Profil użytkownika


komentarze: 7961, w dziale opowiadań: 4319, opowiadania: 1622

Ostatnie sto komentarzy

A ktoś ma jakąkolwiek opinię na temat wydawnictwa Kłobook? Nowe, małe, celuje w fantastykę, ale ich strona fejsbukowa i internetowa wygląda tak milusio, że aż mi się tryb “ostrożność” włączył.

Ktoś, coś?

Berylu, dzięki.

Zrobię to, jak książka się ukaże i założę odpowiedni wątek. Na razie zostało pięć dni, a ja cały czas się obawiam, że jakaś apokalipsa jednak nadciągnie. ;)

Rosebelle, nazywam się Agnieszka Osikowicz-Chwaja. Powinnaś znaleźć. Zapraszam zresztą wszystkich. Na stronie autorskiej mam różowe włosy, na prywatnej – niebieskie. I w ogóle ujawnij się też prywatnie, to się fejsbukowo zaznajomimy. ;)

Aha, przy okazji napiszę, że jeśli świat się nie zawali, to premiera ma być 27 sierpnia. :) Na Lubimy Czytać podstronka już jest.

Gratuluję, Śniąca! :)

“Inkub” Artura Urbanowicza. Przeczytałam skuszona entuzjastycznymi recenzjami, ale nieco się rozczarowałam. Czytało się dobrze, zwłaszcza podczas urlopu, kiedy wchodzą głównie lekkie powieści. Jednak główny bohater został tak niedorzecznie skonstruowany, że mocno utrudniało to zaangażowanie w jego losy. No i finał, a właściwie droga, która do finału bezpośrednio doprowadziła, wzbudziła we mnie lekkie zażenowanie

O, no gratuluję. Chociaż to trochę dziwna organizacja, w takim razie.

 

Zygfrydzie, dzięki. 

Jak nie wyskoczy nic niespodziewanego, to jakoś za miesiąc. I nie będę narzekać, oczywiście, ale sama jestem zdziwiona tym tempem. :)

Dzięki ponownie. :)

Asylum, no, co nieco będzie się już można dowiedzieć. :)

 

Dzięki, Dziadku. Ej, Tenszo, zrzędziłaś jak chyba żadna inna beta! :-)

Dzięki, dziewczyny. Uf, to już może z 10 egzemplarzy pójdzie, jak rodzina się spręży. ;)

 

Tenszo, tak, to właśnie to.  Ociupinkę poszerzone.

Śniąca – będę prosić o zdjęcie! heart

Mirabell – dziękuję. Ale to Tobie należą się gratulacje, bo to Twoje opowiadanie jest w nowej NF. Więc – gratuluję!

Dzięki, dzięki, dzięki i dzięki. :)

Tak, Belhaju, to właśnie to. Oczywiście wszystkim betującym będę jeszcze raz dziękować. :)

Śniąca – a jak ja się cieszę! Chociaż Asger pluje jadem, jak się go chce przytulać. ;)

 

Pewnie trochę wcześnie, ale nie mogłam się powstrzymać i założyłam sobie na fejsie stronę autorską. Jakby kto chciał wpaść, to oczywiście zapraszam. 

Tak, Asger Sidort na papierze. W końcu mu się należało. ;)

 

Dzięki!

Na razie właściwie nie mam się czym chwalić, bo nic fizycznie jeszcze w łapach nie trzymam, ale jak ktoś zajrzy do Nowej Fantastyki, która już od dzisiaj w sprzedaży, to bardzo proszę, by się zatrzymał na stronie 15 i pooglądał reklamę mojej książki “Pamięć Lasu”.  Całkiem niebrzydka chyba jest.

Wiem, to nie to samo, co opowiadanie w papierowej NF, ale zawsze coś. :)

Tomasz Duszyński, “Glatz”. Naprawdę wciągający retro kryminał, z naprawdę beznadziejnie wykreowanymi postaciami kobiecymi.

Ale najbardziej żenująca jest korekta. Nie mam pojęcia, jak wydawnictwo SQN mogło wypuścić coś takiego. Literówki, powtórzenia, stylistyczne potworki, kompletnie przypadkowa interpunkcja. Czytam i nie mogę wyjść ze zdumienia. Aż sobie sprawdziłam, czy ktokolwiek za tę korektę odpowiada.

Tak. Ktoś to zrobił. Wydawnictwo SQN i Paweł Wielopolski – shame on you. Masakra.

Wreszcie się zabrałam za “Każde martwe marzenie” Wegnera. I chociaż fanką Wegnera pozostałam, to pierwsze 100-150 stron zmęczyło mnie na tyle, że gdyby to nie ten autor, to ciepnęłabym w cholerę. Postać cesarza, który rozwlekle, wraz ze swoimi współpracownikami, tłumaczy nam politykę Meekhanu – no cóż, naprawdę można było sobie darować taki łopatologiczny, rozbudowany ponad miarę i rozsądek głos z offu, zwłaszcza że wszystko dałoby się zgrabnie wpleść w fabułę.

A już monologi, w których niby wszystko miało zostać powiedziane konkretnie, w żołnierskich słowach, bez zbędnych ozdobników, a które w rzeczywistości przepoczwarzały się w zdania wielokrotnie złożone, z dygresjami i opowieściami o dupie Maryny – no, naprawdę, łatwo nie było.

Na szczęście po tych stu stronach cesarz odzywał się coraz rzadziej.

O, widzę że nie tylko ja mam kosę z bookbookiem. Kiedyś wydałam u nich 3 stówy na książki, a przy kasie panie kelnerki dawały do zrozumienia, jak bardzo przeszkadzam im w sprawnym roznoszeniu sernika. Też tam już nie chodzę i nie pójdę. Całe szczęście, że jest Lokator.

Rogasie, gratuluję! Poczytam.

 

To i ja się podepnę – w tym samym Silmarisie jest i moje opowiadanie, “Sielskie okoliczności pewnego opętania”.

A w wywiadzie z naczelną wydawnictwa Alegoria, Joanną Czarkowską, zapowiedź mojej książki “Pamięć Lasu”. Zresztą, Joanna Czarkowska zapowiada nie tylko moją książkę, ale i sporo innych, autorstwa znanych portalowych nazwisk. :)

Dzięki, Irko. :) Sprawiłaś mi ogromną radość przeczytaniem tych opowiadań i komentarzami.

