Profil użytkownika


komentarze: 700, w dziale opowiadań: 419, opowiadania: 215

Ostatnie sto komentarzy

Stukostrachy chyba

Na podstawie książki Stephena Kinga :)

Precz z sygnaturkami.

No dobrze, otwarte karty :)

Napisałem śmieszkową walętynkę o pierwiastkach dla imć Beryla, umieszczając tam tyle błędów i powtórzeń, ile dałem radę.

(m.in. chwila czasu, ubieranie spodni, dwa razy “od” w pierwszym zdaniu, dwa razy “się” w przedostatnim, i bonusowy pleonazm w ostatnim zdaniu “jako ostatni na samym końcu”)

Mam nadzieję, że Berylowi się spodoba :)

 

Precz z sygnaturkami.

Witam, dzień dobry, cześć i czołem :)

Bardzo fajnie. Drugie “Igrzyska” są w drodze, ale terminów nie podaję. Przez najbliższe 3 tygodnie nie mam w zasadzie nic do roboty, więc spróbuję z nimi pójść naprzód, niczego jednak nie obiecuję :)

Precz z sygnaturkami.

A amelinium tam będzie? 

Zorganizuje się. Tylko że nie pomalujesz, ostrzegam.

Precz z sygnaturkami.

Graty! Przeogromna kupa gratów. (Ciekawe, co Geki z nią zrobi?)

Precz z sygnaturkami.

No, właśnie. Imho nie ma takiego znaku równości. Do tego, żeby coś było tabu (społecznym), musi też być “zamiatane pod dywan”.

np. nowa wersja portalu? wink

Precz z sygnaturkami.

MaSkrol ma urodzinki (sam muszę to napisać, bo on w życiu się nie pochwali) – chłopak kończy trzy latka, dlatego wszystkim stawia kolejkę oranżady.

Precz z sygnaturkami.

Basic M męska x1 dla mnie :)

Precz z sygnaturkami.

Cześć.

Miałem to od jakiegoś czasu zakolejkowane… a dopiero teraz, po napisaniu inżynierki, mam wreszcie czas czytać. Więc jestem :)

 

Na pewno nie jest to Hera, którą pamiętam z mitologii Parandowskiego – nienawistna i mściwa. Poczytałem trochę historii pod wpływem tego tekstu… to prawda, że przez jakieś 150 lat od odkrycia Tasmania pozostała w zasadzie nietknięta przez Europejczyków, ale też i na Australii kolonizacja zaczęła się w podobnym czasie. Czyli albo Tajfun chronił cały kontynent, albo niewiele jego ochrona zmieniła :P

 

Niemniej, opko jest porządnie napisane i całkiem przyjemnie się czytało.

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

No i meduzy to na niebie wybuchały, a bohaterami były ośmiornice;)

 

Też sobie zdałem z tego sprawę już po napisaniu komentarza, ale nie chciało mi się poprawiać ;)

Precz z sygnaturkami.

Hm. Nie za bardzo wiem, co myśleć o tym opowiadaniu.

 

Po przedmowie rozumiem, że nawiązujesz do innego swojego tekstu – może jeśli przeczytam tamten, zrozumiem coś więcej? W każdym razie, muszę przyznać, że zestawienie „magii świąt” z tym kapitalistycznym światem troszkę mi nie pasuje, tak jakbyś dopasowała te święta nieco „na siłę” do świata wymyślonego wcześniej. Ale to tylko moje, subiektywne zdanie :)

 

To ja, Adrian – odpowiedziałem, jakbyśmy ostatnio widzieli się wczoraj.

 

Jeśli Adrian właśnie wszedł 35 pięter na piechotę… to raczej byłoby tak

 

Hy hyyy, haaahaa – wydyszałem.

 

Pozdrawiam :)

Precz z sygnaturkami.

Cześć.

 

– Xlardve! Stasiu! – z głębi pobliskiej groty dobiegł głos – pierwsze XD na mojej twarzy.

 

Zamiast palników gejzery, zamiast suszu kryl, ale karp pozostał ten sam – drugie XD na mojej twarzy.

 

Nie potrafię wyobrazić sobie klaskania przyssawkami, to już trzecie XD.

 

Wszystko przez te ściągające tu ciągle kałamarnice, nieroby jedne… – zaczynam się turlać po podłodze.

 

– Patrzcie! – Stasiu wskazał macką w górę. – Pierwsza rozgwiazdka.

Serduszko.

 

Tekst jest świetny, ale ja, jak to ja, chcę wiedzieć więcej: dlaczego tylko Zwabicielowi urósł mózg od promieniowania, a inne meduzy poumierały, jak przystało, na chorobę popromienną?

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

No dobra, dzisiaj komentarz na poważnie :)

 

Jako że muzyka jest mi generalnie bardzo bliska, od razu zainteresowałeś mnie tym motywem.

 

Nikt nie będzie oceniał tego, co robi. Nikt nie skomentuje wyglądu. Nikt jej nie zignoruje. – ignorowanie nie pasuje mi do tego zbioru. Nikogo nie ma w tej niby-przestrzeni, nikt nie poświęca jej uwagi, więc to tak, jakby ją ignorowano… right?

 

Niby materia wypchnęła ją, – tzn. niby-materia? Bo chyba nie „materia, która niby wypchnęła”?

 

Nie rozumiesz czym jestem. – przecinek maybe? I może jeszcze tu: Minęło kilka tygodni od kiedy obudziła się

 

Ostatnie zdanie tekstu wydaje mi się trochę nadmiarowe.

 

Teraz ogólne wrażenia.

 

Muszę przyznać, że dzisiaj w nocy będzie mi się trudniej spało, bo dostrzegę pewnie plamy na suficie. Tekst jest mocno przerażający, napisany jakby nie słowami, a samą czernią. Podobnie jak przy tekście Kafkowym, stwierdzam, że wywoływanie wrażenia niepokoju i przerażenia u czytelnika wychodzi Ci doskonale.

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

A co to, nikogo jeszcze ni ma? O.o

Będę pierwszy zatem…

 

Wstęp nie jest jakoś szczególnie porywający, a to może zniechęcać niektórych czytelników do lektury całości. Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi – powiedział Hitchcock, prawda, że nie mówił o opowiadaniach, ale jednak tekst dobrze jest zacząć od czegoś, co przyciągnie uwagę czytelnika ;)

 

I od dwudziestu pięciu lat nie spadł śnieg. – czytając to pomyślałem, że opowiadanie będzie krytykować globalne ocieplenie, silly me…

 

Organizm małej jest silny, a ja robię, co mogę, żeby miała jak najlepiej. Gorzej z jej samopoczuciem. Wiesz, te włosy… – Westchnął, nie patrząc mi w oczy. – Stara się być silna – powtórzone „silny/silna”, więcej powtórzeń w tekście nie wyłapałem.

 

Nie pada chyba w tekście definitywne wyjaśnienie, kim jest Henryk (a w ogóle to chyba jest tu dwóch różnych Henryków?) Wychodziłoby na to, że – w każdym razie ten Henryk od Jagody – jest bratem Weroniki, ale to się nie zgadza z historią rodu białowłosych.

Albo coś pomieszałem. Jest i taka szansa.

 

Szłam błotnistą ulicą wsi o nazwie Topolnica. – to chyba niespecjalnie ważne, jak nazywa się wieś?

 

Teraz uwagi ogólne. Klimat opowiadania bardzo na plus, tak samo przemiana głównej bohaterki. Element fantastyczny w postaci śnieżnego kochanka też intrygujący. Szkoda, że mało się dowiedzieliśmy o Henryku i Jagodzie – dziewczynka, o ile dobrze zrozumiałem, jest po chemioterapii, można było trochę rozwinąć ten wątek, podobnie niewiele powiedziane jest o Oldze.

 

Leci zgłoszenie do biblio, bo opko jest dobre, chociaż czuję pewien niedosyt :P

Precz z sygnaturkami.

To w ogóle nie jest odpowiedź na postawione pytanie :))))))))

Precz z sygnaturkami.

9:1 Ale wynik :O

gratki dla opierzonych, a ze swojej strony chciałbym zamankamentować, że tabelka Wilka chyba źle podlinkowana…

Precz z sygnaturkami.

Pisałem mało, bo – albo mi się nie chciało, albo nie miałem czasu, albo jedno i drugie. Ale z dwóch opowiadań, które w tym roku wrzuciłem, jedno dostało się do antologii Kafkowej, a drugie zostało, że tak powiem, “ulubieńcem publiczności” (chociaż nie Lożan :P). Także nie było źle :)

A Sonata, jak zwykle, przesadza :) W przeciwieństwie do mnie, napisała w tym roku całkiem sporo, i jestem pewien, że sukcesy jeszcze nadejdą :D

Precz z sygnaturkami.

Jak są jeszcze jacyś chętni, to zapraszamy ;)

Precz z sygnaturkami.

Podsumowanie – aktualizacja!

 

Chętni, zainteresowani, by nosili, by wzięli, “czemu nie” i tym podobne

– MaSkrol, fun, Sonata, reg, Asylum, NWM, Mytrixowie x4, fleur, Finkla, Sara, Outta, Staruch, ja, Bailout, Zanais, Monique.M, Naz, Brajt, BasementKey x2,  Realuc, rooms, Amadeus, krar85, Arni, bellatrix, Veruśka, Didra.

Ah, no i sam cobold pała żądzą posiadania koszulki, więc mamy łącznie 28 chętnych na 32 koszulki.

 

Wypowiedzieli się, ale nie wiadomo, czy chcą

– Corinn, dogsdumpling, Tarnina.

Precz z sygnaturkami.

Jestem facetem i zrozumiałem, a poza tym szacunek za reinterpretację Niani Ogg :)

Precz z sygnaturkami.

Witam, witam :) Został jeszcze jeden komentarz od Loży, ale ufam, że kiedyś się pojawi.

 

@mr.maras

 

Miałeś fajny i wciąż mało wyeksploatowany pomysł

 

Na tym „małym wyeksploatowaniu” postaram się skupić w drugim opowiadaniu, tzn. wyeksploatować pomysł bardziej.

 

Język raczej prosty (widać w tej opowieści i stylu, że pisze to wszystko młody człowiek, ale nie jest to zarzut) bez esów-floresów

 

Akurat na tym polu będzie mi się ciężko rozwinąć, ale może to dobrze..?

