Profil użytkownika


komentarze: 753, w dziale opowiadań: 456, opowiadania: 245

Ostatnie sto komentarzy

Czeźć.

 

po drugiej stronie Wszechternetu

Ładne słowo, ale po przemyśleniach – wątpię, żeby Internet kiedyś zmienił nazwę, nawet po ewentualnych rozszerzeniach o nowe środki przesyłu danych czy o nowe planety…

 

Ów mężczyzna swego czasu publicznie pochwalił się udaną potencjalizacją inteligencji u powołanych przez siebie do życia istnień, jednak przeszacował rolę w procesie genów na chromosomie płciowym i ostatecznie skumulowana inteligencja okazała się być niższa od prognozowanej.

Czy to zdanie nie jest, trochę, yyy… zbyt techniczne? :P Zresztą to nie jedyny przykład takiego słownictwa, a tylko jeden z bardziej wyrazistych. Momentami nieco przesadzasz, moim zdaniem.

 

Martwe słońce zabrało za sobą do grobu większość flory, a ta, która się ostała, utrzymywała poziom tlenu w atmosferze na stabilnym poziomie szesnastu procent.

Hm, nie wiem dokładnie, co się ze Słońcem stało, ale jeśli zamieniło się w „gwiazdę dziwną” (o tym później) to raczej nie przetrwałaby żadna flora. No chyba, że jakaś wytworzona sztucznie, zdolna fotosyntezować tak słabe światło.

 

Nie zmieniło się to, gdy Dex otrzymał diagnozę podobną do Bonnie.

Hm, czyli jaką? Coś mi umknęło? Te nanoboty mają niwelować skutki jakiejś choroby, tak?

 

Właśnie oblałaś test Turinga.

Wcześniej SI wydawała się inteligentniejsza, kiedy rozmawiała z Bonnie po raz pierwszy… a teraz okazuje się, że to jednak „tylko” bardziej wyszukana WI? Niefajno.

 

Zakończenie to ładna scena, ale spodziewałem się, że dowiem się cokolwiek o skutkach wrzucenia tej walizki do szczeliny…

 

Ogólnie – kawał porządnej SF, chociaż może trochę za krótki, jak na tak wiele wątków. Ale rozumiem, że konkursowe ograniczenia zrobiły swoje.

 

Całej dyskusji w komentarzach czytał nie będę, ale chciałbym zaznaczyć, że „zgaśnięcie Słońca” przed upływem miliardów lat nie jest tak zupełnie niemożliwe. Poniżej link, w którym omówiona zostaje koncepcja tzw. gwiazd dziwnych i w jaki sposób także Słońce mogłoby się w nią zamienić, tym samym gasnąc :) Należy się też liczyć z innymi mechanizmami w fizyce, których jeszcze nie odkryliśmy, a które mogłyby taki efekt wywołać. Cywilizacja II poziomu może takie mechanizmy znać i stosować :)

 

https://www.youtube.com/watch?v=p_8yK2kmxoo

Precz z sygnaturkami.

Cie­ka­we, czy kto­kol­wiek to oglą­dał :)

 

Precz z sygnaturkami.

Czy to jest trzeci “tom” przygód Tytusa, Romka i Atomka? Bo pamiętam że były tam kosmoczki :P

Precz z sygnaturkami.

Czeźć.

 

Dramatyczne losy skracania opka śledziłem pośrednio na discordzie, więc mam pewne pojęcie, ile bólu to kosztowało… i popieram, żeby takiego masochizmu raczej więcej nie wdrażać :)

 

Co tu się dzieje?! – Mam ochotę pytać o to samo za każdym razem, kiedy czytam Twoje opko :O

 

jej emocje ładnie pachniały. Umysł pięknie formował myśli, jakby wyrabiał ciasto i odkładał je, aby wyrosło. – ponownie dałbym emotkę „:O”, ale duża literka O nie oddaje mojego zdziwienia.

 

Otworzyłem ścieżkę.–

Czyżby jakaś spacja przeniosła się na inną strunę rzeczywistości?

 

wbijał się w umysł.

 – Nie pamiętam, chodź, później. – Wskoczyłem do portalu, zanim zdążyła poczuć mój zapach.

 Wbiliśmy się

 

Chyba ciut za blisko siebie te wbijania.

 

Co do całości.

Z bólem stwierdzam, że to skracanie jednak trochę widać. Nie pomogło ono opowiadaniu, które od początku i tak miało na pewno duży poziom abstrakcji. W Skali Odcieni poziom abstrakcji był spory, ale znośny. Tu obawiam się, że abstrakcja wylewa się zbyt szerokim strumieniem :V

 

Opowiadanie jest napisane ładnie, oczywiście, ale składa się tak jakby głównie z myśli. Nie wywołało wielu obrazów w mojej głowie, a że jestem wzrokowcem, to obrazy lubię. Więc pewnie go nie będę pamiętał niedługo. Moja rada: nie skracaj tak dramatycznie opowiadań :)

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Czeźć.

 

Czepiać się muszę, bo się uduszę :P

 

Tutaj był środek dnia, na Ziemi właśnie wschodziło słońce. – Jak słońce może wschodzić „na Ziemi”? Co by nie zrobiła ludzkość w przyszłości z Ziemią, przyspieszając obrót planety czy go zatrzymując, albo zmieniając oś obrotu, i tak słońce nie może wschodzić nad całą planetą jednocześnie.

 

Nie mówiąc nawet o tym, że na niektórych z nich noc nigdy nie nastawała. – Też raczej trudne do zrealizowania, nawet w układach z wieloma słońcami. No chyba że mowa o jakichś sztucznych źródłach światła dziennego :)

 

Woda wokół stacji takich jak ta była podgrzewana przez specjalne wirniki – hmmm… ja wiem, że wirniki mogą wymusić przepływ cieplejszej wody, ale raczej same jej nie podgrzewają.

 

Co mogę powiedzieć o opowiadaniu… no, jest dość zabawne i całkiem ciekawie napisane, ale mam po jego lekturze lekkiego zonka. Chyba jest trochę zbyt chaotyczne, jak na mój gust. A ta krowa już całkiem mnie zbiła z tropu :o

 

Niemniej, oczywiście pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

hm…. opowiadanie (a nie fragment), 10k znaków, więc malutko… i tylko bruce to przeczytała? oj, nieładnie!

 

Dodam kilka słów od siebie.

 

Stukanie dobiegało spod łóżka i rozeszło się echem po pokoju,

Jeśli dobiegało, to rozchodziło. Jeśli rozeszło, to dobiegło :)

 

Kołdra w motywie Super Mana

To znaczy… Supermana?

 

przeszedł z jednego ucha, do drugiego – przecinka być tu nie powinno

 

Ciemnożółta, ciepła i ohydnie cuchnąca ciecz w sekundę zabarwiła pościel i już nie wyglądała, jak ta sprzed paru minut. Przynajmniej nie w kolorze, w jakim była na początku.

Ciecz nie wyglądała czy pościel? Ciecz nie była w kolorze czy pościel?

 

Nieznajoma dłoń, na której palce wydłużały się

Palce raczej tego nie robią. Nie wydłużają się. Tzn. chodzi Ci o to, że palce nieznajomej dłoni były o kilkanaście centymetrów dłuższe niż dłoni chłopca, więc po prostu tak napisz :)

 

Przeszył go zimny dreszcz i trafiwszy w kark z impetem pocisku karabinu maszynowego chłopak znieruchomiał.

Ale co trafiło w kark? I czyj kark?

 

Usłyszał go. To on. Ten sam głos, który jeszcze zeszłej nocy chrapał przerażająco pod jego łóżkiem. Ten głos, lecz w jego głowie doprowadzał go do skrajnej paranoi.

