Profil użytkownika

Czytam wszystko, ale w pisaniu najbliżej rzeczywistości jestem w realizmie magicznym. (AVATAR autor Ye Huan)


komentarze: 125, w dziale opowiadań: 95, opowiadania: 35

Ostatnie sto komentarzy

Heh, Koi, muszę przyznać, że przyjemnie mi się czyta twoje komentarzesmileymnie też urzekł cyrk. Generalnie mam wrażenie, że Oidrin bardzo zgrabnie buduje światy i jeszcze nas kiedyś zaskoczy czymś opasłym:)  

Oidrin w pełnej krasie:) uwielbiam twój żywy język i styl, opowiadanie nieoczywiste, ciekawe, wciągające. Dla mnie bomba!  Chociaż nie znam legendy islandzkiej, ale tym ciekawiej się czytało. Koniec wywołuje dreszczyk. I te imiona synów! Cyrk! Skakanie po gałęziach Ygdrassila!:) No, lubię takie klimaty. 

Niezwyciężony Lema! O tak! A dla mnie eseje Camusa:) Choćby tłuczony na polskim Syzyf (jeżeli dobrze pamiętam tytuł). No, Drakaino, srebrne naczynia, krzyż… rzeczywiście zapach egzorcyzmów! Ja chyba bym zaryglowała drzwi na noc i zastawiła szafką… 

Może włożę tu kij w mrowisko… ale czy na pewno Twoje pytania na koniec, Chrościsko, nie są trochę odwetowe? ;)  chociaż chętnie przeczytam odpowiedź Drakainy…

Hej, dopiero przeczytałam twój wstęp do opowiadania. Przepraszam, co zobaczyłaś w tej jadalni hostelu b&b?!(dreszcz po plecach) – dobra, w sumie nie wiem, czy chcę to wiedzieć… 

Fantastyczna historia, świetny warsztat, przeczytałam na jeden „chaps”. Bardzo podobał mi się klimat, ten narastający niepokój, atmosfera grozy i nieuniknionego zła… I parka domniemanych morderczych oberżystów:) Zazdroszczę umiejętności stylizacji i dbałości o detale z epoki!  Bardzo podobał mi się sposób, w jaki wodziłaś za nos głównego bohatera, a także jego – trochę sherlockowo-watsonowskie spojrzenie. Mi się tekst z Lovecraftem nie kojarzy, ale, cóż, dla mnie to plus… wolę Poego.  Takie opowiadanie to bym wolała przeczytać wydrukowane w jakimś zbiorku opowieści, a nie na telefonie;)  nie wiem, czy ja już mogę oddawać głos na piórko, ale to mój faworyt. Literacka perełka. Wszystko jest spójne – klimat, język, narracja, bohaterowie. Dla mnie koniec zrozumiały. Pozdrawiam:)

silva – mnie np. bohaterka denerwowała nie dlatego, że je tę pomarańczę, ale że jest tak niefrasobliwa we wszystkim co robi w tej ciąży, jakby w jej świecie nie było machiny prokuratorsko-sądowniczej. Ale o tym pięknie napisała Drakaina. Nie chodzi tu o ludzkie słabości do końca, tylko o to, że sama się podkłada co i rusz. Ja bym tu chciała trochę bardziej coś jak M. Atwood – za wszystko można stracić głowę, a Oczy zawsze patrzą. Mimo to opowiadanie mi się podobało, rzeczywiście można by je podesłać do redakcji Wysokich Obcasów, a nuż…? 

Dobra historia, sprawnie napisana, a temat – aktualny i ważny. Podoba mi się mroczny klimat i lekko kafkowskie zakończenie. Natomiast główna bohaterka, która w 5 mscu ciąży żwawym tempem spacerując po górach podchrupuje nasączane alkoholem pomarańcze, czy co tam było w tym grzańcu – raczej czynią ją lekkomyślną. I jeszcze burza?  Trochę dla mnie to niespójne, bo założenie miało pewnie być, że czepiają się bzdur, idiotyzmów, byle dowieść swego, a moim zdaniem dziewczyna po prostu zachowuje się głupio, zwłaszcza jeśli rzeczywistość jaka ją otacza jest tak represyjna. Jej mąż jej w tym sekunduje. Ale to może takie moje skrzywienie, że ciąża jest nieprzewidywalna i nigdy nie wiadomo, co się stanie. Ludzie różnie do tego podchodzą. 

