Profil użytkownika

Piszę dla rozrywki. Czasami ktoś czyta. W papierowej NF wiele lat temu udało mi się nawet zamieścić spore opowiadanie alterhistoryczne ("Plan Basior"). W antologiach NF (tych z brązowymi piórkami) dwa inne. I tu i ówdzie jeszcze parę. Najwięcej zamieściła ma szuflada. Ale ona jedynie znacząco milczy.


komentarze: 132, w dziale opowiadań: 111, opowiadania: 45

Ostatnie sto komentarzy

Kolejne w tym miesiącu w portalu nf ważne i ludzkie opowiadanie. Gratuluję.

Więcej takich. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Robercie, noblesse oblige. Jeśli nazywasz gatunek swego opowiadania "science fiction", a nie dajmy na to "fantasy" albo "baśń", no to sam rozumiesz: to nie żaden puryzm, a poważne traktowanie czytelników przez Autora i wzajemnie. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Tym razem będę okrutny. Niestety, po zastosowaniu brzytwy Lema oraz kryterium niewiary opowiadanie nie wydaje mi się fantastyką – to znaczy równie dobrze mogłoby się dziać na Ziemi 100 lat temu, bez całego tego nibyfantastycznego sztafażu. Z KOmetą Halleya w roli głównego strachulca.

Teraz grubiej: Gwiazda z Obłoku Oorta? To by oznaczało, że już dziś żyjemy w układzie gwiazdy podwójnej. Jakiej wielkości byłaby zatem według Ciebie dana gwiazda, by “unosić się” nad Plutonem i być tej samej wielkości co Słońce? W jakiej odległości powinna być owa gwiazda od Plutona i naszego układu planetarnego? Jaką powinna mieć masę? Po mojemu – nie mogłaby być większa od Jowisza, ale nawet wówczas takich gwiazd a nawet planet – być w obłoku Oorta zwyczajnie nie może – bo by nam już dawno ich grawitacja zdefasonowała cały nasz układ Słoneczny.

Przypomnę też, że Obłok Ooorta rozciąga się wokół naszego układu słonecznego do maksymalnie jednej czwartej odległości od Słońca do Proximy Centauri. I owszem – mogą w nim krążyć komety. Świecące światłęm odbitym. Ale na pewno nie gwiazdy.

I ostatnia sprawa – roślinność na Plutonie i grawitacja na Plutonie (który jak przypominam, JUŻ NIE JEST uważany za dziewiątą planetę. Pluton, przypomnę ma ledwie 2,3 tys. km średnicy (prawie dwukrotnie mniejszą od ziemskiego Księzyca) i grawitację tak miniaturową, że człowiek ważący na Ziemi 90 kg, zaś na Księżycu 15 kg, na Plutonie ważyłby ledwie 6,5 kilo. Raczej wyklucza to “maszerowanie” po jego powierzchni. W tak gęstej atmosferze, jak opisałeś, że aż padają w niej “rzęsiste deszcze”, człowiek raczej wykonywałby kilkudziesięciometrowe skoki, zamiast kroków. A człowiek po x pokoleniach na Plutonie po prostu doznałby niemal całkowitej atrofii mięśni i układu kostnego.

A propos powierzchni Plutona – spacerowanie po niej byłoby niemożliwe tym bardziej, że owo ciało niebieskie składa się w większości z lodu. Więc słuszniej byłoby napisać, że bohaterowie (w temperaturze powyżej zera uzyskanej po terraformowaniu – a ona taka jest, bo padają tam deszcze wodne! – PŁYWAJĄ a nie chodzą. No i co z drzewami i innymi roślinami LĄDOWYMI? Jeszcze rozumiem – gigantyczne pływające nenufary, genetycznie uzyskane, na których powierzchni budowane są plutońskie miasta. ;)

Podsumowując – opowieść skrajnie niewiarygodna, research niedbały, delikatnie rzecz ujmując, jestem zdecydowanie na NIE.

Bo to nie jest tym samym nawet sci fi!

(Nie próbowałeś tej planety umieścić w innym układzie gwiazdowym?)

Już tylko spokój może nas uratować

Sonato, dziękuję. Trafnieś to ujęła.

 

Palaio, pozwolę sobie w odpowiedzi na odrobinę improwizowanej ad hoc subtelnej grafomanii wierszem ;DDD

 

Kiedy ukraść ci pragną dom, wóz, z szynką gnata

Niezbędna nie finezja, lecz ciężka łopata!

Nie ocali wolności kto subtelnie mruknie

Ale ten, co złodziei w łeb tym szpadlem huknie!

 

pozdr.

:DDDD

Już tylko spokój może nas uratować

Prawdziwe. A wiem, co mówię. Proste i prawdziwe. Dropów nie widzę. Ode mnie klik. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Moim skromnym zdaniem, po pociągach wiozących pod czerwonymi flagami miliony do radzieckich socjalistycznych łagrów GUŁAG-u, do niemieckich narodowosocjalistycznych obozów zagłady, na pola śmierci rozmaitych rewolucji kulturalnych w socjalistycznych krajach Azji i Afryki, na wszystkie fronty II , a wcześniej I Wojny Światowej, będące w istocie megarzeźniami, JAKIKOLWIEK kolejny literacki “horror” kolejowy w typie prozy Grabińskiego, opisującej w istocie niewinny świat SPRZED roku 1914 (nawet jeśli akcja działa się w Polsce lat 20. XX wieku), nie ma najmniejszego sensu. Bo NIC nie przebije bezgranicznego przerażenia milionów ludzi wożonych takimi pociągami na śmierć. I równie bezgranicznego przerażenia setek milionów ludzi, którzy o takich pociągach z największego horroru Ludzkości dziś wiedzą.

