Profil użytkownika


komentarze: 54, w dziale opowiadań: 49, opowiadania: 39

Ostatnie sto komentarzy

Opowiadanie bardzo przypadło mi do gustu, lubię wątki postapokaliptyczne i całe towarzyszące im zmiany wartości. Podoba mi się przede wszystkim sposób przedstawienia nowego świata, zaczyna się kameralnie, potem dostajemy coraz więcej i więcej. Aż chce się wiedzieć co będzie dalej.

Bardzo przyjemnie się czyta, napięcie rośnie z każdą chwilą, stwór jakoś od początku kojarzył mi się z zimową wersją bazyliszka, może przez te otwarte oczy ofiar

Podoba mi się, chociaż końcówka nieco odstaje od reszty tekstu.  Moim zdaniem czasami skupiasz się niepotrzebnie na przedstawieniu bohaterów, którzy nie są istotni dla fabuły (tak jak szef, który spędza wakacje na Barbados) ale to takie malutkie dygresje. Tekst zdecydowanie na plus. 

Prolog jest bardzo sielankowy i jeśli faktycznie to fragment życia, do którego bohaterka nigdy nie powróci, to chętnie skuszę się na kolejną część. 

Rzeczywiście rytm pojawia się i znika. Dobrze byłoby to dopracować i poskładać w strofy. W takiej formie wyglądałoby to zdecydowanie lepiej.

Już poprawiłem, przepraszam za zamieszanie, nie dopilnowałem tego i wiem że ilość słów powinna być priorytetem. Zagalopowałem się.

Krajemar – zgadzanie się na tego typu umowy byłoby problematyczne dla ludzi którzy są na przykład w śpiączce, dlatego wolałem z tego zrezygnować :) dzięki za słuszną uwagę, omyłkowo napisałem “nieznajomych” z dużej litery.

Finkla – dziękuję za uwagę, nawet w tak krótkim tekście mogę popełnić babola.

 

Ponadto dziękuję wszystkim za pokrzepiające słowa :)

– Tu się ważą twoje losy, głupcze! Myślisz, że serowe bóstwa przełknął zniewagę?

 

Literówka

 

Na początku tekst sprawia wrażenie troszeczkę przegadanego. Jeśli chodzi o moje wrażenia to mam mieszane myśli. Serowe bóstwa to dla mnie czysta abstrakcja, ale też jestem przeciwny wzbogacaniu pizzy na własną rękę.

W Baldur’s Gate 2 był motyw gnoma  Kalaha – iluzjonisty, który podczas występu przenosi widzów do swojej krainy iluzji za to, że go prześladowali. No a ja bardzo lubię Baldur’s Gate i dlatego pewnie mi się skojarzyło. 

Styl biblijny miejscami miesza się ze stylem mistrza Yody. Ogólnie pasuje do treści tekstu ale… no przydałoby się wrzucić jakieś zakończenie.

Di Di Di diego - Bardzo mi miło :)

 

KPiach – Uwagi techniczne przyjąłem z pokorą i poprawiłem tak szybko, jak tylko mogłem (przy okazji kilka razy westchnąłem nad swoją głupotą). Wiem że moje sprostowania nie mają dla Ciebie takiej wartości jaką dla mnie mają Twoje uwagi, ale dałbym sobie rękę uciąć (i nadal daję) że szlak wygląda tak jak go opisałem i że droga od Wodogrzmotów Mickiewicza nie jest wcale tak łagodna. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że moje wspomnienia mogły się pomieszać.  Jeśli chodzi o Twoje wrażenia to mogę na nie zareagować tylko płaczem i zgrzytaniem zębami. Na dzień dzisiejszy boję się ingerować w tekst, gdyż może wyjść z niego coś jeszcze gorszego. Muszę to powoli przetrawić. A co do przebłysków to faktycznie coś mogło trochę zazgrzytać, gdyż w ostatniej chwili zmieniłem posiadacza tych zdolności i po usunięciu z tekstu wszystkich wzmianek najwidoczniej nie zostawiłem dostatecznej ilości informacji.

Dziękuję za cenne uwagi, wytrwałość i wyczerpujący komentarz. 

Z błędów rzuciło mi się w oczy tylko:

 

Pomimo kilku dzielnych prób wstania, mój przeciwnik ból łatwo zwyciężył walkę, a ja z niemałą ulgą osunęłam się w kojące ramiona nicości.

 

Bardziej pasowałoby albo samo “zwyciężył” albo “wygrał walkę”.

