Profil użytkownika


komentarze: 804, w dziale opowiadań: 54, opowiadania: 43

Ostatnie sto komentarzy

“czy JeRzy to widział i co o tym sądzi?”

 

W marcowym numerze Michał i Marcin umówili się, że przeprowadzą pewien eksperyment i opublikują opowiadania dotyczące seksu i płciowości. Raz na jakiś czas trzeba podjąć próbę pokazania czegoś nowego, innego, choćby po to, żeby był materiał do dyskusji i jakiś punkt odniesienia na przyszłość. Trochę jak z jedzeniem: dopóki czegoś nie spróbujesz, nie będziesz wiedzieć, czy Ci smakuje. Ja nie ingerowałem w ich wybór tekstów i wierzę, że z odzewu czytelników wyciągną stosowne wnioski.

 

Kwietniowy numer z kolei będzie moim eksperymentem, bo będzie w nim sporo treści na temat gier fabularnych i planszowych i po raz pierwszy w historii “Nowej Fantastyki” zamieścimy scenariusz RPG – taka moja próba wyjścia naprzeciw oczekiwaniom i zainteresowaniom dużej grupy fanów, która do tej pory w piśmie miała dla siebie bardzo mało. A biorąc pod uwagę dużą i wciąż rosnącą popularność gier bez prądu, wierzę, że warto próbować.

Wywiad jest w dziale publicystyki, o tutaj. A serial bardzo polecam; jazda bez trzymanki, świetni bohaterowie.

Staruchu, w kwestii cen albumów “The Best Polish Illustrators” – to są ceny okładkowe, ale na stronie wydawcy stale są bardzo korzystne promocje, zarówno pakietów, jak poszczególnych tomów. Warto się skusić, piękna sprawa.

Kochani, jeśli chcecie we własnym zakresie zrobić non-profit taką antologię i macie moce przerobowe, żeby to ogarnąć, to macie moje błogosławieństwo i patronat “Nowej Fantastyki”. To Wy jesteście motorem tej społeczności, tutaj wykuwają się nowe talenty i grzechem byłoby nie przyłożyć do tego ręki choćby w symbolicznym zakresie.

Zostałem przywołany i poczuwam się do interwencji.

 

Loża NF jest organem wybieranym demokratycznie. Każdy ma możliwość poparcia kandydatów, którym ufa, a kiedy to zaufanie mija, poparcie spada i miejsce takiej osoby zajmuje ktoś nowy. W tej sposób wymiana składu odbywa się w sposób naturalny. Ten system opiera się na dobrej woli uczestników i wzajemnym zaufaniu, więc byłoby miło, gdybyście jednego i drugiego mieli w sobie jak najwięcej. Tak po prostu, bez uprawiania lokalnej, za przeproszeniem, tfu tfu, polityki.

 

W kwestii nominacji do Zajdli, wystarczy zajrzeć do ich regulaminu:

§ 11

Utwory kandydujące do Nagrody i Kategorie

1. Do Nagrody mogą kandydować wszystkie utwory literackie, których pierwsze wydanie w:

a) książce posiadającej numer ISBN; lub

b) czasopiśmie drukowanym posiadającym numer ISSN

ukazało się do 31 stycznia roku przyznania Nagrody z datą roku poprzedniego; oraz te, które z powodów wydawniczych nie mogły kandydować w roku poprzednim, z zastrzeżeniem ust. 2.

2. Komisja Nominacyjna może dopuścić do listy nominacji utwór opublikowany w innym miejscu niż wymienione w ust. 1, w sytuacji gdy utwór ten otrzyma wystarczającą do uzyskania nominacji liczbę głosów i nie kandydował do Nagrody w latach poprzednich.

 

To jest pole do popisu dla społeczności fantastyka.pl, o czym już zresztą kiedyś pisałem, a co zostało chyba przeoczone.

 

W kwestii organizacji naszej społeczności tutaj, w tym ogłaszania referendum i tym podobnych działań, Beryl jest przedstawicielem redakcji “NF” i jego decyzje obowiązują. Jest tutaj adminem, a osoby, które czytają uważnie pismo, zauważą jego nazwisko w stopce redakcyjnej. Proszę nie podważać jego kompetencji.

 

Dziękuję za uwagę.

 

“Bo co stałoby się z doktorem Tachionem i jego poczuciem winy, które napędza sporą część fabuły?”

 

Och, wystarczy, że zmienią jego pochodzenie i zrobią z niego po prostu ludzkiego naukowca, a nie kosmitę. Nadal może być napędzany poczuciem winy. Nadal może mieć moce (wystarczy, że zostanie asem pod wpływem własnego wirusa). To akurat dałoby się elegancko rozwiązać. Zastanawiam się natomiast, jak poradziliby sobie z motywem Roju – czy w ogóle pojawiłby się w serialu, czy przeskoczyliby od razu do Astronoma, a później do senatora Hartmanna.

A wiecie o tym, że Łukasz Pytlik, który kiedyś publikował na fantastyka.pl wyróżniane opowiadania (nick: surfaceofthesun), jest reżyserem najnowszego teledysku Dead Can Dance, “The Mountain”?

“In this noble endeavour, drawing upon the hard won knowledge of many great and, inevitably, late explorers, one may locate on a detailed plan of our world such fabled realms as the Condiment Isles, trace the course of the River Kneck as it deposits silt and border disputes in equal abundance on the lands either side, and contemplate the vast deserts of Klatch and Howondaland – a salutary lesson in the perils of allowing ones goats to graze unchecked.”

 

Źródło tutaj.

Aż mi wstyd, że tych “hartów” nie zauważyłem. Jak powiedziałaby septa Unella: “Shame, shame, shame…”. :(

Odezwał się do nas autor dwóch grafik, które zostały zamieszczone w artykule, twierdząc że zostały zamieszczone bez jego zgody. W związku z tym byłem zmuszony je usunąć z tekstu. Przypominam, że obowiązują par. 4 pkt. 3, 4 i 8 naszego regulaminu:

 

3. Użytkownik zarejestrowany może umieszczać w Serwisie wyłącznie Materiały, które są wolne od wad prawnych oraz roszczeń podmiotów trzecich oraz, o ile Materiały stanowią utwór w rozumieniu ustawy z dnia 04 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, do których przysługują mu autorskie prawa majątkowe lub uprawnienia z tytułu licencji.