Choćby w literackim wymyślonym pociągu grasował tuzin Ktulu (Cthulhu) czy innych Nostromców, będzie to istna humoreska w porównaniu do odczuć Lejzorka, Iwana czy Wandy wiezionych prawdziwymi pociągami grozy wprost ku nieuchronnej szybkiej, bądź rozłożonej na etapy śmierci. Grabiński istnienia w niedalekiej dla siebie przyszłości czegoś aż tak potwornego nawet by nie podejrzewał. Dlatego jednak nie wezmę udziału w tym “kolejowym” konkursie. Realnego życia nawet moja fantazja nie prześcignie :(.

Już tylko spokój może nas uratować

“– Powiedz mi, czy mam rację! Czy lepiej samemu decydować o sobie, czy pozwolić komuś? No, powiedz, powiedz! Jeśli myślisz to, co ja… moje wątpliwości znikną!”

 

Chyba najważniejszy fragment tekstu o współczesnej ludzkości oraz cywilizacji. Która – patrząc na to, co za oknem i w ekranach – chyba już definitywnie wybrała. Niestety. Choć to oznacza jej koniec (w obecnej cywilizacyjnej formie) – i to już w bardzo bliskiej perspektywie.

Głęboki, wieloaspektowy tekst. Jak dla mnie – tekst miesiąca. Klikam natychmiast. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

To nie jest postapo. Chińczyki przecież trzymają się mocno :D. Kluczowy jest napis na tabliczce. Pomyśl o tych dwóch językach i głębszym znaczeniu wyboru akurat tych dwóch.

Już tylko spokój może nas uratować

Nic nie rozumiem. Ja wtedy już byłem chyba zbanowany. Albo skleroza, albo… Ingerencja bytów niematerialnych, czyli horrorek :D

Już tylko spokój może nas uratować

Żonglerze, mówiłem o moim piórkowym "Carskim wagonie", z antologii nf "Fantastyczne Pióra" bodajże z 2020 roku.

Już tylko spokój może nas uratować

Żonglerze, na razie kończę na konkurs z fantastyką socjologiczną

Już tylko spokój może nas uratować

Hmmm, mój piórkowy "Carski wagon" już parę lat temu antycypował ten konkurs ;)

Już tylko spokój może nas uratować

Tłumaczył Eugeniusz Dębski

Już tylko spokój może nas uratować

Staruchu, właśnie przeczytałem antologię rosyjskiej sci fi "Zombi Lenina", a w niej nagrodzone opowiadanie Siergieja Siniakina "Mnich na skraju Ziemi", o radzieckich aeronautach i kosmonautach oglądających dysk Ziemi leżący na grzbietach Lewiatanów, a potem zabijanych z rozkazu Stalina. Dość długie, ale pasjonujące. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

A owo genialne opowiadanie nosi tytuł "Mnich na skraju Ziemi".

Już tylko spokój może nas uratować

Genialne opowiadanie w antologii rosyjskiego sci fi właśnie przeczytałem. Antologia ma tytuł "Zombie Lenina". Opowiadanie napisał Siergiej Siniaki. Jest o aeronaucie radzieckim, niejakim Szternie. Który poleciał za wysoko. (A po nim Gagarin też za wysoko). Oto fragment końcowy (Szterna po gułagu wsadzono do psychiatryka i finalnie zastrzelono). "Były nowe starty i Mintiejew ze Szternem na własne oczy zobaczyli gigantyczne wielokilometrowe sople lodu, zwisające z tęczowej kopuły sfery niebieskiej. Zobaczyli tunel, po którym poruszało się, wymachując giętkimi mackami protuberancji, Słońce. Widzieli dziwne skrzydlate istoty, oczyszczające niebieską sferę z oblodzenia i szadzi, a pewnego razu, kiedy Sztern, Mintiejew i Uriadczenko wzbili się na rekordową wysokość, kryształowa czystość dnia pozwoliła im obserwować fantastyczny i potworny zarazem widok – gigantyczne płaskie ogony Lewiatanów, na których w praoceanie spoczywał dysk Ziemi. Ale los tych ludzi był już zdecydowany przez niewysokiego wąsatego człowieka o stromym niskim czole i oszpeconej dziobami twarzy". Staruchu, co Ty na to? Opko jest w sieci pod podanymi tytułami. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Ze złą babą se człek nijak nie poradzi, ale z byle duchem zawsze, hej!

Już tylko spokój może nas uratować

Gdzie ta Anna?! Dawaj mi ją szybko, ja na pewno docenię jej zalety!:D

Już tylko spokój może nas uratować

Przeczytałem. Nie zrozumiałem. Zapomniałem. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Wygląda mi to na fragment , wstęp do czegoś większego. Jestem w górach na szlaku, zatem nie mam warunków do bardziej wnikliwej oceny, ale zgadzam się z OSewerem: jest nieźle. Jak na debiut nawet lepiej niż nieźle. Wlatywać "nad niebo"? A nie "na niebo" albo "nad naszą ziemię"?.