 

Co do samego tekstu to przypomina mi się postać Kalaha z nieśmiertelnego BG2, co w sumie przywołuje uśmiech na mojej twarzy. Używasz bardzo kwiecistego języka, rozsmakowujesz się w słowach i choć nie jest to w żadnym wypadku wada, to ja preferuję bardziej “proste” teksty. Niemniej czytało się przyjemnie.

Opowiadanie ma świetny klimat, który częściowo zawdzięcza dobranemu słownictwu (dzięki któremu lektura była przyjemnością). Zakończenie zaskakujące, ale szczerze mówiąc wydaje się oderwane od głównego tekstu. Rodzi troszeczkę nieścisłości, jednak w gruncie rzeczy nie mają one większego znaczenia. 

Ha. Niepotrzebnie :D Było ciężko ale jakoś się pozbierałem :)

Finkla: W opowiadaniu skupiłem się tylko na głównym bohaterze, nie chciałem żeby narracja odlatywała gdzieś dalej. Gdybym na przykład zostawił odpowiedzi pod kamieniem, albo odpowiedziałby mu facet, który był w takiej samej sytuacji jak Stasiek (też nie wiedział co się dzieje) to (może tylko w moim mniemaniu) byłoby to trochę sztuczne. Kiedyś pewnie dopiszę sobie kontynuację, żeby zaspokoić własną ciekawość. A co do obozów pracy to faktycznie może powiedziałem za mało. Chodziło mi o to, że nowy porządek świata wraca poniekąd do niewolnictwa. Obóz to może złe słowo, bardziej pasowałoby obozowisko.

 

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wyłapanie błędów i pozytywne komentarze.

To “dziękuję, do widzenia” przywołało uśmiech na mojej twarzy. Było takie… pogodne. Przypomina trochę teleankietera, który po wykonaniu kilku takich “telefonów” wyciąga się w fotelu i wesoło pogwizdując wyciąga z torby drugie śniadanie.

Świetne i przewrotne. Przeczytałem raz, popatrzyłem przez chwilę na ścianę, potem przeczytałem drugi raz i wreszcie zatrybiłem. 

Gdyby nie ten koń to byłbym przekonany że mowa tu o Hefajstosie. Jakoś mi się tak nasunęło  :)

Tak, kobieta otruła ich "specjalnym cukrem" a zielona plama to początek rozkładu. Coś mi mówi, że będe musiał poprawić.

Błędy poprawiłem (chyba wszystkie) i zmieniłem "morał" skoro nie cieszy się popularnością. Ocha niestety nie mogę się z tobą zgodzić w kwestii tajemniczego faceta, gdybym powiedział coś więcej niż to, że jest latarnikiem, zepsułbym moment, w którym kupiec ucieka, myśląc że Blucz to duch człowieka, którego zamordował, gdybym zaś dodał coś na końcu, to musiałbym przyjąć, że Blucz zna zabitego latarnika i że domyśliwszy się o co chodzi, będzie szukał zemsty. 

Już spieszę z wyjaśnieniami, przepraszam ale dzisiaj nie zdołam poprawić błędów, jestem zawalony robotą (za wytknięcie wszystkich serdecznie dziękuję)   Morał wziął się właściwie stąd, że wracając kiedyś do mieszkania usłyszałem te słowa z ust małej dziewczynki, która zawzięcie coś tłumaczyła mamie… i z biegiem czasu obrosło to w opowiadanie :) Jeśli chodzi o mężczyznę to tym zamordowanym był anonimowy latarnik, prawdopodobnie stary kawaler (nikt go nie szukał) zaś tym wracającym był pan Blucz, człowiek z krwi i kości, który nigdy nie miał okazji być zamordowanym w ciemnej uliczce :)  Intrygi nie było, cała sytuacja miała być tylko lekko naciąganym zbiegiem okoliczności, dowcipem małej dziewczynki. Ocha – pierwsze słowa twojego komentarza już są dla mnie wielkim komplementem :D

Regulatorzy: Dosłownie pozieleniałem podczas poprawiania błędów. Następnym razem pozbęde się wszystkich głupich błędów (co może troszkę potrwać)  Ocha: Uwierz mi że to nie tobie powinno być głupio :D

Bemik: Dziękuje za wychwycenie potknięć, przy kilkukrotnym czytaniu trudno jest cokolwiek wychwycić, mogę zapewnić że tego typu błędów było dużo, dużo więcej. Jeszcze raz dziękuję  za to i za przychylną opinię. :D Ocha: Nie uda mi się już chyba wzbudzić w tobie zainteresowania, a po mniej udanym opowiadaniu "Sambrog" postanowiłem wyeliminować moje tradycyjne ględzenie, wypominając sobie ciągle, że nie udało ci się dobrnąć do końca. Ostatni tydzień spędziłem na "odklejaniu" pewnych elementów. Może tym samym podciąłem sobie nogi, a może od początku coś było nie tak. Styl wywodów istoty wydawał i nadal wydaje mi się odpowiedni, więc nie potrafię nawet odeprzeć tego argumentu. :)

