Profil użytkownika


komentarze: 1536, w dziale opowiadań: 925, opowiadania: 594

Ostatnie sto komentarzy

Hehe, ale jak miło zadebiutować w takim otoczeniu ;) Gratuluję, Diriadzie :)) recenzję już przeczytałam – niestety rzadko czytuję recki, trudno mi więc ocenić jak wyszła, ale z pewnością dobrze wyszło Ci wytłumaczenie tego, co chciałeś wytłumaczyć ;) Ale pomimo że już wiem, że ten spektakl nie do końca jest musiałem, to muszę powiedzieć że widziałam i bardzo mi się spodobał– głównie za świetne oddanie klimatu i przecudowną Ciri <3

Cieszę się, że dotarłeś z komentarzem, mr marasie :)

Dziękuję!

Wieczorem raczej nie dam rady ale proponuję dpotkac sie o 14:00 przy foodtrackach na wspólną szamkę :) Uzgodnilam to już z Tenszą, więc kto chętny niech dołącza :)

Ja siedzę właśnie nad programem i zastanawiam się jak być w kilku miejscach na raz… Na razie nic konkretnego nie zaproponuję, a pewnie trzeba by głównie dostosować się do tych, co prowadzą punkty programu.

Hrabio, bo ja w ogóle dość nieśmiała jestem ;) A do tego mało produktywna i zwyczajnie nie mam co wysyłać, niestety :/ Dzięki za miłe słowo z Primagrodu! Dziewczyny, Wam też dzięki :)

Dziękuję :)

 

Cieniu, mechy swoje zrobiły i coś tam sobie dłubię, wykorzystując wiatr w żaglach, ale niestety aż tak spektakularnie mocno to on nie dmie ;) 

 

Bemik – gratuluję kolejnego sukcesu :))

Tak podejrzewam i taką mam nadzieję, bo to oznaczałoby bardzo zacne towarzystwo :) 

 

Albowiem i ja się mogę (wreszcie!) czymś pochwalić – a nawet Czymś przez duże C, bo znajdujące się w nowym Smoko opowiadanie “Z prochu powstaniesz, Ziemio” jest moim papierowym debiutem :)))

 

 

Zalegam z odpowiedziami, bo trzymałam się z daleka od kompa.

 

Śniąca, NWM, Cieniu – bardzo dziękuje za jurorskie komentarze i jeszcze raz wielkie dzięki za całą Waszą solidną robotę.

 

Psycho – fajnie, że wpadłeś i w ogóle że do nas wróciłeś ;) Postaram się wkrótce zajrzeć do Twojego wiedźmina.

 

Wilku – to chyba dobry odbiór ;)

 

Sho – dziekuję za bardzo miłe słowa! :)

 

Brawa i ogromne gratulacje dla Dziesięciorga Wspaniałych! :)) Mam nadzieje, że czas mi pozwoli wkrótce poczytać wyróżnione prace, do których jeszcze nie zajrzałam.

Jurorom ogromnie dziękuję za świetną zabawę – piękny był ten konkurs i naprawdę szalenie się cieszę, że dzięki niemu udało mi się coś napisać. 

Dla siebie na pocieszenie mam myśl, że w którejś z równoległych rzeczywistości jurorami byli Thargone, AQQ i Hrabia ;P

 

Jeszcze raz gratulacje serdeczne!

No, piękna postawa, Sirinie ;)

Coś podejrzewam, że nałożenie się terminów Polconu z finałem Mundialu jest nieco niefortunne. Chyba, że zrobią konwentową strefę kibica ;)

Sądzę, że Tensza i Krajemar też nie mają wyjścia ;) Zatem je z pewnością również będzie można zobaczyć, przynajmniej z daleka ;)

A tymczasem warto zerknąć w program

 

Dziękuję, Wicked :)

Ha, to rzeczywiście niefortunnie, jak się pod Teofilę podstawi herbatę… może to moja podświadomość się odezwała – dla mnie herbata też jest wszystkim, czego nie chciałabym stracić ;P

Cieszę się, że mimo uwag znalazły się i pozytywy.

 

Zalegam jeszcze z poprawkami sugerowanymi przez MrB, chyba siędę nad analizowaniem ich hurtowo i ze świeższym umysłem, jak się trafi sposobna chwila. 

