Profil użytkownika

Uwaga! Nie przyjmuję tekstów do betowania. Jestem zwolennikiem samodzielnego pisarstwa! 

 

Krótko o sobie: Maciek, co kocha góry i na pewno coś o górach jeszcze napisze. Chciałbym mierzyć się na tym forum z horrorem, fantasy, road-story, surrealizmem oraz oczywiście z tematyką górską (pewnie da się to wszystko jakoś tam połączyć). Kocham prozę Schultza dokładnie tak samo, jak ubóstwiam muzykę Bacha (bardzo obu tych panów cenię i szanuję, a cenię i szanuję panów tych obu bardzo za ich wspaniały warsztat, którego i sobie, i nam wszystkim z całego serca życzę).


komentarze: 885, w dziale opowiadań: 873, opowiadania: 198

Ostatnie sto komentarzy

No w sumie tekst-materiał na niezły film, a na dodatek dobrze napisany. Pogratulować! Mnie się podobało. Imć Lobo, to ile to już lat piszemy, co? Nauka nie idzie nigdy w las, a ćwiczenie mistrzem czyni! ;-)

Strasznie dziękuję, Katiu, i za kliknięcie, i chyba nawet bardziej za ciepłe słowa, które dla mnie wiele znaczą, zwłaszcza, że pochodzą od osoby – uwaga, będę się podlizywał – która sama potrafi pisać, opowiadać, malować słowem, manifestować emocje, a na dodatek tworzy wspaniałe grafiki, czyli rzecz dla mnie kompletnie, ale to kompletnie niedostępną. Pomyśleć, że kiedyś rysowałem. Naprawdę! Swą przygodę z rysowaniem zakończyłem w przedszkolu albo raczej na początku podstawówki, dawno, dawno temu. Sztuka jest sprawą wspaniałą, gorzej, że kompletnie niedocenianą. Współcześnie liczy się utylitaryzm sprzężony z innowacyjnością (Boże, jak ja nie cierpię tego słowa, przykładu nowomowy progresistów i piewców tak zwanego postępu). W związku z tym takie silne twórcze osobowości, do których z całą pewnością zalicza się i Twoja, trochę się chyba marnują. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz? Serdecznie pozdrawiam! M :-)

Reg, właśnie sobie przypomniałem… A znasz może to? To tak à propos kliknięć.  ;-)

 

Lajkować – dribbelek

Inaczej dawać lajka, czyli polubienia. Polega to na tym, że pod postem klikamy ikonkę like z charakterystycznym kciukiem uniesionym w górę. Lajkować możemy wszystko, co nam się podoba albo po prostu nas śmieszy.

Lubię lajki, choć nie zawsze. Dziś na przykład… lajkują moje ciało kleszcze z lasu i okolicznych łąk. 

Oj, to prawda! No chyba po raz pierwszy udało mi się napisać tekst o czymś, a nie o niczym – o procesie twórczym mianowicie. Zwykle szedłem w banalizację i humor jednak. Tymczasem tyle ważkich tematów wkoło i na świecie dzieje się niemało. Te tematy leżą na ulicy niczym przysłowiowe pieniądze. 

Mam wątpliwość jeszcze, co do owego nieszczęsnego “toby”. A może “to by”?

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/toby-i-to-by;8712.html

Przykład z kozą: “Żeby kózka nie skakała, toby nóżki nie złamała”.

Dzięki wielkie, Rrybaku, za wizytę, przeczytanie, szybki komentarzyk, pochwałę realizmu magicznego i wreszcie kliknięcie. Zastanawiałem się wcześniej, dlaczego tyle czasu zajęło mi napisanie tego teksu. Potem pomyślałem, że przecież musiałem pracować równolegle zarówno nad stroną muzyczną projektu, jak i literacką. I wszystko jasne. Dzięki raz jeszcze i pozdrawiam! M 

He, he, “rekina nie zabrakło, rekin by tu wszystko zepsuł” (jeśli ktoś nie czytał Twojego ostatniego komentarza o rekinie, niechaj żałuje). Czasem myślę, że posty na “Nowej” są o wiele ciekawsze i zabawniejsze od samych opowiadań. ;-) Może po jakimś czasie powrócę do pomysłu ze snami i zacznę przy nim dłubać albo napiszę coś podobnego, lecz nieprzegadanego, bo że “Porozmawiajmy” jest przegadane, no to wiadomo. I tutaj pełna zgoda. Można by także stworzyć “opka” z samych posklejanych postów, zebranych z forum “NF”. Pomysł jakiś jest… do przemyśleń, w każdym razie…  

 

Dzięki Werweno, że mi czasem miód lejesz na serce. Aż sobie wynotowałem to i owo z tych miodowych (miodnych?) słodkości:

[Opek zawiera] jakąś prawdę, jakiś drobiazgowo odmalowany kawałek rzeczywistości… [i] to nie tylko kwestia języka, stylu… [a więc] klikam z satysfakcją bibliotekę…

Droga Chalbarczyk, wybacz mi, proszę, ten mały off-topic:

 

Choć fantastyka jest trochę wepchana na siłę” – pisze Realuc.

