Profil użytkownika


komentarze: 65, w dziale opowiadań: 55, opowiadania: 12

Ostatnie sto komentarzy

dziękuję :) a odpowiadając na Twoje pytanie… może Kurtowi i jego oddziałowi się wydawało? może coś po Klasztorze pozostało? …a może nadal tam stoi…? Może kiedyś sama zapuścisz się w “dzikie okolice Wogezów” i staniesz naprzeciw posępnej sylwetki dawnego klasztoru… ;) pozdrawiam z Chamonix i dzięki za lekturę! :)

Ponownie dziękuję za wnikliwą lekturę i szczegóły :)

Lampy naftowe były używane jak najbardziej i powszechnie również na statkach.

Co do sceny pogrzebu, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie :) zwyczajnie nie pomyślałem o różnicach wyznaniowych, tak to sobie wyobraziłem i od razu zapisałem, nie zadając sobie trudu, żeby sprawdzić czy to przypadkiem nie błąd. Mea culpa.

Pozdrawiam!!

b.

Dzięki za wytknięcie błędów, poprawię w wolnej chwili :)

Przekleństwo takie a nie inne wydawało mi się po prostu bardziej naturalne, niż umieszczenie w tekście takiego, które dziś mogłoby się nam wydawać śmieszne po prostu, ze względu na swoją archaiczność, więc stąd decyzja. Powtarzanie dziennika musi być ! :) Ordnung musi być ! ;)

A co do Wogezów, myslę, że dla wielu XIX-wiecznych młodych bibliotekarzy, każdy rejon oddalony od domu i nieoświetlany lampą naftową mógł się wydawać dzikimi ostępami :)

Dziękuję za wnikliwość i za lekturę, pozdrawiam serdecznie!

b.

Jak najbardziej celowe ;) opowiadanie pisane było na konkurs, którego Rzewuski był pretekstem.

A co do przypisu… jak ostatnio nie dałem (opowiadanie KLASZTOR) to ktoś mi zarzucił, że nie było ;)

 

Dziękuję za docenienie tekstu, zapraszam do pozostałych i pozdrawiam!

Wikipedia to niepewne źródło, ale takie daty podaje też Roszkowski w podręczniku bodajże i Leszek Frelich w Wyborczej.

Co do zdania o odczuwaniu zimna, czy jakimkolwiek śladzie budzącym podejrzenia co do Macieja, bałem się tego, że zaraz wszyscy by mówili, iż doskonale wiedzieli do czego wszystko zmierza, że wszystko było wiadome od początku itp… ;)

A co do tytułu… wydawał mi się bardzo klasyczny ;)

 

pozdrawiam serdecznie!

W latach 1860-1865 weszły do powszechnego użytku. W 1853 roku oświetlono (jako pierwszy na świecie!) cały Szpital Powszechny we Lwowie. A Jeśli została wymyślona na galicyjskich kresach południowych, pozwalam sobie przypuszczać, że na dwory kresów północnych trafiła bez problemów ;) nie róbcie z nieistniejącej Rzeczpospolitej zaścianka! ;)

dzięki za komentarze :) a przecinki poprawię :) pzdr!

Różna jest krytyka, ale z tą zakąską zabolało, chyba wyobraziłem sobie tę scenę zbyt wyraźnie i mnie przeraziła :D toteż przepraszam i gdyby się dało na odległość to bym polał :)

Dziękuję raz jeszcze za komentarze :)

Dziękuję za komentarze i za tak szybkie umieszczenie w bibliotece! Bardzo jest mi miło :) No więc zaburzenie proporcji, to tempo bardzo wolne na początku a potem nagłe przyspieszenie, to taki zabieg miał być, żeby czytelnik nie miał czasu na domyślenie się zakończenia, bo tu bardzo liczyło się zaskoczenie. Widać nie do końca wyszło :) Będę miał nauczkę na przyszłość, żeby nie eksperymentować za bardzo :D

Zachowanie ojca jest trudne do wytłumaczenia i on sam bardzo się tego wstydzi, stad też bierze na siebie odpowiedzialność i pokutę, jaką jest codzienne opowiadanie tej samej historii Maciejowi, gdyby zachował się jak na ojca przystało, nie miałby, być może, aż takiego poczucia winy.

