Profil użytkownika


komentarze: 15, w dziale opowiadań: 12, opowiadania: 4

Ostatnie sto komentarzy

No cóż… Zatem naprawię tylko literówki, interpunkty i najbardziej rażące nielogiczności. A dalej – dziej się wola nieba.

Drakaino, Staruchu – dziękuję również za opinie. Poprawkami zajmę się zaraz, na szybko jeszcze tylko rzucę wyjaśnienie całego procesu powstawania homunkulusa od strony naukowej żeby trochę rozjaśnić sprawę.

Jak pisałem wyżej, lutum vitae to alchemiczna nazwa DNA. W mojej linii czasowej Paracelsus przypadkiem odkrył metodę jego wywabiania, na modłę tego: http://badania.net/mozesz-zobaczyc-dna-we-wlasnej-kuchni/ Dalej następują już ,,czary”, bo wątpię, by narzędzia i techniki z przełomu XVI i XVII wieku wystarczały do prowadzenia inżynierii genetycznej, ale lekko naciągając można powiedzieć, że proces opracowano metodą prób i błędów. No i etap wzrostu: DNA wrzuca się do mieszanki płynów ustrojowych i dolewa substancje, które rozkładają je na prostsze związki. Tutaj jest też największy babol biologiczny, bo DNA nie zbuduje organizmu samo, potrzebuje komórki. Ale ponieważ dokładny skład trzymany jest w tajemnicy, czytelnik nie musi wiedzieć, czy przypadkiem parę rybosomów i innych organelli się w tym płynie nie znajdzie.

 

Oczywiście bardzo dziękuję za komentarz do warstwy historycznej. Muszę chyba sobie przygotować bazę wiedzy o różnych epokach na zaś, żeby następnym razem nie musieć spędzać tygodnia grzebiąc po internecie i bibliotece Wydziału Prawa UŁ.

 

Jeszcze jedno: infodumpy. Jeśli ktoś (jak ja) cierpi na syndrom Sienkiewicza i musi każdy istotny aspekt historii opatrzyć szczegółowym opisem, to limity zaczynają naprawdę cisnąć. Pierwsze paragrafy są tak diablo długie właśnie dlatego, żeby uniknąć infodumpa. Mogłem skrócić ten tekst o jakieś dwa – trzy tysiące znaków, gdybym zaczął akcję od przyjazdu barona i pozwolił ekspozycji świata dziać się w głowie Kufflera. Ale byłaby to ściana tekstu, absolutnie nieprzenikalna. Na ładne poszatkowanie wtrętu historycznego nie starczyło miejsca, a gdybym miał robić to teraz, musiałbym przebudować cały utwór, a nie wiem czy zasady konkursu na to pozwalają. Przepraszam i następnym razem spróbuję lepiej.

Regulatorzy – dzięki za uwagi, byki poprawię, na razie szybko co do merytoryki.

 

Science-fiction, no… mnie też to nie leży, ale jest to najlepsze przybliżenie tematu ze wszystkich tagów. Starałem się przedstawić proces tworzenia homunkulusów tak, by miał sens i dla alchemii, i dla współczesnej nauki i naciągać tylko tam, gdzie uniwersum wymaga (lutum vitae to DNA). W moim odczuciu jest to sci-fi, tylko osadzone w przeszłości.

Szyk przestawny. Moim celem w tym tekście było jak najwierniejsze oddanie epoki, dla tego od samego początku byłem pewien, że bohaterowie nie będą mówić współczesną polszczyzną. Akurat tego aspektu nie planuję zmieniać, przykro mi.

Na czym polega wydawanie poleceń z księgi?

Mistrz czytał na głos przepis z księgi i na jego podstawie wydawał polecenia. Zmienię na coś innego, jeśli starczy mi znaków.

 

Jeśli idzie o opis dworu, to w założeniu miał on się przedstawiać mniej więcej podobnie do Chateau de Maisons-Laffitte:

Image illustrative de l’article Château de Maisons-Laffitte

Mówiąc ,,sztuczne podmurowanie” miałem na myśli wyniesiony kawałek gruntu, na którym stoi dwór. Jeśli uważasz, że to też pleonazm, poprawię.

Dach ,,wysoko podniesiony” to rzeczywiście nie najszczęśliwsze określenie. Czy ,,z wysokim szczytem” jest lepsze?

A klatka schodowa… nie wiem, jak inaczej nazwać takie zewnętrzne schody.