Realuc, a może by tak zaproponować naszym adminom stworzenie podstrony z tematami i “opkami” nieco mniej fantastycznymi? Chodzi o to, ażeby nie zaśmiecać forum “NF” (oczywiście ja uważam się za głównego winnego i naczelnego “śmieciarza” tego portalu). ;-) Intencja jest następująca: każdy albo prawie każdy z nas popełnia czasem teksty, które są nieco mniej albo wręcz mało fantastyczne. I co wtedy? A poza tym kryteria i genologie nie są aż tak znowu wyraźne. Kwestia pod rozwagę, a ja raz jeszcze przepraszam za pisanie nie na temat. Aha, i spokojnie, tekst Chalbarczyk jest wg mnie w stu procentach fantastyczny. 

Czekam z niecierpliwością na podobny tekst. Albo jeszcze lepiej na horror wojenny. Sam chciałem napisać coś podobnego, ale póki co nic z tego nie wyszło. Tak, wiem, wiem, to nie filmweb.pl ani świat kina. Gdyby “Bunkier” był filmem, to po obejrzeniu jedynki od razu szukałbym i dwójki, i trójki. Pozdrawiam przy okazji! :)

Miło mi, Saro, i dziękuję zwłaszcza za docenienie stylu (są tacy, którym się nie podoba).

 

Clevish, a wiesz, że ja sam nie przepadam za opisami przyrody, zwłaszcza w dłuższych wypowiedziach literackich? Ale są wyjątki od tej reguły. Zwróciłem ostatnio uwagę na malowanie słowem i dźwiękiem o tutaj: https://wolnelektury.pl/katalog/motyw/jesien/  I zachwyciłem się kondensacją nagromadzonego piękna. Motyw jesieni, ech! Cudo (dla tych, co lubią tę porę roku)! Ponadto “Zapiski młodego lekarza” Bułhakowa znów znajdują się u mnie na tapecie, a tam nic, jak tylko sugestywne zwierzenia młodego samotnika i idealisty: “Zostałem sam. Wokół mnie listopadowy mrok z wirującym śniegiem. Dom zasypało. W kominach wyje wiatr (…) sądziłem dotąd, że wyjąca zamieć istnieje tylko w książkach. Okazało się, że istnieje w rzeczywistości i wyje naprawdę”. Nic dodać, nic ująć. :-)

Miło mi. Cieszę się i dziękuję za komentarze oraz kliknięcia. 

Katia72, nacisk położyłem na opisy i być może ich obecność to jedyny pretekst do popełnienia króciaka. Choć z drugiej strony, zawsze chciałem odnieść się do fenomenu obcych. Gdyby obcy rzeczywiście istnieli i nas odwiedzali, to nie moglibyśmy czuć się bezpiecznie. “Opek” jest niejako próbą oswojenia tematu, poradzenia sobie ze strachem przed zaawansowaną cywilizacją pozaziemskiego pochodzenia. I pomyśleć, że mój ojczym jest zafascynowany ufologią, jakby naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, co by było, gdyby. A mogłoby być po prostu źle, bardzo źle.

Dzięki, Droga Reg, za docenienie strony literackiej “opka”.

ANDO, jestem i pozostaję do Twych usług. Spróbuję napisać taki tekst, który będzie się różnił i tematycznie, i stylistycznie od tego, co do tej pory robiłem. Zamierzałem już wcześniej zajmować się czymś takim a la film “Pi” (1998), coś o genialnym kompozytorze, ale nieoczekiwanie pojawiły się w mej głowie wspomnienia z Sułkowa i tak jakoś wyszło. Sama wiesz, jak to jest – najlepsze pozostawia się na deser. No albo na świętego Dygdy.  ;-) 

 

Bardzo Ci dziękuję, Piotrze, za niezwykle życzliwą recenzję. A że “nuda, panie”, to wiadomo… no cóż. Wykorzystałem moment do zaprezentowania co ciekawszych i nieco upiększonych snów, i tylko tyle, nic ponadto, więc biję się uczciwie w pierś. Jakiś pomysł na opowiadanie był, zabrakło tylko wspomnianego rekina. Jestem na bakier, jak widać, z morskimi stworami, z oceaniczną florą i fauną. Pozdrawiam serdecznie! ;-)

Celna, ale wypowiedziana tak na żarty, dzięki! Już dawno zastanawiałem się nad swoistym melanżem, nad połączeniem w jedną całość relacji ze spotkania z UFO z poetyckimi opisami, wspomnieniami z wakacji o charakterze sentymentalnym. Dziwność jest tym słowem, które znakomicie oddaje charakter i niepowtarzalny klimat malutkich opolskich miejscowości, wsi w szczególności, które zdają się być i swojskie, i zarazem takie obce, że o tubylcach nie pomnę. ;-) 

Jeszcze tylko dopiszę komentarz odautorski: Na pewno zwróciliście uwagę na zwrot “dom nie tak znowu pogodnej starości” – wiem, co mówię i znam “temat”. I była takowa nawet pokusa w momencie pisania, by dać babci możliwość ucieczki z domu staruszków. Aż ręce, i to obie, mnie świerzbiły. No cóż… toby była dopiero fantastyka albo fantasy, gdybym się zdecydował na ten ruch! Szkoda, że się nie ośmieliłem!

Nie ma błędów? No to chyba po raz pierwszy. Dzięki, Reg, że przyjmujesz “z zadowoleniem i z całym dobrodziejstwem inwentarza”, miło to słyszeć, a już zwłaszcza z rana.  ;-)

No a mapa, która się zmaterializowała, a skarb – to nie są elementy fantastyczne? Kojarzy mi się ta mapa przede wszystkim z “Zaczarowanym ołówkiem” (była kiedyś taka bajka). Tak, kanar wzywa policję (dopisałem “obywatelską” wyłącznie dla żartu). Dzięki za odwiedziny i słowa krytyki, Finkla. 

