Profil użytkownika

Moje publikacje:

“Płaszcz z foczej skóry” Silmaris 02/2018 – http://silmaris.pl/silmaris-22018/

“Skazany na półwieczność” Biały Kruk 06/2018 – http://magazyn.bialykruk.org/?fbclid=IwAR3ihUfXJMP6i8Wn7rdEpUmfJLnCuymNptavFjLuTot6UT_Yo1S3pCP38lE

 

Chwilowo nie mogę sobie pozwolić na betowanie tekstów, z wyjątkiem osób, które regularnie mnie wspomagały i wspomagają (większość znajomych). Dlatego wszystkich innych użytkowników proszę o nie wysyłanie mi zaproszeń. Zbyt duży natłok zajęć i spraw. 


komentarze: 752, w dziale opowiadań: 632, opowiadania: 342

Ostatnie sto komentarzy

Tyle książek do zamówienia i przeczytania! Gratuluję, Kam, także tutaj, bo jak wiesz, śledzę już Twój fanpage ;)  A będziecie dawać autografy znajomkom z forum? 

Wysłałam Ci zapro (Amelia Borowiak) i zalajkowałam. Czekam z niecierpliwością na premierę, a okładka prezentuje się bardzo zacnie :)

Gratuluję wszystkim, ale Osze (której książki nie mogę się doczekać) najbardziej! 

Pisałaś o stronie autorskiej i chętnie Cię postalkuję na fejsie, więc jeśli możesz to napisz, pod jakim nazwiskiem mogę znaleźć Twój profil autorski, bo znam chyba tylko Twój nick XD

Przepraszam was, że dopiero teraz odnoszę się do waszych komentarzy – byłam za granicą i nie bardzo miałam dostęp do internetu. 

W pierwszej kolejności, chciałam wam podziękować za to, że chciało wam się tak obszernie opisać, co wam się w tekście podobało, a co nie. Nie wszystkie uwagi są konstruktywne, ale wiele z nich pomoże mi w przyszłości pisać lepsze teksty. 

Dziękuję Regulatorom za nominowanie mojego tekstu i wszystkim oceniającym, którzy byli na Tak – nie spodziewałam się nominacji i mimo iż ostatecznie piórko poszło do Szyszkowego Dziadka (zasłużenie zresztą, bo jego tekst naprawdę był świetny) to sama nominacja bardzo dużo dla mnie znaczy. 

Pozwolę sobie odnieść się do kilku uwag, które w jakiś szczególny sposób mnie dotknęły i zacznę od posta Mr. Brightside:

Nie do końca zgadzam się z tym, co napisałeś o Michale. To znaczy – tak, on jest stereotypowy i taki właśnie miał być. Chciałam pokazać, że praca Czarnego w pomiędzy jest powtarzalna i nużąca, o czym on sam nawet mówi. Zgoda, to nie usprawiedliwia, że chłopiec nie jest wiarygodny, bo nadal powinien być, także przykro mi, że dla Ciebie sprawiał wrażenie papierowego, ale też nie wiem, czy dodałoby mu wiarygodności, gdybym poszła w stronę, którą proponujesz – napaleńca, który tylko czeka na okazję, by kogoś obmacać, gdy nikt nie patrzy. Z mojego punktu widzenia to byłby po prostu inny stereotyp i czy byłby lepszy czy nie, jest wyłącznie kwestią gustu. Co do lęku, to zgoda, mógł być inny, ale też nie zgadzam się, że koniecznie musiałby być spowodowany traumą, że taki lęk u nastolatka jest ZUPEŁNIE niewiarygodny. Sądzę, że dostatecznie zaznaczyłam w tekście, że jest to dziecko zakompleksione i borykające się z problemami powodowanymi traumą, więc… Cóż, znów uważam to za kwestię opinii. 

Najciekawsze jest tutaj przedstawienie egzotycznych wierzeń. Tutaj należą się brawa. Pytanie tylko, na ile Tobie; ile jest tutaj wartości dodanej, a na ile skorzystałaś z uprzejmości znajomego.

A tych słów zupełnie nie rozumiem. Czy sugerujesz, że mój znajomy ze Stanów napisał za mnie ten tekst? Albo jego fragmenty? Od kiedy korzystanie z mitologii jest jakąś autorską zbrodnią i czym różni się to, że ktoś mi o tych bóstwach opowiedział od przeczytania o nich w książce czy w internecie? A jeśli to także świadczy o braku inwencji, to obawiam się, że literatura jest przynajmniej w połowie godna wyrzucenia do śmieci. 

Coboldzie – dziękuję za bardzo merytoryczne uwagi. Z narracją rzeczywiście miałam trochę kłopot. Kwestia do doszlifowania w kolejnych tekstach. 

Jeśli chodzi o stereotyp złego pana i dobrego niewolnika – starałam się zaznaczyć, choć może nie wyszło to tak dobrze, że choć Monstre był bezwzględny dla swoich niewolników, to jednak był ukochanym mężem swojej żony (stąd jej rozpacz). Nie chciałam, żeby było do końca czarno-biało, ale najwyraźniej mi nie wyszło. Zresztą odnosiłam się już do tego, dlaczego Monstre miał być zły i Finkla też dobrze to ujęła. 

Po co miałby pozbywać się niezwykle drogiego niewolnika? Bo inni będą chcieli uciekać? Nie będą chcieli. Nie mieli dokąd uciekać. Nie znali świata innego, niż plantacja. Drut kolczasty i łańcuchy nie były potrzebne

Tak mogłoby się wydawać, a jednak rzeczywistość (o ile mi wiadomo z filmów i książek z tego okresu) wyglądała inaczej. Były łańcuchy, ludzie próbowali uciekać i byli nagminnie zabijani za nieposłuszeństwo. W mojej głowie bardziej jednak opłaca się stracić jednego drogiego niewolnika niż okazać słabość. Nie wydaje mi się, by było to nieautentyczne, ale też rozumiem zarzut. 

Jeszcze raz dziękuję za komentarze. Postaram się wyciągnąć wnioski i pisać lepsze teksty w przyszłości. 

O to właśnie mi chodziło, gdy mówiłam, że wolę żyć w błogiej nieświadomości ;) Na czym niestety ucierpiała moja praca twórcza T^T

 

Ale “kochanie” to słowo, którego używali w opowiadaniu niewolnicy. Nie wiem, dlaczego mieliby mówić bardziej formalnie, a słowo “kochanie” akurat jest bardzo polskie i w zasadzie nie znam żadnego odpowiednika angielskiego 1:1. Może “my love”. Może stąd zgrzyt? “Najdroższy” jest moim zdaniem okej.

Ale co w tym złego? Skoro miłość jest dobra, to dlaczego fantazje mają być złe? Jest to jednak jakiś skryty wyraz aprecjacji.

Myślę, że to bardzo zależy od tego, jakie to są fantazje i sądzę też, że zwłaszcza w wieku nastoletnim, rzadko mają coś wspólnego z miłością. 

Piszesz jednak w polskim języku, gdzie na tym tle akurat nie mamy zaszłości historycznych. 

Prawda, ale mam pewne doświadczenia, które sprawiają, że nie lubię używać takich określeń, no i w tym opowiadaniu akurat zupełnie nie uważałam, że jest to konieczne. “Murzyn” jako polskie słowo brzmiałby tutaj (moim zdaniem) jeszcze bardziej zgrzytliwie niż “kochanie”. 

Chrościsko, dziękuję za wizytę i rozbudowany, merytoryczny komentarz. 

Jeśli chodzi o pierwsze zastrzeżenie, to nie wiem, czy zawsze tak musi być, ja miałam taki pomysł i postanowiłam tak to napisać. 

Jeśli chodzi o nastolatka, to cóż, nie wiem, jak to jest być nastoletnim chłopcem i z tego powodu mogę przyznać Ci rację, że nie pomyślałam o tym i pewnie wyszłoby to z korzyścią dla opowiadania, gdyby zamiast seksownej wojowniczki zobaczył koleżankę. Inna sprawa, że lżej żyje mi się ze świadomością, że rówieśnicy w klasach jednak wolą fantazjować o bohaterkach z gier wideo niż o swoich koleżankach, skoro miałam okazję być koleżanką, ale to już osobna kwestia. 