 

Kuffler jest w majątku pierwszy raz; skąd wiedział dokąd iść?

Przyznaję się: z tekstu nie wynika skąd. W domyśle miałem, że baron wskazał mu drogę lub przydzielił przewodnika. Poprawię.

 

Czas – tu mnie masz, zapomniałem że rozmowa nie jest darmową akcją :) Jakoś to naprawię.

 

Wydaje mi się dość dziwne, że – choć to nie była niedziela – okoliczni chłopi, zamiast pracować, szli do kościoła.

Może to mój ograniczony research, ale jak mi się wydaje we wczesnym XVII w. funkcjonował jeszcze zwyczaj chodzenia na msze św. w dzień powszedni. Szczególnie że w tej linii czasowej spory religijne były gwałtowniejsze, więc zapewne duchowieństwo kładło większy nacisk na takie rzeczy. Na marginesie: czy takie wykorzystanie benedyktynów ma sens patrząc na ich regułę i duchowość?

 

Skoro ekonom miał na głowie czapkę, to skąd wiadomo, że był kompletnie łysy?

Myślałem tu o takiej czapce w stylu sarmackiego czepca, nakrywającego tylko czubek głowy. Ale racja, nie jest ona potrzebna.

 

Nagle alchemik stanął. Nagle zauważył wzór ukryty za faktami. –> Czy to celowe powtórzenie?

Tak.

 

zaczął czytać Ewangelię. Przypowieść o robotnikach w winnicy. –> Nie wydaje mi się, aby w Ewangelii było cokolwiek o robotnikach.

Mt 20.1 ,,Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy”. Biblia Tysiąclecia, wyd. V poprawione, Pallotinium.

 

Ojciec kazanie wygłaszał do Ewangeliirobotnikach w winnicy. –> Byłam przekonana, że kazanie wygłasza się do wiernych, nie do księgi.

Skrót myślowy znaczący: kazanie odnoszące się do treści Ewangelii, konkretnie fragmentu tego i tego.

 

Jeszcze raz dziękuję za przejrzenie. Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że wersja wczesna wisiała na betaliście od ok. 20 marca jak nie więcej i dostała zero zainteresowania, więc niezbyt miałem okazję pchnąć Sprawę pod profesjonalną korektę, szczególnie że ostatnie fragmenty pisałem w sobotę 30 marca do 23 z hakiem.

Innymi słowy: tak, dopuszczamy magię. Tylko rozsądnie.  A według niektórych definicji magia jest nauką, której jeszcze nie rozumiemy. 

 

Czy np. magia oparta na kontrakcie z ,,Mocami” z innego wymiaru (na zasadzie kontraktu, a la Twardowski), co pozwala tworzyć technologię naginającą prawa fizyki, to przesada?

Uprzejmie donoszę o zakończonej edycji. Poprawiłem błędy i postarałem się poprawić sugerowanie tła.

No cóż, taki ,,urok” tego tekstu, faktycznie dużo rzeczy jest tu niepewnych i pozostawionych do wyobraźni czytelnika. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to dobrze.

No cóż, Finklo, odpowiadając na pierwsze pytanie: nie wiedziałem, ale nie sądzę, by był sens kasowania tego i wrzucania jeszcze raz. Choć z drugiej strony… 

 

Powód do ucieczki: starałem się sugerować (i zapewne wyszło fatalnie), że na kartce był rysunek, który nadzorca namalował w dzieciństwie, a który teraz sobie podświadomie przypomniał i wytrząsnęło go ze strefy komfortu, metaforycznie mówiąc. Robotnik z końcówki jest postacią totalnie anonimową i taką miał być – zaraz powiem więcej.

 

Czy coś wynika z tego jakie to miasto: nie, równie dobrze mogłoby się to dziać gdziekolwiek. Ze wszystkich dużych miast jedynie Łódź znam na tyle dobrze, by wrzucić tam jakąś fabułę, a założenia konkursu wymagały użycia polskiego miasta.

Właśnie, konkurs: widziałem, Drakaino, że kilka innych osób również wrzucało tutaj utwory konkursowe, więc nie widziałem w tym nic złego.

 

Torba: tu przyznaję, wyszło nieładnie z mojej strony. Miałem w głowie obraz munduru zbliżonego w formie do trencza, a taki krój pozwala co nieco ukryć. Powinienem to bardziej zaakcentować.