Dzięki, Katiu! Wydaje mi się, że tekst o babci-sklerotyczce bardziej by Ci się mógł spodobać. Tutaj niestety zastosowałem technikę szycia i łatania, a zwłaszcza łatania. Nie chciałem po prostu skazać niektórych swoich snów na niebyt i zapomnienie, więc je podrasowałem i spisałem. Pozdrawiam! :-) 

Dzięki, Fizyku. Króciak bez logiki wprawdzie, ale właśnie o te klimaty wolnościowe i beskidzkie chodziło mi najbardziej. No i ta cudowna kolej, teraz jakby trochę mniej magiczna. Postęp, wiadomo.

E no, smacznego i na zdrowie, MPJ, thx! ;-)

Można podsumować: forma – a miał to być zaledwie drabbelek – przerosła samą treść o ładnych paręnaście zdań. Ogólnie: nie wzbiłem się ponad obserwację przyrodniczą. Choć z drugiej strony, hmm… Marny ze mnie futurolog, ale intuicja mi podpowiada, że śmierć zbliża nas, ludzi do świata zwierząt. I tak będzie zawsze. Dzięki za odzew. 

Bellatrix wspominała coś o piątym wymiarze, teraz dopiero sobie przypomniałem. Postanowiłem zmienić piąty na ukryty wymiar w “Porozmawiajmy o snach”. Nie wiem, jaka jest dokładnie historia tego wyrażenia, ale z tego co pamiętam, to w literaturze te inne dziwne wymiary znajdziemy zarówno u Schulza (to te fragmenty traktujące o odnogach, odgałęzieniach czasu), jak i u Lovecrafta (np. w “Snach w domu wiedźmy”). Ciekawa też jest historia wymiarów w fizyce: najpierw była teoria grawitacji w pięciu wymiarach stworzona przez G. Nordströma w 1914 roku, później pojawiła się teoria Kaluzy-Kleina, w 1919 oraz 1921 roku, a jeszcze później inne teorie, ze współczesnymi włącznie (teoria superstrun, M-teoria). Oznacza to ni mniej, ni więcej, że jednak tuż przed II wojną światową coś na ten temat wiedziano. Ja wiem, że to jest detal, ale nie dawało mi to spokoju. 

Finklo, Himilsbach się chwalił, że jakieś tam jego wiersze bardzo spodobały się Hłasko. I że to on właśnie namówił aktora, scenarzystę i kamieniarza w jednej osobie do pisarstwa. Ale to tylko plotki, przechwałki samego Himilsbacha. Nie wiemy, jak było naprawdę. 

No tak, “Monidło”. “Łzy” są późniejsze i jeszcze jest “Przepychanka”, też późniejsza, ale nie tak bardzo. Niby to wszystko traktuje o dupie Maryni, ale za to w jaki intrygujący i zabawny sposób, to znaczy jeśli ktoś oczywiście lubi “obyczajówkę”, bo jeśli nie, to… Jakbym właśnie tak zaczął pisać, to nie mam na “Nowej” czego szukać po prostu. A nawiasem mówiąc, piszę, usiłuję skrobnąć teraz coś w stylu “Ostatniego do raju”. Dialogi mam już gotowe, no prawie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Pomysł na opowiadanie o Maryni właśnie przyszedł mi do głowy, ale myślę, że mogłabyś póki co sięgnąć, Reg, po “Łzy sołtysa i inne opowiadania”, jeśli jeszcze nie czytałaś Himilsbacha. Polecam zwłaszcza “Florkę” oraz “Srokę” – obyczajówka, jakby powiedziała Finkla Finklińska, gębą pełną, i to nie tylko wódki. Fuj, jak ja nie znoszę wódki, tak na marginesie marginesu. ;-) 

A ja się cieszę i jestem szczęśliwy, że mogę liczyć na szczere i konstruktywne słowa krytyki z Waszej strony. Wiem, Reg, że nie przepadasz za historyjkami o snach i obiecuję, że to była ostatnia tego typu z mojej strony. Po prostu miałem taki, a nie inny pomysł na “opko” i chyba szkoda mi było nie wykorzystać paru koszmarów, które uznałem za szczególnie dziwne i barwne. Tak, wiem, że to moja subiektywna ocena. A choć niewiele to zmienia, to miło mi donieść, że “babole” poprawiłem – że tak powiem – w podskokach (aha, no głupia wpadka z tym księżycem BTW). Pozdrawiam serdecznie już w Nowym Roku! 

Dzięki za konstruktywną krytykę. Zakończenie nie byłoby “od czapy”, gdyby w trakcie pojawiły się jakieś, jakiekolwiek odwołania do kultury i symboliki żydowskiej. Pomysł i związany z nim potencjał na opowiadanie ewidentnie zmarnowałem, ale może gdyby wszystkie sny łączyła postać wspólnego bohatera albo gdyby te koszmarki składały się na zwartą i rozwijającą się historyjkę z własnym punktem kulminacyjnym i puentą, to jeszcze byłoby o czym rozmawiać, a tak pozostał zwykły niedosyt, więc biję się w pierś. Kuleje również moja ulubiona strona obyczajowa – nie znamy nawet imion poszczególnych podmiotów lirycznych, a zatem kupa, że się brzydko wyrażę. I jeszcze jedno: płynie w moich żyłach około dwudziestu procent krwi żydowskiej, ale naprawdę nie wiem, o czym śnić mogą wygłodniali obozowicze (o chlebie?, o żydowskich kobietach, jeśli śniącym jest mężczyzna?, o państwie żydowskim? – cóż, po prostu nie wiem). I tak, faktycznie – “Porozmawiajmy” jest przydługawe i nie zawiera fantastyki, a przecież mogłoby zawierać (przykład z “Iron Sky” z 2012 roku i tamtejszą ciemną stroną księżyca jest chyba odpowiedni; przynajmniej nie byłoby problemu z nazwami ulic). ;-) 

 

Zauważyłam Twoje nowe opowiadanie i zajrzałam.