W przypadku tortur erotycznych, będę ich bronić, bo jestem zdania, że to kwestia indywidualna, zależna od posiadanych doświadczeń i osobowości. 

Nie używam słowa Murzyn, ponieważ Sambene jest Afrykańczykiem i nie rozumiem dlaczego miałabym go określać inaczej. O tym, czy słowo “Murzyn” ma zabarwienie pejoratywne nie wiem, ale gdybym miała je tłumaczyć na angielski, to jedyny odpowiednik, jaki przychodzi mi do głowy to “Negro” i jest to słowo postrzegane raczej nieprzychylnie. W ogóle wszelkie określenia bazujące na kolorze skóry są w Stanach niemile postrzegane przez społeczność Afroamerykańską, więc… Cóż. Możliwe, że stąd wzięła się moja niechęć do tego określenia, za którym nie przepadam i które i tak mi tutaj nie pasowało. 

Co do stereotypu złego białego Pana. Na pewno zdarzały się wypadki, gdzie biały pan nie był aż taki zły, aczkolwiek akurat w tym przypadku po prostu tak nie było. Poza tym, moim zdaniem opisywanie jakiegokolwiek innego układu byłoby kontrowersyjne, a celem opowiadania nie było skłonić czytelnika do zastanowienia się nad tym, czy niewolnictwo można jakoś moralnie obronić. Jestem zdania, że jeżeli coś jest wiarygodne, to nawet fakt, że to stereotyp nie powinno tego dyskwalifikować, jako czegoś o czym się mówi i pisze. Stereotypem jest Polak, który pije. Czy w związku z tym, nie powinny już powstać żadne książki i opowiadania, w których bohaterowie są Polakami i piją? Nie wydaje mi się. Stereotypy mimo wszystko w jakiś sposób odzwierciedlają rzeczywistość i skądś się biorą. 

Zwroty wydają mi się jak najbardziej okej. Wprawdzie jeśli chodzi o literaturę, to kojarzy mi się tylko “Przeminęło z wiatrem”, gdzie pojawiają się określenia “my dear” i “my darling”. 

Termin “biegun polarny” zawsze kojarzył mi się, jako po prostu coś najbardziej skrajnego, ale nie sprawdziłam tego i spojrzawszy w sieć widzę teraz, że faktycznie nie ma takiego określenia, więc rzeczywiście jest to błąd, który muszę poprawić. 

Podsumowując, zgadzam się z częścią Twoich zastrzeżeń. Raz jeszcze dziękuję za wizytę i komentarz. 

Nir, bardzo się cieszę, że opowiadanie Ci się spodobało i dziękuję Ci za serdeczny komentarz. Zawsze miło przeczytać takie słowa. :)

Ja też jestem raczej przeciwna tym zmianom, nie licząc tej proponowanej przez Beryla. Poza tym, liczba komentarzy dotyczy chyba tylko komentarzy innych dyżurnych, bo tylko te widać w grafiku? Może być przecież tak, że tekst jest nieskomentowany przez dyżurnych, ale przez innych użytkowników forum. 

Reg, jak zwykle dziękuję za łapankę. Poprawki naniosę jutro, lub w niedzielę. Ogromnie się cieszę, że opowiadanie przypadło Ci do gustu! 

Wow! Katio, bardzo dziękuję za nominację! To dla mnie naprawdę dużo znaczy! Tym bardziej, że to właśnie Twoje opowiadania zainspirowały mnie do napisania tego tutaj. Nie wiem, czy pamiętasz, ale bardzo dawno temu wrzuciłaś tutaj takie opowiadanie o kobiecie uwięzionej w swego rodzaju piekle… Był tam też jakiś goblin… Nie wiem dokładnie i niestety nie pamiętam tytułu, ale właśnie po lekturze tego opowiadania, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo tak bardzo różniło się od większości rzeczy, które zwykle czytam, postanowiłam napisać ten tekst. W procesie twórczym uległ licznym przemianom, ale nie zmienia to faktu, że powstał między innymi dzięki Tobie i Twojej naprawdę niezwykłej twórczości. :)

Opowiadanie napisane jest sprawnie. Akcja jest interesująca i opisana ładnym językiem. Nie wiem, czy jest zabawne (zdarzały się śmieszne momenty) czy bardziej urocze. Dla mnie oczywiste było, że mamuśka zabiła wiedźmę, bo ośmieliła się przystawiać do jej synka, więc nie złapałam się w tajemnicę. Możliwe też, że fragment, w którym opisujesz, jak Sonson zastanawia się nad jej motywami jest… Nie do końca zręczny. Zagmatwanie Ci wyszedł po prostu. Ogólnie jednak historia wydawała mi się słodka, mimo elementów gore, które kontrastowały z resztą tekstu tworząc efekt nieco groteskowy. Obiecujący debiut. Powodzenia w konkursie. 

Bardzo dziękuję za komentarz i klika.

Co do religii, to owszem, inspirowałam się rzeczywistymi wierzeniami, o których miałam przyjemność dowiedzieć się więcej dzięki znajomemu. Zgadzam się z Twoimi przemyśleniami odnośnie religii. Bardzo ciekawie wygląda sprawa w przypadku właśnie wierzeń ludów skolonizowanych, gdyż narzucone im chrześcijaństwo zostało w pewien sposób zaadaptowane i kult bóstw przeistoczył się w kult odpowiednich świętych. Stąd, gdy odwiedził mnie rzeczony znajomy i odwiedziliśmy Kościół Farny w Poznaniu z zaskoczeniem skomentował obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i poinformował mnie, że w jego wierze, jest to portret jakiejś bogini, której imienia teraz niestety nie pamiętam. Innym ciekawym objawem synkretyzmu religijnego jest choćby praktyka Santorii, gdzie modlitwy do świętych przybierają formę  magicznych obrzędów i mogą mieć na celu zarówno pobłogosławienie kogoś, jak i przeklęcie go. 

Poprawki rzeczywiście trafne, więc w wolnej chwili na pewno naniosę je na tekst. Jeszcze raz dziękuję za wizytę i miłe słowa. :)

Szczerze mówiąc, trudno z tego fragmentu wiele wywnioskować. Jest to sam początek i tylko trochę zarysowałaś tło opowiadania, którego dalszej części (na razie) nie dane nam poznać. Opowiadaniu przyda się łapanka, bo jest w nim troszkę błędów składniowych i powtórzeń, ale to zadanie pozostawiam bardziej wprawnym w tej dziedzinie użytkownikom.

Ze swojej strony mogę powiedzieć, że podobało mi się przejście z nieco komicznego początku (pasek jako wąż) do bardziej dramatycznych nut, gdy czytelnik odkrywa, skąd u Lokiego takie majaki. Podobał mi się sposób, w jaki opisałaś uniesione ręce Sigyn. Nie wiem dlaczego, ale ten obrazek jej dłoni wyjątkowo przemówił do mojej wyobraźni i zapadł mi w pamięć. Jeśli chodzi o resztę opowiadania to na razie bez większego wrażenia, musiałabym dowiedzieć się co będzie dalej, żeby móc ocenić, czy mi się podoba. Nie mam pojęcia, co zwiastuje martwy gołąb, toteż nie wiem, czego się dalej spodziewać. 

Hm, gdyby nie komentarz Sonaty pewnie nie domyśliłabym się, o co w tym tekście chodzi, ale teraz widzę, że rzeczywiście tematem opowiadania mogła być depresja. Tyle tylko, że szort jest napisany w bardzo, bardzo toporny sposób. Z drugiej strony interpretacje Baskerville też przekonują. Jakby nie było, pozostaje życzyć autorowi powodzenia w dalszych literackich zmaganiach. Niestety “Choroba” mnie nie przekonała i nie bardzo wiem, co więcej mogłabym powiedzieć prócz: pracuj dalej. 

Dziękuję za rekomendację! W wolnej chwili na pewno zerknę na Twoje opowiadania, w szczególności na “Gwiazdę Zaranną”, bo bardzo zaciekawiły mnie Twoje przemyślenia i podejrzewam, że lektura i tego tekstu sprawi mi przyjemność. :)

Bardzo poruszające i osobiste opowiadanie. Czytało się płynnie, bo narracja poprowadzona sprawnie, z głową, obrazowo. Dużo ciekawych przemyśleń zawarłeś w tym tekście i na pewno jest on wzruszający. Mnie się podobało. 

