Profil użytkownika

Uwaga! Nie przyjmuję tekstów do betowania. Jestem zwolennikiem samodzielnego pisarstwa! 

 

Krótko o sobie: Maciek z gór; Maciek, co kocha góry i na pewno coś o górach jeszcze napisze. Chciałbym mierzyć się na tym forum z horrorem, fantasy, road-story, surrealizmem oraz oczywiście z tematyką górską (pewnie da się to wszystko jakoś tam połączyć). Kocham prozę Schultza dokładnie tak samo, jak ubóstwiam muzykę Bacha (bardzo obu tych panów cenię i szanuję, a cenię i szanuję panów tych obu bardzo za ich wspaniały warsztat, którego i sobie, i nam wszystkim z całego serca życzę).


komentarze: 529, w dziale opowiadań: 517, opowiadania: 125

Ostatnie sto komentarzy

Dzięki, Anet, dzięki, NWM! :) Zaraz poprawię babolki. Doumrzony jest OK. Plamię – też literówka. 

 

Maćku, przepraszamy za offtop.

A offtopujcie ile wlezie, mnie to nie przeszkadza. :)

 

 

maciekzolnowski

No właśnie, do tego zmierzam. Są osoby, które pisarstwo mają we krwi; ot, zwykli, pospolici geniusze. :)

maciekzolnowski

Dzięki, NoWhereMan. Doskonale Ciebie rozumiem. I wiesz co? W moim przypadku różnie to bywa z zamiłowaniem do bizarro, ale gdybym, dajmy na to, czytał – nie swój, lecz – cudzy tekst w ten sposób napisany, to nie wiem, czy by mi on do końca podszedł właśnie z uwagi na ów czarny humor. Słowem: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja to napisałem, więc niejako siebie samego rozgrzeszam. 

maciekzolnowski

Jakże mi miło, że mogę się uczyć od mądrzejszych, bardziej doświadczonych od siebie, i że korzysta na tym tekst, który jest później bardziej dopracowany.

Czytam właśnie Blackwooda, który miał na swym koncie grubo ponad 150 opowiadań. A wszystkie są znakomite. I tak się zastanawiam, kto pomagał jemu, kto mu wytykał błędy. 

maciekzolnowski

Dzięki, Reg. Poprawiłem babolki. “Głuch” mogłem pozostawić, ale uznałem, że lepiej będzie użyć wyrazu “głusza” (czyli tak jak proponowałaś).

maciekzolnowski

Droga Tarnino! Nie czuj się zupełnie niepotrzebnie zbędna (niezupełnie niepotrzebnie niezbędna?). Nie potrzeba nam tutaj tego wcale. :)

 

Drogi Mr.Marasie! Poprawiłem kulawą na obie nogi stylizację na kulawą stylizację z jedną nogą sprawną. I jedną ręką podpisałem się pod taką oto nową wersją – wersją mniej kulawą. Dzięki za pozytywne, mimo wszystko, spuentowanie wypowiedzi krytycznej. Mądrzy ludzie powiadają, że nauka nie idzie w las. I pomyśleć, że właśnie czytam BlackWooda. ;)

https://www.google.pl/search?q=black+woods&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiN1Kq9rKfeAhWIPFAKHVeIBPcQ_AUIDigB&biw=1093&bih=501

maciekzolnowski

Podziękować Drogim Paniom! Co straszniejsze babole już poprawiłem. Wierzyć się nie chce, że aż tyle się tym razem nazbierało. Czuję, że dopiero jak wpadnie Jolka – Regulatorka to się dopiero zrobi wesoło. Albo i nie. Co do chutoru… Mój błąd, który jednak popełniłem z premedytacją. Coś mi ten Gogol do łba wszedł i się w nim zasiedział. ;)

maciekzolnowski

Dzięki, Enderek! Daj mi się, proszę, chociaż wytłumaczyć. “Nijak bez ta gwara żem tego nie nolozł”. No właśnie, ja też nie znalazłem. Te Głubczyce, Racławice, Klisino, Pomożowice i in. to taki Śląsk–nie-Śląsk. Strasznie dużo tam ludności napływowej, głównie ze Wschodu, ale – przyznaję – że w przeszłości struktura narodowościowo-etniczna mogła na tych ziemiach wyglądać zupełnie inaczej. 

maciekzolnowski

O, wielkie dzięki! Na to czekałem, bo lubię konkrety. Poprawianie byczków, a zwłaszcza literówek bywa niekiedy przyjemniejsze od samego pisania (w sensie siedzenia przed białą, niezapisaną kartką i wymyślanie Bóg wie, czego). Pozdrawiam przy okazji serdecznie! :) 

maciekzolnowski

Dzięki za ciekawą dyskusję i bardziej lub mniej miłe słowa! Podoba mi się zwłaszcza interpretacja Thargone. Co rzuciło Wam się w oczy z błędów, np. interpunkcyjnych? W których momentach tekst tracił swój rytm? Kiedy przystawaliście i co Wam zgrzytało?

maciekzolnowski

O, nareszcie coś w moim stylu! Tym razem nie będę, Bemiku, Ciebie komplementował. Powiem krótko: “piętaczka” ode mnie!

maciekzolnowski

Już dla Ciebie jednej warto pisać! Anna wróci, na pewno jeszcze wróci. Ale tak naprawdę to Baranek z Szortala powinien kontynuować cykl, który przecież sam zainicjował. Pozdrawiam, Katia! :)

maciekzolnowski

W sumie miało być trochę śmiesznie (a troszkę, ale tylko troszkę smutno… no i strasznie). Dzięki, Blacken!

maciekzolnowski

…czyli nieważne co, ważne jak. A ja głupi zawsze sądziłem, że liczy się tematyka i bohaterowie. Ale (i podkreślam to “ale”) wychodzi na to, że czasem (i podkreślam to “czasem”) klimat oraz strona warsztatowa mogą się znaleźć na pierwszym miejscu, co w niczym nikomu nie przeszkadza.