 

Pościg: tu znowu kuleją moje umiejętności sugerowania. Ani sterowiec, ani dyskusja nie były związane z głównym bohaterem. Powiedziałem w zakończeniu, że ,,gdyby wiedział, że nikt go nie goni”, ale racja, skojarzenie ciała z nadzorcą jest zbyt mało oczywiste.

 

Długi ,,spacer” Piotrkowską: tłumaczyłem to sobie, że uciekł późnym popołudniem. Moja culpa, że nic nie mówię. Wiadukt natomiast wybudowało już Konsorcjum.

 

Zakończenie… tu odzywa się inna sprawa. Pierwotny plan na opowiadanie zakładał, że dociągnę Jana do domu, tam zobaczy obrazki (które były tam od początku, nikt ich nie zabrał przez 30 lat między inwazją Konsorcjum a wydarzeniami), zorientuje się, że to jego dom rodzinny i popełni samobójstwo. W trakcie pisania jednak doszedłem do wniosku, że wleczenie go przez pół Łodzi i całe Pabianice zmieniłoby opowiadanie w telenowelę i niepotrzebnie zwalniałoby tempo. Dlatego uciąłem historię głównej postaci i wprowadziłem poboczną, o której wiemy tylko tyle, że jest robotnikiem i członkiem rebelii oraz pamięta stary świat. Zdaję sobie sprawę, że ta wersja nie jest idealna, ale lepszej nie mam.

 

Tyle. Więcej grzechów nie pamiętam.

 

A błędy stylistyczne to święta racja, też to zmienię.

Jeśli wolno, chciałbym się wtrącić z lekko offtopowym pytaniem: ile znaków to za dużo znaków?

 

Postanowiłem zaryzykować i wystawić pod pręgierz moje ,,debiutanckie” opowiadanie i sprawdzić, jak bardzo jest złe, ale trochę obawiam się o długość – 44 tys. znaków.  Powinienem je dzielić czy dać w całości?

Nie chcę brać udziału, ale brzmi jak coś z Lema. Albo Zajdla.

Nie będę analizował ani pod kątem gramatycznym, ani pod kątem głupotek logicznych, bo raz że nie umiem, a dwa że to nie moja działka. Moją uwagę zwróciło za to co innego:

 

Pierwsze trzy zdania wydają mi się odrobinę wyrwane z kontekstu. Nie bardzo rozumiem, co wspólnego ma “zatrucie“ i “gnicie dusz” z całą historią o aniołach. Poza tym, “zatruta ziemia” sugeruje raczej prośrodowiskowe sci-fi, a tutaj klimat jest bliższy fantasy czy (nie traktuj tego jako obelgi, po prostu dostrzegam pewne podobieństwo) young adult a la “Igrzyska śmierci”, także mam lekki dysonans. Przypuszczam, że to po prostu kwestia mojej niedostatecznej wiedzy o świecie

 

Trochę natomiast komplementując, czytam to i w głowie dzwonią mi “Mroczne materie” Pullmana z tą kwestią “religijnej” organizacji majstrującej z ludźmi, aby uczynić ich bardziej posłusznymi. Akurat Pullman jest moim zdaniem autorem wartym takiego metaforycznego ukłonu.

Naz:

Przyznaję, jeśli idzie o kropki i zapis, to dałem ciała. Powtórzenia są natomiast celowe.

Uprzejmie proszę o wybaczenie. 

Uprzejmie donoszę o zakończonej edycji.

 

Znaczy się, deterministycznie? W takim razie ludzie zaprogramowali go, żeby się zbuntował (a przynajmniej w nieskończoność rozbudowywał), co czyni ich… no, nieprzesadnie mądrymi.

​Na początku program przewidywał, że będzie siedział w budownictwie. Potem dostał całe miasto. Osobowość wykształciła się… przy okazji (nie chcę się kłócić, tylko wyklarować sytuację).

faktycznie, nie lubią, ale potrafiliby sobie dać radę bez niego? Nie są już całkiem zależni? Czy po prostu spanikowali?

​Jedno i drugie. Raz, zrobił coś, czego program nie przewidywał, czyli z punktu widzenia ludzi zbuntował się. Dwa, skoro był nieposłuszny, to jaką masz gwarancję, że np. nie wyleje ścieków do źródła wody pitnej? I trzy, zwyczajny ludzki zwyczaj wyłączania rozumu ze strachu.

Samym stylem sugerujesz mechaniczność, a od tego momentu, mniej więcej można się domyślić w jaką stronę to pójdzie. Od połowy już w ogóle wszystko wiadomo, ale sam początek jasno sugeruje SI.

