Profil użytkownika


komentarze: 3738, w dziale opowiadań: 2217, opowiadania: 1333

Ostatnie sto komentarzy

Fajny, sprawnie zrealizowany pomysł. Szczególnie ostatnie zdanie przypadło mi do gustu i nadało tekstowi większej głębi.

Przegrać w kotka? całkiem dobry tytuł na opowiadanie :) 

Tygrys to już byłby hardcorowy horror. Na równi na aligatorami i anakondami :)

Rozumiem, niemniej jednak czasem groza może kryć się tak gdzie się jej nie spodziewamy :)

Dlatego własnie uznałem, że tak niewinne stworzenie będzie idealnie pasować na siewcę zła :)

Dzięki reg, że zajrzałaś. Później ogarnę wskazane błędy. Nie chciałem wyjaśniać czym jest kot. Chciałem to zostawić w niedopowiedzeniu, żeby każdy czytelnik mógł sobie to dopowiedzieć sam. Nie zawsze groza musi być nazwana. Tutaj przybrała jedynie określony kształt.

Dzięki, Finklo za przeczytanie i klika. Wiem, że groza nie jest Twoim ulubionym gatunkiem. Fantastyka jest sugerowana? Bazuje na niedopowiedzeniach. Nie chciałem czynić z kota, rzucającego się do gardła drapieżnika niczym królik z filmy Monty Pythona. Wolałem wprowadzić element niesamowity bardziej subtelnie :)

NearDeath, dzięki za przeczytanie i pozytywną opinię. Nie chciałem, żeby cały tekst opierał się na niedopowiedzeniach, stąd końcowa scena w domu. Miała dodać odrobinę więcej emocji no i krwi :)

Niezłe, choć tyłka nie urywa. Spełnia jednak wszystkie wymogi porządnego drabbla.

Też nie wydaje mi się, żeby sukces komiksu zależał od rysownika. Może w latach 80-90, kiedy szeroko pojęta popkultura nie była jeszcze tak rozwinięta, czytelnik wiekszą uwagę zwracał na rysunki, jednak teraz pierwszorzędną rolę gra fabuła. Bez niej dobry komiks nie może się obejść. 

Wychowałem się na komiksach o Asterixie, Kaczorach Donaldach, a także pożyczanych od starszego brata komiksach superbohaterskich od wydawnictwa TM-Semic. Następnie były Wiedźminy Polcha i Parowskiego z Fantastyki oraz Thorgale. Potem miałem bardzo długą przerwę, od czytania komiksów, która skończyła się w zeszłym roku. Zakupiłem między innymi dwie tomy serii Punisher Max oraz cały run Superior Spider Man. A teraz na rozkładzie mam Extraordinary X-men. Z nowszym publikacji ogarniałem również wszystkie tomy Wiedźminów od Dark Horse. 

Ogólnie ostatnio wkręciłem się w komiksowe medium i mam już upatrzonych parę pozycji spoza nurtu superbohaterskiego. Zresztą zawsze sądziłem, że fantastyka i komiks wzajemnie się uzupełniają :)

Ninedin, dzięki za komentarza :) Za ten nieszczęsny styl już mi się oberwało. W sumie dla mnie to dobra wiadomość, że jesteś specjalistką od starożytności. Jeśli znalazłabyś czas i chęć mogłabyś podpowiedzieć jakieś ciekawostki dotyczące podróży Pyteasza lub ludów, które odwiedza. Ogólnie noszę się z zamiarem przeredagowania powyższego tekstu, bo myślę, że pomysł na to zasługuje. 

Śniąca, również dzięki za komentarz i przeczytanie :) Kolejny raz powtarza się zarzut o stylu opisania podróży. I przyznaję rację. To był eksperyment i nie udał się na całej linii.

Fajnie oddałeś realia, które pewnie towarzyszyły dzieciństwu większości z nas. Opowiadanie jest dobrze napisane, powiedziałbym naturalnie. Jednak jakoś nie podeszło mi zakończenie. Wydaje się zbyt pospieszne, choć dostrzegam zamysł klamry fabularnej jaki Tobą kierował.

Ogólnie, czytało mi się bardzo przyjemnie.