Poza wstępem narrator jest klasycznie trzecioosobowy, cichy, nie wiedziałem, że może wprowadzić zamieszanie :)

regulatorzy: Zawsze uznaję takie uwagi za przydatne, szczególnie Twoje ;)

Dziękuję jak zawsze za wytknięcie błędów różnorakich. Już poprawione :)

Cieszę się, że się podobało i pozdrawiam!

Dzięki za wnikliwość i zainteresowanie :) i chyba także za oddanie głosu :)

Polecam uwadzę resztę tekstów, jak znajdziesz czas :)

Obiecuję,, że w kolejnych opowiadaniach, osadzonych w tym uniwersum, fantastyki będzie więcej :)

#regulatorzy – dziękuję, jak zawsze, za wyłapanie wszelakich błędów w tekście. Z wszytskimi się zgadzam, więc wszystkie poprawiłem (sam już bym ich pewnie nie znalazł ;) )

Zastanawiałem się tylko nad martwotą, bo moja wersja była błędna ale w Twojej też mi coś nie gra, sam nie wiem…

Co do fantastyki – tekst był krótki, więc może trochę jej zabrakło, a nie jestem zwolennikiem wpychania wszędzie “elfów, krasnoludów, gnomów i innych magicznych postaci” ;) Sam świat jest wymyślony, więc do innego działu, tekst by nie pasował. Ważny był dla mnie morał :)

Cieszę się i dziękuję. Tak to jest, jak się lubi przerost formy nad treścią, a to niestety moja wada ;D

W takim razie, ja też popełnię prywatę i zaproszę.

 

http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/3075

 

POGOŃ – tekst ma już dobre kilka lat i ugrzązł :-)

Dzięki wielkie za odwiedziny :) W konkursie udało się wywalczyć II miejsce. Co z samego rana poprawiło mi humor :)

pozdrawiam!

Dziękuję lenah :) nie zrażam się, tym bardziej, że wypisałaś mi masę komplementów ;) a co do fabuły… ;/ za krótko, za mało… to bardziej taka estetyczna scenka, ruchoma ilustracja – tak wyszło :)

Zapraszam Cię do pozostałych opowiadań, tam nie ograniczał mnie regulamin i limit słów więc i opowieści na tym zyskały :) Bardzo miło mi będzie gdy tam zajrzysz.

Pozdrawiam!!

Błędy i zapis poprawione. Dziękuję! Fakt, że limit znaków wykorzystałem do cna i dwa razy musiałem skracać opowiadanie na pewno się nie przysłużył, bo miałem apetyt na dłuższą opowieść. :) Ale z drugiej strony wyjaśniać nie za bardzo jest tu co, potwór to potwór, nie potrzebuje motywacji by napadać na podróżnych po nocy ;D A końcówka dotyczy Liczyrzepy, jak zauważył Madej90.

silver_advent trafiłeś w sedno z tą fabularną wstawką do przewodnika, bo konkurs jest organizowany przez załogę schroniska w Karkonoszach i stad taki format i taka tematyka a nie inna, toteż, jesli podobało Ci się wykonanie, to to dla mnie najważniejsze :) Sięgnij po dłuższe teksty jeśłi masz czas i ochotę.

 

Pozdrawiam!

No to się cieszę :) Dwa inne opowiadania są tutaj na stronie – “Klasztor” i “Pogoń”, piszę niestety niezbyt często, tzn na tyle na ile starcza czasu i samozaparcia ;) dzięki za wpis!

O właśnie, wątek którego szukałem :) Od pewnego czasu już chciałem spytać, co tu zrobić, żeby zwrócić uwagę na stare opowiadania, które mają “punkty bibliotekowe”, tym bardziej, że nie produkuję maszynowo, nie jest ich więc dużo.  I nie chodzi mi o fanfary i peany na cześć popełnionych historyjek, ale na to żeby dotarły do większej ilości osób, które mogą podzielić się opinią, bo po początkowej publikacji schodzą coraz niżej i niżej i po krótkim czasie nie ma siły, żeby ktoś je zauważył :)

Także jakby ktoś coś to zapraszam :)

Pozdrawiam!!

