Profil użytkownika

The next Monday, when the fathers were all back at work, we kids were playing in a field. One kid says to me, “See that bird? What kind of bird is that?” I say, “I haven’t the slightest idea what kind of a bird it is.” He says, “It’s a brown-throated thrush. Your father doesn’t teach you anything!”

But it was the opposite. He had already taught me: “See that bird?” he said. “It’s a Spencer’s warbler.” (I knew he didn’t know the real name.) “Well, in Italian, it’s a chutto lapittida. In Portuguese, it’s a bom da peida. In Chinese, it’s a chung-long-tah, and in Japanese, it’s a katano tekeda. You can know the name in all the languages of the world, but when you’re finished, you’ll know absolutely nothing whatever about the bird [...] So let’s look at the bird and see what it’s doing—that’s what counts.”

                                   —R.P. Feynman


komentarze: 2242, w dziale opowiadań: 1456, opowiadania: 665

Ostatnie sto komentarzy

Fizyku, dałeś się zwieść pozorom ;) Bailoucie, masz oczywiście rację: WJW, Aristoi i dobra. Ktoś zadaje :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No tak, to było do ustrzelenia. “Witajcie w małpiarni”. Zadaję.

 

– Po pierwsze, większość Demos i wielu Theraponów ma ograniczoną kontrolę nad swymi daimonami, więc nie potrafią ich w najlepszy sposób wykorzystać – zauważyła Zhenling. – Po drugie, masz wprawdzie agresywne daimony, ale… – spojrzała na niego przenikliwie – czy często spuszczasz je ze smyczy?

Mataglapa – nigdy, pomyślał Gabriel.    

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Aha.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Warto porównać z przypadkiem Daredevila. Tylko z nim nie każde badanie będzie możliwe, na MRI się nie zgodzi, bo hałas.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Brzmi jak jedno z opowiadań Vonneguta, z którego pamiętam wierszyk  (”Zboża nie siałem, butów nie szyłem, dzięki pigułce też nie grzeszyłem…”), ale tytułu – nie. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

pola Brodmanna – czy uszkodzenie 18 i 19 nie powinno wywoływać halucynacji?

O. I oto właśnie oryginalność, której w opowiadaniu zabrakło. W rzeczywistości nie było żadnego geparda, to jedynie halucynacja bohatera!

A tak serio – znane motywy są OK, nie wszystko musi być nowatorskie. W tej kryminalnej fabule nietypowy element stanowi cybergepard. Według mnie to zdecydowanie wystarczy, żeby nie uznać jej za wtórną.

Podobnie jak Drakaina nie lubię pić wody destylowanej, ja tu jednak czuję indywidualny smak. Biorąc pod uwagę krótkość formy (limit), bardziej natężam kubki smakowe :P

Nie wszystko było przewidywalne, bo opowiadanie nie musiało skończyć się dobrze. Cieszę się z happy endu – złe zakończenie byłoby tendencyjne ;) Chociaż czekaj, tam jest jakieś “jeśli”…

Wiki mówi, że (wielkokocie) pantery śnieżne też nie ryczą.

Bardzo dobre.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Który jest który? ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OK. Co do niewymienionych jeszcze nawiązań. W pierwszym zdaniu widzę oczywiście Kinga, Hohdowie wzięli nazwę od planety Hoth, na co wskazują tauntauny, węże z Arakis są znaczące, Melkora znają fani Tolkiena, a Labrys to raczej niespodziewane imię dla miecza. Wibranium jest znikąd, jak sądzę, po prostu luźne nawiązanie do mithrilu/adamantium/unobtainium. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dobra, jest humor, przymrużanie oka i okiem mruganie. Czyta się lekko i rzeczywiście można się parę razy uśmiechnąć. Kanoniczne nawiązania – spoko. No i mapka, ta jest odjazdowa. Ale to by było wszystko, co mogę o powyższej twórczości napisać. Gdyby nie puenta! Puenta rządzi :)

"Cały czas mam wrażenie, że coś podobnego kiedyś czytałem i popełniłem podświadomy plagiat. Ktoś pamięta?"

Nie. Chociaż… A może to jakiś cognitive bias? Niewykluczone, że "coś podobnego" było już dziewiętnaście razy. Krótkie formy literackie, paski komiksowe, a także pewien rodzaj wspomnianych przez Ciebie kreskówek – wszystkie uwielbiają żartobliwe puenty. A powstaje tego bez liku. Z drugiej strony może to jeden z tych konceptów, świetnych a prostych, co do których trudno uwierzyć, że ktoś już wcześniej na nie nie wpadł :)

*

Mnie Stygia kojarzy się jednak przede wszystkim z Conanem. Solarus? Dlaczego nie Solaris?  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Żegnaj[+,] Nowa Ziemio[-,] wolna od wad świata, który zostawili za rufą.

Bez drugiego przecinka, ponieważ bohater zwraca się do Nowej Ziemi takiej a takiej, nie żegna po prostu Nowej Ziemi, jaka by ona nie była, ale o której coś tam jeszcze można dodać.

 

Ponadto przeszkadza mi niespójność tego zdania. Jego konstrukcja sugeruje, że wadliwy świat zostawili za rufą jacyś ONI. Gdybyś z kolei użył pierwszej osoby liczby mnogiej, narzucałoby się, że Ziemię opuścili on i ona – wymarzona Nowa Ziemia, do której aktualnie bohater kieruje swe myśli.

Mógłbyś zmienić "zostawili" na "został". To rozwiązuje problem. Ale: uwaga na zaimki w zdaniu następnym.

 

Zaśniesz w komorze, jak gdyby nigdy nic?

Lepiej było bez przecinkowania (sam szyk – jak dla mnie – nieistotny). "Jak gdyby nigdy nic" to wyrażenie porównawcze bez orzeczenia, w dodatku sfrazeologizowane. Takich struktur zasadniczo się przecinkami nie wyodrębnia. Ostatecznie można by tę frazę uznać za dopowiedzenie (przecinek sygnalizowałby wtedy krótką przerwę w mówieniu). Nie czepiałbym się więc, ale skoro już skierowano na rzecz uwagę…

 

*

I kolejny raz utopia zmienia się w antyutopię. Wszechświat jest okrutny. A może to tylko ludzie ;)

Dobrze napisane, czyta się gładko i przyjemnie. Fabułka zmyślna, ładnie rozwija się i zwija, zgrabnie mieści się w limicie.