Historia na kolana nie powala, widać lekka inspirację cyklem inkwizytorskim Piekary. Do tego jak na tak krótki tekst puenta nie wybrzmiewa jak trzeba, do tego jest przewidywalna i mało zaskakująca. Wydaje mi się również, że opowiadanie zyskałoby gdybyś zastosował bardzie fabularne rozwiązanie, zamiast opowieści przedstawionej w bloku tekstu.

Podsumowując nie jest źle, czytało się całkiem nieźle, ale niczego nie urwało.

Łosiot, ja widziałem pierwsze trzy odcinki Mandoloriana. Przyznam rację, scenariusz jak z filmu dla młodzieży (zresztą chyba dla młodszego widza jest przeznaczony), ale ogląda się przyjemnie mimo fabularnych niedostatków.

Oczywiście też uznaje, że takie oskarżenia są zdecydowanie na wyrost. Aczkolwiek w dobie wszechobecnej poprawności politycznej bardzo łatwo włożyć głowę pod katowski topór. I zostać zlinczowanym przez niezadowolonego czytelnika.

Wszystko zależy jaką konwencję przyjmiesz i na ile wiernie chcesz się jej trzymać.

 

Jestem wyznawcą nowoczesnej fantasy – powiedzmy spod znaku Abercrombiego :)

 

Nie odebrałem hrabiego jako osobę szczególnie negatywną. Raczej taki egocentryk. Chciała go dziewka otruć, to ją oddał katu. Takie czasy. Nothing personal ;).

 

Własnie jako egocentryka i furiata chciałem go przedstawić, ale wiesz jak to bywa z czytelnikami. Gdzieś powyżej w komentarzach padły nawet oskarżenia o szowinizm i seksizm. Pod innym tekstem z tego uniwersum (wspomnianym już Starotirajskim prawie odwetu) padły wobec mnie poważne oskarżenia o brak tolerancji i wyśmiewanie mniejszości seksualnych. A tak naprawdę to wszystko wspomniane przez Ciebie konwencja. Więc różnie to bywa ;)

Dzięki, że zajrzałeś i przeczytałeś :)

Oczywiście z cyrkonią masz rację, ale odpierając dwa Twoje argumenty jednocześnie (drugi to ten o języki) co do fantasy mam podobne zdanie jak Sapkowski. To znaczy, że nie lubię na siłę stylizować na średniowiecze. Oczywiście sam świat jak najbardziej, ale język, wynalazki itp. już nie musi się tam stywno trzymać średniowiecznych ram. Gdyby to była fantastyka historyczna (którą zresztą również lubię) to wtedy ciężko byłoby się wybronić.

Co do prostoty fabuły, to trochę ograniczał limit znaków. Mam plan rozwinąć kiedyś to opowiadanie tak do 40k znaków i wtedy wątki, postaci i fabuła będą bardziej rozbudowane. 

A odnośnie sceny tortur to nie chciałem jeszcze bardziej obrzydzać postaci hrabiego. I tak jest ciężkim gościem, ale nie jest sadystą. Ta postać jak i kilka pozostałych występują w kilku innych tekstach z tego uniwersum. Może nawet z czasem powstanie z tego coś większego.

Niech więc dojrzewa, to ważna rzecz :)

Akurat przygody Pyteasza napisane są w innym klimacie (dość eksperymentalny – za co dostałem po głowie w komentarzach). Ale na portalu wiszą dwa opowiadania (Starotirajskie prawo odwetu oraz Diament i cyrkonia), które wpisują się w stylistykę lekkiej fantasy.

Skoro chodzi po głowie to trzeba go z niej wypuścić. Akurat ja jestem targetem takich lekkich, rubasznych historii spod znaku fantasy. Sam lubię takie pisać, dlatego też lubię takie czytać :)

Bardzo fajny tekst. Przemyślana fabuła, humor, bohaterowi. Może kreacja świata nie powala na kolana, ale tutaj bardziej chodzi i mięsistą fabułę no i świetnie skrojone dialogi. Chyba pisałem ci już to przy poprzednim tekście z tego uniwersum, że odrobinę kojarzy mi się to z krasnoludami z z Hamdirholm pióra świętej pamięci Wojciech Świdziniewskiego.