Hej, Hrabio, fajnie że zajrzałeś :)

Cóż, masz rację, trudno się nie zgodzić, że da się tę historię opowiedzieć jednym zdaniem. Pewnie wynika to z tego, że skupiłam się na tym, co dla mnie łatwiejsze – czyli bardziej “jak”, niż “co”. Minusem jest to, że nic w tym odkrywczego, plusem – że coś napisałam i dało mi to motywację do dalszego pisania – może następnym razem opowiem coś bardziej oryginalnego ;)

Dzięki za komentarz!

Złapmy Cienia za słowo:

 

(…) wybiorą dziesięć najlepszych, przynajmniej ich zdaniem, tekstów, które znajdą się w etapie drugim. To powinno zostać załatwione i ogłoszone w jakiś tydzień do dziesięciu dni po zakończeniu przyjmowania prac (a przynajmniej o to powinniście się modlić).

Edit: No chyba, że mamy się modlić o to, aby ogłosili…

Ok, to mam komplet jurków :) Czekam niecierpliwie na Wasze opinie.

Ach,  te wdowy! Klimatem i bohaterką bardzo bliskie to opowiadanie dziełu Thargona. I również zrobiło na mnie spore wrażenie. Najbardziej chyba przez kontrast tej nadciagajacej zawieruchy z cichym, choć przepełniony niepokojem domem. Zwykłej codzienności z wielką wojną. Rycerza i giganta.

Ode mnie też brawa, Panie Marku :)

Należy się klik, może ściągnie tu więcej czytelników,  bo tekst zdecydowanie wart jest lektury. Bardzo interesujący styl – mówiony, nie rażą powtórzenia czy nietypowa składnia. Opowieść przesycona jest klimatem, baśniowa – magiczna i mroczna. Podobało mi się.

Mnie ruszyło,  nawet oczy zapiekły na koniec. Serio. Dziękuję Ci za chwilę wzruszenia,  Katiu.

Stworzyłaś bardzo niepokojąca wizję śmierci. Jednocześnie trafiłaś też w coś,  co zawsze bardzo mnie porusza i sprawia, że ciarki przechodzą – właśnie taką myśl o trwaniu tego, co się wydarzyło,  jakiejś nieodwracalnosci. Myślę o tym czasem spacerując po miescie czy odwiedzajac jakies szczegolne miejsca, ktore coś pamiętają. Pięknie to opisałaś, za pomocą tych nakladajacych się na siebie obrazów. 

 

Wiesz, Katiu, zdążyłam przeczytać tez to opowiadanie góralskie i również mi się podobało.  Na gwarze  się nie znam, ale klimat tam był świetny. 

Interesujące,  przeczytałam z przyjemnością.  Tym większą,  że tę grafikę również miałam na celowniku ;) Sposób prowadzenia narracji nasuwal mi na myśl reportaż czy artykuł z prasy popularnonaukowej i trudno mi zdecydować czy to mi się podobało czy nie. Przy opisie majówki nieco od tego odszedłeś na rzecz bardziej literackiego stylu i to chyba odpowiadało mi bardziej, ale kupuję to, że taką przyjales konwencję. Klikam z przyjemnością :)

MrB, głównym cudem tego tekstu jest to, że go napisałam ;P

Może uda mi się zrobić coś z tym ciężkim akapit jak będę przy kompie. 

Dzięki za uwagi i za wizytę :))

 

Drakaino, dziękuję. Adrenalina aż kipi przy takim balansowaniu; ) Dobrze, że udało się nie runąć w otchłań. Do roku 1920 nie przywiazywalam się, i jak sądzę po detalach pierwszej grafiki,  jej autor tez nie bardzo ;)

 

Deidriu, dziękuję za czytanie i komentarz :)

 

Zabawne, ale i ja musze napisać,  że ta grafika jest urzekająca i również myślałam o niej jako inspiracji :) Ciesze się,  że dostała swój tekst, w dodatku bardzo udany. 

Z początku nieco przeszkadzało mi przegadanie i jakieś usterki interpunkcyjne. Potem było płynniej, zresztą skupiłam się już w pełni na opowieści.  Jest ponura i kryje się w niej pesymistyczna wizja, ale przy tym też bajkowa – i przez nawiązanie, i narrację, i klimat.