Na wstępie chciałem powiedzieć, że taka etykietka jest dla mnie miłym zaskoczeniem :D Początek od początku miał być, przez przypadek skopiowałem tekst z pliku „roboczego”. Na szczęście w porę się zorientowałem. Niestety przy dłuższych tekstach uwydatnia się moja tendencja do przynudzania, im dłużej opowiadania zalegają mi na komputerze, tym więcej ględzenia do nich dodaję. Na przyszłość muszę się skupić na krótszych tekstach, może będą łatwiejsze do przełknięcia :)

Czytając to miałem deja vu, niemożliwe żebym czytał to wcześniej, zapadłoby mi w pamięci. Niezbyt lubię opowiadania w czasie teraźniejszym, kojarzą mi się ze sprawozdaniem któregoś z widzów. Poza tym wszystko trafia w mój gust.

Koń w kapturze też zwrócił moją uwagę :D Miejscami troszeczkę się gubiłem, ale to pewnie dlatego, że przebrnąłem (a właściwie prześlizgnąłem bo czytało się bardzo miło) przez ten tekst w warunkach ekstremalnych i co chwilę coś mnie rozpraszało.

Dziękuję za komentarze i już spieszę z wyjaśnieniem.

1. Pielgrzym chciał się upewnić czy mieszkańcy byli chorzy, a nie mógł sprawdzić dzieci bez wzbudzania podejrzeń. Wiem, to trochę naciągane.

2. Miałem na myśli że inkwizycja i skutki jej działania pojawiały się w życiu pielgrzyma przez te wszystkie lata. Proces, nieufność ludzi wobec piętna na twarzy i spalenie wioski. Moje niedopatrzenie, powinienem był to podkreślić.

3. Tu znowu moje niedopatrzenie, powinno być "siedem potencjalnych ognisk moru" 

Niestety już nie mogę tego poprawić, czytałem to kilka razy i nic nie wychwyciłem.

 Dziad zastękał schylając się po rzuconą puszkę. Aluminium się nie zostawia.

Czytając ten fragment moje myśli przywołują jakiś film wojenny i tekst "Towarzyszy broni się nie zostawia" :) A tak nawiasem mówiąc to bardzo fajnie się czyta.

– I to ma mi pomóc?
– Mówię ci, spróbuj a sam zobaczysz.

Zamiast drugiej kwestii spodziewałem się czegoś w stylu "Heraklesowi pomogło" :D Spodobało mi się, sam jestem fanem mitologii greckiej. 

Bohdan nie możemy mieć pewności, że to co śmignęło obok nas to nie cukierkowa asteroida :D

Bohdan nie możemy mieć pewności, że to co śmignęło obok nas to nie cukierkowa asteroida :D

Ok poprawiłem to i dodałem troszeczkę tajemnicy. Pomysł wleciał mi do głowy nagle i zamiast skupić się na zbudowaniu napięcia dążyłem do zakończenia. Dzięki za uwagę :)

Motyw jest znany: krew, pijawki, glutoplazma itp. Nie ma żadnego powodu, dla którego to powinno się dziać, żadnej klątwy, czarów, zemsty zza grobu.

Mi początek podobał się zdecydowanie najbardziej (co nie znaczy że reszta była zła, razi mnie tylko nawiązanie do smoczych jaj) Stworzyłaś bardzo fajny klimat, jednak już od kilku pierwszych zdań ma się wrażenie, że brakuje ładnych paru stron (które bardzo chętnie bym przeczytał)

Co do sensu to wolałbym się nie wypowiadać, bo chyba do mnie nie dociera. Jeśli chodzi o sam kunszt to czyta się przyjemnie. Niezbyt lubię takie małe dygresje w narracji, jednak w tym wypadku mi to nie przeszkadza, wprost przeciwnie. Narrator jest tu wyraźnie zarysowany ale jego "charakter" jest (dla mnie) denerwujący.

Jedynym fragmentem, który mnie niepokoi jest moment, w którym Safka rozkłada się na kocu podczas gdy reszta wykopuje grób. Psuje to początkową tajemniczość wizyty na cmentarzu i przywodzi na myśl raczej majówkę. Poza tym nie mam zastrzeżeń, czytało się przyjemnie.

