Profil użytkownika


komentarze: 82, w dziale opowiadań: 77, opowiadania: 37

Ostatnie sto komentarzy

Goch, odpowiedź na pytanie, czy powinnaś pisać jest tak prosta i oczywista, że nawet nie będę jej udzielał;) Niesforna rewolucjonistka to ciekawa historia osadzona w interesującym, choć dość pobieżnie zarysowanym świecie. Jestem przekonany, że z każdym kolejnym tekstem wymyślane przez Ciebie historie będą coraz lepiej ubrane w słowa i zaczniesz niebawem serwować teksty na bardzo wysokim poziomie zarówno jeśli chodzi o fabułę, jak i styl. Pozdrowionka

Witam ponownie, morteciusie!

Odpowiadam po długim czasie, ale Twoje uwagi są dla mnie nie mniej ważne. Cieszę się, że mimo niedostatków Ci się podobało, a wszelkie wytknięte uchybienia biorę pod uwagę i postaram się poprawić w tych aspektach w kolejnych tekstach.

Ciekawe zwieńczenie historii. Nieco zgrzyta styl, ale jeśli dalej będziesz pisać, to będzie w tym aspekcie coraz lepiej. Widać to chociażby po twoich wcześniejszych szortach – technicznie były moim zdaniem napisane lepiej, więc umiesz to robić, ale trochę dłuższa forma ujawnia “toporność” stylu, która wymaga oszlifowania.

Brakowało mi trochę dokładniejszego określenia power leveli, bo chociażby główna bohaterka na początku nie wydaje się jakąś szczególną istotą w tym świecie, a pod koniec trochę znikąd pojawiają się jej zdolności przesyłania kosmicznej energii itp.

Jestem ciekaw czemu zdecydowałaś się umieścić części 3 i 4 w jednym fragmencie?

Czekam na 5.09. Może właśnie tak to się wszystko potoczy. Co prawda prezes już będzie inny, ale jak się odpowiednio głośno krzyknie, to i do obecnego dotrze.

Cześć. Wstawiłem na betalistę niedługie (22k) opowiadanie pt. "Widzę cię we śnie". Jeśli ktoś znalazłby chwilę na przeczytanie i podzielenie się opinią, to byłbym wdzięczny.

Witaj, wilku.

Dobrze, że rdzeń historii wypadł pozytywnie. Nad szczegółami będzie trzeba popracować na przyszłość. Poza tym, że ma być sf (które też wyszło soft), to nie skupiałem się na wpasowaniu w konkretny gatunek i ostatecznie historia czerpie z kilku, jednak ciężko ją imho jednoznacznie wpasować. Do thrillera trochę zabrakło, ale chyba nie czuję się jeszcze wystarczająco kompetentny do napisania porządnego ;)

 

Koala, fajnie, że wpadłeś.

Bardzo prawdopodobne. Myślę tylko, że jako autor rzeczonego dramatu, bądź osoba która pisała pod koniec kwietnia inny tekst tego typu i nagle dowiedziała się, że po publikacji tutaj na piórko liczyć nie może, byłbym żywo zainteresowany powodem takiej decyzji, argumentami za nią stojącymi. Ktoś czyta, ale ktoś inny pisze, więc fajnie byłoby wiedzieć, a wydaje mi się, że kilka słów od loży w stylu: “Nie przyjmujemy nominacji dramatów, bo…” nie kosztowałoby wiele.

Just sayin’. Osobiście piszę jedynie prozę, a same piórka ani na razie nie są w moim zasięgu, ani nad ich zdobyć się specjalnie nie będę głowił. Nie do końca rozumiem jednak kwestię związaną z ogólnym funkcjonowaniem portalu, więc przy okazji tej dyskusji chciałbym, aby ktoś rozwiał moje wątpliwości.

 

EDIT: W porządku, wilku, napisałem pv.

Nie dokonano żadnej wykładni. Przez 10 lat nikt nie nominował dramatów bo zasady były znane  – nominujemy opowiadania. I dopiero gdy zjawił się ktoś, kto tego nie zrozumiał, pojawił się problem.

Ajj. Jak przyglądałem się tej dyskusji i nie miałem najmniejszej ochoty na dołączanie, bo mnie temat zbytnio nie dotyczy, tak ciężko mi przejść koło tego obojętnie.

Marasie, temat dramatów bez cienia wątpliwości jest precedensem i nie możemy uznać, iż “Nie dokonano żadnej wykładni”, ponieważ loża dyskutowała o tym pod wpływem majowych nominacji i została wypracowana decyzja, na mocy której wykluczono dramat. Zauważ, że nominacje nie zostały pominięte z automatu, lecz dopiero po naradzeniu się, więc nie branie pod uwagę dramatów nie było wcale tak oczywiste, jak uważasz.

Nominujemy opowiadania, ale dramat ma na portalu właśnie tag “opowiadanie” i Ślimak bardzo słusznie zauważył nieścisłość.

 

Zastanawia mnie jednak inna kwestia – dlaczego decyzje podejmowane są w zamkniętym gronie lożan, a ich motywy utrzymane w tajemnicy? Moim zdaniem piórka są dla wszystkich użytkowników, więc powinni oni móc mieć wpływ na podjęcie tej decyzji albo przynajmniej wiedzieć, dlaczego akurat taka została podjęta, a nawet teraz, gdy trwa dyskusja na ten temat, żaden z członków loży nie odniósł się wprost do tematu.

PS. Nie jest moją intencją podejmowanie walki z panującymi tu zasadami odnośnie uprawnień loży itd. Po prostu pytam, ponieważ mnie ta kwestia intryguje i liczę, że ktoś mi to wyjaśni ;)

Fajnie się czytało. Nie wiem, co tu dodać, bo i tekścik krótki. Może jedynie się pochwalę, że udało mi się pojąć bez czytania komentarzy :D

Przyjemny tekst. Mamy dramat głównej bohaterki, część akcji odbywa się w szpitalu psychiatrycznym, dodatkowo na końcu pojawiają się wątki półświatka, a wydźwięk na przekór pozytywny ;)

Bardzo fajnie się czytało, a jeśli miałbym na coś narzekać, to powiedziałbym, że trochę mam niedosyt humoru w opowiadaniu, ale to subiektywne odczucie.

PanDomingo, dzięki za odwiedziny.

 

Nie grały mi dialogi.