Gratulacje, Ocha:) Fajnie, Naz, dobrze że wrzuciłaś:)

Natomiast z tego, co widzę, Stara Szkoła nie ma udostępnionego maila dla propozycji, więc pewnie póki co ich sobie nie życzą?

I jeszcze takie pytanie: Wydawnictwo Saga Egmont – wiem tylko, ze wydają cyfrowo, ale czy to jest wydawnictwo również dla debiutantów?

Pozdrawiam:)

dzięki, przenoszę pytanie w inne rejony:) (gaaapaaa ze mnie)

Cześć!:) Hmm, ja mam taki problem, że nie znając opery czytam opowiadanie – i o ile środek i zakończenie są dla mnie ciekawe, klimatyczne, to początek wręcz odwrotnie – zagmatwany. O ile w stylizację językową trzeba się wgryźć, rozsmakować w opisach,  to wydaje mi się, że tekst tylko by zyskał, gdyby początek był… nie wiem, może trochę prostszy? Bardziej linearny?  Poza tym podziwiam styl i detale :) Reasumując, bardzo interesujące, nietuzinkowe, oryginalne opowiadanie, ale dla mnie początkowe zawiłości fabularne  i ich przedstawienie były trochę irytujące, chociaż i tak mnie zaczarowałaś dalszą historią. Co prawda jestem Turandotowym abnegatem, ale uważam,  że opowiadanie musi bronić się samo, zwłaszcza fabularnie. Operę nadrobię, bo mnie zaciekawiłaś bardzo:) ale chyba zaczekam na jakiś spektakl na żywo… (ciekawe jak długo). 

Hahaha, podoba mi się! XD czy tylko w moim odbiorze główny bohater trochę zapadł się w sobie, mówiàc że to awaria?  Haha, ale dla mnie to jest tez takie opowiadanie o człowieku, za którego system musi zdecydować, że nie może żreć, za przeproszeniem,  bo sam tego nie jest w stanie ogarnąć… Ludzkość jak lemingi, nieustannie kieruje się do samozagłady…

Bardzo ciekawe opowiadanie, dobry styl,  świetna kompozycja, głębokie przesłanie. Jedyne moje „ale” jest takie, że – abstrahując od Twojej doskonałej miniaturki – nie jestem przekonana, że miłosierdzie to jedyna ludzka cecha ludzkich sądów; jest jeszcze korupcja, układy, zastraszanie, a nawet najzwyczajniejsze na świecie zmęczenie i nierzetelność. Ale to taka luźna uwaga:)  natomiast czy zdradzisz mi, czy imię Eurydyka odnosi się jakoś głębiej do warstwy mitologicznej? Twoja Eurydyka tez przepadnie w otchłani, prawda? Jestem ciekawa twojego zamysłu :)

Wilku, bardzo mi miło, polecam się na przyszłość!  Jeśli chodzi o aluzje, mam nadzieję, że aluzje aluzjami, ale absurd jest nieśmiertelny.  I masz rację, podejrzewam, że w Von Vonovii z pewnością krąży legenda o chłopcu, co Golema czereśnią znokautował.  Może trzeba było tak zakończyć historię?:)  Pozdrawiam! 

Cześć, Base! Mi się opowiadanie bardzo podobało, niemniej mam

do niego zastrzeżenia, podobne do irkowych – te dzieci ni to małe, ni to nastoletnie;  na grozę czy horror dla mnie za mało groźne czy straszne. I chociaż przez opowiadanie płynęłam, zakończenie było niejasne, tzn. musiałam przeczytać dwa razy, żeby powiedzieć aha;) tak, wiem, że to pewnie moja wina, jednak dla mnie lepiej byłoby, gdyby było dłuższe i nieco klarowniejsze, jakieś jedno– dwa zdania więcej o garnkach i lustrze by wystarczyło. Nawiązanie do Bydgoszczy na tak – jesteś Brzydgoszczaninem?:) Ale suma summarum fajnie się czytało, lekko, groteska jest świetna. Także ja pozwolę sobie zaznaczyć w tym wypadku #irkateam

Właśnie bardzo mi się podobała realność Twojego świata, który jest jak nasz, tylko z długimi cieniami skrytymi w zaułkach… haha, właśnie widzę, że się zgraliśmy!  Pozdrawiam:) 

Zwarta forma, bardzo klimatyczne opko! nie chcę powtarzać tych samych słów co poprzednicy, więc tylko napiszę, że bardzo mi podeszła narracja 2 os psimi oczami ;) i sformułowania – były– człowiek, były-pies. Bezdomność wiąże się niestety z upodleniem, co dobrze oddajesz. Generalnie – bardzo mi się podobało. 