Hej, nastrojowe opowiadanie. Trochę zabrakło mi zakończenia, ale co kto lubi :) Zapraszam do mojego Mary Celeste, bo jest nieco podobne w klimacie, oraz do pozostałych. pozdrawiam!

Błędy w zapisach dialogów zotały, prawdopodobnie, wytrzebione :) Kilka innych małych niedociągnięć takoż. Dzięki za odwiedziny i analizę. Zapraszam do oceny, może oczyszczone nada się teraz do biblioteki. Pozdrawiam!

W pierwszym zdaniu niepotrzebna kropka, w drugiej kropka winna być po “konającego” I Jakoś ..z dużej litery a w ostatnim Głowa z dużej… tak to teraz widzę…ale sam już po prostu nie umiem tego wyłowić, syndrom pracy magisterskiej… za dużo razy widzi się własny tekst :) NIe będzie mnie teraz 3 tygodnie, ale jak wrócę to ogarnę :) dzięki!

Dzięki za kolejną analizę :) literówki poprawione, przecinki i powtórzenia (tam gdzie je znalazłem) też. Sam już tego po prostu nie potrafię wyłowić. Zostawiam natomiast “serce w przełyku”, “wytarte napisy” “lekce sobie ważyć” I dużą rzadkość” , bo te wyrażenia są poprawne :) Dzięki jeszce raz za ocenęi pozdrawiam!

Bardzo fajna opowieść, bardzo fajny tekst :)

Tylko czytając ma się wrażenie troszkę, że z żeglarstwem nie miałeś do czynienia w praktyce. Jest kilka takich zdań, gdzie się to wyczuwa. Ale to nie błędy, tylko odczucia ;)

jak np. “Spaść z wyblinek” – powinno być “spaść z want” (bo to trochę jakby powiedzieć “spaść ze stopni” zamiast “spaść ze schodów” albo “spaść ze szczebli” zamiast “spaść z drabiny”.

I jeden błąd merytoryczny:

“Zwrot przez sterburtę!”zwrot jest albo przez sztag, albo przez rufę, zależnie od kursu jakim się płynie względem wiatru. Za taka komendę, kapitan powinien być przeciągnięty pod kilem przez załogę ;)

Ale dobrze się czytało :) pozdrawiam!

Klimat rzecz podstawowa! :) Cieszę się, że tym razem zeżarło trochę bardziej ;) A z tematem to raczej było tak, że research prosił się o tekst, bo już dawno chciałem popełnić coś z wojną trzydziestoletnią w tle. To trochę mój “konik”.

Pozdrawiam!

Uff, wreszcie mogłem usiąść i poprawić wszystkie błędy. Szczerze mówiąc, tyle razy przeglądałem już ten tekst na przestrzeni kilku miesięcy, bo pisałem go niestety z dużymi odstępami czasowymi, że tego co znaleźliście nie zauważyłbym nawet gdyby podkreślone było korektorem :) Dlatego serdeczne dzięki za korektę.

Bardzo się cieszę, że opowiadanie się podobało i że jest klimatyczne, bo właśnie na tym mi najbardziej zależało :)

Nie ma sensu, żebym odnosił się do wszytskich wytkniętych błędów bo zgadzam się z nimi w 99% procentach :)

Zostawiam jedynie:

– Kupida (ponieważ to odmiana imienia Kupido, czyli starszej wersji imienia Kupidyn – no i wiara nie wiara, ale akcja dzieje się w XVII wieku, AMOR, EROS czy jak go tam zwać ;) to spuścizna antyku, a ta weszła do powszechnej frazeologii, do tego gość jest zakochany ;)

– Redingot, bo to w sumie mało istotne, a z kontekstu można się domyśleć, że chodzi o ubiór wierzchni

– gałąź, bo dużą gałęzią głowę można ruzłupać ;)

– Karczmę, bo w każdej wsi, nawet odizolowanej ( a kiedy wieś zakladano, może jeszcze odizolowana nie była) trzeba gdzieś się zbierać I alkoholizować, tak więc kościół i karczma to rzeczy święte :)

 