 

Bo wszystko to (nie będę chyba oryginalny) zepsułeś zakończeniem. Czy pisałeś je oddzielnie?

 

To może podsumuję.

Opowiadanie do zakończenia pierwszego meczu Paula pisałem przez listopad i grudzień '19 oraz styczeń '20. Potem była Kafka, potem zaczęła się pandemia… no i jakoś straciłem wątek, nie miałem pomysłu, co napisać dalej. Wróciłem do tekstu w sierpniu, odkurzyłem i wymyśliłem, co pisać dalej, ale prawdopodobnie we wrześniu – podświadomie, naprawdę! – „poganiałem się” za bardzo, chcąc zamknąć sprawę jak najszybciej.

 

Nie zrobiłem tego celowo, wyszło jak wyszło :(

 

Nie będę się już bronił przed – nie oszukujmy się – tymi samymi zarzutami, które przedstawili już inni. Nie mam siły. Rozumiem, że skiepściłem sprawę. Ale – skoro pomysł był dobry – postaram się napisać drugą historię w tym świecie, oby lepszą.

 

@Arnubis

 

Początkowo to samo – zakończenie do bani, i tak dalej… więc nie będę się powtarzał. Odniosę się do tego:

 

Niestety, ale to co mnie najbardziej przekonało, żeby tak zagłosować, to świat przedstawiony twojego tekstu.

 

bo nie pamiętam, żeby ktoś wcześniej wspominał o tym, co piszesz tutaj.

 

Wygląda mi na to, że w trakcie pisania uświadomiłeś sobie, że żeby te pojedynki miały sens sportowy, musi być utrzymana anonimowość zawodników

 

Chyba rzeczywiście tak było… ale powody, o których piszesz, nie są jedynymi. Stwierdziłem, że gdyby zawodnicy nie byli anonimowi, to całe rozgrywki Mental Wars stałyby się poważnym zagrożeniem dla ich bezpieczeństwa.

 

Im więcej osób zmaltretowałeś psychicznie, i im dotkliwiej to zrobiłeś, tym większą nienawiścią do ciebie będą te osoby pałać. To nie jest „zwyczajna” gra czy sport, w której się „tylko” przegrywa. A jeśli nie jesteś anonimowy, szybko może znaleźć się ktoś, kto:

– przebije ci opony w samochodzie,

– nabazgrze czerwoną farbą na ścianie twojego domu „POTWÓR”,

– albo nawet kupi nóż/pistolet i pójdzie się z tobą spotkać.

Ponadto, tak jak pisałem, uważam, że MW bardzo polaryzuje społeczeństwo: jest ogromna rzesza ludzi, która uwielbia to oglądać, ale jest też niemała, która się tym brzydzi. I wyobraźmy sobie, że wygrałeś turniej, a dowiedział się o tym twój szef, który pogardza MW. Nie zazdroszczę.

 

Ale

 

Po prostu te twoje zawody, polegające na niezwykle emocjonalnym niszczeniu psychicznym przeciwnika, paradoksalnie byłyby przeraźliwie nudne dla widzów.

 

w zasadzie tutaj też masz rację…

 

Muszę poważnie to wszystko przemyśleć i spróbować jakoś pogodzić te fakty, nim napiszę opko nr 2.

 

Dzięki wam za komentarze, pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Opowiadanie jest bardzo dobre, ale, podobnie ja CM-owi, nie spodobało mi się na tyle, żeby je nominować. Przemawia do czytelnika… samemu chce mi się rzygać na myśl o jajecznicy teraz :P

Dbałość o szczegóły też na plus – jak na przykład ta mucha. I chociaż nie ma tu może niczego rewolucjonizującego fantastykę, jest to “po prostu” bardzo dobry tekst – tylko tyle i aż tyle.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

“Piszę, bo lubię” – głupia i krótka odpowiedź, ale prawdziwa. Piszę, bo chcę opowiedzieć fajną historię – innym, ale i sobie też. Piszę, żeby wywołać określone emocje w czytelniku, ale i w sobie też.

Pamiętam taki cytat (zabijcie mnie, ale wyleciało mi z głowy, czyjego autorstwa):

“Jeśli nikt nie chce pisać książek, które chcemy przeczytać, to będziemy musieli napisać je sami”

Wdrażam ten cytat w życie i jakoś to idzie :)

Precz z sygnaturkami.

Jedyny update jest taki, że dostaliśmy drugą opinię na LC, tym razem nie od kogoś, kto wystawia same dziesiątki :)

 

U mnie w sprawie autorskiego też cisza.

Precz z sygnaturkami.

Trochę mało konkretów, coboldzie :) Ile to jest “odpowiednia liczba” chętnych? Na razie mamy przynajmniej 18 chętnych na 22 koszulki, a może znalazłoby się trochę więcej, jakby to jakoś lepiej rozreklamować (może przypiąć wątek…?)

No i podobnie jak rooms chciałbym wiedzieć coś o terminach :P

Precz z sygnaturkami.

To i ja się wypowiem…

 

Najsampierw gratulacje. Dla nas wszystkich, bo w tym miesiącu dostaliśmy prawie 40% przytakiwań od Loży, i żadne opko nie miało 9xNIE (ani też żaden Lożanin nie zagłosował 5xNIE), co Berylowi zapewne nie w smak :)

 

Olciatko, przeżyj! Kam, nie ma czego żałować. To i tak mój największy sukces na portalu, a czytelnicy “Igrzysk” dobitnie wytłumaczyli mi, że zakończenie opowiadania jest do bani (ale mimo to tłumnie głosowali za nominacją, 13 punktów to dla mnie ogromne wyróżnienie).

 

Myślę, że spróbuję jeszcze raz, bo mam już sporo pomysłów na drugie opowiadanie z uniwersum Igrzysk, ale niczego na razie nie obiecuję :)

 

I jeszcze taka mała, malutka prośba na koniec – czy można liczyć na komcie od trójki pozostałych Lożan, którzy jeszcze nie wypowiedzieli się pod opowiadaniem? Chętnie usłyszę, co wam się nie podobało.

 

Pozdrawiam najserdeczniej!

Precz z sygnaturkami.

Ahoj!

 

@śniąca

 

O, mocne. Brutalne i straszne. – tak sobie właśnie pomyślałem, że mogłem dać w przedmowie jakieś ostrzeżenie… hm, trochę już za późno, ale tak czy inaczej – napiszę.

 

Wrażenie delikatnie zepsuła w moich oczach końcówka. Jakaś taka, nie wiem, za łagodna? Za prosta?

 

taaak… mam wrażenie, że gdzieś już to widziałem :)

 

nic sensowniejszego nie wymyśliłam, więc niech będzie.

 

A to mile zaskoczyło. Wielu (w zasadzie, większosć) pisało wcześniej, że końcówka słaba, ale niewielu zadało sobie pytanie – a jaka inna mogłaby być? (w tej chwili przychodzi mi do głowy tylko pomysł BasementKey'a, chociaż mogło być coś jeszcze).

 

Napisane prosto, bez stylistycznych fajerwerków,

 

To jak mój znak firmowy :)

 

aż szkoda, że to tylko tyle. Bo pewnie każdy z uczestników miał swoje, zupełnie inne motywy i aż by się chciało poznać jeszcze kilka innych.

 

No dobra. Coraz bardziej utwierdzacie mnie w przekonaniu, żebym napisał coś jeszcze o Mental Wars. W komentarzach pojawiło się już naprawdę dużo sugestii, co można by poprawić, co rozwinąć, co dodać.

 

Chwilowo jestem zajęty pisaniem pracy inżynierskiej, ale jak skończę, z wielką chęcią zabiorę się za kolejne Igrzyska :)

 

@oidrin

 

potem już trudno było się oderwać.

 

Szalenie miło mi to słyszeć. Wróć, widzieć.

 

To czego minimalnie mi zabrakło to szersze zarysowanie postaci Mandy

 

Również wspomniała o tym arya. Ale z drugiej strony, pisano też, że lepszy tekst byłby widziany z perspektywy samego Paula… te dwie rzeczy trudno byłoby pogodzić. Wszystkich nie zadowolę, nie ma się co oszukiwać :)

 

A może dlatego, że nie do końca nim jest, bo reprezentuje tylko inną postawę niż Paul?

 

A widzisz, zależało mi na tym, żeby nie rozpatrywać bohaterów w kategoriach zerojedynkowych, protagonista-antagonista. Zarówno Paul, jak i Amanda nie są typowymi bohaterami „pozytywnymi” ani typowymi „negatywnymi”. Świat rzeczywisty też nie jest czarno-biały i nie lubię go do takiego sprowadzać.

 

Pozdrawiam Was obie serdecznie!

Precz z sygnaturkami.

Pozwolę sobie spróbować się obronić, ale oczywiście nie chcę, żeby to zostało potraktowane jako próba wpłynięcia na Ciebie, Irko. NIE to NIE, niemniej na zarzuty i tak odpowiem :)

 

Właściwie trudno byłoby mi polubić kogokolwiek, kto bierze udział w czymś takim, a już kogoś kto robi tylko dla udowodnienia sobie, że jest coś wart, to już w ogóle. – temu się absolutnie nie dziwię. Paul w założeniu nie powinien być człowiekiem, którego się lubi.

 

Ale Paul gra już prawie pół roku, spotkał się z wieloma przeciwnikami, a to oznacza, że coraz więcej informacji na jego temat jest dostępnych, także dla kolejnych przeciwników. Jak to się dzieje, że tego nie wykorzystują, że za każdym razem zawodnicy są dla siebie czystą kartą?