No i zwróciłeś uwagę na ten dialog Sherana z żoną, o którym mówił też Outta. Sam nie jestem w pełni usatysfakcjonowany tą sceną, ale już teraz za późno na przebudowy, bo opublikowane z tagiem konkursowym. Naturalne dialogi to też z pewnością kwestia wyrobienia, wprawy, więc rada na przyszłość zapamiętana i mogę zapewnić, że z każdym kolejnym tekstem będzie lepiej ;)

Dla mnie największym zaskoczeniem była sowa – bo naprawdę byłem skłonny uwierzyć, że ona się umie zmieniać.

Pomimo, iż fabuła od początku idzie jak po sznurku i do samego końca nie zmienia trajektorii ani na moment, to czytało się dobrze.

Chciałem ponarzekać na naiwność Rodriga, ale ostatecznie okazał się jedynie marionetką, a to osoba pociągająca za sznurki była głównym bohaterem historii, więc to także na plus.

Sam plan wykradnięcia kamienia sprytny, a motywacja, mimo iż bardzo przyziemna, trafia do mnie w połączeniu z charakterem bohaterki.

Ależ proszę Cię bardzo, czuj się wyzwany :)

Trzeba będzie coś napisać w takim razie. Proszę jednak o uzbrojenie się w cierpliwość, bo jestem w trakcie pisania innego tekstu, a przede mną jeszcze sesja, więc trochę to może potrwać ;)

 

Haldeman w “Kamuflażu”

Dodano książkę do kolejki.

Irka, dobrze, że opowiadanie przypadło do gustu.

 

Cieszę się, że pozwoliłeś mu opuścić planetę, kiedy już przestał być prezydentowi potrzebny.

Jakieś pozytywne akcenty koniec końców musiały się pojawić :)

 

Zmiennokształtny zapewnił opku odpowiednią dawkę fantastyki, choć zastanawiam się, jak on ma się do science ;)

Tutaj pole do popisu jest duże. Jak mnie ktoś kiedyś nominuje do Wyzwania Marasa to zobaczymy :P

Regulatorzy, dzięki za opinię. Cieszę się, że dobrze udało mi się pokazać całe zło w tym opowiadaniu.

Wielkie dzięki także za wskazanie usterek – wszystkie już poprawione :)

Fajna lektura. Ciekawe połączenie fantastycznych ras z policją itd., aż się nasuwa skojarzenie z “Bright”.

Czytało się dobrze. Fabularnie w porządku, aczkolwiek dwie rzeczy mi zgrzytają:

 

Czemu kowal opowiedział wszystko policjantowi, mimo iż nie chciał od niego pomocy?

 

Przy ławach ustawionych w podkowę siedziało kilkudziesięciu elfów i krasnoludów, którzy poderwali się na widok intruza, gwałtownie chwytając za miecze i topory.

Za dużo tych przeciwników. Jakkolwiek niesamowity by nie był policjant, to ten element mocno mi się nie spodobał. Jeśli bohater samodzielnie bez większego problemu pokonuje dziesiątki przeciwników w jednej walce, to ciężko się o jego los jakkolwiek przejmować.

Siemka, Outta!

Przed wszystkim dzięki za rozbudowany, konstruktywny komentarz, a także za czas poświęcony na lekturę. Cieszę się, że wypadło pozytywnie.

 

Przede wszystkim lubię taki klimat, który stworzyłeś.

Fajnie, że przypadło Ci to do gustu. Sci-fi to nie jest do końca moja bajka, bo nie tylko nie piszę, ale też prawie nie czytam. Siedziałem dotychczas głównie w fantasy, dlatego tutaj wyszło tak “soft”. Może w przyszłości spojrzę bardziej przychylnym okiem na ten gatunek.

 

Pierwsza: dialog z żoną jest IMO nienaturalny.

Kurczę, zgadzam się. Wyszedł trochę inaczej niż chciałem. Pokonał mnie limit znaków, bo to była scena powstająca jako ostatnia. Żadne to usprawiedliwienie ofc, ale tak to wyglądało.

 

Druga: zachowanie Sherana podczas konfrontacji ze zmiennokształtnym, który zamienił się w niego.

A kto wie co by się stało podczas drogi na komisariat? Może to nie była najmądrzejsza decyzja, ale imo względnie bezpieczna. Policjanci nie mieli powodu korzystać z amunicji innej niż ogłuszająca, a na miejscu pojawiła się Tara, której Sheran ufał i liczył, że ona ogarnie o co biega, kiedy on zostanie powalony i nie przemieni się. Nie jest w zasadzie doprecyzowane, czy zmiennokształtni przejmują też myśli/wspomnienia, więc gdyby chcieli Zamira zgarnąć przytomnego, to mógłby się zrobić większy bałagan. Tak to wygląda z mojej perspektywy, ale Twoją też w pełni rozumiem.

 

Trzecia: cały ten monolog na końcu, ten z Larrym

Akurat taki był mój zamysł. Mogłem inaczej zbudować epilog, rozbudować sceny egzekucji i odlotu Sherana, dodać kilka mniejszych, ale wybrałem obecną wersję świadomie i nie na zasadzie “tak będzie łatwiej”. Miałem w głowie kilka utworów, w których takie infodumpy na końcu występują – gdzie ktoś wyjaśnia rzeczywisty plan złego i wszystko ostatecznie składa się do kupy. Docierają do mnie twoje argumenty, jednak taki kształt zakończenia był przemyślaną decyzją i satysfakcjonuje mnie efekt, więc będę tego bronił ;)

Tekst napisany bardzo dobrze. Po prostu. Nie mogłem dopatrzyć się jakichś rażących błędów czy dziwnych konstrukcji, czytało się bardzo przyjemnie.

Fabularnie może nieco brakuje napięcia, ale na pewno nie klimatu. I to tym klimatem w dużej mierze stoi. Na początku włoska mafia, potem drogi Stanów, a na koniec świat widmo. To wszystko “czuć”, a całość jest przyjemna w odbiorze.

Krokus, o subskrypcję na razie się nie martw. Póki co jest bezterminowy darmowy okres próbny, więc bez stresu ;)

Cześć.

Czytało się dobrze, choć momentami styl trochę przedobrzony. Nie wiem, czy taki był zamiar, czy też może po prostu nie trafiają do mnie niektóre użyte zwroty.

Opowiadanie fajne, można się uśmiechnąć. Trafia do mnie tym bardziej, że sam kompletnie nie rozumiem fenomenu wielu “celebrytów”, a śledzenie ich życia i branie za idoli przez tak wiele osób jest czymś wręcz abstrakcyjnym.

uzbrojonych po pierwsze zęby w grzechotki terrorystów… ;-)

Finkla, ja bym się nie śmiał. ;)

 

Alicella, coś w tym na pewno jest, ale to Wy wytyczyłyście mi swoimi wskazówkami szlak, a ja nim jedynie podreptałem :)

 

 

 

 

Cześć, Alicella. Dzięki za pozytywny komentarz i za wcześniejsze narzekanie także. Wasze uwagi dużo dały temu opowiadaniu.

