo niewiele, a ich mięso nie było zbyt smaczne

Ich uczucie przetrwało wieki, podobnie jak ich ciała, nieśmiertelne po modyfikacji genetycznej, jaką przeszli.

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/56843912

Wszystko(+,) to co dla nich się liczyło, to swoje własne towarzystwo. 

Znajomy widok czerwonawego piasku, z jakiego tu i ówdzie wystawały ruiny domów, w które przed wiekami obróciły się stojące tam domy, sprawiał, że młodą – starą młodą-starą parę zalewały wspomnienia odległej przeszłości, dzielonej ze sobą, od kiedy się spotkali spotkali się przed wieloma laty.

Znowu odsyłam do tamtego poradnika. Skoro małżeństwo jest jedynymi ludźmi na pustyni z ruinami, to nie musisz tak precyzować, że ruiny są sprzed wieków. No i skoro piszesz o wspomnieniach z odległej przeszłości, to nie ma żadnej potrzeby powtarzać tę samą informację pisząc, że przed wieloma laty.

 

wspomnienia odległej przeszłości, dzielonej ze sobą, od kiedy spotkali się przed wieloma laty.

Było to tak niewyobrażalnie dawno temu. Od tamtej pory byli jednak razem,

Kolejna zdania powtarzają dokładnie te same informacje, co pierwsze: że poznali się dawno i że są ze sobą od tamtego czasu.

 

Ponurym wzrokiem wpatrywali się w to piaszczyste bezludzie, rozciągające się po sam horyzont świata, który zmienił się w jedno wielkie, bezlitosne pustkowie, skąd wiele lat temu zniknęły wszystkie żywe istoty, poza pojedynczymi jaszczurkami, przemierzającymi tę niemal pozbawioną wody równinę.

Znowu niepotrzebnie powtarzasz informacje. Jest tu tego tak dużo, a zdanie jest tak skomplikowane, że sugeruję zupełnie je przerobić.

 

– Przez resztę wieczności, powiadasz…

– Tak, po sam jej kres.

Wieczność może mieć resztę, może mieć kres z jednej strony, ale już nie z dwóch, bo nie byłaby wiecznością. Naukowcy nie powinni pleść bzdur.

 

zupełnie nagich(+,) bo ubrania, które nosili, spadły z nich wieki temu.

Kolejne zupełnie niepotrzebne doprecyzowanie.

 

W pozbawionym teraz ludzi świecie, przemysł odzieżowy nie istniał

Zdanie jest niepotrzebne. Po pierwsze już i tak wiemy, że innych ludzi nie ma (powtarzasz to do znudzenia), a po drugie twardy przemysł odzieżowy kłóci się z miękkim, romantycznym tekstem.

 

Byli nadzy i niewinni, niczym pierwsi ludzie, którzy wędrowali po Ziemi.

Zmieniłbym na coś to słowo. Na przykład na “stanęli na”. Chodzi o to, że – jak wszyscy wiemy – gdy Adam i Ewa już zostali wygnani z Edenu i byli na etapie wędrowania po Ziemi, mieli ubrania. Jest to wyraźnie zaznaczone w Genesis i ma istotne znaczenie symboliczne.

 

w przeciwieństwie do Adama i Ewy, byli jednak ludźmi ostatnimi; przeciwieństwem biblijnej pary.

Chyba nigdzie indziej nie widać wodolejstwa tak dobrze, jak tutaj. Dwa razy piszesz dokładnie to samo, że bohaterowie są przeciwieństwem Adama i Ewy.

 

Ale wciąż jedno zjawisko pozostawało fascynujące nawet teraz,

Nawet obecnie, zachody tej opuszczonej przez ludzi, prawie całkowicie pozbawionej powietrza i wody, niemożliwie gorącej planety,

Od kiedy można obserwować zachód planety, znajdując się na niej? Nie masz czasem na myśli zachodów na planecie?

 

która nie mogła dłużej podtrzymywać życia swoich nielicznych mieszkańców,

Bzdura stojąca w sprzeczności z resztą tekstu. Ziemia nadal podtrzymuje życie swoich dwóch mieszkańców oraz (przynajmniej) zamieszkujących ją jaszczurek.

 

niemożliwie gorącej planety, która nie mogła dłużej podtrzymywać życia swoich nielicznych mieszkańców,

Tkwiąca nad ich głowami ciemnopomarańczowa kula, w której posępnym blasku skąpana była teraz cała planeta,

Jak według ciebie wygląda planeta oświetlana w całości jednocześnie przez jedną gwiazdę, nieważne jak dużą?

 

Nawet jeśli Maria i Andrzej nie byli pewni, czy zjawisko to w dalszym ciągu powinno być tak nazywane. Tkwiąca nad ich głowami ciemnopomarańczowa kula, w której posępnym blasku skąpana była teraz cała planeta, przez cały czas pokrywała większą część nieba. Tak więc nieustannie płonęło ono barwami zachodzącego słońca; kolorami jakie małżonkowie w każdym razie identyfikowali jako takie, gdy świat wciąż był młody.

To nie jest kwestia tego, co sądzą Maria i Andrzej. Jeśli słońce faktycznie pokrywało cały czas większą część nieba, to nigdy nie zachodziło, ergo zachodów nie ma i tyle. Natomiast rodzi to pytanie: skoro Ziemia znajduje się w obrocie synchronicznym ze Słońcem (lub alternatywnie, jeśli oś obrotu zmieniła się tak, że Ziemia jest zwrócona biegunem w stronę Słońca), i jej połowa jest bez przerwy oświetlona, to czemu Andrzej i Maria nie pójdą na ten pas, który znajduje się na styku ciemnej i jasnej połowy, który z oczywistych względów będzie miał najlepsze warunki?

ironiczny podpis

Dodałeś tekst w dzień mojego dyżuru (przypadek? nie sądzę :) ), więc jednak przejrzałem go jeszcze raz. Prezentuje się teraz dużo lepiej. Fragment z mojego komentarza z bety:

 

Masz parę mocnych stron. Na przykład twój styl, choć wymaga dopracowania, stoi na całkiem porządnym poziomie. Zwróciłem uwagę na bardzo małą liczbę powtórzeń. Potrafisz stosować rozmaite struktury zdań, żeby nie nużyć czytelnika. Miejscami podoba mi się stylizacja, na przykład tu:

Jam jest matką i opiekunką dobrą dla swoich nierozumnych dzieci. Mój ogień ogrzewa, lecz nie parzy. Karmi, ale nie trawi. Wśród bezgranicznych piasków zguba i obłęd tym, którzy zostają sami.

Treść na średnim poziomie. Ma ręce i nogi. Ciekawie budujesz świat. Nie ma się do czego przyczepić, ale z drugiej strony, w sumie niewiele się tam wydarzyło, nic nowego nie powiedziałeś i niczym czytelnika nie zaskoczyłeś. Ale średni poziom to jak najbardziej wystarczająco jak na portalowy debiut. Powodzenia.

ironiczny podpis

 Fragment stosunkowo dobrze napisany, ale nie potrafię napisać komentarza merytorycznego, bo po przeczytaniu nie jestem w stanie powiedzieć, o czym będzie opowiadanie i jaką będzie miało strukturę. Dokończ, wrzuć, wtedy pogadamy.

 

Przesunął się na skraj łóżka(+,) a ona usiadła okrakiem na jego kolanach.

Ever?…  ==>  Ever…?

To(+,) co robię. Lubię to. ==> (sugestia) To, co robię. Podoba mi się.

 Uniosła dłonie do góry i zakręciła w miejscu piruet.

Dwa pleonazmy w jednym, krótkim zdaniu.

To jest jak luka w mózgu. Widzisz to, wiesz(+,) co masz zrobić… Widzisz to, wiesz co masz zrobić… A potem czarna dziura wsysa to w otchłań. ==> (sugestia) To jest jak luka w mózgu. Widzisz, co masz zrobić… A potem czarna dziura wsysa to w otchłań.

Wstał, podszedł  do niej

Masz w tym zdaniu podwójną spację.

Oczy kobiety świeciły w półmroku, jak dwa fioletowe księżyce.

Niepotrzebny przecinek.

 –  Nic. Zgubiłem klucz Nie używam go.

Masz tu kolejną podwójną spację, no i jakąś dziwną sprawę z wielką literą i brakiem jakiegoś znaku interpunkcyjnego.

– Zadzwoń – powiedział i wyszła na korytarz tym swoim kocim, bezgłośnym krokiem.

Wewnątrz akapitów z dialogiem powinno się pisać tylko o rzeczach, które dotyczą mówiącego. Poprawnie byłoby:

– Zadzwoń – powiedział.

Wyszła na korytarz tym swoim kocim, bezgłośnym krokiem.

Normalnie nie zwracam na to uwagi, sam nie do końca przejmuję się tą zasadą, ale akurat tutaj razi. W konstrukcji “powiedział i wyszła” instynktownie spodziewałem się, że oba czasowniki będą dotyczyć mówiącego i potrzebowałem chwili, by połapać się, o co chodzi.

Odwrócił się,  oparł dłonie o ciepłe drewno blatu

stojącej na parapecie okna.  Narastający szum

Kolejne podwójne spacje.

Narastający szum budzącego się miasta, dobiegający za zza uchylonej okiennicy,

 

W tekście panuje zaimkoza, ale nie znowu jakaś straszna. Tym niemniej sugeruję przejrzeć tekst pod kątem zaimków i zastanowić się moment nad każdym, czy nie da się go jakoś zastąpić albo po prostu pominąć, tak jak tutaj:

Wiedział, że nie ma sensu się spierać. Nie z nią.

Wtuliła się w niego jeszcze mocniej, jakby chciała podziękować, że nie drąży tematu.

Z jakiegoś powodu robisz mnóstwo podwójnych spacji. Jest ich nawet więcej, niż wyłapałem w trakcie czytania. Wciśnij ctrl+f, a potem dwa razy spację i sam zobacz. W ten sposób możesz je łatwo usunąć z tekstu. Podejrzewam, że może to pojawiać się też w twoich pozostałych tekstach.

ironiczny podpis

Spiderverse.

Zasadniczo chodzę do kina tylko na filmy, których recenzje znam i o których wiem, że będą dobre, tak więc nie mam do dodania nic, co już nie zostało powiedziane. Natomiast absolutnie mogę podpisać się pod świetnymi opiniami, jakie ten film zebrał, zdecydowanie zachęcam do obejrzenia – nawet tych, którym zdążyły się już przejeść filmy o superbohaterach i których kolejna pozycja z MCU obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Przyznam, że trochę się bałem, że po “Deadpoolu” i “Loganie” autorzy pragnący zrobić nietypowy, kreatywny film o superbohaterach będą na siłę pchać się w R18, a tu zostałem mile zaskoczony doskonałym filmem familijnym, który spodoba się każdemu, od ucznia podstawówki do dorosłego fana komiksów czy fantastyki.

Jedyne, co mi się nie podobało, to wątek z ojcem. Jednak nie mogę powiedzieć czemu bez delikatnych spojlerów, więc na tym skończę.

ironiczny podpis

Nigdy nie pracowałem nad podobnym projektem, więc nie wiem, na ile będzie w stanie pomóc, ale mogę spróbować pomóc z korektą i redakcją tekstów.

ironiczny podpis

Dzięki za wszystkie komentarze i bibliotekę. Przepraszam, że wcześniej nie miałem możliwości odpowiedzieć.

Pamiętam, jak wrzuciłem tu ostatnio wiersz, to było też kilka komentarzy, że za mało poetycki. Tu odwrotnie. Ciągnie mnie czasami w stronę tekstów, które stoją gdzieś pomiędzy poezją a prozą, więc muszę jednak jeszcze w przyszłości ten styl doszlifować.