Ha, całkiem mnie zaskoczyło to co się tu wydarzyło :) 

Bardzo udany szorciak. Taki, hmm… gęsty. 

Dzięki, Finklo, że zostawiłaś ślad nawet niewiele mając do powiedzenia ;) Tak sądziłam, że finklowate to nie jest zupełnie, ale cieszę się, że ładne.

Coboldzie, dzięki za wizytę :) Cieszę się, że w ogóle ładne, a w szczególe super ;)

W moim zamyśle zjednoczenie dosłowne (fantastykę kazali pisać ;). Masz rację, tekst traktuje raczej o podjętej decyzji, ale starałam się w pierwszej części pokazać, że nie była łatwa i konflikt wewnętrzny bohatera nadal trwał, a w trzeciej – dlaczego została podjęta. Nie wykluczam, że mogło się nie udać ;) Dziękuję za tę uwagę.

Co do zaimkozy, masz całkowitą rację, zaraz ciachnę.

 

Żonglerko, naprawdę? Ja go ubóstwiam. W takim razie cieszę się podwójnie :))

 

 

 

Pomogłoby, po odleżeniu (takim solidnym) zawsze widać więcej. A zobaczyć wszystkiego nie da się nigdy, liczba błędów w każdym tekście jest nieskończona – zawsze można jeszcze coś znaleźć ;P

Thargone, wygląda na to, że dłubanie przy gwiazdkach dodało Ci literek i wypadłeś poza limit…

 

AQQ, Blackburnie, bardzo się cieszę, że Tryptyk przypadł Wam do gustu :)

 

Nevazie, dzięki! Całkiem ładnie go zrecenzowałeś ;D

 

Reg, dziękuję! Bałam się, co napiszesz ;) 

 

Spodobał mi się pomysł, twist według mnie wyszedł fajnie. Ponure zakończenie też do mnie przemówiło. Lubie takie motywy jak ten, który kryje się w ostatnim zdaniu.

Trochę za mało za to poczułam klimatu. Szeptucha rzeczywiście wypada dość mało wiarygodnie, brakuje jej jakiejś wyrazistej aury, no i brakuje motywacji (gdy mówi “Chciałam, by to bagno w końcu zdechło!” – dlaczego tego chciała?)

 

Z czepialstwa warsztatowego to by było tak: 

 

Krzyk młodej kobiety przebił się przez koronę leśnych drzew, by za moment ucichnąć. Dziewczyna opadła na niego ciężko dysząc.

W pierwszy zdaniu podmiotem jest krzyk. Drugie można w związku z tym odczytać tak, że kobieta opadła na krzyk. Może pomogłoby zastąpienie zaimka jakimś określeniem chłopaka?

 

Droga przerzedziła się – na pewno droga? Może lepiej drzewa przy drodze? 

 

Żadne światła się nie paliły, miejscowi musieli już dawno spać i właśnie na to liczyli. – “miejscowi” zasugerowali mi, że bohaterowie zbliżają sie do jakiejś obcej wioski, w której sami nie mieszkają. Może lepiej “mieszkańcy”?

W drugiej części zdania zgubił się podmiot – wygląda na to, że miejscowi spali i liczyli. Może “… i kochankowie właśnie na to liczyli”?

 

Arnika zatrzymała się, a on przystanął za nią wpół kroku. Ścisnął mocniej jej rękę, a ona musnęła jego policzek i szepnęła:

Hm, warto by tutaj moim zdaniem zróżnicować budowę zdań. Ona to, a on tamto. On to, a ona tamto. – Brzmi to monotonnie tak jedno po drugim.

 

Od śmierci Helmana o niczym innym nie gadano,  dlaczego młody i zdrowy chłopak, który miał całe życie przed sobą, popełnił najgorszy z możliwych czynów.

To niezgrabnie brzmi, jakby czegoś brakowało. O niczym innym nie gadano, tylko o tym, dlaczego…

 

– Daj spokój, Arnika, pogadają i zapomną – pocieszał Rem, ocierając jej mokre policzki. Czerwień zastygała na jej twarzy, a on chciał ukoić jej ból i strach.