Dzięki! Miło mi.

Dzięki za komentarz.

Pewnie ma szokować, ale jeśli tak, to nie bardzo pasuje do patronów ulic. Do korporacji chyba też nie.

Na tym właśnie polega element fantastyczny, bo sny bywają prorocze. :-) Ale tak poważnie – poprawię to.

Dzięki wielkie, Ocha. Nie wiem, co powiedzieć. Chaos bywa twórczy, można by rzec – formotwórczy. A że jest i bigos, i groch z kapustą, i uszka grzybowe i śledziowe – nic się na to nie poradzi. Dodam, że miała pojawić się jeszcze jedna część, poprzedzająca wizytę Sancheza w barze, a traktująca o wycieczce samobójców-Azjatów, którym nie dane jest popełnić w Beskidach seppuku, a to z uwagi na panujące natężenie ruchu turystycznego, ale opanowało mnie lenistwo totalne i obezwładniające i w ostatniej chwili z rzeczonej części zrezygnowałem. :-)

Dzięki za odwiedziny i komentarze. Pomysł taki sobie w sumie. Jak na ponury żarcik z krą i krakaniem w roli głównej, grę słów, to może być, ale poza tym nie widzę nic specjalnego. Na dodatek oskarżyłem wójta w sposób niezasłużony, ale mniejsza o faktografię. Zdrówka!

Żabki, bocianki, małpki (małe flaszki po wódce) wkoło żabek oraz oczywiście biedronki – normalnie cały zwierzyniec. Ręce opadają. Brakuje jeszcze tylko Gucwińskich za, a raczej przed kamerą. Śliczny jest ten nasz Wrocław, a zwłaszcza Brochów, po prostu piękny. A jaki czysty i jakie wspaniałe nowy chodniki tutaj mamy. Skąd taka popularność tego miasta, nie wiem. Pijar, pijar i jeszcze raz pijar. Tylko dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? A kasa z podatków – co z nią? Wy wiecie jaka to forsa? Wprost niewyobrażalna. Włodarze cieszą się doskonałym samopoczuciem i chyba tylko oni. Małpki – włodarze małpki i wkoło Żabki też małpki.   

Ależ możesz pogrymasić, lubię jak marudzisz, Finkla. :-)

 

Podoba mi się sformułowanie “żabek jak ślimaków”. Aż chciałoby się przeczytać jakieś dobre opowiadanie fantasy na temat oplatających Polskę w sposób drapieżny sieciówek, np. coś takiego: ktoś podaje do sądu Biedronkę za szpecenie krajobrazu badziewną kombinacją kolorków i wygrywa w tymże sądzie sprawę plus jakieś absurdalne ozdobniki uwypuklające surrealistyczny charakter świata przedstawionego. Ja niczego takiego jeszcze nie napisałem, ale… być może… kto wie, co zrobię jutro, pojutrze.

Dzięki, Deirdriu. Dawno “Ciebie” nie czytałem i dawno o Tobie nie słyszałem, tym bardziej jest mi miło, że się “spotykamy”, i to na dodatek w okresie międzyświątecznym. Widzisz, ja bym tutaj wyróżnił aż trzy tematy i nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Myślę, że jednak źle, gdyż za dużo tego zwyczajnie. A o jakich tematach mowa? Ano o żabkomanii, o estetycy krajobrazu miejskiego i odgradzaniu się, prywatyzowaniu przestrzeni publicznej i publiczno-prywatnej, o tradycji kolędowania, która być może (oby nie) umrze śmiercią naturalną. Tak ja to widzę. Pozdrawiam serdecznie! :-)  

Dzięki, dzięki! Ja widziałem, Droga Reg, kolędników bez księdza. Księża są mi raczej obojętni, ale za to kocham tradycję, zwłaszcza polską. A skoro Twój blok nie jest ogrodzony, to może któregoś razu sprawię Ci niespodziankę właśnie jako kolędnik fantastyczny. ;-) 

 

I zaraz wpadnie tutaj Finkla po kolędzie i powie, że nie ma fantastyki. I niektórzy oberwą rózgą po du***. 

Dzięki, Ajzan. Też mi trochę nie pasuje pierwsza część do drugiej, choć jednak obie mówią o odgradzaniu się, dzieleniu Polski na tę lepszą i gorszą, starą i nową (albo nowobogacką, jak kto woli).

