Profil użytkownika


komentarze: 893, w dziale opowiadań: 554, opowiadania: 290

Ostatnie sto komentarzy

Remis to chyba mój najlepszy wynik do tej pory, dzięki! I graty dla opierzonych.

Precz z sygnaturkami.

Cześć Loży! Sorki, że nie odpisywałem wcześniej, troszkę zarobiony jestem…

 

Drakaino

 

Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego mózg w śpiączce: rejestracja aktywnego byłaby w zasadzie niemożliwa, bo konfiguracja neuronów czy neuroprzekaźników, czy jonów w jakichś nanokanałach zmienia się w tysięcznych ułamkach sekundy. Niemniej nie tłumaczyłabym tego niedoskonałością sprzętu, ale po prostu ryzykiem tego, że uzyska się totalny chaos.

Podoba mi się takie wytłumaczenie! Zapewne lepiej przekonałoby czytelników.

 

Funkcjonowanie ciała jest dość dobrze znane, a eksperyment powinien iść w kierunku jak najdoskonalszej wirtualizacji, więc troszkę tu poszedłeś w stronę narrative device, bo tak jest (autorowi) łatwiej o trudne sytuacje dla bohaterów i kontrowersyjne decyzje.

To chyba też prawda…

 

Jak się pojawia problem czy kontrowersja, to cyk – bohater ma pomysł i zmusza wszystkich do przyjęcia tego pomysłu.

No, było tak kilka razy, ale też kilka razy inni mieli pomysły, które też były przyjmowane.

 

Na kolejny plus zakończenie. Nie łzawe, a chwytające za serce. Duży plus.

A jednak komuś spodobało się zakończenie :D

 

Takie decyzje zazwyczaj, w choćby w miarę normalnie i cywilizowanie funkcjonującym państwie, nie zapadają tak z dnia na dzień i na zasadzie: od dziś nie ma ani grosza.

Co do tej normalności/ucywilizowania, to niektórzy mogliby powiedzieć, że sami nie mieszkamy w takim państwie… Opowiadanie dzieje się w “Europie”, w której mamy też mniej cywilizowane państwa, niż Polska. A to nie jest zwykła decyzja nt zwykłego projektu: wiceminister stwierdza, że projekt jest jego zdaniem niemoralny, więc decyzja zapada bardzo szybko. Fakt, że mogłem ten wątek trochę rozwinąć, jakieś walki o władzę nad łóżkiem umierającego ministra…

 

Niemniej przy prywatnym finansowaniu taki fabularny myk byłby bardziej uzasadniony.

Prawda. Nie wpadłem na to…

 

Zanaisie

 

Kwestie techniczne oraz sprawa uczuć rzutują mi na opinię.

Chciałoby się rzec, że to nieuniknione, wszak wszyscy jesteśmy ludźmi…

 

twoje opowiadanie zostaje w pamięci

Dzięki :)

 

TAK o grubość włosa powyżej NIE

Może powinniśmy wprowadzić opcję “MOŻE” :P

 

Irko

 

Można się czepiać kwestii naukowych, ale właściwie nie one są tu ważne. Może coś tam ponaciągałeś, ale chciałeś pokazać dylemat moralny, więc nie ma się co czepiać.

Stanowisko bardzo odmienne od większości czytelników. Intrygujące!

 

I szczerze mówiąc wolałabym, żebyś poszedł właśnie w tym kierunku, żebyś to pokazał, że może mu się wydaje, że to miłość, ale prawda jest inna.

Jest to (wreszcie!) opinia nt “miłości” w opowiadaniu, z którą się zgadzam. To znaczy, można tak to odbierać, że jemu się tylko “wydaje” (aczkolwiek, jak już wspominałem, nigdzie nie pada konkretna deklaracja ze strony Adriana), i rzeczywiście mogłem pójść w tę stronę, żeby udowodnić, że to tylko “wydawanie się” i nic więcej.

 

Pewne rzeczy zdarzają się w Twoim świecie, bo tak Ci wygodnie

Hm… to chyba dość powszechne wśród społeczności literackiej? Z reguły kierujemy wydarzeniami tak, żeby podobał nam się ich rozwój, czyż nie?

 

Dzięki za komentarze, pozdrówka.

Precz z sygnaturkami.

Chciałem napisać: “Serio czekałeś, aż będzie 9999, żeby to wrzucić?”, ale nie będę taki i wcale tak nie napiszę.

Portal nie eksplodował (wbrew treści tego pięknego tekstu), cieszmy się i radujmy się w nim!

Precz z sygnaturkami.

Chałwa i chwała dla szyskich, ale najbardziej dla wymienionych.

Precz z sygnaturkami.

Cześć, kwiatuszku! (no homo…)

 

Czym są dekurie? To jakiś poziom, drużyna, obóz, liga?

Tag. W drugich Igrzyskach zastąpione słowem “dywizja” i ograniczone do skali typu złoty-diamentowy-platynowy, podobnie jak to jest w grach typu LoL. (broń Boże nie gram w LoLa)

 

I teraz największy zarzut tego opowiadania – ten sport z użyciem takiej technologii sprawia, że zawodnik jest… jednorazowy.

Także i ten zarzut spróbowałem poprawić w kolejnym opku… Nie pamiętam już dokładnie, jak to tam zrobiłem, ale generalnie wygląda na to, że zawodnicy są może nie “jednorazowi”, ale w każdym razie “jednoturniejowi”. Jestem skłonny to zaakceptować.

 

bo co z tego, że strzelę 10 goli, jeśli przeciwnik strzeli 11?

Hm, to trochę dziwne porównanie. Mental Wars ma raczej niewiele wspólnego ze sportami typu piłka nożna, bardziej ze sportami walki typu boks, zapasy…

 

No i co tak naprawdę widzą kibice/telewidzowie?

Następna rzecz dopracowana w drugich Igrzyskach, tak, żeby te rozgrywki faktycznie stanowiły jakąś rozrywkę dla publiczności.

 

Dzięki za komcia, pozdróweczka zwrotna!

Precz z sygnaturkami.

Witajcie, ludziowie i człowieki.

 

Asylum!

 

Do pierwszej z nich odniosło się już wielu przedpiśców, więc nie będę sprawy drążyła

A ja się odniosłem do nich, niektóre rzeczy poprawiłem w opowiadaniu, inne wyjaśniłem lub doprecyzowałem w komentarzach. Jeśli masz jakieś konkretne wątpliwości, to słucham :)

 

Stawiałbym bardziej na współczucie, odpowiedzialność, a może rodzaj fascynacji.

Do tego też odnosili się przedpiścy i ja także odniosłem się do nich. Skopiuję tylko to, co napisałem MrB:

 

»Chciałbym zwrócić uwagę, że nigdzie w tekście nie pada bezpośrednia deklaracja: „zakochałem się w tobie”. Odwrotnie: najpierw mówi „Nie zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia”; później „dwa słowa” nie padły. Adrian zadał sobie pytanie: „Jak można kochać kogoś, kto istnieje tylko jako zbiór bajtów?” ale w tym pytaniu też nie stwierdza, że on już jest zakochany. To są tylko jego rozważania, że nawet gdyby kiedyś, może… to nie ma to sensu, bo Monika nie istnieje w świecie rzeczywistym«

 

cholipciuś

Piękny asylumizm.

 

Geki!

 

i w zasadzie mamy wierzyć w te miłość tylko dlatego, że narrator nam mówi, że ona istnieje.

Ponownie zwracam uwagę na to samo, co napisałem już n razy wcześniej. Narrator niczego takiego nie mówi, pojawiają się tylko sugestie, że nie jest pewien, co czuje…

 

gdy próbowałem sobie przypomnieć coś odnośnie tematu, to jednak wydaje mi się, że magazynowane w mózgu informacje są ściśle związane z połączeniami między neuronami oraz z samym przepływem impulsów elektromagnetycznych

No… tak. Gdzie tu problem? Przecież właśnie te dane są zbierane przez skaner, który „zgrywa” Monikę do komputera, ale słowo „jednak” sugeruje, że dostrzegasz jakiś problem. Nie chwytam.

 

Wreszcie motyw najciekawszy, czyli kwantowa dusza, pozostaje prawie wcale niewyeksploatowany

Okej, tu faktycznie biję się w piersi: mogłem to rozwinąć.

 

emlisien!

 

Udało Ci się też wzbudzić we mnie sporo buntu przeciw rozmaitym wyjaśnieniom i na tym forum zdarzyło się to po raz pierwszy.

Nie wiem, czy to dobrze…?

 

Tłumaczysz to, ale jak widać – chyba za bardzo nie przekonałeś czytelników :-)

:(

Tłumaczę, i jeszcze mi nie udowodniono, że moje tłumaczenie nie ma sensu, bo prawie nikt na te tłumaczenia nie odpisuje. Mówi się trudno…

 

A gdyby to była osoba nie o umierającym mózgu – lecz ciele? Świeżo po wypadku albo z bardzo zaawansowaną, nieuleczalną chorobą? Wtedy nie musieliby naprawiać samego mózgu, a dylemat brania do eksperymentu żywego mózgu też by zniknął. Bo to jedyny ratunek dla tej osoby.

To jest fajny pomysł, ale to pomysł na inne opowiadanie, a nie na „naprawę” tego opowiadania. Niemniej dzięki za sugestię.

 

Nie poczułam też, że naukowcy walczą o naprawę “usterek”, które sprawiły, że mózg jest w śpiączce.

Bo tego nie robią. Tzn. robią coś, co jest z założenia możliwe tylko w świecie wirtualnym, gdzie mają większą kontrolę nad pracą mózgu niż można by osiągnąć w świecie rzeczywistym za pomocą stymulacji elektrycznej czy farmakologii. To nie jest próba wybudzenia rzeczywistego mózgu.

 

Może być wszak całkiem inną osobą i nie poznalibyśmy tego, czyli problem z głowy. 

Ciekawy punkt widzenia, chyba nieprzedstawiony przez nikogo wcześniej.

 

Mówisz, że ona nawet nie jest w swoim ciele, bo naukowcy nie przyłożyli się do tego. A gdybym obudziła się w innym ciele, raczej bym to poznała i poczuła :-) Na wielu poziomach.

Punkt dla ciebie: sformułowanie „Postać kobiety, zbliżona wyglądem do Moniki” nie jest najszczęśliwsze. Poprawione.

 

To narządy zmysłów i propriocepcja są naszym “wejściem”. Odbieramy informacje z zewnątrz i wewnątrz, analizujemy je non-stop.

Drugi punkt dla ciebie. Nie pomyślałem o tym, ale też nie jest to coś, czego nie można naprawić. Słowa

 

„Tylko mózg był odwzorowany wiernie”

 

zmieniłem na

 

„Mózg i reszta układu nerwowego były odwzorowane wiernie”

 

i ogólnie rozszerzyłem ten opis, dodając więcej szczegółów o symulacji. To powinno zapewnić propriocepcję, właściwe sygnały z narządów zmysłowych itd.

 

Mój mózg to “swędzi”, jak po spotkaniu z armią komarów.

Ałć. Komary w mózgu? Bardzo ałć.

 

Ale odniosłam raczej wrażenie, że wiele z tego, co robią, dzieje się bardzo “na bieżąco” i oni dopiero sprawdzają wiele rzeczy.

Trochę tak. Znowuż skopiuję to, co napisałem wilkowi:

 

»Zdaję sobie sprawę, że to jest naciągane: powodzenie tak wielkiego projektu w zasadzie już przy pierwszym podejściu. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby opisywanie kilku lat mozolnego „debugowania” ludzkiego mózgu mogło być interesującym materiałem na opowiadanie. Prędzej na powieść… To nie jest odpieranie twojego zarzutu, który jest jak najbardziej zasadny, tylko smutnawa konstatacja, że inaczej być nie mogło (a w każdym razie tak mi się wydaje).«

 

Dzięki wam trojgu za komentarze, pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Dżem dobry.

 

Już od pierwszych zdań mi się to podoba. Dobry znak :)

 

Młody pisarz mówił do siebie, co jednak nie jest dziwniejsze od pisania słów, których nikt nie przeczyta.

<płaczę>

 

Pisarz umył się i runął na łóżko jak Krzywa Wieża w Pizie na Plac Katedralny, gdyby jej tylko pozwolić.

<śmiecham>

 

Wziął do rąk słoik, co nie było proste, gdyż pięciowymiarowe naczynie źle się trzyma w ograniczonych wymiarowo dłoniach, ale w końcu się udało.

Tak symbolicznie się przyczepię, żeby nie było, że TWA. Ta wzmianka powinna pojawić się kilka akapitów wcześniej, kiedy Moczypiórko bierze słoik od gremlina :)

 

Okazało się jednak, że przy zderzeniu z rzeczywistością wena szybko wyparowuje.

Kurde. To zdanie to jest cudo. Złote złoto po prostu <3

 

bardziej poprawnym określeniem jest „znalezienie właściwego słowa”. Moczypiórko znalazł jedno z nich.

O, kurwa…

prymitywny humor. dlatego mnie bawi :D

 

Powiem teraz coś, za co sam siebie znienawidzę, bo mi mówiono to wielokrotnie i zawsze zdawało mi się, że to taki dziwaczny zarzut… ale zakończenie mogłoby być ciut lepsze. Ono nie jest złe: po prostu takie, jakby, dość oczywiste. Maść nie zadziałała, pisarz poniósł porażkę, koniec. Spodziewałem się jednak czegoś trochę bardziej ambitnego, bo pierwsze 2/3 opowiadania były naprawdę super.

 

Jezu, nadal mi się wydaje, że to głupi zarzut. Nie musisz mnie słuchać.

 

A i tak uważam, że opowiadanie jako całość jest zajebiste. Już samo imię bohatera jest cudne. Humor bardzo wpasowujący się w mój prywatny guścik, a także w nasze ogólnopisarskie grono. Koncept biurka, które pisze za pisarza, doskonały! Patrzę teraz na swoje biurko i tak sobie myślę, czy by też do niego nie zacząć gadać, może napisze coś lepszego niż moje wypociny… Rozbawiłeś, trochę wzruszyłeś, skłoniłeś do refleksji. Tylko tak dalej.

Pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Zanaisie!

 

Ile było tekstów, które się podobały całej? Bardzo niewiele.

To pytanie zaintrygowało mię i sprawdziłem wszystkie wątki z ogłoszeniami piórek. Podejrzewałem, że odpowiedź brzmi zero, ale się myliłem.

 

Były trzy takie opowiadania od czasu, kiedy Loża przydziela piórka:

master-of-orion – Szept pielgrzymów – rozkład głosów 11:0, bo jeszcze dwa głosy od dyżurnych. Wrzucone 24.06.18.

thargone – Długo i szczęśliwie – 9:0. Wrzucone 01.08.18.

black_cape – Siedem wrót ki-gal – również 9:0. Wrzucone 17.05.19.

Czyli minęły już ponad 3 lata od czasu, kiedy Loża dała same TAKi…

Precz z sygnaturkami.

Powitalski.

 

fmsduval!

 

Przeciwnie, lądowanie było bardzo przyjemne :)

Ale czy to zasługa sprawnego statku, który uruchomił silniki hamujące, czy miękkiego podłoża?

 

Fabularnie – o, i tu będą zarzutki

Jeszcze chyba nie widziałem, żeby ktoś zdrobnił słowo „zarzuty” <3

 

To znaczy nie samo wycofanie dotacji, a wodospad następstw tego wydarzenia.

O, to już bardziej mi się podoba: większość ludzi wyżej twierdziła, że właśnie samo wycofanie dotacji jest wymuszone. Z tym, co mówisz, mogę się zgodzić. Zapewne powinienem skorzystać z bety… Może byłbyś chętny kiedyś na takową?

 

wilku!

 

a nie przerażało ich jak funkcjonowałby cały mózg, gdyby coś nie tak było z jego częściami?

Na pewno. Coś jednak trzeba było wybrać, skoro zdecydowali się na taki projekt…

 

Abstrahując już szukanie ewentualnych błędów, które wynikałyby z braku testów po drodze. Zresztą później to wychodzi w opowiadaniu, ale i tak na dość prostym poziomie, bo równie dobrze mogłoby być znacznie gorzej.

Zdaję sobie sprawę, że to jest naciągane: powodzenie tak wielkiego projektu w zasadzie już przy pierwszym podejściu. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby opisywanie kilku lat mozolnego „debugowania” ludzkiego mózgu mogło być interesującym materiałem na opowiadanie. Prędzej na powieść… To nie jest odpieranie twojego zarzutu, który jest jak najbardziej zasadny, tylko smutnawa konstatacja, że inaczej być nie mogło (a w każdym razie tak mi się wydaje).

 

i w tym miejscu zasugerowali jej możliwość, ze jest programem – możliwość, której sugerować nie chcieli.

Tu masz rację. Wycinam tę sugestię.

 

dziewczyna wydaje się inteligentna, a dostaje grubymi nićmi szytą historię.

Nikt nie twierdzi, że w nią uwierzyła. Co najwyżej możemy tu zarzucić Adrianowi, że nie potrafił „na szybko” wymyślić czegoś bardziej wiarygodnego. I nie udowodnisz mi, że autor też nie potrafił XD (no dobra, nie potrafił, proszę nie bić)

 

Dlaczego w grupie umysłów ścisłych przy uruchomieniu drugiej symulacji nikt nie pomyślał o zweryfikowaniu, czy ktoś czegoś nie zmodyfikował?

Umysł autora, choćby najbardziej ścisły, jest tylko jeden i też o tym nie pomyślał. A uwaga jest trafna i prosta w zaimplementowaniu, toteż zaimplementowałem. Dziękować :)

 

nadal to dobry tekst, ale mógłby być znacznie lepszy

Tak to można powiedzieć o dowolnym tekście…

 

Otóż widzę to po uwzględnieniu perspektywy pierwszej symulacji, która nie wie czym jest, za to obserwuje, co obserwuje.

Był to element mojego „dostraszania” więc cieszę się, że kogoś chociaż trochę przestraszyłem.

 

Pobudka w pokoju bez wyjścia i jakieś dziwne interakcje.

Oglądałem wszystkie trzy Cube’y i rzeczywiście występuje tu pewne podobieństwo… Możliwe, że siedziało mi to gdzieś z tyłu głowy podczas pisania.

 

Dzięki za komentarze, pozdróweczka.

 

Precz z sygnaturkami.

No cześć.

 

już zostawię to wszystko jedno, skoro wszyscy to wałkują…

 

słyszysz.

Ledwo słyszalny skowyt.

Nie bardzo rażące powtórzonko, ale mogło być lepiej. Może: „dociera do ciebie ledwo słyszalny skowyt”?

 

omal nie lądujesz orłem na podłodze.

Aż wyszukałem sobie frazę „lądujesz orłem” w googlu i wyskoczył 1 wynik: to opowiadanie. Dla bezokolicznika „lądować orłem” jest 0 wyników, więc zastanawiam się, skąd wytrzasnąłeś taki związek wyrazowy. Intuicyjnie wiem, o co chodzi, no ale… kto tak mówi? XD

 

Ciekawy szorcik. Ognisty, to chyba najlepsze określenie, jakie mi przychodzi do głowy. Jakie czasy, taka literatura…

 

Pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Joł, ziomale! (przepraszam za krindż…)

 

Verums!

 

już miałam pewne obawy, że znowu pogwałcona zostanie jakakolwiek nauka w tym względzie

Znowu…?

 

i moim zdaniem jak najbardziej ma grozę, gdy człowiek zastanowi się nad konsekwencjami wydarzeń.

Grozę może i ma, ale chyba jednak nie horror :P Zresztą nieważne, już przestałem się tym brakiem horroru przejmować.

 

Zawsze chętnie wracam do Twoich tekstów, bo ruszają w głowie jakąś strunę, która zmusza do refleksji

Staram się <3

 

Gomlodh!

 

spodziewałem się jakiegoś pójścia w stronę zbuntowanej SI (jak w tym filmie z Deepem, Transendencji, niekoniecznie polecam, jeśli nie oglądałeś)

Oglądałem, ale pamiętam raczej słabo, czyli faktycznie było słabe.

 

(albo może po prostu za dużo bohaterów)

Aż tylu to ich nie było, bez przesady… Zespół jest sześcioosobowy, plus Monika. To dużo? Założenie, że ogarniają wszystko w sześć osób już i tak jest naciągane przy tak dużym projekcie, dlatego wspominam o “asystentach”, ale nie idę dalej w to, żeby nie przesadzić z natłokiem postaci.

 

Po prostu narzucasz go od praktycznie drugiego akapitu jako coś oczywistego.

Możliwe… a gdybym nie narzucał, czy nie byłoby oczywiste? Moralne wątpliwości musiały się pojawić.

 

(z grubsza spodziewałem się w miarę od początku tego, co było)

Papugujesz mnie? XD

 

Dzięki za komcie, pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Powitać.

 

ND!

 

Raczej spodziewałbym się czegoś bardziej romantycznego, ale to tylko przypuszczenia, chociaż… koniec końców mamy trochę tego romantyzmu ;) 

No, starałem się nie pójść po najmniejszej linii oporu, pisząc jakąś banalną historię miłosną… ale koniec końców historia wyszła trochę miłosna, chociaż mam nadzieję, że nie jest banalna :)

 

Nie ukrywam, że ciężko mnie kupić tekstami, ekhm jakby to nazwać z rodem laboratorium etc

Hm, na to nic nie poradzę, w regulaminie chyba nie było o tym mowy? Wszystkim dogodzić nie sposób…

 

Krokusie!

 

Tematyka nienowa, bo przecie już wszystko zostało napisane

Niestety… ech… kiedyś to były nowe rzeczy, teraz to tylko remiksy, remake’i i remastery… :)

 

Odnoszę wrażenie, że dałoby się tu jeszcze kilka rzeczy rozwinąć bez szkody dla tekstu

Dałoby się. I miejsca w limicie zostało, tylko czasu nie, bo siadłem do tego za późno :( Ale mimo wszystko uważam, że nie poganiałem się aż tak bardzo, żeby tekst wyglądał na robiony “na szybko”. A że mogło być lepiej – to wiadomo. Zawsze może być lepiej :)

 

Dzięki wam obu za komentarze!

Precz z sygnaturkami.

Hm.

Masz takie prawo, aczkolwiek wolałbym, żebyś z niego nie korzystała…

Czuję się zaszczycony, że wspomniałaś tam mnie i mój tekst. Z całego serca ci dziękuję za takie słowa i życzę wszelkiego powodzenia, cokolwiek postanowisz.

Precz z sygnaturkami.

Witam, cześć i czołem.

 

Zastanawiam się, czy nie jest to stan śmierci mózgowej, i już nie za bardzo byłoby co skanować (w sensie przechowywanych informacji), ale kompletnie się na tym nie znam.

To jest argument nie podnoszony do tej pory przez nikogo – i muszę przyznać, że sam o tym w ogóle nie pomyślałem. Neurobiologiem też nie jestem, więc nie wiem, co odpowiedzieć :/

 

Hmm… zacząłem się zastanawiać, na ile w tej symulacji konieczna jest taka bliskość do rzeczywistego świata?

To z kolei było już podnoszone i wiem, co odpowiedzieć. Symulacja miała być z założenia na tyle rzeczywista, by symulowany obiekt nie połapał się, że jest tylko symulowany. To prawdopodobnie bardzo szybko wpędziłoby go w szaleństwo.

 

Czyli po prostu chciałbym, aby opowiadanie było dłuższe. :P

:O

Dziękuję bardzo. Nie jest dłuższe, bo za późno zacząłem pisać, a termin konkursowy gonił… ale dużo dłuższe i tak chyba by nie było, nawet gdybym miał więcej czasu. Wydaje mi się, że historia jest pełna, a otwarte zakończenie planowałem od początku.

 

Dzięki za komentarz, pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Widzę, że bawicie się świetnie. Na pewno to wyjdzie wam wszystkim na zdrowie.

 

Spróbuję może odwrócić waszą uwagę i nawiązać do treści tego wątku, co zdarza się już coraz rzadziej, kiedy atakujecie się wzajemnie i oskarżacie o rzeczy wszelakie.

 

Mianowicie, wątek pytał m.in. o to, dlaczego pewne opowiadania są czytane rzadziej niż inne. Na szybko przeszukałem te 200k znaków, które tu nastukano, w poszukiwaniu słowa “beta” i pochodnych – i nie widziałem, żeby była mowa o becie w tym aspekcie, o którym chcę napisać, więc napiszę. Jeśli było, to przepraszam.

 

Wyobraźmy sobie, że użytkownik zagląda do poczekalni i widzi teksty: jeden ma 45 komentarzy od nieznanego mu autora, drugi ma 5 komentarzy od kogoś, kogo zna. Gdyby proporcje były odwrotne, nasz użytkownik mógłby uznać, że “świeżynce” przyda się więcej uwagi i skomentować oba opowiadania. W tej sytuacji jednak prawdpodobnie skomentuje tylko opowiadanie znajomego, uznając – w sumie całkiem słusznie – że “świeżynka” jest już rozchwytywana przez innych.

 

Nie zastanowi się, jak to możliwe, że nieznany mu autor ma 45 komentarzy pod opowiadaniem, które wrzucono dosłownie kilka dni temu. A jak to możliwe? 42 z tych komentarzy były na becie…

 

Jak sądzicie, czy to może być istotna przyczyna pomijania opowiadań “świeżynek”? Oczywiście nie wszyscy nowi użytkownicy korzystają z bety, nie znam proporcji, chętnie wysłucham waszych opinii, a wy może się opamiętacie i przestaniecie się wzajemnie opluwać.

Precz z sygnaturkami.

No, jestem. Uprzedzam, będę straszny.

 

A jego jedynym towarzyszem były wyrzuty sumienia.

Chyba jednak towarzyszami?

 

tłuste ciała generałów i urzędników.

Ciała były przed chwilą, można po prostu powiedzieć „tłustych generałów”.

 

No powiedzże kto to, żebym mógł w końcu wrócić do komnat – mruknął czempion pod nosem

Dopiero dalej dowiadujemy się, że Akhetos jest czempionem, więc w tym miejscu miałem ‘visible confusion’ widząc słowo czempion.

 

Xiphos wojownika wbił się w jego kark

Lekka podmiotowa niejasność. W sumie można wywalić słowo „wojownika”, wiadomo, że to Akhetos go dźga tym xiphosem (cokolwiek to jest), wtedy nie będzie wątpliwości, w czyj kark się wbija.

 

Okej. Napisane przyzwoicie, powyższe to drobiazgi. Opisy są bardzo kwieciste: przymiotników co niemiara, ale nie miałem przesytu. Stylizacja na cywilizacje babilońsko-sumeryjskie fajna. Ale, że tak powiem, niewiele wynika z tej historii… wydaje się wyrwana z większej całości i chyba tak jest?

 

Pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Dżem dobry.

 

Zacznę od czepialstwa. Ale uwaga – nie czepiam się tutaj Ciebie, tylko samego hasła:

 

Paulina jest psychologiem. Ostatnio prowadzi terapię młodego mężczyzny, który wciąż mówi o swoim ojcu, którego nawet nigdy nie miał okazji poznać. Szczerze go jednak nienawidzi

W zasadzie nie wiadomo, kto kogo nienawidzi XD Oj nie były hasła betowane, nie były…

 

Dobra, koniec śmieszkowania, bierzemy się do opowiadania.

 

gdy rozpoczynałam praktykę nie miałam żadnych klientów

Ale że całkiem żadnych, w ogóle zero? Bez sensu, co to za biznes, w którym nie ma się żadnych klientów. Po dodaniu słowa „prawie” brzmiałoby to już znacznie lepiej :)

 

przeszukałem trybuny –miejsce po miejscu

Chochliki zjadły spację.

 

Nie, nie było – mówi tak samo, a jednak w jego głosie coś się zmienia.

