Profil użytkownika

The next Monday, when the fathers were all back at work, we kids were playing in a field. One kid says to me, “See that bird? What kind of bird is that?” I say, “I haven’t the slightest idea what kind of a bird it is.” He says, “It’s a brown-throated thrush. Your father doesn’t teach you anything!”

But it was the opposite. He had already taught me: “See that bird?” he said. “It’s a Spencer’s warbler.” (I knew he didn’t know the real name.) “Well, in Italian, it’s a chutto lapittida. In Portuguese, it’s a bom da peida. In Chinese, it’s a chung-long-tah, and in Japanese, it’s a katano tekeda. You can know the name in all the languages of the world, but when you’re finished, you’ll know absolutely nothing whatever about the bird [...] So let’s look at the bird and see what it’s doing—that’s what counts.”

                                   —R.P. Feynman


komentarze: 2176, w dziale opowiadań: 1409, opowiadania: 640

Ostatnie sto komentarzy

O, czyli jednak.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A nie gviazd i kontynentóv? ;) To nie Pratchett imo, zbyt odpolszczony przekład.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A mnie się owszem, bardzo.

Podobało mi się między innymi to, że Twoje postacie, nie tylko protagoniści, ale też antagoniści, wykazują się bystrością umysłu i dużą czujnością (dzięki temu są bardziej wiarygodne; wielu autorów, niestety, nie przywiązuje wagi do takich detali jak wiarygodność antagonistów, antagonistek i antygon).

Widać to w szczególności tutaj:

– Pławniki wwierch! Wy kto?

– Jezus, Maria! – wrzasnął przerażony Rybinson.

– Szpiony Ukraińce, da?

Nie dał się, cwany parzydełkowiec, nabrać!

 

Tutaj, dla odmiany, zadałeś bohaterowi zbyt łatwą zagadkę imo:

– Co?! Chłopie! Gdzieś ty do szkoły chodził? – zacietrzewił się po szprociemu Rybinson.

– Nigdzie – odpowiedział zgodnie z prawdą Mordoklej.

Gdybyś zapytał Rybinsonem, do jakiej szkoły Mordoklej PŁYWAŁ, wtedy faktem niezbitym i autentycznym byłoby, że ten musiałby się cofnąć do tyłu pamięcią o jakiś okres czasu, i to nie jeden raz, ale liczną wielość razy; nareszcie odkryłby, że wciąż i wciąż natrafia na nicość, aż dotarłby do nicości ostatatecznej i całkowicie zupełnej. I dopiero wtedy zrozumiałby, że powinien odpowiedzieć: "nigdzie". Wykazawszy się intelektem sprawnym, choć nieuczonym, zadziwiłby czytelnika, a jednocześnie uwiarygodniłby się  jako postać (patrz poprzedni nawias).  

 

Muszę jeszcze dodać, że niezwykle spodobał mi się nowatorski pomysł na pomiar prędkości światła. Bardzo dokładna metoda! Prawdziwa hard sajens i w ogóle należałoby to gdzieś opublikować. Bezskuteczne wsłuchiwanie się w Litwę to również niezła koncepcja – i fajna zabawa. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bardzo smutna wiadomość.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pomysł bardzo w porządku. Rozmowa Artura z Merlinem nieco mnie zmęczyła, nie zaczarowała (hehe) na tyle, żebym nie poczuł znużenia; przez chwilę zapachniała nachalnym wykładem, ostatecznie jednak wyszła raczej naturalnie. A potem już jakoś poszło. Rozumiem, że celowałeś w klimat, zatem – gratulacje, zdołałeś go stworzyć. Nawet mi się z “Ostatnim obrońcą Camelotu” Zelaznego trochę skojarzyło.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No tak, całkiem nowatorskie. Bo różnie go nazywano: Cymerianin, Cymeryjczyk, wojownik, pirat, najemnik, uzurpator, niezłomny… Ale jako kompozytor występuje chyba po raz pierwszy. Z drugiej strony często robił komuś bach-bach, więc ten Bach nieźle mu pasuje.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przeczytałem dwukrotnie. Po pierwszym razie pomyślałem, że może coś mi umyka – jakaś zawiłość fabuły, tajemne przesłanie albo dodatkowa puenta. Jednak nie. To tylko prosta historia: dwoje ludzi, zarys dramatycznych wydarzeń, emocje post factum.

Emocje dobre, żywo ukazane. Ale historia wciąga średnio, nie jest to porywająca opowieść. Bardziej puzzle z lekko niewyraźnym obrazkiem, puzzle, po których ułożeniu czytelnik może mieć wątpliwości (jak na początku ja), czy wszystkie elementy właściwie dopasował. Tak czy inaczej, tekst napisany bardzo ładnie, zgrabnie i z wyczuciem. Dobrze się czyta. Forma wymyślna i treściwa (sporo zdjęć kosztem ich rozdzielczości).

Jak wspomniałem – nie porwało. W sumie jednak podobało mi się.

Nadal intryguje mnie prolog-sen. Czy występują w nim Teze i “Fedra”? Amelka jest na A, tak jak Ariadna… Nie wiem, Dogsdumpling, czy Twoim zamiarem było stworzenie takiej dowolności interpretacji.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A tu proszę, płeć też nie musi być stabilna… W języku zupełnie jak w przyrodzie ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Oprócz Ajzonidy/ Ajsonidy. Sama tego nie wymyśliłam, wzięłam z jakiegoś cytatu w “Mitologii Greków i Rzymian” Kubiaka, więc raczej będę się tego trzymać.

Pewnie Kubiak cytował jakieś stare tłumaczenie “Odysei”. Nie upieram się jednak, różne transkrypcje i transformacje są możliwe. Również i takie nie do końca konsekwentne. Na przykład pojawiająca się w Twoim opowiadaniu Mnemozyna tu i ówdzie występuje jako Mnemosyne lub Mnemosyna.

A Lacedemon może być Lakedajmonem (ta wersja jest w sumie bliższa oryginałowi, ale – według mojego rozeznania – znacznie rzadsza).