Silna zaimkoza. (zaimki pogrubiłem, zdecydowanie za dużo ich :P)

 

Pod nimi rzekomo znajdować miał się nos,

Słowo “rzekomo” tu raczej nie pasuje. Raczej “pod nimi powinien znajdować się nos”

 

stanu, w którym twe mięśnie stają się napięte i jednocześnie zwiotczałe.

Mówienie do czytelnika (”twe”) generalnie nie jest dobrym pomysłem, jeśli nie jesteś doświadczony w tym temacie.

 

piętnastokilometrowym maratonie biegu.

Dwa błędy w trzech słowach. Skoro maratonie, to wiadomo, że biegu, i wiadomo też, że nie piętnastokilometrowym, bo maraton to 42 kilometry :)

 

Będę dość brutalny – nie jest za dobrze. Te rzeczy, które wypisałem, to w żadnym razie nie były wszystkie błędy, cierpliwsi i staranniejsi ode mnie znaleźliby ich jeszcze dużo więcej. Ponadto opowiadanie jest po prostu mało ciekawe.

Żeby jednak nie kończyć tak negatywnie, dodam, że widzę pewien potencjał w Tobie, autorze. Masz dopiero 16 lat i jeśli będziesz pisał więcej (i czytał – czytanie bardzo pomaga!), na pewno Twoje opowiadania staną się lepsze :)

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Czeźć!

 

Technicznie chciałbym się przyczepić tylko do dwóch drobiazgów.

 

jej środek przecięła niszczycielska siła krusząca skały, a potem warstwy gleby, torująca sobie drogę do wnętrza planety. – Z kontekstu wynikałoby chyba, że siła toruje sobie drogę z wnętrza planety, a nie do niego?

 

Moje myśli ostatnio były dziwnie rozpływane – jakie? :O

 

Od strony estetyczno-wizjonerskiej się nie zawiodłem. Tak jak i w Tramwaju oraz Dwóch pętlach, stworzyłaś bardzo ekspresyjny tekst, pełen kolorów, obrazów i wrażeń. Człowiek czytając Twoje teksty po prostu czuje się, jakby oglądał film, a wywoływanie takiego wrażenia to naprawdę niesamowita umiejętność.

 

Ale to jeszcze nic w porównaniu z emocjami. Cała paleta emocji jest tu obecna, chociaż większość słoików była pusta… ale kiedy bohaterka wraca do przeszłości, którą wyparła z pamięci, można się domyślić, że dawniej korytarz emocji był znacznie bogatszy.

Emocje wręcz buchają z opowiadania. Powiedzieć, że zakończenie chwyciło mnie za serce, to jak nic nie powiedzieć. Nie wiem czemu, ale najgłębiej trafił mnie fakt, że Theo nazwał Vilę prostym kreatorem…

 

Oddzielne gratulacje dla Wiktora za genialny tytuł.

 

Ma się rozumieć, że zgłaszam do biblio, i lecę rozreklamować ten tekst, gdzie się da.

Precz z sygnaturkami.

:D

 

Tak, zasłaniałyby się, ale to nie wyglądałoby tak jak narysowałaś :P

 

Po pierwsze – obie orbity muszą być eliptyczne względem środka masy.

 

Środek masy porusza się po orbicie eliptycznej wokół gwiazdy, a gwiazda jest wielokrotnie większa niż planety, więc cień jednej planety nie zasłania drugiej w całości, jeśli obie są tej samej wielkości.

 

Wreszcie – o ile orbity planet wokół środka masy nie leżą idealnie w tej samej płaszczyźnie, co orbita środka masy wokół gwiazdy (a szansa na to jest bliska zeru), zaćmienia będą rzadkie. Tak jak i z Ziemią i Księżycem (to oczywiście zależy od wielkości planet, ich odległości od siebie i nachylenia orbit; zaćmienia tym rzadsze, im większe nachylenie, większa odległość i mniejsze planety).

Precz z sygnaturkami.

No bo przeciez wciąż odbijane światło, jak lusterko do lusterka

 

Wpływ takiego efektu byłby minimalny i kompletnie pomijalny. Planeta to nie lusterko :) Oczywiście albedo może mieć wysokie, kiedy np. jest cała z lodu. Ale nawet taka planeta odbija światło we wszystkich kierunkach jednakowo i tylko znikoma część tego światła docierałaby do drugiej planety, nie powodując jej znaczącego ogrzania.

Dużo śmieszniej się robi, kiedy planeta jest w ten sposób związana z gwiazdą…

Precz z sygnaturkami.

Świetnie to napisałeś, Ślimaku! Kilka słów uzupełnienia jeszcze ode mnie.

 

Definicja planety jest stworzona wyłącznie w oparciu o nasz Układ Słoneczny i już teraz widać, że jest bardzo kiepska, kiedy próbujemy sklasyfikować obiekty pozasłoneczne, więc nie ma się co czepiać :)

 

WARIANT 1: Drugi przykład to układ Pluton-Charon, gdzie stosunek mas jest dużo mniejszy, i oba obiekty są zwrócone do siebie stale tymi samymi stronami. Widać więc, że to rzeczywiście dość popularna sytuacja. (Warto tu wspomnieć, że i układ Ziemia-Księżyc dąży do takiego stanu, tzn. obrót Ziemi stopniowo zwalnia, aż wyrówna się z obiegiem Księżyca, ale dużo wcześniej Słońce się wypali).

 

WARIANT 2: w naszym Układzie występuje z licznymi asteroidami, tzw. trojańskimi, mnóstwo takich asteroid mają planety ciężkie (głównie Jowisz), planety skaliste – bardzo niewiele. Prawdopodobnie im cięższy obiekt miałby być “trojański”, tym mniejsza szansa, że tam się utrzyma.

 

WARIANT 3: o ile wiem, w naszym układzie jest tylko jeden taki przykład: dwa malutkie księżyce Saturna, Janus i Epimeteus. Trudno mi powiedzieć, czy byłoby to możliwe z cięższymi obiektami, ale to rzeczywiście najbardziej atrakcyjna opcja :)

 

WARIANT 4 niemożliwy do pojawienia się w warunkach naturalnych, ale gdyby obie planety miały jakieś silniki planetarne, mogłyby przy stosunkowo niewielkich nakładach energii utrzymywać się w takim położeniu. Tylko po co? ;)

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Przeczytawszy niektóre komentarze zastanowię się kilka razy zanim cokolwiek dłuższego tu wrzucę.

 

Jeśli masz na myśli zadymę rozkręconą przez rrybaka, to spieszę poinformować, że on już zbanowany.

 

Dzięki za przeczytanie!

Precz z sygnaturkami.

Wielkie, serdeczne i potężne gratulacje.

 

Ja również (wygląda na to, że niezbyt oryginalnie :P) głosowałem na opka z 1 i 2 miejsca. Trzeciego głosu nie oddałem, a w tym miejscu chciałbym go przeznaczyć symbolicznie opku, którego w plebiscycie nie było, ale uważam je za top3 tamtego roku: mój trzeci głos powędrowałby do zwycięzcy Kafkowego konkursu, Jestem wszystkim i wszystkimi Edwarda Pitowskiego.

 

Pozostałe opka z plebiscytu oczywiście też były świetne, czemu wyraz dałem w komentarzach pod nimi :)

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Info dodatkowe: robimy tak również ci, których opowiadań nie ma w plebiscycie, ale mamy swoich faworytów :)

 

EDIT: to był komentarz do słów Geki, nie odświeżyłem strony.

Precz z sygnaturkami.