Ogólnie dobre opowiadanie, które przeczytałem z przyjemnością. Gratuluję publikacji w Białym Kruku i czekam na kolejny tekst z tego uniwersum :)

Wicked, dzięki za wyczerpującą opinię. W sumie ten sam zarzut pojawia się i u Asylum, więc odniosę się od razu do kronikarskiego stylu. Jak pisałem już w jakimś wcześniejszym komentarzu, postanowiłem trochę poeksperymentować ze stylem. Teraz po opiniach czytelników wiem, że eksperyment się nie udał. Historia pokazałem w zbyt kronikarski sposób, narrację należało bardziej podrasować.

Asylum, również dzięki za przeczytanie, komentarz i klika :)

Przyznam, że nad riserczem musiałem trochę posiedzieć, tym bardziej, że zbyt wiele informacji o wyprawie Pyteasza się nie zachowało. A jego historia jest ciekawa dlatego warto ją zgłębić, tym bardziej, że w historii starożytnej jest dość zapomnianą postacią. Odyseusz jest bardziej znany, może dlatego chodził Ci po głowie :)

A co do okrętu, to gdzieś wyczytałem, że statek Pyteasza był o wiele lepiej wyposażony niż Santa Maria Krzysztofa Kolumba. Jednak biorąc pod uwagę rozwój technologiczny na przestrzeni wieków, trochę ciężko mi w to uwierzyć. Niemniej starożytne cywilizacje skrywają wiele tajemnic.

Zapowiada się ciekawy numer, nie tylko ze względu na materiały o Wiedźminie, ale dla mnie zawsze wydarzeniem jest nowe opowiadanie Kołodziejczaka.

Powiem tak, fabuła nie powala, a szczególnie puenta w szorcie powinna wybrzmieć o wiele silniej. Całość jest jednak dobrze napisana, czyta się lekko i bez zgrzytów. Drażnią odrobinę wielokrotnie złożone zdania, które często stosujesz oraz długie akapity. Mimo to tekst całkiem mi się podobał, lubię takie lekkie kosmiczno-westernowe klimaty.

Czekam na kolejny tekst z tego uniwersum :)

Fizyku, jak pisałem już wcześniej leniwa narracja była celowa. Mam nadzieję, że tekst nie odrzucił cię na tyle, że nie zdołasz go dokończyć. W późniejszych fragmentach dzieje się o wiele więcej i mama nadzieję, że bardziej przypadną do gustu :)

Dzięki za przeczytanie i komentarz wilku :)

Właśnie taki miałem zamysł, żeby podróż uczynić centralnym punktem opowieści. Co do Ultima Thule to właśnie Pyteasz opisał je jako pierwszy i tak naprawdę do teraz nie wiadomo dokąd dotarł (osobiście stawiam na Islandię). Zresztą według badaczy dopłynął nawet do Morza Bałtyckiego – stąd wspomniany bursztyn, który występował często na tych terenach. Jednak w tekście tylko o tym wspomniałem, chciałem żeby kulminacją opowiadania były wydarzenia na Ultima Cthule :)

Przyznam rację, że pomysł był dość trudny w realizacji, gdybym chciał to zrobić w bardziej fabularyzowanej formie raczej nie zmieściłbym się w konkursowym limicie znaków :) Co do nadmiernej opisowości, to w takiej formie było to jedyne wyjście. Budowanie historii poprzez opisywanie kolejnych wydarzeń, oczywiści zdaje sobie sprawę, że można by je bardziej podrasować i wygładzić.

Irka, dzięki za opinię :)

Masz sporo racji, emocje występują tylko w pierwszym i ostatnim fragmencie opowiadania, gdy opowiadam samą historię Pyteasza. Rejs przedstawiłem bardziej w formie opowieści. Taki miałem zamysł, choć na pewno tekst zyskałby na większej dawce emocjonalnej.

NoWhere dzięki za przeczytanie i klika :) Nie chciałem zdradzać głównego motywu od razu, no i przyznam, że postawiłem na leniwie rozwijającą się narrację, bardziej w formie opowieści niż pełnoprawnej fabuły. Wiem, że niektórych może to znużyć, ale nie chciałem też na każdym kroku stawiać przed Pyteaszem i jego załogą fantastycznych przeciwności losu. Wręcz przeciwnie fantastyka miała wkraść się dopiero pod koniec opowieści.