Deirdriu i AC, wielkie dzięki!

 

“Gogol. Nachalo” – tego nie udało mi się przetrawić, za to oba “Wije”, albo inaczej obie ekranizacje “Wija”, dla mnie po prostu bomba! Jeśli nie widziałaś, zdecydowanie polecam! 

maciekzolnowski

Taka mała dziurka, a człowiek cały (i wcale nie taki znowu mały) źle przez nią wypada. Święta racja, Reg. 

Ja Ciebie też Drakaina “like you”. ;) 

Soku, jeżeli jeszcze nie znasz, to koniecznie przeczytaj na Opowi “Atak krwiożerczej skarpety”. Przykro mi tylko, bo rzecz jest ponownie i jak nietrudno zgadnąć o skarpecie. 

Dzięki, Thargone! Jest mi miło niezmiernie. I tutaj dodatkowo mała ciekawostka a propos koni: 1. W Rosji – chyba nikogo nie trzeba o tym przekonywać – wszystko jest strasznie, ale to strasznie duże, że o koniach nie wspomnę. A duże oznacza często groźne, straszne i budzące szacunek. 2. I taki właśnie czerkieski konik–byczek pojawia się u Gogola, więc zrobiłem – i tak to należy rozumieć – małe nawiązanie do klasycznego już opowiadania “Wij”. 

I na koniec jeszcze puenta, którą dopisuję specjalnie z myślą o Soku: Czarne koty są okej, w przeciwieństwie do czarnych skarpet, które okej nie są!

maciekzolnowski

Masz bardzo fajny awatar, Ćwikiełka. Naprawdę aż rzuca się w oczy (i CCTV – he, no żartowałem)! ;) Dzięki, pozdrawiamy Błaszki! 

Aha, i jeszcze jedno: zmieniłem wołgę na aston martina. Te ostatnie samochody bardziej kojarzą mi się z Anglią.

maciekzolnowski

Dzięki, Drakaina, zastanowię się jeszcze nad tym. Może wytnę ostatni dialog, a może wykład o CCTV i superwajzerach, zobaczymy. I tak tekst mi się rozrósł. Pomyśleć, że chciałem tylko napisać o urokach i wadach pracy “pakowacza” (pomysł góra na dwa, trzy zdania).

Aha, co do samej makabreski jeszcze: Gdybym nie był autorem “Na packingu”, to uznałbym ten jedne wielki żart za zbyt pikantny i mocny. Tak to już jest: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nawiasem mówiąc, trafnie nazwałaś to bizarro makabreską. 

maciekzolnowski

Wielkie dzięki, Reg, Deirdriu, Dalekopatrzący! Skorzystałem z Waszych cennych uwag i porad. 

Co do zabaw słownych: Cóż, można potraktować to bizarro jako ćwiczenie z neologizmów, maćkowizmów i leśmianizmów. 

Tak, Reg, wiem, że nie przepadasz za serem. Myślę jednak, że zrobione przeze mnie kanapki by Ci smakowały. ;)

Które fragmenty byś wyrzuciła, Drakaina? Dzięki z góry i dołu! :) 

Masz rację, Dalekopatrzący, że wyrażenie “nim ją” jest nieporadne. Co proponujesz w takim razie zrobić? 

 

 

maciekzolnowski

Moja, ale to nie ja trolluję, chociaż tematyka górska nie jest mi obca (i nic, co ludzkie, a zwłaszcza krwawo-ludzkie też nie jest mi obce).

maciekzolnowski

Dziękuję bardzo, Miła i Droga Deirdriu! A zatem… puszczamy to w świat! Bach! :) 

maciekzolnowski

Dobrze powiedziane: wszyscy tutaj staram się wyjść poza rutynę. Dzięki, Wojowniku, również pozdrawiam! 

maciekzolnowski

Dzięki za Wasze opinie!

 

Deirdriu, naprawdę miło mi to słyszeć , ale czasem, Wiesz, dobrze jest napisać coś mniej ambitnego, po prostu: coś dla zabawy. Na pewno stawiam sobie często to pytanie, po co i dla kogo… Dla siebie, dla innych? Dla żartu (albo i nie)? Dla większych lub mniejszych emocji? Gdyż: coś wspominam? Gdyż: chcę czuć ciepło książki – przez siebie napisanej opowiastki? Te pytanie stawiam sobie nieomal codziennie. I codziennie sobie mówię, że nie warto nic robić, a mimo to i tak piszę czy też usiłuję pisać.

maciekzolnowski

Wiesz, NWM; niby taki tekścik w stylu felietonu, momentami reportażu (narrator wałęsa się po wsi, opisuje cmentarz itp.), niby żarcik z psich kup i z prozy dnia codziennego, a jednak temat poważny gdzieś tam się czai na spodzie (śmierć dziecka, kruchość życia, przemijanie wszystkich i wszystkiego, bo rutyna to także przecież upływ czasu – jakaś jego forma). 

Podoba mi się opozycja: domowe pielesze – świat znajdujący się za oknem; oraz: biurko i ciepło książki – świat w tej książce przedstawiony, świat pełen przygód i cierpienia, pełen duchów i innych niesamowitości… Wiesz, o co mi chodzi… Dzięki, pozdrawiam serdecznie! :)

maciekzolnowski

Dziękuję bardzo, bardzo!

