Profil użytkownika

The next Monday, when the fathers were all back at work, we kids were playing in a field. One kid says to me, “See that bird? What kind of bird is that?” I say, “I haven’t the slightest idea what kind of a bird it is.” He says, “It’s a brown-throated thrush. Your father doesn’t teach you anything!”

But it was the opposite. He had already taught me: “See that bird?” he said. “It’s a Spencer’s warbler.” (I knew he didn’t know the real name.) “Well, in Italian, it’s a chutto lapittida. In Portuguese, it’s a bom da peida. In Chinese, it’s a chung-long-tah, and in Japanese, it’s a katano tekeda. You can know the name in all the languages of the world, but when you’re finished, you’ll know absolutely nothing whatever about the bird [...] So let’s look at the bird and see what it’s doing—that’s what counts.”

                                   —R.P. Feynman


komentarze: 2148, w dziale opowiadań: 1394, opowiadania: 634

Ostatnie sto komentarzy

Posłużę się linkiem do Wikipedii, jako że tak najprościej, a w dodatku groza bycia oskarżonym o popełnianie rymów gramatycznych została tam uprzejmie i słusznie złagodzona (”Rymy gramatyczne są uważane za łatwe, jednak używają ich również najwięksi poeci”) ;)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rym_gramatyczny

Standard to ponoć ok. 30% rymów gramatycznych w utworze (ktoś kiedyś policzył średnią z wierszy Mickiewicza i tyle wyszło). Dobre, nie? Utwór jako roztwór.

Tak czy inaczej, kompetentny poeta powinien unikać zanudzania czytelnika monotonnymi RG ;) Niedobrze jest gromadzić ich za dużo w jednym miejscu i jechać po nich ciągiem.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sztukmistrz – واحد (jeden)

Piraci – h / 2π (=~ zero)

 

Pod względem formy oba wiersze dość chaotyczne i niedopracowane. Nadmiar gramatycznych rymów to zło, bo się kojarzy z discopolo ;)

W przypadku “Sztukmistrza” pewien brak dyscypliny można wybaczyć, ponieważ autor nadrabia realizacją głównej sceny (dynamiczna, miodna, pięknie rozpala się i bucha :D), fabułą (spójną), a także humorem i autoironią.

Z kolei autorowi “Piratów” udało się stworzyć nastrój romantycznej melancholii. Niestety, przedstawiona w utworze wizja jest nazbyt mętna, a poza tym ja generalnie nie gustuję w takim quasi-naukowym czary-mary.

Dlatego punkt ode mnie dostaje wiersz numer jeden.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Berylu, czytelnicy mogą czuć się rozczarowani, że urwałeś historię w takim momencie. Poszukiwacze nie załatwili drania, nie ma katharsis. Z drugiej strony – śmierć starego można by odczytać jako sugestię, że nie będzie wyników Grafomanii 2018. Nigdy. Czyli (po zastanowieniu): otwarte zakończenie to w tym wypadku mądry wybór.

;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wciąga. Czyta się.

Przymusowy online – dobre.

Niezłe zwroty akcji.

Zakończenie nagłe, otwarte i zalatuje trochę diabłem z maszyny (bardziej jednak diabłem niż maszyną). OK, można finiszować również w taki sposób. Przynajmniej nie zabiłeś głównego bohatera – ni stąd, ni zowąd, byle tylko postawić ostatnią kropkę. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bardzo to mojemu szortowi schlebia, dzięki :) Może nawet za bardzo. Wampir Czasu aż się wyszczerzył, a Pan Tik-Tak jakby szybciej tyka… Straszne.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niby nic spe­cjal­ne­go, po pro­stu krót­kie uję­cie znanego mo­ty­wu (najbardziej chyba eksploatowanego w latach 60. – 80., kiedy na za­cho­dzie wez­bra­ła wy­so­ka fala an­ty­kul­tu­ro­cen­try­zmu).

Ktoś by zatem po­wie­dział, że to już było, że w bar­dziej wy­ra­fi­no­wa­nych for­mach oraz że na­le­ża­ło­by stwo­rzyć więk­szą wizję i roz­wi­nąć jej okre­ślo­ne aspek­ty, w szcze­gól­no­ści bo­ha­te­rów [edit: no pro­szę, Bar­niusz wła­śnie to za­su­ge­ro­wał przed chwilą], bo dzisiaj tak trze­ba i tyle. Ale to tylko szort w końcu. W każdym razie, być może trochę ze względu na sentyment do klasyki, spodobał mi się ten tekścik.

A w ogóle – wszystko napisał już wspaniały mr.maras, moje myśli pobiegły podobnymi ścieżkami. Nawet bibliotecznego klika za mnie załatwił ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niespecjalnie czuję potrzebę, żeby coś tu analizować pod kątem superhiperwiarygodności* lub fajności motywów. Powtórzę więc tylko za Fizykiem111: przyjemnie się czytało.

