Profil użytkownika


komentarze: 44, w dziale opowiadań: 42, opowiadania: 29

Ostatnie sto komentarzy

Dołączam się do opinii, że sielanka na końcu opowiadania zbyt mocno kontrastuje z krwawym, brutalnym klimatem skrzętnie zobrazowanym na początku opowiadania. Można doszukiwać się w takim zabiegu sposobu na uśpienie czujności czytelnika, aby wyjaśnienie ataku obcych uderzyło mocniej. Co prawda do tego wniosku doszedłem dopiero przy pisaniu komentarza, ale początkowo traktowałem delfiny jako element ładnego obrazka i przyznaję, nie spodziewałem się takiego zakończenia. Zaskoczenie pozytywnie wypłynęło na odbiór całości.

Czytając komentarze utwierdziłem się też w przekonaniu, że tekst ucierpiał z powodu użytych anglicyzmów oraz zbyt precyzyjnych terminów w dialogach (wspomniana wielokrotnie “beletrystyka”). Ze swojej strony dorzucę słowa takie jak “fajny”, czy “napierdzielał”, które moim zdaniem lepiej sprawdzają się jako stylizacja mowy danej postaci. Do ponurego klimatu nie pasowały mi także zdrobnienia (”aniołki”, “bączki”), ale to już chyba moje wyśrubowane czepialstwo.

Jednostkowo przyczepię się do:

drobnymi łyczkami pochłonąć pół szklanki

pochłanianie kojarzy (mi) się raczej z haustami, niż drobnymi łyczkami;

Skoczyłem i starałam się jak najszybciej dotrzeć do Feli

przy narracji pierwszoosobowej z perspektywy płci przeciwnej ta drobnostka jest w pełni zrozumiała;

na odległym krańcu osady, najbliżej jak się dało zatoki

może po prostu “jak najbliżej zatoki”.

W pewnych miejscach można by zmodyfikować zdania albo porozbijać je na krótsze w celu uniknięcia bliskiego występowania spójników: że, iż, ale, jak np. tutaj:

Tyle że ja, mimo iż ktoś

W kwestii spełnienia zasad konkursu uważam, że motyw fantastyczny wypadł lepiej niż hasło przewodnie, ale tutaj obwiniam głównie okoliczności, o których wspomniał OneTwo: opowiadanie pasuje, lecz nie zostało napisane specjalnie na konkurs. Czas pokaże, czy dedykowane prace wywiążą się z tego “legendarnego” warunku lepiej.

Nie chciałem, żebyś musiał aż tak się bronić z tymi błędami. Starałem się udzielić jakichś drobnych rad, lepszych czy gorszych, a nie wyliczać, ile jest baboli, bo te bledną na tle bardzo dobrego opowiadania.

Nie czytałem Twoich wcześniejszych dzieł, ale zgadzam się w pełni ze sposobem działania, jaki przyjąłeś: nauka przez doświadczenie, wyciąganie wniosków z niepowodzeń, nie poddawanie się.  A jakimiś ocenami z polskiego bym się tak bardzo nie przejmował, bo to nie zawsze jest determinujący wszystko wyznacznik. Ważne, że masz chęci i jest coraz lepiej. Gratuluję determinacji i pozdrawiam! :)

Mi też się podobało, lubię temat podróży w czasie, a tutaj był na dodatek pewien powiew świeżości (choć sam też bawiłem się “transportem” samej świadomości), więc: brawo! :) Nie zgodzę się jednak z Tobą w kwestii wyeksploatowanych motywów: póki ma się ciekawy, niesztampowy pomysł, to nawet miłość i zemsta się nadają. ;) Wszystko jest remixem, od tego się uciec nie da, kwestią jest, jak dobrze ktoś to potrafi zrobić i jak dużo da od siebie. Jak już mówimy o wykonaniu: było ciut gorzej niż z pomysłem. Pojawiło się parę byków (Regulatorzy jak zwykle dała do pieca :D ) i odniosłem wrażenie, że pomysł/natchnienie/muza stała nad Tobą z batem i krzyczała: “Pisz, Michał (jak się zbyt spoufalam, to przepraszam :) ), bo z głowy wyleci!”. Czytając czułem coś jakby “pęd”: było lekko, dynamicznie, ale chwilami miło by było zatrzymać się na jakimś doszlifowanym opisie. Trochę w tym hipokryzji, bo też tak mam, że pędzę, ale jeśli mogę coś poradzić: dobrze, jak opowiadanie sobie poleży chwilę. Kiedy mija pierwsza gorączka, to w oko wpadają babole, a czasami nawet przychodzi chęć na zmianę całych fragmentów.

