Profil użytkownika


komentarze: 452, w dziale opowiadań: 43, opowiadania: 15

Ostatnie sto komentarzy

Dawno mnie tu nie było z komentarzem… To (mini) nadrabiam.

 

"Paradoks hipnotyczny" to sprawnie napisany tekstem z pogranicza SF i groteski. Językowo jest OK, z częstymi momentami premium ("Lubili uciekać. Ale Dawid nie miał pewności, czy wspólne narkotykowe sesje z Lidią umacniają ich związek. Chociaż używaniu jednej strzykawki trudno odmówić romantyzmu, co najwyżej aseptyki, sam trans nie był wspólnym doświadczeniem. Narkotyk otwierał kochankom wrota do świata bez cierpienia, jednak każde z nich wkraczało do krainy abstrakcji przez inne wejście. Nawet ludolfinowe halucynacje nie mają trybu multiplayer"). Żarty nie są nachalne, ale bywają przyjemnie błyskotliwe/absurdalne (Zderzacz Poltergeistów pod Chinami; "A można ciąć pomiędzy? Na ukos pod różnymi kątami. Można by wtedy mierzyć swój nastrój w radianach"). Przy czym jednocześnie to, co tu uznaję za zaletę, w nadmiarze może zamienić się w wadę. Chodzi mi o tą “łatwość pisania", potoczystość frazy – która jednocześnie sprawia, że sceny dialogów (zwłaszcza na początku) wydają się przegadane, watowane. Fabuła bowiem jest tutaj pretekstowa i nie wystarcza IMHO nawet na taką, niedługą przecież objętość. Przydałoby się też pomyśleć nad trochę lepszą konstrukcją, zwłaszcza początku (teraz ta ekspozycja jest za długa i za mało dobitna, nie buduje suspensu); to nie jest “efekt wow", po którym wiesz, że nie odkleisz się od tekstu już do końca. I nad urozmawiceniem scenerii tych dialogów – najlepsza scena to wg mnie ta, kiedy tło dla "gadających głów" zmienia się w "Kukułcze Gardło" i świat na drugim planie nabiera detali i barw. Choć logiczna osobliwość w końcówce też ma swoje momenty ;-)

 

 

 

To jestem. Sprawa piórek wydaje się oczywista, ale nie znaczy to, że nie jest skomplikowana.

 

Oczywista – bo zbyt wielu ciekawych autorów w ten sposób trafiło do pisma, żebym chciał z tego rezygnować. I skomplikowana – tak jak skomplikowana jest sytuacja z portalem. Otóż cały czas czekamy na ruch wydawcy, który pozwoli nam zmodernizować tę stronę i dzięki temu zdyskontować na niej ruch z pożytkiem dla pisma. Ale z różnych powodów sprawa się przeciąga – co potęguje problemy takie choćby jak ten.

 

Anyway – że problem z piórkami istnieje, pisałem już rok temu, kiedy poważnie zastanawiałem się nad zmianą formuły, rezygnacją z piórek itp., bo  moje opóźnienia z ich opiniowaniem były już kuriozalne. Ale po ówczesnej reformie nie jest lepiej, zdaje się, że tylko Malakh nie ma opóźneń z komentowanych przypadających na niego tekstów, więc widać, że nie tędy droga. A zatem którędy? Mam kilka pomysłów, po Nowym Roku napiszę o tym priva do reszty redakcji i Beryla i mam nadzieję, że wspólnie osiągniemy jakiś konsensus. Bo bez mian formuła się niestety nie utrzyma. (Albo utrzyma z tymi horrendalnymi poślizgami, co też jest bez sensu).

 

Druga sprawa. Ze zrozumiałych względów największe zainteresowanie budzi kwestia piórek srebrnych. Z nich też nie zamierzam rezygnować – ale też przypominam, że to mój przywilej, nie obowiązek. Póki co problem schodzi na nieco dalszy plan, bo cały system piórek należy najpierw przeorganizować, ale zwracam na to uwagę. To znaczy – nawet po reformie, załóżmy, że przeprowadzonej z sukcesem, nie musi być przecież tak, że piórka srebrne będą szły miesiąc w miesiąc (to znaczy może tak być – ale prawem serii, nie sztywnego paragrafu). To zawsze był przecież wyjątek, nie reguła. Co wtedy?

 

Ale to póki co uwaga na marginesie – najpierw reforma, unormowanie sytuacji etc., a potem będziemy się matrwić srebrem, jeśli będą powody do zmartwień.

 

 

"Kryzysy w socialmediach zawsze wybuchają na weekend". Tyle że problem Piórek istnieje nie od dziś, coś należałoby z tym zrobić – ale co i w jakiej formule, oto właśnie pytanie. Tyle że ustosunkuję się do tego dopiero po Świętach, teraz nie dam rady, pardon, bo to jednak większy temat.