Dużo tu jej ;)

 

Nic na to nie powiedział, choć dla niego rada była tylko jedna. Powinni udać się do szeptuchy, która mieszkała kilka staj od wioski i może swą mądrością by ich uraczyła. Choć dziewczyna nie chciała o tym słyszeć. Przez jakiś czas jeszcze znajdowali się na językach wieśniaków, ale i to powoli zaczęło się uspokajać, choć w sercu Rema ziała nadal ogromna dziura po stracie przyjaciela.

A tu sporo chociów.

 

Awantura, która rozpętała się w związku ze śmiercią Helmana była niczym.

Tu też czegoś zabrakło. (… )była przy tym/ w porównaniu do tego niczym.

 

Ona jedna tylko żyła, a nie wiadomo skąd przybyła… 

Czy to zamierzony rym? Brzmi, jakby starucha zaczęła śpiewać jakąś piosenkę ;)

 

Historia Arniki należała do wyjątkowo okropnych, chyba jedna z najgorszych, jaka spotkała ich wioskę.

Troszkę kulawo.

 

Przez wiele miesięcy nic nie mówiła, ale zaprowadziła ludzi w miejsce, w którym znaleziono martwe ciała innych dzieci w podobnym do niej wieku. Ich oczy, choć martwe, były równie czerwone jak jej. Zaopiekowano się nią, dano schronienie i przygarnięto pod dach. W końcu znalazła dom i rodzinę, 

 

Choć na jego widok posłała mu słaby uśmiech, jakby naprawdę się ucieszyła, że go widzi po raz pierwszy od wielu dni.

Z dalszej części zdania wynika, że uśmiecha się na jego widok, można odpuścić początek by nie powtarzać informacji.

 

Ehh, te krótkie terminy. Się tekst nie odleży i babolki zostają ;)

Belhaju, dziękuję za odwiedziny i opinię :)

 

Teyami,

 "No tak, Werwena". ;D

Dziękuję Ci, fajnie, że zajrzałaś :) Co do Świerszcza, to w moich autorskich zamysłach miał właśnie być dosłowny, właściwie raczej jako pseudonim niż nazwisko. Ale nie dyskutuję, biorę na klatę, w końcu czytelnik ma prawo uznać, że autor miał na myśli coś innego, niż miał, zwłaszcza w tego rodzaju tekstach :)

Co do tego zdania – racja. Pomyślę o nim, ale może zostawię jak jest, bo w sumie podejrzewam, że żadne z nich za bardzo nie wiedziało co powiedzieć ;P

 

Żonglerko, bardzo się cieszę, że Ci się spodobało i ogromnie mi miło, że póki co faworyt :))

 

Ano ma, nie odmawiam jej ;) chodzi mi tylko o to, że bardziej bym ją polubiłam,  gdyby nie była,  ale jest to komentarz z poziomu emocji, nie merytoryki – nie czepiam się tylko dziele odczuciami ;)

Bo ogólnie to mi się podobało. 

Ja potrafię doskakiwać do takiego poziomu zrywami i wytrzymywać tylko chwilę, Ty zasuwasz na najwyższych obrotach przez całe opowiadanie.

 

No weź, tylko 5k znaków wytrzymałam ;P

Dzięki, Thargonie, bardzo!

Fajny pomysł, w sam raz na szorciaka.

Nie wiem, czy tak miało być, ale odniosłam wrażenie, że bohaterka jest dość infantylna i trochę mi to psuło odbiór – tak zupełnie subiektywnie. 

Kilka usterek znalazłam:

 

zjadasz ugotowaną przez mnie polewkę – przeze mnie

 

Dlaczego wtedy sama poszłam do lasu, choć prosiłeś, żebym nigdy nie oddalała się od domu. – znak zapytania zamiast kropki ;)

 

Już prawie czuję chłód jego srebrnego miecza na swojej szyi. – zgrabniej byłoby gdyby wyrzucić “swojej” – na cudzej by nie poczuła ;)

 

Fiuuu, niesamowicie mi się podobało!

Wspaniale zagrałeś tą szarością – nie dość, że opisy z tego wyszły przepiękne, klimat aż gęsty, to jeszcze i na poziomie symboliki wyszło rewelacyjnie. Bo właściwie według mnie ten tekst jest o szarości właśnie, o wyborach, które nie są czarno-białe. Wspaniale nieoczywista jest bohaterka tej opowieści i jej heroizm też nieoczywisty. 

Styl do pozazdroszczenia. 

:) Dziękuję wszystkim za odwiedziny! :) I za kliki.