W akapicie zaczynającym się od tego zdania cztery razy powtarza się słowo „twarz”. To nie jest bardzo rażące, a tylko troszkę.

 

Też tak uważam – skrzypi w moim kierunku czosnkowy grabarz – Zawodnicy

Kropka po „grabarz”, skoro potem zaczynasz od dużej litery. Zaraz to samo:

która nie ma zamiaru przeobrazić się w księcia – A wyżelowany

 

tak biję moje serce! – bije*

 

 –Znalazłem go – chochliki przeniosły spację na początek…

 

I miałem racje! – rację*

Wstrzymuję ekscytacje – ekscytację*

Bydle zrobiło – bydlę*

 

Dobra, już przestanę. Chyba załapałeś, w czym rzecz.

 

Tylko, że na Łukaszu nie robi to najmniejszego (NAJMNIEJSZEGO!) wrażenia.

Rozumiem, że chciałeś podkreślić to słowo, ale to strasznie dziwnie wygląda. Co powiesz na:

Tylko, że na Łukaszu nie robi to najmniejszego wrażenia.

 

Czy ja przez sekundę widziałam w jego buzi białego czerwia z jednym okiem?

Potwór, morderca, krew, dusiciel, obcinane palce. I „buzia”? Naprawdę?

 

Okej. Wszystkiego nie wypisywałem, nie dałbym rady. Zamiana e/ę zdarza się bardzo często; myślniki gubią spacje, przecinki wyczyniają cuda. Technicznie tekst mocno kuleje i w sumie to wyjaśnia moje zdziwienie, dlaczego nie dostał się jeszcze do biblioteki. Przykro mi, ale ja go też nie zgłoszę.

 

Natomiast zgadzam się z jurorami, że jeśli chodzi o aspekt horrorowy, to jest ostro. Obrzydliwość: zaliczone. Przerażenie: zaliczone. Poczucie bezsilności: zaliczone…

 

Bohaterka tracąca zmysły ze strachu:

Czytałam gdzieś, że krew najlepiej zmywać wodą utlenioną, a potem przepłukać wszystko zimną wodą. Choć i tak wydaje mi się, że trzeba będzie przemalować. Może na jakiś inny kolor? Biały jest taki szpitalny…

Nawet trochę mnie bawi, że myślałam, że to przez jedzenie kebabów.

Zaliczone.

 

Trochę za późno się za to zabrałem, bo coś czuję, że łatwo zasnąć nie będzie… Było naprawdę przerażająco, aczkolwiek musisz solidnie popracować nad warsztatem.

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Wielka kupa gratów.

Precz z sygnaturkami.

Dzień dobry, cześć i czołem.

 

Wieczny!

 

Lubię SF, ale bardziej w klasycznej wersji.

Czyli jakiej? Czy moje opko uznajesz za klasyczną wersję, czy nie? Bo nie wiem, czy narzekasz, czy chwalisz :)

 

Koalo!

 

Ostrożnie umieściłeś akcję po 2064 roku. Imo coś podobnego może mieć miejsce wcześniej.

Możliwe. A możliwe, że coś podobnego nigdy nie będzie miało miejsca. Polecam film kanału Kurzgesagt, gdzie rozkminiają to nieco dokładniej: https://www.youtube.com/watch?v=4b33NTAuF5E

 

Alicello!

 

Zacznę od tego, że to nie jest horror

Pełna zgoda, toteż zdjąłem taga “horror”…

 

Jeśli miałabym na coś pomarudzić, to na nieco pospieszne zakończenie i to, że bohater zakochuje się tak od pierwszego wejrzenia.

Przyjmuję do wiadomości, że zakończenia nie są moją najmocniejszą stroną. Mówi się trudno.

 

Dzięki wam trojgu za miłe słowa, naprawdę doceniam <3

Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Ale tak z samego rana komentować…

 

Podejmuję rękawicę, nie zamierzam się poddawać.

 

Paskudna, ekspozycyjna wypowiedź na samym początku tekstu. Ludzie tak nie mówią, to też nie najlepiej wróży na dalszą lekturę. Zostawiłbym dwa pierwsze zdania, a resztę próbował poupychać w narracji lub didaskaliach.

OK. Mogę się z tym zgodzić. W zasadzie zdanie nr 3 jest wałkowane później wielokrotnie, a zdanie nr 4 wynika z samego faktu, że opowiadanie w ogóle istnieje, więc faktycznie można je stąd wywalić.

 

Pacjent w śpiączce może mieć anatomicznie niezmieniony mózg i będzie miał on wtedy tyle samo neuronów, co przypadkowa, zdrowa osoba. Opis sugeruje, że szukano raczej pacjentów z uszkodzonym mózgiem, np. po udarach, którzy mają fizycznie faktycznie mniej neuronów.

Jesteś kolejną osobą, która nie zrozumiała, o co mi chodziło: jest to ewidentnie moja wina i przepraszam. Nie chodzi o to, że szukamy pacjenta z mniejszą liczbą neuronów. Szukamy takiego z mniejszą aktywnością neuronów: jak już pisałem Finkli, analogia z aparatem fotograficznym jest całkiem dobra. Poniżej przeklejam to, co napisałem wyżej.

 

„Aparat nie robi całego zdjęcia jednocześnie, tylko. np skanuje pole widzenia kolumnami – od lewej do prawej. Dlatego, jeśli obiekt któremu robimy zdjęcie porusza się, na zdjęciu wyjdzie rozmazany, bo jego lewa strona zostanie uchwycona w innym momencie niż prawa. Żeby zrobić dobre zdjęcie, należy wybrać obiekty możliwie stacjonarne. Analogicznie, żeby wykonać dobry skan mózgu, należy wybrać taki mózg, w którym możliwie mało się dzieje – tzn. pacjenta w śpiączce. Inaczej skan wyjdzie “rozmazany”, neurony w różnych częściach zeskanowanego mózgu będą odpowiadać neuronom z różnych punktów w czasie i Bóg jeden wie jak taki mózg będzie się zachowywał. Prawdopodobnie nie będzie poczytalny. Jest to oczywiście niemożliwe do zupełnego uniknięcia, bo nie robimy przecież skanu martwego mózgu, ale chodzi o to, by zminimalizować liczbę błędów.”

 

Spróbuję to jakoś doprecyzować w samym opowiadaniu, bo widzę, że nie napisałem dość jasno, o co chodzi.

 

Pacjenci w przewlekłej śpiączce, jeśli nie oddychają samodzielnie, mają rokowanie raczej bardzo niekorzystne.

O to właśnie chodziło. Nawet napisałem, że oceniono szanse wybudzenia na mniej niż 1%.

 

Rozważa się odłączenie takiego pacjenta od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe (jeśli brać respirator za “oddycharkę”), bo stosowanie jej nosi wtedy znamiona terapii uporczywej.

Nigdzie nie napisałem, w jakim kraju się toczy opowiadanie – zresztą prawo się zmienia, a akcja dzieje się 40 lat w przyszłości. Może w tym przypadku lekarze nie mogą tego zrobić bez zgody rodziny? (Dopisano w opowiadaniu)

 

A etyków nie? :<

Dodano.

 

jak rozumiem, bez stworzenia zastępczego ciała

Hm… no właśnie że z ciałem. Pojawiały się słowa takie jak „nogi”, „serce”, „płuca”. Wszystkie te części ciała są symulowane na jakimś podstawowym poziomie, nie na tak złożonym jak sam mózg, ale są.

 

Czyli: rozważyłbym użycie raczej jakiegoś określenia z zakresu psychopatologii, nie z neurologii.

Nie rozumiem :(

 

W śpiączce, czy nie, przecież jeśli jest żywa, to musi oddychać.

Jak to zauważył wyżej None: w zasadzie nie jest żywa, jest programem komputerowym. Program upraszcza się, gdzie tylko można. Symulacja po prostu nie uwzględnia konieczności oddychania jako coś niezbędnego do przeżycia, bo nie musi.

 

Jak to wygenerowali, skanując mózg?

Dokładny skan całego ciała nie jest potrzebny… Tak jak wspomniałem, wystarczy zamodelować serce na jakimś bardzo podstawowym poziomie: oto jest pompa, która bije i przetłacza krew. To nie jest ważne dla symulacji mózgu. (Dopisano w opowiadaniu)

 

Dlaczego wszyscy usiedli przed kamerą, zamiast oddelegować kogoś do kontaktu z obiektem? XD

Hm… no dobra, tu nie mam pomysłu na obronę. Czy to bardzo źle?

 

Uważam, że napisałeś opowiadanie, które wymaga liftingu.

Zrobiony (to wszystko, o czym sam mówiłeś i o czym wspomniałem ja).

 

Z drugiej strony mam jednak problem z tym, jak główny bohater beztrosko zakochał się w Monice.

:V

Któryś raz już pojawia się podobny zarzut. W żadnym razie nie jestem ekspertem, ale no… yyy… zdarza się. Czasami po prostu, jakby… widzisz kogoś i wiesz. Nie wszystko trzeba usprawiedliwiać logicznymi przesłankami, ludzie!

 

A poza tym, chciałbym zwrócić uwagę, że nigdzie w tekście nie pada bezpośrednia deklaracja: „zakochałem się w tobie”. Odwrotnie: najpierw mówi „Nie zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia”; później „dwa słowa” nie padły. Adrian zadał sobie pytanie: „Jak można kochać kogoś, kto istnieje tylko jako zbiór bajtów?” ale w tym pytaniu też nie stwierdza, że on już jest zakochany. To są tylko jego rozważania, że nawet gdyby kiedyś, może… to nie ma to sensu, bo Monika nie istnieje w świecie rzeczywistym. (Doprecyzowane w opowiadaniu)

 

Twoi bohaterowie to nadal np, neurochemicy

Jest jedna neurochemik. Poza tym padły nazwy „główny programista” i „kognitywista”. To już chyba bliżej bioinformatyki?

 

Neurochemia to półśrodek, jeśli nie ma fizycznego mózgu, nie widzę potrzeby zaprzątania sobie nią w ogóle głowy.

Ty może nie widzisz, ale ja widzę, bo o ile całe ciało Moniki odtworzono „powierzchownie”, o tyle mózg próbujemy odtworzyć jak najwierniej. A neurochemia to bardzo ważna rzecz w funkcjonowaniu mózgu.

 

W przypadku symulacji chodzi tu chyba o wiarygodność tej symulacji, czyli że Monika nie spostrzeże się, że jest wirtualna. Tymczasem naukowcy zachwycają się, że serce zaczęło bić, tak jakby ożywiali Frankensteina. Tylko że to serce to kwestia wyłącznie kosmetyczna, gdyby nie biło, Monika nadal by funkcjonowała.

Trochę zaprzeczasz sam sobie. Gdybyś obudził się w pokoju i twoje serce nie biłoby, ale ty nie miałbyś problemu z oddychaniem i poruszaniem się, chyba byś się zorientował, że coś jest nie tak? Detale są właśnie po to, żeby się nie spostrzegła.

 

Dzięki za drobiazgowy komentarz – chyba najbardziej drobiazgowy z dotychczasowych pod tym opowiadaniem. Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

No dobra… opowiadanie jest dość słynne, obaczmy.

 

Wtedy wydawało mi się, że przez gorąco nie da się oddychać

Taaak, też mi się tak wydaje w ostatnich dniach…

 

Ciekawy wybór separatora \\\. Nie czepiam się. Tylko mówię, że ciekawy.

 

polska szkoła, twór z pozlepianego pospiesznie na mąkę kartonu, który już dawno się rozpadł i przemókł, ale wciąż udajemy, że stoi.

A jakie mamy wyjście inne niż udawać? :(

 

Rodziły się pierwsze, Księżycowe dzieci.

Hm… chyba jednak małą literą winno być.

 

Wszystko było… bardziej autentyczne.

Kiedyś to było. Wiadomo. Teraz to ni ma.

 

No, „taga” +18 widziałem, czytałem też wcześniej inne opowiadania oznaczone w ten sposób. Ale powiem ci, że takiego opowiadania jeszcze nie czytałem. Stu iluś tam komentarzy przeglądać nie zamierzam, ale domyślam się, że wielu ludzi zauważyło to samo przede mną: napisałeś pierwszorzędnego pornosa. Tudzież erotyka. Granica jest dość płynna.

 

Jest jakiś fantastyczny setting, oczywiście, ale w sumie opowiadanie równie dobrze mogłoby się rozgrywać na Ziemi, w jakiejś kolonii karnej – ten Księżyc nie był do niczego potrzebny.

 

Dlatego jest to pornos lub erotyk: niepotrzebne skreślić. Co w zasadzie mi nie przeszkadza samo w sobie (aczkolwiek rączki mam na klawiaturze, obie. Jeszcze). Ale muszę uczciwie przyznać sam ze sobą, że gdyby takie opowiadanie wrzuciła świeżynka, po pochwaleniu stylu kazałbym jej szukać szczęścia na jakimś erotycznym portalu, bo wg mnie utwór nie przeszedł testu „brzytwy Lema” i w zasadzie nie jest to fantastyka… I chyba dlatego wrzuciłeś go jako anonim, ale zapomniałeś o właściwościach naszego kochanego portalu, który cię zdemaskował XD

 

Niemniej podobało mi się. Duh. Jak mogłoby się nie podobać, kiedy tam takie rzeczy się dzieją.

 

Pozdrawiam i w ogóle nie idę po chusteczki.

Precz z sygnaturkami.

Popatrzmy, popatrzmy…

 

Ciężkie czasy nastały, niestety ciężkie.

Wiadomo… kiedyś to było… Nastrój nostalgiczno-wspominkowy został w zasadzie wymuszony przez hasło, ale mam nadzieję, że nie będzie tak przez całe opowiadanie.

 

Znajomych widuje oczywiście coraz rzadziej – widuję*

bo to solidy chłopak – solidny*

prawie zderzyłem się z młodym mężczyzna – mężczyzną*

 

Jakieś bardzo przedziwaczne rzeczy zaszły na wieży zegarowej… Czemu to coś, co zabijało pracowników, oszczędziło zegarmistrza?