Cała (mam nadzieję) reszta poprawiona :) Dziękuję jeszcze raz serdecznie za wnikliwą analizę I serdecznie pozdrawiam! Może teraz nada się do biblioteki ;)

faktycznie, jest bezterminowo, tylko jako analfabeta techniczny nie umiałem znaleźć klika EDYTUJ ;D teraz już jest ok :)

No widzę właśnie po Twoich tekstach autorskich, że mamy zupełnie inne gusta literackie ;) W każdym razie dzięki wielkie  za opinię i za dogrzebanie się do takich staroci.

ps. A za uważne przeczytanie MC dzięki jeszcze większe, bo tam faktycznie był błąd we wskazanym przez CIebie zdaniu. Niestety nie mam go jak poprawić już :|

 Pozdrawiam! :)

PsychoFish: No właśnie okazało się, że jednak brakowało. Niebrakujące szalupy budziły więcej dreszczyku emocji, ale to mit. Brakowało szalupy i przyrządów nawigacyjnych, więc pewnie nikt w pośpiechu MC nie opuszczał. :)

No więc tak :) jeśli chodzi o kapitana z dużej litery, “zamykając” i powtórzenia, to zostawię jak jest. Niech stylistyka będzie winą oficera (w końcu on pisał swój dziennik), a duża litera jest celowo, to wyraz szacunku w tekście, wobec przełożonego. “Do miejsca” w tym kontekście też mi jakoś naturalniej “potoczniej” brzmi. Resztę poprawiam i bardzo dziękuję, za aż tak wnikliwe czytanie, tym bardziej, że ja sam, chyba aż tak nie uważam przy cudzych tekstach. Pozdrawiam! :)

Ech…to jak praca magisterska…tyle poprawek, a ciągle błędy :D Część poprawię, Część obronię, ale jak wrócę z włajaży ;) tj. po majówce i powrocie do kraju. Dziękuję za wnikliwość i pozdrawiam! :)

No właśnie, w kontekście zakończenia, ostatnie zdanie jest trochę zbyt wieloznaczne, jak na mój gust. Nie bardzo wiadomo czego dotyczy.

Sympatyczna przypowieść w stosownej stylistyce. Ładna. A co do zarzutów o naiwność i dziecinność… na stronie widziałem dużo bardziej infantylne opowiadania pretendujące do miana "bohaterskich eposów fantasy", a tu wiedziałem co czytam i mi się podobało :)

Całkiem miłe. Trochę małych literówek i błędów jak "hlupoczący", "idylowy" zamiast idylliczny , gdzieniegdzie duża litera zamiast małej i przecinki… tu za dużo, a tu brak. Ale to szczegóły. Podobało mi się, tylko zdradź mi co to za błąd, w którym przyszło mu żyć - rozumiem, że był psychiczny tylko, a nie wampirem? :) pzdr!

hmmm…nie wiem coś mi zgrzyta. Nie gramatycznie, ale jakoś rytm mi się gubi. Może to głupie, może już się przyzwyczaiłem do tego zdania i dlatego. Muszę zostawić tekst na jakiś czas i wrócić do niego na świeżo. :)

Dzięki za wytyk. Błędy poprawione. Tylko z KTÓRYM/JAKIM się nie zgadzam. Zaciekawiło mnie to, ale nawet po "autodokształceniu" dalej mi wychodzi, że takie użycie jest poprawne w tym kontekście. A jeśli mimo wszystko się mylę, to nie chcąc wszczynać dyskusji, jak "pewien pan z okrętem w tle", pozwól ten jeden błąd zatrzymać, bo KTÓRY mi tam jakoś po prostu brzydko brzmi ;) Pozdrawiam!

Cieszę się :) Co by tu robić, żeby więcej osób zachęcić…? ;)

Dziękuję.  Poprawione. Zawsze coś umknie jednak, choć tyle razy się przegląda. Córę tylko zostawiam, bo to prosty chłopak mówi, nie chcę za jego błędy odpowiadać :) pozdrawiam!

Będzie mi również bardzo miło, jeśli spojrzycie na opowiadanie "Pogoń" , czy by się do biblioteki nadawało. Także niejako klasyczne ;) Pozdrawiam!

