Profil użytkownika


komentarze: 115, w dziale opowiadań: 109, opowiadania: 57

Ostatnie sto komentarzy

Prawdopodobnie? Kto jak kto, ale sam autor powinien wiedzieć, o co mu chodziło.

Ja tam jestem zwolennikiem śmierci autora, “prawdopodobnie” – bo taka była moja intencja, ale jak kto woli, może interpretować inaczej.

 

 

Witaj Finklo,

O ile dobrze pamiętam, córki Lota upił go i też zgwałciły, żeby mieć z nim dzieci. Brzmi jak dość patologiczna rodzinka, ale kto wie, jak to drzewiej bywało.

 

Witaj Bolly,

To prawda, historie starotestamentowe same w sobie są niesamowite – tym wdzięczniejszym są materiałem do przerabiania i tym lepszą stanowią inspirację ;)

Co do zakończenia, prawdopodobnie chodzi właśnie o trolla – w filmie go zabili, a w książce dostał rzeczywiście w stopę (aczkolwiek mógł mu się wdać tężec i kaplica). W książce jednak występuje jeszcze potężny wódz goblinów, atakujący Froda włócznią. Co prawda miał on wzrost zaledwie człowieka, ale pamiętajmy, że napisany przeze mnie szort to rodzaj legendy – nie wszystko musi się zgadzać w 100%. Miło jednak, że tak rzetelnie przeanalizowałeś mojego szorcika ;)

 

Pozdrawiam!

 

 

Dzięki AmonRa, bardzo się cieszę, że szort przypadł Ci do gustu. Doskonale przejrzałeś przewrotność działań “mojego” Pana ;) Trafne uwagi, zaraz wprowadzę poprawki.

 

Witaj regulatorzy, dzięki za odwiedziny. Ten wątek biblijny już był tu pewnie przerabiany milion razy, ale mam nadzieję, że w taki sposób jeszcze nie :)

 

Pozdrawiam!

 

Witaj Irka,

 

Urażona się nie poczułam, ale lekko rozczarowana już tak.

To chyba nawet gorzej :/

Myślałem, że przewrotne zakończenie, w którym Abram rzeczywiście ma potomstwo liczne jak gwiazdy na niebie, lecz w postaci goblinów, będzie trafione, ale cóż, jak się strzela na oślep, to czasem się chybia ;)

 

Pozdrawiam!

 

W takim razie dziękuję i życzę kolorowych snów ;)

 

Hej Lana,

 

Na początku był chaos… a na końcu było zaskoczenie. Przyznam, że kiedy czytałem za pierwszym razem, pogubiłem się. Dopiero potem zauważyłem, jak skonstruowane jest opowiadanie i która narracja jest czyja. Trochę też nie jestem pewny, czy dobrze zrozumiałem, że głównym bohaterem był Jack, który wyobraził sobie, że został uratowany przez samego siebie (?). Czy po prostu nadał imię swoje i swojej ukochanej dwóm pierwszym osobom które spotkał? Chyba to drugie. 

Tekst przypomina mi fabułą “Cylinder van Troffa”, ale tutaj przedstawiasz inną wersję postapokaliptycznego świata. Wszechobecny las – ciekawe, szczególnie w połączeniu z fobią głównego bohatera. Zabrakło mi jednak pełniejszego opisu, jak ten las dokładnie wyglądał, aby móc go sobie wyobrazić. Skupiasz się za to na ludziach, na sposobie ich mówienia – dodaje to pewnej głębi światu przedstawionemu.

Klimat chyba zbyt ponury jak na wymogi konkursu, ale mi pasował :) Niby jest optymistyczny akcent na koniec, ale Jacka żal i tak. 

 

Pozdrawiam!

Pierwsze koty za płoty, pierwsze śliwki robaczywki.

Tutaj za wiele robaczków nie ma, no chyba że na planetach w akwarium. Szort jak dla mnie lekki i przyjemny, nic odkrywczego, ale na początek dobre :)

Zanim inni przeczytają koniecznie popraw interpunkcję w dialogach, bo na pewno ktoś Ci to wytknie ;) 

– No nie wiem. – odpowiedział chłopiec zajęty ponownie zabawą na podłodze.

Np. tutaj usuń kropkę po “wiem”. A po “chłopiec” chyba powinien być przecinek.

 

Pozdrawiam!

 

[VIDEO] Dziwny pies – Sadistic.pl

 

Hej,

 

Trochę mi zabrało zanim się zabrałem za te 60k słów, ale opko jest tak wciągające, że przeczytałem je w niecałe 40 minut. Nie jestem fanem horrorów, ale ten ma w sobie to, co jest chyba w tym gatunku najważniejsze – atmosferę grozy, od której człowiek ma ochotę nakryć się kocem po czubek głowy ;) Inni już się tu widzę porozpisywali, więc nic mądrzejszego nie powiem.

 

Natomiast jakbym już się miał do czegoś przyczepić, to nazwy kolorów był trochę przesadzone – nie słyszałem , żeby ktoś użył feldgrau w odniesieniu do czegoś innego niż mundur. Słowo “niewiasta” brzmi tu trochę anachronicznie, a przenośna lampka pozostawia pewien dysonans – naftowa też byłaby anachronizmem, a elektryczna z kolei zepsułaby atmosferę. Ale to już wybitne czepialstwo. No i jeszcze odmiana Graddini dalej gdzieniegdzie szwankuje:

Chyba na początku naszej znajomości piliśmy z Graddini kawę

Graddinim

jakkolwiek Graddino nigdy nie wspominał, że trzyma w domu zwierzę

Graddini

 

Pozdrawiam, bardzo fajne opowiadanie!

 

 

Hmm, na pewno w tekście nie brak fantastyki. Gdyby chcieć zachować realizm, dinoroboty made in Poland zepsułyby się w dniu otwarcia, a jaskiniowców przyłapano by na paleniu tanich fajek w wychodku. Po dziennikarskim śledztwie na jaw wyszłaby niegospodarność dyrektora Instytutu Wielkiej Lechii, który wydał 70 milionów na trefne dinozaury kupione od handlarza bronią na stacji benzynowej Jastrzomb. W tym samym czasie robotyczne dinozaury wymykają spod kontroli i pustoszą Łódź Bałuty. Straty oszacowano na 7 zł 59 gr.

Samo opko nie powaliło, głównie z powodu przewidywalności. Poza tym wszystko tak jak trzeba ;) Wypatruję tekstów o większej zawartości Finkli w Finkli.

 

Pozdrawiam!

 

Niestety, nie do końca zrozumiałem jak działał odwrócony bieg czasu i co się dzieje po podróży na Ziemię, nie wiem czy w wyniku ograniczonej percepcji czy niedomagania tekstu. Spróbowałem nawet czytać od dołu do góry, to znaczy w odwróconej kolejności zdarzeń – nie podziałało ;)

 

Zostawiając jednak zrozumienie fenomenu odwrotnej chronologii, opowiadanie było dla mnie w jakimś stopniu wciągające, a na pewno intrygujące. Ciekawy świat przedstawiony no i nietypowy pomysł na Boga-wieloryba, w dodatku czarnego jak słoma. Tekst trochę niezgrabny technicznie, ale to już lepiej znający się ode mnie przedmówcy wypunktowali.

 

Pozdrawiam!