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

w sercu otwierają się liczące tysiące lat blizny

Frazeologizm, który jest w użyciu, to: liczyć sobie X lat.

Zeus Lecedemoński

Lacedemoński.

Ajsonidy

Po polsku raczej: Ajzonidy. (Transliterując) Iasōn → Jazon, więc Aisōn → Ajzon.

 

Jak dla mnie – bez rewelacji.

 

Prawdziwe dzieje Medei, motyw: historia przekłamana – tak, tu był potencjał. Nie wykorzystałaś go. Zamiast snuć dramatyczną opowieść, szybko podsumowujesz, co się wydarzyło. Od razu odsłaniasz wszystkie karty, po czym przechodzisz do opisu wściekłości bohaterki, by przytoczyć przykłady niesprawiedliwości systemu patriarchalnego. Przy czym Abraham i Lot to taki standardzik.

Część opowiedziana z punktu widzenia Tomka jest wybitnie mało oryginalna. Trudno, zapewne nie miała być, nie musiała. Ważne, że się wkomponowuje. Cóż, tutaj też większych emocji nie doświadczyłem. Słownictwo Tomka ciekawe. Irytowało mnie (czyli jednak jakieś wzruszenia-poruszenia były ;]) – uznaję to za zamierzony efekt, więc w porządku.

 

Plusik za fajne nawiązanie do tytułu książki Warda.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bemik, czy to fragment bajki, w której jestem czarnym charakterem? ;)

Podpisuję się pod odpowiedzią Fenrirra.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niektórzy następująco rozumieją "regułkę gębową":

Pierwsze słowo po kwestii dialogowej i pauzie/półpauzie piszemy od małej litery, jeżeli jest to czasownik oznaczający mówienie ("czynność gębowa"). W każdym innym przypadku – od wielkiej litery.

 

Nie!

 

Ta prosta próba unormowania zapisu dialogów jest kulawa. Prowadzi czasem do rozstrzygnięć niezgodnych z uzusem i niespójnych z zasadami polskiej składni (dziwny szyk samodzielnych zdań w didaskaliach).

 

Na przykład:

– Nieprawda – tupnął zdenerwowany Kaziuk.

[tupnięcie można tu potraktować jako mówienie połączone z tupnięciem (dyskusyjny skrót myślowy); wersja czasem spotykana w książkach, na przykład w powieściach Sapkowskiego i Konwickiego; niewspierana przez Poradnię PWN; niepolecana]

 

– Nieprawda. – Zdenerwowany Kaziuk tupnął.

[wersja polecana]

 

– Nieprawda. – Tupnął zdenerwowany Kaziuk.

[BARDZO ŹLE! – tak nie poprawiamy; autor zamierzył zdanie po półpauzie jako niesuwerenną kontynuację wypowiedzenia złożonego, rozpoczętego w kwestii dialogowej; skoro zrobiliśmy z tego zdania oddzielne wypowiedzenie, odwrócony szyk traci rację bytu]

 

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Narracja-po-dialogach;18625.html

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Zapis-didaskaliow-w-dialogach;19418.html

 

Czyli: zwracajcie uwagę na kolejność podmiotu i orzeczenia!   

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OK, dzięki. I tak napiszę komentarz.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Finklo, nikt nie zabroni :)

Tarnino.

– Zombie rozlały cały haloperidol! – Pielęgniarz podparł drzwi sali stołem sekcyjnym.

Oto właściwy zapis – wg cytowanego wywodu A.W.

"Tak, o ile dobrze pamiętam, nakazuje poradnik"

Dasz link? Chętnie napiszę komentarz prostujący, popierając go argumentacją i odsyłaczami do Poradni PWN.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie ma w tym niczego złego [w dynamizowaniu narracji poprzez pominięcie w didaskaliach czasowników mówienia – moja klaryfikacja]. Należy jednak pamiętać, że szyk wypowiedzeń z pozostałymi czasownikami [tymi, które nie oznaczają mówienia – m. k.] jest właściwy dla zdań izolowanych [powinien być taki, jak w zdaniach izolowanych – m. k.], a więc podmiot + orzeczenie. No i należy pamiętać o wielkiej literze [wtedy, kiedy podmiot stoi przed orzeczeniem! – moje podkreślenie].

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zgadzam się, jeżeli nie chcemy jechać po bandzie, powinniśmy wybrać pierwszą wersję.

Ale zdecydowanie najgorszą opcją byłoby:

– Fuj! – Upuściła ropuchę Karolina.

A niektórzy tak poprawiają innych :(

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Czyli bezpieczny standard.

Dr Adam Wolański nie uznaje interpretacji, że “tupnął” może oznaczać “krzyknął i tupnął” / “krzyknął, tupnąwszy”.

Tak, podobne skróty muszą budzić wątpliwości.

Porównajcie:

Kaziuk tupnął, że (to) nieprawda. [??]

Kaziuk tupnął i krzyknął, że (to) nieprawda. 

 

Z drugiej strony, jeżeli ktoś świadomie używa w didaskaliach skrótów, bo gra na dynamikę (a już nawet zmiana szyku ją osłabia) – w moich oczach jest usprawiedliwiony. Powiedzmy o kimś takim, że nagina reguły z myślą o stylu (copyright by Finkla) albo że zapuszcza się w szarą strefę (copyright by Asylum), doceńmy jednak, jak chytrze kontroluje tempo własnej prozy, jak wspaniale musi czuć jej przepływ. Podobnie czuł choćby sławny Tadeusz Konwicki ;P

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tar­ni­no, po­do­ba mi się po­mysł z grzyb­ka­mi. Taki mały sty­mu­la­tor wy­obraź­ni na dzień dobry ;)

 