Witam. Mam pytanie małe, a nie wiem gdzie szukać odpowiedzi. Przy moim najnowszym opowiadaniu w małym kwadraciku wyświetla się 1 pkt obok liczby komentarzy. Taki półprzezroczysty.  Widzę też dużo opowiadań które mają ten kwadracik i zaznaczone ilość pkt 0 Co to dokładnie oznacza? :)Z góry dzięki za odpowiedź.

Dzięki. Miło "słyszeć". Znam, znam :) Trochę się tego naczytałem zanim zacząłem pisać. Nie ukrywam, że opowiadanie może być trochę przewidywalne, ale to przez niedosyt klasyki. Przerobiłem ostatnio dużo XIX wiecznych opowieści grozy i trochę mi się zatęskniło za takim klimatem :) Zastanawiałem się też, czy ktoś wygoogluje imię Vephar (Wepar, Wefar)

W edycji, nie wiem dlaczego, miałem cztery teksty wklejone. Literówki usunięte. Teraz już powinno być ok :)

hmmm…cholera, mam zgryz, przeglądnąłem cały tekst i u mnie wszystko jest w porządku, nie wiem skąd się wziął ten bełkot i powtórzenia, dajcie znać (jeśli ktoś wie) co się mogło stać przy publikacji, bo mnie się wyświetla prawidłowo… :/

Nikogo z członków załogi nie odnaleziono, więc nie chciałem przeinaczać faktów.  :) Cieszę się, że Ci się podobało.

No cóż, widzę pewną różnicę, pomiędzy tanim chwytem marketingowym w rodzaju Lincoln i wampiry, Don Kichot slangiem i inne ewentualne bzdurne wymysły, a pewnym zabiegiem stylistycznym,  które ma swoje uzasadnienie w formie i klimacie opowieści.  Nie bardzo wiarygodnie wypada też argument dotyczący przyciągnięcia uwagi, skoro od lat  McCarthy jest uznawany za amerykańską klasykę pokroju Faulknera czy Hemingwaya. Nie należę do jego fanów, gusta są różne. Rozumiem, że można nie lubić, ale polecam coś przeczytać nim się zacznie nie poważać i kpić. ;) Pozdrawiam!

 

Mylisz się AdamKB, to jest celowy zabieg.  "The Road is written in a very simple, pared back style. Dialogue is left naked – there are no quotation marks, and often no ‘he said-she said’ signals. No comments or judgments are made on the part of the author, and rarely on the part of the main character, The Man. The story is shown, rather than told. " …mowa tu akurat o Drodze, ale ten zabieg jest we wszystkich jego książkach.