 

Krokus, cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu.

Co do ruchu oporu – to opowiadanie koncentrowało się na zamachu i swego rodzaju “starciu” pomiędzy Crane’em i Sheranem. Limit znaków w konkursie nie pozwalał mi na poruszenie pewnych kwestii i te, które uznałem za mniej istotne dla fabuły po prostu pomijałem bądź ograniczałem. Są jednak w tekście fragmenty sugerujące obecność jakiejś opozycji – wspominam o wrogach prezydenta oraz że oficjalnie nikt przeciwko niemu nie występuje.

Muszę natomiast przyznać, że mam w głowie pewien koncept takiego ruchu oporu i nawet raczkujące sylwetki jego przedstawicieli. Nie wiem czy powstanie kolejne opowiadanie osadzone w tym świecie, ale jeśli miałoby powstać, to właśnie kwestia ruchu oporu czy rozwinięcie wątku Zamira grałoby w nim pierwsze skrzypce

Cześć, Finklo, dzięki za odwiedziny i komentarz.

 

Na przykład ten ekspres do kawy.

Akurat w tym wypadku miałem nieco inną intencję. Nie chodziło o to, że nie da się go naprawić, tylko że dostępne są jedynie przestarzałe sprzęty, które ogólnie dość często ulegają awariom, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, iż nie jest to oczywiste w samym tekście.

Chętnie dowiedziałabym się więcej o zmiennokształtności w wersji SF.

Oj tak, temat zdecydowanie do rozwinięcia :)

Podoba mi się to opowiadanie. Trochę daje do myślenia. Może nie pod kątem refleksji nad własnym życiem, ale tak ogólnie – jak uczynki z perspektywy jednego człowieka błahe mogą mieć ogromny wpływ na życie drugiego.

Pojawiają się też jednak trochę niepasujące momenty, chociażby to z końcówki o torturach. Wydało mi się trochę przesadzone.

NoWhereMan, wielkie dzięki za opinię i linki. Oby udało się wdrożyć rady z poradników w życie!

FilipWij, dzięki za komentarz, już spieszę z wyjaśnieniami.

 

Rozumiem, że prezydent to trochę przywódca takiej kosmicznej Korei Północnej. Problem polega na tym, że nie czuć atmosfery totalitaryzmu. Goodguy to tyran, uzurpator, prawdziwe monstrum (kitra dostępny gdzie indziej lek na raka, zapowiada zbiorowe egzekucje, zastrasza opozycję). Jednak z jego miasta można sobie spokojnie wyjechać, a także się tu osiedlić. Pytaniem pozostaje, po jaką cholerę ktoś miałby przenosić się w takie miejsce lub w nim dobrowolnie pozostawać. ;-)

Mój zamysł odnośnie miasta był taki, że Goodguy rządzi tak, aby żyło się jak najlepiej jemu, a społeczeństwo ma być na tyle bogate, żeby nie umrzeć z głodu i na tyle biedne, żeby być uzależnionym od władzy. Przeciętny obywatel Kitionu nie zdaje sobie nawet sprawy, jak wygląda życie w innych miastach, bo propaganda załatwia sprawę. Nie chciałem tworzyć takiego na wskroś totalitarnego świata z godzinami policyjnymi itd.

Jeśli natomiast chodzi o przyjazd/wyjazd. Cóż, przyjeżdżać pewnie rzeczywiście mało kto by chciał, zwłaszcza że miasto jest przeludnione. Z wyjazdem natomiast sprawa jest taka, że wielu by chciało, ale to po prostu kosztowne przedsięwzięcie. Jakby nie patrzeć jest to jednak podróż kosmiczna. Sheranowi udaje się, bo przez parę ładnych lat pełnił ważne funkcje, co pozwoliło mu odłożyć trochę grosza i zdobyć kontakty. Crane pozwolił mu wyjechać, bo w zasadzie Sheran odegrał już swoją rolę w jego planie, choć rzeczywiście darowanie mu życia może być jak na prezydenta niezwykle łaskawym gestem.

 

Nie trafia do mnie również motywacja robotnika co do spotkania z Sheranem

Właściwie to robotnik przyszedł zapytać, co się teraz stanie z jego kolegą z pracy. Sheran traktował ich dobrze, więc ufali mu i liczyli, że może załatwi jakąś lżejszą karę. Rozmowa zeszła jednak dość szybko na inne tory.

W pełni rozumiem, że w ostatecznym rozrachunku mogło to wyjść nieco nienaturalnie.

 

Andyql, dzięki za odwiedziny i komentarz, cieszę się, że ci się podobało.

 

Za wszystkie uwagi techniczne oczywiście również dziękuję i postaram się w wolnej chwili coś ze wskazanymi miejscami zrobić.

mortecius, witam jurora.

 

Iluvathar, sam strzał w kolano nie był zamierzonym nawiązaniem, bo jest to dość oklepany już motyw, ale nie mogłem się powstrzymać przed wzmianką na ten temat, więc napisałem o “zakończeniu kariery poszukiwacza przygód”, co już było świadome i celowe.

A gubiłeś się przez fabułę czy przez sposób konstruowania tekstu? Jakbyś przytoczył jakiś przykład budzącego wątpliwości fragmentu, to wiedziałbym dokładniej gdzie leży problem ;)

Ależ fajnie ten tekst teraz wygląda!

Prawdziwa tożsamość wizzów jest bardziej wyeksponowana, ale to dobrze. Opowiadanie daje dzięki temu więcej frajdy, humor także wprowadzony z wyczuciem. Podoba mi się.

Drugi raz w krótkim czasie nie czytam tagów i nacinam się na tekst, który na początku na to nie wskazuje, ale w trakcie lektury okazuje się poruszać tematy, za poruszaniem których nie przepadam. Nie jest to oczywiście obiektywna ujma dla opowiadania, a moja osobista opinia. Ciężko brać na poważnie religie politeistyczne, bo ich bóstwa i tak są raczej karykaturalne, i robienie z nich superbohaterów, błaznów itp. nie robi w zasadzie większej różnicy. Inaczej sprawa przedstawia się natomiast w wyznaniach czczących jedno bóstwo, jakie by ono nie było. Ale dobra, bo ja tak o sobie, a miało być o tekście.