 

Plastyczne opisy, niestety wymagają dopracowania językowego – szczególnie kłują w oczy liczne powtórzenia, np.:

Obudziło go jasne, kolorowe światło. Początkowo nie chciał otwierać oczu, by sen całkowicie się nie ulotnił. Obrócił się na drugi bok, a jasność rozbłysła ze zdwojoną siłą. Uchylił powieki, a to, co zobaczył wprawiło go w osłupienie. Leżał na trawie pośrodku leśnej polany. Nie była to jednak zwykła łąka. Wszystko co się na niej znajdowało emanowało światłem tak jasnym, że aż sprawiającym ból. Trawa jarzyła się jaskrawym odcieniem zieleni, pnie drzew brązowym, a owady z daleka wyglądały jak małe żaróweczki unoszące się w powietrzu i przysiadające na kolorowych kwiatach świecących jak reflektory. Nie było widać słońca, a mimo to było jasno. Niebo miało kolor jasnego, fosforyzującego błękitu,

Do byłozy, zaimkozy i sięozy dochodzi zatem jasnoza :)

 

Pozdrawiam!

 

Hej,

 

Zakolejkowałem twoje opko, bo sam właśnie piszę coś osadzonego w świecie Babilonopodobnym. Nawet ziggurat też u mnie występuje :) Ogółem uważam te realia za na tyle tajemnicze i egzotyczne, że od razu opowiadania w nich osadzone zyskują fascynującą atmosferę. W ciekawy sposób do Asyrii nawiązuje książka O. Tokarczuk “Anna In w grobowcach świata” (polecam).

 

Na pewno Twoje opowiadanie czytało mi się przyjemnie, wg mnie jest sprawnie napisane, klasycznym językiem fantastyki (o ile coś dlatego istnieje), więc pomimo braku elementów fantastycznych, do fantastyki bym je mógł zaliczyć :) Z drugiej strony przez tą “klasyczność”, zarówno w stylu, jak i fabule (w sumie dość typowa intryga) opko traci trochę na oryginalności – ale to tylko moje zdanie. Ogółem czytało się przyjemnie, a chyba o to chodzi ;)

 

Pozdrawiam!

 

Witaj bruce,

 

Są też rzeczy, które nie śnił się nawet fizjologom ;)

Tak naprawdę nie wiemy, co mamy w środku, dopóki nie zachorujemy (odpukać) i nas nie przebadają. Wtedy okazuje się, że ktoś ma cztery nerki, dwie śledziony, albo nawet takiego bliźniaka-pasożyta :0

 

Witaj Realuc,

 

Z Gaimana czytałem tylko “Amerykańskich bogów”, ale tam jest silniejszy wpływ “współczesnego” stylu pisania. Tutaj próbowałem nawiązywać do stylu biblijnego, co było o tyle trudne, że w Piśmie Świętym aż roi się od zaimków. Tym bardziej cieszę się, iż oceniasz moje pisanie jako płynne i lekkie :)

 

Pozdrawiam!

 

Świat przedstawiony w symulacji jest całkiem ciekawy. Jak dla mnie istnieje pewien fatalistyczny morał łączący obie części – Wielki Duch, który nie mógł pomóc ludziom w symulacji zapełnić pustki, sam ową pustkę posiada w życiu. I chociaż Nieznajoma również cierpi, pewnie nigdy nie odnajdą się w “realu”. Tragedia.

 

Co do stylu mam jedną uwagę, moim zdaniem miejscami zbyt gęsto stawiasz kropki, np.:

Za każdym razem bał się, że kogoś tam zastanie. Lecz obawy były niesłuszne. Nikt tam nie zaglądał.

W moim odczuciu wychodzi trochę sieczka.

 

Pozdrawiam!

 

Akcja jest rzeczywiście przesadnie wartka, aczkolwiek chyba udało mi się odnaleźć ład w tym chaosie :) Pewnie przez tematykę skojarzyło mi się ze stylem Houellebecqa. Osobiście nie przekonał mnie fragment z policjantką – wątpię czy po byciu świadkiem brutalnego gwałtu na koleżance nawróciłaby się na wiarę oprawców, ale może się mylę.

 

Pozdrawiam!

 

Takich mariaży sf/fantasy/cyber punk jest pewnie sporo, ale Twoje opowiadanie wyróżnia się, moim zdaniem, dzięki zgrabnie przeprowadzonej narracji pierwszoosobowej. Poprzez odniesienia do “ludzkich przyzwyczajeń” bohatera miałem wrażenie przyjęcia jego perspektywy. Akcja dość skomplikowana jak na tak krótki tekst, można dostać zawrotu głowy :)

Nie jestem językoznawcą, ale czy zamiast “Komisja Terraformerska” nie brzmiałaby lepiej “Komisja Terraformacyjna”?

 

Pozdrawiam!

 

Czy też Igor tak tylko myślał, a tak naprawdę tamci nie zrobili nic złego, poza odniesieniem sukcesu i zatrudnieniem niegdysiejszych przyjaciół?

Chyba raczej to. Zgadzam się, mogłem to mocniej zaakcentować. Dzięki za wskazówkę :)

 

Cieszę się, że udało mi się Was nabrać :) Początkowo chciałem zostawić zakończenie otwarte, żeby nie wiadomo było, czy właśnie chce go uratować, czy zabić. Po namyśle stwierdziłem jednak, że to by było zbyt subtelne :)

 

Verus, trafna uwaga odnośnie postaci, aczkolwiek nie wiem czy skupienie się na nich nie spowolniłoby narracji i akcji. Starałem się właśnie ukazać bohaterów poprzez ich zachowania, ale może 2-3 zdania zgłębiające pobieżnie ich psychikę by nie zaszkodziły. Następnym razem postaram się o większy balans, ale tu, tak jak mówiłem, ćwiczę “show” kosztem “tell”.

 

Pozdrawiam!

 

Pomimo morału, narobiłeś mi ochoty na wypad w góry ;) Rejon Czerwonych Wierchów jest piękny, szkoda, że liczba turystów zazwyczaj uniemożliwia samotną kontemplację. 

Szort nakreślony w sposób bardzo obrazowy.

 

Pozdrawiam!

Dzięki Lana!

Nie oglądałem tego filmu, ale brzmi zabawnie, więc dodam do kolejki.

Cieszę się, że Ci się podobało, a szczególnie, że “prosty, wciągający język”, bo na tym mi najbardziej zależało ;)

Tobie również powodzenia w pisaniu! Choć nie wiem czy potrzebujesz, bo Ty chyba swój styl już znalazłaś i jesteś w nim dobra :) Ja dopiero szukam.

 

Pozdrawiam!

Gruz wziął z zaskoczenia, zaśmiałem się, przy “niepewnym elemencie” również. Szort zabawny, jest pomysł i wykonanie również jest, tak jak trzeba :) 

 

Pozdrawiam!

Witaj Ando,

 

Sporo niedopowiedzeń w tym szorcie, przez co chyba nie wszystko zrozumiałem. Braciszek, sądząc po siwych włosach, niedługo (w skali osób nieśmiertelnych ;) umrze, czy wtedy Eyren nie będzie mógł odrzucić kamienia i żyć normalnie?

 

Pozdrawiam!

 

Zaskakujący twist, a właściwie nawet dwa. Fajny szort ;)

Tutaj trochę nie brzmi:

przeskoczył nad resztkami po odrzwiach

Chyba powinno być “nad resztkami odrzwi”, ale głowy sobie nie dam uciąć.

 

Pozdrawiam!

 

Witaj Finklo,

 

Dzięki za opinię ;) Latających samochodów to tu nie ma, w sumie jakiegokolwiek science też nie. Jest to jednak jakaś wizja przyszłości, choć nieodległej. Jeżeli chodzi o historię, to chciałem raczej pokazać, że przy danych czynnikach zewnętrznych, nieistotna dla nas decyzja, jak np. w co zainwestować oszczędności, może mieć wpływ na późniejsze życie. Banał, wiem, ale trochę tragiczne że często nie mamy wystarczających informacji żeby taką decyzję podjąć racjonalnie i trzeba się zdać na ślepy los. Jednym się poszczęści, innym nie. 