 

*) Przepraszam Fizyka, sceptycyzm względem postaci dyrektorki zrozumiały. Niemniej, kiedy wrócę pamięcią do czasów szkolnych i przypomnę sobie niektóre patologiczne zachowania nauczycieli…

 

Wskażę też jedną usterkę, ponieważ ten szczególny przypadek jest przez tutejsze patrole – wyczulone skądinąd na każde odstępstwo od normy – często podczas łapanek pomijany. Mimo że powinien rzucać się w oczy.

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej. – Roześmiała się Ania.

Kłuje.

Powinno być:

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej. – Ania się roześmiała.

Ew.: (…) – Ania roześmiała się.

Dopuszczalne:

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej – roześmiała się Ania. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Będę 13.15 – 13.20. Więc nie śpiesz się :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Podsumowanie. Miejsce: Kafka. Dzień: dzisiaj! Godzina: 13.30  (żeby nikt nie musiał się spieszyć).

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Świetny plan, Finklo! Że też sam o tym nie pomyślałem :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

O, i to jest właściwy odbiór! ;) Ad PS: Kilku znanych reżyserów teatralnych już nad nią pracuje. Premiery spodziewam się wiosną w Narodowym.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Można, zajrzyj pod link. A gdyby to nie wystarczyło – kilka kroków dalej jest taki kameralny lokalik: Pizza e Pasta :)

EDIT: Prawdziwa z CIebie sowa, Bellatrix ;P Nie wiem, co na to Drakaina, ale proponuję kompromis. 13.15? 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Idziesz Oboźną, mając po lewej główny kampus UW, potem, przy parku (Park Kazimierzowski), ulica biegnie ostro w dół. Tuż za stromizną, po prawej, zobaczysz Kafkę.

13 OK :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jak ostatnio byłem w Kafce, to dało się kupić między innymi cydr. Piwo chyba też, nie jestem pewien, nie piłem. No i na stronie piszą coś o winach. Inna opcja: umawiamy się pod bramą kampusu UW i tam ustalamy dalszy plan ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Gdzie tam sympatyczne – czysta groza ;) A poza tym króciutkie, więc rzeczywiście nie ma się nad czym rozwodzić. Dzięki.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wybaczcie obcesowe “to”. Aha, 3 kwietnia będzie niestety długo po urodzinach. Trudno, kupi się przy innej okazji (albo i bez niej). No i gratulacje oczywiście :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mój bratanek ma fazę na grecką mitologię i Percy’ego Jacksona. Może mu to kupię na dwunaste urodziny (na dniach)?

Okładka super. Powinna przyciągnąć młodych.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Luźne myśli:

Pierwszy tryptyk. Młotek, jakie to typowe dla agentów rosyjskiej władzy. Stwosz prawie jak Trocki ;)

Drugi. Miałem nadzieję, że to jednak będzie Maria Magdalena. I na niespodziankę w tytule ostatniego rozdziału. (Ale tak też jest dobrze).

OK.

Pierwszy tryptyk ładny, pachnący żywym drewnem. Tradycyjny zwrot w finale; niewesoły i logiczny.

Drugi nawet bardzo ładny, starannie szlifowany. Gęstość treści i technicznej terminologii może przytłoczyć, ale zanurza w obcym świecie, nastraja głębiej. Niezła konkluzja; na ponurą nutę.

Tutaj się zatrzymałem:

– Zaśnięcie? Nikt dotąd nie próbował.

Ja zacznę.

W każdym razie drugi tryptyk u mnie wygrywa. Niemniej “Wit Stworzyciel” również zasługuje na wyróżnienie, dam mu 1 pkt. Formalnie – za pierwszy rozdział.

 

Wit Stworzyciel – – – – 1

Zaśnięcie…– – – – – – – 2

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Racja, Regulatorzy, oddajmy Primowi, co Chumowe. Sy, Glyneth7, NWM, dzięki :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tak, powinienem się zorientować. Zrzućcie to na karb mojego roztrzepania :)

Staruchu, zwyczajnie olej pierwszy akapit w tamtym poście.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zdziwiło mnie, że pytasz starożytników o odpowiedniość słów, które powstały stosunkowo niedawno. Nic nie mam do Twojego fiction.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pytanie o odpowiednik trochę dziwne. W antycznej Grecji i Rzymie nie znano przecież okularów.

Rozumiem, że akcja Twojego opowiadania toczy się w alternatywnej starożytności. Wobec tego sięgnąłbym do słownika staro-, a nie nowogreckiego (do źródłosłowu greckich okularów):

https://en.wiktionary.org/wiki/%E1%BD%95%CE%B1%CE%BB%CE%BF%CF%82#Ancient_Greek

Tu znajdziesz ὕαλοι (liczba mnoga od kryształ / szkło / kryształowa wypukła soczewka), czyli hüaloi, hualoi, hyaloi lub hialoi.

Ciekawostka spod hasła “perspicillum” (również z Wiki):

Etymology:

Coined by Galileo in Sidereus Nuncius in 1610.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Barniuszu, rad jestem, że się posiliłeś. Tarnino, to dobrze, że się nie poharatałaś.  

