Profil użytkownika

Neil Armstrong zapytał Łajkę, czy kosmos rzeczywiście jest tak piękny jak słyszał. Odpowiedziała mu - nie do końca Neil, nie do końca.


komentarze: 9, w dziale opowiadań: 9, opowiadania: 2

Ostatnie sto komentarzy

Drakaina, dziękuję za komentarz. To prawda, opis jest trochę dumpowy, bez akcji i wyrwany z kontekstu może męczyć. Ogólny zarys fabuły mam, ale do tego miesza mi się masa wątków i próbuję powoli je łączyć. Walczę z tym, aby nie wrzucić za jednym razem do worka wszystkich pomysłów.

Przedstawiona postać ma być jednym z bohaterów, na razie bliżej mu do antagonisty.

Przemysławiony na wieki

Dziękuję bardzo! Rzucę jeszcze okiem na interpunkcję. Zamiast być na prawidłowym, to u mnie jest ona na bardzo intuicyjnym poziomie ;)

Ten tekst rzeczywiście może lekko męczyć, bo wyszła praktycznie ściana tekstu. Powstał pod wpływem jakiegoś szalonego impulsu i spisałem “jak leci” z głowy. Jeśli uda mi się zbudować całą historię, to będę musiał wykonać na nim trochę operacji.

Przemysławiony na wieki

– Szanowni państwo, witamy na pokładzie Polskich Linii Lotniczych Lot. Niebawem rozpoczniemy kołowanie. Dziś realizujemy lot z Warszawy do Rzymu. Ja nazywam się Natalia Finkla i będę dziś państwa pilotem…” – słuchał jak powitanie pani kapitan zamieniało się w standardowe informacje pogodowe. Zbliżał się już na swoje miejsce i chciał odłożyć do schowka plecak, jednak wszystko było pozapychane walizkami, torbami i pakunkami. Oczywiście, klasyczne polaczki. – pomyślał – na trzy godziny lotu nie mogą spakować swoich drogocennych kapci i tandetnych łachów do bagażu nadawanego. Trochę się w nim zagrzało, ale przemilczał. Potrzyma plecak pod nogami, to zresztą jest najmniejszy problem. Bardzo możliwe, że już jutro czegoś się dowie o tym ruskim przekleństwie, może nawet zostanie wyleczony i w końcu położy się na bardzo długą drzemkę. Taką na przykład wieczną.

Zrobił ruch do swojego miejsca i dosłownie przed nim starsza kobieta upuściła kubek od termosu z herbatą. Sporo bordowego płynu poleciała mu na nogawkę. – No klasyka, w samolocie są darmowe napoje, a jędza musi mieć własne zaopatrzenie, bo pewnie nikomu nie ufa – pomyślał zirytowany – niech jeszcze zaraz wyjmie kanapki i gotowane jaja.

Nachylił się, przetarł spodnie i miał ją już skarcić, ale ktoś go z tyłu przepchnął uderzając przy tym walizką. Na jego i sąsiednim miejscu rozgościła się komiczna, głośno rozgadana parka – spocony gość z pomarańczowym irokezem i wytatuowaną lalą przypominająca ludka Michelin na meksykańskim festynie. Tego już za wiele! Otworzył szeroko usta, aby zacząć przekrzykiwanie instrukcji bezpieczeństwa intonowane przez stewardów. Miał w głowie gotowy zestaw najcięższych inwektyw, rozwarł wargi, wypuścił głośne, nieme K i zastygł. Przeciągły, trzaskający szept wsączył się do jego ucha. Poczuł jak ciepłe powietrze wypełnia jego nogawki, pod koszulą robi się przesadnie wilgotno, a koścista, niewidoczna dla innych dłoń ląduje na twarzy.

– Nieee, nie krzyczyyymy na współpaaasażeeerów. Podziękuuujmy im zaa obecnoość, łaadnie przeeeprośmy. Przeprosiiimy, prawda? Zaapewne chcą byyyć raaazem, zabaawiać nas roozmową przessss całą drogę.

Szara dłoń syjamskiego upiora zatkała jego buzię środkowy palec wsunął się jak haczyk do ust i ciągnąc w dół zmusił ciało do pokornego ukłonienia się. Wiedział, że nie może się przeciwstawić. Patrząc w ziemię przywitał się, przeprosił i a następnie z trzęsącym głosem zapytał, czy może usiąść. Parka lekko skonfundowana parsknęła śmiechem i wskazała miejsce pod oknem.

– Koleś, wyobrażasz sobie, że dostaliśmy dwa miejsca oddalone od siebie? Niby tak to jest, jak kupujesz bilety na ostatnią chwilę, ale było warto, bo to taki last minyt. – irokez mrugnął znacząco okiem, po czym wziął wdech, spoważniał i wrócił do introdukcji – wiesz koleś, Dżesi nie lubi przy oknie, bo jej słońce przeszkadza. Poza tym, często musi wstawać do toalety, zawsze przed lotem łoimy browarki na rozluźnienie. Usiądź na jej miejscu, ok? Ja w środku, bo chyba tu nikt nie siedzi, a przecież nie będziesz bezpośrednio przy mojej panience? Nie wypada koleś.

Szara łapa wystająca z jego rękawa pokiwała za niego głową po czym wysunęła się z ust pozostawiając na brodzie oraz szyi polepioną ślinę. Ostrożnie się przecisnął, aby nie przeszkadzać współpasażerom. Odłożył na podłogę plecak i usiadł. Jego ubranie powolnie falowało jakby miało własne płuca. Nienawidził tego uczucia, jakby siadał na ogromny, niedopompowany materac. Szorstko pod tyłkiem, ubranie tak jakby wypchane gotowanymi kiełbasami i ta druga głowa wystająca z kołnierzyka jak balonik.

– Moooże przymknieeemy oczęttta mój słooodki ksiąszeeę? Moooże się troochę przeeśpiimyyy? Naaasi przyjaaaciele narzekaaają, że ostatniooo ich nie odwieedzdzdzasz.

 

 

---

Droga Finkla, tak mniej więcej to sobie wyobrażam, mam nadzieję, że odpowiedź satysfakcjonuje i nie jesteś urażona awansem na stanowisko kapitana lotu.

 

Co do RedNacza, to nie ma w tym wielkiej magii, no może tylko mała, taka papierowa. Poznaliśmy się lata temu, zapytałem go o opinię na temat szorta i namówił mnie do publikacji tutaj.

---

Anet, dzięki :)

---

Katia72, bardzo miło. Ci do pitów, to jakoś mi wczoraj szybko poszło. Przed deadlinem najlepiej ;p

Przemysławiony na wieki

Dzięki za komentarze i uwagi!

 

Od dokumentów i biurokracji zawsze boli głowa ;p

 

Co do sobowtóra, to rzeczywiście mógł być straszniejszy wizualnie, ale to nie jest upiór, to nie jest zresztą do końca sobowtór. Jego potworność polega na tym, że jest bardzo brudną częścią bohatera, oblepiającą, za którą dodatkowo zapłacił wysoką cenę.

Przemysławiony na wieki

Nowa Fantastyka