 

Zanotowano: mechanizmy antyrozpoznaniowe zaakcentowane w tekście za słabo. Niemniej wypiszę je, tak jak to zrobiłem wyżej (przy okazji odpowiadając na pytanie, co widzi publiczność):

 

– podawana jest tylko „dekuria”, czyli dziesiątka rankingu, a nie konkretne miejsce. Konkretne miejsce można tylko zgadywać;

– nie pojawiają się dane takie jak nazwisko, adres, wygląd zewnętrzny;

– do informacji publiczności nie trafiają liczby, imiona itp. Można taki mecz obejrzeć później, ale jedyne, czego się dowiemy jako publiczność, to to, że zawodnik „dostał N punktów za odgadnięcie imienia/wieku/etc przeciwnika”, a nie, jak to imię brzmi, ile ma lat. Publiczność ma do wglądu tylko „informacje dodatkowe”, ale bardzo charakterystyczne cechy, umożliwiające jednoznaczne rozpoznanie przeciwnika w ten sposób, są dość rzadkie. Ktoś z taką cechą na pewno nie zajmowałby pierwszego miejsca w rankingu, właśnie dlatego, że zbyt często byłby rozpoznawany.

Zawodników są tysiące i ranking jest bez przerwy aktualizowany, więc ciągle się zmienia.

Niemniej, jeśli zawodnicy spotkają się kiedyś po raz drugi – co może się zdarzyć – sytuacja będzie symetryczna, bo obaj będą znać informacje o sobie nawzajem. Nie będzie sprawiedliwa, bo lepszy z nich będzie znał więcej informacji, ale to już kwestia indywidualnych zdolności.

 

Jeśli rozgrywki są anonimowe, to komu kibicować? Nie mówiąc już o tym, że i tak można śledzić rozgrywki i starać się dopasować wiedzę do przeciwnika.

 

Hm. Good point. Ale popatrz od takiej strony: gdyby rozgrywki nie byłyby anonimowe i ktoś stałby się sławny, bo jest dobry w psychicznym maltretowaniu ludzi, na pewno znaleźli by się tacy, którzy chcieliby się na nim zemścić, ukarać go. Poza tym nie wiem, czy ktokolwiek chciałby takiej „sławy”. Charakter tych rozgrywek sprawia, że powinny być anonimowe.

 

I co właściwie widzi publiczność? Zawodnicy siedzą w osobnych pomieszczeniach, zresztą gnojenie się psychicznie jest mało widowiskowe, co innego walenie się po gębie. Więc co właściwie śledzą fani? Czym się tak podniecają? Bo komuś zaczyna mocniej bić serducho? Nie widzę tego.

 

Gnojenie się psychicznie jest mało widowiskowe? A kojarzysz może taki teleturniej „Moment prawdy”? W oryginalnej, amerykańskiej wersji, odcinki miewały ponad 10 mln widzów. Chodziło o to samo, tylko w wersji „samozaorawczej”: im bardziej się poniżyłeś przed kamerami, tym więcej pieniędzy wygrywałeś. Dodanie do tego aspektu pojedynkowania się podkręca, wedug mnie, atmosferę.

 

Poza tym, widzę, że zrobiłem poważny błąd. Napisałem, że mistrzostwa oglądają miliony ludzi – oczywiście myślałem tutaj o ludności całych Stanów Zjednoczonych, ale przecież Paul bierze udział jedynie w mistrzostwach stanu Nowy Jork, więc taka oglądalność byłaby dość absurdalna. Zmienię na „setki tysięcy” :)

 

Wyobraź sobie, że na ringu bokserskim dochodzi do czyjeś śmierci. Byłoby pewnie dochodzenie, szukano by winnych, ale wierzysz, że zakazano by walk bokserskich? Ja nie wierzę.

 

Pewnie nie zakazano by walk bokserskich, ale Mental Wars to nie boks. Wyobrażam sobie, że takie rozgrywki raczej dość mocno polaryzują społeczeństwo: jest duża grupa ludzi, której się to podoba, ale też niemała, której wydaje się to obrzydliwe (patrz – Denise i Nikita). Tacy ludzie mogli już wcześniej wyrażać głośno swoje niezadowolenie, a śmierć Paula byłaby „kroplą, która przegięła pałę goryczy”, jak to mawia mój kumpel :)

 

Pozdrawiam cieplutko.

Precz z sygnaturkami.

Kilka razy w komentarzach przewijały się wzmianki o “braniu”. Potwierdzam: tekst sprawia wrażenie pisanego pod wpływem jakiegoś halucynogenu. Tyle kolorów, zapachów, w ogóle… tyle treści! Pomimo tak małej liczby znaków. No i kiedy dotarło do mnie, co się dzieje… wow. Just wow.

Nie jest to może arcydzieło na kosmiczną skalę, ale jest to na pewno jeden z najlepiej odmalowanych słowami obrazów, jaki widziałem/czytałem (niepotrzebne skreślić).

Poczułem ten tekst w trzewiach. Naprawdę.

 

 

Precz z sygnaturkami.

Jak na razie:

 

Chętni – MaSkrol, fun, reg, Asylum, NWM, Mytrixowie x4, fleur, Finkla, Sara, Outta, Staruch, ja.

 

Chyba chętni – Sonata, Bail, Zanais.

 

Wypowiedzieli się, ale nie wiadomo, czy chcą – Brajt, Arni, Corinn, Monique.M, dogsdumpling, Tarnina.

Precz z sygnaturkami.

Świetne. Dawno nie czytałem czegoś równie interesującego.

Precz z sygnaturkami.

Mało charakterystyczne :) znam sporo historii, które zaczynają się w ten sposób.

Precz z sygnaturkami.

W sumie wziąłbym, czemu nie?

Precz z sygnaturkami.

Hejooo! (kończą mi się już powitania…)

 

Po pierwsze, już teraz jest to najchętniej czytane ze wszystkich moich opowiadań, z czego rad jestem niezmiernie :D Ale do rzeczy.

 

@Verus

 

Świat może trafić szlag dość szybko, więc pośpiech uzasadniony. – dziękuję za zrozumienie :)

 

@arya

 

To ja dołączam do grona malkonentów. – witam serdecznie, trochę dziegciu zawsze się przyda, cobym nie puszył się zanadto.

 

nie czuję tych emocji bijących z tekstu – bo też i ja generalnie tak średnio radzę sobie z okazywaniem emocji, ale uśredniając opinie z komentarzy, i tak jest nieźle.

 

I tak do połowy tekstu wciągasz w ciekawą historię i intrygujesz, a potem właśnie wszystko poniekąd idzie w łeb. – no to dobrze, że chociaż do połowy nie poszło.

 

Myślałam, że bardziej pociągniesz w tekście jej historię. – mój kolejny problem, czyli wbudowany szowinizm literacki – po prostu naturalniej przychodzi mi pisanie o mężczyznach…

 

chyba Darcon ujął te rozterki w sedno. Styl młodzieżowy. Nieco zbyt prosty. Nie jest to absolutnie zarzut – no nie wiem, jeśli ktoś używa słowa „zbyt”, to jednak brzmi to jak zarzut :) Ale nie obrażam się. Może i ja jestem zbyt niedojrzały, żeby pisać coś „niemłodzieżowo”?

 

Twoje opowiadanie jest dobre, Kosmito, myślę, że nie powinieneś w to wątpić mając tyle pozytywnych komentarzy.

 

A jednak wiele z tych komentarzy stwierdza, że zakończenie jest do bani :P

 

@NWM

 

Ach, ostatnio ciągle rozmijałem się z Twymi tekstami – ale jakie teksty masz na myśli? :O „Ostatnio”, czyli w kwietniu, wrzuciłem tekst na Kafkę, a poprzednie opowiadanie było w listopadzie '18.

 

przyznam, że lekko uśmiechnąłem się przy standardowym motywie “miałeś studiować na Harwardzie” – z kontekstu wynika, że to niedobrze, ale mnie tam cieszy, że się uśmiechnąłeś :)

 

Jednak oprócz tego miodu, zabrakło mi jednego wytłumaczenia – właściwie jakie są zasady gry?

 

Muszę przyznać, że to pytanie zrobiło mi lekkiego zonk-a.

 

Wszystkie zasady i punktację mam rozpisane w osobnym pliku, ale nie mogłem go przecież „wkleić” do tekstu, więc przepychałem informacje o grze wszędzie tam, gdzie mogłem. Jeśliby ktoś do połowy się nie połapał, o co „mniej więcej” chodzi, to kazałem wytłumaczyć to Paulowi:

 

Trzeba psychicznie zmaltretować przeciwnika tak bardzo, żeby przerwał mecz. Najlepiej w ciągu pierwszych dziesięciu minut, bo potem uruchamia się deathmatch. Wtedy obaj gracze dostają po tysiąc punktów, i liczy się już tylko refleks.

 

Ale jeśli jesteś zainteresowany, mogę przesłać ci ten plik z zasadami na priva, albo wrzucić linka do dokumentów google czy coś w ten deseń.

 

Emocjonowałem się odkrytymi kolejnymi sekretami rywali Paula, ale już nie tym, że dostaje po przysłowiowych czterech literach (i przez to za trzydzieści punktów przegrywa pojedynek)

 

Czyli chyba faktycznie nie zrozumiałeś… hm, tego się nie spodziewałem. Nikt wcześniej na to nie narzekał i wydawało mi się, że dosyć dokładnie wytłumaczyłem logikę Mental Wars.

 

@Finkla – krótki, acz treściwy i poprawny opis.

 

Pozdrawiam was wszystkich hiper-serdecznie.

Precz z sygnaturkami.

Powitać, Verus!

 

Dzięki za pochwały, a co do “nie zagrania” jednej rzeczy… cóż, zaczynam dochodzić do wniosku, że mimo wszystko wypuściłem tekst za wcześnie. Gdybym popracował nad zakończeniem jeszcze 2 tygodnie, być może wyprodukowałbym coś wiarygodniejszego…

 

Oprócz tego, co pisałem już wcześniej, dorzucę jeszcze jedną cegiełkę na obronę mojego “pośpiechu”: chciałem pokazać Wam to opowiadanie, zanim cały świat trafi szlag :)

 

Jest prawdopodobne, że jeśli świata nie trafi jednak szlag, po inżynierce zabiorę się za drugie opowiadanie w realiach “Igrzysk”, bo podrzuciliście mi mnóstwo świetnych pomysłów.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

JEDNAK!

 

Ktoś jednak oprócz mnie to czytał :)

 

Pałeczka wędruje do Irki.

Precz z sygnaturkami.