Już tylko spokój może nas uratować

AP– jako najbardziej te same! Pod jednym wszakże warunkiem– że obowiązki TEŻ będzie mieć takie same. Podatki na przykład…

Już tylko spokój może nas uratować

Brawo! Nareszcie coś naprawdę przerażającego. Dzieciaki będą zachwycone! Fabuła ok, dramaturgia bdb, twist na końcu jak ta lala! Nareszcie horrorem:). Jestem usatysfaty. Klik

Już tylko spokój może nas uratować

No pięęękne jest:). Dawno się tak nie uśmiałem. I styl swoisty, i suspens, i klimacik, i nastrój odpowiedni. Starannie całkiem napisane w dodatku. Sympatyczne opko/szorcik całkiem. A tak z ciekawości – co to było?:) Klik!

Już tylko spokój może nas uratować

Ludwik Jerzy Kern: "Ferdynand Wspaniały" Polecam;)

Już tylko spokój może nas uratować

Kończąc, zaciekawiła mnie kiedyś ta kwestia. A wzięło się to stąd, że etatowe pistolety, np lugery, przysługiwały z powodu ceny i funkcji tylko oficerom. Tymczasem zwyczajni szturmowcy posyłani do walki okopowej mieli w okopach wielki problem z przydziałowymi długimi karabinami. Stąd adaptowali do roli pistoletów, do walki w okopach, czyli często w zwarciu, co tylko w rękę im wpadło. Stąd kariera krócic i garłaczy czarnoprochowych odprzodowych, stąd adaptowanie na obrzyny XIX wiecznych strzelb myśliwskich, kapiszonowych, stąd też niezwykła kariera wśród szturmowców maczug! i kastetów. Albo obuchów. Wszystko to archaiczne, ale w walce okopowej niezastąpione. Dopiero pistolet maszynowy z czasów późniejszych rozwiązał problem. Np fińskie bodajże suomi czy sowiecka pepesza, a nawet nasz przedwojenny klon suomi.

Już tylko spokój może nas uratować

Garłacze. To były garłacze. Krócice podobne, ale nie mają lejkowatej lufy. Czasami używano też zwyczajnych obrzynów kapiszonowych. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Dlatego właśnie wolę pisać, niż dyskutować. Na razie w naszym nowym wspaniałym w pełni demokratycznym świecie za opowiadania na stosach nie palą. ;D

Już tylko spokój może nas uratować

Wiem:D Po wynikach od razu widać, że niekompatybilny :DDD

Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Gratki. To raz. Podwójne gratki, bo przeczytałem po nabyciu drogą kupna. Akcja 8/10. Dramaturgia i twist 9/10. Płynność wejścia w świat opisany 8/10. Bohaterowie 7/10. A nawet byłoby więcej, gdyby główny bohater, stary wiarus frontowy, tak łatwo nie wpadał w infantylizmy. I nie był tak młodzieńczo sztubacki sentymentalny. Aha, pomysł 10/10. To się będzie pamiętać po lekturze dłużej niż trzy dni. A teraz minusy: korekta – fatalna. Zwłaszcza interpunkcyjna! Redakcja – kuleje. Żaden prawowierny Żyd nie nazwie Boga imieniem Jahwe! To imię zakazane poza Świątynią i najwyższymi Lewitami, a i to tylko przy Arce. Żydzi mówią co najwyżej Adonai! Teraz główny bohater: poważna wtopa, kiedy piszesz, że nie miał pojęcia jak obsługiwać broń czarnoprochową odprzodową. Po pierwsze – jako oficer MUSIAŁ znać reguły obsługi choćby pistoletów pojedynkowych. I strzelać jako dziecko z odprzodowego kapiszonowego flowera. Już nie mówiąc o kapiszonowych flintach dla młodych myśliwych. A jako żołnierz okopowych Szturmowców MUSIAŁ używać najpopularniejszej wówczas (IWŚ) broni okopowej, czyli stareńkiej krócicy odprzodowej i czarnoprochowej, walącej z grubej lufy z bliskiego dystansu chmarą siekańców. Powtarzam – to była megapopularna wtedy , nieregulaminowa broń żołnierzy frontowych wszystkich mocarstw. I tu zonk – bo gdyby to było zapodane zgodnie z realiami, osiłka w pałacyku myśliwskim załatwiłby w try miga. A poza tym bardzo dobrze i udany debiut! Gratki zatem zasłużone. Aha, sławojki – ta nazwa pojawiła się w Polsce dopiero po roku 1928, a raczej dopiero w latach 30. XX wieku, i dopiero po uporczywych terenowych inspekcjach polityka i generała Felicjana Sławoja Składkowskiego po wioskach RP. Które w dobie Ciemności byłyby rzecz jasna niemożliwe. Szczegóły ważne są! Tak na przyszłość.;).

Już tylko spokój może nas uratować

Reg, ponanosiłem, jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam

Czytelnikom dziękuję za przeczytanie.

A propos, mógłby ktoś, kto nie czytał (i się nie zachwycił nadal przez to :DDD ) przeczytać i domknąć sprawę ósmego Nawigatora Snuffa ? ;)

Już tylko spokój może nas uratować

Wirus nie był dostrojony. To przeszczepiona wielokrotnie większość populacji miała rozregulowane do reszty naturalne mechanizmy obronne. Proste jak konstrukcja cepa;). Pozdr. takoż.

