Profil użytkownika


komentarze: 239, w dziale opowiadań: 223, opowiadania: 67

Ostatnie sto komentarzy

Saule, z tego co wiem to na tym portalu jest takich ludzi cały klubik, chyba mają czapeczki

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Bardzo mi przykro, że nie dotarłem, dopadł mnie kryzys rodzinny. Liczę na kolejne okazje.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Co się robi na nowofantastycznych piwach w Krakowie? Oprócz tego, że się pije piwo, oczywiście.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

NWM, aż obejrzałem tę scenę (filmu nie znam), widzę już skąd te skojarzenia. Jak sam pisałem o Guyu Richie to miałem na myśli raczej scenę z mlekiem z “Przekrętu”, polecam jak ktoś nie widział. Coboldzie, ja z kolei niezmiennie mam wrażenie, że nadużywam myślników – dobrze to czy źle? Nie dojdziesz, myślę, że tak jak obraz malarza można poznać wyłącznie po tym, jak prowadzony był pędzel, tak pisarza – po interpunkcji.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Krikosie, na pytanie o płeć Waleta chciałem jakoś odpowiedzieć genderowo, ale nie ma co owijać w bawełnę, Walet Kier jest oczywiście kobietą.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Anet, no bo jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca? :) Irko, Werweno, dziękuję!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Wybranietz, i co Cię powstrzymuje? Finklo, to proste, zaczynasz od pierwszego zdania, a potem piszesz dalej. Nevazie, narracja cały czas się wymykała, na końcu trzyma się na gumie i kleju. Między innymi dlatego, mimo pomysłów, nie wydaje mi się, żebym był w stanie pisać dalszy ciąg. Thargone, skojarzenie z Richiem miłe i chyba trafne.

 

Dziękuję Wam wszystkim bardzo!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Klikam do biblioteki. Lubię antropologię w fantastyce, lubię też takie patrzenie na świat przez mały wizjer, gdy widać tylko mały kawałek historii i świata, a resztę trzeba sobie dowyobrazić. Nie potrzebuję żadnych dodatkowych wyjaśnień.

Jedna rzecz mi się natomiast nie podoba – zmiana ustawienia kamery w ostatnim akapicie. Nagle zaczynamy patrzeć innymi oczami, nie kolonizatorów, tylko autochtona. I taka zmiana imho nie może być błaha, nie może być odbębniona, w taką zmianę trzeba włożyć cały swój pisarski kunszt, nawet jeśli chodzi o dwa krótkie zdania na końcu. Tu mi to wygląda na zrobione na szybko i niedbale.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Baraniuszu, dziękuję za miłe słowa. Niedźwiedź i narrator mogą mieć jakąś przyszłość, na razie mają tyle. Pomysł był taki, żeby spróbować narracji w kilku strumieniach czasu jednocześnie, zamiast jednoliniowej i to jest jednak bardzo trudne, gdybym chciał coś większego, to projektowanie takiej narracji i historii byłoby bardzo wyczerpujące, w tej chwili głowę mam gdzie indziej. Ale kusi mnie ta historia bardzo.

Realucu, z “Wam” masz oczywiście rację, czasem mi się coś takiego bezmyślnie włącza. Powtórzenie celowe. Długie zdania to znany wątek w rozmowach pod moimi tekstami, tutaj nie zajmowałem się bardzo rozbijaniem ich na kawałki, pewnie przy głębszej redakcji kilka z nich by się rozpadło. Jeśli chodzi o coś więcej – no to jak wyżej, na razie zostawiam niedopowiedzenia, na szczęście lub nieszczęście czytelników.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Gratulacje dla wszystkich, szczególne gratulacje dla zwycięzcy. Sam jestem zachwycony 9. miejscem, nawet bardziej niż miejscem 4. w zeszłym roku, bo jednak znaleźć się z opowiadaniem, które w zgodnej opinii wszystkich nie jest fantastyczne, w dziesiątce roku portalu z fantastyką w nazwie to jednak niezły wyczyn.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Posiadanie opinii nie oznacza obowiązku dzielenia się nią. Powiem więcej: umiejętność niedzielenia się niemądrymi opiniami jest we współczesnym niedoceniana, a sam fakt posiadania opinii – przeceniany. Ale to tylko moja generalna opinia.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Bolly, zatem pierwsze zdanie będzie musiało się obejść bez Twojej akceptacji.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Już zapomniałem, jak sobie cenię te dyskusje pod tekstami.

 

Bolly, najpierw napiszę w czym się z Tobą zgadzam, bo zgadzam się niemal w całości – trudno się zresztą nie zgodzić, jeśli ktoś pisze “nie zrozumiałem, nie odczytałem, z niczym mi się nie kojarzy, nie wiem, nie spędziłem miło czasu” – sama prawda. Doceniam takie podejście. Zgadzam się że autor pisze, co mu fantazja na pióro przyniesie, zgadzam się, że bez żadnej refleksji, czy ma to jakikolwiek sens. Tekst rzeczywiście nie przekazuje żadnej myśli i rzeczywiście do niczego nie prowadzi. I można powiedzieć, że w zasadzie nie jest opowiadaniem.

Ale też nie jest tak, że zgadzam się ze wszystkim. Pierwsze zdanie powinno brzmieć tak, jak brzmi, gdyby przypadkiem miało brzmieć inaczej, to na pewno by brzmiało.

Piszesz, że nie wiesz, co miało na celu zestawienie królów karcianych, któych faktycznie jest czterech, z biblijnymi Trzema Królami. Ja też nie wiem. Może chodzi o to, że biblia, jak większość historii tego typu, opowiada głównie o mężczyznach (poniżej 10% postaci Starego i Nowego Testamentu to kobiety, większość nie jest wymieniona z imienia, większość prawie nic nie mówi), a tutaj autor chciał mrugnąć okiem i powiedzieć, że historia zbawienia jest także historią kobiet? Ale w sumie cholera wie. Może to tylko zgryw autora.

 

Łosiot, jadłem kiedyś kurczaka w pięciu smakach, może to to? “Problem trzech ciał” leży u mnie na półce i czeka na swoją kolej, ale raczej trochę poczeka. Będzie mi miło, jeśli przeczytasz inne moje opowiadania, tylko musisz dobrze zacząć, bo niektóre są zniechęcające.

 

Żongler, może Alicję w Krainie Czarów?

 

NWM, ale gdyby to było dłuższe to miałbyś szybko dość, prawda? Ja zresztą pewnie też.

 

Wybranietz, PS. To prawda.

 

Fun, dzięki, robim co możem. Amethia, Drakaina, również dzięki!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Reg, chodzi mi o to, że się generalnie pławią w czym akurat im przyjdzie ochota. Kto bogatemu zabroni?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Finklo, ja bym się nie odważył Ci czegokolwiek zabronić nigdy!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Bokiem.

 

(ale dziękuję bardzo).

 

Reg, nie mogłem rozkminić tego shardzenia, a to takie proste. Poprawiłem. Jeśli o pławienie chodzi, no to pewnie w luksusach się pławili, albo w chwale, albo w szczęściu, generalnie się pławili.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

A czemu odradzać?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Staruchu i Asylum, dziękuję Wam za miłe słowa. Ja już w ogóle zapomniałem o tym tekście (uwalnianie szuflady pozwala to zrobić, polecam), a nominacja go na chwilę reanimowała, co jest bardzo ciekawym i, nie ukrywam, przyjemnym doświadczeniem.

 

Staruchu, przejrzałem na szybko Twoje uwagi, generalnie sensowne, tylko ulica Sasanki się nazywa jak się nazywa. Naniosę w wolnej chwili.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

No! Niektórzy wiedzą, jak się zachować :) Dziękuję i kłaniam się nisko.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Ale że nikt biblioteki nie kliknął to powiem Wam, że jestem rozczarowany. Na komplet nie liczyłem, ale że nikt?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Dziękuję wszystkim za komentarze i zrozumienie.

 

@reg – cudowny zbieg okoliczności, prawda?