Zapomniałem o tym totalnie :)

 

To jest zbiór opowiadań, raczej znanego autora, ale – jak mówię – dość stary. Tytuł jednego z opowiadań jest też tytułem całego zbioru, oto fragment z opowiadania tytułowego:

 

Za pierwszym razem pełzła po unoszących się górach piany i omyłkowo wziął ją za ogromne, wielopienne drzewo. Teraz mógł w końcu ocenić jej rzeczywistą wielkość i złożoną formę, a także odpowiednio ją nazwać, by lepiej utrwalić w pamięci jej obraz.  W ogóle nie przypominała drzewa, a raczej chełbię – meduzę, jaką można spotkać w ciepłych wodach Prądu Zatokowego, kiedy unosząc się w wodzie, wlecze za sobą swe odnóża.

Średnica tej meduzy wynosiła dobrze ponad półtora kilometra, a jej liczne zwisające odnóża miały długość setek metrów. Falowały z wolna tam i z powrotem w doskonałej harmonii, a pojedynczy ruch trwał ponad minutę, jakby ten stwór niezgrabnie wiosłował po niebie.

 

Jak po tym też nikt nie zgadnie, zmieniam.

Precz z sygnaturkami.

To podejście do pisania takie… matematyczne. Ugh!

 

Czyli typowo moje :)

 

Ale, na poważnie, już nie mówię o tym, żeby przy każdym podrozdziale dawać datę. Ja np. uważam, że niezłym pomysłem jest narracja naprzemienna – jeden podrozdział w teraźniejszości, jeden w przeszłości. Wtedy czytelnik nie musiałby się ciągle zastanawiać, w której linii czasowej się akurat znajduje :)

 

ale ogólnie moje kompetencje do oceny obyczajówek są niskie :(

 

Wilku, a tu potrzebne są jakieś kompetencje? No to ja się w ogóle nie powinienem wypowiadać XD

Precz z sygnaturkami.

Cześć :) Sorki, że tak późno, mam lekutki zapieprz ostatnio…

 

Opowiadasz banialuki, Hela! – zakładam, że to mówi Heniek, ale tak trochę się musiałem domyślać.

 

Opowiadanie przechodzi do nowego podrozdziału, dziejącego się wcześniej – to spoko, ale ja strasznie nie lubię, kiedy nie wiem, o jakim przedziale czasowym mowa. Przydałoby mi się coś w rodzaju „n miesięcy przed tamtym wieczorem”. Ale to może tylko mi przeszkadza, idk.

 

Wizyta młodszej córki – to chyba naprawdę ze mną jest coś nie tak, ale znowu nie załapałem przez dobrych kilka akapitów, że nie chodzi o córkę Marka…

 

Trzymając kolana pod brodą, Marek zastanawiał się, jak wiele pamięta z wieczoru, kiedy poznał Anię.

 

Teraz jeszcze inaczej. Kiedy się zastanawiał – nie wiadomo, ale wiadomo, o jakim czasie myślał.

 

Ale tą krwią to mnie skutecznie utrzymujesz przy czytaniu…

 

Teść zmarł wczesną wiosną. Teściowa, która ciągle nosiła żałobę, dała się wyrwać ciotce Helence na kilkudniową wizytę w nowo wybudowanym domu Kasieńki

 

Normalnie aż zacznę drzewo genealogiczne zaraz rysować XD

 

Nie biegaj mi tu, bo się nadziejesz na jakiegoś gwoździa! – Groźnie przestrzegał Marek. – coś mi tu, coś mi tu nie bardzo… czy to aby na pewno dobrze jest? EDIT: nie jest, wspomina o tym jose :)

 

Jeszcze tego samego wieczoru zajrzał do grobu. – Poprzedni akapit jest w czasie ciągłym („nie budził”, „pełniły”, „spędzał”, „wyruszał”), więc teraz nie bardzo wiadomo, o którym wieczorze mowa.

 

I tak się zderzyli. this really hit me, man…

 

Wrażenia całościowe.

Klimat jest świetny. Momentami sam miałem wrażenie, jakbym tonął… i ta krew…

Bohaterowie wydają się prawdopodobni, chociaż ja się na ludziach zupełnie nie znam.

 

Natomiast wkurzyła mnie trochę ta chronologia. Pewno, liniowa jest nudna, ale perspektywę czasową zmieniasz w bardzo nieregularny sposób i dość często bez wyraźnego zaznaczenia, czy jesteśmy w „teraz”, „dawniej” albo „jeszcze dawniej” – to ostatnie chyba pojawia się tylko raz, kiedy Marek wspomina pierwsze spotkanie z Ania, ale jednak.

 

Niemniej, podobało się.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Gratuluję obu opowiadaniom za zdobycie pół TAKa od Dyżurnych, komuś i za coś trzeba :P

Precz z sygnaturkami.

Boże, ile już tych komentarzy…

 

@BasementKey

 

przepraszam, jeżeli Cię uraziłem – podmieniłem gifa, na, mam nadzieję, mniej kontrowersyjnego. <Spogląda przez ramię, czy Arnubis nie czai się z banem.>

 

Nie gniewam się :) <Odwołuje Arnubisa i eskadrę antyterrorystów.>

 

Mój komentarz był bardzo emocjonalny, bo duże emocje czułem czytając Twój tekst. Jakoś tak związałem się z głównym bohaterem i nawet nie tyle poczułem do niego sympatię, co wręcz się z nim utożsamiłem. Dlatego napisałem, że jestem zły na Ciebie, bo byłem (i to jak!). Dziś już mi trochę przeszło.

Myślę, że to nie lada wyczyn wywołać takie emocje w czytelniku, chylę czoła.

 

Cały ten tekst to taki trochę eksperyment psychologiczny na was wszystkich – i widzę, że działa nieźle. Wszyscy są albo zachwyceni, albo zdenerwowani, ale wywoływanie gwałtownych emocji to coś, na co liczyłem, pisząc Igrzyska.

 

Jeżeli to wszystko nie sprawiło, że skończył ze sobą, to kilka zdań wykrzyczanych na turnieju, w moim przekonaniu, też by tego nie sprawiło.

 

To ja powtórzę moją interpretację, którą przedstawiłem wyżej:

 

To wszystko tkwiło zapewne w podświadomości Paula, ale nie dopuszczał on tych myśli do wypłynięcia „na wierzch”, ponieważ się „otorbił”. W poprzednich meczach też się nie zdarzyło, by ktoś pokazał mu to wszystko w aż tak brutalny sposób, bo nikt wcześniej nie miał takiej przewagi punktowej, jaką zdobył Ben dzięki oszustwu.

 

Niemniej muszę przyznać, że Twój pomysł na zakończenie jest niezły… szkoda, że nie byłeś moim betującym. Tylko że wtedy musiałbym Cię uznać za współautora, a z kolei mnie się nie podoba! <zazdrośnie łypię na innych, czyhających na mój dobytek>

 

@Edward Pitowski

 

Świetny tekst. – to świetnie :)

 

Pomyślałem sobie nawet, że to mogłoby pasować do tamtego świata, gdybyś to wrzucił w opowiadanie. Np. jakaś kolorowa reklama leku na depresję i nerwicę w przerwie, albo przed zawodami.

 

Kolejny genialny pomysł! Kurde, aż się zastanawiam, czy nie zacząć pisać jakiejś kontynuacji, gdzie bym Wasze sugestie uwzględnił…

To prawda, że Paul jest w tym tekście najważniejszy. Sama gra jest oczywiście ważna, i poświęciłem jej wymyślaniu mnóstwo czasu, ale jeszcze więcej poświęciłem głównemu bohaterowi i jego psychice. Miło mi, kiedy widzę takie zdania, jak np. to:

Bo nie jest to oczywiście miły gość ani człowiek z którym chciałbym się kolegować. Ale jest też zagubiony, odrzucony, próbuje coś udowodnić innym, ale przede wszystkim sobie.

 

No i wreszcie coś, o czym wspomnieliście obaj, czyli:

Powodzenia w walce o piórko!

 

Ja tam o piórko nie walczę, bo to oznaczałoby chyba, że próbuję jakoś wpłynąć na decyzje Lożan… jak dostanę, to fajnie, a jak nie, to trudno :) Walki nijakiej nie będzie.

Precz z sygnaturkami.

Witaj, BasementKey!

 

bardzo dobry tekst do samej końcówki. – dobre i tyle :)

 

Trochę widzę tutaj nawiązań także do Igrzysk śmierci

To ciekawe, że o tym mówisz. Nie myślałem świadomie o IŚ przy pisaniu, ale rzeczywiście nawiązań jest sporo – zauważyła to pewnie moja podświadomość i dlatego wpadła na taki, a nie inny, tytuł.

 

Za łatwo poszło.

Ale komu?

Raczej nie Paulowi, który się zabił. Raczej nie Benowi i Amandzie, którzy zostali zdemaskowani przez zapędy Bena. Raczej nie organizatorom Mental Wars, na których spada teraz gigantyczna fala krytyki. No i wreszcie, raczej nie mnie, bo męczyłem się z tym opowiadaniem cały rok :P

 

No i sam mecz, dlaczego Paul tak po prostu przyjął do siebie te wykrzyczane przez rywala oskarżenia? Piszesz, że była tam jakaś wizja, która zwaliła go z nóg, ale ilustrujesz to ciągiem zdań. Pewnie był potencjał, żeby jakąś wizję stworzyć, żeby nie mówić, tylko pokazać, ale nie skorzystałeś z tego rozwiązania. Dlaczego?

 

Trudno jest mi wykrzesać odpowiedź na to pytanie, tak jak i trudno zobrazować porządnie taką wizję. “Nie mówić, tylko pokazać” – niestety, to nie malunek ani film, tylko opowiadanie, więc “pokazuje” się w nim słowami, ale nawet i malunek czy film nie byłyby tu odpowiednią formą przekazu. Wizja była przekazywana bezpośrednio do mózgu Paula, bez pośrednictwa zmysłów, i tylko jako taka ukazywała swoją pełną “siłę”. Opisałem ją niedoskonałymi słowami najlepiej, jak umiałem. Tyle.

 

I co robi Paul? Ano zabija się.

Ano. Co na ten temat uważam, pisałem już kilkukrotnie, ale widzę, że moje “przekonywania” nikogo nie przekonują. Niemniej, ja i tak zdania nie zmieniam, dopóki ktoś nie udowodni mi, że jest to psychologicznie nieprawdopodobne. Ty za wielu argumentów nie używasz, a jedynie gifa “bullshit”, więc siłą rzeczy mnie to nie przekonuje.