Z tym przyznaniem "i tak nie dolecisz" trochę przesada (ale niech będzie). Bohater powinien to sobie dodać w myślach. Zwłaszcza że jest bystry i ma jaja.

Pozostaje trzymać kciuki za powodzenie jego planu :/ ;)  

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Porządnie zrobione, udana puenta.

Trochę zapachniało Asimovem ;)

Lecz zaprawdę, Syfie, jest tak, jako nam Twój króciak objawia: nad sztuczną inteligencją

może i niełatwo zapanować, niemniej człowiek prędzej się zbuntuje niż robot.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wielkie brawa dla Irki, graty dla wszystkich wyróżnionych :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Obawiam się, że państwa córka jest protagonistką.

Można się było spodziewać, ale i tak się uśmiechnąłem. Dobre!

A potem – czarny humor rodem z Monty Pythona :)

Ogólnie: ubawiło. Pomysł dowcipny i ładnie zrealizowany.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Na ten konkurs przyszło dużo dobrych tekstów. Powyższy się do nich niewątpliwie zalicza.

Sprawnie napisany. Wciąga.

Można mieć jednak wątpliwości, czy opowiadanie spełnia założenia "Fun-tastyki". Przez długi czas. Końcówka wątpliwości rozwiewa. Nawiasem – ładny twist.

Kawałek o listopadowych Polakach rzeczywiście udany.

To mi się spodobało nawet bardziej:

wyczuwalny niemiecki akcent, który u Polaków zawsze wzbudzał szczególny rodzaj szacunku

Nie wiem, czy to specjalnie, ale – subtelnie złośliwe :> 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sytuacja rzeczywiście humorystyczna, chociaż równie dobrze mógłby być z tego niezły horror. Zamiana ciał – motyw znany. I lubiany. Przez medytację/antymedetycję? Niezły patent. Co wrażliwsi czytelnicy mogą się teraz zacząć medytacji obawiać ;)

Czytało się przyjemnie. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zemsta Widara – 4 pkt 3pkt

Czy ktoś widział psa czarnego – 2 pkt

Wina Heńka – 2 pkt

Flejowie – 1 pkt

Modernizacja koszmaru – 1 pkt 

(+) Formularz Z-13 – 1 pkt

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Na pewno nie jest to komedia, mimo że tekst napisano lekko i z humorem. I mimo że akcja toczy się w smutno-śmiesznych czasach PRL-u. Co nie znaczy, że opowiadanie nie spełnia założeń konkursu.

Mamy zagadkę do rozwiązania, mamy sympatycznego protagonistę (lubi słodycze – skąd my to znamy? ;]) i jego tajemniczego kompana, który niejednego teleportołaka w życiu widział. Czego chcieć jeszcze od urban fantasy? ;) Miasta? Jest – bardzo odpowiednie. Jako bonus lody “Bambino”, guma “Donald”, Peweksy i towary spod lady. Poważnie – od tak krótkiego epizodu trudno wymagać więcej atrakcji. Czytało się naprawdę przyjemnie.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

:)

No. Korpokracja to Zło. Wielcy Przedwie… Wielcy wymiękają ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Rzeczywiście troszkę się dłuży. Mędrylion mógłby się bardziej streszczać ;) Dziwię się, że w tytule nie ma króla Chlewyona – to przecież na nim i jego kłopotach skupia się bajka. Zamiast niego ci ogólni Flejowie. Ale to tylko tytuł.

Stylistycznie ładnie, zgrabnie, swawolnie bajkowo. Pomysł zacny. Ładnie wyszło – i dowcipnie :)

 

“Bardziej Arystoteles. Celowość wszystkiego i takie tam”.

Entelechia bałaganu, Tarnino? ;) Ma to sens, o ile bałagan nie jest czystym chaosem. Bo czy materia bez formy może mieć cel?  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

:)

Współczuję aniołowi, że zamiast urządzać niebieskie spektakle, musi siedzieć za biurkiem. Staszkowi nie za bardzo, bo i nie ma czego. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przeczytałem kilkanaście zdań, spojrzałem na ASCII-art – i to rzeczywiście wygląda na GaPę.

(Cyberdystopia na dobranoc? Nie, jednak nie. Innym razem).

“Wina Heńka” są (jest) oczywiście Finkli.  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Najwyraźniej ;) No bo jeszcze gdyby komuś krzywdę ten Ketos zrobił. Ale on tyko straszył :0

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przyjemna czytanka, można się uśmiechnąć.

Szkoda wieloryba. Nie można było go po prostu odpędzić? Perseuszu, bój się Kapitana Planety. Jak cię znajdzie i kopnie w tyłek, to wylecisz ze swojego ramienia ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Minuskuło yes

Przy “zagubił” jest potrzebne, ale możesz napisać, że zaginął :) Znaczy – gdybyś gdzieś potrzebowała dodatkowego słowa. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Jakoś tam zależy – i ze wszystkim można przesadzić. Byłem kategoryczny. Wydaje mi się jednak, że na tym forum podobna kontra jest czasem potrzebna. Po to, żeby ludzie nie bali się  normalnie pisać. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sympatyczne.

Słońce lament podniosło, ukryło za chmurami i wysłało swoje dzieci na poszukiwania.

Ukryło lament czy dzieci? Czy może jednak “się”? Jeżeli to ostatnie, w pierwszym zdaniu możesz zmienić czasownik na niezwrotny i liczba słów się zgodzi :)

W ramach walki z mitami:

Duża częstość występowania “się” jest w języku polskim rzeczą naturalną. Niektóre morfemy tak mają, że ciągle są potrzebne. Eliminowanie ich na siłę nie ma sensu. Nie wkręcajmy więc sobie, że kilka “się” blisko siebie to jakieś uchybienie estetyczne.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Czytałem jedną książkę MacLeoda: “Pieśń czasu. Podróże” (opowiadania + krótka powieść). “Druga podróż króla” z tego tomu była kiedyś w NF. Jedno trzeba MacLeodowi przyznać – facet potrafi stworzyć klimat.

 

Cykl “Przybysz” (Foreigner) C.J. Cherryh. Jestem przy czwartym tomie.