 

Mr.marasie, mam nadzieję, że pozytywne wrażenia nie były wyłącznie efektem zmęczenia ;) 

Oraz, że udało ci się wyspać – w końcu od tego są niedziele ;)

 

Katiu, dziękuję! cieszę się, że sprawiłam Ci przyjemność :)

 

Fun, ufff… cieszę się :D Dzięki!

 

Rogerze, dziękuję Ci za opinię. Taaaa, rzeczywiście sporo się tu dzieje, w zakresie formy. Zamysł był taki, żeby forma i treść jednak się uzupełniały. No ale wyszło właśnie tak jak wyszło :)

 

Morgi, dzięki, dzięki! Wiesz, jak to u mnie jest z tym pisaniem ;) Ale obiecuję robić co w mojej mocy – bo przecież tego właśnie i ja bym sobie życzyła.

 

Anet, dziękuję, cieszę się, że się podobało :))

 

Pięknie napisane, stworzyłaś magiczny, urzekający klimat. Co tu dużo gadać, w mój gust też się wpisałaś idealnie ;)

Bardzo podoba mi się Twój styl, plastyczne opisy i rozbudowane porównania. Miejscami zastanawiałam się jednak, czy niektóre zdania nie wyszły aż nazbyt rozbudowane – sama mam z tym problem, dlatego zwróciłam uwagę ;) Chodzi o to, że jakkolwiek wspaniale płynie się przez takie okrąglutkie, poetyckie zdania, to czasem już nie wiadomo co się kłębi, co się jarzy, a co tu w ogóle było podmiotem ;) Ale nie traktuj tego jako zarzutu, raczej sugestię do przemyślenia. Czasem zeszlifowanie jakichś nadmiarów pomaga uwypuklić prawdziwe zdania-perły. A jestem pewna, że jest ich w “Pieśni mgieł” naprawdę sporo.

Podpisuję się pod opinią, że ostatnie zdanie ma duży power. Właściwie dzięki niemu tekst staje się opowieścią, a nie tylko pięknym opisem rytuału. Opowieścią otwartą, co również bardzo lubię.

Mnie też spodobała się gra z motywami Czerwonego Kapturka, choć w pierwszej chwili trochę się na to skrzywiłam. Pomyślałam – no jasne, jest wilkołak, musi być Kapturek, oczywista oczywistość. Potem jednak już nic nie było oczywiste i to mi się spodobało, zwłaszcza żonglerka tym, kto tu jest tym dobrym, a kto złym ;)

Również raziło mnie to liche stanie chatynki, podpinam się pod opinię Fifi. 

Odniosłam tez wrażenie, podobnie jak stn, że usiłowałeś upchnąć w szorciaka zbyt wiele. Ale dumam sobie, czy nie dałoby się tego wrażenia nieco odmienić, dłubiąc trochę przy kompozycji. Bo w sumie rzecz rozkręca się raczej niespiesznie, sporo miejsca z początku to budowa klimatu i zabawa znanymi motywami, pod koniec za to pojawia się szaleńcze odkrywanie niuansów świata i intrygi. Tak się mnie zdaje ;)

Zgadzam się z przedmówcami – jest klimatycznie, jest fajne połączenie ładnego języka i czającej się w treści jakiejś ohydy, mroku. No, ale sens gdzieś się przyczaja i rzeczywiście trudno go złapać.

Gratuluję nominowany do Zajdli i trzymam za Was kciuki! :)

Anno Mario, piszesz prze-pię-knie. Ogromnie przyjemnie było mi płynąć przez Twoje zdania, wspaniale było – co brzmi dziwnie – stać się na trochę staruszką Reginą. Bo piszesz tak, że nie ma siły – człowiek wsiąka w Twój świat. Pokazujesz postaci z ogromną wrażliwością, doskonale operujesz detalami. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Język, ta wrażliwość i warstwa emocjonalna to absolutne atuty tego tekstu.