A więc – mimo poruszania tematyki, której fanem nie jestem, opowiadanie jest napisane po prostu dobrze. Zarówno technicznie, bo wiele do ewentualnej poprawy tu nie ma, jak i fabularnie. Podoba mi się, że nie pojawiły się tu motywy próbujące wyśmiać religię, co zdarza się bardzo często w tekstach nawiązujących do tej tematyki, a całość jest podana w sposób neutralny. Nie ma tu opinii, a jedynie wariacja podsycona elementami, których w oryginalnej wersji na próżno szukać.

Cześć.

Zarówno kreacja świata, wstęp do historii, jak i zakończenie są bardzo fajne, chociaż w moim osobistym kanonie ta końcowa scena jednak nie ma miejsca i już wyobrażam sobie starcie pomiędzy ostatnią cywilizacją pod wodzą Beinera oraz Aurinem. (Kurczę, a może to mój Aurin nie pozwala mi przyjąć do wiadomości, że jednak wykiwał bohatera?).

Dobrze wybrałaś sceny do wycięcia, aczkolwiek wciąż brakuje mi wyeksponowania życia wśród Odrodzonych – odnoszę wrażenie, że jest tego za mało w stosunku do pozostałych wydarzeń. W każdym razie jest to niewielki zgrzyt, a opowiadanie jako całość w moim odczuciu bardzo dobrze się broni.

W becie nawytykałem palcami, to teraz wróciłem pokazać kciuka w górę.

Ciekawa kreacja świata, ale szczególnie błyszczy tu główna bohaterka. Jej przemiana z dziewczynki w bardzo groźną dla społeczeństwa kobietę, podparta doświadczeniami z okresu dorastania, bardzo mi się podoba i czyni z niej pełnokrwistą, wiarygodną postać.

Retrospekcje fajnie uzupełniają śledztwo Sebastiana i ani na moment nie poczułem się przez tą zaburzoną chronologię zagubiony.

Muszę się zgodzić z przedmówcą. Fabuła jest prosta, nie wzbudza praktycznie żadnych emocji, ale przez małą ilość znaków nie męczy. Wykonanie natomiast… Cóż, pozostawia bardzo wiele do życzenia i sprawia wrażenie, jakbyś sam nie przeczytał tego tekstu przed publikacją.

Ten tekst mimo wszystko jest do uratowania, choć wymagałoby to dużo pracy. Z mojej strony mogę jedynie życzyć powodzenia – czy w poprawkach obecnego, czy podczas pracy nad przyszłymi opowiadaniami.

Czy Mayumi była świadoma konsekwencji, jakie może wywołać jej czyn z pierwszej części? Czemu kobiety nie miały wiedzieć o buncie?

Nie do końca zrozumiałem, na czym miała polegać propozycja Yumy. Co on by z tego miał? Co mieliby pozostali? (Być może to przez późną porę, o której oddałem się lekturze, ale ta kwestia wydała mi się dość zawiła.)

Fajnie by było, jakbyś w tytule zamieszczała informację, który to jest rozdział i ile będzie w ogóle (np. 1/77 zamiast po prostu 1).

Zakończenie fajnie, ciekaw jestem rozwoju wypadków.

Właśnie przeczytałem wiersz od Lukena

Podmiot liryczny nie ma komputera

Gość ma słów zasób wielki jak ocean

Myślę, że mógłby napisać poemat

Zostawiam komentarz, taki konwenans

Aż szkoda, że tu na biblio szans nie ma

Dobra, czas nadszedł i ja już się zbieram

Na koniec jeszcze rym nowy się wdziera

Bo wychodzi ze mnie wstrętny wierszoklet

Pozdrawiam, bejotkapeeserzet

(XD)

Styl trochę szwankuję, widać, że jest to dzieło osoby początkującej. Fabuła poprawna, niektóre sceny trochę rozwleczone, brakuje też jakichkolwiek emocji w na początku i w środku tekstu. Niektóre poszlaki trochę za bardzo uwydatnione (chyba, że taki był zamysł), przez co wiedziałem mniej więcej czego się spodziewać na końcu, ale mimo wszystko twist mnie nawet zaskoczył i za niego plus.

Brakuje mi wyjaśnienia, dlaczego akurat ta kobieta została uznana za wiedźmę. To dałoby jeszcze lepszy efekt – gdyby bohater zorientował się, że jego ukochana ukrywała przed nim drugą tożsamość i parała się potajemnie magią. Dziwi też fakt, że bohater wie dobrze o śmierci doradcy, co miało być wielkim sekretem, a nie wie, że Bragadorf porusza się razem z rodziną i daje się dość łatwo zmanipulować. Tu też brakuje jakichś wyjaśnień.

W każdym razie opowiadanie w porządku. Nie powala, ma niedociągnięcia, ale daje nadzieję na naprawdę fajne teksty w przyszłości. Pisz, czytaj, ucz się.

Dobrze napisane, fabuła dość interesująca, ale nie powiem, żebym czytał z zapartym tchem. W tak krótkim tekście pada zbyt dużo nazw własnych, które ciężko przez to zapamiętać i w zasadzie nic nie mówią. Wiele wydarzeń opisywanych przez mędrczynię w rozmowie z bohaterem zostaje wspomnianych, jednak wydają się one bez żadnego znaczenia dla samego tekstu, przez co cała rozmowa traci nieco na znaczeniu (np. królowa podtruwa męża, ale poza samą informacją nic więcej z tego nie wynika, bądź otrzymujemy zapowiedź dojścia syna księcia do władzy i wielkich rządów, a w jedynej scenie jest pomiatany i szarpany przez bohatera). Ogólnie odczucia mam pozytywne, ale pewne braki trochę gryzą.

Bardzo fajnie się to czytało. Od samego początku podejrzewałem prawdziwą tożsamość głównego bohatera, jednak dalsze twisty zrobiły mocne wrażenie – zwłaszcza ten pierwszy, który spowodował, że szerzej otworzyłem oczy w zdumieniu, a to zdarza się u mnie nieczęsto nawet podczas lektury dzieł autorów wychwalanych i nagradzanych. Dialog wyszedł bardzo… naturalnie? Może nie jest to dobre określenie, prędzej powiedziałbym – przekonująco. Wszelkie minusy tekstu w moim odczuciu wynikają z tego, że nie przepadam za poruszaniem tematów religii monoteistycznych w tego typu utworach, ale to bardzo subiektywna kwestia.

Chciałbym poddać tekst bardziej merytorycznej analizie, jednak wciągnąłem się tak bardzo, że wszelkie usterki, jeśli takowe były, po prostu zostały przeze mnie niezauważone.