Dzięki za przeczytanie, Staruch. No, faktycznie niedociągnięć jest sporo, dzięki za ich wskazanie. To jest minus w pisaniu o starożytności, że zawsze przerabiamy je na modłę teraźniejszości ;) Jeśli chodzi o pływanie nocą, to przyznam szczerze, że musiałem wymyślić jakiś sposób na obejście kartaginskiej blokady Cieśniny Gibraltarskiej. Gdzieś znalazłem info, że aby ją ominąć Pyteasz musiał płynąć nocą (inna to taka, że ominął blokadę płynąc rzekami i wypływając w Zatoce Baskijskiej). Po prostu bardziej pasowało mi to fabularnie.

Sprawnie napisany teksty z ciekawym pomysłem i dobrym wykonaniem. Szczególnie do gustu przypadły mi używane przez Ciebie mitologiczne porównania. Musiałaś się nad tym trochę pogłowić. Ogólnie czytało mi się bardzo dobrze.

Powodzenia w konkursie :)

Niestety całkiem dobry i intrygujący pomysł padł pod źle poprowadzoną fabułą. Zamiast zaskoczenia, czytelnik kwituje puentę wzruszeniem ramion. Do tego kilka niezgrabnych zdań i powtórzeń. Myślę, że tekst do przerobienia bo jest w nim potencjał.

Wiadomo, że każda opinia jest subiektywna i indywidualna, po prostu starałem się wytłumaczyć jaki był punkt wyjścia całego pomysłu. Czyli połączeni dwóch zupełnie odmiennych konwencji :)

Łosiot, dzięki za przeczytanie i komentarz. Cóż, szkoda, że Cthulhu w finale ci nie podszedł. Wiem, że rozwiązanie to jest dość nieoczekiwane. Starożytna grecka wyprawa i Wielki Przedwieczny :) Ale po cóż innego jest fantastyka żeby przedstawiać właśnie takie niekonwencjonalne połączenia. 

Dobrze stworzony klimat, ciekawie i sprawnie nakreśleni bohaterowie. Jedynie zakończenie wydaje mi się odrobinę zbyt pospieszne, tekst zyskałby wiele na większym rozbudowaniu. Mimo to czytało mi się bardzo dobrze – masz lekki styl pisania, dzięki czemu przez opowiadanie się płynie.

Fajne, bajkowe opowiadanie z przesłaniem i morałem. Jak zwykle u Ciebie dobrze napisany i przemyślany. Przyjemnie mi się czytało :)

Finklo, dzięki za przeczytanie, opinię i klika :) To jak potraktowano Pyteasza to moja licentia poetica, choć wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. W starożytności jego poglądy musiały budzić kontrowersję. Ogólnie zachęcam do zapoznania się z jego historią (tą prawdziwą) bo nawet nie wiedziałem, że ktoś taki istniał, a wyprzedzał swe czasy o całe wieki.

Katia, również dzięki za komentarz i klika :)

Fajnie, że się podobało i skłoniło do myślenia. O to przecież głównie w pisaniu chodzi :)

Wicked, czekam na opinię po zakończeniu konkursu :)

Dzięki za przeczytanie, bemik :) Postacie autentyczne stanowią najlepszą inspirację. Fajnie, że się podobało i dzięki za klika :)

Dzięki za przeczytanie, reg. Szkoda, że nie podeszło. Owszem pomysł połączenia wyprawy Pyteasza z mitologią Cthulu był dość niekonwencjonalny, ale jakoś mi pasował. Opisywana przez Pyteasza Ultima Thule jakoś od razu skojarzyła mi się z Wielkim Przedwiecznym, więc pomysł sam ułożył się w głowie. Co do suchej narracji, to właśnie taką formę pisania sobie założyłem, to w sumie taka forma eksperymentalna bo zazwyczaj preferuję standardową narrację. Wskazane błędy postaram się zaraz ogarnąć.

Miency, dzięki za odwiedziny, przeczytanie i dobre słowo. 

To prawda fantastyka pojawia się dopiero później, ale za to w dość sporej dawce :) A wspomnianych przez Ciebie Piratów północy, nie znam. Czyżby jakaś rzecz o wikingach?

Jest fajny klimat, tajemnica, może trochę zbyt mało akcji, ale i tak czytałem z zainteresowaniem. Może przydałoby się podrasować odrobinę opisy, żeby czytelników mógł poczuć jakiś dreszcz. Mimo to całkiem dobry tekst.