 

& Tarnina: Brzmienie wypada z tej gry! ;)

 

& Chroscisko: Poprawiłem (się). 

 

& Deirdriu: Podoba mi się Twoje wyczucie humoru. 

 

& Bemik = 100% kobiety w kobiecie: Twoje zadowolenie zadowala mnie bardzo, a nawet jeszcze bardziej, tym bardziej, iż wiem, że bliżej Ci – a niżeli mnie – do bytów doskonałych (uosabiających doskonałość formy i piękno treści). 

 

& Belhaj: Jest mi aż za bardzo miło, kiedy wkoło jest tak miło. I czuję się wtedy nieswojo.  

maciekzolnowski

Ja nie poznałem, ale rad byłbym poznać. ;)  

maciekzolnowski

Aaa, to w takim razie przepraszam. W sumie narratorka też (podobnie jak i autorka) jest kobietą, no więc… No więc nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Dzięki, Droga Reg, i przepraszam Cię raz jeszcze, Szanowna Bemik – Leśna Kobieto. :)

maciekzolnowski

Bardzo dobre opisy przyrody. I temat, nie powiem, ciekawy. :) 

maciekzolnowski

“W nocy las jest zupełnie inny niż w dzień. Obcy, niebezpieczny, wrogi”. Oooo! A to jest, przepraszam bardzo, plagiat. To są Maćkowe, Maciejowe mądrości Maćka, przez Maćka wielokrotnie sprawdzane, doświadczane i opisywane. ;) A tak na poważnie: To są dwa krótkie, ale niezwykle trafne stwierdzenia. Od razu widać, że Wiesz, co piszesz, oraz wiadomo, gdzie szukałeś inspiracji dla swej opowiastki. W terenie oczywiście! 

Podoba mi się pomysł z przybliżającymi się drzewami, które osaczają bohatera, a on wyobraża sobie wieko (drewnianej) trumny. Według mnie w tej trumnie mógłby skonać i tak właśnie powinna się ta historyjka (horror?) skończyć. 

W końcu jakiś – śmiejcie się ze mnie, jeśli chcecie – obszerny opis lasu na tym portalu! Tego właśnie szukałem! 

Pozdrawiam!

MZ

maciekzolnowski

Dzięki Wszystkim! 

 

# Teyami: Załóżmy, że jest to dowcip w formie drabbelka (z naciskiem na wyraz dowcip). 

 

# Drakaina: Zgadzam się z Tobą. I już poprawiam.

 

# Reg: A cóż nam (śmiertelnikom) pozostaje innego, jak nie naśmiewać się ze śmierci, oswajać się z nią. Oj, naczytał się człowiek, naczytał tych wszystkich “De morte prologus, Dialogus inter Mortem et Magistrum Polikarpum”.

maciekzolnowski

Dzięki, Mr! Kiedyś nawet chciałem zostać bacą, ale chybabym nie dał rady: twarde życie… te sprawy. A wiesz, że baca jest uznawany w niektórych kręgach za kogoś zupełnie wyjątkowego, kogoś prawie że świętego, takiego swego rodzaju szamana. Ot i ciekawostka rodzajowa! 

Zwłaszcza, że masz tendencje do rozmywania swoich puent. Rzadko wybrzmiewają z mocą zaskakującego twista czy morału, raczej ukrywają się wśród chaszczy słów skierowanych w finałach do czytelnika.

Merci, to jest wg mnie komplement. :))

maciekzolnowski

Merci! Jest jeszcze – nie wiem, czy czytelny – żarcik z samej Śmierci, która za nim sprzątnie fryzjera-golibrodę z tego świata najpierw korzysta z jego usług. :)

maciekzolnowski

#Reg:

Zaprawdę są na świecie sprawy, które się filozofom nie śniły. I tak – dla przykładu – niezjadliwości serów pojąć niepodobna. A jednak! Ja, com żył zawsze jeno echem, na wpół ukryty w cieniu krat, oddechem i chciwą żądzą chłonę świat.

Zaiste boli mię okrutnie wyobraźni mej brak. Gdyby przyszło mi zaordynować Quattro Formaggi, byłbym wielce kontent z samych serków (bez pizzy), bo ja, com żył zawsze jeno echem, na wpół ukryty w cieniu krat, oddechem i chciwą żądzą chłonę świat.

 

#Blacktom:

Podoba mi się określenie: “masz mnie na głowie”. ;)

maciekzolnowski

Serów nie trawisz? O, Boże! ;)

 

Sąsiedztwem psich kup i łyków wody się zajmę. W sumie, hmm… niefortunne to zdanie wygląda mi na małe i poniekąd zamierzone mrugnięcie okiem w stronę (literatury) bizarro. Dzięki, Reg! :)

maciekzolnowski

Ależ ja Ci tej chatki zazdroszczę, Drakaina. Pilsko i resztę Beskidu Żywieckiego znam. Mieszkam w Beskidzie Śląskim, więc przynajmniej okresowo (okresowo, bo akurat w tym momencie przebywam gdzie indziej) jesteśmy sąsiadami. Pozdrawiam serdecznie! MZ :)

maciekzolnowski

No właśnie nie wiem, chyba nie mogę się zdecydować. Pierwszy raz tak mam. :) Chyba ten pierwszy jest bardziej nastrojowy, nieco bardziej klimatyczny (a to z uwagi na zastosowanie różnych czasów w opowiastce). Ale nie mnie to osądzać. 