Nieruchomości im zostały. Niestety, ich samych szlag trafił.

 

Witaj regulatorzy,

 

Miło mi słyszeć, że jasne i zrozumiałe. Na tym mi przede wszystkim zależało, żeby poćwiczyć styl. A o walizkach to akurat ja zapomniałem, ale niech tak już zostanie ;)

Dzięki za łapankę. Odnośnie ścieńczenia: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;5912 Słowo to występuje nagminnie w literaturze medycznej, choć chyba rzeczywiście poza nią się z nim nie spotkałem. Ale jest ładne, więc użyłem.

Zaraz poprawię wszystko, tylko jeszcze pytanie odnośnie tego Facebooka – czy tu nie będzie znajdować zastosowania ta sama regułą, która dotyczyła volskwagena? Tzn. zobacz na portalu Facebook, ale zobacz już na facebooku?

 

Pozdrawiam!

 

Cześć,

 

Na miejscu Rhysa bym się nie zastanawiał i od razu alchemika chlast przez łeb, a bryłka moja ;) Jak już być pazernym, to na maksa.

Ogólnie fajna bajka z morałem, a kamień filozoficzny okazał się działać jak (czasem) gra na giełdzie – zmienia złoto w więcej złota.

Tutaj coś mi zgrzyta:

wywijając młyńca ogromnym toporem

Wywijał jednego młyńca? Nie lepiej pasowałaby liczba mnoga?

 

Pozdrawiam!

Witaj Mytrix,

 

Dzięki za opinię.

 

Pozdrawiam!

 

Aaa, dzięki Morderco, myślałem że sztyca obejmuje cały kij.

 

Asylum, dla fabuły nieistotne> Chodziło mi dokładnie o kij na którego końcu zamocowane jest sitko do wybierania liści z basenu. Myślałem, że jest to sztyca, ale najwidoczniej nie. A “kij” mi nie pasuje do stylu.

Określenie spotykane w literaturze, ale w rzeczywistości chyba mniej. Nigdy nie widziałem  (ani nie słyszałem) dzwoneczków ze srebra, a jeżeli chodzi o sam kolor, to czym różniłby się dźwięk dzwoneczków w kolorze srebrnym, od tych w kolorze złotym? 

 

Ja z kolei mam następującą wątpliwość: chciałem użyć słowo “sztyca”, co miałoby oznaczać aluminiowy, teleskopowy kij. Powszechnie stosuje się to określenie np. w sklepach wędkarskich, jako określenie rękojeści podbieraka. Tymczasem sjp podaje, że sztyca to element roweru, a słownik Worda w ogóle takiego hasła nie posiada.

Witaj Sonato,

 

Celne uwagi, będę o nich pamiętał przy następnych opowiadaniach. Szczególnie z tym streszczaniem. Muszę też zapanować stylem, żeby rzeczywiście nie przedobrzać.

 

Jeżeli natomiast chodzi o “naraz” to tak jak już pisałem Tarninie, chodzi o raz w sensie muzycznym. Zresztą w artykule, który podesłałaś jest taki przykład: “na raz zaczynamy śpiewać”. 

 

Pozdrawiam!

 

Ała ała ała ;)

 

Dzięki za wszystkie uwagi, mam dużoooo do przemyślenia, szczególnie w warstwie językowej. W dodatku rzeczywiście odbiegłem od zadanego schematu. 

 

Antyklerykalizm to nie moja bajka, niestety wyszedł trochę jako efekt uboczny.

 

Smoczek zatyka ludziom gęby, aczkolwiek jedynie w znaczeniu metaforycznym – powstrzymuje ich od krytykowania, wyrażania zawiści, “plucia jadem” itd.

 

Wiwisekcja mi niestraszna, chętnie pooglądam zdeformowane organy mojego tekstu ;) Wyślę adres na priv.

 

Pozdrawiam!

 

 

Dzięki Bruce,

 

Chciałbym żeby orangutan w sukience był wyłącznie wymysłem mojej wyobraźni, ale inspirowałem się sprawą orangutanów wykorzystywanych w domach publicznych w Indonezji :’(

 

Pozdrawiam!

Z przecinkami się już w ogóle nie lubię ;) Ale chyba poczekam z poprawkami do ogłoszenia wyników konkursu, żeby nie było 

Witaj NaNa,

 

Wielkie dzięki za przeczytanie i pozytywną opinię :) Taki humor nie do każdego trafia, więc cieszę się, że Tobie podpasował.

Straszne ile błędów przegapiłem, zaraz to poprawię. Tylko co do pierwszego akapitu będę się bronił, ponieważ 1. Nabić – oznacza w muzyce wyznaczyć tempo utworu przez miarowe uderzenie ćwierćnut na początku utworu, najczęściej przez perkusistę. Choć jest to slangowe określenie, więc nie wiem w sumie czy poprawne :) 2. Chodzi o wejście na “raz”, to znaczy pierwszą ćwierćnutę (raz i dwa i trzy i cztery i).

 

Pozdrawiam!

Witaj Irko,

 

W tak krótkim tekście udało Ci się impresywnie (mam nadzieję, że poprawnie używam tego słowa ;) ) przedstawić opiekę nad pacjentami, szczególnie tak trudnymi jak pacjenci chorzy psychicznie. Odebrałem to jako “Pracuję, bo ktoś musi to zrobić. Ktoś musi zadbać o tych ludzi. To po prostu trzeba zrobić”. Ukazałaś pracę jako wyczerpującą psychicznie do tego stopnia, że człowiek nie ma już nawet sił złościć się na dokładających roboty pacjentów, po prostu pracuje… jak robot, golem, android. Mam nadzieję, że to nie jest gruba nadinterpretacja ;)

Nie zrozumiałem tylko do końca w którym momencie mężczyźni wymienili bohaterkę na androida. Po czym przeczytałem drugi raz i zrozumiałem ;) Udane.

 

Pozdrawiam!

Hmm, Jim nie uzasadnił swojej opinii, ale ja to z chęcią zrobię.

Opowiadanie wydaje mi się poprawne, oczywiście poza formatowaniem, ale nic ponadto.

Rozkładając na czynniki pierwsze: 

 

  1. Fabuła – typowa dworsko-magiczna intryga oparta na walce o władzę i to nawet bez jakiegoś szczególnego skomplikowania. Owszem, jest swoista zdrada, jest oszustwo, ale czy są one rzeczywiście zaskakujące? Niezbyt. Również w zakończeniu brak puenty. Ot dwóch niedobitków z przeciwnych stron barykady podaje sobie dłonie. Gdyby jeszcze się okazało, że np. Corentin ukartował rezultat bitwy, ale nie, po prostu czar wymknął się spod kontroli i wszyscy poszli wąchać kwiatki. Nie wiem czy to się kwalifikuje pod deus ex machina, ale niedosyt taki sam.
  2. Język – poprawny, ale nic więcej. Brak ciekawego słownictwa, brak jakiejkolwiek stylizacji. Zgoła nijaki.
  3. Świat przedstawiony – absolutnie odtwórczy: magowie żyją w wieży, magia to pioruny kuliste i burze, siedmiu mistrzów, cztery żywioły. Nawet herb cesarstwa to najzwyklejsze słońce. Ogółem – brak specyficznego klimatu.

Podsumowując: tekst solidny, ale najzupełniej przeciętny. W odpowiedzi na komentarz Jima (wiem, że to nie hyde park, dlatego tylko dwa zdania ad vocem): moim zdaniem ciekawa polska fantastyka jest, i to na tym portalu (chociażby opowiadania obecnego tu mr. marasa (innych zapewne też, ale jeszcze nie czytałem ;)). Natomiast moim zdaniem to opowiadanie rzeczywiście odbiega poziomem od innych publikowanych w NF (np. Świętych z Vukovaru). Może to tylko kwestia mojego gustu, ale mam nadzieję, że w miarę precyzyjnie opisałem moje zastrzeżenia.