 

Nadrabiając komentarze piórkowe (uff… ;-). 

 

Dobry – intrygujący – jest tutaj początek (niby abstrakcyjny,  surrealistyczny, ale jak zdasz sobie sprawę, że chodzi o rytuał  – to cymes). Czasem test wydaje się trochę przefajnowany (dialogi, "ironiczne" opisy), ale zasadniczo widać ciąg na "swój styl", znalezienie własnej tonacji; to się chwali. Zresztą, są i fragmenty trafione w punkt ("Dlaczego Family Frost? – Żartujesz? – wyrwał się Clancy, po czym wstał i przebiegł do kabiny, mijając Steve'a. – Pa na to! – Wychylił się do przodu i nacisnął niebieski przycisk znajdujący się na desce rozdzielczej. Tu-dududu-dudu-du"). Pasują też bohaterowie i relacje między nimi. Jedynie fabuła zdaje się jednak pretekstowa, no i IMO brakuje trochę tematu, "problemu" (tego, o czym jest ten tekst – oprócz przestawiania fabularnych pionków na planszy). Ale ogólne wrażenia na plus.

 

Nadrabiając komentarze piórkowe/plebiscytowe.

 

Powtórzę to, o czym już wspominałem, czytając to opowiadanie za pierwszym razem: bardzo fajne są bohaterki, ładny, rozbudowany świat i solidny research, który wzmacnia stronę science tekstu i uwiarygodnia tło. Pracować można by nad frazą i konstrukcją tej historii, zwłaszcza ekspozycją świata i bohaterów (teraz te elementy pozostają nieco mało czytelne, jeśli ktoś nie zna wcześniejszego tekstu z cyklu). Choć mam przeczucie graniczące z pewnością, że Tensza już nad tym pracuje/popracowała i jakiś zbiorek tematyczny za niedługo odwiedzi księgarskie półki… ;-)

 

Nadrabiając komentarze piórkowe/plebiscytowe.

 

W tekście bardzo rzetelnie została potraktowana strona science. Fajna jest sceneria, miejsce akcji itp. Teraz jednak przydałoby się pomyśleć o dociążeniu nogi literackiej. Nie chodzi o samą "poprawność zdań"; od tej strony jest OK. Ale już konstrukcyjnie na pewno można by z tekstem powalczyć – bardziej zadbać o napięcie, suspens, bardziej misternie wciągnąć czytelnika w tę historię. Bo pojedyncze sceny bywają już udane ("Spuścił wzrok. Po raz pierwszy nie wiedział, co powiedzieć. Słowa Olgi brzmiały jak pożegnanie. Tu i teraz. Przytulił ją mocno. Tym razem to ona wyszeptała do jego ucha bardzo dużo słów. Zrozumiał”). Końcówka też jest fajna, gorzka, ale jednak z odrobiną, hm, nadziei.

 

Ogólnie – tak SF pisywało się kiedyś: w oparciu o jeden centralny pomysł/motyw, wykorzystując do organizacji fabuły głównie nauki przyrodnicze. Jako ćwiczenie jest to ciekawe, ale IMHO przydałoby się teraz nieco zagęścić pomysły, pozwolić sobie na większe szaleństwo stylistyczne, pokombinować nawet nie tyle z fabułą, co z bohaterami i światem pokazywanym w tle.

 

Dzięki wszystkim za pomoc, dobre słowo i forsę (nie zapominajmy, of korz, o forsie ;-)! Zbiórka poszła piorunem (ponoć najstarsi górale z fundacji nie pamiętali takiego tempa…). Wiem, że to niewiele – ale w ramach podziękowania, wraz z nieocenionym wydawnictwem Powergraph <3, mam ZUPENIE DARMOWY miniaudiobook z jedną z nowel wchodzących w skład "Bestii najgorszej" ("Żadna na ziemi rzecz", ponad 100 stron w składzie). Każdy, kto ma chęć, niech zupełnie swobodnie pobiera, rozpowszechnia i obdarowuje tym plikiem innych. Tekst  w  trzech najpopularniejszych formatach znajduje się o tutaj. A potem, ewentualnie, bez skrępowania ocenia oceniającego… ;-)

 

Z Piórkiem wyręczyła mnie już jakaś dobra macka (mam swoje podejrzenia ;-). Dzięki! A z czasem – to do jose :-) – to wiadomo: w dzisiejszych czasach to najcenniejszy z kruszców. Tym bardziej trzymam kciuki za ciąg dalszy (choć niekoniecznie tej fabuły ;-).