 

Zbliżyłem się w taki sposób, by nie zwracać na jej właściciela niechcianej uwagi.

Chyba jej właściciela? Czemu miałby nie chcieć zwracać uwagi na złodzieja? Chyba nie chciał zwracać jego uwagi na siebie.

Nie, chodziło dokładnie o to, co napisałem. Na tym etapie nikt jeszcze (poza narratorem) nie znał tożsamości złodzieja kolorów. Narrator właśnie na niego nie chciał zwracać uwagi, gdyż domyślał się, że tamten nie chce, by gapie zorientowali się, że to on zmienia kolor koszuli i jest odpowiedzialny za resztę incydentów.

ironiczny podpis

Udany szorciak, zgrabnie budujesz napięcie i mówisz dużo, pisząc niewiele. Wszystko w tekście ma swoje miejsce i sens.

ironiczny podpis

Danielu, dobrze, że wspominasz tekst Tarniny, który również nie był opowiadaniem. Jak widać nic nie stoi na przeszkodzie, by tekst, który nie jest opowiadaniem, został dobrze przyjęty na stronie.

Tak jak napisałem, zaprezentowana przez ciebie reklama jest w porządku. Spodobała mi się, a na pewno jeszcze lepiej bym ją odebrał, gdybyś – dokładnie jak Tarnina – nie dokleił do niej na siłę nic nie wnoszącego narratora.

Dodatkowo zauważ, że w przeciwieństwie do Tarniny dodałeś swój tekst w ramach konkursu na opowiadanie.

ironiczny podpis

Szorciak niemal udany, moim zdaniem. Najlepsze szorty to te, w których bazując na stereotypach i na tym, co czytelnik już zna (bo przecież nie ma miejsca, by stworzyć wszystko od podstaw) wprowadza się jakiś nowy element, coś co da świeżą perspektywę na wyświechtany temat. Ty natomiast ograniczyłeś się jedynie do tego pierwszego.

Tym niemniej tą część, którą zrobiłeś, zrobiłeś bardzo dobrze. Z trzech tekstów konkursowych, które przeczytałem do tej pory, ten jest zdecydowanie najlepszy. Zastanowię się jeszcze, czy wystarczy to na bibliotekę.

ironiczny podpis

Tarnina puściła zaimki pisane wielką literą? o.O

 

Tekst jest w porządku, jak na króciaka przystało… Ale. To nie jest opowiadanie.

Zaprezentowałeś nam futurystyczną reklamę i dokleiłeś na siłę narratora. Reklama stanowi 85% tekstu i jest zupełnie niezależna od wstawek narratora, a narrator od niej. W roli narratora mógłbyś umieścić dowolną inną postać i nic by się nie zmieniło, a w życiu narratora mógłbyś umieścić dowolną inną reklamę i też nic by się nie zmieniło.

Ergo – to nie jest opowiadanie, tylko (zacytowana) reklama. Sama reklama – w porządku.

ironiczny podpis

Pierwsza rzecz: jest lepiej, niż w “Laurach Cykuty”. Błędów jest mniej, co nie znaczy, że parę nie rzuciło mi się w oczy, ale niestety dopóki nie mam myszki nie robię łapanek. Lepiej też prowadzisz wątek, zwłaszcza na początku. Potem się rozmywa i nie za bardzo wiadomo, co się dzieje. Moim zdaniem tekst zyskałby, gdybyś z drugiej połowy powywalała część strumienia świadomości, odczuć bohaterki, bo jest ich bardzo dużo w stosunku do faktycznych wydarzeń, jednocześnie dbając o to, by nie było trudności z prześledzeniem biegu wydarzeń. Czytelnik, który wie, co przeżywa bohaterka, ale nie ma pojęcia, co się dzieje, będzie zawsze nieco zagubiony

 

Wszystko wyglądało tak samo jak podczas ostatniego pobytu, gdy ujędrniała piersi i przedłużała mięsień uda, obszerny boczny. Ten pokój był kopią tamtego.

Przykładowe miejsce, z którego można by coś wywalić. Drugie zdanie powtarza informację z pierwszego.

ironiczny podpis

Maszkynty, wybacz, że nie zrobię ci łapanki tak jak reg, niestety nie mam na to możliwości (kopiowanie i wklejanie, a później zaznaczanie w celu pogrubienia wielu fragmentów bez myszki to mordęga), ale z drugiej strony w porównaniu do innych debiutów, ten napisany jest poprawnie, nie miałem strasznych zgrzytów z pisownią czy stylem. Wręcz uważam, że ze wszystkich elementów z tym radzisz sobie najlepiej.

Oczywiście, to nie znaczy, że jest idealnie. W trakcie czytania takich zdań jak to:

Co prawda skryła się za chmurami (zachmurzenie tego dnia było spore), ale i tak sprawiała wrażenie

od razu przychodzi mi na myśl pewien poradnik. Przeczytaj i wyciągnij takie wnioski, jakie uznasz za stosowne :)

 

O ile w warstwie prezentacji twój tekst jako tako sobie radzi, to niestety w kolejnych już nie. Jest on, mówiąc krótko, bardzo nudny.

Spróbuj w ramach ćwiczenia wypisać sobie po kolei wszystkie wydarzenia dziejące się w twoim opowiadaniu. Następnie weź jakieś inne podobnej długości (albo fragment książki) i zrób to samo, potem porównaj.

Dla przykładu, poświęcasz aż czterysta sześćdziesiąt siedem słów (czyli niecałe dwie strony!) na opis zjedzenia jajecznicy. Czy naprawdę jest ona aż tak istotna? W trakcie tej scenki przekazujesz czytelnikowi dwie istotne z punktu widzenia fabuły informacje: pierwszą, że wirtualna rzeczywistość nie jest idealna, bo nie potrafi oddać smaku, drugą, że w prawdziwym świecie mieszkańców (mężczyzn) ledwo stać na to, by mieć dość pożywienia. Czy naprawdę potrzebujesz na to dwóch stron tekstu?

Dłużyzny to jedna składowa nudy. Druga to brak czegoś, co zainteresowałoby czytelnika. Przedmówcy zwrócili uwagę na to, że naszkicowałeś świat, ale niczego nie wyjaśniłeś. Rozwinę trochę ten problem. Sama tajemnica bowiem nie jest zła. Da się stworzyć dzieło, które wcale nie odpowiada na dręczące odbiorców pytania, a i tak jest dobre (na przykład ”The Cube” albo “The Signal” – po ich obejrzeniu wiadomo co, ale nie wiadomo dlaczego oraz jak). Jednak nawet w tych filmach co jakiś czas czytelnikowi podrzucane są jakieś informacje, rozbudowujące jego pojęcie o świecie, nawet jeśli nie ma twardych odpowiedzi, to bohaterowie mają swoje podejrzenia i tak dalej.

Teraz wróćmy do twojego opowiadania: w pewnym momencie bohater ma pewne przypuszczenia na temat radiowozów, policji. Później okazuje się, że prawda jest w stu procentach taka sama, jak te przypuszczenia. Gdzie tu dawkowanie, gdzie tu budowanie napięcia?

Proponuję, byś wziął dwie książki, albo dwa filmy – taki, który cię wciągnął oraz taki, który cię znudził – i poświęcił trochę czasu na analizę, dlaczego stało się właśnie tak, a nie odwrotnie. Jeśli zastosujesz wnioski w kolejnych opowiadaniach, to będzie dobrze – bo podstawowe umiejętności pisarskie już masz.

 

ironiczny podpis

Tekst w warstwie prezentacji jest fatalny. Mnóstwo błędów oraz kiepski styl. Koleżanki już podały ci przykłady, a ja niestety nie mam teraz swojego komputera i niewygodnie mi się tu kopiuje i wkleja, więc nie zrobię ci nawet częściowej łapanki, ale uwierz mi, że jeśli do pierwszych dwóch-trzech akapitów w tekście miałbym ilość uwag, która idzie w dziesiątki, to tekst nie przechodzi nawet najłagodniejszej selekcji.

Mam wrażenie, że traktujesz dysleksję jako przyzwolenie na robienie błędów, a ona po prostu oznacza, że niestety musisz przyłożyć się bardziej, by osiągnąć ten sam efekt, co inni. Spójrz na to, jak dyslektycy są traktowani choćby na maturze: mają dodatkowy czas, żeby mogli włożyć więcej pracy, ale oceniani są tak samo, jak inni. Z jednej strony nie możesz liczyć na ulgowe traktowanie, ale z drugiej nie musisz się wcale śpieszyć z wrzucaniem tekstu. Przyłóż się bardziej.

Jeśli idzie o to, jak to zrobić, to uważam, że bardzo dużo dobrego dałaby ci beta. Spróbuj znaleźć kogoś z rodziny bądź znajomych, kto przejrzałby twój tekst, a jeśli nie znajdą się chętni, ten portal oferuje betalistę, gdzie możesz poszukać pomocy.

Oprócz tego oczywiście praca własna. Zamiast ją odpuszczać ze względu na dysleksję, pogódź się z niestety z tym, że będziesz jej potrzebował więcej. Polecam następujące poradniki:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/56843912

https://www.fantastyka.pl/loza/17

 

Z komentarzy widzę, że zignorowałeś łapankę od reg w poprzednich tekstach. To nie jest dobry pomysł – nie tylko dlatego, że reg włożyła swoją pracę w to, żeby twój tekst mógł być lepszy, ale przede wszystkim z tego powodu, że taka łapanka to doskonała okazja, żeby się czegoś nauczyć. Spróbuj się zastanowić nad każdą uwagą, czy wiesz, jaką zasadę poprawnej pisowni złamałeś – jeśli nie, spróbuj ją odnaleźć i nauczyć się jej na pamięć.

Zawsze też możesz poprosić o dalsze wyjaśnienia. Usunięcie tekstu pozbawia cię tej możliwości i nauki, jaka płynie z pracy nad opowiadaniem.

 

Struktura i treść wypadają już nieco lepiej. Szału nie ma, zwłaszcza że ten tekst wydają się być początkiem czegoś większego, ale myślę, że – znowu – umieszczenie tego tekstu na betaliście i dalsza nad nim praca byłaby najlepszym rozwiązaniem.

ironiczny podpis

Jeżeli nominujesz, to znaczy, że uważasz, że tekst jest godny piórka.

Berylu, wcześniej pokazałem, takie podejście sprawia, że TAK w niczym nie różni się od nominacji – skoro i jedno i drugie oznacza, że “według mnie tekst jest godny piórka”. I mnie by to nie przeszkadzało, gdyby członkowie loży faktycznie nominowali ilość tekstów w jakimś stopniu proporcjonalną do ilości późniejszych głosów na TAK. Ale tak nie robią i o to się rozchodzi.

Są teksty, które dostały piórko, ale w ogóle nie byłyby wzięte pod uwagę podczas głosowania, gdyby nie użytkownicy. Pewnie są teksty, które dostały 2-4 nominacje od użytkowników, a w głosowaniu dostałyby piórko albo byłyby całkiem blisko. Są teksty, zwłaszcza nowych użytkowników, gdzie samo wzięcie pod głosowanie stanowiłoby wyróżnienie i motywację do dalszego pisania, w stylu “tym razem przekonałem dwoje członków loży, przyłożę się nieco bardziej i następnym razem sięgam po piórko.” Więc może pora zmienić podejście do nominacji, nadać im nieco inne znaczenie? Nie byłoby w tym nic sprzecznego z logiką. 

ironiczny podpis

jak Ty w praktyce widzisz ZMUSZENIE kogokolwiek do tego, by przeczytał co miesiąc circa kilkadziesiąt opowiadań

Joseheim, tu masz rację… Ale z drugiej strony członkowie loży powinni chyba czytać przynajmniej tyle, co dyżurni.