 

Pozdrawiam!

 

Cześć Darcon,

 

Widzę, że Twoje opko robi furorę, natomiast (dla odmiany) mi nie podpasowało. Dużo jest epatowania orgiastyczną imprezą i wyuzdaniem doprowadzonym do granic możliwości, ale jak ktoś wcześniej zauważył – te granice już dawno zostały osiągnięte i można je znaleźć w zakamarkach dzisiejszego internetu. Ponadto brakuje mi głębi rysu psychologicznego postaci, mam wrażenie, że są one mimo wszystko dość schematyczne. 

Podziwiam natomiast za interpretację zadanego tematu i pomysł z “seppuku”, choć ten “bal martwych marzeń” w takim zestawieniu kojarzyłby się raczej z atmosferą marazmu i dekadencji, ludzi, których nic już nie rusza, nawet największe perwersje. Tymczasem w Twoim opku marzenia wydają się jak najbardziej żywe, jakkolwiek dotyczą spraw dość prymitywnych. 

Wybacz jeżeli coś przeoczyłem, nie jestem znawcą bizarro i może po prostu nie łapię konwencji.

 

Pozdrawiam!

 

 

 

Mądrzejsi ode mnie już się tu wypowiedzieli, ale muszę od siebie dodać, że to jedno z najlepszych opowiadań, jakie w życiu czytałem (chociaż może ma tu znaczenie moja fascynacja Jugosławią). Przypomniał mi się jeden z wątków “Biegunów” O. Tokarczuk, również osadzony w Chorwacji. Przy czym to opowiadanie stylem bije Tokarczuk na głowę ;)

 

Życzę dalszych, równie udanych tekstów 

 

Hm, racja, rów wypływać nie może. Zastanowię się jak to poprawić.

 

Oczywiście powinno być “chłód dotkliwie kąsał spocone ciało”.

 

Dlatego beta jest bardzo przydatnym wynalazkiem ;)

Cześć fizyk!

 

Szkoda że nie zażarło, ale jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził :) Po ksywie podejrzewam że wolisz bardziej precyzyjny styl niż moja miejscami barokowa przymiotnikoza, ale może ten fizyk to tylko przykrywka ;) Zaraz poczytam Twoje opka i może mój rozwiązły język się trochę pohamuje mając jakiś zacny wzór.

Jeżeli chodzi o rzeczułkę, to taki celowy kontrast – coś co pierwotnie było rzeczułką (rzeczownik nacechowany pozytywnie, chyba) zostało przekształcone przez organizm miasta w śmierdzący, zaśmiecony rów. Skoro jednak muszę to tłumaczyć, to chyba niezbyt mi ten środek stylistyczny wyszedł ;)

Co do dżinsu i skóry to zasiałeś we mnie wątpliwość czy można rzeczywiście napisać tak, jak napisałem. Wydaje mi się, że wyrażenie “od stóp do głów” odnosi się bardziej do stopnia okrycia ciałą, niż do tego, czym było ono okryte, aczkolwiek mogę się mylić, a nie wiem jak to sprawdzić. Czekam aż nadejdzie Regulatorzy i wyłapie wszystkie takie moje babolki.

W każdym razie dzięki, że jednak się przemęczyłeś :) Może moje inne opka bardziej by Ci przypadły do gustu, bo w tym najmniej kontrolowałem swoje pióro.

 

Pozdrawiam!

 

Cześć Outta,

 

Zostałem powalony częstotliwością żartów w tekście, ale niektóre był naprawdę udane. Może nawet większość. Dobrze że opko nie za długie, bo by mnie chyba zemdliło na tej karuzeli śmiechu ;) A tak na poważnie – styl i język oceniam na duży plus z plusem.

Tutaj lekkie powtórzenie:

problemami jakiegoś truposza.

Skierował się pod interesujący go adres. Przeszklone drzwi wejściowe były zamknięte, Tomek nacisnął więc guzik dzwonka. Ze środka dobiegła do niego przytłumiona melodia przeboju jakiegoś

Sam pomysł na gastronomiczne kwoty również interesujący.

 

Pozdrawiam!

Witaj ninedin!

 

Masz rację, ważne, żeby we wszystkim mieć umiar. Następnym razem będę bardziej oszczędny, aczkolwiek może konkurs bizarro pozwoli mi się wyżyć ;) 

Cieszę się, że czytało się nieźle :)

 

Pozdrawiam!

 

 

Cześć Crucis,

 

Ogólne wrażenie mam pozytywne. To prawda, list samobójczy jest przepełniony infodumpem, ale w tej formie mi to zbytnio nie przeszkadzało. Był to opis interesującej koncepcji przyszłości (z odniesieniami do naszej przeszłości), choć wydaje mi się, że przy takiej objętości lepiej sprawdził by się jako wstęp do czegoś dłuższego. 

Bardziej zaintrygowałeś mnie jednak wzmianką o teorii powstałego z omninetu superumysłu. Mógłbyś rozwinąć ten wątek.

A jeżeli chodzi o końcowy dialog, ciekawe byłoby, gdyby rzeczywiście wskazywał on na jakieś zamknięcie poszczególnych “prawdziwych” ludzi w tworzonych przez siebie bańkach. Podejrzewam, że po wiekach kontaktów wyłącznie z replikantami i omninetem, ich rozmowa wyglądałaby jakoś bardziej… drętwo? A może skutkowałaby natychmiastową kłótnią? 

 

Pozdrawiam!

Cześć Adam,

 

Moi poprzednicy wyczerpali chyba temat, więc mogę powiedzieć jedynie, że mi się podobało. Według mnie zakończenie sugeruje, że praca Marcela byłą zgoła syzyfowa. Tylko czekać aż popadnie w obłęd… Poza tym początek był interesująco klimatyczny ;)

 

Motyw opowiadania skojarzył mi się z jednym z odcinków Doktora Who:

https://www.bbc.co.uk/programmes/b06rhv99

 

Pozdrawiam!

 

Witaj Finklo,

 

Dzięki za pomęczenie się z absurdem i pozytywną opinię! Smok miał być dodatkowym walorem w konkursie, więc postanowiłem jakiegoś wykorzystać, ale zwykły smok były zbyt oczywisty jak na mnie ;)

 

Pozdrawiam!

 

Dzięki oidrin!

 

Zwykle skupiam się właśnie na stylu i dygresjach, na czym niestety cierpi fabuła, ale widzę, że Tobie to odpowiada, z czego się szalenie cieszę – w końcu komuś to odpowiada ;) W dodatku zgadza się, ludzie muzyki muszą się wspierać. Tym bardziej pozdrawiam i lecę poczytać Twoje opka!

Cześć,

W pierwszym akapicie coś chyba nie gra, wygląda to jakby ekran laptopa był bohaterem ;) 

Poza tym czyta się przyjemnie, taki styl jest mi bliski. Tylko treściowo trochę mało odkrywcze, ale za to nie przegadane.

 

Pozdrawiam i życzę połamania klawiszy przy następnych opkach ;)

Cześć belhaj, myślę że aplikacje czy tam inne algorytmy już w dużej części sterują naszym życiem, niestety. A nawiązanie wyszło mi podświadomie, dopiero po fakcie się zorientowałem ;)

 

Witaj Adam,

Dzięki za opinię i klika! Z takimi aplikacjami ciekawa sprawa, jest ta do zwalczania koronawirusa, ale mało osób ją instaluje, bo kontakt z chorym skutkuje powiadomieniem do sanepidu i kwarantanną ;) A przynajmniej tak słyszałem. 