Oczywiście, masz rację, Piotrze, że nie ma nad czym szat rozrywać. Zresztą akurat ja nie jestem fanatykiem, w szczególności religijnym, ani nie przeszkadza mi to, że Polska się zmienia i rozwija gospodarczo, ani nie boli pęd ku Zachodowi, ani nie dopada mnie jakaś zimowa depresja, ani nawet nie jestem w nastroju do marudzenia, nie dzisiaj, a wręcz przeciwnie. Sporo tego “ani”, “ani to”, “ani tamto”. Za to na pewno boli żabkomania, komercha i lekceważenie tradycji. Stajemy się bardzo laickim krajem (nie mówię tu o kraju, jako o państwie i jego włodarzach), w którym demokracja owszem jest ważna, ale wyłącznie jako procedura. Popraw mnie, please, jeśli dramatyzuję, bo że dziś marudzę, to akurat wiem na sto procent. Dzięki za komentarz, pozdrawiam! :)

Ha, i tu mnie masz. W jaki sposób Lampo trafił do Baborowa i kiedy to było? Cóż… nie mam pojęcia. Poprawiłem to i owo, dobrze, że zauważyłaś brak trzech wyrazów. Dziękuję i pozdrawiam w duchu świątecznym! :-) 

@ Reg. Wszystko w naszych rękach, to prawda. Jeszcze raz dziękuję za wiarę we mnie, Reg. :-)

 

@ Finkla, a wiesz, że nie zauważyłem tego grudnia. Dobrze, że mi uwagę zwróciłaś. Dzięki. Tak to jest, jak przerabia się tekst, powiedzmy, z góralszczyzny na latynoszczyznę. 

 

 

@ Dzięki za odwiedziny, Finkla. Ja też się zastanawiam, czy to Chile, czy Argentyna, czy jeszcze inny pais latinoamericano. :-)

 

@ Dzięki za kliczki. Cieszy mnie Wasze (Twoje Katiu oraz Reg) zakręcenie. 

 

@ Reg, odebrałem z entuzjazmem, ale mimo wszystko mam wrażenie, że potencjał na dobre opowiadanie zmarnowałem (gdzie sceny pościgów, pojedynków, gdzie akcja i strzelanie z pistoletu?). Humor może i niezły, ale w kilku miejscach trzeba było się bardziej postarać (”siostra była płaska niczym płaszczka oceaniczna” – litości!). 

 

I na koniec: jakieś odniesienia dodatkowe? Proszę bardzo:

https://en.wikipedia.org/wiki/Bourbon_Kid 

O, ale miłe zaskoczenie. Po pierwsze, serdecznie dziękuję za łapankę, a po drugie, za porównanie tekstu do Pulp Fiction. Boże, co ja bym dał, ażeby u wszystkich ewentualnych czytelników pojawiło się podobne skojarzenie. I tak, masz rację, Droga Reg, chronologia została zaburzona. Masz również rację, co do tego, że nie jest to ani historia Sancheza, ani rozbójników, ani nikogo innego, lecz wszystkich tych ludzi jednocześnie. Obawiam się również, że wątek Ludmiły jest z punktu widzenia całości tak poboczny, że prawie w ogóle nieistotny, no ale cóż… pojawił się. Raz jeszcze dziękuję i bardzo serdecznie pozdrawiam. MZ :-)

Baska miała fajny biust

Ania styl, a Zośka coś, co lubię

Ela całowała cudnie

Nawet tuż po swoim ślubie

Pamiętałeś lepiej, dzięki za przypomnienie i odwiedziny.

 

Anet, nie porwało, nie porwało, ale bizarro było. Następnym razem spróbujemy zrobić tak, ażeby porwało i było – jak Ty to mówisz – fajnie. ;-) 

@ Dzięki, Irka, za wizytę. Na Twoje opinie zawsze czekam z niecierpliwością. A zgadnij, dlaczego? Bo jesteś dla mnie zawsze (aż nazbyt) łaskawa. ;-)

 

@ Nikolzollern, dzięki za życzenia. Życzmy sobie gustu!

 

@ ANDO, dzięki, właśnie na bizarro zależało mi tym razem najbardziej. 

 

@ Dogsdumpling, dzięki za szczerość i za polecenie mi króciaków Topora. 

Bardzo dziękuję, Werweno, i za dostrzeżenie fantastyki, i za kliknięcie. Na razie niczego w tym “opku” nie ruszam. A niech sobie leżakuje i dojrzewa niczym winko. Może za miesiąc albo dwa doń powrócę, a wtedy już będę wiedział, co i czy w ogóle cokolwiek warto poprawić. :-)

@ Dzięki za szczerą opinię, Miency. Dobrze jest czasem zaskoczyć. 

 

@ NearDeath, dziękuję również. Kilka luźnych refleksji:

Sam wiesz, jak to jest z odwagą. Napisałem żartobliwie na temat duchowieństwa i wcale mnie to nie zabolało, bo znam swoje poglądy i wiem, że nie jestem antyklerykałem.

Zauważyłem, że poruszając tematy tabu, oswajamy się z nimi. Gdyby to ktoś inny, nie ja, napisał coś podobnego o piersiastych zakonnicach, duszpasterzach-sadystach czułbym się albo mógłby poczuć się zgorszony. Prawda, że to dziwne? Dziwne, ale jednak zrozumiałe i do uzasadnienia. 

Spłodziłem kilkanaście tekstów, które nigdy nie ujrzą światła dziennego, w tym jeden może nawet niezły. Przedstawić ich nie mogę nawet anonimowo, ponieważ istnieje ryzyko, że po stylu zostanę rozpoznany (Reg by mnie rozpoznała), a tego bym nie chciał. ;-)

Dzięki, Marcinie, za dobre słowo. A wiesz, że szukałem czegoś w rodzaju przewodnika z legendami i niczego takiego nie znalazłem. Wstyd się przyznać, ale o “Fantastycznym Atlasie Polski” dowiedziałem się dopiero od Ciebie. Wdzięczny więc jestem, że o nim napomknąłeś. 