 

by wyłuskać coś, co uważa za warte nominacji? I co, najlepiej, by każdy członek Loży głosował na inny tekst?

To natomiast pokazuje, że nie zrozumiałaś chyba, o czym pisałem.

 

Głos na TAK – “uważam, że to opowiadanie zasługuje na piórko”

Nominacja – “uważam, że przynajmniej jeden z członków loży uzna, że to opowiadanie zasługuje na piórko”.

 

Siłą rzeczy nominacji powinno być więcej, dużo więcej, niż głosów na TAK. Naprawdę czytając choćby dziesięć opowiadań w miesiącu nie potrafisz wskazać jednego, które twoim zdaniem uzyska w głosowaniu choć jeden TAK?

Może obowiązek to zbyt daleko posunięta rzecz, ale na chwilę obecną nominacja od członka loży ma de facto większą wartość, niż pojedynczy TAK, bo jest traktowana trochę jak poręczenie za tekst, i z automatu oznacza także TAK nominującego.

 

Uważam, że skoro w praktyce członkowie loży głosują za tekstami, których nie nominowali, to powinni także nominować więcej tekstów, nawet jeśli by za nimi nie zagłosowali.

ironiczny podpis

Widzę też sprzeczność między dwoma postulatami: 1) więcej piórek 2) jeden Lożownik nie powinien mieć wystarczającej mocy, by samodzielnie nominować tekst. Wystarczy przecież dwóch Dyżurnych, by opowiadanie zostało nominowane! To ilu Lożowników musiałoby nominować? Też dwóch? Zrównać ich? Istnienie Loży traciłoby wówczas sens. A bywało, że ta pojedyncza nominacja Lożownika decydowała o wygrzebaniu jakieś perełki. Gdyby więc ograniczyć moc Lożownika, byłoby mniej nominacji, a co za tym idzie – mniej piórek. 

Nie twierdzę, że to taka znowu perełka, ale moje piórkowe opowiadanie z tego miesiące zostało wzięte pod głosowanie loży tylko dzięki nominacji cobolda, inaczej nie zebrałoby wymaganych pięciu głosów. Z pewnością jest takich opowiadań więcej, podałem przykład mojego, bo akurat z tym jestem zaznajomiony. Tak więc IMHO członkom loży powinien ten przywilej pozostać – nie każde dobre opowiadanie musi zaraz zdobyć piórko, ale im więcej tekstów rozpatrzonych, tym lepiej. Co nie znaczy, że członkowie loży nie mogliby nominować trochę częściej: 

 

Piórko po nominacji tylko użytkowników:                                                       2

To mnie dziwi – czemu ta liczba miałaby być kiedykolwiek inna niż zero? Jeśli tekst przeszedł, to znaczy, że przynajmniej pięcioro członków loży uznało, że zasłużył na piórko. To w takim razie czemu żadne z nich go nie nominowało? 

 

Osobiście uważam, że poprzeczka piórkowa jest ustawiona na odpowiednim poziomie, ale zbyt mało opowiadań jest brane pod uwagę. Co sądzicie o obowiązku dla członków loży zgłaszania przynajmniej jednego opowiadania w miesiącu? Wtedy sama nominacja będzie pewnego rodzaju wyróżnieniem, a myślę, że dla wielu autorów byłaby świetną motywacją choćby sama świadomość, że choć jeden czy dwoje lożowników uważają ich tekst za warty piórka.

Bo jak na razie z danych zebranych przez Blackburn wychodzi, że nieco ponad połowa zgłoszonych tekstów dostaje piórko, a to bardzo dużo. Znacie jakiś konkurs, gdzie połowa tekstów zostaje wyróżniona?

Dołóżmy loży trochę pracy :)

ironiczny podpis

Dwa opowiadania, dwie powieści, różni autorzy/autorki, a decydent albo wydawca wybierze jeden tekst.

Przecież jeśli powiedzmy na 50 opowiadań NF wydrukuje jedno kogoś z portalu, to przecież nie będziemy się krzywo patrzeć na kolegę/koleżankę, bo nie to jest istotą problemu, że jemu/jej się udało, tylko że nie ma miejsca dla innych.

ironiczny podpis

Fajne opowiadanie, ciekawy świat. Mnie skojarzyło się z Constantinem (filmem). Natomiast zabrakło mi w nim zakończenia… 

 

Pilnując rytmu mokrych mlaśnięć kroków, podziwiałem noc. Normalny człowiek niczego specjalnego by tu nie dostrzegł, ale przede mną nocny park prezentował się w pełnej krasie

 

A dzięki solidnemu wyciskowi, mogłem przespać większość dnia, mocno, twardo.

Niepotrzebny przecinek.

 

Skwer kończył się przy szosie oławskiej,

Skwer to nie jest dobry synonim parku w tym kontekście, bowiem na skwerze ciężko przebiec taką trasę, żeby poczuć ogień w płucach.

skwer «niewielki teren zieleni miejskiej, usytuowany zwykle na placu lub przy ulicy» 

 

kawę, czasopisma, piwo, albo jedzenie da kotów

Przed “albo” nie powinien znaleźć się przecinek.

 

wrażenie amerykańskiej wysepki na morzach polskiego miasta. 

Jednej wysepce ciężko leżeć na wielu morzach.

 

Jedzenie, czy nalewkę? 

Nie powinno tu być przecinka.

 

We wnętrzu budynku stacji wysoka lada, barowe siedzenia i wystrój w kolorach Coca-Coli potęgowały wrażenie amerykańskiego diner

Amerykańskiego dineru – w języku polskim wyrazy odmienia się, nawet te wzięte wprost z języków obcych. Zresztą w tym samym zdaniu masz Coca-Colę.

 

Dziewczyna z obsługi o groteskowo długich, sztucznych rzęsach, rozmawiała ze znudzonym ochroniarzem,

Przed “rozmawiała” nie powinien pojawić się przecinek.

 

Dwóch kierowców ciężarówek, z Lidla i z Biedronki, wspólnie pochłaniało hot-dogi w milczącym manifeście pojednania. 

Frazeologia. Nie istnieje takie wyrażenie, jak manifest pojednania. Jest za to gest pojednania.

 

Z głośników dobiegał "Mr Sandman" w wykonaniu Blind Guardian,

Kolejny raz to widzę na tej stronie, skąd ta moda na niestawianie kropki po “Mr”?

 

Błogosławione niech będą te nowoczesne gadżety, dzięki którym mogłem rozmawiać z niematerialnymi istotami publicznie, bez wzbudzania zainteresowania.

 

Dziwne to połączenie czasu przeszłego z przyszłym. Druga część zdania jest ciągła aż do czasu narracji, więc może być zapisana w czasie teraźniejszym.

 

W ten sposób nie zrobisz wrażenia. 

Wrażenie zawsze się jakieś robi. Nie zawsze da się zrobić wrażenie na kimś.

 

Chociaż, biorąc pod uwagę twój dalekowschodni kostium… 

Niepotrzebny przecinek.

 

na najgorsze zadupie Oniriadu, do rejonu, kreowanego przez największych psychopatów.

Niepotrzebny drugi przecinek.

 

Skurwiel uważał, że wciąż mam u niego dług.

Miałem.

 

Westchnąłem ciężko, dokończyłem jabłecznik, bo tyle dobra nie mogło się przecież zmarnować(+,) i wstałem, by zapłacić.

Brakujący przecinek.

 

Radio nadawało, jakże adekwatnie, "Until it sleeps".

Standardowo w języku angielskim w tytułach wszystkie wyrazy zapisuje się wielkimi literami, tak też jest w przypadku tej piosenki.

 

Nie miałem pojęcia(+,) od czego zacząć.

Brak przecinka.

 

Gdy wiedziałem(+,) czego szukać, nie było tak trudno.

Brak przecinka.

 

Poruszałem się szybko i bezszelestnie – na skrzydłach nocy – mógłbym powiedzieć, gdybym pisał romanse.

To zdanie nie ma sensu po wycięciu fragmentu oznaczonego myślnikami, a powinno. Sugeruję zamienić pierwszy myślnik na przecinek.

 

Dogoniłem znajomego menela,

Czy takiego znowu znajomego? Narrator widział go raz przez dziesięć sekund. Zamieniłbym to na “spotkanego wcześniej” lub coś podobnego.

 

Odwróciłem się nagle i odszedłem.

 

Piszesz w narracji pierwszoosobowej, więc sam narrator nie może czegoś zrobić nagle, co najwyżej gwałtownie.

 

Mówią, że jeżdżenie czymś takim to przykład skrajnego snobizmu, ale ja myślę, że wyświadczam światu przysługę, sprawiając, że staje się on jeszcze piękniejszym miejscem.

 

Dwumetrowa kula łaciatej sierści, krecich pazurów, wijących się, dżdżownicowych segmentów i odnóży turkucia podjadka, przedarła się przez świerki i ruszyła w naszym kierunku. 

Niepotrzebny przecinek po wyliczeniu.

ironiczny podpis

Dokładnie o to chodziło w warstwie dosłownej :)

No, to tak było napisać, bo tak, jak jest, jest ciut niejasno.

Kiedy to jest wypowiedź odpowiednio stylizowana. Sąsiad (a i pewnie narrator) wie od dawna o chorobie serca, więc nie będzie mówił do znajomego w taki sposób, jakby go właśnie o niej po raz pierwszy informował :)

 

EDIT: poszukałem nieco bardziej intensywnie i nadal nie mogę znaleźć żadnych konkretnych informacji. Wiem tyle, że google pokazuje odrobinę wyników. W przypadku idiomów wyznacznikiem poprawności jest chyba to, czy są używane (a przez to zrozumiałe), a ten najwyraźniej jest, tyle że rzadko. Raczej zostawię go w tekście, zwłaszcza że jest to narracja pierwszoosobowa, no chyba że ktoś mi jeszcze zwróci na niego uwagę :)

ironiczny podpis

Drakaino, dzięki za komentarz i fajnie, że ci się spodobało. Jak zwykle większość uwag uwzględniłem.

 

ja się w ogóle nie powinienem wściekać!

W sensie, że mu nie wolno? Słabe serce?

Dokładnie o to chodziło w warstwie dosłownej :)

 

 nie znajdowało się

Czy kolor się znajduje?

W tym przypadku “kolor pomarańczowy” można potraktować jako “rzeczy pomarańczowe”.

 

zmusili go, by oddał wszystkie posiadane kolory

To powinien być cały bezbarwny.

Masz rację, usunąłem “wszystkie”. Zostały zarekwirowane te kolory, których złodziej ukradł duże ilości na potrzeby swojej tęczy, dlatego stracił tylko żółty z włosów. Ale to są szczegóły, których narrator nie ma prawa wiedzieć.

 

nie potrafiłem ugryźć

Nie znam tego idiomu?

Kurczę, ja teraz na szybko nie mogę nic znaleźć, a używałem tego od dziecka. Regionalizm? Ale jestem z Ziem Odzyskanych… Może coś rodzina ze sobą przywlekła? Ech, poszukam jeszcze, jak coś znajdę, to napiszę, jak nie, to usunę z tekstu.

ironiczny podpis

Zauważ, że w podanych przykładach masz faktycznie dopowiedzenia, a u ciebie po “i” jest zdanie z orzeczeniem.

Co do dialogu, nie widziałem takiej reguły w żadnym innym zestawie zasad pisania dialogów. To nie znaczy, że jej nie ma, ale chyba aż z ciekawości zapytam o to na poradni PWN.

ironiczny podpis

Tekst jest sprawnie napisany, czytało się go bez większych problemów. Osobiście nie jestem fanem opierania opowiadań na piosenkach, ale jeszcze bardziej razi mnie sporych rozmiarów infodump w środkowej części tekstu. Narica nie ma osobowości, istnieje głównie po to, by czytelnik dowiedział się, co się stało.