Nie uwierzysz, ale właśnie wczoraj słuchałem Escape Dillinger Plan :) Ale wcześniej mi się nie skojarzyło.

 

Pozdrawiam!

 

Cześć Silva,

 

Dlaczego pająki? Dlaczego to nie mogły być motyle? ;)

 

W Twoim opowiadaniu urzekła mnie plastyczność opisów. Uczta dla wyobraźni czytelnika, mimo że z motywem podniebnych żaglowców pewnie każdy już miał styczność (a może właśnie dzięki temu łatwiej sobie wyobrazić ten świat?). W każdym razie solidna robota. 

Podobnie jak poprzednicy uważam, że pomysł ma potencjał na zrobienie z niego pełnowymiarowej powieści. Przez limit znaków brakuje trochę rozwinięcia postaci. Ogólnie jednak czytało się świetnie :)

 

Pozdrawiam!

 

 

Cześć,

 

Niby świat post-apo, ale opowiadanie skupione na odczuciach bohatera, przez co kojarzy mi się bardziej z prozą czasów wojny, holocaustu niż z sf. Mocno impresywny, emocjonalny styl, więc jeśli chciałeś poćwiczyć opisy tego typu – udało się! Gratulacje. 

Jeżeli miałbym jakieś uwagi, to końcówka może trochę nazbyt patetyczna. 

 

Pozdrawiam!

Witaj Lana, dzięki za odwiedziny!

 

To tylko taki szorcik napisany pod wpływem nagłego pomysłu, jakiejś wybitnej głębi nie planowałem. Jeżeli jednak takowej szukasz, zapraszam Cię do przeczytanie mojego poprzedniego opka – “Złoty smok” ;) Może bardziej Ci podpasuje

Jeżeli chodzi o to przeklinanie, to może rzeczywiście nie pasuje do przyszłości, ale fajnie się zgrywało z końcówką, no i samo “choroba” ma dla mnie jakiś taki zabawny wydźwięk :) Ale przyznaję, trochę nierealistyczne.

Dziękuję i Tobie również życzę powodzenia, pozdrawiam!

 

Cześć Basement! Myślę, że może niekoniecznie zarabia bezposrednio na powiadomieniach, ale jeżeli wszyscy będa na nich polegać, da to Aplikacji całkowita władzę nad uzytkownikami. Czy chodzi tylko o zysk, czy o coś wiecej, mozna się tylko domyślać… Jezeli chodzi o HIV, to tekst miał tez właśnie ukazać stygmatyzację osob będacych nosicielami. Mógłbym dodać zdanie, w którym Rose tłumaczy, że prezerwatywy w znacznym stopniu chronią przed zakażeniem, ale trochę by to nie pasowało do formy tego szorta. Trzeba pamiętać, że to tylko materiał promocyjny korporacji. Pozdrawiam!

Witaj Morderco!

 

Wreszcie ktoś zauważył ;) 

 

Dziękuję i również pozdrawiam!

Cześć,

 

Sporo dobrego humoru, więc mi się podobało :) Pomysł może nie nazbyt oryginalny, ale zrealizowany w oryginalny sposób. W dodatku solidnie i z polotem. Nie za krótkie, nie za długie, lecz w sam raz. 

Z uwag to tylko odnośnie tego węglanu wapnia. Jesteś pewien że nie chodzi Ci o jony wodorowęglanowe? 

 

Pozdrawiam!

Witajcie :)

 

drakaino, dzięki za wypunktowanie babolków, już poprawiam. Z tym lustrem to trochę celowo namieszałem, żeby zaangażować czytelnika. Może przesadziłem, ale jeżeli zrozumiałaś o co chodzi, to chyba nie aż tak źle :) Z tym “naszym bohaterem” bardzo dobry pomysł, dzięki!

Hmm, żeby udowodnić, że nie każda kobieta ma wprawne oko wystarczy przejść się na pierwszą lepszą dyskotekę. Aczkolwiek występujące tam stroje to już raczej kwestia gustu niż oka.

 

regulatorzy, dzięki za uwagi, już poprawiam wszystko. Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć nie tylko błędami ;)

 

AmonRa, mam banana na twarzy od tych pochwał ;)

 

Daniel, to był dobry odcinek, ale chyba jeszcze lepszy był ten z aplikacją do wystawiania ludziom ocen – “Nosedive”. Dzięki za pozytywną opinię :)

 

Pozdrawiam!

Cześć wszystkim i dzięki za opinię :)

 

Crucis, bardzo trafne spostrzeżenia. Cieszę się, udało mi się to wszystko przedstawić w sposób poddający się interpretacji ;)

 

Finkla, dzięki za aprobatę i przestrogę, zaraz poprawiam, aby uniknąć gniewu Reg.

 

Outta Sewer, pomysł sam mi wpadł do głowy (inspirację przemilczę ;)), więc nawet się nie zastanawiałem co to za gatunek. A że nie jest to jakiś super świeży rodzaj s-f, to nie rozwlekałem go do pełnego opowiadania, tylko napisałem szorta. Mam nadzieję, że właśnie dzięki temu Ci się podobało :)

 

Silvan, dzięki, nawias rzeczywiście do wywalenia

 

Danka, rzeczywiście niektóre zdania są dość długie, ale to też pewnie kwestia upodobania. Dodam tylko, że najpierw był jeszcze dłuższe, ale potem się zreflektowałem i powstawiałem “kropki miłosierdzia”.

 

Pozdrawiam!

Cześć Darku!

 

Styl mnie urzekł, ale podobnie jak Finkla zgubiłem się przy lokomotywach i najlepszym przyjacielu. 

 

Pozdrawiam

Cześć Finklo!

 

Łał! Jestem pod wrażeniem opowiadania, szczególnie tej okrutnej końcówki. Niby Kopciuszek spełni marzenia, ale bezduszność korpo przeraża. Szczególnie, że czytelnik zżywa się z bohaterką (za to również gratulację).

Co do Pirxa, tam to była, zdaje się, deprywacja sensoryczna. Symulacja, kiedy ciało leży w wannie z żelem to chyba bardziej przypadek z Matrixa :)

A, no i jedna niejasność:

Doris mówiła, że pewnie mają cellulitis

Doris zapewne chodziło o cellulit, ale nie wiem, czy to Twoja pomyłka, czy jej ;)

 

Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam!

Hej,

 

Podoba mi się Twój styl, poetycki, nieoczywisty, chociaż przydałoby się go jeszcze podszlifować, żeby było bardziej spójnie, aczkolwiek udało Ci się wytworzyć specyficzny klimat. Jakkolwiek akcja do zbyt wartkich i skomplikowanych nie należy, wychodzi z tego przyjemna gawęda. Jeszcze dodam od siebie, że z tego co pamiętam, oznaczenia szlaków w Beskidzie Śląskim można przegapić i w lecie, więc trafiłeś w punkt.

 

Pozdrawiam!

 

Cześć Krar,

 

Zamiana płci stereotypowych postaci zbiła mnie z tropu, dzięki czemu plot twist rzeczywiście zaskoczył. Czytało się łatwo, były też fajne smaczki, ale jak dla mnie zbyt rozbudowane sceny walki względem sceny finałowej. 

 

Pozdrawiam

Hej,

 

Po tytule już podejrzewałem co się będzie działo. Do tego elegancko nawrzucałeś wskazówek aluzji, wyszło spójnie. A z PornHubble’a nawet śmiechłem :) 

 

Pozdrawiam

Cześć Asylum,

Co zrobić, kiedy ja wręcz uwielbiam kombinować? :) 

 

Cześć Sonato,

XD

 

Witaj dawidiq150,

cieszę się, że Ci się podobało, a dziwaczny to moje drugie imię :)) Humor mi się zawsze pcha do opowiadania, więc tym razem się nawet nie ograniczałem, a co tam. Również pozdrawiam.