Ogólnie: jest git, a następne opowiadanie na pewno będzie lepsze. Gratuluje biblioteki! Pozdrawiam!

 

A gdzie tag: “nekrofilia”? :P Nie no, joke, fajny drabble! :) Lubię takie remaki przesłodzonych rzeczy w szarej, brudnej rzeczywistości.

No heeeej, chodziło mi o jakieś źródła historyczne, typu: “Jak się to robiło w XIX wieku”. Ale jak pływałaś, to tym lepiej: doświadczenie z pierwszej ręki. ;P

Ahoj! :)

Czyli rozumiem, że z głowy. ;) Jasna rzecz, że musieli wyciągnąć, ale czytając zrozumiałem, że liny trzymali w rękach przez trzy dni. Może ze mną kiepsko po prostu. ;) Z resztą, to i tak mało istotny detal, który ginie w blasku całego opowiadania. Jeśli mówisz, że przytroczyli, to wierzę na słowo, w przeciwieństwie do mojego biblijnego imiennika. ;) Cheers!

Ha, dobre określenie, nadaje się na tytuł, ale fraza kolegi zbyt mocno wryła mi się w mózgownicę i nie myślałem o żadnym innym. :) Dziękuję za odwiedziny, Wiwi, miło mi, że Ci się podobało. Pozdrawiam!

Mam nieziemski zapierdziel, opowiadania dwoją się i troją, ale obok tego (Serdecznie gratuluję biblioteki! :) ), nie mogłem przejść obojętnie: przyciągał i tytuł i autor. Opowiadanie mnie wciągnęło, akapity leciały jeden za drugim, czytało się miło, gładko i przyjemnie, winszuję więc warsztatu i stylu.

Wiedziałem, że nie skrzywdzisz (całkowicie) zwierzaka, ale nie mogę zaprzeczyć, że chwilami tekst dźgał mnie w serducho i grał na uczuciach. Nie przepadam za tematyką morską, ale przygoda  dobrze sprawdziła się jako “rusztowanie” (bardzo ładne) dla refleksji. Zatrzymałem się na chwilę, westchnąłem, było fajnie. Odkupienie win może i nie jest najświeższym tematem, ale nie znam też żadnych Moby Dicków, więc nie zepsuło mi to przyjemności z czytania. :)

A tak z innej beczki: skąd czerpałaś informacje o sposobie połowu (jeśli z głowy to też szanuję i się nie czepiam)? Może wyjdę na imbecyla, ale zaskoczyło mnie, że marynarze trzymali liny od harpunów w rękach, a nie przytroczyli ich do relingu statku, albo co…

Bellatrix, Tfurco, bardzo dziękuje za odwiedziny i pozytywne opinie. Bardzo się cieszę, że Wam się podobało. :) Błąd już poprawiam. Mam nadzieję, że utrzymam poziom i ponownie umilę komuś czas jakimś tekstem. Pozdrawiam! :)

I choćbym kroczył ciemną algebrą, to wyznacznika się nie ulęknę…

Amen, Fishu. Przeczytałbym całą taką przeróbkę, byłoby pewnie sporo śmiechu. ;)

 

Timonie, zaprawdę powiadam Ci, że moja Druga Połówka jest znacznie mniejsza ode mnie!

Ok, to było dobre. Nie jest to czysto matematyczne podejście, ale tym lepiej, bo efekt mocniejszy.

Chapeau bas, KPiachu! :)

 

A w odpowiedzi na dyskusję Finkli i Gnoomiego pozwolę sobie rzucić hasłem: “Everything is a remix” (i podpowiedzieć, żeby zajrzeć na youtuba ;) ).