Trochę słabiej, niestety, wypada kompozycja i poprowadzenie fabuły. Wydaje się, że to, co miałoby być jej ośrodkiem, pojawia się zbyt późno, mam wrażenie, że wręcz pod koniec tekstu. Tak jakby opowieść nagle traciła swój tor i stawała się opowieścią o czymś innym. I ta nowa historia w dodatku pozostawia spory niedosyt – właściwie to zgadzam się tutaj z komentarzami przedpiśćców. Nie do końca zrozumiałam, czym jest ten zakon, skąd się wziął, a cały patent z pamięcią nie wzbudza we mnie przekonania. Może nie wyłapałam czegoś w warstwie filozoficznej, ale jakoś uwiera mnie to, że członkowie zakonu potrafią przenieść się hmm… w czasie? między światami? A z jakiegoś powodu nie potrafią zwyczajnie sami z naszego świata wziąć tego co potrzebują, zamiast tego jest cała ta kombinacja z zapamiętywaniem i skakaniem z okna. No nie wiem, albo nie łapię czegoś, albo trochę to na wyrost ;)

Ale tak czy inaczej gratuluję Ci znakomitego pióra i stylu i dziękuję za wspaniałe doznania estetyczne :)) 

Z każdym kolejnym tekstem coraz bardziej lubię Cię czytać, Skoneczny :)

Jestem bardzo, bardzo usatysfakcjonowana lekturą. Początek zaimponował mi tym, jak oddałeś poczucie niepanowania w pełni nad swoim umysłem. Dodatkowo zaintrygowały mnie kocki, które tutaj rozrzuciłeś. W tym kogut ;)

W ogóle manipulowanie klockami idzie Ci świetnie przez cały tekst i finalnie wypada chyba lepiej, niż w “Demonie…” – w każdym razie mnie na pewno było tym razem łatwiej te klocki pozbierać i ułożyć układankę, a przy tym nadal pozostawało to sporym wyzwaniem. Zatem zabawa intelektualna z czytelnikiem – level up :) Chociaż i tak pozostały dwie kwestie, których chyba nie skleiłam jak trzeba :/

Jeśli chodzi o styl, to niezmiennie uważam, że piszesz genialnie – lekko ale z polotem. Podoba mi się zestawienie science z absurdem, humoru z ciężkimi tematami. Podobają mi się dialogi, zwłaszcza te z agentem (<3)

 

Więcej serduszek:

Odchrząknął, kiedy refleksy na szkłach jego okularów zmieniły kolor z facebookowego błękitu na profesjonalną, ściśle tajną czerń.

<3

 

Innymi słowy nie może być inaczej, bo tutaj jest jak jest, po prostu.

– I ja dobrze o tym wiem – przyznał agent.

 

<3

 

:))

 

Żeby jednak nie było tak, że do niczego się nie można przyczepić, to się przyczepię. Zgrzytnął mi trochę pierwszy dialog z córką:

 

– Dobrze, że przyszedłeś, tato. Od czterech godzin próbuję przepędzić tego śmierdzącego żula z naszego ogródka, ale wcale się mnie nie boi – odpowiedziała, potrząsając zabawką.

Nie bardzo to brzmi jak coś, co powiedziałaby pięciolatka, moim zdaniem. Głównie te godziny mi tu zgrzytają – wydaje się, że jak na ten wiek dziewczynka zbyt płynnie posługuje się jednostkami czasu ;) A poza tym, jest to niespójne z tym, co mamy kawałek dalej:

 

– Od jak dawna ten pan tam stał, kochanie?

– Nie wiem. Jak go zobaczyłam, to zaczęłam się bawić, żeby o nim nie myśleć – odpowiedziała

Również mało prawdopodobne w ustach pięciolatki wydaje mi się pytanie “to za co ci płacą?” ;)

 

Wisienką na torcie jest ten moment, kiedy człowiek zajarzy, kim właściwie jest Firmington :)

He, nie dziwie się, że cobold betował – takie zakamuflowanie postaci to zdaje się coś, co coboldy lubią najbardziej ;)

Majówka sprzyja powrotom do fajnych rzeczy i po długiej przerwie udało mi się wreszcie trochę tutaj poczytać. Fajnie, że trafiła mi się na początek przyjemna lektura :)

 

Uwaga, mogę spojlerować.