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dla mnie niedziela trochę trudniejsza niż sobota. Do 19.00 gram w piłkę na Pradze, ale na 20.00 bym się wyrobił. W okolicach Krakowskiego Przedmieścia – mnóstwo lokali. Obserwuję mały entuzjazm, ufam jednak, że warszawscy fantaści jeszcze się ockną i że będzie impreza ;) Na miarę Łodzi, Krakowa czy Wrocławia… Pobudka! :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

W takim razie naprawdę muszę popracować nad klarownością wypowiedzi :)

 

EDIT:

 

OK, mój pomysł podpięcia się pod oficjalne reguły upada, Gu + nieme y się nie broni. Wg słowników standardowe odczytanie brzmi [gi] nie [gü] (jak zakładałem). BTW – również nie [gii] ani [güi], ale nawet [gi] uświadamia mi, że końcowe "y" jest tu czynne. Rozpędziłem się.

Dla francuskiej wymowy czy zapis jest Gui czy Guy nie ma znaczenia, to tak w kwestii “j”.

Rzeczywiście, Drakaino.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

nie wiedziałam, że to imię istnieje również w wersji Gui

Bo nie czytasz uważnie moich postów :(

Cały czas mam też wątpliwość, czy załapałaś, że Twojej mianownikowej wymowy Guya (nieważne, czy chcesz go czytać przez i, czy przez i okrągłe) wcale nie zamierzałem podważać.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

W oryginalnej wymowie w Carnocie też na końcu nie ma spółgłoski. Ani nie ma jej w Louisie.

No jak chcesz.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Marlow, Ninedin, Pietrek L. – dziękuję za komentarze :)

Pisz więcej

Dźwięczny za zachętę.

Jest taki utwór Queens Of The Stone Age – „The Vampyre of Time and Memories”… Znasz?

Muszę przyznać, że nie znałem. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie zmienia.

<edit> Chociaż po przejrzeniu reguł w SJP PWN widzę, że poloniści rzeczywiście inaczej podchodzą do imion niż do nazwisk. Niepotrzebna komplikacja… Istotna chyba tylko dla tych, którzy uczą się prawideł z podręczników, nie z literatury i żywego języka. Tak czy inaczej, nawet dr Grzelnia w podlinkowanej przez Ciebie poradzie dopuszcza odmianę imienia Guy (przynajmniej w piśmie). </edit>

W wymowie (tej, którą słyszałam od bliskich jednego znajomego Belga) nie ma j.

Przecież właśnie o to chodzi, że nie musi być…

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Odnosząc się do linku.

A Carnot (ten od silnika) to się niby nie kończy na akcentowaną samogłoskę? Powszechnie się go jednak odmienia – w przypadkach zależnych mamy wówczas Carnota, Carnotowi… ([karnota], [karnotowi]…). Po prostu na potrzeby odmiany wolno nam “uaktywnić” spółgłoskę niemą. Reguła mądra i praktyczna.

Wystarczy zatem potraktować “y” jako [j], co raczej się narzuca, i już można nazwisko “Guy” deklinować. Zarówno w mowie, jak i w piśmie…

Przyznaję, że to [j] jest dyskusyjne – ze względu na etymologię. Wiktionnaire starofrancuską wersję omawianego imienia odtwarza jako “Gui” :/ Czyli historycznie nie znajdziemy tam spółgłoski. Tylko czy podobne uzasadnianie jest w ogóle konieczne? To pewnie zależy od tego, czy ktoś woli zapewnić komfort czytelnikowi, czy lingwiście. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Finklo :) No trudno.

Dogsdumpling, dla chóru wąpierz, gdzie indziej wampir. Nic nie zmieniałem :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Blacktom – ano, ano. Życie to nie bajka, to bitwa ;)

Finklo, no jasne, sympatyczne! Dobre sobie. Wiem, że jesteś nieustraszona. Jednak nawet Ciebie podczas czytania tego dramatu powinien nawiedzić przytłaczający egzystencjalny niepokój ;P

Dogsdumpling, ale że co się miało stać? Kiedy ostatnio sprawdzałem, ucztował sobie w najlepsze.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ale jak to, miałem nadzieję, że jeśli uśmiech, to przez łzy, jeżeli śmiech, to przez szczękające ze strachu zęby ;)

Krikos, CM – dzięki. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zaskakująco dobry odbiór. Z drugiej strony, czytając Wasze komentarze, mam dziwne wrażenie, że trochę za mało się boicie :>

Tak czy inaczej, dziękuję Wam, Łaskawe Koleżanki :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Poprawione.

Dzięki, to super, że tak uważasz :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję, Chrościsko, wzbogaciłeś moją wiedzę :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Lektura komentarzy okazała się dla mnie prawie równie ciekawa, jak samo opowiadanie. I stwierdzam, że chyba już wszystko zostało omówione przez przedpiśców ;) Mając zasię świeżo w pamięci świetną skądinąd analizę-opinię mr.marasa, i jakże rozbudowaną, nie powstrzymam się i zapytam go o jeden drobiazg:

Narracja (…) jest jednak współczesna w ogólnej formie, a dobitnie to podkreślają liczne konstrukcje, język i wyrażenia typu "wysikać", "treść żołądka" itp.