Co do tej rebelii – nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Kto wie, może się jeszcze wszystko ułoży? W pierwszym tomie raczej nic o tym nie będzie, to kwestia kolejnych. I tak, oczywiście że się pochwalę, kiedy książka się ukaże. :)

Mnie to zakończenie też niestety zabrzmiało stereotypowo, ale może to dlatego, że taki mamy ostatnio klimat w kraju, że straszy się uchodźcami, wrzucając ich do jednego wora z terrorystami. Rozumiem jednak, że nie taki miałaś zamiar i pewnie gdyby klimat w sprawie kryzysu uchodźczego w Polsce był inny, to też i moje skojarzenia poszłyby w inną stronę. A tak… Ja to bym pewnie kazała jakiemuś pijanemu kierowcy albo innemu piratowi rozjechać Zofię, bo oni są w Europie zdecydowanie bardziej niebezpieczni i mają tysiące razy więcej ofiar na koncie. :)

Ale opowiadanie mi podeszło, bardzo dobrze się je czytało. Sam koniec, czyli śmierć Zofii, abstrahując od jej przyczyny, też dobrze wybrzmiał. Trochę mnie zdziwiło, że Hermes (zanim jeszcze dorwał się do internetu) w niektórych sprawach był jak dziecko we mgle, a w innych radził sobie sprawnie (zamówienie taksówki, zapłata za nią, wynajęcie pokoju w hotelu, zamówienie pizzy).

Dzięki. :)

Co dalej z dybukiem – tak się składa, że właśnie teraz zaczynam pisać krytyczny fragment. ;) Ale to będzie dopiero w drugiej części mojej książkowej serii, więc jeszcze trochę trzeba poczekać. :)

Ja z tych, co w tego typu tekstów nie wszystko muszą mieć wyłożone, odrobina niedopowiedzeń robi nawet takim opowiadaniom dobrze. No, może trochę więcej chciałabym się dowiedzieć na temat powodów traumy bohaterki.

Ciekawy tekst, dobrze napisany. Tak, spodziewałam się pod koniec wybuchu jakiejś bomby i się nie doczekałam, jednak ostatni dialog między Olgą a kotem sporo wynagrodził (ten dialog jest świetny). 

Masz małe, ale naprawdę małe, problemy z interpunkcją. Sprawdź sobie zasady wstawiania przecinków w zdaniach typu czy…, czy… lub ani…,ani… (sytuacja wyboru lub braku wyboru).

W komentarzu pod Osadą napisałaś, że Miasto to najbardziej “osobny” tekst

 

Chodziło mi raczej o to, że to najbardziej “całościowy” tekst – dostali misję, przyjechali, rozwiązali sprawę, koniec historii. Nie ma otwartych zakończeń, wątki w tle, którymi to opowiadanie łączy się z innymi, też chyba są dość łagodnie zarysowane.

Dzięki za przeczytanie kolejnego opowiadania, miło mi czytać, że się spodobało.

I obiecuję, że w najbliższym tygodniu sięgnę wreszcie po Twoje teksty. :)

Drakaino – gratuluję!

Fun – dla Ciebie również wielkie gratulacje. 

 

Och, i jeszcze Wiktor oraz Joseheim – gratulacje!

Jak to się stało, że ten cudowny tekst ma tak mało komentarzy? Ludzie, przybywajcie, czytajcie, komentujcie! To jest jedno z tych opowiadań, których nie należy czytać na zasadzie: ach, tylko zajrzę, skończę później, bo przecież mam teraz w cholerę rzeczy do zrobienia! Bo jak sobie o tym przypomniałam, to było za późno i zostałam wciągnięta jak w Świteź. 

Jedną mam tylko uwagę. Zakończenie wydało mi się trochę zbyt pośpieszne. Za szybko Kindze, a potem i Eli, udało się przekonać OM do swoich racji. Tu mi zabrakło nieco tego klimatu, który czułam przez cały tekst.

Wielkie brawa.

Dzięki, miło mi. :) Jeśli sięgniesz po następny tekst z tego świata, to czeka Cię “Miasto” – chyba najbardziej “osobny” tekst, z małą liczbą nawiązań do całego świata. I chyba najbardziej rozrywkowy.

A ja wkrótce postaram się przeczytać coś Twojego.

Pozdrowienia od nowego czytelnika. :) Na razie kilka rozdziałów za nami i jest bardzo dobrze.  Kurczę, nawet mnie się podoba, a zdecydowanie nie jestem targetem literatury dziecięco-młodzieżowej. Świetna robota, dziewczyny! Gratuluję.

Co prawda Anet potwierdziła i to wystarczyło, ale dla formalności jeszcze ja to zrobię. Tak, "Władca Much".

– Prosiaczku.

– Co?

– To był Simon.

– Mówiłeś już.

– Prosiaczku.

– No?

– To było morderstwo.

– Przestań! – krzyknął Prosiaczek ostro. – Co dobrego przyjdzie z takiego gadania?

Poderwał się i stanął nad Ralfem.

– Było ciemno. Był ten… cholerny taniec. Były błyskawice, pioruny, deszcze. Baliśmy się!

– Ja się nie bałem – powiedział Ralf wolno – ja… nie wiem, co się ze mną działo.

Pewnie Chilling Adventures of Sabrina, czy jakoś tak. Też nie widziałam.

 

EDIT: Ale mi kiedyś cały czas wyskakiwało na głównej stronie Netfliksa.

 

Przyszłam zwabiona nominacją i przyznaję, że nominacja zasłużona. Pięknie napisany, nostalgiczny tekst. Zdziski, Halinki i Jadzie bardzo pasują do znużonego życiem Artura. Płynna narracja, a w tle melancholia i spleen. Brawo.

Dzięki. ;)

Piórka wtedy przyznawane były w dość dziwny sposób. Mam wrażenie, że co najmniej 2-3 lepsze moje teksty zostały pominięte. ;)

Cieszę się, że się podobało. I czekam na dalsze opinie. ;)

Ponieważ sama taki tekst zakończyłabym dokładnie tak jak Ty, więc spodziewałam się finału.

Ale i tak mogę napisać tylko – szkoda, że tak rzadko ma się okazję przeczytać coś Twojego.