Nie, czterech. Jak to liczysz? Gervas powiedział wyraźnie: Widzę tam zaraz czterech ludzi na straży. Dwóch przy wrotach, dwóch w środku. Madera wcięło, więc mamy trzech zabitych. A Vokel sobie łaził po okolicy od szopy do stodoły i robił rożne dziwne rzczy w tym czasie.

 

Myślałem, że Vokel zaliczał się do tej czwórki. Pomyłeczka :)

 

Nie zrozumiałem. 

 

No, chodziło mi po prostu o to, że zareagowałbym podobnie na jego miejscu. Tzn. ta scena mną wstrząsnęła i chciałem to podkreślić.

 

Przecież to świetna zabawa dla autora i moje hobby. Rozumiem, że masz inaczej? Męczysz się pisaniem?

 

Czasami… może dlatego nie piszę tak dużo…

 

Gdybym rozdał imiona wszystkim wieśniakom, to by dopiero było… ;)

 

XD

Precz z sygnaturkami.

Przeczytane’d, skomentowane’d, zagłosowane’d.

 

Jakby nie plebiscyt, to bym też nie przeczytał. A jakbym nie przeczytał, to bym nie skomentował. A jakby nikt nie komentował, to by ludzie nie pisali opowiadań. A jakby nie pisali, to by nie było plebiscytu.

Precz z sygnaturkami.

Najdłuższe z plebiscytowych zostawiłem sobie na koniec. Jedziemy!

 

Calevee! – Jego głos poniósł się nad mokradłem, po którym błądziła potępiona dusza Kerva.

 

Czyj głos? Kerva? Jakoś dziwnie wygląda to zdanie.

 

Naliczyłem dziewięć imion już w pierwszym podrozdziale… będzie ciężko ich wszystkich zapamiętać… (Kolejny podrozdział i kolejne sześć imion. Zaczynam myśleć, że to celowo, żebym się pogubił XD)

 

Ale muszę przyznać, że opowiadanie – mimo ciężkiego początku – w Starej Studni zaczyna stopniowo się rozkręcać.

 

Zarżnięci jak prosiaki! Sevren! Tohan i Pystra! Cała trójka!

 

A nie miało być dwóch na straży w stodole?

Poza tym, muszę o to spytać: czy pięciu (albo nawet sześciu?) ludzi zginęło na przestrzeni kilku akapitów, żeby przerzedzić szeregi imion do zapamiętania? :P

 

Ożeż kurwa… – wydukał, wytrzeszczając oczy. – zgadzam się.

 

Gdzieś przed sobą wciąż słyszał szelest więc szedł dalej – Interpunkeen Okrutny chyba zjadł przecinek.

 

Przebrnąłem. Nie było tak ciężko, jak myślałem. Miałeś rację – druga część tekstu wynagradza cierpliwych. Generalnie nie jestem fanem opowieści a'la wiedźmin, ale to da się przełknąć :) Na pewno szanuję za to, że chciało Ci się aż tyle pisać. Ja nie miałbym cierpliwości do takiego molocha.

 

Małe podsumowanko: 25 nazw własnych, w tym 21 imion. Czy oni wszyscy byli potrzebni? Zwłaszcza, że wielu potraktowałeś jako „mięso armatnie”…

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Cóż za hasło! A cóż za wykonanie! Na wzmiankę o zachowywaniu milczenia przez kilka minut przez córki poławiaczy żachw – padłem. Opowiadanie płynnie niosło mnie od śmieszności, przez zaintrygowanie, do niepokoju i wreszcie… nawet nie wiem, jak nazwać ten stan, w którym mnie pozostawiło… Pewnie jest na to jakieś mądre słowo, podobnie anachroniczne, co inwaginacja.

Ciekawe, do ludność wioski robi z “zużytymi” obcokrajowcami?

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Dobre. Tylko tyle i aż tyle (chyba nadużywam tego zwrotu…). Bardzo Kafkowe w pierwszej części, to na pewno (może trochę za bardzo? Jakby poszedłeś na łatwiznę XD). Motyw alpaki jako pewnego rodzaju bóstwa – kuriozalny, ale wyszedł nieźle.

 

Pozdrawiam. Ciebie i alpakę.

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Szalona, a’la cyberpunkowa podróż przez światy Yggdrasila była ciekawym przeżyciem. Twist na końcu też misię. Czy zrozumiałem wszystko… raczej nie, ale nic to. Jedno jest dla mnie pewne: Boże i Ctulhu, uchowajcie nas przed taką przyszłością, bo nie chcę skończyć we wnętrzu gigantycznego jesionu-muchomora-cyborga, na dodatek oszalałego…

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Fajne, zabawne i z ciekawym pomysłem na siebie. Miałeś trudne hasło, ale doskonale je wykorzystałeś. Wyszło groteskowo (wzmianka o tym, że nazwy “Stowarzyszenie Abażurzystów” nie można wypowiedzieć trzy razy pod rząd, doprowadziła mnie prawie do łez XD), ale i poważne tematy zostały poruszone, jak odrzucenie z powodu inności. Podobało się.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Przerażające. Obrzydliwe. I trochę nieprawdopodobne, bo siedząc nieruchomo, pewnie można przeżyć miesiąc bez jedzenia, ale bez wody? Ale z drugiej strony, czy można się tego czepiać? A raczej: czy wypada się tego czepiać. Bo opowiadanie spełnia swoją rolę: czytelnik sam nie wie, co napisać, tak makabryczny tekst właśnie przeczytał, że brak mu słów.

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Bardzo klaustrofobiczne, ale bardzo mocne opowiadanie. Pogrążająca się w depresji matka, stryj z przerażającym hobby, i gierki, jakie toczy bohater z “gulakami”… niesamowite. Wyjaśnienie istoty “gulaków” naprawdę mną wstrząsnęło. W pełni zasłużone wyróżnienie.

 

Chylę czoła i pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Fajne opowiadanie, chociaż sieć intryg i wzajemnych relacji wszystkiego do wszystkiego jest chyba zbyt skomplikowana, żeby mój niewprawiony umysł wszystko zrozumiał :D Niestandardowy wybór narratora, który sięga do bardzo niestandardowych punktów widzenia, jak na przykład nimfy drzewnej w krześle (dobrze to zrozumiałem?), to niewątpliwie na plus.

Ale zakończenie… szczerze nie wiem, co bóstwo zrobiło z umierającym królem. Zaplątałem się w sznurki przeznaczenia i pogubiłem :(

 

A jednak pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Opowiadanie trochę nudne. Znalazłeś fajny zamiennik atramentu w tekście, i za to masz plusika. Brakuje mi jednak emocji… bohater zachowuje się jak maszyna, nie jak człowiek. Śmierć matki ledwo go obchodzi, i w ogóle pojawia się on na wsi wyłącznie po to, żeby znaleźć rozwiązanie zagadki Traktatu. A już zupełnie nie rozumiem pierwszego akapitu w kontekście całego tekstu.

 

Mimo wszystko, pozdrawiam.

 

 

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Będę trochę okrutny, ale nie polubiłem tego opka. Nie wiem, gdzie jest owoc ani metka, kameralności i zimna też tutaj raczej niewiele. Motyw wycinania obiektów z rzeczywistości jest ciekawy, ale pojawia się dopiero pod sam koniec i niewiele zmienia. Bohater jest ponadto strasznie nudny.

 

Być może to opowiadanie to jakaś alegoria? Ale chyba jej nie zrozumiałem. Przykro mi.

 

Mimo wszystko, pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Lepiej późno niż później… wreszcie przeczytałem wszystkie opowiadania z I tomu antologii kafkowej i przychodzę, coby skomentować.