  Hej. Przede wszystkim, dzięki wielkie, że chciało Ci się przez ten tekst przebrnąć. Jest specyficzny i tak jak dwa pozostałe, sprzed kilku lat (przy okazji, nie logowałem się od czasu umieszczenia tamtych poprzednich dwóch tekstów więc ciężko powiedzieć, żebym był tu doświadczonym forumowiczem) tylko połowicznie nadają się na tę stronę. Znam jednak kilka innych portali tego typu i to ten jest właśnie najbardziej rzeczowy i to tutaj spodziewać się można jakichś konkretnych opinii, toteż tu właśnie lubię wracać. ;) W związku z tym, że tyle czasu poświęciłaś na swój komentarz, chciałem się, z wyrazem szacunku, odnieść do jego poszczególnych fragmentów. I tak: Opowiadanie składa się z mnóstwa niedopowiedzeń, dlatego ciekawi mnie kim był Piotr i dlaczego podarował noworodkowi flet? Dlaczego temu dziecku? Kim była panna, którą Okromek spotkał w lesie i sprowadził do domu rodziców? Czy między Piotrem i dziewczyną istniał jakiś związek, a jeśli tak, to jaki? [No właśnie. To opowieść, bajda, nie wszystko musi być w niej wyjaśnione. W tytule wspomniałem o filmografii, dość znanego polskiego reżysera nomen omen, i do niej właśnie nawiązuje klimatem tekst. Niedopowiedzeń jest dużo i tak miało być. Czy dowiadujemy się dlaczego „Grający z talerza” nie mógł grać z talerzy pełnych, czy jest sens dociekać dlaczego żywa woda Jańcia Wodnika płynęła po drabinie do góry…? Nie trzeba, tak jest dobrze ;) ]   „Wszelki duch! – Zawołał pszczelarz od progu”. – Kwestię dialogową rozpoczyna myślnik; zdanie winno brzmieć: – Wszelki duch! – zawołał pszczelarz od progu.  W całym opowiadaniu nie ma nawet jednego, prawidłowo zapisanego dialogu. [Całkiem zamierzenie nie chciałem używać podręcznikowej formy zapisów. To zresztą nie mój pomysł. Tak robi co najmniej kilku poczytnych autorów, tak sobie wymyśliłem w tym tekście i tak to też zostawiam. Nie znaczy to wcale, że zasady są mi obce. W POGONI (zapraszam), ze względu na formę taki zabieg byłby pozbawiony sensu. „Jeździec ściągnął wodze i obrócił konia wokół własnej osi”. – Własnej osi jeźdźca, czy własnej osi konia? ;-) „Obwiązał zwierzę przy zbutwiałym płocie…” – Czym jeździec obwiązał zwierzę? ;-) Pewnie miało być: Uwiązał zwierzę przy zbutwiałym płocie… „…za każdym razem towarzyszyła mu coraz większa kępa złotych, prostych włosów”. – Wolałabym: …za każdym razem towarzyszyło mu coraz większe pasmo złotych, prostych włosów.   „…jedynym światłem spadającym na nich z pomiędzy liści…” – …jedynym światłem spadającym na nich spomiędzy liści… „Jej oczy były jednak bystre i sprawiały wrażenie młodszych niż reszta facjaty”. – Facjata w tym zdaniu brzmi koszmarnie. Proponuję: Jej oczy były jednak bystre i sprawiały wrażenie młodszych niż reszta lica/ oblicza/ gęby.  „Potem ruszył prosto ku drzwiom i wyszedł schylając się pod powałą”. – Jeśli powała była nisko, Piotr, będąc w izbie, cały czas powinien stać pochylony.  „Na ramiona zarzucony miał wełniany kożuch…” – Na ramiona zarzucony miał barani kożuch… Wełniany, to wyrób wykonany z przędzy otrzymanej z sierści np. owiec, kóz czy wielbłądów, albo innych zwierząt. Wełniany może być sweter albo płaszcz. „Wbił wzrok nerwowo wzrok w ziemię”. – O jeden wzrok za dużo. „Bystry wzrok chłopca powędrował w tamtym kierunku i w jego oczy uderzył fragment śnieżnobiałej bieli…” – A poza tym śnieżnobiałym fragmentem, biel składała się z zestawu innych, równie białych bieli. ;-) Wolałabym: Bystry wzrok powędrował w tamtym kierunku i chłopiec ujrzał śnieżnobiałą plamę…  [We wszystkim się zgadzam. To te wyrażenia, które były błędnie  sformułowane, lub takie, gdzie Twoje propozycje brzmią dużo lepiej.] J   „…pod boczną ścianą, usadowione było wysokie łóżko…” – Wolałabym: …z boku, pod ścianą, stało wysokie łóżko… „Miał ogromne, bystre oczy, które skrywał często pod rondem postrzępionego, granatowego kapelusza, jaki dostał od ojca w dniu swoich piętnastych urodzin”. – Wolałabym: Miał ogromne, bystre oczy i często je skrywał pod rondem postrzępionego, granatowego kapelusza, który dostał od ojca, w dniu piętnastych urodzin/ w dniu kiedy skończył piętnaście lat. Nie dostajemy prezentów z okazji cudzych urodzin. „Okromek nie przestawał grać i jednocześnie obserwować nieznajomej”. – Wolałabym: Okromek nie przestawał grać i jednocześnie obserwował nieznajomą.  „…wyszedł na szeroki, ubity trakt płynący przez łąki w kierunku lasu”. – Wolałabym: …wyszedł na szeroki, ubity trakt, prowadzący przez łąki, w kierunku/ w stronę lasu.  „Za dużo tę głowę trzymasz w chmurach, synu, za dużo… – skarcił Okromka”. – Wolałabym: – Za często/ za bardzo  trzymasz głowę w chmurach, synu, za często/ za bardzo… – skarcił Okromka. „…rodzice chłopaka, jak co roku, zaprosili swych sąsiadów na mały poczęstunek, z okazji rocznicy narodzin swego syna”. – Wolałabym: …rodzice chłopaka, jak co roku, z okazji rocznicy narodzin syna, zaprosili sąsiadów na mały poczęstunek. Piszesz: rodzice chłopaka, więc wiemy, że to ich syn. Jasne jest też, że zaprosili sąsiadów, nie obcych ludzi. „W sękatej dłoni dziada tkwił kostur, na którym ten zwieszał się by nie upaść”. – Raczej: W sękatej dłoni dziada tkwił kostur, którym ten podpierał się, by nie upaść.  [Zaręczam Ci, że wszystkie formy są prawidłowe, a ja WOLAŁEM, żeby one właśnie zostały użyte. Szczególnie zaskoczyło mnie, że zwróciłaś uwagę na zdanie „z głową w chmurach”, kiedy to tekst wypowiadany przez postać, a nie narratora i jako taki, może on przybrać dowolny kształt. Dlaczego prosty chłop miałby używać prawidłowej formy? Oddajmy mu wszak autonomię wypowiedzi ;) ] „Zgroza sceny, jaką ujrzał, popchnęła go na kolana”. – Zgroza sceny, którą ujrzał, popchnęła go na kolana.  „…przemierzając gęste bory jakie okalały Bożęciny od północnej strony”. – …przemierzając gęste bory, które okalały Bożęciny od północnej strony. Lub: …przemierzając gęste bory, okalające Bożęciny od północnej strony. „…w codziennych obowiązkach, jakich nie brakowało przecież w gospodarstwie”. – …w codziennych obowiązkach, których nie brakowało przecież w gospodarstwie. [Wyrazy JAKIE i KTÓRE są bliskoznaczne i można je stosować wymiennie, poza kilkoma wyjątkami, które znam. W powyższych przypadkach użycie słowa  JAKIE nie narusza zasad językowych…poza tym brzmi ładniej.]   „…skinął energicznie głową, aż mierzwa włosów posypała mu się na czoło”. – Czy nie powinno być: …skinął energicznie głową, aż grzywa/ gęstwa włosów posypała mu się na czoło Za SJP: mierzwa – 1. «zgnieciona słoma używana na ściółkę dla bydła»  2. zob. obornik. [Znam znaczenie słowa mierzwa, ale język polski jest na tyle bogaty słownikowo, że szkoda opierać się na dwóch czy trzech wyrazach, kiedy można w nich przebierać bez liku. Co więcej żadne reguły nie zabraniają ich użycia.]    „Ale kim… skąd..? – gospodarz podszedł do Piotra i wbił w niego swoje małe, ruchliwe oczka”. – Ale kim… skąd…– Gospodarz podszedł do Piotra i wbił w niego małe, ruchliwe oczka.  Wielokropek ma zawsze trzy kropki. Czy gospodarz mógł wbić w niego cudze oczka? ;-)   „Zaciągnął swój naddarty kapelusz niemal na oczy…” – Wciągnął naddarty kapelusz niemal na oczy… Czy wciągałby cudzy kapelusz? [Ja wiem, że książka Kresa jest na tym portalu traktowana jak Biblia i wszyscy urządzają polowanie na słynny błąd stylistyczny pod nazwą nadzaimkoza, tudzież są w stanie zoczyć go wszędzie, niczym Pan Macierewicz rosyjskie spiski, J Sam zdaję sobie z niej sprawę i unikam jak ognia, ale w przypadku uwydatnienia znaczenia posiadania czy własności przedmiotu/cechy, dopuszczalne jest użycie zaimka, który niejako podkreśla dane słowo.]   „…wsłuchując się w bzyczenie owadów, baraszkujących w wysokiej, soczystej trawie…” – Nie wydaje mi się, by owady umiały baraszkować. [Dlaczegóż miały by nie baraszkować, dlaczegóż by nie… można powiedzieć, parafrazując Pana Świetlickiego ;) Smutno by było w literaturze, gdyby owady mogły li tylko bzyczeć i latać, a wiatr jeno wiać czy dmuchać J ]  „…oddychając drżąco i patrząc mu prosto w oczy”. – W jaki sposób oddycha się drżąco? [Jest coś takiego jak drżący oddech, zresztą to dość wytarte sformułowanie i powszechne. Nawet strach, czy nie tendencyjne…]   „Ramiona wznosiły się i opadały rytmicznie, wraz z nerwowym oddechem”. – Wydaje mi się, że jeśli coś jest robione nerwowo to raczej bezładnie/ chaotycznie, a nie rytmicznie.    [Organizm zdenerwowanej osoby bardzo często reaguje rytmicznymi ruchami. Szybkim oddechem, dreszczem. Nigdy nie trzęsłaś się ze strachu…? ]  „Łzy Okromka padały na zakurzoną drewnianą posadzkę”. – Drewniana posadzka w wiejskiej chałupie? Nie wierzę! „…a głowa tąpnęła o drewnianą posadzkę”. – Ponownie poddaję w wątpliwość istnienie drewnianej posadzki w domu pszczelarza. [Tak, drewniana posadzka, jako wykończenie i izolacja ziemnej lub kamiennej podłogi. Wiem, że wyraz może kojarzyć się inaczej, ale subiektywne skojarzenia nie zmieniają jeszcze znaczenia wyrazu, prawda? J ]  „Dźwięki unosiły się do góry, a łzy Okromka i krew Franciszka spadały w dół”. – Masło maślane. Czy cokolwiek może unosić się do dołu? Czy cokolwiek może spadać w górę? [I w końcu J Troszkę luzu. Język to nie program komputerowy czy zasady gry fabularnej, można się nim trochę pobawić , jeśli już zna się reguły. Inaczej teksty będą toporne i infantylne niczym książki J. Komudy ;) A całkiem poważnie, dziękuję raz jeszcze za poświęcony czas. Wszystkie wyszczególnione przez Ciebie i przyjęte przeze mnie błędy i tak dyskwalifikują  już to opowiadanie w tej wersji a edytować nie mogę.  Ale tak to już jest, że sam zauważyłbym je pewnie dopiero po miesiącu. Pozdrawiam serdecznie i być może do „usłyszenia”.  