Największą zaletą tekstu jest pomysł na świat, w którym sny są prawdziwe, a jawa nie. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i chętnie przeczytałbym bardziej rozbudowane opowiadanie mające w nim miejsce. Niestety to samo w sobie to za mało na bibliotekę. 

 

Rezygnował za każdym razem, kiedy już wybierał numer to przychodni.

Literówka.

 

Jedna trzecia wypracowywanych w pocie czoła pieniędzy ginęła w tajemniczych okolicznościach, bo przecież nie wydawano ich na drogi, szkoły ani szpitale, tak samo zaniedbane jak za poprzedniego rządu.

Kiedy ostatnio sprawdzałem, podatki w Polsce wynosiły jakieś 60% pensji (plus akcyza na paliwo, CIT, inflacja i inne, których kosztu nie da się łatwo przeliczyć na procent wypłaty, bo wpływają na wzrost cen, a nie obniżkę wynagrodzeń), a to bliżej dwóch trzecich.

 

Wszystko to zaszło tak szybko, że Marcin nie miał pojęcia, co się dzieje.

Czy gdyby zaszło to samo, co opisałeś, ale wolniej, to Marcin wiedziałby, co się dzieje? Nie sądzę.

 

Mógł tylko patrzeć na nieskończoną liczbę kopii samego siebie wytworzonych przez dwie odbijające światło tafle.

Kopia to nie to samo, co odbicie, obraz.

 

Jego kopie dzieliły z nim los swobodnego spadku przez bezkresny tunel, zachowując idealne odstępy między sobą.

Niepotrzebne.

 

Czyli tam, skąd pochodzisz, funkcjonują podobne idee(+,) co u nas.

 

Wszędzie te przeklęte lustra. – przerwała mu nagle kobieta.

Niepotrzebna kropka. I czy można przerwać komuś zdanie nienagle?

 

Po prostu rób to(+,) co ja.

 

– Wasz świat niby jest totalnym przeciwieństwem naszego – Marcin zawiesił głos na chwilę – ale w rzeczywistości jest taki sam.

Błędny zapis dialogu.

 

W końcu odpowiedziałem sąsiadce z piętra niżej dzień dobry, i nawet się uśmiechnąłem.

Niepotrzebny przecinek.

ironiczny podpis

Według mnie jak na razie wygrywasz ten ostatni rzut na taśmę tuż przed upływem limitu. Lekki tekst, ciężko coś o nim więcej powiedzieć, ale czytało się przyjemnie go przyjemnie i miejscami rozbawił.

 

I, że opracował specjalny system wybierania kolejnych celów podróży.

Niepotrzebny przecinek.

 

gdy wpatrywałem się w mojego pluszowego świętego Graala.

Święty Graal to całość i oba słowa pisze się wielką literą.

 

Kupiłem jeszcze dwie paczki gumy do żucia

Paczki gum, a nie gumy, bo w paczkach masz policzalne gumy, a nie niepoliczalną gumę.

 

Chyba bardziej niż na poznaniu odpowiedzi, zależało mi na zmianie tematu.

Niepotrzebny przecinek.

 

Albo, gdy ktoś dla zabawy rysuje pentagramy na murach

Niepotrzebny przecinek.

 

Tyle, że to ja byłem tutaj opętany.

Niepotrzebny przecinek.

 

Kogokolwiek(+,) czyli byle kogo

A tu brakuje przecinka.

 

Niestety, choćbym nie wiem, jak się starał

A tu znowu niepotrzebny.

 

I one też to zauważyły. Tę krótką, zdradziecką chwilę niepewności.

– Przecież ten pistolet to atrapa – zauważyła kasjerka.

 

dziecko krzyknęło tak głośno, że nie mogłem już nawet udawać, że śpię.

 

Chciałem wmówić sobie, ze jestem silny,

Literówka.

 

są jakieś granice samooszukiwania się.

Wystarczy jedno.

 

– Wiesz, mam takiego znajomego…

– No i…

– I okazało się, że ma chorą cór…

Jeśli miałem jeszcze jakieś wątpliwości, czy dać klika, to po tym fragmencie wszystkie uleciały :)

 

Tak, jak się spodziewałem

Niepotrzebny przecinek.

 

wywiesiłem na niej karteczki z zupełnie sensownymi sensami życia jak “Prowadzenie ogródka”, “Szydełkowanie”, “Szachy”, “Brydż”, “Gra na trąbce”, “Zbieranie znaczków” czy “Jazda konna”.

Wcześniej cytowałeś zdania, więc było uzasadnienie dla wielkich liter. Tutaj to wszystko jest częścią jednego zdania, więc nie ma.

ironiczny podpis

Hm. Dobry, ciekawy tekst, ale czyta się go bardziej jak wstęp do czegoś innego, dłuższego, niż samodzielne opowiadanie. Mam wrażenie, że trochę ograniczył cię niski limit znaków. Tym niemniej zainteresowało mnie to uniwersum i ode mnie masz bibliotekę. Parę drobnostek:

 

Dzicze kły najpierw rozorały udo nieszczęśnika.

Nieładnie mi brzmi to słowo, choć oczywiście jest poprawne. Chodzi o to, że w ogóle się go tak nie używa, a jednocześnie ma już inne, wciąż używane znaczenie.

 

Wszyscy myśliwi drwili z – jak uważali – chłopca, który dopuścił do tragedii.

Hm. Wcześniej sama napisałaś

Udająca chłopca dziewczynka podrosła na tyle, aby pójść na polowanie. Myśliwy obok niej rzucił oszczep, ale tylko ranił i rozjuszył odyńca

Czyli doświadczony myśliwy skiepścił sprawę, co jest wiadome, a reszta obwinia “chłopca”, który ledwo co podrósł do polowania, że nie dał rady wściekłemu dzikowi?

Nie zrozum mnie źle, potrafię sobie wyobrazić taką sytuację (”bo mój kolega nie mógł się pomylić a zginął, to na pewno wina młodego”), ale jest to strasznie niesprawiedliwe, a w ogóle tego nie podkreśliłaś. Spójrz na to zdanie jeszcze raz:

Wszyscy myśliwi drwili z – jak uważali – chłopca, który dopuścił do tragedii.

Podkreślasz za pomocą wtrącenia, że myśliwi tylko uważali, że jest to chłopiec – natomiast to, że dopuścił do tragedii podajesz jako fakt. Według mnie ta wstawka byłaby dużo bardziej na miejscu właśnie przed “dopuścił do tragedii”.

 

Nabi powiesiła się na starej topoli, na północ od Jeżynowej Polany.

Saad obudził się z gardłem ściśniętym, jakby to jego dławił rzemień.

Napisałaś to tak, jakby Nabi powiesiła się z topoli na rzemieniu… Czy rzemienie nie są skórzaną sznurówką? Chyba taki rzemień nie byłby dość długi i wytrzymały.

 

Jeżynowa Polana była zbyt malutką osadą

Hm… Intuicja mi mówi, że słowa “zbyt” nie powinno się łączyć z przymiotnikami o wzmocnionym znaczeniu (duży => ogromny), tak jak słowa “bardzo” (bardzo duży vs bardzo ogromny), ale nie jestem tego tak do końca pewien :)

 

Jeżynowa Polana była zbyt malutką osadą – liczyła ledwie kilkanaście chałup – by mieć nadzieje na własną kapłankę i coś więcej niż święte drzewo.

Z tego zdania wynika, że osada miała nadzieję. Oczywiście możesz użyć słowa “osada” na określenie społeczności, ale nie w tym samym zdaniu, w którym wypisujesz, ile miała chałup (możesz też zmienić chałupy na rodziny).

 

Droga nie dłużyła się bartnikowi aż tak(+,) jak wcześniej.

 

powstrzymać się od zemsty i zadowolić się grzywną.

Nie jest to błąd, ale skoro można pominąć, to czemu nie? Zawsze lepiej jest mieć mniej “się” w tekście.

ironiczny podpis

Niestety, dobrywilku, do samego pierwszego akapitu mam piętnaście uwag, co oznacza, że twój tekst nie przechodzi nawet najprostszej selekcji. Przeczytałem go (choć tylko dlatego, że jestem dyżurnym) i na końcu znajdziesz jeszcze komentarz merytoryczny, ale spójrz najpierw na to:

 

Niepotrzebna pierwsza gwiazdka.

 

dwa białe placki światła

Straszny potocyzm. Raczej plamy światła.

 

łysina górowała nad resztą jego twarzy.

Kogo? Jest to pierwsze zdanie o łysinie, bez żadnego potencjalnego męskiego podmiotu.

 

Gdzieś poniżej niemrawo poruszały się dwie, obscenicznie wręcz, obwisłe wargi

Masz wtrącenie “obscenicznie wręcz”, które mówi o tym, jak się poruszały, więc powinno się znaleźć po tym słowie. W tym miejscu to wtrącenie odnosi się do słowa “dwie”, czyli powinno brzmieć “obsceniczne wręcz”.

 

jakby ktoś kiedyś przesunął

Dodaj jeszcze “gdzieś” i “czymś” do kompletu.

 

Skończyło się to tym

Bardzo brzydko.

 

kilka wiotkich rulonów dyndało gdzieś na wysokości grdyki

A jednak jest “gdzieś”.

 

Głos miał zaskakująco silny

Znowu – kto miał? Nie masz przed tym żadnego podmiotu w rodzaju męskim, piszesz o twarzy, łysinie, skórze, wargach…

 

Sprawa jest delikatna, naturalnie, że rozumiem. Rada Rodu nie chce dalszego przesypywania popiołu, ani tym bardziej skandalu. I tu właśnie pojawiam się ja, mam wywęszyć kto i dlaczego, bo gdzie i jak już wiadomo. 

Ni stąd ni zowąd przechodzisz w czas teraźniejszy, mimo że narracja i przedtem, i potem poprowadzona jest w czasie przeszłym.

 

 

 

Brakujące przecinki:

jakby ktoś kiedyś przesunął po niej dłonią w dół(+,) a martwa skóra nigdy nie zdołała już wrócić na swoje dawne miejsce.

dyndało gdzieś na wysokości grdyki(+,) a luźne nawisy brwi przykrywały oczy

Mówił, mówił i mówił(+,) a ja słuchałem.

Przy okazji zwróć tutaj uwagę na monotoniczne struktury zdań.

Czułem(+,)  jak z każdym jego słowem z radości coraz trudniej było mi usiedzieć na miejscu.

 

Niepotrzebne przecinki:

zwieńczona ostrym łukiem, łysina górowała nad resztą jego twarzy.

Rada Rodu nie chce dalszego przesypywania popiołu, ani tym bardziej skandalu.

 

Dobrywilku, napisałaś opowiadanie, które trawią poważne problemy ze stylem i interpunkcją. Sam pomysł nie należy do najciekawszych, jest on wariacją na ten temat. Każdy z nas spotkał się już z nim wiele razy, dodatkowo w lepszym wykonaniu.

Z drugiej strony, dostrzegam pewien potencjał, jeśli to jest faktycznie twój pierwszy tekst. Udało ci się sklecić sensowną historię, a to najważniejsze. Jak widzę planujesz pisać więcej – zamierzam cię do tego zachęcić, bo z czasem błędów się pozbędziesz, a twoje historie będą tylko coraz lepsze. Jednak będzie to wymagało sporo wysiłku.