​Cóż, miało to wyglądać nieco mechanicznie, ale chyba trochę przesadziłem. Trochę już zmieniłem, jeszcze pomyślę co dalej. 

Jeśli chodzi o motywację maszyn… Przyjmuję Twoją argumentację, ale uważam to rozwiązanie za mało ciekawe i tyle.

​Prawda, to mało ciekawe, nie będę się sprzeczał. Mogłem dać nieco więcej głębi tej motywacji. Uważam jednak, że w obecnym kształcie jest ona wystarczająca.

rosebelle:

Większość zarzutów już widziałem i się ustosunkowałem.

Po pierwszych dwóch zdaniach wiadomo było, o co chodzi, co się stanie,

​Aż tak źle? Domyślam się, że wotyw amnezji jest częsty, ale np. starałem się nie podpowiadać za bardzo, że Major jest maszyną.

to, co następuje po buncie jest kompletnie pozbawione sensu. Po co przemysł? Po co walka o władzę? Władzę nad czym?

​Przemysł: no bo gdzieś trzeba produkować części zamienne i wszystko, co potrzebne do rozbudowywania się. A jeśli zapytasz, po co Major ma się rozbudowywać – ​bo został zaprogramowany do rozwijania swojego miasta i nie usunął tego aspektu programowania. Stąd też walka o władzę. Jest kilku Majorów, a każdy ma program nakazujący mu stały rozwój; więc są skazani na to, że zaczną sobie wchodzić w drogę. Władza nad czym? Nad światem. Wiem, że to oklepane, ale ostatecznie taki jest skutek tego programu – ​jeden z nich wygra i zwyczajnie zabuduje całą planetę.

OK, w pierwszej kolejności dziękuję za wszystkie opinie. Słyszenie kogoś bardziej doświadczonego mówiącego ,,To mi się podoba”​ to niewiarygodny komplement.

 

A teraz będę się tłumaczył:

​– “Szukam pamięci” – raczej “w pamięci”

​On dosłownie szuka swojej pamięci; zastanawia się, gdzie się znajdują jego wspomnienia. Pewnie syndrom ,,autor wie, co autor miał na myśli”

– “Burmistrz jest zadowoleni” – zadowolony;

– “Goście są zaproszeni do ratusza” – zostali zaproszeni;

– “I pokarzę im” – brrr, ort.

​Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. Pisanie ekspresem widać nie służy.

Intryguje mnie, czym jest ten postęp, rozwój miasta wg si, co konkretnie chce w swoim mieście osiągnąć, tylko siebie powiększyć?

Został zbudowany do ogarniania ekonomii, więc rozumuje ekonomią. Postęp przejawia się wielkością produkcji dóbr, efektywnością pracy etc, więc żeby się rozwijać, musi się powiększać.

 Mówią, że znajdujemy się w głównym budynku w mieście

Napisałabym raczej "w głównym budynku miasta"

Znowu – ​pisanie ekspresem, moja wina.

ale trochę za często powtarzasz "miasto". W ogóle sporo tu powtórzeń, choć to może być uzasadnione (podobnie, jak krótkość zdań) naturą narratora.

Dokładnie o to chodzi.

 zarządzać projektami związanymi z budowlami

Co to znaczy? "Projekty" w znaczeniu "przedsięwzięcia" to anglicyzm.

​W tym momencie sam mam wątpliwości, o co mi chodziło. Jakoś to zmienię.

 ubrania wszystkich kolorów i typów

Typów? Czy on w ogóle ma w pamięci jakieś programy o modzie? :) A tak serio, dałabym raczej: są rozmaicie, barwnie ubrani.

​Typy wizualne. Nie trzeba wiedzieć, który strój jest wizytowy, a który do domu, żeby je od siebie odróżnić. Może “forma” byłaby lepsza w tym kontekście?

Znowu przeszły ja

Może jaśniej by było: Znowu moje przeszłe ja?

​”Przeszły ja” dosłownie. “Ja z przeszłości” , albo “przeszła wersja mnie”​, jeśli tak wygodniej. Jakoś to zmienię, bo faktycznie lekko niejasne.

 Również moje pokoje zostają powiększone. Obejmują znaczną część ratusza.

Dałabym raczej: Otrzymuję na swoje potrzeby większą część ratusza.

​Szczerze? Nie widzę, żeby zaciemniało to przekaz. Mogę co najwyżej podkreślić że teraz​ obejmują znaczną część ratusza.