Heeeej, S.Leiss, z tym stanem umysłu to było na Waszą, blondynek, obronę! :) Chciałem przypomnieć, że nie liczy się kolor włosów, ale ile pod nimi jest, a dokładnie rzecz biorąc: jak bardzo pofałdowane jest “mięsko”. Zabawne, im mniej równo pod sufitem, tym lepiej. ;)

Matematyka potwierdza moją wersję! :P Obruszyłem się, bo z tymi połowami, to nagminny proceder, szczególnie wśród komentatorów meczów piłki nożnej: “minęła dłuższa połowa meczu”. No choroba!

A z tymi nazwami to nie zarzut, ino moje zboczenie. Wiadomo, że taka sama nazwa może się pojawić nawet w wyniku przypadku, jak chociażby z tymi podwójnymi wynalazkami w historii świata. ;)  Ja mam też tak, że jak znam w miarę unikalną nazwę/imię z jakiegoś źródła, to nie użyję, choćby mi się nie wiem jak bardzo podobała. No zboczenie, powtarzam. :)

Mrokospadłem! ;) Wow, czyta się ekstra, język kwiecisty (podwójnie), delektowałem się lekturą. Przyznam szczerze, że na roślinach się nie znam, nie interesują mnie, więc przez nazwy szedłem jak z maczetą przez busz, ale zgodzę się z przedmówcami, że specjalistyczne nazewnictwo nie boli, ale dodaje uroku i dodatkowo “koloruje” opowiadanie. Przemiana Leszek/Leszy mi nie zgrzytnęła, bo pochłonęła mnie akcja, a czytając później komentarze kupiłem wytłumaczenie, że go cudzoziemskie chwasty nie interesują. Przeboleć jednak nie mogę, tego Nagiego Instynktu Trzy. Niemal poczułem, jakbym dostał pięścią w nocha. :P Zabawne jest, ale to trochę jak niespodziewana dziura w nowiutkiej nawierzchni: krótkie, nieprzyjemne dupnięcie zawieszenia, ale po chwili dalej jedzie się z przyjemnością.  ;)

Ja Wam dam mniejsze i większe połówki, cholera! Pół czegoś, to dokładnie pół, czyli obie połówki są takie same! :)

A Temeria/Temerania zalatuje Sapciem. Może to jest tylko moje dziwactwo, ale kiedy czytam opowiadanie, w którym przejawia się nazwa tak znana, to nie mogę wygonić z myśli skojarzenia i trochę mi to przeszkadza w odbiorze. Zdaję sobie sprawę, że te nazwy nie są zarezerwowane, ale mam takie uczucie, jakby jednak dany autor je sobie w pewien sposób zaklepał. Im popularniejsze, tym gorszy zgrzyt, jasna sprawa. Jakby mi przyszło czytać o łuczniku Geralcie, to by mnie szlag trafiał, nawet gdyby opowiadanie było dobre.

Mnie nie tylko nie rozbawiło, ale w ogóle do mnie nie dotarło. Może to po prostu moje ograniczone zdolności interpretacyjne, ale jeśli nie to… średniawka.

Ja się nie będę wcinał w dyskusje o wannach, bo ani nie jestem specjalistą, ani się zbytnio na takich technicznych aspektach nie skupiłem. Owszem, można się doszukać wyżej wymienionych “naciągnięć”, ale w przypadku szybkiej lektury, nie wchodzi to w drogę dobrej zabawie. Trochę makabra, ale śmiechłem! :)

Mi się też bardzo podobało, mimo że zaspojlerowałem sobie, czytając uprzednio komentarze (wiem, wiem, shame on me). Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to drażniąca mnie nadmiernie wyeksponowana bezmyślność ludzka (Przepowiednia?! Jasne, że trzeba tamtych w mordę bić!), ale na tym opiera się idea konkursu, więc nie mogę się przyczepić. No to nie czepiam się niczego. Świetne, Finkla! Do następnego! :)

Co prawda nie moje klimaty, ale opowiadanie mi podeszło i uważam, że jest całkiem niezłe. Szczególnie podobała mi się scena rytuału – dynamiczna, intensywna, świetnie opisana.  Nie zabolał mnie też brak dialogów. Ogólnie na plus, gratuluję! :)

Mi też się podobało, mimo oczywistego skojarzenia, które starałem się zignorować. Tekst bardzo w porządku, miło się czytało. Zgrzyta mi tylko jedna rzecz: wydaje mi się, że kamerzyści, chociaż byli tak bezduszni, to jednak nie pozwolili by mu wleźć na to krzesło i założyć pętlę na szyję. Chociażby z prozaicznego powodu: “show must go on”, a bez głównego bohatera raczej ciężko.