Bardzo mocno sugeruję, byś przed dodaniem następnego tekstu poświęciła sporo czasu na naukę (zwłaszcza interpunkcji), odstawiła opowiadanie na jakiś czas, żeby swoje odleżało, i przeczytała je jeszcze kilka razy, wprowadzając odpowiednie poprawki. Oprócz tego dobrym rozwiązaniem byłoby umieszczanie tekstów najpierw na betaliście – znaleźć kogoś bardziej doświadczonego do poprawek, to jak Boga za nogi złapać.

Więcej porad i sugestii znajdziesz w tych poradnikach:

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/56843912

https://www.fantastyka.pl/loza/17

ironiczny podpis

Slime oglądam, ale nie zachwyca. Jeszcze się co prawda nie skończył, ale na razie dałbym mu 6/10, takie minimum, żeby się dało oglądać bez problemu. Jest porządnie zrobione, ale nie ma nic do zaoferowania poza power fantasy. Wszystkie postacie poza główną są jednowymiarowe, ciekawej akcji nie ma, a humoru jest zbyt mało, żeby dał satysfakcjonującą komedię. W tym sezonie niestety zaczęło się tylko jedno dobre anime i jest to Seishun Buta Yarou wa Bunny Girl Senpai no Yume wo Minai.

Wiem, że light novel Overlorda są lepsze, ale jeszcze nie miałem czasu przeczytać, bo samo anime obejrzałem dopiero w zeszłym miesiącu.

ironiczny podpis

W “Onepunch-manie” brakuje moim zdaniem jednego. Jak do tej pory nikt nie zagroził tytułowemu bohaterowi, a wcale nie jest to niemożliwe. On ma bowiem w praktyce nieskończoną siłę, wytrzymałość, szybkość i zmysły, ale z drugiej strony nie ma żadnych nadludzkich mocy: nie lata, nie czyta w myślach, i tak dalej. Wiedząc to, można bardzo łatwo się go pozbyć. Wystarczy zakraść się do jego mieszkania nocą, gdy śpi (mógłby to zrobić ktoś z mocą wygłuszającą dźwięki), i wypełnić pomieszczenie dwutlenkiem węgla. Ludzie nie mają żadnej receptorów pozwalających na wykrycie braku tlenu w powietrzu, więc nawet by się nie obudził. 

I tego mi właśnie brakuje, jakiejś sprytnej postaci, która rozłożyłaby jego moc na czynniki pierwsze i znalazła sposób :)

 

A teraz żeby nie było offtopu:

 

– Overlord. Wariacja na temat gatunku isekai, gdzie śledzimy losy potężnego lisza i grupy jego równie potężnych podwładnych, którzy próbują zawładnąć światem w najbardziej praktyczny sposób – nikt im przecież władzy nie odda, gdy tak po prostu pojawią się i powiedzą coś w stylu “nie macie żadnych szans, poddajcie się”. Trzy sezony. Moim zdaniem największą wadą jest nierówny pacing, są fragmenty, które są super, ale są też średnie (zwłaszcza chodzi tu o sceny z POV ludzi, a nie potworów). Mimo tego jest to dobre anime.

– Log Horizon. Tym razem wprost, zwykły isekai, za to jest to chyba najbardziej dojrzały isekai. Bohater jest przywódcą z obowiązku grupy graczy, którzy przenieśli się do świata gry (ale pozostaje w cieniu). Są oczywiście problemy natury fantastycznej, ale też musi zmierzyć się z zadaniami związanymi z ekonomią, budowaniem społeczności i stworzenia dla siebie miejsca w nowym świecie. Pierwszy sezon jest świetny, drugi ma świetne fragmenty, ale tak samo jak Overlord ma trochę problemy z pacingiem.

– No Game No Life. Kolejny isekai (ileż można? :) ). Tym razem dwójka bohaterów-geniuszy zostaje przeniesiona do świata, którym rządzi bóg gier i z jego dekretu przemoc jest zakazana, a wszystkie problemy są rozwiązywane za pomocą gier i zakładów. W tym świecie są też inne rasy, zdolne na przykład do posługiwania się magią, więc jako ludzie bohaterowie stoją w gorszej sytuacji, mogąc posługiwać się tylko swoim intelektem i przygotowanymi strategiami. Oprócz tego, oboje mają problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Bardzo dobre anime, chociaż trochę specyficzne – scena, gdzie Kuhaku grają w shiritori z Jibril jest jedną z najlepszych scen w anime, jakie widziałem. Niestety tylko jeden sezon, bo z tego co pamiętam, były jakieś problemy z dalszą produkcją. 

– Joujo Senki. Bardzo brutalne anime jak na isekai.  Protagonista umiera i zostaje przeniesiony do alternatywnego świata będącego na krawędzi pierwszej wojny światowej. Rodzi się w odpowiedniku Niemiec. W momencie wybuchu wojny jest drobną dziewczyną. Dlaczego? W momencie śmierci obraził Boga, który w tym anime jest raczej mściwy. Nasz protagonista ma jednak wielki talent magiczny (co wkurza go niemiłosiernie, bowiem żeby rzucać zaklęcia musi się modlić), dzięki czemu udaje mu się stanąć na czele oddziału magicznej kawalerii. Anime ciekawie pokazuje, jak protagonista dzięki swej wiedzy i magii wykorzystuje taktyki i strategie rodem z drugiej Wojny Światowej w alternatywnej pierwszej Wojnie Światowej, by uniknąć klęski alternatywnych Niemiec, ale z drugiej strony ma to wpływ na alternatywną historię wojny, co rodzi dalsze przeciwności. Niestety tylko jeden sezon.

 

Teraz jak o tym myślę, jest to bardzo popularny wątek w isekai. W sumie nic dziwnego, biorąc pod uwagę, kto jest tutaj grupą docelową. Potrafię sobie przypomnieć jeszcze kilka, ale te cztery powyższe są zdecydowanie najlepsze, więc już nie będę 

 

– Haruhi Suzumiya no yuutsu. Czyli dowód, że da się z tego zrobić slice of life. Tytułowa bohaterka jest wszechpotężnym Bogiem, jednak nie tylko nie jest wszechwiedząca, ale w ogóle nie jest świadoma swojej przypadłości. Pozostali bohaterowie muszą z jednej strony zadbać o to, by się nie dowiedziała, a z drugiej, by się nie nudziła, bowiem już kiedyś z nudów nieświadomie zmieniła świat tak, by stał się ciekawszy, i większość postaci jest zgodna co do tego, że lepiej, by się to nie powtórzyło. Dwa bardzo dobre sezony, tylko oba zaczynają się w taki sposób, że z początku ciężko się ogarnąć, ale potem wszystko ma sens. Oprócz tego jest jeszcze świetny film, będący tak jakby krótkim trzecim sezonem.

– Death Note. Protagonista dysponuje nadprzyrodzoną mocą, która pozwala mu zabić każdego, kogo zna imię oraz twarz. W świecie zwykłych ludzi jest to zdecydowanie OP, jednak musi pogodzić swoją krucjatę z życiem pod okiem kapitana policji, który jest jego ojcem i prowadzi śledztwo mające go ująć, a oprócz tego czeka go również pojedynek intelektów z detektywem-geniuszem.

– Hinamatsuri. Anime opowiadające o trzech dziewczynach obdarzonych nadprzyrodzonymi mocami, które przybyły z przyszłości, oraz czwartej, która może i nie ma nadprzyrodzonych mocy, ale też jest zdecydowanie OP. Powiedziałbym, że przez większość czasu jest to komedia, ale są też dość emocjonalne sceny (przyłapałem moją dziewczynę na uronieniu łzy, co rzadko jej się zdarza). Jest to bardzo niedowartościowane anime, które ciężko opisać, ale zdecydowanie warto obejrzeć. Szkoda, że tylko jeden sezon.

– Kami nomi zo Shiru Sekai. Kolejna komedia. Tym razem bohater jest najlepszym na świecie graczem w galge, który potrafi zdobyć każdą wirtualną kobietę. Więc kiedy pewien demon potrzebuje partnera do zdobywania prawdziwych kobiet, przez pomyłkę wybiera właśnie go. Bohater musi więc wykorzystać swoje umiejętności podrywania w prawdziwym świecie. Wiem, że brzmi to nieco infantylnie, ale to anime potrafi naprawdę zaskoczyć jakością, opowiedzianą historią i, przede wszystkim, postaciami. Trzy sezony, przy czym niestety anime nie opowiada pełnej historii, warto doczytać sobie potem do końca mangę.

– Ansatsu Kyoshitsu. Komedia akcji, w której klasa uczniów-wyrzutków dostaje za zadanie zabić swojego nauczyciela, obdarzonego nadprzyrodzonymi umiejętnościami, czyniącymi go  zdecydowanie OP. Bardzo dobre dwa sezony.

ironiczny podpis

Co do tego drugiego, to jest opowiadanie Kinga “Umney’s Last Case”. Jeszcze Re:Creators to anime właśnie o tym, ale poza scenami walki jest słabe i generalnie stanowi doskonały przykład zmarnowanego potencjału.

ironiczny podpis

Dzięki. Z tym krukiem to zasada trójek, standardowy element baśni.

ironiczny podpis

Nie przejmuję się krytyką – jestem za nią wdzięczny, to dla mnie sugestie, jak coś zrobić lepiej na przyszłość.

Zdarzyło mi się usunąć tekst, kiedy po paru komentarzach okazało się, że nie będzie dobrze przyjęty, ale nie dlatego, bo to dla mnie jakaś mentalna trauma, tylko dlatego, że nie widzę sensu w męczeniu was opowiadaniem poniżej pewnego standardu. Kiedyś wykorzystam ten pomysł lepiej i się spodoba :)

 

ironiczny podpis

Myrtixie, oczywiście były kamery. Gdyby obcy jakoś fizycznie grzebał przy niani, na pewno zwrócono by na to uwagę. Oczywiście wykonywano też regularnie zdalną diagnostykę, która nie wykazałaby nic nietypowego. Nikomu raczej nie paliłoby się, żeby bez powodu otwierać robotowi bebechy i grzebać mu w obwodach (bez podejrzeń, że coś jest nie tak, nie robisz tego swojemu komputerowi, ani samochodowi, prawda? :) ) – zwłaszcza, że to tylko zwiększałoby ryzyko skażenia materiałem obcego. Mechanicy woleliby uniknąć trafienia do kwarantanny, a i nikt nie przypuszczał, że obcy może wpłynąć na fizyczną strukturę elektroniki robota, nawet go nie dotykając.

MrBrightside, dzięki. Jak będę jeszcze robił poprawki przed zakończeniem konkursu, przeanalizuję fragmenty, na które zwróciłeś uwagę, i zastanowię się, jak zbliżyć je tonem do reszty.

Śniąca, wiedziałem, że taka narracja może zmęczyć, dlatego jak tylko mogłem nie przeciągałem tekstu, co zaznaczyłem w przedmowie. Choćby Myrtix zaraz przed tobą wspomniał, że mimo specyficznej narracji tekst mógłby być dłuższy, bo wcale nie jest męcząca :) Także jak zwykle w przypadku sprzecznego feedbacku potraktuję te uwagi raczej jako wyrażenie gustu, niż problem z tekstem.

A co do obcego… To nie jest tekst z rodzaju tych, gdzie wszystko masz wyłożone wprost, ale w wielu miejscach zasugerowałem, że przybysz jest czymś w rodzaju sondy Von Neumanna – ale ponieważ trafił na zamieszkałą planetę, jego celem nie jest rozmnożyć się (jak u klasycznej sondy von Neumanna), bo wiązałoby się to z walką z ludźmi i mogło skończyć klęską, tylko wysłać odpowiedni komunikat do swojej macierzystej cywilizacji. 