 

Niemniej, pomimo tego “bullshitu”, i tak pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Cześć!

Zbierałem się do przeczytania tego opka, zbierałem… no i w końcu się zebrałem :)

 

To była walka między kobietą, a dzikim zwierzem.

oraz

Wszyscy krzątali się w pośpiechu, brodząc w śniegu między dziedzińcem, a stajniami.

 

Przecinek przed „a” jest w tych przypadkach zbędny. Pomyśl o frazie „między młotem a kowadłem”, czy postawiłabyś tam przecinek?

 

Dlatego zabierano go nawet na polowania, na co zwykle nie pozwalano błaznom. – można by to jakoś przerobić, żeby uniknąć dwukrotnego „na”, np.

Dlatego zabierano go nawet na polowania, do których zwykle nie dopuszczano błaznów.

 

Była ulubienicą króla. Tak samo jak Henry. – nie wiem, czy to aby na pewno błąd… ale wychodzi na to, że Henry był ulubienicą króla XD

 

którzy nieraz ubili mityczne stworzenia ­– coś nie bardzo. Jeśli nieraz, to ubijali. Jeśli ubili, to niejedno mityczne stworzenie.

 

zamiast niej w potężnych skrzydłach gada, który zionął ogniem w niebo, kryła się zlękniona niewiasta. – w jaki sposób można „kryć się w skrzydłach”? Pod skrzydłami, to bym rozumiał.

 

Teraz coś o całości.

Opowiadanie jest napisane generalnie poprawnie, ale niewiele ponadto. Zaciekawiłaś mnie wstępem, ale potem historia bardzo się dłuży, i jedynym godnym uwagi fragmentem jest akcja na polanie. Tekst jest też śmiertelnie poważny, a ja takich nie lubię… chociaż to oczywiście kwestia gustu.

 

Zgłosiłbym do biblio, gdyby już w niej nie było, i jeśli to twój pierwszy tekst, to uważam, że jest nieźle. Ale na przyszłość liczę na coś ciekawszego :)

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Fajne :)

 

XD

 

ale trochę krótkie, tak prawdę powiedziawszy.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Pełznąc wolno na złamanych kikutach metalowych rąk, podciągnął kapsułę do skały od strony, która dawała najwięcej cienia. Ledwo tam dotarł, a już Słońce spadło nań jak drapieżna bestia, zalewając eksplozją światła jego maleńką planetkę.

 

oraz, kawałek dalej

 

Gwiazdy teraz zbladły, przyćmione jasnością ukazującej się korony. Tuż nad głazem, którego osłona wkrótce nie wystarczy, dojrzał język pąsowego płomienia, zakrzywiony palec ognia, sterczący wprost z krawędzi Słońca. Pozostały mu tylko sekundy.

 

Raczej dość stare :)

Precz z sygnaturkami.

Dżem dobry.

 

@Darcon

 

Stworzyłeś ciekawy świat i widać, że dobrze się w nim czujesz. – pytanie, czy to aby na pewno dobrze o mnie świadczy…

 

Imię pierwszej dziewczyny, jako skrywana tajemnica, w ogóle trudności ze znalezieniem dziewczyny, czy też kłótnia z mamą, co wolno robić a co nie, to nie są problemy dorosłych ludzi – takiego zarzutu jeszcze nie było, urozmaicenie zawsze w cenie.

 

No cóż, moją pierwszą linią obrony jest to, że to mogą być problemy dorosłych ludzi, o ile ci ludzie są niedojrzali.

Co zaś do „kłótni z mamą” – to nie do końca tak. Co wolno robić, a czego nie, to może nie być problem dorosłego człowieka, ale to, że syn maltretuje psychicznie innych ludzi dla korzyści majątkowych – to już może stanowić problem dla matki, niezależnie od wieku syna.

 

dogodzić każdemu przecież się nie da.

Trudno byłoby się z tym nie zgodzić.

Także pozdrawiam.

 

@kam_mod

 

Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie cierpiałam, że obudziła się akurat w danym momencie. – źródłem cierpienia jest przywiązanie, powiedział Budda, o ile się nie mylę. Czyli to chyba komplement.

 

Zakończenie mnie nie zachwyciło, ale jest to już kwestia gustu. – chyba jednak niezupełnie, bo zgłasza to ponad połowa czytających…

 

ja z tych co lubią seksapil, więc nie odnalazłam tu większej satysfakcji – a ja z tych, co zawsze musieli się zastanawiać na lekcjach polskiego, czym wypełnić dolny limit słów na wypracowanie, jeśli już opisałem wszystko, co chciałem, a tu nawet połowy wymaganego tekstu jeszcze nie ma XD „Kwiecisty” styl nigdy mi nie wychodził i nie próbuję udawać, że jest inaczej.

 

To jak, Ziemianinie, myślisz, że będę pamiętać twój tekst dobrze dwudziestego listopada…? Wkrótce się przekonamy ;)

 

Przekonamy, przekonamy ;)

 

Dzięki wam obojgu za dobre słowa, pozdrawiam cieplutko!

Precz z sygnaturkami.

To jest z Cyberiady, ale nazwy tej konkretnej opowieści nie pamiętam… chyba coś o przyjaźni?

 

Liczy się? cheeky

Precz z sygnaturkami.

Mam wrażenie, że tekst jest w wielu miejscach niedoprzecinkowany, ale poza tym technicznie w porządku. Obawiam się, Autorze, że trochę nie trafiłeś z grupą odbiorców – tu, na portalu, raczej przeważają umysły ścisłe i ludzie, którzy wolą konkretne historie, a nie opowiastki filozoficzne. Ale mimo wszystko podobało mi się.

 

ich różne zmartwienia, W końcu doganiam – tu miała być kropka.

 

Dziękuję bardzo, że Outta pokusił się o interpretację, chociaż sam podejrzewałem, że chodzi o coś w tym rodzaju. Uderza mnie też to, że nikt nie odpowiada bohaterowi na proste pytanie – dokąd jedzie ten pociąg? – oprócz chłopca, który stwierdza, że “do przodu”… To też wiele mówi o ludziach.

Precz z sygnaturkami.

O, nawet nie zauważyłem, a przesłaliśmy z Gekikarą prawie ten sam komentarz w prawie tym samym momencie :)

 

Ale tak, macie rację z tymi dwoma dniami. Wcześniej nie do końca rozumiałem, po co zostały dodane, a teraz to widzę.

 

@joseheim

 

Najbardziej smuci mnie nie fakt, że “nie zostałaś kupiona”, tylko to:

Może dlatego, że miałam wysokie oczekiwania związane z licznymi polecajkami.

 

Przykro mi, że zostałaś oszukana, ale przynajmniej w tej materii mam czyste sumienie, bo sam swojego opowiadania nie polecałem.

 

Ogólnie jednak przede wszystkim siadło mi zakończenie

Again, and again…

No dobra, to dodam coś jeszcze do moich poprzednich wypowiedzi na ten temat – myślę, że gdybym nie “przyspieszył” w ten sposób, to nigdy bym opowiadania nie skończył.

 

Niesamowite, że po tylu przeczytaniach ciągle jeszcze można wyłapać błędy! Poprawione.

 

Mimo wszystko dzięki za kilka miłych słów, polecam się i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Na początku

Siedemdziesiąt jeden dla A za informację dodatkową, pozostały dwie próby.

 

później

Trzydzieści sześć dla A za informację dodatkową, pozostała jedna próba.

 

“Informacje dodatkowe” można zgadywać trzy razy :) Ale dobrze, że o to zapytałaś, bo zauważyłem, że nie dopisałem tej informacji o “jednej próbie” w pewnym miejscu.

 

Precz z sygnaturkami.

Wincyj ludzi!

 

@bellatrix i @MrBrightside potraktuję łącznie, bo Wasze komentarze są bardzo podobne.

Jedyne, co mi zgrzytnęło, to zakończenie.

oraz

Czepnę się finału.

 

To może ja jeszcze raz podsumuję to wszystko, co mówiłem o finale.

Jeśli jest przyspieszony, wydaje się za krótki, zbyt gwałtowny, to przepraszam. Nie robiłem tego wcale świadomie, ale jest spora szansa, że brała tu udział moja podświadomość. Opowiadanie pisałem od listopada zeszłego roku; kiedy kończyłem je we wrześniu, na pewno była jakaś część mnie, która krzyczała: „No, kończ już, chłopie, ileż można!”.

 

Natomiast nie uważam, żeby Paul poddał się za łatwo. Sam mówił, że jest aseksualny, wiedział, że jego matka nie jest okazem zdrowia, że jego ojciec nie żyje. Ale Ben pokazał mu te fakty od innej perspektywy:

– to jego wina, że ojciec nie żyje, umarł ze zgryzoty, kiedy zobaczył, jaki jest syn.

– to będzie jego wina, kiedy matka zejdzie na zawał albo zapalenie płuc, bo mógł robić więcej, żeby uświadomić jej swój stan zdrowia, a w ostateczności umówić na wizytę domową.

– aseksualność to jego wymysł, do którego sam siebie przekonał, bo nie potrafił znaleźć partnerki.

– w dodatku nie ma przyjaciół (celowo nie używałem wcześniej tego słowa, bo Paul naprawdę nikogo nie uważa za przyjaciela – ma tylko „znajomych” i „kumpla”, którego uważa za „idiotę i prymitywa”.)

– no i jeszcze to: Zrozumiał, jakim potworem się stałeś, i próbował ci to uświadomić, ale postanowiłeś puścić jego słowa mimo uszu.

 

To wszystko tkwiło zapewne w podświadomości Paula, ale nie dopuszczał on tych myśli do wypłynięcia „na wierzch”, ponieważ się „otorbił”. W poprzednich meczach też się nie zdarzyło, by ktoś pokazał mu to wszystko w aż tak brutalny sposób, bo nikt wcześniej nie miał takiej przewagi punktowej, jaką zdobył Ben dzięki oszustwu.