Powodzenia w konkursie :)

Nie napisałem, że źle. Po prostu taka forma do mnie nie przemówiła.

Dobrze się czytało, dzięki lekkiemu stylowi narracji. Ale tekst sam w sobie tez nie jest dla mnie zrozumiały. Ni to baśń, ni to horror. Ot opis babaduka, jego zwyczajów i odczuć.

Nadużywasz zdań wielokrotnie złożonych, co trochę utrudnia czytanie. Zresztą ogólnie Twój styl jest dość nietypowy, jakoś nie mogłem się wczuć w klimat opowiadania. Jednak czytywałem tu o wiele gorsze teksty zarówno pod względem stylistyki jak i fabuły. Ćwicz więc, a może być tylko lepiej :)

Fajnie mi się czytało. Trochę humoru, sprawnie poprowadzona, choć prosta fabuła. Może puenta nie wybrzmiała tak jak powinna, pojawiła się odrobinę zbyt szybko i moim zdaniem można by poprowadzić ją lepiej. Mimo to tekst całkiem mi się podobał i zasługuje na biblioteczne kliknięcie :)

Właśnie wczoraj skończyłem pisać do Histerii. Jeszcze poprawki i można wysyłać :)

Mi też to nie przeszkadza. W końcu Sapkowski pokazał, że w sadze wiedźmińskiej może czerpać inspiracje zewsząd. Natomiast w trylogii husyckiej sięgnął do źródeł historycznych.

Dobrze zbudowany klimat, lubię czytać o czasach zimnej wojny, a wydaje mi się, że dobrze zadbałeś o realia opowiadania. Sama fabuła może nie powala, ale jest ciekawa, rozwija się dwutorowo i trzyma w zainteresowaniu. Może nie do końca wybrzmiała puenta, ale ogólnie czytało mi się całkiem przyjemnie.

Powodzenia w konkursie :)

Szort idealnie spełnia warunki, to znaczy powoli buduje scenerię, by zaskoczyć końcowym twistem i zmienić dotychczasową narrację. Jeszcze gdyby była w tym fantastyka, nie miałbym się do czego przyczepić.

Jak dla mnie zbyt poetyckie. No i zabrakło jakieś mocniejszej puenty bo w obecnej formie skwitowałem szorta jeno wzruszeniem ramion.

Pomysł jest całkiem ciekawy, wykonanie trochę kuleje warsztatowo. Zdania wymagałyby wygładzenia, ale czytało się całkiem dobrze. Choć krótka forma, odrobinę zaszkodziła tekstowi, myślę, że rozwinięcie wątków wyszłoby opowiadaniu na dobre.

Całkiem zabawne, choć jakoś mnie nie przekonało. Nie do końca mój rodzaj humoru, przez co puenta nie wybrzmiała tak jak powinna.

Dobrze napisany, pomysłowy mocny szort. Podobało mi się :)

Fajnie napisany, przyjemny szort w formie bajki. Może bardziej dla dzieci, ale z przesłaniem, więc czytało się całkiem nieźle.

Mimo sprawnego warsztatu i dobrze wymyślonej intrygi również przeszkadzało zbyt szybkie tempo akcji. Zatracił się przez to klimat. Do tego od samego początku czułem się wrzucony w istniejące już uniwersum, a opowiadanie wygląda jak część cyklu, jedną z przygód, bohatera. Dlatego też choć czytało mi się przyjemnie, to jednak opowiadanie nie powaliło.

Ostatnio przeczytałem Kult  Łukasza Orbitowskiego. Choć to nie fantastyka (choć na siłę jakieś wątki można by naciągnąć) to i tak świetna lektura. Dobrze napisana w gawędziarskim stylu opowieść o dziejących się w latach osiemdziesiątych objawieniach na działkach w Oławie. Orbitowski z każdej historii wyciska esencję, doskonale nawiązując do realiów panujących w okresie o którym pisze i o zmianach zachodzących w transformującej się Polsce. Szczerze polecam, jedna z lepszych powieści 2k19.