Cieszę się, że umilił poranek, ale mimo wszystko wstydzę się tego szorta. No cóż, czasem trzeba odreagować i napisać coś głupiego, niegrzecznego i trywialnego, by poczuć się bardziej człowiekiem. ;-)

"Kto nie dotknął ziemi ni razu ten nigdy nie może być w niebie".

@ Dzięki, Finkla, za odwiedziny i za komentarz. Masz rację, związek dwóch obrazków jest raczej luźny, poza tym oczywiście, że: 1) Glinka i Soblówka znajdują się w strefie przygranicznej, więc jacyś żołnierze się tam znajdują, jeśli nie po polskiej, to z całą pewnością po słowackiej stronie, 2) zarówno lata 80-te, jak i Żywiecczyzna są dla narratora ważne, 3) jest to tekst rocznicowy, a ja starałem się w jakiś sposób do tej rocznicy nawiązać. Tyle tylko mam na swą, a raczej tekstu obronę.  

 

@ Dzięki, Ninedin. Pracuję właśnie nad tekstem, którego akcja umiejscowiona jest w przyszłości, a dotyczy wojny na tle religijnym. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie to li tylko mignięcie czasoprzestrzeni.

@ Bardzo Ci dziękuję, Rrybaku, za słowa, na które chyba jednak nie zasłużyłem, jeszcze nie, jeszcze długo, długo nie. Ale chciałbym, żeby tak właśnie było, po Schulzowsku i z przytupem, i z akcją, i żeby nie było w środku pusto. No cóż, trzeba się więcej starać, otworzyć na ludzi, rozmawiać z nimi, wypytywać o różne, nawet błahe sprawy, co nieco z tego sobie zapisywać, robić notatki. Człowiek musi wiedzieć, co i dla kogo pisze, musi mieć coś do przekazania (często to słyszę). Odłożę na zaś to opowiadanko, ale będę doń wracał. Niech sobie dojrzewa niczym wino.

30-40 proc pracy nad opkiem więcej, zaledwie, i sam wystąpię o Piórko dla Ciebie.

Takie słowa zobowiązuję do jeszcze większej pracy. Ciekawe, czy jak wiesz, że ktoś na ciebie liczy, to jest ci łatwiej, czy trudniej może? Dziękuję w każdym razie raz jeszcze! ;-)

 

 

@ Dzięki, Filipie, i za miłe słowa, i za odwiedziny. Masz rację, Polska to jednak kraj Północy, a zatem czasu na czytanie i pisanie mamy pod dostatkiem. 

Ja już tak mam, że wracam do tekstów, które Wy uważacie za stare albo zakopane. ;-) 

Wydarzenia zmuszają bohatera do działania, stąd to nakręcanie.

Zgadzam się z Tobą w stu procentach. A czy zwróciłaś uwagę na sposób konstruowania zdań? U Hrabala jest mnóstwo długich wypowiedzeń, które mimo długości czyta się lekko i potoczyście. Nie chodzi o to, by starać się ów styl podrobić, ale może warto zdać sobie sprawę z tego, w jaki sposób czeski pisarz czaruje słowem. Może dwa przykłady:

Wybiegłem ze szkoły wprost na wybrzeże, gdzie w niewielkiej przystani stały barki z

piaskiem, łodzie, z których piaskarz wywoził na taczkach piasek po wybiegającej z brzucha

barki desce.

Hrabalowe zdania może nie tyle zdają się nie mieć końca, co sprawiają wrażenie wypowiadanych w ekscytacji, redundantnych pod względem zawartości informacji. Czasem mistrz powtarza w trakcie wypowiedzi to, od czego zaczynał, co stwarza wrażenie spontaniczności i dziecięcej żarliwości:

Podniosłem wzrok i wpatrywałem się w oczy świętego Antoniego, który uśmiechał się

do mnie, trzymał w ręku białą lilię i nic nie miał przeciwko temu, uśmiechał się tylko.

Taki dajmy na to Bruno Schulz pisał w całkiem odmienny sposób. Naprzód pojawiało się jądro wypowiedzi, a następnie szereg dopowiedzeń, uściśleń, doprecyzowań, jak np. o, tutaj:

Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku przechodziło co dzień na

wskroś całe wielkie lato: cisza drgających słojów powietrznych, kwadraty blasku śniące

żarliwy swój sen na podłodze; melodia katarynki, dobyta z najgłębszej złotej żyły dnia; dwa,

trzy takty refrenu, granego gdzieś na fortepianie, wciąż na nowo, mdlejące w słońcu na

białych trotuarach, zagubione w ogniu dnia głębokiego.

A każde takie dookreślenie brzmi słabiej i ciszej. Zdanie jest więc zbudowane na zasadzie diminuendo jeśli idzie o ekspresję i dynamikę. Nie jestem polonistą i specem od języka polskiego (ani zresztą żadnego innego), ale czuję muzycznego bluesa, jeśli wiesz, co mam na myśli, Asylum. Przepraszam, że się trochę rozpisałem. ;-)  

 

“Do ulubionych okresów mogę zaliczyć wszystkie wiosny, lata i początki jesieni”. Wiem, że lubisz lato i kochasz wiosnę, ale w życiu nie uwierzę, że jesień jest ci miła. Ze mną możesz być szczera. I co z tego, że opisy jesieni wyglądają ładnie np. u mnie na papierze (i być może tylko na papierze). 