IrkaLuz– oj tak, chyba poczeka;) dziękuję za wizytę i cieszę się, że humor przypadł do gustu!

Gratulacje dla wszystkich wyróżnionych – Gekikara rozbił bank! Gratki Olciatka!!! Wydłużam moją listę wstydu opowiadań w kolejce do czytania :) i dziękuję:) 

Czyli czekamy na Ninedin, a później na wiosnę;) chociaż ja i tak już czekam na wiosnę… A najlepiej lato 2021! ;) ma ktoś wehikuł czasu na podorędziu? 

Olciatko, Belhaju, Wilku, Finklo – dziękuję za odwiedziny, komentarze, cieszę się, że się podobało. Finklo,  zanim ktoś odbierze denata z oddziału (sanitariusze) jest on pakowany w worek albo, gdy są umarł na chorobę zakaźną, to z tego co wiem, w taką metalową trumnę.  Ale to ostatnie to tylko na zdjęciach widziałam. Co do mijania się z kalendarzem, to taka metafora, starsi ludzie z otępieniem często są w swoim czasie i swojej rzeczywistości, zwłaszcza gdy są chorzy.

O, dziękuję, Reg!:) taka wiadomość z rana jest niczym kawa:) tak, pędziłam z akcją, muszę trochę bardziej przemyśleć konstrukcje fabuły przy okazji następnego opowiadania, za wypunktowanie błędów bardzo dziękuję, oczywiście, powtórzenia nie były zamierzone. Co do wypowiedzi z półpauzami, moim celem było naśladowanie takiej urywanej mowy, nie miałam za bardzo pomysłu, jak inaczej to zapisać. Dziękuję jeszcze raz! Ale kurczę, przyznaję bez bicia, że na niektóre błędy to i za piątym czytaniem bym nie zwróciła uwagi… niewiedza, niestety. Tym bardziej się cieszę, że przeczytałaś!:)

Abaddon, bardzo mi miło, cóż, początek w karczmie jakoś też był inspirowany pewnym białowłosym, który w karczmach i przybytkach bywał często:) Cieszę się, że tobie podeszło i że mimo początku nie przerwałeś lektury. Jeśli chodzi o opis golema, to wyobrażam go sobie jako taką błotną kupę z niekształtną głową i niekształtnymi rękami; ale rozumiem, że mogłam trochę zaszaleć z kopcem termitów:) 

Pozdrawiam!

MaSkrol, czyli rozumiem, że zrobiliście już jakiś przesiew?  A będziecie dawać komentarze ew. dlaczego odrzuciliście opowiadania czy nie? Czy źle zrozumiałam twój komentarz?

Szanowna Reg! Bardzo dziękuję za wizytę, przysiądę w tak zwanej bliskiej przyszłości do poprawek. Natomiast do trzech rzeczy (poza wymienianymi przez Ciebie i przedmówców rzeczami typu fabuła, konstrukcja bohatera, przegadanie i przesycenie humorem, kornie chylę głowę) chciałabym się odnieść:

1) pierś męska :) otóż, wedle wszelkich prawideł anatomii, mężczyzna, jak kobieta, piersi ma dwie, zwane również gruczołami sutkowymi. Tak, wiem, o co chodzi, słownik PWN podaje, że piersi mają kobiety, a pierś (jako tułów) to reszta, ale na obronę powiem, że słownik PWN de facto się myli (przynajmniej jeśli chodzi o fakty). Natomiast rzeczywiście, literacko, bijąc się w pierś brzmiałoby lepiej, co przeoczyłam, bo… cóż, przyzwyczajenie.

2)chachły – jak przeczytałam właśnie w internecie, źle przeze mnie użyty regionalizm. Myślałam, że znaczy UBRANIE, a znaczy KARK. https://pl.wiktionary.org/wiki/chachoł . Lubię regionalizmy:) 

3) zaraz kto ci jadło przyniesie – zamierzone, miała być lekka stylizacja na mowę potoczną/ staropolską? j.w. – lubię mowę potoczną:)

Dywizy to przeoczone przy kopiowaniu tekstu pomyłki, nawet mi pierwotnie powcinało półpauzy w niektórych miejscach, nie zauważyłam wszystkiego, przepraszam. Zapiski myśli bohaterów muszę odświeżyć, dziękuję za zwrócenie uwagi! Co do niektórych zapisów dialogów, żyłam w błędnym przekonaniu, że jeśli jest niedokończone zdanie, kończone dopiero po wtrąceniu typu “– Słońce – powiedział – świeci dziś mocno” to nie stawiam kropki (ale nie wiem, idę czytać :).