 

Wszystkich dziwności/błędów interpunkcyjnych nie zamierzam wypisywać. Przyjrzyjmy się tylko temu:

Nie jeszcze nie ale i tak nie wiem, czy jest kogo zawiadamiać. Minęły lata od ostatniego ataku, a już mój mistrz miał wątpliwości, czy to w ogóle wszystko prawda?

Byłoby znacznie lepiej, gdyby napisać:

Nie, jeszcze nie. Ale i tak nie wiem, czy jest kogo zawiadamiać. Minęły lata od ostatniego ataku, a już mój mistrz miał wątpliwości, czy to wszystko w ogóle prawda.

 

Za biurkiem, w którym codziennie pracowałem

Przy którym. W biurku pracować nie mógł, no chyba że było to bardzo duże biurko…

 

wtedy cała drużyna załapała i już nigdy nie przestała maszerować.

Czyli maszeruje do dzisiaj? Jako duchy? Czy czegoś nie rozumiem?

 

Mówisz, że zegar wynalazł mistrz Gilbert jeszcze przed “mnichami”. Co to za mnisi? Czyżby ci z Wikipedii: “W Europie wynalazcą zegara mechanicznego (zwanego dawniej kołowym) był mnich benedyktyński Gerbert z Aurillac (ok. 935-1003 r.)”. Możliwe, ale jeśli mistrz Gilbert żył jeszcze wcześniej, to na pewno nie mógł pracować w starej fabryce, bo pierwsze fabryki powstały jakieś 800 lat po mnichu Gerbercie…

 

zabezpieczy zwoje miasto – swoje*

 

Gdy tylko wszedłem do budynku, od razu mnie zauważył.

Woźny też ocalał? Nikt nie wszczął alarmu, że na wieży leżą kupki kości? Nikt nie zauważył zniknięcia ludzi? Stwory grzecznie czekały na szczycie wieży i nikt tam nie wchodził?

 

Na koniec deus ex machina. Cudowne rozwiązanie problemu nie mające związku nie tylko z zegarami, ale w ogóle z fabułą opowiadania. Bardzo słabo.

 

Pomysł był fajny, ale wykonanie – kiepskie. Szkoda.

Precz z sygnaturkami.

Dżem dobry.

 

na samodzielną kawalerkę nie był mnie stać – było*

 

Średniki to zdradliwy nawyk. Sam ich dawniej sporo używałem, ale w zwykłej prozie średnik występuje bardzo rzadko. Trudno to nazwać błędem, po prostu tekst dziwnie wygląda, kiedy jest w nim pełno średników :)

 

To właśnie wskutek niewyspania, stawałam się – przecinek zbędny

 

Przyszła mnie odwiedzić, widziała jak chodzę po pokoju i zignorowałam ją totalnie. Powiedziałam, że miałam słuchawki na uszach, więc nie słyszałam dzwonków, ale tego dnia byłam w redakcji od rana; wróciłam dopiero wieczorem.

To dobre. Podoba mnie się. Robi się niepokojąco.

 

No i umówiłam się jednak na wizytę u psychiatry.

Bartek przyszedł już następnego dnia

Zaraz. Co? Specjalista od feng shui to raczej nie psychiatra… a poza tym, to on składa wizytę, więc wizyta nie jest “u niego”. No chyba że coś źle zrozumiałem?

 

Przecież Bartek, też coś wyczuł – znowu zbędny przecinek

 

będzie bardziej eko. – Ciesz się, że masz dzisiaj dyżur – tu tego myślnika też nie powinno być, po obu jego stronach jest przecież wypowiedź bohatera.

 

logiczne wytłumaczenie, tego co się działo! – tu z kolei przecinek się przesunął, bo powinien być za “tego”, a nie przed.

 

Zakończenie mocne.

 

Ogólnie, poza tymi kilkoma drobiazgami, czytało się dobrze. Szybko zrobiło się dość straszno, postępująca “zamiana ciał” była naprawdę fascynująca (i przerażająca, aczkolwiek mnie jest raczej łatwo przestraszyć). Motyw może nie jest jakiś nadzwyczaj oryginalny, ale “dobrze ograny”, jak to mówią. Technicznie nienajgorzej, nie wyłapałem pewnie wszystkich błędów, ale nic bardzo rażącego nie widziałem. Zgłaszam do klika i pozdrawiam :)

Precz z sygnaturkami.

Czeźć. Długie i szczegółowe hasło, zobaczmy, co wyszło.

 

Co widzę od początku, to mocno pomieszana chronologia. Trzeba się nieźle wczytać, żeby się połapać…

 

Tulipan to interesujący wybór broni… no dobra, doświadczeniu w zarzynaniu ludzi nie mam, ale wyobrażam sobie, że wyszczerbioną butelką od szampana chyba dość trudno zabić? Szczególnie silnego, napakowanego adrenaliną faceta. Czy Angelika naprawdę nabrała jakichś supermocy?

 

Dopiero po chwili, gdy zaczyna do mnie docierać sens jego słów, zalewa mnie fala zimna.

Świetny plot twist. Duży plus.

 

Ostatnie zdania też mocne.

 

To strasznie ciekawe opowiadanie. Często bywa tak, że opowiadanie zaczyna się interesująco, ale stopniowo się rozjeżdża i zakończenie wychodzi słabe, oderwane, niesatysfakcjonujące. Tutaj jest odwrotnie. Początek jest chaotyczny i jakiś taki… niezachęcający. Ale stopniowo opowiadanie się rozkręca, a finał ma naprawdę zajebisty. Bohaterka jest naprawdę prawdopodobna psychologicznie i mimo że zaprzedała duszę diabłu, coś każe czytelnikowi trzymać jej stronę…

 

Ogólnie, podobało mi się. Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Nagranie powstaje później, to prawda. Chodzi o to, że całe to opowiadanie jest po prostu zapisem owego nagrania. Może niedostatecznie jasno to powiedziałem.

 

Fajnie, że się podobało, Anet :)

Precz z sygnaturkami.

Cześć, zwykła osobo!

 

Wychodzi na to, że piwo o smaku kiszonych ogórków jak najbardziej Ci posłużyło.

<3

 

To było nagranie z ich rozmowy, czy nagranie jakiegoś wyznania…?

To było nagranie, które Adrian zrobił na pokładzie samolotu, a potem zapisał je na tym samym nośniku pamięci, na którym była przechowywana symulacja z Moniką. Miał nadzieję, że jeśli nawet nie wpuszczą go do laboratorium, to wezmą chociaż sam kryształ – i Monika kiedyś odsłucha wiadomość, którą jej zostawił.

 

Nie zrozumiałam, dlaczego miałby nagle być uszkodzony.

Hm… w sumie to faktycznie dosyć dziwna wzmianka. Spróbuję ją jakoś przerobić.

 

I tak jak wspomniałam, nie wiem, co to za “wiadomość”, skoro oni rozmawiali (”pamiętasz, co mówiliśmy”).

Rozmawiali, kiedy Adrian poszedł nocą sam do laboratorium. Wiadomość nagrywa, jak już mówiłem, jakiś czas później na pokładzie samolotu.

 

Dziwię się trochę, że nie pozwolił po prostu dziewczynie umrzeć, bo nawet jeśli uda się ponownie ją zasymulować, może nawet przenieść do tego fizycznego awatara, to raczej jej się to nie spodoba. Cholernie egoistycznie z jego strony.

Ten punkt nie został chyba jeszcze poruszony przez poprzednich czytelników.

Oczywiście można kwestionować decyzję Adriana na różne sposoby. Z twojego punktu widzenia był egoistą: to jeden z możliwych punktów. Z jego własnego punktu widzenia ratuje dziewczynę przed śmiercią. Z jeszcze innego wszystko to nie ma sensu, bo szanse na powodzenie misji są znikome…

 

Tutaj wzmianka o egoizmie wydała mi się trochę bez sensu – bo niby dlaczego “znowu”?

Kiedy pisałem to słowo, wiedziałem. Teraz już nie wiem. :/ Usuwam “znowu”.

 

Dzięki za komentarz, pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Powitać.

 

czułem (…) sympatię do (…) Multiplii

Multipli. Skąd wziąłeś to drugie „i”?

 

Nie wiem co tu dużo gadać – żachnąłem się. – Rodzina jak rodzina. Taka całkiem normalna

a kawałek dalej

Co tu dużo gadać, dzień jak dzień. Całkiem normalny w sumie.

Może to zabieg celowy, podkreślający prostolinijność bohatera, ale nadal wygląda to dziwnie.

 

a co dopiero zaglądnąć

Po co tak udziwniać… „zajrzeć” pasowałoby dużo bardziej.

 

Bywają momenty, w których zaimki gromadzą się w sporych ilościach, to chyba najbardziej jaskrawy przykład:

Do złudzenia przypominał mi tamten z tego dnia, kiedy to się wydarzyło.

 

Szczerze nie rozumiem zakończenia… Sławomir umarł? Trafił do niebytu? Więzienia? Nie wiem.

Ogólnie tekst jest średni. Zgrzytało mi sporo technikaliów. Nawiedzone samochody widzieliśmy w dziełach wszelkich już wielokrotnie, a to podejście nie jest ani szczególnie oryginalne, ani jakoś bardzo dopracowane. Niemniej elementy horroru i fantastyki były, źle nie jest, ale mogło by być lepiej :/

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Sześć.

 

Punktów za oryginalny tytuł nie dostanę

Pełna zgoda XD

 

Jeżę się jednak, słysząc tę bezpośredniość

Chochliki zjadły kropkę na końcu zdania.

 

których w większości nie rozpoznaje

nie rozpoznaję*

 

No dobra… czyli co? Jeśli dziewczyna nie rozpoznaje kosmetyków, pije herbatę zamiast kawy, a jej odbicie nie powtarza ruchów, to mogłoby oznaczać, że duch Irminy przejął kontrolę nad ciałem Laury, która przeniosła się do świata lustrzanego (w ogóle w tym miejscu musiałem zerknąć do przedmowy, w tekście imię bohaterki nie pada ani razu, trochę słabo). To jest fajny pomysł, ale jak to działa? Irmina ciągle ma wspomnienia Laury, nie dziwi jej bałagan w mieszkaniu, zna Ariela. Co tu zaszło? 

 

Gdyby trochę to rozwinąć, tekst mógłby być naprawdę dobry, a jest „tylko” dobry :) Element fantastyczny był, horrorowy też. Ogólnie podobało mi się. Naprawdę napisałaś to w jeden dzień?

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Zanaisie!

 

Ale to grubymi nićmi szyte.

Może się do czegoś przyznam: gdzieś tak w połowie pisania opowiadania wróciłem do wątku konkursowego, żeby sprawdzić limit, i dopiero wtedy zobaczyłem notkę o elemencie horroru :D Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego wcześniej mi to umknęło. Próbowałem trochę “dostraszyć”, ale chyba nie wyszło…

 

Świetnie się to czyta

Dziękuję :)

 

Nie zostałem przekonany – ale nie jest to duży mankament – motywem miłości, bo miłości tu nie widzę, ani powodu, dla którego bohater miałby obdarzyć Monikę uczuciem.

Zarzucę banałem: miłość nie zawsze kieruje się logicznymi przesłankami, a coś takiego jak “powód” może być trudne do uchwycenia.

 

Zakończenie bardzo przypadło mi do gustu, bo wynika z charakteru bohatera i jego motywacji. Jest na wpół otwarte, ale w dobry sposób.

Czyżby udało mi się przełamać klątwę słabych zakończeń? Oby!

 

Pozdróweczka i dzięki za komentarz.

Precz z sygnaturkami.

Witam i o opko pytam! 

 

Kiedy Karen przestała być moją dziewczyną, a została żoną, nie tylko przestała tolerować

Mały zgrzycik. 

 

Już znany wyłącznie jako Sebastian znałem ludzi

Dwa małe zgrzyciki to razem średni zgrzycik :P

 

– Ale jesteś przewidywalny!

– Ty naprawdę jesteś głupi

Słodzi mu, słodzi… 

 

i gazetę, no tę, ale po co

Jaką gazetę? No tę? Nie rozumiem.

 

Może to była zasługa tej upiornej muzyki relaksacyjnej, a może dzwonek. – a może dzwonka?

 

No, potem robi się dość upiornie… Oryginalny pomysł z tymi wszczepami. Elementy fantastyczne i horrorowe były. Aczkolwiek odczuwam lekki głód wiedzy, bo w sumie niewiele dowiedzieliśmy się o korporacji pana H… Niemniej przyjemnie się czytało.

 

Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Olgierdzie!

Cudowny nick i awatar. Szanuję.

 

Trochę znikąd wyszło to nagłe romantyczne zainteresowanie, takie odniosłem wrażenie.

To będzie trochę banał, ale powiem: czasami tak bywa…

 

Pozdrawiam serdecznie!

Precz z sygnaturkami.

Puk, puk.

 

nie szwendał się żaden żul, ani właściciel ciągnący psa na smyczy

Zdaje mi się, że tu przecinka nie powinno być.

 

wezmę twoje ciało i duszę. I twoją niunię na deser

Drugie „twoją” można spokojnie pominąć, wiadomo, czyja jest niunia :)

 

Wiesz, co on robił w czasie tak zwanych delegacji? – odezwał się Czapa. – Obsługiwał egzekucje skazańców. Moją też. On chce cię zabić. Odebrać komuś życie znaczy dla niego tyle, co zjeść kanapkę. On pozbywa się śmieci. Ciebie też sprzątnie, jesteś jego wielką porażką. Wycofujesz się?

Lekka przesada z „nim”…

 

Każdego rażą twoje błędy językowe

Czy to jakaś zawoalowana aluzja na temat portalu? No dobra, sam wytknąłem przed chwilą parę rzeczy… ale w „realu” nie jestem aż taki straszny ;)

 

– Pozwól mi zamieszkać w twoim ciele, albo wypruję flaki słodkiej niuni.

Pierwotna umowa była inna, co za bydlę z tego Czapy! Ale zakończenie ładne. Trochę niehorrorowe, można by rzec, ale to drobiazg.