W Piórkach za styczeń tekst joseheim miał remisową liczbę głosów, ale ponieważ ona sama nie mogła głosować, ten jeden dodatkowy głosik na TAK pozwoliłem sobie dodać ja ;-) Tym samym opiniuję Jej tekst piórkowy, zgodnie z nową świecką tradycją ;-) 

 

Formalnie to miks na skrzyżowaniu bajki, horroru i groteski ("– Dzień dobry – powiedział grzecznie zwierz, na co Kielecki aż pisnął z wrażenia"). Dobre są dialogi (chyba w ogóle najlepsze w tym tekście), i ogólnie językowa strona tekstu (wciągająca, płynąc swobodnie narracja); przyjamnie nakreślono relację między bohaterami. Nie przekonała mnie natomiast fabuła. To bowiem opowiadanie z serii tych, które można by ciągnąć w nieskończoność (i mnożyć kolejne sceny z protagonistami) – albo ściąć je o dobre 70% i też nie zauważyłbyś, że coś z tej historii ujęto. To znaczy – niby nic jej nie brakuje, jest “poprawna". No ale własnie, co ją wyróżnia? (Oprócz tego "rozwodnienia"?). "Inwazja bajek na rzeczywistość" jest OK jako punkt wyjścia, ale to tochę "za mało”, jeśli patrzeć na całość np. pod kątem ewentualnego druku. I o to, o tę "treść", “większą wyrazistszość”, wartałoby IMO jeszcze powalczyć.

 

Ale tak w ogóle to gratuluję wyróżnienia! :-)

 

Od nowego roku wracamy do zwyczaju komentowania Piórek – tyle że w składzie rozszerzonym do Marcina i Jerzego, których komentarze powinny pojawić się pod innymi wyróżnionymi tekstami (każdy wylosował swój ;-)) – więc swoje trzy grosze dodaję tu i ja.

 

Na poziomie zdania tekst pisany jest bardzo czysto; podobnie dobre wrażenie robi ciekawy, przemyślany świat w tle (mocno czerpiący z klasyki, ale i dorzucający co nieco nowego do tych wzorców). Mniej przekonał mnie już geraltopodobny (tylko w oku patrzącego?) Kerv Czyste Ostrza – niebezpiecznie zbliżający się do literackiej Mary Sue, w zasadzie w każdej ze scen ponury i złośliwy jak dwuwymiarowy cień postaci, a nie wiarygodny bohater z krwi i kości. Przydałoby się to parę razy przełamać – albo humorem, albo jakimś innym odcienem emocjonalnym (sceną o takim zabarwieniu). Przewrotka fabularna w finale za to – z Josselem – dobra.

 

W skrócie: solidny tekst, gratki :-)

 

Widzę że forma u niektórych dopisuje. Więc ja na szybko, co by nie psuć nastrojów. Z autorem "Diabła i meskaliny" już sobie wszystko wyjaśniliśmy; kiedy brałem tekst do druku, nie był upubliczniony, potem się trochę wyczekał w kolejce, coś nie zagrało w komunikacji i autor puścił go w swoim zakresie; kiedy się do niego zgłosiłem, dał mi o tym znać, ale ja już nie mogłem/nie chciałem się wycofywać i rzecz poszła do druku. Więc proszę bez linczów, zwłaszcza na autorze. 

 

Kwestię uczciwości autorów pozostawiam zresztą bez komentarza, wiem już tylko, żeby teksty np. od Gary’ego sprawdzać z większą czujnością niż inne. (Wiem, że dla niektórych z Was to może być szok, ale zazwyczaj sobie ufamy z autorami, nie chcemy zrobić siebie w konia itp.). Z tym że nawet jak coś znowu przegapię, to przecież to i tak droga w jedną stronę, sztuczka, która może się udać tylko raz. Jeśli komuś zależy zatem tylko na tym, żeby za wszelką cenę, po trupach, dostać się na łamy NF, to może mu się to ten jeden raz udać. Ale jeśli chce pisać, to nie ma drogi na skróty; po pierwszym tekście powinny przecież pójść następne. Wydawców też tak będziesz kiwał? Czytelników? Kogo jeszcze? Na dłuższą metę możesz tak tylko przegrać.

 

 O tym, że “Diabeł i meskalina" poszedł już do ludzi, dowiedziałem się, gdy zgłosiłem się do autora z plikiem poredakcyjnym. Wtedy było już niestety za późno, żeby rzecz wycofać z druku. Uznałem zatem na zasadzie wyjątku, żeby tekst mimo wszystko puścić.  Zresztą ci, którzy czytali tego szorta wcześniej, na pewno zauważyli, że w druku zmieniło się ok. 1/4 treści, m.in. cała końcówka, ale to jakby na marginesie, bo nie to jest tu najistotniejsze. Najważniejsze, że nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o zasady nadsyłania tekstów: dalej staram się publikować opowiadania, które nie były wcześniej nigdzie upubliczniane, i proszę o podsyłanie właśnie takich materiałów. Jak widzicie, w epoce netu nic sie nie ukryje, a czytelnika zirytować wyjątkowo łatwo ;-) A już całkiem serio: pardon, jeśli ktoś czytał ten tekst już wcześniej i poczuł się oszukany.