Zabawna wariacja na temat zamieszczonego wcześniej tekstu. Podobała mi się, zwłaszcza, że zmotywowała mnie do przeczytania także i tamtego opowiadania. Udany dowcip i sprawnie napisany! 

Ja nie wiem, czy przeczytałam “zemsta wiadra” sama z siebie, czy dlatego, że poniedziałkowy tekst taki ma właśnie tytuł… Jakby nie było, opowiadanie może nie wywołało u mnie gromkiego śmiechu, ale na pewno czytało się je przyjemnie. Fajny pomysł i dobrze wykonany. Życzę powodzenia w konkursie!

Mnie opowiadanie raczej urzekło niż rozbawiło. Cała atmosfera opowieści była sielankowa bardziej niż komediowa, pomijając może gadające składniki wywaru. Myślę, że do tego wrażenia dokłada się choćby opis stroju dziewczynki. Na plus oczywiście konflikt sąsiedzki, który mimo fantastycznego tła wydaje się bardziej niż rzeczywisty. Powodzenia w konkursie. 

Mnie się podobało. Niekiedy rzeczywiście powtórzenia były zbyt nachalne, ale pasowały mi do stylistyki opowiadania. Też nie wiedziałam, kim jest wargin, ale zrozumiałam, że kot był jakiś demoniczny, bo przecież w opowiadaniu było to wyraźnie zarysowane.  Zgadzam się, że poszatkowane zdania można by niekiedy po prostu złączyć w jedno, bo wtedy płynniej się czyta, ale ogólnie odbieram opowieść pozytywnie. 

Bardzo podobało mi się to opowiadanie, Szyszkowy Dziadku. Nie jestem żadnym specem od matematyki, a śmiało można powiedzieć, że to moja achillesowa pięta, ale Twój tekst podawał ją w sposób na tyle przystępny, że postanowiłam po prostu dać się nieść wyobraźni, choć pewnie nie zawsze wszystko rozumiałam. Podsumowując, fajną przygodę przeżyłam w Twoim absurdalnie logicznym świecie i dziękuję Ci za nią! :)

No dobrze, nawet biorąc poprawkę na fakt, że jest to bajka dla dzieci, pojawiło się tu trochę błędów, które warto wypunktować:

1) interpunkcja: leży, płacze… No, po prostu jest źle. Przecinki i kropki skaczą sobie po całym tekście, jak im się podoba, na dodatek w niestosownym towarzystwie spacji! 

2) składnia: czasami gubią się niezbędne części zdania, na przykład tutaj: “I z całych sił dmuchnęła w niego gniewnym, ciepłym , jaki jej został jeszcze w płuckach.” Czym dmuchnęła? Pojawiają się też bardzo nieuporządkowane gramatycznie wtrącenia. 

3) Logika: Najpierw, by przepędzić chmurę wystarczył balonik i lekki podmuch powietrza, a potem trzeba ją było z dużym wysiłkiem ciągnąć. Nawet jeśli to bajka, to jest to niezbyt logiczne… Dziewczynka zna imię Eryka, chociaż się jej nie przedstawił. Dziewczynka wydaje się kompletnie nieprzejęta faktem, że z jej powodu zginęli ludzie, a Eryk zgadza się stopić połowę królestwa, żeby ona mogła tam mieszkać… Czemu po prostu nie zaproponował, że odstawią ją do domu? To chyba miałoby trochę więcej sensu, chociaż nie byłoby to tak piękne i bajkowe zakończenie… 

Poza tym, przyjemna bajka. Dzieciakom na pewno się podobała :D

 

Ja przeczytałam tekst do końca, ale niewiele z niego zrozumiałam. Pierwszy problem stanowił chaotyczny zapis dialogów – czasami nie wiedziałam, kto mówi.

Problemy prezentowane w tekście też do mnie nie przemawiają… Nie rozumiem, czy ci obcy, którzy przylecieli to byli ludzie, ale z innej planety? Z przyszłości? Nie byli ludźmi?

Gramatyka niektórych zdań utrudnia zrozumienie. Na przykład tutaj: “Stosowanie kryształów analizy mocy, które dawały możliwość określenia napędu statku kosmicznego, założonego przy lądowaniu wykrywały pochodzenie obcych wprost z Konstelacji Psa.” – gdzie w tym zdaniu jest orzeczenie? Gdzie przecinki oddzielające wtrącenia i dopowiedzenia? Bo przecież to:”wykrywały pochodzenie obcych wprost z Konstelacji Psa” odnosi się do kryształów mocy, a nie jest oddzielone przecinkiem od “założonego przy lądowaniu” – co też nie wiem, czy odnosi się do statku czy napędu…

To tylko jeden przykład, jest ich w tekście więcej, przez co bardzo trudno się go czyta. 

Możliwe, że pomysł na opowiadanie jest ciekawy, ale w tej chwili trudno z tego tekstu wyłuskać, o czym on właściwie jest. Przykro mi :(

No, ostatnio jestem straszliwie zabiegana, więc nie miałam czasu tyle zaglądać, co kiedyś, ale teraz mam nadzieję bywać częściej :D

Trudno nie zgodzić się z poprzednimi komentującymi w kwestii wykonania. Sam pomysł wydał mi się ciekawy i opowiadanie nawet by mnie rozbawiło, gdybym nie potykała się o dziwaczne konstrukcje zdaniowe. Krótko mówiąc, jest potencjał, ale trzeba jeszcze trochę popracować. Można mieć specyficzny styl, ale nadal trzeba pamiętać o tym, że chcemy (jako autorzy) porozumieć się z czytelnikiem, więc tekst powinien być zrozumiały. Zaczęłabym od błędów w zapisie dialogów, bo przez nie trudno odgadnąć, kto właściwie mówi, ale to dopiero początek drogi…

Bardzo mi się podobało to opowiadanie. Podobały mi się nie tylko opisy, ale i fabuła. Myślę, że wiele osób może utożsamić się, wbrew pozorom, z problemami bohaterki. Z problemami związanymi z tożsamością i brakiem celu w życiu. Bardzo obrazowo przedstawiłaś kryzys egzystencjalny i szczerze przyznam, że trafiło to do mnie. Idę nominować do biblioteki! 

Opowiadanie niestety zupełnie do mnie nie przemówiło. Pomysł sam w sobie był nawet ciekawy, ale jakoś tak zupełnie nie pod moje gusta czytelnicze. Twój styl też nigdy do mnie nie trafia, choć wielu może się podobać, to ja wolę bardziej klasyczną i uporządkowaną narrację. Nie do końca rozumiem też zakończenie z jajami… ale nie wiem, czy chcę zrozumieć ;)

Pomysł na opowiadanie mi się podobał. Niestety, miało w dużej mierze infodumpowy charakter, a informacje o świecie szczurów, które starałeś się tutaj wprowadzić, przedstawione są dość chaotycznie. Nie było też zaskoczenia przy zakończeniu, bo w opowieści niewiele się działo, więc spodziewałam się, że chociaż w zakończeniu będzie musiało dojść do jakiegoś dramatycznego twista. Kilka ładnych zdań ginie niestety w nienajlepszej interpunkcji i błędach stylistycznych. Ćwicz dalej!

Nie będę wchodzić w polityczne debaty, bo moja wiedza o dwudziestoleciu jest niewystarczająca. Odniosę się zatem do samych technikaliów tekstu. Jak już wcześniej zauważył Piotr, dialogi są zapisane błędnie. Regulatorzy także wyłapała naprawdę sporo błędów. Byłoby dobrze, gdybyś zastosował się do jej uwag. Na razie niestety opowiadanie nie zachwyca ani wykonaniem, ani (moim zdaniem) fabułą. Powodzenia w dalszej pracy i nie zniechęcaj się!

I niestety zgłaszam urlop na maj. Wyjazd i przygotowania do obrony licencjackiej wraz z kończeniem pisania tejże… Nie chcę znowu nawalić, więc po prostu od razu mówię, że w tym miesiącu na forum będę bardzo rzadko. 

Niestety, liczyłam, że nadrobię zaległości w Majówkę, ale się przeprowadzałam i zajęło to więcej czasu, niźli zakładałam. Obiecuję poprawę. 