 

Ogólnie podobało się. Fajny pomysł, przemiana bohatera jest, elementy fantastyczne i horrorowe też. Dobry tekst.

 

Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Irko!

 

Widać emocje. – dziękuję, starałem się :)

 

Nie wiem, jak to ma się do mapowania mózgu i przeniesienia go do wirtualnej rzeczywistości, bo chyba potrzebne byłoby coś więcej, niż samo mapowanie.

W ramach filozofii na potrzeby tego opowiadania mogę wysunąć tezę, że świadomość “odnajduje” nośnik, który jej najbardziej odpowiada: w tym przypadku wirtualny nośnik jest lepszy niż fizyczny mózg w śpiączce. Ergo, świadomość nie jest zapisana w samym mózgu.

 

Alicello!

Jim Carrey Surprise GIF – Jim Carrey Surprise Stare GIFs

Precz z sygnaturkami.

O, opowiadanie. A ile komentarzy! Zobaczmy.

 

Nieporadnie i z trudem, ale radzi sobie.

Zestawienie „nieporadnie” z „radzi sobie” wygląda ciut dziwacznie.

 

Jelenie zostały pozbawione poroży!

Hm, czyżbym już wiedział, co jest w walizce?

 

Ja pierdolę!

To nie są moje ręce!

No dobra, ale takich numerów się nie spodziewałem…

 

Walę ciupagą prosto w łeb.

A potem czaszka się zrasta i wiedźma mówi: no, jednak trzeba będzie poprawić jeszcze to i owo… Nie no, żarcik.

 

Dosyć makabryczne, umiarkowanie przerażające. Po uprzednich licznych komentarzach wszystkie techniczne niedociągnięcia zostały już chyba wyłapane. Mam takie „praktyczne” pytanko – czy nie lepiej byłoby Karolinie zacząć od Tomka lub Pawła i doszyć im pozostałe części? Po co w zasadzie był jej potrzebny Artur?

 

Pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Dżem dobry.

 

Odpinam pasy i wstaję z fotela. Zawsze uderza mnie to, jak szara, w odróżnieniu od symulacji, jest rzeczywistość.

Dosyć chore. Czyli… to dobrze.

 

Nie no, ale nie aż tak chore, żeby to było „najbardziej odrażające morderstwo ostatnich dziesięcioleci”. Gdyby pokroiła Ewę na plasterki, usmażyła i rozdawała dzieciom w przytułku tak przygotowane kotleciki, to byłoby już bliżej.

 

– „Coś może drgnąć, a może i tąpnąć". To nie brzmi dobrze. Z wielu powodów.

Paweł przygląda mi się z uwagą.

– Wychodzi z ciebie polonistka – kwituje, uśmiechając się.

XD ale za to masz plusik.

 

Nie było to: ani długie, ani straszne, ani jakieś nadzwyczaj ciekawe. Ot, morderstwo powtarzane w symulacji. Pomysł fajny, potencjał był, tylko jakby to trochę rozwinąć… Technicznie w porządku, ale raczej nie zapamiętam na długo.

Pozdróweczka.

 

Precz z sygnaturkami.

Cześć.

 

Wiadomość nie zrobiła na mnie wrażenia – dosyć oschły facet, chyba go nie polubię…

 

– Skorzystam z usług pańskiej żony – oznajmiłem

Albo to źle brzmi, albo przedawkowałem internet. Prawdopodobnie przedawkowałem internet.

 

– On też obiecywał. Po czym umarł. Wcześniej był spokój.

Wcześniej, czyli kiedy? Z tych zdań wygląda to tak, że „wcześniej” = zanim umarł, a chyba nie tak miało być. Może lepiej byłoby „dawniej”?

 

ledwie to pomyślałem, poczułem ból w palcach, jakby otwierały się ledwie zasklepione rany.

 

znalazłem późniejszą o rok informacjęn – chochliki weszły i popsuły słowo.

 

że mnie czeka taki sam losn – i znowu

 

Dobrze przeczuwałem. Nie polubiłem bohatera, jest jakby taki wyprany z uczuć… Ale pomysł na zegary świetny. Opowiadanie jest mroczne i trzyma w napięciu, zagadka w końcu zostaje rozwiązana, aczkolwiek uważam że przerwałaś w najciekawszym momencie… Ale rozumiem, ograniczenia konkursowe.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Siemaneczko.

 

Co się pierwsze rzuca w oczy, to że „strzelasz” gwiazdkami, tzn. podrozdziały są bardzo króciutkie. W zasadzie trudno to uznać za błąd, ale trochę dziwnie się czyta takie „strzelające” opowiadanie…

Technicznie OK. Gdzieś tam po drodze parę razy zagrzytały mi pewne sformułowania, ale nic co definitywnie mógłbym uznać za błąd, więc się nie czepiam.

Co do fabuły… pomysł jest prosty, ale niezły: że demon-starucha dąży do tego, żeby jej ofiara nie myślała o niczym innym, i stopniowo zbliża się do niej w koszmarze sennym. Niewątpliwie niepokojący, chociaż chyba nie przerażający. Zwrot akcji na końcu (tzn. że to bohaterka od początku była celem demona-staruchy, a nie dzieci) też mi się spodobał. Ale naprawdę, nie musiałeś tak tego rozstrzeliwać, spokojnie ze trzy-cztery gwiazdki by wystarczyły :)

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Finklo!

 

A jak zobaczyłam komentarz None, to trudno się było nie zgodzić z zarzutem, że skoro starczyło im sprzętu tylko na symulowanie mózgu w śpiączce, to ta symulacja nie miała prawa ruszyć pełną parą.

Nie o to mi chodziło… ani nie zauważyłem też, żeby pisał o tym None. None pisał, że na podstawie skanu mózgu w śpiączce nie można uruchomić symulacji mózgu wybudzonego, bo “symulacja nie ma na jakiej podstawie symulować w pełni aktywnego mózgu” → z czym się nie zgadzam, patrz mój komentarz. Ale zupełnie nie chodziło o możliwości sprzętowe.

W opowiadaniu napisałem, że skaner ma ograniczoną wydajność – tak, jak dowolny aparat fotograficzny. Aparat nie robi całego zdjęcia jednocześnie, tylko. np skanuje pole widzenia kolumnami – od lewej do prawej. Dlatego, jeśli obiekt któremu robimy zdjęcie porusza się, na zdjęciu wyjdzie rozmazany, bo jego lewa strona zostanie uchwycona w innym momencie niż prawa. Żeby zrobić dobre zdjęcie, należy wybrać obiekty możliwie stacjonarne.

Analogicznie, żeby wykonać dobry skan mózgu, należy wybrać taki mózg, w którym możliwie mało się dzieje – tzn. pacjenta w śpiączce. Inaczej skan wyjdzie “rozmazany”, neurony w różnych częściach zeskanowanego mózgu będą odpowiadać neuronom z różnych punktów w czasie i Bóg jeden wie jak taki mózg będzie się zachowywał. Prawdopodobnie nie będzie poczytalny. Jest to oczywiście niemożliwe do zupełnego uniknięcia, bo nie robimy przecież skanu martwego mózgu, ale chodzi o to, by zminimalizować liczbę błędów. Nie ma to nic wspólnego z możliwościami sprzętowymi samego komputera, na którym symulacja będzie później uruchamiana.

 

Dzięki za komentarz. Ależ się dyskusja rozwija :) Pięknie!

Precz z sygnaturkami.

:O

 

Miej tylko na uwadze, że poniższa tyrada, choć dość długa, nie stanowi zarzutu ani listy mankamentów

Przyjąłem. Moja odpowiedź też nie stanowi zarzutu, tylko element ciekawej filozoficznej dyskusji.

 

ogólnie wedle dostępnych definicji nie należy do gatunku homo sapiens.

Prawda. Ale ograniczenie definicji „człowieka” tylko do homo sapiens chyba nie jest właściwe? Neandertalczyk nie był człowiekiem? Niektóre definicje wprost mówią o człowieku jako o „osobie” – to przy jakim stopniu upośledzenia homo sapiens przestaje być człowiekiem? Wszystko zależy od punktu widzenia.

 

nie możemy jej wirtualnie wybudzić, bo symulacja nie ma na jakiej podstawie symulować w pełni aktywnego mózgu.

A ludzki mózg w śpiączce na jakiej podstawie wie, jak ma działać po wybudzeniu? Wybudzenia się przecież zdarzają. Gdyby taka informacja nie była gdzieś zaszyfrowana w samym mózgu, to wybudzenie nie byłoby chyba możliwe.

 

ale jest to niewiarygodnie wprost złożona symulacja. Nie aż tak jak symulacja mózgu, ale wciąż dość, by było to olbrzymim odkryciem naukowym.

No dobra… ale skoro zakładamy, że da się symulować ludzki mózg, bo przecież to właśnie dzieje się w opowiadaniu, to dlaczego mniej skomplikowana symulacja miałaby być problemem? Jasne, że samo założenie może być błędne – na ten moment jeszcze tego nie wiadomo, czy faktycznie symulacja ludzkiego mózgu jest możliwa, ale jeśli jest, a na potrzeby tekstu założyłem że tak, to dodatkowa symulacja ciała i pokoju chyba powinna być stosunkowo łatwa.

 

Ale, oczywiście, jest to całkowicie sprzeczne z tym, jak powinna się zachować symulacja.

Oczywiście, że tak jest. Moi bohaterowie to wiedzą i ja to też wiem. Uwaga, bo teraz już będzie bardzo filozoficznie: można (ale nie trzeba) to interpretować w taki sposób, że opowiadanie sugeruje istnienie ponadcielesnej duszy człowieka, która potrzebuje do „działania” nośnika – fizycznego czy cyfrowego, jakiegokolwiek. Ta dusza w jakiś sposób przenosi wspomnienia z symulacji sprzed resetu do tej, która działa po resecie. Dlatego Adrian zastanawia się, co by było, gdyby uruchomić dwie symulacje jednocześnie… Nie jest to odwzorowanie idealne, bo wspomnienie nie jest zapisane w neuronach – bohaterka zapamiętała pierwszą symulację jako coś na kształt snu, wspomnienie jest niewyraźne. Niejedna szkoła filozofii w historii świata sugerowała, że istnieje coś podobnego do duszy. Kolejne słowo, które przychodzi mi tutaj na myśl, to reinkarnacja – więc drugą symulację można (ale znowu nie trzeba) traktować jako reinkarnację pierwszej.

 

Słowem, bardzo się starasz, żeby czytelnik sam sobie uczłowieczył Monikę, ale nie dlatego, że doszedł do określonych wniosków, ale po prostu dzięki empatii.

Oui. Podejrzewałem, że czytelnicy – podobnie jak członkowie zespołu badawczego z opowiadania – mogą podejść sceptycznie do sprawy „czy tam w maszynie to tylko symulacja, czy jednak żywa osoba?”. Dlatego starałem się udowodnić, że jednak to drugie. Może to i jest uczłowieczenie, ale nie zgadzam się, że jest to sztuczne uczłowieczenie.

 

Pozdrawiam cieplutko!

Precz z sygnaturkami.

Czeźć.

 

Drzwi były wiecznie niezamknięte z obawy przed Żydami. Tak mówili mieszkańcy, ale nie wnikałem, o co im chodzi.

Hm… co? Bohater nie wnikał, ale jam jest ciekaw. Z obawy przed kimś/czymś raczej zamyka się drzwi?

 

Skrzypiały co prawda niczym kolana u informatyka na emeryturze

XD czy to nie miał być horror?

 

chłostałem nacią pietruszki, którą znalazłem w lodówce

chyba jednak nie…

 

Może po prostu nasram do doniczki?

Zdecydowanie nie :D

 

Fantastyka – tak. Horror – absolutnie nie, ale się uśmiałem XDD Dzięki, pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Poprzednicy się nie rozpisali, może ja spróbuję powiedzieć coś więcej.

 

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to ogromne bloki tekstu – nierozdzielone akapitami, dialogami… źle się coś takiego czyta.

 

gorset i japońskie kimono i ciemne okulary – w takiej sytuacji kimono powinno być po przecinku, nie umieszcza się dwa razy „i”, wyliczając coś.

 

Potem zaczyna się silna zaimkoza. Spójrz na to:

I za każdym razem jak chadzam ścieżką uświadamiam sobie jakie to jest głupie, że całą drogę wędruję tylko po to, by pośpiewać z daleka od ludzi. Problem jest taki, że nawet to nie starcza, ponieważ ludzie lubią chodzić ścieżką

Słabo. Powtórzenie dwukrotne jeszcze nie razi, ale tu już jest ich za dużo.

 

jeszcze jakieś inne pęki – prawdopodobnie chodziło o pąki?

 

Czułam się taka blada ze strachu – nie można „czuć się bladym”. Po prostu, byłam blada ze strachu, byłam przerażona, czułam przerażenie…

 

pot płyną ze mnie po całym ciele – miało być „płynął”. A w ogóle to lepiej byłoby „pot spływał mi po całym ciele”.

 

był trochę zwierzęcy w głosie – wystarczy „był trochę zwierzęcy”.

 

kogoś, kogoś bardzo włochatego – po co drugi raz „kogoś”?

 

chociaż w rozmowie – chochliki zjadły kropkę na końcu zdania.

 

Spodziewałem się, ze będzie – tu zjadły kropkę nad „zet”.

 

-Ty sukinsynie

Tym razem pozjadały spacje…

 

No cóż. Szału nie ma. Opowiadanie jest po prostu mało ciekawe i dość przewidywalne… Technicznie też kuleje mocno, podrzuciłem tutaj tylko niektóre rzeczy, nie mam siły żeby wypisać wszystkie brakujące przecinki. Wybacz.

Precz z sygnaturkami.

Witam i o zdrowie pytam!

 

Sonata

 

Oho, akurat moje urodziny!

Efekt niezamierzony, przysięgam. <emotka pieseła>

 

pokazałeś bardzo wyraźnie, jak się czuła bohaterka, wcale nie opisując jej uczuć.

Starałem się. Zmienianie perspektywy nie było możliwe, trzeba było sobie radzić…

 

ale jednak to odpowiedni moment, żeby przerwać opowiadanie i dać czytelnikowi samemu pomyśleć.