Aha, Droga Reg, od razu też mówię, że Ci się tekst nie spodoba, nie trafi w Twój gust. Zdążyłem się mniej-więcej zorientować co do tego, co lubisz, a czego nie trawisz. :)

maciekzolnowski

Inna wersja, bardziej spójna:

 

Nuda, powtarzalność, brak niespodzianek, senność, zmęczenie, niedostarczanie umysłowi żadnych nowych podniet – to wszystko to jest „rutyna”; jedno, niezbyt skomplikowane słowo na literę „er”. Nienawidzę rutyny! Nie lubię rutyny! Nie kocham rutyny! Nie pokocham rutyny! Nie polubię jej nigdy, przenigdy i za nic w świecie!

 

Z wolna zbliża się już północ – nie pierwsza i zapewne nie ostatnia w moim dotychczasowym życiu. Mój pies znów daje znać o sobie: podchodzi do biurka, przy którym siedzę, i zaczyna lekko na mnie powarkiwać. Nie pozwala w ten sposób zapomnieć o sobie i o zaległym spacerze, który mu się należy jak nie wiem co. Zakładam więc smyczkę, biorę dwa plastikowe woreczki na kupy i dwa łyki wody przed wyjściem i udajemy się z Czikiem na zewnątrz – z Czikiem, bo tak właśnie nazywa się mój czworonożny przyjaciel, będący jednocześnie moim największym, czworonożnym obowiązkiem.

Na dworze – rześko, powiało chłodem i wilgocią, co mi przypomina o zbliżającej się wielkimi susami zimnie (nie wiem, czy akurat „susami”, ale to nieistotne). Po lecie jest jesień, a po jesieni następuje… wiadomo, co następuje po lecie i jesieni. Ach, ta boska rutyna! Mijamy gościniec – i znowu rutyna – i kierujemy się w stronę kościółka ku bardziej zacisznym i przestronnym terenom zielonym.

Cziko się nie spieszy – obwąchuje każdy pojedynczy krzaczek, każdą, najmniejszą nawet kępę trawska. No jak tak można? On ma zawsze czas, w przeciwieństwie do mnie, bo ja nie mam. Tradycyjnie rozgaszcza się pod wielkim dębem – pomnikiem przyrody, co niejedno widział i niejedno słyszał. Standardzik! Ale, ale… Takich „paczek”, jakie „sadzi” mój Czikuś, to chyba i on nawet w swym prastarym i świętym żywocie jeszcze nie oglądał.

A idąc dalej… tak poza pomnikami, dębami i paczkami, to spacerek przebiega planowo i – rzec można – rutynowo.

Nasz wioskowy Dom Boży jest miejscem szczególnie cichym i klimatycznym, a wygląda na całkiem opuszczony. Zaraz za nim rozpościera się widomy obraz bogatej przeszłości tych ziem – cmentarz… imponujących rozmiarów, z rozmaitymi nagrobkami: zadbanymi i niezadbanymi; polskimi, ruskimi i niemieckimi, i tak dalej; nowszymi, starszymi i bardzo już wiekowymi. Te najstarsze liczą sobie nawet i po sto pięćdziesiąt, i dwieście lat. Średnie miejsce do odbywania spacerów z – nawet najbardziej ukochanym – pieskiem, ale skoro obecność Czika nikomu tutaj nie wadzi, to mnie tym bardziej nie i basta! Nie ma o czym mówić!

Mijamy teraz z shih tzu znajomą-nieznajomą miniaturkę, którą po raz pierwszy zauważyłem dopiero dzisiaj, kiedy tu przechodziłem około południa. Cóż, tyle razy się tędy szwendam, a nigdy jej jeszcze nie widziałem, przy czym „zobaczyć” i „zauważyć” – to są zupełnie różne rzeczy.

Ta miniaturka – to niewielkich rozmiarów nagrobek dziecka, zmarłego przedwcześnie i zdaje się, że w tragicznych jakichś okolicznościach. Aż żal i jakoś tak ciężko na sercu się robi na samą myśl o tym niespełnionym życiu, które na dobrą sprawę nie zdążyło się nawet właściwie rozpocząć, zatlić jakimś bliżej nieokreślonym, witalnym ogniem. Czikowi też jest smutno, co jednak nie przeszkadza mu wcale w obraniu dogodnej pozycji do oddania moczu. Powstrzymuję pupila w ostatniej chwili, naprawdę ostatniej!

Na mogiłce znajduje się niewielkich rozmiarów posążek reniferka, który cały aż skrzy się w księżycowym blasku. Wiatr przewrócił zwierzątko i trzeba je ustawić jak należy, to znaczy przywrócić do pionu. I teraz, eche… Łapię za poroże i ciągnę… Mam… Ozdoba stoi dumnie na swych rozbrykanych, czterech odnóżach. Brakuje tylko Mikołajka, aby zrobiło się… nie tyle rutynowo, co raczej: rytualnie, odświętnie, wręcz świątecznie.

Nagle zaczyna drżeć ziemia. Zrywa się tęgi wicher i huczy, i jęczy. I podrywa się stado nocnych jakichś ptaszysk do lotu, a Cziko wyrywa mi się wraz ze smyczą i gdzieś przepada w nieoświetlonej i głuchej otchłani. Truchleję, truchleję, po trzykroć truchleję. Tymczasem spod czarnej jak smoła ziemi wysuwa się brudna, drobna rączka nieżywej dzieciny i chwyta mnie mocno za ramię. A dobywający się z wnętrza mogiły, cieniutki głosik dziękuje mi za mój piękny, bezinteresowny i zupełnie nieoczekiwany czyn. Nieoczekiwany czyn – a to dobre!