@Żongler – dobrze kombinujesz :)

@cobold – sprawę mam, zaraz walę na priv

@Darcon – no właśnie dlatego tak tu rzadko ostatnio bywam, bo tak, próbuję. Ale, kurde, powiem Ci, że ciężko.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

To mi przypomina dialog z “Adwokata Diabła”:

 

– Where does he fuck?

– EVERYWHERE!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Gratulacje dla wszystkich pd zdobywcy najgorszego miejsca dla sportowca pisarza. Z Wami przegrać to jak wygrać! Dziękuję wszystkim głosującym, strasznie mnie takie docenienie cieszy. W przyszłym roku…

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Malakhu, dziękuję – napisałem wiadomość prywatną z dodatkową prośbą. Mam nadzieję, że znajdziesz chwilę, żeby poświęcić uwagę. Z góry dzięki.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Przecież to strasznie długie jest, komu by się chciało :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Tak się wygrywa np. na igrzyskqch medal w podnoszeniu ciężarów. Człowiek zajmuje 9 miejsce, 8 ziomów dyskwalifikują za doping i jest medal.

 

(i na dodatek można brać ten doping bez obaw, bo sikać do próbówki każą tylko pierwszym ośmiu)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Wszystkim nominowanym gratuluję i daję znać, że przeczytałem wszystko i nawet próbowałem komentować, ale czułem jakąś niezręczność w obecnej sytuacji (co skomentowałem wcześniej, to wiadomo). Wszystko co najmniej przyzwoite teksty, hough.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Widziałaś kiedyś krasnoluda ze szlifierką?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Tarnina jakoś zrobiła już mielonkę (swoją drogą bardzo ciekawe uwagi), przejrzałem, ale nie daję gwarancji, czy czegoś nie powtarzam:

Przez to udawało nam się wyrzucić z głowy wszystkie straszne rzeczy, przez chwilę nie było z nami trosk, było tylko to spokojne, wielkie, migotliwe niebo i pachnące delikatnym mułem leniwe jezioro.

Po chwili jednak trzeba było sobie przypomnieć.

– Pamiętasz jak to było, jak byliśmy bardzo mali?

Oj – za dużo, było-niebyło, “było”.

Przyszli Oni, zniszczyli i odeszli niszczyć dalej. Nikogo nie zabili, a nas przecież wciąż ubywało. Nie było dnia, żeby nie znaleźli kogoś we wsi powieszonego, albo otrutego sparoksem. Tracili swoje domy, pieniądze, życiowe osiągnięcia i bliskich, niesionych straszliwą falą seryjnych samobójstw.

Chaos z podmiotami. Najpierw Oni przyszyli, zniszczyli i odeszli, choć nikogo nie zabili, ale potem – tak wynika z tego fragmentu – także Oni nie znaleźli i tracili (a przecież nie o to Ci chodziło). Dodatkowo w trakcie lektury okazuje się, wcale nie odeszli. Jestem strasznie zgubiony.

Krew ciągnęła się za nimi zawsze.

Krew nie za bardzo może się ciągnąć, bo jest zwykle płynem. Może ślady krwi?

 

O ile ten fragment nad jeziorem i dialog to mi się nawet podobał, taki uroczo uroczy, to potem deskryptoza – czyli wprost opowiedzenie, jak wygląda świat – zrobiła się straszna. Takie fragmenty nigdy nie służą opowiadaniu (powinien powstać jakiś podręcznik do ich unikania – w każdym razie ja nie lubię gdy literatura jest pisana szpadlem), a jak są napisane tak chaotycznie, to już w ogóle przykrość.

Śmialiśmy się przy tym jak szaleni, bo Migdał miał już fioletowe usta, a ja upaskudziłam całe ubranie i już myśleliśmy o tym, w czym się wytarzać, żeby nie oskarżono nas za chwilę o kradzież darów lasu.

Jak rozumiem, za kradzież groziły poważne kary. No to nie wiem, czy ja bym się śmiał i jednocześnie myślał o konsekwencjach. To są dwie przeciwstawne emocje – pewnie można je przeżywać jednocześnie, ale to trzeba napisać bardzniej niż tylko spójnikiem “i”.

– Oni! – szepnęłam.

Budzi się we mnie Wielki Przypieprzacz, ale szeptanie z wykrzyknikiem to jednak karkołomna konstrukcja.

Po chwili drogi zobaczyliśmy ich wóz i znowu za Jej eleganckim gestem wiedzieliśmy, że musimy wsiąść do środka…

Po pierwsze, co pisała Tarnina – jak sie coś wie “za gestem”? Ale po drugie i ważniejsze – przed chwilą Ona szła za nimi, a oni bali się odwrócić. No to jak zobaczyli ten gest? Wyprzedziła ich? Czy jednak się odwrócili? Przed chwilą podkreślałaś, że jest za nimi, to było znaczące, zmiana tej sytuacji wymaga wyjaśnienia.

a po moich plecach kapał zimny pot

Raczej spływał.

Samochód zatrzymał się pod Murem, a ja wiedziałam, że za nim nie czeka nas już nic

Cała reszta tekstu jest o tym “nic”, więc chyba jednak coś czeka. Może miało być “nic dobrego”?

gdzie, jak myślałam, nie czekało nas już nic

Znowu to “nic”. Tylko tutaj sytuacja jest inna – już nie “wiedziała”, tylko “myślała”. To ma więcej sensu, bo myśleć bohaterka może sobie cokolwiek, ale nie rozumiem, dlaczego tak myślała. Przecież jest tu pierwszy raz, nie ma pojęcia, co się wydarzy, nie wie, dlaczego tu jest.

a moje kolana bez litości tarły o podłoże

Tarnina o tym pisała, ale sprawa jest grubsza – litość to uczucie, po jaką cholerę personifikować kolana? Potem jest to krzesło, które kiwa się “niestrudzenie”. Trud to odczucie, krzesła zasadniczo nie czują. Parę razy pisałem pod tekstami tutaj na forum, że nadawanie cech ludzkich wszystkiemu, co się da, to dla mnie fundament grafomanii, generalnie zalecam ostrożne korzystanie, bo to jest bardzo wyrazisty i potężny środek literacki, gdy się go nadużywa, to wygląda bardzo źle.

odpowiedział po prostu, a ja dostrzegłam łzę na jego policzku

Przecież włosy zupełnie zasłaniały jego twarz. No to jak?

Pojawiła się w nich para – kobieta i mężczyzna – perfekcyjna do granic możliwości, nawet jak na Nich.

Ta perfekcyjność mnie irytuje. Perfekcyjna w czym? W rysach? W sylwetce? W gestach? W relacjach między sobą? Czy tylko we fryzurach? A może tak jak perfekcyjna jest Perfekcyjna Pani Domu? Jaki jest wzorzec perfekcji? To jest jakiś wytrych, który wygląda, jakby miał przykryć lenistwo autora. To trzeba opisać!

Było ich ze dwudziestu.

Było ich ze dwadzieścia. To są stwory, z niczego nie wynika, że są rodzaju męskiego/męskoosobowgo.

za argument mając jedynie wygłodzone gęby mojego młodszego rodzeństwa

Argument wobec czego? Tu powinno być coś w stylu “powstrzymywała mnie jedynie wizja wygłodzonych gęb”.

 

Dalej już wszystko jest u Tarniny. Dziwna sprawa, w czasie lektury mimo naprawdę potężnej liczby błędów, naiwności i skrótów myślowych, prawie do końca nawet mi się podobało. Ale to zakończenie – zrobione na szybko, powierzchownie – sprawiło, że przestałem na Twoją korzyść tłumaczyć wszystkie wątpliwości, a zacząłem podejrzewać po prostu pośpiech i lenistwo. Nie w przecinkach i literówkach, ale w konstrukcji fabuły. Duże nagromadzenie przysłówków zwykle o tym właśnie świadczy (czasem też świadczy o małym doświadczeniu autora, co z pośpiechem i lenistwem się nie wyklucza), więc na końcu zostałem raczej z poczuciem, że jeśli autor sam nie szanuje swojego dzieła na tyle, żeby je gruntownie przemyśleć, to ja sam mam kłopot z obudzeniem w sobie ciepłych uczuć (nie do autora, tylko do tekstu).