 

1. Będzie zwięźle i w punktach, we flejmie też potem nie pouczestniczę. Z góry za to przepraszam.

 

2. Będzie też bez emotikonek. Jeśli ktoś poczuje się urażony, niech pamięta, że za drażliwym zdaniem powinna być pewnie smutna albo uśmiechnięta mordka. 

 

3. Piórek nie ogłaszam dalej, do odwołania. 

 

4. Autorów "srebrnych" wyszukuję incognito, na miarę sił i potrzeb. Póki co do nikogo się nie zgłosiłem, ale bywały przecież okresy, kiedy dłużej nikt nie dostał srebra. To zawsze był przywilej, nie oblig – piszę o tym dla tych, którzy o tym nie wiedzieli albo zapomnieli.

 

5. Ale zawsze zostaje skrzynka redakcyjna.

 

6. Na którą, jeśli komuś za długo zwlekam z odpowiedzią, proszę pisać z mailem-przypominaczem. (To nie jest nowa opcja). Czasem wystarczy raz, czasem nie wystarczy, wtedy za jakiś czas proszę znów strzelać z maila-armaty. W końcu odpowiadam, staram się, żeby wcześniej niż później.

 

7. A nowe nadsyłane teksty najlepiej otagować w tytule maila (oprócz tytułu opowiadania) np. dopiskiem "Z PORTALU", a w treści wiadomości podać m.in. nick i zalinkować swój inny umieszczony u nas teks. Tym samym publikowanie opowiadań na portalu, oprócz tego, że od razu można dostać feedback pozostałych użytkowników, spełni też funkcję specyficznej wizytówki.

 

8. Nie wiem, czy takie wyjaśnienia wystarczą najbardziej zapalczywym z Was, ale mam nadzieję, że przynajmniej przydadzą się pozostałym. Pozdrawiam jednak wszystkich.

 

 

Teksty staram się przeglądać regularnie, ale nie komentuję ich, bo niestety aktualnie nie mam czasu na ewentualne dyskusje wokół tych komentarzy :-( Wiem, że to lipa, ale póki co niewiele mogę poradzić w temacie. Oprócz dalszego lurkowania ;-)

 

 

Też misię :-) Prelekcja Jacka – BARDZO w punkt. Polecam odsłuchanie jej wszystkim, którzy do Krakowa nie dotarli, a myślą o debiutowaniu.

 

Cieniu, chciałbym w to wierzyć :)

Ja tam wierzę ;-P

 

Tylko dwie osoby dodatkowi  do redakcji? Mało. A kto prowadziłby wstępną selekcje tekstów, pisał oceny i przedkładał szefowi działu pozy polskiej?

Roger, wyjdź na spacer czy coś, ochłoń, porozmawiaj z jakąś dziewczyną. Mantrujesz ten temat do znudzenia, gdy tymczasem raz za razem trafiasz kulą w płot; tekstów do NF mam aż nadto, a miejsca ile jest, tyle jest. Może już czas pogodzić się z tym, że każdy "redaktor prowadzący" w każdym z wydawnictw po prostu sam dobiera publikowane teksty, bo nawet jak zleca recenzje nadesłanych propozycji powieściowych – to wybiera z pełnej puli (którą jedynie poznaje w skrótach). Z opowiadaniami to nie zachodzi (no chyba że postulujesz istnienie kogoś, kto robiłby streszczenia opowiadań; ale wtedy jest to propozycja jeszcze bardziej kuriozalna, niż mogło by się wydawać na początku). Jeśli chcesz być pisarzem czy kimś w tym stylu, po prostu musisz się z tym pogodzić – albo zmienić branżę. Podobnie jak skoczek spadochronowy, owszem, ma prawo narzekać na grawitację, ale jeśli chce robić to, co robi, w pewnym momencie musi dorosnąć i przeprosić się z Newtonem.

 