Dzięki, wybranietz. Tam oczywiście miało być “gumowata”, ale z drugiej strony, skoro faktycznie jest z gumy, to “gumowata” też nie pasuje. Chyba po prostu wywalę :)

ironiczny podpis

MaSkrolu, po liście opowiadań widzę, że napisałeś w odpowiedzi jakiś komentarz, jednak nie jest on widoczny dla nikogo poza tobą, gdyż prawdopodobnie zrobiłeś to, gdy tekst był jeszcze zapisany jako kopia robocza.

ironiczny podpis

Nie widzę tu sprzeczności.

Nie chodziło mi o sprzeczność, to zresztą nawet nie był błąd, po prostu jak czytam zdanie złożone w ten sposób: “na przodzie klasy blabla, w środku klasy, blabla, a na x klasy blablabla” to spodziewam się, że ten x to będzie jednak tył :)

 

Kurczę, może się nie znam, ale czy nie występują przypadki, gdy rodzice posiadają dwójkę dzieci w wieku wózkowym? Choćby bliźnięta? Widzę wtedy praktyczną korzyść, że nie trzeba z nimi wychodzić na spacer na zmianę. :p Tak, wiem są podwójne wózki, ale to chyba nie jest konieczność i przykaz z góry?

Trzeba by jakąś ankietę przeprowadzić :) W przypadku bliźniąt wózek podwójny jest o wiele bardziej praktyczny, bo jedna osoba przecież z dwoma wózkami na spacer nie pójdzie. A w przypadku dzieci w różnym wieku starsze już przeważnie trochę chodzi. Kupowanie drugiego wózka tylko i wyłącznie na sytuacje, gdzie na spacer idzie oboje rodziców (co raczej nie stanowi większości spacerów w ogóle) to dla mnie niepotrzebny wydatek zwłaszcza, gdy jedno z dzieci już trochę chodzi i jak się zmęczy, to ojciec może je po prostu wziąć na ręce. No ale to trzeba by faktycznie poczekać na werdykt tych, co już pociechy mają.

 

 Nie wiem, czy masz na myśli, że to nieczytelne, czy bez sensu.

To, że nie wiadomo, do czego odnosi się zaimek.

ironiczny podpis

MaSkrolu, gratuluję debiutu na stronie.

Tym niemniej, przeleciałem wzrokiem po twoim tekście i zauważyłem, że błędnie zapisujesz dialogi. Moja sugestia, byś na razie zapisał tekst jako kopię roboczą, zaznajomił się z tym poradnikiem i ponownie opublikował tekst, gdy będzie już gotowy po poprawkach.

Oprócz tego w języku polskim nie zapisuje się wszystkich słów tytułu wielkimi literami tak jak w angielskim, a jedynie pierwszą.

ironiczny podpis

Ac, nie sądzę, że zbyt mocno postawiłeś na małomiasteczkowy klimat, nie o to mi chodziło. Gdyby akcja opowiadania była kontynuowana w miasteczku, mogłoby wyjść super, bo ten klimat ci wyszedł. Natomiast wprowadzasz ten klimat tylko po to, by bohaterów zaraz wyprowadzić z miasteczka i już w ogóle tam nie wrócić. Stąd wrażenie oderwania od reszty tekstu i nawet pewnej bezcelowości. Natomiast całe opowiadanie w takim małomiasteczkowym klimacie przeczytałbym bardzo chętnie.

 

Mógłbyś wskazać, w którym momencie zauważyłeś dłużyzny?

Głównie chodziło mi o podróż samochodem. Jest ona dominującym elementem, zajmuje większość tekstu: drugą połowę części pierwszej, całą część drugą oraz początek części trzeciej. W jej czasie dzieje się niewiele – pan Blue kąpie się w rzece, jedzą pierogi, wysiada chłodnica… to w zasadzie tyle. Oprócz tego jest to miejsce na ekspozycję informacji, wyjaśnienia, ale wcale nie dajesz ich czytelnikowi znowu tak dużo, by istniała potrzeba takiego rozciągnięcia.

Jako punkt odniesienia stosuję tutaj podróż przez Amerykę Cienia i Wednesdaya z “Amerykańskich Bogów”. Widzę wiele podobieństw pomiędzy tymi dwoma sytuacjami, ale tam dzieje się dużo więcej, a jest mniej rozmów w trakcie jazdy. 

ironiczny podpis

Gabito, standardowa strona liczy sobie tysiąc osiemset znaków.

ironiczny podpis

Przeczytałem, lecz ze względu na długość tekstu nie zrobiłem łapanki. Ale to nie powinno być dla ciebie problemem, bowiem błędów nie ma dużo.

Tekst opiera się na dialogach, które brzmią absolutnie naturalnie, a trójka głównych postaci jest ciekawa i autentyczna, choć odrobinę stereotypowa. Dialogi są w ogóle nieskracane, duże ich fragmenty są niepowiązane z akcją opowiadania. Z tego powodu uważam, że tekst może nie spodobać się każdemu – bo nie każdemu spodoba się czterdzieści stron rozmowy studenciaków z wątkiem fantastycznym w tle. Tym niemniej, nie da się im odmówić lekkości i sprawności, z jaką zostały zapisane.

Tak więc dla mnie historia na plus. Uważam, że zasłużyłaś na bibliotekę i mam nadzieję, że reg niepotrzebnie straszyła i opowiadanie przeczyta wielu użytkowników :)

 

P.S. Jedna jedyna rzecz, która dość mocno nadwyrężyła moje zawieszenie niewiary, to fakt, że ratusz pojawił się na Placu Czerwonym w Moskwie, a mimo to zajęło kilkanaście godzin zorientowanie się, gdzie jest. Myślę, że więcej sensu miałoby jakieś nieco bardziej odludne miejsce. Rosyjskim władzom zajęłoby dużo mniej niż kilkanaście godzin, by skontaktować się w takim wypadku z władzami Polski.

ironiczny podpis

O, kolejne długaśne opowiadanie w mój pierwszy dzień dyżurowania :)

Gabito, masz pustą linię na koniec każdego akapitu. Czy jest to świadomy wybór, służący jakiemuś konkretnemu celowi? Jeśli nie, lepiej będzie je pousuwać.

ironiczny podpis

Część pierwsza kończy się:

– Nie! – krzyknął Mateusz, poprawiając okulary na nosie. – Masz mi wytłumaczyć, co tu się dzieje, albo ja i moje liczby jedziemy na pierogi!

Część druga zaczyna się:

Pan Blue spędził około godziny na zanurzaniu dłoni w wodzie i obserwacji fal, a potem pojechali do pobliskiego zajazdu.

Mam rozumieć, że ta sama osoba najpierw nakrzyczała na pana Blue, że ma mu natychmiast wszystko wytłumaczyć, a potem cierpliwie czekała godzinę, aż wyjaśnienia się zaczną?

 

Zajazd „U Tadzika” był marną knajpą, koło stacji benzynowej.

Niepotrzebny przecinek.

 

Zajazd „U Tadzika” był marną knajpą, koło stacji benzynowej. Czekając na wyjątkowo zdesperowanych podróżnych, kusiła zdjęciami golonek i białego barszczu.

Skoro zajazd, to kusił.

 

pierogi z kapustą, po sto dwadzieścia gram każdy, które niespiesznie uciekały po tłustym talerzu.

 

Ale jak już muszę, to jak każdy szanujący się gatunek, za pomocą światła.

 

Żarłoczna, nieposkromiona(+,) agresywna ćma, żywiąca się światłem.

 

z braku gwiazd, zaczyna umierać.

Niepotrzebny przecinek.

 

Wszystko, co usłyszał(+,) było szalenie niedorzeczne.

 

Wartości, które otaczały brodacza, było szalone, tak samo jak ta opowieść.

Literówka.

 

Ten… Byt jest na tyle świadomy, by robić coś takiego?

“Byt” małą literą.

 

W sumie nie jesteś… a nieważne.

Tutaj “a” wielką.

 

Skąd wiesz(+,) ile czasu nam zostało?

 

Wiedział, że czeka go kolejna historyjkach o mrówkach

Literówka.

 

– Wszystko.

Mateusz zagotował się w środku, ale nie dopytywał. Wiedział, że czeka go kolejna historyjkach o mrówkach i problemach komunikacyjnych między gatunkami. Długo bił się z myślami, w końcu jednak nie wytrzymał.

– Jak to wszystko? Tylko bez mrówek, proszę – dodał szybko.

Najpierw piszesz,że Mateusz nie dopytywał, a potem jego pierwsza kwestia to właśnie dopytywanie się. Oprócz tego nie widzę tu uzasadnienia dla kropki, bowiem jest to ta sama scena.

 

wrzasnął młody nauczyciel, głosem nieznoszącym sprzeciwu.

Niepotrzebny przecinek.

 

głosem nieznoszącym sprzeciwu. Głos decydujący i ostateczny, słowem głos zirytowanego nauczyciela z dziennikiem w ręku.

Konsekwentnie powinieneś użyć narzędnika.

 

– Sam widzisz liczby wszystkiego, a nie umiałeś utrzymać hm… chłodnicy w tym, no… żeby było dobrze!

To też fajne.

 

Znam wszystkie te słowa, ale ich poznanie ich znaczenia

Podwojenie.

 

ale tym razem każda wyglądała jak wejście do innego świata.

Mateusz spojrzał w tym samym kierunku, co jego towarzysz.

Za jakieś trzy kilometry jest cośc(+,) co nazywa się Naprawa Aut PolRadex.

Oprócz przecinka masz literówkę. No i dochodzi niekonsekwencja. Wcześniej nazwę zajazdu dałeś w cudzysłowie, czemu nazwę serwisu traktujesz inaczej?

 

że mimo warunków, wciąż było mu ciepło.

Niepotrzebny przecinek.

 

Obaj widzimy silnik tego auta, w pełnej krasie

Niepotrzebny przecinek.

 

Obaj widzimy silnik tego auta, w pełnej krasie, a i tak pchamy to cholerstwo do mechanika.

 

A to tylko mała planeta(+,) pełna gatunków o biochemii opartej na węglu,

 

Mateusz wypuścił powietrze, które wstrzymywał od dobrej chwili(+,) i w myślach przyznał mu rację.

 

kazał im zaczekać do rana do rana.

Powtórka.

 

Tłumacząc Panu Blue, że nie ma innej możliwości, by się stąd ruszyć, Mateusz oznajmił, że czeka ich noc w samochodzie.

Raczej “wytłumaczywszy oznajmił”, niż “tłumacząc oznajmił”.

 

a i tak byli zdani na łaskę wąsatego mechanika, który nie był na tyle pazerny,

 

ale postanowił blefować..

Wcięło ci kropkę.

 

Nauczyciel sam udał, że zasnął(+,) i pozwolił porwać się myślom,

 

Kosmos, pożeracz, słońce, kosmici.

W tym wypadku “Słońce” wielką literą.

 

Mateuszowi przyszło do głowy, że w tym momencie, gdy deszcz stuka o szyby, a noc jest ciemniejsza niż kiedykolwiek, w miejscu pośrodku niczego, mógłby wysadzić Pana Blue i zwiać do domu.

Nagle czas teraźniejszy.

 

Do tego(+,) co zna.

 

Jako, że Pan Blue ze swoim jednookim spojrzenia, które przenikało cały wszechświat(+,) był biedny jak mysz kościelna,

Literówka. Pierwszy przecinek niepotrzebny.

 

był biedny jak mysz kościelna, a idea pieniądza była dla niego zbyt abstrakcyjna, koszty pokryła nauczycielska pensja.

 

mruknął Pan Blue, gdy Mateusz streścił mu(+,) czym jest pieniądz,

 

– Niedorzeczne, ale fascynujące – powtórzył. – I odpowiada wam to?