 

Zdecydowanie najlepsze opowiadanie w antologii (to trochę rozumie samo przez się, skoro wygrało konkurs :P), które naprawdę zapadło mi w pamięć. Na początku kilkukrotnie śmiechnałem z wymyślnego nazewnictwa (jak np. Pocisk Kłopotliwych Słów, albo Wielki Pluszowy Królik Zagłady), ale mina mi stopniowo rzedła, kiedy zaczynałem rozumieć, w jak koszmarnie absurdalnym świecie przyszło żyć tym ludziom.

Poziom władzy Konglomeratu nad rzeczywistością jest przytłaczający. (Chociaż trochę nie rozumiem, dlaczego Konglomerat składa się z pand i leniwców…). Ewolucja bohatera na trampolinie – oszałamiająca, a zakończenie…

Brak mi słów.

 

Gdyby to opowiadanie znalazło się w plebiscycie, zagłosowałbym.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Precz z sygnaturkami.

Pracuję na osiemnastym piętrze Firmy – nie wymieniam jej z nazwy, bo nie ma po co – w Dziale do spraw Komunikacji Między Działami.

 

Brzmi jak esencja korpo…

 

Patrzę wreszcie na ściany wieżowców, na niebo, na dachy odległych bloków mieszkalnych, wszędzie tam, gdzie rzeczywistość przykryta jest przez personalizowane holo-reklamy.

 

Zaczyna mi się to opowiadanie naprawdę podobać. Już widzę, że będzie grubo.

 

Ja dostanę dwa dni urlopu.

 

Bardzo grubo.

 

Dziś jest przedwczoraj.

 

Zaczynam się gubić. Rozważam, czy by Twojego opka gdzieś nie rozrysować :P

 

Trudno jest mi „odstawić na bok zero-jedynkowe postrzeganie świata”, o co poprosiłeś mnie na początku, ale po tej prośbie wiem, że nie ma sensu zadawać pytań pt. „o co tu właściwie chodzi?”. Opowiadanie jest przepotężne, to pewne. Akcja, emocje, wizja świata… jestem kupiony, mimo iż nie wiem, czy to opowiadanie przeczytałem, czytam, czy może będę czytał?

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Wstawaj – rzucam. – Idziemy po prowiant.

 

Już jestem zaintrygowany.

 

Na środek holu wkracza Gruba, która chyba ma wśród tych młodych największy posłuch. Niezgrabna nastolatka poci się i dostaje zadyszki po wypowiedzeniu ledwie jednego zdania.

 

Ciekawy wybór przywódcy… ale co kto lubi…

 

Gruba jest geniuszem i zna się na elektronice. 

 

…no chyba, że tak.

 

Z równego szeregu pełnych życia bloków – kolumn mrugających światełkami miliona okien – jeden zgasł właśnie jak wypalona żarówka w łańcuchu choinkowych lampek. Łańcuchu, który i tak jest już trochę wybrakowany. 

 

Jeśli wcześniej byłem „tylko” zaintrygowany, teraz jestem już kompletnie wciągnięty. <wsuwa popcorn>

 

Wtyczka! Gdzie ty byłeś, w dupie? Jezu, jak ty capisz!

 

Ja wiem, że to prymitywne. Ja wiem, że nie powinno mnie śmieszyć.

Ale mimo to…

XDDD

 

patrzą niebieskie oczy, których nigdy nie zapomnę. 

 

halo, to już koniec?

 

Na początku myślałem, że to opowiadanie jest długie.

Teraz widzę, że się myliłem. Jest krótkie, stanowczo za krótkie, bo to nie tyle opowiadanie, co streszczenie powieści. Czytałeś może FUTU.RE?

Zbyt wiele wątków zostało otwartych i nie rozwiniętych. Mam tak wiele pytań, na które nie dostałem odpowiedzi…

 

Poza tym, oczywiście, napisane jest solidnie i wciągająco. No właśnie. Zostałem tak głęboko wciągnięty, że teraz z trudem wygrzebuję się z powrotem, bo nie pokazałeś mi, gdzie jest wyjście :(

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Komentarzy nie czytam, więc nie wiem, czy się nie powtarzam :)

 

Opowiadanie wywołało u mnie dziwną huśtawkę emocji. Długo odnosiłem wrażenie, że nic się nie wyjaśni i “zagadka oberży” do końca pozostanie zagadką. Potem, dość nagle, bohater dowiedział się w zasadzie wszystkiego – i z niedosytu przeszedłem w przesyt, żałując, że choć część zagadki nie pozostała zagadką. Ale na sam koniec wpadłem w prawdziwe osłupienie, kiedy zagadka przenicowała się na lewą stronę, że tak powiem. Jakaś pętla czasowa? Bohater jest swoim własnym wujem? Czy to “tylko” jakiś 40-letni cykl, w którym cała historia się powtarza? Nic już nie wiem.

 

Podobnej emocjonalnej huśtawki dawno nie miałem, więc w tym miejscu składam Ci gratulacje za wywołanie u mnie takiego efektu.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Precz z sygnaturkami.

Posłuchałem wraz z czytaniem :)

 

Ludzie, samochody – wszystko wokół gnało w bezsensownym, szaleńczym pędzie, a on jechał powoli, jakby nie musiał za niczym gonić.

Jakże typowe dla tramwaju… :D

 

Ktoś niemiły powiedziałby, że przecież nie ma czego żałować – jej sukcesy śpiewacze były niewielkie. 

Ałć. Bardzo ałć.

 

Nastrój zrobił się mroczny, ale kiedy usłyszałem Kameleona czytającego

Turu-turu-turu wii!

nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem :P

 

Tramwaj osiągnął prędkość lecącego samolotu – chyba pójdę po popcorn, bo robi się naprawdę grubo…

 

Wepchnęła dłoń głębiej i wyciągnęła kleistą grudę. Tchawica odblokowała się.

:O

Nie chcę mówić, że to niemożliwe, bo się nie znam. Ale brzmi strasznie inwazyjnie. I brutalnie.

 

Może właśnie strata głosu była najlepszą rzeczą, jaka przytrafiła jej się w życiu, bo pozwoli odkryć stokroć większy talent?

To zdanie najlepiej podsumowuje niesamowitą przemianę bohaterki.

 

Może i trochę przewidywalne (łatwo można się domyślić, że Tramwaj próbuje pogodzić Julię z samą sobą), ale napisane barwnie i emocjonalnie. Czekałem na to piórko w torebce i nie zawiodłem się :)

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Cześć!

 

Opko jest napisane ciekawym stylem. Od początku czuć, że te słowa wypowiada jakiś orbitalny pan Zdzisio, zwykły zjadacz chleba… takich bohaterów w fantastyce niewielu :)

 

ale śmieci lecą poza strefę życia więc wybiera się nieduże kulki i bez atmosfery – PWN mówi, że gdzieś w okolicy „więc” przydałby się przecinek. Widziałem raz jeszcze później coś takiego.

 

Całe opko jest monologiem, a więc w pewnym sensie “jednym blokiem tekstu”, ale czytało mi się dość lekko. Zaskakująco lekko, powiedziałbym. Opowieść niby o zwykłym życiu (chociaż w kosmosie), w którym jakaś poważniejsza akcja dzieje się dopiero pod koniec… napisane przez “świeżynkę”… powiedziałbym, że to nie może się udać.

 

A jednak się udało. To – tylko tyle i aż tyle – bardzo dobry tekst.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Kilka zdań, które sprawiło, że kisłem:

 

Spojrzałem na biurko, gdzie leżał lekko przystrzyżony owad.

Nie znałem ich, ale to znaczyło tylko tyle, że ich nie znałem.

grał i śpiewał ochryple „What a wonderful wolf”

– Byłam młoda i głupia. – Wciąż jesteś. Młoda, oczywiście – dodałem, gdy zmrużyła ślepia.