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Napier…am tym młotem ciągle i ciągle są skazy, więc wiem jak to jest :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Dzień dobry, pochylę się warsztatowo nad kilkoma zdaniami. Będzie wrażenie, że się przypieprzam i będzie to słuszne wrażenie.

Młody krasnolud walił co raz w kawał rozgrzanej do czerwoności stali z domieszką mithrilu.

Od strony formalnej tu nie ma błędu, ale jednak mógł walić z odrobiną entuzjazmu, z widocznym skupieniem, z uroczą nieporadnością, ale zdecycdował się walić z domieszką mithrilu. Rozumiesz o co mi chodzi? To zdanie bym przerobił.

Tym razem uderzenia sprawiały wrażenie przemyślanych, precyzyjnych i przepełnionych zamiłowaniem do kowalstwa.

Ale dlaczego “sprawiały wrażenie”, a nie po prostu były? Wrażenie sprawia się na kimś (nie wydaje mi się, że Singrim “miał wrażenie” – choć sam jeszcze nie umie, to dobrze rozróżnia fachowość od partactwa), na dodatek tak napisane zdanie sugeruje, że to tylko wrażenie, a tak naprawdę to ściema.

Po dziesięciu minutach ojciec przestał stukać młotem.

Kto zmierzył te 10 minut? Czy ktokolwiek, poza narratorem, ma tam zagerek? Takie przedstawienie czasu pasuje bardziej do współczesności, niż do Warhammera, czy w ogóle średniowiecza.

Stuki młota o metal i miliony iskier pokazywały, jak wielką wagę przywiązuje do tego młody uczeń.

Do czego konkretnie przywiązywał wagę? Bo z tekstu nie wynika. Ja oczywiście wiem, ale to trzeba jeszcze napisać – do swojego zadania, do prób sprostania oczekiwaniom ojca, do precyzji uderzeń. Cokolwiek.

Na przedmiocie, którym okazał się mały toporek…

Patrzą na ten przedmiot od dłuższego czasu i on “okazuje się” toporkiem. Wcześniej nie mieli pojęcia? A przecież można prosto: “Na przedmiocie, małym toporku” i nic się nie musi okazywać.

– Na mą brodę – pomyślał krasnolud.

Myśli pewnie i można tak zapisywać, ale nie, jeśli w ten sam sposób zapisujesz dialogi. Jedno od drugiego musi się różnić.

Ta runa pozwala wykonać tym toporem perfekcyjny rzut

Zaimkoza.

lecz stało się coś niesłychanie nieprawdopodobnego.

Zastanawiam się czym się różnią rzeczy nieprawdopodobne od niesłychanie nieprawdopodobnych.

 

A ogólnie: ja w ogóle nie mam nic przeciwko opowiadaniom w świecie gry – co więcej, przygody Felixa i Gutreka bardzo lubię i polecam do analizy pod kątem warsztatu właśnie. Są nienaganne, to ich siła. Nie znam Twoich wcześniejszych tekstów, ale widzę Cię właśnie jako młodego kransoluda, który uczy się fachu. Musisz się zacząć pochylać nad poszczególnymi uderzeniami młota – czyli nad konkretnymi zdaniami – a nie myśleć już o małym toporku, czy wielkim magicznym mieczu, który powstanie na koniec. Ja kilka zdań wybrałem, ale można naprawdę wziąć każde i nad nim popracować, zobaczyć, co znaczy, jak się ma do zdania przed i do zdania po, jak wspólnie konstruują akapit. Podobnie jak Singrim musisz jeszcze cierpliwie wykonać sto tysięcy uderzeń, zanim osiągniesz mistrzostwo. Nie ma dla Ciebie drogi na skróty, niestety (dla większości z nas tu nie ma).

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Przyznaję, że nie skumałem, ale ja nie jestem za mądry (po komentarzach już skumałem, więc nie trzeba mi tłymaczyć).

Oberwanie chmury nastąpiło w najmniej oczekiwanym momencie.

Nie lubię takich zdań – dlaczego ten moment był akurat najmniej oczekiwany? Jakie są konsekwencje tego, że akurat w tym momencie oberwanie chmury nastąpiło? Przez kogo ten moment był najmniej oczekiwany? Jaki jest najbardziej oczekiwany moment w takim razie? Gdyby to zdanie brzmiało “Lunęło niespodziewanie” miałoby dokładnie taką samą wartość dla opowiadania, a nie obiecywałoby niczego więcej. W obecnej postaci tu jest jakieś nawiązanie do kontekstu sytuacji, przy czym samego kontekstu nie ma. Chyba, że chodziło Ci o “najmniej pożądany moment” – wtedy to ma sens i współgra z resztą fabuły.

wprost w rowek przepoławiający zadek na dwie części

Słowo “zadek” jest z innego tekstu. Przecież można po prostu “wprost między pośladki”. Jeślii chcesz trzymać się amorowania – mogą być to nawet “pulchne pośladki”.

Szybko przesunął lufę mierząc raz w jedynkę, raz w dwójkę, upewniając się tym samym, że ruch jest płynny i błyskawiczny. Był.

Ostatnie słowo/zdanie bym wykreślił, nic nie wnosi.

spojrzał w bezkres horyzontu

W “Hrabim Monte Christo” jeden z bohaterów też patrzy w “bezkres horyzontu”, ale w oryginale już raczej w “les profondeurs de l'horizon”, czyli w otchłań horyzontu (na ile znam francuski) – jest różnica. Problem polega na tym, że horyzont moim zdaniem nie może być bezkresny w tym rozumieniu, bo sam jest kresem – naszego widzenia (w innym może: jest de facto okręgiem, czyli nie ma początku, ani końca). Sformułowanie “bezkres horyzontu” dla mnie nie ma tu sensu.

Porwał go jakiś dziwny, magiczny nurt, a on, niby liść na wietrze, dał się ponieść.

Albo porwał go nurt, albo wiatr – te dwie metafory obok siebie są w sposób niezamierzony zabawne.

 

Za dużo słów, jak dla mnie, można pisać prościej i nie mniej ciekawie. Fabułka sympatyczna.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Yyyyy, trochę ryfa. To znaczy dziękuję i w ogóle wzrusz, ale – Fun świadkiem, że nie kokietuję, bo gadałem z nim przed publikacją – wrzuciłem to trochę na rympał i żeby się pozbyć, generalnie będąc raczej niezadowolonym z tekstu. I teraz jakiś Redaktor to będzie czytał, dammit – a jest tylko jedna okazja, żeby zrobić pierwsze wrażenie. Jak się da wymienić komentarz pod tegorocznym na komentarz pod którymś z zeszłorocznych, to ja bym się chciał zapisać :)

Ale podziękowania na serio i za głosy na TAK i za głosy na NIE i za wszystkie komentarze i w ogóle za lekturę, przecież to kobyła jest straszna – mój stosunek do tego forum ewoluuje z miesiąca na miesiąc, w tej chwili moim ulubionym elementem jest, że ludziom tutaj chce się czytać to wszystko i potem jeszcze komentować z sensem, myślę, że jest w tym większa wartość, niż się wydaje.

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Funie, po pierwsze pierwsze zdania to jednak inna dyscplina, po drugie zwracam Twoją uwagę, że jest to zdanie znaczące dla całego opowiadania, a nie tylko zdanie samo w sobie (w przeciwieństwie do tego o haiku – PAMIĘTAMY! wink).

Tak czy owak, ja chyba w ogóle nie próbowałem się tutaj z emocjami, ciekawe, że wiele osób tak to odebrało. Jeśli zaś chodzi o scenerię – a zobacz, ile Mr. Maras wyciągnął, też bardzo ciekawe dla mnie. Ale to oczywiście nie jest superstaranny tekst, można go by jeszcze ubogacić. Dzięki za dobre słowa i komentarz!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Tenszo, wstyd się przyznać, ale przegapiłem Twój komentarz z redakcją (podobnie jak odpowiedź Funa na niego) – głównie dlatego, że przeczytałem tylko ten drugi. Bardzo sensowne uwagi, za które dziękuję, pokazałaś mi, ile jeszcze pracy przede mną – przecinki to jedno, ale np. to o konwojach to oczywiście racja, kompletnie przegapiłem. Nie umiem naprawić cudzysłowów za to, resztę w większości ponanosiłem. Rispekt!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Pozostawiam sformułowanie “uczciwe osie fabularne” bez komentarza. Ukłony.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Co tu się odjaniepawliło?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Dziękuję hurtowo! Ja lubię to forum, bo ludziom się chce to wszystko czytać, a potem jeszcze komentować, ja w zasadzie nie mam od mojego pisania innych oczekiwań.