– Wiesz, chyba moje przemyślenia nie mają na to wielkiego wpływu – odpowiedział zmęczony, gdy wrócili na trasę.

Zaznacz zmianę podmiotu.

 

Też widocznie odczuwał zmęczenie, co musiało też być dla niego pewnego rodzaju nowością.

 

że zostanie tak, jak najdłużej.

Niepotrzebny przecinek.

 

Mówiłem ci, że ten świat jest pełen rzeczy, których nie rozumiesz – powiedział, przyglądając się uważnie swoim palcom.

 

Głos spikera przerwał jedną z wielu radiowych(+,) przyjaznych piosenek

 

– Nie kończyłem fizyki, ale skoro mówiłeś, że ten pożeracz zjada gwiazdy i jest bardzo daleko – Mateuszowi usta wyschły na wiór, a przed oczami w dzikim pląsie zatańczyły cienie. – To czy braku tych gwiazd nie powinniśmy zobaczyć za miliony lat?

Poplątały ci się struktury w zapisie dialogów, ale wystarczy, że postawisz wielokropek po “daleko” i wszystko będzie w porządku.

 

Gwiazdy nie znikają, ot tak.

Niepotrzebny przecinek. 

 

Ale to tylko jedna z wielu hipotez bez potwierdzenia.

Pleonazm – hipoteza to z definicji zdanie, które jeszcze nie zostało potwierdzone ani obalone.

 

wskazówki Pana Blue, który instruował, w którą stronę ma jechać.

Brzydko :)

 

Nie chciałbym nakładać na ciebie presji,

Frazeologia. Nakłada się obowiązki, presję się wywiera.

 

– Moja mama powtarza – odparł zaspanym głosem. – Że lepiej wolniej, ale dojechać bezpiecznie do celu. Poza tym nie jestem Excelem.

Znowu pomieszane formy zapisu dialogów. Tutaj po “głosem” nie powinna znaleźć się kropka, a “że” powinno być małą literą.

 

Poza tym, mam coś dla ciebie.

Niepotrzebny przecinek.

 

Zupełnie mu się to nie uśmiechało. I to rozbawienie w oku przybysza.

 

gdzie niebo łączyło się szalejącym Bałtykiem.

Zabrakło ci “z”.

 

– Nie – Pan Blue pokonał jeszcze kilka kroków i stanął po kolana w wodzie. – Musimy jeszcze kawałek się przejść.

Skulił głowę i obserwował łysego mężczyznę stojącego w morzu.

Zasygnalizuj jakoś zmianę podmiotu.

 

– Wtedy, stojąc w rzece – zaczął Pan Blue, odwracając się. – Nie tylko spojrzałem w przeszłość.

Ponownie pomieszane struktury, powinieneś zmienić tak samo, jak w ostatniej uwadze.

 

W twarz uderzył go szalony podmuch, a uszy zalała kakofonia dźwięków z hukiem fal na czele. Po niebie potoczył się grom, a grzmot uginał im kolana. Nauczyciel otworzył oczy i głośno wciągnął powietrze.

Jestem pod wrażeniem, że Mateuszowi udało się, w całej tej “kakofonii dźwięków”, tak zaczerpnąć powietrza, by było to głośne, a w ogóle słyszalne. Oprócz tego “kakofonia dźwięków” to pleonazm.

 

Daleko na horyzoncie Mateusz dostrzegł wysoką górę, sterczącą z piany.

“Daleko na horyzoncie” to pleonazm. “Wysoka góra” to również pleonazm, chyba, że porównujesz jedną górę do drugiej. 

 

Ciągle stali na bałtyckiej plaży, ale teraz morze toczyło zaciekłą bitwę samo ze sobą. Daleko na horyzoncie Mateusz dostrzegł wysoką górę, sterczącą z piany. Morze tłukło w nią wściekle, jakby próbowało ją przepędzić.

To w końcu morze walczyło ze sobą, czy z górą?

 

To niemożliwe! – Mateusz pokręcił głową, widząc szalejące fale. Nawet nie brał pod uwagę, że możliwe jest wstąpienie w tę gotującą toń.

 

Wskazał Mateuszowi znajdujące nieopodal kolejne świetlne drzwi.

– Co to jest?! – zapytał i wskazał górę, jakby chciał odwlec ten moment w nieskończoność.

Znowu niezaznaczona zmiana podmiotu, tym gorsza, że w obu zdaniach masz podmiot domyślny, a nie tylko w jednym jak wcześniej.

 

Czy twoim zdaniem przechodzenie przez magiczne portale, to dla mnie codzienność?

Niepotrzebny przecinek.

 

każesz mi wleźć w czarodziejskie drzwi wiszące metr nad ziemią, a potem w kolejne(+,) i pioruny(+,) i sztorm…

 

Jak większość ze swoich płomiennych monologów, ten również Mateusz wygłosił tylko we własnej głowie.

Nie można wygłosić czyichś monologów.

 

Wiele setek metrów pod nimi, nauczyciel wiedział, że jest to dokładnie dwa tysiące osiemdziesiąt pięć metrów, wrzało morze.

Sugeruję myślniki zamiast zewnętrznych przecinków, ułatwiłyby zrozumienie zdania.

 

– Weź je. To dar – powiedział pan Blue, a sztorm szalał za jego plecami. – Tylko tutaj mogło się to dokonać.

– Nie dotknę tego!

 

Pan Night musiał mnie skonwertować, czyli doprowadzić do poziomu trójwymiaru(+,) i zamknął mnie w tej formie.

 

– Co mam z tym zrobić? – Mateusz był przerażony, ale uznał, że to zaszło już za daleko. Postawmy ostatni krok i zakończmy to.

 

. Co składało się, składa i będzie(+,) i mogłoby się składać na jego rzeczywistość.

Albo zastąp pierwsze i przecinkiem.

 

Ostatni krzyk, który rozległ się w jego głowie, nadal rezonował w czaszce. Nie potrafił nazwać tego słowami, ale odczytał ton rozkazu.

Krzyk nie potrafił nazwać rozkazu słowami, ale odczytał jego ton?

 

Sama myśl, że ma włożyć je pod powiekę(+,) wywoływało mdłości, a co dopiero wyłupienie sobie oka!

Oprócz tego literówka.

 

– Nie możesz, nie wiem… – zająknął się. – Znieczulić mnie, albo nawet ogłuszyć i sam go sobie wydłubać? Ja chyba nie dam rady.

Mała litera i bez kropki.

 

i sam go sobie wydłubać?

“Je”, a nie “go”, i czemu “sobie”, skoro pan Blue już wydłubał sobie wszystkie oczy?

 

Mógł sobie wyobrazić życie z jednym okiem. W sumie nawet nie wydawało mu się takie straszne, w końca ma dwoje, ale pozbawienie się jednego samodzielnie chyba go przerastało.

Drugie wystąpienie sugeruję zamienić na “któregoś”.

 

To jedyne miejsce(+,) gdzie możemy zawrzeć przymierze i aby mogło się to dokonać, musisz mi podarować oko.

 

To, to mu naopowiadałeś?

Niepotrzebny przecinek.

 

– Poznaj swojego towarzysza – zaczął basem Pan Night.

Czemu “zaczął”, skoro to już któraś kolejna wypowiedź, ani nie jest to pierwsza z kilku wypowiedzi na ten sam temat?

 

– Gdy mnie zamknie – wyszeptał Pan Blue, jaśniejąc z każdą sekundą, jakby miał implodować. – Nie będzie dla was ratunku!

Ponownie powinno być bez kropki i od małej litery.

 

– Nie wierz mu! To iluzja! – wrzasnął drugi. – Daj ją mnie!

Skoro chodzi o oko, to “je”.

 

Zacisnął palce na oślizgłej gałce, która wciąż pokryta była plamami czerwieni(+,) i zerwał ją krótkim szarpnięciem.

 

Czuł ich zimno przeszywającą do kości.

Literówka.

 

I wśród milionów bram i okien do innych rzeczywistości dojrzał siebie i Anię.

Trzy i w jednym, krótkim zdaniu.

 

Bardzo w to wierzył, i miał ku temu powody.

Niepotrzebny przecinek.

 

 

Okej, pora na komentarz merytoryczny (wreszcie!) :)

Tekst czyta się bez większych problemów, ale będę miał uwagi co do jego struktury. Pierwsza część jest zdecydowanie zbyt długa w stosunku do reszty. Pojawienie się pana Blue jest haczykiem, który ma czytelnika zainteresować i sprawić, że zapragnie poznać jego tajemnicę, jednak ta tajemnica jest przeciągana. Przez całą pierwszą część nie dowiadujemy się nic, i to jest moim zdaniem zbyt długo. Do tego w pierwszej części budujesz (swoją drogą, w bardzo udany sposób! To jedna z najlepszych rzeczy w tym opowiadaniu) obraz małego miasteczka i prostego życia nauczyciela, który potem nie zostaje w ogóle wykorzystany, wręcz zostaje zapomniany i nie ma większego wpływu na faktyczną akcję opowiadania.

Co do akcji, uważam, że w tym opowiadaniu trochę za mało się dzieje jak na jego długość, niestety pojawiają się dłużyzny.

Nie jestem też fanem umieszczania piosenek w opowiadaniach. Jeśli czytelnik piosenkę zna, a nawet lubi, to spoko. Ale na pewno będą tacy, którzy piosenki nie kojarzą, a wtedy mają dwie możliwości – czytać cytaty, które nic im nie mówią, albo pójść i włączyć sobie dodatkowo piosenkę, żeby je zrozumieć. A tekst powinien sam się bronić i sam w sobie być w pełni zrozumiały.

Co do stylu, zwróciłem uwagę na następujące rzeczy:

– Masz problem z zapisem dialogu, gdy zdanie opisujące jest wewnątrz kwestii dialogowej. Powinno to wyglądać jak któreś z poniższych:

– No – powiedziała Ania – teraz to masz przechlapane!

– No! – powiedziała Ania. – Teraz to masz przechlapane!

Ale! Jeśli (tak jak było u ciebie) kwestii dialogowej nie da się rozdzielić kropką, masz tylko jedną możliwość:

– Albo oddasz mi pieniądze – powiedziała Ania – albo dostaniesz w ryj!

– Tekst trapi byłoza. Nie jakaś okropna, ale jednak. Na najgorsze przykłady zwróciłem ci uwagę, ale sugeruję jeszcze raz przejrzeć tekst pod kątem słów “jest”, “są”, “był”, “będzie”.

– Bardzo często, zwłaszcza w dialogach, skaczesz po podmiotach. Często używasz podmiotu domyślnego różnego od ostatniego podmiotu, jaki się pojawił.

 

Podsumowując, opowiadanie jest w porządku, ale nie udało mu się utrzymać mnie w napięciu (nie licząc samej końcówki) i podtrzymać zainteresowania.

 

 

Tarnino, masz rację, wcześniej nie znalazłem nic na szybko.

ironiczny podpis

Moja łapanka z części pierwszej. Wrócę później z resztą uwag i komentarzem merytorycznym.

 

Tak, jak i ty na naukę

“Tak jak” to trochę co innego, niż “tak …, jak …”, nie stawia się tam przecinka

 

Niestety(+,) jeżeli chcesz opuścić któregoś dnia tę szanowną placówkę, musicie ten czas znaleźć.

“Niestety” jest częścią jednego zdania składowego z “musicie ten czas znaleźć.”

 

na waszym miejscu martwiłbym się o przejście do następnej klasy niż o maturę.

Zabrakło “raczej”. Ewentualnie zamień “niż” na “a nie”.

 

Klasa zareagowała na nowy rozdział, jak każda klasa na świecie

Niepotrzebny przecinek.