Inna planeta. Oderwana od macierzy ziemska społeczność. Rdzenni mieszkańcy planety, atevi – mniej zaawansowani technicznie. Napięte stosunki polityczne. Na początku serii oba gatunki są bliskie wznowienia/rozpoczęcia lotów kosmicznych (ludzie mają wiedzę, atevi środki).

Kiedy już przełknąłem, że atevi pod względem wyglądu przypominają ludzi w stopniu niemal startrekowym, uwierzyłem w ten świat i dałem się wciągnąć. Ci tubylcy są naprawdę interesujący.

Niekoniecznie polecam zwolennikom szybkiej akcji. Ciągłe rozkminy bohatera dotyczące obcych odruchów atevich, ich osobliwych relacji społecznych, a także ich personalnych oraz politycznych motywacji, mogą kogoś znudzić. Jeżeli jednak, przy okazji odkrywania większej wizji, lubicie czytać o zderzeniach kultur, politycznych intrygach oraz odważnych dyplomatach, którzy nieustannie walczą, żeby przeżyć i zrozumieć, co się dzieje…  W takim przypadku zachęcam Was do zapoznania się z cyklem Cherryh :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

“w którejś wersji łóżko nie zniknęło, a pan się na nim położył, zasnął i przeniósł do magicznej krainy”

Ale to już nie fantastyka. We śnie każdy może się przenieść do MK i nie ma w tym nic niezwyklego ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niezłe, niezłe, wyczuwam potencjał :)

Też wybrałbym drzwi, za którymi może być trawka, chociaż pewnie nie powinienem mówić tego siedmiolatkowi. Gdybyś to jednak przekazał, a młody autor dociekałby, dlaczego nie, powiedz mu proszę, Mytryksie, że dziecko nie powinno myśleć, że dorosły boi się wody albo pszczół. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie zawsze kończą zdanie:

https://sjp.pwn.pl/zasady/414-94-5-Pytajnik-zastepujacy-znaki-interpunkcyjne-oddzielajace;629839.html

Przy czym tak się składa, że na końcu tego podrozdziału mamy przykład zapisu myśli. Tylko że… cytat jest wyrwany ze środka cudzysłowu! Co można sprawdzić na stronie wolnelektury.pl.                   

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wg mnie zdanie Do kogo się modlisz?, pomyślał jest błędne ze względu na zbieg znaków.

Wg specjalisty z Poradni PWN (nie daję linki, bo nie chce mi się szukać tej porady) nie jest błędne. Chociaż specjalista takiego zapisu nie poleca.

Słowniki uczą, że ani po pytajniku, ani po wykrzykniku nie stawia się przecinka, ale to jest specyficzny przypadek.

Z powyższą konwencją zapisu myśli można się spotkać w niejednej książce. 

 

PS. Nie zachęcam do tego rozwiązania, po prostu piszę, jak jest :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Też się dziwię. Że zacytuję klasyka: “posólcie się jeszcze a popieprzcie, a i o musztardzie nie zapomnijcie”.

;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bardzo spodobał mi się pomysł. I muszę przyznać, że zazdroszczę Heńkowi jego unikalnej mocy ;)

Wykonanie też niczego sobie.

Jest tu kilka legendarnych marek. Nie żebym był jakimś entuzjastą tanich win, ale ich nazwy – rządzą. Rozumiem, że wszystkie występujące w opowiadaniu są autentyczne.

Charakterystyczny styl, który dobrze pasuje do tego typu żartobliwych historyjek. Autoru rozpoznaję bez trudu :>

Zaraz kopnę do biblio. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

> ja jednak bym tego przecinka nie dawała, bo parsuję to tak, że niemal od czterech oktaw był uziemiony

Parsujesz więc wbrew intencji autora :P Intencji zakomunikowanej przecinkiem.

 

> to zależy

O, widzisz. A z maszynami jest trochę jak z dziećmi. Akurat roboty z mojego szorta, kiedy się je spieszcza, obrażają się.

 

> Nie?

E, tam mogłoby od biedy oznaczać leniwe ej, spójrz tam albo ej, cicho tam. E tam (gdzie tam, daj spokój) jest tak sfrazeologizowane, że aż chciałoby się je pisać jako jeden wyraz ;) Gdzie tu miejsce na przecinek?

https://sjp.pwn.pl/doroszewski/e;5425141.html (pod rombem)

 

> podkreślmy "niektórych"

Niech Ci będzie ;P 

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sceneria była doprawdy nastrojowa, jednakże Enobowi już dawno się ona znudziła.

Łooj, "jednakże"? Jednak! I "ona" niepotrzebna, bo widać, o co chodzi.

 

Z czysto logicznego punktu widzenia masz rację. Ale kwestia emfaz i rytmów. Samo “jednakże” imo tylko leciutko nacechowane, tutaj w sam raz.

 

Uziemiony, niemal od czterech oktaw tkwił

To wtrącenie? Jeśli nie, skasuj przecinek.

 

Ściślej biorąc, to jest to, co ja od zawsze na własny użytek nazywam “przedpowiedzeniem” (przez analogię do dopowiedzenia), a np. dr Wolański w jednej z internetowych porad opatruje mianem “określenia predykatywnego”. Przecinek postawiony świadomie.

 

Szczęśliwie roboty powoli kończyły

 

Oj, chyba lepiej: na szczęście.

 

OK.

Dzielne, małe maszyny.

Jakieś to angielskie. Może: Dzielne maszynki?

 

Nie szkodzi, tak lepiej wybrzmiewa.

A niezależnie: małe dziecko czy dzieciaczek, dzieciątko? ;)

 

E tam

E, tam

 

E, nie. Zdecydowanie nie.

 

 

wdusił

Argh, wcisnął. Argh.

 

Albo nacisnął.

Co złego we “wdusił”? Owszem, nacechowane, ale właśnie tak… książkowo. W instrukcji obsługi telewizora byłoby osobliwe. Natomiast w tekście literackim nie powinno dziwić, pasuje do niego.

Sformułowanie “nacisnął przycisk” brzmi naturalnie i dobrze. Co prawda, dwukrotnie występuje w nim ten sam rdzeń wyrazowy i ktoś mógłby uczynić z tego zarzut. Niesłusznie. W pewnych sytuacjach powtórzenia są uświęcone, usprawiedliwione, najwłaściwsze.