Dogsdumplingu, piszesz:

Mówi niby po dziecięcemu, ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie dziecka, które by było w stanie tak podążać za dość jednak skomplikowanymi wywodami Śmierci i jeszcze odpowiadać bardzo w punkt i na temat. Dodatkowo mała ma nieźle opanowaną gramatykę.

Gdy pierwszy raz czytałem “Zabić drozda”, to mniej więcej w połowie zacząłem podejrzewać, że narratorka ma sześć lat, a nabrałem pewności pod sam koniec, gdy okazało się, że przebrała się za szynkę na szkolne przedstawienie – jak ktoś czytał, to wie, że to nie jest dorosła kobieta opowiadająca o swoim dzieciństwie, tylko dziewczynka opowiadająca o swoim życiu. Cały czas myślałem, że to co najmniej dojrzała nastolatka. Od tamtej pory to jest dla mnie wzorzec pisania o dzieciach i w ogóle traktowania dzieci (inaczej mówiąc chciałbym traktować swoje dzieci, jak “Zabić Drozda” traktuje swoich bohaterów.

Blackburnie, chyba sterroryzowałem nas wszystkich tym “moim zdaniem”, ale dobrze, dobrze ;) Tytuł powstał na końcu, w takiej wątpliwości, że gdyby ten tekst nazywał się na przykład “Wiewiórka” to teraz rozmawialibyśmy o tym, że nie za bardzo wiadomo, o czym to jest, fajnie, pogadali, ale ocobe. Więc na ostatniej prostej postanowiłem być superdosłowny, ciekawe, czy gdyby nie ten tytuł i ten tag, to odbiór byłby zupełnie inny. Już się nie dowiemy.

Mr. Marasie, oczywiście, że do czegoś tam doszło, może nawet do zagłady, może nawet do atomowej. Kurde, ja też piszę trochę po to, żeby ktoś potem te moje teksty zilustrował, chciałbym je zobaczyć oczami kogoś, kto myśli obrazami, a nie słowami. Wtedy byśmy obaj mieli pewność, do czego doszło (ja oczywiście wiem, do czego, ale nie powiem).

Darconie, Diunę czytałem co najwyżej dwadzieścia razy ;) Ale gdzieś w okolicach Boga Imperatora wysiadałem, więc nigdy do końca. Jeśli chodzi o dzieci, to sam mam małych synków, którzy jeszcze nic nie mówią, sam jestem ciekaw, jak to będzie. A czemu szkoda z tych hard sf? Jeśli mnie do czegoś ciągnie w tym kierunku, to do space opery, ale nie mam jeszcze nawet początku początku w głowie. Ale ten tekst jest luźno inspirowany “A Game of You” Gaimana, to jest w ogóle klimat, który mnie kusi najmocniej, choć nie wiem, jak się nazywa. Swoją drogą, Gaimana-pisarza w ogóle nie uważam za nie wiadomo co (co innego Gaimana-scenarzystę).

Cieniu, Twoje komentarze to zawsze dla mnie wyzwanie :) Nigdy nie wiem na końcu, czy Ci się podobało, czy nie. Jesteś na drugim końcu świata względem AnetI za to też lubię to forum.

Piotrze, rzeczywiście, o pierwszym zdaniu myślę jako o kluczu. Ten tekst nic nie kończy, on dopiero zaczyna. Mam gdzieś na dysku jakieś szkice przygód Pani Pomarańczki.

NWM, to rzeczywiście jest napisane w jakimś wysokim rejestrze i sam jestem z tego umiarkowanie zadowolony, w tym sensie, że sztuką, której nie posiadam w stopniu wystarczającym jest jednak na takim krótkim dystansie operowanie na większej skali. Więc wiem, co masz na myśli.

BTW, Mirka to skrót od Dragomirka, a nie od Mirosława!

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Alucardyno, Katiu, Thargone, Finklo – dziękuję! Przymierze Thargone’a z Finklą – choćby dlatego warto było napisać :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Pod moim opowiadaniem kilka osób mnie tu odesłało (że niby skojarzenia nieuniknione), w końcu się zebrałem i przeczytałem z uwagą. Chwała Bogu, że się udało. Klasycznie świetne, dojrzałe i piękne. Nie rozumiem zarzutów o braku myśli przewodniej, czy puenty, wszystko na swoim miejscu.

Najlepsza rzecz, jaką przeczytałem na portalu.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Ja jednak mam poczucie trochę inne od przedmówców – dla mnie w tekście jest za dużo zdań niebezpiecznie blisko Grafomanii 2018. Już sam początek:

Obserwuję zachodzące słońce z rosnącym przerażeniem. Ciemniejące niebo przecinają pomarańczowe, różowe i czerwone smugi. Nie ma ani jednej chmury, która zakłócałaby agresywną kłótnię barw. Wkrótce ziemię pod moimi nogami zabarwi podobny kolor, sączący się z moich żył.

Ziemia zabarwi się na pomarańczowo? Agresywna kłótnia barw? I ten “kolor” jako podmiot, który “zabarwi ziemię pod moimi nogami” – naprawdę, brzmi to jak pastisz.. Dalej jest lepiej, ale wpadasz ciągle w te same koleiny. Każdy ma własną definicję grafomanii, ale dla mnie jej częścią jest właśnie to upodmiotowienie wszystkiego, co się da:

 

Jeśli przetrwam, aż las zaleje światło nowego dnia (…)

Jęk bólu wypełnił pomieszczenie.

(… godziny treningu dawały plony.

Walka o przetrwanie zrasza potem cienką odzież (…)

(…) prześwit między pniami zmusza mnie do zatrzymania.

Te zdania (pomijając warstwę techniczną – co zalewa co w pierwszym przykładzie? Inaczej mówiąc: co jest mianownikiem, a co biernikiem?) są dość absurdalne. Walka zrasza? Prześwit zmusza? Przeczytaj to na głos, zobacz jak brzmi.

Najfajniejszy jest fragment z ojcem i siostrą, nawet odrobinę błyskotliwy. Uprość swój język, będzie dobrze.

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Wiesz, Blacktomie, to nie chodzi klasyfikację, tylko o coś innego – mi “Jak pisać. Pamiętnik Rzemieślnika” Kinga po prostu otworzyło oczy na wiele spraw, w zasadzie to jedyny podręcznik pisania, który poważam (oprócz “Galerii…”, ale to zbiór felietonów). Bardzo się odnalazłem w tym, co King pisze o pisaniu i w tym podziale 1-4. Dzięki temu mogłem odpuścić pisanie arcydzieł, czego nie umiałem, a mimo to próbowałem, a zacząć pisać normalnie i po ludzku. To taka moja kotwica, która mocno trzyma dno. Tam jest wiele innych świetnych rad (np. o czytelniku idealnym, bardzo polecam, dla mnie cud po prostu).

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Dla mnie tekst to znakomity przyczynek do rozmowy o roli narratora w tekście – w szkole uczą, że są różni, narrator wszechwiedzący, narrator bezpośredni, narrator ukryty. Autor powinien świadomie wybrać jedną z opcji, lub – na poziomie dla zaawansowanych – wymieszać kilka opcji i nimi żongować. Zawsze to powinno być po coś. W tym opowiadaniu nie widzę żadnego uzasadnienia dla narracji pierwszoosobowej, nie wnosi ona żadnej dodatkowej, ani unikatowej perspektywy, jest kompletnie przypadkowa. Przyjechałem, zobaczyłem, rozpoznałem, dostałem. I co z tego? Fragment czy nie fragment, to ma znaczenie.