Irko, nie, pierwszy ma być w sprzedaży w tym roku, myślę, że najpóźniej jesienią. Jest po korekcie i redakcji, przed składem, i wciąż trwają prace nad okładką. Ale żeby zachować rozsądną (tzn. niezbyt długą) przerwę między tomami, drugą część powinnam oddać do wydawnictwa do końca roku. Co wydaje mi się, że zrobię z palcem w nosie, bo wreszcie wróciła mi wena i radość z pisania. :)

Dzięki, MrBrightside! Z jednej strony to strasznie fajnie czytać takie komentarze, a z drugiej – im bliżej godziny zero, tym bardziej się boję. :) Piszę teraz drugi tom i – jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach – cały czas uświadamiam sobie, co w pierwszym mogłam zrobić lepiej. ;)

O, to gratuluję, Cet i Kam! :)

 

I Funowi gratuluję, i Blacktomowi, i Remi-G. Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam, bo widzę, że dawno mnie tu nie było i znowu powodów do gratulacji się nazbierało. :)

No to ja też się tu ogłoszę. Mam na portalu opowiadania z mojego cyklu, takie fantasy w realiach  wzorowanych na naszym wczesnym XIX wieku. 

Pierwszy tekst to “Pierwsza żona” (ale teraz jestem w stosunku do niego dość krytyczna, bo to też było właściwie pierwsze napisane przeze mnie opowiadanie, więc można śmiało pominąć).

Potem jest “Osada”, “Miasto”, “Gorączka” i “Rozstaje”. “Osadę” i “Gorączkę” będę zresztą niedługo stąd usuwać, więc ostatnia szansa, by przeczytać je w takiej formie. ;)

A jeszcze w tym roku ukaże się mój debiut książkowy, też w tym świecie, z tymi bohaterami, z wydarzeniami, które miały miejsce przed wszystkimi opowiadaniami (przynajmniej w pierwszej części cyklu).

brakuje mi odpowiedzi na pewne pytania i logiki gdzieniegdzie – ale to nie przeszkodziło mi oglądać prawie każdego odcinka z ogromną radochą. Sama się zastanawiam, jak to jest, że dostrzegałam niedostatki, a jednak mnie wciągnęło.

 

Tak, właśnie tak miałam do końca piątego odcinka. Ale szósty to już naprawdę było przegięcie. Nawet ja wymiękłam.

Nawet jeśli postaci wylądowałyby na końcu w tych samych pozycjach byłoby to dużo lepiej uwarunkowane.

 

No właśnie to jest ten główny ból. Nie ich finalny los jest  niestrawialny, tylko połebkowy, często nielogiczny, niewiarygodny sposób, w jaki sobie go zgotowali.

Ja się mogę podpisać pod właściwie wszystkimi pytaniami stn-a. Wczoraj po obejrzeniu finału nawet mi się nie chciało silić na dłuższy komentarz. Dla mnie odcinek był ok do momentu aresztowania Tyriona, potem zaczęła się ta łopatologiczna dyskusja Tyriona z Jonem i dopiero sam finał (trzy losy trzech postaci) jakoś troszkę podniósł poziom. Chociaż nie rozumiem, dlaczego podoba Wam się pomysł na Aryę – dla mnie to typowe wyjście, gdy się pomysłu nie ma. Pojadę tam, gdzie się mapy kończą. Fajowo.

Drogon nagle się zachowuje, jakby umiał myśleć, a to przecież głupia bestia była. O Dothraki Ziemowit Szczerek zapytał dziś na FB, czy zostali na miejscu i stali się Węgrami. Po co ten biały koń? I tak, po co ten mur w ogóle z taką obsadą?

 

Nie mam nic przeciw temu, że Westeros właściwie wciąż siedzi na beczce prochu. To dla mnie nie jest błąd, to jest po prostu historia. Wojny będą, w świecie realnym też pewnie jeszcze za życia Sansy i Brana doszłoby do konfliktów, może i między nimi. Opowieść doszła do końca w pewnym momencie, ale życie toczy się dalej. To nie koniec dziejów, to koniec pewnej historii.

Jednak Wasze sugestie, że scenarzyści chcieli zasugerować, że Bran to może tak naprawdę zły, a Sansa taka i owaka, uważam za chybione. Scenarzyści nie raz pokazali w tym sezonie, że takie subtelności to oni mają w poważaniu. Dopędzili do końca, gubiąc po drodze coraz więcej sensu. Wyrafinowania bym się nie spodziewała.

 

Dodam jeszcze, że dla mnie to był najsłabszy odcinek z najsłabszego sezonu.

Tak jak w przypadku całego sezonu nie byłam chyba AŻ tak krytyczna jak większość z Was, to z tego, co tu pobieżnie przeczytałam, co do ostatniego odcinka jestem chyba bardziej. Nie chodzi mi o zakończenie wątków postaci, bo do tego nic nie mam, tak jak wcześniej (no, chociaż ten Bran…), uwagi raczej miałam i mam do tego, jak do tych zakończeń dochodzono. Na plus na pewno Sansa.

Ale rany, jakie to było nudne i łopatologicznie przegadane! Daenerys się zamknęła, to jej rolę w gadkach motywacyjnych przejął Tyrion i gadał podobnie jak ona patetycznie i głupkowato. Ten dialog z Jonem w więzieniu, gdy pięć razy mówił to samo tylko nieco innymi słowami – no, autentycznie parsknęłam śmiechem. Albo potem, podczas wyboru króla. 

A kiedy Szary Robak powiedział, że kara dla Jona (albo dla Tyriona, bo się pogubiłam) jest za mała, to powiedziałam – zamknijcie kogokolwiek na tydzień w pokoju z Greywormem – nic gorszego wyobrazić sobie nie mogę. Ten gość torturuje swoim patosem i ograniczeniem umysłowym na maksa.

Jakub Małecki, “Dżozef”. Bardzo pasuje to powtarzającej się czasem dyskusji o granicach fantastyki i o tym, jak to czasem fantastyka staje się mainstreamowa, jeśli autor nie bardzo przyznaje, że to co napisał, to czysta fantastyka. Polecam, Małecki najwyraźniej potrafi pisać i tworzyć udanych bohaterów i opowieści.