4. Użytkownicy zarejestrowani umieszczający w Serwisie Materiały, rozpowszechniają je na własną odpowiedzialność. Każdy Użytkownik zarejestrowany zamieszczający swoje opinie, komentarze ponosi odpowiedzialność za wszelkie roszczenia osób trzecich z tytułu naruszenia praw tych osób.

8. Użytkownik zarejestrowany oświadcza, że będzie korzystał z Serwisu, zarówno w zakresie odbioru jak i przesyłania informacji, wyłącznie w sposób zgodny z obowiązującym prawem, zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami.

 

Mam już informację – główna wysyłka prenumeraty z magazynu wydawnictwa ruszyła 20 września. Teoretycznie Poczta Polska powinna doręczyć przesyłki w ciągu czterech dni, co oznacza, że – odejmując weekend – najpóźniej wczoraj albo dzisiaj powinna dotrzeć. Mamy jednak sygnały, że tam również są opóźnienia (a najgorszy pod tym względem będzie sezon przedświąteczny).

 

Tak czy inaczej, my od siebie dokładamy wszelkich starań, żeby pismo dochodziło na czas i mam nadzieję, że się to jednak wkrótce unormuje.

Najmocniejszym punktem opowiadania, co zauważyło już kilka osób przede mną, jest ukazanie stanu medycyny w tamtej epoce – panujących w szpitalach warunków, konserwatyzmu lekarzy, etc. Dobrze uchwyciłaś klimat epoki. Wątek szamański jest natomiast dość banalny. Biorąc pod uwagę doświadczenia Sissy z białymi, prędzej spodziewałem się czegoś w stylu Kingowskiego “Smętarza zwieżąt”. Zastanawiam się też, czy czarnoskóra kucharka, która wylała garnek ukropu na dziecko swoich państwa, mogłaby liczyć na łagodne traktowanie.

Kiedy zacząłem czytać to opowiadanie, spodziewałem się czegoś w duchu Dicka – bohater przestaje być pewny rzeczywistości, w której się znajduje, ma poczucie odrealnienia, bo kolory, które znał, nagle wyglądają inaczej. Czy to tylko choroba wzroku i problem neurologiczny, czy może faktycznie trafił do równoległego świata, z innymi barwami, inną Mariką, etc.? Myślałem, że pójdziesz bardziej tym tropem. Tutaj jednak odnosiłem wrażenie, jakby wątek daltonizmu rozwijał się całkiem obok wątku rzeczywistości równoległej, a cały element fantastyczny sprawia wrażenie umieszczonego na doczepkę. Akiram mogłaby być po prostu Mariką, którą bohater nagle zaczyna odbierać jak obcą osobę, kiedy oddalają się od siebie. Nie musiałaby wcale odejść z dzieckiem do lustrzanej rzeczywistości. Tekst jest sprawnie napisany, wyrazisty, ale brzytwie Lema by się nie oparł.

Nawet bardzo szkoda. jak by nie patrzeć, jest to portal ściśle powiązany z czasopismem, a wygląda to trochę jakby samo pismo niespecjalnie kogokolwiek interesowało, chyba że akurat trafi na jego łamy (a wtedy pojawia się osobny wątek i dyskusja o konkretnym tekście). :(

Dzięki, Staruchu, za wnikliwą recenzję i oczywiście gratuluję bycia wydrukowanym – mam nadzieję, że to faktycznie dopiero początek.

Swoją drogą, mały ruch tutaj w tym miesiącu. Czyżby problemy z dystrybucją dały się aż tak dotkliwie we znaki?

Hugo za najlepszy film powinien dostać bezapelacyjnie “Blade Runner 2049”.

 

A “Get Out!” polecam – przewrotny, satyryczny film o rasizmie, miejscami trochę kojarzący się z “Żonami ze Stepford”, chociaż ostatecznie idzie w inną stronę.

Mój błąd przy wrzucaniu nowych numerów NF i FWS w połączeniu z ułomnościami strony dał taki efekt, niestety. Najgorsze, że teraz nie ma nawet jak usunąć duplikatu.

Podoba mi się opowiadanie – a zwłaszcza to, że napisałeś urban fantasy, które nie jest oklepane. Natomiast zakończenie opowiadania zrozumiałem tak, że Czarek w jakiś sposób za pomocą zaklęcia przeniósł świadomość do ciała Feliksa (które wcześniej uzdrowił kosztem córki). Zasugerowałem się podobieństwem tych dwóch zdań: 

 

“Przez chwilę [Czarek] robił smutną minę, potem wyszczerzył się tak bezczelnie, jak tylko umiał.”

– i kawałek dalej -

“Feliks uśmiechnął się tak bezczelnie, jak tylko potrafił,”.

 

Nie wiem, czy taki był Twój zamiar, ale jeśli źle zrozumiałem Twoją intencję i nie chciałeś zasugerować takiego rozwiązania, to dobrze byłoby tę zbieżność wyeliminować.

Lubię takie klimaty. Z jednej strony dobrze pokazana idea panoptykonu, w którym więźniowie są równocześnie strażnikami, z drugiej kłania się uwielbiany przeze mnie “Cube” z niedopowiedzeniem, kto i dlaczego umieścił bohatera i jemu podobnych w celach; czy to kara, czy eksperyment, a może jedno i drugie równocześnie? Jedyne, z czego zrezygnowałbym w całym tekście, to bezpośrednie, dosłowne nawiązania do rzeczywistego świata (Google Translate, “Toy Story”) – bez nich zyskałby on nieokreśloność czasową, która uczyniłaby go jeszcze bardziej uniwersalnym.

Staruchu, dzięki za wnikliwą recenzję. Co do owego zdania, o którego wyjaśnienie pytasz – w tym miejscu chochliki redakcyjne, najwyraźniej wygłodzone miesiąc wcześniej, wyżarły cały spory fragment recenzji komiksu. Powinien on wyglądać następująco:

 

Znów zadziałały uprzedzenia i znów nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Komiks, na pierwszy rzut oka dla dzieci, okazuje się prawdziwą strawą duchową dla dorosłych. Antropomorficzni bohaterowie o psich, króliczych, świńskich, lwich, byczych czy sowich facjatach rozgrywają prawdziwą, bezwzględną i okrutną grę o tron. Króliczy chłopiec Garen zostaje w nią wplątany i siłą rzeczy niczym pionek (a może ukryta figura) będzie usiłował przeżyć w rozgrywce możnych. Coś co na początku wydaje się historią o zemście dzieciaka szybko przerodzi się w wielowątkową historię o tym, kim w rzeczywistości są bohaterowie, o bezwzględności królów i prawdziwych mrokach średniowiecza.