Już tylko spokój może nas uratować

Hi hi, politycy, niestety, też przetrwali z tych najcwańszych;)

Już tylko spokój może nas uratować

Teraz tylko dokończyłem i wygładziłem dropy…

Już tylko spokój może nas uratować

Reg, dziękuję za Twe uwagi. Poprawię dopiero pojutrze, bom z dala od kompa. A opko napisane dokładnie kilka tygodni po moim drugim zniknięciu, na samym początku pandemii. Signum temporis czyli.

Już tylko spokój może nas uratować

Wirus sam się wypuścił. A crossowanie szczepień na tyle osłabiło odporność populacji, że padła od piórka na wielbłądzie.

Już tylko spokój może nas uratować

W Łodzi lodowato. Ale kumpel z roboty ten poniedziałek przeżywa podobnie. Strasznie go suszy

Już tylko spokój może nas uratować

Gratki, Staruchu:)

Już tylko spokój może nas uratować

Dziewczynę o perłowych włosach" Omegi polecam. Tam też jest dziwny słoń:D. A to był hit lat 70.

Już tylko spokój może nas uratować

Hmmm….. Gdzie ja to…. Już wiem: herbu Ostrokrzew! Ale jakoś nadal nie zachwyca. Kiedy patrzysz w Otchłań, Otchłań spogląda na Ciebie (Fredzio Nicki)

Już tylko spokój może nas uratować

Czajnik okrążał orbitę Słońca? Znaczy, jaką? Wokół jądra galaktyki? Zmęczył mnie ten swobodny ciąg świadomości, bo tak zdaje się owa forma twórczości się nazywa. No, do pewnej bodajże magdalenki (ciastka takiego dość słynnego w literaturze;) jednak twemu czajniczkowi jeszcze troszkę brakuje, ale nie zniechęcaj się. Tyle że bez Twej dbałości o szczegóły wskazane przez szanowne Przedpiszące , nic z tego nie będzie. Niestety. Pozdrawiam i zachęcam takoż do większej dozy autokorekty i autoredakcji.

Już tylko spokój może nas uratować

Się spodobało. I nawet fantastyka jest. Zgrabnie, do diaska, całkiem zgrabnie, mociumpanie ten tego ten!:)

Już tylko spokój może nas uratować

Bardzo dobre. I mądre. Wbrew pozorom, wcale nie egocentryczne, a wręcz przeciwnie. Wreszcie jakiś szorty O CZYMŚ. I O KIMŚ. Coraz trudniej o takie. Gratki i pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Czyta się nieźle, ale to ewidentnie fragment a nie opowiadanie. Aha: zdjął but, a nie zdjął buta. Serio serio.

Już tylko spokój może nas uratować

I na koniec, Ślimaku: stosujesz nieładny chwyt erystyczny sugerując mi, że zaprzeczam zmianom klimatu. Otóż – nie zaprzeczam. Poddaję jednak stanowczo pod rozwagę, czy to akurat ludzie są jego sprawcami. A nie cały szereg innych istotnych czynników poza ludzkich. Na razie powyżej podając nagie FAKTY a nie tezy (jak Ty) wykazałem jedynie, że obecny a nawet estymowany poziom CO2 w atmosferze biosferze, a więc Ziemi, jedynie sprzyja. A to wszak, czyli Ziemia, jest dla ekologów pokolenia Grety, dobro najwyższe, czyż nie?:) Pozdr

Już tylko spokój może nas uratować

300 ppm to wtedy, gdy do Szwecji jeździło się saniami przez Bałtyk. To ja wolę tak jak teraz:)

Już tylko spokój może nas uratować

Na razie consensus naukowy jest taki, że ludzkość odpowiada za ok 3 do 4 % całkowitej emisji CO2, Za resztę odpowiadają oceany, zmiany chemiczne skał na lądach, wybuchy wulkanów, cała biosfera itd.

No i jeszcze jeden consensus naukowy:

“Za niebezpieczny dla zdrowia poziom dwutlenku węgla uznaje się 40000 ppm (czyli 100 razy wyższy niż obecnie – przy czym norma wynosi do 1000 ppm), jednak już przy 2500 ppm obserwuje się bóle głowy, znużenie i dekoncentrację, będące objawami niedotlenienia”.

Słowem – poziom CO2 musiałby być 2,5 razy wyższy, by w ogóle dojść do górnej granicy normy.

Jednak… To mało prawdopodobne, gdyż wraz z już w sumie niewielkim wzrostem w ostatnim półwieczu poziomu CO2 w atmosferze, pokrywa roślinna na Ziemi (obserwacje satelitarne!) POWIĘKSZYŁA SIĘ o ponad 10 procent.

Tak że ten…

Staruch bardzo trafnie zatytułował swoje opowiadanie….