Dla mnie chyba najbardziej przykre jest to, że przestałam przejmować się bohaterami. Przez to pośpieszne zamykanie wątków stali mi się obojętni. Na początku sezonu myślałam, że jeśli zginie Jaime, to będzie mi autentycznie przykro. I co? Wzruszyłam tylko ramionami. To, że kilkoma zdaniami (bo nie powrotem do Cersei) kazali mu zaprzeczyć całej swojej przemianie i osobowości sprawiło, że stracił wiarygodność jako postać. Tyrion też jest mi całkiem obojętny, bo to cień dawnego bohatera.

I teraz myślę, że najlepiej by było, jakby to jednak Daenerys wygrała. Nie lubię tej postaci, drażniła mnie od początku, ale niech zasiądzie na zgliszczach i niech psychopatka rządzi Siedmioma Królestwami. Bo właściwie czemu nie?

A te smoki są tak silne, jak to jest akurat wygodne

Tak, to jest właściwe zdefiniowanie problemu ze smokami. Ja jeszcze się zastanawiałam, czy taki smok nie musi się od czasu do czasu naładować. Ogień nie bierze się znikąd, potrzebne mu jakieś paliwo, jakiś zapłon czy co tam. Spalił całe miasto bez tankowania czy regeneracji?

 

Czytam Wasze narzekanie i trudno częściowo się nie zgodzić. Ja po prostu uważam, że wątki bohaterów kończą się logicznie, tylko pośpiech w ich domykaniu robi złą robotę:

 

Cersei nie wzruszyła się dlatego, że nagle miała ludzkie uczucia, tylko stanęła w obliczu śmierci swojej i dziecka oraz upadku swej władzy. Los mieszkańców raczej jej nie wzruszył.

 

Jaime wrócił do Cersei, co – jak już pisałam – moim zdaniem było jedynym logicznym wyjściem, chociaż po ludzku rozczarowało. Tylko – chyba żeby to nieudolnie ułatwić – kazano mu wygłaszać kwestie, które rzeczywiście zaprzeczyły jego przemianie (że nie obchodzi go los ludzi, że jest pełen nienawiści etc.). A wystarczyło, by po prostu dał do zrozumienia – sorry, zombiaki pokonane, teraz chcecie pokonać moją siostrę, moja lojalność nakazuje mi tam wrócić. Po co związek z Brienne albo skąd fakt, że ruszył do Cersei dopiero wtedy, gdy wydawało się, że osiągnęła przewagę – nie mam pojęcia. I to właśnie takie dziwne wcześniejsze tropy doprowadziły do tego, że jego ostatnie decyzje powodowały konfuzję.

 

No i znowu Daenerys.

Nie zabijała niewinnych, tylko winnych (krzyżowanie władców niewolników), – No, to mnie jednak kompletnie nie przekonuje. Ja wiem, że krzyżowanie było w zamierzchłej przeszłości całkiem często spotykaną karą, ale jednak z punktu widzenia dzisiejszego widza to kara wyjątkowo barbarzyńska. I poprawcie mnie, jeśli się mylę – ale ona wymordowała całą grupę społeczną, właściwie bez procesu, za goły fakt posiadania niewolników, bez znaczenia, jak się ich traktowało. Nie zrozumcie mnie źle – niewolnictwo to paskudna sprawa, jednak w świecie, gdzie sprawiedliwym miałoby się wydawać krzyżowanie całych grup społecznych, to to niewolnictwo nagle wydaje się jakby nieco mniej straszne. To był dla mnie ewidentny moment, w którym pokazano, że jej odbije kiedyś na maksa. Odbiło. W czasie, gdy okazało się, że nie ma takiego poparcia i miłości ludzi, do jakiego jest przyzwyczajona, kiedy niezwykle żądnej władzy Daenerys objawił się ktoś, kto ma do tej władzy większe prawa niż ona, kiedy zdradzili ją (lub wydawało jej się, że ją zdradzili) najbliżsi doradcy i mężczyzna, którego kochała. 

Tak, to dobry moment na to, by odezwało się w niej szaleństwo. Tylko znowu, pospieszne kończenie wątków trochę to wszystko popsuło.

 

Nie wiem, czy Arya wcześniej była w tego rodzaju jatce, która polegała właściwie wyłącznie na masowym paleniu i waleniu się murów, w której kompletnie nie było miejsca na indywidualną walkę, a śmierć lub życie należały wyłącznie od przypadku. Nie pamiętam.

 

No i nie mam zielonego pojęcia, kto i gdzie tu zarzucał coś wątkowi szaleństwa Daenerys.

 

Może rzeczywiście nie tutaj, nie będę już sprawdzać. W netach to jest tak krytykowane, że może mi się już pomieszało. ;)

 

Z tego odcinka bardziej uderzyły mnie drobne nielogiczności. Np. Cersei z uporem maniaczki stojąca w niemal otwartej wieży, jakby to był najbezpieczniejszy punkt w mieście palonym przez paskudnego smoka.

 

EDIT: I zgadzam się z Miniskułą, że to był trochę taki odcinek ratowniczy. Sporo popierniczyli w poprzednich, więc trzeszczenie w szwach słychać. No i zgadzam się też, że wątki są zamykane na szybko, a White Walkers to właściwie cholera wie po co byli i leźli tyle czasu, skoro rozprawiono się z nimi w jednym odcinku.

A ja się nie zgodzę z większością (oprócz Miniskuły, z którą zgadzam się w znacznej części). Smok nie jest NAGLE potężny, tylko jest ZNOWU potężny, po tym dziwnym czwartym odcinku. 

Arya, indywidualna bohaterka z hardą miną, stanęła przed sytuacją, która ją przerosła. I to mi się podobało. Zaczyna z butną miną, ja tu zaraz Cersei pokażę, a nagle staje w obliczu masowej rzezi, która jest większa od niej. Jak wszyscy – jest wobec niej bezradna. Tak, to moim zdaniem zdecydowanie mocny punkt.