Książki “Westworld” Crichton nie napisał – to powstało od razu jako scenariusz filmu. Był natomiast sequel, “Futureworld” i krótki serial “Beyond Westworld”. :)

Dzięki za wyczerpującą recenzję. Już się zaczynałem niepokoić, że taka cisza w wątku zapadła, nikt nie chce dyskutować, opiniować, chwalić, ganić… Mam nadzieję, że Twój wpis zapoczątkuje większy wysyp. :)

Dzięki za tę zacną inicjatywę! Ja też zachęcam bardzo do aktywności, żeby było nas widać, słychać i czuć… czy jakoś tak. ;)

“paskudnie powtórzone pół zdania na początku opowiadania Gajka”

 

Jako ciekawostkę dodam, że w pliku, z którego opowiadanie było przenoszone do druku, tego powtórzenia nie ma. Chochliki tutaj wykazały się szczególną pomysłowością.

Przyznam się uczciwie, że to ja namówiłem Przemka, żeby tutaj zamieścił swój tekst i zaczął się udzielać. Znam go od lat, jest pracowity, utalentowany i szybko się uczy na błędach, więc wierzę, że jeśli go dobrze pokierujecie i nabierze warsztatowych szlifów, na fantastyka.pl wyrośnie kolejny talent. :)

“Czego się nie robi z miłości” – jak by powiedział Jaime Lannister. ;)

W moim odczuciu to jest właśnie najsilniejsza strona tego opowiadania – groza wydobyta z uczucia tak silnego, że przekroczyło wszelkie granice rozsądku i moralności, wynaturzyło się doprowadzając do wydarzeń, które opisujesz. Kojarzy mi się to trochę ze “Cmętarzem zwieżąt” Kinga, gdzie bohaterowie wiedzą, jak straszne mogą być konsekwencje ich czynów, ale miłość i pragnienie odzyskania bliskich popycha ich do działania bez względu na koszty i ryzyko. I dobrze, że nie zatrzymywałeś się w pół kroku przy makabrycznych opisach, że poszedłeś na całość pokazując, że dla osoby ogarniętej taką obsesją nie ma granic, ani poczucia obrzydzenia (”zakątek miłości”).

Jestem ogromnym fanem serii i nieustannie polecam twórczość Robin Hobb każdemu. Trafiają się w niej sceny, które potrafią mnie wzruszyć do łez – a to rzadkie w przypadku książek. Natomiast w przypadku długich cykli powieściowych mam często rozterkę, czy stawiać 5 czy 6 w podobnych sytuacjach. Zobaczymy, jaki będzie finał całości (a został już tylko jeden tom do końca). :)

Dziękuję bardzo za obszerną recenzję. Słowiański cykl Witolda Vargasa będzie się pojawiał na naszych łamach regularnie. :)

Przede wszystkim, serdecznie gratuluję wygranym – Bellatrix, Tenszy i Skonecznemu – ale też wszystkim finalistom plebiscytu. Dziękuję też głosującym za udział i Cieniowi Burzy za nieocenioną pomoc w ogarnięciu całego przedsięwzięcia. Wspomnę też, że mamy tutaj wyjątkowo ciekawy przypadek, ponieważ opowiadanie Bellatrix wygrało z tekstem, który był wcześniej nominowany do Nagrody Zajdla. Może to znak, że warto przypomnieć sobie o możliwości zgłaszania kandydatur do nagrody spoza książek i czasopism (§ 11 pkt.2 regulaminu: “Komisja Nominacyjna może dopuścić do listy nominacji utwór opublikowany w innym miejscu niż wymienione w ust. 1, w sytuacji gdy utwór ten otrzyma wystarczającą do uzyskania nominacji liczbę głosów i nie kandydował do Nagrody w latach poprzednich”). Przypominam Wam o takiej opcji, jeżeli uznacie, że zasługuje na wzięcie pod uwagę. :)

Aż mnie korci, żeby własną listę ułożyć. A to znaczy, że artykuł Silaqui działa. ;)

“Sama zapowiedź cyklu bardzo mnie ucieszyła, podobnie jak solidne podejście do tematu :) Oby cykl był długi. A po nim poproszę drugi, o Słowianach :)

 

Trwało to dość długo, ale wreszcie się udało i mogę oficjalnie poinformować, że w kwietniowym numerze pojawi się obiecywany jakiś czas temu pierwszy artykuł z cyklu “Z kartek Legendarza” Witolda Vargasa, czyli właśnie opowieści z tradycji słowiańskiej. :)

Dzięki, Staruchu, za szczegółową recenzję. A propos cyklu Wojtka Chmielarza: umówiłem się z nim, że jest gotów napisać jeszcze jeden felieton, w którym zawarłby odpowiedzi na pytania czytelników, które pojawiłyby się po jego cyklu. Tak że może jeszcze pojawi się post scriptum, o ile będzie zapotrzebowanie. :)

Na ile się orientuję, FWS jest wysyłane równocześnie z aktualnym numerem NF.

Znakomite opowiadanie. Bardzo podoba mi się w nim to, że forma współgra z treścią. Precyzja konstrukcji, oszczędność słów, umiar w zastosowaniu środków stylistycznych. Udało Ci się przekazać wrażenie odrętwienia, w jakie popada narrator, jego odczłowieczenia przez roztopienie osobowości w Firmie. Bunt i niezależność pozostają gasnącym marzeniem, zastąpione przez idealnego hamburgera opracowanego przez komputer. To jest niepokojąco prawdziwa wizja przyszłości – biorąc pod uwagę, że już teraz istnieją np. wzory na doskonały scenariusz filmowy, rozplanowujące zwroty akcji z dokładnością co do minuty. Programy, które nas ubezwłasnowolniają wychodząc dokładnie naprzeciw naszym oczekiwaniom, przewidując je i nie zostawiając nam miejsca na pragnienia, decyzje, indywidualność.