Generalnie to zdaję sobie sprawę z niedoborów warsztatowych, bardzo się cieszę, że wypunktowujesz co i jak Tobie nie gra!  Natomiast mam pytanie – i to jakie bezczelne – czy nie chciałabyś również lekko zmasakrować mojego opowiadania Kryształ i Róża, które, choć na portalu starsze, było pisane niedawno? Niestety, jest długie (no, jest). 

Ach, chciałam tylko już na zakończenie dodać jedną rzecz. Uważam, że śmiech jest równie dobrym narzędziem walki jak ostrze; malutcy udający wielkich są na wyśmianie szczególnie wrażliwi. Tak myślę. Oczywiście, nie mam zamiaru odnieść się tutaj do jakości mojego tekstu czy dowcipów, tylko generalnie do… rzeczywistości. Tak po prostu sądzę, ale rozumiem, że innych może to razić. I tak, zgadzam się z tym, że to, co się teraz dzieje – i będzie działo – jest bardzo ważne, tragiczne, ale ja w pisaniu i komentowaniu rzeczywistości jestem zwolenniczką tragikomedii. Chociaż, tak, Orwell miałby tu więcej do powiedzenia, albo Kafka. Po prostu chciałam zaznaczyć, że HUMOR nie zawsze jest równy NIEPOWADZE. Zaznaczam, nie odnoszę się tu bezpośrednio do jakości mojego opowiadania, jeśli wiesz, o co mi chodzi, Reg.

 

Dziękuję za Wasze komentarze! Za nieśmiertelność Biblioteki;) Przysiadłam, stylistyczne błędy i Rumcajsa wyedytowałam, przecinki zdaje się też… Basement, tak, Łowca jest inspirowany Wiedźminem, ale książkami, w gry nie grałam, a serial… Dla mnie serial to taki trzykropek. Piekary natomiast nie czytałam. Jako literacką inspirację jeszcze dodałabym Prachetta, bo lubię jego poczucie humoru. Jeśli chodzi o szaleństwo golema, cóż,  zasłaniam się licentia poetica :) i tak, wiem, że trochę popłynęłam z dowcipami… (ale mnie korciło). Jeśli chodzi o rozbudowę postaci drugoplanowych, to racja, nie skupiałam się na nich aż tak bardzo, jak powinnam.

Oidrin, dziękuję bardzo za uwagi dot. akapitów, bohaterów i dialogów – zgadzam się z Tobą, spróbuję  wdrożyć przy następnym tekście (w tym kilka akapitów rozbiłam po twoim komentarzu), natomiast jeśli chodzi o dialogi, chciałam, żeby były to takie utarczki słowne, w moim zamyśle Łowca, choć lekko gburowaty, lubi się z ludźmi przekomarzać.

Rrybaku… jak mi miło!!!! (aj, połechtałeś moją próżność!). Marzenie ściętej głowy – własny tekst na papierze, ale jak miło przeczytać Twoje słowa…

Koi – wyedytowałam Bratka:) chodziło mi o to, że Bratek (vel Jakskier), do którego pił burmistrz, lepiej śpiewa niż tamtejszy bard w knajpie, ale zamotałam… Poza tym dziękuję Tobie <3 Bardzo się cieszę, że już drugi raz mi się udało wstrzelić w Twój gust. I – bardzo proszę o dodanie mnie jako bety do twojego opowiadania (czy jak to działa, bo jeszcze nie wiem!). 