Uff czyli to będzie tak:

 Exturio: Cała filozofia szabrowania czy tam okradania lasu, w przypadku jaki usiłowałem zaprezentować, polega na tym, żeby nikt nie widział, że podkrada się drewno potajemnie, co zmusza „drwala” do wejścia głębiej w las i dopiero tam ścinać drzewa. Co do różnicy pomiędzy „wielkim lasem” i „nie na tyle dużym żeby się zgubić” – przepraszam, to faktycznie moja niekonsekwencja.

 

Lechu: Moja skłonność do sklecania długich zdań to spora wada, ale staram się to leczyć :)

 

AdamKB: „Jego Wspaniałomyślność” miała być ironicznym ujęciem postaci, tak jakby z oczu przeciętnego mieszkańca wsi, Henio nie kazał się tak tytułować. Mieścina, na którą patrzył z wzgórza znajdowała się daleko, wioska w której mieszkał leżała u stóp lasu. To nie było to samo miejsce. Przepraszam, mogłem to podkreślić.

 

Somniator: To, że wnioskiem z czytania mojego opowiadania jest likwidowanie dziur, jest krzywdzące xD

 

Na koniec chciałbym wyjaśnić sprawę owej mgły. Jestem świadom tego, że powinienem to bardziej uwypuklić, jednak to opowiadanie nawiązuje do wcześniejszego „dzieła” o nazwie „Zły las” czyli pokrótce o wrednej istocie czyhającej na życie i zdrowie mieszkańców pobliskiej wioski, wcześniej ukazanej jako grzybiarz, teraz jako Franciszek (bo podobno nie ma lepszego sposobu na skłonienie człowieka do zrobienia czegoś, niż mu tego zabronić) Od dłuższego czasu piszę opowiadania w tej tematyce, nie z jakiegoś konkretnego celu, bardziej ze względu na nudę. Mam sporo takich opowiadań i to uznałem za odpowiednie do „samodzielnego” istnienia. Nie chcę wstawiać odsyłacza na początku tekstu, gdyż wtedy zakończenie byłoby jeszcze bardziej oczywiste, jednak w związku z nieczytelnością „dzieła” taki odsyłacz wstawiam na końcu :)

 

Za wszystkie uwagi po raz kolejny serdecznie dziękuje i po raz kolejny obiecuję poprawę.

Udało mi się przebrnąć przez(ogromny, co wzbudza we mnie wstyd) szereg usterek, celowo jednak pominąłem kilka z nich:

„Agnieszka należała do pokolenia wychowanego w duchu nowych czasów, nie miała więc problemu z przyjęciem nowego porządku.” – w pewnym momencie wspomniane jest, że bohaterka została odebrana rodzicom i wychowana w szkole z internatem.

„…wdychając do płuc śmierdzące powietrze…” – Co sprawiało, że powietrze było śmierdzące, skoro nie było samochodów i komunikacji miejskiej? – śmierdzieć mógł śmietnik, dym z domów, ogrzewanych węglowo, fekalia bezdomnego psa itp.

„Lecz i ten uciekł, bojąc się rozpoznania.” – Kto miał rozpoznać uciekającego, skoro ludzie nie znali się, bo siedzieli w mieszkaniach. – uciekający mógł uznać bohaterkę za swoją sąsiadkę bądź krewną, co za tym idzie nie chciał, by zobaczono go na zewnątrz.

Jednocześnie przepraszam, jeżeli moje uwagi w tych przypadkach są zbyt „wydumane”

Inne uwagi również przyjmuje i biorę sobie do serca. Kiedyś zastanawiałem się ,co musiałoby się stać, by ludzie przestali wychodzić z domu i stąd moja dziecinna myśl.

Nawiasem mówiąc - dzięki Bogu moja interpunkcja nie rzuca się już tak bardzo w oczy. To już jakiś postęp :)

Dziękuje za wszystkie wytknięcia.

Właściwie to sam las jest wymyślony, reszta przytaczanych historyjek jest jednak "autentyczna". Masowo zbieram i szufladkuje sobie takie wiejskie legendy, parę z nich przydało mi się do opowiadania :)

Dziękuje serdecznie za uwagi, po ponownym przeczytaniu wychwyciłem wiele powtórzeń i poprawiłem wszystkie błędy znalezione przez Fasolettiego pomijając trzeci, dlatego że dzieciak w tym konkretnym momencie żałował tego, że wcześniej tego samego dnia rozmawiał z babcią na temat lasu (czyli dialogu z dalszej części opowiadania)

Nowa Fantastyka