Tutaj “nacisnął” byłoby imo równie OK co “wdusił”. Ostatecznie zdecydowałem się na drugą opcję, żeby uniknąć wspomnianego zarzutu. Oraz dodatkowej dyskusji. No to się nadziałem ;)

 

Dziękuję. Doceniam Twój korektorski wysiłek i spostrzegawczość, poza tym zawsze warto skonfrontować własne wyczucie z cudzym. Tym razem jednak zmienię tylko “szczęśliwie” na “na szczęście”.

 

Cieszę się, Tarnino, że akceptujesz sucharek. Dzięki raz jeszcze :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Plus za lusssss. Luz. Wyczuwalny.

Nie do końca wygładzony fragment czegoś większego. Napisany barwnie i ze swadą, umiarkowanie śmieszny. Nie wiem nawet, czy to ten sam autor (lub ta sama autorka), ale: gorsze od Widara, lepsze od wiadra.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie tak zabawne jak Widar, ale inicjatywa zacna. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OK, wszystko jasne.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wydaje mi się, że sięganie przez kogoś po tę frazę, czy to w kontekście bardziej, czy mniej poważnym, niekoniecznie oznacza, że ów ktoś lekceważy tamtą kampanię i problem przemocy w rodzinie. Nie oznacza, że ktoś żartuje z bicia kobiet.

To "uzasadnienie" upowszechniło się w języku. Jest to przede wszystkim prosty i dobitny sposób powiedzenia, że robi się coś "bo tak" (i byle pretekst będzie dobry). Zazwyczaj coś złego, nie do przyjęcia. I ludzie pamiętają, że rzeczone hasło nie wzięło się znikąd. Co – skądinąd – świadczy o jego sile i o tym, że kampania odniosła jednak jakiś sukces.

W każdym razie zapewniam Cię, że ja problemu przemocy w rodzinie wcale nie uważam za błahy.

 

No i OK. Irko_Luz, Michale Pe, różnych ludzi różne rzeczy śmieszą i różnie im się kojarzą. Jednym coś się podoba, innym nie. Truizmy.

Ten tekst budzi sporo wątpliwości. Choć podobnych moralnych – muszę przyznać – się nie spodziewałem.

Co do długości tekstu – pierwowzór był króciutki, postanowiłem go rozbudować. Rozumiem, Michale, Twoje zastrzeżenia.

Co ta biblioteka musi znosić :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

O, jest i książka Ochy, super :) Gratulacje!

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Yeah! ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie ma za co, Tarnino :)

Pamiętałem, że dziś (już wczoraj…) koncert życzeń z moim kawałkiem, ale niestety nie mogłem słuchać na żywo. Będę się uśmiechał o podcast.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

i kolega zapytał “co, zupa była za słona?”

;-) Trzeba było odpowiedzieć: “nie karmiłam go zupą, a marchew wyraźnie mu smakowała”.

 

A wyróżnienie w zalewie cieszy mnie ogromnie :> Tak samo jak by cieszyło w innych miejscach i okolicznościach. Dzięki.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Katio, miło, że uśmiech i że kliknięcie :)

 

Marasie, tak, Finkla i jej konkurs mają tu coś do rzeczy.

Może i ciut za długo ciągnąłem tę zabawę.

Słusznie, Strugackich w to nie mieszajmy – bez przesady.

Jeżeli ktoś przewidzi puentę, trudno.

Rzeczywiście; nie będę ukrywał, że trochę w ów długobrody skul celowałem.

Dziękuję za dobre słowo o "Kresie". 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję za komentarz :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No, to było naprawdę dobre. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Z innym żartem? Tylko przygotuj sobie coś do popicia ;)

Dzięki :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Aha. Szkoda. Wilkołak czarodziej – to mogłaby być ciekawa postać :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ja załapałem. Miało być dwóch czarodziejów, a okazało się, że jest i trzeci, najsilniejszy. No i tyle. W treści czegoś mi brakuje. O wilkołaku wiem tyle, co nic. Dlaczego więc ma mnie ruszać, że jest potężniejszy niż magowie naturalny i naukowy? Bo jest kudłaty i lubi skrzypce? Sorry, to za mało.

Przeczytałem jednak z zainteresowaniem. Przyjemna scenka. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dobry cytat! I superancki pomysł.

Wykonanie również niczego sobie – lekkie, przyjemne, dowcipne.

 

Katio, ja się nie dziwię, że boisz się formy. Wprawdzie nie wiem, co konkretnie masz na myśli, ale weźmy ten daltonizm… tfu, platonizm. Z daltonizmem jakoś da się żyć. Z platonimem w sumie też, dopóki nam się za bardzo nie wtrynia w obiekta namacalne. Znaczy – tak jak to robi na przykład w opowiadaniu Tsolego. 

Życie w doskonałym, niezmiennym i wiecznotrwałym świecie to perspektywa, która powinna budzić obawę u każdego nieidealnego, skażonego materią stworzenia. Choćby niewielką. Nawet jeśli stworzenie jednocześnie za takim życiem tęskni. Inna sprawa, że kilku gnostyków pewnie by się z opisanej przez Tsolego anihalicji ucieszyło.

W każdym razie też się boję. Jeżeli chcecie, nazwijcie mnie materialistą. Byle nie dialektycznym ;)

 

PS. Tsole, Twoje taksty zdecydowanie przeczą temu, jakobyś był sztywniakiem ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mytryksie, nie wszyscy znają moje komentarze spod prastarych drabli :) Poza tym niektórzy lubią "suche" historie. Istnieją nawet wielbiciele suchych żartów ;)

O, zobacz, Regulatorzy nie miała nic przeciwko temu daniu (jak miło) :)

 

Dzięki Wam.

 

I już po litrówce (dz, Reg). Na zdrowie!

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Widać to już w pierwszym zdaniu powieści, które informuje nas o zapisanym cyfrą (!) roku, w którym zaczyna się opowieść oraz serwuje lakoniczny opis pogody.

No właśnie, lakoniczny.

Akurat daty roczne w narracji prawie zawsze zapisuje się cyframi. I całe szczęście – tak jest po prostu czytelniej. Gdyby jakaś banda zbuntowanych korektorów forsowała tu zapis słowny i żelazną regułę, świadczyłoby to o postępującym zaniku rozsądku w narodzie.