No cóż, dołączam do grona tych, którzy przeczytali, ale nie pojęli. Nie wiadomo, co takiego bohater zobaczył, a skoro autor sam nie wiedział, to nie będę też szukać w tekście wskazówek do tego. W tekście roi się od błędów. Gubi się podmiot w zdaniach złożonych. Sporo literówek, a bohater nie wzbudza sympatii, trudno odczuwać wobec niego cokolwiek. Nie spodobało mi się niestety. Powodzenia, autorze, w dalszych próbach. 

Przeczytałam wczoraj, ale nie miałam okazji napisać komentarza, więc wrzucam teraz. Ogólnie tekst mi się podobał, fajnie buduje nastrój, opisy przemawiają do wyobraźni. Jeśli chodzi o mnie, to dla mnie eksperyment narracyjny był trochę zbędny. Udało Ci się tę narrację prowadzić konsekwentnie, ale na mnie nie do końca to działało, nadal wyobrażałam sobie po prostu dwójkę dzieci i ta personalna narracja trochę mnie drażniła, ale nie jakoś mocno. W końcówce troszkę zagmatwałaś opisy, tak że nie do końca wiedziałam, co się właściwie dzieje i miałam problem, żeby to sobie jakoś zobrazować, ale mimo tego, zrozumiałam konkluzję opowiadania, więc nie był to jakiś duży problem. Jedna rzecz, o której myślałam dzisiaj jeszcze, to że nie do końca jest jasne, czy ta mama jest również duchem? Jeśli tak, dlaczego? Tego zabrakło. Jednak w większości opowiadań grozy dowiadujemy się czegoś o potworze, najlepsze z nich potrafią wzbudzić nawet sympatię do potwora (np. “Mama” Guillermo Del Torro). Ty byłaś blisko tego sukcesu, bo gdzieś przebija się wiadomość o tym, że Twój potwór jest w gruncie rzeczy postacią tragiczną, ale jednak zabrakło szczegółów w jego historii. Zabrakło mnie, może innym odpowiadają niedopowiedzenia. 

Pomijając tych kilka elementów, tekst bardzo mi się podobał, a wizje wirującego czerwonego szala pewnie zostaną ze mną na chwilę dłużej. :)

Pierożku, przeczytałam i dołączam do grona zadowolonych czytelników, którym spodobał się obraz, namalowany Twoimi słowami. Udane ćwiczenie. Narrację prowadzisz spokojnie, miarowo, odsłaniając powoli kolejne partie miejsca, wprowadzając nieco baśniowy, nieco niepokojący nastrój. 

Przeczytałam i ja. Asylum ma rację, że ten tekst raczej nie jest przeznaczony dla dorosłych, ale gdybym miała kilkuletnie dziecko, to chętnie bym mu przeczytała to opowiadanie, a gdyby była książka to też. Bardzo ładnie piszesz, opisy są plastyczne i wyraziste. Akcja toczy się swoim tempem od punktu do punktu i nie ma żadnych zwrotów ani niespodzianek. To był element na dłuższą metę dla mnie męczący, czekałam aż coś się wydarzy, a w gruncie rzeczy była to po prostu podróż po Islandii usłanej magicznymi istotami. Mimo tego czytało się dość przyjemnie, a że zaraz idę spać, to lektura w sam raz na dobranoc. Podziwiam ogrom wiedzy o Islandii. Ja sama sporo podróżowałam, ale o żadnym z odwiedzonych miejsc nie wiem tak dużo i sporo bym musiała doczytać, by móc mieć nadzieję na napisanie podobnego tekstu. Chylę czoła. 

Mojego zachwytu nie wzbudziłeś, ale też nie rozbolały mnie zęby. Ten świat wydaje się troszkę niedoopowiedziany, brakuje wyjaśnień wielu zjawisk, o czym wspomnieli już poprzedni komentujący, ale sam pomysł wydawał mi się ciekawy. Skoro tematem konkursu były smoki, to ciężko wymyślić coś innego niż opowiadanie o smokach, a zrobienie z tak oklepanego motywu czegoś interesującego nie jest proste. Tobie się jako tako udało. Zaskoczenia na końcu nie było, jakoś tak spodziewałam się, że ostatecznie zostanie zeżarty, ale wyszła Ci obsesja bohatera i jego ślepy zachwyt. Jedyne co mi nie grało to graficzny opis pożerania człowieka w kontraście z dość lekkim nastrojem we wcześniejszych partiach tekstu. 

Będę małomówna jak Mejk, ponieważ niestety czas mnie goni i muszę lecieć do pracy, ale podobało mi się. Fajny pomysł, fajni bohaterowie, śmieszne i trochę absurdalne, a jednak bardzo pomysłowe. 

Opowiadanie całkiem fajne, przyjemne, trochę jak oglądanie filmu akcji, po którym nie spodziewamy się żadnego Katharsis, ale trochę wyłączenia mózgu i relaksu. Podobnie czyta się to opowiadanie, w którym, jak sądzę, o nic głębszego nie chodzi. Jest tu ciekawy pomysł na cyber-rzeczywistość i bardzo duuuużo wartkiej akcji ze strzelaniem, dronami i kataną (lol, ta katana mimowolnie mnie troszkę bawiła), a do tego dość stereotypowy wątek patologicznej rodziny… Podobnie jak Finkla nie do końca kupiłam to, że zwykła wściekłość mogła rozwalać wszystko na swojej drodze w cyberprzestrzeni, koniec końców znam niejednego furiata i nie wiem, czy wściekłość Suki byłaby w naszym świecie czymś aż tak imponującym, w końcu wściekać się jest dość łatwo, coś o tym wiem ;) Ale może to jakaś metafora?

Tak czy inaczej, to co mi się tutaj trochę nie podoba, to pewien brak spójności, choć być może to tylko moje wrażenie. Z jednej strony mamy motyw włamywania się do baz danych przy pomocy furii, a z drugiej przenoszenie przemocy wirtualnej w rzeczywistość i mordowanie rzeczywistych ludzi tak, jakby to był element gry komputerowej. Połączenie tych dwóch elementów trochę mi zgrzytało.

Fajnie jednak udało Ci się spleść wątki rodziny i najazdu na serwer, o czym też wspominali inni komentujący.

Dobrze, że poprawiłeś błędy, bo teraz na pewno czyta się lepiej, nie miałam problemów z lekturą. Ogólnie rzecz biorąc, nie jest to literatura wysokich lotów, ale nie każda musi taką być ;)

Przeczytałam. Nie jestem pewna, czy czytałam już jakieś inne opowiadanie z tej serii, bo coś mi dzwoni, ale nie wiem, w którym kościele. Tak czy inaczej, podobnie jak kilku innych komentujących, poczułam się znużona wstępem. Zastanawiałam się, komu on to właściwie opowiada, że musi takie rzeczy techniczne tłumaczyć? Tu mi troszkę wiarygodność zgrzytała. Kiedy jednak przebrnęłam przez pierwszych kilka akapitów i doszłam do sedna akcji, lektura bardzo mnie wciągnęła i koniec końców jestem zadowolona z lektury. Ciekawy pomysł, bardzo dobrze poprowadzony, udało Ci się zbudować nastrój tajemnicy i wzbudzić ciekawość, a rozwiązanie, które zaproponowałeś nie było łatwe do przewidzenia i zaskakiwało oryginalnością. Podsumowując, bardzo fajny tekst, który przyjemnie się czyta, choć trzeba przebrnąć przez trudny początek, który ratuje głównie dobrze prowadzona narracja. 

Przeczytałam tekst wczoraj, ale potrzebowałam chwilę czasu, by go przetrawić i przemyśleć, żeby wiedzieć, co napisać w komentarzu i… nadal nie jestem pewna. Muszę przyznać, że gdy próbuję przypomnieć sobie wydarzenia, które przeczytałam zaledwie wczoraj w pamięci pozostają mi jedynie wyjątkowo barwne opisy i niezwykła struktura, którą opisałeś, a sama akcja kompletnie się zagubiła, nie potrafię powiedzieć, po co bohaterowie dążyli do głowy kolosa, czym lub kim właściwie była Pandora, ale przede wszystkim… Nie rozumiem celu ich wyprawy. By zwrócić Pandorze pudełko, w którym miast nieszczęść były wspomnienia? Nie mam nawet pewności, czy dobrze to zrozumiałam, bo możliwe, że zagubiłam się w metaforach.