Nawet podobało mi się to, co dowiedziałem się o eklektycznym świecie, w którym się dzieje. Chciałbym taki świat poznać bardziej.

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Funie, Cieniu, ja chwilowo mam tak, że podoba się, to super, a nie podoba się, zero problemu – jeśli komuś coś jakiś mój tekst robi, to mi to w sumie wystarcza. Jasne, czasem sobie filozuję pod różnymi tekstami tutaj, ale chwilowo mam właśnie tak. Więc o powyższym tekście na razie sobie odpuszczę, pozwólcie. Innego końca świata nie będzie ;) Myślę, Cieniu, że masz sporo racji w różnych punktach swojego komentarza, z kolei z Funem mamy na wiele spraw literackich podobne spojrzenie, to czasem aż szokujące (choć nie zawsze: nie wiem, czy widziałeś, ale pod którymś tekstem w Bibliotece obaj przywołaliśmy “Sandkings” Martina, tylko ja jako zarzut, a Ty jako komplement – rozbawiło mnie to bardzo). Faktem jest też, że nie jestem z tego tekstu bardzo zadowolony.

W sprawach makro – rzeczywiście, Cieniu, masz bardzo klasyczną wizję opowiadania – to jest w ogóle kwestia całego gatunku, który trzyma się kurczowo ustalonej formy i nie umie, albo nie chce jej przekraczać. A może chodzi w ogóle o literaturę gatunkową jakąkolwiek (tak, są przykłady, że tak nie jest, ale jest ich mało), nie wiem. Ja w każdym razie jestem rzemieślnikiem – tak, jak to King zdefiniował, w jego skali 1-4 staram się z trudem podźwignąć z dwójki na trójkę, ale brakuje czasu, ciągle brakuje czasu. Bo to podźwignięcie to jest wyłącznie kwestia pracy, a w ogóle kwestia talentu. Pojęcie talentu dotyczy jedynek (talentu zero) i czwórek (czyste talenty, czyli geniusze). A większość z nas to dwójki – przed nami tyko praca. Tak to widzę. BTW, wróciłem ostatnio do “Galerii Złamanych Piór” Kresa – ileż dobrego mi zrobił ten człowiek, to niewyobrażalne.

W ogóle odbieram Wasze komentarze jako bardzo miłe i zaangażowane w tekst, więc bardzo głębokie ukłony i podziękowania ode mnie.

Blacktomie, tak samo – bardzo dziękuję. To bardzo budujące.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Anonimie, jest w tytule, jak inaczej zdefiniować pierwsz plan? ;)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Moja dziewczyna oddałaby sporo za takie rozwiązanie, rodzice bliźniaków są wyjątkowo atrakcyjną grupą docelową.

Kłopot z tekstem jest taki, że nic z niego nie wynika. Męska laktacja to nic nowego (Tołstoj!), na dodatek temat niespecjalnie nawet fantastyczny. Staram się unikać tego jak mogę przy lekturze, ale czasem po tekście zostaję jedynie z “so what?”.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Gdzie moja książka niespodzianka za listopad?

Gratulacje.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Pierwszy akapit o zachwycie sklepem: wspaniały wystrój, piękne ubrania, cudowne kreacje, piękna odzież – taki niby napuchnięty ten opis, ale jednocześnie jakiś płytki, ubogi językowo, dużo przymiotników, które w sumie oznaczają to samo i żadnego szczegółu, na którym można by się zatrzymać w czasie lektury.

Potem nie ma tak dużo aż tak jaskrawych przykładów tego nagromadzenia szkolnego stylu, ale wciąż poza szkolność to nie wykracza. Natomiast ta puenta – “I wtedy dotarło do mnie, co się naprawdę stało, a na wspomnienie wczorajszej rozmowy ogarnęło mnie przerażenie. Byłam manekinem!” – jest tak łopatologicznie podana, że aż musiałem przeczytać jeszcze raz, w nadziei, że coś przegapiłem. Nic nie przegapiłem, niestety.

Bardzo mi brakuje w tej historii jakiejkolwiek subtelności, jakichkolwiek odcieni, które wzbudziłyby we mnie jakieś emocje.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

I do wszystkich, jako ciekawostka – poprosiłem kiedyś znajomą matematyczkę, żeby opisała zgrabnym równaniem taki koniec świata, jaki chciałem opisać w tym tekście. Jeszcze nad tym pracujemy ;)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Tak do wszystkich, bo to w sumie adresuje większość komentarzy – w pracy nad tym tekstem, tak jak pisałem wcześniej, doszedłem do momentu, w którym nie mam nic więcej do powiedzenia o Muminku (choć plany były większe i bardziej fantastyczne), a także do wniosku, że podoba mi się taka forma, w której większość wątków jest otwarta i rozchodzi się we wszystkie strony jak końcówka niezwiązanego warkocza. Wydaje mi się, że to dobrze pasuje do tematu opowiadania – końca świata przychodzą nie wtedy, gdy wszystko jest pozakończane, ale właśnie w połowie, gdy rzeczy są rozgrzebane i człowiek potrzebuje jeszcze chwili, jeszcze minutki. To jak budzenie się po świetnym śnie – rzadko się zdarza, że budzimy się po puencie snu, częściej w jego środku. W 100% rozumiem tych, którym to się nie podoba i nie lubią tak w literaturze. Ja lubię, ale też nie zawsze (ostatnio z kimś rozmawiałem o “Tysiącu jesienii Jacoba De Zoeta”, pewnie jednej z lepszych książek, jakie w życiu czytałem, w którym jest dokładanie na odwrót: wszystkie wątki sie doskonale domykają i kończą, przepiękne zakończenie) (swoją drogą, jak ktoś czytał – fantastyka to czy nie? Pomijając długość, czy na naszym portalu można by to opublikować?). 

 

Jose, kurde, kawał roboty zrobiłaś przy tym tekście, dzięki (to dodatkowe “dzięki” oprócz wielkich dzięki za dobre słowa). Większość poprawiłem, większość oczywistości. Nie zmieniam nic tylko w mailach Włodka, bo one takie są :) Faktem jest, że gdzieś mam jakiś jeden konkretny problem z przecinkami, nauczyłem się już, ale muszę się przestawić. Zwrócę też uwagę na “ale”, to ciekawe, chyba masz rację. A z poszczególnych wątków:

– Żona Muminka jako postać niewiarygodna – to chyba jedna z tych kwestii, w których patrzysz na życie i myślisz sobie “jak to opiszę, to nikt nie uwierzy, to zbyt niewiarygodne”. Jak wiele wątków w tekście, także ten jest, co tu dużo mówić, oparty na faktach. Inaczej mówiąc – znam żonę Muminka dość dobrze, pewnie jest niewiarygodna, ale nie przeszkadza jej to istnieć. Faktem jest, że przy cięciach trochę fragmentów akurat o niej wypadło. Winię limit znaków tym razem. Dotyczy to zresztą także trochę Włodka i bardzo Buki (szachista uchował się cały).

Muminek też nie rozumie, dlaczego Grzesie trafił do szpitala przez niego, więc nie jesteś sama ;) Natomiast wątpię, żeby było tak, że czegoś nie zrozumiałaś, to jest prosty tekst bez drugiego dna.

NWM, również dzięki! Pewnie dałoby się trochę wyciąć (po tym, jak już sporo wyciąłem), ale – przepraszam – już mi się nie chciało ;) nie o lenistwo chodzi, tylko o to, że nie chciało mi się robić z tego shinkansena, który pędzi do mety, tylko właśnie taki rozlany tekst.

Rzeczywiście szedłem w stronę książki i rzeczywiście wyszła nowelka, dobrze to nazwałeś. Ja też czułem coraz bardziej, że to nie jest materiał, którym chcę kiedyś zadebiutować książkowo, stąd to samoograniczanie.