 

Hej! Bardzo dobrze mi się czytało twoje opowiadanie, mam jednak pewien niedosyt fabularny, generalnie  prostota historii i jej – w gruncie rzeczy – realizm – są bardzo fajne, klimat też; tylko hmm… może brakuje mi jakiegoś twistu?  Czegoś, co odróżniłoby twoje opowiadanie od innych historii o końcu świata. Moim zdaniem – chociaż tez jestem świeżakiem – udany debiut. Pozdrawiam!:)

Irka_Luz, Sokolniku – bardzo Wam dziękuję za wizytę i komentarze! Cieszę się, że się Wam podobało! Irko, Asylum, dziękuję za kliki – powolnym tempem może dobrnę do Biblioteki;D  i mam jak Ty, Sokolniku – czarny humor jak znalazł na pandemię. Przy innych tekstach postaram się trzymać zasady nieprzedobrzenia z humorem, tu miałam ochotę pojechać po bandzie. Niemniej oczywiście wiem, o co Tobie chodzi! Ciekawa jestem, czy to nie długość tekstu tak odstrasza innych NForumowiczów… pozdrawiam :)

Hahaha… ja poproszę część drugą Piszodzieja, czyli WydajPłodyPióra (i nie, nie mylić z vanity press). Taka maszynka, co by tam wrzucać maszynopis, a wychodziłaby lśniąca, zredagowana książka, pachnąca drukarnią?

Bardzo ładna Indiańska historia! Lubię Twój styl, Oidrin! Jedyny problem to przewidywalne zakończenie, ale czytało się bardzo dobrze. Kurczę… ani kawałka Mumacza…?;) 

Piękny styl! Wciągająca historia! Czy będą kolejne opowiadania z Twojego świata?:> bardzo podobają mi się, swoją drogą, nazwy własne. Nie znałam tej baśni, ale teraz czuję, że muszę nadrobić…  Pan Mumacz jest świetny!  

Bardzo fajny szorcik, i to muzyczny! Dla mnie plus za postać Szeryfa, tylko to „ino” mnie zirytowało. 

Rozważę, do serca wezmę i w wolnej chwili jeszcze tzw. fałdów przysiądę :) Hmm, jeszcze nie próbowałam opcji betowania, wszystko przede mną! 

Pozdrawiam Piątkowo-Niedzielną Dyżurną w Poniedziałek!

Asylum, bardzo dziękuję i jakże się cieszę, że cię tu zwabiłam… :>  Przyjmuję pokornie Twoje zdanie, podziela je też Oluta – że zabrakło wam w historii tego czegoś, co sprawia, że przejmujemy się bohaterem.  Kurczę, miałam nadzieję, że chociaż cień napięcia był, a tu klops. Cóż, muszę to wziąć pod uwagę w przyszłych opowiadaniach! Jeżeli chodzi o miszmasz czasowo-kulturowy (kawa itp.) to generalnie podchodzę do tego luźno, tym bardziej, że to opowiadanie humorystyczne. Zdaje mi się, że Pratchett, którego humor zawsze uwielbiałam, też szalał z tego typu detalami. Taaak, wycinanie wersów, wycinanie słów… Ach, redakcja, redakcja, moja pięta achillesowa… Jeszcze raz bardzo wam dziękuję Asylum i Oluto, że zwracacie mi uwagę na to, że brak tu porządniejszego kopnięcia. 

– Niech bogowie mają jego duszę w opiece.

Jeśli stał przed rzężącym może lepiej, aby „twoją”.”

W powyższym zdaniu chciałam zaznaczyć brak empatii Szaławiły, który zwraca się bezpośrednio do Mihava nad ciałem dogorywającej ofiary. Pewnie, że lepiej by było, jakby powiedział “twoją duszę”, ale Szaławiła już pana leżącego odfajkował. 

A. I tytuł to ja już raz zmieniałam… Usiłuję wymyślić coś bardziej chwytliwego niż Łowca i pandemia potworów (mój tytuł nr1), a ty mi piszesz, że druga wersja brzmi jak wersja dla niedzielnego wędkarza. Ratunku! 

PS. Dziękuję za przyjęcie do Drużyny Absurdu! ;) 

Oluta, Finkla, bardzo dziękuję za komentarze, przysiądę jeszcze do sztyletów z nogami;)  dziękuję Finklo za klika.  Hmm, pewnie masz rację, Oluto. Jakoś te teksty mi płyną z ilością znaków. Znowu naładowałam akcji, natomiast rzeczywiście Mihav jest raczej zarysowany, czy też przerysowany. Niemniej to opowiadanie jest raczej absurdocentryczne, niż bohaterocentryczne – tak się będę bronić;) jestem kiepska z redakcji, trudno mi się odnieść po napisaniu tekstu, co powinnam skrócić… 

Słowa doświadczony autor to nie o mnie, natomiast czytam bardzo dużo, chociaż krytykiem nie jestem:) Ale tak, Ślimaku, trafiłeś w sedno. Moim zdaniem Twoja historia wymaga spójności stylistycznej:) po prostu mi ten dysonans zgrzyta. Przynajmniej w przypadku tej etiudy. Trzymaj się!