 

No i plus za to:

– Wiesz, czemu, Roto? Bo ty zła wiewióra jesteś.

 

Piosenka szczurów mogłaby wyglądać lepiej, gdyby była kursywą, albo chociaż oddzielona enterami od reszty tekstu ;) ale to tylko taka sugestia, nie musisz się z nią zgadzać.

 

Wyrażę też opinię, że „Od” dużą literą wygląda dziwnie po dwukropku, ale to też opinia.

 

To zaś będzie już czystym czepialstwem, ale chciałem rzec, że ropuchy są kiepskie w sadzeniu susów, lepsze w tym są żaby :)

 

Jakie piękne zakończenie… aż za piękne…

 

Ogólnie, fajny tekst. Śmieszny, błyskotliwy i wciągający. No i to chyba wszystko, co chciałem powiedzieć :)

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Bardzo dobre opowiadanie. Po cytacie z Apokalipsy spodziewałem się co prawda więcej biblijnej symboliki, ale jej nie było. W kontekście całego opowiadania nie rozumiem też trochę pierwszego akapitu – jaki pomnik smoka? Może to jakaś zaawansowana symbolika, której nie załapałem.

 

Ale poza tymi drobiazgami, opko mnie urzekło. Naprawdę poczułem ten dym. (I sprawdziłem, czy przypadkiem nic w mieszkaniu się nie pali.) Smok daje i smok zabiera – doskonały motyw.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Dobre.

 

Mocny przekaz, przewija się czarny humor (zestawienie wypowiedzi Galta i Ridigera – wybitne), świetne zakończenie. Te rzeczy sprawiają, że szorcik w moich oczach zwyżkuje. Co najwyżej mogę się przyczepić, że za krótkie, jak na mój gust :P

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Otwarte zakończenia mają swój urok. Dlatego trochę żałuję, że przeczytałem Twój pierwszy komentarz pod tekstem, NWM-ie

 

Ech, powiedzmy, że jest szansa, ale raczej niewielka ;)

 

Moja wina, moja bardzo wielka wina :P

 

Świetny szorcik. Mitologiczne otwarcie, Temida i Eurydyka – fajne zagranie. Jedyne, co mnie nurtuje, jako że też jestem po części programistą – jak zaprogramować miłosierdzie? Filozoficzne pytanie, oczywiście, ale jeśli coś takiego jest możliwe, to za rogiem czeka dużo większa rewolucja niż zmiany w sądownictwie…

 

Pozdrawiam i gratuluję srebroopierzenia!

Precz z sygnaturkami.

Śmiechłem, przyznaję :) Całkiem zgrabny i ciekawy szorcik.

 

Dziwnie to wygląda bez znaku zapytania po “kamienia”, może tak:

 

Jak z kamienia…?

 

Masz i niedowierzanie :)

Precz z sygnaturkami.

Mnie chyba też ominął jakiś konkurs, o eklektycznym słyszałem, ale eklaktyczny też brzmi interesująco :)

Gratki dla wszystkich!

Precz z sygnaturkami.

Wyglądało na to, że mój właściciel pałał do mnie coraz większym uczuciem. I słowa “pałał” użyłam tutaj nie bez kozery.

 

Po prostu XD. No po prostu XD. Mentalny 10-latek, którym jestem, turla się po podłodze.

 

Słyszałam jeszcze jak spluwał na chodnik, odchodząc i złorzecząc na jakiś włosek, który przyczepił mu się do języka.

 

Będę miał koszmary tej nocy…

 

Pewnie gówno z tego wyszło a nie bizarro, ale w sumie w dupie mam tę całą fantastykę.

 

Nie potrafię wyobrazić sobie lepszego zakończenia.

 

Prześmieszne, przedziwne, przeobrzydliwe. Oto wszystko, co jeszcze mam siłę napisać.

Precz z sygnaturkami.

Czy było warto? W sumie tak, choć od tamtej pory cały czas miał wrażenie, że kopytne dziwnie na niego patrzą.

 

Wyraz mojej twarzy – bezcenny.

 

lekko dźgnął Pamelę w odsłonięty organ.

 

Twarz zaczyna mi spływać z czaszki na podłogę.

 

To…. nie mój pierwszy raz z trupem. Tylko że wcześniej żaden z nich się nie ruszał

 

Rozpuszczona twarz zaczyna przeżerać podłogę.

 

Jednak przy każdym gwałtowniejszym ruchu coś Pameli odpadało

 

Twarz przebiła się do sąsiada z dołu. Wrzaski sąsiada niosą się po całym bloku.

 

Napisane sprawnie, kochanka rzeczywiście… nietypowa…

Masz bujną wyobraźnię, to trzeba przyznać, a “spora” dawka dziwności to poważne niedopowiedzenie :) Dodatkowe plusy za odniesienie do Griswoldów, chociaż nie za bardzo zrozumiałem, co ta galaretka ma wspólnego z resztą opowiadania :)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Precz z sygnaturkami.

W tej chwili nie pamiętam już, dlaczego zakolejkowałem, ale co kolejkuję, to przeczytać muszę.

No więc, takie średnie. Przedpiścy już powiedzieli, co im nie gra… nie ma sensu się powtarzać, powiem tylko, że spodziewałem się czegoś ciut bardziej emocjonującego.

 

Jestem natomiast ciekaw, dlaczego wybrałeś akurat tę konkretną historię jako inspirację?

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Stukostrachy chyba

Na podstawie książki Stephena Kinga :)

Precz z sygnaturkami.

No dobrze, otwarte karty :)

Napisałem śmieszkową walętynkę o pierwiastkach dla imć Beryla, umieszczając tam tyle błędów i powtórzeń, ile dałem radę.

(m.in. chwila czasu, ubieranie spodni, dwa razy “od” w pierwszym zdaniu, dwa razy “się” w przedostatnim, i bonusowy pleonazm w ostatnim zdaniu “jako ostatni na samym końcu”)

Mam nadzieję, że Berylowi się spodoba :)

 

Precz z sygnaturkami.

Witam, dzień dobry, cześć i czołem :)

Bardzo fajnie. Drugie “Igrzyska” są w drodze, ale terminów nie podaję. Przez najbliższe 3 tygodnie nie mam w zasadzie nic do roboty, więc spróbuję z nimi pójść naprzód, niczego jednak nie obiecuję :)

Precz z sygnaturkami.

A amelinium tam będzie? 

Zorganizuje się. Tylko że nie pomalujesz, ostrzegam.

Precz z sygnaturkami.

Graty! Przeogromna kupa gratów. (Ciekawe, co Geki z nią zrobi?)

Precz z sygnaturkami.

No, właśnie. Imho nie ma takiego znaku równości. Do tego, żeby coś było tabu (społecznym), musi też być “zamiatane pod dywan”.

np. nowa wersja portalu? wink

Precz z sygnaturkami.

MaSkrol ma urodzinki (sam muszę to napisać, bo on w życiu się nie pochwali) – chłopak kończy trzy latka, dlatego wszystkim stawia kolejkę oranżady.

Precz z sygnaturkami.

Basic M męska x1 dla mnie :)

Precz z sygnaturkami.

Cześć.

Miałem to od jakiegoś czasu zakolejkowane… a dopiero teraz, po napisaniu inżynierki, mam wreszcie czas czytać. Więc jestem :)

 

Na pewno nie jest to Hera, którą pamiętam z mitologii Parandowskiego – nienawistna i mściwa. Poczytałem trochę historii pod wpływem tego tekstu… to prawda, że przez jakieś 150 lat od odkrycia Tasmania pozostała w zasadzie nietknięta przez Europejczyków, ale też i na Australii kolonizacja zaczęła się w podobnym czasie. Czyli albo Tajfun chronił cały kontynent, albo niewiele jego ochrona zmieniła :P

 

Niemniej, opko jest porządnie napisane i całkiem przyjemnie się czytało.