Bardzo przydałoby się, żeby ludzie więcej recenzowali “Nową Fantastykę”, więcej o niej dyskutowali. Niekoniecznie tylko na blogach, ale też na swoich profilach i w grupach na Facebooku, na forach internetowych, etc. Skoro mogą dyskutować o filmach, książkach, komiksach, to czemu nie o nas? Rozgłos, przypomnienie światu, że istniejemy, są bardzo wskazane. :)

“Zabrakło pytania – czemu nie kręci się takich nowych filmów, a jedynie powiela stare”

 

Cieszę się ogromnie, że artykuł się spodobał. A w kwestii tego pytania, o którym piszesz – właśnie tego dotyczy następujący fragment: “We współczesnym kinie, gdzie unika się żartów ze stereotypów, wyczyny Jadaczki raczej by już nie przeszły. Gdzieś zginęło zaufanie widzów do twórców; zamiast domniemania niewinności i dobrej woli w humorze, spotykamy się z podejrzeniem winy i nieustannym wypatrywaniem okazji do poczucia urazy. To, że pokolenie Goonies odgrywa w obecnej kulturze coraz większą rolę, może dowodzić, że wszyscy tęsknimy za przejrzystością reguł tamtych czasów. Że chcemy się śmiać ze wszystkiego, bez skrępowania i tematów tabu, a równocześnie znajdować poczucie bezpieczeństwa w świadomości, że ktoś, kto z nas żartuje, wbrew pozorom będzie naszym niezawodnym przyjacielem”. :)

gary_joiner – Twój komentarz został usunięty ze względu na wulgarność. Na przyszłość powściągnij język.

 

funthesystem – proszę, oceniaj tekst, a nie autora.

 

Traktujcie się tutaj z życzliwością, na ile to możliwe.

Fantastyczny Pan Lis:

“A zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego wśród bestsellerów nie ma takiego, “wybitnego, wieloautorowego”?  Tak pytam, bez złośliwości? :)”

 

Prawdę mówiąc – jest. Konkretnie cała seria “Dzikie karty” to tzw. powieści mozaikowe tworzone pod okiem G.R.R. Martina przez wielu autorów, których teksty składają się w większe całości. Gdyby ktoś chciał się mierzyć z podobnym projektem, warto najpierw zobaczyć, jak tam się to odbywa.

 

Tak że samej idei współtworzenia powieści przez kilku autorów bym nie skreślał. Ale do ogarnięcia takiego przedsięwzięcia potrzebny jest ktoś bardzo kompetentny, kto będzie łączył cechy autora, redaktora, koordynatora projektu; będzie miał wizję całości, ale też będzie umiał w pełni wydobyć potencjał współautorów i będzie się cieszyć ich zaufaniem.

Gratuluję wszystkim członkom nowej Loży. Trzymam za Was wszystkich kciuki i mam nadzieję, że Wasza kadencja będzie obfitowała znakomitymi opowiadaniami, które sprawią, że działanie tutaj będzie zarówno pożyteczne, jak bardzo przyjemne. :)

“Toż cała (no, prawie) obecna kultura popularna to popłuczyny dawnej świetności!”

 

Trudno mi się z tym zgodzić. Owszem, jest bardzo dużo odcinania kuponów w każdej dziedzinie, ale równocześnie dzieje się sporo nowego. Stosunkowo najmniej w kinie, ponieważ ono jest bardzo zachowawcze z powodu wysokich budżetów i kosztów promocji, które muszą się zwrócić – ale już niskobudżetowe filmy potrafią bardzo pozytywnie zaskoczyć, a i te droższe również, jeśli autor wywalczy sobie u producentów twórczą swobodę (vide “Incepcja”).

W serialach ciągle powstają rzeczy nowe i świeże, oryginalne, a przynajmniej twórczo przetwarzające pewne konwencje. Tutaj mógłbym wymienić całkiem sporo.

W literaturze fantastycznej co roku dostajemy co najmniej kilka znakomitych tytułów. A że nie więcej? Kiedyś było identycznie – teraz może wydawać nam się, że wyglądało to inaczej, bo do naszych czasów przetrwała pamięć o tytułach wybitnych, a średniaki i knoty przepadły w pomroce dziejów.

Także w muzyce dzieje się sporo – ostatnio znów zacząłem więcej słuchać, odkrywam nowe zespoły, wpadające w ucho piosenki. Nie ogranicza się to tylko do sampli i coverów.

Jedynym problemem może być wyłowienie wartościowych, oryginalnych pozycji z całokształtu, bo ilość tego, czym jesteśmy zalewani, jest olbrzymia i trzeba się z tego wygrzebać. Ale podobno dla chcącego nie ma nic trudnego. Może z wyjątkiem polizania siebie samego w łokieć. ;)

Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie pani z organizacji konkursu “Ja gorę!” z pytaniem, czy byłaby możliwość, żeby zwycięskie opowiadania opublikować w “Nowej Fantastyce”. Wyjaśniłem, że nie praktykujemy czegoś takiego – podobnych próśb z różnych instytucji miejskich, domów kultury, bibliotek i tym podobnych trochę do nas trafia – ale zaproponowałem, żeby te teksty pojawiły się na fantastyka.pl. Tak że odbyło się to za moją zgodą – ta informacja miała się zresztą pojawić przy opowiadaniach, żeby nie pozostawiać wątpliwości, ale najwyraźniej to publikującym umknęło.

 

Laureatom konkursu gratuluję wyróżnień. Mam nadzieję, że teraz wszystko jest jasne i w spokoju będziecie mogli skupić się na treści. :)

“Chmielarz – specjalista od łatwizny w fantasy, który nigdy nie napisał dobrego fantasy. To ma sens.”

 

“Królowa Głodu” to dobra książka. Może nie stricte fantasy, ale ciekawa mieszanka gatunkowa.

“Filmowe połączenie horroru z komedią musi być czymś więcej podyktowane oprócz chęci zapewnienia widzowi rozrywki?”

 

Jednak nie rozumiesz. Jeżeli autor łączy horror z komedią dla zapewnienia widzowi rozrywki, to nie robi tego sztuka dla sztuki, ale w celu zapewnienia widzowi rozrywki. Gdyby to robił sztuka dla sztuki, celem byłoby połączenie horroru z komedią samo w sobie.

No chyba nikt jednak się pod tym nie podpisał z imienia i nazwiska, a jest tylko oznaczony jako sponsorowany. Równie dobrze może się pojawić artykuł sponsorowany wychwalający jakiś kompletnie denny film. Jako czytelnik wolałbym wiedzieć czy to treść przesłana przez reklamodawcę, czy zlecona redakcji, bo obie odmiany takiego marketingu są stosowane.  Dlatego właśnie nie lubię tej formy reklamy i nazywania tego typu rzeczy artykułami. Człowiek po dwóch akapitach tekstu wyglądającego i sformatowanego jak część pisma zauważa oznaczenie, że to wszystko jest reklamą i zdaje sobie sprawę, że zmarnował czas. Nienawidzę laugh

Edit:

Nie bierz tego JeRzy jako zarzut w kierunku redakcji, bo to pewnie dział na który nie macie wpływu.