 

Witaj Irka,

Tyle pochwał, że aż się zarumieniłem ;) Nie wiedziałem, czy nie przesadzam z obszernością wstępu, ale mam nadzieję, że dla muzycznych abstynentów ujdzie, a melomani będą mieli smaczek dla siebie. Cieszę się, że humor oceniasz jako nienachalny, bo bałem się, że przeholuję :)

Pozdrawiam!

Witaj Jim, dzięki za odwiedziny i opinię :)) Witaj Tarnino!

Cześć Perrux,

 

Ciekawy pomysł, czytało się przyjemnie, trochę mi tylko brakowało jakiejś zaskakującej puenty, ale wiadomo, że to nie obowiązek :)

Część Finkla, dzięki za odwiedziny.

 

Zasada nieoznaczoności Heisenberga? Pewnie też ją obalili, skoro wszystko da się przewidzieć… A jaki będzie koniec świata? Ciężko stwierdzić, tyle możliwości ;) Aczkolwiek myślałem o postępującym kryzysie demograficznym, antynatalizm, bezpłodność, samobójstwa itd. Ale to już temat na kolejne opowiadanie :)

Cześć Adam,

 

Cóż mogę powiedzieć, bardzo przyjemnie się czytało :) Ciekawie zinterpretowałeś zadany temat. Jeżeli czegoś mi zabrakło to dokładniejszych opisów czyśćca i piekła, ale i tak był odczuwalny pewien specyficzny klimat.

 

Gratuluję i pozdrawiam

Czołem Tyranotytanie,

 

Z przyjemnością przeczytałem Twojego szorta. Widzę, że wypracowałeś swój styl, mi on odpowiada. Nie ma się do czego przyczepić :)

 

Pozdrawiam

 

Cześć Folan, Zupęlnie nie znam się na programowaniu i trochę się przez to pogubiłem, ale ogólne wrażenie odniosłem bardzo pozytywne, na tyle, że zastanawiam się czy dalej probowac coś pisać na ten konkurs przy takiej konkurencji ;) Aczkolwiek podobnie jak Danka chyba nie do końca zrozumiałem końcówkę. Mam jednak nadzieję że to moja dekoncentracja jest winna, a nie tekst ;)

Cześć Sagitt, Dzięki za odwiedziny :) Oczywiście zakładam istnienie sztucznej grawitacji

Cześć Irka,

 

Dzięki za odwiedziny i komentarz. Rzeczywiście, może wyszło bardziej streszczenie powieści niż opowiadanie i stąd tyle niedopowiedzeń ;) W głowie miałem pełniejszy obraz. No cóż, trzeba jeszcze poćwiczyć :)

Dzięki NoWhereMan za wizytę i komentarz.

 

Z tym humorem to zawsze mam problem, nawet jak go nie chcę, to mi się wkrada. Natomiast przerysowanie miało służyć ukazaniu świata niezbyt dalekiej przyszłości, który nie będzie się jakoś szczególnie różnił od dzisiejszego, natomiast te różnice chciałem jakoś uwidocznić. Być może przegiąłem – muszę jeszcze “wyczuć” czytelników. Szczególnie, że czytelnicy na tym forum już pewnie niejedno sci-fi widzieli i nie trzeba ich walić po głowie takim przerysowaniem.

 

Będę ćwiczył :)

Cześć Zanais,

 

Niby człowiek się łudził, że Kamyk przeżyje, a jednak wiadomo było, że nie. W każdym razie klimatyczne opowiadanie, nie mój gatunek, ale doceniam kunszt. 

 

Gratulacje :)

 

 

Uff, dzięki za pozytywne opinie.

Oj, gdyby w steampunku zamiast pary była kawa to nie byłaby to żadna fantastyka tylko realizm – w końcu wszyscy bez kawy byśmy umarli.

Basement, no a jak:

Alfa Romeo 8C Competizione – Wikipedia, wolna encyklopedia

Cześć Cytryno,

 

Przeczytałem Twoje opko z przyjemnością, przede wszystkim dlatego, że jest po prostu dobrze napisane (wg mnie). Postacie solidnie zarysowane, sprawnie operujesz słowem, widać dbałość o szczegóły i “smaczki”. Co prawda jeden z nich trochę Cię zdradził:

 

Nie połknąłem ostatniego łyka kawy. Utknął na końcu języka, tam, gdzie receptory odbierają smak gorzki. 

Zwrócenie uwagi na gorycz kawy na języku korespondującą z goryczą i frustracją w życiu bohatera to ciekawy zabieg. Niestety, powtarzana w szkołach teoria jakoby różne obszary języka odbierały konkretne smaki jest nieprawdziwa. Według obecnego stanu wiedzy istnieją tylko niewielkie różnice między rozmieszczeniem receptorów.

 

Poza tym fabułą chyba dość typowa, aczkolwiek przez chwilę myślałem że to pracodawca zainstalował na komputerach program obezwładniający pracowników, którzy grają w gry i przeglądają ciuchy ;)

 

Pozdrawiam.

Cześć Roger,

 

Opowiadanie nie w moich klimatach, ale czytało je się przyjemnie. Szkoda, że nie przedstawiłeś sceny śmierci Fargo. Powstaje przez to pewna luka. Ciekawy styl, trochę bajkowy, trochę archaizowany, ale bez przesady. Zauważyłem tylko jedną usterkę:

 

Wnętrze głowy ofiary wykorzystam do wytworzenia czegoś w rodzaju konfitury, nasyconej dodatkowo czarami, zaklęciami i magicznymi eliksirami – kontynuował teraz z namysłem, jakby przypominał sobie kolejność czynności. – Powstanie wtedy gęsty syrop, coś w rodzaju marmolady.

No i słowo “profity” trochę mi nie pasowało do powiadania.

 

Pozdrawiam.

Hej Danka,

 

Mniej więcej taki był zamysł, więc cieszę się, że udało mi się go w miarę zrozumiale przekazać. Rzeczywiście, rządy, którym zależało na jakiejś światowej dominacji często wierzyły w okultyzm i jasnowidztwo, a przynajmniej tak było z nazistami. Tutaj jednak decydenci nie muszą się aż tak starać, bo ich celem jest zagłada ludzkości – a do tego nie potrzeba sił nadprzyrodzonych.

Cześć Dawid,

 

Osobiście opowiadanie nie przypadło mi szczególnie do gustu, głównie ze względu na realizację pomysłu. Opisy są w moim odczuciu dość suche, brakuje wczucia się w perspektywę głównego bohatera, oddania jego odczuć, a także atmosfery koncertu.

 

Musze Cię jednak obronić jeżeli chodzi o sam pomysł, bo gatunków metalu jest mnóstwo. Są takie, o których mówi OuttaSewer, np. technical death metal, ale jest też war metal czy black metal, a nawet tak specyficzne gatunki jak depressive suicidal black metal czy national socialist black metal. Myślę, że żeby móc naprawdę dobrze napisać to opko, powinieneś zapoznać się z tymi gatunkami i np. historią Varga Vikernesa. 

 

Pozdrawiam

Hm, to prawda, ciężko wejść w skorę kogoś zupelnie innego. Tylko czy trzeba? Myślę, że można spróbować wyobrazić siebie i swoje uczucia w jakiejś fantastycznej sytuacji, korzystając też z wlasnych doświadczeń. Wtedy łatwiej uzyskać pełnokrwistą postać. No i uzyskać tą słynną "ekspresję artystyczną".