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

No i meduzy to na niebie wybuchały, a bohaterami były ośmiornice;)

 

Też sobie zdałem z tego sprawę już po napisaniu komentarza, ale nie chciało mi się poprawiać ;)

Precz z sygnaturkami.

Hm. Nie za bardzo wiem, co myśleć o tym opowiadaniu.

 

Po przedmowie rozumiem, że nawiązujesz do innego swojego tekstu – może jeśli przeczytam tamten, zrozumiem coś więcej? W każdym razie, muszę przyznać, że zestawienie „magii świąt” z tym kapitalistycznym światem troszkę mi nie pasuje, tak jakbyś dopasowała te święta nieco „na siłę” do świata wymyślonego wcześniej. Ale to tylko moje, subiektywne zdanie :)

 

To ja, Adrian – odpowiedziałem, jakbyśmy ostatnio widzieli się wczoraj.

 

Jeśli Adrian właśnie wszedł 35 pięter na piechotę… to raczej byłoby tak

 

Hy hyyy, haaahaa – wydyszałem.

 

Pozdrawiam :)

Precz z sygnaturkami.

Cześć.

 

– Xlardve! Stasiu! – z głębi pobliskiej groty dobiegł głos – pierwsze XD na mojej twarzy.

 

Zamiast palników gejzery, zamiast suszu kryl, ale karp pozostał ten sam – drugie XD na mojej twarzy.

 

Nie potrafię wyobrazić sobie klaskania przyssawkami, to już trzecie XD.

 

Wszystko przez te ściągające tu ciągle kałamarnice, nieroby jedne… – zaczynam się turlać po podłodze.

 

– Patrzcie! – Stasiu wskazał macką w górę. – Pierwsza rozgwiazdka.

Serduszko.

 

Tekst jest świetny, ale ja, jak to ja, chcę wiedzieć więcej: dlaczego tylko Zwabicielowi urósł mózg od promieniowania, a inne meduzy poumierały, jak przystało, na chorobę popromienną?

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

No dobra, dzisiaj komentarz na poważnie :)

 

Jako że muzyka jest mi generalnie bardzo bliska, od razu zainteresowałeś mnie tym motywem.

 

Nikt nie będzie oceniał tego, co robi. Nikt nie skomentuje wyglądu. Nikt jej nie zignoruje. – ignorowanie nie pasuje mi do tego zbioru. Nikogo nie ma w tej niby-przestrzeni, nikt nie poświęca jej uwagi, więc to tak, jakby ją ignorowano… right?

 

Niby materia wypchnęła ją, – tzn. niby-materia? Bo chyba nie „materia, która niby wypchnęła”?

 

Nie rozumiesz czym jestem. – przecinek maybe? I może jeszcze tu: Minęło kilka tygodni od kiedy obudziła się

 

Ostatnie zdanie tekstu wydaje mi się trochę nadmiarowe.

 

Teraz ogólne wrażenia.

 

Muszę przyznać, że dzisiaj w nocy będzie mi się trudniej spało, bo dostrzegę pewnie plamy na suficie. Tekst jest mocno przerażający, napisany jakby nie słowami, a samą czernią. Podobnie jak przy tekście Kafkowym, stwierdzam, że wywoływanie wrażenia niepokoju i przerażenia u czytelnika wychodzi Ci doskonale.

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

A co to, nikogo jeszcze ni ma? O.o

Będę pierwszy zatem…

 

Wstęp nie jest jakoś szczególnie porywający, a to może zniechęcać niektórych czytelników do lektury całości. Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi – powiedział Hitchcock, prawda, że nie mówił o opowiadaniach, ale jednak tekst dobrze jest zacząć od czegoś, co przyciągnie uwagę czytelnika ;)

 

I od dwudziestu pięciu lat nie spadł śnieg. – czytając to pomyślałem, że opowiadanie będzie krytykować globalne ocieplenie, silly me…

 

Organizm małej jest silny, a ja robię, co mogę, żeby miała jak najlepiej. Gorzej z jej samopoczuciem. Wiesz, te włosy… – Westchnął, nie patrząc mi w oczy. – Stara się być silna – powtórzone „silny/silna”, więcej powtórzeń w tekście nie wyłapałem.

 

Nie pada chyba w tekście definitywne wyjaśnienie, kim jest Henryk (a w ogóle to chyba jest tu dwóch różnych Henryków?) Wychodziłoby na to, że – w każdym razie ten Henryk od Jagody – jest bratem Weroniki, ale to się nie zgadza z historią rodu białowłosych.

Albo coś pomieszałem. Jest i taka szansa.

 

Szłam błotnistą ulicą wsi o nazwie Topolnica. – to chyba niespecjalnie ważne, jak nazywa się wieś?

 

Teraz uwagi ogólne. Klimat opowiadania bardzo na plus, tak samo przemiana głównej bohaterki. Element fantastyczny w postaci śnieżnego kochanka też intrygujący. Szkoda, że mało się dowiedzieliśmy o Henryku i Jagodzie – dziewczynka, o ile dobrze zrozumiałem, jest po chemioterapii, można było trochę rozwinąć ten wątek, podobnie niewiele powiedziane jest o Oldze.

 

Leci zgłoszenie do biblio, bo opko jest dobre, chociaż czuję pewien niedosyt :P

Precz z sygnaturkami.

To w ogóle nie jest odpowiedź na postawione pytanie :))))))))

Precz z sygnaturkami.

9:1 Ale wynik :O

gratki dla opierzonych, a ze swojej strony chciałbym zamankamentować, że tabelka Wilka chyba źle podlinkowana…

Precz z sygnaturkami.

Pisałem mało, bo – albo mi się nie chciało, albo nie miałem czasu, albo jedno i drugie. Ale z dwóch opowiadań, które w tym roku wrzuciłem, jedno dostało się do antologii Kafkowej, a drugie zostało, że tak powiem, “ulubieńcem publiczności” (chociaż nie Lożan :P). Także nie było źle :)

A Sonata, jak zwykle, przesadza :) W przeciwieństwie do mnie, napisała w tym roku całkiem sporo, i jestem pewien, że sukcesy jeszcze nadejdą :D

Precz z sygnaturkami.

Jak są jeszcze jacyś chętni, to zapraszamy ;)

Precz z sygnaturkami.

Podsumowanie – aktualizacja!

 

Chętni, zainteresowani, by nosili, by wzięli, “czemu nie” i tym podobne

– MaSkrol, fun, Sonata, reg, Asylum, NWM, Mytrixowie x4, fleur, Finkla, Sara, Outta, Staruch, ja, Bailout, Zanais, Monique.M, Naz, Brajt, BasementKey x2,  Realuc, rooms, Amadeus, krar85, Arni, bellatrix, Veruśka, Didra.

Ah, no i sam cobold pała żądzą posiadania koszulki, więc mamy łącznie 28 chętnych na 32 koszulki.

 

Wypowiedzieli się, ale nie wiadomo, czy chcą

– Corinn, dogsdumpling, Tarnina.

Precz z sygnaturkami.

Jestem facetem i zrozumiałem, a poza tym szacunek za reinterpretację Niani Ogg :)

Precz z sygnaturkami.

Witam, witam :) Został jeszcze jeden komentarz od Loży, ale ufam, że kiedyś się pojawi.

 

@mr.maras

 

Miałeś fajny i wciąż mało wyeksploatowany pomysł

 

Na tym „małym wyeksploatowaniu” postaram się skupić w drugim opowiadaniu, tzn. wyeksploatować pomysł bardziej.