 

Artykuł sponsorowany jest dokładnie takim samym materiałem, jak każda reklama – za zawartość strony odpowiedzialność ponosi reklamodawca. My natomiast oznaczamy takie treści, żeby nie było wątpliwości, że nie jest to materiał redakcyjny tylko zewnętrzny. 

 

całkowicie nie zgadzam się z tym końcowym stwierdzeniem Chmielarza o tym, że kryminał ma nam coś mówić i że ma być w jakimś celu napisany

 

Mam wrażenie, że źle zrozumiałeś intencję Wojtka. Ja odniosłem wrażenie, że jego intencją było wskazanie, że wybór określonej odmiany i konwencji powinien być podyktowany czymś więcej niż tylko działaniem sztuka dla sztuki, dla czystego eksperymentu formalnego.

“Jak mam na coś jeszcze pomarudzić to na formę reklamy której nienawidzę, czyli artykułu sponsorowanego. Jeżeli to się nazywa artykułem, a nie reklamą to czemu nikt się pod tym nie podpisał?”

 

Przecież artykuł sponsorowany jest podpisany.

Yans – nie pamiętam, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że film miał polską premierę dopiero w 1990 roku. Nawet jeśli w “Fantastyce” informacje o nim pojawiły się zanim trafił na ekrany naszych kin, to nie sądzę, żeby była o nim mowa w numerach z ‘82 roku. Oczywiście mogę się mylić.

Darcon, mitologię miałem w szkole dawniej niż ty, więc to żadne usprawiedliwienie – tym bardziej, że Sfinks, Meduza i Minotaur to postacie na potęgę funkcjonujące w szeroko rozumianej kulturze i obrośnięte symboliką.

Pamiętam, jak na początku wytykałeś nam tylko literówki. A później zacząłeś pisać o kolejnych numerach więcej i bardzo się z tego cieszę. Lubię czytać Twoje recenzje, Staruchu, bo są rzetelne i gruntowne – nawet jeśli zbiera nam się za coś po uszach, to wiem, że krytyka jest przemyślana i poparta argumentami, po prostu konstruktywna.

 

Jeśli chodzi o Ellisona – to jest facet niezwykle trudny w tłumaczeniu. Ze względu na długość i konstrukcję zdań, ten strumień świadomości, w który chwilami porywa czytelnika. Ze względu na niezwykłe skojarzenia i eksperymenty językowe. On faktycznie potrafi popłynąć i w oryginale to brzmi, a w przekładzie trzeba się nieźle napracować. Przy “Złudzeniach dla smokobójcy” postawiłem sobie za punkt honoru, że sam przełożę to opowiadanie i w efekcie miałem momenty “love-hate relationship” z Ellisonem. Bo potrafił zaserwować w opisie rejsu fragment, przy którym nawet Marcin Mortka, przecież doświadczony tłumacz prozy marynistycznej, nie umiał mi podpowiedzieć, o co może chodzić, a kiedy już jakoś to (chyba) rozgryzłem, chwilę później trafiłem na słowo, które okazało się archaicznym szkockim okrzykiem, zapożyczonym z francuskiego, a będącym ostrzeżeniem dla przechodniów przed wylewaną przez okna na ulice zawartością nocników. Serio (słowo, gdyby to kogoś interesowało, brzmi “gardyloo”).

 

Robin Hobb zdecydowanie warto przeczytać; jeśli nie miałeś dotąd okazji, gorąco polecam!

“Rocznica była impulsem do zmian na lepsze?”

 

Jednym z impulsów, ale tak naprawdę o różne zmiany zabiegam od dawna i gdzieś w tle nieustannie pracuję nad tym, aby “NF” prezentowała się jak najlepiej. To trwa, czasami długo, ale warto być cierpliwym. Cieszę się, że udało się zgrać w czasie przynajmniej część efektów tych starań z jubileuszem, ale dla mnie to tylko wycinek tego, co chciałbym osiągnąć. Swoją drogą, byłbym szują, gdybym nie wyraził tutaj nieustającej wdzięczności dla Marzeny z działu produkcji w naszym wydawnictwie, bo to w ogromnej mierze jej zasługa, że udało się te rzeczy załatwić.

 

Oczywiście, nie ustaję w staraniach o powrót wersji czytnikowej i o nową stronę internetową – to są w tej chwili moje priorytety. Mam też nadzieję, że uda nam się przyciągnąć do pisma większą liczbę prenumeratorów. Nowa promocja jest naprawdę atrakcyjna. :)

Bądźcie dla Michała wyrozumiali; chłopak robi bokami, tyle ma pracy – nie tylko w “NF”.

 

A jeśli chodzi o udział w konkursie – ja od dziesięciu lat nie jestem w stanie zmobilizować się do napisania choćby jednego opowiadania. Ostatnie, jakie popełniłem, ukazało się w “Wizjach alternatywnych 6” w 2007 roku. Pomysły mam, parę rozgrzebanych tekstów na twardym dysku również – brakuje tylko solidnej motywacji, żeby cokolwiek z tego doprowadzić do końca. Nawet w tym roku miałem zamiar napisać opowiadanie tak, żeby gdzieś je opublikować w lipcu, dokładnie na 20-lecie mojego debiutu literackiego, ale też mi się nie udało.

“skończyłem chyba podstawówkę, bo mitologię miałem na studiach…”

 

Nie ma teraz “Mitologii” Parandowskiego w spisie lektur w podstawówce?

Uwaga spoilery!

Kochani, te nawiązania powinny być oczywiste dla każdego, kto skończył podstawówkę i miał do czynienia z mitologią grecką: Sfinks, Meduza, Minotaur. Gdy pada imię Ariadny, wszystkie klocki powinny wskoczyć na swoje miejsca. P.T. Barnum – może być faktycznie nieco trudniejszy do rozszyfrowania - to właściciel najsłynniejszego XIX-wiecznego cyrku, prekursor nowoczesnego przemysłu cyrkowego – z gabinetami osobliwości włącznie. Jestem szczerze zdumiony, że ta pocztówka okazała się dla tylu czytelników zbyt wysoko zawieszoną poprzeczką.