 

Nuda, powtarzalność, brak niespodzianek, senność, zmęczenie, niedostarczenie umysłowi żadnego ciekawego impulsu – to wszystko to jest „rutyna”. Jedno, proste słówko na literkę „er”. Nienawidzę rutyny! Nie lubię rutyny! Nie kocham rutyny! Kocham rutynę, lubię rutynę – jest taka bezpieczna, taka do bólu prosta, tak bardzo, bardzo prywatnie moja i tylko moja. I nie tylko moja, bo i wspólna: narodowa, międzynarodowa, ponadnarodowa… twoja, ich, nasza, wasza, ichsza.

Siedzę w pokoju za biurkiem. Nudzę się okrutnie. Ale przynajmniej czuję, że jestem bezpieczny, gdyż dzień lub jego elektryczno-świetlny surogat mam na wyciągnięcie dłoni (no przynajmniej tak długo, jak długo jest prąd w sieci); a noc, co skrywa nekropolię z dziwnymi nagrobkami i nawiedzonymi reniferami, pozostaje daleko… tam gdzieś… hen, hen za oknem.

Lecz nagle w mych pieleszach zaczyna skrzypieć i wibrować podłoga, pełga światło, które następnie ostatecznie gaśnie. A na dworze zrywa się tęga wichura, co jęczy potępieńczo. I zza szyby okiennej kiwa do mnie mała rączka nieżywego bobaska, który mnie woła, do siebie zaprasza i do wspólnej zabawy zachęca. A to ci niespodzianka – straszna, upiorna, traumatyczna, ale jednak niespodzianka!

maciekzolnowski

Czyli (nie chciałem rozpoczynać zdania od chili albo chilli)… czyli powiadasz, Szanowny Czarny Tomaszu, że w końcu trafił się w miarę smakowity kąsek, który nie był nadmiernie ani słony, ani słodki, ani kwaśny, ani gorzki? O! I teraz dopiero zauważyłem, że tekst swój zapodałem we czwartek, trafiając jak zwykle na Twój dyżur. Dzięki za comment

 

Co do teksu… Ja sam mam wątpliwość tego rodzaju: czy zachować konwencję takiego trochę felietonu i jeden czas? Czy też działać w bardziej swobodny sposób (tak jak u góry)? Oto mała próbka tej “swobody”:

A więc mamy czas teraźniejszy: “Nasz wioskowy Dom Boży jest miejscem szczególnie cichym i klimatycznym, a wygląda na całkiem opuszczony”. 

A wcześniej pojawił się fragment w czasie przeszłym: “Na dworze – rześko, powiało chłodem i wilgocią, co mi przypomniało o zbliżającej się wielkimi susami zimnie”.

maciekzolnowski

:D A faktycznie: dobrze to wychwyciłeś, Czarny Tomaszu. Dopiero teraz to zauważyłem (”to” – czyli nagromadzenie i nadużywanie wyrazu “smacznego”). No, rzeczywiście, gdybym był premiowany za radość tworzenia miałbym z całą pewnością dużo… punktów. Tutaj to jest jeszcze nic, największe samozadowolenia odczuwałem popełniając “opka” o morderczym odkurzaczu (ubaw po pachy). Pozdrawiam również! MZ :)

maciekzolnowski

Przykro mi, ale nie zrozumiałem, o co chodzi.

Dziękuję w każdym razie, Pietrek. I nie twierdzę wcale, że opowiadanie nie jest lekko zakręcone. Podoba mi się interpretacja Mr.Marasa, zwłaszcza zdanie, mówiące o obalaniu trzeciej ścianie. Cieszę się również, że wyłapał te momenty przymrużania oka. 

maciekzolnowski

To prawda. Ale jednak, uważam, że podpora estetyczna – to taka podstawa, bez której nie można się obejść. Może w odniesieniu do literatury awangardowej / eksperymentalnej też sprawdza się niefajne powiedzenie: “już nic nie jest możliwe, bo wszystko jest możliwe”, (bo wszystko już było i jest klops). 

maciekzolnowski

:D Fabuła, czyli mięso, jest, a nawet “dwa mięsa” są obecne, bo przecież cyborg – to też organizm… i jest jak najbardziej żywy, czyż nie? ;-)

 

Finkla, a wiesz, że ów wyznacznik bardzo by (mi) się przydał – jakiś, jakikolwiek zresztą… Wy–pisarze macie łatwiej. Jeżeli słucham muzyki, dajmy na to, takiego Bacha i nią się zachwycam (bo jakżebym mógł się nie zachwycać), to pierwsze, na co zwracam uwagę, i co rzuca mi się w uszy, to stylistyczna / estetyczna określoność i spójność tej muzyki. Nie inaczej! Jeśli zaś słucham muzyki współczesnej… to, cóż… niczego podobnego w niej nie odnajduję, bo tego tam nie ma. 

maciekzolnowski

:D 

(…) ciekawy drabble, ale nie wiem czy łapię meritum.

Powiem krótka, Blackburn: łapiesz sens sensu i treść treści, a nade wszystko moc mocy; choć niewątpliwie zbyt wiele tutaj pieczeni rybnych z kury i wielbłąda starałem się upiec za jednym (za)machem na tym zardzewiałym ruszcie do utylizacji i spalania puszek po piwie i fusów po kawie zbożowej “Ince”. 

 

 

Tak sobie myślę, łapiąc sens sensu…

– Adamie_5, powiedz mi, z czym borykasz się… Kontynuuj, Adamie_5.