Witajcie ManeTekelFaresAsylum,

 

Bardzo mi miło, że przeczytaliście tekst tak uważnie i dokonaliście oboje jego precyzyjnych analiz. Nawet jeżeli opko nie przypadło Wam do gustu, mam nadzieję, że skoro poświęciliście mu tyle czasu, nie jest beznadziejne. Wszystkie Wasze uwagi na pewno przemyślę i będę o nich pamiętać, pisząc następny tekst. Pozwólcie mi jednak na małą polemikę.

 

ManeTekelFares,

 

W tym momencie poklepał się po lekko zaokrąglonym brzuchu.

Jeżeli zrezygnujesz z „w tym momencie”, to i tak będzie wiadomo, kiedy czynność wykonał.

Będzie wiadomo, ale czy jest to błąd? Chyba nie, a jak dla mnie brzmi lepiej. 

 

Chyba że wyglądało to tak: Komisarzu, tu są jakieś akta, ale nic w nich nie ma, idź zobacz na miejscu, kto tam pracuje. Moim zdaniem, bardzo nieprofesjonalnie. Poza tym, skoro naukowcy należą do tak zwanych „policyjnie podejrzanych”, to nie ma przysłowiowego bata, by tak mało wiedzieli o ludziach udokumentowaną przeszłością.

Czepiam się, ale (mnie – podkreślam) wydaje się to niespójne.

Moim zamierzeniem było wykreowanie aparatu policji i jego funkcjonariuszy, reprezentowanych przez Veracruza, jako nieprofesjonalnych, nieudolnych. Niby coś robią, ale procedury leżą, podobnie jak wiedza i zaangażowanie. Stąd też Veracruz jest ignorantem (jak to często się zdarza “dzisiejszej młodzieży”), ale nie oznacza to, że jest zupełnym idiotą. W końcu to, że ktoś ma małą wiedzę, nie oznacza od razu, że nie jest inteligentny. Może jednak powinienem lepiej przemyśleć jak powinno wyglądać śledztwo, żeby potem móc dokładnie podkreślić popełniane błędy.

 

O, mam wiek. Ale, że już komisarz śledczy? Nie mówię, że nie, ale w tym wieku to raczej doświadczenie malutkie jest. Chociaż może w Twoim uniwersum…

Jak wyżej, facet ledwo po szkole policyjnej czy co tam będą mieli w przyszłości samodzielnie prowadzi śledztwa – bylejakość policji. Chociaż trzeba pamiętać, że to policja polityczna, tam się liczą inne rzeczy niż doświadczenie.

 

Prawie dobrze. :-) nie wiem, czemu ma służyć „delikatna sugestia”. Co jest ważne w tej informacji? Że w oczach pojawiły się łzy, to jednoznacznie sugeruje, co chłopina czuje. Oczy zaszkliły się wzbierającymi łzami. Czy jakoś tak.

Wybacz, ale będę obstawał przy swoim, gdyż “delikatna sugestia łez” a “oczy zaszklone wzbierającymi łzami” to jednak dwie różne rzeczy. “Delikatna sugestia” jest mniej jednoznaczna, może np. sugerować, że odległe wydarzenia nie wzbudzają w starcu wystarczająco wiele emocji, by wywołać prawdziwe łzy, a jedynie ich “sugestię”. A to tylko jedna z możliwości. 

Nietrafione porównanie. Nigdzie wcześniej nie zasugerowałeś związków z hitlerowskimi Niemcami, ani w odniesieniu do czasów, ani metod działań na przykład policyjnych. No i nie widzę związku między gestapowcem a białymi adidasami.

I nie sugeruję. Narrator w tym fragmencie przyjmuje perspektywę Kolozska, zwolennika teorii spiskowych, który jako taki wykazuje skłonność do przesady. “Gestapowiec” pełni tu funkcję kolokwialnej obelgi, choć może niepotrzebnie namieszałem tym słowem. Jeżeli chodzi o białe adidasy, podobnie. Kolozsek ma urojoną teorię, że takie buty wybierają określone osoby (konkretnie – te, których nie lubi, którym w pewien sposób zazdrościł w młodości. Dokładnej interpretacji nie chcę narzucać). Ścisłego związku nie ma.

 

W każdym razie bardzo się cieszę, że podoba Ci się mój styl, mam nadzieję, że następny tekst Ci bardziej podpasuje (i że z każdym następnym tekstem będę pisał lepiej ;).

 

Asylum,

 

Co do podstaw “naukowych”, masz oczywiście rację, są poparte obecną wiedzą w bardzo znikomym stopniu. Trafiłem kiedyś na książkę o Bozonie Higgsa i zainteresowała mnie “systematyka” cząstek w modelach fizycznych, przypominająca systematykę biologiczną (która to dziedzina jest mi bliższa). Przyznam, że użyłem tego jako spekulatywnej otoczki wokół determinizmu, który mnie bardziej frapuje.

Same wymyślone przeze mnie cząstki musiałyby istnieć na jakichś zupełnie innych zasadach, trudnych do wyobrażenia przy obecnym stanie wiedzy, ale czy to oznacza, że nie mogłyby istnieć? Choć zapewne nie nazywałyby się wtedy bozonami. Ze względu na ich istnienie na innej płaszczyźnie rzeczywistości, do ich wykrywania, czy też analizy, nie służyłyby wielkie zderzacze, musiałaby to być diametralnie odmienna metoda. Założyłem, że oparta w głównej mierze na obliczeniach, stąd w Instytucie nie było niezbędne aż tyle personelu.

Z drugiej strony same laborantki już chyba niewiele działały na polu odkryć, bardziej konserwowały maszynerię jak w muzeum, a Izajasz wykorzystał do pomocy swoich “znajomych”, o których wzmiankował. Wszystko to jest dość pokrętnym tłumaczeniem wchodzącym raczej na grunty metafizyki i pewnie Cię nie przekonałem w najmniejszym stopniu, bo widzę, że umysł masz ‘ścisły”. Trochę się teraz sam złapałem w pułapkę, bo opko miało być science fiction, a zaczynam go bronić przed scjentyzmem, więc może już się nie będę pogrążał i przejdę do punktu pierwszego:

 

Tu się nie zgodzę, to znaczy, uważam, że to jest po prostu odmienny styl pisania, a “show, don’t tell”, to tylko jedna z możliwych technik. W dodatku pewnie niezbyt dobrze przeze mnie opanowana, bo tam, gdzie starałem się właśnie “pokazywać”, ManeTekelFares wytknął mi nieścisłości. Z kolei dał mi plusa za styl – stąd wydaje mi się że to już w znacznej mierze kwestia gustu czytelnika. Ja piszę tak, możliwe, że ta mnogość przysłówków i przymiotników bierze się z zainteresowania poezją. Nie wykluczam, że kiedyś dojrzeję do Twojego punktu widzenia. Zobaczymy.

Na to odpowiedziałem poniekąd w pierwszym akapicie, co do reszty przyznaję rację. 

Tu nie chodzi mi o oś starość-młodość jako kwestię wieku, tylko pokolenia. Ten kontrast służy podkreśleniu cech przyszłych pokoleń, taki aspekt socjo-futrologiczny.

Taki miałem pomysł, trochę eksperymentalny, a jak wiadomo – nie każdy eksperyment musi się udać. Aczkolwiek wydaje mi się, że swój zamierzony cel opko spełniło – skupiałem się raczej na ideach, choć fabułą moim zdaniem jakaś jest. Sceny przedstawione są z perspektyw różnych bohaterów, dlatego z żadnym czytelnik się szczególnie nie zżywa emocjonalnie. Tak miało być, choć wiem, że to ryzykowne.

 

 

Następne opko planuję napisać w narracji pierwszoosobowej, w której zresztą się chyba łatwiej odnajduję, mam więc nadzieję, że bardziej Ci się spodoba ;)

Co zrobić? Czytać opki na forum i komentować, zwracać uwagę na te teksty, które wciągają Ciebie tak, że zapominasz o upływie czasu by towarzyszyć bohaterom, rozwojowi sytuacji. W swoich opowiadaniach zwracać uwagę na zwroty akcji, momenty, które coś zmieniają. Tutaj nie zbudowałeś napięcia.