 

EDIT: Właśnie sobie uświadomiłem, że byki w pocztówce pisanej przez małego Minotaura są podwójnie na miejscu. ;)

No i weź tu się postaraj człowieku, to się zawsze jakaś maruda znajdzie. :p

Ten papier będzie już na stałe, bo zależało nam na tym, żeby “NF” wyglądała ładniej. Ma tę zaletę, że jest biały, w odróżnieniu od dotychczasowego, który sprawiał wrażenie poszarzałego i wszystkie kolory na nim wychodziły przygaszone.

No i cieszę się, że udało się zrealizować jedną z moich niedawnych obietnic – że dołożę starań, aby prenumeratorzy pisma dostawali je wcześniej. Mam nadzieję, że uda się to zapewnić już na stałe, chociaż tak na 100% przekonamy się od przyszłego roku, kiedy wejdą nowe harmonogramy prac.

Długość recenzji ma dla mnie mniejsze znaczenie od jakości w tym przypadku. Jako gracz i fantasta wiem, czego oczekuję od recenzji gry – chcę się przekonać, jak poradzą sobie z tematem uczestnicy konkursu. :)

Była mowa o tym, że od październikowego, jubileuszowego numeru “Nowa Fantastyka” będzie wydawana na lepszym papierze – bielszym i nieco grubszym.

 

I że przy okazji zmiany drukarni podjęliśmy starania, żeby prenumeratorzy dostawali pismo wcześniej niż do tej pory (chociaż to może być bardziej odczuwalne od nowego roku, kiedy wejdą nowe harmonogramy prac).

 

I że od października poza nowym cyklem “Rad dla piszących” Wojtka Chmielarza będziemy mieć jeszcze jedną nowość. Będzie to dorosła wersja wyróżnionego w konkursie im. J. Christy komiksu “Lil i Put”, autorstwa duetu Kur & Bednarczyk, tworzona specjalnie dla “NF”.

 

I jeszcze o różnych innych fajnych rzeczach, ale byłem wtedy tak zakręcony, że już nie wszystko pamiętam. ;)

Wygląda na to, że użytkownicy fantastyka.pl nie dopisali na spotkaniach. A chwaliliśmy się takimi dobrymi rzeczami… ;)

Damn… Tak to jest z moim kojarzeniem ksywek. Zasugerowałem się imieniem i poszło. :D W każdym razie poznałem Basię, która w konkursie wiedźmińskim napisała wyróżnione opowiadanie “Bez wzajemności”, a ponieważ nie pamiętałem ksywy i nazwiska, wydawało mi się, że to Bemik. A teraz nawet nie mam pewności, czy ona w ogóle udziela się na naszej stronie. Mistrz gaf – to ja.

“Inna sprawa, że recenzje trzeba umieć pisać, ale czy jest to sztuka, która Parowski opanował, to nie mam zielonego pojęcia, bo przytoczone fragmenty zostały przecież wycięte z jakiegoś szerszego kontekstu.”

 

Przede wszystkim, tekst Maćka nie był recenzją, tylko comiesięcznym felietonem, w rubryce, w której zazwyczaj dzieli się przemyśleniami na różne tematy – trochę wspomina, trochę analizuje rzeczy, które czytał lub oglądał, etc. Maciek uważa, że serial spłycił ideę, którą ukazywał oryginalny “Świat Dzikiego Zachodu” Crichtona i że sprowadził zachowania gości parku do najbardziej prymitywnych, okrutnych odruchów. Nie podobało mu się epatowanie przemocą i seksem, źle odbierał zabieg polegający na powtarzaniu określonych sekwencji przez hosty (który z kolei ja bardzo ceniłem). Ja się z opinią Maćka o “Westworld” nie zgadzałem, powiedziałem mu to zresztą po przeczytaniu tekstu i trochę nawet później dyskutowaliśmy na ten temat. Nie zmienia to faktu, że ma prawo mieć swoje zdanie i potrafi je uzasadnić, podobnie jak indywidualną interpretację serialu.

Bellatrix – od dłuższego czasu nie dostawałem żadnych aktualizacji piórek, a nie nadążam ze śledzeniem. Jeśli udało się nadgonić zaległości, to nie ma przeszkód, żeby informacje znów się pojawiły.

Gratuluję wyróżnionym. Piórka już przyczepione. Zbierajcie dalej – niech z tego pierza rosną całe skrzydła. :)

Mnie we wstępniaku nie było, bo na dwa dni przed zwolnieniem numeru do druku złapałem jakąś koszmarną wirusówkę, która mnie skutecznie rozłożyła. Część wpadek i literówek też wynika właśnie z faktu, że nie byłem w stanie sczytać treści w ostatnich dniach przed wysyłką, więc wszystko spadło na resztę ekipy. I tak jestem im ogromnie wdzięczny, że podołali zadaniu.

Jeśli chodzi o felietony – Wojtek Chmielarz będzie autorem nowych “Rad dla piszących”. Jego seria będzie poświęcona konstrukcji fabuł kryminalnych w fantastyce, co – jak mi się wydaje – jest nawet trudniejsze niż w kryminałach niefantastycznych.

Peter Watts, o czym już niejednokrotnie pisałem, powróci na łamy pisma, ale nie wiemy jeszcze kiedy – przerwa wynika z faktu, że ma inne zobowiązania, na których musi się skupić.

Robert Ziębiński nie będzie pisał regularnych felietonów, ale mam nadzieję, że będą się pojawiały inne jego artykuły. Mam też w zanadrzu nowego felietonistę, ale na razie prosił, żebym wstrzymał się z oficjalnym ogłoszeniem jego pojawienia się na naszych łamach. Mogę tylko zasygnalizować, że to osoba bardzo zasłużona dla fantastyki w Polsce – jako autor i nie tylko.

Tam jest lepsza ciekawostka. Lead recenzji głosi “Dość udany debiut, choć przydałoby się doświadczony redaktor, który uchroniłby od drobnych kiksów”. Kiedy to zobaczyłem, uznałem, że chochlik drukarski napluł nam tą literówką w kolektywną redaktorską twarz. ;)

Na pewno zostało już wysłane, bo zawsze jest wysyłane zanim numer trafi do zwykłej sprzedaży. A od tego momentu wszystko w rękach Poczty Polskiej.