Sta­ru­chu, cie­szę się, że wy­sła­łeś za­py­ta­nie. Nie wiem, czy po­ra­dniany lin­gwi­sta uzna Twoje skró­ty my­ślo­we, czy ra­czej po­prze bez­piecz­ny stan­dard (ład­nie wy­ło­żo­ny przez Jo­se­he­im). Co­kol­wiek uczy­ni, ist­nie­je spora szan­sa, że da do my­śle­nia wy­znaw­com wszech­roz­strzy­ga­ją­ce­go gę­bi­zmu. Może bę­dzie to dla nich nowe ob­ja­wie­nie. Zwłasz­cza że wielu z tych na­iw­nia­ków sądzi naj­wy­raź­niej, że ucze­ni ję­zy­ko­znaw­cy prze­pi­su­ją za­sa­dy z ja­kiejś świę­tej księ­gi. Pod­czas gdy oni pró­bu­ją jed­y­nie stre­ścić i uła­dzić pe­wien nie­pi­sa­ny kon­sen­sus… Cho­ciaż jed­nak za­pi­sa­ny – w dzie­siąt­kach ty­się­cy be­le­try­stycz­nych po­zy­cji, z któ­ry­mi mamy do czy­nie­nia od dawna i na co dzień. I dzię­ki któ­rym sa­mo­dziel­nie mo­że­my stwier­dzić, co jest re­gu­łą, a co nie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Asylum, dzięki za wsparcie :D 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Staruchu, w przytoczonych przez Ciebie przykładach po kwestii dialogowej (i pauzie/półpauzie) występuje mała litera:

– Nieprawda – tupnął nogą Kaziuk i wargi zaczęły mu jeszcze bardziej drżeć.

– Jak ty sobie to wyobrażasz, Yennefer? – zmarszczył brwi Crach an Craite.

 

Ty zaś napisałeś:

– Tatooo! – Tupnęła nóżką Nadia.

– Nie! To nieprawda! – Tupnęła nóżką Nadia i wzięła się pod boki, patrząc na ojca z ogniem w oczach.

– Jeśli mam pozostać normalny, to tak, chcę wiedzieć! – Dmuchnął gwałtownie dymem pułkownik.

 

Joseheim twierdzi, że w dialogowych didaskaliach szyk jest istotny przy ocenie, czy napiszemy je od małej, czy od dużej litery. Zgadzam się z nią. Co więcej, zgadza się z nami doktor Wolański z Poradni Językowej PWN:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Narracja-po-dialogach;18625.html

Jak widać, lepsze kryterium oparte na szyku niż na niejasnym pojęciu “czasownika oznaczającego mówienie”. Pozostaje ono niezdefiniowane i – jeśli się uprzeć – zapewne każdą czynność można zakwalifikować jako verbum discendi, tyle że nie sensu stricto.

 

Problem wydaje się stary jak Fantastyka.pl: niektórzy portalowicze, ślepo kierując się regułką “gębową”, nieraz psuli autorom dialogi. Pół biedy, kiedy ci na to przystawali. Gorzej, gdy z powodu takiej pierdółki jak zapis didaskaliów potencjalnie ciekawi pisarze tracili zasoby – czas i nerwy. Na próżno próbowali przekonać poprawiaczy, że ich rozstrzygnięcia są złe, bo niezgodne z uzusem.

Uzus, nasze doświadczenie z dobrze wydanymi książkami, napisanymi przez uznanych pisarzy. Tutaj z kolei zgadzam się z Tobą, Staruchu. Trzeba bardziej kierować się tym, co się wyniosło z kontaktu z żywą lekturą. Niestety, niektórzy wolą wątpliwe interpretacje skrawków wiedzy z Internetu.

 

W każdym razie, nie mogąc dłużej na to patrzeć, rok temu poprosiłem o opinię Poradnię PWN. Wynik – pod podanym wyżej linkiem. Przypadek specyficzny, ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo: lepiej patrzeć na szyk niż na "gębowość" czasownika rozpoczynającego didaskalia. "Gębowość" jest bowiem, jak już wspomniałem, pojęciem niezdefiniowanym, nieostrym.

Jeżeli komentarz (didaskalia) do cytatu (kwestia dialogowa) zaczynasz od "tupnął" i piszesz w takim szyku, jakbyś tworzył jedno, złożone zdanie, to nazwij "tupnął" czynnością gębową. Albo jakkolwiek chcesz. Nie zaczynaj jednak tego komentarza (po półpauzie) wielką literą – bo powstaną dwa zdania/wypowiedzenia. Działaj zgodnie z uzusem.

Zdanie: “– Tato! – tupnęła Nadia” z pewnością zawiera duży skrót myślowy. Komuś może to nie pasować. Mimo wszystko pisarz nie tworzy algorytmu dla komputera, tylko opowiada historię. Człowiekowi. A człowiek rozumie podobne skróty – dlatego ja bym się nie czepiał.

 

Podsumowując: zachęcam Cię do postąpienia dokładnie według uzusu, który przytoczyłeś.

 

***

 

Napisałeś też:

– To nie grundig jest winny, tylko ty! – Z wyrzutem perorowała Nadia.

 

Nietypowy szyk, ale trudno całkowicie zabronić autorowi manipulowania kolejnością wyrazów – a więc rytmem oraz akcentem logicznym. Tylko znowu: dlaczego po półpauzie stoi duża litera?

Sytuacja powinna być czysta nawet dla tych, którzy słysząc (lub czytając) określenie “czynność gębowa” fiksują się na słowie “gęba”. Wyrażenie przysłówkowe “z wyrzutem” stanowi po prostu rozwinięcie czasownika. A ten czasownik to verbum discendi sensu stricto (używając terminologii doktora Wolańskiego).

 

***

 

Chciałbym jeszcze dodać, że kwestia poprawności zapisu dialogów na portalu intryguje mnie również jako zjawisko socjologiczne :) To wręcz jakieś hasło plemienne: “nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi”. Część inicjacji. Kiedy tak pouczony portalowicz poczęstuje tymi samymi słowy kolejnego nowego – wtedy jest już nasz, staje się pełnoprawnym członkiem społeczności ;) Nastąpiło wielkie wtajemniczenie, użytkownik poznał prawdy święte, posiadł mądrość, bez której żaden poważny pisarz nie może się obejść.