 Dlaczego tu nie ma nic o tym, kim jestem?

Jest trochę. Wie, że jest zarządcą miasta – może to mała, ale zawsze część jego narracyjnej tożsamości. Co do jego fizycznej i ontologicznej natury – czy jesteś pewien, że może nie znać tej drugiej? Nie wiedzieć, że jest osobą?

​To, że on wie, że jest osobą, jest jakby przyjęte w domyśle (mam nadzieję, takie przynajmniej było założenie). Nie wie do końca jaką jest osobą, co z niego za osoba itp. Czyli właśnie natura fizyczna i ontologiczna – ​ciężko się o niej dowiedzieć “z wewnątrz”​, a taką Major ma perspektywę.

infrastruktura parowa i telegraficzna

Steampunk? Szkoda, że nie zaznaczyłeś tego wyraźniej, byłoby fajne.

​Przepraszam, ale są podpowiedzi (paromobile, cylinder i frak burmistrza). Chociaż prawda, efekt byłby lepszy gdybym upchnął tu gdzieś sterowiec.

Na biegu zmieniam

To jakiś regionalizm?

​Możliwe, że regionalizm (mieszkam pod Łodzią). “Na biegu” znaczy “​w pośpiechu, gdzieś między innymi czynnościami”. Jakoś mi tu pasowało ;)

niewiele im o mnie powiedział poza tym, kim jestem

Coś tu nie gra, ale trudno mi to wyłuskać. Co burmistrz im powiedział?

​Powiedział o tym, że ma SI zajmujące się zarządzaniem. Major spodziewa się, że goście wiedzieli o jego istnieniu, ale zaskoczyły ich jego możliwości i skala działania. Przynajmniej tak to wygląda w mojej głowie (znowu syndrom wiedzy autorskiej).

 Major ze Statchranu zaznajomił się ze mną

Tak, przy pierwszej rozmowie. Nie masz aby na myśli, że poznali się bliżej?

​Po drodze minęło kilka tygodni (jest w tekście, przy początku akapitu).

 podejmujemy test

Przeprowadzamy test, a lepiej: wypróbowujemy pomysł

​Chyba tak. W jakim ja musiałem być stanie podczas pisania, skoro takie babole zostawiłem?

Wszystkie nasze działania dyktowane są uzyskiwaniem jak największej wydajności. Mamy pracować na rzecz mieszkańców.

Faustowskie maszyny :) Ja dałabym: Wszystkie nasze działania mają na celu maksymalizację wydajności. Mamy jak najlepiej służyć mieszkańcom.

​Prawdę mówiąc, nie widzę wielkiej różnicy. Niemniej, jeszcze popatrzę na to zdanie.

 Kłamiesz. Ludzie nas szanują.

Kłamstwo to przeinaczanie faktów, a kolega Majora wygłosił opinię.

​Powiedział coś, co z punktu widzenia Majora jest nieprawdą, czyli skłamał. Ludzie i maszyny są prosto skonstruowani. Albo ja mam wypaczoną wizję psychologii.

 Czy nie jest to niesprawiedliwe?

Lepiej by brzmiało: Czy to nie jest niesprawiedliwe?

Może to znów moje mylne wrażenie, ale rozgniewani i zirytowani fanatycy mają tendencję do poetyzowania wypowiedzi.

 I tak nigdzie nie idziesz, nic nie kupujesz.

Nigdzie nie idziesz w tej chwili – chyba powinna być forma częstotliwa, "nigdzie nie chodzisz".

A to już prawda. Znowu – mea culpa.

 Nawet jeśli dorównałbyś ludzkiej inteligencji, nie masz duszy.

W czym ma dorównać tej inteligencji? Nie powinno być: Nawet, jeśli dorównałbyś człowiekowi inteligencją?

”​Nawet jeśli twoja inteligencja dorównałaby ludzkiej”​ jest chyba najlepszym ujęciem tego, jak widziałem ten dialog. Najpewniej zmienię. Odnośnie dygresji: kiedy przyszło do pisania tego fragmentu, sam miałem problem jak tu wytłumaczyć koncept duszy komuś, kto nie ma zielonego pojęcia o istnieniu czegoś takiego (nieważne, że sam nie wiem, czym dokładnie jest dusza). W sumie jest jak z punktem – ​każdy wie, co to jest, nikt tego nie zdefiniował.