Nie bez powodu ten model wydawniczy nazywa się “vanity press”. Vanity to próżność – jest to model żerujący na próżności autorów i przekonaniu ich (własnym lub wmówionym przez wydawcę), że są utalentowani, ale nikt się na nich do tej pory nie poznał.

 

Dobry, potrzebny tekst.

Mam nadzieję, że wyślesz mi ją do “NF”. Akurat mogę znaleźć na nią miejsce w lipcowym numerze. ;)

Ceterari:

“JeRzy, jakby NF ich nie odrzucało… ;P”

 

Ale przecież nie odrzuca! Na łamach pisma regularnie pojawiają się opowiadania autorów z fantastyka.pl. :)

 

Blackburn:

“jest możliwość też zgłaszania opublikowanych w inny sposób. Jeśli czegoś nie pomieszałem. “

 

Owszem, jest taka możliwość. Gdyby tutejsi użytkownicy chcieli, mogliby zgłaszać do nominacji zajdlowych np. teksty z corocznych głosowań na najlepsze opowiadanie roku zamieszczone w serwisie. :)

 

cobold:

 

“A gdyby tak NF jednak raz do roku wydawało numer specjalny z opowiadaniami z plebiscytu? To są te same opowiadania i ci sami autorzy. Tylko szukają dla siebie miejsca gdzie indziej.”

 

Jest to jakiś pomysł – Michał musiałby się do niego ustosunkować. Chociaż nam zawsze jednak zależało, żeby w piśmie pojawiały się teksty całkiem premierowe.

Gratuluję Marcie, Magdalenie, Ani i Julkowi. Cieszę się, że autorzy aktywni na fantastyka.pl tak pięknie rozwijają się i zostają docenieni. Dzisiaj, na spotkaniu po ogłoszeniu nominacji, pod adresem fantastyka.pl padło określenie “Kuźnia Zajdli”. I mam ogromną nadzieję, że tak właśnie to będzie wyglądało również w dalszej perspektywie. :) Oby jeszcze w przyszłych latach te nominowane teksty pojawiały się w “NF”, a nie w innych miejscach, to już w ogóle będzie genialnie. :)

Podbijam opowiadanie, jako że to powód do ogromnej satysfakcji, że dostało nominację do Zajdla, a miało premierę właśnie tutaj. Gratulacje! :)

Witold Vargas  aktualnie jest zajęty kończeniem nowej książki (o kowalach) – musimy poczekać, aż zakończy prace nad nią. Ale jesteśmy w kontakcie. :)

“ani redakcja nie podejmuje jakiś konkretnych działań odnośnie tematu”

 

Skull, odnoszę wrażenie, że nie czytasz już nawet tego, co piszę, tylko krytykujesz dla samego krytykowania. Niejednokrotnie wyjaśniałem, że pracuję nad propozycją głębokiej reformy pisma, którą chcę przedstawić prezesowi. Reformy dotyczącej samego czasopisma, strony internetowej, relacji między jednym a drugim, dystrybucji, etc. Takich rzeczy nie robi się z dnia na dzień, ani nawet z tygodnia na tydzień. Trzeba do tego zebrać i opracować sporo danych, przedyskutować pomysły z mądrymi ludźmi, którzy wnoszą cenne uwagi, chwalą jedne opcje, krytykują drugie, dorzucają własne pomysły. To, że działań nie widać, nie znaczy, że nie są podejmowane. A jeśli moja propozycja zostanie zaakceptowana przez prezesa, to także przez pierwsze kilka miesięcy nie będzie nic widać, bo pewne rzeczy będą organizowane, dogadywane i załatwiane od zaplecza. Moim celem jest to, żeby niektóre elementy wdrożyć jak najszybciej, ale główną reformę przeprowadzić na 35-lecie pisma, czyli na przełomie października i listopada, a dokończyć z początkiem 2018 roku. Powtórzę: to nie są rzeczy, które dzieją się szybko, bo zależą od zbyt wielu czynników – np. jeśli potrzebuję jakiejś niezbędnej informacji i nie mogę jej uzyskać przez parę tygodni, cały proces siłą rzeczy opóźnia się o ten czas. Nie znaczy to, że robota całkiem stoi w miejscu, bo równolegle myślę nad całą resztą projektu, ale pewnych kwestii nie mogę zamknąć.

Jeśli chodzi o dział naszego “Ojca Redaktora”, w najbliższych miesiącach pojawi się w nim zapis dyskusji prowadzonej przez Maćka i Annę Groblińską z Radia Łódź, z udziałem…

…werble… 

…werble…

…werble…

…Andrzeja Sapkowskiego… 

…Wojciecha Siudmaka…  

…Tomasza Bagińskiego…

…i Joanny Karpowicz.

Tyle dobra w jednym miejscu – co Wy na to? :)

Chciałem tutaj zamieścić post wyjaśniający, że zmiany w piśmie nie wpłyną na poprawę jego sprzedaży jeśli jedynymi osobami, które się o nich dowiedzą, będą ludzie, którzy i tak znają i czytają “NF”. Ale uświadomiłem sobie, że wszystko to napisałem już 26 lutego. Uważam, że potencjalnych czytelników jest dużo więcej niż mamy obecnie, ale nie jesteśmy w stanie się do nich przebić. Jestem ogromnie wdzięczny Jackowi Łukawskiemu, który zaktywizował blogerów, aby pojawiało się w Internecie więcej recenzji kolejnych numerów i Krzyśkowi Sokołowskiemu, który recenzuje nas w podcaście. Cieszy mnie ogromnie, że niegdysiejsza ekipa Gildii, z Dagmarą czyli Tiszką, na czele rozkręciła nam tak ładnie aktualności na stronie. Mam nadzieję, że z pomocą takich dobrych przyjaciół uda się nadać “Nowej Fantastyce” pęd.

 

Tymczasem ja czekam na ostatnie dane niezbędne do tego, żeby dokonać kalkulacji i przedstawić prezesowi projekt zmian. W ostatnich miesiącach dużo o tym myślałem i rozmawiałem z wieloma mądrymi, doświadczonymi ludźmi. Część pomysłów została od początku, inne uległy ewolucji – całość już jest w zasadzie obmyślana, musi jeszcze tylko zostać podliczona.