Tak, Finklo, otrzymałem już podobną opinię i zdaję sobie sprawę z popełnionego błędu. Mam zamysł na “uzupełnienie” tego opowiadania, w zasadzie w mojej głowie od początku było kompletne i zawierało wszystkie te elementy, których teraz tu brakuje, jednak z jakiegoś powodu postanowiłem pokazać tylko sceny z udziałem Draco, przez co część historii gdzieś się zagubiła i całość wypada nieco nielogicznie.

Być może dość przewrotnie, ale cieszę się, że nie zdecydowałem się na betowanie tego tekstu i otrzymałem “reprymendę” za niedostatki, bo uświadomiło mi to parę rzeczy, których w innym wypadku bym prawdopodobnie nie brał pod uwagę. Dobra nauka na przyszłość.

 

A zwierzęta nie powinny bać się ognia?

Z bliska na pewno. Z daleka światło mogłoby wzbudzić ich zainteresowanie, a w razie czego lepiej mieć watahę dalej niż bliżej siebie.

Bardzo dziękuję za miłe słowa. Dla mnie jest to absolutnie pierwszy tekst, nie pisałem wcześniej nawet do szuflady, więc każda uwaga jest niezwykle cenna i mile widziana, choć miło stawiać pierwsze kroki i widzieć, że spotykają się z całkiem pozytywnym odbiorem. Również pozdrawiam

O, no i jest fantastyka. Czy jeśli odczuwam madmaxowy vibe to dobrze, czy moja wyobraźnia poszła w inną stronę niż zamierzałaś ją skierować? Tekst dobry, aczkolwiek ponownie krótka forma pozostawia uczucie niedosytu. To byłby dobry wstęp do dłuższej, intrygującej historii.

 

Kilka drobiazgów:

Słyszała odgłos żołnierskich butów(,) z każdą chwilą cichszy.

Brawo(,) Mayumi, agentka z ciebie od stu zmutowanych zębiaków.

– Do dwóch razy sztuka – powiedziała na głos w sposób(,) jakby oczekiwała skądś jakiejś zachęty.

Kopniakiem otworzyła drzwi i ruszyła za śladem butów, jakich(których) jeszcze nie rozwiał hulający po pustkowiu wiatr.

Może być ich więcej(,) przecież to zwierzęta stadne – trzeźwo analizowała sytuację.

Ruszyła dalej(,) dziękując w duchu Yumie, że tak dobrze przygotował ją do walki. On upierał się, że musi odbyć szkolenie(,) choć ona trwała przy swoim jak głupia koza.

W jej kształtnej piersi odciskała się lufa miotacza ognia(,) a pożądliwy wzrok penetrował każdy kawałek jej ciała.

 

No tak, a mi z kolei zgrzytało dodała. Bo w formie jakiej jest to zdanie wygląda na ucięte. "Musiała dostrzec moje zdziwienie, gdyż od razu dodała." Co dodała? Jeśli tam ma być kropka, to ostatni wyraz po prostu trzeba czymś zastąpić.

To straszne! Nie wierzę w to co widzę. Nic nie słyszałam(,) o złym zdrowiu króla, a ty(,) lady Różo? O(,) przepraszam, jaka jestem nietaktowna. Twój mąż na pewno nie cierpiał podczas choroby.

– Co się dzieje z tym światem. Król umiera, po mieście grasuje gwałciciel. – Musiała dostrzec moje zdziwienie, gdyż od razu dodała(podjęła się wyjaśnień). – Strażnicy miejscy przetrząsają wszystkie domy w poszukiwaniu garbatego mężczyzny z blizną na szyi w kształcie ptaka. No ale cóż, jak się jest brzydkim to nie ma się wyboru.

Takie “dodała” zakończone kropką po prostu mi trochę zgrzyta.

 

– Wznieśliśmy toast, król upił łyk i… i to się stało – wydukałem, czując palące spojrzenia zebranych.

– Król Roland zawsze miał chrapkę na nas.(na nasze państwo/ziemie itd., chyba że był kanibalem)

Służba po kontach(kątach), kucharze przy garach, możni otwarcie.

Kilku przykładów z początku, dalej też by się to i owo znalazło. No i nie wiem, czy to jest moje subiektywne odczucie, ale trochę za mało wiem o świecie i postaciach, przez co wspominanie niektórych miejsc bądź wydarzeń powoduje zamieszanie, choć rozumiem, że ze względu na limit konkursowy ciężko byłoby to już zmienić.

 

Całkiem fajne opowiadanie, główna bohaterka w mojej opinii dobrze rozpisana. Niestety tekst dość nierówny – momentami czyta się bardzo dobrze, a czasem ilość błędów (głównie przecinki czy szyk zdań) dawała się we znaki.

Na początku zdawało mi się nieco chaotyczne poprzez szybkie wprowadzenie wielu postaci, które ciężko zapamiętać. Zakończenie rzeczywiście trochę takie mało zakończeniowe (ach, ten limit).

Ogólne wrażenia mam więc pozytywne, aczkolwiek znalazłoby się niemało do poprawy, jeśli chodzi o styl.

 

Cześć. Wrzuciłem na betalistę opowiadanie “Serca z Metalu”. Sci-fi, chociaż takie nienachalne, wyszedł nawet trochę kryminał. 22k znaków, na konkurs o złolach, więc choć głównie chodzi mi o poprawienie błędów stylistycznych, to zawsze będę mógł coś dopisać, żeby było obfitsze. Chciałbym opublikować na początku czerwca, ale im szybciej zacznę korygować usterki tym lepiej.

Główne problemy to źle umiejscowione przecinki i bardzo dziwny szyk w wielu zdaniach, na co już ci zwracano uwagę. Styl sprawia przez to wrażenie zbyt kolokwialnego, nie do końca pasuje mi do opowiadania. Nie przytoczę tu konkretnego przykładu, ponieważ te błędy występują licznie i wybrany przypadek nie odda dobrze całości problemu.

Jeśli będziesz chciał wrzucić jakiś tekst do bety, to możesz dać znać – chociaż sam dopiero zaczynam przygodę z pisaniem, to chętnie pomogę. Warto popracować nad aspektami stylistycznymi, zwłaszcza że widać u ciebie pomysł, ale wykonanie staje mu na drodze do rozwinięcia skrzydeł.

Przykro mi, ale choć początek był obiecujący, to im dalej w las, tym gorzej. Nie ze względu na fabułę, lecz liczne błędy, które nawet ciężko wymienić, ponieważ występują na przestrzeni całego tekstu. Polecam skorzystanie z betowania, to da dużo więcej samemu opowiadaniu jak i tobie jako autorowi – wyciągniesz dużo lepszą naukę z naprawiania błędów wskazanych przez bardziej doświadczone osoby niż ze zwykłego odczytywania komentarzy.