Wcześniej czytałem Przeklęte krainy Piekary. Kolejny tom z cyklu inkwizytorskiego i niestety kolejne rozczarowanie. To bardziej materiał na dobre opowiadanie niż na pełnoprawną powieść. Całość jest niestety rozwleczona, przegadana, nie ma suspensu i mimo dobrego warsztatu nie potrafi wciągnąć. Niestety dobry kiedyś cykl został rozmieniony na drobne. Zamiast zmierzać do zakończenia Piekara pisze kolejne prequele i sidequele.

A teraz na rozkładzie Słowiański horror, antologia słowiańskiej grozy z moim opowiadaniem w środku :)

Zaczyna się jak romans dla nastolatków by później uderzać w coraz cięższe, mroczniejsze tony. Oszczędnie dawkujesz informacje o świecie, który opisujesz, bardziej skupiasz się na postaciach, co wychodzi jak najbardziej na plus. Zoria przedstawiona jest bardzo wiarygodnie, jej motywacje są klarowne i wynikają z przedstawionych wydarzeń. Fabuła rozwija się dość leniwie, nie wiele się dzieje, dopiero po przybyciu da faktorii przyspieszasz, aż do finału. Który, przyznam jest zaskakujący, dobrze umotywowany, jednak odrobinę rozczarowujący. Nie wiem czy chciałaś zostawić czytelnika w niepewności co do dalszych losów bohaterów, czy zostawiasz sobie furtkę do kontynuacji. Ale bardziej wygląda to jak wycinek z powieści niż pełnoprawne opowiadanie. Właśnie przez to niedomknięte zakończenie.

No i tak naprawdę trochę mało tu fantastyki. Stosujesz podobny zabieg do mnie, bardziej skupiasz się na bohaterach niż na wykreowaniu świata pełnego smoków i magii. Według mnie nie jest to zarzut, ale wiem, że części czytelników może to przeszkadzać.

Niemniej jest to bardzo dobry tekst, kawał porządnego fantasy. Czytało mi się bardzo dobrze i jeśli planujesz przedstawić dalsze losy Rukka i Zorii to chętnie je przeczytam.

Ja mam na to inny patent. Od lat jestem nałogowym graczem w managery piłkarskie. I to właśnie jest prawdziwa skarbnica imion, nazwisk i inszych nazw. Akurat według mnie dobre nazewnictwo jest bardzo ważne. Chwytliwe, łatwo wpadające w ucho imiona bohaterów wpływają na jakość czytania. Przynajmniej dla mnie. Niedoścignionym wzorem co do wymyślnego nazewnictwa jest dla mnie Sapkowski.

Z tego co wiem są dostępne tylko na stronie sklepu Okolicy Strachu. Z ich oferty mogę ci jeszcze polecić Słupnika Jakuba Bielawskiego. Klimatyczne, weirdowe opowiadania.

Wąską ścieżką biegnącą pośród leśnej gęstwiny wędrowało szybkim krokiem trzech mężczyzn. Mimo tak szybkiego chodu, wędrowcy nie wydawali prawie żadnych odgłosów, cicho stąpali, a do tego szli w milczeniu. Wszyscy byli podobnej, szczupłej postury, byli też bardzo podobnie ubrani. Wszyscy trzej mieli na nogach miękkie skórzane buty, a do tego już mocno wyblakłe, niegdyś brązowe, wełniane spodnie, u góry zaś mieli założone, również wełniane, lekko zielonkawe tuniki, na plecach zwisały im zawiązane wokół szyi płaszcze. Jeden tylko mężczyzna się wyróżniał, ten który szedł ostatni, był zdecydowanie wyższy od swych towarzyszy, wyższy o dobrą głowę. Każdy z mężczyzn miał też łuk i kołczan przytroczony rzemieniami u boku. Mężczyźni szli już tak od samego świtu, teraz było już niedługo popołudniu. Po pewnym czasie cała trójka znalazła się na niewielkiej polanie, znajdującej się tuż nad skarpą. Wędrowcy zatrzymali się, a jeden z nich, ten, który szedł pierwszy przykucnął nad przepaścią i wzrok swój skierował w dal.

 

Niestety już po lekturze pierwszego akapitu, widać, że tekst jest lekko mówiąc – niedopracowany. Mnóstwo powtórzeń, zła budowa zdań to strasznie utrudnia lekturę, by nie powiedzieć, że odrzuca. Musisz przepatrzeć opowiadanie pod tym kątem, bo inaczej odstraszasz potencjalnych czytelników.

Nowa Fantastyka