Tarnino, żeby to była wymówka, to musiałbym mieć jakieś poczucie winy, albo naruszenia jakiś norm, a nie mam. Mam za sobą już kilka dyskusji tutaj o tym, co to jest fantastyka i czy coś jest fantastyką, czy nie, teraz jestem na etapie, że jeśli ktoś uważa, że jakiś tekst fantastyką nie jest, to jedynie się z nim zgadzam. Natomiast masz rację, to jest bardzo rozlany tekst, pisany na niskiej dyscyplinie fabularnej (to też jeden z powodów, dla których postanowiłem go zakończyć na tym etapie), powiedziałbym, że dość impresjonistyczny, co też w moim przekonaniu oznacza “niedojrzały”. Wszystko racja.

Palce trochę namęczyłem, ale głowę wręcz przeciwnie, to było bardzo wyzwalające pisanie ;)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Gdzieś w połowie tekstu uwaga zaczęła mi się rozjeżdżać, ale do tego momentu bardzo dobrze się czytało. Wysiłkiem woli utrzymałem koncetrację do końca, ale już mi brakowało życia w tekście i tej energii z początku. Tak czy owak, na klik.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Darconie, powiem szczerze, że wcinanie pączków to w ogóle mi zajebiście idzie, bez względu na dzień tygodnia :) A z powieścią wal jak w dym, chętnie pomogę.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Zdradziła go z tym szczeniakiem, frajerem w koszuli w kwiatki, przecież on wyglądał jak gej. I na pewno nie umiał się dobrze pieprzyć. Chłopak wstał, podniósł duży kamień i wrzucił do jeziora.

Primo – jakoś bardziej by mi tu pasowało “pedał”. Secundo – wygląda z tego zdania, ze rzyucał kamieniem ten, z którym zdradzała.

Nic mądrego nie napiszę, ot, historyjka.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Funie, masz chyba lepsze zdanie o tym tekście ode mnie ;) Wiem, że poczucie humoru, biorąd pod uwagę moje poprzednie tu publikacje, to zaskakujący obrót sprawy, ale kiedyś całkiem przyzwoicie zarabiałem na życie opowiadaniem dowcipów, to jest jak jazda na rowerze. Przyznaję uczciwie, że z jednego, czy dwóch żartów w tym tekście jestem dość zadowolony.

W tekście nie ma jakoś przesadnie nawiązań do oryginalnych Muminków, raczej chodzi o generalny nastrój.

Coboldzie, ja zwykle bronię, że w moich tekstach fantastyka jest, ale subtelna, tutaj rzeczywiście jej nie ma, ona się wydarza zaraz po słowie “KONIEC”, więc w tym sensie czułem się w prawie, żeby to tu opublikować, ale wiem, że to naciąganie zasad. Jeśli chodzi o cyrkiel i słownik, to oczywiście różnie bywa, tutaj tak pół na pół, przy czym cyrkiel okazał się za krótki do takiej konstrukcji, jaka była zaplanowana i historia weszła w fazę nieokreśloności na tyle, że postanowiłem ją zakończyć, gdy jeszcze jest jako tako pod kontrolą.

 

Dziękuję Wam obu za dobre słowa!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Regulatorzy, dzięki, poprawiłem chyba większość. “Napierać przez miasto” to znaczy oczywiście w tym wypadku “jechać”, określenie slangowe, ja po raz pierwszy usłyszałem bodajże w “Młodych wilkach”, ale wśród warszawskich kurierów rowerowych to dość powszechnie używane. Trochę jak “łojenie” wśród wspinaczy (zwanych inaczej łojantami).

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Finklo, ja wręcz fizycznie współodczuwam z Tobą tę frustrację, gdy szukałaś fantastyki, a jej nie ma. Gdybym tylko mógł Cię jakoś ostrzec przed lekturą takiego kobylastego tekstu, w jakiejś przedmowie, czy czymś takim… Oh, wait… ;)

Śniąca, tak jak pisałem w przedmowie – mail Włodka jest w 80% autentyczny, dawno temu, gdy go dostałem, pomyślałem od razu, że nie mogę go zachowywać dla siebie. Zachowałem oryginalną pisownię i składnię.

Być może lepiej by było, gdyby pierwsza część była gorsza, a druga świetna, ale wtedy mogłabyś do drugiej w ogóle nie dotrzeć, więc w sumie…

No i już wyjustowane.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Żonglerko, nic nie przegapiłaś, tutaj nie ma głęboko ukrytego drugiego dna – jednak po Twoim komentarzu dodałem jeszcze fragment w słowie wstępnym do opowiadania: że w planach był ciąg dalszy i rozwikłanie wielu supłów, ale gdzieś po drodze stwierdziłem, że jednak dotarłem z Muminkiem do mety.

Puenta to oczywiście osobna dyskusja, bo ja coraz bardziej ewoluuję w stronę bycia wrogiem puent jako takich, męczą mnie jako czytelnika i osobę piszącą. Ale to chyba oznacza, że robię się dziwakiem.

Dzięki za lekturę i komentarz, cieszę się, że trochę przyjemności z lektury było.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Mam – do wytłumaczenia odległe, ale w mojej głowie bardzo bliskie – skojarzenia z “Ruchem Generała” Dukaja, nie pamiętam szczegółów, ale tam chyba reklamy wyświetlane były na niebie w czasie bitwy (ktoś pamięta i mógłby przypomnieć? Nie mogę znaleźć na półce). Pomysł – tak, język – tak, konstrukcja – hm, nie jestem ofiarą puentozy, więc w sumie nie powinienem się czepiać, ale rzeczywiście puenta w środku tekstu to rozwiązanie nietypowe i chyba tu widzę największą przestrzeń do poprawy. Ale tak czy owak, tekst bardzo dobry.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Szort z kategorii “W niewoli punety”, w tej kategorii daje radę. 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

bez zbędnego rozlewu życiodajnych płynów

Bez większego entuzjazmu

Te dwie podobne frazy zbyt blisko siebie, zazgrzytało w czasie lektury.

W okolicy krążyły wpierw plotki, a później legendy o tym…

Najsłabszy imho akapit całego tekstu, miałem poczucie, że na siłę i niepotrzebnie doklejona ta retrospekcja, zbyt precyzyjna w porównaniu do pozostałych i z innego porządku.

Tekst zbyt niespójny, żeby bić brawo – twarda brutalność z jednej strony i “mieć na pieńku”, czyli określenie trochę z bajki dla dzieci z drugiej, język jakby zlepiony z kilku stylów, które nie do końca do siebie pasują.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Piękne jest też to, że nie musimy się rozumieć (i dobrze, bo najwyraźniej się nie rozumiemy). W wykroczeniu poza “inspirowałem się” nie ma nic złego. 

Oczywiście nie będę się kłócił z autorem, który mówi “mój tekst nie jest o tym, o czym czytelnik myśli, że jest”.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Piękno tej sytuacji jest takie, że nie musimy się zgadzać. Oczywiście pozostaje pytanie, czy w tej kwestii najważniejsze są intencje autora, pewnie tak. Ale moim zdaniem nie da się napisać książki pod tytułem “Władca Pierścieni” o dziewięciu ziomkach, którzy mają gdzieś iść, a potem tłumaczyć “ej, to nie ma nic wspólnego”. Twoje opowiadanie jest między innymi o przeżywaniu rzeczy w śnie i o roli snów wzyciu, ma tytuł taki, jak jeden z rozdziałów komiksu, który jest właśnie o tym.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Dlatego nasza królowa wraz z ze swoją świtą, ukryła się w pobliżu gorącego jądra planety. Początkowo obawialiśmy się samotności, gdyż do tej pory zawsze mogliśmy z nią rozmawiać. Czuliśmy się zagubieni, jednak wkrótce okazało się, że potrafimy odnaleźć to niezwykłe miejsce, które wy ludzie nazywacie snem. Nasza królowa stworzyła je dla nas, byśmy mogli być razem. Wkrótce jednak odkryliśmy, że nie jesteśmy sami. Wieloryby, delfiny, szympansy, goryle, psy, świnie, niedźwiedzie, konie i nawet wy, zaczęliście dzielić z nami wspólną przestrzeń śnienia.