Spójrzmy choćby na zdanie rozpoczynające “Ogniem i mieczem” (co w tym przypadku wydaje się szczególnie na miejscu):

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ogniem-i-mieczem-tom-pierwszy.html

Niska jakość korekty? Na pewno nie.

 

Na wszelki wypadek nadmienię, że nie należę do znajomych autora i w żaden sposób nie jestem związany z Wydawnictwem Dolnośląskim. Jednakże po natknięciu się na Twoje niezbyt pochlebne uwagi, Światowiderze, wiedziony ciekawością, przeczytałem początek “Czasu pomsty” (darmowy fragment). Szczerze mówiąc, ja tu widzę przede wszystkim przyzwoitą stylizację i obiecującego protagonistę.

Trochę nie moje klimaty. Znaczy, mam jak Ceterari. Ale na przykład mój tata, który od dziecka jest fanem Sienkiewiczowskiej trylogii – myślę, że tata wsiąkłby w “Czas pomsty” od razu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dobre.

Chociaż “kicha” i “palant” trochę wybijają z epoki. Pewnie tak miało być.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No proszę, coś bardziej na luzie; i – dla odmiany – mową wiązaną.

Sympatyczne rymowanki. Do ilustrowanej książeczki dla dzieci – jak znalazł. Na portal fantastyczny – czemu nie? W końcu opisujesz standardową scenerię science fiction.

:-)

zgodnie z Newtona trzema prawami

Tutaj, mimo wszystko, bardziej do rzeczy byłyby prawa Keplera (też trzy!). Nie uważasz, Tsole?

 

mega-ognisko → megaognisko

rdzawo-czerwony → rdzawoczerwony  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

O, czyli jednak.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A nie gviazd i kontynentóv? ;) To nie Pratchett imo, zbyt odpolszczony przekład.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A mnie się owszem, bardzo.

Podobało mi się między innymi to, że Twoje postacie, nie tylko protagoniści, ale też antagoniści, wykazują się bystrością umysłu i dużą czujnością (dzięki temu są bardziej wiarygodne; wielu autorów, niestety, nie przywiązuje wagi do takich detali jak wiarygodność antagonistów, antagonistek i antygon).

Widać to w szczególności tutaj:

– Pławniki wwierch! Wy kto?

– Jezus, Maria! – wrzasnął przerażony Rybinson.

– Szpiony Ukraińce, da?

Nie dał się, cwany parzydełkowiec, nabrać!

 

Tutaj, dla odmiany, zadałeś bohaterowi zbyt łatwą zagadkę imo:

– Co?! Chłopie! Gdzieś ty do szkoły chodził? – zacietrzewił się po szprociemu Rybinson.

– Nigdzie – odpowiedział zgodnie z prawdą Mordoklej.

Gdybyś zapytał Rybinsonem, do jakiej szkoły Mordoklej PŁYWAŁ, wtedy faktem niezbitym i autentycznym byłoby, że ten musiałby się cofnąć do tyłu pamięcią o jakiś okres czasu, i to nie jeden raz, ale liczną wielość razy; nareszcie odkryłby, że wciąż i wciąż natrafia na nicość, aż dotarłby do nicości ostatatecznej i całkowicie zupełnej. I dopiero wtedy zrozumiałby, że powinien odpowiedzieć: "nigdzie". Wykazawszy się intelektem sprawnym, choć nieuczonym, zadziwiłby czytelnika, a jednocześnie uwiarygodniłby się  jako postać (patrz poprzedni nawias).  

 

Muszę jeszcze dodać, że niezwykle spodobał mi się nowatorski pomysł na pomiar prędkości światła. Bardzo dokładna metoda! Prawdziwa hard sajens i w ogóle należałoby to gdzieś opublikować. Bezskuteczne wsłuchiwanie się w Litwę to również niezła koncepcja – i fajna zabawa. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bardzo smutna wiadomość.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pomysł bardzo w porządku. Rozmowa Artura z Merlinem nieco mnie zmęczyła, nie zaczarowała (hehe) na tyle, żebym nie poczuł znużenia; przez chwilę zapachniała nachalnym wykładem, ostatecznie jednak wyszła raczej naturalnie. A potem już jakoś poszło. Rozumiem, że celowałeś w klimat, zatem – gratulacje, zdołałeś go stworzyć. Nawet mi się z “Ostatnim obrońcą Camelotu” Zelaznego trochę skojarzyło.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No tak, całkiem nowatorskie. Bo różnie go nazywano: Cymerianin, Cymeryjczyk, wojownik, pirat, najemnik, uzurpator, niezłomny… Ale jako kompozytor występuje chyba po raz pierwszy. Z drugiej strony często robił komuś bach-bach, więc ten Bach nieźle mu pasuje.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przeczytałem dwukrotnie. Po pierwszym razie pomyślałem, że może coś mi umyka – jakaś zawiłość fabuły, tajemne przesłanie albo dodatkowa puenta. Jednak nie. To tylko prosta historia: dwoje ludzi, zarys dramatycznych wydarzeń, emocje post factum.

Emocje dobre, żywo ukazane. Ale historia wciąga średnio, nie jest to porywająca opowieść. Bardziej puzzle z lekko niewyraźnym obrazkiem, puzzle, po których ułożeniu czytelnik może mieć wątpliwości (jak na początku ja), czy wszystkie elementy właściwie dopasował. Tak czy inaczej, tekst napisany bardzo ładnie, zgrabnie i z wyczuciem. Dobrze się czyta. Forma wymyślna i treściwa (sporo zdjęć kosztem ich rozdzielczości).

Jak wspomniałem – nie porwało. W sumie jednak podobało mi się.

Nadal intryguje mnie prolog-sen. Czy występują w nim Teze i “Fedra”? Amelka jest na A, tak jak Ariadna… Nie wiem, Dogsdumpling, czy Twoim zamiarem było stworzenie takiej dowolności interpretacji.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A tu proszę, płeć też nie musi być stabilna… W języku zupełnie jak w przyrodzie ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Oprócz Ajzonidy/ Ajsonidy. Sama tego nie wymyśliłam, wzięłam z jakiegoś cytatu w “Mitologii Greków i Rzymian” Kubiaka, więc raczej będę się tego trzymać.