Ciekawy zabieg zastosowany jest w "Krwawym Południku" McCarthy'ego - tam nie ma w ogóle wyróżnienia dialogów.

np.
Musimy jechać na południe. Powiedział Sędzia.

...ot tak po prostu.

może coś pojedyńczo mi umknęło, wtedy proszę o interwencję. Ale raczej już jest okej...

dzięki za linka. Dialogi poprawione, asfalt takoż - bo to błędy niezamierzone, a z asfaltem nawet wstydliwe ;]

mnie już ktoś kiedyś zwracał uwagę na ten płaszcz, a ja go z uporem maniaka broniłem i bronić będę, choćby wbrew zasadom wszelkim, z których sprawę sobie zdaję :)
Co do niemodnego - masz całkowitą rację, to akurat nie zamierzony błąd był,
co do dialogów - nie wiem o co chodzi dokładnie, jak mi powiesz to się zgodzę i przyznam rację, albo mi powiesz i się nie zgodzę i nie przyznam racji, ale chętnie się dowiem o co chodzi :)
pzdr

Nie chcę Cię zniechęcać, ale znajdziesz wtedy dużo więcej błędów strukturalnych, frazeologicznych, stylistycznych, rzeczowych i wszelkich innych... może poza literówkami, bo tylko te nie byłyby zamierzone :)

Forma jest trochę stylizowana, stąd pojawia się np. 15.., takie mugnięcie okiem do Poe'go, on nigdy nie pisał pełnych dat.
A co do pistoletów - to właśnie częste błędne kojarzenie. Weszły w użycie już na pocz. XVi wieku. W drugiej połowie XVI wieku były już "powszechne". (wśród szlachty i oficerów). Nazwa Królestwo Węgier obowiązywała w stosunku do habsburskiej części kraju...

Nowa Fantastyka