Już tylko spokój może nas uratować

I na koniec dane z dalszej przeszłości i kilka ostatnich pytań na gruncie nauki (a nie religii)

 

  1. 54-48 mln lat temu (eocen – główni dominujący ciepłokrwiści – ptaki, w tym wielkie drapieżne, te wielkości żyraf): Na Ziemi w ogóle brak lądolodów, poziom oceanów wyższy od obecnego o 75 metrów, zawartość CO2 w atmosferze – ok. 1000 (TYSIĄCA!) ppm, czyli 2,4 raza więcej niż dziś. Życie roślinne i zwierzęce kwitnie, jak nigdy wcześniej. dlaczego wtedy Ziemia nie spłonęła? A wręcz przeciwnie – rozkwitła?
  2. Pliocen (ok 3,5 mln lat temu – główni dominujący ciepłokrwiści – wielkie ssaki, pierwsze człowiekowate (niebawem pojawią się bodajże australopiteki), w oceanach megalodony…) Temperatura na ziemi – wyższa o ok. 3 st. C niż w epoce PRZEDprzemysłowej, czyli mniej więcej taka jak obecnie. Zawartość CO2 w atmosferze – ok 400 ppm (tyle co obecnie!). BUJNY rozkwit życia na Ziemi, szybka ewolucja człowiekowatych. Nieco później zawartość CO2 zaczęła lekko spadać. I natychmiast zaczęło pojawiać się zjawisko zlodowacenia na Ziemi…. Też jak widać lekko nie było. Dlaczego więc i wtedy nie spłonęła, a życie nie wymarło, a wręcz przeciwnie?
  3. Obecnie jak wiadomo Ziemia płonie i wszyscy umrzemy. Co zatem nasza planeta robiła 3,5 mln lat temu, a tym bardziej 50 mln lat temu? Czyli za panowania dinozaurów, wielkich ptaszorów i gigantycznych ssaków? Tudzież ogromniastych puszcz? KTO ją wtedy tak rozgrzał i przesycił złowieszczym i morderczym dwutlenkiem węgla i dlaczego jednak wówczas nie spłonęła? A wręcz przeciwnie – w geologicznie megakrótkim czasie dała życie Homo Sapiens?
  4. I ostatnie pytania, które na szczęście zadawać na razie wolno: Dlaczego nagacjoniści klimatyczni, czyli botanicy niemal wszyscy z uporem twierdzą, że obniżenie zawartości CO2 w atmosferze o połowę spowoduje WYMARCIE drastycznej większości gatunków roślin lądowych,. No i dlaczego inni naukowcy ci od geologii alarmują, że przy zawartości CO2 w atmosferze mniejszej od 150-200 ppm zacznie się nowa epoka lodowcowa? Która prawdopodobnie utłucze nasz gatunek?

Echchch… Tyle pytań, tak mało odpowiedzi… Oczywiście na gruncie nauki a nie religii (bo jak wiadomo dżentelmeni o religii nie dyskutują;).

 

Więcej pytań w tym temacie nie mam, tradycyjnie dziękuję za uwagę.

 

 

Już tylko spokój może nas uratować

Dane przytoczone w jednym opracowaniu przez NASA (sprzed kilku lat): "Niedawne badania wykazały też, że ostatnio tak wysoka temperatura panowała na Ziemi około 125 tys. lat temu, gdy poziom morza był od 6 do 9 metrów wyższy niż obecnie". Pytania: 1) to jak to jest z tym "najwyższe w historii"? 2) 125 tys lat temu nie było przemysłu. A Homo Sapiens dopiero rozpoczynał wypieranie Neandertalczyków. Co zatem wywołało wtedy ocieplenie porównywalne z obecnym? Dziękuję za uwagę.

Już tylko spokój może nas uratować

A Archanioł nadal jest ozdobą mego gabinetu, o!

Już tylko spokój może nas uratować

Bo Ty inteligentna i mądra kobieta jesteś. Tyle wiem, a na tym akurat to ja się znam :).

W ogóle historia kolonizacji Ameryki przez Rosjan w XVIII/XIX wieku jest niesamowita. Czy wiesz, na przykład, że ten Fort Ross jest raptem 130 – 140 km od San Francisco? Albo że wiodącą religią wyznających chrześcijaństwo Indian z Alaski jest (chyba nawet do dziś) … prawosławie?

Była dawno dawno temu taka książka polskiego podróżnika, Janusza Wolniewicza, “Archipelag pięciu cumulusów”. I tam to wyczytałem, jeszcze jako dzieciak, w pierwszych latach 70. XX wieku.

Natomiast o historii miłości owego ruskiego kapitana do córki gubernatora, niejakiej Conchity, to naprawdę taaaakie romansidła historyczne można pisać. Związek skonsumowany nie został, pomimo zaręczyn, bo onże kapitan jak wrócił do się, w założeniu tylko na chwilę, przed powrotem do narzeczonej, zmarł był w 1807 roku z wyczerpania. Nawiasem mówiąc, po drodze jako pierwszy, jeszcze przed admirałem Pearym (któren zagroził ostrzałem z armat Tokio bodajże w 1854?) ówże żeglujący Rosjanin intensywnie udzielał się w Japonii, usiłując otworzyć ją na handel z rosyjską handlową Kompanią Amerykańską. Historia w ogóle ciekawa jest.

Już tylko spokój może nas uratować

Fort Ross powstał kilka lat później po tej historii miłosnej…

Już tylko spokój może nas uratować

Sorki, gubernator był Hiszpan, ale kapitan i tak wymienił z nim Kalifornię na cuś innego. W imieniu swej kompanii handlowej. Tyle że król Hiszpanii nie klepnął wymiany i interes nie wypalił. A działo się to dosłownie w pierwszych latach XIX wieku, w czasie gdy w Europie szalał Napoleon

Już tylko spokój może nas uratować

Serio serio. Nie wiedziałaś? Ty?!! Niemożliwe!