Skoro mamy tu do czynienia z prawdami świętymi, nie ma nic niezwykłego w tym, że nawet delikatna próba ich podważenia natrafia na silny opór.

Reguły zapisu dialogów – czy jest ich trzy, czy raczej jedna, z której wynikają pozostałe? A może nie ma ich wcale?

 

Jak widać – sam się wkręciłem w ten teologiczny spór. I tracę zasoby :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mamy odpowiedź :) "Polowanie na lwa" to wczesne opowiadanie Michała Cetnarowskiego, które znam z antologii pod tym samym tytułem (wyd. 2006).

Czyli: tak, Asylum, on ci jest, nikt inny! Tak, Minuskuło, opowiadanie.

I tak, Irko_Luz, trafiłaś w sam środek. Jak dla mnie – wygrałaś. Zadajesz :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Finklo, gdyby to był cytat z Ciebie, ktoś by już zgadł :)

Asylum, niestety, psiakostka ostatnio tutaj nie zagląda ;)

Autor jest na portalu popularny – kiedy już się udziela, zwraca powszechną uwagę. Jestem przekonany, że go kojarzysz. A cytat prawie że zawiera tytuł.

Ależ pomagam nieprzyzwoicie ;) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Asylum, może może, wypada mieć nadzieję ;)

Podpowiedź:

Autor od czasu do czasu pojawia się na portalu. Ale tekst nieportalowy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OK, tym razem coś trudniejszego:

Arabowie o czarnych oczach polują na lwa.

Ściągają gęste, równo wycięte linie ciemnych brwi, w ciszy pod gwiazdami stają kołem na stygnących piaskach i słuchają nocy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Gordon R. Dickson, “Taktyka błędu”. Dałbym radę bez tytułu w cytacie :D

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Posłużę się linkiem do Wikipedii, jako że tak najprościej, a w dodatku groza bycia oskarżonym o popełnianie rymów gramatycznych została tam uprzejmie i słusznie złagodzona (”Rymy gramatyczne są uważane za łatwe, jednak używają ich również najwięksi poeci”) ;)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rym_gramatyczny

Standard to ponoć ok. 30% rymów gramatycznych w utworze (ktoś kiedyś policzył średnią z wierszy Mickiewicza i tyle wyszło). Dobre, nie? Utwór jako roztwór.

Tak czy inaczej, kompetentny poeta powinien unikać zanudzania czytelnika monotonnymi RG ;) Niedobrze jest gromadzić ich za dużo w jednym miejscu i jechać po nich ciągiem.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sztukmistrz – واحد (jeden)

Piraci – h / 2π (=~ zero)

 

Pod względem formy oba wiersze dość chaotyczne i niedopracowane. Nadmiar gramatycznych rymów to zło, bo się kojarzy z discopolo ;)

W przypadku “Sztukmistrza” pewien brak dyscypliny można wybaczyć, ponieważ autor nadrabia realizacją głównej sceny (dynamiczna, miodna, pięknie rozpala się i bucha :D), fabułą (spójną), a także humorem i autoironią.

Z kolei autorowi “Piratów” udało się stworzyć nastrój romantycznej melancholii. Niestety, przedstawiona w utworze wizja jest nazbyt mętna, a poza tym ja generalnie nie gustuję w takim quasi-naukowym czary-mary.

Dlatego punkt ode mnie dostaje wiersz numer jeden.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Berylu, czytelnicy mogą czuć się rozczarowani, że urwałeś historię w takim momencie. Poszukiwacze nie załatwili drania, nie ma katharsis. Z drugiej strony – śmierć starego można by odczytać jako sugestię, że nie będzie wyników Grafomanii 2018. Nigdy. Czyli (po zastanowieniu): otwarte zakończenie to w tym wypadku mądry wybór.

;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wciąga. Czyta się.

Przymusowy online – dobre.

Niezłe zwroty akcji.

Zakończenie nagłe, otwarte i zalatuje trochę diabłem z maszyny (bardziej jednak diabłem niż maszyną). OK, można finiszować również w taki sposób. Przynajmniej nie zabiłeś głównego bohatera – ni stąd, ni zowąd, byle tylko postawić ostatnią kropkę. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bardzo to mojemu szortowi schlebia, dzięki :) Może nawet za bardzo. Wampir Czasu aż się wyszczerzył, a Pan Tik-Tak jakby szybciej tyka… Straszne.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niby nic spe­cjal­ne­go, po pro­stu krót­kie uję­cie znanego mo­ty­wu (najbardziej chyba eksploatowanego w latach 60. – 80., kiedy na za­cho­dzie wez­bra­ła wy­so­ka fala an­ty­kul­tu­ro­cen­try­zmu).

Ktoś by zatem po­wie­dział, że to już było, że w bar­dziej wy­ra­fi­no­wa­nych for­mach oraz że na­le­ża­ło­by stwo­rzyć więk­szą wizję i roz­wi­nąć jej okre­ślo­ne aspek­ty, w szcze­gól­no­ści bo­ha­te­rów [edit: no pro­szę, Bar­niusz wła­śnie to za­su­ge­ro­wał przed chwilą], bo dzisiaj tak trze­ba i tyle. Ale to tylko szort w końcu. W każdym razie, być może trochę ze względu na sentyment do klasyki, spodobał mi się ten tekścik.

A w ogóle – wszystko napisał już wspaniały mr.maras, moje myśli pobiegły podobnymi ścieżkami. Nawet bibliotecznego klika za mnie załatwił ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niespecjalnie czuję potrzebę, żeby coś tu analizować pod kątem superhiperwiarygodności* lub fajności motywów. Powtórzę więc tylko za Fizykiem111: przyjemnie się czytało.