Niemniej jednak świat który stworzyłeś, czy raczej konkretnie ta struktura Tytana zdecydowanie wryła mi się w pamięć i barwne opisy, których użyłeś, by powołać ją do życia także. Zgadzam się z None, że fabuła jest tutaj bardziej pretekstowa, a przynajmniej sprawia takie wrażenie, ale to niekoniecznie musi być wada, bo kreując ten świat stworzyłeś coś naprawdę wyjątkowego i w gruncie rzeczy ten tekst mi się podobał. Przedzierając się przez niego, kontemplowałam, czy nie nominować go do piórka, ale ponieważ niewiele przeczytałam opowiadań marcowych, nie wiem, czy byłoby to uczciwe. Niemniej na pewno zasłużył na wysłanie go do biblioteki. Ciekawie wykorzystałeś nawiązania do mitologii, choć pewnie wyłapałam wyłącznie te najbardziej oczywiste. Podsumowując, jest to tekst, który stoi przede wszystkim ciekawym światem i obrazami, a mniej fabułą i akcją, ale to mi nie przeszkadzało, bo wycieczka do wnętrza kolosa prowokowała przemyślenia i pobudzała wyobraźnię, a jeśli taka wyprawa skonstruowana jest dobrze (jak było w tym przypadku) można nadal cieszyć się lekturą. Dla mnie była ona przyjemna :)

No właśnie wydaje mi się, że nastrój Ci bardzo dobrze wyszedł, ale zbyt dużo tutaj tej senności. Trudno jest pisać opowiadania oniryczne, a jednocześnie opowiadające coś konkretnego tak, żeby czytelnik nie zgubił się w sennych wizjach. Jak dla mnie problemem tutaj chyba jest to, że niewiadomo czemu te wizje służą, dlaczego takie, a nie akurat inne, widać trochę, że miałeś jakiś pomysł na obraz i wplotłeś go w tekst, ale już niekoniecznie miałeś pomysł na to, dlaczego ten obraz tak wygląda. Polecam gorąco serię komiksów Sandman jako dobry przykład połączenia świetnej narracji i wciągającej opowieści z mrocznymi sennymi wizjami. 

Ja też nie do końca zrozumiałam, o co chodzi w tym opowiadaniu. Jasnym jest, że to opowieść o śmierci i jej konieczności. Styl niejako mi się podobał, ale jednocześnie historia przebiega tak chaotycznie i tak wiele wydarzeń to niewiadome, że trudno określić, co się właściwie wydarzyło i wydobyć z tego jakiś sens. Nie jestem fanką takiej literatury, wolę linearne historie, w których coś konkretnego się wydarza, a tutaj jest jakiś taki nie do końca udany i trochę fantastyczny Shulz. Tyle, że zamiast dziecięcej fantazji wchodzimy w jakiś dziwny świat nie-świat, a język choć ładny nie jest tak poetycki.

Skojarzenia z “Boską komedią” też się u mnie pojawiły, ale też trudno tutaj dostrzec jakiś ciąg wydarzeń, które składają się w sensowną całość jak u Dantego. Podróż, którą odbywa bohater opowiadania nie odbywa się w jasno określonych etapach, nie wiadomo dokąd dociera, kiedy i dlaczego ani jakim sposobem, ani czy w końcu umarł, czy nie umarł, ani właściwie dlaczego on, skoro inni żołnierze też widzieli śmierć zbierającą żniwa na polu bitwy?

Może to dla mnie za mądre, a może po prostu nie do końca udało Ci się wyrazić to, co chciałeś przekazać. W każdym razie, sens mi się zgubił, ale język jest ładny. 3/6

@barniusz – zależy, jak byś to rozwiązał ;) na pewno byłabym bardziej zaskoczona :P

Dołączam do grona zadowolonych czytelników. Poniekąd zgadzam się z Drakainą, że był tu potencjał na dłuższą formę, ale jeśli nie chce się pisać powieści, a krótkie opowiadanie, to też można. Ja mam zwykle taki problem, że jak wpadam na pomysł to on mi się nagle rozrasta i w gruncie rzeczy wielu tekstów nie kończę… Inną kwestią jest kompletny brak czasu, ale to pomińmy i wróćmy do Twojego opowiadania. 

Fajnie nawiązujesz do znanej baśni, przerabiając ją w bardzo (moim zdaniem) oryginalny sposób. Klimat opowiadania budujesz sprawnie i dobrze posługujesz się językiem. Nie wiem dlaczego zapadł mi w pamięć fragment, w którym opisujesz wygląd “powłoki” Tomasza. Może dlatego, że poradziłeś sobie z tym bardzo sprawnie, jako żywy stanął mi przed oczami, a sama często mam problem z tym, kiedy dobrze jest wpleść opis wyglądu postaci. Zakończenie nie zaskoczyło niestety i to trochę mnie zmartwiło, liczyłam jednak na jakiegoś… Twista? Niby twistem może być, że kopciuszek jednak nie został księżniczką, ale właśnie tego się spodziewałam…

Podsumowując jednak, tekst na bardzo dobry. 

Nie powiedziałam, że musiał znać dzieła Szekspira, tylko, że mógłby składnie mówić. Chodzi przede wszystkim o to, że ta postać jest płaska, nieumotywowana i przedstawiona jak karykatura wszystkiego tego, co znamy z innych przedstawień “dzikich” ludzi. Bo niby dlaczego on w ogóle im pomaga? 

Widzę, że jako pierwsza przyczepię się do tego, jak przedstawiony został Tehawanka. Nie lubię takiego ignoranckiego i protekcjonalnego traktowania ludzi, których kultury nie znamy. Niby dlatego, że jest “Indianinem” nie może składnie mówić? Mam znajomych, którzy są Rdzennymi Amerykanami i naprawdę mówią zupełnie normalnie. Zakładam, że nie dlatego, że na przestrzeni dwustu lat jakoś drastycznie podniosło im się IQ. “Kali być, Kali mówić” już było wykorzystane przez Sienkiewicza i tam było równie nieprzyjemne. Rdzenni Amerykanie nie są z zasady upośledzeni umysłowo. Nie mówię, że takie przedstawienie musi być kompletnie niewiarygodne, bo nie wiem, w jaki sposób posługiwali się angielskim Rdzenni Amerykanie z dziewiętnastego wieku, ale takie zakładanie, że pewnie nie umieli i że “różowe duchy” to coś, co zapewne powiedziałby taki Amerykanin to sprowadzanie całej nacji do żenującego stereotypu, z którego współczesna literatura naprawdę mogłaby już wyrosnąć. To nie jest jednak dziewiętnasty wiek, możemy się bardziej postarać. 

Sam pomysł na tekst jest dość ciekawy, ale też nie mam pewności, czy spełnia założenia konkursowe. W końcu miała być rozwinięta jakaś technologia, która już w danym okresie istniała, a nie wynalazek kosmitów. W sumie jednak nie wiadomo, co to jest (nadal). Zgadzam się, że również scena ucieczki nie wypada wiarygodnie, chociaż ostatnia kwestia profesora, trochę to rozwiązanie ratuje. Na koniec dodam, że mimo wszystko zakończenie wciąż niewiele rozwiązuje i pozostaje rozczarowujące, ale z lektury komentarzy wnioskuję, że tekst udało Ci się poprawić. Nie jest źle, ale mogło być lepiej. 

Ja dołączam do grona osób usatysfakcjonowanych lekturą. Czytało się szybko, przyjemnie, no i oczywiście usłyszałam uchem wspomnień odgłos gameboy’a, przy którym sama wiele dni i nocy przesiedziałam. Przyjemny tekścik, dam mu głos do biblioteki, bo moim zdaniem zasłużył. :)

„Okręt” już od bardzo dawna znajdował się w podróży. Była to jego pierwsza i ostatnia podróż. Został zbudowany tylko w celu odbycia tej jedynej podróży

Tylko się upewnię… Okręt był w podróży?