W opisach na początku czuć nieco vibe poprzedniego szorta, z tym że tutaj jest on zaserwowany w sposób lżejszy, może bardziej pozytywny. Z niecierpliwością wyczekuję twojego tekstu stricte fantastycznego.

 

Oczekiwanie na stary pociąg trwało dobry kwadrans, wjechał na peron dysząc jak smok, zupełnie tak, jakby był po kilku ciosach od sprytnego rycerza.

Troszkę mi to nie brzmi. Może: dysząc jak smok, który otrzymał kilka ciosów od sprytnego rycerza.

 

– Wolne? – zapytał dojrzały mężczyzna.

Tu bardzo subiektywnie, ale mam wrażenie, że ten mężczyzna wziął się znikąd. Proponuję: 

-Wolne? – W drzwiach pojawił się dojrzały mężczyzna.

 

A nawet jeśli tak, to dobrze!? – podbudowałam swoje morale.

Zbędny znak zapytania.

 

Po czym Szybko wróciłam do lektury, ale tak naprawdę nie czytałam ze zrozumieniem.

 

No i te czasy czasami się rozjeżdżają, aczkolwiek mnie to jakoś szczególnie nie raziło.

Witaj. Dziękuję za opinię. Część tych pytań pojawia się stąd, że opowiadanie osadzone jest w świecie, który chciałbym rozwijać i tworzyć w nim od czasu do czasu inne teksty, które z pewnością przyniosłyby wiele odpowiedzi i wyjaśniły kilka pozornych "zapchajdziur", aczkolwiek w pełni rozumiem, że takie podejście sprawia, iż opowiadanie jako tekst samodzielny może się do końca nie bronić. Po zapoznaniu się z dotychczasowymi opiniami doszedłem do wniosku, że dodanie perspektywy "drugiej strony", czyli Araiosów, mogłoby pozytywnie wpłynąć na odbiór i wyjaśnić kilka kwestii budzących wątpliwości. Po głębszym zastanowieniu brakuje mi też kilku wewnętrznych przemyśleń samego Draco, gdzie wyjaśniłyby się kwestie takie jak miecz czy wilk, które obecnie też są kwestiami kontrowersyjnymi. Tak jak już zostało ustalone, trochę za dużo z tej historii pozostało tylko w mojej głowie – ja przecież znam ją z każdej perspektywy, ale jakbym zapomniał, że czytelnik przecież wręcz przeciwnie. Zaczynam rozważać taki zabieg, choć wiązałoby się to z wydłużeniem i tak niekrotkiego tekstu.

Na początku wydawało się dość chaotyczne, ale z czasem wszystko się wyjaśniło. Ciekawe ukazanie problemów dręczących bohatera.

 

Kilka literówek:

Pospieszna kawa, parę tostów wyjętych z mikrofali, szukanie części garderoby…i nie tylko

Spacja po wielokropku.

 

Była wyraźniie przestraszona.

Rozłożyła je przede mną na pulpicie. Na wszystkich kopertach widniało jedno słowo Amelia

widniało jedno słowo: “Amelia”.

 

Nie wiedziałem, co dalej czynić.Jeśli zwariowałem, to wraz z całym światem.

Brakuje spacji po kropce.

 

Opisy bardzo fajne, pozwalają poczuć klimat tego ogrodu. Niestety mnie osobiście szort zbytnio nie porwał, ponieważ nie zdążyłem się w żaden sposób przywiązać do bohaterów i zakończenie nie wywołało u mnie większego poruszenia. No i pomimo iż opisywane miejsce było bez wątpienia “magiczne”, to czuć niedosyt fantastyki.

 

Bywałam zazdrosna[,] o te chwile, kiedy jego zainteresowanie nie było skierowane na mnie. Zawieszenie trwało zaledwie kilka chwil, by wypierało je szczęście. Za rzędem okazałych krzaków malin[,] ukrywaliśmy się przed wścibskimi sąsiadami.

Cały tekst czytało się dobrze, ale tutaj wypatrzyłem powtórzenie i na mój gust za dużo przecinków.

To było moje pierwsze spotkanie z Pewnym Apaczem i zrozumiałem z tekstu kompletnie nic. Ale to było fajne nic. Pozdrawiam.

Czuć w tym opowiadaniu klimat, czytało się fajnie. Humor też przypadł mi mocno do gustu.

Zastanawiam się na czym dokładnie polegała nieśmiertelność Dagerisa. Czy nie dało się go zabić ani realnie zranić w absolutnie żaden sposób, czy też może miał jakieś limity?

 

I jeszcze drobnostka:

Protestowała, gdy Almerin postanowił uczynić z zamku swoją siedzibę, wolałby, aby go zniszczył, ale on twierdził, że ludzie muszą uwierzyć w zmianę, a nowe Podgórze stanie się symbolem odrodzenia.

Literówka. No i ja bym to zdanie podzielił na dwa (kropkę bym postawił właśnie przed wolałaby), aczkolwiek to może być jedynie subiektywne odczucie.

Cześć, Alicello, dzięki za podzielenie się wrażeniami.

 

Dialog podczas narady sprawia wrażenie rozmowy z czytelnikiem, a nie między bohaterami.

Stanąłem przed zadaniem podania czytelnikowi dość dużej ilości informacji o świecie w niezbyt długim opowiadaniu i zastanawiałem się jaka forma będzie do tego najlepsza. Wybrałem właśnie dialog i próbowałem nieco złagodzić efekt, o którym mówisz, dając postaciom jakieś uzasadnienie do powtarzania tych informacji. W pełni rozumiem, że końcowy efekt mógł nie spełnić oczekiwań. Cóż, tutaj już słowo się rzekło, ale przy następnych tekstach będę próbował rozwiązać sprawę w inny sposób.

Dziękuję za wyrażenie opinii i pomoc w odnalezieniu słabych stron tekstu!

To że sam nie zadbał o należytą modernizację własnych wojsk i dał się zaskoczyć, chyba nie najlepiej świadczy o nim, jako władcy, że o marnych doradcach nie wspomnę.