 

*) Przepraszam Fizyka, sceptycyzm względem postaci dyrektorki zrozumiały. Niemniej, kiedy wrócę pamięcią do czasów szkolnych i przypomnę sobie niektóre patologiczne zachowania nauczycieli…

 

Wskażę też jedną usterkę, ponieważ ten szczególny przypadek jest przez tutejsze patrole – wyczulone skądinąd na każde odstępstwo od normy – często podczas łapanek pomijany. Mimo że powinien rzucać się w oczy.

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej. – Roześmiała się Ania.

Kłuje.

Powinno być:

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej. – Ania się roześmiała.

Ew.: (…) – Ania roześmiała się.

Dopuszczalne:

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej – roześmiała się Ania. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Będę 13.15 – 13.20. Więc nie śpiesz się :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Podsumowanie. Miejsce: Kafka. Dzień: dzisiaj! Godzina: 13.30  (żeby nikt nie musiał się spieszyć).

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Świetny plan, Finklo! Że też sam o tym nie pomyślałem :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

O, i to jest właściwy odbiór! ;) Ad PS: Kilku znanych reżyserów teatralnych już nad nią pracuje. Premiery spodziewam się wiosną w Narodowym.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Można, zajrzyj pod link. A gdyby to nie wystarczyło – kilka kroków dalej jest taki kameralny lokalik: Pizza e Pasta :)

EDIT: Prawdziwa z CIebie sowa, Bellatrix ;P Nie wiem, co na to Drakaina, ale proponuję kompromis. 13.15? 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Idziesz Oboźną, mając po lewej główny kampus UW, potem, przy parku (Park Kazimierzowski), ulica biegnie ostro w dół. Tuż za stromizną, po prawej, zobaczysz Kafkę.

13 OK :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jak ostatnio byłem w Kafce, to dało się kupić między innymi cydr. Piwo chyba też, nie jestem pewien, nie piłem. No i na stronie piszą coś o winach. Inna opcja: umawiamy się pod bramą kampusu UW i tam ustalamy dalszy plan ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Gdzie tam sympatyczne – czysta groza ;) A poza tym króciutkie, więc rzeczywiście nie ma się nad czym rozwodzić. Dzięki.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wybaczcie obcesowe “to”. Aha, 3 kwietnia będzie niestety długo po urodzinach. Trudno, kupi się przy innej okazji (albo i bez niej). No i gratulacje oczywiście :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mój bratanek ma fazę na grecką mitologię i Percy’ego Jacksona. Może mu to kupię na dwunaste urodziny (na dniach)?

Okładka super. Powinna przyciągnąć młodych.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Luźne myśli:

Pierwszy tryptyk. Młotek, jakie to typowe dla agentów rosyjskiej władzy. Stwosz prawie jak Trocki ;)

Drugi. Miałem nadzieję, że to jednak będzie Maria Magdalena. I na niespodziankę w tytule ostatniego rozdziału. (Ale tak też jest dobrze).

OK.

Pierwszy tryptyk ładny, pachnący żywym drewnem. Tradycyjny zwrot w finale; niewesoły i logiczny.

Drugi nawet bardzo ładny, starannie szlifowany. Gęstość treści i technicznej terminologii może przytłoczyć, ale zanurza w obcym świecie, nastraja głębiej. Niezła konkluzja; na ponurą nutę.

Tutaj się zatrzymałem:

– Zaśnięcie? Nikt dotąd nie próbował.

Ja zacznę.

W każdym razie drugi tryptyk u mnie wygrywa. Niemniej “Wit Stworzyciel” również zasługuje na wyróżnienie, dam mu 1 pkt. Formalnie – za pierwszy rozdział.

 

Wit Stworzyciel – – – – 1

Zaśnięcie…– – – – – – – 2

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Racja, Regulatorzy, oddajmy Primowi, co Chumowe. Sy, Glyneth7, NWM, dzięki :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tak, powinienem się zorientować. Zrzućcie to na karb mojego roztrzepania :)

Staruchu, zwyczajnie olej pierwszy akapit w tamtym poście.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zdziwiło mnie, że pytasz starożytników o odpowiedniość słów, które powstały stosunkowo niedawno. Nic nie mam do Twojego fiction.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pytanie o odpowiednik trochę dziwne. W antycznej Grecji i Rzymie nie znano przecież okularów.

Rozumiem, że akcja Twojego opowiadania toczy się w alternatywnej starożytności. Wobec tego sięgnąłbym do słownika staro-, a nie nowogreckiego (do źródłosłowu greckich okularów):

https://en.wiktionary.org/wiki/%E1%BD%95%CE%B1%CE%BB%CE%BF%CF%82#Ancient_Greek

Tu znajdziesz ὕαλοι (liczba mnoga od kryształ / szkło / kryształowa wypukła soczewka), czyli hüaloi, hualoi, hyaloi lub hialoi.

Ciekawostka spod hasła “perspicillum” (również z Wiki):

Etymology:

Coined by Galileo in Sidereus Nuncius in 1610.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Barniuszu, rad jestem, że się posiliłeś. Tarnino, to dobrze, że się nie poharatałaś.  

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dla mnie niedziela trochę trudniejsza niż sobota. Do 19.00 gram w piłkę na Pradze, ale na 20.00 bym się wyrobił. W okolicach Krakowskiego Przedmieścia – mnóstwo lokali. Obserwuję mały entuzjazm, ufam jednak, że warszawscy fantaści jeszcze się ockną i że będzie impreza ;) Na miarę Łodzi, Krakowa czy Wrocławia… Pobudka! :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

W takim razie naprawdę muszę popracować nad klarownością wypowiedzi :)

 

EDIT:

 

OK, mój pomysł podpięcia się pod oficjalne reguły upada, Gu + nieme y się nie broni. Wg słowników standardowe odczytanie brzmi [gi] nie [gü] (jak zakładałem). BTW – również nie [gii] ani [güi], ale nawet [gi] uświadamia mi, że końcowe "y" jest tu czynne. Rozpędziłem się.

Dla francuskiej wymowy czy zapis jest Gui czy Guy nie ma znaczenia, to tak w kwestii “j”.