 

Ogólnie tekst mnie… Zmęczył, mimo przystępnej długości. Niewiele się w nim działo, mnóstwo technicznych opisów, które niewiele mi mówiły i zero jakiegokolwiek napięcia. Historia w gruncie rzeczy nijaka. To oczywiście moje osobiste zdanie, a nie jestem wielką fanką SF, więc można się nim nie przejmować za bardzo, bo możliwe, że są maniacy, którzy by z przyjemnością schrupali taki kawałek czysto technicznej gadaniny. Ja jednak wolę, kiedy w tekście więcej się dzieje, a tymczasem czuję się, jakbym sama dobiegła wreszcie końca dwudziestojednoletniej podróży… 

Rozwiązanie zapisu dialogów dość zabawne, ale zdecydowanie niepoprawne.

Cóż za intryga! Najpierw wersja okrojona, później całość… No nic, pozostaje mi przeczytać tekst właściwy, który uważasz za lepszy. Tej wersji nie dane mi poznać, ale po Tobie spodziewam się dobrych rzeczy, więc sądzę, że się nie rozczaruję ;)

Podobnie jak Finkli, zabrakło mi w tym tekście fantastyki. Ogólnie mi się podobał, był sprawnie napisany, ujmujący, nieprzerysowany… Może Twój świat jest fantastyczny, jednak w tym opowiadaniu tego nie ukazałaś i trochę mi tego brakło zważywszy na tematykę forum. Poza tym, ładny tekst. 

Język czytelny i poprawny, ale nie zrobił jakiegoś wielkiego wrażenia. Spełnia oczywiście założenia konkursu, ale zabrakło w nim jakiejś intrygi. Wszystko właściwie było wiadomo od początku. Szkoda że knowań prezesa nie ukryłeś na dłużej, bo wiadomo już było, w jakie bagienko pakuje się rodzina Adama. Zgadzam się, że nagła zmiana w prezesie wydaje się conajmniej mało wiarygodna, a przynajmniej za mało uzasadniona. Ogólnie najlepiej wypadały fragmenty, w których opisywałeś sytuację rodziny, reszcie przydałoby się psychologiczne rozbudowanie. Jednak całokształt nie jest zły, chociaż nie powiem, żeby był to tekst, który zostanie ze mną na dłużej. 

Mam mieszane odczucia odnośnie tego tekstu. Z jednej strony, historia mnie wciągnęła, z drugiej – wiedziałam dokładnie co będzie dalej. Wiadomo było, że główny bohater przeżyje, bo to on opowiadał historię, wiadomo było też, że nie przeżyje nikt inny. Horrory czy thrillery mają jednak coś takiego w sobie, że wzbudzają zainteresowanie pomimo tego. Innym problemem, który miałam to, że strach na wróble wydawał mi się straszliwie oklepanym motywem, ale jednocześnie bardzo podobał mi się motyw zmian na obrazie. Mogłam sobie niemal wyobrazić, jak zrealizowane by to było w filmie.

Błędy wychwyciła już Reg, więc daruję sobie wzmiankę o tym, że tekst mógł zostać lepiej wykonany technicznie. 

Ogólnie rzecz biorąc lektura przyjemna, ale niezapadająca w pamięć. Porada na przyszłość – staraj się tworzyć nieco bardziej wyrazistych, charakterystycznych bohaterów, do których czytelnik może się przywiązać. Niech mają jakieś wyróżniające ich od papierowych kukieł cechy. Wtedy osoba pochłaniająca Twój tekst jeszcze bardziej się w niego zaangażuje i być może chętniej do niego powróci. 

Napisałam długi komentarz, ale niestety go wykasowało :/ 

W dużym skrócie – opisy w większości mi się podobały, choć miejscami miałam wrażenie, że nienajlepszy dobór słów burzy skonstruowany wcześniej mistyczny/tajemniczy nastrój. 

Dodatkowo w opowiadaniu brakuje mi napięcia  – wszystko dzieje się jakimś takim ciągiem przypadkowych obrazów, które nie wynikają (przynajmniej dla mnie) jedne z drugich i służą tylko temu, by opisać obchody święta, stąd zakończenie nie tyle zaskakuje, co ma się wrażenie, że bierze się z nikąd. Brakuje szerszego kontekstu. Uważam też, że bloki akapitów są zbyt długie i tekstowi dobrze zrobiłoby rozbicie ich na jeszcze nieco mniejsze. 

Niemniej, jest okej. Tekst nie zostanie ze mną na dłużej, ale jest przyjemnym opisem wizji mrocznych obchodów nocy kupały. 

Pozostaje mi zgodzić się z autorami poprzednich komentarzy. Mdławy początek mnie nie zainteresował i ciągnął się zbyt długo. Masz literacką smykałkę, ale też moim zdaniem kilka razy niepotrzebnie powielałaś informację (to, co dokładnie pamiętam, to że dwa razy wymieniałaś imiona kuzynów i dwa razy podkreślałaś, że Anastazja została sama po tym jak zobaczyła okruchy). Jako czytelnik myślałam sobie “tak, wiem, pisałaś już”. Pomysł jest rzeczywiście ciekawy, choć przyczepię się do tego, że to czy dwa płatki śniegu są faktycznie identyczne można stwierdzić jedynie oglądając je przez mikroskop. Powiedzmy, że to jeden z elementów fantastycznych. 

Krótko mówiąc, to opowiadanie mnie nie zachwyciło, ale widać, że masz potencjał, więc trzymam kciuki za kolejne odsłony Twojej twórczości. 

Nie czytałam wszystkich komentarzy, bo się ich nazbierało, a mnie czas goni, ale najbliżej moich odczuć, choć nieco bardziej negatywnie, znalazł się Dracon. Ja też uważam, że tekst jest materiałem na coś dłuższego. Za dużo w nim nazw własnych i wskazówek o istniejącym poza opowiadaniem świecie, o którym dowiaduję się za mało, co powoduje mętlik w głowie. Za to dla autora ważną informacją powinno być to, że ten mętlik to przede wszystkim niedosyt. Świat i pomysł na niego bardzo mi się podobał i chciałabym dowiedzieć się więcej o wymienianych w “Słowik to, a nie skowronek się zrywa” postaciach. Twój styl też bardzo mi się podoba i nie zgadzam się z tymi głosami, które mówią, że przedobrzyłeś. Moim zdaniem tekst jest dokładnie tak wystylizowany, jak lubię. Jest onirycznie (i super, zwłaszcza w tej tematyce), obrazowo, tajemniczo… No, pasowała mi warstwa tekstowa. Jedyny moment, co do którego miałam wątpliwości to “walka” ze Słowikiem, bo tam kompletnie nie wiedziałam jak wyglądają te ataki, choć możliwe, że to jakiś niedobór wiedzy ogólnej z mojej strony. Tak czy siak, jak dla mnie pomysł napisany super, tylko szkoda, że pomysł był na większy limit znaków. Nawet zakończenie wygląda tak, jakby miał po nim nastąpić kolejny akapit. Zakończenie otwarte to jedno, ale ja miałam wrażenie, że tutaj zakończenia nie ma. Jakby ktoś mi wyrwał kartkę z książki (rozbójnik). 

To ja już pokonkursowo, skoro udało mi się przeczytać. Opowiadanie mi się podobało. Przypadł mi do gustu pomysł i fajnie go zrealizowałeś. Jedyne, na czym cierpiał tekst to pewna przewidywalność. Przy takiej ilości znaków, łatwo było się domyślić, jak potoczy się akcja. Zwłaszcza w momencie, w którym Wiórek został napadnięty przez koleszków miałam takie: “acha, teraz pojawi się przeszkoda, ale on wykorzysta ją, żeby wykonać swoje zlecenie”. Tak właśnie było. Jedyny element minimalnego zaskoczenia pojawił się wtedy, gdy okazało się, że zwinął Cynie jajo. Niemniej jednak wydaje mi się, że pewne gatunki mają to do siebie, że posługują się pewnymi schematami i jeżeli pomysł na świat jest dobry i tekst sam się czyta, nie odbiera to przyjemności z lektury. Takie też były moje odczucia odnośnie Twojego opowiadania. 

Biorę urlop na styczeń i szczerze nie wiem, czy wyrobię się z grudniem :(

Bardzo mi się podobało to opowiadanie. Jest pomysłowe, dowcipne i urocze. Przeczytałam z przyjemnością i podsyłam link chłopakowi, bo jemu też na pewno się spodoba. Nie mam się czego czepiać, to po prostu dobre opowiadanie i mam nadzieję, że zostanie przyjęte do konkursu i coś w nim zwojuje. 