 

“Historia Twojego życia” – Chryste, ja tak napisałem? Toż to musiało zabrzmieć tragicznie, toż to brzmi tragicznie w kontekście tego, co napisałaś o, tutaj: “no, jak by na to nie spojrzeć, trwa już ono jakiś czas”. Przepraszam więc za małą, co tu dużo mówić, wtopę. ;-)

 

Bardzo dziękuję za ciepłe słowa oraz wyrozumiałość względem tekstu, który do fantastyki się nie zalicza. Mógłby się zaliczać, gdybym się nieco wysilił i wskrzesił JPII albo któregoś z rzeczonych wieszczów i dziadów wędrownych, wprowadził jakiś z nimi dialog. W szczególny sposób dziękuję Reg (tak, tak, wiem, że się już powtarzam).

@ Verus, możesz mi wierzyć, ja sam chętnie bym się tam przeniósł, i to najlepiej teraz, natychmiast. ;-)

@ NearDeath, niczego nie przeoczyłeś; gdyby nie moje lenistwo, dałoby się wyjść poza li tylko opis.

@ RRybaku, z Twoich ust usłyszeć, że potrafi się malować słowem i tworzyć klimat, to naprawdę wielki komplement. ;-)  

No i proszę, horror w świecie dziecka plus humor (oczywiście czarny), który bardzo, ale to bardzo lubię. Tekst jedyny w swoim rodzaju. Brawo, bravissimo! ;-)  

Oj, ma pazur, ma. Właściwie na jej barwnych monologach (gdzieniegdzie są to monologi, a gdzie indziej fragmenty rozmowy) stoi całe opowiadanie pt. “Sroka”. Ale oczywiście fantastyki tu nie ma, jest tylko rzeczywistość, szara, bura, lumpenproletariacka, czyli taka, z jaką Himilsbach miał do czynienia na co dzień.  

Dzięki za wyjaśnienie! :)

 

No i widzisz, tak to jest, jak stosuje się nicki, zwane niekiedy też ksywami. Nie wiadomo, who is who tu na “NF” (to znaczy niektórzy wiedzą oczywiście wszystko, ci nieliczni; ja do nich nie należę). Jeśli wolno spytać, byłeś dziennikarzem? 

 

To bardzo piękna i szczera wypowiedź:

Bo tak, przyznaję, Carski Wagon to tekst świadomie poetycki. Nawet budowę kadencji zdań i ich rytm temu podporządkowałem:). Ot, taki mój prywatny hołd dla świata, który mnie ukształtował, a który już prawie cały odszedł.

Z niecierpliwością czekam więc na kolejne teksty Twego autorstwa. 

Pozdrawiam!

Należy pochwalić autora również za arcybogate słownictwo. W pierwszej chwili, czytając opisy jazdy pociągiem, miałem przed oczami “Sanatorium pod Klepsydrą”. Powiem więcej: nie wierzę, że opowiadanie zostało napisane zaledwie w dwie i pół godziny. ;-)  

Masz rację, wszystko pojawiło się z biegiem lat. Przemówienia generała z tamtych dni na pewno nie zarejestrowałem, ale co ciekawe pamiętam, że w latach osiemdziesiątych za latami osiemdziesiątymi nie przepadałem. Niestrawna na przykład była dla mnie muzyka popularna, pojawiająca się jako dodatek w filmach z tamtego okresu, czego zresztą nie umiem racjonalnie wytłumaczyć. Jako taką, która uwypukla koloryt epoki i podkreśla scenerię, zawiera się niejako w kadrze (soundtrack immanentny) zacząłem ją doceniać dopiero znacznie, znacznie później. Musiały minąć aż dwie dekady, by tak się stało.

Ciekaw jestem, Reg, czy masz jakiś ulubiony okres w historii swojego życia? 

Okej, Finkla, chodziło mi o te dwa fragmenty ze zbioru “Łzy sołtysa i inne opowiadania”. Pierwszy zawiera mnóstwo powtórzeń, o wiele za wiele, jak na mój gust, a brzmi tak:

W nocy zaczął siąpić drobny deszcz. Tego dnia w celi było ciemniej niż w słoneczne dni. Przez kosz, zawieszony za kratami do wewnątrz, wpadało niewiele dziennego światła i dlatego zapalono światło. Po zasłaniu łóżek i porannej toalecie w milczeniu oczekiwali na apel, a potem na śniadanie. Dla Borysa był to ostatni apel przed opuszczeniem wiezienia. Po śniadaniu otworzono cele i wszyscy z oddziału wyszli na korytarz, ustawili się w dwójki, przyszli strażnicy i poprowadzili ich do warsztatów. W celi pozostał jedynie Borys. Spakował bez pośpiechu swoje rzeczy w koc i cierpliwie czekał, aż oddziałowy przyjdzie po niego. Przyszedł około południa.