Rzeczywiście, Drakaino.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

nie wiedziałam, że to imię istnieje również w wersji Gui

Bo nie czytasz uważnie moich postów :(

Cały czas mam też wątpliwość, czy załapałaś, że Twojej mianownikowej wymowy Guya (nieważne, czy chcesz go czytać przez i, czy przez i okrągłe) wcale nie zamierzałem podważać.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

W oryginalnej wymowie w Carnocie też na końcu nie ma spółgłoski. Ani nie ma jej w Louisie.

No jak chcesz.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Marlow, Ninedin, Pietrek L. – dziękuję za komentarze :)

Pisz więcej

Dźwięczny za zachętę.

Jest taki utwór Queens Of The Stone Age – „The Vampyre of Time and Memories”… Znasz?

Muszę przyznać, że nie znałem. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie zmienia.

<edit> Chociaż po przejrzeniu reguł w SJP PWN widzę, że poloniści rzeczywiście inaczej podchodzą do imion niż do nazwisk. Niepotrzebna komplikacja… Istotna chyba tylko dla tych, którzy uczą się prawideł z podręczników, nie z literatury i żywego języka. Tak czy inaczej, nawet dr Grzelnia w podlinkowanej przez Ciebie poradzie dopuszcza odmianę imienia Guy (przynajmniej w piśmie). </edit>

W wymowie (tej, którą słyszałam od bliskich jednego znajomego Belga) nie ma j.

Przecież właśnie o to chodzi, że nie musi być…

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Odnosząc się do linku.

A Carnot (ten od silnika) to się niby nie kończy na akcentowaną samogłoskę? Powszechnie się go jednak odmienia – w przypadkach zależnych mamy wówczas Carnota, Carnotowi… ([karnota], [karnotowi]…). Po prostu na potrzeby odmiany wolno nam “uaktywnić” spółgłoskę niemą. Reguła mądra i praktyczna.

Wystarczy zatem potraktować “y” jako [j], co raczej się narzuca, i już można nazwisko “Guy” deklinować. Zarówno w mowie, jak i w piśmie…

Przyznaję, że to [j] jest dyskusyjne – ze względu na etymologię. Wiktionnaire starofrancuską wersję omawianego imienia odtwarza jako “Gui” :/ Czyli historycznie nie znajdziemy tam spółgłoski. Tylko czy podobne uzasadnianie jest w ogóle konieczne? To pewnie zależy od tego, czy ktoś woli zapewnić komfort czytelnikowi, czy lingwiście. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Finklo :) No trudno.

Dogsdumpling, dla chóru wąpierz, gdzie indziej wampir. Nic nie zmieniałem :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Blacktom – ano, ano. Życie to nie bajka, to bitwa ;)

Finklo, no jasne, sympatyczne! Dobre sobie. Wiem, że jesteś nieustraszona. Jednak nawet Ciebie podczas czytania tego dramatu powinien nawiedzić przytłaczający egzystencjalny niepokój ;P

Dogsdumpling, ale że co się miało stać? Kiedy ostatnio sprawdzałem, ucztował sobie w najlepsze.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ale jak to, miałem nadzieję, że jeśli uśmiech, to przez łzy, jeżeli śmiech, to przez szczękające ze strachu zęby ;)

Krikos, CM – dzięki. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zaskakująco dobry odbiór. Z drugiej strony, czytając Wasze komentarze, mam dziwne wrażenie, że trochę za mało się boicie :>

Tak czy inaczej, dziękuję Wam, Łaskawe Koleżanki :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Poprawione.

Dzięki, to super, że tak uważasz :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję, Chrościsko, wzbogaciłeś moją wiedzę :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Lektura komentarzy okazała się dla mnie prawie równie ciekawa, jak samo opowiadanie. I stwierdzam, że chyba już wszystko zostało omówione przez przedpiśców ;) Mając zasię świeżo w pamięci świetną skądinąd analizę-opinię mr.marasa, i jakże rozbudowaną, nie powstrzymam się i zapytam go o jeden drobiazg:

Narracja (…) jest jednak współczesna w ogólnej formie, a dobitnie to podkreślają liczne konstrukcje, język i wyrażenia typu "wysikać", "treść żołądka" itp.

Jak się więc kiedyś informowało o konieczności oddania moczu? W jaki sposób należałoby taką potrzebę sformułować, żeby nie wyszło zbyt współcześnie? “Idę zrobić siusiu”? No raczej jednak nie. Nieuchronnie będzie to jakieś poprzedzone odpowiednim przedrostkiem lanie, sikanie, pryskanie. Chyba że ktoś lubi się bawić w kreatywne eufemizmy. “Treść żołądka” też imo nie nosi piętna współczesności.

W każdym razie ja bym się języka nie czepiał, moim zdaniem styl opowiadania jest bardzo dobry, równy i konsekwentny.

 

Jak napomknąłem wyżej, chyba już wszystko zostało omówione. Swoje odczucia podsumuję zatem krótko: podobało się, zwłaszcza że ja z tych, którzy lubią starogreckie klimaty. Przy czym, jak kilka innych osób, miałem drobne zawahanie na początku. Pomyślałem: ładnie napisane, ale forma przeważa nad niezbyt absorbującą treścią. Potem jednak było z górki. Począwszy od ofiary stugłownej (mocna scena) cały czas działo się coś interesującego; końcówka również mnie nie zawiodła.

Co do elementu fantastycznego. Krokodyle nilowe zaciskają szczęki bodaj najsilniej ze wszystkich zwierząt na Ziemi. W tej sytuacji nie ma innego wyjaśnienia – były pirat to rzeczywiście sam mityczny Herakles. Inaczej bym tej akcji z rozwieraniem paszczy nie przełknął ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

“Wybrany” przywołuje dość oczywisty motyw, znany choćby z Ewangelii Judasza. Miałem nadzieję, że na oczywistości się nie skończy i że w ramach puenty Autor wykręci jakiś lepszy numer. Cóż, zawiodłem się.

Natomiast “Roproszą się pasterze” zdecydowanie mi się podoba. Tekścik jest oryginalny, zgrabny i dowcipny.