 

Klasa zareagowała na nowy rozdział, jak każda klasa na świecie. Pierwsze ławki otworzyły zeszyty i w skupieniu skrobały temat. Środek klasy wypełniały osoby umiarkowanie zainteresowane zarówno matematyką, jak i swoją przyszłością. Natomiast pod ścianą siedziała sama śmietanka. Szepty, śmiechy lub ostentacyjna ignorancja były wszystkim, co nauczyciel mógł tam znaleźć.

Najpierw wspominasz o tym co się dzieje na przodzie klasy, potem na jej środku, a potem na boku? Dziwna kolejność. Chyba,że przez “pod ścianą” miałeś na myśli tył, ale jeśli w klasie są okna, powinny się znajdować po lewej stronie uczniów. Są chyba na to nawet odpowiednie rozporządzenia.

 

Rudzki i jego pół mózgu kiedyś tę szkołę opuszczą, w ten czy inny sposób.

Frazeologia. Wyrażenie brzmi “taki czy inny”.

 

A taki choćby wzór na ciąg geometryczny będzie trwał niezmienny i będzie tak samo niezawodny jak zawsze.

Nie ma czegoś takiego, jak “wzór na ciąg geometryczny”. Zwłaszcza nie powinno to paść z ust matematyka. Pewnie miałeś na myśli wzór na n-ty element ciągu geometrycznego albo wzór na sumę pierwszych n elementów ciągu geometrycznego. Choć teraz jak już to napisałem, widzę, że twoja wersja wygląda lepiej, więc jeśli to był celowy skrót myślowy, a nie pomyłka, to zostaw :)

 

z których część na pewno miała szanse wyrwać się z tej dziury. No i nie mieli żadnego Rudzkiego.

Krztyniec Podlaski nie był może dziurą zabitą dechami

 

No chyba, żeby jego życiowym celem było zostać sprzedawcą w spożywczaku

Tutaj po pierwsze żeby nie jest dobrym spójnikiem, po drugie w konstrukcjach “chyba że”, “chyba żeby” nie ma przecinka.

 

A w Krztyńcu to rozrywki. I szpital jest, w końcu Mateusz musiał się gdzieś urodzić. Urząd pracy jest, dwa zespoły szkół, z czego jeden ma nawet liceum ogólnokształcące, które przyjęło w swoje progi młodego, pełnego zapału belfra, jakim w owym czasie był. Opuszczony kompleks zakładów chemicznych też w Krztyńcu jest, który każdy szanujący się młody obywatel tej cudnej mieściny musiał choć raz zwiedzić. A jak naprawdę chciało się być kimś,

Rozumiem konwencję, która tłumaczy obecność wszystkich “jest” oraz “są”, natomiast te “był” i “być” zaraz obok nie wyglądają dobrze.

 

Ale kiedy Mateusz poszedł na studia, łąkę kupił deweloper i postawił blok mieszkalny i tyle cyrk widzieli.

Zamiast pierwszego “i” dałbym przecinek.

 

Ale kiedy Mateusz poszedł na studia, łąkę kupił deweloper i postawił blok mieszkalny i tyle cyrk widzieli. Znaczy widzieli, ale w telewizji i urzędzie miasta, ale to już nie to samo.

Ten akapit bardzo mi się podoba, żeby nie było, że same uwagi :)

 

Czasem jedno i drugie, zdolne dzieci(+,) wielozadaniowe.

 

Do czasu, aż ktoś powie ich rodzicom, wtedy chodzą jak w zegarku z bazaru. Przynajmniej parę dni. Czyli zupełnie jak w zegarku z bazaru.

Frazeologia, wyrażenie brzmi “chodzić jak szwajcarski zegarek”, więc powinno być odpowiednio przerobione na “chodzą jak zegarek z bazaru”.

 

Wychodząc na parking, zmrużył oczy pod promieniami pierwszych wiosennych promieni słońca.

:)

 

wagę pomijamy, bo nie wypada, ale warto wspomnieć, że jest w sam raz.

Niekosekwentny czas, waga była w sam raz w tym samym czasie, co reszta wydarzeń opisywanych przez narratora, więc “była”.

 

Choć w tym przypadku razem znaczy tyle, co w tym samym czasie.

Niekonsekwencja. Jeśli zaznaczyłeś jakoś “razem” (kursywą bądź cudzysłowem), powinieneś taksamo odznaczyć “w tym samym czasie”.

 

Bo choć chodzili do jednej szkoły, a jeśli zsumować podstawówkę, gimnazjum i liceum(+,) wychodzi, było nie było, dwanaście lat.

 

A i to tylko, kiedy nie patrzyła.

“Tylko kiedy” to kolejne połączenie, w środku którego nie powinno być przecinka. To zdanie w ogóle poradzi sobie bez przecinka. Ewentualnie dodaj “wtedy”, wtedy przecinek będzie niezbędny.

 

a może nawet się zakochać i związać się,

Drugie “się” można wywalić.

 

może już nawet wózek? Albo dwa?

Hm. Wyobrażasz sobie jakąś praktyczną korzyść z posiadania dwóch wózków? Jeśli miałeś na myśli: kupić pierwszy wózek, sprzedać i kupić drugi, gdy pojawi się drugie dziecko – to zamiast “albo dwa” powinno być “albo drugi”, ale nawet do tego się przyczepię, bo ktoś, kto planuje dwójkę dzieci, raczej nie sprzedawałby wózka po pierwszym dziecku, tylko zachował dla drugiego.

 

Usta, w które mógłby się wpatrywać noc i dzień(+,) poruszały się,

 

Pierścionek, przyjaźń, wesołe iskierki i małe kartofelki o pulchnych buziach i włoskach barwy dojrzałego kasztana odjechały w dziecięcych wózeczkach.

Zamieniłbym któreś “i” na “oraz”.

 

mała knajpka przy dworcu , ale tam były tylko hot-dogi

Wkradła ci się spacja przed przecinkiem, a hot dogi zapisuje się właśnie tak, jak ja napisałem.

 

Nie wiedział dokąd, bo w Krztyńcu nie było kawiarni, co najwyżej budka z lodami i mała knajpka przy dworcu , ale tam były tylko hot-dogi i cola w puszce.

Trzaśnięcie drzwiami wyrwało go ze snucia planów. A w tym naprawdę był dobry. Same plany były, co najwyżej przeciętne, ale tworzył je doskonale.

 

Westchnął, jak to miał w zwyczaju po każdym spotkaniu z Anią(+,) i wsunął się do samochodu.

 

Zwalisty mężczyzna sięgając głową podsufitki, w całości składał się z drobnych płaszczyzn

Lepiej brzmiałoby “sięgający”, nie jestem pewien, czy to nie literówka. Oprócz tego niekonsekwencja, tam gdzie przecinki są opcjonalne albo oddzielasz z obu stron, albo z żadnej.

 

które bez przerwy mieniły się różnymi kolorami i teksturami, czasem znikały całkiem.

To mieniły się bez przerwy, czy czasem znikały, jak to jest? Jeśli czasem znikały, zatem przestawały się mienić, zatemnie mieniły się bez przerwy.

 

Jedne były większe, inne mniejsze, ale wspólnie tworzyły graniastą postać.

Wcześniej już napisałeś, że były drobne, cała zaznaczona część nie wnosi żadnej informacji, tylko wydłuża opis.

 

Serce waliło mu tak, że obawiał się o własne żebra. Czy w ogóle to możliwe, by szalejąca krew mogła złamać żebra od środka?

“Szalejący mięsień”, jak już.

 

Postąpił kilka kroków do tyłu

Postępuje się zasadniczo do przodu. 

 

Mężczyzna wciąż tam siedział i minę miał jakby zakłopotaną.

– Mati! – usłyszał za sobą znajomy głos.

Zaznacz zmianę podmiotu.

 

Zdarzało mu się odwiedzać z Grześkiem jedyny miejscowy bar,

Wymyśliłeś sobie miasteczko, które ma dwie szkoły, technika i zawodówki, z przynajmniej trzema klasami w roczniku, czyli – szacuję od dołu – przynajmniej dwieście, dwieście pięćdziesiąt osób w roczniku, razy siedemdziesiąt daje siedemnaście tysięcy ludzi – i tylko jeden bar?

Nie znam się na realiach małych miast, szczerze mówiąc, ale wydaje mi się, że trochę przesadziłeś. U mnie na osiedlu mieszka mniej ludzi, a jest dużo więcej barów.

 

Wuefista zaświecił złotym zegarkiem w geście pożegnanie

Literówka.

 

Poza tym, z tego,

Brzydkie to :)

 

Poczuł, jak kolana zamieniają mu się w żelki.

Frazeologia. Kolana miękną, podczas gdy nogi zamieniają się w galaretę lub plastelinę.

 

jego usta rozjechały się gwałtownie, a młody nauczyciel omal nie dostał zawału. Ostatni raz widział coś podobnego, gdy rozjechała się animacja w Simsach.

 

Oto przed nim pojawia się postać, niczym kiepsko wyrenderowana, żywcem wycięta z przeciętnej gry wideo, góra Plyastation 2.

Literówka, a poza tym pierwszy przecinek niepotrzebny.

 

Z głośników za sprawą radia popłynęła Mr Blue Sky zespołu Electric Light Orchestra.

Popłynął Mr Blue Sky albo popłynęła piosenka “Mr Blue Sky”. Poza tym, po “Mr” stawia się kropkę, znajduje się ona w tytule piosenki. I jeszcze poza tym, końcówkę “zespołu Electric Light Orchestra” bym wywalił – albo ktoś zna piosenkę i wie, czyja ona jest, albo jej nie zna, i podanie nazwy zespołu nic mi nie da. Wątpię, żeby ktoś znał ELO, a nie znał “Mr. Blue Sky”, a to jest jedyny przypadek, w którym ta informacja okaże się użyteczna.

 

w myślach nazwał go Panem Blue.

Potrafisz wyjaśnić, czemu piszesz “pan” wielką literą? Jakby co to widzę, że robisz to konsekwentnie, ale nie będę już na to zwracał uwagi.

 

małym sklepom nie pozostało nic poza nieuczciwą walką, niczym Dawid z Goliatem. Tyle, że ten Dawid oszukiwał na mięsie,

Napisałeś to tak, jakby w oryginale Dawid oszukiwał. Walka Goliata z Dawidem nie była nieuczciwa – była nierówna.

 

Tyle, że ten Dawid oszukiwał na mięsie, a Goliat miał w tym tygodniu promocję na ulubioną kawę Mateusza

 

a Goliat miał w tym tygodniu promocję na ulubioną kawę Mateusza, więc w wojnie spożywczej otwarcie kibicował Biedronce,

Goliat kibicował Biedronce?

 

 autobus PKS

“Autobus PKS-u”.

 

– Niedaleko. Godzina – zabrzęczał towarzysz i spojrzał na prędkościomierz. – Może dwie.

Piszesz z punktu widzenia Mateusza, a skąd on miałby wiedzieć, na co się spojrzał pan Blue, skoro prowadził samochód?

 

zapiszczał Mateusz i zdając sobie z tego sprawę, odchrząknął. – Bo jesteś człowiekiem?

Z czego?

 

Pan Blue nie skrzeczał już tak, jak wcześniej(+,) i jego kanciasta postać widocznie się wygładziła.

 

że mniej więcej, zmierzają w stronę Międzyrzeca.

Niepotrzebny przecinek.

 

Ale po co nie wiedział.

Tu dla odmiany przecinek by się przydał.

 

Co jest ciekawego w Międzyrzecu, dla postaci wyjętych z gier wideo?

A tu znowu niepotrzebny.

 

kaczkowatym, krokiem wszedł w wodę.

J.w.

ironiczny podpis

Nowa Fantastyka