 

Język raczej prosty (widać w tej opowieści i stylu, że pisze to wszystko młody człowiek, ale nie jest to zarzut) bez esów-floresów

 

Akurat na tym polu będzie mi się ciężko rozwinąć, ale może to dobrze..?

 

Bo wszystko to (nie będę chyba oryginalny) zepsułeś zakończeniem. Czy pisałeś je oddzielnie?

 

To może podsumuję.

Opowiadanie do zakończenia pierwszego meczu Paula pisałem przez listopad i grudzień '19 oraz styczeń '20. Potem była Kafka, potem zaczęła się pandemia… no i jakoś straciłem wątek, nie miałem pomysłu, co napisać dalej. Wróciłem do tekstu w sierpniu, odkurzyłem i wymyśliłem, co pisać dalej, ale prawdopodobnie we wrześniu – podświadomie, naprawdę! – „poganiałem się” za bardzo, chcąc zamknąć sprawę jak najszybciej.

 

Nie zrobiłem tego celowo, wyszło jak wyszło :(

 

Nie będę się już bronił przed – nie oszukujmy się – tymi samymi zarzutami, które przedstawili już inni. Nie mam siły. Rozumiem, że skiepściłem sprawę. Ale – skoro pomysł był dobry – postaram się napisać drugą historię w tym świecie, oby lepszą.

 

@Arnubis

 

Początkowo to samo – zakończenie do bani, i tak dalej… więc nie będę się powtarzał. Odniosę się do tego:

 

Niestety, ale to co mnie najbardziej przekonało, żeby tak zagłosować, to świat przedstawiony twojego tekstu.

 

bo nie pamiętam, żeby ktoś wcześniej wspominał o tym, co piszesz tutaj.

 

Wygląda mi na to, że w trakcie pisania uświadomiłeś sobie, że żeby te pojedynki miały sens sportowy, musi być utrzymana anonimowość zawodników

 

Chyba rzeczywiście tak było… ale powody, o których piszesz, nie są jedynymi. Stwierdziłem, że gdyby zawodnicy nie byli anonimowi, to całe rozgrywki Mental Wars stałyby się poważnym zagrożeniem dla ich bezpieczeństwa.

 

Im więcej osób zmaltretowałeś psychicznie, i im dotkliwiej to zrobiłeś, tym większą nienawiścią do ciebie będą te osoby pałać. To nie jest „zwyczajna” gra czy sport, w której się „tylko” przegrywa. A jeśli nie jesteś anonimowy, szybko może znaleźć się ktoś, kto:

– przebije ci opony w samochodzie,

– nabazgrze czerwoną farbą na ścianie twojego domu „POTWÓR”,

– albo nawet kupi nóż/pistolet i pójdzie się z tobą spotkać.

Ponadto, tak jak pisałem, uważam, że MW bardzo polaryzuje społeczeństwo: jest ogromna rzesza ludzi, która uwielbia to oglądać, ale jest też niemała, która się tym brzydzi. I wyobraźmy sobie, że wygrałeś turniej, a dowiedział się o tym twój szef, który pogardza MW. Nie zazdroszczę.

 

Ale

 

Po prostu te twoje zawody, polegające na niezwykle emocjonalnym niszczeniu psychicznym przeciwnika, paradoksalnie byłyby przeraźliwie nudne dla widzów.

 

w zasadzie tutaj też masz rację…

 

Muszę poważnie to wszystko przemyśleć i spróbować jakoś pogodzić te fakty, nim napiszę opko nr 2.

 

Dzięki wam za komentarze, pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Opowiadanie jest bardzo dobre, ale, podobnie ja CM-owi, nie spodobało mi się na tyle, żeby je nominować. Przemawia do czytelnika… samemu chce mi się rzygać na myśl o jajecznicy teraz :P

Dbałość o szczegóły też na plus – jak na przykład ta mucha. I chociaż nie ma tu może niczego rewolucjonizującego fantastykę, jest to “po prostu” bardzo dobry tekst – tylko tyle i aż tyle.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

“Piszę, bo lubię” – głupia i krótka odpowiedź, ale prawdziwa. Piszę, bo chcę opowiedzieć fajną historię – innym, ale i sobie też. Piszę, żeby wywołać określone emocje w czytelniku, ale i w sobie też.

Pamiętam taki cytat (zabijcie mnie, ale wyleciało mi z głowy, czyjego autorstwa):

“Jeśli nikt nie chce pisać książek, które chcemy przeczytać, to będziemy musieli napisać je sami”

Wdrażam ten cytat w życie i jakoś to idzie :)

Precz z sygnaturkami.

Jedyny update jest taki, że dostaliśmy drugą opinię na LC, tym razem nie od kogoś, kto wystawia same dziesiątki :)

 

U mnie w sprawie autorskiego też cisza.

Precz z sygnaturkami.

Trochę mało konkretów, coboldzie :) Ile to jest “odpowiednia liczba” chętnych? Na razie mamy przynajmniej 18 chętnych na 22 koszulki, a może znalazłoby się trochę więcej, jakby to jakoś lepiej rozreklamować (może przypiąć wątek…?)

No i podobnie jak rooms chciałbym wiedzieć coś o terminach :P

Precz z sygnaturkami.

To i ja się wypowiem…

 

Najsampierw gratulacje. Dla nas wszystkich, bo w tym miesiącu dostaliśmy prawie 40% przytakiwań od Loży, i żadne opko nie miało 9xNIE (ani też żaden Lożanin nie zagłosował 5xNIE), co Berylowi zapewne nie w smak :)

 

Olciatko, przeżyj! Kam, nie ma czego żałować. To i tak mój największy sukces na portalu, a czytelnicy “Igrzysk” dobitnie wytłumaczyli mi, że zakończenie opowiadania jest do bani (ale mimo to tłumnie głosowali za nominacją, 13 punktów to dla mnie ogromne wyróżnienie).

 

Myślę, że spróbuję jeszcze raz, bo mam już sporo pomysłów na drugie opowiadanie z uniwersum Igrzysk, ale niczego na razie nie obiecuję :)

 

I jeszcze taka mała, malutka prośba na koniec – czy można liczyć na komcie od trójki pozostałych Lożan, którzy jeszcze nie wypowiedzieli się pod opowiadaniem? Chętnie usłyszę, co wam się nie podobało.

 

Pozdrawiam najserdeczniej!

Precz z sygnaturkami.

Ahoj!

 

@śniąca

 

O, mocne. Brutalne i straszne. – tak sobie właśnie pomyślałem, że mogłem dać w przedmowie jakieś ostrzeżenie… hm, trochę już za późno, ale tak czy inaczej – napiszę.

 

Wrażenie delikatnie zepsuła w moich oczach końcówka. Jakaś taka, nie wiem, za łagodna? Za prosta?

 

taaak… mam wrażenie, że gdzieś już to widziałem :)

 

nic sensowniejszego nie wymyśliłam, więc niech będzie.

 

A to mile zaskoczyło. Wielu (w zasadzie, większosć) pisało wcześniej, że końcówka słaba, ale niewielu zadało sobie pytanie – a jaka inna mogłaby być? (w tej chwili przychodzi mi do głowy tylko pomysł BasementKey'a, chociaż mogło być coś jeszcze).

 

Napisane prosto, bez stylistycznych fajerwerków,

 

To jak mój znak firmowy :)

 

aż szkoda, że to tylko tyle. Bo pewnie każdy z uczestników miał swoje, zupełnie inne motywy i aż by się chciało poznać jeszcze kilka innych.

 

No dobra. Coraz bardziej utwierdzacie mnie w przekonaniu, żebym napisał coś jeszcze o Mental Wars. W komentarzach pojawiło się już naprawdę dużo sugestii, co można by poprawić, co rozwinąć, co dodać.