Jaime – od początku uważałam, że to jedyne sensowne rozwiązanie (jego powrót do Cersei). Owszem, mogłam mieć nadzieję, że się uwolnił od jej wpływu, ale to właśnie byłoby pobożne życzenie. Zresztą, zaraz po przybyciu na północ oznajmił, na zarzuty, kogo on to wcześniej nie zabił, że tego nie żałuje, nie przeprasza, bo wówczas to były sprawy rodowe i chodziło o lojalność. W obliczu White Walkers chodzi o coś ważniejszego – przetrwanie. Przetrwali, wrócił czas na lojalność. Owszem, spieprzyli wątek z Brienne, jednak tak naprawdę nic innego wydarzyć tu się nie mogło. Wszystko inne byłoby nielogiczne.

No a zarzutów co do tego, że Daenerys nagle odbiło, kompletnie nie rozumiem. To, że ona jest tykającą bombą było wiadomo od początku. Wybuchła, i tyle.

No cóż, to już i dla mnie było trochę za dużo.

 

Scena z Bronnem jakaś kompletnie z dupy. Ja rozumiem, że on w gruncie rzeczy jest cynikiem, ale jednak zdaje się ocalił Jaimego przed jakimś smokiem czy coś i w ogóle był z nim dość zżyty. A teraz przychodzi, macha kuszą i wychodzi.

Potężny smok martwy w 5 sekund. Nie żeby mi żal było, bo one wstrętne, brzydkie i Daenerys je lubi, a to dla mnie wystarczający powód, by nie lubić.

Akurat demonizowania Daenerys bym się nie czepiała, bo od dawna było wiadomo, że ma nierówno pod sufitem. Teraz to po prostu zdecydowali się pokazać wprost.

Tyrion głupieje z sezonu na sezon i to jego jedyny rozwój. Szkoda. A teraz pokazał już szczyt, próbując wziąć Cersei na litość. No bez jaj.

 

I kompletnie nie mam pojęcia, co kombinuje Jaime. Jeszcze odcinek temu najlogiczniejsze wydawało mi się, że wróci na stronę Cersei. Potem ta cała sprawa z Brienne i uznałam, że pewnie jednak przewartościuje życie jeszcze bardziej. A teraz zgłupiałam. Bo gdyby chciał walczyć z Cersei, to przecież nie zostawiłby Brienne z całą tą gadką, co to by dla Cersei nie zrobił. I jeszcze nie wiedząc przecież, czy wróci.

Mimo wszystko – team Jaime. I team Sansa. Też mam wrażenie, że to ona powinna tu namieszać. I też nie mam nic przeciw Jonowi. Lubię pozytywnych bohaterów, mógłby mieć tylko trochę mniej zbolałe spojrzenie.

W głębi ziemi znaleźli obwiniętą skórą drewnianą skrzynkę, a we wnętrzu skrzynki znaleźli plik zapisanego pergaminu. Oprawa rozpadła się już niemal, ale tekst wyglądał na zachowany niemal idealnie. Znalezisko podano Steinerowi.

 

Nie wiem, czy te powtórzenia są celowe, ale jeśli tak, to moim zdaniem nie za dobrze wyszło. ;)

 

Dlaczego na początek dajesz fragment “Parzivala” akurat po angielsku, chociaż napisany został po niemiecku, a polskie tłumaczenie istnieje?

 

Przychylam się do większości opinii. Napisane bardzo dobrze, opis Steinera mnie zachwycił. Serio, te cienie, bladość, to, że jest taką bezmyślną, bezwzględną, niszczącą masą. Mistrzostwo. Za samego Steinera należą się ogromne pochwały.

A fabuła? Moim zdaniem też w drugiej części się rozłazi, ale przymykam na to oko, bo tekst czytam bardziej jak jakąś przypowieść, nie opowiadanie. Ale fakt – dzieje się szybko i nagle efekciarsko. W jednej chwili Steiner i jego ludzie klęczą przed rycerzem, a dwa zdania później do niego strzelają.

I nie może mi wyjść z głowy to, jakie konsekwencje radosnej masakry Parsifala ponieść będą musieli mieszkańcy wioski.

E… No nie wiem. W gry za bardzo nie gram, więc może po prostu nie potrafię wczuć się w bohatera. O czym właściwie był ten tekst? Większość opowiada o historii imienia Onufrego, który przypomina ją sobie w coś grając i pijąc. A potem idzie sikać, tak?

Wykonanie nie najgorsze, jak na debiut. Takie średnie.

Spodziewałam się uwag co do pierwszego zdania i tylko połowicznie się doczekałam. ;) Ale napiszę to, co myślałam, gdy wydawało mi się, że pod tekstem znajdę więcej narzekania. Zgadzam się z Asylum, że nadnaturalne metafory (i mocno kombinowane metafory) nie muszą być złe, a często wręcz przeciwnie. Tu jednak ten początek mnie nieco przystopował, nawet nie względu na rozbudowane, opisowe zdanie, a jego umiejscowienie. Zaczynanie od opisu krajobrazu, wschodu słońca, gwiazd na niebie itede jest moim zdaniem lekkim pójściem na łatwiznę, takim rozpoczęciem, gdy nie ma się pomysłu na inne, banalnym rozwiązaniem.

Ale gdy już przez to przeszłam – bardzo ładnie napisany tekst, poruszający ważny, istniejący od zawsze temat. Trochę zazgrzytał mi fragment po gwiazdce. Nie wydaje mi się, że wytłumaczenie w nawiasie, że ludzie nieba byli ludźmi jest konieczne. Te wyciągi narciarskie i budki z kurczakiem trochę mnie wybiły z klimatu, nagle ściągając do współczesności. Ale po namyśle stwierdzam, że to w sumie wcale nie jest złe rozwiązanie.

Muszę zgodzić się z Regulatorami. Trzy tysiące znaków, a ja zdążyłam się znudzić. Ale zostałam ostrzeżona we wstępie, więc sama sobie jestem winna. Nie wiem po co, nie wiem o czym, nie wiem, co we wspólnym worze robią antyszczepionkowcy z weganami.

Arya wszystkim się zajmie…

Tego się obawiam. Przekozaczenie żadnej postaci nie robi dobrze.

Ej, a wpisaliście sobie w google Thanos i kliknęliście na tę rękawicę, która pojawia się w okienku z Wikipedii? Tylko najlepiej na komputerze, w telefonie efekt jest słabszy.