Rzecz w tym, że Ty zamiast napisać dobry tekst, który przejdzie przez bramkę na takich zasadach, jak teksty wszystkich innych autorów, chciałbyś, żeby zmieniły się te zasady puszczania tekstów do druku. No, fajnie, spoko – rozumiem, że wydawnictwa książkowe też będziesz próbował shakować, zamiast po prostu pisać ciekawiej, lepiej, inaczej? Raz to się może oczywiście udać, ten jeden tekst do magazynu, wydawnictwa itp. przepchniesz ciałem; ale co dalej? Długofalowo nie wróży to sukcesu. I tylko nie mów proszę, że Ci chodzi o "większe dobro", a nie prywatę (tym, którzy tak twierdzą, nigdy nie chodzi o nic innego) – akurat w NF ukazują się teksty bardzo różnorodne i jeśli czytasz magazyn, to o tym doskonale wiesz: rozrywkowe, poważniejsze, przygodówki, trochę rzeczy kontemplacyjnych, SF i fantasy we wszystkich odmianach, horror też, choć jest go najmniej, bo najmniej ciekawych horrorów spływa na redakcyjną skrzynkę (tzn. takich, w których autorzy mają coś do powiedzenia, a  nie tylko kopiują po Kingu i chcą zdekapitować kilka głów w scenach bieda-gore). Nie ma tematu, konwencji itp., którym byłbym "statutowym wrogiem"; tylko trzeba się trochę postarać; w tekście, nie we flejmach.

 

 

BTW W kolejce do NF mam już teksty Cobolda, Mirabellki, Gwidona, Prosiaczka, w czerwcowym numerze idzie opowiadanie Tenszy. A to tylko lista spisywana na szybko, pewnie znajdzie się tego więcej. (Znaczy, odpowiadam malkontentom, którzy pytają, czemu autorów portalowych nie ma w NF; gdyby się czytało magazyn, toby się wiedziało :-P).

 

O, to, to… ;-) A na serio – zawsze po 3 miesiącach najlepiej ustrzelić mnie jeszcze mailem-przypominaczem (a potem kolejnym, jak znów zmitrężę…). Staram się, żeby ta chwalebna instytucja spełniała swą potrzebną rolę częściej niż rzadziej ;-)

 

Zapraszam :-) (Z miejsca podchodź do stolika i zaczepiaj; a jakbyś nie wiedział, jak wyglądam, celuj w krasnoluda z brodą i w bluzie z kapturem ;-). Elanar – szkoda; ewentualny termin majowy do ustalenia, jasna sprawa.

 

 

Wtem! Zupełnie niespodziewanie, czyli całkiem spodziewanie, podbijam temat ;-) Dziś od  godziny 19 bedę we wrocławskim Ur na Kotlarskiej. Jeśli ktoś chciałby pogadać – niekoniecznie o książce – o magazynie, pisaniu, redachtorowaniu, życiu i całej reszcie, zapraszam na kameralne piwko.

 

Że redaktor Cetnarowski co, przepraszam? Przybliżysz sytuację? Ciekawym – nie tyle, żeby Cię podszczypywać, bo cóż to by było za wyzwanie czy zasługa, tylko raczej żeby się dowiedzieć, jakie moje reakcje/komentarze mogły komuś dopiec. Zasadniczo staram się traktować każdego korespondenta lub użytkownika na portalu z szacunkiem, nawet jeśli pozostaję lapidarnym i oszczędny w opiniach. Ale, nie przeczę, w końcu mogłem komuś nieświadomie nadepnąć na odcisk. Donieś proszę zatem uprzejmie, o co chodzi, wraz z kontekstem.

 

Jak to mówią, następną razą ;-) Będziesz mial okazję, tak czy inaczej odwiedź Trójkąt Fantastyczny – kameralna, ciekawa i świetnie zorganizowana impreza, nie mówiąc już o tym, że sama Bydgoszcz malownicza :-)

 

…część tekstów wezmę też do magazynu (NF lub FWS) – tylko musimy mieć informację, co postanowiła Supernowa, żeby wiedzieć, na czym stoimy w temacie. Opinie do drugiego etapu też powinny być, jak już tu pisałem (każdy z jurorów ma do opracowania swoją "działkę") – tylko musimy się ogarnąć z czasem ;-) Co się tłumaczy tak, że pewnie pojawią się dopiero w przyszłym tygodniu, a i to, jak wypuścimy numer styczniowy do druku.

BTW w sobotę jestem w Bydgoszczy na "Trójkącie Fantastycznym" (wbrew nazwie, nie jest to impreza  wyłącznie 18+ ;-) – mam spotkanie o g. 15, w Kawiarni Szpulka na ul. Marcinkowskiego 12. Jak ktoś jest na miejscu, zapraszam. (O czym piszę, żebyście wiedzieli, czemu opinii nie będzie przez weekend ;-).

 

1. Opinie – pojawią się jakoś wtedy, gdy NF 12-16 trafi do dystrybucji; czyli pewnie w tym/przyszłym tygodniu.

2. Info o tekstach "do druku" – tu może to zająć trochę dłużej (więc autorów uprasza się dalej o cierpliwość), bo najpierw będzie się musiał wypowiedzieć wydawca. Ale tak czy tak coś do magazynu uszczknę, jak sądzę – tylko, zależnie od decyzji Supernowej, będzie tego więcej bądź mniej ;-)

 

:-) (Uśmiecham się do Starucha i fleur – tekst Mirskiego budzi skrajne emocje, i dobrze, tak miało być).