Nie będę wnikał w kwestie O2 i CO2, bo przyczynę Apokalipsy łyknąłem gładko, mimo że może budzić ona wątpliwości. Nie zepsuło mi to dobrej zabawy, jaką miałem z czytania. Ogólnie bardzo lubię  Śmierć jako postać  (szczególnie tego Pratchettowiskiego, Pana Śmierć) i cieszy mnie, kiedy ktoś napisze scenkę z Ponurym Kosiarzem dobrze. Tobie się udało, brawo! :)

Często przyłapuję się na tym, że czytanie komentarzy cieszy mnie bardziej niż samo opowiadanie. Nudzić się z wami, ludzie, nie da. :D Dziękuję wszystkim, którzy wyrazili pochlebną opinię, jak i za cenne uwagi od tych, którym podobało się mniej (lub wcale).

Raduje się me serce, gdy widzę, że drabble poruszył tak ważne dla świata kwestie, jak proces ubijania masła. Bemik, Finkla: genialna dyskusja! :D Na swoje usprawiedliwienie powiem, że niewypał z ubijaniem śmietany widziałem raz, w wykonaniu mojego brata, który zbyt energicznie trzepał (bez skojarzeń proszę! ;) ) i w naczyniu pływały grudki masła. Cieczy (masłośmietany?) było owszem mało, ale była.

Masłem udało się też zatuszować brak fanta… Brak czego? Nie rozumiem, wszystko klarownie wyłożyła Wam S.Leiss (dziękuję! :) ).

Kłaniam się nisko! Cheers!

Jak dla mnie trochę za dużo “fajnych”, młodzieżowych słów i bohater trochę zalatuje mi gimbazjum (no offence), ale zakładam, że zabieg celowy. W komentarzach takie zwroty pasują, ale w opowiadaniu już nieco mniej. Jest pointa, jest przestroga, ale trochę przewidywalnie.

Pozostaję wierny serii i ostatnią część też zamierzam przeczytać, ale Panie Idaho_Iowa: tuszę, że przyłożyć się mogłeś ciut bardziej. ;) Zdaję sobie sprawę, że seria powstaje głównie dla funu (i chwilami ubaw miałem w rzeczy samej) i że trzeba kuć “Powołanie herosa” póki gorące, ale techniczne potknięcia trochę rzucały się w oczy i nieco zabawę psuły. 

Ściany pomalowane w barwie jasnej pomarańczy, – na kolor.

– Witaj chłopczę! – chłopcze

– Dzień dobry panie – przed “panie” przecinek. Później znowu ten sam błąd, a w trzeciej wypowiedzi już jest dobrze. Czemu? :P

Dalej przecinków się nie czepiam, bo po pierwsze: sam w tym temacie kuleję, a po drugie: przestałem też zwracać uwagę. Są jeszcze jednak miejsca, co najmniej parę, gdzie te małe dranie być powinny, lub należałoby je przestawić/usunąć.

-Powinieneś wziąć przykład ze swojego kurduplowatego towarzysza i również wziąć, te chude nóżki za pas…

Onieśmielam ich, można powiedzieć, sama moja obecność sprawia, … – Kolejne powtórzenie. No i co się stało ze starym, dobrym “że”? :P

Ponownie poczuł jak grunt wali się pod jego nogami, lecz tym razem było już za późno, gdyż tego się nie spodziewał. – trochę zgrzyta. Rozumiem, o co chodzi, bo mogę wywnioskować z kontekstu, ale jak na mój gust szwankuje tu lekko ciąg przyczyna-skutek. Może moje czepialstwo.

Poza tym, nie podobało mi się, że Schwarzkopf krztusi się tak, że aż sinieje, a potem jednak mówi. No i czemu Świętosław zaczął gadać takim dziwnym głosem? Umknęła mi gdzieś scena łamanego nosa? :)

Ogólnie było fajnie, lekko, w miarę (błędy) przyjemnie, ale przygody Świętosława mi na długo w głowie nie zostaną. Czekam jednak na finał!