Może tytuł powinien brzmieć: “Rozmowa cyborga z psychologiem” albo “Cyborg u psychiatry” (a może “Autor tego drabbelka u psychiatry”) czy jakoś tak? No, w każdym razie, zastanawiająco się zastanawiam nad swoim zastanowieniem oraz oczywiście zdziwieniem, które leży u podstaw każdego aktu poznania oraz właśnie zastanowienia. 

maciekzolnowski

Nie ukrywam, że staram się stworzyć cykl scenek rodzajowych na wybrany przez siebie temat. Nie wiem, czy zrobię to umiejętnie i dobrze – najlepiej z wszystkich; wiem, że o tak zwany realizm nie musicie się wcale martwić (no, może z wyjątkiem jakiś tam futurologicznych wizji). Muzyka – nie koniecznie street performance, ale właśnie muzyka – nie była mi nigdy rzeczą obojętną, nie była, nie jest i nie będzie.  

 

Pozdrawiam i dziękuję za Twój komentarz śledczy (z włączeniem w to retrospektywnej analizy awataru), ;-)

MZ

maciekzolnowski

Dzięki! I to mi się podoba, bo… któż z nas nie lubi być chwalony (”a często bywa zawiedziony ten, kto lubi być chwalony”). Kocham takie niejednoznaczne interpretacje, które uświadamiają mi coś (także i o mnie samym), czego być może wcześniej nie wiedziałem. Ale kanibalem, Droga Sylwio, to ja na pewno (nie) jestem! ;-)

maciekzolnowski

Finkla, a Ty znowu o mięsie (”ręce”, “nogi”)! No bójże się Boga!

 

 

Dzięki Black. Na imię ci Black, a na nazwisko – jak? Jack? A nie! Na nazwisko: Burn. Sorki, że tak mi się skojarzyło.

No masz rację z tą jazdą po bandzie. Czasem trzeba znaleźć się naprawdę nisko, by potem śmiało móc wzbijać się ku górze.

maciekzolnowski

Dzięki Mr. Maras. To prawda: zdarza się, że jest nam po drodze (z czego się cieszę). Niestety (a może i stety) tutaj uległem niesmacznemu urokowi absurdalnej przemiany lodziarza Haka oraz możliwości opisu takowej przemiany. Cieszę się, że wspomniałeś o “Goonies”, gdyż kojarzy mi się z moim dzieciństwem. Wypadałoby również przywołać “Stań przy mnie” (zarówno film, jak i opowiadanie Kinga). W kontekście dwóch rzeczonych arcydzieł wspomniana przez Ciebie obrzydliwość, jaką jest z całą pewnością solowe lub chóralne rzyganie, nabiera znaczenia symbolicznego. Nie mówiłem tego jeszcze? OK. Chodzi o to, że łapię się nieraz na tym, iż postrzegam swe dzieciństwo (spędzone w małomiasteczkowym i wiejskim środowisku lat osiemdziesiątych) przez pryzmat tych właśnie dzieł amerykańskich twórców. Istnieje pewna analogia między małomiasteczkowym środowiskiem peerelowskim a podobnym środowiskiem amerykańskim. O co chodzi, tego dokładnie nie wiem. Być może właśnie o ten specyficzny, niepowtarzalny koloryt minionych na zawsze lat, a wymiotowanie jest tylko dalekim echem upragnionej amerykanizacji, przejawem beztroski, swoistym katharsis, które oczyszcza nas z komunistycznej szarości i burości. Sorki, że aż tak się rozpisałem, i że stanąłem w obronie autotelicznej wartości rzygania, które to rzyganie stało się przedmiotem mych estetyczno-filozoficznych dociekań i studiów. ;) 

maciekzolnowski

Literatura piwna – ha, i oto jest temat jak najbardziej epicki. Do sprawy podejdźmy trzeźwo, zdrowo i naukowo. Na wstępie ustalmy terminologię, byśmy się na wzajem niepotrzebnie na siebie nie wpieniali. Literatura piwosza: a) coś do poczytania przy piwku, b) coś, w czym pojawia się motyw pijaka, picia oraz piwka, c) coś, co czytamy, będąc pod wpływem (nieważne przy tym, co właściwie chłoniemy), d) radosna twórczość klasy D (a może i nie D), powstająca pod wpływem złotego trunku. Motyw przewodni do dyskusji mamy, jakby co, i brzmi on mniej-więcej tak: “zarżną, zeżarł, zapił”. Pozdrawiam Fajrom!

maciekzolnowski

Dzięki za komentarz, Drakaina. Na marginesie: Muszę wyznać, że zaimponowałaś mi tym niezwykle sprytnym i – w pewnym sensie – zbiorczym określeniem “Beskid Wysoki”. Wyrażenie to jest zdecydowanie mniej popularne od takiego – dajmy na to – nazewnictwa typowo geograficznego (terenowego, przestrzennego): “Beskid Niski”, “Beskid Śląski”, “Gorce”… Wiesz na pewno, co mam na myśli, no nie? Pozdrawiam! :)

maciekzolnowski

Ale mięsa jest dużo. Można by mięsny otworzyć. Syf S.A. czy coś takiego? 

Może to obecność czasowników determinuje istnienie lub brak akcji / fabuły?

maciekzolnowski

Finkla będzie ukontentowana. Jest dużo mięsa (czyli akcji). Mięsa jest tak dużo, że można by otworzyć masarnię. 

maciekzolnowski

Nie wiem, czy pamiętasz? To… takie coś raczej tylko dla miłośników gatunku: “Groza w stu słowach” (czy jakoś tak). Drabbelek o lustrze jest naprawdę niezły (stosowny klimat, wciągająca fabuła). 