A także moment, w którym skończył mi się pomysł na to, co bohater miałby dalej robić XD

 

None

 

Sama opowieść jest niezwykle prosta, na granicy pretekstowości – w dodatku nie aż tak znowu oryginalna.

Nieuniknioną konsekwencją czytania jest przenoszenie wyłapanych motywów do tekstów, które się pisze… Mógłbym się bronić, że nie miałem czasu wymyślić czegoś bardziej oryginalnego, ale już sobie daruję :P

 

trochę oszukujesz, sztucznie uczłowieczając symulowaną kobietę.

A tego to nie rozumiem. Oszukuję? Sztucznie? Tzn. teza jest taka, że symulowana kobieta jednak jest człowiekiem, więc nie wiem, jak mógłbym ją „sztucznie” uczłowieczyć.

 

Podobnie bohaterowie poboczni, którzy, mimo symbolicznych, szczątkowych wręcz charakterystyk

To nie powieść, nie da się skonstruować zaawansowanych charakterystyk dla tylu postaci :P

 

Rzadko kiedy zdarza mi się czerpać tak dużą przyjemność z samego języka tekstu, bez związku z jego treścią.

Serduszko <3

 

Dzięki wam obojgu za komentarze, miłe słowa i zgłoszenia do klika!

Precz z sygnaturkami.

Tylko jeden komentarz? Trzeba to naprawić. Ale uprzedzam, że jestem czepialski.

 

Uwaga pierwsza: przyuważyłem podwójną spację

które  leczyłam

warto sprawdzić czy takowych nie ma – na sam koniec, przed wrzuceniem tekstu :)

 

Będziesz mnie potrzebować, Bereniko – przecinek przed Bereniko by się przydał. Wszystkich brakujących przecinków wypisywał nie będę, tylko te najbardziej „rażące”.

 

Nic mi nie jest. – tu chochliki zjadły spację po myślniku

 

Marto, nie patrz!

 

Po mnie też już nic tutaj, choć słysząc twoje nawoływania – zamiast słysząc powinno być słyszę

 

 osłania mnie swoimi ogromnymi skrzydłami. Przenika do mojej duszy, wlewa we mnie swą siłę. Jesteśmy jednością, rozkładam ogromne skrzydła – już wiemy, że skrzydła są ogromne, drugi raz nie musisz tego pisać :)

 

W ostatnich zdaniach pięć razy powtarza się „moje/moich”, to też można by napisać inaczej.

 

Okej. Teraz ogólne wrażenia.

Powiedzmy sobie od razu: jeśli to Twój pierwszy tekst w życiu (a widzę że w każdym razie pierwszy na portalu), to technicznie jest naprawdę dobrze. Większość „świeżynek” wali znacznie więcej błędów, a tu bardzo rażących problemów nie ma. Fabularnie: element fantastyczny niewątpliwie jest – element horroru też – bohaterka całkiem prawdopodobna psychologicznie. Opowiadanie jest niezłe… jest tylko jedno ale.

 

Od momentu, w którym Berenika zaczęła pogrążać się w szaleństwie, czekałem na moment, w którym pojawi się coś, co zburzy jej straszną wizję – że kobieta, którą wybrał jej ukochany, to demon w ludzkiej skórze (a potem że ten demon przeniósł się na matkę faceta). Nic takiego się nie stało aż do samego końca, wobec czego mam wrażenie, że sugerujesz, że to nie była tylko wizja. I to wrażenie mnie przeraża bardziej niż samo opowiadanie.

 

Mimo tego uważam, że opko jest fajne. A zapewne nie przykuło większej uwagi, bo wrzuciłaś je w ostatecznym terminie, niemal jednocześnie z kilkunastoma innymi osobami – potencjalni czytelnicy mieli szeroki wybór i nie zdecydowali się na opowiadanie nieznanego użytkownika…

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Dżem dobry.

 

Dwie małe lampy elektryczne rzucały nikłe światło na obite drewnem ściany, drżąc docierały do twarzy pasażerów

Nie bardzo wiadomo, co drży, a co dociera… lampy chyba nie docierały? Ani ściany też nie :)

 

pomyślałam, ze złośliwością – ten przecinek raczej niepotrzebny

 

zacisnęłam pięści – duża litera się zgubiła

 

Nie miałam szans odnaleźć cywilizację idąc pieszo – chyba powinno być „cywilizacji”

 

zaraz ruszamy dalej!

Już wracam!

Miałam ruszyć dalej – jedno z tych „ruszań dalej” można by zamienić na coś innego

 

Króciutkie, ale klimatyczne. Fajny koncept z brakującą kartą i karą dla oszustki, ale ostrzeżenie od kogoś z przodu pociągu trochę tu nie pasuje: dlaczego magia, która wywiodła bohaterkę do lasu, pozwoliła na to ostrzeżenie?

 

Czepiam się, wiem. To silniejsze ode mnie. Szorcik jest fajny i na tym zakończmy :)

Precz z sygnaturkami.

Proszę się odczepić od waifu Dzięki :) Motyw pojawia się nie tylko w Cyberpunku, oczywiście, np. dawno temu czytałem taką książkę Miasto permutacji Grega Egana, która rozwija temat do niebotycznych rozmiarów. Polecam.

Precz z sygnaturkami.

Jak napisałeś, to dawaj, nie ma co tracić tekstu.

 

Nie, tego nie napisałem (jeszcze), wziąłem inne hasło i napisałem coś innego… i to coś innego wrzuciłem w terminie. A nad hasłem #83 jeszcze pomyślę.

Precz z sygnaturkami.

Czy aby na pewno? – pytam do tytułu… zobaczymy.

 

Do tego niektóre całkiem interesujące: poza łyżwiarką spotkałem się jeszcze z prezenterką telewizyjną i szefową domu mody. – to razem trzy dziewczyny, a w poprzednim zdaniu wspomniałeś o czterech.

 

lecz – zamiast własnego oblicza – zobaczyłem jakiegoś starca.

Oho, chyba już widzę, dokąd zdążamy… Panie Wilde, to pan?

 

żywię się tylko zamawianym jedzeniem. Fuj! Co prawda tylko w porządnych restauracjach, ale nic nie zastąpi zapachu świec i tej kameralnej atmosfery. Gdy tylko wyzdrowieję

Niektórzy mówią, że powtórzenia można olewać… ale ja się nie mogę powstrzymać, żeby coś komuś wytknąć ;)

 

Ręce, jakby wyciosane z kamienia, nie chcą mnie słuchać.

Jak on pisze ten pamiętnik, jeśli ręce ma jak wyciosane z kamienia?

 

Ogólnie:

Było to niewątpliwie… niepokojące. Może nie straszne, ale powodowało dyskomfort. Aczkolwiek wrażenia zostały umniejszone, bo domyśliłem się, co się dzieje – domyśliłem się dość wcześnie, a pewnie można było jeszcze wcześniej, wnosząc po samym imieniu i nazwisku bohatera. Trochę to „popsuło niespodziankę”, że tak powiem.

 

Ale jest 18:56 i jest dobrze. A nawet nie jest źle. Mogło być gorzej.

 

Pozdróweczka!

 

Precz z sygnaturkami.

Dżem dobry.

Sam chciałem przejąć to hasło, ale mię ubiegłeś… zobaczmy, jak Ci poszło.

 

Jej wyjątkowo blada skóra, mokra i lepka po seksie, zaczęła przypominać mi ciała z domu pogrzebowego.

tag „obrzydzenie” byłby całkiem przydatny

 

Iza-imprezowiczka ustąpiła miejsca Izie-matce: przestała chodzić na solarium, seks ją męczył, a rozmowy ze mną uznała za stratę czasu, który mogłaby poświęcić córeczce.

To też trochę horror: horror codzienności.

 

Na pozór żyłem.

Horror codzienności pogłębił się i stał się bardziej przerażający niż trupy…

 

Istnieją miejsca w sieci, gdzie można zaspokoić każdy rodzaj ciekawości.

No i dupa: na czymś podobnym opierał się mój pomysł do tego hasła, więc chyba jednak nie wrzucę pozakonkursowo, bo bym został posądzony o plagiat.

 

Perła”.

Masz, kurwa, wyobraźnię.

Daruj przekleństwo… ale no… ja pierdolę!

 

Zakończenie też potężne.

 

Napisałeś to lepiej niż ja kiedykolwiek mógłbym marzyć – więc nie żałuję, że nie przejąłem hasła. Technicznie też nie znalazłem nic poważnego, ale tak symbolicznie się przyczepię, że to „gdy” wygląda mi nieco dziwnie: Zerwałem się z krzesła w poszukiwaniu miski, gdy zerknąłem na podłogę i zamarłem.

 

Nie było to bardzo przerażające: raczej szokujące i obrzydliwe, ale niewątpliwie mocne. Wyrazy uznania.

Precz z sygnaturkami.

Co ja robię tu? Uuu, co ja tutaj robię? (Odpowiedź: zabieram się za rzeczy z kolejki)

 

Kisłem chyba cały czas, a szczególnie tutaj:

W środku swojej głowy posiadał myśli

Ron nie lubiał, kiedy Harry atakował go faktem, który często okazywał się prawdą

Poraziła ich dwóch jej nagość, skryta pod grubymi szatami

przestawił kierunek patrzenia oczów w Hermionę

a ona stękała mentalnie

błąd, który polegał na tym, że nie opowiedział Harremu o kontekście

Harry spocił się na zimno, bo chyba zrozumiał subtelną żaluzję

 

C.D.N – no i co? obiecanki macanki. ciągu nie ma, dalszego ani żadnego innego. smutek.

 

poza tym, idę sobie wydłubać oczy. Dzięki!

Precz z sygnaturkami.

Gdzieś kiedyś ktoś mi to polecił… czas się zabrać za rzeczy z kolejki.

 

to jeszcze siedzi na portalu Nowej Fantastyki i kręci gównoburze z innymi grafomanami o najlepsze drabble. – w tym miejscu zaczynam się zastanawiać, czy pasta nie jest o kimś konkretnym… I nie, nie wiem o kim, tylko to tak zabrzmiało, jakby było ukierunkowane na konkretną osobę :P

 

Ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy, hurr, bo chuja się znają, tylko krytykują, durr, a piórka dają po znajomości – widzę że nic się nie zmieniło XD

 

trzeba wcześniej się wypierdzieć, bo inaczej fantaści wyczują i na portalu będzie spalony.

No dobra, teraz to już prawie spadłem z krzesła LOL

ale czemu nie ma nic więcej o tym piwie? :(

 

Po tym wstępie już byłem pewien, że żadne nicki nie padną, a tu zonk.

 

nie mógł z nimi jechać na jakiś Shitcon

tarzam się po ziemi

 

A ja z tego wszystkiego nauczyłem się pisać i ostatnio wydałem swoją pierwszą książkę.

Wygrałeś, chłopie.

 

Wulgaryzmów byo ciut za dużo jak na mój gust – ale rozumiem, że taka to cecha pasto-podobnych opowiadań i ubawiłem się setnie.

 

Zresztą, co ja pierdolę, ubawiłem się jak chuj.

 

Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Cudowny koncept!

 

Zaimków jest całe mnóstwo, a jeszcze więcej ich odmian, więc zebranie pełnej bazy może trochę potrwać – tu jest tego w opór:

https://pl.wiktionary.org/wiki/Aneks:J%C4%99zyk_polski_-_zaimki

Ale już teraz widzę że to ma wielki potencjał. (BTW, zauważyłem że kolory i słowa rozjeżdżają mi się w firefoksie – w chrome jest wszystko ok. Nikt już nie używa firefoksa…)

 

Na szybko (weryfikowane z wikisłownikiem, proszę nie bić jeśli wikisłownik się mylił):

– zaimki których nie wyłapuje: tamtego, taki, ktoś, każdy, nikt.

– zaimki które mogą być też innymi słowami: je (ojciec je zawołał vs ojciec je sałatkę), jak (może być i zaimkiem, i spójnikiem, no i jest też takie zwierzątko), kiedy (znowu – raz zaimek, raz spójnik).

 

Pozdróweczka i dzięki!

Precz z sygnaturkami.

Dzień dobry wieczór, ninedin.

 

Konkursowe to IMHO za bardzo nie jest, bo horroru niewiele

Wyjaśnienie jest proste – ja po prostu nie umiem pisać horrorów :(

 

Jedyne, co wydaje się fabularnie nieco wymuszone, to przyznanie/cofnięcie grantu, a zwłaszcza to drugie: widać, że jest to trochę wytrych fabularny, służący do rozwiązania akcji

Dobry wytrych nie jest zły… fakt, że nie planowałem tego cofnięcia w momencie, w którym pisałem fragment o przyznaniu dotacji. Ale tak często bywa. Zdawało mi się, że to niezły pomysł – więc go wcieliłem w życie…

 

Ale poza tym cieszę się, że się podobało.

 

Pozdrawiam cieplutko.

Precz z sygnaturkami.

Siemaneczko. Czas się czepiać.

 

Czterdzieści lat na karku, a zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak… – z tego zdania wynika, że bohater ma pod czterdzieści lat, zgodnie z hasłem – to jest w porządku, ale koliduje z następnym zdaniem:

Nie pracujesz już pięć długich lat, a do emerytury jeszcze ci trochę, kurwa, zostało!

Matka czterdziestolatka ma przynajmniej ze sześdziesiąt lat – powinna już chyba być na emeryturze?

Do weterynarza mi daleko, chociaż za młodu chciałem leczyć zawodowo zwierzęta. – no tak, teraz już wiem, dlaczego wziąłeś akurat to hasło…

Gdy tylko moje źrenice spotkały się z jego ślepiami wrażenie ustało i wszystko wróciło do normy. – gdzieś mi tu brakuje przecinka. Chyba przed „wrażenie”.

zaglądał wgłąb duszy. – winno być „w głąb”

 

O, to ona! pomyślałem rozradowany. – jakoś tą myśl trzeba by zaakcentować. Myślnikiem, kursywą, cudzysłowem… i dalej to samo: No, wyduś to z siebie! pomyślałem.