Drugi fragment jest zdecydowanie lepszy (wiem, wiem, to rzecz gustu):

No więc siedzę ja ubrana jak się patrzy, jakichś trzech palantów, których nie znam, pewien znany reżyser z żoną i jakieś dwie początkujące damulki. Siedzimy w hallu dla gości hotelowych. Panowie małymi łyczkami z namaszcze­niem sączą harcerzyki, pani reżyserowa i damulki siorbią groszek, a ja jak zwykle fula z butelki. Cholernie nie lubię pić ze szklanki. Rozmowa toczy się jak młyńskie koło. Z ga­duły, zamiast sypać się pszenna mąka, z której byłby chleb, sypią się otręby, których i świnie nie chciałyby zeżreć. Je­stem pustecka, a napiłabym się czegoś. Damulki łącznie z żoną pana reżysera popijają kawusię, ujmują delikatnie dwoma paluszkami kruche uszko porcelanowej filiżanki, przy czym mały palec kokieteryjnie unoszą ku górze. „Nic – wyrzucam sobie – Sroka, miej się na baczności. Popadłaś w sfery wyższego towarzystwa. Sroka, wpadłaś między wrony, musisz krakać jak i one." Wszyscy zajęci są drętwą gadką, nikt na mnie nie zwraca najmniejszej uwagi. Nagle naszła mnie myśl, żeby podbechtać to wysokie konsylium. Niby od niechcenia powiadam tak, aby wszyscy słyszeli:

– Postanowiłam pisać pamiętnik, oczywiście, że nie od dnia dzisiejszego ani też od jutra, ale zamierzam się­gnąć pamięcią kilka lat wstecz. To jest mniej więcej od piętnastego roku mojego życia. Podobno największym walorem wszystkich napisanych pamiętników jest ich szcze­rość. Pewien redaktor obiecał poprawić to, co napiszę i umoż­liwić druk odcinkami w swojej gazecie. Kiedy opowiedzia­łam mu w skrócie moje życie, gorąco zaczął mnie nama­wiać, żebym zaczęła pisać, że będzie to rewelacja, jeżeli już nie w skali krajowej, to przynajmniej w granicach naszego miasta. „Będzie to kij wsadzony w mrowisko" -tak się wyraził.

Reżyser przerwał machlojki ze swoimi kompanami, i spojrzał na mnie uważnie, potem uśmiechnął się i niepew­nie powiedział:

– A to byłoby zabawne.

– Jak dla kogo – odparowałam i spojrzałam wymow­nie na żonę reżysera. Jeżeli będę miała dość odwagi i napi­szę wszystko tak, jak myślę, ze wszystkimi szczegółami, to jak amen w pacierzu mój pamiętnik będzie podstawą do kilkudziesięciu rozwodów, a może nawet ktoś zrobi z tego scenariusz do filmu; reżyserowi zrzedła mina. 

No cóż, Asylum, te hrabalowe są po prostu lepsze od moich, i stąd być jakieś samonakręcanie się “Takiej pięknej żałoby”. Człowiek ma wrażenie, że wszystko, co czeski pisarz przeżywał układało się od razu w słowo pisane, w gotową opowieść. Dzięki wielkie i za dobre słowo, i za kliczek!

Myślisz więc, że to był głupi pomysł, bo ja tak w zasadzie myślę. Na szczęście jedna rzecz mi się tutaj udała: powstał oto tekst bardzo osobisty, który traktuje o dwóch ważnych dla mnie sprawach: pierwsza, to miłość do różnych tam Glinek i innych Soblówek, do gór po prostu, oraz druga, to sentyment do lat osiemdziesiątych, które mnie ukształtowały najbardziej. I tyle. Dzięki w każdym razie za opinię, na którą wyczekuję zawsze niecierpliwie. :-)  

Rzeczywiście ciekawy styl. Tekst przeczytałem z uwagą i czekam na inne podobne, pełne niepokoju. Plus za czarny humor w zakończenie.

Dzięki i za kliczki, i za komentarze. :-)

@ Finkla, masz rację, poszedłem tym razem mocno w stronę obyczajówki, którą można lubić (albo i nie). I nic dziwnego, skoro teraz na tapecie jest u mnie Hrabal (realizm podrasowany, magiczny), Hłasko (realizm i fatalizm) no i Himilsbach (jakiś chyba hiperrealizm czy jak to nazwać?). I właśnie ten ostatni fascynuje mnie najbardziej. Mogę przedstawić co najmniej dwa cytaty, w których pokażę, że słynny aktor, pisarz i scenarzysta potrafił opisywać rzeczywistość zarówno w sposób fantastyczny, fenomenalny, jak i zupełnie nieudolny lub niedbały. Ta mimo wszystko fascynująca postać zainspirowała mnie do stworzenia “Łatwych utworów”.

@ Bardzo się cieszę, Irka, i obiecuję więcej podobnych historyjek. :-)

@ Starałem się, jak mogłem. I cieszy mnie, że to dostrzegłeś, choć nasze dzieciństwa to zapewne dwie różne dekady i całkiem różne bajki (czyżby nick Zygfryd89 wskazywał na rocznik 1989?).

Obiecuję jeszcze wiele dopowiadań i kontynuację cyklu “Łatwych utworów”, ale póki co to zrobię sobie przerwę, a w ramach przerwy rozważę stworzenie komedii kryminalnej z elementami bizarro fiction w stylu rosyjskim. Słowem: muszę wystrzelić się daleko, daleko w kosmos i na chwilę zmienić język oraz sposób opowiadania, by potem ze wzmożoną siłą i energią (kosmiczną) kontynuować te proste (proste, ale wcale nie takie znowu łatwe do napisania) utwory. Albowiem pisanie w sposób prosty i ogólnie przystępny jest wielką sztuką oczywiście. Dzięki raz jeszcze! ;-)  

Nowa Fantastyka