Dokładnie. On z założenia miał nie być władcą idealnym. Był dobrym mężem i ojcem, rządził mądrze, państwo było bogate, poddani szczęśliwi, ale cała ta kampania powodowana marzeniami o zdobyciu potęgi, podsycanymi dodatkowo przez doradców takich jak Claithes, ujawniła jego niedostatki. Nie zagłębiając się zbytnio w tematy polityczne realnego świata, to warto przytoczyć, że w XXI wieku też zdarzali się “władcy”, którzy byli przekonani o sile swojego państwa i słuszności swoich poczynań względem jego umacniania (nawet ignorując rzetelne dane mówiące inaczej), podczas gdy w rzeczywistości wyrządzali mu krzywdę. To właśnie jest analogiczny przypadek.

 

Ale nim się nie stał

Tu również nie da się nie zgodzić. Skoro (niedoszły) symbol jego największej chwały okazał się zawodem, to w założeniu miało to ukazywać kolejną płaszczyznę porażki króla. Chodziło o to, że wszystkie jego działania i decyzje podjęte od czasu narady miały skutki inne niż oczekiwał, co powodowało u niego jeszcze większe poczucie klęski. Podobny efekt, choć to zostało mniej wyeksponowane, miała dać scena z zakończenia, gdzie ogromny wilk wychodzi z lasu, w którym wedle słów króla takich stworzeń nie miało prawa być. Przez to Draco czuje, że jego ludzie nie mogą na nim polegać nawet w takich “drobnych” sprawach.

 

Te nieścisłości wynikają najpewniej z tego, iż jest to moja pierwsza próba wypuszczenia wymyślonej przeze mnie historii w świat. Stąd pojawiają się rzeczy, które chciałbym przekazać, lecz nie wiem jak to zrobić za pomocą tekstu i najwyraźniej robię to nieskutecznie. Kolejna rzecz, którą będę musiał opanować.

 

W tagach umieściłeś informację, że rzecz dzieje się w średniowieczu, a średniowiecze kończy się w XVI wieku

Tu z kolei wychodzi zdaje się moja błędna interpretacja tagu. Byłem przekonany, że “średniowiecze” to niekoniecznie NASZE średniowiecze, a jedynie realia do niego zbliżone (miecze, zamki, dominacja monarchii itp.). Wykreowany przeze mnie świat jest w wielu aspektach podobny do znanego nam średniowiecza, lecz fazy rozwoju poszczególnych dziedzin mogą stać na innym poziomie. Jeśli źle odczytałem znaczenie tagu to byłbym wdzięczny za informację zwrotną – usunę albo zmienię.

 

Dziękuję, regulatorzy, za wytknięcie uchybień. Zwłaszcza, że choć kilka błędów wydaje mi się teraz oczywistych (szczególnie te metry, bo jeszcze przed rozpoczęciem pracy nad tekstem szukałem innego systemu niż metryczny, ale byłem tak zaaferowany pierwszym opowiadaniem, że wyleciało mi kompletnie z głowy) i aż pluję sobie w brodę, że nie wyłapałem ich podczas kilkukrotnego czytania, to z pewnych rzeczy nawet nie zdawałem sobie sprawy i mam nadzieję, że będzie to dla mnie nauka na przyszłość. Ze wskazówek naturalnie skorzystam i poprawię możliwie najszybciej.

 

Natomiast jeśli chodzi o kwestie wymagające doprecyzowania:

chyba nie rozumiem, jak to się stało, że król Draco przygotowujący się do wojny, dysponujący liczniejszą i lepiej wyszkoloną armią, pozwolił, aby jego kraj zaskoczyły wojska najeźdźcy i pokonały go.

Są ku temu dwa powody. Po pierwsze król i jego środowisko nie zdawali sobie sprawy z faktycznej potęgi, jaką dysponowali ich sąsiedzi. Owszem, armia Draco była liczniejsza, ale okazało się, iż żołnierze wroga wcale nie są gorzej wyszkoleni, a dodatkowo dysponują rozwiązaniami technicznymi, o których jego poddani nawet nie słyszeli. Chciałem to zasygnalizować w scenie, gdy używają do zniszczenia murów machiny oblężniczej, której sam monarcha nie rozpoznaje i jest zdumiony jej możliwościami.

Drugą przyczyną porażki jest fakt, iż Draco liczył na zaskoczenie niespodziewającego się inwazji wroga, lecz to jego kraj został zaskoczony. Przygotowane do ataku wojska były już na granicy, gdy armie Araiosów “czmychnęły bokiem” i zaczęły siać spustoszenie na ich terytorium. To na tym “odwróconym elemencie zaskoczenia” oddziały cesarza Gasana oparły swoją przewagę, dlatego też ich celem było możliwie najszybsze zdobycie stolicy. Liczyli, że gdy upadnie król, reszta kraju również skapituluje. Opowiadanie było historią władcy i jego rodziny, więc dalsze losy wojny nie zostały przedstawione i na na chwilę obecną nie wiadomo jaki był jej ostateczny wynik.

 

Zastanawiam się też, jaką rolę miał odegrać miecz, koniec końców w ogóle nie użyty przez króla.

Miecz miał być dopełnieniem jego triumfu. Gdyby wojna potoczyła się zgodnie z planem, król wziąłby udział w jakiejś bitwie, prawdopodobnie ataku na stolicę nieprzyjaciela, gdzie miecz przeszedłby “chrzest bojowy”, został nazwany i stał się symbolem zakończonej sukcesem inwazji i wzrostu potęgi Draco. Ostatecznie nie został użyty, a władca nie tylko zawiódł swoich poddanych, ale też złamał przysięgę złożoną twórcy broni i od tego czasu czuł się niegodny dobywania go.

 

Roztopiłem jeden ze swoich Kamieni… ―> Dlaczego wielka litera?

Ponieważ to nie są zwykłe kamienie. Może nie Nieskończoności, ale na pewno magiczne i chciałem to zasygnalizować, jednocześnie nie wdając się znowu w szczegóły dotyczące ich pochodzenia, właściwości itd. Jeśli nie był to odpowiedni sposób, to ten fragment również zostanie poprawiony.

 

Jeśli już, to przypominała kartofel, choć nie wydaje mi się, aby w czasach tego opowiadania ktokolwiek słyszał o kartoflach.

Choć żaden fragment opowiadania o tym nie wspomina, to w przedstawionym świecie wszystkie istniejące kontynenty zostały odkryte i istnienie żadnego nie jest tajemnicą dla reszty świata. Podejrzewam więc, że gdzieś komuś udało się kartofle wyhodować, więc tego akurat chciałbym się trzymać.

 

Mam nadzieję, że moje wyjaśnienia są zrozumiałe i satysfakcjonujące :)

Dziękuję, AleksyWit, za komentarz. Cieszę się z Twojej pozytywnej oceny i doceniam wytknięcie uchybień, z pewnością wezmę pod uwagę sugestie.