 

Starałem się mówić jak najspokojniej, jak byłem w stanie – pierwsze „jak” należy wywalić

 

Trzy razy podrozdział kończy się słowami „straciłem przytomność”, zrobiło się to trochę powtarzalne…

 

Czytało się bez przykrości. Opowiadanie jest krwawe, acz dość szybkie i niespecjalnie przerażające – niemniej, jest dobrze napisane i zasługuje na klika (jakim cudem ma tylko jeden?). Opisujesz to, co dzieje się w głowie bohatera z detalami – dyskutowanie ze samym sobą, wspomnienia z dzieciństwa, przepełnione nienawiścią myśli – i to mnie chyba napawa większym strachem niż samo opowiadanie, bo aż boję się pytać, skąd wziąłeś te rzeczy… Cwn annwn wyguglane, kolejne bity wiedzy dodane do banku pamięci.

 

Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Dzień dobry wieczór.

 

Pracuję nad tym – odpowiadam. – Znowu mają całą listę skarg, więc właśnie nanoszę poprawki. Odeślę im to jeszcze dziś.

Przyciśnij ich bardziej. Chcę mieć to zamknięte na już, jasne? Za bardzo się z tym guzdrzesz. – lekka zaimkoza, uleczalna.

 

Ja pieprzę, zaczyna mi odwalać.

Co się dzieje? Kto mi to wszystko wysyła?

Nieważne! Nie myśl o… O tamtym. Po prostu to olej. To nic takiego. Zajmij się czymś – zaimkoza stadium drugie… już gorzej…

 

Co się ze mną dzieje? Co to wszystko ma znaczyć? Działo się coś popieprzonego. Dziwacznego. Miałam wrażenie, że wariuję. – raz czas teraźniejszy, raz przeszły – kiepsko to wygląda

 

Zamknij się! Zamknij się ty pieprzona suko! – chochliki zjadły chyba przecinek przed „ty”. No i w tym fragmencie też jest mnóstwo zaimków.

 

Dość tego. To się musi skończyć. I to już. Z przerażającą klarownością pojmuję, że za tym ten sam zaimek w czterech zdaniach pod rząd… Dobra, wystarczy już wyliczania zaimkozy, chyba załapałeś o co mi chodzi.

 

Opowiadanie jest mocne, bez dwóch zdań. Ciężkie (tytuł dobrze pasuje), mroczne i miejscami dość straszne. Wczoraj wieczorem zacząłem lekturę, ale szybko zorientowałem się, że to słaby pomysł, i dokończyłem dzisiaj, w świetle dnia. Demony powracające po zmarłych członkach rodziny to nie fantastyka… znam ten temat, że tak powiem, od podszewki. Dlatego opowiadanie trafiło do mnie (pomimo postępującej zaimkozy). Przypomniał mi się też jeden z nielicznych horrorów filmowych, jakie oglądałem, Wrota do piekieł – wykorzystano tam podobne motywy co w Ciężarze.

 

Pytanko bonusowe, z ciekawości: wykorzystałeś limit znaków aż do końca, czyżby były jakieś cięcia?

 

Pozdrawiam.

Precz z sygnaturkami.

Sześć.

 

Ponoć nie da się czytać, poza tym historia jest bez sensu, więc ciekawym, czy ktoś dobrnie do końca;P – czuję się zachęcony do czytania…

 

Stylizacja na pewno udana, daruję sobie narzekanie, że co dziesiątego słowa nie rozumiem, bo domyślam się że tak miało być.

 

Stanęli pod podsieniem. - ale to wygląda trochę dziwnie.

 

jakby dobrze poszukać, to każde obrzydlistwo dałoby się tam znaleźć – poza jeno panią domu. – XD

 

Ptak zostawił gniazdko z pisklęciem i dwoma jajami.

Z ciekawości sprawdziłem, co to za ptak, ta zazula – wikisłownik mówi, że kukułka. Kukułki chyba nie budują gniazd?

 

Tuman zasnuł wspomnienia ostatniej nocy i innych, doczesnych spraw. Zabełkotał pod nosem

Ten tuman zabełkotał?

 

Ciężko spamiętać gdzie iść gdy drzewa wokół wyglądały jednako – tu chyba jakieś przecinki winny być

 

A tam, na klepisku, leżał Mścigost

No dobra… to jest niezły plot twist.

 

Opowiadanie jest, ogólnie rzecz biorąc, dobre. Po prostu dobre – tylko tyle i aż tyle. Oryginalna adaptacja baśni o Jasiu i Małgosi, porządna baśniowa stylizacja, były elementy humorystyczne, ale groza pogłębiała się bardzo szybko. Da się czytać i historia ma sens, nie wiem, kto ci takich bzdur naopowiadał (może sam sobie to wymyśliłeś? XD)

Leci zgłoszenie do klika :)

Precz z sygnaturkami.

Drogi autorze!

 

Nie wiem, w jakim edytorze tekstu napisałeś to opowiadanie, ale radzę ci: zrezygnuj z niego. Spójrz na tekst, który wkleiłeś, i zobacz, co się z nim stało. Jest to katastrofa formatowa, która bardzo utrudnia czytanie. Nie ma sensu wypisywać wszystkich tych problemów, bo jest ich po prostu za dużo, ale mam wrażenie, że to jednak wina edytora, a Twój udział polega tylko na tym, że wkleiłeś ten tekst bezrefleksyjnie i nie sprawdziłeś, czy formatowanie się nie popsuło. (Przynajmniej taką mam nadzieję).

 

Mimo to podjąłem próbę przeczytania i stwierdzam, że historia sama w sobie też jest mało ciekawa – obcy lądują na ziemi, spotykają hinduskich strażników, koniec. Gdzie tu jakaś akcja, gdzie ten humor? I dlaczego zgłosiłeś tekst do konkursu sprzed trzech lat?

Precz z sygnaturkami.

Dobra. Jesteśmy na Pyrkomie: mamy znak rozpoznawczy – majowy numer NF z Pyrkonem na okładce – i możemy np. o 12 stać przy fontannie z złotym posągiem, machając NFem. Jeśli Silva, DHBW lub ktokolwiek inny są, niech dadzą znać!

Precz z sygnaturkami.

Ten dzień nadszedł.

Precz z sygnaturkami.

Generalnie potwierdzam słowa DHBW. Noclegów nie ma, nawet jeśli wyświetla się że są. Dlatego możliwe że ja też będę "spał" w pkp… no chyba że ktoś z okolic Poznania przenocuje biednego fantastę… Mały jestem, nawet na parapecie się zmieszczę jakby co

Precz z sygnaturkami.

No cześć.

 

Troszkę przydługawy ten wstęp, prawdę mówiąc…

 

Ech… Okej, dzięki. – westchnąłem – zdaje się, że w takiej sytuacji kropkę należałoby chyba opuścić, jeśli po myślniku nie zaczynasz nowego zdania – a nie zaczynasz, bo dużej litery brak.

 

Głos, który miał w sobie nutkę czegoś znajomego, jednak brzmiał trochę obco.

Nie umiem wyrazić słowami, co w tym zdaniu mi nie pasuje, ale jest hiper-dziwne.

 

Jak to jest być astroinformatykiem? Dobrze?

Z kolei za to wielki plusik. (A bez plusików nie ma plusików)

 

Uwaga czepialska. Mam wrażenie, że zdobycie Olympus Mons byłoby wysoko na liście priorytetów wszelkiego rodzaju poszukiwaczy przygód, więc nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby na takim etapie kolonizacji Marsa pozostawał niezdobyty…

 

pracownika multibilionowej korporacji. – wcześniej była mowa o multimiliardowej, szybko się wzbogacili, skubani

 

Samael prowadził, obok niego siedział Rafael

Nie wiem, czy to żartobliwe, czy nie, ale parsknąłem śmiechem. Odbił się echem.

 

Wierciłem się w siedzeniu – chyba na siedzeniu?

 

Samael, ile do jaskini? – Lilith rzuciła pytaniem. – dużo lepiej byłoby po prostu „rzuciła Lilith” albo „zapytała Lilith”.

 

No i co… po prostu zabiłeś wszystkich uczestników wyprawy oprócz tych, których już poznaliśmy…? Może oni nie byli jednak do niczego potrzebni, skoro wyprawa idzie dalej bez nich?

 

Stalaktyty groźnie spoglądały ze stropu, obserwując każdy nasz ruch. 

I znowu nie wiem, czy to żartobliwie… Taga „absurd” nie było, więc chyba nie? Wobec czego zmienię się w Captain Obvious i powiem, że stalaktyty nie mogą spoglądać, gdyż nie mają oczu.

 

nadająca tworowi nienaturalny wygląd. Zbyt dziwne na zwykły wybryk natury. – powtórzenie niebezpośrednie, ale jednak.

 

Dio! – wrzasnął Samael, wyłaniając się z chmury pyłu. Spojrzałem w bok. Szedł w moim kierunku, mierząc do mnie z pistoletu. – Nie próbuj tego spieprzyć, już za późno!

Samael spokojnie mógł teraz zastrzelić Dio – czemu tego nie zrobił?

 

A później wchodzi metafizyka i robi się giga-dziwnie. Nie podejmuję się zrozumienia.

 

Ogólnie: było to dziwne od początku, a poziom dziwności rośnie wprost proporcjonalnie do procenta przeczytanego tekstu. Tytułowy słowik pojawia się chyba tylko we wstępie, raz w środku tekstu i raz na samym końcu – nie wiem, czy przeszedłby test strzelby Czechowa.

Nie wiem, co o tym myśleć. Nie czytało się źle, ale na dłużej chyba nie zapamiętam…

 

Oczywiście pozdrawiam.

 

Precz z sygnaturkami.

Barbarzyńco!

 

Dziemkuję. Co to jest Sword Art Online – nie mam zielonego pojęcia, anime nie oglądam w zasadzie wcale, ale skoro z pozytywnej strony, to dobrze.

Gdybym wiedział, że tak zaraz będzie następny komentarz, to odpowiedziałbym Wam obojgu w pojedynczym komentarzu…

 

Warto było zajrzeć. :3

Warto było napisać :3

 

Pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Dzień dobry wieczór.

 

Ogółem, też nominowałabym do piórka, więc tu zdziwienia nie ma ;)

Opko zdecydowanie spodobało się “publiczności” bardziej niż “krytykom”, więc tu też zdziwienia nie ma ;)

 

Czemu przeciwniczka, wiedząc że w ciągu dobry będzie mieć poważne starcie, umawia się ze swoim facetem i naraża na wyciągnięcie tych danych? Uwaga spisywana na bieżąco, ale jako profesjonalistce jej nie przystoi ;P

No cóż, to dopiero druga runda mistrzostw, nie-profesjonaliści mogli się jeszcze zdarzać… Ale przeciwnik z piątej rundy już to wie.

 

Uwagi w wolnej chwili uwzględnię, dzięki za komentarz i opinię!

 

Precz z sygnaturkami.

Jestem zainteresowany potencjalnie, może? (śledzik)

Precz z sygnaturkami.

Prosiłbym o zaklepanie

72. Adrian jest przystojnym, młodym chłopakiem. Ale zauważa, że równie młoda i równie piękna dziewczyna wciąż mu się przygląda. Nic do niego nie mówi, bo nie może. Ona jest głuchoniema.

Precz z sygnaturkami.

Cóż za przygoda! Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze!!!

Ino mnie frustruje pytanie, czemuś zapisał się na konkurs sprzed 8 lat.

Precz z sygnaturkami.

Hej.

Zobaczyłem, że ma 4 kliki, to wpadłem, coby dodać piątego :)

Dobre piętnaście lat temu rozdziewiczyła mnie pewna czterdziestka piątka.

Biorąc pod uwagę, że przed chwilą była mowa o „trzydziestce ósemce” jako o broni, wzmianka o rozdziewiczającej czterdziestce piątce wygląda dość… dziwacznie…

Co tu robisz, dziewczyno?! – indaguję. – Nie widzisz, jaki tu bajzel?! – Dwa razy „tu”, drugie można spokojnie pominąć.

 

łupię pięścią w stół aż podskakuje popielniczka – winien być przecinek przed „aż”

 

ale a szczęście się rozpromienia – miało być chyba „na szczęście”

 

Sala płonie, a wraz z nią famiglia Vittich.

Hm, może niezłym pomysłem byłoby sprawdzenie, czy czasem ktoś nie przeżył? Przypomina mi się pewien zamach bombowy, w którym główny cel zamachowca uszedł z życiem.

 

Byłem mocno skonfundowany po zakończeniu… i chciałem narzekać, że nie ma fantastyki, a dopiero po przeczytaniu komentarzy zorientowałem się, w czym rzecz. ALE i tak powiem: według mnie to, że Lauren od początku jest duchem, widziadłem czy czymś podobnym – jest za słabo widoczne. Jasne, że chcesz, żeby to była niespodzianka: żeby czytelnik pomyślał sobie „Aha, to dlatego coś mi w niej nie pasowało!”. Ja natomiast pomyślałem sobie „Co tu zaszło i dlaczego???”.

Chociaż jest też szansa, że to moja wina, a nie twoja. Ogólnie opowiadanie jest porządnie napisane i dość brutalne – plus uduchowienie, to już całkiem wyraźne znamiona horroru. Stopniowe popadanie bohatera w szaleństwo to też mocny punkt. No i sprytna interpretacja „sportów ekstremalnych”.

Zgłaszam do klika i pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Cześć!

 

Wybrałem akurat to z Twoich opowiadań, bo ma najwięcej komentarzy… zobaczymy, co przyciągnęło publiczność.

 

Stylizacja jest ciekawa, ale co mnie uderza od samego początku, to jakby taki wysyp przecinków – chociaż może to też element stylizacji?

 

Czasem zdarzają się powtórzenia:

 

– Kim jesteś i czego tu szukasz? – spytała, a głos miała jak śpiew ptaków wiosenny.

– Jestem Siewko ze Strumyka, przybyłem tutaj po mój cień.