Ja nie jestem zachwycona, głównie dlatego, że może w związku z porą po pierwszych dwóch zdaniach domyśliłam się kim jest bohater, więc nie było żadnego zaskoczenia. Od początku wiedziałam dokąd zmierza szorcik, ale napisany jest sprawnie. 

Zachwycona nie jestem, ale potencjał jest. Zgadzam się, że opowiadanie nie ma równego tempa. Pędzi ku zakończeniu na łeb na szyję dużymi skrótami, jakbyś chciał napisać szorta, ale wymyślił zbyt długą historię, by się zmieściła w odpowiednio niewielkiej ilości znaków. Zakończenie zabawne, choć udało mi się przed samym końcem domyślić, że rusałka pewnie jednak nie będzie tym, czego się spodziewał. Język tutaj jednak leży i płacze, żeby się nim zaopiekować, czyli krótko mówiąc: należy pracować nad samą techniką. Interpunkcja nie wygląda dobrze, czasami używasz nieodpowiednich form odmiany czasownika czy deklinacji rzeczownika. Składnia zdań mogłaby być lepsza. Bohaterowie (tudzież bohater) wydawali się mało wiarygodni, trudno mi było wyobrazić sobie tego człowieka, którego tu opisałeś, jako prawdziwą osobę. 

Pracuj dalej nad swoim warsztatem, a jestem pewna, że jeszcze nas zaskoczysz. 

Niby nie mogę się przyczepić do tego tekstu, ani pod względem pomysłowości, ani technicznie, ani do fabuły, jednak jakoś kompletnie nie trafił w moje gusta, więc nie mogę też powiedzieć, że mi się podobał. Może dlatego, że sama nie do końca rozumiem złodzieja kolorów. Czy chodziło o to, że był szarym człowiekiem, który chciał poczuć, jak to jest być… Kolorowym? W sensie, znaleźć w życiu jakiś sens? Nie wiem, wydaje mi się, że jest dużo opcji interpretacyjnych. Niby to dobrze, ale jakoś wolę bardziej dosłowne teksty. 

A mnie się bardzo podobało. Uważam, że opowiadanie jest oryginalne i udało Ci się stworzyć w nim fajny klimat. Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że niewiele pokazałeś z potwora, ale jakoś mi to nie przeszkadzało, bo wizja dziewczynki z głową skowronka w ustach była bardziej niepokojąca niż jakikolwiek potwór. Dodatkowy plus za udostępnienie ciekawego artykułu i przedstawienie zaskakującej oraz mrocznej historii nim zainspirowanej. Ode mnie głos do biblioteki. Powodzenia w konkursie. 

Widać, że to wprawka tak jak widać, że masz potencjał. Opowiadaniu sporo jeszcze brakuje, ale pamiętam swoje początki w wieku szkolnym. Przede wszystkim leży tutaj interpunkcja, nad którą zdecydowanie musisz popracować. Druga rzecz, którą warto wziąć pod uwagę, to konstrukcja fabularna. Mało się tutaj dzieje, długie, rozwlekłe fragmenty, które nie wnoszą wiele do fabuły, a jednoczesne pominięcie ciekawych wątków (relacja z matką, rozwinięcie motywu wilka przewodnika, chęć śmierci). Zawsze dobrze jest zadać sobie pytanie, o czym właściwie chcesz opowiedzieć. Tutaj mamy historię jakiegoś likantropa, ale dlaczego ma mnie ona zainteresować? Musisz postarać się zbudować relację z czytelnikiem, pochwycić go, a w tym pomaga praktyka. Pisz dużo i jeśli chcesz i nie boisz się krytyki, publikuj tutaj, dostaniesz mnóstwo cennych uwag od pomocnych i doświadczonych osób. 

Przejrzyj sobie w hydeparku pomocne tematy, w których znajdziesz informacje o tym, jak poprawnie zapisywać dialogi i wiele innych porad. 

Dla mnie duże znaczenie ma forma krytyki. To znaczy, jeśli krytyka jest wyłożona w sposób konstruktywny i pozbawiony złośliwości, potrafię ją przyjąć. Niestety zdarzają się osoby o bardziej uszczypliwym charakterze, które po prostu naigrują się z jakiegoś błędu i wtedy już nawet ciężko mi rozważyć, czy komentarz ma sens, bo wkurzam się po prostu na formę. Najtrudniej mi rozróżnić kiedy krytyka jest konstruktywna, a kiedy mogę się z nią nie zgodzić i uznać, że osoba po prostu nie czuje klimatu mojego tekstu. Nie chodzi przecież o to, by całkiem pozbyć się samego siebie i swojego zamysłu twórczego, ale z drugiej strony jeśli nikomu się to nie podoba i większość uważa tekst za nieprzystępny, to jaki sens ma brnięcie w to? Tu szczególnie chodzi o poetyzowanie, o używanie jakichś wymyślnych metafor, na co czasem się pokuszę, a co nie zawsze się spodoba i wtedy nie wiem, czy się nie podoba, bo mi to nie wyszło, czy po prostu dane osoby nie lubią takiego stylu? Samemu ciężko ocenić, bo skoro tak napisałam, to raczej dlatego, że mi się podobało. 

Wojciechu, ależ napisałeś dosłownie: “Ulewa sprawiła, że ciała nieboszczków zalegające w okopie zamieniły się w cuchnącą breję.” Powinno być zresztą nieboszczYków. Możesz sobie w komentarzach zaznaczyć, że to taki środek ekspresji, ale jak sam napisałeś w komentarzu pod poprzednim tekstem, jeśli dzieło samo się nie broni i coś trzeba tłumaczyć, to znaczy, że jest niejasno napisane. Możesz się oburzać, że czytelnicy nie zrozumieli Twojej intencji twórczej, ale to jest Twoje zadanie, żeby ją klarownie przekazać. W tekście stoi jak byk, że ciała zamieniły się w breję, nie okopy. Ekspresja ekspresją, ale język polski ma swoje zasady. Nie jest to dzieło Brunona Schulza, w którym metafora wyrasta na metaforze, a przynajmniej nie widać tego w żadnym innym zdaniu.  To zdanie można przekonstruować tak, żeby lepiej przekazywało to, co chciałeś napisać, ale jeśli uważasz, że jest idealnie, to rób jak chcesz, tylko nie dziw się potem, że nie ma owacji na stojąco. Z krytyką można się nie zgadzać, ale dobrze jest jednak brać ją pod uwagę i zastanowić się, czy coś nie jest jednak na rzeczy. 

Brwi rzeczywiście się marszczy, a nie krzywi. W dyskusję na temat gestów nie będę wchodzić. Inne poprawki zauważone przez Reg, też bym wzięła pod uwagę. Zwłaszcza te techniczne, jak literówki, czy brak spacji. 

Sam tekst jest ciekawą interpretacją tematu “gra”, bardzo oryginalne podejście. 

Nie widzę tu jednak fantastyki (nie mylić z fikcją), a znajdujesz się na forum o takiej tematyce, więc tekst nie do końca wpisuje się w tutejszy krąg zainteresowań.

Mnie się podobało. Interesujące połączenie dawnej kultury ofiar z ludzi i wierzeń w groźne bóstwa, które tych ofiar wymagają, z zaawansowaną technologią i sci-fi. Ja uważam, że statek mógł zostać znaleziony przez Eomenów, wcale nie musieli być tymi, którzy go skonstruowali. Z samego słowa “dzień” powstał intrygujący świat i przerażająca kultura. Do tego podoba mi się przewrotność tytułu.

 Również uważam, że można powiedzieć “wygolony na łyso” o tyle, że golić się można nie do samej skóry i jest to jedynie doprecyzowanie. 

To ja sklecę teraz dłuższy komentarz i zaraz również zagłosuję na to opowiadanie, żeby poszło do “biba”. 