Już tylko spokój może nas uratować

Rosjanie kolonizowali Amerykę aż do Kalifornii. W 1812 r prawie pod San Francisco założyli Ford Ross, w którym siedzieli aż do lat 40. XIX wieku, a tuż przed wielką kalifornijską gorączką złota onże fort sprzedali. Nawiasem mówiąc, to tam dzieje się akcja najsłynniejszej sowieckiej rock opery z lat 80. XX wieku, czyli "Junona i Awos'". O miłości dowódcy tych statków, przybyłych do rosyjskiej części Kalifornii z Petersburga do córki rosyjskiego gubernatora Kalifornii. Niezła muzyka, nawiasem mówiąc.

Już tylko spokój może nas uratować

Jako początek pracy nad horrorem – tak. Jako gotowy utwór – nie. Finkla ma rację z tym nadmiarowym wątkiem. Dużo emocji, bardzo dużo młodzieńczych zachowań bohaterów (rany boskie, toć to przyszli prawnicy!;). Ale nie trafiło , nie porwało, a przede wszystkim – nie wystraszyło. Weźże odkuj z tego ładnie zapowiadającego się kawału marmuru, co niepotrzebne, wycyzeluj i będzie git :D . Zapewniam, że da się. Pozdr

Już tylko spokój może nas uratować

Maćku, ty już dużo tych opowiadań-wspomnień napisałeś. Nie próbowałeś najlepszych 15-17 zebrać w całość i zaproponować wydawcom? Bo naprawdę klimatyczne i mające swój niepowtarzalny indywidualny smak.

Już tylko spokój może nas uratować

A dodam tylko, że to akurat (rosół z przodków) jest wprost z życia wzięte: jakieś dwa– trzy lata temu jak najpoważniej zaproponował coś takiego pewien ekologista-profesor z zach. Europy. PRAWDZIWY profesor. :(((

Już tylko spokój może nas uratować

Tradycyjnie pędzę czytać Twój kolejny tekst – jak do piwiarni na nieskażone piwo. :)

Powiem krótko – uwielbiam te twoje śląskie klimaty, takie (jak dawno temu pisałem) trochę kafkowskie, trochę jak u Niziurskiego w klasycznych powieściach z lat 60-70, a trochę takie wypatrzone przeze mnie we wczesnym, ośmioletnim bodajże dzieciństwie właśnie gdzieś na Dolnym Śląsku i za Gorzowem Wielkopolskim, na lokalnej stacyjce PKP. Takiej wygrzanej lipcowym słońcem, zabudowanej starymi budyneczkami z pruskiego muru, przesiąkniętej odurzającym aromatem kolejowego dziegciu i rdzy, połączonym z upalnym upajającym oddechem tzw. zieleni ruderalnej :D. Gdzie niby czekało się na lokalny piętrowy pociąg, mający dowieźć mnie pod Rudnicę, do wuja gajowego, nad leśną rzeczkę, a tak naprawdę… czytało się “Naprzód wspaniali” i napawało się chwilą…

I dlatego, w związku z tym, jak już powiedziałem, że tak nadmienię równie tradycyjnie – klikam jako pierwszy!

Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

A ja tak sobie tylko cichutko (a propos wszystkich jak to tu ich powyżej nazwano, fanatyków ) myślę, jak najbardziej praktycznie: Jak już będziemy tak całkiem całkowicie zeroemisyjni, schładzający zatem planetę, czyli w pełni zelektryfikowani centralnie (przypomnę, że ani autko na baterie, ani pompa ciepła ani już nawet piecyk gazowy, już nie mówiąc o wentylacji i klimatyzacji) bez prundu z gniazdka nie zadziałają… To co się z nami stanie, jak pięć pierwszych nie dbających o ślad węglowy wrażych rakiet walnie w pięć największych polskich elektrowni? Tak tylko pytam. :(

Już tylko spokój może nas uratować

Tylko stary Bańbuła milcząc, konwencjonalnie rżnął nożem… A, tak mi się skojarzył Twój szorcik. :D. Kto z osób 40 minus pamięta, skąd to i czyjego pióra?

Już tylko spokój może nas uratować

Kawał porządnej roboty. Dobrze napisane, trzyma w niepewności i ma w sobie to coś. Duża dawka pesymizmu dodaje całości wiarygodności. Niestety.

Już tylko spokój może nas uratować

Niestety, to nie fantastyka, a raczej futurologia. Duży plus: tworzysz ten świat w oparciu o podstawy ekonomiczne. Czyli znika z miejsca kryterium niewiary. Zastanawiam się tylko, czy ktokolwiek głównego bohatera wybudzi, bo tego typu ideologiczno-religijne totalitarne reżimy raczej się tylko zaostrzają, co nieodmiennie kończy się ich totalnym kollapsem cywilizacyjnym. Napisane przyzwoicie, taki fragment mówiący wiele o ludzkiej naturze i ludzkim szaleństwie. Ode mnie zasłużony klik. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Закружилась листва золотая В розоватой воде на пруду, Словно бабочек легкая стая С замираньем летит на звезду. Zakrużyłas' listwa zołotaja/w rozowatoj wodzie na prudu/słowni babocziek liogkaja staja/s zamieraniem lietit na zwiezdu. To teraz możesz porównać pierwszą zwrotkę:)

Już tylko spokój może nas uratować

Tak sobie pomyślałem, pisząc kilka lat temu to opko, że gdyby mieszkańcom tamtej alterPolski i tamtej alterEuropy pokazać naszą Polskę i naszą Europę, też by je wzięli za ponurą fantastykę, niestety… A następujący po tym czas tylko wzmocnił to moje przekonanie…

Już tylko spokój może nas uratować

Krar85: Dziękuję za lekturę, wnikliwą ocenę i klik :).