Jestem na pewno na tak, jeśli chodzi o góralski, nieoczywisty klimat! Jednak dla mnie stylistycznie momentami niespójnie, jakby narrator nie mógł do końca się zdecydować, czy to czasy zbójnickie, czy współczesne. Piję do katastrofy budowlanej, sztywności z odkorowania, runięciu z balkonu ze skutkiem śmiertelnym. Słownictwo, które widziałabym w zgoła innej etiudzie;) Mi by się podobało właśnie więcej stylizacji językowej. Tym bardziej, że fajnie się bawisz słowami. I może więcej regionalizmów? Oczywiście, to moje subiektywne zdanie Ślimaku. A jeśli chodzi o fantastykę, to przyjemnie czasem poczytać tutaj coś tylko z lekką nutą F, tak dla odmiany:) ja bym się nie przejmowała brzytwami. 

Bardzo dziękuję, Ślimaku, za komentarz. Wieczorem przysiądę do edycji błędów – bardzo, bardzo dziękuję za konkretne spostrzeżenia i uwagi! Ha, ha, masz rację, oczywiście, z kopią i ze złotem.  Muszę podszepnąć Mihavovi, żeby zainwestował w udziały jakiegoś znamienitego zamtuza. Co do wiedźmina – tekst pisałam mojemu mężowi na prezent wielkanocny, a on wielkim fanem wiedźmina jest… pierwotnie łowca był po prostu wiedźminem; przy poprawkach na to forum NF  umknęło to mojej uwadze! Zaraz wyedytuję. Jeśli chodzi o temat, a raczej jego świeżość, zgadzam się absolutnie z Tobą, niemniej ten tekst powstał z mojej wielkiej irytacji, frustracji i poczucia znalezienia się w skeczu Monthy Python. Czasem albo człowiek walnie głową o ścianę, albo coś napisze.  Wybrałam to drugie. Oczywiście nie aspiruję tu do wielkości i geniuszu! Oraz złotych gaci wieszcza narodu. Nie miałam też zamiaru, jak to się mówi, wybijać się na modnym temacie. Po prostu musiałam przelać swoją złość. Ponarzekać na świat. I ludzi. I jaśnie nam panujących. Wątki medyczne – przyznaję bez bicia – snuję, ze względu na złotà zasadę „pisz o tym, co znasz”. Pozdrawiam, Ślimaku! I cieszę się, że poprzednie opowiadanie też Ci podeszło. 

Mi się bardzo podoba. Historia wciągająca, z lekkim dreszczykiem. 

Początek jak z Cormaca McCarthy’ego, całość wciąga. Tylko po co te elfy? Dla mnie nie musiałoby być typowej fantastyki w twoim opowiadaniu, subiektywnie – tak by mi się bardziej podobało. Ciekawy zabieg, że napisałeś z punktu widzenia dziecka:)

:):):) Hmm, no cóż, tak to sobie w głowie ułożyłam jak pisałam zakończenie, ale umówmy się, nie znaczy to, że dało się to odczytać z moich wypocin!  Pewnie powinnam była rozwinąć bardziej zakończenie … jak wiele innych wątków w tej historii!  Ale bardzo się cieszę, że przebrnęłaś przez to grubaśne opowiadanie!

Oluto, bardzo dziękuję za poświęcony czas! Słowem, przydałoby się trochę zwolnić akcję;) No, ja mam z morałami taki  problem, że… nie lubię morałów:) Ale rzeczywiście, może bez odczarowania zakończenie miałoby mocniejszy wydźwięk. Kiedy ja tak chciałam się zemścić na Andrzejku szarlatanie! Generalnie chciałam zaznaczyc w zakończeniu,  że to, co jedna osoba powie – rzuci słowa/ czar na wiatr– może mieć dla kogoś duże znaczenie , większe niż osoba rzucająca czar (słowa) miała na celu. I ta osoba, ten Andrzejek, chodzi sobie zadowolony, niby nigdy nic, a Toli życie się sypnęło. O. Tak to bardziej widziałam. Dlatego tez chciałam, żeby nastąpiła jeszcze ich konfrontacja :) chociaż, oczywiście, Tola tez miała swoje za uszami:) pozdrawiam! 