Bardzo lubię teksty o przygodach kapitana Sidorta. Faktem jest, że czyta się je trochę inaczej znając szerszy kontekst, ale potrafią też funkcjonować samodzielnie, dlatego nie przeszkadza, gdy czyta się je w dłuższych odstępach czasu i może je czytać też ten, kto nie zna pozostałych. Podziwiam Twoją zdolność do tworzenia tych samodzielnych opowiastek w świecie, który już rozbudowałaś i znasz dobrze, a jednocześnie potrafisz za każdym razem zdradzić nie za dużo, ani za mało. Kolejnym elementem jest wyśmienity nastrój, w który można wczuć się od pierwszych zdań i zawsze barwne, ciekawe postaci oraz intrygi. Lubię to, że magia jest owiana tajemnicą.  Nie mówcie mojemu chłopakowi, ale fantazjuję o Sidorcie.

Krótko mówiąc, napisz już i wydaj tę książkę, nazwij ją nawet “Lampa”, bo i tak ją kupię i będę czytać zapamiętale. 

PS. Nie tytułuj książki “Lampa”, bo mogą jej wtedy inni nie kupić… 

Nie mam zbyt wiele do dodania. Poprzednicy zgrabnie ujęli i wychwycili wszystko, co mogłabym chcieć powiedzieć na temat tego tekstu. Na kolana mnie nie rzucił, ale nie sprawił mi też szczególnej przykrości. Jak na mój gust, trochę zbyt dużo tutaj niedomówień. Tekst sprawia wrażenie, jakby był posklejany z tego, co się wydawało najważniejsze, a całkowicie ograbiony z elementów, które rozwijałyby poszczególne wątki, przez co cierpi na ogólnym odbiorze. 

Szorciak przyjemny, ale nie rzucił na kolana. Przyznam, że mi “Hell’s Kitchen” kojarzy się bardziej z Daredevilem niż z programem telewizyjnym, więc byłam troszkę zaskoczona fabułą. Reszta była dość przewidywalna, może poza samą końcówką… Miłe zaskoczenie na koniec, choć rację mają i ci, którzy zauważyli, że wygłodniały wędrowiec zjadłby bez szemrania nawet nie posoloną zupę ;)

Dzięki, Ocho! Za gratulacje i wsparcie przy tworzeniu tekstu!

Belhaju, Tobie również dzięki! Na razie czekam na plik do korekty, ale wydają się sympatyczni :) Tobie również należą się gratulacje za publikację papierową! Może kiedyś dołączę do grona wydanych także na papierze ;)

Zygfrydzie i Iluzjo, wybaczcie tak późną odpowiedź na wasze komentarze, nie wiem, dlaczego wcześniej nie odpowiedziałam. Dziękuję wam za miłe słowa. 

Kam, miło Cię widzieć! Dzięki za odwiedziny :) 

A w najnowszym numerze Białego Kruka będzie można przeczytać moje opowiadanie “Skazany na półwieczność”. Właśnie dostałam od nich maila :D

Wow, Naz! Naprawdę niesamowicie! Gratuluję!

Gratulacje dla tegorocznych laureatek konkursu Kwiatkowskiej <3

No, niestety przepadną mi te targi… Ale może jeszcze będziesz na tych, które będą w Warszawie? Jakoś na wiosnę zawsze są. 

Naz, gratuluję, będę przeszukiwać internety w poszukiwaniu tej antologii :)

I mnie się spodobało. Układam się właśnie do snu i miałam jeszcze chwycić za “Imię Róży”, ale nie wiem, czy nie odpuszczę, bo ten tekst znakomicie pasuje do roli “bajki na dobranoc”. Może go ukradnę i kiedyś opowiem hipotetycznemu potomstwu? Ładne, co tu dużo mówić, stylistycznie urzekające, a sama historia nie pozostawia wiele do życzenia. Zgadzam się oczywiście, że fantastyka jest tu wyłącznie umowna, ale dla mnie wystarczy :)

Nie jestem pewna, jak się do tego tekstu ustosunkować. Poniekąd mi się podobał, a z drugiej strony troszeczkę niepokoił. Może dlatego, że opisywana rodzina Bochenków była niewątpliwie patologiczna, i beztroska z jaką autor podchodzi do tego problemu, aż przyprawia o dreszcze. Z drugiej strony czytanie smętnego tekstu o tragedii rodziny na polskiej wsi, byłoby niepomiernie męczące, a ten tekst wszedł do głowy gładko. Zastanawiam się też, czy nie jest przypadkiem dobrym odzwierciedleniem naszej rzeczywistości i społecznego przyzwolenia, jak i dziecięcej nieświadomości. 

Parę razy zgrzytnęło stylistycznie, tu i tam zdawało mi się, że interpunkcja powinna wyglądać inaczej, ale nic z tego nie przeszkadzało szczególnie w odbiorze. Ogólnie rzecz biorąc, tekst mi się podobał, choć wzbudził niepokój.

Ja również gratuluję, Ocho! Przeczytałam błyskawicznie! Naprawdę super opowiadanie, no i bardzo lubię tę serię, więc zawsze się cieszę, gdy mogę poznać kolejną odsłonę przygód kapitana Sidorta :D

Co tu dużo mówić, ja też się nie znam na górnictwie, ale wszystko, co wypunktował Staruch trzyma się kupy. Tekst nie jest może szczególnie oryginalny, ale nawet mi się podobał. Nie był za długi, co mogłoby go wykończyć, a poznawanie legend z różnych regionów Polski zawsze jest przyjemne. Powodzenia w dalszej twórczości!

Podpisuję się pod wypowiedziami poprzedników. Pomysł jest ciekawy, ale niestety wykonanie nie pozwoliło się nim w pełni cieszyć. Wiersz na końcu rzeczywiście nie powala, poza tym puenta nie domyka opowieści. Drakaina słusznie zauważyła, że w tekście sporo jest niedomówień, które utrudniają lekturę. 

Mam podobne wrażenia, co przedpiścy. Znam angielski całkiem przyzwoicie, a jednak po kilku kwestiach dialogowych pilotów, po prostu przewinęłam, bo nic nie wnosiły. Dalej, ciekawy pomysł, ale jednak zgadzam się, że powiązania pomiędzy początkiem tego tekstu, a jego końcem są słabo widoczne. Mnie tam niełatwo zgorszyć, więc aspekt gwałtu, czy rurek do załatwiania potrzeb fizjologicznych mnie nie ruszył, ale mimo to uważam, że to zakończenie jest jakieś… Niesatysfakcjonujące, no i zakrawa na abstrakt, bo niby jak oni mogli przewidzieć, że to akurat w taki sposób zostanie rozwiązany problem uszczelek w klimatyzacji? Chyba, że siedzieli w fotelach prezesów korporacji Boeing. Lekturę bardzo psuł mi styl: liczne powtórzenia, sformułowania typu “popatrzył się”, literówki i tym podobne. Ogólnie rzecz biorąc, nie miałam satysfakcji z lektury :(

Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, co nie zostało jeszcze uwzględnione w komentarzach. Autor się nie ujawnia, ani nie odzywa, więc nie wiem, czy traktować ten tekst na poważnie, czy jako kiepski żart. Z trudem dobrnęłam do końca, motywowana faktem, że tekst jest krótki, ale napisane było w taki sposób, że nie zachęcało nawet trochę. Język był nieprzystępny, prawie jak opisywana góra trupów. Choć można się w tym tekście doszukiwać jakiejś metafory, a nawet ciekawego konceptu, to dla mnie wykonanie absolutnie wykańcza jakiekolwiek zalążki opowieści. Zakończenie rzeczywiście rozczarowało, spodziewałam się czegoś więcej. 

No, nic… Pracuj dalej, autorze, bo wielka góra trupów przed Tobą, ale może na jej szczycie, wcale nie czeka śmierć? Chociaż patrząc w szerokiej perspektywie, taki koniec czeka nas wszystkich… Ech… Depresyjny nastrój mam dzisiaj, a ten tekst go nie poprawił na pewno…

Śmiejesz się, ale Neil Gaiman na insta foteczki z MacBookiem pro wrzuca. Ja myślę, że to jest wymagany sprzęt podstawowy. 

Drakaina, szalona istoto, już tekst wysmarowałaś? Szybko O.O Szanuję i podziwiam, ja jak się do tego piętnastego stycznia wyrobię, to będę miała, co celebrować ;) Ale nowy komputer został ciś zakupiony, klawiatura przyjemnie stuka pod palcami i szybciej się na niej stuka, bo jest płaska i nie haczy, więc… (zwalanie na sprzęt najlepszą wymówką powolnego twórcy)

Nowa Fantastyka