Bez ćwiczenia warsztatu się nie obędzie, bo jestem na samym początku przygody z pisaniem i jeszcze wiele jest do poprawienia. Tobie również życzę satysfakcjonujących postępów.

Interesujące koncepcje– zarówno wchodzenia do wspomnień poprzez obrazy, jak i całego wykreowanego uniwersum, jednak do tego drugiego pojawia się małe “ale”. We wstępie zawarta jest informacja, że znajomość pozostałych opowiadań nie jest wymagana, co raczej nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości i od czasu do czasu można się trochę zagubić.

Opowiadanie dobrze oddaje temat konkursu. Szkoda tylko, że o wielu wydarzeniach jedynie słyszymy zamiast być ich świadkami. Rozwinięcie historii pozostałych opiekunów wyszłoby zdecydowanie na plus. Rozumiem, że takie były założenia tego opowiadania, ale mimo wszystko brakowało tu trochę napięcia.

Jest też mały minusik, jeśli chodzi o kwestie techniczne– na przestrzeni całego tekstu dość często są źle zastosowane przecinki, co nieco utrudniało odbiór, ale w ogólnym rozrachunku wrażenia z lektury są bardzo pozytywne.

Fajna lektura (początkowo chciałem użyć określenia “przyjemna”, ale uznałem je za niestosowne w odniesieniu do opowiadania zawierającego opisy tortur i podrzynanie gardeł).

Podczas czytania rzuciło się w oczy trochę błędów– literówki, czasem nadmiar przecinków i kilka innych uchybień. Nie podejmę się jednak przytaczania konkretnych przykładów, ponieważ na pewno ktoś bardziej doświadczony w obcowaniu z tego typu tekstami zrobi to lepiej, bardziej merytorycznie. Moją uwagę zwrócił natomiast jeden fragment:

– Jedynie w tak spaczonym umyśle jak twój można tego nie dostrzegać! Zmusiłaś jedną z moich siostrzenic, by zjadła oczy drugiej!

– Co?! Kto ci takich bzdur naopowiadał?

Te dwie kwestie dialogowe wybiły mnie z imersji. Poczułem, jakbym na chwilę przeniósł się do świata seriali paradokumentalnych i oglądał scenę kłótni dwóch sąsiadek. To oczywiście subiektywne odczucie, ale uważam, że ten fragment nie wypadł dobrze jeśli chodzi o realizm.

Doceniam natomiast za 501 Legion, choć zastanawiam się, czy pominięcie kwestii “Pięści” nie uczyniłoby tego nawiązania bardziej subtelnym.

Fajny wiersz. Szykowałem się na jakiś twist dotyczący podmiotu na końcu, ale nie spodziewałem się poruszania aż tak drastycznych tematów.

Ja uważam, że budzik to bardzo dobry antagonista. Ma taki sam cel jak bohater (czyli każdy z nas)– obudzenie człowieka, żeby biedny zdążył ze swoimi obowiązkami, ale metody, z pomocą których chce to osiągnąć, są bardzo ekstremalne. Taka wręcz postać tragiczna, bo chce skubany dobrze, a nikt go za to nie lubi.

A w nawiązaniu do poprzednich komentarzy. Ani nie jestem ekspertem, ani też nie chcę być jakiś uszczypliwy, ale wydaje mi się, że mówimy o złu, bo źle to można mówić raczejś o kimś.

Tak między nami – nigdy nie byłam na Kuprze. Ale nie mów tego nikomu, może ludzie się nie zorientują. ;-)

Z całą pewnością się nie zorientują, bo aż nie chce się wierzyć. W każdym razie umowa stoi– nikt inny się nie dowie.

Ciekawy początek, przywiódł mi na myśl niektóre adaptacje planety Krypton z komiksów o Supermanie. Zakończenie również wywarło pozytywne wrażenie. Sama akcja uwolnienia więźnia poszła trochę zbyt łatwo, brakowało mi tam napięcia.

Niestety w odbiorze przeszkadzały kwestie techniczne– liczne błędy jeśli chodzi o umiejscowienie przecinków, wielokrotnie pojawiają się literówki, a także inne wpadki na przestrzeni całego tekstu. Przez to będąc w połowie nie skupiałem się na treści, tylko zwracałem uwagę na kolejne techniczne niedostatki i wróciłem myślami do kreowanej przez Ciebie rzeczywistości dopiero na krótko przed epilogiem.

Nawiązując do wstępu– jak najbardziej próbuj dalej, ale skorzystaj z pomocy przy poprawianiu swoich tekstów. Jest na stronie betalista, skorzystanie z tej możliwości da ci dużo w kontekście przyszłych dzieł.

Pierwszy tekst przeczytany przeze mnie po założeniu konta i od razu pozytywne wrażenia. Mimo braku rozbudowanych opisów (poza opisem samej szarańczy) i dość kameralnych scen można poczuć klimat świata oraz charakter postaci. Niebagatelne znaczenie bez wątpienia miała też wiedza na temat ukazanych zjawisk, dzięki niej wydarzenia są dużo bardziej autentyczne i cała lektura jest przyjemniejsza.

 

Na przestrzeni całego tekstu od razu rzuciła mi się w oczy jedna literówka:

chociaż dzisiaj filtry przy pompach w szklarniowym systemie irygacyjnym zawiodły i ogrodnicy zaapalewali o pomoc przy podlewaniu do wszystkich kolonistów

 

Cześć.

Odkąd sięgam pamięcią miałem w pokoju dziesiątki pobazgranych zeszytów, wypełnionych najróżniejszymi historiami, wśród których prym wiodły “smoki, miecze i średniowiecze”. Zawsze były to jednak tylko ogólne informacje na temat danego świata, a większość fabuły pozostawała jedynie w mojej głowie. Teraz, między innymi dzięki trafieniu tutaj, zmotywowałem się do pójścia o krok dalej, by oprócz stworzenia historii móc ją też przekazać innym.

Z uznanych autorów największym szacunkiem dla twórczości darzę Andrzeja Sapkowskiego– za kreację niezwykle klimatycznego, wciągającego świata oraz George’a R.R. Martina– za umiejętność prowadzenia fabuły i plot twisty wynikające z charakteru postaci oraz wieloakapitowe opisy posiłków. Twórczość obu stanowi dla mnie dużą inspirację podczas tworzenia.

Jestem tu, aby poznać spojrzenie ludzi z podobną do mojej pasją, nauczyć się pisać oraz zrozumieć i okiełznać fantastykę.

Nowa Fantastyka