Jak się więc kiedyś informowało o konieczności oddania moczu? W jaki sposób należałoby taką potrzebę sformułować, żeby nie wyszło zbyt współcześnie? “Idę zrobić siusiu”? No raczej jednak nie. Nieuchronnie będzie to jakieś poprzedzone odpowiednim przedrostkiem lanie, sikanie, pryskanie. Chyba że ktoś lubi się bawić w kreatywne eufemizmy. “Treść żołądka” też imo nie nosi piętna współczesności.

W każdym razie ja bym się języka nie czepiał, moim zdaniem styl opowiadania jest bardzo dobry, równy i konsekwentny.

 

Jak napomknąłem wyżej, chyba już wszystko zostało omówione. Swoje odczucia podsumuję zatem krótko: podobało się, zwłaszcza że ja z tych, którzy lubią starogreckie klimaty. Przy czym, jak kilka innych osób, miałem drobne zawahanie na początku. Pomyślałem: ładnie napisane, ale forma przeważa nad niezbyt absorbującą treścią. Potem jednak było z górki. Począwszy od ofiary stugłownej (mocna scena) cały czas działo się coś interesującego; końcówka również mnie nie zawiodła.

Co do elementu fantastycznego. Krokodyle nilowe zaciskają szczęki bodaj najsilniej ze wszystkich zwierząt na Ziemi. W tej sytuacji nie ma innego wyjaśnienia – były pirat to rzeczywiście sam mityczny Herakles. Inaczej bym tej akcji z rozwieraniem paszczy nie przełknął ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

“Wybrany” przywołuje dość oczywisty motyw, znany choćby z Ewangelii Judasza. Miałem nadzieję, że na oczywistości się nie skończy i że w ramach puenty Autor wykręci jakiś lepszy numer. Cóż, zawiodłem się.

Natomiast “Roproszą się pasterze” zdecydowanie mi się podoba. Tekścik jest oryginalny, zgrabny i dowcipny.

Punkt dla “Rozproszą…”.    

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sen i jaskinia – dwa ładne, nastrojowe obrazki.

Jakieś emocje są: obawa i poczucie straty śniącego, smutek dziewczyny. Czyli nie napiszę, że tekst beznamiętny. Chociaż wiadomo: mogłaś te emocje bardziej unaocznić, zaczepić w konkretach.

Zmieniłbym partnera na towarzysza. Zauważyłem, że wcześniej pojawiła się “towarzyszka”, ale to nawet pasuje – w końcu bohater we śnie pomieszał ze sobą tych dwoje.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zabrzmi to banalnie, ale mnie zazwyczaj bardziej interesowała fabuła niż poziom tłumaczenia. Z Pana światła, poza wszystkim, dowiedziałem się paru rzeczy o hinduskich wierzeniach i mitologii. Przyjemne z pożytecznym :) Chociaż dziś zdaję sobie sprawę, że transkrypcja nazw w tej książce (w wydaniu) była trochę lewa.

A Donaldson pojawił się przecież dosyć późno, do tego czasu zdążyłem się naczytać fantasy od kija. Covenant, choć ciężki, wciągnął mnie, wywarł na mnie duże wrażenie. Kane – tutaj nasze światy przylegają: przy pierwszym podejściu uznałem, że jest bardzo taki sobie. Za to po latach, kiedy doceniłem przekorę Wagnera, miałem nawet na Kane'a małą fazę.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Znalazłem Tapatiki na półce, kiedy miałem jakieś dziesięć – jedenaście lat (wydanie ente, cztery części w dwóch tomach). Wydawały mi się już wtedy trochę dziecinne, ale i tak przeczytałem je z zainteresowaniem. Pośród nieskończoności zapełniających regały książek nie było (niestety) wielu, których akcja toczyłaby się w kosmosie. Wcześniej tata przeczytał nam na dobranoc (mnie i bratu) parę kawałków z Bajek robotów i z Pirksa. Byłem zafascynowany, więc wkrótce sam to czytałem. Nawiasem, jeśli chodzi o Czarne okręty – tata przeczytał nam w tym samym trybie CAŁOŚĆ historii o Białowłosym, wszystkie cztery tomy! :) W każdym razie u mnie Lem był nawet przed Tolkienem.

O istnieniu tych wszystkich Peteckich, Broszkiewiczów i Zajdli nie miałem za młodu pojęcia, a szkoda, bo myślę, że gdybym miał, wcześniej zacząłbym dużo czytać. A tak – do aktywniejszego zainteresowania się fantastyką pisaną skłonił mnie dopiero kwartalnik “Mała Fantastyka”.

Przez większość podstawówki zajmowały mnie głównie komiksy (z ŚM pamiętam Binio Billa i Tajfuna… no i “Tomik”, kącik astronomiczny). A potem rynek zalały tłumaczenia anglojęzycznych klasyków fantastyki… To początek złotego wieku :) Nigdy wcześniej nie było tyle do czytania ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Masz rację, Szyszkowy, to raczej smutne, w każdym razie te dwa wyimki, ale naprawdę gorsze – najgorsze – jest to, że podłe feniksy przewróciły jakąś panią pod tym linkiem, pewnie się potłukła :(

A żeby nie było offtopu i ponieważ zasługują, gratuluję dogsdumpling i kam_mod :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ładne poema, fachowe sprawozdanie :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przewidywalne, ale spox.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Miałem nadzieję, że charakterystyczne słownictwo (teor, fraa, Bezmian) będzie wystarczającą wskazówką. I ostatecznie się nie zawiodłem. lk, zadajesz :)           

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pośledzę.