 

Przez ten fragment między innymi uznaję, że to jednak coś więej, niż zbieżność tytułów. Tekst nie tylko tytułem moim zdaniem przekracza granice “inspirowałem się…”, a wchodzi w świat fanfików wiadomego uniwersum (nie zdradzam, jak ktoś chce jeszcze pogłówkować). Ja nie mówię, że to coś złego – mówię tylko, że taka kotwica trzyma ten tekst za dno.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Nie docenia się fanfików, a ja jestem fanem – sam czasem piszę. Tylko, że ten tekst to jednak za mało, żeby złożyć hołd oryginałowi i za mało, żeby z oryginałem wejść w polemikę. Z trzeciej strony nie broni się też jako samodzielny tekst, bo nie jest od oryginału wystarczająco oderwany (podejrzewam, że Finkla jest tego ofiarą). Utknął ten tekst w takim fanfikowym limbo, gdy nie jest ani dla fanów, ani dla nowych czytelników. Trochę tak, jakby był napisany przez autora dla autora, żeby mógł się pobawić swoimi japońsko-morfeuszowymi fascynacjami.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Funie, dzięki! Efekciarskie pierwsze zdanie, bo pisane na konkurs. Ocha namierzyła bardzo ładnie. Powiedzmy, że dla pierwszych zdań mam taryfę ulgową :) Jeśli chodzi o tytuł, to chodzi o powiedzenie “zobaczysz to, jak świnia niebo”, czyli “nigdy to się nie stanie”.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Aż sprawdziłem, obaj powiedzieli to sobie nawzajem w dwóch różnych momentach.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Zlitował się nad nimi piekarz. Wdowcem był, a i dzieci wszystkie mu pomarły. Pomyślał, że odchowa Spytków i w zamian pomocy się doczeka. A roboty przy pieczeniu chleba było w bród. Pomagali bracia jak mogli, głodu nie cierpieli, i ogłady nieco nabrali. Żyli tak sobie spokojnie, aż stało się tak pewnego razu, że pojechali z piekarzem po mąkę do młyna. Droga była wyboista, wóz trząsł się okropnie i trzeszczał. Koło widać było źle zamocowane, bo trafiło na kamień i odpadło.

Na tym akapicie się zatrzymałem na chwilę, bo coś mi nie grało. Najpierw myślałem, że coś jest nie tak z rytmem, ale to nie to – po prostu tutaj zaczęło mi strasznie przeszkadzać to natrętne stylizowane umieszczanie orzeczenia na końcu zdania. Pomarły. Doczeka. Nabrali. Trzeszczał. Odpadło. Brrr. Stylizacja w ogóle w całości jakoś ogarnięta, ale miejscami zbyt natrętna właśnie i na jedno kopyto. Przypomniało mi się, co Geralt kiedyś powiedział Jaskrowo: Uważaj, wpadasz w żargon ;)

Tekścik sympatyczny. Wydaje mi się, że jest i w Tobie i w tekście potencjał na większą krwistość historii, więc niecierpliwie będę czekał.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

To się wpierd….łem.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

A co to za lista dokładnie?

(ja tylko skorzystałem z poradnika Funa)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Meh.

;)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Relatywizm i Augustyna przywołał Silver_advent, nie ja (no dobra, ja to nazwałem, ale przywołał on). Do postmodernizmu się przyznaję :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

O nie! Ja komentuję jako czytelnik, jako piszący to już różnie bywa. Ale wiesz, jak toleruję podwójne standardy wyłącznie u siebie. Swoje opowiadania traktuję jako szczeble na drabinie – nie uważam ich za dobre, uważam, jednak, że próbuję. Nie wiem też, co jest na szczycie tej drabiny jeszcze.

Weronikę Murek polecam, już Ci kiedyś pisałem, pierwsze opowiadanie w “Metodzie…”. To najlepsza rzecz, jaką czytałem w ostatnich latach.

Ja Twoje opowiadania też lubię, ale zacytuję jeden z moich ulubionych filmów: 

I'll tell you, man (…) there are no two words in the English language more harmful than "good job".

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Mam Ci pokazać dobrą literaturę? Bułhakow jest niezły :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Aż sobie sprawdziłem, czy jest jakiś autor/jakaś autorka w Fabryce Słów, którego/którą lubię. I szczęśliwie są, więc jest dla Ciebie nadzieja ;) (choć te ich książki, które lubię wydawali gdzie indziej). Jest też Adam Przechrzta, który pamiętam, jak mnie absolutnie zachwycił swoim debiutanckim opowiadaniem, a potem jakoś skandalicznie rozczarował wszystkim innym, co napisał.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Rzeczywiście się nie rozumiemy, ale jest na to rada – apeluję o uważne czytanie moich komentarzy ;) Chodzi mi o ten fragment:

Uważam służbę literaturze za ważniejszą od służby czytelnikowi (nie, nie uważam tej drugiej za nieważną).

Również nie uważam, ze jak coś jest popularne, to nie jest dobre, to by był dziwaczny pogląd. Uważam, że “dobre” nie ma nic wspólnego z “popularne”, uważam, że korelacja między tymi rzeczami zachodzi w bardzo ograniczonym zakresie. Wszystkie cztery wariacje występują w świecie: dobre i popularne, dobre i niepopularne, niedobre i popularne oraz niedobre i niepopularne.

Średniość nie jest efektem kompromisu. (Uważam, że) Jeśli punktem wyjścia do pisania literatury jest to, czy będzie się podobać, to mamy do czynienia z rozrywką, a nie sztuką. Nic w tym złego, ale ja mam wtedy mniej entuzjazmu dla takiego tekstu. Jeśli punktem wyjścia jest służba literaturze (ja naprawdę nie umiem tego lepiej wyjaśnić, niż zrobił to Llosa), to mamy do czynienia ze sztuką – która na luzie może być rozrywkowa, ale będzie sztuką. Dogsdumling dobrze namierzył, to co myślę o zdaniu, od którego zaczęła się dyskusja – ono jest tam wyłącznie po to, żeby się podobać. Jest bardzo efektowną pisanką, ale kurczak się z niego już nie wykluje.

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Ja się przychylam ku służbie czytelnikom… i sobie. Szukam kompromisu, by pisać tak, żeby odbiorcom się podobało, i żebym sam był zadowolony. 

Ja z kolei uważam, że takie samoograniczanie to wyasfaltowana droga do średniości, ale każdy jest kowalem własnego losu. Fabryka Słów jest bardzo łasa na taką literaturę :)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Przepraszam, ale z relatywizmu i rozmawiania o nim wyleczyłem się dość dawno, więc nie będę wchodził w tę dyskusję, bo jeszcze nigdy mnie ona do niczego nie doprowadziła. Jestem jednak w tej kwestii uniwersalistą albo raczej Nikiforem uniwersalizmu, na przykład już pisałem wielokrotnie, że wierzę w to, że dzieło może być obiektywnie dobre, albo złe. Zaznaczę jednak, że pytanie “czy coś jest piękne, bo się podoba, czy może coś jest piękne, więc się podoba” zostało już przedyskutowane milion razy od czasów jeśli nie Platona, to św. Augustyna, podobnie zresztą jak pytanie o słyszalność dźwięku upadającego drzewa w lesie, w którym nikogo nie ma. Wnioski z tych dyskusji, do których jest mi najbliżej, bardzo dobrze oddaje piosenka Kaczmarskiego “Postmodernizm”.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Myślę, że nie da się na to pytanie odpowiedzieć krócej, niż w tej książce.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Mirabell, ja to się dziwię, że są ludzie, którzy tego nie czytali :)

Funie, nie wątpię, że ludziom się podoba. Benny Hill też się ludziom podoba, dla mnie to żaden argument.  Uważam służbę literaturze za ważniejszą od służby czytelnikowi (nie, nie uważam tej drugiej za nieważną) i teksty, które tak priorytetyzują sprawy uważam za lepsze od tych, które sprawę stawiają odwrotnie. Zwłaszcza jak tekst jest o literaturze. Argument “piszę, jak chcę” z kolei uważam, za bardzo właściwy i na miejscu, bez ironii. Nie wiem, jaką mam radę, a w ogóle unikam wbrew pozorom dawania rad, poza technicznymi, ja piszę o swoich odczuciach.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Tak się składa, że w trakcie mojej krótkiej kariery naukowej zajmowałem się metaforami właśnie, to w literaturze moja największa fascynacja i najulubieńsze hobby. Moja prywatna definicja metafor zawiera w sobie taki komponent: metafora przenosi zachwyt literaturą w inne miejsce mózgu i wyobraźni, bez metafory tenże zachwyt nie jest wykluczony, ale jest bardziej konserwatywny, siedzi w z góry ustalonej pozycji. Polecam Lakoffa jako literaturę uzupełniającą.