To właśnie robię :) Choć, powiem szczerze, że trochę czego innego w opowiadaniach szukam.

 

Jeszcze raz dzięki za uwagi i wybaczcie jak coś w mojej odpowiedzi brzmi jak bełkot, ale musiałem się odnieść do wielu rzeczy na raz i już mi mózgownica nie wyrabia ;)

To prawda, optymistyczne zakończenia czasem wydają się jakieś takie naiwne i napisać dobry “happy end” to chyba większe wyzwanie.

 

W sumie powinienem rozwinąć to “całkiem spoko” – podoba mi się Twój styl, przypomina trochę pasty, ale takie lepsze. Na pewno tkwi w nim potencjał. Więcej nie mogę powiedzieć, bo sam nie jestem żadnym ekspertem ;)

 

A coś o papieżu przyszłości pewnie napiszę kiedyś. Kiedyś… :)

Cześć None,

 

Gratuluję opowiadania. Po tak wyczerpującym komentarzu CM, nie wiem co jeszcze mądrego można powiedzieć, więc powiem, że podoba mi się solidne dopracowanie tekstu. Widać, że włożyłeś w niego sporo pracy.

 

Być może to gruba nadinterpretacja, ale widzę w tekście wieloaspektowe przedstawienie choroby psychicznej. Bohater ukrywa ją przed pracodawcą, wymawia się grypą. Niby sąsiedzi wiedzą, że coś jest z nim nie tak, kolega próbuje mu pomóc, ale jakoś tak niezbyt skutecznie. Koniec końców chory zostaje zdany na siebie. Na dodatek kwestia zarazy. Niektórzy twierdzą, że niechęć wobec osób chorych psychicznie wynika z podświadomego lęku przed “zarażeniem się”. To ciekawy aspekt, szczególnie biorąc pod uwagę statystyki zachorowalności na depresję. Twój tekst skłania do przemyśleń na ten temat.

 

Pozdrawiam!

Czołem Tytan,

 

Jak dla mnie opko całkiem spoko, co prawda na końcu rzeczywiście przydałaby się jakaś puenta. Może to by było dziecko papieża, które przyszło po alimenty? Chociaż to trochę zgrana karta. Albo papież pod wpływem dziecka nawróciłby się i przywrócił świetność Kościoła, tym razem opierając się na wierze?

 

Swoją drogą też ostatnio myślałem o czymś w tym temacie, przypominając sobie wers z “12 groszy” Kazika: “Nowa powieść science fiction, Jan Paweł dwieście drugi”.

 

Co do błędów, to przede wszystkim “aha”, a nie “acha”.

 

Pozdrawiam i czekam na następne opowiadania ;)

 

 

Hej Basement,

 

Jeszcze raz dzięki (już nie wiem który raz, ale mam nadzieję, że nie ostatni ;) za pomoc i za opinię.

 

Również pozdrawiam!

Czołem Lana,

 

Już pisałem w becie, że opko klawe, ale dla kolejnych czytelników powtórzę:

polecam!

 

Pozdrawiam :)

Cześć Darek,

Przyjemny szort, ale nie wszystko zrozumiałem. O co chodzi z Conchitą Martinez? To raz. Dwa, do czego Uroda potrzebuje specyficznej flory bakteryjnej? 

 

Ze szczegółów wyłapałem:

w środku organizmu nosiciela pośredniego

Zapewne masz na myśli żywiciela pośredniego

by jak najszybciej zwabić w pobliże nosiciela pośredniego posiadacza odpowiedniego szczepu drobnoustrojów…

Tu by wypadało zmienić szyk zdania bo jest mało zrozumiałe.

 

Poza tym nic nie rzuca mi się w oczy na tyle, żeby przeszkadzać w lekturze.

 

Regulatorzy, dzięki za przeczytanie, to taka wprawka na początek i mam nadzieję, że następnym razem wyjdzie lepiej :)

 

Co do uwag, to po kolei:

 

Analogiczne organy – chodzi o organy analogiczne do serca, występujące u innych “kosmicznych” ras. Zapewne mogą być one na tyle różne, że z anatomicznego punktu widzenia sercami nie będą, a mimo to będzie w nich zachodziło podobne zjawisko jako reakcja na zdenerwowanie. 

 

Paliwa – napisałem je dużą literą, kierując się po prostu doświadczeniem ze stacji benzynowych. Sprawdziłem teraz np. na stronie Orlen i swoje paliwa zapisują właśnie w ten sposób (Verva Diesel, Eurosuper 95). 

 

Pozostałe uwagi jak najbardziej biorę sobie do serca i zapamiętuję.

 

Edward Pitowski, dzięki, że tu zajrzałeś, obiecuję, że w następnym opowiadaniu będzie już rozbudowana fabuła. Co do poradnika, już wcześniej się z nim zapoznałem, teraz pora wprowadzić go w życie ;)

 

Cześć Stefan,

Po przeczytaniu tekstu odczuwam niedosyt, a właściwie zupełny głód wiedzy, ponieważ szort wygląda jak wstęp do jakiegoś bardziej rozwiniętego opowiadania :) Napisany jest tak, że mnie zaintrygował, ale co dalej? Gdyby Asgeir Deleah (trochę to dziwnie brzmi, to jest jakiś anargram?) był faktycznie istniejącym malarzem (pewnie surrealistą), mogłaby to być jakaś puenta, niestety ani ja, ani Internet takiego artysty nie znamy.

Piękna alegoria współczesnych rozterek egzystencjalnych zamknięta w ramach ciekawie zreinterpretowanego fantastycznego toposu, a więc tekst ten jest niebanalny i wyróżniający się na obydwu poziomach. Nic tylko pogratulować i pozazdrościć pomysłu i umiejętności.

Pomysł rzeczywiście trochę abstrakcyjny pod względem naukowym, ale dzięki temu ciekawy. Napisane jak najbardziej sprawnie, tylko podobnie jak Crucis nie spostrzegłem, że akcja dzieje się na początku dwudziestego wieku. Może należałoby to jakoś mocniej zaakcentować na początku ;)

Czołem, wrzuciłem na betalistę nowe opowiadanie sf “Piekielna cząstka”.  Tym razem postarałem się o ciekawą fabułę, osadzoną w niedalekiej przyszłości. Jest wynalazek, śledztwo i intryga. Byłoby mi niezmiernie miło gdyby ktoś przeczytał i dał znać czy wyszło i co można  poprawić ;)

Znaki: 19277

Dokładnie, jak czytałem to pomyślałem “kapusie to takie dziecinne słowo”. Ale jeżeli taki był zamiar to szafa gra. 

 

Również życzę miłego wieczoru :)

Przyjemnie się czytało, sporo obrazowych porównań. Nigdy nie czytałem Lovecrafta (nie bijcie), ale mogę za to powiedzieć, że Twoje opowiadanie miejscami przywodzi mi na myśl styl Marqueza, szczególnie fragment o babci. To jest, rzecz jasna, komplement ;)

 

W oczy rzuciło mi się:

Byłem za to Staszkiem, Ziutkiem, Krzysiem. Najczęściej jednak po prostu patrzyła przed siebie nie zauważając mnie, jak przez szybę. Zwracała się za to często do lustra

zawsze napotykała na granicę w postaci zwierciadła

bez tego “na” byłoby chyba zgrabniej

 

A zamiast “kapusie” użyłbym “konfidenci”, ale to już kwestia wyboru. W każdym razie powodzenia w konkursie :))

Nowa Fantastyka