A, czekaj, przecież i tak mi ten temat gwiazdkuje :) W każdym razie – wyrażam zainteresowanie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nikt nic?

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Gdybym się dokładniej w czytat wcytacił, tobym zwątpił. Naprowadził mnie Szymp.

Zagadka:

– Przyznaję, że nie jestem teorem – mówiła tymczasem w messalanie Ignetha Foral. – I muszę wam powiedzieć, że im dłużej was słucham, tym mniej rozumiem twoje stanowisko, fraa Lodoghirze. Trzy jest liczbą pierwszą: jest nią dzisiaj, było nią wczoraj, było nią przed miliardem lat, kiedy jeszcze nie istniał mózg, który mógłby o niej pomyśleć, i będzie nią jutro, nawet jeśli wcześniej wszystkie mózgi zostaną unicestwione. "Pierwszość" liczby nie ma nic wspólnego z naszymi umysłami.

– Przeciwnie – upierał się Lodoghir. – To my w naszych umysłach definiujemy liczby pierwsze.

– Każdy teor zajmujący się tymi zagadnieniami prędzej czy później dochodzi do konkluzji, że cnoöny istnieją niezależnie od tego, co akurat dzieje się lub nie dzieje w głowach ludzi – odezwał się Paphlagon. – Wynika to z zastosowania Bezmianu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Opowiadanie Wattsa, nie pamiętam tytułu. Miało kontynuację publikowaną w NF.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A jednak przeczytałem do końca.

 

Jeszcze dwie drobne uwagi:

 

Gwiazdy świeciły jasno, przez niebo przemknęła kometa.

Kometa nie przemyka tak hop-siup. Może daj zamiast tego jasny meteor czy cuś.

 

Piramida – po polsku oznacza ostrosłup o podstawie kwadratowej (albo budowlę o zbliżonym kształcie), a z Twoich opisów wynika, że nazywasz tak czworościan.

 

 

Ładnie napisane. Może tylko trochę, hm, niewyraźnie. To może być czysto subiektywne, ale mam wrażenie, że skupiasz się bardziej na gładkości i oszczędności fraz niż na klarowności i płynności przekazu, przez co chwilami trudno mi się "W świetle gwiazd…" czytało. Sądzę też, że miejscami Twój język staje się zbyt techniczny (pozbawione białkówek jamy) czy wyszukany (niepokój wyszczerzył spiłowane zęby), nieadekwatnie do nastroju – podobne słownictwo nie sprzyja budowaniu obawy przed nieokreślonym, sprawia, że czytelnik "odrywa się" od opisywanych wydarzeń i kieruje myśli ku racjonalnemu światu lub analizuje językową biegłość autora. Mająca budzić grozę scena traci moc. Nie zamierzam się upierać, że wspomniane dwa sformułowania musisz poprawić, ale przetraw to. Co więcej, mimo wątpliwości, ten niepokój jednak bym zostawił (w sumie fajne zdanie). Chociaż tutaj w dodatku się cofałem, ponieważ nie spodziewałem się, że subtelne uczucie zostanie tak gwałtownie animizowane. Gdyby to był po prostu strach… No, sam przemyśl sprawę.

Mniej więcej od połowy, to znaczy od momentu, kiedy przez Izę zaczął przemawiać obcy (starzec?), klimat tego opowiadania zaczął mnie wreszcie wciągać. Poza ponurym klimatem horroru: z potworem w postaci UFO, odpowiednią scenerią oraz typowymi dla tego typu opowiastek bohaterami (uważam, że zostali dobrze skonstruowani – o tyle, że właściwe wypełnają swoje role) – nie znalazłem tutaj wiele. Ale to w porządku.

Dobra. Mógłbym napisać, że jestem już duży. Że bardziej od wyimaginowanych strachów obawiam się rzeczy zupełnie przyziemnych, na przykład, że popełnię błąd przy wypełnianiu formularza podatkowego. To prawda. Niektórzy na portalu (o czym z pewnością dobrze wiesz) lubią podsumowywać wszelkie okołohorrorowe teksty komentarzem typu: nie bałem się, więc o co kaman, horrory są dla tych, co się boją.

;)

 

Z tym że większość dorosłych niewątpliwie czyta horrory nie po to, aby się przerazić. Czytają je, ponieważ przemawia do nich specyficzna poetyka opowieści grozy, bo chcą się wprawić w nastrój. Jaki nastrój? Ano na przykład taki, któremu towarzyszy wrażenie, że nawet w uporządkowanym przez cywilizację świecie, za bastionami wiedzy oraz codziennego doświadczenia, gdzieś na granicy postrzegania czai się coś okropnego. Wrażenie pozwalające przez chwilę spojrzeć na świat inaczej. W każdym razie muszę przyznać, że czytając "W świetle gwiazd…", raz albo może nawet dwa – spojrzałem inaczej.