A Syf.a zaraz sobie sprawdzę… 

maciekzolnowski

Dzięki za szczerą opinię. Doskonale Cię rozumiem. Mogłem sobie darować to, co ostatecznie pozostało w nawiasach. Myśl przewodnia miała być jedna: jemy po to, aby żyć (i nie odwrotnie). Ale – swoją drogą – ciekawie by wyglądało odwrócenie kulturowych ról (”biali” stają się “czarnymi”, a “czarni” “białymi”) i przeniesienie całej scenki np. do dzisiejszego Dubaju lub innego Istambułu. Muzyk mógłby grać folklor, ale nie na skrzypcach czy gitarze, lecz na jakimś orientalnym instrumencie. Rasistowska optyka – mniemam – uległaby wtenczas zmianie. Wyszłoby mniej prowokacyjnie, ale na pewno ciekawie. 

maciekzolnowski

Co Wy tak z tym mięsem? Właśnie przed sekundą Finkla mi o nim wspomniała i przed nosem wymachiwała, gdy analizowała kwestie dotyczące pojemności fabularnej drabbelków. Zacne. Zacny temat. ;)

maciekzolnowski

Od sześciopaku, wolę czteropak. Przyjemności trzeba dozować! Ale dzięki – sprawdzę to. Pytanie jednak pozostaje otwarte: co jest wyznacznikiem akcji; co decyduje o tym, że czytelnik stwierdza odpowiedni poziom nasycenia tekstu fabułą? Kiedy fabuły jest dużo, a kiedy mało? Ile fabuły (że tak powiem: maksymalnie) da się upchać w stu zaledwie słowach?

maciekzolnowski

:D Anet, Finkla! :)

 

Mięsa! Mięsa! Mięsa! ;)

 

Tak mi chodzi czasem po głowie to fabularne mięcho Finkli: chodzi, chodzi, chodzi… I tak się zastanawiam na poważnie, który ze znanych Wam szortów / drabbelków z “NF” uważacie za mega fabularny, wypełniony zdarzeniami do granic możliwości. Czy możecie podać mi jakieś przykłady takich króciaków akcji? Pytam. Zapewne spieszy mi się do piekła, a ciekawość – jak wiadomo – to pierwszy krok we właściwą stronę.

maciekzolnowski

Bes ceguś? Panna, jak to panna; cosik ma, a coguś ni mo. Mógłbym się, Blackburn, z taką panną spotkać na górze. I zwiedzić niejedno pięterko (no, górskie oczywiście). Dzięki. ;)

 

 

No, chyba że ma sąsiadów w zasięgu wzroku, to wtedy ma przerąbane.

No, ho, ho, niech język jędrny, gwarowy wyrazi wszystko to, co pomyśli głowa. Dobrze mówisz, Reg! 

maciekzolnowski

Dzięki, Gnoom.

Wielkie dzięki, Reg! Jak zwykle można na Tobie polegać. Błędy zostały poprawione w trybie pilnym. :)

 

A swoją drogą… to ciekawe… Dokonała się tutaj swoista estetyzacja biedy. Czy bieda może być piękną biedą? Wychodzi na to, że tak. Ja jednak nikomu jej nie życzę. 

Oj, nie wiem, nie wiem, Reg. Czy góry nie tracą na chaotycznej, wręcz dzikiej zabudowie? Czy służy im komercjalizacja, budowanie wyciągów narciarskich (wciąż nowych), likwidowanie korytarzy dla zwierzyny, nieokiełznany rozrost wsi, kurczenie się terenów zielonych na przedgórzach?

maciekzolnowski

I dobrze robisz, Pietrek. Aczkolwiek jest taka anegdotka o staraniu się:

 

Mówi jeden gość do drugiego, słowami znanej piosenki:

– “Blondynki, brunetki… ja wszystkie Was dziewczynki… całować chcę”…

– Mój drogi – odpowiada mu jego towarzysz. – Wszystkich nie dasz rady.

– No dobrze, ale przynajmniej trzeba się starać.

 

Mnie coś ostatnio wzięło na słuchanie creepypast (być może szukam inspiracji, być może prostoty, być może klimatu, być może akcji, a być może wszystkiego tego jednocześnie), ale jakoś mi się nie wydaje, ażebym zdołał przez nie wszystkie przebrnąć. I podobnie jest z tym forum (że nie wspomnę o Niedobrychliterkach, Szortalu, Weryfikatorium czy choćby Opowi)… Tego jest zwyczajnie… dużo. 

Stephen King radzi swym adeptom i początkującym pisarzom, ażeby najpierw wyłączyli telewizor i wszystkie inne elektroniczne rozpraszacze. To brzmi mniej-więcej tak: “albo piszesz, albo oglądasz film; albo – albo.”

 

maciekzolnowski

Magia starych antykwariatów była niepodważalna. Zastanowił się jak to możliwe, że nie zaglądał w podobne miejsca częściej.

Słońce wpadało do pomieszczenia smukłymi smugami, w których leniwie tańczyły drobinki kurzu. Jasne promienie zamiast oświetlać wnętrze, tylko kontrastowały z odwiecznymi kontuarami i kredensami tonącymi w mroku. Ciszę, która zalegała w tym miejscu, jakby przygniecioną skondensowaną przeszłością, można by kroić nożem.