 

Niemniej, skoro tekst Wam się generalnie podobał, to dziękuję :)

 

@drakaina

Przyszłam trochę pomarudzić. Bo jak się widzi te wszystkie nominacje (wyjaśnienie techniczne na końcu komentarza), to oczekiwania rosną. A mnie na kolana nie rzuciło.

 

Jestem naprawdę wdzięczny za to, że nareszcie przyszedł ktoś, komu się opowiadanie nie spodobało, bo moje ego zaczęło już puchnąć poza granice Układu Słonecznego.

 

Ino że piórka nie tylko pomysłami stoją, a jak dla mnie cała reszta kuleje.

 

Czyli krytyka „całościowa”, tym lepiej! Mimo wszystko spróbuję się trochę obronić.

 

Poszedłeś po stereotypach, nie wiem, po co jej te dwieście kilo żywej wagi? – czy przy Karlu nie poszedłem po stereotypach? Patologia, imprezowanie, nałogowe palenie papierosów?

Może i dwieście kilo to trochę za dużo… ale to, że Amerykanie są grubi, to już nawet nie jest stereotyp. To jest fakt. I należy się spodziewać, że w przyszłości będą raczej jeszcze grubsi, niż dzisiaj.

 

Niemniej moim zdaniem zarżnąłeś ten tekst dając inne punkty widzenia niż Paula. – tak jak już napisałem, odmienny punkt widzenia zawsze mile widziany, ale żeby aż „zarżnąłeś”?

 

Ben zachowuje się jak idiota, co nie ma żadnego uzasadnienia w kreacji jego postaci. – Czy nigdy nie zachowałaś się impulsywnie? Czy nigdy, pod wpływem silnych emocji, nie zrobiłaś niczego, co na trzeźwo wydaje się idiotyczne? Ben znajduje się przecież właśnie w takiej sytuacji.

 

Zmiana punktów widzenia była pójściem na łatwiznę, – w założeniu miała być urozmaiceniem. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że zmieniając punkt widzenia, idę na łatwiznę.

 

Ogólnie – nie będę się z Tobą kłócił, każdy ma prawo przecież do swojego zdania. Co więcej,

 

proszę (nie zmuszam, ale proszę), żeby każdy, kto czytał opowiadanie, przeczytał też komentarz drakainy.

 

Nie nakręcajmy się za bardzo. Jeśli opowiadanie jest aż tak „zarżnięte”, jak pisze drakaina, a Wy wszyscy, którzy czytaliście to wcześniej, ulegliście jakiemuś złudzeniu, to nie warto zgłaszać go do piórka…

 

 

Precz z sygnaturkami.

No, śmiechłem :)

 

Uwagi:

uśmiechnął się do niego promieniście. – raczej promiennie…

zamówił: farfalle ze szparagami i wędzonym łososiem.– spokojnie można sobie darować dwukropek, nie ma tutaj żadnej długiej wyliczanki.

pozbawionym Internetu, dzieciństwie. – przecinek niepotrzebny.

 

Za to tutaj mnie naprawdę rozbawiłeś:

„Po godzinie pracy w ekstremalnych warunkach najdzielniejszy z pracowników nadał z przodka entuzjastyczny meldunek: Widać zlew i kawałek stołu.”

 

„przeprowadzała pracowników wesołych miasteczek na ciemną stronę mocy, a nocami wiła wianki i wrzucała je do falującej wody.”

 

„Nie wiem wszakże w jakich okolicznościach doszło do konsumpcji związku, gdyż kulturalnie, acz stanowczo wyproszono mnie z pokoju.”

 

Szorcik jest przyzwoicie napisany, zabawny i lekko się go czyta. Może zerknę też na inne przygody Pewnego Apacza :)

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Działo się. Oj, działo.

Po kolei.

 

Bardzo proszę, Niebieski Kosmito, i obiecuję, że za dwa dni zgłoszę opowiadanie do piórka. ;)

bardzo dziękuję, reg :)

 

@rrybak

 

A mówiłem?! Mówiłem! I to pierwszy! :D – niby prawda, ale nie do końca. Dosłownie dwie linijki nad twoim pierwszym komentarzem, rybaku, są słowa Olciatki:

 

Moim zdaniem opowiadanie jest warte biblioteki, a nawet i więcej:-)

 

także, no, nie ekscytuj się za bardzo z tego pierwszeństwa…

 

Po czwarte – igranie z emocjami czytelników – na początku bohatera w miarę tolerujemy, pod koniec – przestajemy, w finale – żałujemy…

 

Kolejny dowód na to, że mój podstawowy założony efekt – czyli granie na emocjach czytelnika – został osiągnięty. I to mnie cieszy.

 

aczkolwiek może być i tak, że moja rekomendacja dla części członków Loży jest jak pocałunek śmierci dla Autora, ale tym się Autorze nie przejmuj. Loże przychodzą i odchodzą, Literatura pozostaje – no i się zaczęło…

 

@wilk-zimowy – pozostaję w nadziei, że tak jest i zawsze będzie.

 

@Gekikara

 

nie silisz się na poetyckość – to nigdy nie było moją mocną stroną. Mam zbyt ścisły umysł, by móc być „poetyckim” :P

 

Odmalowałeś piękny cyberpunk – czyli jednak! To ciekawe, bo ja cyberpunka nie tylko nie pisałem wcześniej, ale nawet i za wiele nie czytałem… Znajduje to zresztą potwierdzenie w Twoich uwagach. Przemyślę te sugestie.

 

@rrybak – again, more and more

 

(choć nawet …dylion entuzjastycznych nominacji od czytelników (jako mniej ważnej “strony trzeciej” ) może nie wystarczyć, jeśli Loża zdecyduje inaczej ;) – mogło się skończyć na poprzednim komentarzu. Ale się nie skończyło. Brniemy dalej w ten las.

 

no to moim zdaniem Niebieski zrobił błąd publikując tu, a nie posyłając najpierw do MC. – z całym szacunkiem, ale wolałbym jednak o tym sam decydować. Opublikowałem tu, a nie wysyłałem do _mc_, bo takie miałem życzenie. Nie uważam, żebym robił błąd.

 

Piórko dla Sów i skowronków z Keplera! Uwolnić Snuffa!!! :P

 

To fajnie, ale chyba żeśmy zapomnieli już, że to nie shoutbox.

 

Offtopy wybaczam, ale USILNIE proszę, żeby takich dyskusji tutaj więcej nie prowadzić.

Precz z sygnaturkami.

Mordka cieszy mi się coraz bardziej :)

 

@SaraWinter

 

Chyba polubię cyberpunk. – Tu bym nie szarżował, bo nadal nie jestem pewien, czy taki tekst w ogóle liczy się jako cyberpunk. Ekspertem nie jestem i cyberpunka wcześniej nie pisałem ;)

 

Gif uroczy.

 

@Regulatorzy

 

Z zaciekawieniem obserwowałam poczynania Paula, sprzyjając mu, jednak z czasem, kiedy dowiadywałam się o nim coraz więcej, sympatia gasła. Aż zgasła.

 

Pełny sukces :D Granie na emocjach czytelnika – checked.

 

Odpółpauzowane, do-na-owane, dospacjowane.

 

Dzięki za komentarze i miłe słowa, polecam się i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Cześć, kimkolwiek jesteś! Staram się wyłapywać opowiadania z okrąglutkim ZEREM komentarzy, i oto jestem.

 

Pierwsze, co mi się rzuca w oczy podczas czytania tekstu, to ogromna mnogość „słówek określających” (to nie jest fachowy termin) – przymiotników, przysłówków, imiesłowów.

 

Pęknięte, zabrudzone tłustymi smugami owalne lustro w swej smutnej tafli ukazało jeszcze smutniejsze oblicze ogromnego mężczyzny.

 

To zdanie nie jest wcale nadzwyczajnie długie, zawiera tylko 16 słów, ale aż 7 z nich to „słówka określające”. Ujmując to inaczej – mało treści, a mnóstwo formy. Spokojnie można skrócić do:

 

Pęknięte, brudne lustro ukazało w swej tafli smutne oblicze ogromnego mężczyzny.

 

Tak wygląda większość tekstu, więc wszystkich przykładów nie będę tu wypisywał.

Drugie, co rzuca się w oczy, to wielkie bloki tekstu. Warto byłoby podzielić je na mniejsze akapity, by lepiej się czytało.

 

Popatrzył jeszcze na czerwone buty ze śmiesznie szerokimi czubkami i już miał udać się do drzwi, jednak sięgnął jeszcze ogromną dłonią po niewielki przedmiot, nieśmiało rumieniący się za krawędzią miski ze smutną wodą.

 

Dwa razy „jeszcze”. No i ta „smutna woda” to zdecydowanie przesada. Jak woda może być smutna?

 

Ors – rogaty wróżbita o czerwonej skórze wyciągnął z przepastnego rękawa pluszowego płaszcza talię dużych, niemal do cna zużytych kart i potasował je, po czym zamknął czarne oczy i wyciągnął jedną.

 

Drugi przykład „przeokreśleniowania”. Spokojnie można zredukować do:

 

Ors, rogaty wróżbita o czerwonej skórze wyciągnął z rękawa talię niemal do cna zużytych kart i potasował je, po czym zamknął oczy i wyciągnął jedną.

 

z których subtelnymi ruchami głowy uformował słowo „bochater”. – To prawdopodobnie celowa literówka, bo z ortografią nie widzę u Ciebie problemów, ale mimo wszystko się upewniam.

 

Clarence stał w lekkim rozkroku, podparty pod boki i z marsową miną patrzył z góry na przechodnia. – Określenie „przechodzień” nie za bardzo tu pasuje. Dużo prościej byłoby, gdyby bohater główny miał już jakieś imię (albo chociaż ksywkę, pseudonim, cokolwiek).

 

Mężczyzna utkwił wzrok w ziemi i westchnął, ponieważ nieubłaganie rósł przed nim kloc ciężkiego wozu dyrektora cyrku. – Wypadałoby jakoś zaznaczyć, że rósł tylko w oczach, bo wygląda to tak, jakby wóz powiększał swoje fizyczne rozmiary.

 

przeprosiłem już pana za zaistniała sytuację – literówka

 

i z zatrważającą łatwością wyrwał mu krtań. – Jako że po tym zdaniu następuje spora przerwa czasowa, warto byłoby wstawić tu jakiś separator, na przykład gwiazdkę. To samo po zdaniu: Zapamiętałem cię jako bardziej sympatycznego.