Dlatego, mimo że horror nie jest moim ulubionym gatunkiem, doceniam, Primagenie, co tutaj zrobiłeś.

 

Niemal od początku domyślałem się, że starcem jest Marek (może za dużo książek już przeczytałem, żeby podobne rzeczy mnie zaskakiwały). I chyba miałem rację, choć – jeżeli dobrze rozumiem – on sam się ostatecznie nie zorientował. Wobec tego nie jestem pewien, czy końcówka pozostawia jakąś nadzieję. Według mnie i tak pozostawia. Nie mam tylko pewności, jaki był Twój zamysł. A w sumie to jestem ciekaw.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Doczytałem do “Druga z najjaśniejszych gwiazd naszego nieba (…)”. Trochę dziwnie (i niejednoznacznie) ujęte, lepiej by było: druga co do / pod względem jasności albo nieco mniej starannie: druga najjaśniejsza. Niby to tylko kwestia dialogowa, niemniej zmieniłbym.

Ponadto Wega jest druga tylko kiedy nie widać Syriusza, a na połudnowej półkuli nieba jaśniejsze są jeszcze Kanopus i Toliman (Alfa Centauri).

Tak więc nawet jeśli uznamy, że “nasze niebo” oznacza część firmamentu obserwowalną z Polski, to stwierdzenie ojca Izy się nie broni.

No i pamiętajmy, że – tak w ogóle – najjaśniejszą gwiazdą na niebie jest Słońce. Niby z kontekstu wynika, że chodzi o nocne widoki, ale też w podobnych sytuacjach zawsze ktoś Ci o tej tak zwanej gwieździe dziennej przypomni.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dużo ludzi i do tego dwa kościotrupy ;) Działo się. Dziękuję wszystkim za super spotkanie :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Iluzjo :)

Jeśli wszyscy się przebierzecie, to obiecuję przybyć nawet jutro ;D

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No właśnie nie ;) Nie przez Radom czy Kutno, tylko prosto do celu. Taka niespodzianka.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Róbcie, będzie śmiesznie.

Z radością odkryłem, że pociągi między Wawą a Łodzią wreszcie zaczęły jeździć tak, jak powinny, to znaczy szybko i do późna. Przymierzam się do drugiego terminu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bezwzględnie się nie tępi. Jeżeli to jest na przykład 471 Oddział Piechoty i występuje w tekście dwadzieścia razy, śmieszne byłoby upieranie się, że trzeba go pisać słownie. A domaganie się przekładania na wyrazy cyfr ze złożonych kodów – nawet jeśli to kody z dialogów – uważam za bezsensowną upierdliwość. Moje doświadczenie z beletrystyką mówi, że w dialogach też czasem występują cyfry (wystarczy zajrzeć choćby do “Niezwyciężonego” Lema). Należy ich unikać, ale nie nade wszystko.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Początek trochę nudny, ale nawet ciekawa ta fobia. Końcówka trochę niewyraźna, ale wreszcie coś się dzieje. Ostatni akapit trochę jakby z Ellisona, ale nawet pasuje.

Generalnie, jak na taki okazyjny tekścik na szybko, to całkiem OK. Fajnie, że ktoś podjął wyzwanie ;)

wilk-zimowy?

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Czemu nie chcesz rozbijać? To może: “odgłosy wydawane przez zwierzęta”? Albo po prostu “gdakanie i meczenie” – czytelnik chyba domyśli się, że to dźwięki pochodzące od zwierząt ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Z siedmioma Ewami nie miałem jeszcze przyjemności, ale zamierzam to nadrobić ;) (sorry, wieloludzie Hamiltona chyba mi padli na mózg). Jeżeli lubi się hard sf, Neala Stephensona z jego potężnymi wizjami można w zasadzie brać w ciemno. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

“Pustka: Ewolucja”. Trzeci, ostatni tom space opery Petera F. Hamiltona (poprzednie części to “Pustka: Sny” oraz “Pustka: Czas”).

Historia dzieje się na dwóch płaszczyznach:  pierwsza jest kosmiczna, typowa dla gatunku, a druga to tak naprawdę zwykłe fantasy. Zwykłe, a jednak niezwykłe, z niezłymi niespodziankami. Powinno przypaść do gustu fanom fantastyki baśniowej, mnie na przykład przypadło, bardzo.

Jak zawsze jestem pod dużym wrażeniem epickiej wyobraźni autora. Złożoność świata wypełnionego intrygującymi ludźmi (a także postludźmi, kosmitami, sztucznymi inteligencjami…), których losy ładnie się przeplatają, naprawdę robi wrażenie. A wątek romansu jednej z bohaterek z wielomężczyzną, panem Boveyem, po prostu rozwala ;D 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

> – Hej! Mateusz! – usłyszał za sobą, gdy wsuwał kluczyk w zamek. –> – Hej! Mateusz! – Usłyszał za sobą, gdy wsuwał kluczyk w zamek.