 

No i pięknie. Już mnie “kupiłeś” samymi tylko opisami. Podnoszę zatem “łapkę w górę”.

maciekzolnowski

O dziwo – jestem w szoku – nie znam tego dzieła, nigdy też o nim nie słyszałem. Czas nadrobić zaległości, choć czasem się człek zastanawia, czy ma pisać, czy czytać, czy też oglądać filmy (bo nawet filmy – i to kiepskie – mogą być inspirujące), i co w ogóle robić z natłokiem informacji: bodźców i wrażeń (już choćby i tylko na tym forum). Dzięki w każdym razie! 

maciekzolnowski

Dzięki, Pietrek! Wiem, że Jarmusch marzył o karierze pisarskiej (jeszcze za nim został uznanym filmowcem). Nie wiem, czy jego opowiadania są (po polsku) tak łatwo dostępne, ale wiem, że parę filmów stworzonych jest na bazie oryginalnego pomysłu (scenariusza) wspomnianego twórcy. 

U nas w Polsce podobnie było z Himilsbachem, który nie tylko występował w filmach, ale także niejednokrotnie tworzył do nich scenariusze. Istnieje też bardzo zacny i całkiem pokaźny zbiorek opowiadań pana Jana.  

maciekzolnowski

Tekst – jak się okazuje – ma drugie dno, a mianowicie myśl, którą by można było sformułować w ten sposób: Imigranci, którzy nie są rodowitymi europejczykami prędzej zaakceptują nasze bułki, jako pokarm, od naszych – dajmy na to – klasyków wiedeńskich; szybciej przyjmują dobra materialne (telefony, samochody, zachodnie ciuchy), wolniej natomiast (a może i wcale) – te pozostałe dobra, dobra duchowe.

maciekzolnowski

Masz rację, Anet. Już mi to Sylwia wypomniała (nie)wypominająco. Są sposoby, ażeby np. z Maćka-gawędziarza uczynić któregoś z jego bohaterów nośnikiem różnych ciekawych historyjek i anegdot. A uczynić to tak, aby nie ucierpiała na tym strona fabularna tekstu. Trzeba jeszcze niestety chcieć, nad czym usilnie pracuję.  

 

Wytłumaczę się jeszcze z jednej rzeczy: Osoba matki-Murzynki jest jak najbardziej przypadkowa, a wtręt dotyczący multikulti – być może zupełnie niepotrzebny. Po prostu byłem świadkiem opisywanej scenki, którą starałem się uchwycić najlepiej, jak umiałem (bez upiększeń i koloryzowania). A że akurat wyszło tak jakoś czarno-biało – to już nie moja wina!

maciekzolnowski

Fajnie byłoby też, Anet, napisać coś w rodzaju zbiorku miniopowiadań, być może w formie dialogów rodzajowych, pod roboczym, choć wiele mówiącym tytułem – dajmy na to – “Dialogi Beskidzkie”. I znów byłby to cykl. I znów – cykl, przeznaczony nie dla “NF”! Oj, byłoby co zmyślać-opowiadać, a nawet wspominać; oj, byłoby (takie dialogi z życia capnięte)! 

maciekzolnowski

“Nie mam pojęcia o czym jest powyższy tekst.” “A sama wymowa, ciut niepokojąco niepoprawna politycznie.” 

Cóż, on nie jest może zbyt poprawny politycznie, ale niepoprawny też nie jest. A jeśli jest niepoprawny – to tylko w tym sensie, że nie idealizuje życia w monarchii tak, jak czynią to red. Michalkiewicz i (jeszcze do niedawna) robił to red. Ziemkiewicz (ażby się chciało odpowiedzieć tym panom: cudze chwalicie, swego nie znacie).

No, a powyżej? Cóż mamy powyżej? – Ot, jest sobie scenka rodzajowa z grajkiem i jakąś tam przypadkową Murzynką w tle. Może kroi się coś o wiele grubszego od przerośniętej drożdżówki. ;) Może powstanie – narodzi się z bólu i redbullu, i cierpienia, i ciężkiej, wytężonej pracy – jakiś cykl rodzajowo-obyczajowy o grajku lub grajkach. Takie trochę studium socjologiczne na niepoważnie i nie na to forum… jeszcze się zobaczy! A ponieważ zależało mi na opinii kilku osób, więc tekst pozwoliłem sobie wstawić (z myślą taką oto, iż zawsze jeszcze zdążę go stąd wycofać). ;)

Dzięki za komentarze i za wytrwałą obecność tych, na których obecność liczyłem! Pozdrawiam! :)

maciekzolnowski

Ahoj everyone!

Hehe łamane przez hi, hi; no, moje klimaty, nareszcie ktoś ruszył głową i napisał coś z myślą o mnie (tak jakby o mnie). Sprawnie napisany szorciek, pełen niepokoju od pierwszych po ostatnie litery, układające się w słowa, a następnie w spójną i mięsistą całość. Jest noc, jest stacja benzynowa, jest pustkowie – no i jest “impreza”. I jest się czego bać. Naprawdę! Plus za humor (czarny oczywiście)! Smykałkę do horrorów to Ty, Kolego, na pewno masz! Nie musisz trzymać się kurczowo fantastyki (sorki, że to mówię na naszym portalu), wystarczy, że będziesz sobą, i że, no właśnie, ruszysz tym swoim demonicznym i zdrowo trzaśniętym (w pozytywnym znaczeniu “trzaśniętym”) czerepem. I wcale nie trzeba być J.P.II, by porwać za sobą tłumy; wystarczy być tajemniczym i charyzmatycznym J.S.

Serdeczności!

maciekzolnowski

Zmieniłem parę rzeczy: kilka usunąłem, kilka dodałem. Dorzuciłem nadnaturalnego bohatera.

maciekzolnowski

Nowa Fantastyka