To byłoby niezłe. Przynajmniej Bran wreszcie na coś by się nadał. Albo jestem tak impregnowana na tego typu metafizyczne motywy, albo Bran wydaje mi się jedną z najbardziej bezużytecznych postaci serialu. To odczucie jest wzmocnione też przez przekaz, jaki to on potężny i niezbędny. A w ostatnim odcinku już przeszedł sam siebie w bezużyteczności.

 

Zastanawiam się też, czy teraz Jaime nie wróci na stronę Cersei. W poprzednim odcinku przecież powiedział, że dotąd kierowała nim lojalność, a teraz chodzi o coś ważniejszego – przeżycie. No więc przeżył, to może teraz wróci rodzinna lojalność. Chyba by mnie szlag trafił.

 

 

Kam, tyle to skapoeałam, tylko mnie to nie przekonało. Do konfrontacji i tak by doszło, smoki były 2:1, król by się może wcześniej ujawnił, mogli spróbować coś pokombinować, no i zasiać zamęt w szeregach wroga. Ale nie ma tego złego. Dothraki byli irytujący. :)

Dobra, nie czytam tego Waszego festiwalu narzekania. Mnie się podobało. Owszem, początkowo ta strategia to rzeczywiście jakby im Waszczykowski układał (jak to napisał Szczerek na FB), kompletnie nie rozumiem, dlaczego nie użyli smoków na początku, zanim wszyscy się wymieszali, albo po co puścili Dothraki samych, bez wsparcia (chociaż, jak mój mąż stwierdził, w sumie i tak nikt ich nie lubił). Ale sama bitwa – dla mnie zrobiona świetnie. Żadne tam skakanie, efektowne szarże, tylko jatka ciało w ciało. Że czasem trochę przesadzali z sytuacjami bez wyjścia, z których jednak się wyszło? No cóż, film. Mnie tam ciemno nie było (znaczy noc, wiadomo, ciemno, ale widziałam normalnie co się dzieje, a oglądałam nie na wypasionym sprzęcie, tylko z rzutnika na ekranie z rolki.

Arya wyskoczyła znikąd? No przecież wiadomo było, że idzie, odkąd Melisandre powiedziała “blue eyes”. Jakoś sobie zrobiła przejście, zdolna dziewucha. W ogóle to odcinek typu “małe dziewczynki rządzą”. Tylko szkoda, że już w sumie po zombiakach.

Tak, nominacje są właściwie w znacznym, o ile nie decydującym, stopniu konkursem na lajki. A zwycięzcę wyłania się podczas Polconu, głosują uczestnicy. Tam na pewno trudniej o manipulację.

 

EDIT: I w sumie te nominacje są ciekawym etapem niekończącej się dyskusji o traktowaniu po macoszemu fantastyki przez inne nurty literackie. Coraz bardziej myślę, że w równym stopniu znaczenie ma tu samoizolacja. Była taka szansa, by do dyskursu włączyć postać Olgi Tokarczuk (jej opowiadania są nominowane w plebiscycie NF, za co chwała) z którymś z jej opowiadań bizarnych. Ale nominacje pozostały w wąskim fantastycznym kółeczku. Szkoda.

Agnieszka Hałas w Hardej Hordzie też jest. Ale ja inicjatywę znam tylko teoretycznie, bo jak już kiedyś pisałam, fantastyka to jakieś 10% tego co czytam. Chociaż chyba nie jestem jedyna, patrząc na niezwykle żywą w tym wątku dyskusję na temat nominacji zajdlowskich. ;)

Arnubis:

Ciekawią te nominacje w zestawieniu z ostatnią akcją Hardej Hordy, która miała walczyć z rzekomą dominacją mężczyzn w polskiej fantastyce. A tu tylko jeden autor nominowany do opowiadania i dwóch do powieści, reszta same kobiety.

 

No, fakt. A z drugiej strony mamy nominacje do nagrody “Nowej Fantastyki”, gdzie w składzie jury (literatura polska, zagraniczna, wznowienia i reflektor) mamy 13 jurorów i jurorek, z czego 10 to mężczyźni. W literaturze polskiej wśród wyróżnionych mniej więcej pół na pół, w zagranicznej – dość spora przewaga mężczyzn. A w kategorii “komiks” – 6 jurorów, 0 jurorek.

W sumie, na 19 osób, 3 kobiety.

Czyli co? W Polsce kobiety piszą, a mężczyźni czytają i decydują? ;)

Wegner mi leży i leży, mam ambicję przynajmniej pobieżnego przypomnienia sobie poprzednich tomów (choć wątpię, że to w końcu zrobię) i w końcu mąż się za niego zabrał. Ale jest na liście.

Natomiast teraz czytam “Wodę na sicie” Brzezińskiej. Jako mało ortodoksyjna i pilna czytelniczka fantastyki z Brzezińską do tej pory miałam styczność wyłącznie podczas próby lektury “Córek Wawelu” (błe, kompletnie mi w tym przypadku ten beletrystyczno-historyczny misz-masz nie podszedł). Ale “Woda na sicie” to zupełnie inna bajka. Kawał porządnej literatury. Czytam i zgrzytam zębami z zazdrości, że tak pięknie Brzezińska potrafi.

Kilkanaście wątków temu napisałam, że drugą część książki piszę z niezbyt szczegółowym planem, bo wiem, dokąd ma to wszystko doprowadzić. I dupa. Chciałam rozdzielić bohaterów, by każdy zajął się swoim zadaniem, i okazało się, że jeden z nich nie radzi sobie na tyle dobrze i ciekawie, aby dobrze mi się pisało i bym była zadowolona z tego, co piszę. Uświadomiłam sobie, że drugi z bohaterów poradziłby sobie znakomicie, bo to sytuacja i antagoniści wprost dla niego stworzeni. Więc po 200 tysiącach znaków drogi przez mękę zabieram się niemal od początku (nie do końca, bo jednak trochę scen pozostanie), łączę wątki, wzywam bohatera na ratunek i tworzę szczegółowy plan, zanim zacznę pisać na dobre.