 

– Mati! – usłyszał za sobą znajomy głos. –> – Mati! – Usłyszał za sobą znajomy głos.

 

 

Dobrze było.

Miniporadnik Nazgula (vide ostatnie komentarze):

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Poradnia PWN:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Narracja-po-dialogach;18625.html

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Muczo muczas liter. Muczo świątecznie. To ja poproszę księżycówkę. Może być Księżycówka. Muczas grasias :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wszystkiego najlepszego :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Też myślę, że powinniśmy już odpuścić. Argumentów padło całkiem sporo. Wystarczy.

Finkla, nie prowokuj ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Staruchu, nie spieram się z Twoimi spekulacjami. Po prostu zwracam uwagę, że tamten fragment może być odebrany jako powielanie mitu. Jeśli Ci to nie przeszkadza, to OK.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Podobało mi się. Udatnie przedstawiłeś relację między narratorem i Lichodiejewem. Dobre tupnięcie w finale. Rewelacje po zniknięciu UFO, końcowe przemyślenia spójniaka – naprawdę ładnie to zaplanowałeś i przeprowadziłeś. Tajga jako metafora kosmosu też fajna. Dodatkowy punkcik za tytuł, zmyślnie sprzężony z treścią.

a to ona [cząstka Higgsa], ona nadaje masę wszystkiemu

No niestety, zgadzam się z Issanderem. Ten kawałek powinieneś zmienić. Zbyt jaskrawo stoi w sprzeczności z tym, co się wciąż powtarza. Fizycy wielokrotnie prostowali mit CMH (cała masa z higgsa), czy to w popnaukowych artykułach/książkach, czy to na popularnych wykładach [minuta 55. do 56.].

Oczywiście, zważywszy, że nie znamy teorii ostatecznej, a wywód Twojego narratora nie jest kompletny i nie musi być wierny, można na podobną drobiazgowość machnąć ręką. Ale nie warto, nie w tym przypadku. Weź po prostu pod uwagę, że wielu czytelników, którzy interesują się współczesną fizyką, pokręci głową. Naprawdę wielu, nie tylko ci, co to poszukują dziury w całym pod mikroskopem i na siłę.

 

W każdym razie: bardzo dobre opowiadanie. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A tak w ogóle – półpauzy? Kto to tak nazwał? Dla mnie to zawsze były myślniki ;).

> Staruchu, półpauza ma połowę długości pauzy, czyli myślnika. ;)

 

 

Się wtrącę: półpauzy jednak wolno nazywać myślnikami.

Kiedyś półpauza nie występowała w polskiej typografii, dlatego w słownikach pokutuje stara konwencja (myślnik = pauza).

Ale konwencja jest niejednolita:

 

Myślnik ma postać pauzy () lub półpauzy ().

Adam Wolański, Edycja tekstów, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2006

 

W poradni PWN:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Myslnik-pauza-minus;16280.html

 

Zgodzicie się chyba, że to podejście jest bardziej przejrzyste. Lepiej porządkuje pojęcia. Dzięki niemu od razu widzimy, że co innego forma graficzna znaku, a co innego pełniona przezeń funkcja.

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niektórzy zostali wykuci z kamienia

Raczej “w kamieniu”. Bo kamień nie metal (i kucie nie takie samo).

 

5:5

 

Wsysło i bardzo małe niedźwiedzie. A już szczególnie spodobała mi się końcówka. Świetny pomysł z tymi robakami, naprawdę klimatyczne bestie. Może są brzydkie i trochę straszne, ale muszę się zgodzić z Beatą, że w naszym świecie mamy gorzej. Pomysł ładnie rozwinięty.

Względem postaci nie mam zastrzeżeń.

Twój styl mi się podoba, jest przejrzysty, a tam, gdzie trzeba – precyzyjny i dosadny. Jasne, pójdź za radami Cobolda (zahaczyłem wzrokiem o jego komentarz). Jednak według mnie i tak piszesz lepiej niż większość “warsztatowców” – którzy zbyt obsesyjnie trzymają się różnych formalnych zaleceń. Nie idź ich drogą, to znaczy nie przegnij w dążeniu do perfekcji i poprawnościowego absolutu (który nie istnieje). Albo ujmę to inaczej: nie pozwól, żeby w Twojej głowie zagnieździł się obsesik nieustępliwy ;) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jak dla mnie "Panzerfaust" trochę przestrzelony. Kolejne Role bohatera zmieniają opowiadanie Zańki w coraz bardziej odrealnioną, filozoficzno-psychologiczną bajeczkę ("śniło mi się, że mogę wszystko – co pan na to, panie Freud?"). Może i taki był zamysł, niemniej imho cały ten Feist zbyt wysoko zaszedł. Ale postaci fajne, nawiązania spoko. No i niezłe poczucie humoru. Piekło Polaków najlepsze ("wróć, o co chodzi… a to dobre!"), piekło nazistów też mnie rozbawiło. Generalnie polecam, bo cokolwiek by pisać – opowiadanie nietuzinkowe.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

:) Dzięki.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie chciałem. Dlaczego? 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Belhaju, Tarnino, cześć Wam i dzięki :)

 

Tarnino, najpierw dałem "spośród", ale "spomiędzy" lepiej mi rytmi.