 

PS Aha, sądzę, że finaliści (wszyscy z "długiej" i "krótkiej" listy) mogą się póki co wstrzymać z upublicznianiem swoich tekstów w sieci – rozmowy na temat antologii trwają, a i ja mogę wziąć coś z tego do magazynu.

 

Myślę, że jak powiedziało się A, to trzeba i B – i zopiniujemy także teksty z finału, ktore nie dostały się do grupy ścisłofinałowej. Ale nie dziś ;-) To znaczy ,prawdopodbnie najlepiej poczekać z tym do oficjalnego ogłoszenia wyników w grudniowej NF.

 

Ash, to nie tak. Też uważam, że Jerzy za szybko ogłosił "ścisły finał" (tak zawężona grupa autorów powinna IMO ukazać się tylko w numerze z ogłoszeniem wyników). Ale, żebyśmy mieli jasność: przed ogłoszeniem wyników PRZECZYTALIŚMY WSZYSTKIE TEKSTY. Jedyna obsuwa – to ta tutaj, na portalu, z moimi komantarzami. Debatując nad finalistami, wiedzieliśmy już, że nikt więcej do ścisłego finału nie został/nie zostanie dodany. Inaczej jak moglibysmy uczciwie wybrać grand prix?

 

Tymczasem dodałem sześć moich mini-komentarzy. A dwa teksty trafiły do "szerokiego finału" – bardzo przyzwoite opowiadanie "Krew na śniegu" Beatrycze Nowickiej, zresztą o włos od ścisłego finału, i "Miejsce i czas" Agnieszki Zyśko, z ładnym, przewrotnym zakończeniem. To by było te 8 tekstów z listy.

 

Dzięki za cierpliwość. I raz jeszcze pardon za nadwyrężone nerwy.

 

Wczoraj się nie udało (pardon), i dziś się niestety też nie uda (pardon 2), ale jutro powinienem sie wyrobić (odpukać). Czytnik podpowiada, że u mnie to 6 tekstów – zobaczymy, co zostanie na liście, i czy gdzieś się coś przypadkiem nie zapodziało (odpukać 2!).

 

–> gwidon A ja, po Twoich co poniektórych komentarzach, myślałem, żeś już zupełnie zapomniał, co to znaczy, że po lekturze kapcie spadają… :-P

 

 

To i ja się pochwalę. Autorkami z portalu :-)

 

Tensza przysłała mi ostatnio taki tekst, że kapcie spadają z nóg, z kolei Mirabell, w trybie pracy posrebrnopiórkowej, przedstawiła cztery konspekty na takie opowiadania, że trzy z nich czytałbym już, a czwarte za chwilę ;-) Serio, jestem pod dużym wrażeniem, czapki z głów. I wielka redaktorska radość – to ten moment, kiedy poluźniam krawat, rozpinam koszulę i wskakuję na biurko, żeby wymachiwać marynarką.

 

Malakh ma zapewnioną solidną kocówkę na kolejnym conie za te komentarze, więc z szacuneczkiem do człowieka ;-P Serio, nie wiem, czy te nasze mini-opinie komuś pomogą, czy tylko wkurzą, czy może w najlepszym razie rozbawią literówkami, ale gdyby nie Marcin, to by ich najpewniej nie było. Skomentować "po godzinach" 150 tekstów, niechby i rozłożonych na trzech? Na Pyrkon powinniście mu co najmniej wykupić maści i okłady z miękkich macek mieszkańców z Aldebarana. Co najmniej ;-)

 

→ Aliss, Nieee, żadnego publicznego chłostania, na pewno bez żadnych nazwisk itp. (złota zasada jest taka, jak już, żeby wspominać o nazwiskach – przy chwaleniu, nie "ganieniu" ;-). Więcej było o samym ASie – majstrze nad majstrami, jeśli chodzi o pięknie skrojone opowiadania.

 

W pierwszym etapie czytamy osobno po kilka/kilkanaście tekstów, które potem puszczamy do finału – albo nie; i bierzemy się za kolejną partię. Potem wspólnie debatujemy nad podium – już spośród finalistów. Opowiadania Cienia nie przeszło niestety dalej, tj. do tego drugiego etapu.

 

Also – spośród finalistów na pewno nie wszystkie opowiadania trafią do magazynu; tylko te,  które wygrają II etap.

 

Aa, październik, no tak… +10 za (moją) spostrzegawczość..To jest szansa, ale nie na stówę – na 15 X szykuje mi się jakiś event w stolycy; jak dojdzie do skutku, to 16 dotrzeć do Wro na piwerko nie dam rady. No ale się zobaczy.