 

Bardzo spodobała mi się otwierająca scena – ten “lokalny” Chrystus, spotkanie, jednoczesna bliskość i dystans, fajnie odrealniona sceneria… No i potem łup, Isle otwiera oczy i ciekawa scena okazuje się dość zużytą kliszą ze snem. To mi się akurat nie spodobało. Ale początek kupił mnie na tyle, że spokojnie czytałam dalej, nawet mimo uwag do kolejnego fragmentu – z grubsza podobnych do tego, o czym pisze Marlow. Trochę tu za dużo sucho podanych informacji. Ja również jestem zwolenniczką pokazywania, nie opowiadania, choć zdaję sobie sprawę, że czasem trzeba zdecydować się na taki zabieg, żeby chociażby zaoszczędzić trochę znaków albo zrównoważyć kompozycję. Tutaj jednak wydaje mi się, że przegadania jest za dużo, cały solidny kawał tekstu, który nie posuwa akcji, tylko zarysowuje tło. Wydaje mi się, że jeśli nie dałoby się zwięźle pokazać tych informacji poprzez sceny (a wiele z nich jednak nieźle oddają kolejne fragmenty, wystarczyłoby może coś niecoś tylko dodać), to dobrze byłoby ten fragment skrócić. W obecnej formie bardzo zamula tempo opowieści, niestety. Co oczywiście jest moją opinią i niekoniecznie trzeba się z tym zgadzać.

Dalej jest fajnie, pojawiają się nawiązania do baśni i przyjemnie się czyta, jak się bawisz znanymi motywami. Świetnie wypada postać babci :) Ale chyba moim ulubionym nawiązaniem do Czerwonego Kapturka jest to najbardziej subtelne: 

– Ale można chyba zejść z tej drogi?

– Zawsze, dziecko… Zawsze.

Super! :)

A skoro już jestem przy ulubionych fragmentach, to strasznie spodobał mi się też ten:

– A chciałeś, pastorze? – Uśmiechnęła się.

– Sam nie wiem… Pomyślałem, że te wszystkie piękne nauki giną w obyczajach i prawach. Kolebią się między nakazami i zakazami jak zagubione dzieci – westchnął.

– To przygarnij je mocno do siebie, Thomasie. To jedyne, czego potrzebują dzieci.

Nie dość, że to bardzo udana metafora, to jeszcze świetnie podsumowuje temat, za który się zabrałeś w tym opowiadaniu. I tu znowu podoba mi się subtelność, której w innych miejscach nieco brakuje, na co zwrócili uwagę przedpiśćcy. Momentami jest rzeczywiście trochę zbyt dydaktycznie, trochę za bardzo czarno-biało.

 W kwestiach religijno-technicznych zastanawia mnie, czy poprawnym jest zamienne stosowanie pojęć “pastor” i “ksiądz” (co ma miejsce pod koniec tekstu) lub innych, jakoś z księdzem powiązanych (księżulek, klecha). Nie wiem, ktoś wie?

 

Główny zarzut mam do sceny kulminacyjnej, czyli walki Gudrun z prześladowcami, już po odkryciu przez nią swojej tożsamości. Zachowanie bohaterki wydaje mi się mało wiarygodne, a scena wyzuta z emocji. Rozumiem, że wiedząc kim jest i będąc wśród swoich krewniaków dziewczyna może czuć się pewniej, jednak zdziwiło mnie, że po tym, jak została jednak pokonana i niemal zgwałcona, nie czuje wobec swoich oprawców ani krztyny lęku, nie ma ani na moment wątpliwości, nim zaangażuje się w walkę i w jej trakcie. Tym bardziej, że czytając to, wciąż miałam w głowie inną fajną metaforę, tę o gałęzi, która gdy raz cię zrzuci z konia powoduje, że strach z tobą zostaje. Jasne, metafora pojawiła się w innym kontekście – ale czy rzeczywiście? W końcu Bastian uosabia tutaj tę pełną ograniczeń religię. Wydaje mi się, że ta scena aż prosi się o wysycenie ją jakimiś emocjami, co nie tylko by ją uwiarygodniło, ale jeszcze dodało jej sporo wymiaru symbolicznego, jako odnośnik i rozwinięcie tej myśli, która pojawia się w metaforze gałęzi.