Ono miało takie być, to opko. Niejednoznaczne. Niepokojące. Niestety – pełne pesymizmu. Do odczytania przez pryzmat (każdorazowo) osobistych danego czytelnika doświadczeń i przemyśleń. Niby inny ten alterświat (bo to jest alterświat – porównaj kadencje Sejmu), ale… czyż nie nadzwyczaj podobny do naszego? W którym ludzie, całe społeczeństwa i kraje, też są pionkami w grze ukrytych we mgle graczy? (patrz – wszystkie ostatnie teorie spiskowe, które po fakcie okazały się… prawdą. Albo wszelkie obecnie modne ideologie, przekształcające się coraz szybciej w sekty ślepych wyznawców…).

Smutny ten świat XXI wieku. Bo coraz mniej racjonalny, niestety. Świat konkurujących potęg, używających memów do manipulacji maluczkimi, świat w którym coraz mniej wyedukowani, poddani coraz większej zewnętrznej presji ludzie, wrzuceni przez władców świata w plemienne bańki, pozbawieni wartości tworzących prawdziwe wspólnoty i społeczeństwa, kierują się już prawie wyłącznie emocjami, nie zaś wiedzą i rozumem… Dodajmy – kierują się jak bezwolne marionetki. Tam, gdzie ich władcy chcą ich kierować. Samo życie czyli, choć w wymyślonej opowieści…

Pozdrawiam

Rybak

Już tylko spokój może nas uratować

I niby nic nowego: tracimy Uważność, więc tracimy to, co najcenniejsze w naszym życiu. Gnani powszedniością, wybieramy byle co, więc to co Naprawdę Ważne przegapiamy, i to Najważniejsze w efekcie znika, opuszcza nas w ten czy inny sposób. Bezpowrotnie, niestety najczęściej. A refleksja przychodzi nieodmiennie zbyt późno.

I niby to wszystko już było. Tysiąckrotnie w literaturze było, albo i więcej. Mimo to, nie wpadło to opowiadanie w truizmy, nie było kolejnym sztampowym ogrywaniem starych kawałków. A to w warunkach tak ostrej konkurencji – bardzo dużo.

Podobało mi się. Bym kliknął, ale już po ptokach ;)

 

Jedna uwaga – górskie bezdroża powtórzone akapit po akapicie przestają być tak całkiem bezdrożowate :).

 

Już tylko spokój może nas uratować

Ślimaku, to jeszcze dwa, na koniec;)

 

To się śniło mi… I to wciąż śni się

Arsenij Tarkowski

 

To się przyśniło mi, i moim snem wciąż jest

I to mi jeszcze gdzieś i kiedyś-tam się przyśni,

Wszystko powtórzy się, a życie sen mój ziści

I wam się przyśni świat ze snu mojego też.

 

Jakże daleko nas, na kraju świata hen

Za falą fala mknie – uderzać w brzeg z łoskotem

Na fali gwiazdy blask i człowiek. Ptasim lotem

jawa i śmierć i sny – fali za falą tren.

 

Byłem i będę, trwam: i zbędna mi odmiana

Życie – ten cudów cud, na jego to kolanach

Dziś siebie jak sierota w samotność kładę swą

 

Jeden wśród luster stu, zza odbić mnogich słyszę

wszechoceany, miasta nasiąkające mgłą

I matkę co na kolanach dziecko wśród łez kołysze.

 

 

A tu klasyka, Jesienin. Przyznam, że to było dla mnie prawdziwe wyzwanie – : pogodzić tłumaczenie, wersyfikację i rymy plus nastrój z oryginałem. Przebijając się w dodatku przez popularny (acz w istocie – dowolny) przekład Adama Pomorskiego.

 

A tu poniżej mój przekład, znaczy Rybaka ;) :

 

Sergiusz Jesienin

***

Zakręciło listowiem złocistym

wodę w stawie różową – do dna

niczym jętek rój drżący przejrzysty,

który cichnąc – ku gwieździe się pcha

 

Ja się dziś zakochałem w tym zmierzchu,

kocham w jarze żółcący się piach

Urwis-wiatr małej brzózce bez przeszkód

zadarł kieckę aż do samych pach

 

Ziębnie dusza, z doliny wiew chłodu,

stado owiec już sine jak zmrok

Za wrotami ścichłego ogrodu

brzęknął, urwał janczarek się skok

 

Jeszcze nigdy uważniej, troskliwiej

nie wsłuchałem w Stworzenia się cud

Dobrze byłoby mi – niczym  iwie

wpaść z witkami w różowość tych wód

 

Na stóg siana się śmiać z wysokości

Krowim pyskiem Księżyca go strzyc…

…Gdzieś ty, gdzie, moja cicha radości:

kochać wszystko – i nie chcieć już nic.