Hahaha! Adelajda The Black:)  Ale ja z tych czarnych nieharlemowych, BasementKey, czy mogę poprosić o rockową balladę powitalną w takim razie?:>  welcome home (imaginarium);)

KamMod, dzięki! Drakaina, twoje opowiadanie niezależnie od wymowy Lajonela było genialne…sorry!;)

Moi ukochani Aborygeni!  A tak na serio, to piękne opisy, uwielbiam takie, nie mówiąc o tzw.drobnych smaczkach pt. zjadanie mrówek miodowych itd. Z ciekawości – jesteś fanką ich mitologii i historii czy tak ostro przysiadłaś  przed pisaniem opowiadania? Powiem szczerze, że chętnie był jeszcze takie klimaty aborygeńskie poczytała, nawet i bez Hery ( chociaż świetna historia), bo świetnie Ci to wyszło! Ps// jestem fanką Bruca Chatwina. Pieśni stworzenia – cudowna sprawa. No, to wracając do opowiadania, jestem pod wrażeniem – bardzo oryginalne. I styl. Ładnie operujesz słowem. Ach! I te kości oposa (nie mówiąc o Śnieniu) mnie zauroczyły. Takie detale tworzą klimat. 

Cześć Koi, ponownie! Dziękuję i bardzo doceniam Twoje ciepłe przyjęcie ( strudzonego wędrowca z plikiem pergaminów pod pachą);)  dziś dopiero  zaczęłam penetrować zakamarki forum,  No i zdałam sobie sprawę, że się nie przedstawiłam. 

O, w to wierzę, RogerRedEye!:) słucham sobie co prawda antologii, nie powieści, jak jadę do pracy, ale jestem pod wrażeniem. A naprawdę wszystkie zgrzyty w audio wychodzą. Tak, Piotrze, ten zapis bardzo sympatyczny, mają litość dla gryzipiórków;)  Co prawda czy odpowiedzą – hmm, to się okaże. 

Jasne, dzięki! Po prostu mają taką informację na pasku. A niektóre wydawnictwa odpowiadają na maile, więc miałam resztki nadziei;) Pozdrawiam!

Tzn. mają napisane, że można pytać… co sugerowałoby, że odpowiadają. Ale być może, hahaha, nie mają nic przeciwko zapychaniu skrzynki spamem. 

 

Zamiast pisać kilka wiadomości pod sobą proponuję używać opcji Edytuj – Arnubis

A ja pytanie trochę z innej beczki. Czy ktoś z Was wysyłał tekst do Genius Creations? Na stronie jest taki ładny napis, że można dopytywać o losy tekstu po upływie sensownego czasu. Czy wydawnictwo odpowiedziało Wam na takie pytanie?;)  tak, wiem, nie ma nic gorszego niż niecierpliwość, no ale… Ale. Najgorsza wiadomość lepsza jest od niepewności.

Cześć! Konto założyłam tysiące lat temu, ale dopiero teraz (bo kuszą mnie Wasze konkursy, super trening do pisania) coś opublikowałam.  Czytam dużo, różnogatunkowo, piszę głównie fantasy i miękkie sf. Jak każdemu tutaj, marzy mi się wydanie książki (hah). Liczę na konstruktywną krytykę oraz szczerość. Może bez linczu i mordobicia, ale mały łomot jak najbardziej ok. Pozdrawiam :)

Bardzo ciekawie rozegrana fabuła, stylistycznie też bardzo mi się podoba. Tylko ten motyw z Matką Aniołów… oglądałam Lucyfera i tam było bardzo podobne rozwiązanie fabularne. Co prawda nie była to pani Lucyfer, ale wspólna mamusia Lucyfera i innych archaniołów. Ale od razu mi się przypomniało , chociaż podejrzewam, że Ty nawet Lucyfera nie widziałeś. Za to scena jak Jah stworzył sobie Ewę z wielkim cycem – miodzio;)

Chodziło mi nie o wariację na jeden temat, tylko strukturę fabuły;) tzw. “podróż bohatera”. Ale jasne, jasne, wszystko zrozumiałe:) Jest wyzwanie!