Idealna? :P Nie no, żartuję. Humory też są potrzebne. Jak to mówią: “There can be no rainbow without little rain” ;) Głowa do góry!

Co do opowiadania: bardzo klimatyczne, m(r)oc(z)ne, dające do myślenia. Klaunów też nie lubię, ale ten wywołał należyty efekt. Podobało mi się, dziękuję za chwilę refleksji. :)

Bajeczne opowiadanie! :) A przy końcówce czułem się trochę jak kiedyś po odcinku Mai: “Czy Xowi uda się coś tam? Dowiecie się w następnym odcinku…” :D

Nie będę się rozpisywał na temat wszystkich Dexterów, Hannibalów, House’ów, Breaking Badów, Gier o tronów, itd., bo każdy ma swoje klocki i żeby znaleźć taki serial, nie trzeba zbytnio grzebać i dłubać – wszędzie tego pełno. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na dwie rzeczy.

1. Black Mirror – genialny miniserial (dwa  trzyodcinkowe sezony). Każdy odcinek jest krótką historią na temat zagrożeń, jakie może nieść rozwój cywilizacji. Nie są to jednak przykłady typu: “Och nie, ktoś zbudował Gwiazdę Śmierci!”. Nie, twórcy skupili się na aspektach socjologicznych, ​psychologicznych i wyszło im to świetnie. Serial daje do myślenia. Polecam.

2. Firefly – wspomniany wcześniej serial urwany w pierwszym sezonie (Śmierć Foxowi!) to NAJLEPSZY SERIAL NA ŚWIECIE. Nigdzie nie ma takiego klimatu, nigdzie takiego zżycia z bohaterami. Również polecam.

Pomysł wielce mi się podoba, czytało się bardzo miło. Trochę się gubiłem w tej gwarze, ale taki urok stylizacji, nikt mi nie broni zajrzeć do jakiegoś słownika. ;) Nie wiem czemu, ale doszukiwałem się w obecności ptaka w kopalni funkcji alarmującej. Koniec rzeczywiście smutny, ale pociesza mnie to, że ptaszyna wiodła dobry żywot. :) Idę szukać innych Twoich opowiadań!

Mi się w miarę podobało, mimo że postapo to nie jest mój kubek herbaty. ;) Zaciekawiło mnie na tyle, że chciało mi się czytać dalej. w sumie nawet z przyjemnością.  KPiach chyba wyczerpał temat kwestii technicznych, z owymi się w pełni zgadzam i nie ma co ich powtarzać. Nie mogę jednak nie wspomnieć o zakończeniu: jest siurpryza, ale za głowę załapałem się nie dlatego, że mi mózg rozyebao, ale dlatego, że się zgubiłem. Jak będzie coś dalej, to na pewno zajrzę, żeby się “odgubić”. ;)

Zgadzam się z przedmówcami. Opis całego śledztwa zapewne jest przemyślany i trzyma się kupy, ale z punktu widzenia czytelnika jest mało atrakcyjny. Byłby bardziej pomocny w przypadku czegoś większego, gdzie wyjaśniałyby się jakieś poprzednie sprawy/wątki. Czytając interesowało mnie co będzie dalej i wystarczyłoby mi tylko tyle wyjaśnień, żeby się nie pogubić. Do reszty się nie przyczepiam, mi osobiście szatan jako człowiek nie przeszkadza, zabieg uczłowieczania aniołów/demonów jest dosyć popularny. Zakończenie ciekawe, może odrobinę groteskowe, ale zaskakujące. Miło mi się czytało, ogólnie na plus. Nie szukałem specjalnie, ale w oczy rzuciło mi się jedno:

teraz kole,j by nas zlikwidować

Poprawione. Dziękuję za konstruktywną krytykę. Pisząc zakończenie nie zastanawiałem się nad ilością absurdu. Takie powstało w mojej głowie i przelałem je na papier.