 

wspinać się po jego ciele. – Kurwa. Mać – zdążył jeszcze zakląć – kropka w środku przekleństwa wygląda naprawdę dziwnie.

 

Pozbawiony snów sen – suchy ocean u Mickiewicza to jedno, ale pozbawiony snów sen to już przesada. Zresztą w tym samym zdaniu powtarzasz słowo „pozbawić”.

 

Teraz garść dobrych słów (bo są i takie!).

 

Niewątpliwie umiesz pisać. Interpunkcja i ortografia generalnie bez zastrzeżeń, zapis dialogów i tak dalej… to OK. Tu i ówdzie wyłapałem jeszcze dziwne przecinki, ale to rzadkie. Zdarzają Ci się też perełki, na przykład:

 

Gdzieś na końcu tej zrywającej się ze smyczy entropii

W środku zaś, gdzieś głęboko, ale niepokojąco blisko, usłyszał wzbierający śmiech. Nie próbował go tłumić.

Opis gnoma – świetny :)

 

Podsumowując: nie jest bardzo źle, chociaż mogłoby być lepiej. Wstawianie opowiadania jako Anonim mogło odstraszyć niektórych czytelników, określnikoza także, ale ja uważam, że w tekście jest pewien potencjał, a historia na pewno nie jest kompletna.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Hejo!

 

@Oluta

 

Na początek, kiedy myślała, że jej nie starczy na leki, zdenerwowałam się na Paula, ale kiedy powiedziała o zemście miałam już zupełny mętlik w głowie i nie miałam pojęcia, komu w końcu mam kibicować.

Właśnie o to mi chodziło, kiedy pisałem o zamierzonych efektach :) Mętlik w głowie i wątpliwości do własnego osądu to jest to, co Niebiescy Kosmici lubią najbardziej.

 

@LuluXVIII

 

Zawsze można coś dodać, a jeśli wydaje ci się, że przedmówcy powiedzieli już wszystko… to nie czytaj przedmówców :D Na przykład ja staram się tak robić – kiedy czytam opowiadanie, to najpierw piszę, co o nim sądzę, a dopiero potem czytam komentarze. I nawet jeśli już ktoś pisał to samo – albo prawie to samo – nie przejmuję się tym XD

 

Dzięki wam za pozytywne opinie, polecam się i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

No cóż, nie u każdego można osiągnąć 100% zamierzonych efektów… ale będę zadowolony, jeśli u połowy czytelników wywołam przynajmniej połowę zamierzonych efektów :)

 

Precz z sygnaturkami.

Witam ponownie kolejnych czytaczy :)

 

Wpierw, to, co obiecałem, czyli przeredagowanie słów Nikity. Zmienione z

 

Mi­strzo­stwa oglą­da­ją mi­lio­ny ludzi. Wszy­scy by mnie zo­ba­czy­li – w two­ich my­ślach! Pier­do­lę to!

 

na

 

Inni gracze by mnie zo­ba­czy­li – w two­ich my­ślach! A mi­strzo­stwa oglą­da­ją mi­lio­ny ludzi… Pier­do­lę to!

 

Dalej.

 

@Rossa, dziękuję za bibliotekę i miłe słowa :)

 

@Maskrolek

 

Wiesz, Kosmito, w tych twoich opowiadaniach zawsze jest element, którego zazdroszczę, ale jasno nie mogę go wskazać. – Tu ci nie pomogę, bo też nie wiem, co to za element…

 

mam wrażenie, że jestem targetem pod którego te opowiadania piszesz – nie pochlebiasz sobie zbytnio? :P

 

Że za kilka tygodni jak sobie pomyśle o tym opowiadaniu, to będę pamiętał, że świetnie mi się czytało, przypomnę sobie te emocje, ale o samej treści mógłbym zapomnieć. – To chyba… dobrze? Na pewno lepiej, niż gdybyś miał sobie nie przypomnieć niczego…

 

Oczywiście przynajmniej jeden czep musi być. Cholernie karykaturalnie to wygląda. Tak obrzydliwie makabrycznie karykaturalnie, że aż się skrzywiłem czytając. – Ależ właśnie o to chodzi. Czytelnik od początku kibicuje głównemu bohaterowi w pojedynku, ale stopniowo opowiadanie ujawnia, jakim człowiekiem jest Paul, i ma to z założenia wywołać niesmak w czytelniku, że kibicował komuś takiemu. To, że się aż skrzywiłeś, napawa mnie dumą.

 

Niemniej, i tak najbardziej podoba mi się to:

Bardzo nienachalnie zarysowujesz emocje postaci, cegła po cegle budujesz mur, na którym rozbijasz czaszkę czytelnika, a później rzucasz jego sztywnym ciałem po korytarzu.

Polecam się :)))))

Precz z sygnaturkami.

Spokojnie, po kolei.

 

Wilku, ciągle się nie możemy zrozumieć… no dobrze, zgadzam się, że tak czy siak te “pół miliona punktów” może wprowadzać w zakłopotanie. Zmienię na “kilkadziesiąt miejsc w rankingu” albo coś w tym guście.

 

Z założenia do publiczności trafiają tylko ogólniki, OPRÓCZ “informacji dodatkowych”, bo to nad nimi głosuje i to zresztą za te informacje można zgarnąć najwięcej punktów (maksymalnie 250). To natomiast nie to samo, co fragment wizji. Publiczność tych fragmentów nie widzi, widzi tylko to, co gracz przekaże komputerowi, im bardziej wstydliwa i bardziej prywatna informacja, tym lepiej:

“jest wegetarianką” – mało punktów

“ciężarówka złamała jej kręgosłup” – więcej punktów

“oszukiwał, żeby zdobyć punkty” – mnóstwo punktów.

 

Publiczność nie widzi natomiast ani restauracji, ani ciężarówki, ani wiadomości od Amandy do Bena. Nikita ujmuje to trochę niefortunnie (przeredaguję to delikatnie), ale gdyby chodzili ze sobą i Paul miał więcej myśli na jej temat – zapewne natury erotycznej – do wiadomości publiczności mogłoby trafić coś na przykład takiego:

 

“jego dziewczyna lubi być wiązana i biczowana po plecach” – prawdopodobnie około 200 punktów.

 

Zrozumiałe, że nie chciała ujrzeć takiej informacji w mediach, nawet jeśli pojawiłaby się bez jej twarzy czy imienia. Dodajmy do tego fakt, że całą scenę – z twarzą, imieniem i innymi detalami – zobaczyliby przeciwnicy Paula.

 

Czyli… wychodzi na to, że Twoja wizja dotyczy masowej rozgrywki, w której osoby docierają na szczyt i spadają dość dynamicznie, a duża liczba graczy gwarantuje sens całej gry. Dobrze rozumiem?

 

Dobrze rozumiesz :) Mental Wars z założenia stanowi zaprzeczenie dzisiejszego sportu czy e-sportu, bo jest anonimowe. To okrutna rozrywka dla mas, im bardziej okrutny jesteś, tym większe masz szanse, by wygrać. Sławy “gwiazdy” takich rozgrywek raczej nie chciałby nikt.

Precz z sygnaturkami.

Dzień dobry, cześć i czołem!

 

@japkiewiczu, dzięki po raz n-ty za betę! Tylko troszkę się rozciągnęła w czasie, bo przez kilka miesięcy nie mogłem wymyślić, jak dalej pociągnąć opowiadanie…

 

@wilku-zimowy

 

Czy literówka celowa? – jak najbardziej. Specjalnie bije po oczach, żeby nie było wątpliwości, że jest celowa, bo czegoś takiego nie sposób przeoczyć :)

 

Czy wersaliki tutaj z czegoś wynikają? – w zasadzie nie, odwersalikowane.

 

Do przeredagowania. Chyba, ze to mistrz Yoda dorwał do mikrofonu chwilowo się. – my bad :) Od Yoda odsunięty mikrofonu.

 

Przedmowę przeczytałem dopiero teraz i… dobrze zrobiłem. Nie nastawia zbyt mocno, mimo że pasuje do treści. – w zasadzie to była stara przedmowa, z bety, nie chciało mi się wymyślać nowej :( Większość tego badziewia usunięta. Po co komu przedmowy?

 

a jednak finał wyszedł tak, jakbyś nagle stwierdził, ze nie ma czasu, trzeba kończyć, już, natychmiast, byle szybciej.

Nie wiem, kartek w edytorze zabrakło albo co? Oraz podobne, pojawiające się dalej minizarzuty.

 

Nie za bardzo wiem, co Ci odpowiedzieć. Jest szansa, że podświadomie próbowałem to zakończyć przedwcześnie, bo miałem już tego tekstu troszkę dosyć – pracowałem nad nim, z przerwami, od listopada. Natomiast mnie to aż tak nie uderza w oczy.

 

padająca tam wzmianka o setkach tysięcy punktów przewagi. Podejrzewam, że mogło chodzić o punkty w rankingu, ale… Podejrzenie to przyszło później. W czasie lektury najpierw rzuca się w oczy kontrast z setką punktów na start, a potem od razu kojarzy się z wzmianką o tysiącu punktów na początku deathmatchu.

 

Tutaj z kolei nie bardzo wiem, o co Ci chodzi :( Punkty w rankingu to z reguły nie te same punkty, które się bezpośrednio zdobywa w grze (patrz ranking FIFA, ATP). Jakiej sceny nie ma?

 

Tym niemniej, skoro podobało się, to jestem ukontentowany.

 

@Perrux

Po kolei, zastrzeżenia.

 

1)

Podczas czytania zastanawiało mnie, czy na najwyższych szczeblach zawodnicy nie powinni się już znać z innych pojedynków (bo chyba można oglądać walki konkurentów)?

 

Żeby utrudnić zawodnikom rozpoznanie się, wdrożyłem wiele mechanizmów.