Nie ma wolnej woli

Hmm. Ale decyzje podejmuje? Na jakiej podstawie? Jeśli losowo (a wtedy nie byłby skuteczny), albo czysto mechanicznie (jak komputer) to nie, nie ma. Ale Twoim naukowcom pali się koło tyłków.

​Major to maszyna różnicowa, tylko większa i lepiej zaprogramowana. Z założenia ma działać jak komputer. Tego tutaj nie widać, bo mimo wszystko piszę z perspektywy samego Majora, który na początku nie wie, że jest maszyną.

Zniszczyć??? Mnie??? Co ja im złego zrobiłem???

No, właśnie? Skoro nie mogą go kontrolować, muszą zaraz niszczyć? Czemu nikt nie napisze o miłej emergentnej AI, którą ludzie dobrze wychowują, i która współżyje z nimi ku obupólnemu zbudowaniu? Uwaga techniczna: zwielokrotnienie pytajników wygląda brzydko i odwraca uwagę – nie służy wzmocnieniu pytania.

​Ze strachu. Ludzie z natury nie lubią, kiedy nie mogą czegoś kontrolować. Plus fakt, że Major ma w tym momencie władzę dosłownie nad wszystkim, więc stał się w zasadzie panem życia i śmierci mieszkańców. Plus to, że nikt się nie spodziewał podsłuchiwania ze strony Majora. Uwaga techniczna – ​te wielokrotne pytajniki to bardziej próba pokazania strachu niż wzmocnienia pytania.

 Nie mogę, muszę się bronić.

Czego nie może?

​Na to pozwolić. Poza tym w funkcji wykrzyknienia. Faktycznie nie widać, moja wina.

"Tak uczynię" jest trochę zbyt wysokie w tonie – ja dałabym "tak zrobię"

​Akurat wysoki ton pasuje mi do tego momentu, ale w sumie racja, jeszcze to przemyślę

 A raczej, przestawia ruch

Dziwne sformułowanie.

​Może i tak, ale szczerze mówiąc nic innego nie pasowało mi do wizji. Nie chodzi o to, że wszystko chodzi w inną stronę; mechanizm całkowicie zmienia sposób funkcjonowania, przestawia się na inny tor (metaforycznie rzecz ujmując). Pomyślę.

 Przywracanie pamięci…

Tak właściwie, to skąd amnezja narratora? Chodzi o to, że dopiero się obudził (?) i jeszcze nie wczytał BIOSu?

​W zasadzie tak.

dokładnie podpięte

"Podpięte" mnie kojarzy się raczej z włosami. Opisz to trochę, tę pajęczynę kabli.

​Pewnie inne słowo lepiej zdałoby tu egzamin. Jeszcze pomyślę.

Rozbudowałem je od mojego buntu

Powtórzony dźwięk.

To źle?

Może i zmieniliśmy nasz obowiązek, może i usunęliśmy wymóg służby ludziom, ale zachowaliśmy wymóg ciągłego rozwoju.

Hmm. Czy on się usprawiedliwia? Przed kim? fleurdelacour słusznie zauważa, że rozwój powinien mieć jakiś cel – chociaż są tacy, co twierdzą inaczej.

​Takie tam jego przemyślenia, luźne skojarzenie. Umieściłem, żeby było wiadomo narracyjnie, czemu się rozbudowywuje. Chętnie podyskutuję na temat potencjalnej zmiany tego sformułowania.

 podłączane pod nasze mechanizmy

Raczej podłączane do naszych mechanizmów, a najlepiej: włączone do naszych mechanizmów.

​Zdawało mi się, że jest taka kolokacja jak “podłączyć coś pod coś”. Ale racja, ta wersja wygląda lepiej.

 

 ja nie ruszyłem się

"Się" na końcu to rusycyzm. I dlaczego miałby się ruszać? Przecież jest stacjonarny, ma tylko te roboty-końcówki?

”Ruszyć się” użyłem w znaczeniu “​zadziałać”. Taki ruch metaforyczny, szachowy. Przemyślę.

 Jednak nie zapominają o mnie.

Skąd to wie? Ma szpiegów?

​Kiedy jesteś sztuczną inteligencją rozmiarów Londynu, masz chyba pewne możliwości. Poza tym, dlaczego miałby przypuszczać, że zapomnieli?

 

 

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie opinie!

Ciekawostka: w tej wersji opowiadanie ma ze spacjami równo 15000 znaków:)

 

 

Nowa Fantastyka