– Chodź zatem ze mną, Siewku ze Strumyka, zaprowadzę cię do mych sióstr, bo nic tutaj nie wskórasz.

 

Schemat oczywiście znany jest z baśni: wędrowiec szuka czegoś bardzo ważnego i po drodze zbiera pozornie niepotrzebne “gadżety”, najczęściej trzy, które w starciu ze strażnikiem (Zmorą) okazują się bardzo przydatne. Co do tego schematu nie pasuje – i co mi się podoba – to że dawcy tych “gadżetów” początkowo próbują wędrowca zatrzymać, a dopiero kiedy wykazuje upór, udzielają mu pomocy.

 

I gdy już miał chwytać kotarę i z życiem się żegnać

Tego nie chwytam. Chciał się powiesić na tej kotarze, czy jak?

 

Historia ogólnie fajna. Motyw rzeźbiarstwa został wspomniany chyba tylko raz – trochę szkoda, bo to było zdaje się ważne. Ale czytało się szybko i przyjemnie.

 

Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Od Sary Winter i ode mnie :)

 

***

 

Śnieżna planeta była malutka. 

W zasadzie była tak malutka, że nazwanie jej planetą to przesada. 

A więc, kulka SW-716 toczyła się spokojnie przez przestrzeń kosmiczną, aż któregoś dnia, zupełnie przez przypadek, bo prawdopodobieństwo było mniejsze od tej kulki, wylądował na niej biało-czerwony kosmita, Pietrek.

Rozejrzał się i stwierdził, że inwazja będzie dziecinnie prosta.

– Generale, nie mają tu kompletnie żadnych sił zbrojnych – poinformował dowódcę, który pozostał w statku-matce, krążącym na orbicie wokół kulki. – Wystarczy kilka bomb typu “Pierwsza Gwiazdka” i SW-716 będzie nasza.

– Dobrze – odparł generał kosmitów.

– Gorzej z zasobami naturalnymi. Nie wiem, czy inwazja się opłaca, na razie nie widzę tu nic oprócz śniegu…

– Niedobrze – odparł generał kosmitów.

Sztab był małomówny, bo rozpaczliwie próbowano naprawić problemy z grawitacją. Kulka była tak mała, że zamiast utrzymywać statek na orbicie, sama próbowała wejść na orbitę wokół niego.

Pietrek w tym czasie rozglądał się, mrużąc oczy. Próbował wypatrzeć coś w śnieżnych zaspach. Jakieś znaki życia może, choć trudno mu było uwierzyć, by na tym mrozie mogło cokolwiek żyć. Zdziwił się jednak, gdy ze śnieżnej zaspy wyskoczyło zielonkawe stworzonko.

– Planeta jest zamieszkana – zameldował szybko. Potem zwrócił się do stworzonka: – Ręce, macki i inne kończyny do góry, ty…

– Nie, nie! Lądować nie! Ewakuacja, ewakuacja! EWAKUACJAAAA!

Pietrek przekrzywił głowę.

– Zauważyłeś może, że mierzę do ciebie z blastera?

– Zapadnie się, zapadnie! Oj…

Ziemia nagle ustąpiła Pietrkowi spod nóg. Poczuł, że spada do wnętrza kulki…

 

Następne, co pamiętał, to zimny płyn obmywający mu twarz. Smakował owocami.

– Więcej kompotu nie ma…

– Już dobrze, obudził się.

Drugi głos był głębszy, ale dobrotliwy. Pietrek otworzył obie pary oczu.

– Musisz wracać na górę – mówił do niego grubas z brodą. – Ściana naszej bombki już prawie się zasklepiła, a twój statek czeka.

– Ręce do góry!!! – wrzasnął Pietrek, podrywając się gwałtownie. – Mam blaster i nie zawaham się go użyć!

– Cicho, cicho… czy nie czujesz magii świąt wokół ciebie?

Kosmita rozejrzał się, niepewny, gdzie właściwie się znalazł.

Setki zielonych stworzonek kręciły się na kilkunastu poziomach kulki. Całe jej wnętrze było wydrążone. Taśmociągi przenosiły kwadratowe pudełka z miejsca na miejsce, a on sam i grubas siedzieli w środku całej struktury.

Pietrek opuścił blaster, skonsternowany.

– Co to jest? – zapytał, przy okazji dotkliwie uszczypnął się w rumiany polik. – I czemu tu tak zimno, Jezu…

– Nie jestem Jezus, tylko Święty Mikołaj, w Pyrlandii zwany Gwiazdorem – powiedział, chyba nieco obrażony, ten gruby z brodą.

– Zapadłeś kulkę! Czemuś łaził tyle! – Zielony stworek skakał jak piłeczka ping-pongowa.

Pietrek usiadł ciężko, aż go zabolał tyłek. Nagle z krótkofalówki wydobył się głos generała kosmitów.

– Kapralu, co wy tam jeszcze robicie? I co to za dziura w kulce?

Skrzat i Mikołaj spojrzeli po sobie porozumiewawczo. Mały szybkim ruchem wyrwał Pietrkowi krótkofalówkę z rąk, a potem podał ją grubemu.

– Ej! – oburzył się kosmita, lecz nic to nie dało. 

– Chyba macie problem z grawitacją, generale. A my mamy nieproszonego gościa, który zupełnie tu nie pasuje. Dogadajmy się – mówił Mikołaj. Pietrek w tym czasie masował sobie obolały tyłek.

– Dogadajmy się – odpowiedział generał, bardzo rzeczowo, tak jak na generała przystało.

Mikołaj odchrząknął.

– Oddamy wam kosmitę, a wy nam pomożecie rozwieźć prezenty po Wszechświecie. Latacie z nadświetlną?

– Oczywiście.

– No, to widzimy się zaraz na waszym statku.

   

I tak się dogadali. A na Ziemi, w wigilię Bożego Narodzenia, zamiast sań Mikołaja na nocnym niebie pojawiła się śnieżna kulka, z której wysypywały się prezenty. Ludzie byli tym bardzo zaskoczeni, a ich zaskoczenie jeszcze wzrastało, kiedy patrzyli, co właściwie tę kulkę ciągnie. Nie ciągnęły jej bowiem renifery, o nie! Robił to statek kosmitów, a jego załoga zacierała rączki, bo wyniuchała, że Ziemia to znacznie lepsze miejsce na inwazję. Zaraz jednak zrzedły im miny, kiedy Mikołaj oświadczył, że to dopiero pierwszy przystanek na trasie rozwożenia prezentów, a do obdarowania został jeszcze cały Wszechświat…

Precz z sygnaturkami.

Cześć, FilipieWiju!

 

Tekst miał jednak nominację, na pewno nie za kosmiczne oczy

A skąd wiesz? ;)

 

To żaden błąd, ale styl masz fajny, lekki, a tu się trochę wybiłem z flow albo marudzę za bardzo, bo urlop mi się skończył.

Jedno drugiego wcale nie wyklucza. Prawdopodobnie zaszły oba :)

 

Drobna sugestia poniżej.

OK

 

Zakończenie bardzo mi podeszło. Niespodziewane, ale pasujące do ogólnego wydźwięku historii i postaci głównej bohaterki, a zatem spójne, więc nie da się marudzić.  

Jest to zupełnie odmienny pogląd od “większościowego”, co mnie dziwi, ale i cieszy.

 

Dzięki za lekturę, pozdrawiam cieplutko.

Precz z sygnaturkami.

Cześć wam!

 

Czy drugie Igrzyska są lepsze od pierwszych – nie wiadomo, bo każdy mówi co innego, ale warto było napisać drugie chociażby po to, żeby więcej osób dowiedziało się o istnieniu pierwszych :)

 

@Krar

Bardzo dobry pomysł i niezłe wykonanie, mroczny i ludzki pomysł na “sport” ery informacji. Punkt za niezłą futurologię imho.

Podziękował za komplementację.

 

Jedynie wiadomości w końcówce wydają się być nieco zbyt długi i banalne. Przeciwnik Paula niemal natychmiast się demaskuje, jakby grał na własną szkodę, byle tylko dobić bohatera.

Za krytykę też podziękował. Wszelkie opinie mile widziane.

 

@mort

Wygląda na to, że będę śledził kolejne pisane przez Ciebie teksty ze świata Mental Wars.

 

Kilka różnych osób powiedziało mi już, że koncept lepiej by się sprawdził w powieści, ale nie wiem, czy mam siły na coś takiego…

 

Dzięki za komentarze, pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Czekałem na opinię od jeszcze jednego Lożanina… opinii na razie brak, spróbuję go szturchnąć :D

 

@cobold

Skoro to ponowne wykorzystanie motywu opisanego już uprzednio, to istniało ryzyko, że nie opiszesz go wystarczająco czytelnie dla nowego odbiorcy – ale niczego podobnego nie doświadczyłem.

To mnie cieszy.

 

ale całość zburzyło wyciągnięcie z kapelusza obowiązkowej traumy z dzieciństwa.

To mnie już nie cieszy.

 

Co mogę jeszcze więcej powiedzieć? Chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle… jak to się mówi.

 

@drakaina

Do tego fabuła mnie średnio wciągnęła, bo jest bardzo przewidywalna. Myślę, że akurat w świecie Twoich igrzysk można było nawet tak sztampową opowieść ubrać w kostium na tyle atrakcyjny, żeby fabuła zeszła na drugi plan.

Jeśli same rozgrywki Mental Wars nie są takim kostiumem, to nie wiem, co mogłoby nim być.

 

ale dla mnie troszkę kotlet odgrzewany na podkręconych emocjach.

Ale chociaż dobrze, że emocje podkręcone :)

 

Wnioski/konkluzje: jedni mówią, że lepsze, drudzy że gorsze, jedni mówią że przewidywalne, drudzy że się nie spodziewali twistów. Uśredniona opinia jest taka, że nic nie wiadomo, a ja uwielbiam chaos i różnorodność, więc mnie to pasuje.

 

Pozdrawiam :)

Precz z sygnaturkami.

I ja byłem, miód i wino piłem.

(dosłownie)

Precz z sygnaturkami.

A tak w ogóle, to ja też będę :) jakby to miało jeszcze kogoś przekonać :)

 

W Łodzi nie byłem w życiu.

Precz z sygnaturkami.

Często praktykuję przy opkach coś takiego: przeklejam jakiś cytat, który mi się spodobał / zaskoczył / wywołał jakieś inne gwałtowne emocje, a potem go komentuję. Tutaj muszę z tego zrezygnować, bo musiałbym przekleić cały tekst.

 

Myślę, że żeby cokolwiek z Twego opka zrozumieć, trzeba osiągnąć przynajmniej pół świryba w teście na zrytą psychikę. Ja wyrabiam około 0.4, czyli czasami miałem wrażenie że niemalże coś rozumiem, ale jednak okazywało się, że nie. A ja jestem na discordzie, czyli to chyba nie wina skomplikowanego symbolizmu, a mojego debilizmu. Jeżu, mam nadzieję, że mnie nie ma w tym opowiadaniu, bo byłoby to tym bardziej kompromitujące…

 

Proszę mi podlinkować jakiś słownik, przewodnik czy co tam jest niezbędne, żeby zrozumieć ten tekst… Proszę przy tym wziąć pod uwagę moje upośledzenie i upewnić się, że słownik / przewodnik jest napisany tak, żebym go zrozumiał. Żartuję, i tak bym nic nie zrozumiał…

No, to chyba tyle.

Precz z sygnaturkami.

Powitalski.

 

@krar85

Po przeczytaniu pierwszych dziesięciu procent byłem już mocno wkręcony i czytałem dla czystej przyjemności.

To całkiem szybko :)

 

choć mam nadzieję, że tego nie dożyję, ale nigdy nie wiadomo

Mówisz, że 20 lat do przodu, i masz nadzieję, że nie dożyjesz? Czy jest coś, o czym powinniśmy wiedzieć?

 

Jak rozumiem to ten sport wymaga myślenia, szybkości, rozwiązywania problemów na bieżącą, a THC chyba na to nie pomaga zbytnio… Bardziej amfetamina, albo kokaina, choć tylko w małych dawkach i przez krótki czas.

Nie ukrywam, że ekspertem nie jestem w tych sprawach. Ale mnie broń Boże nie chodziło o to, że bohaterka ma swoje „supermoce” tylko po THC… no mogłem całość trochę lepiej rozegrać, fakt. Nikt wcześniej nie zwrócił mi na to uwagi.

 

Ale to tylko takie marudzenie, poza finałem jest bardzo dobrze.

Wszelkie marudzenie mile widziane! Kimże byśmy byli bez marudzenia, przecież to nie forum wzajemnej adoracji…

 

@Irka_Luz

Potłumaczyłeś to, co poprzednio wydawało mi się niejasne, i w ogóle to opko wydaje mi się jakoś bardziej spójne.

Jeden powie, że jest lepiej. Drugi powie, że jest gorzej. Trzeci powie, że sprzeda opla…

 

No i na koniec motyw, który powoduje u mnie podniesienie ciśnienia: kwestie pamięci, na dodatek powiązane z traumą.

Opko w założeniu nie ma wywoływać traumy, więc za to przepraszam. Ale podnoszenie ciśnienia mieści się w założeniach. Co napisałem pod pierwszymi Igrzyskami

 

Cały ten tekst to taki trochę eksperyment psychologiczny na was wszystkich – i widzę, że działa nieźle. Wszyscy są albo zachwyceni, albo zdenerwowani, ale wywoływanie gwałtownych emocji to coś, na co liczyłem, pisząc Igrzyska.

 

ciągle jest aktualne pod drugimi.

 

Możliwe, że Igrzyska do dobry temat na książkę.

Możliwe, że już kto inny to zasugerował, i zaczyna mnie to zastanawiać.

 

@mort

Jest to chyba pierwszy w pełni pozytywny komentarz, i to mnie martwi…

No dobra, może i nie martwi. Ale na pewno dziwi. Próbujesz mi się przypodobać? XD

 

Dzięki wszystkim za komentarze! Pozdrowialski.

 

Precz z sygnaturkami.

Nowa Fantastyka