 

Chwilowo jestem zajęty pisaniem pracy inżynierskiej, ale jak skończę, z wielką chęcią zabiorę się za kolejne Igrzyska :)

 

@oidrin

 

potem już trudno było się oderwać.

 

Szalenie miło mi to słyszeć. Wróć, widzieć.

 

To czego minimalnie mi zabrakło to szersze zarysowanie postaci Mandy

 

Również wspomniała o tym arya. Ale z drugiej strony, pisano też, że lepszy tekst byłby widziany z perspektywy samego Paula… te dwie rzeczy trudno byłoby pogodzić. Wszystkich nie zadowolę, nie ma się co oszukiwać :)

 

A może dlatego, że nie do końca nim jest, bo reprezentuje tylko inną postawę niż Paul?

 

A widzisz, zależało mi na tym, żeby nie rozpatrywać bohaterów w kategoriach zerojedynkowych, protagonista-antagonista. Zarówno Paul, jak i Amanda nie są typowymi bohaterami „pozytywnymi” ani typowymi „negatywnymi”. Świat rzeczywisty też nie jest czarno-biały i nie lubię go do takiego sprowadzać.

 

Pozdrawiam Was obie serdecznie!

Precz z sygnaturkami.

Pozwolę sobie spróbować się obronić, ale oczywiście nie chcę, żeby to zostało potraktowane jako próba wpłynięcia na Ciebie, Irko. NIE to NIE, niemniej na zarzuty i tak odpowiem :)

 

Właściwie trudno byłoby mi polubić kogokolwiek, kto bierze udział w czymś takim, a już kogoś kto robi tylko dla udowodnienia sobie, że jest coś wart, to już w ogóle. – temu się absolutnie nie dziwię. Paul w założeniu nie powinien być człowiekiem, którego się lubi.

 

Ale Paul gra już prawie pół roku, spotkał się z wieloma przeciwnikami, a to oznacza, że coraz więcej informacji na jego temat jest dostępnych, także dla kolejnych przeciwników. Jak to się dzieje, że tego nie wykorzystują, że za każdym razem zawodnicy są dla siebie czystą kartą?

 

Zanotowano: mechanizmy antyrozpoznaniowe zaakcentowane w tekście za słabo. Niemniej wypiszę je, tak jak to zrobiłem wyżej (przy okazji odpowiadając na pytanie, co widzi publiczność):

 

– podawana jest tylko „dekuria”, czyli dziesiątka rankingu, a nie konkretne miejsce. Konkretne miejsce można tylko zgadywać;

– nie pojawiają się dane takie jak nazwisko, adres, wygląd zewnętrzny;

– do informacji publiczności nie trafiają liczby, imiona itp. Można taki mecz obejrzeć później, ale jedyne, czego się dowiemy jako publiczność, to to, że zawodnik „dostał N punktów za odgadnięcie imienia/wieku/etc przeciwnika”, a nie, jak to imię brzmi, ile ma lat. Publiczność ma do wglądu tylko „informacje dodatkowe”, ale bardzo charakterystyczne cechy, umożliwiające jednoznaczne rozpoznanie przeciwnika w ten sposób, są dość rzadkie. Ktoś z taką cechą na pewno nie zajmowałby pierwszego miejsca w rankingu, właśnie dlatego, że zbyt często byłby rozpoznawany.

Zawodników są tysiące i ranking jest bez przerwy aktualizowany, więc ciągle się zmienia.

Niemniej, jeśli zawodnicy spotkają się kiedyś po raz drugi – co może się zdarzyć – sytuacja będzie symetryczna, bo obaj będą znać informacje o sobie nawzajem. Nie będzie sprawiedliwa, bo lepszy z nich będzie znał więcej informacji, ale to już kwestia indywidualnych zdolności.

 

Jeśli rozgrywki są anonimowe, to komu kibicować? Nie mówiąc już o tym, że i tak można śledzić rozgrywki i starać się dopasować wiedzę do przeciwnika.

 

Hm. Good point. Ale popatrz od takiej strony: gdyby rozgrywki nie byłyby anonimowe i ktoś stałby się sławny, bo jest dobry w psychicznym maltretowaniu ludzi, na pewno znaleźli by się tacy, którzy chcieliby się na nim zemścić, ukarać go. Poza tym nie wiem, czy ktokolwiek chciałby takiej „sławy”. Charakter tych rozgrywek sprawia, że powinny być anonimowe.

 

I co właściwie widzi publiczność? Zawodnicy siedzą w osobnych pomieszczeniach, zresztą gnojenie się psychicznie jest mało widowiskowe, co innego walenie się po gębie. Więc co właściwie śledzą fani? Czym się tak podniecają? Bo komuś zaczyna mocniej bić serducho? Nie widzę tego.

 

Gnojenie się psychicznie jest mało widowiskowe? A kojarzysz może taki teleturniej „Moment prawdy”? W oryginalnej, amerykańskiej wersji, odcinki miewały ponad 10 mln widzów. Chodziło o to samo, tylko w wersji „samozaorawczej”: im bardziej się poniżyłeś przed kamerami, tym więcej pieniędzy wygrywałeś. Dodanie do tego aspektu pojedynkowania się podkręca, wedug mnie, atmosferę.

 

Poza tym, widzę, że zrobiłem poważny błąd. Napisałem, że mistrzostwa oglądają miliony ludzi – oczywiście myślałem tutaj o ludności całych Stanów Zjednoczonych, ale przecież Paul bierze udział jedynie w mistrzostwach stanu Nowy Jork, więc taka oglądalność byłaby dość absurdalna. Zmienię na „setki tysięcy” :)

 

Wyobraź sobie, że na ringu bokserskim dochodzi do czyjeś śmierci. Byłoby pewnie dochodzenie, szukano by winnych, ale wierzysz, że zakazano by walk bokserskich? Ja nie wierzę.

 

Pewnie nie zakazano by walk bokserskich, ale Mental Wars to nie boks. Wyobrażam sobie, że takie rozgrywki raczej dość mocno polaryzują społeczeństwo: jest duża grupa ludzi, której się to podoba, ale też niemała, której wydaje się to obrzydliwe (patrz – Denise i Nikita). Tacy ludzie mogli już wcześniej wyrażać głośno swoje niezadowolenie, a śmierć Paula byłaby „kroplą, która przegięła pałę goryczy”, jak to mawia mój kumpel :)

 

Pozdrawiam cieplutko.

Precz z sygnaturkami.

Kilka razy w komentarzach przewijały się wzmianki o “braniu”. Potwierdzam: tekst sprawia wrażenie pisanego pod wpływem jakiegoś halucynogenu. Tyle kolorów, zapachów, w ogóle… tyle treści! Pomimo tak małej liczby znaków. No i kiedy dotarło do mnie, co się dzieje… wow. Just wow.

Nie jest to może arcydzieło na kosmiczną skalę, ale jest to na pewno jeden z najlepiej odmalowanych słowami obrazów, jaki widziałem/czytałem (niepotrzebne skreślić).

Poczułem ten tekst w trzewiach. Naprawdę.

 

 

Precz z sygnaturkami.

Jak na razie:

 

Chętni – MaSkrol, fun, reg, Asylum, NWM, Mytrixowie x4, fleur, Finkla, Sara, Outta, Staruch, ja.

 

Chyba chętni – Sonata, Bail, Zanais.

 

Wypowiedzieli się, ale nie wiadomo, czy chcą – Brajt, Arni, Corinn, Monique.M, dogsdumpling, Tarnina.

Precz z sygnaturkami.

Świetne. Dawno nie czytałem czegoś równie interesującego.

Precz z sygnaturkami.

Nowa Fantastyka