O! Będzie się działo!:)  Moja koleżanka dziennikarka mówiła mi kiedyś,  że KAŻDY najbardziej nawet odjechany tekst, scenariusz filmowy, itd. jest wariacją na temat słynnej Podróży Bohatera. Nawet jeśli nam się wydaje, że to totalny kosmos i abstrakcja. Myślę, że to bardzo wartościowe ćwiczenie ten konkurs. Oj, bardzo. A nagrody świecące?:D szkielety dinozaurów fosforyzujące w ciemności?

O, ale fajna bajka-niabajka!  Bardzo mi się podobała, a zwierzęta u Ciebie są bardzo charakterne i takie… osobowe. Każdy zna z autopsji jakąś panią Bobrową, która zawsze wie lepiej;)  Zakończenie również fajne, Jerzy Pogromca Smoka (z przypadku)  – zacne rozwiązanie:) 

Cudowne słowiańszczenie! Rozumiem z komentarzy, że to kolejne opowiadanie z tego świata? Bardzo mi się podoba warstwa językowa! Na minus nielinearność – trochę trudno było się momentami połapać. Tym bardziej mnie to zdenerwowało, że i historia ciekawa, i świat cudny, i bohaterowie nietuzinkowi! Matrona Macierzy – hah!:) lubię takie historie!

Klimatyczne:) i bardzo ciekawe zakończenie! Wolę tę wersję od Andersena… Czyli chyba idealna zamiana!

Krar, Cytryno – bardzo Wam dziękuję! Cieszę się, że dobrze się Wam czytało! Myślę, że rzeczywiście przy dłuższej historii wszystko by spokojniej się rozwijało, wykręcę się limitem słów:)  ha, powieść… może kiedyś! Cytryno – a jaką rasę psa byś tu widziała? Może wodołaz?  Zależało mi na czymś włochatym… i niepudlowym. A goldenki – może nie do końca są bestiami – ale swój charakter mają! 

Koimeoda:):):)  zaklepię dla Ciebie króliczka! Dziękuję za polecenie! Ale mi się  gęba dzięki  Wam śmieje! 

FinklaIrka_Luz – dziękuję za kliki, ale przede wszystkim za lekturę! Może rzeczywiście się skuszę na jakiś prequel czy… interquel:) ale raczej w przyszłości,  poza konkursem. Takiego odzewu to przyznam, że się nawet nie spodziewałam – nie dość, że się komuś spodobało, to jeszcze, o zgrozo, wołają więcej Mopującej Mariolki! Bardzo, bardzo mi miło! (Mariolce również.)

Oidrin – ahh. Dziękuję!!!

Nie, nie! Chodziło mi o przeskok między rozdziałem kończącym się słowami „tatuś dyrektor” a kolejnym z Morganą – wyjaśnienie, co się działo pomiędzy, wstawiasz dopiero potem w formie retrospekcji, mi by się bardziej podobało po kolei, zgodnie z chronologią zdarzeń:) 

I znowu bardzo fajny retelling:) też mi się od razu skojarzyło z Altered Carbon co prawda, ale dla mnie jak najbardziej na plus. Bardzo mi się podoba Twój warsztat. Dla mnie duży przeskok między teraźniejszością a przyszłością, chyba zamiar retrospekcji wolałabym zdarzenia opisane pod koniec jednak umieścić w teraźniejszości. Ale to tylko taka moja wizja!

Fajnie przekształcony pierwowzór, mi osobiście fabuła się bardzo podobała, raczej to kwestie techniczne mniej,  ale tak czy inaczej było i ciekawie, i bajkowo:)  

Ja się z Tobą zgadzam NaNa– naiwność to bardzo piękna cecha baśni i bajek. Tworzy klimat. 

Coś w tym jest. U mnie też Piękna i Bestia ale zupełnie inaczej, hah… Myślę, że jakby tematem konkursu była tylko jedna bajka, okazałoby się, że każdy i tak inaczej by przeprowadził retelling!

Cześć Olciatka! Słowem – za dużo i za szybko! Aj, napakowałam, napakowałam tego dobra:) No, końcówki będę bronić, bo uważam, że akceptacja akceptacją, ale pragnienie powrotu do swojego dawnego ja… Tak przez analogię – piękna sportsmenka po ciąży nauczy się akceptować swoje ciało… ale czy  nie skusiłaby się, w przypływie emocji, na powrót do dawnego? Nawet jeśli to ciało to historia jej życia? Uważałam to za bardziej prawdziwe, po prostu.  Pozdrawiam i dziękuję za lekturę i komentarz:)

Nowa Fantastyka