Już tylko spokój może nas uratować

Dobre. Pogłębione i o uczuciach. Mocno mnie trafiło, bo właśnie obchodzę czwartą rocznicę odejścia mojej Mamy. I trzecią – Ojca. Ale stamtąd, gdzie są, nie odbierają telefonów, niestety. Albo stety, zależy od interpretacji.

Ale wracając do rzeczy: jest w tym opku wszystko to, co powinno w nim być. I jest na spokojnie, bez zbędnych wygibasów. Proste słowa, proste uczucia, prosty przekaz – dokładnie jak w życiu zwyczajnych ludzi, zderzających się niespodziewanie (zawsze niespodziewanie) z Nieuniknionym. Wymyśliłaś technologiczno-metafizycznego pośrednika do kontaktów z tymi, którzy odeszli. Hmmm…. Co prawda kiedyś taka Komnata nazywała się seansem spirytystycznym i była dostępna w każdym mieście, ale co postęp w nauce, to postęp w nauce. Choć, jak widzę, nauka jest u Ciebie jednak tylko pretekstem, mimo wszystko liczy się to Coś nienazwanego, czyli Wiara. Nadzieja. I Miłość (która z nich jak wiadomo jest najważniejsza). A to sporo w dzisiejszej prozie. I odważnie, w dzisiejszych czasach. Dlatego – za tę odwagę – klikam.

 

Już tylko spokój może nas uratować

Całkiem całkiem.

Końcówka OK, z twistem o zakochanych obcych, początek też niezły, środek opisowy, ale podoba się. W sumie jakaś całość z tego istotnie jest, sporą wyobraźnię rzeczywiście widać, a co najważniejsze – trzymasz ją w większych niż niegdyś ryzach i nie rodzi ona kryterium niewiary, a to podstawa w opkach fantastycznych. W sumie – interesujące. Widzę spory postęp w porównaniu do dawniejszych Twoich opowiadań. Tak trzymać!

Już tylko spokój może nas uratować

Ślimaku, silwuple:D: Aleksander Błok *** O, jak szaleńczo pragnę żyć: Uwiecznić chcę-istotę rzeczy Bezosobowe-uczłowieczyć Niewypełnione-w ciało wbić! Niech dławi życia ciężar senny, Niech tchu mi w takim śnie wciąż brak,– Wierzę, młodzieniec uśmiechnięty W przyszłości powie o mnie tak: Wybaczmy mu surowość, może Skryty to motor, co go pcha? Cały on – dziecię dobre, Boże, Wolności triumf w sobie ma! 5 lutego 1914

Już tylko spokój może nas uratować

Tylko dwie ostatnie zwrotki są w oryginale bodajże jedenastozgłoskowcem nieregularnym. Ale też przy zachowaniu układu rymów…

Już tylko spokój może nas uratować

Niestety, to nie jest przekład literacki, poetycki. W oryginale to regularny dziewięciozgłoskowiec, z rymami aabb bodajże. U Ciebie po w miarę dosłownym tłumaczeniu to dopiero 1/4 roboty. Jeszcze dużo tu brakuje do przekładu. To byłby przekład poetycki, gdyby brzmiał choćby tak: Któż nocą polem pod wiatr tak gna? Ojciec, co w siodle dziecko swe ma Itd. itp. Wziąłeś się za potwornie trudny kawał poezji. Pogratulować odwagi, ale… Spróbuj potraktować dotychczasowy wysiłek jako wstęp do właściwego przekładu. A wiem, co piszę, bo przekładam poezję od lat kilkunastu, tyle że nie niemiecką. Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Doberek Spodobało mi się. Horrory zazwyczaj zaczynają się niepozornie. Aż szkoda, że się tak nagle urwało, poczytałbym, co było dalej. Klikam Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Macieju, tak sobie jeszcze pomyślałem o tej mierze czasu/drogi. I była jeszcze jedną miarą: pacierz. A to było ok. 25 -30 sekund. I w ten sposób chłop mógł też powiedzieć "tuzin pacierzy". Ale tu głowy nie dam. Niektórzy bowiem za pacierz biorą godzinę, bo zwyczaj był w dawnej Polsce taki, że szczególnie pobożne osoby za dnia odmawiały pacierz co godzinę, na każde bicie zegara na wieży np. kościoła czy zamku…

Już tylko spokój może nas uratować

Podobało mi się tak, że dokonam bibliotecznego klika. Kawał prawdy historycznej. Lwią część mojej rodziny też w ten sposób na Wołyniu wymordowano. A ocalała resztka z Kresów zawędrowała również pod Wrocław.

Nie będę się rozdrabniał – mnie UFO takoż niespecjalnie pasowały do całości. A bez nich to opowiadanie nie wydaje się w ogóle fantastyką.

Mała acz ważna uwaga – prosty chłop na Kresach za króla Sobieskiego nie miał zielonego pojęcia co to minuta! Całkowity i zgrzytający po zębach anachronizm! Zmień to koniecznie.

A ile to było wtedy pięć minut? A to akurat doskonale wiadomo: to było dokładnie 15 zdrowasiek! I to ów chłop rezolutny by wtedy wiedział.

 

I druga mała uwaga – nigdy nie pisz “w przeciągu” – boć tam nie wiało. Poprawnie jest “w ciągu”.

pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Czyste szaleństwo!:D Się bardzo podobało, zwłaszcza reptiliodisco w finale. Klikam.

Już tylko spokój może nas uratować

Nowa Fantastyka