Punkt dla “Rozproszą…”.    

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sen i jaskinia – dwa ładne, nastrojowe obrazki.

Jakieś emocje są: obawa i poczucie straty śniącego, smutek dziewczyny. Czyli nie napiszę, że tekst beznamiętny. Chociaż wiadomo: mogłaś te emocje bardziej unaocznić, zaczepić w konkretach.

Zmieniłbym partnera na towarzysza. Zauważyłem, że wcześniej pojawiła się “towarzyszka”, ale to nawet pasuje – w końcu bohater we śnie pomieszał ze sobą tych dwoje.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zabrzmi to banalnie, ale mnie zazwyczaj bardziej interesowała fabuła niż poziom tłumaczenia. Z Pana światła, poza wszystkim, dowiedziałem się paru rzeczy o hinduskich wierzeniach i mitologii. Przyjemne z pożytecznym :) Chociaż dziś zdaję sobie sprawę, że transkrypcja nazw w tej książce (w wydaniu) była trochę lewa.

A Donaldson pojawił się przecież dosyć późno, do tego czasu zdążyłem się naczytać fantasy od kija. Covenant, choć ciężki, wciągnął mnie, wywarł na mnie duże wrażenie. Kane – tutaj nasze światy przylegają: przy pierwszym podejściu uznałem, że jest bardzo taki sobie. Za to po latach, kiedy doceniłem przekorę Wagnera, miałem nawet na Kane'a małą fazę.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Znalazłem Tapatiki na półce, kiedy miałem jakieś dziesięć – jedenaście lat (wydanie ente, cztery części w dwóch tomach). Wydawały mi się już wtedy trochę dziecinne, ale i tak przeczytałem je z zainteresowaniem. Pośród nieskończoności zapełniających regały książek nie było (niestety) wielu, których akcja toczyłaby się w kosmosie. Wcześniej tata przeczytał nam na dobranoc (mnie i bratu) parę kawałków z Bajek robotów i z Pirksa. Byłem zafascynowany, więc wkrótce sam to czytałem. Nawiasem, jeśli chodzi o Czarne okręty – tata przeczytał nam w tym samym trybie CAŁOŚĆ historii o Białowłosym, wszystkie cztery tomy! :) W każdym razie u mnie Lem był nawet przed Tolkienem.

O istnieniu tych wszystkich Peteckich, Broszkiewiczów i Zajdli nie miałem za młodu pojęcia, a szkoda, bo myślę, że gdybym miał, wcześniej zacząłbym dużo czytać. A tak – do aktywniejszego zainteresowania się fantastyką pisaną skłonił mnie dopiero kwartalnik “Mała Fantastyka”.

Przez większość podstawówki zajmowały mnie głównie komiksy (z ŚM pamiętam Binio Billa i Tajfuna… no i “Tomik”, kącik astronomiczny). A potem rynek zalały tłumaczenia anglojęzycznych klasyków fantastyki… To początek złotego wieku :) Nigdy wcześniej nie było tyle do czytania ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Masz rację, Szyszkowy, to raczej smutne, w każdym razie te dwa wyimki, ale naprawdę gorsze – najgorsze – jest to, że podłe feniksy przewróciły jakąś panią pod tym linkiem, pewnie się potłukła :(

A żeby nie było offtopu i ponieważ zasługują, gratuluję dogsdumpling i kam_mod :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ładne poema, fachowe sprawozdanie :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przewidywalne, ale spox.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Miałem nadzieję, że charakterystyczne słownictwo (teor, fraa, Bezmian) będzie wystarczającą wskazówką. I ostatecznie się nie zawiodłem. lk, zadajesz :)           

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pośledzę.

A, czekaj, przecież i tak mi ten temat gwiazdkuje :) W każdym razie – wyrażam zainteresowanie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nikt nic?

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Gdybym się dokładniej w czytat wcytacił, tobym zwątpił. Naprowadził mnie Szymp.

Zagadka:

– Przyznaję, że nie jestem teorem – mówiła tymczasem w messalanie Ignetha Foral. – I muszę wam powiedzieć, że im dłużej was słucham, tym mniej rozumiem twoje stanowisko, fraa Lodoghirze. Trzy jest liczbą pierwszą: jest nią dzisiaj, było nią wczoraj, było nią przed miliardem lat, kiedy jeszcze nie istniał mózg, który mógłby o niej pomyśleć, i będzie nią jutro, nawet jeśli wcześniej wszystkie mózgi zostaną unicestwione. "Pierwszość" liczby nie ma nic wspólnego z naszymi umysłami.

– Przeciwnie – upierał się Lodoghir. – To my w naszych umysłach definiujemy liczby pierwsze.

– Każdy teor zajmujący się tymi zagadnieniami prędzej czy później dochodzi do konkluzji, że cnoöny istnieją niezależnie od tego, co akurat dzieje się lub nie dzieje w głowach ludzi – odezwał się Paphlagon. – Wynika to z zastosowania Bezmianu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Opowiadanie Wattsa, nie pamiętam tytułu. Miało kontynuację publikowaną w NF.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A jednak przeczytałem do końca.

 

Jeszcze dwie drobne uwagi:

 

Gwiazdy świeciły jasno, przez niebo przemknęła kometa.

Kometa nie przemyka tak hop-siup. Może daj zamiast tego jasny meteor czy cuś.

 

Piramida – po polsku oznacza ostrosłup o podstawie kwadratowej (albo budowlę o zbliżonym kształcie), a z Twoich opisów wynika, że nazywasz tak czworościan.