 

Prawda? Chodzą słuchy, że redachtorstwo najlepiej odpoczywa, czytając na skrzynce podobnie dobre teksty… ;-)

 

Nie, żebym się wtrącał, ale kombinuję sobie tak: jak napisaliście tekst, który mógłby się załapać, ale macie wątpliwości, "czy się łapie", to ja na Waszym miejscu bym to słał, żeby rozstrzygnął to redachtor… Nie się pomęczy, a co; najwyżej Wam podziękuje. A jak się okaże, że wszystko gra – no, to tyz piknie ;-)

 

Teksty wcześniej niepublikowane/nieupubliczniane jednak ;-)

 

Termin otwarty, bo to nie konkurs sensu stricto (każdy dobry przyjmę). Powiedzmy, że fajnie by było dostać coś pierwszego do końca roku ;-)

 

Tamten komentarz był faktycznie mega słaby, gwidonie; malakh postąpił właściwie.

 

 

Tempo jest "normalne” z mojej perspektywy – to znaczy akurat zbiegły się w czasie: okazja (rocznica Grunwaldu, a tekst jest o fantastycznie podrasowanym Jurandzie ze Spychowa), odpowiednia liczba znaków opowiadania (do dopasowania z resztą tekstów w stawce)  i jego "ogólna tematyka”, pasująca mi także pod inne teksty w numerze. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, znaczy ;-P Uprasza się tedy porzucić wszelakie teorie spiskowe – i zanabyć numer celem lektury owego "kontrowersyjnego" dzieła ;-)

 

Jerzy zarobiony, więc upoważnił mnie (khem, khem), żeby zamieścić jego autoryzowane (khem, khem) odpowiedzi.

 

1.Czy bycie naczelnym, imponuje babeczką? (Czy kobiety zatrzymują Pana na ulicy i proszą o autograf na swych obnażonych, dziewiczych piersiach?)

Niezmiernie. Napoleonkom też.

 

2.Czy ilość siwych włosów, rośnie wprost proporcjonalnie do długości bycia naczelnym?

Zależy gdzie; na klacie, owszem.

 

3.Czy ktoś próbował załatwić sobie publikację w magazynie przez łóżko?

Smutne, ale nie. Duch w narodzie ginie.

 

4.Najlepszy tekst publicystyczny jaki znalazł się w NF, od czasu objęcia przez Pana steru nad magazynem (Subiektywnie).

Wstępniak; wybierz którykolwiek.

 

5.Czy przyjąłby Pan mnie do znajomych na Facebooku?

500+ to nasza zwyczajowa stawka w podobnych przypadkach.

 

6.Jaka była najśmieszniejsza sytuacja w redakcji?

Jak DJ Jajko połknął banana nosem.

 

7.Czy jest koncepcja jakiejś zmiany (czy zupełnie nowa rzecz), którą chciałby Pan umieścić w przyszłości w NF? (jeśli można zdradzić).

Sute premie dla redaktorów (zwłaszcza działu polskiego) za ich wytężonę i pełną poświęceń pracę.

 

8.Na koniec retorycznie: Czy pamięta Pan swój pierwszy wstępniak? (I czy łatwo się go pisało? ;)

Pamiętam, trudno żeby nie, skoro mam wytatuowany w takim jednym miejscu;  tatuator mówił, że pisało się całkiem-całkiem.

 

A teraz – jakbym nagle szukał zatrudnienia, pomożecie…? ;-)

 

–> DJ Jajko Znać żółtodzioba… :-P A autokorekta Worda to pies? ;-)

 

 

Krowa na polu bitwy w latach 50. XX w.? Myślę, że to się dało zrobić ;-) A co do “Wolfensteina" – no IMHO przecież właśnie chodzi o to, że "polski pop stalinowski" pisany jest  tu na schemacie z fabuł komiksowych z Hameryki z tamtych czasów.  Jak jest za poważnie, to pada uwaga ,że “w magazynie brak jest rozrywki"; jak jest za lekko – to "za mało Dostojewskiego w historii o polskim superbohaterze" ;-) Więc staram się, żeby było i tak, i tak. I nie, żebym pił tu szczególnie do Ciebie, Staruch; fajne te Twoje opinie o tekstach, nawet jeśli z plagą literówek wciąż się zmagamy (i zmagamy, i zmagamy…) ;-)

 

--> Tensza Kurczę, dziwne – ta najstarsza już powinna dojść; lutowa faktycznie nie (bo wysłałem zaległości do lutego właśnie…). W każdym razie nie będę już czekał tak długo – i najświeższe zaległości postaram się nadrobić w czerwcu. Jakoś pokombinuję, żebyś nie była stratna ;-)

 

Czuję na sobie czułe spojrzenie twórców newslettera ;-) (W mailingu idzie info i tym, co będzie w nadchodzących numerach NF i FWS, i co się dzieje na portalu).