Pewnie Kubiak cytował jakieś stare tłumaczenie “Odysei”. Nie upieram się jednak, różne transkrypcje i transformacje są możliwe. Również i takie nie do końca konsekwentne. Na przykład pojawiająca się w Twoim opowiadaniu Mnemozyna tu i ówdzie występuje jako Mnemosyne lub Mnemosyna.

A Lacedemon może być Lakedajmonem (ta wersja jest w sumie bliższa oryginałowi, ale – według mojego rozeznania – znacznie rzadsza).

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

w sercu otwierają się liczące tysiące lat blizny

Frazeologizm, który jest w użyciu, to: liczyć sobie X lat.

Zeus Lecedemoński

Lacedemoński.

Ajsonidy

Po polsku raczej: Ajzonidy. (Transliterując) Iasōn → Jazon, więc Aisōn → Ajzon.

 

Jak dla mnie – bez rewelacji.

 

Prawdziwe dzieje Medei, motyw: historia przekłamana – tak, tu był potencjał. Nie wykorzystałaś go. Zamiast snuć dramatyczną opowieść, szybko podsumowujesz, co się wydarzyło. Od razu odsłaniasz wszystkie karty, po czym przechodzisz do opisu wściekłości bohaterki, by przytoczyć przykłady niesprawiedliwości systemu patriarchalnego. Przy czym Abraham i Lot to taki standardzik.

Część opowiedziana z punktu widzenia Tomka jest wybitnie mało oryginalna. Trudno, zapewne nie miała być, nie musiała. Ważne, że się wkomponowuje. Cóż, tutaj też większych emocji nie doświadczyłem. Słownictwo Tomka ciekawe. Irytowało mnie (czyli jednak jakieś wzruszenia-poruszenia były ;]) – uznaję to za zamierzony efekt, więc w porządku.

 

Plusik za fajne nawiązanie do tytułu książki Warda.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bemik, czy to fragment bajki, w której jestem czarnym charakterem? ;)

Podpisuję się pod odpowiedzią Fenrirra.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niektórzy następująco rozumieją "regułkę gębową":

Pierwsze słowo po kwestii dialogowej i pauzie/półpauzie piszemy od małej litery, jeżeli jest to czasownik oznaczający mówienie ("czynność gębowa"). W każdym innym przypadku – od wielkiej litery.

 

Nie!

 

Ta prosta próba unormowania zapisu dialogów jest kulawa. Prowadzi czasem do rozstrzygnięć niezgodnych z uzusem i niespójnych z zasadami polskiej składni (dziwny szyk samodzielnych zdań w didaskaliach).

 

Na przykład:

– Nieprawda – tupnął zdenerwowany Kaziuk.

[tupnięcie można tu potraktować jako mówienie połączone z tupnięciem (dyskusyjny skrót myślowy); wersja czasem spotykana w książkach, na przykład w powieściach Sapkowskiego i Konwickiego; niewspierana przez Poradnię PWN; niepolecana]

 

– Nieprawda. – Zdenerwowany Kaziuk tupnął.

[wersja polecana]

 

– Nieprawda. – Tupnął zdenerwowany Kaziuk.

[BARDZO ŹLE! – tak nie poprawiamy; autor zamierzył zdanie po półpauzie jako niesuwerenną kontynuację wypowiedzenia złożonego, rozpoczętego w kwestii dialogowej; skoro zrobiliśmy z tego zdania oddzielne wypowiedzenie, odwrócony szyk traci rację bytu]

 

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Narracja-po-dialogach;18625.html

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Zapis-didaskaliow-w-dialogach;19418.html

 

Czyli: zwracajcie uwagę na kolejność podmiotu i orzeczenia!   

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OK, dzięki. I tak napiszę komentarz.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Finklo, nikt nie zabroni :)

Tarnino.

– Zombie rozlały cały haloperidol! – Pielęgniarz podparł drzwi sali stołem sekcyjnym.

Oto właściwy zapis – wg cytowanego wywodu A.W.

"Tak, o ile dobrze pamiętam, nakazuje poradnik"

Dasz link? Chętnie napiszę komentarz prostujący, popierając go argumentacją i odsyłaczami do Poradni PWN.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie ma w tym niczego złego [w dynamizowaniu narracji poprzez pominięcie w didaskaliach czasowników mówienia – moja klaryfikacja]. Należy jednak pamiętać, że szyk wypowiedzeń z pozostałymi czasownikami [tymi, które nie oznaczają mówienia – m. k.] jest właściwy dla zdań izolowanych [powinien być taki, jak w zdaniach izolowanych – m. k.], a więc podmiot + orzeczenie. No i należy pamiętać o wielkiej literze [wtedy, kiedy podmiot stoi przed orzeczeniem! – moje podkreślenie].

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zgadzam się, jeżeli nie chcemy jechać po bandzie, powinniśmy wybrać pierwszą wersję.

Ale zdecydowanie najgorszą opcją byłoby:

– Fuj! – Upuściła ropuchę Karolina.

A niektórzy tak poprawiają innych :(

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Czyli bezpieczny standard.

Dr Adam Wolański nie uznaje interpretacji, że “tupnął” może oznaczać “krzyknął i tupnął” / “krzyknął, tupnąwszy”.

Tak, podobne skróty muszą budzić wątpliwości.

Porównajcie:

Kaziuk tupnął, że (to) nieprawda. [??]

Kaziuk tupnął i krzyknął, że (to) nieprawda. 

 

Z drugiej strony, jeżeli ktoś świadomie używa w didaskaliach skrótów, bo gra na dynamikę (a już nawet zmiana szyku ją osłabia) – w moich oczach jest usprawiedliwiony. Powiedzmy o kimś takim, że nagina reguły z myślą o stylu (copyright by Finkla) albo że zapuszcza się w szarą strefę (copyright by Asylum), doceńmy jednak, jak chytrze kontroluje tempo własnej prozy, jak wspaniale musi czuć jej przepływ. Podobnie czuł choćby sławny Tadeusz Konwicki ;P

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Tar­ni­no, po­do­ba mi się po­mysł z grzyb­ka­mi. Taki mały sty­mu­la­tor wy­obraź­ni na dzień dobry ;)

 