Więc cóż, jednak okazuje się, że należę do tych, którzy potrzebują szczegółowego rozplanowania, a bohaterowie bywają nieznośni. ;)

Właściwie rozumiem tych, którym ten odcinek się podobał, bo sama lubię takie klimaty – napięcie przed ostatecznym, zbliżenie na bohaterów i takie tam. Tylko tu mnie ten argument nie przekonuje, bo to wszystko zrobiono tak łopatologicznie, natrętnie, nawet prostacko. Znamy relacje, znamy bohaterów właśnie dlatego, że tak dobrze pokazano ich w poprzednich sezonach i niepotrzebne były do tego oczywiste wstawki Brana, jak podczas przesłuchania Jaimego (”The things we do for love” czy jakoś tak), spojrzenia Jaimego, Brienne czy tego wkurzającego rudego typa, którego imienia nie jestem w stanie zapamiętać, piosenki, kominki i inny badziew.

 

Sansa już na sto procent weszła na podium moich ulubionych bohaterek i bohaterów (kto by się spodziewał, jeszcze dwa sezony temu), a jej rozmowę z Daenerys uważam za najlepszy moment tego odcinka. Go girl!

A czytałeś wątek Lista wydawnictw zainteresowanych fantastyką? Z telefonu ci nie zalinkuję, ale znajdziesz w Hyde Parku w ostatnio komentowanych. Tam jest sporo doswiadczeń tych, którzy wydają lub chcą wydać. EDIT: Właśnie zajrzałam do tamtego wątku. Czytałeś.

Mój syn jakiś miesiąc temu miał szyty łeb (łuk brwiowy), przecięte wszystkie warstwy skóry, więc rana mała, ale dość głęboka. Lekarka powiedziała, że – mimo wszystkich fajnych specyfików – blizna na pewno zostanie. Nic go nie swędziało, gdy miał szwy. Kompletny brak upierdliwości.

EDIT: Ja miałam szwy na brzuchu, po laparoskopii, też mnie nie swędziały, w ogóle ich nie czułam. Ale nie wiem, czy to można porównywać.

Dołączę do tych, którzy nie widzieli tego napięcia, które widzieli inni. Odcinek ok, parę fajnych scen na pewno było (Daenerys z Samem, Sam z Jonem, kiedy do Jona chyba wreszcie zaczęło docierać, że Daenerys nie jest taka cudowna, jak mu się wydaje. Mam nadzieję, że czarne chmury się nad nią zbierają, bo to zdecydowanie najbardziej irytująca mnie postać).

Scena z lataniem na smokach tak podobna do tych z “Jak wytresować smoka”, że aż mi się zachciało śmiać i nie mogłam potraktować jej poważnie. Tylko w JWS przynajmniej wiedzieli, że w takich sytuacjach przyda się uprząż i byli na tyle mądrzy, żeby bez niej nie latać.

Kompletnie nie rozumiem komentowania ostatniej sceny jako suspensu wieńczącego odcinek. Gdy gdzieś przeczytałam o sile sceny tego spotkania (w opisie nie sprecyzowano, o spotkanie kogo z kim chodzi) to zaczęłam podejrzewać, że musiało chodzić o kogoś innego. Ale to? No przecież to było tak oczywiste, jak to, że na północy jest śnieg. No, spotkali się. Niespodzianka!

Ale to oczywiście wciąż więcej niż porządny serial, więc z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki.

Dawno mnie nie było, ale po powrocie przeglądam skrupulatnie.

Wicked, Wiktorze, Jastku – gratuluję kolejnych publikacji.

Drakaino, Ninedin, Ceterari, Naz – Wam już gratulowałam za książki, ale że to książki, to i gratulacji nigdy za wiele. ;) 

Tenszo – no, blog fajna rzecz, więc też gratuluję. ;)

Od teraz to Cień będzie wybierał teksty do publikacji w NF  ;P

Jestem za!

 

Wiktor – gratuluję, gratuluję, gratuluję…   :)

No nie wiem, mną by raczej to nie wstrząsnęło. Raczej byłaby ulga, bo szkoda na jej postać czasu ekranowego. Co się pojawia – ja przewracam oczami i ziewam.

Postacie Jona, Daenerys i Cersei stały się już na tyle czarno-białe, że w dużej mierze mi zobojętniały, a do tronu są teraz zbyt oczywistymi kandydatami –  przewiduję jakąś heroiczną śmierć dla dwóch pierwszych i ironiczno-tragiczną dla trzeciej

Och, tak! Proszę! Cała trójka.

 

EDIT: Chociaż nie wiem, czy Daenerys jest jednoznaczna. Znaczy – ona chyba ma być pozytywną postacią, ale dla mnie jest okropna. Chyba najbardziej irytująca postać w całej historii (Cersei z tym jednym grymasem i Jon z miną obitego spaniela depczą jej po piętach). Reprezentuje coś na wzór moralności Kalego w polityce zagranicznej USA. I te gadki motywacyjne, od których mi się wnętrzności skręcają!

 

O, kurczę, Psychoskok to też vanity? Mąż czyta właśnie Pielewina wydanego przez to wydawnictwo, nie sądziłabym, że bawią się w takie rzeczy.

EDIT: Rzeczywiście, rzut oka na ich stronę nie pozostawia złudzeń.

Netfliksowo:

“Kingdom” – po koreańsku o zombiakach. Zombiaki raczej typowe, historia też i, cholera, sama nie wiem, dlaczego aż tak mi się podoba. Pewnie fajnie skonstruowani bohaterowie, którym się autentycznie kibicuje, no i sfera wizualna! Scenografia, sceneria, a przede wszystkim kostiumy! Cudo. Zombiaki z tych brzydkich, ale serial przepiękny. Tylko pierwszy sezon skończył się cliff hangerem i na drugi trzeba parę miesięcy poczekać.

 

“Love, Death + Robots” – jestem przekonana, że ten serial będzie miał miliony fanów. Ja obejrzałam 3 odcinki, zaczęłam czwarty, przewróciłam oczami i poszłam spać. Niesamowicie ciekawa forma, ale treść tak banalna, że zęby bolą. Zresztą trudno, by było inaczej, bo każdy odcinek to bodajże 12-minutowa scenka. Pewnie jakieś perełki się znalazły, ale nie dotrwałam. Na pewno warto obejrzeć dla formy, jednak mnie nie kręci to aż tak, bym miała obejrzeć całość. Tradycyjnie ważne są dla mnie porządne historie i angażujący bohaterowie. Tu tego brak.

Ja znowu podpiszę się pod opinią Beryla. Nic dodać, nic ująć.