W tym opowiadaniu się nie odnajduję w związku z tym – metafory dla mnie przede wszystkim konotują, a nie denotują. Czyli nie są białe, zielone, kwadratowe. Widzę w tym opowiadaniu zamach na literaturę, ale zamach przez trywializowanie, a nie przez dekonstrukcję. Literatura się na szczęście przed tym obroni ;)

Ludzie w autobusie byli ściśnięci jak sens w haiku.

BA-da-BUM-tssss. Przy czym to nie komplement. Strasznie mnie takie efekciarstwo zniechęca do czytania. Literatura to nie stand up, a to zdanie jest napisane tak, że aż widzę, jak się zatrzymujesz w pisaniu i czekasz, aż brawa ucichną.

Myślę, że ze wszystkich Twoich opowiadań, które czytałem, to podobało mi się najbardziej warsztatowo, dobre tempo, klasyczna, czyli dobra, konstrukcja, humor wystarczająco subtelny, żeby mnie cieszył (ale na granicy miejscami – Łukasz przypominał mi Morte’a z Planescape’u, albo Murrey’a z Monkey Island, ale wzorca nie doścignął – żałuję też, że nie dostał szansy odkupienia), ale nie wiem, co z tym tekstem zrobić. Często trafiam na tym portalu na teksty, które są terapeutyczną reakcją na coś i to jest jedno z nich, jak sam przyznajesz, ale też jak sam się domyśliłem. Najczęściej po ich lekturze jestem zniechęcony (bo “co mnie to do chuja obchodzi…” :) ) – tym razem na szczęście nie, bo nie zapominasz o czytelnikach, ale widzę to raczej jako udane ćwiczenie warsztatowe, niż pełnoprawną opowieść.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Sam jestem zdziwiony, że to aż tyle zajęło ;)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

No proszę, proszę. Podziękowania i gratulacje. Jak ktoś ma jakieś wskazówki w sprawie bibliotekowania, to przyjmę.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Podejrzewam, że jest to wprost proporcjonalne do odwrotności przyjemności z czytania prozy pana L.

Nie wydaje mi się.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Cieniu, Tenszo, dziękuję za głosy i opinię. Bardzo dla mnie ciekawe jest to, jak różne opinie zbiera ten tekst – zestawienie Waszych komentarzy bardzo dobrze to pokazuje, oboje piszecie “mimo stylu…”, ale skręcacie potem w przeciwnych kierunkach. Odnosząc się do poszczególnych kwestii:

Od kiedy to trzeba czegokolwiek szukać, żeby coś znaleźć?

Ciekawa uwaga, Cieniu, sam dużo czasu spędziłem nad tym fragmentem, bez radykalnych wniosków jak Twoje. Wydaje mi się, że to “znalazłem” jest osadzone w kontekście, który to kontekst sugeruje intencjonalne szukanie i właśnie od tego narrator ucieka, z tego się wycofuje. Rzeczywiście można by prościej: “Znalazłem, choć wcale nie szukałem, przybory do pisania po prostu tu były” – jeśli będe to jeszcze redagował w przyszłości, to na pewno na to zwrócę uwage.

I teraz zastanawiam się, czy to rażące niedopatrzenie autora, czy rażąca nadinterpretacja czytelnika?

Niedopatrzenie na pewno nie, ja z jednej strony mam w głowie naturę “wybuchającego nieba”, a także przyczynę, z drugiej celowo nie wkładałem wyjaśnień pod pióro narratora (i teraz też tego nie zrobię, bo nie robię przypisów do opowiadań). Nie wydaje mi się też, ze jest to nadinterpretacja czytelnika – zupełnie sensowne pytanie. Tak naprawdę to teraz dziwię się (sobie), że narrator go nie zadał wśród innych pytań. Więc summa summarum zgadzam się z tą uwagą.

I za diabli ogon nie wiem dlaczego tak jest i – uczciwie rzecz ujmując – nawet nie chcę zgadywać.

Bo tak po prostu czasem jest i z tym się nie dyskutuje :)

Opowiadanie do publikacji wymagałoby porządnego przeredagowania, w szczególności warstwy językowej.

Tenszo, ponieważ ten komentarz dość mocno odbiega od vox populi, to bardzo bym się ucieszył, gdybyś znalazła chwilę i myśl rozwinęła, tutaj lub na priv. Oczywiście nic na siłę i żadnych roszczeń nie mam.

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Nie włączę się w dyskusję o wyższości Lovecrafta nad Lovecraftem i vice versa, napiszę coś o samym szorcie – no bo średni jest. Nie grzeje, nie ziębi, nie bawi, nie umartwia, nie zaskakuje, nie porywa i nie zastanawia. Jako forma autoterapii po lekturze HPL może się i sprawdza, ale czy czytelnik też takiej terapii potrzebuje – mam wątpliwości.

Z pastiszowego punktu widzenia podobało mi się jedno:

(…) drzemała tuż pod powierzchnią. Pod powierzchnią czego – nie wiemy.

Może trochę ten fragment zbyt szuflą do głowy, ale jednak się uśmiechnąłem.

 

Pozdrawiam w imieniu Dzikiej Kozy z Lasu i Króla w Żółci. Wiemy, gdzie mieszkasz, idziemy po Ciebie.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

A czy można się zapisać w kolejkę?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

klapka na płyty przestała wyjeżdżać niczym ręka wstydliwego żebraka

Dobry pomysł na metaforę, ale wydaje mi się, że źle skonstruowana – klapka wyjeżdża jak ręka żebraka, a z tego zdania wynika, że nie porównujesz do ręki klapki, tylko przestawanie. W ogóle metafor i porównań jest dużo w całym tekście, moim zdaniem wręcz za dużo, ale to już kwestia gustu. Jestem też rozdarty między zadowoleniem z oszczędności w słowach w wielu miejscach, a jednak poczuciem, że tu i ówdzie przydałoby się choć na chwilę zwolnić i jednak coś dopowiedzieć w szczegółach. 

Bohater w tekście nazywa się Lulkiem, bankierem, knypkiem, małym, chłopcem, dzieciakiem, dzieckiem, pszczółką i szaradzistą, czasem z różnymi przydawkami – jak dla mnie trochę za dużo w tak krótkim tekście, zwłaszcza, że niektóre z tych określeń są ustawione bardzo blisko siebie, na przykład tu:

– Cześć – mówię, stając nad chłopcem.

– Cześć – odpowiada, nie podnosząc głowy.

– Co rysujesz? – pytam skupionego dzieciaka.

Unikanie powtórzeń to oczywiście ważna część warsztatu, ale ciągłe szukanie synonimów to jednak tylko jedna z metod, wcale zresztą nie taka banalna. “Chłopiec” i “dzieciak” konotują odrobinę inne rzeczy, to rzeczywiście subtelna różnica, ale jednak istnieje. Umieszczając te słowa tak blisko w tekście, w mojej głowie budujesz chaos. Są inne sposoby – akurat w tym wypadku można napisać “stając nad skupionym chłopcem” (jest więc i scenka – stanie nad chłopcem – i określenie stanu chłopca, nic nie gubisz), a potem po prostu wywalenie “pytam skupionego dzieciaka” (żadne z tych słów nie jest potrzebne – bo wiadomo, że pyta, wiadomo już kogo i wiadomo, że ten ktoś jest skupiony i nie podnosi głowy). Tak bym się do tego zabrał jako redaktor.

Po drugiej lekturze znalazłem fantastykę w opowiadaniu ;) Bardzo elegancka scenka, jako młodemu rodzicowi sprawiła mi sporą przyjemność.

 

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Nowa Fantastyka