Pozostając w temacie wiarygodności, zgrzytnął mi potem jeszcze jeden drobiazg – ostatnie zdanie wypowiedzi Johanesa:

– Przestań! – krzyk Johannesa przerwał tyradę ojca, który stał osłupiały. – To nie jej wina. Bastian zawsze kochał Gudrun. – Wargi chłopaka drżały. – Nie chciał być takim gnojem dla niej. Nikt z nas nie chciał. Ale bał się ojca. Tak. Bał się ciebie, twojej nienawiści do nich, twojej kary i odrzucenia. – Im więcej mówił Johanes, tym bardziej Horst truchlał. – Nikt z nas nie chciał stracić akceptacji matek i ojców…

Generalnie podoba mi się ta przemowa, cały patent na pokazanie prawdziwych motywacji chłopaków jest bardzo udany. Stworzyłeś porządnego antagonistę, który nie jest po prostu zły bo jest zły. I trudno się nie zgodzić z tym, że ludzie, zwłaszcza dorastający, bardzo pragną akceptacji swoich rodziców. Problem tylko w tym, że trudno mi sobie wyobrazić akurat takie słowa w ustach młodego człowieka. Ta uwaga dotyczy wyłącznie ostatniego zdania, pozostałą część kupuję ;)

 

Ogólnie, jestem zadowolona z lektury, była dla mnie bardzo przyjemna :)

:) gratuluję wszystkim, którym zalegam!

Dziewczyny, przeczytałam już jakiś czas temu, ale zabrakło mi spokojnej chwili na napisanie opinii na świeżo, zatem, niestety, ograniczę się do ogólności.

 

Naz, Twoje opko spodobało mi się najbardziej. Urzekło mnie klimatem, fajnie ustawiłaś perspektywę bohatera, czułam się blisko niego i dzięki temu opowiadanie mnie wciągnęło, pomimo tego, że jest dość statyczne. Fajny, ciekawy świat. Gratki! :)

 

Tenszo, “Mechanizm” zrobił swoją robotę – świetnie domknął się, w zakończeniu zdradzając, o czym tak naprawdę opowiada. Lubię takie patenty i doceniam :) Problem miałam jednak z tym, że zanim się okazało, o czym to naprawdę jest, dałam się zwieść temu, że jest jednak o czymś innym, i to coś innego podeszło mi raczej średnio – bo widziałam w tym taką tam sobie opowiastkę o zazdrosnej pannie uganiającej się za chłopem. Jakby nic specjalnego. I z jednej strony tym bardziej doceniam tę głębię, która się w końcu ukazuje, ale z drugiej strony nie wiem, czy gdyby nie znajomość i zaufanie do autorki, nie przerwałabym lektury zanim do tego sedna dotarłam. 

Zatem uczucia mam mieszane, ale i tak serdecznie Ci gratuluję kolejnego sukcesu i trzymam kciuki za kolejne :)

Hubert, Blacktom, Belhaj – gratuluję! :)

Bardzo mi Twoje Panny, Coboldzie, umiliły przedwczorajszy poranek :))

Urzekł mnie opis opadającej sukni. W ogóle kunszt zaprezentowałeś fantastyczny. Może nie barokowy, ale bardzo soczysty język – miód :)

Wydaje mi się, że brakuje trochę równowagi w kompozycji – początek jest niespieszny, zakończenie za to szybciutkie. Miałam wrażenie, że skończyłeś opowieść, zanim się na dobre rozpoczęła, a główni bohaterowie w sumie nie zdążyli zbyt wiele zrobić, poza tym, że dzięki nim czytelnik mógł poznać postaci drugoplanowe (świetnie wykreowane).

Gratuluję Ci jeszcze raz gorąco – i druku i bardzo dobrego tekstu. Cieszy mnie ogromnie, że mogę Cię czytać na papierze, i że obiecali więcej ;) 

Światy – super. Zwłaszcza ten toksyczny. Świetnie go wymyśliłaś, świetnie opisałaś.

Ech, czytałam już kilka dni temu i niestety pierwsze, gorące refleksje, zdążyły mi już ulecieć, wybacz :( Zapamiętałam głównie to – że podobała mi się wędrówka i kolejne miejsca, ale mało podobały mi się postaci i ich relacje. Miłość głównej bohaterki i jej partnera wydała mi się taka strasznie automatyczna, narzucona, oni sami tacy bez wyrazu. Trudno mi było wczuć się w ich emocje i zaangażować w ich losy. Ale i tak czytałam z zaciekawieniem – co będzie za kolejnym portalem ;) Spodobało mi się też zakończenie i eleganckie domknięcie całego konceptu.

Nowa Fantastyka