Tak, “zdarzyło się przedwczoraj” miażdży. :D Czytało się miło, ale bez szału. Póki co I część jest najlepsza. Walka jest troszkę “kosmiczna”. Gościu z kikutem strzela z łuku, krasnolud jest dżdżownico-kretem(?)… strach się bać, co zrobi Świętosław. :D

Pocisk poleciał szybko, wymijając w pewnym momencie topór, lecz została odbita – odbity. Domyślam się, że w głowie nadal siedziała Ci strzała. ;)

Serdecznie dziękuję kolejnym zadowolonym z lektury komentującym!

@S. Leiss: nie znam “Wojny posko-ruskiej pod flagą…” ani nawet Masłowskiej (jeśli to wstyd, to się spalam), więc w tym przypadku 0% rip-offu (lub niezamierzony). To nie jest wyrzut, w żadnym wypadku! Rozumiem zgrzyt, bo czasami też tak mam. ;)

@AlexFagus & PsychoFish: naniosłem poprawki, dodałem tagi i fragment reprezentacyjny, ale za chorobę nie wiem, czy zrobiłem to dobrze (ach te pierwsze razy :D ). Szukałem po stronie jakichś informacji, ale nie znalazłem na ten temat zbyt wiele. Jeśli jest źle, to proszę o naukę, pokutę i dalsze szkolenie.

Najsampirw babole:

– Oczywiście, dowcipnisiu…

– L’oreal, a ty może wiesz…

…chcą ściągnąć  go tutaj ściągnąć. Powtórzenie, zapewne zapodziało się przy edycji.

…widziałem tego, co widziałem!

– A ty, kim jesteś?

Mogę się jednak mylić, bo sam nie jestem w tym za dobry.

Co do samej historii: nadal jest spoko, choć akcja lekko zwolniła. Zapowiadasz jednak cztery części, więc liczę, że ta epicka opowieść jeszcze nie raz mnie wciągnie, zaskoczy i w ostatniej części zmiażdży zakończeniem. :P

Jest wszystko: przepowiednia, wybraniec (oczywiście sierota), wielkie ZUO, drobniejsi niegodziwcy. Epickość wręcz się wylewa! :D Nie mogłem też wyrzucić z głowy skojarzenia Absoluta ze Śmiercia – bohaterem Świata Dysku, Pratchetta (WYPOWIEDZI WIELKIMI LITERAMI). Ogólnie bardzo fajnie się to czyta, zabieram się za część drugą.

Dla mnie również była to bardzo przyjemna lektura. Żal mi  się w sumie zrobiło, że tak szybko się skończyło. Byłem ciekawy kolejnych przejawów kompletnej ślepoty doktora i bawiła mnie konsternacja wampira.  No i genialne: – Aaa… psik! – kichnęło jedzonko(…) Banan na twarzy! :D

Bardzo dziękuję za tak miłe przyjęcie! :) Wiersz nie jest mój, wkleiłem go w takiej formie, jakiej dostałem. Wrzuciłem go, bo uznałem, że to nie w porządku nie uhonorować pomysłodawcy.

Dziękuję za wszelkie uwagi, szczególnie Tobie, Rooms. Wziąłem je sobie do serca i wprowadzę do tekstu poprawki. Bardzo mi miło, że mimo usterek wszystkim Wam się podobało! :D

@Jacek001: Ratownicy dostawili kolejne fotele, bo w moim zamyśle były dwa, może trzy i po chwili zabrakłoby miejsc dla kolejnych gapiów. Wiem, że nigdzie nie ma o tym wzmianki, ale pomysł tłukł się po głowie, wylewał na papier i nie przemyślałem takich szczegółów. 

Mam pytanie do ogółu. Zacząłem od wklejenia tego krótkiego opowiadanka, bo zazwyczaj mam problem z krótką formą i objętość tekstu rośnie w zastraszającym tempie. W mojej “szufladzie” siedzą jeszcze dwa inne opowiadania, ale mają po 29 i 52 strony. Co z tym fantem zrobić? Wkleić kawałek? Jeśli tak, to ile? Istnieją na forum jakieś ograniczenia (chociażby zdroworozsądkowe)?

No i na sam koniec: czy wolno dodawać posty w starych tematach, czy jest to uznawane za “kickowanie” zamkniętych wątków (gdzieniegdzie zjawisko zwane “nekroposting” :P )?

Nowa Fantastyka