Ha, udało mi się sposobem przywrócić kilkalną okładkę. Żeby jeszcze odświeżyła się jak należy…

Bo ona czasami się nie zmieniała, ale wystarczało odświeżyć i była już właściwa. A później przestała się zmieniać, ale przynajmniej po kliknięciu prowadziła tam, gdzie trzeba. A teraz nawet tego nie robi. Jakby się entropia rozprzestrzeniała w kodzie strony od tego miejsca. :\

 

Poza tym ja mam stary, coraz mocniej szwankujący komputer, krytycznie wymagający wymiany na nowy sprzęt. I część problemów zwalam na niego, bo tak też bywa.

No i przez pierwsze dni przenosiło do tej dyskusji, a później nagle wskoczyła pusta strona. Kurrrr… :(

Kajam się za przepuszczenie tylu potknięć w Piskorskim. Nie wiem, jak bardzo mocne musiałem mieć zaćmienie, albo jak koszmarnie musiałem być zmęczony, żeby przegapić Dżyngis “Hana”.

 

A z innej beczki – mam do Was pytanie: czy tylko u mnie jest coś bardzo nie w porządku z zajawką bieżącego numeru “NF” po prawej stronie ekranu? Bo ja mam tam nadal okładkę lutowego numeru, (mimo odświeżania), a po kliknięciu na nią przenosi mnie do pustego wątku, gdzie wyświetla się tylko kwietniowa okładka, a nie widać całej tej dyskusji, która się tutaj toczy. Dostałem się do niej przez zakładkę “Czasopisma” i nie wiem, czy mój stary komputer odmawia współpracy z fantastyka.pl, czy fantastyka.pl odmawia współpracy ze światem.

Na zarzut bucowatego potraktowania “uczestnika” odpowiedź par. “myślałem, że to coś poważnego”  to najlepszy pr ever! Uzasadnienie odrzucenia tekstu, nad którym pracował może tuzin użytkowników par. “nie w moim guście”, też rządzi.

 

A kto konkretnie z redakcji tak komentował?

 

i przebieram nóżkami, żeby znowu namawiać do zmiany regulaminu Zajdla, bo za kilka lat będzie to nagroda papierowych dinozaurów, których na rynku trzyma de facto monopol.

 

No to najwyraźniej nie zauważyłeś, że publikacje internetowe zgodnie z regulaminem Zajdla już teraz mogą uzyskać nominacje. Głównym kryterium jest posiadanie numeru ISBN lub ISSN, a komisja może dopuścić do nominacji utwór nie spełniający tych wymogów, o ile uzyska dostateczną liczbę głosów. W 2011 roku nawet miało to miejsce, gdy nominację uzyskało opowiadanie “Obcy” Marcelego Szpaka.

Poza tym to nie jest kwestia tego, czy coś ukazuje się na papierze czy w formie elektronicznej, ale jakości, za którą wydawcy biorą odpowiedzialność i płacą autorom honoraria. Kiedy publikujesz jakikolwiek tekst w “Nowej Fantastyce” poza satysfakcją z ukazania się w piśmie dostajesz honorarium autorskie. Tak to działa.

 

@Prim Chum

 

“Nie, ale chyba jest w tym coś złego, gdy nie chce się redakcji? :) Czy  może znów znajdziemy usprawiedliwienie dla rzeczywistości i uznamy, że nie jednak?”

 

A skąd myśl, że redakcji się nie chce? Nic bardziej mylnego. Siedzę w tej robocie od jedenastu lat i nadal mi się nie znudziła i nadal czuję, że ma sens.

 

@Dzikowy

 

“Ostatecznie wychodzi na to, że fantastyka.pl ściąga na serwis obietnicą publikacji w NF. Obietnica ta nie ma pokrycia”

 

A to jest jawne i krzywdzące kłamstwo. W samej publicystyce stałymi współpracownikami pisma są wyłowieni właśnie na fantastyka.pl Andrzej Kaczmarczyk, Tomek Miecznikowski, Marek Grzywacz; pisują do nas też Maciej Bachorski, Marta Sobiecka, w marcu był tekst o teatrze i recenzja Tomka Przyłuckiego, a w majowym numerze pojawi się artykuł Krzysztofa Piaska. W dziale opowiadań też regularnie pojawiają się autorzy ze strony, odkrywani dzięki comiesięcznym wyróżnieniom i wspólnej pracy Loży z Michałem Cetnarowskim. A stwierdzenie, że niektórzy z nich “debiutowali gdzie indziej” – to znaczy gdzie? Tylko nie powołuj się, proszę, na publikacje internetowe, bo one a) przeważnie nie płacą autorom, b) ze względu na brak limitów objętościowych mają dużo rzadsze sito selekcyjne. Mówiąc prościej: zadebiutować w Internecie to żadne osiągnięcie.

I nie piszę tego dla umniejszenia roli tego, co robią ludzie w Internecie, ale aby pokazać, że papier rządzi się innymi, dużo bardziej restrykcyjnymi prawami. My mamy co miesiąc 80 stron – z czego kilkanaście na artykuły i połowa czarno-białych na opowiadania polskie. Za każdym razem trzeba wybrać teksty i zrobić to jeszcze tak, aby pasowały objętościowo. W przypadku Internetu takie ograniczenia nie istnieją – pdf z opowiadaniami może mieć równie dobrze dwadzieścia jak dwieście stron. I raczej nikt przy tym nie jest goniony deadline’ami ani nie ponosi żadnego ryzyka finansowego, bo przeważnie wszystko jest robione na zasadzie wolontariatu. A co za tym idzie, każde takie przedsięwzięcie trwa tak długo, jak długo wystarcza dobrej woli uczestnikom i umiera w momencie, gdy nie ma komu ciągnąć tego dalej.

 

Ktoś wyżej napisał, że jeśli “NF” i fantastyka.pl przestaną istnieć, ludzie stąd znajdą sobie inne miejsce. Pewnie tak, ale z moich spostrzeżeń na przestrzeni lat wynika, że w takim przypadku tutejsza społeczność jako taka też przestanie istnieć, rozpadnie się nieuchronnie. Kilka lat temu grupka obrażonych na “NF” użytkowników wyniosła się i założyła własne forum. Początkowo byli bardzo aktywni i ambitni, chcieli nam udowodnić, że świetnie dadzą sobie radę. Dzisiaj – ich strona internetowa ani forum nie istnieją, a na ich fanpage’u na Facebooku wpisy pojawiają się raz na kilka tygodni. Podobne sytuacje widziałem niejednokrotnie, w Internecie i w realu.

Nowa Fantastyka