 

"Zaśniemy" nie autoryzuję, ale "Chodźmy na piwo" padło niechybnie ;-) (Na wszystkich prelekcjach, na jakich byłem tego dnia, bawiłem sie przednio i słuchałem z ciekawością). Ale, ale – musowo w takich razach zaczepiaj; po to są takie spotkania, żeby pogadać w mniej oficjalnych okolicznościach przyrody :-)

 

Potwierdzam, DF-y bardzo udane, choć nie byłem i na połowie punktów programu, które sobie wynotowałem (tak było interesująco). A obrady w pobliżu "budki z piwem" własnie po to są, żeby się narzucać ;-) Ogólnie faktycznie przydałoby się parę stopni więcej, ale i na to ludzkośc wymyśliła sprawdzone goralskie metody. Dobry konwent!

 

 

Nie wiem, czy na 10 uda mi się dotrzeć na teren konwentu, ale jakoś tak od południa powinienem się już tam kręcić. Gdyby ktoś kręcił się równiez, zapraszam do tak zwanego zaczepiania w kuluarach ;-) Jakby co ;-)

Ok, jak widać, w tym tygodniu nie wyrobiłem. Odświeżę temat ,jak mi się przejaśni jakieś "okno startowe". Może – powtarzam – na Dniach Fantastyki? Na jakieś popołudnie powinienem tam dotrzeć, jak by co ;-) Odpukać…

Hm, prawdaż… Dobra, poczekajmy do przyszłego tygodnia – i zobaczymy, co się wtedy uradzi. Może, a nuż – rodzinne portalowe popołudnie na Dniach Fantastyki…? :-)

 

Słusznie :-) Ale, kurde, sprawa wcale nie jest bardziej klarowna… To znaczy – z mojej strony – moglibyśmy się spotkać albo za tydzień w piątek (co dodatkowo nie jest pewne), a to piątek przedmajówkowy, może ludziom nie pasować. Albo – dopiero  13 V, bo 6  V prowadzę spotkanie z Orbitowskim ;-) Dodatkowo to, czy piątek za tydzień wchodziłby w ogóle w grę, będę wiedział dopiero w okolicy przyszłego czwartku. Czyli bezsęsu trochę. Zatem połowa maja dopiero? Co sądzą zainteresowani? ;-)

 

Dla mnie to nie problem (zmiana), ale nie wiem, czy do druku (bo właśnie składamy numer) nie poszło już, że Tensza dostała Piórko brązowe… Zamonituję, postaram się to skorygować – jak nie, to będziemy mieli wyniki z alternatywnych światów  ;-) (W magazynie brąz, tu srebro). Pardon za – niepotrzebne – zamieszanie.

 

Powinien. A u siebie w sklepie/kiosku poproś sprzedawcę, żeby następnym razem magazyn zamówił. Dystrybucja to u nas temat-rzeka – w praktyce okazuje się, że najlepiej w jego rozwiązaniu pomagają właśnie takie akcje oddolne, czyli zmobilizowanie sprzedawców w "swoich" punktach sprzedaży.

 

Autor "Kołowrotu przeznaczenia" też jest z forum? No to czemu mi tego nie powiedział – zaznaczyłbym w notce autorskiej.

Okej, to faktycznie mamy numer historyczny – wszystkie trzy teksty z działu polskiego napisali autorzy z portalu… :-)

 

No fakt, to już rzeczywiście silodna grupa pod wezwaniem :-) Przełóżmy wszelakoż spotkanie na np. tydzień po Świętach, co? (Jak nie koklusz i gradobicie!, odpukać). Bo jak rozumiem, Fisz wstawia tu siebie na taką wlaśnie okoliczność (upewniłem się co do tego na priva ;-), a i u mnie okazało się, że w sobotę mam wyjazd za miasto , jako kierowca, więc jutro po drugim piwie musiałbym powoli wciskać hamulec ;-)

 

Hm, ponieważ zbieramy się do tego spotkania jak do ciężkiej roboty, to  jednak proponuję przełożyć rzecz o 2-3 tygodnie. Słońca więcej wyjdzie, to raz, dwa, że Fisz będzie na chodzie (a wiszę mu piwo, więc mam nadzieję, że się stawi ;-), i trzy, że może większej liczbie z nas przypasuje ten termin. Może być, czy ludzie już porezerwowali noclegi u rodziny i nie ma co w tym mieszać? :-)

 

 

To jaki mamy stan osobowy na dziś? (Gdybyśmy spotykali się w najbliższy piątek). Wpisujcie się ci, co będziecie lub najpewniej będziecie – jak się okaże, że większość ma pod górę z terminem, to pokombinujemy nad przeniesieniem spotkania o tydzień czy dwa. A Ty, Fiszu, dołaczysz albo wtedy – albo na nastepnym spotkaniu, już pewnie wiosennym :-)

 

Nowa Fantastyka