 

 

Ładnie napisane. Może tylko trochę, hm, niewyraźnie. To może być czysto subiektywne, ale mam wrażenie, że skupiasz się bardziej na gładkości i oszczędności fraz niż na klarowności i płynności przekazu, przez co chwilami trudno mi się "W świetle gwiazd…" czytało. Sądzę też, że miejscami Twój język staje się zbyt techniczny (pozbawione białkówek jamy) czy wyszukany (niepokój wyszczerzył spiłowane zęby), nieadekwatnie do nastroju – podobne słownictwo nie sprzyja budowaniu obawy przed nieokreślonym, sprawia, że czytelnik "odrywa się" od opisywanych wydarzeń i kieruje myśli ku racjonalnemu światu lub analizuje językową biegłość autora. Mająca budzić grozę scena traci moc. Nie zamierzam się upierać, że wspomniane dwa sformułowania musisz poprawić, ale przetraw to. Co więcej, mimo wątpliwości, ten niepokój jednak bym zostawił (w sumie fajne zdanie). Chociaż tutaj w dodatku się cofałem, ponieważ nie spodziewałem się, że subtelne uczucie zostanie tak gwałtownie animizowane. Gdyby to był po prostu strach… No, sam przemyśl sprawę.

Mniej więcej od połowy, to znaczy od momentu, kiedy przez Izę zaczął przemawiać obcy (starzec?), klimat tego opowiadania zaczął mnie wreszcie wciągać. Poza ponurym klimatem horroru: z potworem w postaci UFO, odpowiednią scenerią oraz typowymi dla tego typu opowiastek bohaterami (uważam, że zostali dobrze skonstruowani – o tyle, że właściwe wypełnają swoje role) – nie znalazłem tutaj wiele. Ale to w porządku.

Dobra. Mógłbym napisać, że jestem już duży. Że bardziej od wyimaginowanych strachów obawiam się rzeczy zupełnie przyziemnych, na przykład, że popełnię błąd przy wypełnianiu formularza podatkowego. To prawda. Niektórzy na portalu (o czym z pewnością dobrze wiesz) lubią podsumowywać wszelkie okołohorrorowe teksty komentarzem typu: nie bałem się, więc o co kaman, horrory są dla tych, co się boją.

;)

 

Z tym że większość dorosłych niewątpliwie czyta horrory nie po to, aby się przerazić. Czytają je, ponieważ przemawia do nich specyficzna poetyka opowieści grozy, bo chcą się wprawić w nastrój. Jaki nastrój? Ano na przykład taki, któremu towarzyszy wrażenie, że nawet w uporządkowanym przez cywilizację świecie, za bastionami wiedzy oraz codziennego doświadczenia, gdzieś na granicy postrzegania czai się coś okropnego. Wrażenie pozwalające przez chwilę spojrzeć na świat inaczej. W każdym razie muszę przyznać, że czytając "W świetle gwiazd…", raz albo może nawet dwa – spojrzałem inaczej.

Dlatego, mimo że horror nie jest moim ulubionym gatunkiem, doceniam, Primagenie, co tutaj zrobiłeś.

 

Niemal od początku domyślałem się, że starcem jest Marek (może za dużo książek już przeczytałem, żeby podobne rzeczy mnie zaskakiwały). I chyba miałem rację, choć – jeżeli dobrze rozumiem – on sam się ostatecznie nie zorientował. Wobec tego nie jestem pewien, czy końcówka pozostawia jakąś nadzieję. Według mnie i tak pozostawia. Nie mam tylko pewności, jaki był Twój zamysł. A w sumie to jestem ciekaw.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Doczytałem do “Druga z najjaśniejszych gwiazd naszego nieba (…)”. Trochę dziwnie (i niejednoznacznie) ujęte, lepiej by było: druga co do / pod względem jasności albo nieco mniej starannie: druga najjaśniejsza. Niby to tylko kwestia dialogowa, niemniej zmieniłbym.

Ponadto Wega jest druga tylko kiedy nie widać Syriusza, a na połudnowej półkuli nieba jaśniejsze są jeszcze Kanopus i Toliman (Alfa Centauri).

Tak więc nawet jeśli uznamy, że “nasze niebo” oznacza część firmamentu obserwowalną z Polski, to stwierdzenie ojca Izy się nie broni.

No i pamiętajmy, że – tak w ogóle – najjaśniejszą gwiazdą na niebie jest Słońce. Niby z kontekstu wynika, że chodzi o nocne widoki, ale też w podobnych sytuacjach zawsze ktoś Ci o tej tak zwanej gwieździe dziennej przypomni.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dużo ludzi i do tego dwa kościotrupy ;) Działo się. Dziękuję wszystkim za super spotkanie :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Iluzjo :)

Jeśli wszyscy się przebierzecie, to obiecuję przybyć nawet jutro ;D

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No właśnie nie ;) Nie przez Radom czy Kutno, tylko prosto do celu. Taka niespodzianka.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Róbcie, będzie śmiesznie.

Z radością odkryłem, że pociągi między Wawą a Łodzią wreszcie zaczęły jeździć tak, jak powinny, to znaczy szybko i do późna. Przymierzam się do drugiego terminu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bezwzględnie się nie tępi. Jeżeli to jest na przykład 471 Oddział Piechoty i występuje w tekście dwadzieścia razy, śmieszne byłoby upieranie się, że trzeba go pisać słownie. A domaganie się przekładania na wyrazy cyfr ze złożonych kodów – nawet jeśli to kody z dialogów – uważam za bezsensowną upierdliwość. Moje doświadczenie z beletrystyką mówi, że w dialogach też czasem występują cyfry (wystarczy zajrzeć choćby do “Niezwyciężonego” Lema). Należy ich unikać, ale nie nade wszystko.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Początek trochę nudny, ale nawet ciekawa ta fobia. Końcówka trochę niewyraźna, ale wreszcie coś się dzieje. Ostatni akapit trochę jakby z Ellisona, ale nawet pasuje.

Generalnie, jak na taki okazyjny tekścik na szybko, to całkiem OK. Fajnie, że ktoś podjął wyzwanie ;)

wilk-zimowy?

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Czemu nie chcesz rozbijać? To może: “odgłosy wydawane przez zwierzęta”? Albo po prostu “gdakanie i meczenie” – czytelnik chyba domyśli się, że to dźwięki pochodzące od zwierząt ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nowa Fantastyka