– podawana jest tylko „dekuria”, czyli dziesiątka rankingu, a nie konkretne miejsce. Konkretne miejsce można tylko zgadywać;

– nie pojawiają się dane takie jak nazwisko, adres, wygląd zewnętrzny;

– do informacji publiczności nie trafiają liczby, imiona itp. Można taki mecz obejrzeć później, ale jedyne, czego się dowiemy jako publiczność, to to, że zawodnik „dostał N punktów za odgadnięcie imienia/wieku/etc przeciwnika”, a nie, jak to imię brzmi, ile ma lat. Publiczność ma do wglądu tylko „informacje dodatkowe”, ale bardzo charakterystyczne cechy, umożliwiające jednoznaczne rozpoznanie przeciwnika w ten sposób, są dość rzadkie. Ktoś z taką cechą na pewno nie zajmowałby pierwszego miejsca w rankingu, właśnie dlatego, że zbyt często byłby rozpoznawany.

Zawodników są tysiące i ranking jest bez przerwy aktualizowany, więc ciągle się zmienia.

Niemniej, jeśli zawodnicy spotkają się kiedyś po raz drugi – co może się zdarzyć – sytuacja będzie symetryczna, bo obaj będą znać informacje o sobie nawzajem. Nie będzie sprawiedliwa, bo lepszy z nich będzie znał więcej informacji, ale to już kwestia indywidualnych zdolności.

 

2)

bohater trochę łatwo się poddał, wizja zesłana dziewczynie w walce była wielokrotnie „mocniejsza” niż wyłożenie kilku prostych faktów o bohaterze w ostatnim pojedynku.

 

Tu można polemizować. Wizja zesłana dziewczynie była „tylko” przypomnieniem wydarzenia z przeszłości. Wizja zesłana Paulowi była, w moim założeniu, taranem niszczącym mur, którym Paul odgrodził się od świata. Nie nazwałbym tego „kilkoma prostymi faktami”.

 

3)

Kompozycja wydaje mi się nieco zaburzona – A to już częsty problem u mnie :( Do końca pierwszego pojedynku tekst był napisany w kwietniu. Długo rozmyślałem, jak go dokończyć, i wymyśliłem coś takiego. Jeśli czytelnik uważa, że za mało, to… dobrze, bo sugeruje, że czytelnik chce więcej :D

 

i jeszcze to:

 

O co chodzi z tym “niedokładnym wiekiem”? Miałeś na myśli, że udało się podać przybliżony wiek przeciwnika? – dokładnie o to chodziło. Poprawię na „przybliżony”.

 

A teraz łechtanie mojego napuszonego ego.

 

Bardzo dobry tekst.

to właśnie idea Mental Wars wybija tekst na wyższy poziom.

Naprawdę mocne.

Sporo masz takich wstawek, nawet zabawnie wychodzą.

całość mimo wszystko uważam za znakomitą.

 

Właśnie dla takich zdań człowiek pisze.

 

Dzięki wszystkim!

Precz z sygnaturkami.

Olciatko,

drobne niedopatrzenie (2x trochę) naprawione :) Tekst wiele przeszedł i poprawiałem niektóre zdania tyle razy, że gdzieś mogło się jeszcze jakieś powtórzenie uchować.

 

Sponiewierałeś mnie psychicznie:-)

Dokładnie taki był zamiar :-)

 

Jedyne o co mogę się przyczepić to naiwność Bena. W takich rozgrywkach powinien się domyślić, że oszustwo szybko wyjdzie na jaw. Ale może chęć zwycięstwa była po prostu silniejsza.

Moja interpretacja jest podobna. Czasami po prostu nie można się powstrzymać, emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem…

 

rrybaku,

 

co mogę powiedzieć, to: smiley

 

Dziękuję za dobre słowa i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Cześć!

 

Kilka uwag technicznych:

 

W pierwszych zdaniach zdecydowanie za często powtarza się słowo „wiatr” i jego pokrewne, „podmuch” i „powiew”.

 

prześwitujące przez cienkie ciało, niczym papier. – lepiej brzmiałoby „cienkie niczym papier ciało”.

 

Wtem poczuła, że coś mokrego kapie jej na usta, w pierwszej chwili pomyślała – zamiast przecinka spokojnie można dać kropkę.

 

Kropla była jednak brunatna, niemal czarna i śmierdziała stęchlizną zaś jej chłopiec – a tu z kolei zabrakło przecinka przed „zaś”.

 

siłował się z bełtem wbitym w bark i szczodrze krwawił – dziwnie tu wygląda słowo „szczodrze”, lepiej byłoby chyba „obficie”.

 

Młodzi napastnicy mocno trzymali razem żywego latawca. Zawzięcie zapierając się nogami, zwijali razem żyłkę, by sprowadzić młodzieńca na ziemię. – powtarza się „młodzi” z „młodzieńca”.

 

włosy mieli równe jasne – chyba „równie jasne”?

 

gdy próbowali utrzymać ulotnego ukochanego – wynika z tego, że wietrzny młodzieniec był ukochanym bliźniaków. Poza tym, nie dajesz tutaj do zrozumienia, że napastnicy są różnej płci, a to by się przydało wiedzieć.

 

Na przekór wichrowi skutecznie udawało im się ściągać go na ziemię, – brzmi to bardzo dziwnie. Dlaczego nie użyć form dokonanych?

 

uwięziła strunę i znów dobyła kuszy, wyglądającej jak skrzypce i wycelowała – powtarza się „i”. Ja napisałbym tak: uwięziła strunę i znów dobyła wyglądającej jak skrzypce kuszy, po czym wycelowała

 

W następnych zdaniach powtarza się „jednak”.

 

znów uparcie celując do lekkiego młodzieńca zaś napastnik mocniej ścisnął dłonie na rękojeści miecza, wyglądającej jak gryf lutni. Znów podbiegł – znów nie ma przecinka przed „zaś”, i powtarza się „znów”.

 

wiatr znów zawył z świstem, impetem zdmuchnął napastników, by młodzieniec mógł odlecieć, niesiony na wichurze. Jego ukochana zaś tylko przyklęknęła na wilgotnej trawie i patrzyła, jak on znów ją opuszcza – i znów powtarza się „znów”…

 

zaczęła modlić się w duchu do Pana Życia Słońca – jeśli modli się do słońca, które uważa za „Pana Życia”, to lepiej napisać tak: zaczęła modlić się w duchu do Słońca, Pana Życia

 

To tylko do pierwszej gwiazdki, a na pewno nie wyłapałem wszystkich błędów. Dalej już nie mam siły wypisywać uwag technicznych, ale resztę przeczytałem.

 

Od strony fabularnej jest naprawdę całkiem dobrze, chociaż wydaje mi się, że gdzieś już coś podobnego czytałem… no, ale fabuła OK. Natomiast wykonanie kuleje dość mocno, chociaż nie uniemożliwia czytania, to jednak trochę odstrasza potencjalnego czytelnika. Zgłosić do biblio z czystym sumieniem nie mogę, musiałabyś to mocno dopracować. Mimo wszystko widzę potencjał i trzymam kciuki, że w przyszłości będzie lepiej :) Warto może rozważyć skorzystanie z betalisty:

 

https://www.fantastyka.pl/loza/17

 

Powodzenia i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Bardzo fajna miniaturka z ciekawym pomysłem na siebie :) Na początku myślałem, że Ewa to jakaś córka z poprzedniego związku, o której nie powiedział swojej żonie… ale Twoje wyjaśnienie jest dużo lepsze.

Pozdrawiam cieplutko.

Precz z sygnaturkami.

Fi, dzięki za przeczytanie, klika i komentarz!

Szczerze nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek napisała mi taką opinię – że wręcz “za mało”. Nie myślałem jeszcze o dorobieniu jakiegoś większego uniwersum do tego świata, ale zobaczymy, jaki będzie odbiór tekstu :)

Moglibyśmy toczyć dyskusje o tym, czy poddał się za łatwo, czy nie za łatwo, ale skoro “niech mi będzie”… no to nie toczmy :)

Pozdrawiam cieplutko.

Precz z sygnaturkami.

„Holy shit” – te słowa powtarzałem do siebie coraz głośniej w trakcie czytania tekstu. Nie ściemniałaś, pisząc, żeby odstawić jedzenie w trakcie czytania.

 

Klimat jest niesamowity, a te rozmowy dziewczynki z jej „przyjaciółmi”… potężne.

Wy tam już dajcie spokój z tymi kliszami :P Opowiadanie jest świetne i tyle.

Precz z sygnaturkami.

No, takie średnie. Nie jestem fanem opowiastek moralno-filozoficznych, ale jeśli już jakieś miałbym czytać, to raczej takie, które nie są wypchane tyloma (w mojej opinii zbędnymi) szczegółami świata przedstawionego… Napisane poprawnie, ale nic ponadto.

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Fascynujący tekst. Podobieństwo do staropolskiej baśni uderzające, ale jednak kilka rzeczy troszkę mi nie pasuje (chociaż zaznaczam, że nie jestem znawcą historii):

 

Silnie wycięty dekolt miał kształt kwadratu, co modnie poszerzało tors. – O ile się wywiedziałem, dekolty pojawiły się w zasadzie dopiero w XVII wieku, czyli w następnym stuleciu w stosunku do Twardowskiego i Zygmunta Augusta.

 

jego młoda żonka co noc nowego sobie gacha sprowadza. – Tu śmiechłem, ale jednak słowo „gach” zupełnie mi nie pasuje do takiej opowieści, chociaż przyznaję, że nie wiem, z jakich czasów się wywodzi :D

 

Złośliwości inne:

 

W podobie do diabłów potarła palcem o nogę, a on zapłonął, rozświetlając lekko komnatę. – Co to ta podoba/ten podób nie wiem, nie wiem też, co zapłonęło, palec?

 

Na ich oczach król, do tej pory ciemnowłosy, szybko nabrał szpakowatości. – Skoro to odbyło się „na ich oczach”, to raczej wiadomo, że szybko :)

 

Gdy tak lecieli do piekła, zaczęli zataczać łuk, by w piekle z impetem wylądować. – powtórzenie

 

Szczerze, nie podoba mi się też zakończenie. W oryginale diabeł musiał się trochę natrudzić z tym Rzymem, a tu poszedł na „łatwiznę” – jeśli mógł wydrapać na lustrze „Roma”, to mógł to zrobić też na framudze izby, i wtedy byłoby jeszcze prościej.

 

Niemniej, czytało się dobrze. Po prostu lubię się przyczepiać. I'm sorry…

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Nowa Fantastyka