 

Ale jednak dodam. Miałam okres namiętnego betowania moich tekstów, tu, na forum. I skorzystałam bardzo dużo, dyskusje pod tekstem wykraczały znacznie poza dyskusję nad samym konkretnym opowiadaniem. A że czasem okaże się, że beta nam doradzi źle albo w ogóle? No cóż, może być tak, że becie się spodobało, a innym nie. Bywa. Może być tak, że becie się nie spodobało i zasugerowała – wg innych czytelników – “na gorzej”. To jednak jest zawsze rola autora, by zadecydować o ostatecznym kształcie tekstu i nie ma co narzekać na bety, bo bardzo możliwe, że ich “łagodne” oceny były szczere. Po prostu okazały się odmienne od innych ocen.

Sporo pod kreską to jednak inna sprawa. ;) W moim przypadku jest tak, że jeśli podane są też dalsze miejsca a ja nie jestem na premiowanym, to na bank będę zaraz pod kreską. Dlatego nawet już nie dopytuję, jeśli nie wiem, a dopytać można, bo się tylko wkurzę. Ale trudno, tekst jest ok, na pewno gdzieś znajdzie swoje miejsce.

Naz – gratuluję. Cieszę się, że się doczekałaś.

Wiktor – powtórne gratulacje. :)

Gratuluję, kobieto o męskim imieniu. :) A ja oczywiście mam miejsce numer 6. Bycie tuż pod kreską w konkursach GC robi się dla mnie tradycją. :(

O, dzięki, Wiktorze!

 

MrBrightside – Asger jest bardzo grzeczny. :) To nie o nim. Zresztą Asger ma bana na opowiadania, dopóki nie uda mi się wydać książki.

Czy ktoś wie, co się dzieje z GC i “Niegrzecznymi chłopcami”? Wyniki miały zostać ogłoszone wczoraj (z zastrzeżeniem, że jeśli liczba będzie powyżej 50, to może być dłużej – no ale liczba tekstów miała być liczona przez ten ich licznik, który kilka dni przed zakończeniem konkursu zaciął się na 23). Zero wiadomości na stronie, zero wiadomości na FB. Chyba że coś mi umknęło.

Nie żebym miała jakieś specjalne nadzieje, ale całkiem sympatyczny tekst im wysłałam i jeśli nie mają zamiaru rozstrzygnąć konkursu, to chętnie posłałabym gdzie indziej. ;)

Ktoś? Coś?

Morgiano, podpisałam umowę, w której zapisano termin najpóźniejszy wydania na marzec 2020. Stoję w sporej kolejce, więc prawdopodobne, że właśnie ten termin okaże się prawdziwy. :) No i mogę mieć tylko nadzieję, że nic nieprzewidzianego się nie wydarzy. Ale w umowie wspomniana jest kontynuacja, no to kontynuuję. ;)

No to co to jest, takie powiedzmy 80-100 tys. znaków, jak nie opowiadanie? Twoje 60 tys. zabrało 38 stron, powiedzmy że 80 tys. zabrałoby jakieś 50. Dziesięć takich opowiadań i mamy 500 stron, czyli całkiem normalną książkę. Tak zwaną antologię. :)

Właściwie zgadzam się z Tarniną. :) Trudno to określać liczbą znaków. Są powieści na 300 tysięcy znaków i wystarczy, bo historia została opowiedziana, są na 800 tys. i też ok, bo tyle potrzeba. A opowiadania… Bo ja wiem? Do stu tysięcy? A wszystko pomiędzy – mikropowieść? 

Chyba nie ma czegoś takiego jak optymalna długość. Wszystko zależy od historii, którą chce się opowiedzieć.

Pierwszą powieść, jak to już pewnie gdzieś wyżej napisałam, pisałam z bardzo szczegółową rozpiską poszczególnych scen. Teraz piszę kontynuację i mam ogólny zarys wydarzeń (zapisany) jednak znacznie więcej detali doprecyzowują już w trakcie pisania. Jeszcze nie wiem, czy tak zostanie do końca, czy w końcu zasiądę i znowu stworzę szczegółowy plan. Na razie jest ok. To jest trochę inna praca niż przy pierwszej części, bo doskonale wiem, do czego ta historia ma finalnie prowadzić, ale niekoniecznie zawsze wiem – którędy. :)

“Król” Szczepana Twardocha. To pierwsza książka Twardocha, jaką przeczytałam (a właściwie wysłuchałam) i jestem pod wrażeniem.

Naz, nie ma problemu z dalszą publikacją, oczywiście najlepiej chwilę odczekać. :) Oba moje opowiadania z Esensji tu opublikowałam (zresztą nie tylko ja) i – chociaż nie pamiętam – na pewno to z nimi konsultowałam, bo zawsze to robię.

Dla świętego spokoju możesz się dopytać.

Ocho, ale – z całym szacunkiem – Ciebie i Beryla chyba trudno zaliczyć do, ehem ehem, młodych słuchaczy?

To znaczy – młodych duchem zawsze, ale Wam jednak bliżej do “leśnych dziadków”.

 

No oczywiście, z tego punktu widzenia pisałam. Wydawało mi się to jasne. Nie wiem, czy czegokolwiek z “nowej” muzyki będę słuchała, bo to – jak słusznie zauważyłeś – to nie muzyka mojego pokolenia. Ale czasem zdarzy mi się trafić na coś nowego (oczywiście, raczej nie w radiu, tylko na Spotify czy YT) i jest sporo ciekawych rzeczy. Co z tego przetrwa – czas pokaże. Na razie są zespoły czy wykonawcy, którzy trzymają się parę lat i mają się nieźle. Z polskich wymieniłabym Brodkę, Zalewskiego, Hańbę, Siksę, Podsiadłę. Pewnie, to nie nastolatki, ale trudno być na rynku przez lata i zostać nastolatkiem. 

Co przetrwa z “młodych, obiecujących” – czas pokaże. Ale wydaje mi się, że sądząc po jakości, wrażliwości i chęci szukania własnej drogi wielu z tych młodych artystów – szansę niektórzy mają.

 

To tak z mojego nieprofesjonalnego punktu widzenia. :)

 

EDIT: Dobra, Tarnina wyjęła popcorn, czas się zwijać. ;)

Nowa Fantastyka