Sta­ru­chu, cie­szę się, że wy­sła­łeś za­py­ta­nie. Nie wiem, czy po­ra­dniany lin­gwi­sta uzna Twoje skró­ty my­ślo­we, czy ra­czej po­prze bez­piecz­ny stan­dard (ład­nie wy­ło­żo­ny przez Jo­se­he­im). Co­kol­wiek uczy­ni, ist­nie­je spora szan­sa, że da do my­śle­nia wy­znaw­com wszech­roz­strzy­ga­ją­ce­go gę­bi­zmu. Może bę­dzie to dla nich nowe ob­ja­wie­nie. Zwłasz­cza że wielu z tych na­iw­nia­ków sądzi naj­wy­raź­niej, że ucze­ni ję­zy­ko­znaw­cy prze­pi­su­ją za­sa­dy z ja­kiejś świę­tej księ­gi. Pod­czas gdy oni pró­bu­ją jed­y­nie stre­ścić i uła­dzić pe­wien nie­pi­sa­ny kon­sen­sus… Cho­ciaż jed­nak za­pi­sa­ny – w dzie­siąt­kach ty­się­cy be­le­try­stycz­nych po­zy­cji, z któ­ry­mi mamy do czy­nie­nia od dawna i na co dzień. I dzię­ki któ­rym sa­mo­dziel­nie mo­że­my stwier­dzić, co jest re­gu­łą, a co nie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Asylum, dzięki za wsparcie :D 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Staruchu, w przytoczonych przez Ciebie przykładach po kwestii dialogowej (i pauzie/półpauzie) występuje mała litera:

– Nieprawda – tupnął nogą Kaziuk i wargi zaczęły mu jeszcze bardziej drżeć.

– Jak ty sobie to wyobrażasz, Yennefer? – zmarszczył brwi Crach an Craite.

 

Ty zaś napisałeś:

– Tatooo! – Tupnęła nóżką Nadia.

– Nie! To nieprawda! – Tupnęła nóżką Nadia i wzięła się pod boki, patrząc na ojca z ogniem w oczach.

– Jeśli mam pozostać normalny, to tak, chcę wiedzieć! – Dmuchnął gwałtownie dymem pułkownik.

 

Joseheim twierdzi, że w dialogowych didaskaliach szyk jest istotny przy ocenie, czy napiszemy je od małej, czy od dużej litery. Zgadzam się z nią. Co więcej, zgadza się z nami doktor Wolański z Poradni Językowej PWN:

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Narracja-po-dialogach;18625.html

Jak widać, lepsze kryterium oparte na szyku niż na niejasnym pojęciu “czasownika oznaczającego mówienie”. Pozostaje ono niezdefiniowane i – jeśli się uprzeć – zapewne każdą czynność można zakwalifikować jako verbum discendi, tyle że nie sensu stricto.

 

Problem wydaje się stary jak Fantastyka.pl: niektórzy portalowicze, ślepo kierując się regułką “gębową”, nieraz psuli autorom dialogi. Pół biedy, kiedy ci na to przystawali. Gorzej, gdy z powodu takiej pierdółki jak zapis didaskaliów potencjalnie ciekawi pisarze tracili zasoby – czas i nerwy. Na próżno próbowali przekonać poprawiaczy, że ich rozstrzygnięcia są złe, bo niezgodne z uzusem.

Uzus, nasze doświadczenie z dobrze wydanymi książkami, napisanymi przez uznanych pisarzy. Tutaj z kolei zgadzam się z Tobą, Staruchu. Trzeba bardziej kierować się tym, co się wyniosło z kontaktu z żywą lekturą. Niestety, niektórzy wolą wątpliwe interpretacje skrawków wiedzy z Internetu.

 

W każdym razie, nie mogąc dłużej na to patrzeć, rok temu poprosiłem o opinię Poradnię PWN. Wynik – pod podanym wyżej linkiem. Przypadek specyficzny, ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo: lepiej patrzeć na szyk niż na "gębowość" czasownika rozpoczynającego didaskalia. "Gębowość" jest bowiem, jak już wspomniałem, pojęciem niezdefiniowanym, nieostrym.

Jeżeli komentarz (didaskalia) do cytatu (kwestia dialogowa) zaczynasz od "tupnął" i piszesz w takim szyku, jakbyś tworzył jedno, złożone zdanie, to nazwij "tupnął" czynnością gębową. Albo jakkolwiek chcesz. Nie zaczynaj jednak tego komentarza (po półpauzie) wielką literą – bo powstaną dwa zdania/wypowiedzenia. Działaj zgodnie z uzusem.

Zdanie: “– Tato! – tupnęła Nadia” z pewnością zawiera duży skrót myślowy. Komuś może to nie pasować. Mimo wszystko pisarz nie tworzy algorytmu dla komputera, tylko opowiada historię. Człowiekowi. A człowiek rozumie podobne skróty – dlatego ja bym się nie czepiał.

 

Podsumowując: zachęcam Cię do postąpienia dokładnie według uzusu, który przytoczyłeś.

 

***

 

Napisałeś też:

– To nie grundig jest winny, tylko ty! – Z wyrzutem perorowała Nadia.

 

Nietypowy szyk, ale trudno całkowicie zabronić autorowi manipulowania kolejnością wyrazów – a więc rytmem oraz akcentem logicznym. Tylko znowu: dlaczego po półpauzie stoi duża litera?

Sytuacja powinna być czysta nawet dla tych, którzy słysząc (lub czytając) określenie “czynność gębowa” fiksują się na słowie “gęba”. Wyrażenie przysłówkowe “z wyrzutem” stanowi po prostu rozwinięcie czasownika. A ten czasownik to verbum discendi sensu stricto (używając terminologii doktora Wolańskiego).

 

***

 

Chciałbym jeszcze dodać, że kwestia poprawności zapisu dialogów na portalu intryguje mnie również jako zjawisko socjologiczne :) To wręcz jakieś hasło plemienne: “nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi”. Część inicjacji. Kiedy tak pouczony portalowicz poczęstuje tymi samymi słowy kolejnego nowego – wtedy jest już nasz, staje się pełnoprawnym członkiem społeczności ;) Nastąpiło wielkie wtajemniczenie, użytkownik poznał prawdy święte, posiadł mądrość, bez której żaden poważny pisarz nie może się obejść.

Skoro mamy tu do czynienia z prawdami świętymi, nie ma nic niezwykłego w tym, że nawet delikatna próba ich podważenia natrafia na silny opór.