Mów mi hopeful monster. Albo (jeżeli nade wszystko cenisz sobie mowę ojczystą): rokujący nadzieję potwór.

W sumie imo fajniejsze, bardziej dopracowane było zdanko pierwotne, ale że MrBrightside wziął i je zakwestionował, to rozczasłem to na małe kawałki. No i OK, szczegóły można dopieszczać w nieskończoność, ale ja już schowałem dłuto, bo trzeba kiedyś powiedzieć "stop" i się na coś zdecydować.

 

CP, czyli Ty rzeczywiście z tych ostrożniejszych ;)

 

Ano, Tuwim to ogólnie wybitny facet był. Nic dziwnego, że znał się również na kawałach i piciu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OK, szkoda. Niemniej wyjaśnię, jak ja to widzę.

Kontrast z tradycyjną baśnią zamierzony. Sprzedawca wie, że król nie zna słowa, dlatego mówi "tak zwana". W tej wypowiedzi krótko podsumowuje sytuację i zaznacza, że nie zaszła żadna pomyłka. Jama ma szeroką perspektywę nadświatowca i zna różne dziwne pojęcia, takie jak (quasi-bankowe) konto czy właśnie śmierć kliniczna.

Dzięki :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

:) Pojedynki wciąż się toczą, a poziom jest wysoki.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Teyami, El Lobo, Regulatorzy, dziękuję Wam za komentarze :)

Reg, myślę, że nic się nie stanie, jeśli zdradzę, że tekst pochodzi z tego samego miniturnieju, co "Czy wiesz, komu patrzysz w oczy?" Suzuki M. Znanej skądinąd jako Helena Chaos :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Cóż za daleko posunięta ostrożność. Ale do pewnego stopnia zrozumiała, bo przecież wskutek zgubnego zamiłowania do hazardu wielu arystokratów roztrwoniło majątek pokoleń. Dlatego, jak mogę sobie wyobrazić, młodemu hrabiemu niejednokrotnie powtarzano: nie ryzykuj! ;)

Z drugiej strony:

Mówią, że ostrożność jest matką powodzenia. To nieprawda, bo gdyby była ostrożna, nie zostałaby matką. (Julian Tuwim)

Tak czy owak, jestem wdzięczny :)

 

<edit>

Aha… Załapałem z opóźnieniem. Pomyślałem, że ninja to facet, który usuwa opowiadania (co mi się, owszem, zdarza, ale tylko po dłuższym okresie pobytu tekstu na portalu). A Tobie chodziło o to, że nie komentuję wszystkich przeczytanych. Też prawda, ale ostatnio w ogóle niewiele z tutejszych opowiadań czytam w całości (więcej przeglądam). Inaczej komentowałbym częściej.

</edit>  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Miło mi to czytać, dzięki.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Finklo, no niestety, na to wychodzi. Nie ma zmiłuj ;)

*

MrBrightside – dziękuję za poświęcony czas.

 

> Skoro zdecydowałeś się na zapis myśli analogicznie do dialogu, to po didaskaliach także powinna znaleźć się krecha.

No nie. Klasycznie tego zamykającego myślnika się nie stawia. Podejrzewam, że niektórzy dostawiają go właśnie przez bezzasadne sugerowanie się dialogami.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/monolog-wewnetrzny;10328.html

Co innego, gdyby po “pomyślał sprzedawca” zabrakło kropki, bo wtedy byłoby to zdanie wtrącone.

 

Uważam, że pierwsze zdanie jest – mimo wszystko – wystarczająco składne i klarowne. Co do przecinków – zgadzam się o tyle, że nie są one konieczne absolutnie. Ale mam wrażenie, że takie rozwinięte/złożone przydawki lubią się czasem składniowo wytrącić, by móc się lepiej wtrącić ;) Czyli silniej zaznaczyć. Po napisaniu inkryminowanego zdania, po pierwszej analizie, też miałem co do niego (formalne) wątpliwości, po drugiej jednak uznałem: jest OK. A ponieważ typowy czytelnik raczej nie bawi się w rozkłady gramatyczne i nie przegląda z lupą słowa po słowie, frazy za frazą – nie przejmowałem się specjalnie osobami, które mogą dojść do (wg mnie) mylnych wniosków.

(Ostatecznie wprowadziłem drobne poprawki).

 

Jeśli chodzi o ten wywód zaczynający się od Kinga, to tutaj już zupełnie mnie nie przekonałeś.

 

Natomiast ogólny werdykt przyjmuję z pokorą :)

*

Enderku, taki młody żuk to jeszcze pusty. Jeżeli jednak on również umrze śmiercią kliniczną, wtedy pechowy duch raczej nie będzie się o niego targował ;) Dzięki.

*

W tajemnicy mogę Wam zdradzić, że nawet niektóre dorosłe ciała chodzą po świecie puste. To tak zwane p-zombie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki. Wydaje mi się, że w obu przypadkach przecinki opcjonalne, ale w pierwszym – zmienię.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nowa Fantastyka