Reguły zapisu dialogów – czy jest ich trzy, czy raczej jedna, z której wynikają pozostałe? A może nie ma ich wcale?

 

Jak widać – sam się wkręciłem w ten teologiczny spór. I tracę zasoby :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mamy odpowiedź :) "Polowanie na lwa" to wczesne opowiadanie Michała Cetnarowskiego, które znam z antologii pod tym samym tytułem (wyd. 2006).

Czyli: tak, Asylum, on ci jest, nikt inny! Tak, Minuskuło, opowiadanie.

I tak, Irko_Luz, trafiłaś w sam środek. Jak dla mnie – wygrałaś. Zadajesz :) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Finklo, gdyby to był cytat z Ciebie, ktoś by już zgadł :)

Asylum, niestety, psiakostka ostatnio tutaj nie zagląda ;)

Autor jest na portalu popularny – kiedy już się udziela, zwraca powszechną uwagę. Jestem przekonany, że go kojarzysz. A cytat prawie że zawiera tytuł.

Ależ pomagam nieprzyzwoicie ;) 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Asylum, może może, wypada mieć nadzieję ;)

Podpowiedź:

Autor od czasu do czasu pojawia się na portalu. Ale tekst nieportalowy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

OK, tym razem coś trudniejszego:

Arabowie o czarnych oczach polują na lwa.

Ściągają gęste, równo wycięte linie ciemnych brwi, w ciszy pod gwiazdami stają kołem na stygnących piaskach i słuchają nocy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Gordon R. Dickson, “Taktyka błędu”. Dałbym radę bez tytułu w cytacie :D

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Posłużę się linkiem do Wikipedii, jako że tak najprościej, a w dodatku groza bycia oskarżonym o popełnianie rymów gramatycznych została tam uprzejmie i słusznie złagodzona (”Rymy gramatyczne są uważane za łatwe, jednak używają ich również najwięksi poeci”) ;)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rym_gramatyczny

Standard to ponoć ok. 30% rymów gramatycznych w utworze (ktoś kiedyś policzył średnią z wierszy Mickiewicza i tyle wyszło). Dobre, nie? Utwór jako roztwór.

Tak czy inaczej, kompetentny poeta powinien unikać zanudzania czytelnika monotonnymi RG ;) Niedobrze jest gromadzić ich za dużo w jednym miejscu i jechać po nich ciągiem.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Sztukmistrz – واحد (jeden)

Piraci – h / 2π (=~ zero)

 

Pod względem formy oba wiersze dość chaotyczne i niedopracowane. Nadmiar gramatycznych rymów to zło, bo się kojarzy z discopolo ;)

W przypadku “Sztukmistrza” pewien brak dyscypliny można wybaczyć, ponieważ autor nadrabia realizacją głównej sceny (dynamiczna, miodna, pięknie rozpala się i bucha :D), fabułą (spójną), a także humorem i autoironią.

Z kolei autorowi “Piratów” udało się stworzyć nastrój romantycznej melancholii. Niestety, przedstawiona w utworze wizja jest nazbyt mętna, a poza tym ja generalnie nie gustuję w takim quasi-naukowym czary-mary.

Dlatego punkt ode mnie dostaje wiersz numer jeden.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Berylu, czytelnicy mogą czuć się rozczarowani, że urwałeś historię w takim momencie. Poszukiwacze nie załatwili drania, nie ma katharsis. Z drugiej strony – śmierć starego można by odczytać jako sugestię, że nie będzie wyników Grafomanii 2018. Nigdy. Czyli (po zastanowieniu): otwarte zakończenie to w tym wypadku mądry wybór.

;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Wciąga. Czyta się.

Przymusowy online – dobre.

Niezłe zwroty akcji.

Zakończenie nagłe, otwarte i zalatuje trochę diabłem z maszyny (bardziej jednak diabłem niż maszyną). OK, można finiszować również w taki sposób. Przynajmniej nie zabiłeś głównego bohatera – ni stąd, ni zowąd, byle tylko postawić ostatnią kropkę. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bardzo to mojemu szortowi schlebia, dzięki :) Może nawet za bardzo. Wampir Czasu aż się wyszczerzył, a Pan Tik-Tak jakby szybciej tyka… Straszne.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niby nic spe­cjal­ne­go, po pro­stu krót­kie uję­cie znanego mo­ty­wu (najbardziej chyba eksploatowanego w latach 60. – 80., kiedy na za­cho­dzie wez­bra­ła wy­so­ka fala an­ty­kul­tu­ro­cen­try­zmu).

Ktoś by zatem po­wie­dział, że to już było, że w bar­dziej wy­ra­fi­no­wa­nych for­mach oraz że na­le­ża­ło­by stwo­rzyć więk­szą wizję i roz­wi­nąć jej okre­ślo­ne aspek­ty, w szcze­gól­no­ści bo­ha­te­rów [edit: no pro­szę, Bar­niusz wła­śnie to za­su­ge­ro­wał przed chwilą], bo dzisiaj tak trze­ba i tyle. Ale to tylko szort w końcu. W każdym razie, być może trochę ze względu na sentyment do klasyki, spodobał mi się ten tekścik.

A w ogóle – wszystko napisał już wspaniały mr.maras, moje myśli pobiegły podobnymi ścieżkami. Nawet bibliotecznego klika za mnie załatwił ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Niespecjalnie czuję potrzebę, żeby coś tu analizować pod kątem superhiperwiarygodności* lub fajności motywów. Powtórzę więc tylko za Fizykiem111: przyjemnie się czytało.

 

*) Przepraszam Fizyka, sceptycyzm względem postaci dyrektorki zrozumiały. Niemniej, kiedy wrócę pamięcią do czasów szkolnych i przypomnę sobie niektóre patologiczne zachowania nauczycieli…

 

Wskażę też jedną usterkę, ponieważ ten szczególny przypadek jest przez tutejsze patrole – wyczulone skądinąd na każde odstępstwo od normy – często podczas łapanek pomijany. Mimo że powinien rzucać się w oczy.

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej. – Roześmiała się Ania.

Kłuje.

Powinno być:

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej. – Ania się roześmiała.

Ew.: (…) – Ania roześmiała się.

Dopuszczalne:

– No pewnie, co się głupio pytasz. Lubię cię najbardziej – roześmiała się Ania. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nowa Fantastyka